Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
Otóż to! Tomku twoje doświadczenie wynikają najprawdopodobniej z nieusunięcia smaru z łańcucha przed przejściem na wosk! U mnie to były 4 tury w myjce ultradźwiękowej.
Nope, łańcuch zawsze do czysta myty, dobrze wysuszony, a następnie smarowany z jednej strony, a po odczekaniu do zastygnięcia z drugiej strony. Po zasuszeniu wosku nadmiar wycierałem i dopiero łańcuch lądował na zębatkach. Oczywiście taka zabawa tylko przy wymianie napędu lub czyszczeniu dogłębnym. Pomiędzy nimi przecierałem szmatą i nakładałem świeży wosk. Nie robiłem tego nigdy tuż przed jazdą. Raczej wszystko wg instrukcji.
Przejazd 11,5 km po tylko mokrym asfalcie w mieście oraz do tego 2,5 km po mokrym szutrze. Nie padało, ale chwilę wcześniej przestało, owocował, że w drodze powrotnej z fabryki łańcuch już zaczynał śpiewać.
Jazda po suchej szosie była spoko, jakieś 100+ km dało się przejechać na jednym smarowaniu, ale po jakimś czasie, kilku kkm kumulował się brud w zębatkach.
Wolę jednak olejowe smary, bo jak dla mnie może nieco szybciej łapią syf, ale nie ma z nimi takiej zabawy jak z teoretycznie czystym woskiem.
Mycie przed pierwszym nakładaniem nie wystarcza. Minimum to dogłębne szejkowanie i to przynajmniej ze 3 razy. Po to właśnie używam myjki. Robię to tylko raz (tzn przy przejściu ze smaru) potem już zwykłe mycie.
Będziemy się spierać o słowa? Serio?
Mycie to mycie, po którym łańcuch to sama stal bez śladów smaru. Do tego nie jest potrzebna myjka ultradźwiękowa. Skoro to co wylewam z bidonu po szejkowaniu jest tego samego koloru co przed szejkowaniem to uznaję, że łańcuch jest czysty. Potem szejkowanie samą wodą i na grzejnik lub słońce w zależności od pory roku. Przez te kilkanaście lat jeżdżenia na rowerze wiem kiedy łańcuch jest czysty i wiem, że też nie ma co demonizować brudu na łańcuchu, przynajmniej jeżeli się go regularnie usuwa.
https://youtu.be/KBRwL1-rxlw
Wymiękłem przy smarowaniu kasety.
Poza tym kolesia się ciężko słucha. Nie ma żadnego flow wypowiedzi.
W weekend udało się na chwilę wyjść coś pokręcić. Ruszałem nieco z rana coby już widzieć wstające słonko. W sobotę - kierunek południowy-zachód, było więcej asfaltu niż szutru (bo się okazało, że w "międzyczasie" asfalty nowe pozakładali:wink:) - plan był taki aby dotrzeć do źródeł rz. Skierniewki - niestety brakło trochę czasu bo już dzwonili aby wrócić (za to powstał pomysł aby spróbować pojechać wzdłuż tej rzeczki od źródeł do ujścia). W sumie wyszło nieco ponad 60 km. Co do pogody - wiało chłodem choć było ciepło (najniższą temp pokazało -7 stp.)
W niedzielę postanowiłem zmienić kierunek na północny-wschód czyli pokręcić się po Bolimowskim Parku Krajobrazowym). Było odczuwalnie chłodniej więc pomysł na las był w sam raz. Niestety w dwóch miejscach spotkałem zielonych ludków urządzających sobie polowanka (jak zwykle bez żadnych tablic informacyjnych). Odwiedziłem parę mogił z okresu I wojny światowej oraz Pomnik Powstańców Styczniowych. W sumie wyszło niecałe 70 km.
Co do czyszczenia roweru po kręceniu w okresie zimowym u mnie to po prostu częstsze mycie (przy b. dużym ubrudzeniu - co zdarza się często - zaglądam na myjnię samochodową). Co do smaru używam przeważnie zielonego FL (wcześniej stosowałem rożne inne smary ale i tak powróciłem do niego).
Parę fot:
59391
59392
59393
59394
-7 to nie jest ciepło. :)
Jak z wycinką? Wiem, że przy -7 to ziemia zmarznięta, ale nadal lepiej się jeździ po wydeptanym szutrze niż po koleinach po zrywce.
Nadal tną. I to dużo niestety. Gdzie tylko człowiek skręcił leżą pnie drzew.
PS. W niedzielę było mniej z temp. pokazywało -8/-9. Ale w lesie to nie przeszkadzało.
PS. 2. Zimno zaczyna się poniżej -10; mój "rekord" jazdy w minusowych temp to -20. Dało wytrzymać jedynie maks trzy godz. No i z napitkiem wówczas kiepsko ?
Jeździłem poniżej -10. Przy -20 chyba nigdy, we Wrocławiu trudno o takie temperatury. Trochę na biegówkach jak byłem w lutym w Finlandii. Tylko tam powietrze bardzo, bardzo suche i nie było wiatru, zatem nawet poniżej -20 nie było bardzo źle.
O ile te 20 lat temu poniżej -10 dawałem radę te 3-4 h pojeździć, a ciuchów rowerowych w zasadzie wtedy nie miałem, o tyle ostatni raz jak trafiła się taka temperatura, tak 3-4 lata temu to po 45 minutach jazdy do fabryki było już mi chłodno.
Ogólnie w miarę przybywania lat, przybywa mi też nienawiści do zimy. Jakaś Andaluzja, jakaś Sycylia, Kanary tam bym najchętniej spędzał czas od stycznia do marca.
Mam chyba to samo. Tzn zima jest fajna lubię ją tylko że im człek starszy to jednak ma większe ciągnoty do wygrzewania kości w słońcu.
A co do odczuć temp. to wiadomo, że różnie bywa. Czasem i przy -5 z wiatrem i w wilgoci jest zimniej niż przy -20 (ale to oczywista oczywistość ).
No i to słynne stwierdzenie ze w latach 80tych to były zimy (te z lat 70tych nie pamiętam). A teraz to "wydmuszki" - czasem trochę mrozek złapie. Śniegu jak na lekarstwo (przynajmniej tu na Mazowszu).
wie ktoś może gdzie kupić w rozsądnej cenie odpowiednik klucza TL-FC41 do blatów direct mount? przeglądałem alle i sklepy i coś nie widzę (poza amazonem z 3 tygodniowym oczekiwaniem)
A jaka to rozsądna cena? Na RPA jest jeden za sześć dyszek z małą górką. Zatem pewnie to za dużo.
Bardzo się różni od klucza do suportu/ tarcz CL?
a cholera wie! - fakt, że w środek musi wejść oś od korby.
ori kosztuje koło 80pln
Klucz do blatu jest raczej nieco mniejszy niż klucz do suportu, bo oryginalny TL-FC41 można użyć z TL-FC36 czyli kluczem do suportów. Ciekawe czy pasowałaby wkładka do mniejszych suportów. Shimano w grupach Ultegra/XT oraz Dura Ace/XTR ma suporty o mniejszych miskach i dodaje do nich plastikowe przelotki. Przy czym Ultegra/XT oraz Dura Ace/XTR to są dwie różne wkładki. Jeżeli któraś by pasowała to w połączeniu z płaskim kluczem do suportu nie trzeba by było kupować dedykowanego klucza.
siemalysy
11-01-2022, 22:01
Kawał drogi, gratki [emoji23]
Jasne :-D Żeby tam się dostać, to trzeba było najpierw przejechać przez Moskwę :-D
Pewnie za pomocą Pegasusa włamali Ci się na Garmina i wiedzą, że jeździsz, zatem im się nie spieszy. ;)
Tego nie wziąłem pod uwagę. Sam jestem sobie winien :-D
...
Kumpel ostatnio karbonowe koła rozbił w MTB i mu wymienili w trzy tygodnie chyba. Ale że piasty nie mają? Niezła lipa :/
Wcześniej tak miałem, że całe koło wymienili. Poszło szybko. A teraz, szkoda gadać.
siemalysy
15-01-2022, 23:22
Czołem :)
Dziś wróciłem do zgłoszenia do Treka. Nie otrzymałem jeszcze odpowiedzi i co zaskakujące, to może się okazać, że nie z winy Treka.
Ne znalazłem żadnego kontaktu e-mailowego, więc zgłoszenie wysłałem za pomocą formularza ze strony. Tym razem wykorzystałem stronę Treka USA. Po wypełnieniu formularza i kliknięciu na wyślij nic się nie działo. Nie chciało wysłać zgłoszenia. Pomyślałem, że są jakieś blokady lokalizacyjne. Wypełniłem raz jeszcze formularz po polsku na stronie polskiej i też nie chciało wysłać. Konsternacja, zaskoczenie i kilka myśli. Po kilku chwilach pomyślałem, że mają mój adres e-mail przy zgłoszeniu, więc nie nie przyjmują kolejnego. To jednak wydało mi się dziwne i wypełniłem raz jeszcze formularz w innej przeglądarce, a dokładnie w Edge, na co dzień używam Chrome. Ku mojemu zaskoczeniu zarówno formularz do PL jak i za ocean został wysłany. W dwóch przypadkach dostałem potwierdzenie wysłania.
Jestem pewien na 100%, że jak poprzednio wysyłałem formularz, to został on wysłany. Dlatego, że strona też się przeładowała i miałem komunikat o wysłaniu zgłoszenia. Dziś natomiast na Chrome nie dało się wysłać. Nie mam pojęcia dlaczego. Za pomocą przeglądarki Edge dwa formularze zostały wysłane. I teraz najlepsze w całej historii. Poprzednio nie przysłano mi żadnego potwierdzenia zgłoszenia. Dziś dostałem na e-maila dwa potwierdzenia.
Strona USA informuje, że typowy czas reakcji na zgłoszenie to 24h, a w przypadku weekendów i świąt 48h. Tak strona polska, że czas oczekiwania na odpowiedź wynosi pięć dni roboczych. Oba zgłoszenia mają nadane numery.
Wydaję mi się, że niepotrzebnie wysyłałem do stanów zgłoszenie. Być może poprzedni formularz pomimo potwierdzenia ode mnie nie wyszedł. Teraz to już nieistotne. Zaczynam obgryzać paznokcie i czekam na odpowiedź. W środę stuknie 120 dni ;)
Strona USA informuje, że typowy czas reakcji na zgłoszenie to 24h, a w przypadku weekendów i świąt 48h. Tak strona polska, że czas oczekiwania na odpowiedź wynosi pięć dni roboczych.
Bo wiesz, to daleko jest...
U mnie Chrome też żyje czasem jakby swoim życiem.
Chyba czas na zmianę.
Michał, sprawdziłem w poczcie, jeden jedyny raz jak pytałem Treka za pomocą formularza został potwierdzony kopią na mojego emila, a odpowiedź otrzymałem następnego dnia.
Pytałem po polsku w na polskiej stronie. Myślę, że Amerykanie/Holendrzy przekażą to Polakom. Kiedyś wysłałem pytanie po angielsku do DT Swiss i odpowiedź dostałem po polsku. Przy okazji wyszło, że pracownicy DT Swiss nie bardzo się orientują w swoim sprzęcie.
siemalysy
16-01-2022, 00:04
Michał, sprawdziłem w poczcie, jeden jedyny raz jak pytałem Treka za pomocą formularza został potwierdzony kopią na mojego emila, a odpowiedź otrzymałem następnego dnia.
Pytałem po polsku w na polskiej stronie. Myślę, że Amerykanie/Holendrzy przekażą to Polakom. Kiedyś wysłałem pytanie po angielsku do DT Swiss i odpowiedź dostałem po polsku. Przy okazji wyszło, że pracownicy DT Swiss nie bardzo się orientują w swoim sprzęcie.
Dostałem takie same potwierdzenie, bo też z kopią na emaila. Z odpowiedzią będzie pewnie tak jak piszesz.
siemalysy
17-01-2022, 14:58
Ja to mam chyba niebywałe szczęście. Okazało się, że piasta się znalazła ;)
59582
Super, światełko w tunelu i może tym razem nie będzie to pospieszny do Międzylesia.
Sam to tłumaczyłeś GT, czy oni tak przysłali? Jakbym dostał emila z taką gramatyką to szukałbym już księcia co chce mi miliony monet wysłać. ;)
siemalysy
17-01-2022, 16:31
Tomek, to jest oryginał jaki dostałem w odpowiedzi na zgłoszenie wysłane z polskiej strony. Poniżej tej odpowiedzi była kopia mojego zgłoszenia. Dane pracownika, który tak pięknie odpisał wymazałem, ale była to osoba, która ma polskie imię i nazwisko.
Gramatyka i składnia zdań też mnie mocno zaskoczyła.
Chyba weekend był nad wyraz udany, choć mieliśmy swego czasu w fabryce laskę, która też nie umiała pisać, koszmar.
siemalysy
17-01-2022, 22:01
U mnie w robocie też się zdarzają osoby, które wcale nie przykładają uwagi do tego jak piszą. Żeby to były tylko ortografy, to można przymknąć oko, ale zdarza się wszystko. Odnoszę wrażenie, że im rocznik zbliża się do 2000, to jest gorzej.
Ty lepiej potwierdź jak żona!?
siemalysy
17-01-2022, 22:08
A dziękuję :) Żona dobrze. Doszła już do siebie. Czasami jeszcze czuje ból, ale to pewnie trochę potrwa. Na rower na razie nie wraca, bo zima i za wcześnie. Wiosną planuje spróbować.
Poza tym odbyliśmy już dwa wyjścia w góry. Miała plecak obciążony standardowo i nie czuła w związku z tym niepokojącego dyskomfortu.
Z bólem to jest tak, że niestety im człowiek starszy tym dłużej boli. Jak w połowie sierpnia zerwałem łańcuch i zarysowałem prawy łokieć i kolano to myślałem, że się zagoi, zejdą siniaki, strupy i będzie git. Nie pierwszy raz w końcu. Z kolanem tak było, ale ręka w łokciu jeszcze czasem zaboli. W listopadzie bujnąłem się 50 km na MTB po wałach w mieście to wyszło, że ból wrócił. I to nawet nie w trakcie jazdy, a jak zdejmowałem rękę z kiery. Na wąskim baranku jest spoko, było spoko od razu po wypadku, przecież na drugi dzień pojechałem gruzem ze Zgorzelca do Szklarskiej, ale na wiosnę trzeba będzie spróbować jeszcze MTB i jak nadal będzie bolało, to będę musiał ogarnąć rehabilitację jednak. Na pewno robota przy kompie też nie pomaga, choć ostatnio więcej piszę niż macham myszą.
cz4rnuch
17-01-2022, 22:33
W listopadzie bujnąłem się 50 km na MTB po wałach w mieście to wyszło, że ból wrócił...Na wąskim baranku jest spoko...Koronny dowód na wyższośc żwirka nad mtb :) I całą resztą.
LeonardZelig
17-01-2022, 23:01
Z bólem to jest tak, że niestety im człowiek starszy tym dłużej boli.
Jak się człowiek nie zdiagnozuje w porę to tak bywa. Ja dwa lata temu miałem złamanie zasklepionego pęknięcia kości piszczelowej. Tzn. piszczel pękł rok wcześniej (kopnięcie w ławkę, bzdura jakich mało), nie bolało przy chodzeniu, dawało znać przy wysiłku, dopiero jak pękło jeszcze raz to poszedłem do lekarza. Niech USG będzie z Wami.
Koronny dowód na wyższośc żwirka nad mtb :) I całą resztą.
Nawet tu się zdarzają dyskusje o wyższości BN nad Wielkanocą, ale prowokować trzeba umić. ;)
Ja tam 2019 miło wspominam, jako rok powrotu na MTB, choć muszę przyznać, że przez pi*drzwi dekadę przerwy sporo się zmieniło. Szeroka kiera i krótki mostek dają niebywałą kontrolę nad rowerem, szerokie kapcie na niskim ciśnieniu i płaska geo dużo wybaczają. Napęd 1x i sprzęgło powodują, że łańcuch nie tłucze jak szalony, choć to akurat mam i w gruzie. Winda daje większą stabilność na zjazdach. Miękko pod dupą daje bezpieczeństwo. Prawdą jednak jest, że jak się wyjadę z gór, to mam uczucie, że ruszam się jak mucha w smole, że rower nie jedzie, a turla się. Trochę to dla mnie nie do przeskoczenia jest. Jeszcze nie udało mi się na MTB zrobić 100 km, zbyt wyczerpujące to byłoby. Te 20-10 lat temu MTB były zdecydowanie bardziej uniwersalne i ja już chyba mentalnie zostałem w tamtych czasach.
U mnie gruz się jednak bardziej sprawdza. Pierwszy mój rower z prawdziwego zdarzania był sztywnym MTB, w 1999 roku to jeszcze był normalny widok. I owszem początkowo w ogóle nie rozumiałem idei tego roweru, ale pojeździłem i się przekonałem.
- - - - kolejny post - - - - - -
Jak się człowiek nie zdiagnozuje w porę to tak bywa.
Jak jeszcze się interesowałem NBA, to pamiętam taką anegdotę. Karl Malone, grający wtedy w Utach Jazz opowiadał, że raz zrobili mu prześwietlenie dłoni i wyszło, że ma źle zrośnięte złamanie. Przyznał, że kilka lat wcześniej uderzył się i dłoń nawet trochę go bolała, ale przeszło. ;)
siemalysy
22-01-2022, 16:39
"Przeklęty Trek"
Sezon niemal ogórkowy, więc znów ponarzekam ;) Ostatnio zwróciłem uwagę, że koszyk na bidon mi się trzepie podczas jazdy. Jeżeli teren jest cięższy, to i trzepanie się nasila. Wydawało mi się, że koszyk pękł albo się poluzował. Wczoraj wymieniałem tarczę korby, to przy okazji zdemontowałem koszyk, żeby zbadać sprawę i odkryłem coś czego się nie spodziewałem. Luźny górny insert w ramie. I co teraz z tym zrobić. Powiedzieć głośne ***** mać - przeklęty Trek... Czy reklamować ramę na taką pierdołę Być może serwisy mają patent na naprawę tych insertów. Nie orientowałem się jeszcze. Widziałem tylko w necie, że zdarzały się już takie przypadki. Niekoniecznie w modelu takim jak mój.
Dziś wymieniłem też kasetę i łańcuch. Będąc w sklepie po kasetę zaktualizowałem swoją wiedzę na temat mojego koła. Piasta wczoraj popołudniu dotarła już na serwis, więc w przyszłym tygodniu powinienem odebrać koło :)
Cisnąć ich! W końcu to firma premium.
Te gwinty to zwykle są nitonakrętki, oczywiście piszę o ramach metalowych, ponieważ rama nie zawsze jest płaska w tym miejscu zdarza się, że się poluzuje.
Jak Maciek napisał, ja bym cisnął, ale raczej na zasadzie, żeby nadal jeździć, a jak zjawi się nowa rama w serwisie, to oddajesz im rower i robią przekładkę. Przy obecnych czasach oczekiwania i temu, że na razie to niespecjalnie przeszkadza w używaniu roweru może Trek na to pójdzie, tylko nie wiem czy najpierw bym tego nie uzgodnił z Trekiem, a nie przez sklep. Zakładam, że ramę wymienią, są elastyczni i przyjaźni dla klientów. Ja bym z tego korzystał.
Wbrew pozorom sprawa nie jest taka błacha, pełen bidon to ponad 0,5 kg masy drgającej bezwładnością na dwóch śrubach 5 mm. Myślę, że w dłuższej perspektywie może to doprowadzić do tego, że urwie się cały insert z gwintem, a nawet może być przyczyną, że zacznie pękać rama od otworu. Choć to już byłby bardzo ekstremalny przypadek.
siemalysy
22-01-2022, 18:35
Nie uśmiechałoby mi się oddanie roweru i oczekiwanie w nieskończoność na ewentualną wymianę. Pomysł z pominięciem sklepu na początku jest dobry. Sytuacja z kołem pokazała, że zgłoszenie bezpośrednio do Treka przyspiesza rozwiązanie tematu. Na[iszę do Treka jak koło odbiorę. Niech się jeden temat w 100% zakończy.
Dzięki za odzew w temacie.
Sklep Cię i tak nie ominie, bo podejrzewam, że ktoś będzie musiał potwierdzić zgłaszaną usterkę. Niemniej jednak kontak z Trekiem z dokłednym opisem, zarówno tego co się stało, jak i Twoich oczekiwań może pomóc.
siemalysy
22-01-2022, 20:00
Oczywiście wiem, ze sklep i tak mnie nie ominie. Ciekaw jestem podejścia. Za niedługo będzie wiadomo :)
A na razie jak pogoda pozwoli, to trzeba jeździć :)
Pogoda ostatnio taka, że czasem szkoda zdrowia.
W czwartek pojechałem do fabryki, Zapowiadali wiatry i śniegi, nawet SMSa z RCB dostałem. Pojechałem zatem rowerem zimowym na kolcach. Do fabryki spoko, koło zera, ale niebo prawie bez chmur. Wiało też tak sobie i głównie w plecy.
Robimy z kumplem zdjęcia to okien w studio nie mamy. Koło 9 na zewnątrz śnieżyca już. Wracałem jakoś po 13 i tak duło, że miejscami musiałem jechać 10 km/h na najlżejszym przełożeniu. Droga, które zwykle zajmuje mi 35 minut, tym razem zajęło ponad 50. Na Moście Milenijnym poważnie rozważałem prowadzenie roweru, bo podmuchy boczne zmiatały mnie na barierki lub na idiotów jadących pod prąd.
Clean cockpit wersja szwajcarska.
https://bikerumor.com/dt-swiss-l2-l3-combine-mtb-suspension-remote-lockout-dropper-levers-in-one/
Palców do trzymania kierownicy niedługo braknie. ;)
cz4rnuch
26-01-2022, 11:07
Mam pytanko o mapy do zegarka Garmina a konkretnie o to co jest teraz w modzie/na topie? Dokładniej o mapę Polski mi chodzi, lub Europy, szczegółową i czytelną (ze szlakami), najlepiej darmowa, ale jeśli warto za jakąś dopłacić to również bym się zastanowił. W internetach wyskakuje mi coś o OSMapaPL, ale bardziej informacyjnie a mnie chodzi o opinie.
Ja korzystam z tego co jest załadowane fabrycznie. Choć przydałoby się coś bardziej dokładnego.
Marcinu, co prawda nie mam zegarka Garmina, mam kilka Edge i dwa turystyczne, nie noszę zegarka w ogóle, nigdy nie lubiłem, nawet jak na komunię dostałem.
Mapy aktualnie pobieram stąd.
https://download.bbbike.org/osm/
to jest OSM oczywiście, strona pozwala na wybranie dowolnego regionu świata. Na OSM szlaków turystycznych nie ma. Jedyna mapa ze szlakami jaką znam to mapa oferowana przez e.Azymut.pl. Kiedyś była darmowa, ale autor GPSManiak, postanowił na niej zarabiać. Mam płatną wersje sprzed kilku lat i jeżeli chodzi o szlaki na Dolnym Śląsku, to błędy były zauważalne. Może coś się poprawiło, ale wtedy na pewno nie wszystkie szlaki były sprawdzane w terenie, a raczej nanoszone z papierowych map turystycznych, a te potrafią mieć sporo błędów lub spory rozrzut dokładności, jak kto woli.
