PDA

Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )



Strony : 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 [177] 178

siemalysy
20-03-2026, 23:08
No dzisiaj zobaczyłem. Racza jest na stokach zaśnieżona do późnej wiosny, a potem jest błoto :)
Co do Fatry - naciągam Michała, może się podłączy, zrobimy wyjazd integracyjny na maxa, można nawet grila odpalić po jeździe :)

W weekend będę w górach na czymś takim: https://www.crussis.com/eshop-crussis-full-suspension-mountain-e-bike-e-full-11-11-800-wh-xl-2026.html
Ma DJI i ponoć nieźle jeździ. Ktoś chce spróbować?


patronat

Niedziela niestety. Plusem Fatry jest, że nawet w niedziele jest tam pusto.
----

Miałem w ręku Sunt. Duroluxa (LSC i HSC, u dołu LSR i HSR miało być, ale niemiaszkoim się coś poebało w opisie (było tylko LSR), albo chcieli wyrolować :twisted:,) ale się mi nie spodobał (odbicie, nawet najszybsze, to było jakieś zamulone. LSC 18 klików na pokrętle - po co aż tyle ? nigdy nie wiadomo, w jakim ustawieniu pozostawiłeś

Siema,

Mógłbym do Was dołączyć, jednak w moim przypadku najbardziej wchodzi w grę sobota. Już w góry mam kawałek, a na Fatrę jeszcze dalej, więc niedziela to tak średnio. Jak już coś ustalicie, to dajcie proszę znać. Zderzę te dane z danymi z mojego kalendarza i zobaczymy, zobaczymy czas pokaże ;-)

rotor
21-03-2026, 15:59
sprostowanie - rower testowy to: https://www.crussis.com/eshop-44556082.html
Niedziela Bielsko, po 11.

Aktualny ten iwent ? :confused:

patronat
21-03-2026, 18:12
Ta jest!

rotor
22-03-2026, 22:57
Dokonało się testowanko Crussis e-full 12.11pro za ponad 4 dyszki. Po silniku od DJI można się wiele spodziewać, chociaż brakło możliwości spojrzenia do aplikacji, co potrafi. Rowerz, jako całość, zupełnie nie dla mnie, nie ta geo i nie ta specka. Dzięki Jarek @patronat (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=88201) za cynk i umożliwienie wyrobienia sobie jakiegoś zdania.
P.s. spotkanie Endurofinów zupełnie nieplanowane

94530

Dex
23-03-2026, 11:50
Sie wetne we wątek ;) W Tematycznych jest teraz temat idealny dla Was. Może ktoś zechce się pobawić.

Piękno mojego roweru (https://forum.nikoniarze.pl/threads/320722-Zadania-tematyczne-276-Pi%C4%99kno-mojego-roweru)

Celeborn
24-03-2026, 14:33
Jakiś czas temu pytałem was o wymianę kierownicy w moim rowerze na baranka. I wymieniłem... rower. Wyszło korzystniej niż wymiana napędu i reszty części. Zrobiłem jakieś 1000 km w tym roku i na ostatniej trasie w puszczy białowieskiej wydarzyła się dziwna rzecz, sztyca podsiodłowa się połamała. Karbonowa, bo taka była zamontowana. Upierniczyła się przy samym wejściu w ramę (tam gdzie jest obejma). Bardziej to wygląda jak cięcie niż złamanie. Czy możliwe jest że sztuca była za mocno ściśnięta?

zdyboo
24-03-2026, 14:45
Możliwe, sprawdź czy koniec rury podsiodłowej lub obejma o ile ma kontakt ze sztyca nie mają ostrych krawędzi.

Przy karbą to już mus mieć klucz dynamometryczny.

No i karny jeżyk za brak foty nowego sprzęta.

grissley
24-03-2026, 15:47
Dodatkowo - sztyce karbonowe należy kupować markowe. Ja raz kupiłem coś po taniości, obejrzałem, pomyślałem i odłożyłem.
Wolę jednak własnym doopskiem nie ryzykować...

crusiek
24-03-2026, 15:59
Dopisuję sie do karnego jeżyka.

Sztyca musi być dokręcona z odpowiednim momentem, zacisk powinien być gładki od wewnatrz i zazwyczaj jest nieco szerszy szerszy niż ten alu. Dodam tez, że często sam zacisk w miejscu śruby przestawia się na tył na przód, lub tak, żeby nie schodziło się to z otworami w rurze podiodlowej.

Co do markowych, to nie wiem, czy tak na 100% moge sie zgodzić, mam sztyce z Chin, elita one chyba czy jakos tak, na której zrobiłem kilka tys. km i złego słowa nie powiem. Jeździła i w karbonowym treku i w aluminiowej, starej meridzie. Ostatecznie i tak wymieniłem ja na oryginalną bontragera, ale to tylko z próżności.

grissley
24-03-2026, 16:15
Co do markowych, to nie wiem, czy tak na 100% moge sie zgodzić, mam sztyce z Chin, elita one chyba czy jakos tak, na której zrobiłem kilka tys. km i złego słowa nie powiem. Jeździła i w karbonowym treku i w aluminiowej, starej meridzie. Ostatecznie i tak wymieniłem ja na oryginalną bontragera, ale to tylko z próżności.

To jest tak zwany dowód anegdotyczny ;)
Poza tym, pewnie istnieją "porządni" producenci z Chin. I nawet najtańsze goowno nie zawsze się łamie, z kolei nawet markowe też się czasem złamią. Kwestia prawdopodobieństw.

Celeborn
24-03-2026, 16:43
Na swoje usprawiedliwienie tylko powiem że ta sztyca już była zamontowana i nie mam pojęcia jakiej jest firmy. W sumie to nie istotne bo zamontowałem już aluminiową. Raczej to moja wina że pękła bo oczywiście że przykręcałem ją na czuja jak ustawiałem pozycję siodełka. A co do roweru to nie wiem czy jest się czym chwalić. To zwykły Romet ;) kupiłem w sumie okazyjnie od znajomego który znudził się rowerem po 500 km.

94563
94564

grissley
24-03-2026, 17:30
O, paaanie...
Romet to elyta!
Ja mam dwa, w tym jeden z czeskim silnikiem nawet! A drugi analogowy :D

crusiek
24-03-2026, 18:54
Zwykły, czy nie, ważne ze sprawia radość a pochwalić się zawsze warto, azaliż to forum foto :)

Celeborn
24-03-2026, 19:32
Racja. W sumie na początku celowałem w Unibike Tier który mi się niesamowicie podoba. Ale że trafiła się okazja pozwalająca za oszczędzić 2 tysiaki to nie będę wybrzydzał. Faktem jest że jeździ się dużo wygodniej i sprawniej niż na moim starym rowerze. Byłem w szoku jak wyszedłem pierwszy raz na jazdę testową. Sam jechał[emoji28]

Celeborn
27-03-2026, 21:47
Wybrałem się ostatnio na wycieczkę. Trochę żeby sprawdzić swoje nogi i przede wszystkim głowę do długich samotnych jazd. Pociąg o 6 z Białegostoku do Hajnówki. O 7 zameldowałem się na miejscu i jazda do Puszczy Białowieskiej. Pierwszy przystanek to miejscowość Topiło. Stare stawy w których były topione dęby z okolicznej puszczy( w sumie stad nazwa Topiło). Poźniej szutrowe autostrady w puszczy i po 10 km trafiłem na wojsko które mnie shaltowało. Jechałem obok strefy zamkniętej ale nie było żadnych oznaczeń zakazujących przejazdu. Chwila rozmowy i pojechałem dalej. Po 30 minutach nagle usłyszałem trzask i poczułem że mi siodełko spod dupska wylatuje. Pękła sztuca. Wpadłem w panikę, raz ze jestem w środku puszczy bez zasięgu a dwa że od razu odpaliła mi się wizja powrotu z buta do Hajnówki ( na oko około 18km). Na szczęście udało mi się wysunąć starą ułamaną sztycę z ramy i wsadziłem to co pozostało z siodełkiem do środka. Trochę nisko się siedziało i wiedziałem że kolana ucierpią ale jakoś pojechałem dalej. Dojechałem do Białowieży i znalazłem serwis rowerowy który nie miał części zamiennych, trudno. Na 60km trasy przerwa na doładowanie kofeiny i węgli. Palnik gazowy i kartusz robią robotę. Dalsza część trasy to same szutrowe dywany, tylko jakieś 2 lub 3 km były po ujebach przy starej linii kolejki wąskotorowej. Puszcza Białowieska pod tym względem jest niesamowita, płasko równo i bez niespodzianek. Po jakiś 30 km kręcenia się po lesie wyjechałem do miejscowości Stare Masiewo (jakieś 400m od granicy Polsko-Białoruskiej). Wioska na końcu świata, z wyglądu i położenia, po drodę mijam stadko żubrów (nie tych puszkowanych). Na 100 km dojeżdżam do miejscowości Narewka na kolejny pistop. Temperatura i wiatr trochę już powoli zaczynają doskwierać. No i się zaczyna… Jako że drugi raz w życiu mam 100 km w nogach ( pierwszy raz tydzień wcześniej) czuje duże zmęczenie. Ale nie poddaje się i dalej cisnę. Na 130 km czuje swoje kolana, dupsko i nogi… i niestety trafiłem na praktycznie jedyny podjazd, górkę czy jak to tam się nazywa w kolarskim żargonie. Szuterak zamienił się w piach na rzeczonym podjeździe. W pewnym momencie prawie zgasło mi światło. Ledwo dotoczyłem się do Hajnówki zaliczając pierwszy raz w życiu 150 km. W pociągu powrotynym nawet nie usiadłem ;)


Link do trasy:


https://www.strava.com/activities/17805605967



94706


94707

94708

94709

94710

94711

94712

94713

94714

94715

94716

94717

94718

crusiek
27-03-2026, 21:53
Dzięki za relację, fajna wycieczka i zdjęcia :) Trochę szkoda tej sztycy ale grunt, ze nie skończyło się to poważniej.

Wind Mill
27-03-2026, 23:39
Zacnież. :)

grissley
28-03-2026, 00:01
nagle usłyszałem trzask i poczułem że mi siodełko spod dupska wylatuje. Pękła sztuca.

94708

Qrde, wykrakałem... :shock:

A kokpit fajny - prawie jak u mnie :D

Celeborn
28-03-2026, 20:15
Dzięki za relację, fajna wycieczka i zdjęcia :) Trochę szkoda tej sztycy ale grunt, ze nie skończyło się to poważniej.


fakt, miałem trochę szczęścia.



Zacnież. :)

Podziękował ;)




Qrde, wykrakałem... :shock:

A kokpit fajny - prawie jak u mnie :D

Nie, ja wcześniejszy post napisałem już po tym jak mi ta sztyca pękła więc luz;)

Kokpit minimalistyczny, uchwyt na telefon tylko chwilowo póki nie zakupię jakiejś Navi.

zdyboo
28-03-2026, 21:26
Widzę nowy sprzęcior robi robotę i doprowadza organizm na granicę.

siemalysy
29-03-2026, 10:34
[FONT=&]Wybrałem się ostatnio na wycieczkę. Trochę żeby sprawdzić swoje nogi i przede wszystkim głowę do długich samotnych jazd...

Dzięki za relację i foty :-) Wrzucaj częściej.

zdyboo
29-03-2026, 11:55
Dwa tygodnie temu miałem jechać do Rawicza i wrócić z ciapongiem, wiało z południa, zatem jak na trzeci dystans w sezonie to miało być akurat, trasa pod stówkę, żeby nie umrzeć. Zaraz jak wyjechałem spod bloku to jakoś dziwnie mi majtnęło rowerem przy braniu zakrętu, odwracam się, paczam na tylne koło, a tu bicie. Zatrzymałem się i sprawdzam, urwany nypel, wróciłem do domu i zamiast na wycieczkę koło zawiozłem do mechanika. 25 kkm wytrzymało na alu nyplach. Mechanikowi trochę zeszło, bo dwa ciepłe tygodnie spowodowały start sezonu i w końcu wczoraj udało się mlasnąć dystansa. Wiatr się zmienił, zatem Rawicz - Wro.

Bilet na IC okazał się tańsze niż KD czy PR, do tego szybciej i w lepszych godzinach. Jadać na stację najbliżej domu stwierdziłem, że jest nie tyle zimno, co pizga. Jak już stałem na peronie było względnie spoko. W ciapongu było za to przytulnie, cicho i ciepło, aż się nie chciało wysiadać. No ale trzeba było, w Rawiczu sporo osób wsiadało, zatem możliwe, że i tak bym nie miał miejsca dla siebie.

Ruszyłem, i w zasadzie zaraz opuściłem Rawicz i dobrą nawierzchnię. Pierwsze 20 km było, jak po powierzchni Księżyca, krater na kraterze, na szczęście znikomy ruch i długie proste odcinki sprawiły, że dało się wybierać tor jazdy, sporą część tego dystansu pokonałem lewym pasem.

Jakoś za Rogożowem poprawiła się jakość nawierzchni, cały czas wiało, ale głównie w plecy, zimno mi było głównie w dłonie, ale temperatura rosła, co prawda powoli, ale w górę.
Piotrkowice oznaczały koniec płaskiego i zaczeły się wzgórza, niby nic, ale wiosenna forma i dwutygodniowa przerwa zrobiły swoje.
Gdzieś przed Bagnem minęła mnie grupa trzech koni cisnąca gruzami na zmiany, nawet nie brałem pod uwagę podczepienie się na koło. Szybko mi odjechali, a ja wjechałem w las. W lesie było sucho, cicho i pagórkowato. Na jednym miejscu odpoczynku zrobiłem sobie mały popas na batona, żałowałem, że nie zabrałem herbaty w termosie, ale nie przypuszczałem, że będzie tak pizgało. Byłem też zmęczony, a byłem raptem za połową dystansu, wjechałem jednak już na tereny wokółkominowe, zatem przynajmniej w głowę nic nie uwierało.

Na obwodnicy Brzegu Dolnego wyszło słońce, nadal pizgało, ale jakby przyjemniej było. Trwało to ze 20 sekund.

We Wrocławiu koło stadionu miejskiego zdecydowałem się na nieco okrężną trasę, żeby dozbierać kilometrów do trzycyfrowego wyniku. Do domu dotarłem ledwo żywy. Nawet w grudniu mnie tak nie wypizgało, do tego dojechany byłem na maxa. Odżyłem po jakichś trzech godzinach dopiero.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/17887440874

Fotosy:
94740
Orla

94741
Barycz

94742
Premiumy koło Brzegu Dolnego

Celeborn
30-03-2026, 12:52
Ciekawa relacja, dzięki

I ja dorzucę coś z wczorajszej wycieczki.

