Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
Rafał_Sz
12-04-2010, 20:20
Są na forum wędkarze, samochodziarze, motocykliści, znawcy zegarków, spece od gotowania a nawet koneserzy yerby. Niektórych nawet fotografia interesuje! ;)
A są rowerzyści? Tacy co nie traktują dwóch kółek tylko jako środka transportu a jako sposób na zdrowie i miłe spędzenie czasu?
Osobiście jakiś czas temu wróciłem po kilkuletniej przerwie do amatorskiego MTB. Nie to żebym jakoś specjalnie się angażował, ale zdarza mi się stówkę wieczorkiem machnąć ;). Jednak jako, że wiek starczy :) na horyzoncie życia już widać, przeważnie robię 50-60 km po pagórkach w mojej okolicy (mam to szczęście, że jest gdzie jeździć) co by na zawał nie zejść ;).
Dodatkowo to świetne uczucie po pokonaniu własnych słabości jest bezcenne.
To jak, latacie coś na rowerkach?
Oj latało się, latało... Ale kiedy to było... Mój bajk przeleżał tyle lat w piwnicy i byłem przekonany, że zardzewiał w diabły. Ostatnio, przy okazji przeprowadzki na wieś patrzę, a on całkiem dobrze się ma. Kiszki trzeba tylko dopompować, pajęczyny zebrać i można jeździć. Mam ambitny plan wykonać w tym roku akcję MTB - reaktywacja. Na stówkę dziennie to jeszcze długo nie będę mógł sobie pozwolić, ale stopniowo, stopniowo... Najgorsze są pierwsze razy po dłuższej przerwie. I tu nawet nie chodzi o nogi, tylko o doopsko...
Oj nogi również. Ostatnio po 5 latach przerwy po przejechaniu ok 3 mil myślałem, ze płuca wypluje. Również myśle o dwóch kółkach, ale to dopiero w październiku, bo mnie w tym roku własne wesele czeka a pojazd trzeba kupić. :)
Sent from my iPhone using Tapatalk
spiritwood
12-04-2010, 20:54
Latacie, latacie ;)
Przez ostatnie 17 lat głównie MTB (w 1993r kupiłem swojego pierwszego Peugeota Energy 400, którego trzy lata później mi ukradziono, hehe). Dwa lata temu kupiłem sobie szosę no i... porwał mnie demon prędkości ;) Po górkach i dołkach jest to spora odmiana in plus - wszystko jest leciusieńkie, max precyzyjne i jakieś*takie hmmm... pozornie delikatne ;) Duża frajda!
Jednak jako, że wiek starczy :) na horyzoncie życia już widać, przeważnie robię 50-60 km po pagórkach w mojej okolicy (mam to szczęście, że jest gdzie jeździć) co by na zawał nie zejść ;).
Spojrzałem sobie na ten wiek starczy... To ja chyba powinienem już nie żyć :(
Dystanse robię mniuej więcej podobne, powyżej 60 boli tyłek ;)
Pytacie to jestem. Na codzień traski ok. 30km a jak jest czas to koło 100km. Góry i nie tylko góry. A rowerek oczywiście nie seryjny, był seryjny ale to przeszłość. Nie jest najwyższej klasy, ale minimum co pozwala na bezstresową jazdę o własne zęby.
Ja osobiście śmigam moją turbo szosówką (kolarzówka zrobiona z 2 rowerów), narazie przygotowuje się na lepsze warunki, aczkolwiek pierwsze kilometry mam już za sobą.:)
Ze względu na zamieszkanie wybieram się nią też na drogi polne, mam nadzieje że nie pognę felg tak jak w tamtym roku:twisted:
Najgorsze są pierwsze razy po dłuższej przerwie. I tu nawet nie chodzi o nogi, tylko o doopsko...
Zgadzam się z Tobą w 100%, od dzisiaj zacząłem dojeżdżać do pracy rowerem po przerwie zimowej i muszę się przyznać, iż odczuwam „lekki” dyskomfort.
Jak się da wrzucajmy zdjęcia naszych rowerów (jak motory pokazują to czemu nie rowery!). Ja dam jutro.
eldritch
12-04-2010, 21:42
hmmm latało się, latało - tak ze 20 kg temu...
...może 100 km/dzień to mi się nie zdarzało - głównie z braku czasu ale 50-60 codziennie to i owszem np. na trasie Rzeszów-Bratkowice (rezerwat Zabłocie - takie dziwne miejsce na pogórzu karpackim, gdzie można teraz spotkać podobno nawet bielika, a o wilka nietrudno było od niepamiętnych czasów).
Najwięcej km zrobiłem chyba niebieskim "universalem" na początku lat 90tych ("universal" to była exportowa wersja Wigry 3 [tu by trzeba młodzieży wytłumaczyć co to jest Wigry 3 heheh] z trzy-biegową wewnętrzną piastą - kupionym po znajomości w Baltonie - takim dziwnym sklepie..., eee długo by tłumaczyć Tym co nie kojarzą)... ;)
Potem (coś koło 1993) był pierwszy MTB marki MTB kupiony już "normalnie" w sklepie z przywiezioną ze Słowacji kierownicą szosową "Kuboj" - chyba pierwsza w Rzeszowie taka... ;)
A potem to już za kapitalistycznej demokracji GTek, który obecnie marnuje się w garażu - odświeżany ze 2-3 razy do roku.
Ale w tym roku biorę się od nowa za jazdę - chciałbym cofnąć czas o 10kg - i to co najmniej.
I w sumie mam dylemat bo chciałem sobie coś nowego kupić i nie wiemm co wybrać: GT Avalanche 3.0 Disc czy Giant Terrago - wiem, że w tej "klasie" to wszystko jedno, ale może ktoś z młodzieży lepiej obeznany w nowszych rowerowych technologiach coś doradzi???
grudzinsky
12-04-2010, 21:45
sie smigalo :mrgreen: od samego poczatku postawilem na cross'a. duze kola, agresywne opony dawaly komfort jazdy w lekkim terenie jak i dlugie szosowe etapy ;) na samym poczatku roznie to bywalo, ale Poznan-Gniezno-Poznan robilo sie po pracy :D pozniej trasy Legnica-Karpacz-Klodzko-Wroclaw i rok pozniej Poznan-Praga-Bratyslawa-Krakow. po tych "ekspedycjach" byly plany na inne, ale trzeba bylo szukac pracy i znalazlem ja dopiero w Szkocji. tam sciagnalem po roku swoj rower i smigalem nim kazdego dnia zmagajac sie czasem z masakrycznym wiatrem (czasami 60-70km/h)
pozniej przeprowadzilem sie na daleka polnoc, rower zostawilem u kumpla na tymczasowe przechowanie i on wpadl nim pod autobus :( rower przeszedl do historii :( kupilem do niego amorek (skok 5,5cm niby nic, a jednak dawal rade) pedaly SPD...byl na osprzecie SRAM 5.0 :)
teraz nie ma sily zeby mnie na rower wsadzic :D u mnie zbyt mocno wieje...czasami samochodem ciezko sie jezdzi ;)
Ponad 2 lata temu kupiłem świetny rower
Idealne, doskonale wyposażone trekkingowe cacko
Obecnie na liczniku jest zawrotna liczba przebytych kilometrów
W sumie wskazuje ich aż 56
Zawodowiec ze mnie
;)
clueless
12-04-2010, 22:00
ja jeżdżę od dziecka z zamiłowania do rowerów przekazanego mi przez mojego dziadka ;P ale tak "poważniej" to jakieś 3-4 lata. głównie tereny leśne, polne... naprawdę mam gdzie jeździć :)
zazwyczaj gdy tylko robi się cieplej(w tym roku zaczęłam pod koniec lutego) 2-3 razy w tygodniu robię po jakieś 30-40 km, zależnie od ilości wolnego czasu (bo jestem dopiero w średniej), a w weekendy gdy pogoda dopisze to coś dłuższego. zawsze z aparatem w plecaku :) niestety teraz weekendowe wyprawy odpadają ze względu na podjętą pracę. no, coś za coś ;/
Witam!
Kiedyś głównie MTB, ale turystycznie, na jesień 2008 r. poskładałem trekinga i góral poszedł na hak, ale w tym roku już zamierzam odwiesić i śmigać w góry, zarówno asfaltowo jak i terenowo. Do tego mam jeszcze trzeci rower, mieszczucha na codzień do miasta. Obecnie w stanie naprawy, ale to stan przejściowy. :)
Kiedyś jak rozkwitała moja pasja MTB, sakwiarstwa się wystrzegałem i wręcz brzydziłem, ale jak pisałem powyżej, po poskładaniu trekinga coś przeskoczyło (do wszystkiego trzeba dorosnąć) i nawet w zeszłe wakacje się mała wyprawa trafiła (Drezno - Praga). W poskładanie trekinga włożyłem oprócz grosiwa rzecz jasna, także ponad 10 lat doświadczenia w użytkowaniu rowerów. Złożenie co prawda zleciłem zaufanemu mechanikowi, ale to głównie z braku czasu. Górala w zasadzie sam poskładałem.
Jako rasowy inżynier, lubię dobrze działające mechanizmy i oprócz jeżdżenia, śrubkarstwo mnie także wciąga, choć obecnie wole jednak jeździć i śrubkarstwo tylko doraźnie. :)
Dystanse w zasadzie dowolnie, zdarzało się i 100 km w terenie w Alpach, a na jesień zeszłego roku, po asfaltowych 140 km, była chęć i możliwości na kolejne, ale mnie się mapa skończyła, a GPSowi, to ja tak do końca nie ufam. :)
grudzinsky
12-04-2010, 22:07
Obecnie na liczniku jest zawrotna liczba przebytych kilometrów
W sumie wskazuje ich aż 56
;)
jak kupilem swoj rower to mialem darmowy przeglad po miesiacu lub po przejechaniu 1000km ;) jak przyprowadzilem rower na serwis to gosnie nie mogli sie nadziwic...3200km na liczniku. rozlozyli rower na czynniki pierwsze zeby sprawdzic czy wszystkie lozyska sa sprawne...nic im nie bylo. lancuch tez sie nie wyciagnal chociaz zalecana jest jego wymiana co 3000km ;) po pierwszym sezonie licznik wskazywal 26000km :D lancuch wymienilem dopiero po 45000 bo pekl sie bratu jak jezdzil z mama ;) juz nie dal rady ;) ale raz w tygodniu spedzalem nad czyszczeniem prawie caly poranek (zaczynalem o 9 w sobote, konczylem ok 12 w poludnie) pozniej szybki obiad i trasa :D
Rafał_Sz
12-04-2010, 22:11
Widzę pięknie jest! :)
Co do początków/powrotów to faktycznie jest ciężko. Ale po 2-3 tygodniach już widać postępy.
Moja przerwa zaczęła się w sumie po wypadku na rowerze. Trochę przeceniłem umiejętności, trochę zabrakło mi szczęścia. Ogólnie zdrapywano mnie z asfaltu i na sygnale zawieziono do szpitala, gdzie pozszywali mi facjatę i oderwali od pleców wtopioną podczas hamowania na plerach kurtkę. Do dziasiaj za cholerę nic nie pamiętam z samego wypadku.
Potem latka leciały, kilogramy też leciały, aż przyszedł moment kiedy powiedziałem sobie dość. No i zaczął się powrót. Po roku treningu jest już dobrze. 38 kg mniej, kondycha całkiem spoko, jak na palacza ( :oops: ).
Jeżdżę na prawie seryjnym Giancie NRS 3. Całkiem spoko jak na moje potrzeby.
Ponad 2 lata temu kupiłem świetny rower
Idealne, doskonale wyposażone trekkingowe cacko
Obecnie na liczniku jest zawrotna liczba przebytych kilometrów
W sumie wskazuje ich aż 56
Zawodowiec ze mnie
;)
Ponad dwa lata temu kupiłem świetny rower, całkiem niezłego scotta. Na liczniku 98 km :D
Witam w krainie zawodowców :D
downandout
12-04-2010, 23:22
jak byłem młodszy to śmigałem rowerem po karkonoszach i górach izerskich, świetne trasy, choć po stronie czeskiej lepsze. niestety ukradziono mi kolejno 2 rowery, więc potem nie było już sensu kusić losu. teraz czekam aż nabędę autko, by zaraz potem dokupić amatorskiego mtb. jako ciekawostkę dodam, że mój kuzyn jako pierwszy Polak startował w najtrudniejszym rajdzie mtb na świecie - crocodile trophy w australii. 2 lata temu zajął tam bodajże 40 miejsce, na prawie setkę zawodników, a nie miał zaplecza technicznego. dla porównania czołówkę stanowili praktycznie sami Czesi;)
Trochę przeceniłem umiejętności, trochę zabrakło mi szczęścia. Ogólnie zdrapywano mnie z asfaltu i na sygnale zawieziono do szpitala, gdzie pozszywali mi facjatę i oderwali od pleców wtopioną podczas hamowania na plerach kurtkę. Do dziasiaj za cholerę nic nie pamiętam z samego wypadku.Ojjoj... Wiem jak to jest... Też mnie kiedyś zeskrobywali i na kogutach wieźli. W Szczyrku to było. Więcej szczęścia niż rozumu miałem... Gdybym poleciał dosłownie kilka centymetrów dalej, a lot i tak był imponujący, albo gdybym nieco inaczej trafił w turlający się z naprzeciwka samochód, dzisiaj bym się na wózeczku kulgał albo i za warzywko robił... Na szczęście skończyło się na mega poobijaniu, i krwiaku wielkości pięści na pewnej tylnej części ciała. Ale max speed na liczniku w okolicach 7 dych było. ;-)
grudzinsky
13-04-2010, 07:44
najwieksza predkosc jaka rozwinalem na rowerze bylo to cos w granicach 75km/h :D jechalem ze Strebskiego Plesa do Tatrzanskiej Lomnicy. rower mialem obladowany sakwami i moze te kilkadziesiat kilo wiecej dalo mi te predkosc...po autostradzie (jak jeszcze byla w budowie) obwodnicy Poznania smigalem z kumplem i tam udalo mi sie moim rowerkiem na prostej wykrecic 55km/h ;) ach ta mlodosc :D
Tak trochę OT, ale wątek o rowerach -poniekąd, to zapytam :)
Muszę kupić jakąś oponę (26") na tył do roweru dla syna.
Niestety ostatnie jakie kupowałem, to totalna porażka,
bieżnik traciły po 3-4 tygodniach, w miarę normalnej jazdy w mieście.
Sklepu rowerowego z jakimś sensownym sprzedawcą,
(tudzież wyboru opon) u mnie w mieście nie ma.
Liczę się z kosztem 50-100zł.
Szukałem trochę info w necie, ale bardziej mi te wiadomości zamotały obraz,
jak pomogły.
Rafał_Sz
13-04-2010, 08:34
Tak trochę OT, ale wątek o rowerach -poniekąd, to zapytam :)
Muszę kupić jakąś oponę (26") na tył do roweru dla syna.
Niestety ostatnie jakie kupowałem, to totalna porażka,
bieżnik traciły po 3-4 tygodniach, w miarę normalnej jazdy w mieście.
Sklepu rowerowego z jakimś sensownym sprzedawcą,
(tudzież wyboru opon) u mnie w mieście nie ma.
Liczę się z kosztem 50-100zł.
Szukałem trochę info w necie, ale bardziej mi te wiadomości zamotały obraz,
jak pomogły.
Mogę Ci wysłać swoje oponki Schwalbe Tabletop. Na asfalt rewelacja. Jedna jest zużyta w 30 procentach (była z tyłu), druga w 5%. Przejechałem na nich około 1500 km, co świadczy o ich jakości. Zdjęte tylko dlatego, że potrzebowałem coś na mocne błoto. Jako, że to dobre oponki (leciutkie, zbrojone kewlarem) chcę za nie aż zero złotych :). Zwrócisz mi tylko za kuriera. Jeśli jesteś zainteresowany, daj znać na PM, uzgodnimy szczegóły.
Muszę kupić jakąś oponę (26") na tył do roweru dla syna.
Jak 26" to pewnie góral, zatem opona z klockami?
Może coś z oferty Continentala, jakieś mam w góralu i się całkiem nieźle sprawują.
Jak coś z mniej agresywnym bieżnikiem, to Schwalbe, zresztą z bardziej agresywnym pewnie też, ale nigdy nie jeździłem na takim, to się nie wypowiadam.
Mogę Ci wysłać swoje oponki...
Z przyjemnością przyjmę te oponki i pięknie dziękuję.
Szczegóły na prv.
adolfik9501
13-04-2010, 09:42
Jak kręgosłup pozwala to się śmiga na góralu tu i tam... ostatnio bardziej tu niż tam bo kręgosłup wredny mam ;)
Ja bardzo lubię pośmigać na rowerku, ale przedewszystkim górskich trasach. Gdzie mogę oddychać świeżym powietrzem. Przejeździłem już wszystkie fajne i nie fajne trasy w swojej okolicy. Teraz myślę trochę zmienić dyscyplinę z XC na szosę.
Szkoda, że tego hobby nie można połączyć z foto. Nie lubię mieć za dużo ze sobą na rowerku, tak jak z bieganiem.
Swoją drogą gdy przeczytałem "wątek o bajkach" pomyślałem, że ktoś będzie jakieś bajki opowiadał. A tu się okazuje, że o bike's się rozchodzi ;)
Mnie też te BAJKI zmyliły...
No to chyba trzeba powołać wątek gawędziarsko-bajkowy (choć w sumie większość wątków pojawiających się na Forum, pasuje do tego schematu ;) )
Rafał_Sz
13-04-2010, 14:06
Mnie też te BAJKI zmyliły...
(...)
Nie ma "letko" !
:)
Tak trochę OT, ale wątek o rowerach -poniekąd, to zapytam :)
Muszę kupić jakąś oponę (26") na tył do roweru dla syna.
Niestety ostatnie jakie kupowałem, to totalna porażka,
bieżnik traciły po 3-4 tygodniach, w miarę normalnej jazdy w mieście.
Sklepu rowerowego z jakimś sensownym sprzedawcą,
(tudzież wyboru opon) u mnie w mieście nie ma.
Liczę się z kosztem 50-100zł.
Szukałem trochę info w necie, ale bardziej mi te wiadomości zamotały obraz,
jak pomogły.
Jakie przebiegi robi syn, że drze opone w 3 tygodnie? Normalnie jeździć nie może? Hamuje w ostanim momecie blokując nagle koła na asfalcie. Powiem tak, czym tańsza tym trwalsza i cięższa przez co odporniejsza na przebicia. Porównując opony to radziłbym coś taniego, bo szkoda kupować jakąś drogą, lekką oponę z włoknem kevlarowym lub aramidowym jak i tak sie wyrzuci za 3 tygodnie. Z droższych to kevlarową Maxxis Larsen Mimo miałem 3 miesiące, Ritcheye wytrzymywały 2 lata. Kup oponę firmy AUTHOR by Panaracer, model Silk Road. Ja na tym śmigam po mieście, a cena około 45zł jest do przeżycia. Jak na 3 tygodnie.
Rafał_Sz
13-04-2010, 14:19
Ktokolwiek zmienił mi tytuł, dziękuję! Jaśniej teraz to brzmi.
Witam to ja też się dołączę, chociaż moje doświadczenie jest znacznie mniejsze. Drugi sezon po 20 latach zasuwam sobie na rowerku dziennie tak po 20 km. 10 km do pracy i 10 wieczorkiem przed spaniem. Jak weekend pozwoli czyli jest pogoda to z córą staramy się gdzieś karnąć. I bardzo fajowo że jest ten wątek może się czegoś człowiek więcej dowie.
Ja ostatnio sie zreflektowałem, że kilka lat temu zanim jeszcze było prawko i autko to wszędzie praktycznie śmigałem na rowerku, co sprawiało mi olbrzymia frajdę.Człowiek robi sie leniwy niestety, ale postanowilem cos z tym zrobic, wiec odkopalem swojego bika, tu się podpompowało tam posmarowało i śmigam codziennie ok 30 km do pracy w dwie strony.Teraz usilnie namawiam żonke na jakiś wypad w wakacje na Bornholm.Oczywiscie na rowerkach:smile:
Jakie przebiegi robi syn, ....
Przebieg tych oponek to ze 100 km. (sto) (a pewnie i mniej)
Oryginalna oponka - czyli ta kupiona z rowerem- wytrzymała 2 lata.
Te tanie +-30zł, właśnie kupowałem.
Co do stylu jazdy... jest to młody chłopak 16 letni, jeździ różnie,
ale bez specjalnego idiotyzmu z ostrym hamowaniem na betonie czy asfalcie.
Dzięki uprzejmości kolegi rsz , rower otrzyma ogumienie, które przeszło już test bojowy :)
Ja od jakichś 3 lat jeżdżę głównie rowerkiem wszędzie, gdzie się da. Nie mam samochodu. Aktualny stan licznika: 4372km :). W zimie też jeździłem (głównie do pracy ~2,5km w jedną stronę) i muszę powiedzieć, że takie przebijanie się przez zaspy bardzo dobrze robi na kondycję :). Warto też ćwiczyć utrzymanie równowagi (np. stojąc na światłach, trzymając hamulce, próbować stać na pedałach jak najdłużej) - po jakimś czasie takich ćwiczeń dużo łatwiej wychodzi się z trudnych sytuacji.
a ja mam zamiar dziś zacząć :) coraz więcej osób spędza "wolny" czas w ten "zdrowy" sposób, choć patrząc na Holendrów czy Szwedów, to jeszcze jesteśmy bardziej zmotoryzowani niż 'zbicyclowani" - ale na pewno warto przesiąść się na dwa kółka.
Ktoś zaproponował by wrzucić tu swoje maszyny...
Oto prezentuje wam moje...
Bugatti Veyron polskich pól:mrgreen:
1.Zdjęcie z jakiegoś wypadu w poszukiwaniu szczęścia:)
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img146.imageshack.us/i/dsc1443xp.jpg/)
Powiem tak, czym tańsza tym trwalsza i cięższa przez co odporniejsza na przebicia.