Z tej strony co podałeś warto sobie pobrać same warstwice i zapodać jako nakładka na OSM.
Nakładki "szlaki" nie znam, choć chyba miałem ją jakiś czas temu na Garminie i była w miarę spoko. Głównym problemem były wygaszone kolory szlaków przez co musiałem podświetlać ekran, żeby sprawdzić kolor.
Nie znam się na garminach, bo sam używam wahoo, ale w ekipie rowerowej widziałem, że używają tego https://garmin.osmapa.pl/
OSM mają jedno źródło. Takie strony jak osmapa.pl to tylko OSM ograniczona do terytorium najjaśniejszej pomrocznej.
Krótki poradnik z mojej strony wraz z komentarzem. Oczywiście Garmin only, nie używam innych nawigacji poza Garminem i sporadycznie telefonem.
Linki zebrane:
https://wiki.openstreetmap.org/wiki/OSM_Map_On_Garmin/Download
Najpełniejsze zestawienie co jest dostępne na Garmina i skąd to zassać.
http://garmin.openstreetmap.nl/
Przez lata chyba najpopularniejsza strona z OSM na Garmina. Obecnie strona NIE DZIAŁA, znaczy odpala się, można wybrać sobie kraj, ale czas oczekiwania na kompilację mapy pokazuje w setkach dni. Kiedyś państwa były dostępne od ręki, czekało się tylko na swoje własne pomyły. Wspominam o tej stronie tylko dlatego, że jeszcze w wielu miejscach można znaleźć przekierowania z poleceniami. Jeżeli wróci do życia, pewnie do niej wrócę.
https://download.bbbike.org/osm/
Strona z której korzystam obecnie, podobna do poprzedniej, ale z ograniczeniem do wielkości pliku darmowych map do 512 MB, co w przybliżeniu odpowiada całym Czechom, Polska zajmuje około 800 MB. Choć po kompilacji wychodzi nieco mniej niż przy zaznaczaniu na mapie.
Można wybrać wiele formatów, jest nawet specjalna dla rowerów, choć ja od lat korzystam z wersji Openfietsmap Lite.
https://garmin.opentopomap.org/
Mapy topograficzne w dwóch plikach, jeden zawiera mapę, a drugi {contours) warstwice, przy czym warstwice można sobie nałożyć na dowolną mapę. Na poprzedniej stronie też można sobie mapy topo czy warstwice porobić. Tu są gotowce z danym krajem.
MZ te mapy na rower się nadają, są za mało czytelne, próbowałem z nimi jeździć i czasem miałem problem z zauważeniem ciemnofioletowego tracka od tego co na mapie. Jak to mapa topo, wszystko jest czarne i tylko czasem wchodzi jakiś kolor np. przy rzekach czy jeziorach.
https://www.gpsvisualizer.com/
Strona do konwersji plików z GPSa na inny format. Przydatna jeżeli chce się na przykład przygotować wizualizację trasy.
siemalysy
26-01-2022, 22:27
Siema :)
Tak się składa, że mam zegarek Garmina. Obecnie używam map Garmina. Wcześniej przed wymianą zegarka miałem mapy OSM, ale usunąłem jak wysyłałem zegarek na gwarancję. Były ok, jednak ja w górach wgrywałem sobie ślad zaplanowanej trasy, więc ich porządnie nie sprawdzałem, nie mówiąc o testowaniu. Podczas takiego korzystania Garminowe mapy dotychczas były mi wystarczające. Jak będę jechał w góry, to wrzucę sobie OSM ;)
W rowerowym Garminie używam map OSM. Wcześniej miałem PL Topo. Zdarzało się, że niektórych dróg tam nie było i często oznaczenia kolorystyczne szlaków nie pokrywały się z rzeczywistością.
Mam na dysku mapy OSM, więc jakbyś chciał potestować, to daj znać. Wrzucę je w sieć i udostępnię link.
Nie znacie jakiejś firmy co jest biegła w gięciu druta?
Chciałbym sobie wygiąć wspornik torby na kierownicę do miejskiego Hultaja.
Coś w ten deseń https://www.bike-components.de/en/NITTO/F16-Handlebar-Bag-Supporter-p67099/. Celowo podałem linka do sklepu, bo uważam, że koszt 60 eurasów za takie coś to jednak niewąskie przegięcie. Ja rozumiem, że pomysł, że Japonia i pewnie każdy taki bagażnik mistrz sumo wygina własnoręcznie, a gejsze o alabastrowej skórze polerują to popiołami z góry Fuji tylko w trakcie pełni księżyca, ale metr pręta fi 6 mm z nierdzewki na RPA kosztuje 8 zeta, słownie osiem zeta. Zatem nawet jak za usługę zapłaciłbym 100-150 zeta to i tak się będzie opłacało. Poza tym ja bym chciał nieco szerzej na kierownicy, żebym nie musiał kombinować z uchwytem do Garmina.
Mogę przygotować rysunki techniczne, chyba nawet bym znalazł kierownicę z mostkiem, żeby można było przypasować. Próbowałem namówić Hultai, ale nie chcą, tylko ramy.
W ostateczności rozważę samodzieło, bo dostęp do giętarki ręcznej mam, choć wolałbym tego uniknąć, bo nigdy tego nie robiłem i pewnie bym się najpierw musiał nauczyć.
Boryszuk
31-01-2022, 10:22
Przy cenie osiem zeta za metr to warto sie nauczyc.
siemalysy
05-02-2022, 14:14
Tomek niestety nie pomogę. Znalazłeś już jakieś rozwiązanie?
Wczoraj nadszedł dzień, na który czekałem od dawna ;) Odebrałem koło po naprawie gwarancyjnej. Przypomnę, że oddałem je do serwisu 20.09.2021... Wymienione zostały szprychy, nyple i piasta. Bębenek został stary, bo piasta przyszła z innym bębenkiem niż ja potrzebowałem. W moim bębenku wymienione zostały łożyska.
Pełen entuzjazmu zabrałem się w domu za wymianę koła. Nie planowałem tego, bo chcę zmienić opony ale coś mnie podkusiło. Miałem sporo kłopotów ze zdjęciem opony z obręczy. Po spuszczeniu powietrza i odsunięciu z jednej strony rantu opony od obręczy, skleiła się z drugim rantem. W obręczy nie udało mi się tego rozłączyć, więc zdjąłem sklejoną oponę. Ranty opony rozdzieliłem, przy okazji zalałem się mlekiem. Ostatecznie opona poszła do kosza. Klocki miała już zużyte, przewidziana byłą do wymiany i do tego nie chciało mi się czyścić rantów z zaschniętego mleka.
Chciałem dziś kupić opony, ale w sklepach stacjonarnych niedostępne są te, które chcę kupić.
Nie znalazłem, co więcej dostęp do giętarki się był skończył. Niby jest, ale jak pokazałem co bym chciał wygiąć, to chłopaki z technicznego powiedzieli, że na tym sprzęcie to mi życzą powodzenia. :)
Na razie napisałem do Columbusa czy do ich widelca carbą da się zamontować gabażnik przedni. Otwory są, zatem żadne druciarstwo na obejmach, ale może jednak wideł za delikatny nawet i na to.
Jeszcze kombinuję nad torbą na kierownice, zwłaszcza, że jedną już mam, ale to też nie jest tak prosty temat i na pewno nie tani.
Ja do tubelessa mam bardzo zerojedynkowy stosunek. Z moich doświadczeń wynika, że tam nie może być trochę źle, tam jest albo zajedwabiście, albo przeje*ane po całości. W tylnym kole w gruzie wymieniałem oponę w ramach szykowania roweru do sezonu. Znowu Tufo Speedero. Jak pierwszą osadziłem na obręczy pompką podłogową, tak obecnej nie mogłem ani pompką, ani boosterem. Nawet wyjęcie wkładu wentyla nie pomogło. Wygrzebałem nabój CO2 i wbiłem na obręcz. Choć jak spuściłem CO2 i zapodawałem pompką powietrze to jeszcze było słychać, że wskakuje. Za to trzyma jak umarły książeczkę. Już ponad miesiąc będzie, a opona nadal twarda, może nie tak, żebym na niej komfortowo jeździł po asfalcie, ale na przykład na śnieg jak znalazł. Poprzednia była bardziej miękka po tygodniu. Mleko zalałem, ale tyle co pokręciłem kołem na stojaku. Jeszcze nie jeździłem.
Jakbyście kiedyś stwierdzili, że "jest za zimno na rower":
60070
:wink: -15 (dzień wcześniej było -25), prawie koło podbiegunowe i od morza/zatoki ciągnie, że nos odpada.
Jakby kto szukał rękawic na okres przejściowy to mogę polecić rękawice z Deca, konkretnie Triban 500 jesienne (https://www.decathlon.pl/p/rekawiczki-na-rower-500-jesienne/_/R-p-166034?mc=8398148).
Takie pierwsze wrażenia, ale wydaje mi się, że polubię się z nimi. Mają palec grzebalec do komórki, bardzo długie mankiety, zatem nadgarstek czy przegub nie będą się wentylowały. Mają też gumowe aplikacje dla lepszego chwytu.
Dziś rano temp. +1, jazda z wiatrem. Pierwsze 2 km trochę wieje, ale potem się ogólnie rozgrzałem i zaczęło być mi ciepło. Po 14 km, jak dojechałem do fabryki dłonie miałem ciepłe.
Powrót jakoś +3, pod wiatr za to, ale jeszcze nie taki co łeb by urywał. Ponad połowa drogi, czyli ok. 30 minut w deszczu. Nie puszczały wiatru, nie puszczały wody. Zero uczucia zimna.
Rękawice kosztują 6 dyszek, zatem jak na standardy są tanie. Dostępne w kolorze czarnym i oczojebnym zielonym.
Już też kilka razy jechałem w bluzie z wełny merino (https://www.decathlon.pl/p/koszulka-rowerowa-z-dlugim-rekawem-triban-grvl900-merynos/_/R-p-301955) z Decathlonu. Wełny tam jest 49%, ale daje radę. W temperaturze 0 i przy wietrze urywającym łeb, trochę ją przewiewało, ale 50 minut tylko w tej bluzie i bieliźnie termicznej dałem radę bez wymarznięcia do kości. Trochę się mechaci od prania, ale przy wełnie to raczej nieuniknione. Zobaczymy jak to będzie wyglądało z czasem. Z drugiej strony bluza nie capi po jeździe, zatem nie ma konieczności prania po każdej przejażdżce.
Dziś 30 minut w deszczu, nasiąkła, ale bielizne termiczną miałem suchą. Oddychalność spoko. Na plecach i po bokach ma panele z siatki.
Ma trochę dziwny krój. Rękawy, klata i brzuch są w punkt. Nawet jak zrzucę te kilka kilo w lecie to będzie dobrze, ale za to tył na dole jest nieco luźny. Nie podwija się, ale jest luźny i to mimo paska antypoślizgowego. Wydaje mi się, że to przez to, że od wewnętrznej strony przy górnej krawędzi kieszonek jest wszyty gumowy ściągacz, a potem bluza się lekko rozszerza. Co nawet widać jak się ją położy na płasko. Tu bym jednak zalecał zmierzenie przed kupnem. Bluza jest tania jak na materiały i wykonanie. 270 zeta.
To nie jest post sponsorowany. :)
Znalazłem fajne rzeczy, za normalne pieniądze, to się dzielę, bo i tak się mało tu ostatnio dzieje, ale nie dziwota, bo co z tego, że temperatury zachęcające, jak raz leje, raz wieje, a raz wieje i leje.
siemalysy
08-02-2022, 20:24
Panie Tomku dziękuję za cynk :) Lubię Decathlon za to, że można kupić tam dobre rzeczy za rozsądną kasę. Nie lubię za rozmiarówkę. Nie mając figury fit, czasami trudno dobrać odpowiedni rozmiar ;) Jeden rozmiar za mały, kolejny za duży ;)
Używam rękawiczek z Deca w zimę. Jakieś tanie, nie pamiętam modelu, kupione kilka lat temu, ale dają radę na mrozie. Używałem też letnich Rockrider ST 500 (https://www.decathlon.pl/p/rekawiczki-na-rower-mtb-st-500/_/R-p-301225?mc=8529716&c=Czarny). W moim przypadku bardzo szybko się podarły. Możliwe, że wina leży po mojej stronie, dlatego że znajomy używał takich samych rękawiczek i u niego taka sytuacja nie występowała.
Kupiłem opony, które jutro powinny dojść do paczkomatu. Przy okazji nowych opon zmienię stosowane mleko. Spróbuję Stans'a, którego jeszcze nie miałem okazji stosować.
Ja wszystkie długie rękawice zimowe mam z Deca. Do tej pory jeździłem w polarowych z serii 300, ale mam też 500 i bardzo ciepłe 900. Tyle, że w tym roku tylko w tych polarowych, bo mrozu u nas nie było za bardzo. Polarowe są ciepłe, ale nie mają palca grzebalca do komórki i trochę za bardzo mi upośledzają chwyt. Na prostej kierze nie ma różnicy, ale na baranku już tak.
Letnie rękawice też mam tylko długie i mam różne modele od Roc Day, polska firma, którą ktoś mi kiedyś w tym wątku polecał. Bardzo wysoka jakość wykonania i spora wygoda użytkowania. Ceny już takie se, ale często są jakieś promki.
Ja używam mleka Stans od dawna. Nie robi się glutoplazma w oponie, ale mam wrażenie, że potrzebuje nieco więcej czasu by sobie poradzić z przebiciem. Nie wiem co za mleko mi wlali przy kupnie MTB, ale radziło sobie superszybko, za to po jakimś czasie niestety robił się glut w oponie. Dolewam co każde pi*dzrwi trzy miesiące lub jak zauważę, że opona coś za szybko traci ciśnienie.
cz4rnuch
08-02-2022, 23:10
Odnośnie mleka to w sumie za twoim poleceniem w tym roku pierwszy raz zalałem mtb na zimę i jestem zadowolony. A nawet więcej, bo jestem noga z tego typu spraw a tu sam wszystko zrobiłem i poza drobnymi problemami (z samą obręczą, która trochę puszczała) od kilku miesięcy nic nie dolewałem i nawet dopompować nie musiałem. a i sama aplikacja bezproblemowa, bo do założenia opony nie potrzebowałem niczego poza zwykłą pompką podłogowową. Żadnych dolewek choć jeżdżę codziennie (tylko do pracy). Do tego stopnia, że się zastanawiam czy gruza też nie zamleczyć.
Jakby kto szukał rękawic na okres przejściowy to mogę polecić rękawice z Deca...Ja do tego samego mogę polecić 100% brisker. Moja druga para, ale tylko dlatego, że pierwszą zgubiłem (nawet wiem gdzie, we zuu we Wrocku :)). Miały być na jesień, ale zima prąciowa więc prawie cała przejeździłem. Przed wodą chronią, na temp. +/- 0 stopni całkiem dobrze chronią, dobrze przylegają i mają też apki do miziana po smarkfonie. Moim zdaniem całkiem udane rękawiczki na zimę (z wyłączeniem tych bardziej minusowych temp., bo wtedy robi się konkretnie zimno).
Marcin z dolewkami to jest tak, że mleka ubywa po jakimś czasie. Zestala się albo ucieka przez oponę czy też odparowuje. Mnie się czasem zdarza zaobserwować krople mleka na bokach opony. Choć na przykład Schwalbe G-One pociła się mlekiem na potęgę. Te jasne boki miałem całe w zaciekach.
Jeździć możesz nawet bez mleka, choć w przypadku pierwszego przebicia lepiej, żeby to mleko było. Ja już jeździłem z pinezką czy gwoździem w oponie nawet nie wiedząc o tym. Zresztą jak gwoździa wyjąłem to miałem problem z uszczelnieniem, ale dolałem mleka i poszło. Możesz sprawdzić zdejmując koło z roweru i potrząsnąć nim. Jak usłyszysz chlupanie znaczy jeszcze mleko jest, jak nie to ja bym jednak dolał.
Jakby kto szukał rękawic na okres przejściowy to mogę polecić rękawice z Deca, konkretnie Triban 500 jesienne (https://www.decathlon.pl/p/rekawiczki-na-rower-500-jesienne/_/R-p-166034?mc=8398148).
Takie pierwsze wrażenia, ale wydaje mi się, że polubię się z nimi. Mają palec grzebalec do komórki, bardzo długie mankiety, zatem nadgarstek czy przegub nie będą się wentylowały. Mają też gumowe aplikacje dla lepszego chwytu.
Dziś rano temp. +1, jazda z wiatrem. Pierwsze 2 km trochę wieje, ale potem się ogólnie rozgrzałem i zaczęło być mi ciepło. Po 14 km, jak dojechałem do fabryki dłonie miałem ciepłe.
Powrót jakoś +3, pod wiatr za to, ale jeszcze nie taki co łeb by urywał. Ponad połowa drogi, czyli ok. 30 minut w deszczu. Nie puszczały wiatru, nie puszczały wody. Zero uczucia zimna.
Rękawice kosztują 6 dyszek, zatem jak na standardy są tanie. Dostępne w kolorze czarnym i oczojebnym zielonym.
Już też kilka razy jechałem w bluzie z wełny merino (https://www.decathlon.pl/p/koszulka-rowerowa-z-dlugim-rekawem-triban-grvl900-merynos/_/R-p-301955) z Decathlonu. Wełny tam jest 49%, ale daje radę. W temperaturze 0 i przy wietrze urywającym łeb, trochę ją przewiewało, ale 50 minut tylko w tej bluzie i bieliźnie termicznej dałem radę bez wymarznięcia do kości. Trochę się mechaci od prania, ale przy wełnie to raczej nieuniknione. Zobaczymy jak to będzie wyglądało z czasem. Z drugiej strony bluza nie capi po jeździe, zatem nie ma konieczności prania po każdej przejażdżce.
Dziś 30 minut w deszczu, nasiąkła, ale bielizne termiczną miałem suchą. Oddychalność spoko. Na plecach i po bokach ma panele z siatki.
Ma trochę dziwny krój. Rękawy, klata i brzuch są w punkt. Nawet jak zrzucę te kilka kilo w lecie to będzie dobrze, ale za to tył na dole jest nieco luźny. Nie podwija się, ale jest luźny i to mimo paska antypoślizgowego. Wydaje mi się, że to przez to, że od wewnętrznej strony przy górnej krawędzi kieszonek jest wszyty gumowy ściągacz, a potem bluza się lekko rozszerza. Co nawet widać jak się ją położy na płasko. Tu bym jednak zalecał zmierzenie przed kupnem. Bluza jest tania jak na materiały i wykonanie. 270 zeta.
Mam te rękawice zarówno w czarnym jak i tym fluo - potwierdzam dają radę fajne jest właśnie to że maja długie mankiety które można albo schować pod albo na złożyć na rękaw bluzy (testowane od b. długiego czasu - nic z nimi się złego nie dzieje).
Co do bluzy z merynosu to właśnie wczoraj zamówiłem sobie więc się nie wypowiem ;) Zamówiłem rozmiarówkę "L" ciekaw jestem czy będzie ok.
Używałem też letnich Rockrider ST 500 (https://www.decathlon.pl/p/rekawiczki-na-rower-mtb-st-500/_/R-p-301225?mc=8529716&c=Czarny). W moim przypadku bardzo szybko się podarły. Możliwe, że wina leży po mojej stronie, dlatego że znajomy używał takich samych rękawiczek i u niego taka sytuacja nie występowała.
U mnie tego problemu nie ma - tzn. brak zużycia materiału (rękawiczki są całe).
Aaaaa i podobnie jak w przypadku Tomka - moje opinie sie są sponsorowane przez deca.
Wczoraj odebrałem swego gruza z przeglądu zerowego. Wygląda tak jak przed oddaniem ;) Może w końcu uda się coś pokręcić w weekend. Oby tylko nie padało za bardzo.
A coby nie było, że bez foty... wczoraj wypatrzone:
60133
z cyklu - jak się nie da jak się da :)
A coby nie było, że bez foty... wczoraj wypatrzone:
z cyklu - jak się nie da jak się da :)
Za dwa lata takie łamanie pojawi się w ramach największych producentów, a kampania reklamowa będzie zapewniała o 13% wzroście sztywności przy jednoczesnym 25% wzroście tłumienia drgań.
Swoją drogą zabezpieczenie zawiasu tego składaka aż prosi się o zalanie gipsem.
To nie zabezpieczenie, to apteczka. Na wypadek, gdyby jednak profesjonalny spaw puścił.
Wysłane z mojego moto g(6) przy użyciu Tapatalka
Pamiętam, jak za dzieciaka wspawywaliśmy w pobliskim serwisie Toyoty do takich składaków poprzeczne górne rury i do tego zawias też był spawany na głucho. Po takim zabiegu Wigrus stawał się BMXem :-)
Po takim zabiegu Wigrus stawał się BMXem
Ja do skoków na Wigry nie potrzebowałem wzmacniania ramy czy spawania zawiasu. Życie na krawędzi od maleńkości.
Na osiedlu była górka saneczkowa, której koniec zjazdu był zabezpieczony niskim (może 1 m) wałem ziemnym. Jak się na rowerze zjechało ze szczytu górki, to bez dokręcania zostawało akurat tyle energii, żeby ten wał potraktować jak hopę. Rower odrywał się pewnie na max kilkanaście centymetrów, ale lot był. Skakałem tam na Wigry i potem na czechosłowackim BMX, a potem miałem dwa lata przerwy od roweru i rodzice kupili mi pierwsze MTB, sztywne, stalowe na kołach 26" i osprzęcie Tourney. Opony jakieś 1,9". Pojechałem na tamtą górkę i bałem się skoczyć.
Używam mleka Stansa od ok.3 lat i był rok, że zalane koło w październiku rozbierałem dopiero następnej jesieni i mleko cały czas było i to w stanie płynnym (oczywiście nic nie uzupełniałem w międzyczasie). Zastanawia mnie natomiast inna rzecz, otóż spotkałem się z opinią na innym forum, że mleko po kilku miesiącach i tak traci swe właściwości i należy je wymienić. Ze swoich ostatnich doświadczeń z dziurami w oponie byłbym może w stanie w to uwierzyć, ale te dziury były dość nietypowe, więc tak jeszcze nie do końca ;)
Jedną z ostatnich jazd jesienią zrobiłem 11 listopada. Jakoś tak syfiasto było i wiedziałem, że powinienem dolać mleka, ale wiedziałem też, że za chwile i tak rower pójdzie na hak, to nie było sensu marnować mleka. Oczywiście przebiłem oponę, ale jakoś sobie mleko poradziło, choć musiałem dwa razy dopompować, po drugim razie już trzymało ciśnienie.