Z ambitnych planów na 200 km zostały mi potłuczony łokieć i złamane żebro…

Moja wczorajsza “wyprawa życia”.
Ruszyłem wczoraj równo o 6:00 rano, tuż przed wschodem słońca. Plan był prosty i konkretny – kręcę 200 km w stronę Warszawy. Pogoda zapowiadała się świetnie, a ja byłem nakręcony na jazdę jak małe dziecko.
Na starcie miałem super widoki, bo minąłem po drodze sporo łosi. Białystok w końcu leży w otulinie Narwiańskiego Parku Narodowego, więc takie spotkania o świcie to na okolicznych polach są dość częste. Zaczęło świtać, przez chwilę zrobiło się trochę zimnot.
Najpierw dojechałem do miejscowości Śliwno, są tam tratwy i kładki na rzece. Żeby przeprawić się przez park i pokonać rzekę w dwóch miejscach, trzeba użyć ręcznych tratw. Zrobiłem kilka fotek i pogoniłem dalej. Trasę zaplanowałem głównie po asfalcie – mniejsze opory toczenia dawały mi pewność, że z wiatrem w plecy bez problemu wyrobię się na pociąg powrotny do Białegostoku.
Po zjechaniu z kładek wpadło trochę górek, a potem kręciłem już prosto przed siebie. No i tu zaczyna się dramat…
Był to około 40. kilometr trasy. Przejeżdżam sobie spokojnie przez jedną z wiosek i nagle z podwórka prosto pod moje koła wyskakuje @#$%^&* pies. Odruchowo i z całej siły wcisnąłem heble. Niestety, na asfalcie było pełno piasku. Koło uciekło, a ja wyłożyłem się na glebę. Pies, jak to pies, oczywiście od razu uciekł, a ja po chwili dopiero ogarnąłem, co się właśnie odwaliło.
Łokieć i bark zaczęły mnie od razu potężnie Napier#$%^, ale najpierw sprawdziłem czy rower i aparat całe. Na szczęście rower (poza lekkim obtarciem klamki hamulca) wyszedł z tego bez szwanku. Gorzej ze mną. Rozwaliłem kurtkę i spodnie. Kask na szczęście cały, bo o dziwo nie uderzyłem głową o asfalt. Największy niefart dotyczył aparatu, który miałem zawieszony na szyi. W momencie upadku wsunął mi się między rękę a klatkę piersiową i przyjął na siebie całe uderzenie. Aparat jest tylko lekko obdarty od spodu (lbracket ucierpiał), ale za to moja klatka piersiowa bolała mnie tak, że aż ciemniało mi przed oczami.
Na adrenalinie uznałem, że to koniec wycieczki, ale nikt – ani żona, ani żaden znajomy – nie miał jak po mnie przyjechać. Do najbliższej miejscowości z pociągiem (Łap) miałem 26 km. Stwierdziłem, że jakoś się dokulam. Droga zleciała w miarę okej, chociaż bark pulsował, a każdy oddech wchodził dość ciężko. Ale jechało się w miarę komfortowo.
Dojechałem do Łap, sprawdzam rozkład... uznałem, że przez godzinę czekania to ja na rowerze dojadę do domu. No i pojechałem.
Duży błąd. Z każdym kolejnym kilometrem adrenalina puszczała, a ból stawał się nie do zniesienia. Ostatnie 10 km przejechałem na absolutnych oparach. Do kolejnej stacji (gdzie mogłem złapać inny pociąg) miałem 5 km, które jechałem chyba z 20 minut. Tak mnie docisnęło, że znowu zaczęło mi “gasnąć światło”. Jakoś dotoczyłem się na peron, wróciłem pociągiem do domu, wziąłem szybki prysznic i prosto na SOR.
Bilans?
Zbity bark, stłuczony łokieć i… złamane żebro.
Pierwszy raz w życiu miałem na rowerze jakąkolwiek wywrotkę czy uślizg. Przez lata jazdy nie złapałem nawet kapcia, nie urwałem łańcucha, nic. A tu taki finał “wycieczki życia”. Kilka zdjęć z początku trasy udało mi się zrobić, ale potem głowa była już zajęta tylko jednym – jak przetrwać powrót.
A wszytko przez wioskowego kundla. A może Romet przynosi pecha ;)


https://www.strava.com/activities/17897084616

94754


94755


94756


94757


94758


94759


94760


94761


94762


94763


94764


94765


94766

zdyboo
30-03-2026, 16:47
Szybkiego powrotu do zdrowia.

Urlop w zeszłym roku spędzałem na Suwalszczyźnie, czyli prawie Twoje okolice. Nawet bujnąłem się na kole z Białego do Suwałk. I na tej Suwalszczyźnie, też gdzieś tam pogonił mnie wiejski pies, taki w typie labradora i okazało, że można zrobić podjazd z prędkością 30+. :)
W sobotę też jakiś burek startował, ale powiedziałem "zostaw!" i odpuścił, serio, aż zdziwiony byłem.

Co do adrenaliny to prawda, kilka lat temu w zimie, wracając z fabryki wyje..., znaczy wywróciłem się na rowerze. Dość mocno rozwaliłem kolano, ale po tym jak się podniosłem to się tylko zastanawiałem czy wystarczy adrenaliny, żebym przez kolejne 10 km nie czuł bólu i zimna przez rozdarte spodnie. Wystarczyło. Dostałem potem tydzień L4 na to kolano, bo kolejnego dnia już ledwo chodzić mogłem, a krew nie chciała przestać lecieć.

BTW, te zdjęcia to jakiś filtr, preset, obróbka? Dość analogowo wyglądają, kolorystycznie podobne do Portry Kodaka.
BTW 2, wiesz, że przy takim ustawieniu lampki nie widać jej z tyłu, błotnik w tym też nie pomaga.

siemalysy
30-03-2026, 16:51
Dwa tygodnie temu miałem jechać do Rawicza i wrócić z ciapongiem, wiało z południa, zatem jak na trzeci dystans w sezonie to miało być akurat, trasa pod stówkę, żeby nie umrzeć. Zaraz jak wyjechałem spod bloku to jakoś dziwnie mi majtnęło rowerem przy braniu zakrętu, odwracam się, paczam na tylne koło, a tu bicie. Zatrzymałem się i sprawdzam, urwany nypel, wróciłem do domu i zamiast na wycieczkę koło zawiozłem do mechanika. 25 kkm wytrzymało na alu nyplach. Mechanikowi trochę zeszło, bo dwa ciepłe tygodnie spowodowały start sezonu i w końcu wczoraj udało się mlasnąć dystansa. Wiatr się zmienił, zatem Rawicz - Wro.

...


Krótko, zwięźle i na temat :-) Dobry początek nowego sezonu relacji :-) Dzięki za relację i foty.



Na obwodnicy Brzegu Dolnego wyszło słońce, nadal pizgało, ale jakby przyjemniej było. Trwało to ze 20 sekund.


Aż 20 sekund słońca. No wypas proszę Ciebie. W centrum słońce było łaskawe i poświeciło dłużej. Pizgało jednak wiatrem podobnie jak u Ciebie.




...

I ja dorzucę coś z wczorajszej wycieczki.

Z ambitnych planów na 200 km zostały mi potłuczony łokieć i złamane żebro…

...

Plan miałeś ambitny. Wielka szkoda, że w taki sposób musiałeś to zakończyć. Trudno mi sobie wyobrazić jak z upływającym czasem musiało Ciebie boleć jak wracałeś na chatę. Współczuję :( To nic przyjemnego.
Trzymaj się i wracaj szybko do zdrowia.

crusiek
30-03-2026, 18:15
zdyboo, dzięki za relację, tej wiosny mi bardzo ciężko się rozbujać :)

Jak popatrzę w cyferki, to w zeszłym roku miałem już blisko 2.4k km zrobione, teraz ledwo ponad 1k. No i wiatr mnie regularnie niszczy :D

Celeborn, przykra sprawa, wracaj szybko do zdrowia i nie zrażaj się do dalszej zabawy z jednośladami :!:

Celeborn
30-03-2026, 21:27
Szybkiego powrotu do zdrowia.

Urlop w zeszłym roku spędzałem na Suwalszczyźnie, czyli prawie Twoje okolice. Nawet bujnąłem się na kole z Białego do Suwałk. I na tej Suwalszczyźnie, też gdzieś tam pogonił mnie wiejski pies, taki w typie labradora i okazało, że można zrobić podjazd z prędkością 30+. :)
W sobotę też jakiś burek startował, ale powiedziałem "zostaw!" i odpuścił, serio, aż zdziwiony byłem.

Dzięki. Trasę miałeś niezłą, biorąc pod uwagę że cały czas pod górę. Mi się pierwszy raz taka sytuacja trafiła. Chyba tylko mogę napisać jedno, pech.



BTW, te zdjęcia to jakiś filtr, preset, obróbka? Dość analogowo wyglądają, kolorystycznie podobne do Portry Kodaka.
BTW 2, wiesz, że przy takim ustawieniu lampki nie widać jej z tyłu, błotnik w tym też nie pomaga.

To są jpgi prosto z puszki, zrobiłem sobie profil kolorystyczny w NXstudio na bazie profilu flexible kolour z nikona zf. A z lampką masz rację, rano na szybkości przyczepiałem po ładowaniu i nie zwróciłem uwagi że jest za nisko.



Plan miałeś ambitny. Wielka szkoda, że w taki sposób musiałeś to zakończyć. Trudno mi sobie wyobrazić jak z upływającym czasem musiało Ciebie boleć jak wracałeś na chatę. Współczuję :( To nic przyjemnego.
Trzymaj się i wracaj szybko do zdrowia.

Dzięki, w sumie najbardziej napierniczało już w pociągu. Ale na sorze szybko mnie znieczulili ;) Najbardziej szkoda mi dnia zamiast na rowerze to w szpitalu. Ale co się odwlecze.... W komocie już nową trasę wyznaczyłem z jak najmniejsza ilością wiosek ;)




@Celeborn (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=25223), przykra sprawa, wracaj szybko do zdrowia i nie zrażaj się do dalszej zabawy z jednośladami :!:


Dzięki, mnie takie rzeczy na szczęście nie zrażają. Teraz to chyba tylko gaz pieprzowy musze kupić;)

grissley
30-03-2026, 22:15
Ja staram się nic na sobie nie mieć poza ciuchami - jazda z aparatem przewieszonym przez ramię jakoś totalnie nie mieści mi się w zakresie dopuszczalnych opcji rowerowych. Właśnie z powodu czegoś takiego, co Cię spotkało...

Mi się przez 20 lat żadna wywrotka nie zdarzyła, a przez ostatnie dwa lata już kilka. W tym jedna na pełnej qr*e na zakręcie (asfalt)... Ale jakoś, odpukać, poza siniakami jakoś udawało się wyjść bez szwanku. A spodnie i kurtkę zacerowałem...

Psy na wsiach to zuo...
Zresztą w miastach też - ale w tej opcji burek wpadający na pełnej pod koła albo ujadający z tyłu gdy goni za naszą doopą zmienia się w cichego burka lub wręcz arystokratę rasowego, spokojnie szczającego (o ile nie dwójka) po przeciwległym brzegu ścieżki rowerowej niż tan, na której stoi właściciel. Pomiędzy nimi oczywiście napięta smycz.

patronat
31-03-2026, 08:34
Najczęściej atakującym człowieka zwierzęciem, statystycznie, jest oczywiście pies. I komar. Ale, na zdjęciu masz mega groźnego zwierzaka, oczywiście jak jest samicą na wkur...ie. W 2010 robiłem zdjęcia na Rajdzie w Mikołajkach. Schowani za drzewem chroniącym przed nadciągającymi dobitkami WRC dostaliśmy szarżę w plecy od wkurzonej klempy. Wtedy poczułem, że mam talent wspinaczkowy :)
Co do poślizgów na piachu. Nie chcę moralizować czy coś w ten deseń, ale znów historyczna retrospekcja z mojego życia. Jeździłem na motocyklu, szosowym. Honda VRF wtedy. Byłem zesrany za każdym razem jak asfalt był brudny, na pasach, po piaseczku itd. Któregoś dnia pojechaliśmy z kumplem na całodniową wycieczkę enduro po Jurze. Mam gdzieś zdjęcie po zakończeniu - odcięło nas kompletnie, nie byłem w stanie utrzymać butelki z wodą. Ale przestałem się bać piachu. Kilka lat i jeden motocykl enduro później, przestałem myśleć o śliskich partiach nawierzchni, organizm automatycznie wykrywa i reaguje na takie rzeczy. Potem całkowicie zrezygnowałem z asfaltu, ale to już inna opowieść. Zmierzam do tego, żebyś na chama pojeździł na jakimś dostosowanym sprzęcie w trudniejszym terenie. Poznasz zachowanie sprzętu i nauczysz się stabilizować w sytuacjach nagłych.
Zdrówka!

zdyboo
31-03-2026, 16:32
Tylko piach w terenie i piach na asfalcie to są dwa różne piachy.
I bardzo dużo zależy od opon, MTB na węższych (2,25") Vittoriach Barzo po piachu w terenie szedł jak po sznurku, a na szerszych (2,4") Bontragerach XR4 radzi sobie znacznie gorzej.
Piach na asfalcie lata w tej samej lidze co świeża plama oleju lub lód. Ja omijam, jak jest miejsce to nawet, jak mam prosto przelecieć przez taki piach to wolę ominąć.

patronat
02-04-2026, 08:23
Myślę, że umknął Ci fragment o kilku latach nabywania doświadczeń :)

zdyboo
02-04-2026, 15:57
Nie umknął i oczywiście masz rację co do nabywania doświadczenia, ale owo nabywanie powinno się odbywać na sprzęcie i w warunkach docelowych.

cz4rnuch
02-04-2026, 21:17
Niektórzy sportowcy jednak celowo uprawiają też inne dyscypliny by szybciej zbudować jakieś skillsy przydatne przy tej docelowej. Kierowcy F1 mogliby w nieskończoność kręcić kółka, ale żeby zbudować mocniejsze mięśnie karku czy core po prostu korzystają z siłowni. I bardzo dużo jeżdżą na rowerze. W tym co napisał patronat pewnie jest jakaś część prawdy. Van der Poel czy van Aert uprawiają też przełaje i mtb ponoć właśnie dlatego (no nie tylko) by sobie także lepiej radzić w trudnych warunkach na asfalcie. Wydaje mi się, że Sagan także wspominał, że baza mtb pozwalała mu uzyskać przewagę, bo się po prostu nie bał uślizgów. Podobnie Pidcock, ale ten z kolei mówił, że piach na asfalcie jest bardziej niebezpieczny i nieprzewidywalny. Ja sobie myślę, że faktycznie technika jazdy z mtb zapewne się przydaje, ale jednocześnie ile lat trzeba spędzić na treningu by miało to jakieś realne przełożenie? I czy warto skoro atakujący pies w połączeniu z łachą piachu czyli dwa nieszczęścia w jednej chwili to pewnie prawdopodobieństwo podobne do bycia rażonym piorunem. No i któryś z tych panów, bo sobie dziś czytałem (chyba van Aert) wspominał o technikaliach. Jak ważny jest rozmiar opony, ciśnienie itd. W połączeniu z inną postawą, innym hamowaniem, inną zwrotnością, innym rozmiarem kierownicy i chwytem mogą spowodować, że nawyki z mtb mogą przeszkadzać zamiast pomagać. Pewnie trzeba spędzić drugie tyle czasu co na treningach w terenie, również na przełożenie tego wszystkiego na realia barankowe. A na końcu i tak wszystko zależy od tego czy pies odpuści czy nie. To oczywiście takie luźne rozważania. Niewiele wiem o jeździe po piachu oraz o mtb, bo ten mi służy tylko jako dojazdówka do pracy zimą. Ale wtedy faktycznie, jeśli się wywracam to zazwyczaj po pierwszych śniegach. Potem z czasem człowiek zaczyna tak ogarniać i krew już się nie gotuje przy każdym uślizgu dupy. Minimalnie mniej oczywiście.

PS W sumie zapomniałem po co tu wlazłem :) Mam pytanie odnośnie czujnika tętna na klate do garmin fenix. Czy polar lub wahoo będą okej czy z fenixem to najlepiej od garmina? Wolałbym najtańsze, ale takie co robi robotę i jest w miarę wygodne.

zdyboo
03-04-2026, 06:50
Wszytko co ma ANT+ powinno z Garminem śmigać.
Mnie na przykład raz podczas aktywności Edge gubi na chwilę wszystkie urządzenia i zaraz je znajduje.

patronat
03-04-2026, 11:50
Nowe Fenixy mają małe rozbieżności względem pasków- podobno poniżej 2%. Jaw związku z tym nie stosuje żadnch dodatkowych czujników.