To nie do końca jest prawda. W mieszczuchu, którym jeżdżę na co dzień przerobiłem chyba wszystkie typy opon. Najlepiej na wrocławskich ulicach się sprawdzają, niestety te najdroższe opony ze specjalnymi wkładkami. Dają dwa lata bezprzebiciowej jazdy praktycznie po wszystkim. Tyle czasu potrzebowałem, żeby zarżnąć topowego Schwalbe Marathona XR. Z zewnątrz opona wyglądała OK, nawet nie była bardzo zużyta, ale od wewnątrz to jakiś sajgon był, porwany oplot i to w kilku miejscach, a raptem 8 - 9 kkm przejechała. Fakt, że przez te dwa lata zero gum, ale zawsze dbałem, żeby ciśnienie nie spadło poniżej 4,5 atm. Rok czasu mi zajęło zajechanie Schwalbe Land Cruiser z wkładką Puncture Protection. Był krótki romans ze zwykłymi CST, Dębicami i jakimiś innymi wynalazkami, ale maksymalnie miesiąc trwało zanim nie złapałem gumy. Teraz mam Schwalbe Marathon z taką niebieską wkładką antyprzebiciową i zobaczymy ile na tym pojeżdżę.
Mieszczuch ma koła na śruby, do tego, z tyłu, dochodzi piasta wielobiegowa z kontrą, zatem są 4 śruby do odkręcenia, żeby ściągnąć koło. Zależy mnie na w miarę bezobsługowych oponach.
Powód łapania gum zawsze jest ten sam, chyba głównym hobby wrocławiaków jest tłuczenie wszelakich naczyń szklanych o podłoże. Odłamki szkła się wbijają w oponę, a potem zaczynają "wędrówkę" w kierunku dętki. W zależności od tego jaki opór stawia opona, ta wędrówka trwa dłużej lub krócej. :)
Warto też ćwiczyć utrzymanie równowagi (np. stojąc na światłach, trzymając hamulce, próbować stać na pedałach jak najdłużej)
Można też próbowac bez hamulców pod lekką górkę, ale to juz troche trudniej :)
Ja dość często jeżdżę po moich górzystych terenach robiąc po 20-30km ale z przewyższeniami około 700m. W zeszłym roku rozpocząłem starty w maratonach mtb z dość dobrymi wynikami, i w tym roku planuje wziąć udział w około 5 imprezach tego typu.
mmagiera88
13-04-2010, 20:35
A ja mam mały problemik z moim bikiem, mianowicie poprostu skrzypi, cholernie głośno i niewiem co to, przesmarowałem go gdzie się dało, psikałem wd-40 i nic, rowerek marki krzak za 800zł, albo jakieś tuleje, albo hamulce tarczowe. Jak ktoś się zna to może chociaż coś podpowie?
spiritwood
13-04-2010, 20:35
Z mojego punktu widzenia najlepszą oponą na jakiej jeździłem był Michelin Wildgripper Comp S. Przerobiłem ze cztery komplety i kupowałbym dalej, niestety polscy dystrybutorzy praktycznie uniemożliwili zetknięcie się*z produktami Michelin w sklepach rowerowych. Podobny sentyment mam do WBT Velociraptor, te opony niestety przeminęły wraz ze wspaniałymi latami MTB (czyli jakieś 1990-2000 ;))
Obecnie niejako z przymusu (właśnie zajeździłem ostatni set Michelinów) zakładam Continental Race King - ponoć są świetne. Po weekendzie dam znać, czy to aby opinia nie na wyrost...
Rafał_Sz
13-04-2010, 20:37
A ja mam mały problemik z moim bikiem, mianowicie poprostu skrzypi, cholernie głośno i niewiem co to, przesmarowałem go gdzie się dało, psikałem wd-40 i nic, rowerek marki krzak za 800zł, albo jakieś tuleje, albo hamulce tarczowe. Jak ktoś się zna to może chociaż coś podpowie?
Pedały?
A ja mam mały problemik z moim bikiem, mianowicie poprostu skrzypi. Jak ktoś się zna to może chociaż coś podpowie?
Łańcuch?
Z mojego punktu widzenia najlepszą oponą na jakiej jeździłem był Michelin Wildgripper Comp S.
Oh yeah! Faktycznie do górala, to były opony o najlepszej przyczepności na jakich dane mi było jeździć. Wspaniała przyczepność i wyraźnie wyczuwalny moment jej utraty. Niestety tydzień wystarczył aby alpejskie szutry zrobiły z nich semislicki. Teraz mam OIDP Conti Explorery i też jest nieźle. To powyżej pisałem o oponach przeznaczonych raczej na utwardzone nawierzchnie.
mmagiera88
13-04-2010, 20:51
nie, już nasłuchiwałem i do wniosku doszedłem że coś z tylnego koła, ale co? hehe
grudzinsky
13-04-2010, 20:57
A ja mam mały problemik z moim bikiem, mianowicie poprostu skrzypi, cholernie głośno i niewiem co to, przesmarowałem go gdzie się dało, psikałem wd-40 i nic, rowerek marki krzak za 800zł, albo jakieś tuleje, albo hamulce tarczowe. Jak ktoś się zna to może chociaż coś podpowie?
Pedały?
sprawdzil bym tez korbe (przednie tarcze) czy aby tam nie ma luzu. najlepiej to sprawdzic lapiac za jedno ramie i delikatnie poruszac w osi. jesli bedzie nawet najdelikatniejszy luz nalezy sprawdzic jaki klucz i dokrecic...jesli luz pojawi sie po kilku dniach jezdzenia to nalezalo by wymienic lozyska w korbie ;)
Temat stukania, trzeszczenia i piszczenia w rowerze, to temat rzeka, dzwięk się dobrze przenosi po ramie i czasem dochodzi z innego miejsca niż się wydaje. Ja raz myślałem, że to pedały mi trzeszczą, a to rama pękła. :)
Spontan z pl.rec.rowery z dawnych lat, nieśmiało się przyznam, że jestem autorem jednej zwrotki, to chyba mogę zapodać. :)
Tak na bika raz se lukam
A tu coś w suporcie stuka
WD wlałem już pół dzbana
Dalej stuka bestia szczwana
stuka puka wciaz chroboce
a z wrazenia juz sie poce
lukam, szukam wciaz dokrecam
a ta bestia stuka wiecej
Lukam dalej, moze piasta,
Moze hampel, flak jak z ciasta
Leje WD juz z miednicy
Czyzby stuki te ze sztycy
Stuka, stuka nie przestaje,
Bardzo głośno z korby daje,
WD leję już wiaderkiem,
Może w amor zaraz zerknę?
wale sprzetem o podloge
nadal trzeszczy - co ja zrobie ?
moze Vexol by sie przydal ?
skad ten halas ? co za bida !
pewnie to pancerzyk lupie
lub sprezynka w jego rubie
wlewam wiec tam srodek w spreyu
lepsza linka jest w oleju
Siedzę płaczę i grymaszę
Alem sobie kupił kaszę
Rower nówka-z makrokeszu
Teraz trzaski słyszę zewsząd
A koledzy ostrzegali
Nie bierz bike'a z makro-hali
Alem ja się na nich wyśmiał
Wszak Merida to drożyzna
Po co bulić kasy więcej
Kupię w makro-zaoszczędzę!
Teraz rower trzeszczy, jęczy
Nie chcę makro nigdy więcej!
Zatem pędzę już do sklepu
robić zakupy w pośpiechu,
ale... co się okazało ?
To w kolanie mi stukało !
Daję "z buta" do medyka
Starszy facet z mostu pyta:
"Cóześ robił na rowerze,
O nieszczęsny ty frajerze?
Twe kolana są zużyte,
Teraz będziesz walił prytę,
Głuszył laski w dyskotece -
Albo maści kup w aptece.
Usztywniacze założymy,
Ocieplacze zakupimy,
Nie pociągniesz bez nich brachu
Nie pasuje - idź do piachu.
Albo one, albo bóle!"
(Pielęgniarka patrzy czule,
i wyciąga wielką igłę)
"Dawaj giry twe obrzydłe!"
Wbija igłę w samą rzepkę,
Jak znienacka ból mnie sieknie,
Alem ścierpiał - dla tej sprawy.
Wolę już wyleczyć stawy.
A ja nosze sie z zamariem kupna nowych opon do mojego rowera.
Mialem Schwalbe Little Albert i bylem zadowolony, ale niestety nadszedl czas wymiany.
Z tego co mi znajomy polecil to Schable Nobby Nic.
I z opinii w necie wyczytalem to ludzie je raczej chwalą.
Jeździ ktos moze na nich, albo może poleca jakies inne?
Z gory dzieki za odpowiedz
nie, już nasłuchiwałem i do wniosku doszedłem że coś z tylnego koła, ale co? hehe
No to piasta, zajechane łożyska. Zależy od jakości i przebiegu. Ja zajechałem piastę po 4kkm ostrej jazdy.
Mozliwe też, że wkład suportu. Ja zajechałem mój po 3,5kkm ostrej jazdy. Teraz mam na łożyskach zewnętrznych Truvativ GXP + korby Truvativ firex 3.3 (od 3.1 lepsze, bo obrabiane dodatkowo CNC dla mniejszej masy).
A ja mam mały problemik z moim bikiem, mianowicie poprostu skrzypi, cholernie głośno i niewiem co to, przesmarowałem go gdzie się dało, psikałem wd-40 i nic, rowerek marki krzak za 800zł, albo jakieś tuleje, albo hamulce tarczowe. Jak ktoś się zna to może chociaż coś podpowie?
wd-40 to zdaje się nie jest najlepszy pomysł.. wypłukasz smary i może być jeszcze gorzej..
grudzinsky
13-04-2010, 21:23
wd40 stosuje sie doraznie jak nie ma mozliwosci wyczyszczenia i nasmarowania lancucha. tak mialem na trasie miedzy Praga a Bratyslawa i Krakowem gdzie przez 7 dni musialem uzywac wlasnie wd40 zeby mi lancuch nie piszczal :D moze warto by bylo wybrac sie do najblizszego specjalistycznego sklepu po kluczyk do sciagania lancucha (ok 30zl) i dobry smar...dobrze tez by bylo zapytac fachowca jak taki smar zaaplikowac, bo to wcale nie jest takie proste ;)
zdjac lancuch, wyplukac w rozpuszczalniku, moze nawet potrzymac cala noc, dobrze wytrzec do sucha, zalozyc, zaaplikowac smar, zebrac nadmiar i powinno byc ok ;)
Megazordon
13-04-2010, 21:31
Dobry wątek.
Kiedyś śmigałem dużo, około 100 km dziennie. Wracałem ze szkoły i wsiadałem na rower. W wakacje potrafiłem wyjść z rowerem z domu o 10 rano i wrócić o 21. Kolarstwo górskie się dopiero budowało w Polsce, był rok 1996. Tworzyliśmy w Wałbrzychu mały rowerowy światek i bardzo mi się to podobało, bo dzięki temu hobby poznałem wielu ciekawych ludzi i przeżyłem mnóstwo wspaniałych chwil. Teraz jeżdżę mało. Oszukiwałem się kupując trenażer Tacx'a, że będzie lepiej i będę sobie w domu jeździć, ale brak samozaparcia i czasu. Poza tym, przeprowadziłem się do Wrocławia, gdzie w porównaniu do Wałbrzycha po prostu nie ma gdzie jeździć, a jeśli jest, to trzeba się przebijać przez całe miasto. I niech nikt mi nie poleca przejażdżki wałami przy Odrze (zawsze to słyszę, gdy narzekam, że w tym mieście nie ma gdzie jeździć). Cieszę się jedynie, że gdy jeszcze byłem w jako takiej formie, przejechałem (nota bene z naszym forumowym kolegą Decembrem) BikeChallenge w 2006 i było to świetne przeżycie. Staram się wsiadać na rower, jak tylko mogę, ale to za mało. Bardzo mi brakuje tego wszystkiego. Jedynym plusem jest to, że sprzęt się praktycznie nie zużywa i już od kilku lat mam ten sam rower, na który nie muszę wydawać pieniędzy :)
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2010/04/fb548bf238-1.jpeg
źródło (http://photos.nasza-klasa.pl/257629/6/other/std/fb548bf238.jpeg)
A może ktoś z Wrocławia miałby ochotę na wspólne wycieczki?
schwepes
13-04-2010, 21:44
Ja w tym roku jadę cały cykl Powerade MTB. Na razie po zawodach w Dolsku okupuję 4. setkę klasyfikacji Mega, z perspektywami na atak na wyższe pozycje ;).
moze warto by bylo wybrac sie do najblizszego specjalistycznego sklepu po kluczyk do sciagania lancucha (ok 30zl)
Lepiej spinkę do łańcucha. Nawet jak jeździłem na łąńcuchach Shimano, to spinałem je spinką Wippermann. Jak jakośc łańcuchów shimano przestała mi się podobać (zaczęły się urywać), jeżdżę na łańcuchach Sram i tam jest spinka fabrycznie.
mmagiera88
13-04-2010, 22:04
No ja bym obstawiał tą piastę, a ile taka naprawa kosztowała by w jakimś serwisie, tak mniej więcej, bo może to mi się nie opłaci wogle i taniej będzie kupić nowy niż ciągle reperować ten, który ma dopiero 3 lata
grudzinsky
13-04-2010, 22:33
Lepiej spinkę do łańcucha. Nawet jak jeździłem na łąńcuchach Shimano, to spinałem je spinką Wippermann. Jak jakośc łańcuchów shimano przestała mi się podobać (zaczęły się urywać), jeżdżę na łańcuchach Sram i tam jest spinka fabrycznie.
spinka swoja droga, ale jakos trzeba sciagnac lancuch ;) oczywiscie mozna kupic nowy, a stary potraktowac punktakiem i mlotkiem ;)
Rower to je ono... :)
W sezonie 30 km dziennie, do pracy i z powrotem. To chyba już 4ty rok zaczynam.
Próbowałem rozciągnąć to na zimę. Jednak krzywa przegroda nosowa powoduje, że późny listopad to szczyt możliwości, dalej gardło nie daje rady.
Niestety, przy takich przebiegach regularnie spotykam się z nieprzyjemnymi sytuacjami na drodze. Wymuszenia pierwszeństwa, niebezpieczne manewry jak gdyby mnie nie było na drodze (naprawdę staram się być widoczny... kamizelki, odblaski, mrugacze... do tego mam 185cm i jeżdżę na 28 calach...).
Na szczęście stosunkowo niewielką część trasy muszę robić z samochodami "po sąsiedzku". Jak dotąd, szczęśliwie, w starciach cierpiał tylko rower.
Ostatnio, po kretyńskim manewrze wykonanym przez kolesia, zamiast przepraszam czy chociaż uniesionej dłoni, usłyszałem "jedź, jedź, ciesz się, że cię nie przejechałem".
Przyznaję, "żyłka mi pękła"... Czerwona mgła przed oczami, mord w głowie... Miałem ochotę wywlec faceta zza kółka i natrzaskać mu drzwiami jego samochodu... Totalna utrata kontroli. Nie sądziłem, że jestem do czegoś takiego zdolny.
Szczęściem dla siebie i dla mnie odjechał szybko.
Następnym razem zrobicie jakąś zrzutę na adwokata, co? ;)
W poniedziałek zaliczyłem ciężkie zdziwienie... I niemiłe uczucie, gdy wyobraziłem sobie nieco "co by było gdyby..."
http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=140104
Do tego właśnie kończy mi się coś w napędzie. Przeskakuje mi luźno korba przy obciążęniu. Szczególnie przy mocnym ruszaniu, czasem po momencie jechania bez kręcenia. Pewnie coś z orzechem kasety(?), ale w sumie nie znam się na tym... Kierownicę, klocki mogę wymienić. Śruby dociągnąć, mechanizmy wyczyścić i nasmarować. W rozbieranie tylnej części napędu raczej już nie wchodzę... Pewnie dam do wymiany, ma jeździć i nie robić kłopotu. Nie wiem w sumie jaki przebieg, kilka tysięcy km z pewnością. Sądziłem tylko, że Shimano z średniej półki da radę dłużej.
Trudny początek sezonu. Może dalej będzie lepiej :)
Powodzenia i bezpiecznej jazdy w tym sezonie wszystkim!
adolfik9501
13-04-2010, 23:36
Co do skrzypienia to może siodełko? Konkretnie mocowanie jarzmo-siodełko. Wyczyścić i po krzyku.
Do tego właśnie kończy mi się coś w napędzie. Przeskakuje mi luźno korba przy obciążęniu. Szczególnie przy mocnym ruszaniu, czasem po momencie jechania bez kręcenia. Pewnie coś z orzechem kasety(?), ale w sumie nie znam się na tym..
na 90% to po prostu zużyty napęd..zębatki się w korbie zużyły i łańcuch się ślizga. Wymagać to będzie najprawdopodobniej i najlepiej wymiany całego napędu: łańcuch + kaseta + korba.
Pozdrawiam
Na rowerku od dziecka i w sumie wszystkie do tej pory jakie miałem są użytkowane do dzisiaj:
Przygodę zaczynałem na reksiu, później był jubilat, na komunie dostałem pierwszego górala to było coś!!
Wtedy zaczęła się poważniejsza jazda i sprzęt niedomagał więc zakupiłem Meridę Kalahari 570 ( do tej pory tato na niej śmiga).
Wraz z meridą zaczęły się ostre treningi i sekcja kolarstwa szosowego jednak po zajrzeniu śmierci w oczy (kierownica mi pękła podczas wyprzedzania tira) powiedziałem że więcej na dziadostwo nie wejdę i wróciłem do górala, wtedy się robiło po 10k km na sezon. Później nastał szał na dirta i strita oczywiście zmiana roweru, składane własnoręcznie na ramie prodigy i panicu, jednak przy mojej masie sprzęt nie wytrzymywał długo.
Teraz sporadycznie śmigam na Giant XTC3 jest ze mną już 3 rok, w tym roku jak fundusze pozwolą dojdzie spd, grimeca na przód ( stary model hydraulika mnie nie zawiódł i bije na głowę avida) i może inny amorek bardziej dostosowany do lekkiego mtb także płynna regulacja skoku i twardości się przyda.
Co do prędkości na prostej ok 60km/h na szosie z górki w terenie ok 70 na łysej górze pod jelenią a na asfalcie dobiłem do ok 80 ale chłopaki z sekcji wyciskali więcej z pastewnika ( okolice trasy Bolków- Kamienna jak się odbija na Płonine/Kaczorów)
Co do łańcucha zawsze kupowałem 2 i zmieniałem co ok 400-500 km i pełny serwis drugiego przez co żywotność napędu się wydłuża.
Pozdrawiam
Rafał_Sz
14-04-2010, 08:26
zdyboo pojechałeś z tym wierszykiem. :):) Ale samo życie, samo życie...
na 90% to po prostu zużyty napęd..zębatki się w korbie zużyły i łańcuch się ślizga. Wymagać to będzie najprawdopodobniej i najlepiej wymiany całego napędu: łańcuch + kaseta + korba.
Pozdrawiam
tak, chyba najbardziej prawdopodobne, ale może to być np luz na bebenku (ja tak mialem)
Witam zapaleńców :)
Na rowerku od kilku lat, dojazdy do pracy, jakieś wypady z kolegami po 50-100 km też się zdarzają
Zdarzył się też udział w maratonach, okupowałem miejsca w połowie stawki na Mega to chyba nie jest ze mnątak źle ;). W tym roku jakoś nie mogę się jeszcze przenieść z 4 na 2 kółka ale że paliwo coraz droższe :)
spinka swoja droga, ale jakos trzeba sciagnac lancuch ;) oczywiscie mozna kupic nowy, a stary potraktowac punktakiem i mlotkiem ;)
Żeby ściągnąć wystarczy rozpiąć spinkę.
na 90% to po prostu zużyty napęd..zębatki się w korbie zużyły i łańcuch się ślizga. Wymagać to będzie najprawdopodobniej i najlepiej wymiany całego napędu: łańcuch + kaseta + korba.
Raczej nie, po prostu korba leci co jakiś czas luzem jakieś pół obrotu do przodu. Nie ma przy tym zgrzytu przeskakującego łańcucha.
To samo stojąc na światłach, chcąc ustawić pedał do ruszania, mogę obrócić nawet o więcej niż pół obrotu korby do tyłu, zanim złapie opór pod naciskiem do przodu. Tym dziwniejsze, że przed zimą było raczej w normie.
Próbuję sobie oszacować ile wytrzymały mechanizmy. Wychodzi mi, że chyba około 6 tys. km. Większość osprzętu Alivio. Dużo czy mało dla tej klasy zabawek? Jeżdżę w miarę szybko, ale bez jakiegoś wyczynu, skakania itp. Trochę wertepów leśnych, asfalt, miejskie dziury...
Nic, zobaczymy co powiedzą o zużyciu w serwisie... Zwyczajnie nie mam czasu sam grzebać.
Wychodzi mi, że chyba około 6 tys. km. Większość osprzętu Alivio
To już może być dość sporo dla tego sprzętu, ale też może wystarczy skasować luzy, posmarować i jeszcze posłuży
spiritwood
14-04-2010, 09:30
.
Grygolas
14-04-2010, 10:07
A to jest mój tramwaj do pracy.
Nie mam czasu niestety jeździć rekreacyjnie, ale do pracy zawsze jak nie pada.
Pod przykrywką rupiecia mamy tutaj osprzęt shimano deore XT (of course chyba wersje sprzed 2000 roku:) ), poza tylnia przerzutką (deore LX)
Hamulec szczękowy pod korbowodem. Rama też jakaś dziwaczna - widelce i łączenia rur ramy stal, reszta aluminium. Reszta wolna amerykanka.
Fajna sprawa taki gniot - nie trzeba kluczyć przed sklepem.
Polecam: koszt 5lat temu - jakieś 300zł całość:)
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://lh6.ggpht.com/_lJlq7xE5bhA/SglRtLJsmFI/AAAAAAAACME/V_Xu8jKosbA/s800/DSC_5314eksport.JPG)
Boryszuk
14-04-2010, 12:24
a ja zainspirowany tym wątkiem i moim wielkim brzuszyskiem wytargałem z ogrodu jakiegoś starego rumpla. Z 10 lat nie jeździłem na rowerze więc dojazd na stację (3km) i spowrotem był dla mnie wyzwaniem. W sumie czuję, że przejechałbym więcej bo nie jestem zmęczony ale siodełko wygniotło mi conieco ;)
Muszę dziadka nasmarować i wyregulować to zabiorę się za jeżdżenie.
Szerokości!
O, w końcu temat o 2 kółkach bez silnika :)
Mój Scott zatem.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img708.imageshack.us/img708/1219/20100412175306636.jpg)
Ktokolwiek zmienił mi tytuł, dziękuję! Jaśniej teraz to brzmi.