Natomiast miałem butelkę mleka Trezado czy jakoś tak, w każdym razie było w zestawie z oponami Vittoria, zatem może mleko też było Vittoria. Nigdy go nie otworzyłem i stało chyba ze dwa lata w szafce. Jak robiłem porządek, to się okazało, że ma konsystencję gęstego jogurtu i poszło w kubeł.
Kupiłem też kiedyś dwie saszetki Caffe Latex, takie hermetycznie zgrzane. Podczas prób zamleczenia kół do tego nie przeznaczonych okazało się, że jedna z saszetek była już fabrycznie zbrylona, a druga była płynna. Po jakiejś godzinie, jak powietrze nadal uciekało z opony i stwierdziłem, że wracam do dętki, to płynnego mleka było bardzo mało w oponie, bo większość uformowała kulę wielkości piłeczki do ping-ponga.
Stans faktycznie nie zastyga, ale jak opona zaczyna zbyt szybko tracić ciśnienie to dolewam 30-50 ml i jest gicior.
Kumpel miał taką przygodę, że zamleczone koło od nowości, po jakimś czasie zaczęło wydawać dziwne odgłosy. Oddał rower na sprawdzenie i się okazało, że to właśnie zbrylony glut z mleka dawał takie objawy. Nie wiem, co to było za mleko. Trezado miało taką wtopę, że pewna partia towaru zawierała sam rozpuszczalnik w buteleczce, by innym zaś trafiała się buteleczka z samym prawie lateksem. Winien był podwykonawca, który nie zmieszał produktu przed konfekcjonowaniem, myśląc, że to jednorodna substancja. Ja dostałem sam rozpuszczalnik, Szajowi też się dostało, wspominał o tym w swoim teście mleczek różnej maści.
siemalysy
09-02-2022, 21:46
Nigdy nie miałem Wigry III :( Fajnie mieliście ;)
Odebrałem dziś oponki :-D Od dawna chciałem na nie zmienić. Jutro dojdzie mleczko, więc w piątek wieczorem będzie zabawa przy rowerze. Dobrze, ze to lubię. W niedzielę chciałbym już wyjść na rower i trochę pojeździć.
Moje przygody z mlekiem dotyczą tylko dwóch rodzajów. Od początku mam opony zalane Trezado. W serwisie jak wymieniali mi szprychę, to zalali mlekiem Continentala. Raz na dolewkę kupiłem Continentala, bo stacjonarnie Trezado nie było dostępne. Trudno mi je porównać, bo za krótka jeździłem na innym niż Trezado. W całej tej zabawie najgorzej jest wtedy, kiedy coś się dzieje i trzeba zdjąć oponę. Niekoniecznie po jej uszkodzeniu. Latem w górach pękła mi szprycha i żeby ją wymienić musiałem spuścić powietrze, odsunąć z jednej strony rant opony od obręczy, żeby się do niej dostać. Niewielka ilość mleka uleciała na podłogę. Z opony też coś kapało, więc była to brudna robota. Później miałem kłopot, żeby napompować koło. W głowie kręciły się myśli, że założę dętkę. Pompka podłogowa nie dawała rady, a boostera DIY nie miałem na tym wyjeździe. Ostatecznie nabój CO2 załatwił sprawę. Trudność pierwszego pompowania i uszczelniania opon w dużej mierze zależy od opony. Tak wynika z moich obserwacji. Pomimo tych kilku niedoskonałości nie zamierzam wracać do dętek.
Z Trezado nie miałem przygód, o których pisał rotor. Może miałem farta ;) Dolewki robiłem jak opona nie trzymała ciśnienia.
Kiedyś czytałem gdzieś, że mleko nie lubi się z CO2. Nigdzie wtedy nie udało mi się znaleźć informacji, które to potwierdzają bądź zaprzeczają. Kilka dni temu szukałem info o rodzajach mleka Stans i natrafiłem na artykuł, bodajże na stronie bikemagazyn. Dokładniej był to test kilku płynów uszczelniających i w opisie każdego w tabeli był wiersz odpowiadający kompatybilności z CO2 ;) wynika z niego, że są mleka kompatybilne i są niekompatybilne.
Ja też nigdy nie miałem Wigry 3. Cyfry były arabskie nie rzymskie. ;)
Miałem Wigry 2, które dostałem od chrzestnego jako odrapaną ramę i jedno koło. Potem z tatą doprowadziliśmy go do stanu jak z fabryki. Chyba wtedy narodziło się moje śrubkarstwo.
A pierwsza ramę jaką połamałem to był Reksio, miałem jakoś 6 lat czy coś koło tego. Tate zespawali, wstawiając rurkę w środek. Tak połamałem, że trzymała się na lakierze.
Na urwane szprychy to dobre trytki są. Przyczepiasz szprychę do innej, żeby tylko bardachy nie narobiła i zabawa trwa dalej. Kiedyś sam musiałem z tego patentu skorzystać, jeszcze w czasach MTB 26". Oczywiście zakładam, że koło nie dostaje jakie gigantycznego bicia po zerwaniu jednej szprychy. No i to patent raczej na jedną zerwaną szprychę. Co prawda Sam Pilgrim i Cam Crozier (https://www.youtube.com/watch?v=gQoifW7qmdk) wycinali szprychy dokąd się dało, ale nie każdy jest tak szalony.
siemalysy
09-02-2022, 22:15
Ja miałem rowerek Salto. Później jak ja urosłem, to mój tata go wyczyścił ze starego lakieru, pomalował na różowo, złożył różowe gripy i rowerkiem tym jeździła moja młodsza siostra, która wtedy nie uważała innego koloru niż różowy.
Co prawda Sam Pilgrim i Cam Crozier (https://www.youtube.com/watch?v=gQoifW7qmdk) wycinali szprychy dokąd się dało, ale nie każdy jest tak szalony.
Co za goście. Nie sądziłem, że ktoś takie akcje uskutecznia. Ale czego nie robi dla you tuba ;)
Co za goście. Nie sądziłem, że ktoś takie akcje uskutecznia. Ale czego nie robi dla you tuba ;)
Oczywiście Pilgrim jest pełnoetatowym youtuberem, ale oglądam go od dawna i jednego odmówić mu nie można. Umiejętności.
Cześć osób kojarzy pewnie Setha z kanału YT Seth Bike Hacks, a obecnie z Berm Peak. Daje radę na rowerze, ale w Whistler pojechał trasą, którą opisał, że nie dałby rady na mokro. Pilgrim przejechał (https://www.youtube.com/watch?v=P6b9RxXGzSY) tę samą trasę na mokro na sztywnym rowerze z Walmartu za 180 USD, na kołach 24". Jego kanał to czysta zabawa.
niezły rzeźnik i niezły przejazd :)
Ale wybrał bardzo słaby rower. W naszych rodzimych marketach w cenie 180USD to miałby wieksze koła, pełne zawieszenie i tarczówki :) A wówczas o ile by wrócił z trasy to napewno z mniejsza ilością zębów niz obecnie :D :D hehe
A ja z nudów wymieniłem korbę, kasetę i przedni hebel na XT :P
z mlek - to dobrze ustosunkowany kumpel zza wielkiej wody mówi, że tam u nich wszyscy leją orange... którego ja nie znam i nie wiem czy jest u nas dostępne...60147
60148
60149
60150
60151
Korzystając z tego, że u nas w LA jakby wiosna, temperatura dwucyfrowa, większość dnia świeciło słońce, ptaki śpiewały, wiatr akurat nie chciał urwać głowy i do tego było sucho, to przeturlałem gruza po raz pierwszy po tym co mu zrobiłem. Idzie jak zły, tylko muszę dotrzeć klocki w przednim heblu, bo wymieniłem je.
Ależ mi brakuje tych popołudniowych jazd. Choć jutro ma cały dzień padać, ale w weekend nie, tylko ma być chłodniej.
siemalysy
10-02-2022, 21:30
Oczywiście Pilgrim jest pełnoetatowym youtuberem, ale oglądam go od dawna i jednego odmówić mu nie można. Umiejętności.
Cześć osób kojarzy pewnie Setha z kanału YT Seth Bike Hacks, a obecnie z Berm Peak. Daje radę na rowerze, ale w Whistler pojechał trasą, którą opisał, że nie dałby rady na mokro. Pilgrim przejechał (https://www.youtube.com/watch?v=P6b9RxXGzSY) tę samą trasę na mokro na sztywnym rowerze z Walmartu za 180 USD, na kołach 24". Jego kanał to czysta zabawa.
Nie znałem człowieka i kanału. Dziękuję za namiar. Obejrzałem wczoraj linkowany filmik. Niezły wariat, a do tego potrafi jeździć. Dziś obejrzałem kilka innych. Będę obserwował i oglądał dalej ;)
A ja z nudów wymieniłem korbę, kasetę i przedni hebel na XT :P
z mlek - to dobrze ustosunkowany kumpel zza wielkiej wody mówi, że tam u nich wszyscy leją orange... którego ja nie znam i nie wiem czy jest u nas dostępne...
Ładną biżuterię podarowałeś swojej maszynie ;)
Korzystając z tego, że u nas w LA jakby wiosna, temperatura dwucyfrowa, większość dnia świeciło słońce, ptaki śpiewały, wiatr akurat nie chciał urwać głowy i do tego było sucho, to przeturlałem gruza po raz pierwszy po tym co mu zrobiłem. Idzie jak zły, tylko muszę dotrzeć klocki w przednim heblu, bo wymieniłem je.
Ależ mi brakuje tych popołudniowych jazd. Choć jutro ma cały dzień padać, ale w weekend nie, tylko ma być chłodniej.
U nas dziś też było przyjemnie i ciepło. Aż się miło z pracy wracało jak świeciło słońce :) Teraz już niestety pada. Weekend rzeczywiście zapowiada się pogodnie. W sobotę z żoną jadę połazić po górach, a w niedzielę zamierzam pojeździć :)
Założyłem dziś oponę na tylne koło. Obyło się bez komplikacji. Pompka podłogowa była wystarczająca do napompowania opony. Przy ok. 3 barach ułożyła się na obręczy. Jutro zmienię przód, a w sobotę wieczorem zaleję mlekiem, żeby w niedzielę nim odpowiednio potrząsnąć.
cz4rnuch
11-02-2022, 11:53
U nas też całkiem ciepło, na tyle ciepło, że dało się trochę potestować mapy, a dokładnie osmapapl. Przynajmniej najbliższa okolica całkiem dobrze naniesiona. Szlaki rowerowe są, nawet jakieś boczne ścieżki. Nie za bardzo tylko miałem okazję porównać z mapami garmina, bo w zegarku nie mieszczą mi się obie mapy więc nie mogłem się przełączać. W dodatku co jakiś czas się wiesza ich serwer i zaczyna ciągnąć od początku :( Swoją drogą to trochę dziwne, że te mapy od Garmina, przynajmniej te darmowe, są w paczkach całokontynentalnych. Jakieś krajowe by się zdały.
No i pogoda zrobiła się zacna. A i ferie się zaczęły a mnie dopadło jakieś przeziębienie. Człowiek to ma jednak szczęście...
U jednych ferie się zaczęły, u innych skończyła, a dla niektórych zawsze trwają.
Ja wczoraj dygłem pisiont kilometrów, było spoko, trochę walki z wiatrem, ale bez dramatu. Za to jak wróciłem, wykąpałem się i zjadłem to musiałem się zdrzemnąć. Dramat z formą, ale jak nie zacznę jeździć to będzie tylko bardziej dramatycznie.
Dziś też wypas w pogodzie, jak na połowę lutego i jeszcze jutro ma tak być, potem będzie ciepło, ale niestety mokro.
Przy okazji wyszło, że remontują mi jeden z moich stałych odcinków do jazdy w Skałce, i dobrze, bo dziury były tam takie, że aż bałem się o rower. Natomiast tempo remontu mnie przeraża. Zaczęli jakoś po 20 stycznia, skończyć mają 30 maja, a to tylko niecałe 1,2 km drogi. Na razie jest nawierzchnia zaorana, choć coś czuję, ze rowerem dam radę to przejechać jak na innych remontowanych odcinkach wokół Wro. Kiedyś nawet w Karczycach jechałem po takim jeszcze ciepłym asflacie, zapytałem drogowców czy przejadę, mając na myśli, czy to już zimne jest w miarę. Oni odpowiedzi, że rowerem tak, zapewne mają na myśli, że za lekki jestem, żeby rozwalić jeszcze ciepły asfalt. Jakoś dałem radę, opon nie spaliłem.
siemalysy
13-02-2022, 20:53
Pogoda dziś też była fajna. Może poza chłodnym wiatrem. Dobrze, że do wiosny bliżej niż dalej.
Czołem rowerzyści [emoji39]
cz4rnuch
15-02-2022, 16:18
Za wcześnie się chyba chwaliłem. Dziś w powrotnej zauważyłem, że z tylnej prawie całe powietrze mi zeszło. Z rana na jakieś żelastwo najechałem, ale myślałem, że luzik. Opona cała brudna więc nie za bardzo widzę czy gdzieś mleczko uciekło i czy w ogóle tam jest. Napompowałem i poczekam czy nie schodzi a jeśli nie to wtedy i tak doleję, bo w sumie i tak niewiele mi zostało w butelce a za miesiąc pewnie i tak się przesiądę na baranka.
PS Heloł, gavę.
za miesiąc pewnie i tak się przesiądę na baranka.
Ja tam śmigam już na baranku. Na takim bez flary do fabryki, na takim z flarą po zdalnej i w weekendy.
Już wiem, że ten rok nie będzie dla mnie taki bezdeszczowy jak zeszły, gdzie zmokłem tylko raz i to w sumie raptem 6 km od domu.
Obecnie fabryczne jazdy często w deszczu niestety.
Spoko takie buty?
https://www.bike-discount.de/en/shimano-sh-am7b-mtb-gravity-shoes
a tak btw, dziś zakończyłem izolację, można coś myśleć o jeżdżeniu [emoji3]
Spoko o tyle, że nie mają siatki w zgięciu czuba, która w butach Shimano rwie się.
Twardość podeszwy 6 jest w miarę OK, mam tak samo twardą podeszwę w ME5 na górala. Jeździ się OK, choć tam mam pedały z ramką XT-M8020, które dają nieco lepsze podparcie buta niż "zwykłe" SPD. Da się w nich też podejść, jak już łydy nie wystarcza.
Niewiadomą dla mnie jest podeszwa. Plastikowe podeszwy Shimano były totalnie do dupy, ścierały się w oczach. Tydzień na szutrach Bośni, gdzie prawie nie było butowania załatwiło podeszwy moich butów, które wtedy miałem. Potem Shimano dawało podeszwy Michelin i Vibram, te są spoko. Nie ścierają się nadmiernie, co najwyżej pęka mocowanie bloków, a niby wzmocnione karbą. Teraz Shimano daje swoją gumę na podeszwy, zatem mam nadzieję, że będzie lepiej niż z ich plastikiem. Protektor podeszwy raczej nie z takich co pozwala podejść w błocie. Shimano te buty pozycjonuje jako ęduro i deha, czyli raczej w dół, a pod górę na wyciągu pewnie dają radę. Wydaje mi się, że mogą się dobrze sprawdzić jako prawie casualowe buty sportowe, do jazdy użytkowej i rekreacyjnej.
Pamiętaj też, że buty Shimano lepiej kupić o numer za duże, bo mają zaniżoną rozmiarówkę.
Zdybuś napędza firmie sks sprzedaż różnego rodzaju sprzętów [emoji3]60515
Zaraz tam napędza, ale akurat koszyki SKS Topcage polecam, bo są spoko, jak ktoś nie ma hopla na punkcie masy szpeju.
Jedyna wada jest taka, że butelka browara w nim jednak lata, ale można trytką ścisnąć te skrzydełka i wtedy nie lata. Za to idealnie wchodzi butelka wina lub Jamesona, tylko miejsce w ramie musi być.
Z innego bajka, przyzwyczajenie to jednak jest straszna rzecz. Teraz trochę częściej śmigam do fabryki, ale i zacząłem też jeździć po zdalnej. Przy przesiadce się między Hultajami mam drobne problemy adaptacyjne i chwilę trwa zanim przyzwyczaję się do różnic w zmianie biegów na klamkomanetkach Sram i Shimano, dobrze że chociaż hamuje się tak samo.
Kto hamuje ten przegrywa.
A ja się z nikim nie ścigam.
cz4rnuch
23-02-2022, 22:37
A może ktoś poleci jakąś bluzę przejściową (nie musi być przeciwdeszowa) do pedałowania? Już prawie sobie kliknąłem w tą z linka z deka co tu gdzieś mignęła, ale ja mam alergię na te typowo rowerowe fatałaszki i wolałbym coś bez tych ksieśni na plecach. Najlepiej coś uniwersalnego do biegania/na rower. Ten dek nie wygląda w sumie źle więc jak się nie znajdzie coś mniej rowerowego to może nabędę, bo w sumie teraz cholera wie jak się ubrać, bo ni to ciepło, ni zimno. Jakieś merynoski może, icebreaker?
Trochę obok tematu, ale blisko.
Miałem na uwadze odzież na rower, w sumie to chińską.;-)
Ale co? Do wczoraj cena była $25.68, a od wczoraj jest $48.33.
Czyli Kińczyki też zaczynają sobie lecieć...
https://www.amazon.com/gp/product/B0052WTQR4?smid=ATVPDKIKX0DER&psc=1
Ja wypracowałem taki setup, ale w sumie dopiero wracam do jeżdżenia.
Lato - koszulka termiczna z krótkim
Jesień/Wiosna - koszulka termiczna z krótkim plus softshell
Zima - koszulka termiczna z krótkim plus cieniutka góra od dresu z długim plus softshell i w tym jeździłem przy - 15 i było ok, gorzej z butami w zimę
Ja jednak przestrzegam przed jeżdżeniem w "zwykłej" odzieży na rowerze. Mierzysz przed lustrem i wszystko jest OK, ale wsiadasz na rower i ujawnia się, że to jednak nie jest na rower. A to nogawki za szerokie u dołu, a to rękawy za krótkie, a to tył bluzy podwija się odsłaniając nerki, a to materiały nie takie.
Niemniej jednak producenci odzieży rowerowej zauważyli, że nie zawsze ciuch musi wyglądać jakbyś właśnie urwał się z peletonu. Sprawdź sobie ofertę bluz Endury (https://endurastore.pl/bluzy,26,0.html). Mają bluzy na rower o cywilnym wyglądzie.
Żadnej z tych bluz nie mam, ale mam dwie pary spodni Endura, wiatrówkę i jakieś drobiazgi typu czapeczka pod kask czy komin. Jakość jest OK. Kupowałem też w tym oficjalnym sklepie i było OK.
Pelago ma też jakieś bardziej casualowe ciuchy na rower, ale to już jest spora nisza, a i zakupy tylko sieciowe.
Buty na zimę, jak ktoś nie potrzebuje SPD to dobrze sprawdzają się niskie buty trekkingowe, ale lepiej żeby były z membraną, która nie puści wiatru. No i przy niskich butach bywa, że deszcz i to co spod kół wlewa się od góry. Wysokich trekingów nie polecam, ale to tak bardziej w teorii nie jeździłem w takowych. Za ciężkie i zbyt sztywno trzymają kostkę jak na buty rowerowe.
Jeżeli ktoś dużo jeździ w zimie to jednak warto kupić buty zimowe na rower. Drogo, ale to jest zakup na kilka(naście) zim. Jak ktoś jeździ mniej, to mogą się sprawdzić ocieplacze np. z neoprenu na buty letnie. U mnie jednak przy codziennej jeździe zimą, potrzebowałem 2-3 par ocieplaczy na każdą zimę. Podeszwy szybko się przecierały, a chodziłem w nich tyle co z biura do stojaka na rower. Jakieś 100 metrów dziennie.
Ocieplacze to chyba najbardziej ekonomiczna opcja, sam ich używam. Zakładam je jednak tylko, jak temperatura jest koło 0C lub jak jest mokro. Minusem jest, jak pisze zdyboo, że dość szybko się niszczą, ale za to najtańsze można kupić już za 50pln.
https://shopee.pl/product/581231771/13346649774?af_click_lookback=7d&af_reengagement_window=7d&af_siteid=an_20250000000&af_sub_siteid=11004nvgqrd&af_viewthrough_lookback=1d&c=-&is_retargeting=true&pid=affiliates&utm_campaign=-&utm_content=11004nvgqrd&utm_medium=affiliates&utm_source=an_20250000000
https://shopee.pl/product/581231771/13346649774?af_click_lookback=7d&af_reengagement_window=7d&af_siteid=an_20250000000&af_sub_siteid=11004nvgqrd&af_viewthrough_lookback=1d&c=-&is_retargeting=true&pid=affiliates&utm_campaign=-&utm_content=11004nvgqrd&utm_medium=affiliates&utm_source=an_20250000000
Osobiście nie sprawdzałem, ale z komentarzy z innego forum wynika, że wiele produktów z shopee koło oryginałów nawet nie leżało ;)
Ja do tych promek ze sklepów szwarc, mydło i powidło podchodzę bardzo ostrożnie. W zasadzie to ich nie szukam nawet. Raz zakupy zrobiłem w bikester, ale za niewielka kwotę i to jednak prawie tylko rowerowy moloch.
Rozumiem, że mogą mieć dobre ceny, ale kwestia wiarygodności sprzedawcy jest dla mniej jednak ważniejsza. Zakupy rowerowe ograniczam do kilku sklepów, jak potrzebuję coś nowego to szukam w autoryzowanych punktach sprzedaży. Oczywiście do tego dochodzą okazyjne zakupy na RPA, ale to w zasadzie dotyczy niespecjalnie drogich drobiazgów.
Nie obrażajcie się, że wrzucam promki. Jak ktoś ma stado dzieciaków i 5 innych hobby to musi kombinować. Czasem się udaje! [emoji3]
To w temacie sklepów: jakie sklepy internetowe (w PL, żeby było łatwiej ze zwrotami) z dużym wyborem ciuchów rowerowych polecicie? Półka cenowa powyżej Decathlonu ale nie na poziomie gaci za 800 zł, bo na tyle mnie mentalnie nie stać.
Nie obrażajcie się, że wrzucam promki. Jak ktoś ma stado dzieciaków i 5 innych hobby to musi kombinować. Czasem się udaje! [emoji3]
Ja się nie obrażam i choć wiadomo, że każdy ma swój własny rozum to nie każdy ma czas na sprawdzanie sklepu i wypadałoby, aby sklepy były wiarygodne.
To w temacie sklepów: jakie sklepy internetowe (w PL, żeby było łatwiej ze zwrotami) z dużym wyborem ciuchów rowerowych polecicie? Półka cenowa powyżej Decathlonu ale nie na poziomie gaci za 800 zł, bo na tyle mnie mentalnie nie stać.