Co do ślzgania się- cała jazda terenowa na moto polega na utracie przyczepności. I jeśli tylko nadarzy się jakaś okazja to się korzysta :)


https://youtu.be/HDfrG33peyA?is=k-IRHDPRD4FPvYRZ

cz4rnuch
03-04-2026, 13:42
Nowe Fenixy mają małe rozbieżności względem pasków- podobno poniżej 2%...Ze względu na to, że mi to za dobrze nie działa (od którejś aktualizacji) to dużo testów przeorałem i zazwyczaj jednak fenixy wypadają sporo gorzej od topowych pod tym względem zegarków choćby od apla. Pomiary są zbieżne, ale tak bardziej na 90% a nie 98% porównując do paska na klatę. Oczywiście dochodzi jeszcze kwestia osobnicza. Ja mam już świadomość, że te wyniki to jest w równej mierze praca algorytmów jak i samego sensora(ów - bo one ze sobą współpracują). Widocznie ja się nie łapię w widełki tych algorytmów, bo wyniki mam często absurdalne. Np spadek tętna o 40 uderzeń w ciągu sekundy jak wczoraj. U mnie takie kwiatki zdarzają się zbyt często. Nie jestem przy tym jedyny. Na forum garmina już wiele teorii padało na ten temat. Ludzie się wymieniają wykresami, które wyglądają bliźniaczo do moich. Chyba nawet garmin coś pisał, że coś namieszali z algorytmem kadencji przez co wszystko się przycina i zakłamują się wyniki również innych pomiarów. U mnie to często wygląda tak jakby zegarek przez pierwsze kilka minut się kalibrował, wyskakuje mi znienacka tętno przy którym pewnie już oddychałbym pachami, a ja się dopiero rozgrzewam. Potem jakby zatrybi o po kilku minutach wszystko już wraca do normy. Zauważyłem też, że czujnik gorzej działa gdy jest zimno. Sam ciężar chyba też nie jest bez winy, bo lżejsze garminy z tym samym czujnikiem z tego co sprawdzałem radzą sobie lepiej. Dlatego jednak sprawdzę ten pasek, zamówiłem polara, i zobaczę czy coś to da.

patronat
03-04-2026, 14:01
Moj działa poprawnie, za to od jakiegos czasu nie mam EKG aplikacji. Garmin odposal zeby resetowac do zera…

esperal
03-04-2026, 14:10
Garmin faktycznie strasznie namieszał jakąś aktualizacją, i teraz już nawet nie jestem pewien czy moje średnie spoczynkowe z zegarka jest faktycznie takie jak je pokazuje. Rozbieżności pomiaru sprawdzałem kiedyś pedałując z zegarkiem i z paskiem jednocześnie. Różnice były czasami w okolicach 30 uderzeń. Wychodzę z założenia, ze pasek na klatę ma większy moduł pomiarowy niż zegarek, więc technicznie rzecz biorąc to on powinien być dokładniejszy, ale jak jest faktycznie, tego nie wie nikt. W sieci faktycznie wielu użytkowników pisze o problemi

cz4rnuch
03-04-2026, 14:44
Garmin faktycznie strasznie namieszał jakąś aktualizacją, i teraz już nawet nie jestem pewien czy moje średnie spoczynkowe z zegarka jest faktycznie takie jak je pokazuje...Mnie w ciągu ostatniego tygodnia pułap tlenowy podskoczył o 3 punkty. Niby człowiek powinien się cieszyć, ale serce podpowiada, że to tak nie do końca :)

patronat
03-04-2026, 16:25
E tam zaraz. Zależy z jakiego pułapu na jaki. Jeśli z 35 na 38 to może być prawda :)

esperal
03-04-2026, 16:48
Z 35 na 38 pewnie łatwo. Miałem pułap 55 w wieku 47 lat (górny przedział 5% i wiek sprawnościowy 20 lat) i choćbym nie wiadomo co robił to już mnie wyżej nie puściło. W moim przypadku najlepiej szło do góry przy kombinacji rower - bieganie.

patronat
03-04-2026, 20:15
Dzisiaj oglądałem całkiem mądry wywiad z kardiologiem. Stwierdził między innymi, że pułap jest w zasadzie genetyczny + 20% wzrostu ćwiczeniami, a trochę więcej sportem. No i niestety jest łączony z wiekiem. Aktualnie na starcie sezonu mam 47, ale nie biegam bo mi kolano siadło (pochodna sportu właśnie), zaczynam jazdę dopiero bo wciąż śnieg, do tego tylko ścianka wspinaczkowa aktualnie. I faktycznie czuję się na max 47. Brakuje mi 1 pkt do niebieskiego pola z określeniem "znakomite". Oczywiście zakładam, że wskoczy w ciągu najbliższego miesiąca, ale nie napinam się. Na tle moich rówieśników i tak jestem robocopem :) Reasumując pułap ma wytworzony tylko i wyłącznie rowerem elektrycznym, dokładnie tym co to nie jest rowerem i nie da się na nim zmęczyć :)

PS
Miałem testy spirometryczne, czy jak się to tam nazywa i VO2 max pokrył się z Garminem prawie - Garmin zaniża mi teoretycznie jeden pkt. Wię konkluzja dla mnie jest taka, że śmieszne zegarki przestały byc śmieszne.

cz4rnuch
03-04-2026, 21:24
Z 35 na 38 pewnie łatwo...Fizjologicznie jest to niemożliwe. Ale w zegarku jak najbardziej. I o tym pisałem, to jest magia algorytmów :)


Miałem pułap 55 w wieku 47 lat (górny przedział 5% i wiek sprawnościowy 20 lat) i choćbym nie wiadomo co robił to już mnie wyżej nie puściło.Mnie wybije 47 za 2 miesiące i okazuje się, że mimo iż ostatni miesiąc spędziłem na spijaniu drinków z palemką a i wcześniej też tak do końca z ręką na sercu nie powiem, że dawałem z siebie wszystko to wczoraj się okazało, że jestem w życiowej formie :) Tzn. wiem, że nie jestem, ale właśnie tak się dzieje gdy coś w zegareczku szwankuje.


W moim przypadku najlepiej szło do góry przy kombinacji rower - bieganie.Tak do końca to tego nie wypróbowałem, bo za mało jeżdżę na rowerze, ale u mnie w zeszłym roku najlepiej działał trening norweski. Najbardziej polecany do wypracowania VO2max. To ciężki plan, ale jak się człowiek przemoże to może zadziałać. Oczywiście cudów nie ma. Swojego sufitu nie przebijesz. Mój jest w podobnym miejscu i za bardzo dalej nie idzie. Ale to nie ma znaczenia przecież. Z wiekiem i tak pułap się kurczy więc trening ma za zadanie po prostu ten proces opóźnić. Mamy po 50 lat prawie. W tym wieku ludzie 100 lat temu do grobu się kładli :) To nie czas na bicie życiówek, to walka o życie :)


Dzisiaj oglądałem całkiem mądry wywiad z kardiologiem. Stwierdził między innymi, że pułap jest w zasadzie genetyczny + 20% wzrostu ćwiczeniami, a trochę więcej sportem. No i niestety jest łączony z wiekiem.Chyba widziałem to samo. Genetyka najważniejsza, potem wiek. Tak czy inaczej zwykły zjadać chleba nie podskoczy powyżej +30%.


Aktualnie na starcie sezonu mam 47, ale nie biegam bo mi kolano siadło...Trzeba jeszcze rozróżnić vo2max dla biegania i kolarstwa, bo w garminie to dwie różne wartości. I generalnie kolarz po jakimś treningu biegowym ma vo2 biegowe nawet wyższe niż kolarskie. O ile oczywiście nie ma np kontuzji lub słabszych mięśni odpowiadających za bieganie.


Miałem testy spirometryczne, czy jak się to tam nazywa i VO2 max pokrył się z Garminem prawie - Garmin zaniża mi teoretycznie jeden pkt. Wię konkluzja dla mnie jest taka, że śmieszne zegarki przestały byc śmieszne.To by się zgadzało z tym co wyczytałem w netach. Garminy generalnie odrobinę zaniżają VO2max, ale akurat tu są dość dobre w estymacji. O ile dostaną prawidłowe dane. U mnie jestem pewny, że teraz zegarek zmyśla. Niestety :)

patronat
03-04-2026, 21:56
Poprawią pewnie, nie ma z nimi dramaru. Choć ostatnio jest troche fakapów dziwnych.

grissley
04-04-2026, 00:25
a'propo tętna - używacie do pomiaru zegarka, czy czujnika na klatę?
Ja od kilku lat jeździłem z czujnikiem na klacie, aż w końcu dostałem jakiegoś uczulenia. Jak jeżdżę z nim dłużej niż godzinę to pod tym paskiem mi się skora zaczerwienia i swędzi przez kolejne dwa-trzy dni. Co robić? Ktoś tak miał?

patronat
04-04-2026, 07:57
Szanowni geavelomaniacy - jeśli ktoś jeszcze nie ma pomysłu na wakacje, polecam:

https://youtu.be/H8tNHOVl_fE?is=jGkpCsQNZvaX9h7f

zdyboo
04-04-2026, 13:32
Co robić? Ktoś tak miał?

Wymienić pasek lub wyprać pasek. Ja miałem tak tylko raz, w zeszłym roku jak jechaliśmy R10. Nie miałem za bardzo jak prać paska, prałem ręcznie w letniej wodzie, ale to okazało się za mało. Pod koniec miałem potówki w miejscu gdzie pasek stykał się klatą, ale w zasadzie tylko z przodu.
Po wypraniu paska w pralce automatycznej problem się nie ponowił, ale ja pasek piorę po każdej jeździe. Olałem zalecenia Garmina, żeby po każdej aktywności tylko płukać, a co siódmą prać.
W ciągu weekendowego wyjazdu pasek potrafię mieć na klacie przez 11-12 godzin, z czego 6-7 to jazda na rowerze. Jakbym wychodził pojeździć na 2 godziny to może by zalecenia Garmina miały więcej sensu.

patronat
04-04-2026, 19:17
Wczoraj jeszcze śnieg a dzisiaj:
94880

zdyboo
04-04-2026, 20:33
W ramach zwalczania zimowej kondycji postanowiłem wybrać się na kolejną wycieczkę.
Duć miało fest z zachodu, zatem trzeba ciapongiem na zachód i wrócić na kole.
Z osiedlowej stacji Sprinter KD zabrał mnie do Okmian. W składzie byłem jedyną osobą z rowerem i ogólnie ludzi było mało. Jazda Sprinterem robi wrażenie, zwłaszcza na odcinku z mojej stacji osiedlowej do Legnicy, gdzie tylko jedna stacja jest po drodze. Ciapong napiera z przelotową 160 km/h, co sprawia, że podróż do Legnicy nie trwa nawet 30 minut. W Okmianach byłem po niecałej godzinie.

Na peronie odpaliłem elektronikę i odezwała się Varia, ale że jak? Wyłapała skład cisnący na Wro który akurat wjeżdżał w perony. :)

Ruszyłem przez Okmiany, asfalt skończył się zaraz za stacją i zaczęła kostka brukowa, bardzo nierówna, w dawnym województwie legnickim bez zmian zatem. Przejechałem kawałek chodnikiem, też nierównym i zjechałem na asfaltówkę w nowszej części wioski z niewysokim, ale nowym budownictwem wielorodzinnym. Kilkaset metrów pod wiatr upewniło mnie, że dobrze zrobiłem przy planowaniu trasy z wiatrem.

Skierowałem się w stronę Chojnowa, ale jeszcze w Osetnicy spadło parę kropel deszczu. Chojnów przeciąłem przez samo centrum i dalej na wschód. Następny był Goliszów, a po nim Niedźwiedzice, czyli najpiękniejsza wieś Dolnego Śląska w 2017 roku. Tam drogi są po dwóch stronach Skory, ja wybrałem prawy brzeg, ale droga na przeciwnym brzegu wydawała się mieć lepszą nawierzchnię. Najbliższa przeprawa potwierdziła moje przypuszczenia. Niestety szybko się skończyło i wróciłem na nierówną i dziurawą drogę.

W Grzymalinie zatrzymał mnie jakiś typ co szedł drogą, zapytał czy zamówię mu taksówkę, bo rozładowała mu się komórka. Zamówiłem, gość myślał, że dziś jest piątek, melanż musiał się ponieść. Jak skręciłem na Rzeszotary to mijała mnie z przeciwka taxi. Ja tymczasem zabrałem się za omijanie Legnicy.

W Kunicach mają kawałek jeziora i w sezonie widać, że miejsce jest przygotowane na odwiedzających. Obecnie jeszcze wszystko zamknięte. Gdzieś w Szczedrzykowicach złapał mnie nieco większy deszcz, ale nadal nic zobowiązującego.

Dopiero przed Malczycami poprawiła sie nawierzchnia i nie trzeba było tak uważnie patrzeć po czym się jedzie. Środę Śląską też ominąłem, a jak dojechałem do Miękini to zobaczyłem, że jezdnia jest wilgotna. Reszta to już okolice wokołokominowe.

Jazda pod dawnym województwie legnickiem to podróż cofająca w czasie o 30 lat. Zniszczone drogi i kostka brukowa we wioskach. Nie mam pojęcia czemu od wielu, wielu lat się nic z tym nie robi. Nawet Kotlina Kłodzka przestaje już straszyć nawierzchnią, a tam niezmiennie od lat, dziury, wyboje i nierówny bruk.
Nie zliczę też ile raz dziś przecinałem magistralę kolejową, którą dostałem się do Okmian.
Nadal wróciłęm zmęczony, ale nie tak mocno jak tydzień temu.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/17972978394

Fotosy:
94881
Prawie, że jeszcze wschód słońca.

94882
Stare i nowe wiatraki.

94883
Chojnów.

94884
Jezioro Kunickie.

94885
Malczyce, pozostałości papierni.

siona
05-04-2026, 13:13
Macie plany by dzisiaj troszkę pokręcić?
Ja usiłuje namówić Olę [emoji16]

No i mamy nowy nabytek…
94886

crusiek
05-04-2026, 13:28
Nie zliczę też ile raz dziś przecinałem magistralę kolejową, którą dostałem się do Okmian.


Dzięki za relacje i zdjęcia.
Mnie od kilku dni przecina wiatr i to taki ko kretny... byle do wtorku.

crusiek
05-04-2026, 13:30
Macie plany by dzisiaj troszkę pokręcić?
Ja usiłuje namówić Olę [emoji16]

No i mamy nowy nabytek…
94886Całkiem spoko taczka, przyjemności z jazdy.
Mialem pojeździć ale duje złem :) Może się przemogę.

patronat
05-04-2026, 17:58
To Fazua, nie?
Dobre rowery to są.

My dzisiaj w Bielsku kilka trasek zrobiliśmy.
Nowa droga, od Bierunia już otwarta:

94889

Jarosław na trasie
94890

Efekt:
94891

grissley
05-04-2026, 18:34
Wymienić pasek lub wyprać pasek. Pranie paska po każdej wycieczce oznacza jego wymianę jakieś dwa razy do roku. A sam pasek kosztuje prawie tyle samo co pasek z czujnikiem.
Ale chyba nie mam alternatyw, bo robi się coraz gorzej...

Qrde, w kwietniu mam wymuszoną przerwę rowerową. I znowu kondycja poleci i wszystko od nowa trzeba będzie budować... :(

patronat
05-04-2026, 18:46
Ale pierzesz bez płynu do płukania?

grissley
05-04-2026, 19:07
bez.
Leci zestaw z ciuchami rowerowymi, pralka tryb "fitness", 30 stopni, płyn do prania - pranie główne, płukanie samą wodą.

siona
05-04-2026, 19:15
Fazua. Kultura pracy tego silnika jest niesamowita.
To Oli rower. Ja nadal bez prądu. Rower fajny, dobrze zrobiony, ładny kompozyt. Niestety mentalnie w stosunku do Amerykanów to są niedorozwinięci…
- brak kompletnej dokumentacji roweru i ramy
- sztyca nie mieści się w ramie ( wymieniłem na oneup)
- jakiś debil wymyślił wewnętrzne prowadzenie
- brak portu ładowania

Ale cena wyrywała z kapci więc nie narzekam mimo koniecznych zmian ( sztyca, manetka i przerzutka)
Zobaczymy jak hamulce bo ola lekka więc może nie trzeba będzie zmieniać.

patronat
05-04-2026, 20:36
Focus to prawie Santa. Jakość wbrew pozorom podobna.

Co do płukania ciuchów- stosujemy rozcieńczony wodą ocet w małej ilości. Robi cuda.

grissley
05-04-2026, 21:21
Co do płukania ciuchów- stosujemy rozcieńczony wodą ocet w małej ilości. Robi cuda.
W sensie - do przegródki na proszek dajecie płyn do prania, a ten ocet do przegródki na płyn do płukania (tej środkowej w szufladce pralki)? Co to daje?

patronat
05-04-2026, 21:56
Mało kto wie, że płyny fo płukania są w większości robione na bazie łoju wołowego.
Domowy sposób na neutralizację detergentów to ocet - ale nie w ilości podawanej przez AI :) - używamy znacznie mniej stężony roztwór.
Cytat: Ocet to tani i ekologiczny zamiennik płynu do płukania, który zmiękcza tkaniny, usuwa osady z detergentów, neutralizuje zapachy oraz odkamienia pralkę.
Do tego jest antybakteryjny. I działa :)

zdyboo
06-04-2026, 00:13
Pranie paska po każdej wycieczce oznacza jego wymianę jakieś dwa razy do roku.