Proszszszsz... :)
Ja też swego czasu trochę smigałem, od dwóch lat jednak rower stoi na strychu u babci... Muszę w tym roku go odkurzyć i pośmigać :)
Co do sprzętu to nic szczególnego - Trek 4300.
Grygolas
14-04-2010, 12:32
a ja zainspirowany tym wątkiem i moim wielkim brzuszyskiem wytargałem z ogrodu jakiegoś starego rumpla. Z 10 lat nie jeździłem na rowerze więc dojazd na stację (3km) i spowrotem był dla mnie wyzwaniem. W sumie czuję, że przejechałbym więcej bo nie jestem zmęczony ale siodełko wygniotło mi conieco ;)
Powroty są straszne:)
I pomyśleć że potrafiłem kiedyś dla mojej przyszłej żony jeździć dniami nocami, czy deszcz, czy mróz (raz nawet zamieć przy -16st.) te 15km w jedną stronę...
I pomyśleć, że kiedyś 1,5 miesiąca pracowałem jako goniec na bajku...
A teraz zadyszka jak tylko mam nieco przydusić pedały.
ale powoli powoli, jeszcze te pedały rozruch... rozruszam;)
Boryszuk
14-04-2010, 12:39
Powroty są straszne:)
I pomyśleć że potrafiłem kiedyś dla mojej przyszłej żony jeździć dniami nocami, czy deszcz, czy mróz (raz nawet zamieć przy -16st.) te 15km w jedną stronę...
I pomyśleć, że kiedyś 1,5 miesiąca pracowałem jako goniec na bajku...
A teraz zadyszka jak tylko mam nieco przydusić pedały.
ale powoli powoli, jeszcze te pedały rozruch... rozruszam;)
Ja kiedys hobbystycznie jeździłem sporo (tak mi się wydawało). Nie miałem szosowego roweru, ot zwykły góral z markietu. Codziennie (tylko w sumie w wakacje) przejeżdżałem ok 80 km. Miałem swoją trase (dla Gdańszczan-z Moreny do Matemblewa przez las, Słowackiego w górę, Doliną Radości do Oliwy, potem dalej miastem na Monciak do Sopotu). Ale od 8 lat mam prawko i samochód a rower mniej więcej w tamtym okresie się wzion i zepsuł. Jakoś nie starczyło mi zapału (i pieniędzy) żeby go naprawić albo kupić inny.
Teraz do pracy mam ponad 20km po ruchliwej trasie więc rower odpada ale w wolnym czasie chciałbym trochę pojeździć. Po dzisiejszej przejażdżce nic mnie nie boli, poza płucami (od 10 lat palę)...
Raczej nie, po prostu korba leci co jakiś czas luzem jakieś pół obrotu do przodu. Nie ma przy tym zgrzytu przeskakującego łańcucha.
To samo stojąc na światłach, chcąc ustawić pedał do ruszania, mogę obrócić nawet o więcej niż pół obrotu korby do tyłu, zanim złapie opór pod naciskiem do przodu. Tym dziwniejsze, że przed zimą było raczej w normie.
Próbuję sobie oszacować ile wytrzymały mechanizmy. Wychodzi mi, że chyba około 6 tys. km. Większość osprzętu Alivio. Dużo czy mało dla tej klasy zabawek? Jeżdżę w miarę szybko, ale bez jakiegoś wyczynu, skakania itp. Trochę wertepów leśnych, asfalt, miejskie dziury...
Nic, zobaczymy co powiedzą o zużyciu w serwisie... Zwyczajnie nie mam czasu sam grzebać.
no to mozliwe, ze to nie jest to..myślałem, że korba przeskakuje luźno tylko podczas mocnego nacisku na pedały. Wart skoczyć do serwisu, bo taka usterka może doprowadzić do szału;) wiem coś o tym..
Do tego właśnie kończy mi się coś w napędzie. Przeskakuje mi luźno korba przy obciążęniu. Szczególnie przy mocnym ruszaniu, czasem po momencie jechania bez kręcenia. Pewnie coś z orzechem kasety(?), ale w sumie nie znam się na tym... Kierownicę, klocki mogę wymienić. Śruby dociągnąć, mechanizmy wyczyścić i nasmarować. W rozbieranie tylnej części napędu raczej już nie wchodzę... Pewnie dam do wymiany, ma jeździć i nie robić kłopotu. Nie wiem w sumie jaki przebieg, kilka tysięcy km z pewnością. Sądziłem tylko, że Shimano z średniej półki da radę dłużej.
Miałem tak samo. Na 99% przeskakują ci zapadki wolnobiegu w tylnej piaście (dzieje się tak, kiedy np. w jednej zapadce uszkodzi się sprężyna). Naprawa wymaga rozebrania piasty. Jak nie chcesz się babrać w smarze, to najlepiej oddać do serwisu.
Tył nie jest z wolnobiegiem, tylko kasetą. Już wiem, że skończył się orzech.
Piasta do wymiany, na coś wytrzymalszego. Pewnie XT.
Szukam wlasnie opon do mojego "bajka".
Co powiecie o oponach nobby nic?
Witam i ja, skoro już taki temat.
W rowerach siedzę od dawna, jak już wyszedłem z etapu makrokeszowego to długo śmigałem na poczciwym Treku 920. Na nim też zacząłem trial - potem przesiadłem się na trialówkę i będzie już chyba z 10 lat na rowerze bez siodełka.
Ostatnio z sentymentu do rowerów jako takich, złożyłem też miejskiego single speeda : leciutki, sztywny jak diabli i dość szybki. Świetny środek transportu. A w chwilach wolnych uczę się jeździć na monocyklu, coby nudno nie było:)
Nobby niców używa się ostatnio w trialu, jako przedniej opony. Bardzo dobra przyczepność (na skałach itd), bardzo niska waga. Niestety na twardym opona szybko się zużywa. Ogólnie Schwalbe ma teraz bardzo duży wybór dobrych opon (jak chociażby fenomenalne Fourius Fredy), polecam.
Piasta do wymiany, na coś wytrzymalszego. Pewnie XT.
Napewno będzie wytrzymalsze, ale może poszukaj czegoś na łóżyskach maszynowych.
Trwałe to i łatwiej zregenerować, np: novatec
Maszyny zdecydowanie jak najbardziej : różnica w cenie nie jest ogromna, a komfort znaczny.
Z tylnych piast polecam DT Swiss: cenią się, ale ich piasty naprawdę wyróżniają się spośród konkurencji. Dla niektórych wadą może być dość głośna praca - nie mówię tu o piastach serii Onyx, które mają standardowe zapadki,tylko o "prawdziwym DT", z tarczkami zębatymi. Fenomenalne rozwiązanie, niezawodne i bardzo proste w konserwacji.
Doobra, skoro już jesteśmy w temacie porad praktycznych to dwa pytania mam do Was - jakie, Waszym zdaniem, warto zanabyć linki do przerzutek (bo mi się zużyły, ciapciaki) tudzież gdzie kupię stojak serwisowy. I czy coś takiego (http://www.allegro.pl/item1000162386_stojak_rowerowy_serwisowy_nowy_f_v. html) się oprze grawitacji.
Tył nie jest z wolnobiegiem, tylko kasetą.
Czyli masz ostre koło? Bo jeśli nie, to wolnobieg być musi: albo w kasecie, albo w piaście.
Muszę przyznać, że z dużym zaciekawieniem "przeleciałem" cały wątek. W życiu nie pomyślałbym, że w sezonie można przejechać 26000km :).
Doradźcie proszę, chciałbym sobie kupić jakiś rower, nie ma to być nic wyczynowego. Chciałbym pojeździć sobie bardziej rekreacyjnie, głównie asfaltem, ale czasami troszkę w terenie również. Z tej racji, że upodobałem sobie ostatnio nieco inny sport, to nie chciałbym wydawać wielkich pieniędzy. Ma to być opcja bardzo ekonomiczna, 1000-1200zł ;). Zdaję sobie sprawę, że to niewielka kwota, ale niestety większej nie mogę przeznaczyć.
Jeśli ktoś podesłałby konkretny link, to tym bardziej będę "dzwięczny" ;).
Rafał_Sz
16-04-2010, 11:54
Muszę przyznać, że z dużym zaciekawieniem "przeleciałem" cały wątek. W życiu nie pomyślałbym, że w sezonie można przejechać 26000km :).
Doradźcie proszę, chciałbym sobie kupić jakiś rower, nie ma to być nic wyczynowego. Chciałbym pojeździć sobie bardziej rekreacyjnie, głównie asfaltem, ale czasami troszkę w terenie również. Z tej racji, że upodobałem sobie ostatnio nieco inny sport, to nie chciałbym wydawać wielkich pieniędzy. Ma to być opcja bardzo ekonomiczna, 1000-1200zł ;). Zdaję sobie sprawę, że to niewielka kwota, ale niestety większej nie mogę przeznaczyć.
Jeśli ktoś podesłałby konkretny link, to tym bardziej będę "dzwięczny" ;).
Przyjrzyj się ofercie rowerów Kellys. http://www.kellys-bicycles.com/index.php?id=pl_bikes&countries_id=170&countries_name=pl
mam coś takiego... Torpado (http://www.bikekatalog.pl/2008/?ppg=show&baza=rowery&pid=1659&fname=Torpado&mname=Crossfire)
nie robię dużych przebiegów, raczej weekendowe dotlenianie - polecam
Dzięki serdeczne za linki.
Jeśli ktoś coś jeszcze podrzuci, to chętnie oglądnę.
Powiedzcie mi jeszcze, na co generalnie zwracać uwagę przy zakupie takiego roweru?
pietia79
16-04-2010, 12:31
Przede wszystkim sie przejedz - jesli mozesz. W porządnych sklepach nie powinien to byc problem. JEsli przede wszyskim miasto, to wygodnie np. miec biegi w piascie, odpada problem z obsluga, regulacją. Nie musisz miec tez duzej liczny, 3 w zupelnosci wystarczą jesli nie jezdzisz po górzystym terenie.
To jest calki zacny rower jak za te cene:
http://www.rower.com.pl/-c-1472_1144.html
tu bardziej trekkingowy, minus brak blotnikow, oswietlenia
http://www.rower.com.pl/-p-271905.html
i mój faworyt, wyglada bardzo stylowo :), biegi w piascie, wieksze kola (28 cali):
http://www.rower.com.pl/-p-294004.html
Generalnie zwróc uwage na rozmiar ramy, musi byc odpowiednia do Twojego wzrostu.
Megazordon
16-04-2010, 19:04
Jeśli chodzi o opony do jazdy po mieście to polecam Rubeny Walrus V41:
http://www.rower.com.pl/-p-278354.html
lub z odblaskowym paskiem na rancie:
http://www.allegro.pl/item992336985_opona_rubena_v41_26x1_75_reflex_aps_ zobaczwarto.html
To bardzo dobre opony, trochę ważą, ale za to są dość pancerne i dobrze się trzymają asfaltu.
To bardzo dobre opony, trochę ważą, ale za to są dość pancerne i dobrze się trzymają asfaltu.
Trochę? Są mega ciężkie, 800g to ważą opony do DH, a nie jazdy po mieście.
Co do opon to ja jeżdzę na takich schwalbe smart sam (http://www.allegro.pl/item1000523085_mocna_opona_schwalbe_smart_sam_26x2 _1_performance.html)
Całkiem przyzwoicie spisują sie w terenie a na twardych drogach ładnie się toczą.
Jest to dobra propozycja dla osób które jeżdzą trochę w terenie i po twardym
Dzięki serdeczne za linki.
Jeśli ktoś coś jeszcze podrzuci, to chętnie oglądnę.
Powiedzcie mi jeszcze, na co generalnie zwracać uwagę przy zakupie takiego roweru?
Ja głównie przez ten wątek nabrałem chęci na powrót na ścieżki rowerowe;)
Pogrzebałem w piwnicy i jedyny rower, który znalazłem to jakiś stary 'góral', na którym fatalnie się jeździło.
W kwocie nieco większej (1399 z całym osprzętem - licznik, światło przód i tył, stopka) kupiłem na początku tygodnia Meridę Crossway 40-V. Na razie jestem w fazie testów, ale przyjemnie się jeździ po ścieżkach rowerowych. Także póki co mogę polecić.
btw. w jak jeździcie na wycieczki to bierzecie aparaty? Jeśli tak to w czym je wozicie? Ja zastanawiam się nad torbą na kierownice, ale nie wiem czy to dobry wybór. Podpowiecie coś? Wozić będę głównie D90 z podpiętą 35 i może wkrótce Tokinę 11-16.
spiritwood
17-04-2010, 15:34
btw. w jak jeździcie na wycieczki to bierzecie aparaty? Jeśli tak to w czym je wozicie? Ja zastanawiam się nad torbą na kierownice, ale nie wiem czy to dobry wybór. Podpowiecie coś? Wozić będę głównie D90 z podpiętą 35 i może wkrótce Tokinę 11-16.
Nie wiem po jakim terenie jeździsz, ale Ci dobrze radzę: na rower kup sobie kompakt. Ich jakość obecnie jest naprawdę bardzo dobra. Płacz po wyrwanym bagnecie w Twoim D90 - bardzo możliwy ;)
Ja dziś po długiej zimowej przerwie wsiadłem na moją czarną strzałę... :D i znów mam wielki zapał do śmigania ;)
kupię oponki Schwalbe Crazy Bob na lato, heble Avid Elixir R i mogę jeździć :)
mój bajk: http://www.magnum.rubber-products.pl/dirt/DIRT---03.jpg na ramie X-Ray ;)
No to prawie ostatnie pytanie już ;). Co sądzicie o tym (http://www.rowerymerida.com.pl/rowery.php?kol=9&gr=106&id=954) modelu?
Rafał_Sz
17-04-2010, 19:21
No to prawie ostatnie pytanie już ;). Co sądzicie o tym (http://www.rowerymerida.com.pl/rowery.php?kol=9&gr=106&id=954) modelu?
Całkiem, całkiem. Sugerowałbym Ci spróbowanie jazdy z pedałami SPD. Niestety trzeba wtedy troszkę kasy na buty wydać i nauczyć się odpinać nogi w odpowiednim czasie ( :mrgreen: ), ale jak już się człowiek przyzwyczai, to wygoda i efektywność pedałowania nie ma sobie równych.
Boryszuk
17-04-2010, 19:23
ja dzisiaj przejechałem większy dystans niż ostatnio i boli mnie siodełko :mrgreen: Ale dobrze jest! Niestety, w ciągu dnia nie miałem więcej czasu na pedałowanie a teraz nie mam siły. Może jak jutro się uwinę sprawnie z naprawą samochodu, to pojadę się GDZIEŚ przejechać ;)
Całkiem, całkiem. Sugerowałbym Ci spróbowanie jazdy z pedałami SPD. Niestety trzeba wtedy troszkę kasy na buty wydać i nauczyć się odpinać nogi w odpowiednim czasie ( :mrgreen: ), ale jak już się człowiek przyzwyczai, to wygoda i efektywność pedałowania nie ma sobie równych.
No to prawdopodobnie wybór padnie na tą sztukę ;).
SPD? A tak po polsku? ;)
Boryszuk
17-04-2010, 19:47
podejrzewam, że pedały z zatrzaskiem.
Tak też podejrzewam ;), ale jak mogę, to lubię posłuchać mądrzejszych. Oczywiście zacząłem sam szukać i znalazłem np. coś takiego (http://www.kolarstwo-szosowe.gda.pl/pedaly.html).
Boryszuk
17-04-2010, 19:56
, to lubię posłuchać mądrzejszych.
To ja się usunę w kąt i sam chętnie poczytam ;)
krzysztof jot
17-04-2010, 20:32
Tak też podejrzewam ;), ale jak mogę, to lubię posłuchać mądrzejszych. Oczywiście zacząłem sam szukać i znalazłem np. coś takiego (http://www.kolarstwo-szosowe.gda.pl/pedaly.html).
i o to chodzi, tyle że dziś mamy "20 lat później" :)... no 12-scie dokładnie
wasilewk
17-04-2010, 20:43
Tak też podejrzewam ;), ale jak mogę, to lubię posłuchać mądrzejszych. Oczywiście zacząłem sam szukać i znalazłem np. coś takiego (http://www.kolarstwo-szosowe.gda.pl/pedaly.html).
Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze.
Jeżdżę takim 'cudakiem' (przerobiony góral na treking) głównie po szosie (ok 35 km dziennie) - bo przypomniały się lata 60-te, gdy w LZS jeźdiło się na 'Maratonach' i Favoritach. Wiadomo jakie wtedy były pedały - z noskami. Mam takie do dziś: wybrane z wielu 'Adidasy' (dopasowane do nogi) idealnie wchodzą w takie noski. Pojadę gdzieś dalej, to i przejść po lesie można i złapać jakieś ujęcie krajobrazu... A SPD ? Pedały jakie są, każdy widzi - ale buty - trzeba dokupić (anuż tego typu nie będzie do mojej stopy zbyt wygodny ?). A moje 'Adidasy' - malina !
Pzdr.
krzysztof jot
17-04-2010, 20:56
A SPD ? Pedały jakie są, każdy widzi - ale buty - trzeba dokupić (anuż tego typu nie będzie do mojej stopy zbyt wygodny ?). A moje 'Adidasy' - malina !
Pzdr.
bedzie bedzie - do systemu SPD produkowane sa nawet sandały :) plus cała gama butów trekkingo i adidaso-podobnych. Nie musisz zaraz kupować carbonowych ścigaczy w których nie ma nawet milimetra luzu - to zostawiamy profesjonalistą :)
Rafał_Sz
17-04-2010, 20:59
Tutaj więcej o SPD. Ciężko się do tego przekonać, ale jak już ;)
http://rowerem.wswiat.com/system-spd
dyskusja:
http://www.bikeforum.pl/showthread.php?t=10386
Boryszuk
17-04-2010, 21:26
Wy tu o pedałach gadacie a ja jestem z siebie dumny :mrgreen: Drugi raz dzisiaj na rower wsiadłem i pojechałem do sklepu (bo auto rozebrane). Dupa mnie boli, nie wiem czy od roweru czy od siedzenia na betonie pół dnia. Jutro spróbuję usiąść na czymś miękkim a do roweru założyć siodełko :mrgreen:
Od zeszłego sezonu jeżdżę w SPD i zdecydowanie polecam:) nie wyobrażam sobie już jazdy na "zwykłych" pedałach.
Chociaż kilka teatralnych upadków trzeba zaliczyć;)
Dupa mnie boli, nie wiem czy od roweru czy od siedzenia na betonie pół dnia. Jutro spróbuję usiąść na czymś miękkim a do roweru założyć siodełko :mrgreen:
Tak się zasugerowałeś po rozmowie o pralkach, świdrach itepe? ;oD
A do pozytywnych opinii o SPD to się przyłączam, jest wypass ;o)
i o to chodzi, tyle że dziś mamy "20 lat później" :)... no 12-scie dokładnie
...no nie da się ukryć ;), ale tekst ten można potraktować jako wstęp do tematu ;)
Rafał_Sz
18-04-2010, 08:18
(...) Jutro spróbuję usiąść na czymś miękkim a do roweru założyć siodełko :mrgreen:
Tak to jest, jak się pożycza rower od zakonnicy. :)
Tak to jest, jak się pożycza rower od zakonnicy. :)
Mialem raz taką przygodę : wracając rowerem (http://www.trialshop.pl/images/uploads/rama_26_gu_bb60.jpg) do domu, podjechałem do niedużego spożywczaka na oranżadkę . Więc zaraz oczywiście lokalni piwosze w śmiech, że rower dla zakonnic, bo bez siodełka. Mówię : ale Panowie, przecież tu sztycy nie ma . A gość się przyjrzał, pokręcił głową i mówi : no faktycznie, kur..a, nie dla zakonnic.
Rafał_Sz
18-04-2010, 08:56
Mialem raz taką przygodę : wracając rowerem (http://www.trialshop.pl/images/uploads/rama_26_gu_bb60.jpg) do domu, podjechałem do niedużego spożywczaka na oranżadkę . Więc zaraz oczywiście lokalni piwosze w śmiech, że rower dla zakonnic, bo bez siodełka. Mówię : ale Panowie, przecież tu sztycy nie ma . A gość się przyjrzał, pokręcił głową i mówi : no faktycznie, kur..a, nie dla zakonnic.
Hehe, dobre.
Ja już nieraz słyszałem :
Co to za rower, że nawet nóżki nie ma?
I co to za durne pedały (SPD) ?
Taaa, licznik z GPS...
:)
Mnie też kilka razy zaczepiano jak można położyc nogę na takim kawałku metalu (spd). A co do samego systemu SPD to daje naprawdę wiele. Początkowe koszty są spore ale z czasem się na pewno zwróci. Przeniesienie napędu na kola jest zdecydowanie lepsze, i już nigdy podczas jazdy w deszczu noga nie spadnie z pedała. Jeśli chodzi o wypinanie się, to mi przyszło naturalnie od samego początku i jeszcze nie leżałem z powodu nie wypiętej nogi.
Rafał_Sz
18-04-2010, 09:52
SPD szeroko wkroczył nawet w świat DH, co świadczy o jego zaletach. Jednak jeśli ktoś woli pedały tradycyjne (z noskami lub bez) lub platformowe to jego sprawa. Ważne, aby do przodu. ;)
Trochę późno ale tez się dołączę. Śmigam na rowerze od dziecka. Od około 8 lat powyżej 10 000km rocznie. Swego czasu kręciły mnie górskie maratony, a obecnie podróżowanie z sakwami. Ujeżdżam 3 rowery: jeden górski, drugi wyprawowy i szosówkę.
A ja mam mały problemik z moim bikiem, mianowicie poprostu skrzypi, cholernie głośno i niewiem co to, przesmarowałem go gdzie się dało, psikałem wd-40 i nic, rowerek marki krzak za 800zł, albo jakieś tuleje, albo hamulce tarczowe. Jak ktoś się zna to może chociaż coś podpowie?