Z tych co robiłem osobiście zakupy:
https://www.centrumrowerowe.pl/ - sklep ogólnorowerowy, kupuję u nich dużo. Mają darmową wysyłkę, ale też czasem mają absurdalnie wysokie ceny. Nie robiłem u nich zwrotów. Z krótkich gaci u nich mogę polecić Rogelli.
https://shop.pearlizumi-eu.com/pl-pl - marka należąca do Shimano. Przesyłka idzie chyba z Holandii. Nie robiłem zwrotów.
https://endurastore.pl/ - wysyłka z Polski - nie robiłem zwrotów
https://eroe.cc/ - kupowałem tylko ocieplacze kolan, ale coś InPost namieszał z dostarczeniem, bo najpierw była wydana do doręczenia (paczkomat), a potem nagle był zwrot do nadawcy. Napisałem do nich i wysłali jeszcze raz oczywiście na swój koszt.
https://rocday.com/ - głównie rękawiczki od nich mam, ale też luźne koszulki z długim i krótkim rękawem. Bardzo dobra jakość wykonania, zwłaszcza koszulek, bo nie zaciągnęły się nawet jak o jeżyny zahaczyłem. Nie robiłem zwrotów.
Cześć, wydaje mi się, że znalazłem rozwiązanie przewożenia bagażu na miastowym Hultaju bez plecaka i sakwy na tylnym gabażniku.
Po poszukiwaniach zakupiłem torbę na kierownicę BBB (https://bbbcycling.com/pl_pl/bsb-141-front-fellow). Udało się na RPA dostać używkę w dobrym, acz lekko niekompletnym stanie za połowę ceny.
Brakuje paska mocującego dodatkowo torbę o mostek.
https://www.youtube.com/watch?v=RHiDjYSTR3E
Aczkolwiek nie wiem czy ten pasek nie kłóciłby się z dzwonkiem i mocowaniem Garmina. Dziś pierwsze testy i jestem zadowolony.
Minusem jest to, że torba to worek zatem nie posiada żadnych przegródek i jak się coś do worka pakuje to wymagane jest minimum ochrony w postaci organizera czy pokrowca. Dostęp do rzeczy w środku też zajmuje dużo czasu. W trakcie jazdy ziarna piasku z przedniego koła dostają się pomiędzy worek i jego uchwyt na kierownicy.
Na pewno minusem jest też to, że torba nie może być zbyt luźno wypełniona, żeby szpej w środku nie latał. No ale jak będę miał mało do zabrania to zawsze mogę wrócić do Kierowniczki od Jack Packa.
Niemniej jednak do zabrania do fabryki koszulki i skarpet na przebranie, portfela, dwóch telefonów i przenośnego dysku 2,5" jest ideolo. Rower też jest lepiej wyważony, a nie lekki przód i super ciężki tył.
siemalysy
01-03-2022, 20:57
To super, że udało się znaleźć coś co prawie spełnia wymagania. Jeżeli chodzi o tego typu akcesoria, to jestem mocno do tyłu. Nie wiedziałem, że są takie rozwiązania. Fajny patent z możliwością odpięcia od roweru i zabrania ze sobą worka.
Ja dziś znalazłem chwilę, żeby zgłosić do Treka luźne inserty w ramie. W przyszłym tygodniu pewnie coś odpiszą.
Jak tam u Was? Jeździcie coś? U mnie luty był kiepski rowerowo. Kilka razy wybrałem się na rower. Ostatnio byłem na rowerze z kolegą w sobotę, żeby trochę wyczyścić głowę. Jednak za bardzo chciałem się wyczyścić, bo koncentracji było mniej niż zero i w związku z tym wyglebiłem się. Nic mi się nie stało poważnego. zostały siniaki i otarcia.
Ja zacząłem jeździć, jak tylko pogoda pozwala, znaczy wiatr nie chce urwać łba i nie pada lub nie leży śnieg to po pracy dzielnie pedałuję. Trochę mi utrudnia remont w jednym miejscu i nieskończony remont w drugim miejscu, ale jakoś kręcę. W zeszłym tygodniu nawinąłem na opony ponad 200 km. Co jednak było za wiele na moją obecną kondycję.
Rękawice i bluza sprawdzają się. Rękawice to w sumie rewelacja, w poniedziałek rano było -5~-6 st. C i jak po pierwszych 3 km rozgrzałem się, tak pozostałe 12 km zrobiłem w sumie w komforcie cieplnym. Bluza też dała radę w tej temperaturze, a miałem pod nią tylko bieliznę termiczną.
W nocy z czwartku i w piątek rano ma padać śnieg, zobaczymy. Zwykle w piątek robiłem i tak pauzę, żeby w weekend coś więcej pocisnąć, ale teraz dłuższy dystans to 50+. Rekord w tym roku to 56 km. Wypas. :mrgreen:
Dzień się wydłuża, przy bezchmurnym niebie jeszcze o szóstej nie jest całkiem ciemno. Z niecierpliwością czekam na koniec marca, bo dojdzie dodatkowa godzina popołudniu. Czas zimowy obsysa po całości. #MuremZaCzasemLetnim
Dziś za to była jakaś kumulacja rołdrejdżu ze strony blachosmrodziarzy. Włącznie z próbą rozjechania, bo po jaką cholerę sprawdzić czy na pewno nikogo na głównej nie ma. Serio, koleś dał po heblach dopiero jak mu śmignąłem przed maską, dobrze, że lewy był wolny i miałem miejsce. Pożegnałem grubym słowem.
Przy okazji, wczoraj mojemu gruzowi stuknął rok. Tym razem udało się go nie rozpieprzyć po 2,5 miesiącach, przez rok zrobiłem na nim 9 kkm z lekką górką.
Dziś nie doceniłem pogody. Wychodziłem na rower o 16 to świeciło słońce, a jedyne chmury to kołderka smogu, która szczelnie potrafi otulić Wro. Lekko wiało z północy, ale bez histerii. W połowie dystansu wiatr się wzmógł i znacząco ochłodził powietrze, do tego doszły dość porywiste podmuchy, które nieco szarpały rowerem. Ostatnie kilka kilometrów to już marznące końce palców w rękawiczce od nawietrznej i potrzeba zakrycie twarzy wełnianym kominem. Temperatura z +5 zeszła do -1 w niecałe 1,5 h. Reasumując u nas końcówka lutego cieplejsza niż początek marca.
Właśnie narychtowałem rower po 2 miesięcznej przerwie od jazdy. O dziwo tylko łańcuch lekko złapał nalot, ale w kołach ciśnienie prawie nie spadło. Jutro ruszam do roboty, pewnie mi paluchy odpadną, ale trzeba przykręcić Putlerowi kurek z $.
siemalysy
03-03-2022, 22:14
Irytująca jest już ta pogoda. U nas do południa było ładnie. Później niebo zasłoniły chmury i zaczęło robić się zimno.
Ps.
Dostałem odpowiedź od Treka. Oczywistą, taką jakiej można było się spodziewać. Tomek chyba wspominałeś o takim podejściu. Zalecili wizytę u sprzedawcy albo lokalnego dealera.
Jutro ruszam do roboty, pewnie mi paluchy odpadną, ale trzeba przykręcić Putlerowi kurek z $.
Może ból pośladów będzie większy niż paluchów. ;)
Przykręcaj ile możesz, oby to skończyło się w Hadze.
Irytująca jest już ta pogoda. U nas do południa było ładnie. Później niebo zasłoniły chmury i zaczęło robić się zimno.
Ps.
Dostałem odpowiedź od Treka. Oczywistą, taką jakiej można było się spodziewać. Tomek chyba wspominałeś o takim podejściu. Zalecili wizytę u sprzedawcy albo lokalnego dealera.
Trochę bardziej na północ jesteście, dziwnym zatem nie jest. W każdym razie jak we Wro wieje z innego kierunku niż zachodni lub wschodni, ale ten drugi rzadziej, to zwykle zwiastuje to zmianę pogody. Przy czym prognozy nie wyglądają zbyt optymistycznie, ale w te 10 dniowe wierzyć nie można.
Michał, chyba nie liczyłeś, że uwierzą tylko na podstawie mejla i sam John Burke zjawi się z nową ramą i przeprosinami. :) Takie rzeczy to dla grubych influencerów, dla nas, plebsu jest lokalny sklep.
siemalysy
03-03-2022, 22:58
Oczywiście, że nie liczyłem :)
cz4rnuch
03-03-2022, 23:03
Ja właśnie czyszczę ramę i osprzęt. Od grudnia żwirek robił mi za choinkę, ale nie przewidziałem, że tanie świeczki strzelają "woskiem" i teraz mam trochę pucowania. Tym bardziej, że lakier matowy. Ale już marzec więc trzeba zacząć sezono.
Może ból pośladów będzie większy niż paluchów. ;)
Przykręcaj ile możesz, oby to skończyło się w Hadze.
Dupa mnie w zasadzie nigdy nie boli, nawet po długiej przewie :-) od jazdy.
Mam nadzieję, że już niedługo, może w końcu koledzy zaczną się denerwować.
Dupa mnie w zasadzie nigdy nie boli, nawet po długiej przewie :-) od jazdy.
Mam nadzieję, że już niedługo, może w końcu koledzy zaczną się denerwować.
Szczęściarz :)
Ja rozpocząłem dzisiaj, sama przyjemność. Ale tyłeczek czuć :P
Ja właśnie czyszczę ramę i osprzęt. Od grudnia żwirek robił mi za choinkę, ale nie przewidziałem, że tanie świeczki strzelają "woskiem" i teraz mam trochę pucowania. Tym bardziej, że lakier matowy. Ale już marzec więc trzeba zacząć sezono.
Marcinu, masz mat mat czy taki półmat? Mat mat ma nawet lekko szorstką fakturę i faktycznie na tym widać każde zadrapanie i plamkę, ale za to ciężko się to czyści. Półmat to w zasadzie jak błyszczący lakier, tylko się nie błyszczy. ;)
Ja mycie uskuteczniam na myjce pod blokiem, ale ograniczam się do spłukiwania wodą, zwłaszcza, że wczoraj przeturlałem się po wałach przeciwpowodziowych i było więcej błota niż myślałem, że będzie. Tam gdzie nie ma szutru to jednak było błotniście, może nie tak, żeby chlapało na plecy czy w ryło, ale ramę trochę pobrudziło.
Wczoraj minął mnie kolo na Rondo. W rzeczywistości te piasty oil slick robią spoko wrażenie, bo ogólnie nie przepadam za tą powłoką. Choć akurat w przypadku rowerów od 7Anna to nic dziwnego. Mają dosyć efektowną stylistykę. Nie wszystko mi się podoba, ale ich rowery są ładne, zwłaszcza na tle konkurencji.
W poniedziałek jak wracałem z fabryki to dogonił mnie kolo na gruzie Cube, chwilę jechaliśmy razem i pogadaliśmy, głównie o jego stukającym suporcie press fit i o tym, że już jedzie do niego Token Ninja. Podobał mu się mój zielony Hultaj.
Dupa mnie w zasadzie nigdy nie boli, nawet po długiej przewie :-) od jazdy.
Ja odkąd przesiadłem się na Brooksy Cambium też mam spokój z bólem dupy.
Wind Mill
03-03-2022, 23:39
Jak tak słucham opowieści o marznięciu w aktualnej lajtowej aurze, to chyba jednak odważę się morsować. ;)
Dzisiejszy nawet wczesny powrót z tyrlandii:
60749
S*****Szyszki tną na potęgę.
Przy okazji roz...i leśne drogi, przedwczoraj zaliczyłem pierwszą w życiu glebę w lesie po ciemaku, znienacka koleina głęboka na jedną trzecią koła lowelka.
cz4rnuch
04-03-2022, 00:02
Marcinu, masz mat mat czy taki półmat?...Ciężko mi to określić. Czuję jakby lekką fakturę i wosk ciężko się czyści, ale z siodełka tak samo a ono chyba nie jest matowe? Mam ten model, nie widzę w opisie lakieru:
https://rondo.cc/ruut-al1-2x,466,pl
Jak na rondo to moim zdaniem stylistka zachowawcza, nie ma wodotrysków, nie ma tych srających tęczą piast, choć akurat one mi się podobają. Wygląda jak zwyczajny, ciemny rower, koloru nabiera dopiero w słońcu. Jakoś doczyściłem, ale ciężko było, przy okazji zauważyłem, że rower zebrał dużo rys, choć ani razu się nim nie wy*********em. Widać taki urok tych (pół)matów. Gdybym miał jeszcze raz wybierać to wziąłbym lakierek świecący jak psu jajca na wiosnę.
- - - - kolejny post - - - - - -
Jak tak słucham opowieści o marznięciu w aktualnej lajtowej aurze, to chyba jednak odważę się morsować. ;)Ja nie narzekam, ta zima była lajtowa. Teraz biegam w samej bluzie a niby jakoś mocno ciepło nie jest, ze 3 stopnie na plusie u nas. Można się przyzwyczaić. A kumple z pracy do morsowania mnie namawiają już drugi rok. Jeden morsuje już (dopiero) drugi sezon, z żoną, a oboje twierdzą, że zmarzluchami byli.
Przy okazji roz...i leśne drogi, przedwczoraj zaliczyłem pierwszą w życiu glebę w lesie po ciemaku, znienacka koleina głęboka na jedną trzecią koła lowelka.
Jak kiedyś złapałem szyne tramwajową i potem bruk amortyzował upadek na kolano to się okazało, że rozwaliłem tylną piastę. Po dwóch dniach jak już ból w kolanie zelżał, zauważyłem, że tylne koło lekko bije. Okazało, że szprychy wyrwały kawałek kołnierza piasty.
Ciężko mi to określić.
Wygląda jak mat mat, ale musiałbym na żywo zobaczyć.
Tylko pierwsza rysa boli, ja już też mam w pierwszym gruzie jakieś ubytki w lakierze. Mnie to nie przeszkadza, rower ma swoją historię. Gleby na nim też nie zaliczyłem, ale raz czy dwa upadł, bo nie uwzględniłem wiatru przy opieraniu go o słupek czy ścianę. Poza tym klamki obtarte od opierania. Współczuje tym, którzy z rowerem jak z jajkiem, bo potem lepsza cena odsprzedaży.
Ja odkąd przesiadłem się na Brooksy Cambium też mam spokój z bólem dupy.
A nie próbowałeś wygniatać skórzanego Brooksa?
A nie próbowałeś wygniatać skórzanego Brooksa?
Nie, skórzane siodło nie mieści się w moim podejściu do roweru. O skórzane siodło trzeba dbać, nie namoczyć go zbytnio, bo się zrobi z niego ścierka, a pomijając deszcz to jednak samego potu jest sporo. Jakieś naciągi czy to rzemieniami czy konstrukcją stelaża. Pomijam już masę, która jest spora, choć akurat Cambium też do lekkich nie należą.
Kiedyś, dawno miałem kupować B17, ale w siostry Pelago zobaczyłem Cambium. Kupiłem do miastowego i to było to. Choć w pierwszych wypustach ściera się ta bawełna, dopiero wersje All Weather są trwalsze.
cz4rnuch
04-03-2022, 00:34
A to dobrze wiedzieć, bo się przymierzałem do tych kambiumóf, ale w kilku recenzjach przeczytałem, że po roku to wygląda jak szmata do podłogi. Ciężar mi by nie przeszkadzał. Na razie mam fabrycznego fabrica :) ale nie miałem okazji zrobić tym +100km więc nie wiem czy to wygodne. Na krótsze trasy wygodne. Choć małe.
O skórzane siodło trzeba dbać.
To prawda.
Opowiedz, jakie są przewagi grubej gumy nad siodłami plastkopodobnymi i jak takie Cambium sprawdza się na dłuższych, całodniowych dystansach?
Wind Mill
04-03-2022, 00:56
Jak kiedyś złapałem szyne tramwajową i potem bruk amortyzował upadek na kolano to się okazało, że rozwaliłem tylną piastę...
Lepiej rozwalić piastę niż kolano. ;)
Opowiedz, jakie są przewagi grubej gumy nad siodłami plastkopodobnymi i jak takie Cambium sprawdza się na dłuższych, całodniowych dystansach?
Sprawdza się wyśmienicie, żadnego ministerstwa szerokich kroków, nawet po 200 km. Odkąd mam te Brooksy temat niewygodnego siodła przestał dla mnie istnieć.
Co do porównania, to w Cambium mam wrażenie najbardziej sprawdza się sferyczny przekrój, to siodło nie jest płaskie. Miałem w MTB Bontragera Arvada czy jakoś tak, w każdym razie to co Trek daje jako standard w MTB i mimo 10 miesięcy jazdy czułem jakieś boleści mięśniowe. Zmieniłem na C13 Carved i jest dobrze. Wersja All Weather nie nasiąka wodą, co w siodła z wyściółką się zdarza, zwłaszcza jak mają szwy. Starsze wersje robiły się wilgotne, ale nie na tyle, żeby zamoczyć gacie nawet jak bez pampersa jechałem.
Wersja Carved oferuje lepszą wentylację i mniej uciska na prostatę, ale w razie deszczu woda z tylnego koła też moczy gacie prze ten otwór. Wersję bez wycięcia mam w zielonym Hultaju, ale to głównie dlatego, że Brooks nie robi pomarańczowej wersji Carved.
W tym wszystkim należy pamiętać, że to co pasuj e mnie, nie musi pasować komuś innemu, ale Cambiumy są bardzo popularne na wyprawach.
Lepiej rozwalić piastę niż kolano.
Tak, ale ja miałem promocję 2 w 1.
Wersja Carved oferuje lepszą wentylację i mniej uciska na prostatę, ale w razie deszczu woda z tylnego koła też moczy gacie prze ten otwór.
To chyba nie jest problem, bo można przymocować kawałek plastiku/cokolwiek od spodu, żeby nie chlapało.
Ten Carved też mnie ciekawi, w sensie czy nie szczypi niechcąco, albo obciera w części wrażliwe.;-)
I jeszcze - czemu akurat C13, bo to dosyć wąskie jest i chyba bardziej na szosę?
Chociaż pozycja na gravelu faktycznie trochę zbliżona do szosy.
Jedyne obcierki pachwin jakich czasem doświadczałem wynikały ze zbyt wysoko ustawionego siodła, wystarczyło dać kilka milimetrów w dół i jest picco bello. Od jakiegoś czasu bardzo pilnuję wysokości siodła. Jak sztyca nie ma skali, to robię znacznik tapeciakiem lub naklejam kawałek przezroczystej folii.
Musiałbym chyba kompletnie nago jeździć, żeby otwór w środku siodła miał szansę przyszczypnąć nabiał.
C13 dlatego, że jest najlżejsze z Brooksów, co prawda nie podejmuje za bardzo walki z tuzami ze stajni Selle Italia czy Fizik, ale przynajmniej nie waży pół kilograma jak standardowe C17. C13 występuje w kilku szerokościach ja mam 145 mm. Tego Bontragera miałem 138 mm i tak wąskie siodło mogło wpłynąć też na boleści zatem na wersję 132 mm nawet nie patrzyłem. Nie wiem też czy nie ma jeszcze szerszej wersji niż 145 mm.
C17 ma szerokość 164 mm i dobrze mi się sprawdza w rowerach miejskich, gdzie zwykle śmigam bez pampersa. C13 mam w MTB i gruzie.
Ja teraz mam siodło WITTKOP MEDICUS AIR MTB, takie z dziurą na środku, kupiłem je w Lidlu na wyprzedaży za 25zł, jest rewelacja, nie czuję nic. Ale w sumie mogę być nieobiektywny, bo mnie nawet takie twarde, plastikowe mało uwiera:-)
Żonie przy tej samej okazji kupiłem, takie w wersji city, czy treking, takie szersze, typowo damskie. Jak je zobaczył, to powiedziała, że nie chce, bo na pewno będzie niewygodne i woli takie bardzo szerokie. Teraz zmieniła zdanie całkowicie :-)
Jeżeli chodzi o typowe siodła szosowe to obecny tren jest taki, że są krótsze i szersze.
Dla mnie ważne jest, że po trasie 100+ km nie mam żadnych boleści.
Ja mam w crossowym Brooksa Flyer, w szosie miałem Selle Italia Boost, teraz jest Spec Power Arc i... w sumie to chyba jeszcze nie miałem naprawdę wygodnego siodła. :P Niekompatybilny chyba jestem. Byłem też na tym całym fittingu. Poza tym, że bloki ustawił ok, to strata kasy. To Selle Italia mam nawet na sprzedaż.
Mnie Tomek zachęcił do Bruksa i też mi podpasował, mam Cambium Carved C17 All Weather.
siemalysy
06-03-2022, 17:35
Siemano!
Każde 4litery lubią co innego ;) Z siodełek mi najbardziej podpasowało WTB Rocket. Kilka lat temu miałem też Bontrager Evoke R i też moja szanowna z nim się dogadywała. Aktualnie trasy 50-60 km robię bez "pampersa" i nie czuję żadnego dyskomfortu. Na dalsze trasy zakładam spodenki z wkładką i dalej nie mam żadnego dyskomfortu.
Moje najbardziej lubią fotel.
Ale czezko pedałować z fotelem na sztycy.
Ja już pisałem, że każdemu co innego może podpasować.
Ja przerobiłem pewnie z kilkanaście siodeł od tanich za kilkadziesiąt zeta do drogich za kilkaset. Przed Booksem miałem Selle Italia Flite. Jakąś wersję z pierwszej dekady XXI wieku. Była bardzo wygodna, tak wygodna, że jak jechałem z kumplem trasę Drezno - Praga to zabrałem tylko jedną parę spodenek z pampersem. Jeździłem koło komina trasy 100 km i było OK bez pampersa. Na tym wyjeździe mieliśmy nawet nie robić tyle dziennie. Po pierwszym dniu było spoko, ale na drugi dzień już nie. Potem te spodenki z pampersem prałem non-stop, a po wjeździe do Czech w Decinie kupiłem drugą parę.
Od tamtej pory Brooks czy nie Brooks zwykle mam pampersa. Chyba, że to typowa trasa po mieście do 30 km, wtedy nie.
Wróciwszy do żywych zrobiłem sobie krótką wycieczkę do Aleksandrii... trochę chłodno było ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia na nowo.
60822
60823
60824
60825
60826
LeonardZelig
08-03-2022, 13:14
U mnie, po okresie ślinienia się do graveli, wjechały opony Continental Double Fighter. Z moim 26-calowym retro MTB powinny lepiej spisywać się na asfaltach i szutrach. Na góry zostawiam Smart Samy. Zobaczymy które częściej będą w użyciu.
No raczej, aczkolwiek ja na Smart Samach 28x1,75 przejechałem kawał Bośni, gdzie były wszystkie warunki od asfaltów i to całkiem niezłej jakości przez szutry do typowo górskich szlaków, choć może bez korzeni. Dawały radę po wszystkim, choć po powrocie do Polski wróciłem do slicków 32 mm. Wtedy crossem jeździłem po asfalcie.