Jeżdżę raczej więcej do Ciebie i mam dopiero drugi pasek, pierwszy kupiłem pod koniec 2017 roku jako bundle z E1k, a drugi w 2022. Ten pierwszy nadal działa, bo problemem okazał się sam pulsometr, który trzeba było zresetować, ale wtedy myślałem, że to pasek.
Ja piorę w płynie do prania czarnych rzeczy, bez płynu do płukania, zresztą moja pralka w trybie do prania ciuchów sportowych w ogóle nie uruchamia przegródki z płynem do płukania.
Jedyne co robię to pasek wkładam do siateczkowego worka, ale to głównie dlatego, żeby go nie wciągnęło między bęben, a fartuch.

grissley
06-04-2026, 14:04
Pomijając siateczkowy worek robię tak samo.
Od chyba 2021r zajechałem już jeden pasek garmina i ze 4 paski magene (które działają z czujnikiem garmin, ale szybko padają). Teraz mam drugi pasek garmina no i nie wiem, ile wytrzyma...

patronat
07-04-2026, 09:15
Koniec zimy w Beskidach:

94904
zdjęcie zrobione w sobotę, teraz w zasadzie śniegu już nie ma - na zdjęciu Kołowrót

a tak jest poniżej:
94905

to najbardziej błotnista część Cybera.
rotor, siemalysy, + ktokolwiek chce, w weekend od 24.04 jesteśmy w Świeradowie. Mamy Dworek Saraswati na wyłączność, 19 pokoi, 4ha działki + grile i inne takie bilardy. Wyjazd rodzinny, beznapinkowy. W tamtym roku były 24 osoby.
Plan - piątek z rana dla chętnych dzikusy na Sępiej, sobota panorama po Hali Izerskiej albo single po czeskiej stronie, się zobaczy. Do tego na powrocie Trutnov.

rotor
07-04-2026, 12:19
@patronat (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=88201) - dzięki, ja odpadam

RMC
08-04-2026, 00:01
Co byście dobrego (albo złego) powiedzieli o elektrykach z Decathlonu?

Takie dwa wpadły mi w oko:

MTB Stilus OffRoad
https://www.decathlon.pl/p/rower-elektryczny-gorski-mtb-stilus-offroad/_/R-p-384630?mc=9016571

Rockrider E-Expl 140
https://www.decathlon.pl/p/rower-elektryczny-gorski-mtb-turystyczny-rockrider-e-expl-140-29/_/R-p-359579?mc=8920242

Jeździł bym najwięcej po niskiej jakości asfalcie, sporadycznie zjazd w las, pola :)

patronat
08-04-2026, 11:08
Na szybko przejrzałem tego Rockridera
1. silnik nie znam
2. zawieszenie iluzoryczne, nie działa
3. Największa wada - montaż kół na qr. W ciężkim elektryku ( nie wiem ile ważysz) to nie może się udać na dłuższą metę - mnie w Cube po pół roku zaczęło się wycierać gniazdo. Do tego nie dasz rady tam wskadzić jakiś naprawdę mocnych, nikt nie robi w takim systemie.

Wejdź na bikediscount czy innego dostawcę i kup jakiś markowy z poprzedniego roku. Cuba, Focusa czy cokolwiek. System Boscha czy Shimano naprawdę znacznie odbiega od tanich chińskich.

siemalysy
08-04-2026, 16:42
W ramach zwalczania zimowej kondycji postanowiłem wybrać się na kolejną wycieczkę.
Duć miało fest z zachodu, zatem trzeba ciapongiem na zachód i wrócić na kole.
...

Tomek, dzięki za realcję i foty :-)

Dobrze, że gość po melanżu prosił o zamówienie taxi, a nie o Twój rower ;-)



...
Nowa droga, od Bierunia już otwarta:

...

Jak otworzą całość od Mysłowic, to będzie miodzio.




...

rotor, siemalysy, + ktokolwiek chce, w weekend od 24.04 jesteśmy w Świeradowie. Mamy Dworek Saraswati na wyłączność, 19 pokoi, 4ha działki + grile i inne takie bilardy. Wyjazd rodzinny, beznapinkowy. W tamtym roku były 24 osoby.
Plan - piątek z rana dla chętnych dzikusy na Sępiej, sobota panorama po Hali Izerskiej albo single po czeskiej stronie, się zobaczy. Do tego na powrocie Trutnov.

Dziękuję za zaproszenie, jednak nie dam rady.

patronat
09-04-2026, 09:15
Michał, już teraz warto przed Tychami odbić na Bieruń. Ominięcie Pszczyny jest warte wszystkiego :). A tak na serio, jedziemy 10 minut krócej niż poprzednio, mimo, że jeździmy na prawą stronę Bielska i dokładamy objazd w kierunku Skoczowa. Jadąc na Żywiec to już całkiem sztos.

siemalysy
09-04-2026, 16:57
Warunki w Beskidach się poprawią, to przetestuję nową drogę. Ominięcie Przyczyny, to wystarczający argument.

rotor
10-04-2026, 09:39
Plus jeszcze nowe tunele w Węgierskiej G. i robi się coraz szybciej w Beskidy. Drogi, widać, próbują trzymać tempo rozwoju rowerzów, które również stają się coraz szybsze, mocniejsze (vide nowy DJI :twisted: )

https://gemini.google.com/share/6f79a7c3a971 (https://l.facebook.com/l.php?u=https%3A%2F%2Fgemini.google.com%2Fshare%2F 6f79a7c3a971%3Ffbclid%3DIwZXh0bgNhZW0CMTAAYnJpZBEw dzJydG9GekNzNGl6V0xwZHNydGMGYXBwX2lkEDIyMjAzOTE3OD gyMDA4OTIAAR61UsWgwqvcyXZEwirsVLylKLfyGY2vD0HZMLYZ NhIirsddU9QS-Q352gFkQA_aem_gisJsNkmVn6lXss25jnDZg&h=AT4h_uveenLImHadsGTcnZXlkWLNlLtRqkaGhOXC3fnXU-W9m-gEUh_yKKMKK3-dU9jwjy2QYCu9fkXECl6I96XTRQYSWxz9qo1B1jM1EECPMruoB MKn2S2LTauM10gO7TisGj7VmHM217s6D_hhyjMcdbo4HB1d&__tn__=R]-R&c[0]=AT6sv0T_ZIvF-earp6o3-Hpje7quPkeIDu2givLwFfSFq-mYVp6iMoNJmVLiRhHRoCNEr_SiTbiVkhEs6A4W9q6iuCV_EZ3n e8pN3L686XZLIDJJ9uW275AlHsnG7E3mGgrKt-1MLHRFtePMrRQoWH0ejVVXoVQGwbzCwC40cF8afUAdG87qOe9g hlSb3xXHL0z7Jb86DXg)

patronat
10-04-2026, 17:52
Mam mieć nowego crussia na tym silniku. W sensie ten którego testowaliśmy w wersji sprzedażowej ma nowy system. 150 niuta. Nie są normalni...

rotor
10-04-2026, 19:17
@patronat (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=88201)
Jak, w ogóle, spodobała się Twoja recenzja wypożyczającemu ? Mnie zupełnie nie jara ten system DJI, te niuty i moce. W zupełności wystarczyłby mi Bosch 5, Kiox w górnej rurze + jeszcze taki "kaprys", jak szybsza ładowarka, niż 4A :D

patronat
10-04-2026, 19:29
1. Nie pytałem, mam ich gdzieś:)
2. W maju update Bosha. 5 oficjalnie dostanie 120 niutów i prawdopodobnie 1000 wat. 4 podobnie, tylko nieoficjalnie - tak jak teraz ma niby 600 wat, ale siła wspomagania to 400% tak jak w 5. Organoleptycznie różnica żadna.
3. Pod koniec roku najpóźniej będzie szubsza ładowarka od Bosha i update BMSów. Nieoficjalnie mówi się o 10-12 A.

rotor
10-04-2026, 19:39
To jest jakaś paranoja, gdzie jeden z czołowych systemów e-bajkowych Ziemi, taką mizerię zapodaje do tej pory :? To moja zacofana Yamaha od 2,5 roku ma 6A, jak i aku 800Wh, gdzie Bosch też na tym polu zaspał

patronat
10-04-2026, 21:34
NIe do końca. Bosch ma 600, 750 i 2x 800 a do tego extendera. Ale największa zaleta smart Bosha to kompatyblilność. Biore extendera, podpinam i działa. Niezależnie od konfiguracji. Mam wyjście na kioxa, zmieniam końcówkę i mam ładowarkę indukcyjną. Itd..

rotor
11-04-2026, 09:23
Energy Pak 250 też jest od początku

95000

zdyboo
12-04-2026, 10:35
Miałem ciapongiem do Forst pocisnąć i pyknąć trasę wzdłuż granicy na Nysie Łużyckiej, ale prace torowe sprawiły, że ciapong tylko do Tuplic dojeżdżał, a potem ZKA z "ograniczonym miejscem na rowery" zatem niech będzie z Tuplic. ZKA okazał się małym busem, a do Forst jechały dwie osoby i na tylnym pomoście było miejsce na rower, ale spoko. ZKA unikam jak mogę, bo się nie chcę szarpać z kierowcami.

Z ciapongu widziałem, że jeszcze przed Legnica mgły kładły się w zagłębieniach terenu. W Rokitkach, gdzie czekaliśmy kilkanaście minut na mijankę mgły było niewiele, ale im dalej na zachód tym gęściej. W Tuplicach widoczność była ograniczona do 100-150 m. Nie martwiło mnie to zbytnio, bo po niecałych 2 km miałem zjechać na szlak rowerowy poprowadzony po dawnej linii kolejowej do Łęknicy.

Jechałem w tej mgle, a przed oczami jakby ciemniej z każdym kilometrem. W sumie trzy razy ścierałem wilgoć nagromadzoną na przedniej stronie okularów. Rower dorobił się piaskowej skorupy na wszystkich przednich powierzchniach poniżej górnej rury ramy. Było też zimno, może nieco cieplej niż po piątej we Wro, ale tam miałem tylko 500 m na osiedlową stację. Zmarzły mi bardzo wszystkie końcówki, ale dość szybko ogólne rozgrzanie organizmu sprawiło, że przestało być mi jakoś bardzo zimno, prócz palców u stóp.

W Żarkach Małych opuściłem szlak po linii kolejowej i pojechałem polnymi drogami po zwykłym szlaku rowerowym. I tu wychodzi duża różnica w nawierzchni. Szlak kolejowy nie jest jakoś intensywnie użytkowany, bo w wielu miejscach szerokość to wąski singiel, ale przez to, że nie jeżdżą tam blachosmrody to jest równo. Polna droga, jak to polna droga, nierówna i pełna dziur.

Na szlak wróciłem na chwilę w Nowych Czaplach, ale zaraz opuściłem go, aby wjechać na ścieżkę geoedukacyjną poprowadzą terenem dawnej kopalni "Balbina". Wieżę widokową odpuściłem sobie, bo w tej mgle nic ciekawego nie byłoby widać. Granicę przekroczyłem mostem dla pieszych i rowerzystów, co miało dwa plusy. Nie musiałem praktycznie wbijać do miasta. I od razu wjechałem na szlak Odra-Nysa.

Jechałem, nadal we mgle, na południowy wschód i dopiero na wysokości przejścia granicznego w Przewozie skręciłem na południe. Po niemieckiej stronie szlak prowadzi asfaltowymi drogami o z reguły bardzo równej nawierzchni. Większość z nich to wydzielone drogi rowerowe, pozostałe to drogi o symbolicznym ruchu.

W okolicach Steinbach zjechałem z tego asfaltu na nierówną drogę leśną, ale było jej tylko kilkaset metrów, po których wjechałem na szlak rowerowy biegnący południową granicą poligonu. Szuterek premium, bo jak się okazało to jedna z dróg wjazdowych na poligon. Ja jednak odbiłem na mniej równe drogi za to prowadzące groblami między stawami. Ponieważ po mgle już tylko wspomnienie zostały, do tego słońce full opcja, to można było nacieszyć oczy widokami.

Shloss Niederspree w remoncie, zagrodzony przejazd szlakiem rowerowym, brama, tabliczki "Verboten", musiałem się cofnąć i nieco większym łukiem objechać pałac. Za chwilę wjechałem na twarde i tak skończyły się szutrowe odcinki trasy. Gdzieś na skraju Daubitz zobaczyłem jadącą z naprzeciwka grupę na motorach, plus jeden na quadzie. Dwóch motocyklistów postanowiło ściąć zakręt i kilkaset metrów po polu przejechać. Wszyscy na niemieckich blachach, zatem to chyba jakieś międzynarodowe porozumienie, żeby jeździć po zasiewach.

W Rothenburgu wróciłem na szlak Odra-Nysa i zmierzałem na południe w kierunku Gorlitz. Niestety włączył się wmordewind, a jeszcze wczorajsze prognozy nie pokazywały, żebym miał pod wiatr. W Nieder-Neudorf prawie zderzyłem się z panną na szosówce. Ja dojeżdżałem do głównej, zatem leniwie toczyłem, żeby zatrzymać się przed wjazdem, bo widoczność w lewo zasłaniał dom. Ona zjechała z głównej szerokim łukiem, nie chcąc tracić prędkości, wylądowała na mojej stronie jezdni. Zahamowała z szuraniem oponą, ale na szczęście nie doszło do międzynarodowego wypadku drogowego.

Na wysokości "Kulturrinsel Einsiedel" trafiłem na znak o ślepej drodze, a tuż przed wiaduktem na barierkę ze znakami, że zakaz ruchu rowerowego i pieszego. Ostrożnie wszedłem na wiadukt, bo choć z daleka nie wyglądał na remontowany to nie chciałbym spaść kilka metrów na magistralę kolejową. Wiadukt był w porządku, zatem ruszyłem dalej na kole. Nawierzchnię naprawili, już było po remoncie, ale jeszcze lepik w spoinach się błyszczał. Przejechałem do drugiego zestawu barierka i znaki. Już byłem nieco zmęczony i nie uśmiechało mi się cisnąć główną drogą.

Granicę przekroczyłem po Moście Staromiejskim w Zgorzelcu, z nowości, pojawił się przy nim kontener Straży Granicznej, ale zarówno SG, jak i niemieckiej policji nie było widać. Ludzie spacerują, dużo szosowców, lodziarnia po polskiej stronie otwarta. Ciepło i słonecznie, licznik pokazywał mi 18 stopni. Knajpy przy Daszyńskiego już mają częściowo odpalone ogródki. Miałem godzinę do ciapongu, zatem zestaw P&P wszedł jak zły. Z pełnym żołądkiem potoczyłem się na stację. Za to niemal wszystko pod górę, na tych ostatnich 3 km zrobiłem prawie 40 m przewyższenia.

Bez opóźnień dotarłem na stację osiedlową i nawet na myjkę udało się wbić bez stania w kolejce. Za to całe 5 zeta poszło na spłukanie tego piasku. Dwie godziny w ciapongu pozwoliło nieco zregenerować siły. Dopiero w domu zobaczyłem, że pierwsza jazda w tym roku w słońcu pozwoliła opalić już ryło.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/18068550581

Fotosy:
95024
W takich warunkach jeszcze kilka minut temu jechałem ciapongiem.

95025
A teraz jadę rowerem.

95026
Jest mgła, są widoki.

95027
Wieża z widokiem na mgłę.

95028
Jedna z atrakcji ścieżki geoturystycznej: formy erotyczne. Jak? Erozyjne? Tak, formy erozyjne.

95029
Jeziorka na terenie Balbiny.

95030
I tak to się jedzie przez te Niemcy.

95031
Stawy koło poligonu.

95032
Rothenburg.

95033
Widok ze Zgorzelca na stare miasto w Gorlitz.

grissley
12-04-2026, 14:46
Widok ze Zgorzelca na stare miasto w Gorlitz.