A ja mam propozycje typu servis przy jakimś porządnym sklepie rowerowym. Ja z racji tego, że oprócz składaka nie bardzo jestem w stanie ingerować w taki sprzęt robię to co roku. Przegląd czyli rozebranie wszystkich mechanizmów i nasmarowanie bez wymiany części kosztował w zeszłym roku 50 zł u mnie czyli w Radomiu. W to wchodzi oczywiście jeszcze regulacja wszystkiego co trzeba. Za takie pieniądze nie chciało by mi się siedzieć przy rowerze kilku dni i pewnie na regulację albo jechać, albo tydzień kręcić śrubkami. Po przeglądzie jeżdżę cały sezon czyszcząc tylko i smarując łańcuch. Nic nie trzeszczy i nie skrzypi, bo tego nie znoszę w rowerze.
Najpierw odpisałem na post, a teraz się sam opiszę. Chyba kolejność powinna być inna, ale co tam... Po długiej przerwie kupiłem sobie 3 lata temu crosa authora i jest to fajniutki rowerek. W pierwszym sezonie robiłem całkiem ładne trasy w końcówce 100 km, czasem lekko ponad. Potem rok wyjęty ze względu na zdrowie i może ze 3 trasy po jakieś 40 km z wielkim trudem. Teraz wsiadłem na nowo i mam zamiar do końca sezonu jeździć ostro. Jak na razie jest ciężko, ale mam nadzieję się rozkręcę. Szkoda tylko, że w mojej okolicy tereny do jazdy nie są rewelacyjne, a te najbliżej już znam na wylot, a i tak muszę przebijać się przez miasto czego nie lubię.
mmagiera88
18-04-2010, 12:03
Chyba tak właśnie zrobię, zawiozę do serwisu, niech powiedzą co jest nie tak i naprawią o ile się da :)
Megazordon
18-04-2010, 14:04
Hehe, dobre.
Ja już nieraz słyszałem :
Co to za rower, że nawet nóżki nie ma?
I co to za durne pedały (SPD) ?
Taaa, licznik z GPS...
:)
Zawsze na pytanie ciekawskich ludzi z serii "Ile ten rower ma przerzutek?" odpowiadałem "Dwie."
Ostatnio nawet we wrocławskiej Harfie jeden ze sprzedawców zachwalając rower, który kupowała moja lepsza połowa, powiedział, że rower ma 24 przerzutki. Niby niuans, ale drażni.
Nom ja też, nie raz słyszałem gdzie jest nóżka, błotników nie ma, tyle pieniędzy wydałeś i masz tylko widelec amortyzowany, teraz to w biedronce są tańsze co mają po 8 amortyzatorów :)
Podobnie było jak zacząłem jeździć w kasku. Nawet rodzice mówili po co ci kask, tyle pieniędzy i będziesz głupio wyglądał. A teraz wszyscy znajomi, z rodzicami w kaskach śmigają (to samo dokonałem na nartach w sprawie kasków).
Jeździcie w kaskach czy ryzykujecie ? Mi kask nie raz uratował dupsko, czy to na rowerku, czy na nartach bez niego nie zaczynam zabawy.
Jeździcie w kaskach czy ryzykujecie ? Mi kask nie raz uratował dupsko, czy to na rowerku, czy na nartach bez niego nie zaczynam zabawy.
Ja zawsze w kasku, 2 kaski już połamałem. Zawsze kask mam porządnej firmy.
Raz tak upadłem, że nawet ramę pokrzywiłem, kasku prawie nie było, ale pomogły mi umięjętności "lotnicze" ze sztuk walki.
grudzinsky
18-04-2010, 20:07
na poczatku smigalem bez kasku, ale jak kilka razy zaliczylem glowa galezie w lesie (jakos nisko nad droga wisialy) pozyczylem od kumpla. chcialem sprawdzic jak sie w tym czyms jezdzi no i pojechalem...nie wiem ile czasu w lesie na dukcie przelezalem, ale po powrocie do domu odlozylem kask na polke. pozniej przyszedl kumpel na piwko (wlasciciel kasku) gadalismy, az zapytal mnie jak tam kask...powiedzialem mu, ze dzisiaj uratowal mi zycie. zlapal kas i tylko polowe podniosl z polki...byl to kask z najwyzszej polki (w 2000 roku zaplacil za ten kask 700zl) a ja go pelklem ;) na cale szczescie nie musialem mu odkupowac kasku bo kilka tygodni wczesniej wyniesli mu z garazu rower (Giant MTB za 6500zl) skoczylem do sklepu po kilka piwek i tak zakonczyla sie przygoda z tamtym kaskiem...kilka miesiecy pozniej wyjechalem do Szkocji i tam poszedlem do najlepszego sklepu rowerowego i zanabylem nowiutenki czarny kask...niestety moj kask uratowal zycie mojemu kumplowi, a swoje zycie zakonczyl...
Ja zawsze w kasku - niezależnie od tego czy skaczę, czy jadę po bułki :)
Mi kask nie raz uratował dupsko, czy to na rowerku, czy na nartach bez niego nie zaczynam zabawy.
Ale kask to się na głowę zakłada, chyba że to inna konstrukcja :mrgreen:
Od kiedy kupiłem to cały czas w kasku, jakoś się głupio teraz na rowerze czuję bez niego
Ja bez kasku. Szczęśliwie i ostrożnie nie miałem okazji zweryfikować swoich poglądów.
Przez pięć lat z licznymi kontuzjami jeździłem właściwie wszędzie. Radość pogłębiał fakt iż rower w mieście okazywał się w drodze do pracy być nieco szybszym niż konserwa.
Sezon nie kończył się właściwie w ogóle. Kwestia adekwatnego ubrania.
Natlenienie organizmu i zaopatrzenie w endorfinę było takie że aż ściany pomieszczeń puchły od energii.
Lecz i człek się nie przejmował-choćby wytyczając pierwszy ślad na świeżym śniegu.
Za ta kondychą wciąz płaczą okoliczne białogłowy;)
W dawnych czasach.
Gdy cieło sie Słowację, Rumunię (dziką jeszcze, z dziurami na drodze wielkości ciężarówki ), Ukrainę i stary Zachód za garść kasztanów, szczyptę ironii i sarkazmu.
Plus pare złotych, lichy namiot, marne śpiwory i zaprawdę zdobyczne lecz nieaktualne mapy. Noc a nie zmęczenie wyznaczała miejsca odpoczynku, gorąca krew miast rozsądku wyznaczała tempo...
jakoś się głupio teraz na rowerze czuję bez niego
Również mam takie uczucie. Jak by czegoś brakowało. To samo mam w samochodzie jak nie zapnę pasów.
Nie wiem, może mam tak dlatego, aby wewnętrznie usprawiedliwić sobie swoją nie rozwagę, brawurę i potrzebę prędkości :razz:
Kocham rower tak samo jak kocham narty, a może nawet jeszcze bardziej. Często jeżdżę do pracy na rowerze. Problemem jest brak prysznica w budynku gdzie jest firma, tak więc powoduje to pewne logistyczne problemy. Trzeba po prostu wpierw się wykąpać w domu, potem na rowerze z plecakiem w którym jest ubranie firmowe i duży ręcznik, i potem po przyjeździe do firmy trzeba się jeszcze raz w łazience "wykąpać" mokrym ręcznikiem. Tak naprawdę "kąpiel" mokrym ręcznikiem jest tak samo dobra jak normalna. Właśnie dziękim rowerowi wymyśliłem to rozwiązanie. Muszę to opatentować.
Problemem jest także powrót do domu. Moje miasto jest pagórkowate, więc w drodze powrotnej muszę wykonać ostry podjazd do góry. Bardzo ostry. Ponieważ wiek i waga jednak są sporym tutaj obciążeniem, więc ten podjazd pokonuję na piechotę. Po prostu nie jestem w stanie tego zrobić na rowerze. No nie jestem. Sorry...
A kask? Oczywiście że tak. Zresztą policja może mnie zatrzymać za jazdę bez kasku.
schwepes
19-04-2010, 18:52
A kask? Oczywiście że tak. Zresztą policja może mnie zatrzymać za jazdę bez kasku.
Nie może. W Polsce nie ma prawa nakazującego jazdę w kasku rowerowym. W Europie jest różnie w przypadku dzieci, ale dla osób powyżej 18 roku życia chyba nigdzie nie ma takiego obowiązku.
Nie może. W Polsce nie ma prawa nakazującego jazdę w kasku rowerowym. W Europie jest różnie w przypadku dzieci, ale dla osób powyżej 18 roku życia chyba nigdzie nie ma takiego obowiązku.
No tak ale ja mieszkam poza Polską w innym miejscu Virgo Supercluster. :)
A do pozytywnych opinii o SPD to się przyłączam, jest wypass
Kliki, to najdoskonalsze co może być w rowerze, zaraz po oddychających koszulkach.
Jakoś właśnie kliki zapewniają mi większe poczucie bezpieczeństwa niż na przykład kask, który w zasadzie zakładam tylko jak jadę w góry.
a ja się pochwalę, że w tamtym tygodniu nauczyłem syna jeździć na rowerze i nawet bez gleby się obeszło :) Kask - świetna rzecz, dziecko jak i ja na rower nie wsiada bez niego (dzisiaj zapomniałem mu założyć, ale dzieciak czujny i sam przypomniał). SPD - kolejna świetna rzecz. Na poprzednim rowerze nie miałem tego wynalazku i czasami się zdarzało, że mi łańcuch przeskoczył na tylnej gwiazdce, kończyło się to zazwyczaj dziurawieniem prawej łydki przez przednią gwiazdkę :). O roku śmigam na SPD-ach, ale niestety albo mam coś źle ustawione, albo tak to jest, że mi kolana siadają. Na platformach nic się nie działo, na SPD bolą kolana. Rower - aktualnie składak. W dużej części osobiście poskładany przeze mnie i Psychotropa (prawie dochodziło do rękoczynów kto ma co przykręcić :) ). Jazda - Zwykle 20-30km głównie po lasach z maksymalną prędkością jaką mogę danego dnia osiągnąć. Wyznaję zasadę, że musi boleć :). W tym roku dopiero dwa razy byłem na krótkich wycieczkach, jakoś nie mogę się zebrać w sobie, albo pada deszcz.
Ja się na wstępie przywitam bo to chyba jeden z pierwszych postów moich na forum.
Z roweru kiedyś nie zsiadałem. Pierwszy raz do Francji pojechałem na rowerze, ale niestety po tej "wycieczce" znudził mi się rower albo odechciało mi się pedałować z lenistwa (bardziej prawdopodobne). Teraz po prawie 20 latach powoli zacząłem reaktywować moje wycieczki rowerowe to go sobie ktoś tej zimy "pożyczył" :/ i podejrzewam że policja nic w tej sprawie nie odzyska. Cóż bywa ale rower piękna sprawa i niezła skarbonka wówczas była. Aktualnie nie mogę znaleźć motywacji aby przesiąść się z 4 kółek na 2. Cóż człowiek się rozleniwia.. pozdrawiam miłośników cichych 2 kółek :)
Dawno nie zaglądałem, odpowiedź na post sprzed paru stron...
Czyli masz ostre koło? Bo jeśli nie, to wolnobieg być musi: albo w kasecie, albo w piaście.
Wyraziłem się nieprecyzyjnie.
Zdaje się, że zwyczajowo mówi się "wolnobieg" gdy mechanizm jest w piaście, a "kaseta" gdy mechanizm wolnobiegu jest w "orzechu" (bębenku). Nie siedzę w temacie, ja po prostu jeżdżę... :)
U mnie kończy się właśnie to drugie. I to na amen. Dzisiaj musiałem już jechać tak, żeby napęd był non-stop na sporym obciążeniu (jak już "załapał"). Inaczej mogłem kręcić sobie korbą do woli... Denerwujące :)
Jutro rano, po przyjeździe do pracy, rowerek do serwisu. Mam nadzieję, że wytrzyma jeszcze te 30km, które zostały do zrobienia przed tą wymianą.
Do tego jest już pierwsza pęknięta szprycha z tyłu (z przodu nowe koło od jesieni, po spotkaniu z samochodem...). Przy okazji wymiany piasty, z tyłu będą nowe szprychy. Też mocniejsze.
Ogólnie wychodzi mi, że za chwilę z oryginału zostanie tylko ten głupek na siodełku :)
Byle do przodu.
A propos sprzętu "ochronnego". Kask - nikogo nie będę namawiał, osobiście po prostu nie rozstaję się z nim. Akurat na rowerze nie miał okazji ratować mi głowy. Za to na nartach owszem (oczywiście inny egzemplarz).
Jakiś czas temu kolega z pracy, po upadku i zaliczeniu głową (bez kasku) betonu, przeszedł poważną operację. Uraz ujawnił się po kilku miesiącach. Przyzwoity kask to mniej niż 200zł, zwyczajnie nie warto ryzykować... W polskich miastach już sama jazda rowerem, jedną ulicą z samochodami, bywa sportem ekstremalnym. A dobrego kasku po prostu "nie zauważa się" na głowie.
Do tego polecam rękawiczki. Po prostu słabo jeździ się z poobcieranymi po "glebie" łapami... :)
Grygolas
20-04-2010, 09:48
SPD - kolejna świetna rzecz. Na poprzednim rowerze nie miałem tego wynalazku i czasami się zdarzało, że mi łańcuch przeskoczył na tylnej gwiazdce, kończyło się to zazwyczaj dziurawieniem prawej łydki przez przednią gwiazdkę :). O roku śmigam na SPD-ach, ale niestety albo mam coś źle ustawione, albo tak to jest, że mi kolana siadają. Na platformach nic się nie działo, na SPD bolą kolana.
Nie wiem, może mój przypadek jakoś ci pomoże.
Moja krótka przygoda jako kurier rowerowy m.in. skończyła się przez również obolałe kolana. Akurat korzystałem z "nosków", a nie spd. Kolana mnie tak bolały, że ciężko było chodzić. Miesiąc się tak męczyłem, okłady, tabletki na "smarowanie" stawów.
Wiecie kiedy przestały boleć? Jak lekko, leciutko dosłownie podwyższyłem siodełko. Po prostu używanie nosków spowodowało inne ułożenie stopy na pedałach, niż normalnie, a to z kolei powodowało nieprawidłowe prostowanie się nogi w kolanie, i w konsekwencji ból. Po 2-óch dniach szosowania przestałem odczuwać ból. By;em w szoku.
No ale że zyski były z tego biznesu niewspółmierne do zagrożeń(raz mnie auto tryknęło) i wydatków (rowerek co rusz wołał o części) -zrezygnowałem.
krzysztof jot
20-04-2010, 11:09
Ja bez kasku. Szczęśliwie i ostrożnie nie miałem okazji zweryfikować swoich poglądów.
..
jazda na rowerze bez kasku świadczy tylko o zupełnym braku wyobraźni tegoż rowerzysty.
Nie polecam, odradzam takie igranie z własnym losem - a przytrafić może się nie takim specom - http://www.marekgalinski.pl/?ppg=komentarze&id=48
jazda na rowerze bez kasku świadczy tylko o zupełnym braku wyobraźni tegoż rowerzysty.
Nie polecam, odradzam takie igranie z własnym losem - a przytrafić może się nie takim specom - http://www.marekgalinski.pl/?ppg=komentarze&id=48
Dokładnie. Nie ruszam się bez kasku. Nieważne jak jeżdże, gdzie, ile, kiedy - zawsze w kasku. Mam paru znajomych w bardziej wyczynowym środowisku w Krakowie i ktoś mi opowiadał przypadek gościa, który cały czas jeździł w kasku. Rajdy, praca, rekreacja. Raz nie założył, wybrał się do sklepu chyba pół km osiedlowymi uliczkami. Zajechał mu drogę samochód. Połamana czaszka na obszarze wielkości pięści, ale przeżył. Pech, bo nieszczęśliwie upadł. Ale gdyby miał kask, skończyło by najprawdopodobniej na potłuczeniach.
To samo okulary. Nie uwierzycie co może zrobić trzmiel w zderzeniu z czołem pędzącego rowerzysty, przy idealnym kierunku i przeciwnych zwrotach :-) A co dopiero z okiem... Poza tym wolę mieć oczy otwarte, a nie pełne much czy łez :-)
No dobra to ja też się tu ujawnię na rowerze jeżdżę od 11 lat po mieście i tylko to mnie jara rowerki na miasto mam dwa: pierwszy to Merida Matts Special Edition HFS a drugi to Cannondale R1000.
A ja sobie śmigam BMX-em na boisko pokopać w noge tylko ;] No ale jak jestem w Polsce to do lasu na ścieżki crossowe mógłbym jeżdzić codziennie :D oczywiście nie BMX tylko rowerem górskim który dostałem dawno temu na komunie :D
Mnie kask i plecak również uratował skórę gdy dobrze rozpędzony podjeżdżałem po zjeździe dla wózków na schodach. Przeciągnąłem rower i wylądowałem na górze schodów, uderzając potylicą o krawężnik. Całe szczęście jeżdżę w kasku typu full-face, więc tak naprawdę ucierpiał tylko jego lakier... no i mój łokieć, ale tam już nie miałem ochraniaczy.
http://www.youtube.com/watch?v=7TpWG2GD20c
Panowie. Bez przesady. Dawniej ludzie jeździli samochodami bez absów, airbagów, ESP i innych cudów i również dojeżdżali na miejsce cali. Kask nie zastąpi wyobraźni. Jesli komus jej brakuje-nawet strój ludzika z Michelina nie pomoże.
Panowie. Bez przesady. Dawniej ludzie jeździli samochodami bez absów, airbagów, ESP i innych cudów i również dojeżdżali na miejsce cali. Kask nie zastąpi wyobraźni. Jesli komus jej brakuje-nawet strój ludzika z Michelina nie pomoże.
Tylko że w czasach bez pasów i poduszek, prędkość podróżowania to było 40-50km/h a nie 80-100. Jeżdząc samochodem dawniej miało się świadomość że te samochody nie mają wielkich możliwości i jeździło się zdecydowanie bardziej ostrożnie. Teraz jak ktoś ma nowoczesny samochód z pełnym wyposażeniem biernym (pasy) i aktywnym (abs,esp) to ma wrażenie że go to uchroni przed wszystkim. Ale każdy środek bezpieczeństwa ma swoje granice powyżej których już niewiele pomoże.
Co do kasku to zawsze jak tylko wsiadam na rower to od razu go zakładam. Kilka razy miałem bliski kontakt z drzewem przy sporych prędkościach i być może kask uratował mi życie a na pewno zdrowie. Kask nie jest tylko przydatny w jeżdzie "wyczynowej" (większe dystanse i prędkości), ale również do przejażdżki po parku. Nawet mały wypadek może mieć tragiczne konsekwencje, a kask jest zawsze jakąś ochroną.
Co do kasku to zawsze jak tylko wsiadam na rower to od razu go zakładam. Kilka razy miałem bliski kontakt z drzewem przy sporych prędkościach i być może kask uratował mi życie a na pewno zdrowie. Kask nie jest tylko przydatny w jeżdzie "wyczynowej" (większe dystanse i prędkości), ale również do przejażdżki po parku. Nawet mały wypadek może mieć tragiczne konsekwencje, a kask jest zawsze jakąś ochroną.
Dokładnie! Wypadki się nigdy nie zdarzają więc zabezpieczenie przeciwko nim nie ma sensu, aż do czasu kiedy wypadek się jednak nagle wydarzy. Zwykle jest to znienacka! Ale wtedy jest za późno :)
Taka jest natura wypadków - jakby człowiek wiedział kiedy się wydarzą to życie byłoby prostsze. :)
Dokładnie! Wypadki się nigdy nie zdarzają więc zabezpieczenie przeciwko nim nie ma sensu, aż do czasu kiedy wypadek się jednak nagle wydarzy. Zwykle jest to znienacka! Ale wtedy jest za późno :)
Taka jest natura wypadków - jakby człowiek wiedział kiedy się wydarzą to życie byłoby prostsze. :)
To się tak zapytam w temacie- jaki byście kask polecili?
To się tak zapytam w temacie- jaki byście kask polecili?
Co do poszczególnych modeli to już jest kwestia indywidualna, co sie komu podoba i w czym jest wygodnie. Ale na pewno nie warto oszczędzać bo czasem warto chronić to co w głowie. Powyżej pewnego poziomu (myślę że około 200zł) wyższa cena wcale nie oznacza większego bezpieczeństwa bo się poprostu nie da. Lepiej nawet co pewien czas kupić nowy kask niż raz zapłacić za rehabilitację.
krzysztof jot
20-04-2010, 22:52
Panowie. Bez przesady. Kask nie zastąpi wyobraźni. Jesli komus jej brakuje-nawet strój ludzika z Michelina nie pomoże.
nie nie, rower to taka dziwna bestia, mozna sie wywalic nagle i niespodziewanie nawet stojąc prawie w miejscu. Piasek, kamień, dziura na drodze - i myk - leżysz. I wstajesz i jedziesz dalej, Ale jak akurat siłą ciążenia głowa poleci nieco dalej - a tam będzie krawężnik, jeden jedyny kamień na pięknej zielonej łące - to z głupiej sytuacji zostajesz czasem głupkiem do końca swych dni... I dlatego ludzie myślący i przewidujący zakładają kask.
No dobra to ja też się tu ujawnię na rowerze jeżdżę od 11 lat po mieście i tylko to mnie jara rowerki na miasto mam dwa: pierwszy to Merida Matts Special Edition HFS a drugi to Cannondale R1000.
Uważaj na słupki, zią!
Panowie. Bez przesady. Dawniej ludzie jeździli samochodami bez absów, airbagów, ESP i innych cudów i również dojeżdżali na miejsce cali. Kask nie zastąpi wyobraźni. Jesli komus jej brakuje-nawet strój ludzika z Michelina nie pomoże.
A wyobraźnia nie zastąpi skutków krzywego krawężnika, psa wybiegającego z krzaków, nierozważnego kierowcę czy milion innych zdarzeń, które co prawda możesz sobie wyobrazić - ale im nie zapobiegniesz.
Jeśli mogę w jakikolwiek sposób jeszcze bardziej zminimalizować prawdopodobieństwo odwiedzenia traumatologii, neurochirurgii, intenstywnej terapii lub kostnicy, to to robię. Po prostu.
A dawniej to było generalnie inaczej. I chyba na tym polega postęp, również ten mentalny ;-)
Rafał_Sz
21-04-2010, 08:32
Jestem encyklopedycznym przykładem, że kask należy używać. Swego czasu tak pie... o asfalt po nieudanym skoku, że zabrała mnie eRka. Kasku nie było, rozumu też nie;). Jakoś mi ryj poskładali. Nie chcę dramatyzować, ale niewiele brakowało mi do tamtego świata. Miałbym wtedy kask, skończyło by się na poobijanym korpusiku.