Ja nie mam za bardzo chęci do przekładania opon, zwłaszcza, że na mleku to jest cokolwiek upierdliwe. Nawet do miastowego najpierw miałem dwa komplety opon, touringowe i zimowe z kolcami, potem dwa komplety kół z osobnymi kasetami i dopasowanymi do nich łańcuchami, a ostatecznie skończyło się, że mam dwa rowery. :)
Ja wczoraj założyłem do MTB stare opony, które zostały mi po crossie, miejskie slick-i Continental City Ride 1,75. Ciężkie jak jasna doopa, ale do miasta się nadają. Na razie nie wybieram się w trudniejszy teren, to nie będę się męczył na grubej kostce 2,25 po asfalcie :-)
Nie widziałem osobnego wątku to spytam tu :)
Ciekawi mnie temat rowerów elektrycznych zwłaszcza w kontekście dłuższych dojazdów do pracy. Praktykuje ktoś :), podzieli się odczuciami? Jak z komfortem i higieną (swoją po podobnej trasie) w porównaniu do zwykłego roweru. I co z niezawodnością takich sprzętów, wytrzyma to kilka -set -tysięcy km :) Ogólnie zresztą może jak ktoś używa elektryka to opowie co i jak bo nigdy na czymś takim nie jeździłem. I finalnie ciekawią mnie wasze opinie o używanych elektrykach za ~2-3k.
Pytam tak z ciekawości bo może w ramach walki z drożyzną benzyny + podniesienia zaniedbanej formy bym spróbował parę razy w tygodniu :) Tylko zastanawiam się czy w moim przypadku to ma sens jakikolwiek...
Do roboty mam około 25 km, po asfalcie, płasko w sumie (ale wiadomo parę wzniesień się znajdzie i trzeba mocniej nacisnąć). Siedzę później 8 godzin przy komputerze więc jest czas na regenerację. Kłopot jest taki jednak, że niezbyt (na miejscu) jest gdzie wziąć prysznic. Niby nie mam eksponowanego stanowiska, z klientami it.p się nie widzę, więc po jakiejś szczątkowej formie higieny - opłukanie się w umywalce, spray i zmiana ciuchów reszta biura powinna dać radę ;) no ale nie chciałbym nadużywać ludzkiej cierpliwości :)
Przerabiał ktoś podobne tematy? Wiem, że to wszystko są kwestie indywidualne no ale jakiś obraz sytuacji może bym miał :)
Ogólnie na zwykłym rowerze sporo jeżdżę ale zawsze typowo treningowo lub wycieczkowo. Do swojej roboty raz taką trasę zrobiłem ale jednak spociłem się i nie czułem zbyt komfortowo (jechałem w lecie). Dłuższy czas jazdy i później konieczność przebierania się, mycia też jakoś nie zachęciła mnie do powtórzenia tego wyczynu. No ale może na elektryku warto spróbować?
Ja mam do pracy 15km i zawsze po trasie jestem mokry jak szczur ( ciekawe czemu tak się mówi :-) czy to zima, czy lato. Podstawa, to ciuchy na przebranie i możliwość wysuszenia tych rowerowych. Zero niechcianych zapachów :-), ale to jest oczywiście sprawa osobnicza.
25km, to już jest kawałek i trochę czasu zejdzie nawet na elektryku, jeżeli to miasto, to najwięcej czasu schodzi na skrzyżowaniach, sama prędkość jazdy ma wg mnie mniejsze znaczenie. Elektryka nie mam, to wiele nie podpowiem, ale jechałem kiedyś na pożyczonym i ten pozwalał na jazdę do ok 25km/h bez wielkiego wysiłku, później już chyba nie wspomagał, albo mniej, bo trzeba było się już napedałować. W moim przypadku taki rower byłby bez sensu, bo na zwykłym jeżdżę w okolicach 30km/h, więc pomagał by mi tylko przy rozpędzaniu, a jest sporo cięższy. Przy wolniejszej jeździe było super, ale ja i tak się trochę spociłem ( ale ja się pocę dość mocno ). Dobrze jakbyś mógł spróbować, może jest w okolica jakaś wypożyczalnia, wiem, że w Decathlonie jest taka możliwość, chyba nawet za darmo.
Ja do pracy mam 15 km, ale jak jest cieplej i nie ma błota to śmigam na około i wtedy mam 28 km. Bonusem jest tylko 5 km w spalinie i hałasie blachosmrodów.
Nie przyjeżdżam mokry jak szczur, teraz jest zwyczajnie zbyt chłodno i jestem cienko ubrany, zatem ciepło jest szybko odprowadzane, do tego zrezygnowałem w końcu z plecaka. W lecie już mam taką formę, że też nie jestem mocno spocony, choć mocniej niż teraz, ale raz, że dystans prawie dwa razy większy, a dwa jest cieplej. Przebieram się i suszę to co miałem na sobie podczas jazdy.
Przy elektrykach, zwłaszcza używanych należy pamiętać, że jak silnik jest w korbach to napęd się znacznie szybciej zużywa niż w normalnym rowerze. Zatem trzeba się liczyć z częstszą wymianą jego elementów i należy zwrócić szczególną uwagę na zużycie w rowerze używanym.
Wind Mill
09-03-2022, 11:09
...25km, to już jest kawałek i trochę czasu zejdzie nawet na elektryku, jeżeli to miasto, to najwięcej czasu schodzi na skrzyżowaniach, sama prędkość jazdy ma wg mnie mniejsze znaczenie...
O to to.
Kto zna Gdańsk (trasa Wrzeszcz - Matarnia / Kokoszki, Słowackiego pod górę), ten wie jaka jest teoretyczna różnica (tam pod górę, z powrotem z góry).
Pod górę ulicą jadę 35...42 min, z góry przeciętnie 30 min, 25 min w ostrych porywach. I to pomimo tego, iż odcinek bez sygnalizacji (Słowackiego przez las) stanowi ponad 1/3 trasy.
W sam raz moja trasa prowadzi praktycznie w calosci poza miastem, lokalnymi drogami. Pod tym wzgledem z jednej strony utrzymujac predkosc z zakresu 20-25 km/h tak tragicznie czasowo to nie wyjdzie, z drugiej oczywiscie (w porownaniu do auta) bedzie zawsze niekorzystnie :)
Czytalem, ze faktycznie elektryki wspomagaja do tych 25 km/h, co by mi nawet pasowalo. Wiecej pedzic nie planuje zeby sie nie zapocic jak wieprzek :) Jezeli to wspomaganie faktycznie sporo daje to moze z raz, dwa w tygodniu moglbym sie przejechac.
Jadac na normalnym rowerze ten jeden raz jak pisalem to godzinowo ruszalem okolo 07-08. Nie bylo jeszcze takiego zaijajacego upalu i przy spokojnym tempie (wtedy jechalem z 17-20 km/godz) nie zniszczylo mnie to dokumentnie. No ale jednak wolalbym bardziej swiezy dojezdzac :)
Pamiętaj tylko, że wspomaganie ze strony silnika stopniowo maleje w miarę zbliżania się do prędkości 25 km/h. To nie jest tak, że jak się napędzisz siłą własnych mięśni do 25 km/h i włączysz wspomagania to nagle zaczniesz jechać jeszcze szybciej.
Pamiętaj tylko, że wspomaganie ze strony silnika stopniowo maleje w miarę zbliżania się do prędkości 25 km/h. To nie jest tak, że jak się napędzisz siłą własnych mięśni do 25 km/h i włączysz wspomagania to nagle zaczniesz jechać jeszcze szybciej.
To wiadomo :)
Ale jak w takim razie pomaga elektryczny rower? Tam jest najczesciej kilka trybow wspomagania. Zawsze rozumialem (moze mylnie), ze te elektryczne wspomaganie pozwala po prostu latwiej osiagnac i utrzymac zadana predkosc.
W sensie, ze mniej wlasnej pracy trzeba wlozyc by jechac. Im trudniejsze warunki, przelaczam na wieksze wspomaganie i lzej mi sie kreci.
Czy to jednak jakos inaczej?
Działa tak jak piszesz, ale najbardziej takie wspomaganie czuć na podjeździe, w trakcie jazdy pod wiatr czy jadąc ciężkim rowerem, np. cargo.
Jeżeli rower jest legalny, to wszystko powyżej 25 km/h to zasługa mięśni. I wspomaganie faktycznie pozwala szybciej ruszyć i włożyć mniej wysiłku w rozpędzenie roweru i jego napędzanie, ale wyłącza się przy 25 km/h.
Dwa najpopularniejsze segmenty rowerów z silnikiem to MTB i trekingi. W MTB możesz łatwiej podjeżdżać i nawet śmigać po płaskim, bo ja swoim MTB FS średniej 25 km/h nie wykręcę nawet po płaskim. Wiele razy podczas żmudnych podjazdów w górach myślałem, że lepiej było kupić elektryka.
W trekingu to chodzi wspomaganie ogólne jazdy. Europejskie społeczeństwo się starzeje, ale dzięki medycynie niekoniecznie grzybieje. W bogatych krajach jak Niemcy, emeryci śmigają masowo na elektrykach. Bez problemu da się ich wyprzedzić normalnym rowerem, ale oni na normalnym rowerze by się za bardzo męczyli. Dla nich elektryk to często możliwość jazdy rowerem w ogóle. Zatem oni jadąc sobie 15-20 km/h mniej się męczą niż jakby jechali na normalnym, sporo lżejszym rowerze.
To wiadomo :)
Ale jak w takim razie pomaga elektryczny rower? Tam jest najczesciej kilka trybow wspomagania. Zawsze rozumialem (moze mylnie), ze te elektryczne wspomaganie pozwala po prostu latwiej osiagnac i utrzymac zadana predkosc.
W sensie, ze mniej wlasnej pracy trzeba wlozyc by jechac. Im trudniejsze warunki, przelaczam na wieksze wspomaganie i lzej mi sie kreci.
Czy to jednak jakos inaczej?
powiem ci tak... w lecie mialem okazje pojezdzic po Podhalu z malzonka wlasna slubna. ona sobie wziela elektryczny, ja postanowilem sie zrypac. pod gorke z Zakopanego na Gubalowke zona wjechala lajcikowo z usmiechem na ustach, gruby za nia zlany potem. kondycje mamy podobna, ja mam troche wiecej mocy na podjazdach. ale silniczek ma to do siebie, ze rower rusza plynnie i leciutko jak jest pod gorke, a pod mocna gorke "samo" sie wjezdza, nawet sie czlowiek nie zasapie
problem jest jak akumulator padnie, bo wtedy trzeba wlasnymi nogami wciagac niemaly dodatkowy ciezar (i wiekszy opor toczenia)
to w kwestii gorali. w mieszczuchach tych prostszych wspomaganie jest dosc zauwazalne - tyle ze mozna na plaskim bez wiekszego wysilku cisnac jakies 27 km/h tam gdzie "analogowy" mieszczuch na dociskajacych nogach ciagnie 22 km/h (a rekreacyjnie 18 km/h). ale w NL sa tez mieszczuchy z rejestracjami, ktore na wiekszej mocy to i 45 km/h cisna
co ciekawe ostatnio nawet kolarke z silnikiem widzialem. okrutna herezja jakas, az widlami chcialem ancykrysta dziabac, ale najwyrazniej sa ludzie takim czyms zainteresowani :/
Dla mnie to nie herezja. Wszystko jest dla ludzi. Pierwszą osobistą styczność z elektrykiem miałem kilka lat temu na wyjeździe do Bośni. Był tam taki starszy koleś ~60 lat po operacji przepukliny. Jeździł na trekingu Cube i woził ze sobą jeszcze dwa zapasowe aku, bo jeden mu wystarczał na max 50 km. Jeździć na rowerze mu się chciało, ale stan organizmu nie pozwalał na taki wysiłek. Fakt, że łykał wszystkich na podjeździe jak chciał, no chyba, że mu żona nie pozwoliła, ale zwykle pozwalała. :)
Nawet raz we czwórkę trochę żeśmy się zgubili, ale ostatecznie odnaleźli. :)
Ludzie z różnych względów mogą chcieć elektryka, jak nie robią krzywdy innym, to mnie nic do tego. MTB już nawet zaczynają wyglądać tak, że rower z daleka nie krzyczy, że ma wspomaganie. W szosie czy gruzie jest trudniej, ale ramy od Pinarello już wyglądają jakby miały wbudowany aku, a nie mają. Sporej liczbie ludzi ten włoski dizajn się bardzo podoba, łącznie z tytułowaniem najpiękniejszym. Mnie akurat nie podoba się on, ale póki mnie nikt nie zmusza do jeżdżenia na takim rowerze to wisi mi to.
Pozostając sam ze sobą trochę w sprzeczności :) no no skoro rozważam takie coś do roboty...
Ja ogólnie to mam dość ortodoksyjne poglądy na temat rowerów elektrycznych. Nie poważam jeżdżących tym (myślę o ludziach młodych, sprawnych) np. po górach, terenie. Nie chodzi mi przy tym absolutnie o zazdrość, że oni jadą a ja już muszę iść :) Ot traktuję to jako taką trochę formę oszustwa czy też odbierania sobie satysfakcji z tego, że cel osiągnąłem o własnych siłach. Natomiast jak najbardziej rozumiem, że są ludzie starsi, chorzy itp. którym jednak ruch na świeżym powietrzu służy a bez wspomagania mieliby problem z jego realizacją. Sam zresztą miałem ostatni rok problemy z kolanem i jazda na rowerze działała na mnie bardzo dobrze :)
W każdym razie nie wchodząc w zbędne dyskusje czy elektryk to + czy - W moim przypadku na normalnym rowerze dojazd do roboty częściej niż np. raz w tygodniu byłby bardzo problematyczny. Wysiłkowo, czasowo (przy jeżdzie eko), psychicznie (kwestie smrodu ;)) Elektryk jednak jakąś "namiastkę" ruchu by dał nie obciążając zbytnio.
Trzeba będzie podumać czy faktycznie chciałoby mi się nim jeździć.
Trzeba będzie podumać czy faktycznie chciałoby mi się nim jeździć.
Z doświadczenia z moimi znajomymi wychodzi, że jak ktoś duma to nie będzie jeździł. Nawet jak kupi, to pojeździ chwilę na początku, ale potem jednak rower więcej stoi niż jeździ.
Ja mam jedyny problem z elektrykami z wypożyczalni w górach, zwłaszcza Izerskich. Już kiedyś tu pisałem. Takie rowery pożyczają ludzie, często całymi rodzinami, którzy nie mają w ogóle pojęcia o MTB. Stanowią realne zagrożenie na szlaku dla pieszych i innych rowerzystów, bo każdy zjazd to dla nich wielkie wyzwanie, a przejazd przez odwodnienie w drodze to jak kilkumetrowy gap dla mnie. Kiedyś progiem wejścia było, że trzeba było podjechać, teraz elektrykiem pyk, pyk i jesteś na górze.
Z doświadczenia z moimi znajomymi wychodzi, że jak ktoś duma to nie będzie jeździł. Nawet jak kupi, to pojeździ chwilę na początku, ale potem jednak rower więcej stoi niż jeździ.
...
To prawda dlatego staram się rozeznać możliwości i realne korzyści z takiego elektryka właśnie w kontekście jazdy do pracy. Zwłaszcza, że jak zwykle chodzi też o kasę :)
Do jeżdżenia na wycieczki dla treningu to mam zwykłe rowery (górala, kolarzówkę). I z tym problemu nie mam te ~1000 km na rok się wykręci :)
Na mojej trasie do roboty, tylko w przeciwnym kierunku zapierdyla gościu na jakimś starszym MTB po konwersji na parowca. Ma silnik w kole, chyba 1kW, i cały trójkąt ramy wypełniony aku. Facet ciśnie przynajmniej 40 km/h , może więcej. Nie przykłada się przy tym za bardzo do pedałowania, więc podejrzewam, że po przeróbce i jedzie sam. Jeżeli potrzebujesz tylko czegoś do dojazdu, to może coś takiego. Co prawda, to już nie rower i w zasadzie to chyba jestem przeciwnikiem takich rozwiązań, bo to już się robi trochę niebezpieczne i taki pojazd powinien się znaleźć na ulicy.
Ja w zeszłym roku widywałem jednego kolesia na takim przerobionym MTB. Rower FS, z przodu dwupółka, trójkąt zabudowany ogniwami. Koleś ubrany też jak na zawody DH, integral, ochraniacze, może nawet pełen pancerz miał.
Nie udawał nawet, że korby mu służą do czegoś innego niż podpierania stóp. Jak ja leciałem gruzem nieco ponad trzy dychy, jak miałem wiater w plecy, to mijał mnie jakbym stał, zatem spokojnie z pięć dych tym wyciągał, a podejrzewam, że i dałby radę więcej. Może się hamował bo na DDR był.
Minął mnie też raz koleś na miejskim KTM chyba, ale takim do 40 km/h. Rower miał nawet miejsce na tylnym błotniku na tablicę rejestracyjną. W każdym razie tak wystartował spod świateł, że mało brakło by gumę spalił.
W Polsce rower elektryczny to tylko taki do 25 km/h i wszystko inne to chyba motorowery czy nawet motocykle już. W Niemczech i w Holandii jak pisał akustyk jest jeszcze kategoria do 40 km/h. Nie wiem jak w Holandii, ale z tego co czytałem takie rowery ze wspomaganiem do 40 nie mogą się w Niemczech poruszać po DDR tylko o ulicy i podlegają rejestracji jak motocykle. Do tego pewne ich komponenty muszą mieć "homologację", przy czym za homologację robi zapewnienie producenta, że dana część jest przeznaczona do ebike. Nie mam pojęcia czy ktoś to sprawdza, pewnie na drodze nie, może przy tej rejestracji, choć też wątpię, pewnie sprawdzają dopiero jak coś się stanie i trzeba wypłacić odszkodowanie lub ustalić kto jest sprawcą.
Ja nie mam wątpliwości, takie coś to nie są rowery i nie powinny być wpuszczane na DDR czy na single. Zwłaszcza te co w nich pedałować nie trzeba, przecież to ryje ziemię niemal jak motocykl MX i po przejeździe kilku takich pojazdów singiel wygląda jak droga leśna po wycince.
siemalysy
09-03-2022, 23:04
Uważam podobnie. Samoróbki, które rozwijają duże prędkości nie powinny poruszać się po DDR. Żeby mogły poruszać się po normalnych drogach powinny przechodzić przeglądy dopuszczające je do ruchu. Te konstrukcje szybko się rozpędzają, szybko jeżdżą i modyfikacje tych sprzętów kończą się na tym żeby lekko i szybko jeździć, a najlepiej bez kręcenia korbą. Hamulce są tam standardowe, więc zatrzymanie takiego wynalazku też nie jest łatwe.
W temacie rowerów ze wspomaganiem, to moja wiedza jest niewielka. Natomiast od końcówki ubiegłego roku kolega jeździ FS ze wspomaganiem. Kupił, bo w górach już często nie dawał rady dotrzymać koła na podjazdach. Jednak kilka razy byłem z nim na naszych około kominowych ścieżkach i widzę, że jest z roweru zadowolony. Tam gdzie ja na stromszych ściankach jakie się u nas trafiają się mocniej spinam, on podjeżdża na luzie. Wszystko dla ludzi, co komu potrzebne i z głową.
W tematach aktywności rowerowej udało się pojeździć ostatnio 3 dni z rzędu. W piątek krótkie kółko z żoną po pracy. W sobotę i niedziele ze znajomymi, przy czym w niedzielę wyszła fajna traska :) Szkoda, że forma średnia.
Forma się zrobi, ja po pierwszych 50 km w tym roku, jeszcze w lutym, jak wróciłem do domu, to po prysznicu i obiedzie musiałem się zdrzemnąć godzinę, obecnie już jest OK, tylko dzień mi się za szybko kończy. Choć dziś po 18, przy bezchmurnym niebie było jeszcze w miarę jasno. Prawdziwa różnica nastąpi w ostatni weekend marca, jak wrócimy do czasu letniego i przybędzie godzina światła popołudniu.
Musi, że wiosna, bo zwiftowcy odklejają rowery od podłogi i ogólnie mijam już więcej osób niż miesiąc temu.
Z forma jest kiepściutko, nie myślałem, że po 3 miesiącach bez jazdy tak spadnie. Dziś piąty dzień na siodełku, a rano ledwo wstałem z wyra. No i jak zawsze jadę na prostych 30-32 km/h, tak teraz trudno mi utrzymać 27 :-) Ale spoko, po weekendowym odpoczynku będzie już lepiej. :-)
cz4rnuch
10-03-2022, 17:34
Ja po kowidzie przez miesiąc czy nawet dłużej tylko spacerki sobie urządzałem. Dopiero potem tak nieśmiało zacząłem biegać. Mimo, że bardzo lekko to przeszedłem. Ale lekarz mi polecił żeby sobie dać czas. Jeśli chorowałeś niedawno to może lepiej sobie odpuść na jakiś czas większy wysiłek. Na rower dopiero dziś wsiadłem na dłuższą niż do pracy przejażdżkę. I ze zdumieniem stwierdziłem, że chyba w bieganiu biorą udział jakieś zupełnie inne mięśnie niż w jeżdżeniu na rowerze, bo uda cisną :)
Zdecydowanie inne, ja teraz głównie jeżdżę, ale jak sobie czasem przebiegnę, to bolą mnie nogi w zupełnie innych miejscach.
Jak ktoś chce bieganiem wzmacniać nogi pod kątem roweru to niech biega na nartach.
Ja pamiętam jak kilka lat temu w sierpniu pojechałem na Słowację w Tatry, żaden tam hardkorowy trekking z tobołami, ale codziennie wpadało kilkanaście kilometrów. Po dwóch pierwszych dniach miałem problem ze zejściem z piętra pensjonatu, bo tak mnie uda nasuwały.
Po co chodzić jak można pojechać rowerem. :)
U mnie covid niczego nie zmienił. Jak byłem słaby, tak zostałem. :P Gorzej, że mam przepuklinę w lędźwiowym. :/
Po co chodzić jak można pojechać rowerem. :)
Święte słowa.
Poza tym chodzenie jest wyjątkowo "niekompatybilne" z jazdą na rowerze. Bieganie zresztą też (poza oczywiście wydolnością oddechową). Natomiast zjazd narciarski na stromych stokach (freeride, skialp) wydaje mi się nieźle pasujący do roweru. Podejście na fokach chyba też.
robin102
11-03-2022, 00:27
Polecam zadbać. Zapisz się do kliniki Ortopedyczno Rehabilitacyjnej w Zakopanem. Tam dla nich takie tematy to jak bułeczka z masłem. Przy klinice jest poradnia. Bierzesz od rodzinnego zwkłe skierowanie do ortopedy, dzwonisz tam, rejestrujesz się. Jedziesz za pare tygodni i już wszystko toczy się w dobrym kierunku. Klinika Uniwersyteu Jagielońskieg z wielkim doświadczeniem w kręgosłupach.