O, znam! W tym odrapanym z prawej jest żabka. Trzeba się obkupić w picie i szamę przed wkroczeniem do Mordoru, bo u orków z zaopatrzeniem gorzej :)
A jeśli ktoś się w keszowanie bawi, to jest jeden przy rzece z prawej :)

KadryZpodróży
12-04-2026, 14:59
Widzę, że tutaj spore grono znawców rowerowych to może polecicie jakiegoś współczesnego gravela? Budżet do 8k.

zdyboo
12-04-2026, 15:15
Widzę, że tutaj spore grono znawców rowerowych to może polecicie jakiegoś współczesnego gravela? Budżet do 8k.

A do czego ten gruz, do ścigania się, turystyki? Jaki styl jazdy, szosa i premiumy czy jednak jakieś prawie, że MTB.
Będzie gabażnik i sakwy czy jednak torby, czy może ani to, ani to?

Zapodaj proszę trochę szczegółów.

KadryZpodróży
12-04-2026, 15:29
A do czego ten gruz, do ścigania się, turystyki? Jaki styl jazdy, szosa i premiumy czy jednak jakieś prawie, że MTB.
Będzie gabażnik i sakwy czy jednak torby, czy może ani to, ani to?

Zapodaj proszę trochę szczegółów.

Otóż to ma być dla mnie do jeżdżenia :D Powrotu do ściągania nie przewiduję. Jazda bardziej treningowo turystyczna z akcentami sportowymi :mrgreen: Żadnych sakw i tego typu rzeczy! Jeśli będę brać aparat to w plecak.

cz4rnuch
12-04-2026, 16:02
Do 8 tysi sporo rowerów obecnie da się znaleźć. Do rekreacji i dla prawdziwego Polaka sporo poniżej limitu są esker od krossa (ten nie na karbonicie, ale chyba nawet karbon się mieści w tych widełkach). No i kiedyś rower duch a dziś sobie właśnie przeglądałem oferty i geos z minionego rocznika za niewiele ponad 5 tysi. I nawet o dziwo można do koszyka włożyć. Tylko unibike ma taką dziwną wymiarówkę, warto sprawdzić przed kupnem.

KadryZpodróży
12-04-2026, 16:05
Esker 6.0 mi się nawet podoba w tym malowaniu kameleon. Druga opcja to Trek ALR 5. Osprzętowo to ten Trek chyba lepszy...

zdyboo
12-04-2026, 17:50
Największą zaletą Treka jest jego wieczysta (dla pierwszego właściciela) gwarancja i jej bezproblemowa obsługa. W zeszłym roku pękła mi rama, dostałem cały nowy frejmset.

Kross mocno się podciągnął z ofertą i ich rowery są zwyczajnie ładne. Nie umiałbym porównać Treka ALR5 z Krossem Eskerem 6.0, dwa różne napędy: 2x12 w Eskerze i 1x12 w ALR5
Trek ma na pewno więcej dedykowanych akcesoriów, jak choćby torba mocowana na śruby pod górną rurą ramy.

Obydwa są spoko.

Od Eskera 6.0 lepszy jest osprzęt w Unibike Geos, ma pełnego GRX 820, w Eskerze tylko przerzutki są 820, a reszta to mieszanka niższych grup GRX. Kross ma za to większy prześwit na opony i chyba ogólnie lepsze koła, ale jest tauzena droższy.

KadryZpodróży
12-04-2026, 18:28
Dzięki chyba mi bliżej do Treka i ma super kolorki.

patronat
12-04-2026, 20:17
A ja, mimo że do graveli aktualnie mi daleko, poszedłbym w stronę upadłego Rondo. Jakiś karbon Ruut na wyprzedaży. Widziałem niedawno promki z 12.999 na 8k. Chyba warto.

KadryZpodróży
12-04-2026, 21:41
A ja, mimo że do graveli aktualnie mi daleko, poszedłbym w stronę upadłego Rondo. Jakiś karbon Ruut na wyprzedaży. Widziałem niedawno promki z 12.999 na 8k. Chyba warto.

Dzięki ale Rondo to nie moja bajka. Nie czuje tej firmy a ich stylistyka do mnie nie przemawia. Poza tym jak sam wspomniałeś upadają czy już upadli...słabe perspektywy z gwarancją.

cz4rnuch
12-04-2026, 21:52
Na razie tak jakby uciekli katu spod topora. Nawet widzę, że w miejsce kilkuletniej udzielają już dożywotniej gwarancji na ramy (choć kiedyś założyciel firmy wyjaśniał dlaczego się na to nie zdecydowali). To oczywiście może być taka dobra mina do złej gry. Lub postawienie wszystkiego na jedną kartę. W każdym razie to chyba sygnał, że na razie się nie zwijają. To w sumie dobrze. No, ale obecne ruuty wyglądają trochę kontrowersyjnie. Ja ich wolałem gdy szaleli z kolorami, ale same kształty ramy wyglądały tak trochę bardziej po ludzku :)

KadryZpodróży
12-04-2026, 22:05
Spec mi się podoba ale mocno odjechali z cenami...ponad 10 tys. z rower na ramie alu.

grissley
12-04-2026, 23:56
Ja bym patrzył tak:
a. Napęd 1x czy 2x z przodu
b. Z amorem czy bez

a potem to już geometria, klasa osprzętu, cena i wygląd.

patronat
13-04-2026, 08:15
Czyli wg kanału podoba się dla mnie ( i dlatego to zjadłem) tylko Polygon :)

siemalysy
14-04-2026, 18:10
Siema :-)

Na początku marca ruszyliśmy na Jurę. Mam wrażenie, że na początku marca było cieplej niż w kolejnych tygodniach. W piątek przed świętami wybrałem się z żoną w Rudawy Janowickie, żeby zrobić sobie taki przedsmak gór :-) Jak znajdę trochę czasu, to może napiszę kilka słów i wrzucę fotki. Natomiast w ostatni weekend wybraliśmy się na Ponidzie.

Mieliśmy jechać w sześciu, a pojechaliśmy we trzech. Po Ponidziu mieliśmy jeździć w tamty roku, ale nie udało się tego zorganizować. Zawsze coś nie pasowało. Tym razem się udało. W sobotę rano ruszyliśmy z Łodzi i po godzinie 10 zameldowaliśmy się na parkingu w Pińczowie.

Kilka minut przed jedenastą byliśmy już na trasie. Cel mieliśmy jeden, dotrzeć do miejscowości Solec-Zdrój. Zanim na dobre wyjechaliśmy z Pińczowa, to pojechaliśmy na Górę Świętej Anny. Mierzy ona całe 288 m n.p.m., jednak dotarcie na nią wymagało od nas spięcia pośladów i wypychu w końcowej fazie zdobywania szczytu. Ze szczytu widoki były zdecydowanie lepsze niż z miasta. Z góry też nie zjechaliśmy, bo za stromo i za duże schodki na gravela. Pierwszą atrakcję zostawiliśmy z tyłu i ruszyliśmy w stronę rzeki Nida. Zaplanowałem trasę przy starorzeczu, do którego nie udało nam się dotrzeć. Zawróciliśmy i mostem drogowym dostaliśmy się na drugi brzeg rzeki. Tam udało się dotrzeć do starorzecza i przejechać drogą biegnącą obok. Kilometr dalej byliśmy już za miastem i obraliśmy kierunek na Młodzawy i Mozgawę. Dotarliośmy tam szybko mieszanką dróg polnych, szutrowych i asfaltów. Wdrapaliśmy się pod górę do kościoła w Mozgawie i zaczęła się polna droga, którą dojechaliśmy do wąwozu lessowego przy któym stoi jeden z pondzkich świątków. Pewnie też dlatego jest to charakterystyczne miejsce.
Kolejne kilometry to zdecydowana przewaga asfaltów. Kilka kilometrów dalej zajechaliśmy pod pałac w Chroberzu. Tam też musieliśmy zmienić drogę, bo zaplanowaną ścieżką nie było przejazdu. Za Chroberzem zacżeliśmy kilkunastokilumetrowy odcinek, gdzie jechaliśmy więcej pod górę niż zgóry. Wyjechaliśmy też z Nadnidziańskiego Parku Krajobrazowego, a dwa kilometry dalej wjechaliśmy do Kozubowskiego Parku Krajobrazowego. Za Wolą Chroberską wjechaliśmy w las i równiótkie szutry. Kilkokilometrowa uczta :-) Przed Dębianami wróciliśmy na asfalt i obraliśmy kierunek na Stradów. Do Stradowa i znajdującego się tam grodziska dojechaliśmy bez żadnych problemów. Podjechaliśmy na grodzisko i zrobiliśmy sobie przerwę. Korzystając z okazji drony wyleciały w górę.
Było mi zimno jak ruszyliśmy po przerwie, jednak kilka minut mocniejszego kręcenia przywróciło komfort termiczny. Przez Kostrzeszyn i Pełczyska kierowaliśmy się do Wiślicy. Jechałem tamtędy rok temu i żeby nie było nudy zmieniłem na ten rok fragment trasy przed Wiślicą. Na 50 km trasy odbiliśmy na szlak św. Jakuba. Bardzo fajny odcinek między polami, z podjazdami i zjazdami, a przede wszstkim z ponidzkimi krajobrazami. Tam pierwszy raz na krótko pokazało się słońce. Między Koniecmostami a Wiślicą przeprawiliśmy się przez Nidę i ze szalku odbiliśmy na grodzisko wczesnośredniowieczne. Nie zabawiliśmy tam długo i pojechaliśmy do centrum na popas.
Zeszło nam się co najmniej 30-40 minut i mogliśmy jechać dalej. Wróciliśmy na szlak św. Jakuba i przez kolejnych 8 km się go trzymaliśmy. Piętnaście kilometrów przed miastem docelowym trafiliśmy na pierwszy piach, po któym jechało się źle. Był to krótki dwukilometrowy odcinek, więc jakoś daliśmy radę. Do Solca wjechaliśmy od południowego-zachodu niemal wprost do parku zdrojowego. W centrum zajechaliśmy na późny obiad. Po obiedzie, ostatnie 1,5 km było potwornie zmino. Temperatura spadła do 5 °C i było bardzo nieprzyjemnie. Zameldowaliśmy się w pensjonacie i mogliśmy oddać się zasłużonemu odpoczynkowi.

Przyjemna trasa. Fajne miejsca i krajobrazy. Do pełni szczęścia zabrakło jednak słońca i kilku stopni ciepła więcej. Pierwszego dnia zrobiliśmy trasę 82,5 km i 900 m w górę.

Trasa: https://www.strava.com/activities/18070248254

Fotki:

95109
Na Górze Świętej Anny

95114
Kapliczka ma Górze św. Anny

95110
Widok na Górę Świętej Anny i stojącą na niej kapliczkę

95111
Starorzecze Nidy w Pińczowie

95115
W nadnidziańskim lesie

95112
Mozgawa

95116
Kościół w Mozgawie

95117
Świątek nad wąwozem lessowym

95118
Wąwóz lessowy w Mozgawie

95119
Pod pałacem w Chroberzu

95120
Każdy orze jak może ;-)

95124
Grodzisko Stradów

95121
Ponidzkie krajobrazy ze Stradowa

95122
Ponidzkie krajobrazy ze Stradowa

95123
Grodzisko Stradów

95125
Chwila słońca

95126
Na szlaku św. Jakuba

95127
Trochę błękitu nieba. Szlak św. Jakuba przed Wiślicą

95128
Fajny był tam klimat

95129
Kurhan ze świątkiem

95130
Grodzisko wczesnośredniowieczne w Wiślicy

95131
Tramwaj w Solcu.

zdyboo
14-04-2026, 20:51
Ładnie tam, pogoda spoko. Trochę cieplej i byłoby znacznie wiecej piachu no i niebie coś się dzieje.

siemalysy
15-04-2026, 19:06
Niedzielnego poranka budzę się przed budzikiewm. Nie mogłem w nocy soać, często się budziłem. Często tak mam w nowym miejscu. Słoneczko przebija się przez okno, jest świetnie. Patrzę na telefon, a on pokazuje -7 °C 😲 W nocy był srogi przymrozek, bo stojące na parkingu auta były białe. O 8:30 zeszliśmy na śniadanie. Nie musieliśmy się spieszyć, bo ustaliliśmy, że szybciej jak o 10 nie startujemy.

Ruszyliśmy kilka minut po dziesiątej i zaczęłiśmy powrót do Pińczowa. Zanim opuściliśmy Solec-Zdrój pojechaliśmy nad Zalew Rzoska i Parkiem Zdrojowym ruszyliśmy czerwonym szlakiem na północ. Szybko zjechaliśmy z asfaltu na drogę polną i trymając się szlaku dojechaliśmy do Zborowa. Przed pałacem "pocałowaliśmy klamkę", bo brama wjazdowa na teren pałacu była zamknięta, a my mieliśmy przejechać drogą wzdłuż pałacu i jechać dalej. Zmuszeni do zmiany planu cofnbęliśmy się o jedną ulicię i nią przejechaliśmy wzdłuż ogrodzenia, jednak na teren pałacu nie udało się wejść. Odpuściliśmy i pojechaliśmy dalej. W Żukowe znów zjechaliśmy na szutry, a naszym oczom ukazały się ładne wzgórza. To był nasz cel. Kilkia kilometrów dalej wjechaliśmy do Kikowa, w któym zaczął się pierwszy i chyba najdłuższy podjazd niedzieli. Zjechaliśmy ze szlaku do Wąwozu Kikowskiego i asfaltem zaczęliśmy podjeżdżać na widziane wcześniej wzgórza. Podjeżdżało się dobrze i na szczyt wzniesienia dotarłem szybko. Na szczycie zjechaliśmy z asfaltu i wróciliśmy na szlak czerwony. Był to najlepszy odcinek naszej trasy. Na początku tej rowerowej uczty zatrzymaliśmy się na kilkanaście minut, żeby wylecieć dronem do góry. Niewiele niżej pod nami znajdowała się Piaskownia Kików. Słychać było, że sprzęt tam pracuje.
Po krótkiej przerwie pojechaliśmy dalej. Ciągle trzymaliśmy się czerwonego szlaku. Zjechaliśmy z niego dopiero przed Kaminiołomem Zajęcza Góra. Obecnie jest tam też strzelnica i jak jechaliśmy obok, to było słycghać strzały. Trzy kilometry asfaltem i znów wróciliśmy na szlak czerwony i nim kontynuowaliśmy jazdę. Minęliśmy Ostrą Górę i niedługo później zaczęliśmy podjazd na Radzanowską Górę. Z góry fajnie było widać okolicę, a przede wszyskim widać było Busko-Zdrój. Trzymając się cały czas szlaku zjechaliśmy do Buska. Przejechaliśmy przy Wojskowym Szpitalu Uzdrowiskowym i chwilę później byliśmy już w parku. Ścieżki, które na mapie były widoczne w rzeczywistości nie były przejezdne. Daliśmy jednak radę i pojechaliśmy do kawiarni na ciasto i kawę. W planie był obiad, ale w restauracji poleconej przez przypadkową panią nie było wolnych stolików. Wciągnąłem szarlotkę na ciepło z 3 gałkami lodów i malinową chmurkę. Jakie ot było dobre :-D
Zeszło nam się trochę, więc trzeba było ruszać dalej. W Busku pękła nam połowa trasy. Zanim wyjechaliśmy z miasta, to jeszcze odbiliśmy do sklepu uzupełnić wodę. Z miasta wyjechaliśmy na północ iszybko odbiliśmy na zachód. Zanim się obejrzeliśmy byliśmy już przy sośnie na szczudłach. Szybka fota i można jechać dalej. Za sosną skierowaliśmy się jeszcze na południe. przejechaliśmy przy zbiorniku wodnym Podkowa i w Krzyżanowicach Dolnych dojechaliśmy do Nidy. Zrobiliśmy sobie tam dłuższą przerwę. Było ciepło, klimatycznie i nic nas nie goniło. No może to, że trzeba jeszcze wrócić autem do Łodzi ;-) To była ostatnia atrakcja ponidzkiej przygody. Stamtąd kierowaliśmy się już do Pińczowa. 10 km po bocznych drogach minęły szybko. Dotarliśmy na parking i tam zakończyliśmy dwudniowy wyjazd. Wyjazd inny niż zwykle, jednak równie fajny :-)

W niedziele pogoda była świetnia. Zupełnie inna niż dzień wcześniej. Było słońce, było ciepło. Trochę wiałe, ale nie na tyle, żeby przeszkadzać. Przsejechaliśmy 70 km i 650 m w górę.