Od dłuższego czasu kask mam, używam i polecam innym.
Skoro mowa o kaskach, to ja też odegram rolę moralizatora.
Za małolata zaliczyłem bliskie spotkanie twarzą z asfaltem przy prędkości ~5km/h (a zwykle nie jeździłem spokojnie i po płaskim ;) ). Zaliczyłem klasyczne OTB (dla niewtajemniczonych Over The Bar ;) ) - odkręcił mi się róg przy kierownicy, ta stanęła w poprzek, a ja ładnie fiknąłem sobie pociągnięty dodatkowo plecakiem ze sprzętem wędkarskim. Efekt: naruszone i przestawione kilka zębów, górna warga przedziurawiona na wylot (zęby-asfalt, mędzy nimi warga ;) ), zdarta skóra z połowy twarzy i podejrzenie wstrząsu mózgu. Po kilkunastu minutach od upadku odzyskałem przytomność siedząc w przydrożnym rowie - na szczęście byłem z kolegą, obydwaj znaliśmy zasady pierwszej pomocy. Wtedy komórki były tylko w filmach, więc wezwanie pomocy nie było takie proste - jedyną opcją było jechać gdzieś do telefonu. Albo kogoś zatrzymać i o to poprosić - to się udało dopiero, gdy kolega po chamsku zagrodził drogę samemu stając przed przejeżdżającym samochodem. Potem spędziłem 5 dni w szpitalu. Nie polecam.
Jakieś dwa tygodnie temu, przy podobnej prędkości (~5km/h) i próbie podjazdu pod krawężnik coś poszło nie tak mojej żonie. Ona już miała kask, więc skończyło się na zakupie nowego i kilku gustownych zarysowaniach na rowerze (moim, cholera :mrgreen: ).
Teraz oboje jeździmy wyłącznie w kaskach. Polecam nie sprawdzać twardości czaszki i zawczasu się zaopatrzyć.
A teraz... rower leży w bagażniku, prosto z pracy śmigam na odrdzewianie stawów i mięśni :)
Jak sobie przypomnę swoje "dokonania" z dzieciństwa i młodości to mi się zimno robi :-) Szalone jazdy ze stromej góry przez las, skoki przez resztki okopów i lejów po bombach :-) Dziesiątki razy meta na drzewie. Gdzie tam jakieś kaski, amortyzatory, ochraniacze. Kto o czymś takim w ogóle słyszał.
Raz tylko na kolarce wiozłem reklamówkę z oranżadkami przewieszoną przez kierownicę :-) i położyłem się na asfalcie, ślizgając się parę metrów po nim i szkle...
Ale dziś sobie nie wyobrażam jazdy bez kasku i tym bardziej jazdy swoich dzieci.
Powyżej pewnego poziomu (myślę że około 200zł) wyższa cena wcale nie oznacza większego bezpieczeństwa bo się poprostu nie da.
Czym droższy kask, tym lżejszy i wygodniejszy, z większą ilością otworów wentylacyjnych i lepszy systemem "mocowania" na głowie. Oczywiście porównując kaski tej samej klasy (MTB, DH, Szosza itp.)
Uważaj na słupki, zią!
To była ostatnia przejażdżka po ścieżce :P od tamtej pory po ścieżkach to mogą biegać dziki w lesie ja potrzebuję drogi.
Po długich rozważaniach, wczoraj kupiłem rower :mrgreen:.
Dzięki za wszelkie podpowiedzi, po wczorajszych próbach okazało się, że to prawdopodobnie to, czego szukałem.
Megazordon
24-04-2010, 10:23
(...) Kask nie zastąpi wyobraźni. Jesli komus jej brakuje-nawet strój ludzika z Michelina nie pomoże.
A masz wpływ na wyobraźnię innych osób na drodze?
Kask to podstawa, szczególnie że teraz kaski ładnie wyglądają, są wygodne, dobrze wentylowane. Do wyboru, do koloru. Są kaski specjalnie dla kobiet, dla facetów, dla dzieci. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jak zaczynałem przygodę z rowerem, to jeździłem w fioletowym orzechu i rzeczywiście wyglądałem nieciekawie.
krzysztof jot
24-04-2010, 11:54
Czym droższy kask, tym lżejszy i wygodniejszy...)
teoretycznie tak, praktycznie nie do końca - tzn od pewnego pułapu cenowego dobrze miec ze soba wage :) 100g na głowie mniej lub więcej - robi różnice. Za 400 kupiłem kask ważacy 220g znam piękne kaski w tej samej kategorii po 700 zł i o wadze 350g.
No dobra, ale zrobił sie wątek o kaskach, a miał byc o bajkach...
To może zmienimy troszkę temat z kasków na koszyki.
Otóż moja mama chciała by jeździć z pieskiem na rowerze ( Westi - średni piesek ). Chciał bym jej taki kupić, zrobić. Byłem w kilku sklepach rowerowych, ze zwierzaczkami i ceny mnie przeraziły 500 zł za koszyk na pieska. Może ktoś zna jakieś alternatywy, albo jakiś patent na zrobienie takiego kosza. Myślałem jakoś przerobić klatkę do przewożenia zwierząt. Macie jakieś pomysły ?
No dobra, ale zrobił sie wątek o kaskach, a miał byc o bajkach...
Oto jeden z tych bajkowych http://www.schlickjumper.de/parts/forum1_1002.htm
krzysztof jot
26-04-2010, 01:51
Oto jeden z tych bajkowych http://www.schlickjumper.de/parts/forum1_1002.htm
:) ale wazy 28kg i tylko w doł jedzie, a jak mówi jeden znajomy kolarz "w dół to każde g... spadnie" wiec to nie typ dla mnie na rower, ale taki Epic to juz bardziej http://www.specializedconceptstore.co.uk/news/newsarticle.aspx?id=140&parent_id=2
a tylko 5.5 tys funtów
Są plastikowe skrzyneczki do przewozu zwierzaków. Odpowiednio doposażone wyściółaniem z gąbki mogłoby zminimalizować dyskomfort pasażera i pewnie nie ważyłoby to 28 kilo aczkolwiek wątpie by zwierzątko dobrze znosiło takie rowerowe kiwanie. Z drugiej strony-wszystko kwestią przyzwyczajenia. Widziałem kiedyś pijanego w sztok goscia śpiącego w podmiejskim autobusie-na którego struchlałym pomrocznością kolanie siedział kundelek-wspaniale radzący sobie z balansem rozchwianego na zakrętach i przystankach pojeździe.
Czy jest tu, wśród cyklistów ktoś, kto ma dłuższe doświadczenia z wożeniem ze sobą lustrzanki na rowerze?
Zdarzyło mi się kilka razy brać aparat do plecaka (i tak prawie zawsze jeżdżę z "garbem", więc to akurat nie problem), ale mam duże wątpliwości co do tego, jak na dłuższą metę "zabawki" to wytrzymają...
Często w trasie brakuje mi aparatu pod ręką. Ratuję się czasami starutkim kompaktowym Canonem, ale to nie ta liga obrazka. O lustrzankę po prostu się boję - wpływ drgań na jej mechanizmy i na obiektyw?...
Możecie napisać coś ze swoich doświadczeń? Oczywiście, najbardziej zależy mi na opiniach osób dużo jeżdżących... :)
Czy jest tu, wśród cyklistów ktoś, kto ma dłuższe doświadczenia z wożeniem ze sobą lustrzanki na rowerze?
Możecie napisać coś ze swoich doświadczeń? Oczywiście, najbardziej zależy mi na opiniach osób dużo jeżdżących... :)
Od trzech lat jeżdżę z lustrzanką na rowerze, tylko trekingiem, o tym za chwilę.
Na początku znaczy pierwszy wyjazd kilkudniowy, aparat w plecaku na placach, ale już na drugi dzień pojawia się spory dyskomfort, od tak mocno obciążonego plecaka. Potem sprzęt przełożyłem do sakwy zamontowanej z boku bagażnika. Dlatego właśnie tylko treking, w góralu nie mam bagażnika i zwykle jak jadę typowo MTB, to odpuszczam całkowicie temat foto. Na początku się trochę obawiałem o wytrzymałość sprzętu, ale jak się okazało, zbyteczne to było.
W zeszłe wakacje przejechałem 450 km z Drezna do Pragi i sprzęt zniósł to bez uszczerbku. Wcześniej było też kilka wyjazdów jednodniowych lub kilkudniowych w tym w góry. Oczywiście nie tylko asfalt, ale bez szaleństw z tym off roadem, treking to nie MTB i nie ma takiej sprawności terenowej.
Glebę jedną mi się udało zaliczyć, ale poleciałem w miękkie, bo wpadłem do strumienia. :)
Sakwa ze sprzętem była całkowicie zanurzona kilkadziesiąt sekund pod wodą, ale wytrzymała i środek pozostał suchy (Crosso Dry)
Sprzęt wkładam do miękkiej torby, akuratnej na tyle, żeby weszła puszka bez gripa i dwa szkła. Mam taki zestaw podróżniczy T12-24 i N28-105 + puszka. Dopiero torbę z tym ładuję do sakwy.
Ja nie zrezygnuję z plecaka raczej (choć jeżdżę właśnie trekkingiem... no ok, coraz więcej od niego odkręcam...).
Codziennie przynajmniej te 30km, spora część po wertepach leśnych, jak najbardziej z silnymi wstrząsami (wiadomo, ciało amortyzuje to w znacznym stopniu, ale czy w wystarczającym...).
Przy takim układzie i tak wożę/woziłbym tylko jeden aparat z obiektywem i nic więcej (najczęściej zapewne D80 z 35tką).
Po prostu mam spore obawy o wytrzymałość mechanizmów i opytki na takie traktowanie... Nic, może po prostu przejdzie przetestować samemu, jak to aparacik zniesie :)
Z tego co piszesz, nie powinno być tragedii. Do tego pewnie nie będę woził zabawki dzień w dzień. Pożyjemy, zobaczymy... :)
wasilewk
26-04-2010, 19:36
Ja nie zrezygnuję z plecaka raczej (choć jeżdżę właśnie trekkingiem... no ok, coraz więcej od niego odkręcam...).
Codziennie przynajmniej te 30km, spora część po wertepach leśnych, jak najbardziej z silnymi wstrząsami (wiadomo, ciało amortyzuje to w znacznym stopniu, ale czy w wystarczającym...).
Przy takim układzie i tak wożę/woziłbym tylko jeden aparat z obiektywem i nic więcej (najczęściej zapewne D80 z 35tką).
Po prostu mam spore obawy o wytrzymałość mechanizmów i opytki na takie traktowanie... Nic, może po prostu przejdzie przetestować samemu, jak to aparacik zniesie :)
... :)
Ja jeżdżę 4-ty rok trekingiem z przerobionego górala (a co !). Zabieram albo plecak (przy dłuższym obiektywie) albo TLZ2. Najczęściej to drugie. Zaliczyłem i wodę i krawężnik, ale nigdy sprzęt nie miał powodów do narzekań: ja mogłem ucierpieć, ale aparat lądował miękko.
Mam swoją teorię na temat drgań:
Jeśli plecak lub torba jest założona na ramieniu - nie ma co się bać ! (przez 3 lata tak jest)
Nie ryzykowałem czepiania do sakiew: wystarczy parę krawężników i kilkanaście tys. szlag trafia ! (szkoda D700 z N24-70).
Jak mam zamiar focić coś, co wymaga zmiany szkieł - biorę Megankę.
Pzdr.
Mam swoją teorię na temat drgań:
Jeśli plecak lub torba jest założona na ramieniu - nie ma co się bać! (przez 3 lata tak jest)
Nie ryzykowałem czepiania do sakiew: wystarczy parę krawężników i kilkanaście tys. szlag trafia!
To jakaś zbiorowa psychoza jeśli chodzi o drgania? Po tym jak mnie wytrzęsło na praskich brukach, to jestem skłonny uznać, że nawet we Wrocławiu jest równo. Wożę w sakwach, szkła, dyski twarde, jakąś inną elektronikę i jeszcze nic się nie uszkodziło. Przecież sakwa nie jest sztywno przyśrubowana do bagażnika, jest w stanie zamortyzować drgania. Niedźwiedź OIDP wspominał, że on albo jego koledzy wozili sprzęt foto w sakwach motocyklowych i też nic się nie działo.
Jechałem kiedyś mieszczuchem, aparat w torbie przewieszonej przez ramie, jakaś siksa przede mną nagle skręciła, ja dałem po hamplu, a że jechałem po wypolerowanych granitowych płytach, to gleba była. Upadłem na torbę z aparatem no i się była Sigma połamała. Całe szczęście prędkości były raczej niewielkie, to i straty nie były duże.
W plecaku zgodzę się jest bezpieczniej, ale strasznie niewygodnie, jak ciężar jest za duży. Nawet jak się ma najlepsze na świecie Deutery, to po kilku godzinach jazdy z plecakiem o wadze pod 10 kg, marzy się tylko o tym, żeby go po prostu ciepnąć do rowu.
Absolutnie pomijam już kwestię, że z reguły plecaki foto nie mają w zasadzie systemów nośnych, ino paski przyszyte do komory plecaka.
Drgania - chyba nie mam psychozy, ale wiem np. jak sprężynowy karabinek pneumatyczny ("wiatrówka") potrafi rozwalić optykę nawet całkiem przyzwoitych celowników optycznych... Tyle, że przystosowanych do "normalnej" broni palnej. Właśnie ze względu na "nietypowe" drgania.
Nic, zakładam, że nie ma się czego obawiać przy zestawie rower+głupek_na_siodełku+plecak_na_głupku+apara t_w_plecaku ;)
A jeśli się mylę, to dam znać :)
kuba_rsx
27-04-2010, 16:40
Ja temat odpuściłem. I tak z aparatem sobie nie pojeździsz porządnie a jak jedziesz dla zdjęć to z plecakiem to i tak się się umęczysz ostro - szczególnie tam gdzie warto takie klamoty zabierać, czyli np. w górach.
Już nawet nie chodzi o kwestię samych drgań bo z tego co ludzie mówią niema z tym wielkiego problemu, bo o ile się ktoś nie wygrzmoci to tak naprawdę plecak jest w całkiem nieźle amortyzowanym miejscu. Sam aparat przed wibracjami chroni zawieszenie roweru (jeśli ktoś ma np. fulla), potem nasze nogi (najlepszy amortyzator),ręce uginające się na każdej większej dziurze, dalej cały czas pracujący kręgosłup, a na koniec plecak i jego wyściółka.
Kilka fotek w tym klimacie http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=141683
Ja temat odpuściłem. I tak z aparatem sobie nie pojeździsz porządnie a jak jedziesz dla zdjęć to z plecakiem to i tak się się umęczysz ostro - szczególnie tam gdzie warto takie klamoty zabierać, czyli np. w górach.
Ja mam po prostu całkiem ładną i ciekawą trasę do/z pracy na rowerze.
Zdarzają się dni (poranki, czasem zachód) z tak ładnym światłem w niektórych miejscach, że aż żal nie mieć ze sobą aparatu.
A jak pisałem - akurat do jazdy z dość konkretnie wypchanym plecakiem, jestem przyzwyczajony. Lustrzanka z jednym obiektywem nie jest dla mnie problemem.
Oto jeden z tych bajkowych http://www.schlickjumper.de/parts/forum1_1002.htm
niezły oldschool ;) - teraz nawet w zjeździe waga się liczy :)
a jak mówi jeden znajomy kolarz "w dół to każde g... spadnie"
chciałbym go zobaczyć na jakiejś nawet przeciętnej trasie DH :D - myślę że by poleciał w dół...ale z roweru ;)
a żeby w temacie bardziej to ja od kilku lat poruszam się po mieście tylko na moim ukochanym giancie:
http://www.jacksbikes.com/contents/media/giant_simple_seven_2009_blue.jpg
niezawodny, szybki i... podoba się dziewczynom ;)
niezawodny, szybki i... podoba się dziewczynom ;)
Hehe. Jak moja koleżanka zobaczyła mnie w kasku i stroju kolarskim (http://www.jejamescycles.co.uk/product-images-large/northwave-skeleton-jersey-42409.jpg) z rowerem najpierw powiedziała, że śmiesznie wyglądam, a potem spojrzała na rower i mówi: "I to niby kosztuje 7 tysięcy?", odpowiedziałem: "Nie 7 tylko około 4-ech".
kuba_rsx
28-04-2010, 20:56
Może zarzućcie fotki swoich maszyn :D
Czy jest tu, wśród cyklistów ktoś, kto ma dłuższe doświadczenia z wożeniem ze sobą lustrzanki na rowerze?
Możecie napisać coś ze swoich doświadczeń? Oczywiście, najbardziej zależy mi na opiniach osób dużo jeżdżących... :)
Wychodząc z chałupy oprócz dni gdy leży śnieg zawsze zabieram rower.Lustro mam w plecaku,plecak na plecach,plecy na 4-rech literach,4 litery na siodełku,a siodełko na czymś takim http://www.thudbuster.com/products.html model LT osadzony w sztywnej ramie Brave Machine.Z przodu mam amortyzator SR Suntour Duro DJD.
Raz zjeżdżając ze Ślęży po kamienistej trasie w stronę przełęczy Tąpadła przewróciłem się na boczek.Sprzętowi nic się nie stało bo i wywrotka była delikatna.Bardzo często jeżdżę po wertepach i sprzętowi nic nie dolega.
No moim ostatnim MTB w Otwocku zaliczyłem niezłą glebę - teraz to rower w odstawce, a ja mam naderwany mięsień w prawej ręce i aparat tylko na statywie bo łapa mi lata jak telegraf jak dłużej coś podtrzymuje :(
A jeździ ktoś na twentyninerach?
A ja kupiłem sobie takiego Krossa. Aluminiowa rama i osprzęt Shimano Alfine. Ośmiobiegowa przekładnia planetarna w tylnej piaście, ultrapłynne zmiany biegów, także pod i bez obciążenia (stojąc). Rewelacja, polecam o ile nie przeszkadza mała rozpiętość przełożeń (ale z przodu można dołożyć drugą tarczę). Wielka zaleta to praktyczna bezobsługowość. No i cena bardzo przystępna, bo to wyprzedaż z 2008 roku.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img179.imageshack.us/img179/9158/20100520dsc0002.jpg)
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img63.imageshack.us/img63/401/20100520dsc0004.jpg)
A ta atrakcyjna cena to ....?
A ta atrakcyjna cena to ....?
Po 1300 PLNów są na Allegro, nówki sztuki.
Co prawda trochę słaba piasta z przodu, ale wygląda całkiem fajnie i do lansowania się po mieście w słoneczne dni jak znalazł. ;)
Lans, jak lans, ale mi ten rodzaj napędu przypasował niesamowicie. Cichy, szybki, idiotoodporny. A jak będzie za wolny, to zmieniam z tyłu zębatkę na 18T (jest 20T), co kosztuje 20 zł i mam "quasi-szosę". Jedyna wada to "hardkorowość" - cienkie opony, sztywna rama i widelec, twarde siodełko. Pierwszy dzień był bolesny :D
kuba_rsx
20-05-2010, 21:56
Fajny rowerek. Sam się nad takim zastanawiam na miasto. A jak tarczówki przy "szosowych" oponach, nie zrywają przyczepności?
Jest ok, łatwo wyczuć moment blokowania (żywiczne klocki), chociaż nie ma też problemu z zablokowaniem koła jednym palcem. Opony są 700x35, więc rozsądny kompromis.
Tutaj linki do 2 testów:
http://news.bikeworld.pl/rower/artykul/3547/redir:3/
http://rowery.onet.pl/139122,1486776,kross_street_scraper,sprzet-testy.html
Lans, jak lans, ale mi ten rodzaj napędu przypasował niesamowicie. Cichy, szybki, idiotoodporny.
Tyle, że jak piasta padnie, to z reguły trzeba kupić nową. Niewielu mechaników podejmuje się naprawy. Zajeździłem siedmiobiegowego Sachsa. Ja na nim zrobiłem jakieś 20 kkm, a że byłem kolejnym właścicielem roweru, w którym byla zamontowana, to nie wiem ile przejechała wcześniej. Fajny jest za to ten patent z napinaczem łańcucha, nie trzeba kombinować z ramą, no i nie ma problemu przesuwającego się koła w hakach. Tylko nie wiem czemu nie dali w takim razie szybkozamykacza, bardzo ułatwia sprawę przy złapaniu gumy, ale może ze względu na ciężką piastę, musi być pełna oś.
A jak będzie za wolny, to zmieniam z tyłu zębatkę na 18T (jest 20T), co kosztuje 20 zł i mam "quasi-szosę". Jedyna wada to "hardkorowość" - cienkie opony, sztywna rama i widelec, twarde siodełko. Pierwszy dzień był bolesny :D
Zanim zaczniesz przekładać, posprawdzaj w manualach Shimano, czy taka kombinacja nie zmieli przekładni w piaście.
Będę musiał pomyśleć, bo faktycznie tani ten rower jest, po modyfikacjach nadawałby się jako rower na miasto. Zwłaszcza, że moja koza coś ma problemy ostatnio. Tyle, że tarczówki przyciągają wzrok amatorów cudzej własności. Poza tym, jak pisałem, ma lanserski wygląd i szkoda byłoby go psuć błotnikami i bagażnikiem.
Tyle, że jak piasta padnie, to z reguły trzeba kupić nową. Niewielu mechaników podejmuje się naprawy. Zajeździłem siedmiobiegowego Sachsa. Ja na nim zrobiłem jakieś 20 kkm, a że byłem kolejnym właścicielem roweru, w którym byla zamontowana, to nie wiem ile przejechała wcześniej. Fajny jest za to ten patent z napinaczem łańcucha, nie trzeba kombinować z ramą, no i nie ma problemu przesuwającego się koła w hakach. Tylko nie wiem czemu nie dali w takim razie szybkozamykacza, bardzo ułatwia sprawę przy złapaniu gumy, ale może ze względu na ciężką piastę, musi być pełna oś.
Zanim zaczniesz przekładać, posprawdzaj w manualach Shimano, czy taka kombinacja nie zmieli przekładni w piaście.