U mnie covid niczego nie zmienił. Jak byłem słaby, tak zostałem. :P Gorzej, że mam przepuklinę w lędźwiowym. :/
Ja ogólnie to mam dość ortodoksyjne poglądy na temat rowerów elektrycznych. Nie poważam jeżdżących tym (myślę o ludziach młodych, sprawnych) np. po górach, terenie. Nie chodzi mi przy tym absolutnie o zazdrość, że oni jadą a ja już muszę iść :) Ot traktuję to jako taką trochę formę oszustwa czy też odbierania sobie satysfakcji z tego, że cel osiągnąłem o własnych siłach.
to jest polskie podejscie. w takim sensie, ze w PL rower jest w ogromnej wiekszosci zabawa mlodszych, ktorzy uzywaja tego rekreacyjnie. i ze wzgledu na topologie terenu (w sensie, ze sa pagorki) i stan nawierzchni (moze nawet bardziej niz te pagorki) to musi byc rower z grubym kapciem i wymagajacy troche formy wysilku do uciagniecia. z forma w narodzie, ktorego ulubionym sportem do niedawna byl Polsat Sport... jest roznie ;)
dla odmiany... od Flandrii (no gdzies tak okolice francuskiej Dunkierki i cala flamandzka Belgia) przez Niderlandy, prawie cale polnocne Niemcy po Danie i szwedzka Skanie - teren jest plaski jak stolnica. a narody protestanckie, nieustannie liczace grosiki w kabzie. na tych terenach mozliwosc szybkiego transportu za darmo jest szalenie popularna. a sciezki rowerowe tak rozbudowane i w takim stanie, ze na odcinku do 10km wrecz nie ma sensu wyciagac auta lub szukac transportu publicznego. a tam gdzie siec kolejowa nienastarcza, to i 15km sie smiga.
z tym ze... lyzka dziegcu jest wiatr. to co w PL ostatnio pojawilo sie jako "o la boga sztorm", to byl tam raptem wiatr o sile 5. na wybrzezu Morza Polnocnego jest to wrog czesty, miedzy lutym a majem i potem pazdziernik, listopad takie zachodni 5 to jest co najmniej raz w tygodniu. czasem caly tydzien. fajnie jak sie jedzie z wiatrem, ale potem powrot bywa dluuuuuugi. jesli ktos dojezdza do pracy glownie rowerem, to dzien w dzien 2 x 15km z czego czesc pod wiatr daje w kosc. a ze dla takich osob w NL zakup roweru jest dofinansowywany przez pracodawce (jego ulge podatkowa) to bardzo duzo osob w wieku powyzej 50 lat decyduje sie na rower ze wspomaganiem. wtedy ten dojazd do pracy trwa 45 minut a nie 1h15.
przy czym mowimy tu o rowerach normalnych. mieszczuchach, gdzie siedzi sie w pozycji wyprostowanej, z dopietymi sakwami (na lapsika, kanapki, spodnie i kurtke przeciwdeszczowe, itd. itp.) wiec nawet spedzajac dziennie 2h w siodelku nie boli kosc ogonowa ani krzyz od schylania.
silniczek ma tez sporo sensu w goralu, dla tych wlasnie osob, ktore chca sobie rekreacyjniej pojezdzic troche dluzsza trase po pagorkach. w poprzedni weekend w Niemczech widzialem kapcia na oko 60 lat, ktory sobie na takim goralu, moze bardziej trekkingu, smigal po pagorkach (Odenwald). taki pomysl na weekend, zamiast Eurosportu czy Paulaner Weizen. o wlasnych silach trasy 50km z suma podjazdow 1000m by nie zrobil. a tak mogl, poopalal sie, nawdychal swiezego powietrza. super sprawa...
co do kolarki na prad... jestem zdania, ze szosa to jest rower dla pasjonatow. bedacych w formie i wsiadajacych na rower po to zeby sie napedalowac wiec majacych na to warunki (czas i zdrowie). nie spelniajac choc jednego z tych warunkow nie powinno sie tykac kolarki. w tym kontekscie silniczek IMHO to jakas tam opcja dla bardziej posiwialych trykotow, ktorzy chcieliby jeszcze na krotkiej trasie dotrzymac kroku mniej siwym kolegom z klubu - tutaj w NL w weekend pelno jest takich pedzacych po polderach watach (prawie-)emerytow... 2 lata temu caly narod sie nabijal, ze w trosce o naszych podatnych na COVID seniorow trzeba trzymac dystans socjalny i ograniczyc kontakty... a ci podatni na COVID seniorzy sciezkami rowerowymi 50km/h na godzine zapinkalali, ramie przy ramieniu... :)
W każdym razie nie wchodząc w zbędne dyskusje czy elektryk to + czy - W moim przypadku na normalnym rowerze dojazd do roboty częściej niż np. raz w tygodniu byłby bardzo problematyczny. Wysiłkowo, czasowo (przy jeżdzie eko), psychicznie (kwestie smrodu ;)) Elektryk jednak jakąś "namiastkę" ruchu by dał nie obciążając zbytnio.
Trzeba będzie podumać czy faktycznie chciałoby mi się nim jeździć.
do takich wlasnie zastosowan sa elektryki
to jest polskie podejscie. w takim sensie, ze w PL rower jest w ogromnej wiekszosci zabawa mlodszych, ktorzy uzywaja tego rekreacyjnie.
Niestety, to także podejście przy konstruowaniu infrastruktury rowerowej. Ja to mam poważne wątpliwości czy w Polsce ktokolwiek kształci się w tym kierunku. Wrocław w Polsce uchodzi za och, ach jeżeli chodzi o infrastrukturę rowerową, głównie w oczach przyjezdnych, którzy wpadną tu na góra kilka dni, pojeżdżą ze znajomymi na swoich lub pożyczonych rowerach i wracają do siebie. Tymczasem korzystając z DDR na co dzień już tak różowo nie jest. DDR się potrafi skończyć tak bardzo z dupy, że można tego w ogóle nie zauważyć. Jedziesz DDR, a kilka metrów dalej już chodnikiem, jak masz pecha to dostajesz mandat, bo Strasz Miejska za pomocą super czułego i dokładnego instrumentu pomiarowego aka gałka oczna, stwierdzi, że jechałeś szybciej niż pieszy szedł.
Tudzież DDR jest z jednej strony, jest z drugiej strony, a między stronami jest odcinek kilkudziesięciu metrów błota jak popada i pyłu jak nie popada. Przy czym Oficer rowerowy stwierdza z rozbrajającą szczerością, że "nie spięło się". Nie spina się już kolejny rok.
Jedyne co we Wro się dobrze nadaje do jazdy to pasy rowerowe wytyczane na jezdni, ale te są powoli likwidowane i przenoszone poza obręb jezdni z reguły z tragicznym skutkiem dla płynności jazdy.
W Polsce DDR to też narzędzie do masowania politycznego ego. Zwłaszcza poza miastami. W jakiejś wiosce przydałby się chodnik, żeby mieszkańcy nie musieli w błocie chodzić mijani na gazetę przez blachosmrody to nie zbudujemy chodnika, tylko DDR, bo pewnie łatwiej o dotacje i lepiej wygląda w CV takiego lokalnego polityka. Przepisy są tak skonstruowane, że jak nie ma chodnika to pieszy może na legalu iść po DDR i nie musi nawet ustępować pierwszeństwa rowerzystom o ile cała sytuacja ma miejsce w terenie zabudowanym. Ustępować musi jak jest poza terenem zabudowanym. Poza tym o takie DDR mało kto dba, zwłaszcza te co łączą wioski. Zwykle pełno na nich kamieni, piachu i szkła. Mandat po obecnych podwyżkach za nie korzystanie z DDR to 150 zeta OIDP, tyle kosztuje jedna opona w moim rowerze i prosta kalkulacja kosztów wykazuje, że ryzyko się opłaca.
Zostają jeszcze tylko szeryfowie drogowi, co to pianę toczą z pyska nawet na pustej drodze.
Ja mam ok 8km do pracy, ale wolałbym więcej [emoji3] Często wracam na około i wychodzi 40km. Do roboty przyjeżdżam gorący, ale nie spocony. W zależności od sprzęta średnia 23 - 27. Trzeba dobrze dobrać ciuch i zacząć tak aby było zimno. Jeszcze pozbyć się plecaka, ale to trudne zadanie.
ja mam takie cos na przejazdy z lapsem:
https://www.decathlon.pl/p/plecak-sakwa-rowerowa-na-bagaznik-podwojna-27-litrow/_/R-p-332663?mc=8644102&c=Szary
ale i tak oprocz tego plecak foto... no bo jak inaczej?
ale i tak oprocz tego plecak foto... no bo jak inaczej?
Normalnie w sakwie bocznej, zrobiłem tak kilkaset kilometrów bez szkody dla sprzętu, a zdarzały się nawet upadki po drodze.
Jak wrócę na MTB, to będę musiał jednak z nerką spróbować, bo to jedyny rower na którym nie mam innej koncepcji na pozbycie się plecaka.
60950
pojechałem sobie wczoraj na zachód słońca...
siemalysy
14-03-2022, 12:21
Ładny zachód [emoji3]
Ja w sobotę pojeździłem po Jurze. Też trafiliśmy na zachód, ale ładnego zdjęcia nie mam [emoji6]
Normalnie w sakwie bocznej, zrobiłem tak kilkaset kilometrów bez szkody dla sprzętu, a zdarzały się nawet upadki po drodze.
Jak wrócę na MTB, to będę musiał jednak z nerką spróbować, bo to jedyny rower na którym nie mam innej koncepcji na pozbycie się plecaka.
w sakwie mam statyw i 70-300 w futerale. i zwinieta kurtke. czasem jakies zarelko.na grzbiecie woze tylko niezbedne "minimum" (80D + 17-55 + 10-18 ). foce dosc czesto z roweru, wiec tak mi jest duzo wygodniej (plecak mam taki: https://cdn.lowepro.com/pub/media/catalog/product/cache/1e774dca205198565016e92bdb88ad55/c/a/camera-backpacks-flipside-400-awii-on-body-sq-lp37129-config.jpg ) niz siegac z sakwy
ze mozna inaczej pakowac sprzet, to ja wiem. tylko to nie dziaja jak sie jest poj* jak ja :/ i taki zestaw jak powyzej traktuje jako lekki, bo ten ciezki z zapietym statywem na "porzadne pofocenie sobie" dobija 15kg
Też ostatnio doświadczam zachodów, ale nie tak ładnych.
W sobotę doświadczyłem na przykład zachodu swoich możliwości. Sprawdziłem pogodynkę pod kątem wiatru. Miało wiać głownie z południa i trochę ze wschodu. Pojechałem na południe, żeby wracać z wiatrem. Zajechałem nad Jezioro Mietkowskie i coś za dużo z wiatrem miałem. Jak zacząłem wracać to się okazało, ze wieje głownie ze wschodu i trochę z południa i mnie tak wydymało, że Garmin pokazał 3,5 dnia odpoczynku i że było głównie ponad moje obecne siły. W niedzielę odpuściłem, ale dzisiejszy dojazd i powrót z fabryki odbyły się bez sensacji.
ze mozna inaczej pakowac sprzet, to ja wiem.
Kiedyś w czasach Analogowych Ortodoksów pastwisko woził na plecach wielkoformatową kamerę, statyw i kasetę z szitkami. OIDP to dobijało to do 10 kg i sam pisał, że czasem było ciężko. Sam raz wiozłem przez tydzień 12-24/4, 17-55/2,8 i 70-210/4 do tego D90 na plecach, statyw frotka 055 ameliniowa podróżował przytroczony gumami do gabażnika. Chyba po tym stwierdziłem, że wożenie tylu klamotów na plecach to jest kompletny bezsens. Na następny wyjazd zabrałem D90 z 17-55, ale już woziłem go w sakwie.
Potem były NEXy, bo analoga sporadycznie woziłem w sakwie albo na krótkie dystanse przewieszony na skos przez klatę, co też nie jest wygodne bez dodatkowego paska powodującego, że aparat się nie zsuwa pleców. NEX-5R/T z E16 lub z E20 mieści się w kieszonce koszulki rowerowej, a jak się zamiast dekla zapoda filtr UV, to można focić nawet bez zatrzymywania się.
Obecnie od dwóch lat mam RX100III i to jest max co mi potrzeba. Mniejsze od NEXa, a jakość znacząco lepsza niż z telefonu, którym zresztą nie umiem robić zdjęć. Do tego mam zoom, a nie jak w NEXie stałkę.
Poza tym należy odróżnić dwie rzeczy czy jedzie się rowerem robić zdjęcia czy jedzie się rowerem, a zdjęcia robi przy okazji. To pierwsze wg mnie usprawiedliwia wożenie na plecach całej góry sprzętu i ogólnie pewne niewygody, no chyba, że trzeba na te zdjęcia pojechać dziesiąt kilometrów, wtedy nie. Ludzie w pewnym wieku myślą, że są niezniszczalni, a potem są zastanawiają jakim cudem tak szybko zaczęło boleć. To drugie to już kompletnie bez sensu jest wożenie tony sprzętu. Rowerem rzadko się jeździ tak, aby przy okazji być o odpowiedniej porze w ciekawym miejscu. Zwykle jest to środek dnia i wtedy wszystkim da się zrobić dobre zdjęcie. Telefon lub mały aparat w większości wypadków wystarczy. I tak przecież najważniejsza jest zawartość zdjęcia, a nie to czym zostało zrobione. Poza tym jak idę pojeździć to zdjęcia nie mają mi w tej jeździe przeszkadzać.
Poza tym należy odróżnić dwie rzeczy czy jedzie się rowerem robić zdjęcia czy jedzie się rowerem, a zdjęcia robi przy okazji. To pierwsze wg mnie usprawiedliwia wożenie na plecach całej góry sprzętu i ogólnie pewne niewygody, no chyba, że trzeba na te zdjęcia pojechać dziesiąt kilometrów, wtedy nie.
na mieszczuchu jest IMHO duzo latwiej. dzieki bardziej wyprostowanej pozycji mniej cierpia tak plecy jak i ta czesc gdzie sie szlachetnie koncza a dolega siedzonko. prawda, ze od 1 kwietnia zeszlego roku nabilem 7000km, a przebieg znaczaco pomaga ww. czesci dolegajacej (bo, jak sie za moich czasow mawialo: "jesli du* boli od siedzonka, to trzeba wiecej jezdzic")
powiem tsak: dosc regularnie spedzam po 5-6 godzin w siodelku w jeden dzien weekendu (bo nawet jak foce, to tez czesto nawet nie zsiadam), a pomiedzy tymi weekendowymi wypadami ze 3 razy robie rundke 2-3 godzinki m po okolicy. ale bywa i tak, ze w dzien tygodnia wsiadamy z zona o 15 na rower i 6h pozniej jestesmy po 50km, dobrym jedzonku i 1-2 "rolki" zdjec bogatsi :( czy to jest bardziej jezdzenie zeby focic, czy focenie przy okazji jezdzenia... ? sam nie wiem. czesto robie w weekend samodzielnie trase 80-100km z wieczornymi fotami na koniec (bo tak sobie dobieram trase, zeby gdzies fajnie dojechac, sfocic niebieska godzine i potem sobie pociagiem wrocic do domu), to generalnie czasem pogoda jest taka, ze trudno oskarzyc taki wyjazd o fotograficznosc. ale na te wieczorne foty jednak pare szpejow trzeba przewiezc
Ludzie w pewnym wieku myślą, że są niezniszczalni, a potem są zastanawiają jakim cudem tak szybko zaczęło boleć.
pozyjemy, zobaczymy. poki co od 6 godzinach na rowerze mniej mnie napi... niz po godzince z normalnym plecakiem landszaftowym. a co bedzie na starosc...? pewnie slepy bede od gapienia w monitor i gluchy od lupania metalu... :/
Jeździłem na typowej miejskiej kozie przez kilka lat. Miałem dwa takie rowery, używanego Kettlera i nowego Unibike. Trochę inna filozofia jazdy, bo to ani szybko, ani daleko, ani jakoś bardzo wygodnie. Pozycja wyprostowana, ale każdy strzał z tylnego koła idzie w kręgosłup. Rozpędzania się, a zwłaszcza podjazdy wymagają, aby cała siła szła z nóg, bo przy wyprostowanej pozycji się nie zaprzesz o kierownicę. Najdłuższy dystans jaki przejechałem takim rowerem to coś ponad 40 km i to była po pewnym czasie męka. Od szerokiego siodła zaczynały mnie boleć takie miejsca dupy, że nawet nie wiedziałem o ich istnieniu. Jazda pod wiatr, masakra.
Fakt, że rower mega praktyczny w codziennym użytkowaniu. Jakieś zakupy, odwiedzić znajomych, dojechać do pracy, wszystko super, ale jako rower rekreacyjny to już nie. Nigdy na swoich mieszczuchach nie jeździłem z plecakiem. W Kettlerze miałem koszyk, a potem podwójne sakwy z tyłu. W Unibike miałem sakwy. Ja do fabryki mam 12-14 km trasami sensownymi i 25-28 km jak chcę się przejechać. Tym miejskim jeździłem jak najkrótsze, bo serio nie sprawiało mi przyjemności jechanie nawet tych 14 km.
Kozy zamieniłem na trekinga, ale bez amora, w sumie do tej pory używam tego roweru jak jest ślisko, bo mam w nim koła z kolcowanymi oponami. Poskładałem też drugiego trekinga, dosyć lekkiego, na weekendowe jeżdżenie, który ewoluował w crossa ze sztywnym widłem. Tym rowerem zrobiłem ponad 20 tys. km. Z czego z pierwotnego projektu zostały tylko koła, nawet ramę wymieniłem bo poprzednia pękła. Po krótkim romansie w 2019 do MTB kupiłem gruza i spodobało się na tyle, że w zeszłym roku kupiłem drugiego do jazdy po mieście, ze stałymi błotnikami i na trochę tańszym osprzęcie.
Na weekendowym gruzie to jest żaden problem robić sobie wyjazdy po 7-8 godzin na dobrze ponad 100 km, nierzadko po górach. Oczywiście jak się już rozjeżdżę, w zeszłym roku przejechałem w piździerniku 120 km, cały czas pod wiatr z Jeleniej do Wro. Na początku jeszcze marzłem, bo jednak za cienko się ubrałem na +2 w Kotlinie Jeleniogórskiej. Oczywiście nic na plecach, w miejskim mam torbę na kierownicy, a w weekendowym torbę pod ramą i kieszonki w koszulce czy bluzie.
80 km na mieszczuchu? Nie, tyle piwa nie dam rady wypić podczas jednego wyjazdu. Musiałbym się co 10 km zatrzymywać, żeby dupa odpoczęła. ;)
mysle, ze kwestia przyzwyczajenia. ja jak teraz siadam na swojego dawnego gorala (lezy w ogrodku u brachola we Wro) to mnie cholera bierze jak mozna tak lezec na rowerze. a kiedys nim prawie ze co weekend z Hub do Olesnicy albo do Trzebnicy i nazad sie tluklem.
dla odmiany hiper-obciachowa damka mojej mamy (holenderski Vogue) jezdzi mi sie bardzo wygodnie. de facto to jak z Maslic do Rynku smigam, to pomiedzy roznymi pasjonatami miejskiego MTB slalomem jade, jeszcze sie taki nie trafil zeby tempo utrzymal ;)
moje wlasne jezdzidlo wedlug holenderskiego nazwenictwa nazywa sie rowerem wycieczkowym, wiec niby nie jest to de facto typowy mieszczuch (https://www.giantstore-diego2wielers.nl/nl/anytour-cs-3-2022 ). wycieczka 80km to nie jest zaden problem, najdluzszy kawalek do tej pory to 110km, z malzonka na jej typowym mieszczuchu (w diabla ciezka Gazela na grubym kole). ale te wszystkie odleglosci IMHO mocno zaleza od wiatru, lepiej to chyba na godziny jazdy przeliczac :/ z solidna 6-tka w plecy latwo 30 km/h utrzymac, a pod nia to i 12 km/h daje wycisk...
Rozpocząłem sezon! Forma nie powala.
btw. czy jeśli ktoś mnie wyprzedza na tzw. rondzie z jednym pasem to de facto wyprzedza na skrzyżowaniu?
Tak, w końcu to skrzyżowanie, tylko o ruchu okreznym.
Dobra, doczytałem, że im można, szkoda tylko że po wyprzedzeniu zaraz cymbał postanowił opuścić rondo i prawie zabrał mnie ze sobą.
Jeżeli nic się nie zmieniło, to rowerzystę można wyprzedzić nawet na skrzyżowaniu. Nie można bezpośrednio przed, ale na już można.
Z moich obserwacji wynika, że kierowcy nie wiedzą o tym, bo najczęściej jestem wyprzedzany tuż przed skrzyżowaniem czy przejazdem kolejowym, a na skrzyżowaniu już nie. Zresztą skrzyżowania staram się pokonywać w miarę środkiem pasa, żeby mieć możliwość manewru i nie dawać kierowcom złudnej nadziei, że się zmieszczą.
Dobra, doczytałem, że im można, szkoda tylko że po wyprzedzeniu zaraz cymbał postanowił opuścić rondo i prawie zabrał mnie ze sobą.Można, można, dlatego ja żeby uniknąć takiej sytuacji zjeżdżam do środka ronda. Też kilkakrotnie bym został zmieciony, gdyby nie taka akcja.
Pytanie do praktyków. Gravelowi bliżej do szosy czy do hardtail mtb?
ale jak?
jesli rowerzysta jest na rondzie na jezdni, to jest jej normalnym uzytkownikiem drogi. a na wyprzedzanie normalnego uzytkownika drogi na skrzyzowaniu sa paragrafy. a jeszcze zajechanie mu drogi, zeby skrecic?
tu gdzie mieszkam takie zachowanie jest nie do pomyslenia, bo cyklista jest swieta krowa (i kierowcy po prostu sa nauczeni uwazac). w PL... chyba trzeba po prostu wjezdzac na srodek, nie dawac szansy na wykielkowanie pomyslu, ze moze by jeszcze wyprzedzil. bo czesc kierowcow nawet bez zlej woli moze do czegos takiego dojsc, jesli zostawic im sposobnosc :/
LeonardZelig
16-03-2022, 20:01
Wziąłem się za przegląd, czyszczenie i smarowanie roweru przed sezonem. Czy serwisujecie piasty maszynowe? Nie chce mi się mocować z ich rozbieraniem, bo znając życie coś zepsuję, ale nie chciałbym ich zaniedbać.
Pytanie do praktyków. Gravelowi bliżej do szosy czy do hardtail mtb?
Nigdy nie miałem szosy to się wypowiem. :-P
Do szosy. Gruz to 99% przypadków rower szosowy z geo endurance i z grubymi oponami, który posiada jakąś tam dzielność terenową, ale do MTB to mu jednak sporo brakuje. Decyduje skill, wiadomka, ale jak go nie masz to jednak bardziej do szosy.
https://www.youtube.com/watch?v=Q17SFTCMoT8
W każdym razie na MTB kocham wszystkie jazdy gdzie pomaga choć trochę grawitacja, zawsze bezpiecznie, na gruzie to czasem śmierć w oczy zagląda na zjazdach.