Trasa: https://www.strava.com/activities/18081208501

Fotki:

95141
Zalew Rzoska

95142
Park Zdrojowy w Solcu

95143
Nie mozna takiej okazji na fotę przepuścić ;-)

95144
Szlak czerwony

95145
Wzgórze na które wjeżdżaliśmy

95146
Wąwóz Kaniowski

95147
Bez foty roweru się nie liczy

95148
Z góry

95149
Ponidzkie Krajobrazy

95150
Piaskownia Kików

95151
Ponidzkie Krajobrazy

95152
Polmną drogą

95153
W stonę Buska-Zdrój

95154
Ten Świątek ma się dobrze

95155
Ostra Góra

95156
Tyle zostało po Świątku na Radzanowskiej Górze

95157
Radzanowska Góra i Busko-Zdrój na horyzoncie

95158
SB-Lim 2 przy Muzeum Techniki Wojskowej i Obrony Przeciw Lotniczej

95159
SB-Lim 2

95160
Sosna na szczudłach

95161
Nida

95162
Nida

95163
Nida

grissley
15-04-2026, 23:02
fajne widoki

crusiek
16-04-2026, 08:48
... Po Ponidziu mieliśmy jeździć w tamty roku, ale nie udało się tego zorganizować. Zawsze coś nie pasowało. Tym razem się udało. W sobotę rano ruszyliśmy z Łodzi i po godzinie 10 zameldowaliśmy się na parkingu w Pińczowie.



... Ruszyliśmy kilka minut po dziesiątej i zaczęłiśmy powrót do Pińczowa.

Bardzo przyjemne relacje i fajne zdjęcia. To drzewo na szczudłach... podobne jest gdzieś na pomorzu, nie pamiętam tylko wiochy, w której ono jest.

siemalysy
18-04-2026, 21:01
Dziękuję Panowie :-)

zdyboo
19-04-2026, 09:18
Sztosiwo szykowało się w pogodzie, postanowiłem to wykorzystać i pojechać gdzieś. Przeglądając portfolio tras, znalazłem taką wyrysowaną jeszcze w 2021, której nie udało się pyknąć, pewnie ze względu na połamanie ówczesnego gruza.

Trasa ze Zgorzelca do Legnicy przez Lwówek Śląski, Złotoryję i Jawor, Musiałem jednak nieco poskracać, bo kondycji na ponad 140 km to ja jeszcze nie mam. Ominąłem całkiem Jawor i w sumie kilkanaście kilometrów ubyło. Widziałem też na mapie, że jest też możliwość całkowitego ominięcia Parku Krajobrazowego Chełmy, kilometrów by to nie odjęło za bardzo, ale metrów w pionie już tak. Nie rysowałem tego jednak, to miała być ostateczność, jakby sił i czasu zaczeło brakować. Kupiłem bilety, uznając że w 7 godzin powinienem temat ogarnąć i to z czasem na obiad w Złotoryi.

Wsiadłem na stacji osiedlowej, skoro KD preferuje bilety jednorazowe w przypadku przewozu roweru to nie ma potrzeby jazdy na główny. Zagroda rowerowa pełna, ale dla mojej maszyny miejsce jeszcze się znalazło. Oczywiście jakby skawiarze raczyli rozkulbaczyć swe rumaki lub choćby postawić na przemian miejsca byłoby jeszcze sporo. No, ale...

W Zgorzelcu byłem przed 8, KD Sprinter ciśnie 160 km/h, przywitała mnie słoneczna pogoda i delikatna rześkość poranka. O 6 na osiedlowej stacji było mi zimno, ale dwie godziny później było spoko. Zjechałem nad Nysę Łużycką i pojechałem w stronę Mostu Staromiejskiego. Tym razem jednak nie przekraczałem granicy, tylko 100 metrów za mostem skręciłem na zachód. Po dwóch kilometrach dotarłem do przejazdu kolejowego, gdzie musiałem przepuścić ciapong, który mnie przywiózł, a teraz już wracał do Wro. Mogłem wysiąść na pobliskiej stacji Zgorzelec Miasto czy nawet w Jędrzychowicach, no ale kilometry same się nie zrobią.

Kawałek dalej dojechałem do DK30, przed nią jest CPR, za nią jest CPR, ale przejazdu nie ma. Wyczekałem na przerwę w ruchu i przebiłem na drugą stronę. Krótki odcinek po nierównej gruntówce, potem już po twardym i wyjechałem na Pałac Łagów. Wbiłem na dziedziniec, ale nic ciekawego tam jeszcze się nie działo.
Ja za to zabrałem się za przekraczanie A4, najpierw raz, a potem drugi raz.
Do pokrzywnika prowadziła DDR i dobrze, bo biegnąca obok droga miała bardzo zniszczoną nawierzchnię.

Robiło się ciepło, po jakiejś półgodzinie jazdy zdjąłem ocieplacze na kolana. Garmin pokazywał 17 stopni. W Henrykowie Lubańskim trafiłem na świeżo położony dywan asfaltowy, jeszcze było widać ekipy budowlane, ale nie było żadnych zakazów, a dodatkowo jeszcze zjazd, no było pysznie.

Lubań minąłem opłotkami i cisnąłem dalej ER-4. Za Podlesiem wbiłem w las, droga leśna mocno rozjechana przez pilarza szkodnika i jakby nie było sucho to musiałbym szukać alternatywnej drogi po twardym. No, ale udało się. Tymczasem zmierzałem do Lwówka Śląskiego, gdzie zrobiłem krótki popas pod Żabką, bo w centrum i tak wszystko było jeszcze pozamykane.

Za Lwówkiem był ciągnący się w nieskończoność Zbylutów, a za nim dość ruchliwa DW364 na szczęście o dobrej nawierzchni. Był zjazd, podjazd i znowu zjazd i tak znalazłem się w Złotoryi. W samym mieście też było jeszcze trochę pod górę, ale w końcu dojechałem do rynku i zasiadłem w ogródku restauracji. W zaciszu i pełnym słońcu grzało bez litości. Musiałem też nieco się upomnieć o uwagę, zwłaszcza, że byłem pół godziny po czasie w stosunku do tego co szacowałem. Zostało mi jednak półtorej godziny i niecałe 30 km, powinno się udać, ale miałem przed sobą najdłuższy podjazd trasy. Zdecydowałem się jednak nie omijać PK Chełmy.

Podjazd w Leszczynie, bo to o nim mowa, jakoś poszedł, choć miejscami nachylenie było kilkunastoprocentowe. Za to zjazd do Winnicy pozwolił odzyskać nieco czasu. Zostało mi kilkanaście kilometrów do dworca w Legnicy.

W samym mieście już cisnąłem, zegar bezlitośnie odliczał minuty, ale dzielnie nawijałem kilometry na opony. Przejazd przez miasto wymyśliłem sobie po wale nad Kaczawą i dalej przez park, aż prawie do samego dworca. Dużo ludzi, dzieci bez instynktu samozachowawczego i spieszący się ja, co może pójść źle. Tym razem nic. Na dworzec wbiłem 4 minuty przed odjazdem ciapongu, a do samego składu po kolejnej minucie. Pół godziny później byłem na osiedlowej stacji.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/18159331631

Fotosy:
95238
Granica na Nysie Łużyckiej między Zgorzelcem i Gorlitz.

95239
Karkonosze jeszcze częściowo białe.

95240
Lwówek Śląski

95241
Rzepak zaczyna już kwitnąć.

KadryZpodróży
19-04-2026, 10:09
Czyli wg kanału podoba się dla mnie ( i dlatego to zjadłem) tylko Polygon :)

Wiesz co, o ile szosy w Plygonie jeszcze ujdą to te ich gravele są straszne. Nie mógłbym jeździć na czymś na brzydkim.

- - - - kolejny post - - - - - -


Ja bym patrzył tak:
a. Napęd 1x czy 2x z przodu
b. Z amorem czy bez

a potem to już geometria, klasa osprzętu, cena i wygląd.

Żaden z tych dwóch graveli nie ma amora więc tutaj musi być sztywno koniec i kropka.
Co do napędu to nigdy nie jeździłem na jednej tarczy z przodu wiec ciekło mi się odnieść. Przez lata w szosie mialem dwie tarcze i prawda jest taka, że ta mała używana była tylko w górach. Dla mnie ważniejsze jest stopniowanie kasety tak aby mógł dobrać odpowiedni obrót w każdych warunkach.

crusiek
19-04-2026, 18:36
Sztosiwo szykowało się w pogodzie, postanowiłem to wykorzystać i pojechać gdzieś.

Bardzo fajna relacja i zdjęcia.

Podobnie i ja wybrałem się w ten weekend na wycieczkę, bo temperatura jak nigdy miała być wyższa niż zwykle. U nas do końca kwietnia będzie kiepsko, więc dopiero chyba po majówce zacznie się normalnie ciepełko i zielono, taką mam nadzieję.

zdyboo
19-04-2026, 18:45
Dzięki, widziałem na Stravie, że u Was już część nie wytrzymała i na krótko ubrana.

siemalysy
19-04-2026, 20:01
Timek, fajne zdjęcia i relacja. Dzięki :-)
Dobrze, że zdążyłęś na pociąg. Musiało być szybko i wściekle ;-)

zdyboo

gavin
20-04-2026, 12:24
Uuuuu trochę mnie ominęło, ale gratki i piękne fotki z wypraw.

W międzyczasie zrobiłem upgarde gravela.95272

crusiek
20-04-2026, 12:50
Bardzo ładny upgradzik. Na pewno jest szybki jak błyskawica :)

Chuck Norris Approved :)

siemalysy
20-04-2026, 16:20
gavin ale piękne pędzidło :-)

zdyboo
20-04-2026, 16:49
Dziękuję.


W międzyczasie zrobiłem upgarde gravela.

A co konkretnie zmieniłeś?

crusiek
20-04-2026, 17:10
Sam jestem ciekaw xD

gavin
20-04-2026, 17:15
a tylko frameset

crusiek
20-04-2026, 18:45
No I chyba napęd tez troszkę?
Nie to, żeby boreas byl jakoś szczególnie zły, ale teraz to klasa, świat i ludzie ;) :) Musisz go wziąć na jakieś ultra teraz :)

zdyboo
20-04-2026, 18:52
Korba i kaseta Siemano, a przerzutka i klamkomanety Sram. Już to zgłosiłem do płokułatuły.

gavin
20-04-2026, 19:51
crusiek co do ultra to znalazłem fajne w okolicy Wrocławia, może razem wystartujemy w jednym teamie? [emoji6]

Co do napędu to jest dość eklektyczny co wprawne oko Tomasza od razu wychwyciło. Klamki Sram Apex (prawa od Tomka), korba Shimano GRX, przerzutka Sram Force, kaseta Shimano Slx, łańcuch Sram [emoji2960] Napęd taki dokladnie jeździł w Boreasie. Zmienione opony na 48mm od jakiegoś typka z połnocy [emoji38] kupione.

crusiek
20-04-2026, 21:57
Mówisz, masz. Jedziem z koksem.

sally28
23-04-2026, 18:00
Czołem panowie. Piszę z zapytaniem mniej rowerowym ale związanym jednak. Aparat. Wożony głównie na rowerze. MTB. Mam od iluś lat rx100 m3 ale umiera. Ale ze swoje przeszedł, łatwo nie miał to rozumiem. Spadl parę razy, uderzył o kierownicę, też wiele razy, czyszczony z piasku na serwisie…. Szukam następcy. Najlepiej kompakt bo lustrzanki mi się wozić nie chce. Może rozważam a6400 z sigma 18-50 ale bez przekonania bo to jednak już jest gabaryt. Jest rx100 m6/7 ale obiektyw ciemny. Zakres zoomu super. Wiem że ktoś rok temu pisał o nim że kupil ale i go zwrócił. Tego rx100 m7. Szczegółów nie pamiętam…może podzielicie się wrażeniami, spostrzeżeniami? Ktoś używa??

gavin
23-04-2026, 18:27
Ja używam najczęściej telefonu i kilka razy w roku g7x.

patronat
23-04-2026, 18:35
Ja miałem mk7 i sprzedałem. IPhone aktualnie. A jak chce naprawdę fajne foty to Z7/zf i 70-200. Nie znam opcji pośredniej znacząco odbiegającej jakością od smartfona i nie ustępującą wiele od powyższego zestawu FF.

sally28
23-04-2026, 19:57
gavin widziałam serię m2 tego Canona ale nie wiem… w m3 już narzekają na jakość zdjęć w gorszym świetle. Do rozważenia opcja. patronat z7 odpada. To wielki aparat z większym obiektywem. Mam do dziś leciwego nikona d90 i nie leży w domu bo za duży i za ciężki na rower. FF z pewnością byłby skok jakości ale aż takiego nie szukam. Cena i gabaryt a ja na rower chce ;) może ucierpieć… a co do iphona może wersje pro/ pro max owszem są świetne zdjęcia ale ja lubie kompaktowe fony a po stłuczeniu pixela 4a rynek androidowy pokazał srodkowy palec i oferował patelnie. Potem trochę lepiej z 6,1 cala ale duże i tak więc używam od 2 lat IPhone’a ale… 13 mini a to w jakości zdjęć degradacja wobec pixela. Nie wspominając już o obecnych możliwościach. Ale póki działa zostaje 13 mini. Potem może będzie już pro ale to bliżej niekreślona przyszłość. Jakiś wypadek 13 mini… Zresztą niezbyt lubię robić zdjęcia smartfonem.

zdyboo
23-04-2026, 20:15
Czołem panowie. Piszę z zapytaniem mniej rowerowym ale związanym jednak. Aparat.

Możesz poszukać RX100III na rynku wtórnym. Jakieś komisy foto albo OLX z osobistym odbiorem. Ja ostatnio też zapociłem prawie na śmierć swojego RX100. Aparat zdjecia robi, ale ewidentnie ma jakieś zwarcie bo czasem szaleje w nim wszystko, a kontakt z serwisami jest trudny.
Jeszcze 4 lata temu można było bez problemu kupić nowe, niemal wszystkie wersje RX100, a obecnie jak szukałem to tylko rynek wtórny lub VII.
Wróciłem do NEX-5T z E16 lub E20 lub jakimś innym naleśnikiem, zajmuje trochę więcej miejsca w kieszonce koszulki, ale ergonomia też lepsza.

Telefon też nie jest złą opcją, ale należy liczyć się z tym, że w trudnych warunkach będzie słabo. Jak jadę na wokołokominowe, pofabryczne gruzowiska to wrzucam klucze do torby, telefon do kieszonki i bidon do koszyka. No ale w takich jazdach to liczy się jednak kręcenie korbami, a nie foto.

sally28
23-04-2026, 20:58
zdyboo obserwuje/ rozgadam się ale bardziej wersje Va niż III ale nie ma a jak ktoś wystawia to cena taka trochę odjechana jak za wieloletnią używkę i sięgają 3 tysi, a nowych brak jak sam zauważyłeś… nowa VII jest za 4300 zł z dwuletnią gwarancją. Tylko właśnie ten ciemny obiektyw. Więc pojawiły się wątpliwości. Stąd pomysł z bezlusterkowcem a6400 (bo a6700 już znacznie urósł). Mam kompaktowy smartfon i nie chcę go na razie wymienić na większego z lepszym foto bo jest wystarczający i wygodny do obsługi 1 ręka. A wokół domu też smartfonem robię ale wszelkie weekendowe, dalsze wyjazdy, urlopy w PL i poza PL już rx100 jeździł bo jednak zdjęcia lepsze były niż ze smartfona. Dla mnie lepsze. Więc szukam zastępcę.

zdyboo
23-04-2026, 21:42
No to będzie ciężko, bo bezlustra spuchły i przestały być małe, jak za czasów NEXów, a kompaktów premium z matrycą 1" lub większą jest bardzo mało i są bardzo drogie, dla mnie za drogie. Taką kasę to ja mogę wpakować w rower, ale nie w foto na rower.