Będę musiał pomyśleć, bo faktycznie tani ten rower jest, po modyfikacjach nadawałby się jako rower na miasto. Zwłaszcza, że moja koza coś ma problemy ostatnio. Tyle, że tarczówki przyciągają wzrok amatorów cudzej własności. Poza tym, jak pisałem, ma lanserski wygląd i szkoda byłoby go psuć błotnikami i bagażnikiem.
Co do I to wystarczy raz do roku specjalna kąpiel w oleju.
II Alfine jest piasta nowej generacji i współpracuje z przełożeniami od 16 w górę.
Tutaj test grupy osprzętu: http://download.bikeboard.pl/pdf/200608_shimano_alfine_caly.pdf
http://hubstripping.wordpress.com/alfine-shimano/
kuba_rsx
21-05-2010, 10:34
Ja tam jestem przekonany tylko i wyłącznie do piast na łożyskach maszynowych albo campy i shimany sprzed co najmniej 10lat.. dla przykładu piasta szosowa recorda ma w instrukcji "dosmarowanie" przez specjany kanalik co 25tys km :D (one są zwyczajnie wietrzne )
I podejrzewam że ta tylna piasta alfine też nie jest szczytem trwałości. W kołach shimano potrafiłyby takie kwiatki że fabrycznie łożyska były źle wyregulowane nim się zorientowałem piastę już szlag trafił..
Panowie i Panie - pilnie chcę kupić rowery. Dla mnie i żony + możliwość mocowania fotelika dla dziecka. Będziemy jeździć głównie po trasach rowerowych lub ścieżkach leśnych. Cena do 1000Euro za jeden. Myślałem coś jak CUBE Country lite - Overland, ale z rowerów wypadłem wieki temu i nie znam się na osprzęcie ani obecnych technologiach. Poradźcie co mogę dobrego kupić
kuba_rsx
24-05-2010, 23:19
Uniwersalna rada: osprzęt jest najmniej ważny z tego wszystkiego i tak w końcu połowę wymienisz. Zawracaj uwagę ja jakość ramy, widelca/amortyzatora, kół - w tej kolejności. Za 1000eryków praktycznie każdy rower będzie ok. Przy czym przy takiej kwocie już chyba się opłaca składać rower samemu no ale jak podkreśliłeś liczy się czas.
Gdyby ktoś chciał starą (sprzed kilku lat,made in Japan) ale nieużywaną tylną piastę XTR na 36 szprych to jest do kupienia w sklepie przy ul.Niedźwiedziej we Wrocławiu za 400 zeta.Leży na sklepie dobrych kilka lat.Sam bym ją wziął ale przerzucam się na tarczówki.Kolor grafitowy ale dzisiaj to "biały kruk" w osprzęcie rowerowym.
Uniwersalna rada: osprzęt jest najmniej ważny z tego wszystkiego i tak w końcu połowę wymienisz. Zawracaj uwagę ja jakość ramy, widelca/amortyzatora, kół - w tej kolejności. Za 1000eryków praktycznie każdy rower będzie ok. Przy czym przy takiej kwocie już chyba się opłaca składać rower samemu no ale jak podkreśliłeś liczy się czas.
Jeśli rowery wciągną mnie na poważnie to sobie kolejny poskładam. Teraz z pewnością coś gotowego. Fajny jest ten na poprzedniej stronie KROSS STREET SCRAPER ale nie ma wersji damskiej więc żonie go nie kupię.
Jakość ramy - co przez to rozumiesz?
Czy powinny być amortyzatory czy nie?
Koła? Więcej szprych, mniej szprych?
Naprawdę oglądam różne modele rowerów i nie wiem o co chodzi.
nightelf
25-05-2010, 00:38
Jeśli rowery wciągną mnie na poważnie to sobie kolejny poskładam. Teraz z pewnością coś gotowego. Fajny jest ten na poprzedniej stronie KROSS STREET SCRAPER ale nie ma wersji damskiej więc żonie go nie kupię.
Jakość ramy - co przez to rozumiesz?
Czy powinny być amortyzatory czy nie?
Koła? Więcej szprych, mniej szprych?
Naprawdę oglądam różne modele rowerów i nie wiem o co chodzi.
W zależności do zastosowania roweru możesz kupić crossa, mtb, albo jeszcze innego.
Powiedzmy że, za 1000 euro raczej dobrej amortyzowanej ramy nie kupisz, te są często droższe.
Zostają więc ramy bez amortyzacji z tyłu. W zasadzie wszystkie markowe ramy są dobre, różnią się wagą, użytymi do budowy materiałami i takie tam.
Wybierz taką, która się Tobie podoba :)
Amortyzator z przodu jest ważny, dzielimy je w zależności od ściskanego medium na: sprężynowe, powietrzne i z kąpielą olejową.
W przypadku kół ilość szprych jest w zasadzie mało istotna, ważne są dobre piasty i obręcze.
Najpierw musisz wybrać rodzaj roweru, potem możemy dobierać w zależności od tego odpowiedni model :)
W zależności do zastosowania roweru możesz kupić crossa, mtb, albo jeszcze innego.
Powiedzmy że, za 1000 euro raczej dobrej amortyzowanej ramy nie kupisz, te są często droższe.
Samą ramę kupi.
Zostają więc ramy bez amortyzacji z tyłu. W zasadzie wszystkie markowe ramy są dobre, różnią się wagą, użytymi do budowy materiałami i takie tam.
Wybierz taką, która się Tobie podoba
Ramy się różnią przede wszystkim geometrią, powinien dobrać taką, żeby się dobrze jeździło, a nie na zasadzie, że się podoba. Należy też zwrócić uwagę, żeby się nie wpakować w kanał jak na przykład pękające magnezowe ramy Meridy.
Amortyzator z przodu jest ważny, dzielimy je w zależności od ściskanego medium na: sprężynowe, powietrzne i z kąpielą olejową.
Od kiedy, to kąpiel olejowa jest medium ściskanym? Nie wiem czego teraz uczą w szkole, ale mnie uczyli, że ciecze są nieściśliwe, względnie trudnościśliwe. Sam mam amortyzator powietrzny z kąpielą olejową. Jako medium przyjmuje się sprężyny, powietrze, ewentualnie elastomery, ale tymi ostatnimi głowy sobie zawracać nie należy.
W przypadku kół ilość szprych jest w zasadzie mało istotna, ważne są dobre piasty i obręcze.
Najpierw musisz wybrać rodzaj roweru, potem możemy dobierać w zależności od tego odpowiedni model
Piasty są najważniejszymi łożyskami w rowerze, częstym problemem rowerów gotowych są właśnie piasty niskiej klasy.
Rafał_Sz
25-05-2010, 06:40
Jeśli rowery wciągną mnie na poważnie to sobie kolejny poskładam. Teraz z pewnością coś gotowego. Fajny jest ten na poprzedniej stronie KROSS STREET SCRAPER ale nie ma wersji damskiej więc żonie go nie kupię.
Jakość ramy - co przez to rozumiesz?
Czy powinny być amortyzatory czy nie?
Koła? Więcej szprych, mniej szprych?
Naprawdę oglądam różne modele rowerów i nie wiem o co chodzi.
Spójrz na Giant Yukon FX 1. Cena w Polsce poniżej 1000 ojro, jest także w wersji dla kobiet. Jakby nie patrzeć, fullik to fullik, o 4 litery trzeba dbać. :)
http://www.giant-bicycles.com/pl-PL/bikes/model/yukon.fx.1/5748/39326/
... możliwość mocowania fotelika dla dziecka.
Więc tylko sztywna rama.Ja na początek przygody z bajkiem brałbym coś takiego http://www.corratec.com.pl/b-drive
nightelf
25-05-2010, 10:29
Od kiedy, to kąpiel olejowa jest medium ściskanym? Nie wiem czego teraz uczą w szkole, ale mnie uczyli, że ciecze są nieściśliwe, względnie trudnościśliwe. Sam mam amortyzator powietrzny z kąpielą olejową. Jako medium przyjmuje się sprężyny, powietrze, ewentualnie elastomery, ale tymi ostatnimi głowy sobie zawracać nie należy.
Mea Culpa, taki skrót myślowy z tą kąpielą olejową.
kuba_rsx
25-05-2010, 10:43
Moim zdaniem rower powinien być trekingowy, jeśli jego główne zadanie to szutrowe drogi i jakiś leciutki teren. Zawsze możesz stosować opony z lekkim bieżnikiem albo slicki na szosę to już twój wybór.
Koła oczywiście 28/29cali. I powiem tak szprychy specjalnie nie mają znaczenia bo do gotowców nigdy nie dają nic ciekawego. Tutaj patrz na to jak wysoki model piasty (niestety górują no-name) jest oraz czy są dobre felgi(np. mavic?), ew szprychy jeśli będą cieniowane to już znaczy że są nie najgorsze, jak przesuniesz palcami po szprychach to powinieneś poczuć.
Oczywiście w tym wypadku tylko amortyzacja z przodu, i omijaj szerokim łukiem amortyzatory firm: suntour,rst i inne takie pokrewne wynalazki, bo może co nie które modele z tego udają że działają ale większość działa tragicznie i jest wykonana równie tragicznie. Jak będzie zamontowany rockshox, manitou, marzzochi to będą ok ale tutaj ze wskazaniem na nieco wyższe modele niż najtańsze. Szczególnie żona doceni komfort amortyzacji z przodu najlepiej tez jeśli będzie to z możliwością blokady na sztywno, z tyłu nie ma sensu "amortyzować" na ścieżki rowerowe i leśne drogi - tylko zbędne kilogramy i miejsca gdzie może skrzypieć, łapać luzy i się psuć.
A teraz wracając do tego co rozumiem przez jakość ramy: przede wszystkim to z jakiego stopu jest wykonana, oraz to jak jest spawana czy ręcznie czy z automatu (ręcznie spawane są lepsze np. canondale ), czy spawy są polerowane, jaka jest jakość wykończeń i precyzja ich wykonania, czy rama jest lekka (do gotowców lubią wkładać kowadła), jak ze sztywnością, jaki jest lakier (np. giant dawał swego czasu 3 warstwowy taki jaki jest kładziony na samochody BMW). Niestety ja większość z tego już wiem na oko jak podchodzę do roweru tu puknę tam nacisnę i wiem. Ty niestety musisz się zdać na profesjonalizm i wiedzę sprzedawcy. Niestety moim zdaniem żadna rama typu "damka" to nie będzie ramą na której coś w przyszłości coś zbudujesz. I cokolwiek nie kupisz i tak zapłacisz nieadekwatnie więcej do tego jakie są możliwości sprzętu.
Fajnie np. jakbyś trafił rower z korba na Hollowtech'u II nawet jeśli to będzie Deore bo po pierwsze są trwalsze, po drugie sztywniejsze (uwierz czuć różnicę bardzo) a po trzecie łatwe w serwisie. Na to czy z tyłu dali przerzutkę XT czy XTR to nawet nie patrz bo nawet deore lub slx będzie działała ok i nie poczujesz różnicy.
Osobiście to za 4000-4500 zł złożyłbym taki rower (tylko że góral):
Rama: Giant XTC, koła: mavic cross ride, amortyzator: manitou r7 albo starszy model rockshox reba a reszta na pełnym deore/slx, oczywiście hamulce vbreaki, kierownice, mostek, sztyca itp jakiś boplight/smica i pochodne. I gwarantuję ze rower na takiej bazie służyłby długo dobrze i pewnie. Potem np. założyć tarczówki to małe piwo a moim zdaniem warto zainwestować w wyższy model bo te tanie to parodia hamulca tarczowego :\.
I tutaj tak: opony dobierasz jakie chcesz a nie jakie dostaniesz, siodełko jakie chcesz a nie liczysz ze od producenta będzie dobre (bo rzadko kiedy będzie), pedały również jakie chcesz. Wiem że nie chcesz i nie masz czasu się w takie rzeczy bawić ale tylko podaję przykład. Osobiście jakbym się streścił to w tydzień taki rower mam skompletowany a składanie i regulacja to tak naprawdę parę godzin (3 no może 4 i to tak bez pośpiechu, oczywiście dla kogoś kto nie odkrywa ameryki dopiero tylko wie co z czym).
Osobiście to za 4000-4500 zł złożyłbym taki rower (tylko że góral):
Ja jesienią 2008 r. składałem trekinga i tak jakoś wyszło 4,5k PLN.
Rama Vortrieb, specjalnie ściągałem z Niemiec, bo miała adapter do zacisku tarczówki wewnątrz tylnego trójkąta, brak problemów z montażem bagażnika.
Amor: Marzocchi TXC Air z blokadą
Koła: piasty XT, szprychy DT, obręcze DT, opony Schwalbe Marathon XR
Osprzęt (przerzutki, manetki, hamulce tarczowe, klamki, korba, suport): Shimano SLX
Kaseta i łańcuch: Sram X7
Kierownica i mostek: Accent
Sztyca: Boplight
Siodło: SI Flite
Bagażnik i sakwy: Crosso
Całkiem fajna maszyna wyszła i stosunkowo lekka jak na ta klasę sprzętu, a co najważniejsze moje 100 kg znosi bez protestów.
kuba_rsx
25-05-2010, 13:03
Noo.. też brzmi przyjemnie. W prawdzie nie wiem co to za rama ale w trekingach/cross'ach się nie orientuję. Tamtego Cube'a nie polecałbym jakoś specjalnie za te pieniądze.
Proponuję zapoznać się z ofertą Stevens'a (http://www.stevensbikes.de/2010/index.php) ( może coś takiego: http://www.stevensbikes.de/2010/index.php?bik_id=94§=description&lang=de_DE) naprawdę sensowne rowery robią. Bardzo ładnie zrobione, dobre ramy, nie pchają bubli gdzie się za żeby przyciąć koszty - miałem od nich szosówkę, solidna robota. A jakby co mam zaprzyjaźniony sklep w Niemczech to mogę trochę negocjować ceny.
Możesz też szukac górala na 29calowych kołach (np coś w ten deseń LINK Aledrogo (http://www.allegro.pl/item1037380353_rower_author_2010_instinct_29_19_do stawa_free_raty.html) - chociaż author nigdy jakiś górnolotnych ram nie robił), bo te trekningi mają zabójcze ceny :\ jak na to co się do nich pakuje. Oczywiście tylko z uwzględnieniem mocowań na bagażnik.
A co powiecie na Felt XCITY 1w (http://www.feltbicycles.com/Norway/2010-Product-Catalog/Urban/X-CITY-Series/X-CITY-1.aspx). Podoba mi się ta prostota w tych hybrydach, 8 biegów jest wystarczające
MARS CooL
25-05-2010, 21:26
Ja tez jestem na kupnie roweru:
Wiem że podane linki to nie firmowe i ogólnie polecane konstrukcje ale nie chce ramy z markowym, chodliwym ;) napisem. Do tego mam kilku kolegów, którzy zaczynali na decathlonie i ogólnie bardzo chwalili te rowery, mimo że teraz zasuwają na markowych.
Co myślicie o czyms takim:
http://www.decathlon.com.pl/PL/rockrider-8-1-77638882/
http://unibike.pl/expert.html
ten najbardziej mi sie podoba ale nie wiem czy wykorzystam:
http://www.decathlon.com.pl/PL/rockrider-8-2-34975917/
generalnie rower będzie miał rożne przeznaczenie, również w bardzo extremalnych warunkach górskich kilka razy w roku. Jeśli mnie jazda pociągnie na maxa to w przyszłym roku zmienię ramę ja jakąś firmową.
jeżdżę głównie po asfalcie i delikatnie, sporadycznie teren - dla mnie idelany jest UNIBIKE XENON - poniżej 3 tys. - porządny osprzęt, dobra rama i hamulce - to będzie bodajże 4 sezon i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń
A co powiecie na Felt XCITY 1w (http://www.feltbicycles.com/Norway/2010-Product-Catalog/Urban/X-CITY-Series/X-CITY-1.aspx). Podoba mi się ta prostota w tych hybrydach, 8 biegów jest wystarczające
Problem rowerów typu Urban, jest taki, że klimat mamy nie taki. Te rowery się na pewno świetnie sprawdzają w słonecznej Kalifornii, ewentualnie na Florydzie, jak akurat nie ma tornada. :)
Szkoda tej fajnej/ lanserskiej bryły psuć błotnikami, nawet jak się zapoda takie ściśle przylegające do opony, to jednak nie to samo co gołe opony. Z drugiej strony, przyjeżdżając z pasem startowym na plecach i twarzy, też zbytniego szyku nie zadasz.
Jeszcze jedna uwaga techniczna, jak w tym Felcie rozwiązano napinanie łańcucha? Poziomych lub ukośnych haków być nie może, bo jest hamulec tarczowy, napinacza, jak w Krossie nie widać. Mam nadzieję, że nie jest to na zasadzie, dobrali, zapieli i jest, bo po pierwsze musi to być upierdliwe, przy zakładaniu koła, dwa co zrobić, gdy łańcuch się wyciągnie na tyle, że zacznie spadać z zębatek.
MARS CooL skoro chcesz coś mniej chodliwego to zainteresuj się czeską marka Superior.
http://www.superior.cz/pl/kolekcja-2010.html
Robią naprawdę dobre rowery ale w Polsce są mało znani.
generalnie rower będzie miał rożne przeznaczenie, również w bardzo extremalnych warunkach górskich kilka razy w roku. Jeśli mnie jazda pociągnie na maxa to w przyszłym roku zmienię ramę ja jakąś firmową.
Nie wiem co rozumiesz przez bardzo ekstremalne warunki górskie, bo jak to ma być zjazd, to, żaden z tych rowerów nie jest do tego przeznaczony. Jak masz na myśli jazdę w błocie po osie, to na gorszych osprzętowo rowerach nie takie rzeczy robiłem i jakoś sprzęt dawał radę.
Ramę się ciężko zmienia, bo raz, że z reguły nie pasuje sztyca (multum średnic) oraz przednia przerzutka (tylko trzy średnice). Do tego dochodzi problem z linkami, pancerzami i innymi przewodami. Wymiana ramy jest bardzo upierdliwa, dlatego zwykle kupuje się rower z dobra ramą, a najwyżej słabszym osprzętem, który się potem wymienia.
Zwykle polecam Unibike, ale nie tym razem, amor o skoku 120 mm w ramie HT, nie wierzę, że to dobrze działa w przypadku ogólnego MTB. Te Rockridery wyglądają dobrze.
Pierwszy rower i tak można kupić jaki się chce, oczywiście przy zachowaniu zdrowego rozsądku. Jak się złapie cyklozę, to samemu się dojdzie, co wymienić i co kupić. Jak rowerowanie nie wciągnie, wystarczy, co się kupiło jako pierwsze.
kuba_rsx
25-05-2010, 22:45
Decathlon i Unibike to na pewno tez firmowe rowery chodź oczywiście nie tak renomowane. Jak pociąga cię tylko czasem ekstremum, rower będzie miał różne zadania i lubisz eksperymenty to każdy z nich wystarczy, więc bierz i ciesz się radością z jazdy.
Dla wszystkich jako dodatek do nowego roweru polecam też książkę pod tytułem "Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego" - Zinn Lennard. Sam często do niej zaglądam bo to świetne źródło wiedzy zarówno dla początkujących jak i również zbiór sprawdzonych metod i rozwiązań dla doświadczonych majsterkowiczów.
MARS CooL
25-05-2010, 23:26
Nie wiem co rozumiesz przez bardzo ekstremalne warunki górskie, bo jak to ma być zjazd, to, żaden z tych rowerów nie jest do tego przeznaczony. Jak masz na myśli jazdę w błocie po osie, to na gorszych osprzętowo rowerach nie takie rzeczy robiłem i jakoś sprzęt dawał radę.
Ramę się ciężko zmienia, bo raz, że z reguły nie pasuje sztyca (multum średnic) oraz przednia przerzutka (tylko trzy średnice). Do tego dochodzi problem z linkami, pancerzami i innymi przewodami. Wymiana ramy jest bardzo upierdliwa, dlatego zwykle kupuje się rower z dobra ramą, a najwyżej słabszym osprzętem, który się potem wymienia.
Zwykle polecam Unibike, ale nie tym razem, amor o skoku 120 mm w ramie HT, nie wierzę, że to dobrze działa w przypadku ogólnego MTB. Te Rockridery wyglądają dobrze.
Pierwszy rower i tak można kupić jaki się chce, oczywiście przy zachowaniu zdrowego rozsądku. Jak się złapie cyklozę, to samemu się dojdzie, co wymienić i co kupić. Jak rowerowanie nie wciągnie, wystarczy, co się kupiło jako pierwsze.
wygląda to mniej więcej tak że żeby zjechać trzeba najpierw wyjechać wiec próbuje to wypośrodkować. Jedna przejażdzka to ok 30-60km w najróżniejszych warunkach. W zeszłym roku byłem dwa razy na takiej wyprawie ale oczywiście brak kondycji i kiepski rower nie pozwolił na zbytnie szalenstwo. Po jednym ze zjazdów bez "trzymanki" padł amortyzator i nie chciało przerzucać kiedy najbardziej potrzebowałem, do tego widziałem jak inni sprawnie hamowali a mi palce odpadały. Druga wyprawę zrobiłem na troche podrasowanym Rockriderze kolegi i było całkiem znośnie , poza bolejacym tyłkiem przez jakis miesiąc :).
Teraz z kondycją jest znacznie lepiej, wiec poważnie myślę o fajnym rowerze ale za 3-4k max ale to juz max
Wybór nie jest łatwy :(.
Pewnie na początku nie będę widział różnicy ale chciałbym wybrać rower taki który pozwoli na trochę więcej jeśli będzie trzeba.
Jeszcze jedna uwaga techniczna, jak w tym Felcie rozwiązano napinanie łańcucha?
"The adjustable eccentric bottom bracket makes for a perfect chain alignment."
Mimośrodowy support.
Pytanie - w dalszym ciągu kręcę się wokół Felt Xcity 1 i 2. Różnice: w wersji 1 są hamulce tarczowe i widelec karbonowy. Czy warto do tych rzeczy dopłacać?
kuba_rsx
26-05-2010, 00:07
To zależny ile. Jaka jest różnica?
(osobiście to tym bym w teren nie wyjechał :D ale twój wybór)
ppfalcon
26-05-2010, 00:13
Nie wiem co rozumiesz przez bardzo ekstremalne warunki górskie, bo jak to ma być zjazd, to, żaden z tych rowerów nie jest do tego przeznaczony. Jak masz na myśli jazdę w błocie po osie, to na gorszych osprzętowo rowerach nie takie rzeczy robiłem i jakoś sprzęt dawał radę.