Prowadzenie gruza masz jak w szosie, nawet spora flara nie zastąpi prostej kierownicy o szerokości 75-80 cm. Krótki mostek w MTB też robi robotę jeżeli chodzi o prowadzenie roweru w terenie. Do tego masz jeszcze amor z jakimś normalnym skokiem, a nie 30 mm jak proponują do gruzów. Na MTB jednak nie przekroczyłem jeszcze 100 km jednorazowo, choć w czasach jak miałem HT robiłem i dłuższe trasy. Na gruzie 100 km to dopiero rozjazd przed fajną trasą. ;)
ale jak?
jesli rowerzysta jest na rondzie na jezdni, to jest jej normalnym uzytkownikiem drogi. a na wyprzedzanie normalnego uzytkownika drogi na skrzyzowaniu sa paragrafy. a jeszcze zajechanie mu drogi, zeby skrecic?
W najjaśniejszej pomrocznej zakaz wyprzedzania na skrzyżowaniu dotyczy tylko pojazdów silnikowych, że takich nie wolno wyprzedzać i ronda są w ogóle wyłączone z zakazu wyprzedzania na skrzyżowaniu.
Tak po prawdzie to gavinero powinien jechać przy lewej krawędzi i wtedy blachosmród łyknąłby go od prawej i sobie zjechał z ronda. Tyle, że jak rondo nie ma kilkuset metrów obwodu, a jest typowym rondo zamiast skrzyżowania z sygnalizacją, to jak rowerzysta zjedzie do lewej, to do prawej się już może nie przepchać. Zatem najrozsądniej jest przyblokować trochę blachosmrody i przejechać bezpiecznie dla siebie.
Mnie osobiście bardzo vqrwia jak mnie puszka wyprzedzi i za chwilę daję po heblach, bo skręca na posesję czy w boczną drogę, czy cokolwiek innego.
Wziąłem się za przegląd, czyszczenie i smarowanie roweru przed sezonem. Czy serwisujecie piasty maszynowe? Nie chce mi się mocować z ich rozbieraniem, bo znając życie coś zepsuję, ale nie chciałbym ich zaniedbać.
Ja nie ruszam łożysk w żadnych piastach jak nie muszę. Shimanowskie kulki i konusy lubiły się rozkręcać przy tarczówkach, zatem jak wyczułem luz, to zwykle robiłem pełen serwis.
Łożyska zespolone, czyli tzw. maszynówki, jak są dobrej jakości i mają dobre uszczelnienia, to są w rowerze nie do zdarcia. Te łożyska są przecież liczone na znacznie większe obciążenia i przebiegi niż to co może je spotkać w rowerach. Zresztą serwis takich uszczelnionych łożysk w zasadzie polega na ich wymianie na nowe. Tak wiem, że można podważyć i wyjąc uszczelki, wymyć stary smar i nałożyć nowego, ale MZ trzeba te uszczelki wyjmować bardzo ostrożnie, bo utrata szczelności zwykle jest początkiem końca takiego łożyska.
cz4rnuch
16-03-2022, 20:57
Pytanie do praktyków. Gravelowi bliżej do szosy czy do hardtail mtb?
Żaden ze mnie praktyk i przede wszystkin nie wiem jak z szosą, bo nigdy nie miałem, ale do mtb to (zwykłemu, bo wiem że i tu zaczynają cudować z amorkami i innymi technologiami) gravelowi daleko. Może na jakichś retro mtb jeździło się troszku podobnie, ale do tych bardziej współczesnych trudno to porównać. Dla mnie to są zupełnie inne rowery do innych zastosowań. W każdym razie kilka dni temu z ulgą przesiadłem się na żwirka.
Wziąłem się za przegląd, czyszczenie i smarowanie roweru przed sezonem. Czy serwisujecie piasty maszynowe? Nie chce mi się mocować z ich rozbieraniem, bo znając życie coś zepsuję, ale nie chciałbym ich zaniedbać.
Nigdy nie ruszam maszynówek, jak im nic nie dolega, no bo niby co tam można zrobić? Rozebranie takiego łożyska, w sensie zdjęcie osłony, często kończy się jej uszkodzeniem, ten smar ma tam wystarczyć do końca:-)
siemalysy
16-03-2022, 22:30
Też ostatnio doświadczam zachodów, ale nie tak ładnych.
W sobotę doświadczyłem na przykład zachodu swoich możliwości. Sprawdziłem pogodynkę pod kątem wiatru. Miało wiać głownie z południa i trochę ze wschodu. Pojechałem na południe, żeby wracać z wiatrem. Zajechałem nad Jezioro Mietkowskie i coś za dużo z wiatrem miałem. Jak zacząłem wracać to się okazało, ze wieje głownie ze wschodu i trochę z południa i mnie tak wydymało, że Garmin pokazał 3,5 dnia odpoczynku i że było głównie ponad moje obecne siły. W niedzielę odpuściłem, ale dzisiejszy dojazd i powrót z fabryki odbyły się bez sensacji.
...
Dobrze, że przed przed ciemnicą przed oczyma wróciłeś do domu ;) Słońca coraz więcej i cieplej, więc forma wróci.
Wziąłem się za przegląd, czyszczenie i smarowanie roweru przed sezonem. Czy serwisujecie piasty maszynowe? Nie chce mi się mocować z ich rozbieraniem, bo znając życie coś zepsuję, ale nie chciałbym ich zaniedbać.
Miałem przypadek, że jak oddałem koła do centrowania, to jedno łożysko maszynowe huczało i stawiało większe opory niż to z drugiej strony. Serwis wymienił i po kłopocie. Jeżeli czujesz albo podejrzewasz, że coś z łożyskami jest nie w porządku, to oddaj do serwisu.
Przewietrzyłem dziś szosufkę po zimie, nie serwisowałem zbyt wiele, tylko wbiłem po te 7 bar w gumy. No i pytanie bo coś skrzypi tak nieregularnie z okolic korby. Cóż to może być? Łańcuch nasmarowany ok.
Wind Mill
17-03-2022, 19:25
...coś skrzypi tak nieregularnie z okolic korby. Cóż to może być? Łańcuch nasmarowany ok. Staw skokowy? ;)
siemalysy
17-03-2022, 19:40
Przewietrzyłem dziś szosufkę po zimie, nie serwisowałem zbyt wiele, tylko wbiłem po te 7 bar w gumy. No i pytanie bo coś skrzypi tak nieregularnie z okolic korby. Cóż to może być? Łańcuch nasmarowany ok.
Może skrzypieć wiele rzeczy. Może to być skrzypienie sztycy, a może to też być skrzypiące łożysko suportu. Musisz potestować i nasłuchiwać.
Ten rower ma w sumie przejechane może ze 100km. Jedynie pedały nie nowe, na stojaku nic nie skrzypi. Stawy sprawne [emoji39]
Seba, bo już nie pamiętam co tam dokładnie masz. Jak korbiszcze na kwadrat to dociągnij śruby, lepiej żeby ośka nie wyrobiła kwadratu w korbie, bo będziesz kupował nową.
Niemniej jednak, jak Michał napisał, po rowerze, zwłaszcza metalowym się niesie i to co się wydaje, a to co skrzypi to mogą być dwie różne rzeczy. Mnie w gruzie skrzypiało coś, myślałem, że siodło na węglowym stelażu, nawet kupiłem specjalny smar, odkręciłem poszycie i przesmarowałem. Nie pomogło. Okazało się, że sztyca trze w ramie. Nie chowa się, nie strzela, ale trze, zwłaszcza jak cisnę podjazd. Samo zapodawanie smaru pomagało, ale krótko. Dopiero jak obciąłem kilka cm sztycy i dałem smaru to jest gicio.
W zeszłym roku nic nie skrzypiało. Może to te pedzie spd sprzypio? Bo one są używane.
siemalysy
17-03-2022, 21:26
Sztywną oś masz w kołach? A w korbie masz oś zintegrowaną? W każdym razie jak chcesz zlokalizować skrzypienie to musisz sprawdzać po kolei. Próbuj na stojąco. Jak nie będzie skrzypieć, to siodełko albo sztyca w ramie. Jeżeli skrzypi, to może być suport, mogą być stery, mogą być pedały.
- - - - kolejny post - - - - - -
W zeszłym roku nic nie skrzypiało. Może to te pedzie spd sprzypio? Bo one są używane.
Niektóre buty spd lubią czasami zapiszczeć. Przejedź się w zwykłych butach, to będziesz wiedział.
Chodziło mi o oś zintegrowaną. No w sumie to skrzypi tylko gdy kręcę korbą. I wtedy gdy jadę, gdy kręcę korbą i rower stoi na stojaku to nie skrzypi.
Chyba rzeczywiście założę zwykle pedzie i spróbuję.
Pedały raczej nie skrzypią, ale za to buty o pedały już potrafią. Przynajmniej w przypadku SPD, mam kilka par butów, kilka par pedałów, wszystko Shimano i dowolna kombinacja potrafi skrzypieć. Zwykle zaczyna się po ok. 1 kkm od nowości. Pomaga wymiana bloków, ale na krótko, bo to skrzypi plastik w podeszwie o zatrzask.
Dokładnie, trzeba po kolei, systematycznie sprawdzać.
Potwierdzam, że to mogą być buty, mam taki przypadek na starych, zaczynają skrzypieć po poru km.
Ale raz też skrzypiał mi pedał spd i czasem sztyca. Zostaje droga eliminacji :-)
Ostrzeżenie! Co się zobaczy to już nie da się odzobaczyć.
Od tej pory zatrzymywanie roweru nigdy już nie będzie takie samo.
Żeby nie było, że nie ostrzegałem.
https://www.youtube.com/watch?v=fd98XcRm0bM
Ukraińska armia przerobiła WKM DSzK na wersję mobilną, bo zwykle tej wielkości karabiny są stosowane na pojazdach lub na trójnogach. Dorobili dwójnóg, tłumik odrzutu, kolbę i spust do rękojeści pistoletowej.
Dla niecierpliwych od ok. 3:40 jest mowa o tym spuście. Kształt jakby znajomy.
siemalysy
18-03-2022, 22:22
Siema
Sezon na trasy ciekawsze niż te dostępne na co dzień powoli się zaczyna i mam nadzieję, że rozkręci się na dobre. W ubiegłą sobotę pojechaliśmy z rowerami do Olsztyna k. Częstochowy. Kilka słów poniżej.
Z parkingu pod zamkiem ruszyliśmy na ruiny zamku. Przejechaliśmy przez zamek i pojechaliśmy w sokole Góry, w których był najbardziej wymagający tego dnia podjazd. Szlak i dalej ścieżka prawie w całości przejezdna. Przez dwa albo trzy drzewa musieliśmy przenieść rowery. Z Sokolich Gór kierujemy się do Złotego Potoku mijając m.in. Ostrężnik i Diabelskie Mosty. Kawałek za Diabelskimi Mostami odbijamy na pieszy Szlak Orlich Gniazd, którym docieramy do Złotego Potoku. Fragment tego szlaku przed Złotym Potokiem jest bardzo fajny. Nad stawem Amerykan robimy popas. Ja skusiłem się tylko na gofry.
Później przejeżdżamy przez park przy Pałacu Raczyńskich i odbijamy do Olsztyna. W drodze powrotnej przejeżdżamy przez wzniesienie Dupka, na której jest Jaskinia. Tam robimy krótką przerwę na batona i jedziemy dalej. Przed Olsztynem przejeżdżamy obok Góry Biało, wjeżdżamy na skałki z których z jednej strony widać zamek Olsztyn, a z drugiej Górę Biakło. Stmatąd jedziemy jeszcze za Olsztyn do Rezerwatu Zielona Góra. Z rezerwatu kierujemy na Sowią Górę i dalej do Olsztyna.
Dzień kończymy z 63 km i 1024 m up.
Kilka zdjęć poniżej.
1.
61034
2.
61035
3. Sokole Góry
61036
4. Pałac Raczyńskich
61037
5. Kapliczka Św. Idziego
61038
6. Góra Biakło
61039
7.
61040
8.
61041
9.
61042
Ps.
Byłem dziś w serwisie z luźnymi insertami koszyka na bidon. W poniedziałek oddaje rower i mają to wymienić / naprawić. Do przyszłego piątku rower ma być do odbioru.
Byłem tam 2 lata temu, ale tylko 2 dni, super okolica, muszę się tam jeszcze kiedyś wybrać na dłużej.
Ooo może się tam wybiorę w tym roku. Masz jakiś ślad gpx z tej trasy?
siemalysy
19-03-2022, 22:26
Oczywiście. Byłem głównym "nawigatorem" podczas wyjazdu. Jak będziesz zamierzał jechać, to odezwij się na PW, podeślę Tobie plik.
Kiedyś się mówiło mapowy. To był ktoś kto miał mapę i wyrysowany na niej przebieg trasy oraz przynajmniej sprawiał wrażenie, że umie czytać mapę. :mrgreen:
Ja dziś zaliczyłem pierwszy brower w tym roku. Miasteczko portowe w Urazie nie zamula. Aczkolwiek dojazd wałami jednak później niż jesienią pani z miasteczka portowego mówiła. Twierdziła, że do końca marca mają u niej rezerwację ludkowie co remontują wały, ale dziś nie wyglądało to jakby w 10 dni mieli skończyć. Popaczałem w necie i koniec inwestycji to koniec piździernika tego roku.
Dziś też było pod wiatr, ale tym razem pogodynka dobrze przewidziała kierunek i zaplanowana trasa tym razem nie była rozczarowaniem. Nadal jestem słaby, ale się nie zmasakrowałem tak, jak tydzień temu.
Tak ogólnie to pogoda w tym roku rozpieszcza. Przynajmniej na nizinach, bo w górach wiadomo biało, ale koniec lutego był cieplejszy niż początek marca, za to koniec marca ma dać czadu no i w odróżnieniu od zeszłego roku prawie nie pada. Zatem, oby noga podawała.
siemalysy
19-03-2022, 23:30
Czytać mapę, to nie taka prosta sprawa :) W każdym razie zdarzyło mi się być na kilku rowerowych imprezach na orientację, to czołówka w tym temacie wymiatała. Każdy wyposażony był w obrotowy mapnik. Nam nie szło tak dobrze. Raz tylko dziewczyna z naszej grupy stanęła na pudle i to tyle z sukcesów.
Kiedyś, znaczy pierwsza dekada XXI wieku kolega kupił sobie pierwszego Garmina. Żadne tam Edge, jakiś turystyczny model, jednak w zestawie był uchwyt rowerowy, to używał go też na rowerze. O tamtej pory gubiliśmy się profesjonalnie, nie to co średniowiecze jakieś i gubienie się z mapą tylko. :)
Ponieważ wtedy jeszcze z mapami na Garmina nie było tak dobrze, a w zasadzie było bardzo do dupy, to nad odbiornikiem miał mapnik. Pewnego razu w Górach Stołowych nie wpiął do końca Garmina w uchwyt i go zgubił, niedaleko Schroniska na Szczelińcu w Karłowie. Zgubę zauważył po czasie, bo mapnik zasłaniał całkiem GPSa. Z pól godziny szukaliśmy go w krzakach, ale nie znaleźliśmy. Pewnie do tej pory leży, ale nie ma co szukać, bo pewnie paluszki już wylały na amen. ;)
Mnie się też raz wypiął 64s z tych sanek, ale pamiętny przygód kolegi miałem zasmyczonego go do kiery. Edge mi się nie wypiął, choć jak łamałem Authora Ronina to się wyłamał z uchwytu.
Czytanie mapy jest proste, ale raczej nie w nerwówce zawodów. Kilka razy już zdarzyło mi się tłumaczyć pieszym w górach gdzie są i pokazywać na ich papierowej mapie, jak mają dojść gdzie chcą lub dojść w ogóle gdzieś sensownie jak jednak góry ich przerosły. Hitem byli turyści na Masywie Śnieżnika, którzy ubrani w ciuchy za miliony monet mieli mapę z lat 80. Serio, tę samą mapę kupili mi rodzice, jak w podstawówce jechaliśmy na wycieczkę szkolną.
I jeszcze kiedyś na stacji benzynowej koło Brna spotkaliśmy parę starszych Niemców, którzy wyjechali z Pilzna i wracali do siebie do Drezna. Tak, jechali wg mapy papierowej. Nie chcieli wierzyć, że zaraz wjadą do Austrii.
Idealna pogoda na rower, rano -4, teraz +16, nic tylko szafę ze sobą wozić.
Ta wełniana bluza z Decathlonu się sprawdza, co prawda zakupy w Decathlonie teraz już każdy sobie musi moralnie sam uzasadnić, ale bluza jest OK. Jechałem rano przy +2, wracałem trzy +17 i do spokojnej jazdy dała radę, jakbym cisnął to pewnie bym się zapocił, ale z wiatrem było i przyjemnie się wracało.
Rano jechałem w spodniach Endura SingleTrack II i pod nimi kalesony Brubecka, wracałem w samych spodniach, kalesony w torbie na kierownicy. Wziąłem na zmianę komin na łeb, bo rano w czapce i cieńsze rękawice. Miałem dylemat czy jechać w letnich butach, ale pojechałem, pierwsze uczucie chłodu w stopy mnie dopadało po 10 km, byłem już blisko fabryki i w sumie nie zmarzły mi stopy.
Edyta podpowiada jeszcze, że przy takiej rozpiętości temperatur nieuniknione jest wożenie mniejszych ciuchów na przebranie i ubieranie się na cebulkę.
To ja rano jadę w koszulce termo z krótkim, softshell taki grubszy, komin i czapka. Buty zawsze letnie ;) Gacie fajne z 4F polecam, kalesony to ostatnio miałem na sobie w podstawówce :) Rękawiczki skórzane zimowe. Na powrót to mi w tym za gorąco, softshell rozpięty, rękawiczki cieńsze, materiałowe, bez czapki i komina. Przydałoby się coś lżejszego na grzbiet.
Robię dokładnie tak samo, ale za kilka dni pewnie trzeba będzie brać cienką bluzkę zamiast softshell-a, spodnie na razie takie lekko ocieplane.
cz4rnuch
22-03-2022, 17:09
Okres przejściowy tradycyjnie powoduje lekkie problemy z dobraniem odzienia, ale to raczej sytuacja cykliczna więc był czas przywyknąć. Dziś z rana gdy wypełzłem na przebieżkę, to było chyba dwa na plusie a gdy wracałem po godzinie dobiło do +10 i morda czerwona jak burak, bo już nie chciałem się rozpinać :) Bluza z Deka nawet w promo teraz, ale nie skusiłem się. Z myślą "na rower" kupiłem icebreakera, ze względu na wygląd (wystarczą mi śmiechy sąsiadów jak wychodzę w rajtuzach pobiegać). Co prawda 3 razy droższa niż ta od Deka, ale przynajmniej sumienie mam czyste. Nie żebym coś wcześniej wiedział o tej liście wstydu, nie wiem też czy przypadkiem nie ma tam ajsbreka.
Mnie się sprawdzało zakładanie w zimne dni wiatrówki na cienką bluzę, która w zasadzie jest grubszą koszulką z długim rękawem. Nawet za dobrze sprawdzało się, bo przyjeżdżałem zapocony, ale to była zwykła wiatrówka typu cerata. Teraz są jakieś oddychające bardziej materiały. Popołudniu wiatrówka lądowała w kieszeni i wracałem w samej cienkiej bluzie.
Kalesony to teraz bielizna termiczna, żeby się nikomu z podstawówką nie kojarzyło jak mama kazała zakładać. :) Dają radę, bo nie marznę w nogi i nabiał, a jednocześnie zajmują na tyle mało miejsca, że nie wypychają bagażu w drodze powrotnej.
Jak sobie przypomnę, że w sierpniu przejechałem w max 12 stopniach 130 km po górach w krótkich, obcisłych gaciach, choć połowę trasy z ocieplaczami kolan i w koszulce z krótkim rękawem na długą koszulkę termiczną i było w sumie OK to sam się zastanawiam, czemu się tak certolę ze sobą. Choć w sumie tak co roku jest późno się na wiosnę rozbieram i późno na jesień ubieram.
Jakby ktoś szukał porównania szosowych napędów Sram i Shimano to poniżej kilka moich uwag, oczywiście 1x, bo przednia przerzutka to rozwiązania techniczne rodem z Austro-Węgier :mrgeen: oraz w odniesieniu do gruza - wiadomka.
Porównanie OKD, bo Shimano GRX 8xx ze Sram Apex 1, ale jak ktoś chce mi zasponsorować Force, to mogę porównać z Force. ;)
Dramatis personale:
Shimano: przerzutka, klamkomanetki, korba, heble - mechaniczny GRX 8xx. Łańcuch i kaseta XT. Oznacza to, że wszystko jest GRX, bo w tej grupie nie ma dedykowanych kaset i łańcucha
Sram: wszystko Sram Apex 1.
Oba zestawy śmigają na linkach i pancerzach JagWire, nie tych najtańszych, ale i nie najdroższych. W GRX jeden kawałek pancerza, w Apex 1 mam dodatkowy regulator naprężenia linki w okolicy główki ramy.
Shimano składałem sam, Srama Hultaje.
W przerzutce GRX mam aktualnie zamontowany wózek Garbaruk i kółeczka 11+16T też od Garbaruka. W przerzutce Apex 1 mam obecnie zamontowane ameliniowe kółka KCNC 12T - tyle samo zębów co oryginał.
Warunki brzegowe:
Shimano przejechało 9,2 kkm
Sram 3,7 kkm za to w dwóch rowerach.
Sram ma bardzo mały skok jałowy cyngla manetki, za to, aby dokonać zmiany biegu trzeba włożyć wyraźnie więcej siły niż w Shimano, które chodzi bardzo aksamitnie, ma dużo jałowego skoku, a sam moment kliknięcia cyngla jest znacznie słabej wyczuwalny, choć wystarczająco wyraźnie, aby wiedzieć, że to już.
Generalnie Shimano sprawia wrażenie jakby było zużyte, zdezelowane i wyluzowane na maxa, a Sram młody, krzepki i spięty jak agrafka.
Zrzucanie biegu na twardszy odbywa się tak samo w obu systemach, naciśnięciem cyngla. Możliwe jest zrzucenie tylko jednego biegu na raz, nie ma dwukliku znanego z wyższych grup MTB Shimano.
Największe różnice są przy wrzucaniu lżejszego biegu. W Shimano trzeba pchnąć klamkę razem z cynglem, w Sram trzeba głębiej wcisnąć cyngiel. Nie wiem ile biegów można na raz wrzucić w jednym czy drugim systemie, to nie jest MZ aż tak istotne czy tu będzie jeden bieg więcej niż tu. Z maksymalnych możliwości i tak bardzo rzadko się korzysta. Tu trzeba przyznać, że wygodniej mi się obsługuje Shimano, zwłaszcza w grubszych rękawicach. Jedyne co jest wadą Shimano, to jak przy zrzucaniu palec zahaczy też o klamkę i choć trochę ją przesunie w bok. Wtedy nic się nie stanie. Cyngiel zaliczy głęboki ruch w kierunku mostka i trzeba go puścić i spróbować raz jeszcze.