Co do ciemnego szkła w VII, nie jest takie ciemne, zwłaszcza jak na zakres. Teraz kity do APS-C potrafią mieć f/6.3 na długim końcu. Mnie jasność szkła w VII by nie przeszkadzała, bo i tak większość zdjęć leciałem na f/5.6. Oczywiście czasem otwierałem, jak brakowało światła, a czasem zamykałem, jak próbowałem gwiazdkę ze słońca zrobić.

sally28
24-04-2026, 07:50
Właśnie. Najbardziej to przeszkadza mi cena tego kompaktu. To jednak tylko kompakt, możliwości takie sobie, jasność obiektywu na minus, jednak zakres na plus. A w 1 calowym nie ma się za czym rozejrzeć. No i na rower. Więc ryzyko uszkodzenia rośnie. A wiem że rośnie bo niemal wszystkim moim rowerowym kompaktom coś się stało…więc dużo trochę. Tak, wszystko gabarytowo rośnie. Ta a6400 też nie jest mała. A z sigma 18-50 już większa, znacznie. Ale w razie czego jakaś stale można wstawić. Ale zoom lubię więc nie wiem. Dylemat jest. Większość robi smartfonami foty na rowerze. Ja czasami też. Ale wolę aparat. Tu jeszcze na forum jakieś aparaty też występują. Stąd tutaj pytanie bo mogło mi coś umknąć z opcji…

grissley
24-04-2026, 11:53
a6400 z tą sigmą jak upchniesz w kaburę rozmiarem na styk to jeszcze wielkością nie zabija.
Ja na rowerze cykam z Vivo x200 Ultra....

sally28
24-04-2026, 19:24
To opcja… wciąż rozważam…
Ty masz fotosmartfona więc rozumiem wybór a ja używam kompaktowego iPhone 13 mini i cenię go sobie właśnie za ten rozmiar ale zdjęciami nie powala. Nie jest źle. Tyle.

zdyboo
24-04-2026, 19:53
Większego smartfona nie ma się co tak bardzo bać.
Przez większość zeszłego roku miałem małego Soniacza XZ2 Compact, którego ceniłem właśnie za niewielkie rozmiary, no ale z racji tego, że kupiłem go w 2019 roku to miał Androida 10 i mimo, że była to ostatnia wersja wspierana przez Google to już apki czasem krzyczały, że Andek za stary.
Miał też inne swoje problemy wieku podeszłego. W końcu jesienią kupiłem Pixela 9, nie jest jeszcze gigantyczny, choć odczuwalnie większy niż XZ2, ale się przyzwyczaiłem, bo małych telefonów na rynku już nie ma.

Choć nie powiem, jak bardzo byłem podjarany, że mam RAWy w telefonie tak szybko mi przeszło jak zobaczyłem jak mizerne są możliwości ich obróbki.

sally28
25-04-2026, 16:29
Wiadomo. Jak potrzebujesz kupić to wybierasz co jest dostępne na rynku i spełnia kryteria z uwzględnieniem kompromisow. Jasne. To kwestia czasu bo juz kompaktowych nie ma. I nie będzie. Z większych Honor przerobiony. Wypadał mi co chwilę. Upadając na każdą nawierzchnie. Mistrzostwem świata jest że nie strzelił ekran. Wybitnie nieporęczny. Po drodze iPhone XS taki sobie. Pixel idealny. Niezależnie. Nie przepadam za zdjeciami ze smartfona. Ani ich robić nim ani potem obrabiać i oglądać. Czasami są naprawdę dobre. Ale jak tylko wjeżdżają gorsze warunki pogodowe to już bieda. Zwłaszcza widoczna na większym ekranie niż smartfona. Chorwacja z fonem bo rx100 akurat się zablokował i odmówił współpracy, zdjęcia ujdą bo słońce było ale płaskie i wyostrzone w całym kadrze. Nienaturalne. Możesz do woli obrabiać. Poprawisz ale to nie to nie to po prostu. Rx100 szału nie robi oczywiście brak plastyki, ale zdjęcia już są naturalne, przestrzenne, dla mnie ok. Nic wybitnego. Do lustra daleko. Ale lustra/ FF wozić na rowerze nie będę. Opinia subiektywna. Może na fotosmartfonach typu vivo x200/300 ultra, honor magic, Huawei pura 80 ultra czy Oppo find x9 ultra jest jakość reszta tzw. dobrych na rynku to średniaki. Ale te to z ogromnymi gabarytami. Jak i adekwatna cena. Pomijając firmy…. Zwłaszcza jak chcesz na tv zobaczyć. Poza tym odbierają przyjemnośc z robienia zdjęć. A zakup smartfon odsuwam w czasie na tyle ile będzie trzeba. Potem też wjedzie pixel 10 pro ( na dziś dzień) lub iPhone 16 pro na dziś dzień. A jeśli nie będzie to bliższy czas o pewnie następne modele z ekranami 6,3’ czas pokaże…póki co do zdjęć szukam aparatu kompaktowego 1’ lub bezlusterkowca nie ujmując możliwości dzisiejszych smartfonów. Po prostu psują mi przyjemność z robienia zdjęć.

zdyboo
25-04-2026, 18:01
To może poszukaj używanego NEX-5T lub NEX-5R, te litery na końcu są ważne. Model R ma dotykowy ekran, który ja na rowerze i tak miałem wyłączony, bo za często przy włączaniu punkt ostrości przestawiałem sobie palcem w jakieś losowe miejsce. Poza tym to identyczne aparaty i prawie identyczne jak NEX-6, który ma wizjer i ekran otwierany do 90 stopni, a nie do 180 stopni jak T/R, co by sobie selfika łatwiej pierdyknąć.
Do tego ten kitowy zoom PZ16-50 lub jeden z naleśników E16 lub E20 jeżeli stałka styka.
Całość nie powinna być zbyt droga, ale pewnie będzie problem z dostępnością.

kashpir
25-04-2026, 21:24
Wczoraj późnym wieczorem wpadłem na pomysł, żeby sobie dzisiaj pojeździć - skoro już zabrałem rower na urlop na Mazurach. Odpaliłem komoota, kliknąłem mu żeby wymyślił mi pętlę stąd (czyli Giżycko) do Węgorzewa pod gravela. Popatrzyłem na szybko na to co wymyślił, kazałem jednak ominąć odcinek biegnący środkiem poligonu, reszta wyglądała sensownie. Wyszło 70km - trochę dużo jak na gościa który przespał całą zimę, a teraz ledwo zrobił parę tras po 20-30km, ale stwierdziłem że tempem spacerowym dam radę.

I dałem radę, ale... Połowa trasy pod silny wiatr (wiało z północnego-zachodu), część po grząskich piaskach, było też kilka kilometrów trasy gdzie zwinnym mtb można by poskakać po licznych zwalonych pniach i cieszyć się ostrymi nawrotami, gravel o bardziej szosowej geometrii tej radości zbyt dużo tam nie dawał :D

Żeby nie było, że to narzek - wycieczkę uważam za udaną, większość trasy wygenerowanej przez komoota była bardzo fajna i całkiem zróżnicowana. Były jeziora, były bunkry, podjazdów również sporo ale same krótkie (nazbierało się 350m wg garmina). No i parę fot, skoro to forum fotograficzne ;)

95447

95448

95449

95450

95451

95452

siemalysy
25-04-2026, 23:09
Wczoraj późnym wieczorem wpadłem na pomysł, żeby sobie dzisiaj pojeździć - skoro już zabrałem rower na urlop na Mazurach. Odpaliłem komoota, kliknąłem mu żeby wymyślił mi pętlę stąd (czyli Giżycko) do Węgorzewa pod gravela. Popatrzyłem na szybko na to co wymyślił, kazałem jednak ominąć odcinek biegnący środkiem poligonu, reszta wyglądała sensownie. Wyszło 70km - trochę dużo jak na gościa który przespał całą zimę, a teraz ledwo zrobił parę tras po 20-30km, ale stwierdziłem że tempem spacerowym dam radę

...

Ładnie :-) Kręciłeś się niemal po moich rodzinnych stronach. Jeździłem w tych okolicach. Może nie taką samą trasę, ale tereny między Giżyciem, Rynem i Węgorzewem. Dla mnie na Mazury jakoś najdalej. Wybieram najczęściej inne kierunki, a tam mam bazę wypadową dostępną zawsze :-) Zastanawiałem się czy się w tym roku nie wybrać na Mazurską Pętlę Rowerwą, ale raczej nie starczy czasu, bo wyniorę inne miejsca na rower.

sally28
26-04-2026, 07:27
zdyboo dzięki za odpowiedzi. Teraz widzę w porównaniu jak bezlusterkowce urosły w odniesieniu do pierwszych.

patronat
27-04-2026, 12:58
Tak się pochwalę po pobycie w Izerach: na Sępiej Górze lada moment odpalą oficjalne trasy. Wszystko jest wydzierżawione od Lasów, więc będzie 5 legalnych tras z samego szczytu.
Będąc tam, moja żona zainstalowała sobie Stravę. no i taka sytuacja:
95494

dodam tylko, że w kategorii kobiet wszechczasów, na Bałałajce ( stosunkowo trudna trasa), zrobiła czas wg filmu GoPro 8:20 co dałoby jej KOM, ale na samym szczycie został doliczony czas ponad 9 minut gadania z twórcami trasy.

crusiek
27-04-2026, 13:03
Gratki, zatem trzeba powtórzyć i wbić QOM xD

;)

Widzę, tez ładny boreas sie pojawił, spoko rower, ładne zdjecia.

U mnie w stajni pojawiło sie n+1 narzędzie treningowo - wypadowe, na którym na razie kaleczę jazdę.



















95495

grissley
27-04-2026, 13:07
oOo - pełne błotniki i bajzel na kokpicie - ja to shanuję! Jeszcze amor i bagażnik i będzie bliźniak mojego :lol:

gavin
27-04-2026, 13:14
Gratuluję Kret, piękna szoska

crusiek
27-04-2026, 13:26
oOo - pełne błotniki i bajzel na kokpicie - ja to shanuję! Jeszcze amor i bagażnik i będzie bliźniak mojego :lol:
Stopka jeszcze, stopka :)


Gratuluję Kret, piękna szoska
Ślę ukłony dziękczynne :)

zdyboo
27-04-2026, 15:34
Wczoraj późnym wieczorem wpadłem na pomysł, żeby sobie dzisiaj pojeździć

Fajne klimaty, ja chyba w tym roku urlop też w końcu spędzę na Mazurach.


Tak się pochwalę po pobycie w Izerach: na Sępiej Górze lada moment odpalą oficjalne trasy. Wszystko jest wydzierżawione od Lasów, więc będzie 5 legalnych tras z samego szczytu.
Pilarz szkodnik lubi to.


Będąc tam, moja żona zainstalowała sobie Stravę.

No albo rekordy, albo gadki, Strava nie jest dla miętkich.


U mnie w stajni pojawiło sie n+1 narzędzie treningowo - wypadowe, na którym na razie kaleczę jazdę.

Piękna taczanka do taczania się. Coś robiłeś z lemondką czy to tylko kwestia ujęcia od dołu. Bo jakoś lepiej wygląda niż na poprzednim zdjęciu.


oOo - pełne błotniki i bajzel na kokpicie

Jakie błotniki, jaki bajzel?
Błotników nie ma i pewnie nawet nie da się ich zamocować, a na kierownicy jest tylko lemondka.

crusiek
27-04-2026, 15:45
Tomku, lemondce zdjąłem połowę podkładek i jest póki co wygodnie, zatem zostaje, ew jeszcze zejdę w dół, jak się wygimnastykuję i będę flexi jak guma arabska :)

grissley
27-04-2026, 15:50
Jakie błotniki

O rany - aż musiałem się jeszcze raz przyjrzeć w powiększeniu. Jak paczałem na szybko to opona wydała mi się eleganckim cienkim pełnym błotnikiem :o
Tam gdzie błotnik powinien się kończyć to akurat jakiś cień wchodzi, może to dlatego. Albo starcza ślepota już, nie wiem ;)

Wind Mill
27-04-2026, 18:36
...U mnie w stajni pojawiło sie n+1 narzędzie treningowo - wypadowe, na którym na razie kaleczę jazdę....

OMG! Kret kolarz? :)


Stopka jeszcze, stopka :)...

O to to! :mrgreen:

crusiek
27-04-2026, 19:03
Kolarz jak z koziej d... trąba xD

siemalysy
27-04-2026, 19:26
Sebastian! Szosa? Jak to? ;-)

Gratuluję nowej maszyny. Niech sprawia wiele radości :-)




crusiek

crusiek
27-04-2026, 19:44
Kryzys wieku średniego?

siemalysy
27-04-2026, 20:22
Tak na to mówią :-)

zdyboo
27-04-2026, 21:20
Miało wiać, zatem nie ma walczyć z wiatrem bo wygrać się nie da.
Z osiedlowej stacji ruszyłem na zachód. Rowerów w składzie było mniej niż w zeszłym tygodniu na tym połączeniu, a na pewno były lepiej ustawione. Za to trafił się bardzo prorowerowy konduktor. Wytłumaczył wszystko i nawet dodał, że na połączenie, którym jechałem miał w systemie sprzedanych 30 biletów na rowery i on by je wszystkie zmieścił. Pierwszy raz trafiłem na takiego, poszedł mejl z pochwałą, bo takie postawy należy doceniać.

W Bolesławcu wysiadłem kilkanaście minut po 7. Wydostałem się z peronów i ruszyłem. Było chłodno, wietrznie i pochmurno. Dość szybko wyjechałem z miasta i ruszyłem CPR po dawnej linii kolejowej. Za miastem duło bardziej, ale wszystko w plecy. Jechało sie wybornie.

W Raciborowicach Dolnych kończy się oficjalna część szlaku, co prawda dalej prowadzi gruntówka, na oko przejezdna, ale pojechałem zgodnie z planem do wioski i dalej asfaltem do Jurkowa. Za wioską opuściłem twarde i lasem zacząłem się wspinać na zbocza Grodźca. Gdzie na szczycie jest zamek o tej samej nazwie. Na szczyt nie zamierzałem wjeżdżać, a całość zamierzałem objechać przez opuszczony folwark, jak to zrobiłem kilka lat temu.

Najpierw drogę do folwarku zagrodziło kilka gałęzi, obszedłem to dość szybko, potem było kilka drzew i to specjalnie ściętych. Też jeszcze jakoś się przez to przeprawiłem. Przed samym folwarkiem było jeszcze kilka drzew i na końcu jedno jeszcze z kwiatami, czyli wyglądało na ścięte na dniach. Za nim była tabliczka, że obiekt grozi zawaleniem. Czy była jakaś brama to już nie widziałem. Wycofałem się łydki okrutnie rysując tymi chaszczami. Zjechałem do asfaltu i wróciłem gruntówką. Od drugiej strony też leżał chrust, już tym razem nie atakowałem tego głębiej. Tylko zamiast postawić normalną tabliczkę, że przejścia nie ma, się bawią w jakieś dzikie chaszcze. Podejrzewam, że mieszkańcy jedynego nieopuszczonego domu w tych zabudowaniach folwarcznych. Dalej już pojechałem po śladzie.

W Złotoryi tym razem byłem na tyle wcześnie, że wszystko było pozamykane. Z miasta tym razem wyjechałem zboczem Wilkołaka, gdzie zjazd okazał się pewnym wyzwaniem dla gruza bez amorów, na twardym wróciłem na trasę w stronę PK Chełmy po tej samej drodze co tydzień wcześniej i znowu robiłem ten sam 3 km podjazd, ale wtedy w nogach miałem 90 km, a teraz niecałe 40. Poszło sprawnie.

Co prawda ledwie się ten podjazd zakończył zaczął się następny, nawet bardziej stromy, ale też i znacznie krótszy. Zjazd do Męcinki był także dośc wymagający, wąska i bardzo kręta droga, rzadki, bo rzadki, ale jednak ruch samochodowy i nachylenie 9% wg znaku. Las też jeszcze nie zapewniał całkowitej osłony od wiatru. W Męcince pod sklepem na skwerku zrobiłem krótki popas, gdzie w ostatniej chwili udało mi się złapać rower zanim go wiatr przewrócił.

W Jaworze zatrzymałem się w cukierni, gdzie zjadłem ciastko, które jakoś ciężko siadło na żołądku. Dalsza droga to już była jazda z wiatrem do domu.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/18252471688

Fotosy:
95501
Trasa po dawnej linii kolejowej, profesjonalnie przygotowana.