Ramę się ciężko zmienia, bo raz, że z reguły nie pasuje sztyca (multum średnic) oraz przednia przerzutka (tylko trzy średnice). Do tego dochodzi problem z linkami, pancerzami i innymi przewodami. Wymiana ramy jest bardzo upierdliwa, dlatego zwykle kupuje się rower z dobra ramą, a najwyżej słabszym osprzętem, który się potem wymienia.
Zwykle polecam Unibike, ale nie tym razem, amor o skoku 120 mm w ramie HT, nie wierzę, że to dobrze działa w przypadku ogólnego MTB. Te Rockridery wyglądają dobrze.
Pierwszy rower i tak można kupić jaki się chce, oczywiście przy zachowaniu zdrowego rozsądku. Jak się złapie cyklozę, to samemu się dojdzie, co wymienić i co kupić. Jak rowerowanie nie wciągnie, wystarczy, co się kupiło jako pierwsze.
Przyznam, że trochę mnie zmartwiłeś tym co napisałeś. Od jakichś 2 miesięcy szukam dla siebie roweru i zbieram kaskę. Początkowo myślałem intensywnie nad Krossem A6, później A8, a ostatnio po przejrzeniu wielu dziesiątek stron i porównań zdecydowałem się właśnie na tego Unibike'a - czekam jedynie na wypłatę majową i już miałem lecieć do sklepu. A tutaj Ty piszesz, że Rockrider jest lepszy. Też o nim myślałem, jednak z tych dwóch (Uni oraz 8.1) lepiej osprzętowo wypada jednak Uni: przerzutki na Deorach XT, lepsze hamulce (Elixir R vs. Juicy 3), opony oraz mimo wszystko amortyzator. A że ma skoku 120? Podobno zawsze można zmniejszyć skok do 100 i wtedy jest jak każdy inny, a tak to zawsze warto mieć te 20mm zapasu - zwłaszcza biorąc pod uwagę moją wagę (95 kg żywej wagi).
Czy rzeczywiście pomimo tych różnic nie powinienem sobie zaprzątać głowy Unibikiem? Mam do wydania absolutnie maksymalnie 3000 zł i nie chcę sprzętu, w którym później można wymienić to lub owo - chcę najlepszy możliwy sprzęt na który teraz mnie stać, bo wiem że później będę miał dużo ważniejsze wydatki, przy których nawet wymiana amortyzatora będzie zbędną fanaberią.
Co w związku z tym byście polecali?
To zależny ile. Jaka jest różnica?
(osobiście to tym bym w teren nie wyjechał :D ale twój wybór)
Właśnie nie chodzi mi o różnicę cenową tylko przewagę techniczną jednego rozwiązania nad drugim.
W teren byś nie wyjechał znaczy do parku czy z domu żeby nie ukradli?
kuba_rsx
26-05-2010, 00:38
Dobre V-ki są wygodniejsze w użytkowaniu od tanich tarczówek. W górskim błocie i pełnym deszczu oczywiście po ostrych hamulcach zostaje tylko wspomnienie ale to nie jest rower do takiej jazdy. Moim zdaniem do tarczówek nie warto bo tylko się umęczysz (zmiana płynu co parę lat, ocierające/dzwoniące tarcze, przy awarii w trasie nie do naprawienia).
Karbonowy widelec co już inna bajka. Niestety tu pewnie jest z aluminiową rurą sterowa wiec i tak jest ciężki ale za to powinien fajnie tłumić część drobnych drgań, tutaj myślę że warto trochę dołożyć.
A nie wyjechałbym w tym w teren (las, szutry) z uwagi na typ roweru a nie na cenę (sam jeżdżę na 5 razy droższym). Nie chcę tutaj straszyć bo na czymś takim nie jeździłem ale wjedziesz na tym do lasu, dostanie trochę błotka i napęd może mieć problem, nie tylko pod kątem działania ale tez i trwałości czy wytrzymałości. Po drugie to sztywniak, więc na dłuższa metę łapy urywa jak po wybojach jedziesz.
Dobre V-ki są wygodniejsze w użytkowaniu od tanich tarczówek. W górskim błocie i pełnym deszczu oczywiście po ostrych hamulcach zostaje tylko wspomnienie ale to nie jest rower do takiej jazdy. Moim zdaniem do tarczówek nie warto bo tylko się umęczysz (zmiana płynu co parę lat, ocierające/dzwoniące tarcze, przy awarii w trasie nie do naprawienia).
Karbonowy widelec co już inna bajka. Niestety tu pewnie jest z aluminiową rurą sterowa wiec i tak jest ciężki ale za to powinien fajnie tłumić część drobnych drgań, tutaj myślę że warto trochę dołożyć.
A nie wyjechałbym w tym w teren (las, szutry) z uwagi na typ roweru a nie na cenę (sam jeżdżę na 5 razy droższym). Nie chcę tutaj straszyć bo na czymś takim nie jeździłem ale wjedziesz na tym do lasu, dostanie trochę błotka i napęd może mieć problem, nie tylko pod kątem działania ale tez i trwałości czy wytrzymałości. Po drugie to sztywniak, więc na dłuższa metę łapy urywa jak po wybojach jedziesz.
Masz racje widelec karbonowy z aluminiowa rurą sterową:
"Felt Carbon Fork 1 1/8th Alloy Steerer tube, Crown and Legs, Disc Brake Specific and Fender eyelets"
Pytanie czy to są dobre hamulce czy nie?:
Shimano Alfine BR-S500 Hydraulic disc brakes, 2 Piston design with centerlock rotors, Rotors: 160mm Front and Rear
Oczywiście jest tylko opcja hamulce i karbonowy widelec i biały kolor lub aluminiowy widelec, hamulce V-ki i czarny kolor
Cały problem z tym typem napędu rozbija się o wersję damską. Jutro zabieram żonę do sklepu - pewnie okaże się że woli "holendra" ;)
kuba_rsx
26-05-2010, 00:58
O hamulcach Alfine Ci nic nie powiem, choć jeśli konstrukcyjnie są zbliżone do slx lub xt to powinny być w porządku. Bądź tylko świadom tego że tarczówki mogą ocierać (w efekcie dzwonić i hałasować) i to doprowadza do szału czasami, lub się zapowietrzać z czym sam pewnie sobie na początku nie poradzisz. Aczkolwiek z hamulcami shimano (XT) takiego problemu nigdy nie miałem. Reszta to oczywiście same zalety: hamowanie w każdych warunkach, moc, po scentrowaniu koła można kontynuować jazdę, rzadziej wymieniasz klocki itp.
Więc możesz się skusić na opcję "tarcze plus karbon".
Ze wszech miar jednak namawiam na klasyczny napęd bo tu jak się zużyje z tyłu to wymieniasz praktycznie całe koło na nowe albo zaplatasz z nową piasta co może w kosztach wyjść podobnie, a w tradycyjnym wszystko masz osobno, wszystkie cześć dostaniesz bez większych problemów, łatwo rozebrać, wyczyścić, konserwować.. Wiem ze teraz robię Ci pewnie trochę wodę z mózgu :D ale jestem ogólnie zwolennikiem klasycznych rozwiązań a ten napęd wywodzi raczej z rowerów do jazdy na działkę i w moim przekonaniu do intensywniejszej turystyki się średnio sprawdzi. Poparz np. jak złapiesz kapcia z tyłu ile zabawy masz z wyjęciem i założeniem koła. Aha no i przy tarczach jak wypniesz koło i wepniesz to już tarcza może zacząć ocierać np. minimalnie słabiej lub mocniej zamek jest zaciśnięty albo koło minimalnie inaczej weszło.
Powiedz jeszcze jak często chcesz jeździć? 2-3razy w tygodniu/miesiącu? po ile KM jednorazowo 30/50/90/więcej? ?
Edit:
Widzę ze te hamulce alfine to taki trochę mix, zaciski to raczej powielenie konstrukcji slx'a w bardziej topornym wydaniu i nie mam tutaj uwag, natomiast klamki wyglądają jak stare deore które były ganione za to że ciekły, aczkolwiek XT też kiedyś miały taką konstrukcję i były ok tylko to już inna jakość wykonania. A nie sądzę żeby te Alfine były jej szczytem. Więc ciężko cokolwiek stwierdzić. Poszukaj ich testów.
O hamulcach Alfine Ci nic nie powiem, chodź jeśli konstrukcyjnie są zbliżone do slx lub xt to powinny być w porządku. Bądź tylko świadom tego że tarczówki mogą ocierać (w efekcie dzwonić i hałasować) i to doprowadza do szału czasami, lub się zapowietrzać z czym sam pewnie sobie na początku nie poradzisz. Aczkolwiek z hamulcami shimano (XT) takiego problemu nigdy nie miałem. Reszta to oczywiście same zalety: hamowanie w każdych warunkach, moc, po scentrowaniu koła można kontynuować jazdę, rzadziej wymieniasz klocki itp.
Więc możesz się skusić na opcję "tarcze plus karbon".
Ze wszech miar jednak namawiam na klasyczny napęd bo tu jak się zużyje z tyłu to wymieniasz praktycznie całe koło na nowe albo zaplatasz z nową piasta co może w kosztach wyjść podobnie, a w tradycyjnym wszystko masz osobno, wszystkie cześć dostaniesz bez większych problemów, łatwo rozebrać, wyczyścić, konserwować.. Wiem ze teraz robię Ci pewnie trochę wodę z mózgu :D ale jestem ogólnie zwolennikiem klasycznych rozwiązań a ten napęd wywodzi raczej z rowerów do jazdy na działkę i w moim przekonaniu do intensywniejszej turystyki się średnio sprawdzi. Poparz np. jak złapiesz kapcia z tyłu ile zabawy masz z wyjęciem i założeniem koła. Aha no i przy tarczach jak wypniesz koło i wepniesz to już tarcza może zacząć ocierać np. minimalnie słabiej lub mocniej zamek jest zaciśnięty albo koło minimalnie inaczej weszło.
Powiedz jeszcze jak często chcesz jeździć? 2-3razy w tygodniu/miesiącu? po ile KM jednorazowo 30/50/90/więcej? ?
Zacznę może od końca;
Jazda kilka razy w tygodniu - czasem 20, czasem 40 km, a czasem może więcej - zależy na ile pozwoli nam dziecko - tego nie wiemy. Jeżeli jednak będzie możliwość chcemy robić i 80 km. Jazda tylko i wyłącznie po przygotowanych i wytyczonych trasach czyli równy asfalt i równe drogi ubite. Zdecydowana większość czasu jazda z córeczką z tyłu - co właściwie determinuje styl jazdy, szybkość i teren gdzie można wjechać.
Z powyższego widać, że rower rekreacyjny w zupełności wystarczy. Z założenia więc chciałem rower prosty i nieskomplikowany w obsłudze i serwisowaniu. Jednocześnie nie będziemy korzystali z rowerów do codziennych spraw, więc błotniki, bagażniki i podobny osprzęt jest nam zbędny i byłby niepotrzebnie wożony. Rowery docelowo często będą pakowane na uchwyt do auta lub mocowane w aucie. Myślałem, że hamulce tarczowe ułatwią tutaj montaż i demontaż ale z tego co piszesz widzę że łatwiej jednak mieć kluczyk w kieszeni i regulować V-ki.
Jeżeli co prawdopodobne wciągnie mnie znów jazda rowerami to kupię sobie porządną "kolarkę" bez kompromisów.
wygląda to mniej więcej tak że żeby zjechać trzeba najpierw wyjechać wiec próbuje to wypośrodkować. Jedna przejażdzka to ok 30-60km w najróżniejszych warunkach.
Pewnie na początku nie będę widział różnicy ale chciałbym wybrać rower taki który pozwoli na trochę więcej jeśli będzie trzeba.
Do takiej turystyki, brałbym tego tańszego Rockridera, będzie aż nadto.
Pytanie - w dalszym ciągu kręcę się wokół Felt Xcity 1 i 2. Różnice: w wersji 1 są hamulce tarczowe i widelec karbonowy. Czy warto do tych rzeczy dopłacać?
Zacznę może od końca;
Jazda kilka razy w tygodniu - czasem 20, czasem 40 km, a czasem może więcej - zależy na ile pozwoli nam dziecko - tego nie wiemy. Jeżeli jednak będzie możliwość chcemy robić i 80 km. Jazda tylko i wyłącznie po przygotowanych i wytyczonych trasach czyli równy asfalt i równe drogi ubite. Zdecydowana większość czasu jazda z córeczką z tyłu - co właściwie determinuje styl jazdy, szybkość i teren gdzie można wjechać.
Myślałem, że hamulce tarczowe ułatwią tutaj montaż i demontaż ale z tego co piszesz widzę że łatwiej jednak mieć kluczyk w kieszeni i regulować V-ki.
Biorąc pod uwagę w jaki sposób chcesz wykorzystywać rower, to nie ma sensu dopłacać do karbonu i tarczówek.
Nie wiem jaki masz bagażnik na rowery, ale tarcze ułatwiają o tyle, że nie trzeba nic rozpinać przy wyjmowaniu koła.
Jak masz tradycyjny bagażnik chwytający za dolna rurę, to tarcze nic nie ułatwiają.
A tutaj Ty piszesz, że Rockrider jest lepszy. Też o nim myślałem, jednak z tych dwóch (Uni oraz 8.1) lepiej osprzętowo wypada jednak Uni: przerzutki na Deorach XT, lepsze hamulce (Elixir R vs. Juicy 3), opony oraz mimo wszystko amortyzator. A że ma skoku 120? Podobno zawsze można zmniejszyć skok do 100 i wtedy jest jak każdy inny, a tak to zawsze warto mieć te 20mm zapasu - zwłaszcza biorąc pod uwagę moją wagę (95 kg żywej wagi).
Czy rzeczywiście pomimo tych różnic nie powinienem sobie zaprzątać głowy Unibikiem? Co w związku z tym byście polecali?
Przerzutki, wbrew pozorom nie są tak ważne, jakby chcieli tego marketoidzi. Stoją dosyć nisko w hierarchii ważności w rowerze. Rama w Unibiku ma tradycyjną geometrię i przy 120 mm może się z tego zrobić chopper, raz jechałem na takim czymś i miałem wrażenie, że rower nie skręca. Waga nie ma nic do skoku amora, od tego jest SAG, każdy normalny amor posiada jego regulację. Przy ramie HT, w normalnym MTB, granica to MZ 100 - 105 mm. Jak ta Tora ma możliwość zmiany skoku na 100 mm, to zrobiłbym to na dzień dobry. Reszta osprzętu jest bardzo podobnej klasy.
Dobre V-ki są wygodniejsze w użytkowaniu od tanich tarczówek. W górskim błocie i pełnym deszczu oczywiście po ostrych hamulcach zostaje tylko wspomnienie ale to nie jest rower do takiej jazdy. Moim zdaniem do tarczówek nie warto bo tylko się umęczysz (zmiana płynu co parę lat, ocierające/dzwoniące tarcze, przy awarii w trasie nie do naprawienia).
O hamulcach Alfine Ci nic nie powiem, choć jeśli konstrukcyjnie są zbliżone do slx lub xt to powinny być w porządku. Bądź tylko świadom tego że tarczówki mogą ocierać (w efekcie dzwonić i hałasować) i to doprowadza do szału czasami, lub się zapowietrzać z czym sam pewnie sobie na początku nie poradzisz. Aczkolwiek z hamulcami shimano (XT) takiego problemu nigdy nie miałem. Reszta to oczywiście same zalety: hamowanie w każdych warunkach, moc, po scentrowaniu koła można kontynuować jazdę, rzadziej wymieniasz klocki itp.
Ze wszech miar jednak namawiam na klasyczny napęd bo tu jak się zużyje z tyłu to wymieniasz praktycznie całe koło na nowe albo zaplatasz z nową piasta co może w kosztach wyjść podobnie, a w tradycyjnym wszystko masz osobno, wszystkie cześć dostaniesz bez większych problemów, łatwo rozebrać, wyczyścić, konserwować..
Widzę ze te hamulce alfine to taki trochę mix, zaciski to raczej powielenie konstrukcji slx'a w bardziej topornym wydaniu i nie mam tutaj uwag, natomiast klamki wyglądają jak stare deore które były ganione za to że ciekły, aczkolwiek XT też kiedyś miały taką konstrukcję i były ok tylko to już inna jakość wykonania. A nie sądzę żeby te Alfine były jej szczytem. Więc ciężko cokolwiek stwierdzić. Poszukaj ich testów.
Trochę demonizujesz, ale tylko trochę. :)
Mam wrażenie, że mocowanie tarcz Centerlock, rozwiązało problem dzwonienia. Może to tylko wrażenie, ale faktycznie w góralu mam tarcze mocowane na 6 śrub i w jakimś tam zakresie prędkości dzwonią, natomiast w trekingu przy mocowaniu CL nie wydają najmniejszego dźwięku.
W góralu z przodu mam klamkę LX, która od Deore różni się tylko napisem i faktycznie na początku się nieco pociła, dokręcenie śrub pokrywy zbiornika wyrównawczego, załatwiło sprawę. Choć faktycznie nowe rozwiązanie, które mam w SLX, sprawdza się lepiej. Ja olej w hamulcach wymieniam raz na rok, czasem półtora, tyle, że ja mam przebiegi rzędu 4 - 5 kkm rocznie.
Ja jestem zwolennikiem tarczówek, ale na pewno nie tych tanich, co najmniej ze średniej półki. Praktycznie bezobsługowe są. Raz dobrze ustawione, nie grymaszą na wyjmowanie i wkładanie koła. Więcej pod tym względem miałem problemów z V-kami, a miałem już dosyć wysokie modele Avida.
Problem z piastami wielobiegowymi nie leży w zużyciu napędu, bo zębatkę się wymiana łatwiej niż kasetę w tradycyjnej piaście. Nie wiem jak w przypadku Alfine, ale w Sachsu, który miałem zębatka była zamocowana za pomocą sprężystego pierścienia z drutu. Przy dobrze dobranej linii łańcucha, tam praktycznie nie ma bocznych obciążeń na zębatki. Problem jest, gdy zaczyna padać albo padnie przekładnia planetarna. W całym Wrocławiu jest podobno jeden magik, który się za to bierze. Prócz Rohloffa, tego typu piasty nie są przeznaczone do wykorzystywania w terenie. To sprzęt typowo miejski, aczkolwiek na dowolne warunki pogodowe jakie można spotkać w mieście, breję solno - śniegową w to włączając.
kuba_rsx
26-05-2010, 08:28
No więc v-ki to rozwiązanie ciekawsze dla Ciebie bo są znacznie prostsze i dla niewtajemniczonego znacznie łatwiejsze w obsłudze. No i główne tarczówek zalety w tym wypadku też tracą na znaczeniu. Choć co prawda z karbonowego widelca bym nie rezygnował jeśli to tylko możliwe - bo to ma sens, w dodatku z doświadczenia mogę powiedzieć też ze widelce karbonowe są odporniejsze od aluminiowych. Jak przywalisz to kabron przenosi 100% swojej wytrzymałości, jak przekroczysz tą granicę to oczywiście pęka, natomiast aluminium przenosi tylko 60% potem się wygina, więc tak naprawdę łatwiej uszkodzić aluminium. W kwestii ram ma się to trochę inaczej ale nie ma sensu tu tego omawiać bo i tak bierzesz aluminiową.
Weź też namiar na to że zbyt specjalistyczne szosowe ogumienie zmniejszy komfort (mały balon, duże ciśnienie) więc dla córeczki może to nie być zbyt wygodne.
Co do niezawodności ze zwykłym napędem jest ona duża, pod warunkiem że umiesz wyregulować np. sam przerzutki, regularnie czyścisz i konserwujesz (osobiście czyszczę napęd co tydzień w góralu jak jest sucho a w błocie co wyjazd, drastycznie zmniejsza to jego zużycie -a jeżdżę codziennie. w szosówce natomiast może raz na miesiąc żeby nie straszyć brudnym łańcuchem ale tutaj to nie gra aż takiej roli, byle nie hałasował)
Czy ktoś mógłby się wypowiedzieć co do trwałości i niezawodności napędu i przekładni w tylnej piaście? Ja nie mam doświadczeń w tej materii więc Ci nie odpowiem na ile to jest odporne na rozregulowanie, brud etc. Aczkolwiek sądzę ze jest tu podobnie jak w zwykłym układzie bo linki w nowym rowerze rozciągają się minimalnie po czasie więc tu bez różnicy i tak trzeba potem na nowo regulować. Jeśli zależy Ci na prostocie to na pewno demontaż/montaż koła z tyłu w klasycznym napędzie i v-kach jest łatwiejszy jak z przekładnia w piaście i tarczówkami bo to tylko tak fajnie kompaktowo wygląda w w środku jest to dosyć skomplikowany mechanizm.
Edit:
Dzwonienie tarcz jest uzależnione od sztywności układu koło-zacisk-rama oraz szczeliny między klockami hamulcowymi. Centerlock niema tu nic do rzeczy bo ja np używałem nowych shimano XT z tarczami na 6śrób i nigdy mi nie dzwoniły natomiast Juicy Ultimate już musiałem regulować znacznie częściej bo mają mały prześwit między klockami i każda ingerencja zaraz się ujawniała. Center lock tylko zwiększa wagę piasty i samej tarczy dając w zamian tylko nieco lepsze odprowadzanie ciepła z tarczy i jej łatwiejszą wymianę nic ponad to. Reszta to mity, dodatkowo masz jeszcze możliwość że dostaniesz w tych tarczach luzu na połączeniu aluminiowego pająka ze stalową powierzchnią cierną. Dosyć sporo osób to przerabiało.
I tak jak mówisz jak tarcze to co najmniej ze średniej półki np slx albo wyższej np xt i to się sprawdza znakomicie. Natomiast tanie modele to nadal kaszanka i tu chyba lepiej jednak mieć dobre v-ki.
No więc v-ki to rozwiązanie ciekawsze dla Ciebie bo są znacznie prostsze i dla niewtajemniczonego znacznie łatwiejsze w obsłudze.