Niemniej jednak o ile sposób zmiany biegów Srama bardziej mi się podoba, to ma on większe problemy z precyzją. Przy wrzucaniu wyższego biegu trzeba chwilę przytrzymać manetkę, żeby mieć pewność, że łańcuch zmienił zębatki. Jak się odpuści, to przerzutka sama nie da rady. W Shimano jakbym nie nacisnął i jakbym nie puścił, to zawsze łańcuch na jakiejś zębatce się zamelduje bez terkotania. Teraz w miastowym Hultaju nawet sprawdzałem czy linka czasem nie za słabo dokręcona do przerzutki i się luzuje, bo musiałem dwa razy poprawiać, żeby dało się w ogóle precyzyjnie wrzucać lżejsze przełożenia. Jednak jeszcze z Ronina pamiętam, że tam faktycznie tak było. Może wyższe grupy działają bardziej precyzyjnie.
W Sram lewa klamka, podobnie jak i prawa poruszają tylko do tyłu i do przodu. W Shimano nawet lewa klamka, która służy tylko do hamowania porusza się w niewielkim zakresie do wnętrza kiery. Nie przeszkadza to w normalnym użytkowaniu, ale dokłada kolejną cegiełkę do ogólnego wyluzowania konstrukcji. Nie wiem czy intencją konstruktorów była większa ergonomia, bo klamka jakoś tam się układa w palcach przy hamowaniu, a w Sram to dłoń się układa do klamki, czy jednak to zwykła pozostałość po przeróbce klamki 2x.
Shimano ma za to bardzo do dupy gumowe okładziny klamkomanetek. Były idealnie dopasowane po wyjęciu z pudełka i rozciągnęły się trwale już po pierwszym odgięciu/odciągnieciu gumy do montażu na kierownicy, montażu przewodów czy odpowietrzaniu. Guma nie wraca do swojego pierwotnego kształtu. To nie jest tylko problem GRX to znajomi mają tak samo w Shimano czy nawet na YT widziałem takie powyciągane gumy. Na Sramie nie robi wrażenia nawet wielokrotnie odciąganie gumowych okładzin.
Hamowanie.
Tak, to nie napęd, ale w gruzie/szosie to jednak jest w pakiecie. Serwomechanizm w klamkach Shimano robi robotę, faktycznie nawet trzymając dłonie na łapach ma się do dyspozycji pełną moc, nie trzeba ciągnąć za koniec klamki, żeby mieć pełną moc. W przednim heblu GRX mam metaliczne klocki i może jeszcze to nie jest moc znana z MTB, ale już niedużo brakuje. Tylny hebel Sram mi się raz sam z siebie zapowietrzył. Jednego dnia było normalnie, drugiego dnia już prawie nie hamował. Samodzielna próba odpowietrzenia się nie powiodła, ale to raczej z powodu, że nie odkręciłem zacisku od ramy i powietrze nie miało się jak wydostać. Niemiej jednak w Shimano takie coś się nie zdarzyło. Po ponad 8 kkm wymieniałem olej w układzie przedniego hebla i był tylko minimalnie zabrudzony. Tyłu nie ruszałem nawet. Do Srama mam zestaw, ale nie mam DOTa, bo podobno jest higroskopijny i nie można go trzymać za długo. Sram też bardzo długo się dociera. Żywiczne klocki Srama docierają się dłużej niż metaliczne Shimano.
Podsumowując, jakbym miał dwa identyczne rowery szosowe/gravelowe i jedynym wyborem był Sram czy Shimano to jednak wybrałbym Shimano.
Btw hamulców to dzisiaj na szosie miałem awaryjne hamowanie przez blachosmrodka i zrobiłem pięknego slajda tylnym kołem, normalnie jak żużlowiec.
Nie ma się czym chwalić, slajda tyłem to i Wigry zrobisz.
Slajd przodem już jest trudniejszy, bo oprócz hebla wymaga sporo umiejętności i nieco szczęścia. Najlepiej nauczyć się hamować tak, aby jednak nie blokować kół.
ale fajne znalazłem 61156
Jakoś tak 2 tygodnie temu jadąc z górki coś koło 47km/h kobitka wjechała bez kierunku na ścieżkę.... zacząłem hamować dość szybko, ale to była najdłuższa droga hamowania w moim życiu. Przy okazji ślizg na lewo, na prawo, znowu w lewo :D... Ostateczenie zatrzymałem się metr od samochodu, adrenalinka skoczyła zdrowo :) już myślałem, że się rozplaskam.
ale fajne znalazłem 61156
Do tego możesz jeszcze dodać kwadratomanie ;)
61157
Ja w weekend pokręciłem się jak zwykle po okolicznym lesie... dwa wnioski:
pierwsze primo - strasznie sucho, bardzo się kurzy (w sobotę umyłem rower by w niedzielę znów pokryć wszystko sporą warstwą kurzu);
drugie primo - z każdym miesiącem coraz mniej lasu w lesie...
61158
U nas też sucho, ścieżki szutrowe pylą jak w czerwcu i lipcu. Choć co ciekawe dosyć wysoki jest poziom wody w rowach melioracyjnych. Tam gdzie zwykle jest sucho lub ewentualnie jakieś błoto zalega na dnie stoi woda.
Co do hamowania to najlepiej jest pod tym względem na MTB, duże tarcze, dużo tłoczków i opony, które nie tracą łatwo przyczepności, ale MZ warto pracować nad wyrobieniem sobie odruchów, żeby nawet w podbramkowej sytuacji nie blokować kół.
Wyjeżdżanie z podporządkowanej też mnie wkurza. Większość kierowników olewa temat, bo rower i może bezkarnie wymusić. Ewentualnie nie zdają sobie sprawy, że rower może poruszać się w mieście niewiele wolniej od blachosmrodu. Jak już jakiś zrozumie, że wymusił i tylko moje hamownie sprawiło, że nie wbiłem się w niego, to unosi dłoń, że niby przeprasza. Zwykle im wtedy odpowiadam, żeby sobie w dupę tę rękę wsadzili.
Jak tam wasza masa resorowana? Ja z 87kg na 81.5kg zjechałem w czasie zimy :mrgreen: Plan jest na 78kg.
Ja przeciwnie, zimą kilka kg złapałem i teraz od 4 tygodni spadam z 88, jest już 84,5, docelowo tak z 80-82 wystarczy przy wzroście 187.
Weźcie... Nawet nie wiem czy mam baterie w wadze xD
u mnie od "nadmiaru" czasu za korony i nowego roweru 6 kilo zlecialo. z 95kg zeszlego kwietnia do obecnych 89kg. dalej juz nie spada...
natomiast z ladnych cyferek to dzisiaj smigam w trase przez pola tulipanow i sfocic sobie Haarlem o zachodzie slonca. jak czasu wystarczy i dobrze zakrece, to licznik do 7000km dobije, od 1 kwietnia zeszlego roku... myslalem, ze wczesniej sie uda, ale mi w zeszly wtorek pozytywny test wyskoczyl (a dzieki uciazliwemu katarowi siennemu byl to mocno symptomatyczny COVID) wiec 2 dni musialem odsiedziec w domu. dopiero w piatek juz mnie tako kur*co brala, ze wskoczylem po poludniu na siodelko i petelke 35km machnalem, bo kurna "zywcem mnie nie wezma"... juz wole sie izolowac socjalnie od rodziny i osob trzecich na rowerze niz w pokoju w wyrze kwitnac i pierdy na Netfliksie ogladac... :D
EDIT: zeby nie bylo, bo w koncu forum foto... z wczorajszej petelki (60km). z domu do Europoortu i przez historyczne miasteczko Schiedam po cmoku z powrotem... wyjezdzalem w krotkich spodenkach i lekkiej bluzie, wracalem juz z geterkami pod spodenki i kurtce trzymajacej cieplo. przy takim bezchmurnym niebie i grzejacym w dzien sloncu to jednak trzeba sie bawic w przebieranki :/
61165
61166
Przypomniałeś mi, że mam w okolicy plantacje tulipanów, muszę się kiedyś przejechać na zwiady, u mnie w ogrodzie jeszcze są tylko zielone badyle, ale tam może mają jakieś na sterydach :-)
no tu tez jeszcze przed sezonem. zonkile sa i hiacynty dopiero. no ale jak jest pretekst 60-tke walnac (pod lekki wiaterek tylko), no to przeciez co mam nie pojechac?
W zeszłym roku byłem w Cedrach wielkich, nie rowerkiem niestety.
Też można było coś pozbierać ale jak to w tym roku będzie nie wiem.
Tak czy inaczej zrobiłbym sobie jakąś dłuższą trasę rowerem a nie tylko do pracy i do domu ....
61167
Ja mam pod nosem Mokry Dwór, ale czy tam coś będzie w tym roku to nie wiem. Tak czy inaczej mam pretekst, żeby się przejechać :-) Może w ten weekend się wybiorę.
E tam, poczekaj do maja, wtedy gdzie się nie obejrzysz, rzepak będzie kwitł. Jaki kraj takie tulipany. ;)
Obok mam też pole maków, jest przy samej drodze S7, więc zawsze tam pełno "makówek", czy jak tam się te makowe "rzepiary" nazywają :-)
Ostatni raz pola maków widziałem w Hiszpanii pomiędzy Madrytem i Toledo.
U nas chyba uprawa maków nadal wymaga pozwoleń. W każdym razie nie kojarzę w okolicy Wrocławia makowych pół, są jakieś samosiejki, ale upraw nie widziałem.
To w zasadzie nie jest pole samych maków, ale one rosną w jakimś zbożu.
W zbożach są i u nas, ale to samosiejki.
Chodzi mi o takie pola.
https://tomzych.com/18_05_16_la_mancha/DSC01545.jpg
no wlasnie do Hiszpanii sie na te klimaty jezdzi. oni to chyba jakos przemyslowo sieja
Podobno też gdzieś tam takie są, ale nie widziałem na żywo. Generalnie lubię jeździć w te rejony (Żuławy Gdańskie), bo dużo tam ciekawych miejsc, a ludzi prawie nie ma.
Te maki to przypadkiem w sumie, jechaliśmy z lotniska w Madrycie w stronę Toledo, gdzie spaliśmy i się trafiły. To zrobiliśmy kilka zdjęć, niekoniecznie Zorką 5. Nie byliśmy jedynym samochodem, który zatrzymał się tam celach foto.
Kiedyś robiłem risercz przed każdym wyjazdem, teraz nigdzie nie jeżdżę, ale trzeba będzie wrócić do tego. Jednak ostatnie wyjazdy to były już raczej na pałę, choć sporo jeżdżę do znajomych czy do siostry jak akurat mieszka w ciekawym miejscu.
Raz w Sztokholmie trafił się deszczowy dzień, to najpierw było muzeum Vasa, a potem się schowałem z kartą komunikacyjną siostry do metra i chyba objechałem wszystkie te ich stacje na tłustym wypasie.
Wracając do rowerów, dziś wiosna nie tylko z nazwy. Polskie LA dało do pieca, o 16 było 21 stopni. Pierwszy raz w krótkich gaciach, choć z ocieplaczami na kolanach i jednak długi rękaw. W sumie nie żałowałem, bo przed 18 zaczęła temperatura szybko spadać. Nie wiało też, pogoda jak sierpniu w sumie. Tylko nadal szaro.
Kolega chciał się przejechać pierwszy raz od listopada. Uprzedziłem, że będzie 48 km i czy chce, chciał. Tempo dostosowałem, ale ostatnie 15 km jechał i tak już na autopilocie. Początki zawsze bolą. ;)
Przyszedł czas podsumować pierwszy rok na szosie. Przejechane jakieś 4200 km. Zerowa poprawa kondycji. Coś średnio mi się ten rower podoba. Lubię sport, ale muszą być jakieś postępy, żeby mieć z tego przyjemność. A tu nie dość, że ich nie ma, to jeszcze jest to mało komfortowy sport, a może nawet szkodliwy (przepuklina w kręgosłupie mi się pogorszyła, choć może to przypadek).
Widać szosa nie dla Ciebie.
Jak chcesz postępów to musisz więcej jeździć, myślę, że minimum 8 kkm rocznie. Ja u siebie widzę znaczną poprawę kondycji jak zaczynam jeździć 300+ km tygodniowo. Zrzucam kilogramy i rosną możliwości.
Drugą opcją jest znalezienie ogarniętego trenera, który sprawdziwszy jakie masz pragnienia i możliwości, rozpisze Ci plan treningowy.
4 kkm rocznie to rekreacja i MZ są wygodniejsze rowery do tego niż szosówka, choć tu dużo zależy od jej geo, ale generalnie to nie jest najwygodniejszy rower do takiego kilometrażu. Szosa o sportowej geo sprawdza się, jak chcesz krótko, ale intensywnie, a geo endurance, jak długo, ale spokojnie. Oczywiście piszę tu o perspektywie zwykłego ludka, który nie jest wycieniowany do 70 kg przy 190 cm wzrostu.
Ja po roku i 1200 km w górach na MTB też nie widziałem za bardzo poprawy formy, ale zakup gruza dużo zmienił. Ten rower zmusza mnie do jeżdżenia, owszem mam momenty, że muszę odpocząć, ale szybko zaczyna mi brakować jazdy.
Zatem życzę Ci, abyś znalazł swój typ roweru lub swój sport.
Przyszedł czas podsumować pierwszy rok na szosie. Przejechane jakieś 4200 km. Zerowa poprawa kondycji. Coś średnio mi się ten rower podoba.
Bo to jest twarde i na dobre nawierzchnie. Jak nie ma frajdy, to weź to sprzedaj i zmień na gravela.
Jak dalej będzie źle, to już sam nie wiem. Może S-Klasa?
Nawierzchnia nie jest problemem. Frajda też powiedziałbym, że jest ok. Bardziej chodzi o komfort: kolana, tyłek, ręce, kark czasami. Byłem na fittingu, byłem na poprawkach i dalej jest tak sobie. Mam endurance z decathlonu, który ponoć jest pomiędzy race a endurance. Trochę go skróciłem po fittingu, dając krótszy mostek o 2 cm.
Wiem, że 4000 km to nie dużo, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że ja nie mam średniej 30 km/h, tylko raczej 21-25 km/h, więc pod względem wyjeżdżonych godzin to będzie pewnie jak 6000-8000 km dla kogoś wyjeżdżonego, kto jeździ szybciej. Lipnie trochę. Jakby tyle czasu zainwestować w trening siłowy, naukę czy coś, to postępy byłyby duże.
Co z tego, że masz wyjeżdżonych godzin tyle co ktoś kto przejechał dystans dwukrotnie większy od Ciebie?
Tu nie o godziny chodzi, a ogólny wysiłek. Ktoś kto np. wyjedzie 100 h na zjazdach nijak nie nabędzie kondycji i techniki takiej jak ktoś zrobi 100 h na podjazdach i na odwrót.
Ja mam podobne średnie, po płaskim tak 25-27 km/h na trasach ok 50 km. Na dłuższych to już bliżej 25 km/h. W górach raczej poniżej, ale w roku robię 10 kkm i jak pisałem wcześniej od pewnego momentu jest progres. Nawet teraz po półtora miesiącu w miarę regularnego jeżdżenia jest znacznie lepiej niż było w lutym.
Jeździsz rekreacyjnie i organizm dostosowuje się do tego wysiłku jaki wkładasz w jazdę. Widać nie jest on jeszcze na tyle intensywny, aby wpływał na formę.
Też miałem i nadal miewam problemy z kolanami, ale od czasu jak zacząłem więcej jeździć to są one mniej dotkliwe i rzadziej się pojawiają.
I pewnie też znaczenie ma to jak często jeździsz i po ile km. Jak do pracy mam 7.5km i całość drogi to Hallera/Armii Krajowej - więc DDR przez miasto. Nawet przy codziennym dojeżdżaniu kondycyjnie nie zmienia się nic. Bo i się rozpędzić nie sposób tylko pozostaje się jako tako turlać. Ale gdy już nadchodzi czas letnio-wiosenny i wyjazdy robią się dłuższe czyli jak u mnie w okolicach 50-70km i częstsze to widzę progres. Może nie tyle progres, co zwiększoną wytrzymałość, co mi absolutnie wystarcza. Nie mam potrzeby łydką łamać drzwi, wystarczy mi jak do rekreacyjnej jazdy nie potrzebuję ambulansu z tyłu :D Może więc trza zrewidowac sposób i częstotliwość jeżdżenia i wtedy ocenić czy progres jest czy jednak rower to nie najlepsze rozwiązanie.
Marcin, tak. Jak jeździłem codziennie do pracy po 12-14 km. Nawet niespecjalnie po centrum to gówno to dawało. No może nie całkiem, bo dawałem radę w weekend pyknąć setkę z plusem bez zapaści organizmu.
Dużo się zmieniło jak zacząłem zdalnie pracować i mam czas oraz siły, żeby popołudniu te 2 godziny pokręcić. Zwykle 4 dni jeżdżę po pracy, piątek robię przerwę i w sobotę lub w niedzielę coś dłuższego i znacznie ciekawszego.
Zatem zwykła systematyczność robi swoje, bo ciężko to nazwać treningiem. Nie jeżdżę przecież w jakiś tam progach, założonym wysiłku itp. trzylierowych skrótach, którymi tak lubią się przerzucać ludzie trenujący. Kręcę na ile siła i chęci pozwalają, tyle, że robię to stale i jedynie odpuszczam jak pogoda nie dopisuje.
Ja znowu ogólnie nie mam czasu jeździć po pracy i w weekend bo ciągle gdzieś dzieci zawożę autem... i mimo że jeżdżę głównie do pracy ok 9km, powrót między 9km a 40km ;) to kondycja mi się mocno poprawiła na koniec roku. Nawet na jesieni pykłem pętlę po Beskidach i było ok.
Z tym, że na tych krótkich dystansach próbuję na maksa dużo wyciągnąć. Czyli na pełnej... Kilka KOMów nawet wpadło przy okazji. Tylko do tego rzeczywiście nie może nic boleć. Może spróbuj jakieś kardio do poprawy kondycji.
Jazdy do pracy nie wliczałem do tych km.
Zresztą nawet na siłce jak ktoś robi kardio to robi trening ze 30 min, a nie spędza tam 5h.
siemalysy
25-03-2022, 23:05
Z formą to jest tak, żeby ją zrobić to potrzeba dużo więcej czasu niż ją zatracić ;) Ja kilka razy już wracałem do względnej formy, która pozwalała czerpać frajdę z jazdy, a nie cierpieć na każdym, nawet niewielkim wzniesieniu. Najciężej było wrócić po operacji kręgosłupa i długiej, kilkumiesięcznej rehabilitacji. Ale jak to mówią, niemożliwe nie istnieje. Ciężko też mi było dojść do siebie w kwestii jazdy rowerem po covidzie, a bardziej po jego następstwach. W każdym razie wróciłem do formy zadowalającej, ale trochę to trwało. Najważniejsze to jeździć regularnie co już wspominaliście. I chcąc robić jakiś progres to trzeba wychodzić ze swojej strefy komfortu i poczuć jak zapiecze :)
Ps.
Dziś odebrałem Treka po naprawie insertów w ramie. Koszyk na bidon jest stabilny. Mam nadzieję, że teraz już nic się nie poluzuje.
Dziś odebrałem Treka po naprawie insertów w ramie. Koszyk na bidon jest stabilny. Mam nadzieję, że teraz już nic się nie poluzuje.
W jaki sposób to naprawili? Tak bez fotostory?
Jeżeli chodzi o podjazdy to ja niezależnie od formy, zawsze mam problem z takimi średniej długości. Już nie hopka, jeszcze nie podjazd. Na hopce się potrafię spiąć i ją łyknąć, na podjeździe rozkładam siły, a jak się trafi takie ni pies, ni wydra to zwykle mam problem. Puchnę, jak przecenię siły lub jadę emeryckim tempem jak ich nie doszacuję. Dlatego lubię podjazdy robić po kilka razy, bo nawet jak za pierwszym razem będzie źle to za kolejnym już będzie lepiej, a za kolejnym znajduję metodę. Co ciekawe to nie zawsze ma odzwierciedlenie w suchych liczbach. Czasem podjazd mi super idzie i jestem bardzo kontent na górze, ale okazuje się, że czas gorszy od jakiejś szarpaniny wcześniej. Satysfakcja jednak ważniejsza od wyników.
siemalysy
26-03-2022, 18:42
Tomek ja nawet nie zapytałem w sklepie/serwisie jaką metodą to naprawili. Odebrałem rower, nie musiałem nic płacić. Koszyk zdejmę jak znajdę trochę weny, to zobaczę czy są inserty, które były czy są nowe.
Pewnie rozwiercili i zacisnęli nową nitonakrętkę, najwięcej roboty to wyjąć to zostało po wewnętrznej stronie, jak to na rurze pod siodłem to moment, a jak na dolnej to trzeba stery rozkręcić, albo suport :-)
Chyba, że wystarczyło docisnąć, tę co była.
Szybciej suport i chyba łatwiej też wyjąć przez mufę.
W crossie Cube co to obecnie na wylocie go mam dół dolnej rury nie jest przyspawany do mufy, bo linki przerzutek tamtędy wychodzą. Jedno z fajniej rozwiązanych prowadzeń "wewnętrznych" pancerzy z jakim się spotkałem. Choć musiałem przykleić ślizg, żeby linki nawet w osłonkach nie ryły ramy. Pancerz dochodzi tylko do wlotu w rurę ramy, a dalej już leci tylko linka.
Zastanawia mnie tylko na ile trwałe będzie tylko zaciśnięcie nitonakrętki. I czy to działania naprawcze aprobowane przez Treka czy twórczość własna dystrybutora.
W stalowym Hultaju inserty z gwintem mam przylutowane do ramy. W ameliniowym nie wiem.
siemalysy
26-03-2022, 19:53
W tym przypadku suportu raczej by nie wyciągali. Bo w moim rowerze jest Press Fit ;)
Zmotywowaliście mnie do odkręcenia koszyka. Żeby się nie domyślać, to wygląda to tak, że inserty zostały dociągnięte. Widać ślady (zdjęcia poniżej). Mam nadzieję, że taka akcja nie będzie konieczna co kilka miesięcy. Czas pokaże.
61265
61266
61267
Faktycznie, tylko stare dociągnięte. Obawiam się, że tylko mocniej dokręcili śrubą przez podkładkę, ale mam nadzieję, że się mylę i będzie gitara :-)
Dzięki za fotosy.
Pewnie mechanik z kiepem w ustach doklepał młotkiem. Może nawet nie ściągał koszyka. :mrgreen:
Szczerze napisawszy suport press-fit demontuje się szybciej niż zwykły o ile ma się narzędzia, zakładam, że serwis ma. Montuje też się w sumie szybciej, bo dwie miski na raz.
Press-fit to problem dla domowych śrubkarzy, bo wybijak i praska trochę kosztują.
siemalysy
26-03-2022, 20:38
Koszyk ściągali, bo śruby dociskały go do ramy w innym miejscu otworu (fasolki) :)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.