Ja natomiast mam zdanie takie, że przy V-kach, chcesz czy nie musisz nauczyć się ich obsługi. Klocek się zużywa i trzeba co jakiś czas zmieniać jego położenie. Miał ten problem rozwiązać system równoległego prowadzenia klocków, u Shimano i Avida (jeden model), ale jakoś chyba nawet Shimano się już te go wycofało. Mam taki hamulec w mieszczuchu, konkretnie LX i sprawdza się, do momentu, aż klocek nie zużyje się za bardzo, ale nadal jest używalny.
Hydrauliczne, dwutłoczkowe tarczówki raz dobrze zamontowane są kompletnie bezobsługowe, oprócz oczywiście okresowej wymiany płynu.
Czy ktoś mógłby się wypowiedzieć co do trwałości i niezawodności napędu i przekładni w tylnej piaście?
Bardzo niezawodne i kompletnie bezobsługowe, czasem tylko trzeba łańcuch naciągnąć. Regulacja jest jeszcze prostsza niż w zwykłym napędzie, bo jest tylko jedno pokrętło i są znaczniki. Do tego brak skakania łańcucha po zębatkach owocuje, że smaruje się go praktycznie raz na pół roku. Ja na swojej używanej piaście zrobiłem coś koło 20 kkm, zanim się rozpadła przekładnia. Żadna piasta w klasycznym układzie nie doszła u mnie do takiego przebiegu, bez jakiejkolwiek uwagi z mojej strony.
Tego rockridera 8.1 ma mój kolego, z którym jeżdżę na rowerze. Dość agresywną jazdę z przebiegami 4 tys km rocznie wytrzymuje bez większych problemów. A hamulce to tam są super.
Ufff ile to człowiek musi się najeździć za rowerem. Pojeździłem wieloma modelami rowerków w ostatnich dniach.
Echhhh szosówka to jest jednak maszyna .... ale kompromis jest konieczny więc...
Do jazdy turystycznej rower z osprzętem Shimano Alfine (hamulce tarczowe) lub Shimano Nexus (hamulce V-ki lub rolkowe) jest idealny. Jazdę turystyczną rozumiem jako jazdę z zamontowanym siodełkiem dla dziecka z żoną na drugim rowerze, przygotowanymi szlakami turystyki rowerowej, po parkach miejskich itp.
Więcej biegów naprawdę jest zbędnych, moja żona szybciej zejdzie z roweru niż zjedzie lub wjedzie na ostrą górę, a ja z dzieckiem w foteliku też nie będę szarżował.
Dzisiaj trafiłem do super sklepu gdzie Panowie usiedli ze mną i naprawdę porozmawiali i radzą kupić Cannondale Quick 8 (http://www.cannondale.com/gbr/eng/Products/Bikes/Recreation-Urban/Quick/Quick-CX/Details/1489-0QR8_0QR8M-Quick-8-Quick-8-Mixte). Felt nie oferuje odpowiedniego rozmiaru dla mojej żony (180 cm wzrostu). Ponadto Panowie wyżej ocenili poszczególne komponenty (koła, opony, materiały, nawet hamulce) w cannondale
Czy ktoś miał doczynienia z takimi rowerkami Cannondale. Sama firma Cannondale jest mi znana z rowerów wyścigowych, ale nie znam jej produktów z innych półek.
A jak mnie rowery na powrót wciągną to sobie poskładam szosówkę :)
Canondale ma ramy spawane ręcznie a nie automatem, więc niby są lepsze.
Canondale ma ramy spawane ręcznie a nie automatem, więc niby są lepsze.
No i po co słówko "niby" w Twoim zdaniu - bez niego wygląda dużo ładniej ;)
Warto zainteresować się, czy ten Cannondale nie ma przypadkiem sterów 1 1/4" (standardowo w jest 1 1/8"). Kiedyś tak było w wielu (wszystkich ?) rowerach Cannondale, co ogranicza użytkowników do widelców tejże firmy. To nie musi być wada, ale warto sprawdzić, cenowo to bywa różnie.
Jeżeli stery są normalne, tudzież nie przeszkadzają Ci niestandardowe, to brałbym Cannondale i cieszył się ze śmigania legendą :)
Czy mając ograniczony budżet - np. do x00zł uda się kupić używany DUŻY wycieczkowy rower trekingowy o sensownej jakości nie na jeden sezon - dla bardzo wysokiej osoby (189cm) i ciężkiej 120kg + w przyszłości pewnie sakwy/namiot itd... - priorytet to niska cena, siodełko i kierownica wysoko, może być damka. Teraz mam "górala", ale jest za mały, muszę się pochylać zbytnio, a kierownicy nie da się przedłużyć.
Przeglądam Allegro - widzę nowe czeskie są już od 450zł - ale... pewnie market?
Na rowerach się nie znam, wszystkie podobne... ;-)
Jakby to nie było problemem - poproszę o kilka typów (najlepiej na pm by nie zaśmiecać wątku) co warto kupić, na jakie marki zwrócić uwagę. Dzięki za pomoc...
ppfalcon
29-05-2010, 02:31
Mam jeszcze dwa pytania - jaki warto kask kupić (co byście polecali w miarę rozsądnej cenie) oraz jakie zabezpieczenie roweru - wiadomo że nic nie zabezpieczy w 100%, ale takie które nie podda się długopisowi ;)
Co do kasku, to najważniejsze żeby dobrze leżał na głowie (także polecam przymiarkę przed zakupem, to ważne). Jeżeli chodzi o klasyczne kaski MTB (w sensie nie orzechy ani full-face), to różnice w cenie poszczególnych modeli wynikają głównie z wagi i wentylacji, jakość ochrony jest porównywalna. Praktycznie wszystko co wybierzesz firm takich jak Met, Bell, Giro czy Cratoni (i wiele innych) będzie dobre - oczywiście wentylacja znacząco wpływa na komfort i nieraz warto dołożyć te ~100 zł, zwłaszcza jeśli jeździ się dużo.
Co do zapięć, to większość sprzedawców poleca U-Locki zamiast tradycyjnych łańcuchów/linek. Ja osobiście pod pracą przypinam rower hartowanym łańcuchem i zapinam kłódką Gerda. Wyszło to wszystko tanio, a rower i tak nie jest zbyt narażony na kradzież, bo stoi w podwórzu, na strzeżonym parkingu. Tyle że mój zestaw jest pioruńsko ciężki, jak bym miał wozić zapięcie wszędzie to zainwestowałbym w u-lock Kryptonite.
Tok'Ra : jeżeli niska cena, to popatrz może na ofertę firmy Unibike. To już nie market, i jedna z najtańszych znanych mi rzeczy, które w ogóle warto rozważać. Co do ceny, nowy rower poniżej tysiąca jest moim zdaniem praktycznie nierealny, przy zachowaniu jakichkolwiek kryteriów jakości. Zostają jeszcze komisy/używki, ale do tego trzeba się znać.
kuba_rsx
29-05-2010, 10:48
Z kasków polecam wyroby Giro (pod warunkiem że Ci będzie dobrze leżał na głowie).
Z kasków polecam wyroby Giro (pod warunkiem że Ci będzie dobrze leżał na głowie).
A ja MET
Rafał_Sz
29-05-2010, 12:26
A ja Uvex. :)
andrzej_suse10
29-05-2010, 13:16
A ja znów giro. :) Już jeden giro targa uratował mi życie (połamał się), kupiłem drugi taki sam za 1/2 ceny oddając zwłoki tego połamanego.
Rafał_Sz
29-05-2010, 13:48
A ja znów giro. :) Już jeden giro targa uratował mi życie (połamał się), kupiłem drugi taki sam za 1/2 ceny oddając zwłoki tego połamanego.
Kurczę, że z autami tak się nie da...
:)
A ja znów giro. :) Już jeden giro targa uratował mi życie (połamał się), kupiłem drugi taki sam za 1/2 ceny oddając zwłoki tego połamanego.
Z METem jest tak samo...
kuba_rsx
29-05-2010, 15:47
Ja rozbiłem 2szt Giro Monza (nie wiem czy aby na pewno powinienem się tym chwalić :D ) ale w moim przekonaniu te kaski są bardzo dobre bo po 1 sprawdziłem to w praktyce :D a po 2 spełniły swoje zadanie w 100% a przydzwoniłem konkretnie (raz przy 60km/h lot przez kierownicę prosto łbem o asfalt :\ a drugi raz ok 50km'h uderzenie bokiem po kamieniach na górskim zjeździe). Dobry kask poznaje się tez po tym że swoim obrysem chroni też twarz, nos itp. gdy np. prze-szorujesz bokiem po ziemi nic się nie powinno stać. Oczywiście to kwestia szczęścia ale przy dobrze założonym, zapiętym i wyregulowanym kasku wszystko powinno być ok.
Pięknie, dzisiaj kupiłem dwa kaski Giro w ciemno, ale widzę że dobre.
A jakie polecacie foteliki dla dzieci na rower?
Osobiście bałbym się posadzić dziecko na normalnie montowanym foteliku, dlatego polecę foteliki firmy HAMAX z sysytemem montażu Hamax Plus. Montujesz taki fotelik Hamax Plus za 409zł do bagażnika Hamax Plus za 259zł i masz pewność, że wszystko jest jak ma być. Spotkałem się z przypadkami wadliwych mocowań tradycyjnie mocowanych fotelików, nie warto oszczędzać na bezpieczeństwie dzieci. Oczywiście dziecko w kasku.
W sklepach polecają przeważnie foteliki Romer (http://www.britax-roemer.pl/rowerowy-fotelik-dla-dzieci/jockey-comfort) i Topeak (http://www.topeak.com/products/Child-Carrier/tpk_babyseat)- ma ktoś z nimi doświadczenia?
Jak lepiej jest mieć dziecko na rowerze - przed sobą czy za sobą (zgodnie z kierunkiem jazdy)
W sklepach polecają przeważnie foteliki Romer (http://www.britax-roemer.pl/rowerowy-fotelik-dla-dzieci/jockey-comfort) i Topeak (http://www.topeak.com/products/Child-Carrier/tpk_babyseat)- ma ktoś z nimi doświadczenia?
Ja mam Hamax Siesta (http://www.allegro.pl/item1047321532_fotelik_dzieciecy_hamax_siest_srebr ny_bmk.html)i spisuje się nieźle. Ale widzę, że to podobne konstrukcje. Czy dziecko będzie spać w foteliku?
Jak lepiej jest mieć dziecko na rowerze - przed sobą czy za sobą (zgodnie z kierunkiem jazdy)
Zdecydowanie za sobą lepiej.
do ilu kg są te foteliki ?
krzysztof jot
30-05-2010, 01:51
Pięknie, dzisiaj kupiłem dwa kaski Giro w ciemno, ale widzę że dobre.
długa ta dyskusja, więc nie będę się już wtrancał :) - a w temacie kasku - nie słyszałem oo "źle" działającym kasku - zwłaszcza firmowanym znanym logo - natomiast najistotniejszym parametrem jest waga - pomiędzy 215g a 320g na głowie - po 30km to olbrzymia różnica, i tak odczuwalna że warto nawet z wagą iść do sklepu :) - to co podaje producent na naklejce wewnątrz, nigdy nie jest realne. Zakładam że znalezienie czegos o wadze 200 g nie bedzie latwe i tanie - ale niekonieczni, bywaja dziwne przypadki. ja za 210g dałem 7 setek, żona płakała że ma za ciężki więc szukałem czegoś lżejszego, ale w cenie adekwatnej do obecnego jej zaangażowania w rower :) - i przypadkiem w GoSporcie znalazłem w ubiegłym roku i ładny i lekki kask - ważący 210g !! kask za 150 zł.
kuba_rsx
30-05-2010, 10:57
Mówisz że to tak czuć? Ja tam nigdy nie przykładałem do tego większej uwagi i nie zdarzyło mi się żeby mi kask ciążył :)
A przy okazji zapytam jaki masz kask że jest taki lekki? Bo teraz patrzę że wszystkie które miałem okazję używać ważyły między 270g a 300g i naprawdę nigdy nie miałem uwag co do wagi.
ppfalcon
04-06-2010, 16:34
No więc pochwalę się - w dniu dzisiejszym wbrew panującej pogodzie, która bardziej zachęca do kupna kajaka, dokonałem zakupu roweru. Wybór padł na Unibike'a model Expert - udało mi się wyhaczyć promocję i na chwilę obecną jestem szczęśliwym posiadaczem nowego bike'a :D Jedyne co mi nie pasuje to... moja kondycja niepasująca zupełnie do nowego nabytku - ledwie kilka km przejechane, a jęzor musiałem ciągnąć za sobą po asfalcie :)
MARS CooL
04-06-2010, 16:37
Jaka i gdzie ta promocja - sam sie nad tym rowerem zastanawiam
ppfalcon
04-06-2010, 16:57
W Krakowie kupiłem na Czyżynach w sklepie mudserwis. Nie wiem czy można podawać linka, w razie czego najwyżej skasuję ( http://www.mudserwis.com/unibike-expert-scotchczarny-2010-p-1131.html ). Na miejscu można się przejechać i zobaczyć czy rower pasuje. Warto też się upomnieć przy zakupie o noski do pedałów, bo rower posiada w specyfikacji a jak przykręcili mi pedały to nosków nie było :) Ale jak się upomnisz to dostaniesz za free.
No, no. Za tą cenę to bardzo przyzwoity rowerek :)
adolfik9501
04-06-2010, 19:17
W kasku najważniejsze jest, aby dobrze i wygodnie leżał. Ileż się naszukałem takiego. Skończyłem na Uvex RS Supersonic (drogi :( ), gdyż inne mnie uwierały w dyńkę. To nie koszulka, trza przymierzyć ;)
W sumie to nie wiem ile waży mój kask, ale nigdy nie czułem go na głowie (w sensie by miał ciążyć), wybrałem model pasujący kolorem do roweru i pasujący kształtem do czaszki.
Odnośnie rowerów, ich modeli, rodzaju spawania (bardziej bym ufał automatowi niż tajwanczykowi albo innemu kanadyjczykowi) i innych dupereli - to jak byłem na etapie zakupu jednośladu, to jednak pokusiłem się o poskładanie go z elementów bazowych. Na szczęście mam przyjaciela, który wcześniej się "doktoryzował" w temacie, więc było łatwiej.
Z roweru jestem, wróć byłem zadowolony baaardzo. Jeździł po różnych wertepach i nie popsuł się ani razu.
Dlaczego byłem zadowolony? Bo pop przeczytaniu tego wątku wychodzi, że za tą kasę i w tym osprzęcie to mam naprawdę duuużo szczęścia, że żyję i że rower mój się nie rozleciał na pierwszym kamyczku napotkanym po drodze ;) :)
Serio, moim zdaniem rower z jego geometrią trzeba sobie dobrać do stylu jazdy jaki się chce uprawiać oraz do możliwości. Możliwości z czasem wzrosną, a styl się zmieni i w tym momencie świadomy bicykler będzie wiedział dokładnie co jest mu do szczęścia potrzebne i to będzie ten moment kiedy trzeba kupić nowy wypasiony rower.
Wracając jeszcze do wagi kasku, rowera i bicyklisty oraz kosztów związanych z minimalizacją masy startowej zestawu, to jednak najtaniej wychodzi odchudzić tego ostatniego :)
ppfalcon
04-06-2010, 23:18
Właśnie wróciłem z dłuższej jazdy próbnej :) Miałem wrócić bezpośrednio po pracy do domu, ale jakoś tak ładnie było na polu to objechałem miasto dookoła :) Jeździłem po błocie, piasku, asfalcie, ścieżkach rowerowych i kamykach i powiem jedno - rower jest super :) Przede wszystkim leciutki - wszystkie moje poprzednie bike'i były stalowe i nie przypuszczałem, że rower może być aż taki LEKKI. Śmiga do przodu aż miło. Hamulce świetne - naprawdę ekstraklasa. Po błocie, piasku (niestety w Krk są miejsca, gdzie jest dużo wody) hamują bardzo efektywnie. Bałem się, że w tarczach trudno będzie się przyzwyczaić do siły hamowania - zwłaszcza bałem się niekontrolowanego lotu przez kierownicę spowodowanego brakiem czucia, ale na chwilę obecną moje obawy zostały rozwiane. Idealnie dozuje się siłę, czuje się dokładnie kiedy klocki dotykają tarcz, ile należy siły zaaplikować aby się szybko zatrzymać - i wszystko to za pomocą jednego palca. Dla mnie bomba :D No i ostatnia rzecz, która mnie urzekła - amorek. Zawsze byłem przeciwny amortyzatorom w rowerach, bo uważałem je za zbędną fanaberię, ale dzisiaj przekonałem się, że one naprawdę działają. Przy hamowaniu pomaga w nieprzeleceniu przez kierownicę przez absorbcję części siły, a na wertepach naprawdę tłumi dużo drgań. Na początku jak jeździłem po krawężnikach to ostrożnie, jak na starym rowerze i zdziwiłem się że nic nie poczułem. Później zacząłem trochę agresywniej na nie wjeżdżać i dalej nic - wszystko dzięki przedniemu widelcowi i dużo większym oponom. Po raz kolejny - świetna sprawa. Od razu się zaprzyjaźniliśmy i jestem bardzo zadowolony z zakupu.
Jakieś wady? Cóż na razie zbyt krótko jeżdżę, żeby coś znaleźć. Jedynie co mi przychodzi na myśl to... reakcja mojego ojca - cały dzień czekał aż w końcu przyjadę rowerem do domu, a jak już przyjechałem to zobaczył i powiedział: "Eeee, to takie coś? Ja myślałem, że to będzie jakiś 'wypasiony' rower, z taką fajną ramą na sprężynie, a on nawet błotników nie ma. Taki rower to mógłbyś za połowę tej ceny kupić.". Przyznam że na początku trochę się zdziwiłem taką reakcją, ale później na chłodno jak przekalkulowałem to chyba jednak cena nie jest aż taka wygórowana.
A z resztą - w sumie to lepiej, że rower nie sprawia wrażenia "wypasionego" i "z najwyższej półki". Przynajmniej nie będzie się rzucał w oczy osób niepowołanych. A radości z jazdy przypuszczam, że jeszcze mi sporo przysporzy :)
Reasumując - na chwilę obecną jestem super szczęśliwy z zakupu i mogę z czystym sercem polecić :) Aż sobie go na noc koło łóżka postawiłem ;)
W Krakowie kupiłem na Czyżynach w sklepie mudserwis. Nie wiem czy można podawać linka, w razie czego najwyżej skasuję ( http://www.mudserwis.com/unibike-expert-scotchczarny-2010-p-1131.html ). Na miejscu można się przejechać i zobaczyć czy rower pasuje. Warto też się upomnieć przy zakupie o noski do pedałów, bo rower posiada w specyfikacji a jak przykręcili mi pedały to nosków nie było :) Ale jak się upomnisz to dostaniesz za free.
Powiedz, jak się jeździ w noskach? Ja, choć pomykam na SPD, to zakładając noski bałbym się o życie. Poważnie. Ze swoich mogę się natychmiast wypiąć, a jak szybko wysunąć pół stopy z klatki?
Brrr
Sam do tej pory jeździłem w noskach, od tego sezonu doczekałem się spd i różnica jest kolosalna. Z noskami jest różnie, wiele gleb w terenie zaliczyłem na jakimś zjeździe gdy podeszwa buta dziwnym sposobem zahaczała się o pedał i nie mogłem wysunąć stopy. Na szosie jest ciut lepiej ponieważ trasa jest na tyle przewidywalna że można ciaśniej zaciągnąć paski w noskach. Przed spd miałem dość duże obawy ale wszystko minęło po pierwszej przejażdżce i nawet nie zaliczyłem żadnej gleby :D
krzysztof jot
05-06-2010, 20:29
Mówisz że to tak czuć? Ja tam nigdy nie przykładałem do tego większej uwagi i nie zdarzyło mi się żeby mi kask ciążył :)
A przy okazji zapytam jaki masz kask że jest taki lekki? Bo teraz patrzę że wszystkie które miałem okazję używać ważyły między 270g a 300g i naprawdę nigdy nie miałem uwag co do wagi.
czuć, czuć... jak ma sie porównanie i świadomość :) ... że czuć. Zalezy tez od pozycji na rowerze, stylu jazdy - tak sądzę. Wiesz co, to Crattoni model o ile pamietam ThermalTribal (?) - ma juz ze trzy/cztery sezony. Nie był bardzo drogi, coś pomiędzy 400-500 zł.
W sumie to nie wiem ile waży mój kask, ale nigdy nie czułem go na głowie (w sensie by miał ciążyć), wybrałem model pasujący kolorem do roweru i pasujący kształtem do czaszki.
Wracając jeszcze do wagi kasku, rowera i bicyklisty oraz kosztów związanych z minimalizacją masy startowej zestawu, to jednak najtaniej wychodzi odchudzić tego ostatniego :)
no, dopasowanie do głowy - to najistotniejsze, ja długo musze szukać abym miał uczucie, że nic nie mam na głowie i nigdzie nie czuje kasku - jak czuje że gdzieś "gniecie" w czaszke w chwili mierzenia, to wiem ze po kilku godzinach na rowerze bedzie koszmar...
waga - no obliczyliśmy, że kilo roweru mniej to jakieś 7-8 tys :).
Rafał_Sz
02-10-2010, 08:35
Zaczyna się robić coraz gorzej, znaczy coraz zimniej. Latacie na rowerkach jak jest poniżej zera na dworze?
Latacie na rowerkach jak jest poniżej zera na dworze?
Ja mimo wszystko na rowerze staram się jeździć, choć jak jest lód, to i lotu czasem zażyję. :)
Jeżdżę w zasadzie przez cały rok, minimalna temperatura przy jakiej jeździłem, to -10 st. C. Krótko było, bo jednak organizm mimo odpowiednich ciuchów się błyskawicznie wychładza, przy takich temperaturach.
Ja jeździłem przy -3, -4 i najgorzej to mi stopy marzły i szyja.
adolfik9501
02-10-2010, 12:29
Ja kiedyś jeździłem cały rok, a obecnie już poniżej +10 st. to już dla mnie ryzyko czy plecy mi nie zastrajkują, co skutkuje tym, że jestem sztywny jakby mnie kto na kij od szczotki nabił, a i ból okrutny doskwiera... Solone lumbago, w mordę!
EDIT: Wygląda na to, że w wątki kulinarne muszą bez pieprzu się obejść ;)
EDIT2: Tak jakby Nigeryjczyka w Polsce afroamerykaninem nazywać...
Wysłano z domu. Południowo wschodnia część pokoju.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.