95502
Grodziec na Grodźcu.

95503
Droga do opuszczonego folwarku.

95504
Sam opuszczony folwark.

95505
Najstarsze miasto w Polsce: Złotoryja.

95506
Karkonosze w tle, a przed nimi Rudawy Janowickie.

95507
Płasko, ale nadal fajnie.

elmo
28-04-2026, 16:37
Dzień dobry… dawno mnie tu nie było… zacne trasy i opisy, jak zwykle zresztą… no Krecikowy przecinak zacny… miałem Krecika wyciągnąć na gravelowanie w lipcu ale teraz to się zastanawiam czy nie zabrać aby czasem szosy nad morze i spróbować dotrzymać koła… no nic to jest jeszcze trochę czasu do zastanowienia…
siemalysy ta pętla mazurska też mi chodzi po głowie… może by się tak razem udało zgrać czasowo.
Co do mego skromnego w tym roku kręcenia coś tam wpadło… mizernie ale jednak coś tam coś tam…
A z około rowerowych rzeczy to jak niektórzy wiedzą udało się wyrysować/objeździć trasę na Kontrę Bolimowską i na tyle skutecznie że ludkowie byli zadowoleni. Jak coś to ze swej strony polecam tą imprezę - moim skromnym zdaniem dobre na zaczęcie sezonu… czy w przyszłym roku też będę układał trasę to się okaże…

crusiek
28-04-2026, 18:14
Andrzeju, zawsze możesz zabrać oba xD

Wind Mill
28-04-2026, 23:15
Bober urwał. To się nie dzieje naprawdę. Będzie długi tekst.

W swoim niedługim rowerowym życiu, z racji jeżdżenia na oponach z dętką, zdejmować i zakładać opony miałem okazje wiele razy (a to łatanie przebitej dętki, a to wymiana przebitej dętki, a to wymiana opony, a to demontaż opony/dętki w celu wymiany szprychy - pozdrawiamy tu premium markę Specialized). Z mniejszym czy większym oporem, odbywało się to bezproblemowo (pomijam jeden przypadek z Presta valve, który nie dotyczył opony i jej montażu).
Aż do niedawna...

Z racji iż na przełomie minionych jesieni/zimy strzeliła mi szprycha (w kole Shimana, nie Speca, po długim i bezproblemowym ujeżdżaniu WH-MT500; ale wybaczam firmie Shimano, szprychy przy piaście są wyrerane łańcuchem, który to był miał okazję spaść z największego blatu w kasecie), w końcu nadeszła pora, by jakieś sensowne koła zanabyć.
W grudniu zamówione (w sezonie jak się po fakcie okazało urlopowym dla Lemon Bike), w styczniu dostarczone, montaż odkładany z racji ujeżdżania zimowego rowerza tudzież braku czasu a raczej chęci.
Ale, ileż można ujeżdżać zimowy rowerz? Nawet gdy toczy się na drugim, niezimowym zestawie kół?
Zapewne jedną z przyczyn odkładania montażu nowych kół do Speca był fakt, że Muirwoods na laczkach Schwalbe G-One Ultrabite 28x2 okazał się całkiem zwinną taczką, oponki przyjemnie toczyły się tak po asfalcie jak i po lasach.
Zbliżamy się do końca dygresji i do naszego meritum.

Koła z obręczami DT Swiss GR 531.
Opony Panaracer Gravel King SK+. Wcześniej montowane na kołach Speca i wspomnianym Shimano Deore. Osadzanie jakby trudniejsze niż innych, ale w sumie bezproblemowe. Lubię je za właściwości na moich leśnych ścieżkach oraz za specyficzny dźwięk, jaki wydają na asfalcie czy na innym gładkim. Przypominają tym Panaracer Rolling Stone, z początku rowerzowej przygody.

Na GR 531 - skichaj się, a nie włazi. Mało tego, ze...ać się idzie, by zdjąć założoną tylko jedną stopkę!!! Cały wieczór się namęczyłem, by to połowicznie osadzone cholerstwo zdjąć.
Myślę sobie - spróbuję z inną opaską ochronną, użyta KLS ma taką "płócienna" fakturę. Dotarły zamówione 3 rodzaje "gładkich" opasek.
Dziś po długiej męczarni udało mi się założyć oponę, stopki oczywiście siedzą ściśnięte na środku obręczy, we wgłębieniu.
W trakcie mordęgi, pojawia się myśl o wspomaganiu woda z płynem do naczyń - ale czy w terenie chcąc wymienić / połatać dętkę będę miał takowy zestaw?
Może nalać uszczelniacza do dętki, by chociaż w razie WU dotrzeć do domu?

No dobra, opona siedzi, to by ją "wbić" trza napompować. Pompuję kompresorkiem aku, pompką stojącą, znów kompresorkiem a ta cholera ani drgnie.
OK, trza zapodać ten słynny Ludwik z H2O, może stopki opony się ślizgną pod ciśnieniem. Po drodze myśl: a kij z tym wszystkim, widać pora na tubeless, zanieść koła i opony do serwisu niech instalują opaski, wentyle i mleko i skoro biorą za usługę monety, to niech mordują się z zestawem.

Pompuję zlubrykowany zestaw, coś jakby opona szła, ale bąbelki się pojawiają a ciśnienie jakby nie rośnie. Bąbelki od pracy dętki i opony, czy od nieszczelności (nowej!) dętki?
Trza to zdemontować, by się przekonać. Po ponad kwadransie mordęgi z oponą stwierdzam, że na dziś wystarczy. Oczywiście cholera nie chce zejść.

W międzyczasie zamówiłem Tyre Glider, powłaziłem na oferty uszczelniaczy do dętek i pogadałem z ejajem, bo google nie było pomocne.
Gemini AI twierdzi (wyglądało na to, że z rozbawieniem połączonym ze współczuciem), że "mój" zestaw charakteryzuje się wyjątkową opornością - co już wiem z autopsji.
I co teraz i jak, inne opony zamawiać?

DŻIZAS KRAJST ON MOTORBIKE!!! :mrgreen:

grissley
28-04-2026, 23:23
Może nie aż tak, ale miałem podobne przejścia felgami DT Swiss i Terra Speedami. Założyć się jakoś udało, ale żeby wbić to musiałem wysmarować kilogramem pasty wulkanizacyjnej, obwiązać dookoła sznurkiem jak szynkę, ustawić na ziemi tak, że górę dociskałem ręką do ziemi a z boków jeszcze ściskałem nogami. No i dopiero taki setup podpięty pod kompresor TIRowy dopiero pozwolił wbić oponę na miejsce (też nie od razu), bo wcześniej za ch*lerę nie szło...

Wind Mill
28-04-2026, 23:45
Świstaki (dla niewtajemniczonych - Szwajcarzy) powinni produkować kompatybilne ze swoimi kołami opony. :mrgreen:

patronat
29-04-2026, 09:39
Mam DT541 i opony Conti. W świecie enduro powszechnie wiadomym jest, że Maxxisy schodzą samą ręką, a Conti wcale. Zwłaszcza w oplocie DH i wkładką w środku. No ogólnie mnie postraszyli, że łatwo nie będzie. No więc, jest łatwo. Dla mnie jest. Po wymianach opon crosowych, z musem w środku, wszystko jest łatwe. Wystarczy tylko technika i wprawa.
Na 100% coś Ci umyka :) A może tam jest jakiś element z systemu hookless?
Woda z płynem jest spoko, działa wybornie.

Wind Mill
29-04-2026, 12:41
GR 531 jest crotchet, nie hookless. Woda z płynem jest spoko, lecz jeśli mam na niej bazować, to jazda z dętkami odpada, a dokładnie ich nieunikniony serwis w polu. ;)
Jak wspomniałem, z tymi oponami (GK) na dwóch innych obręczach problemu nie było.
Trza teraz rozważyć dylemat - płacić za inne opony czy płacić za zamleczenie? :mrgreen:

zdyboo
29-04-2026, 12:54
Wiatracze, bo się nieco pogubiłem.
Te oporne opony to jak rozumiem jako tjublesy instalujesz, czy one z dętka nie chcą siąść w obręczy?

Wind Mill
29-04-2026, 13:21
Oporne opony nie chcą z dętka siąść - skoro są oporne to nie ma sensu jeździć na dętkach, bo jak w polu łatanie / wymianę dętki zrobię, skoro w domu nie idzie tego zainstalować?
Mogę kupić booster lub iść na CPN w nadziei, że kompresor przebije się przez prestę, ale nadal pozostaje problem serwisu po drodze. Którego konieczność prędzej czy później nastąpi.

Stąd druga opcja, zanieść koła i oporne opony do serwisu, niech zrobią tubeless. Małe przebicia na trasie powinny załatwić mleko i wożona ze sobą pompka.

grissley
29-04-2026, 14:57
A dlaczego się na te dętki tak upierasz?
Co do zasady - opony przeznaczone do mleka zakłada się trudniej niż te dętkowe "by design". Mnie chyba szlag by trafił, jakbym miał się męczyć z dętkami przy oponach bezdętkowych.
Po drugie - co to za frajda zmieniać dętki w polu. Jesteś 60km od domu, mokro, błotniście, i nagle zmieniaj dętkę w rowerze, w dodatku upitolonym. Brrr.
Zamlecz sobie, a dętkę woź tylko awaryjnie na okoliczność flaka giganta, którego mleko nie ogarnie.

Wind Mill
29-04-2026, 15:17
Upieram, nie upieram - nawyk. Mleko też ma swoje minusy.
Opony oponami - obręcze GR 531 są stricte "mleczane", bardziej for tubeless niż tubeless ready.
Jak już wspomniałem, te opony GK na oryginalnym kole Speca i na Shimano problemów nie stwarzały, ujeżdżam je od 2 i pół roku. I ze dwa...trzy razy łatałem lub wymieniałem dętkę w trasie w takim zestawie, zero problemu. Znaczy się, ostatnim razem był problem, do domu dojechałem na bardzo niskim ciśnieniu, dziesięcioletnia nożna pompka z Lidla powiedziała, że ma już dość Presty; bo na Schraederze robiła. :mrgreen: Ale to nie była wina opon czy kół.
Spec ma 21 mm wewnątrz obręczy, Shimano 24 mm - tak jak owe DT Swiss. Z tym że, Shimano nawet nie jest tubeless ready ,Spec jest.

Z wymienionym problematycznym zestawem nie ma sensu wozić dętki na zapas - skoro cholerstwa nie idzie osadzić w domu, na czysto, z płynem, to jak niby mam to zrobić w polu z oponą "uj...ą" mlekiem? ;)

Jeśli na GR 531 będę chciał jeździć na dętkach, to trza poszukać miękkich opon, z przynajmniej miękką stopką. A miękka opona zawsze oznacza mniej odporna na przebicia. :)

zdyboo
29-04-2026, 19:00
A ja nie kumam, jak osadzenie z dętką w oponie może robić problem. Serio, serio. Coś jest nie tak, albo ścianki masz tej samej grubości co bieżnik na krawędzi, albo jakiś błąd w sztuce. Dętki butylowe czy TPU? TPU mają mniejszy zakres rozmiaru wypełnianej opony i faktycznie na początku jest uczucie, że dętka lata wewnątrz opony, ale trzeba dobić do docelowego ciśnienia. Butyl już dość niskim ciśnieniu powinien dobrze wypełnić oponę.
Ja właśnie trzymam dętki butylowe w pudełku, do osadzania trudnych opon. Tylna Pirelka Adventure nie siadła pompką, nie siadła boosterem, nie siadła nabojem CO2, nie siadła kompresorem w USR. Założyłem dętkę, napompowałem i zostawiłem na jakiś czas. Potem delikatnie ściągnąłem tylko jeden brzeg opony. Wyjąłem dętkę, zamontowałem wentyl i poszło boosterem.
Jedyny problem to chyba tylko, jak ma się dętkę do 25 mm i próbuje się nią osadzić oponę 2,4".
Ja żeby mieć pewność, że brzeg opony wskoczył to pompuję 0,5 - 1 bara więcej niż na oponie jest napisane. Potem oczywiście redukuję ciśnienie do tego na jakim zwykłem pomykać.

To, że nowa opona sprawia problemy to jedno, ale pojeżdżona opona sprawia tych problemów znacznie mniej. Też tak miałem, że z którymś Tufo walczyłem w chacie z godzinę, trzema łyżkami. Jak w trasie złapałem laczka to jedną łyżką dałem na luzie założyć dętkę.

Wind Mill
30-04-2026, 18:00
A ja nie kumam, jak osadzenie z dętką w oponie może robić problem. Serio, serio. Coś jest nie tak...


...To się nie dzieje naprawdę... No ja też nie kumam.


...OK, trza zapodać ten słynny Ludwik z H2O, może stopki opony się ślizgną pod ciśnieniem...Pompuję zlubrykowany zestaw, coś jakby opona szła, ale bąbelki się pojawiają a ciśnienie jakby nie rośnie. Bąbelki od pracy dętki i opony, czy od nieszczelności (nowej!) dętki?...
Dziś po chyba pół godzinie walki, udało się zdjąć oponę. Dętka oczywiście dziurawa - nie sądzę by fabrycznie, musiałem przyszczypnąć podczas morderstwa z zakładaniem opony.

Teraz niech się serwis morduje z osadzaniem cholerstwa i zamleczaniem. :mrgreen:
Spec na majówkę nie pojeździ... :roll:

crusiek
30-04-2026, 18:21
Bidny spec.... pozostawiony na pastwę serwisu

Wind Mill
30-04-2026, 19:03
Pół na pół; Spec stoi w domu, do serwisu zaniosłem koła z oponami. :mrgreen:
Gdybym nie miał drugiego rowerza, to oczywiście w Specu wymieniłbym kolejną szprychę. A tak, rowerz specjalnej troski czeka na nowe kółka, a specjalne tylne kółko czeka na przeplecenie nowymi szprychami. ;)

zdyboo
02-05-2026, 18:26
Nie wiedziałem jak rozegrać jeżdżenie na rowerze w tę najkrótszą z majówek.
Ostatecznie zdecydowałem się pyknąć dystansa pierwszego.

InterCity dostałem się do Ostrowa Wielkopolskiego. Minus taki, że trzeba było wcześnie wstać, ale na miejscu byłem też wcześnie, choć chyba z kilkuminutowym opóźnieniem. Ruszyłem spod dworca punkt 7:00, przez dosyć mocno uśpione miasto. Szybko dostałem się na północno-wschodnią stronę, stawy, wiadukt nad S11 i już zmierzałem w stronę Kalisza.

Tabliczkę wjazdową do Kalisza minąłem po jakiejś godzinie i początkowo jechałem przez dość wiejsko wyglądającą okolicę, nawet na jednym z domów była tabliczka "Sołtys", ale za Rondem Dobrzec zaczęło to wyglądać jak miasto. Zameldowałem się w rynku, pustym. Prócz mnie były dwie osoby, jedna wyprowadzała psa na spacer, a druga szukała otwartego sklepu. Zrobiłem sobie chwilę przerwy na batona, pićku i zdjęcie ocieplaczy kolan.

Bruk na uliczkach w rynku bardzo nierówny, duże odstępy między kostkami, jedzie się po tym niefajnie, zjechałem na chodnik z płyt granitowych, ale bruk skończył się zaraz za rynkiem. Jechałem DDR na północ, przejechałem jakąś kładką, która wyraźnie była projektowana i budowana w czasach jak nikt nie myślał o puszczaniu nią ruchu rowerowego.
Za miastem zaskoczyły mnie podjazdy i zjazdy, które jednak szybko zostały za mną i wróciłem na płaskie formy terenu.

W Jedlcu kolejny popas na przystanku autobusowym i zaczałem jechać w stronę Gołuchowa i DK12. Wzdłuż DK12 prowadzi DDR, ale żadna przyjemność jechać w spalinie i hałasie. Mogłem nie zahaczać o Gołuchów, ale trasa chciałem dojechać do zamku Czartoryskich, który obecnie zajmują Lasy Państwowe. No mają tam kawałek terenu, DDR wzdłuż płotu cięgnie się ponad 2 km.

Następny był Pleszew, też pusto i wszystko pozamykane jeszcze. Dopiero w Jarocinie udało się wypić piwo, pub w rynku się dopiero otwierał. Zjadłem też, pierwsze w tym roku, plenerowe lody. Z Jarocina zaczałem jechać na południowy zachód, miało to o tyle znaczenie, że wiatr miałem w końcu w plecy. Nie były to wiatr bardzo mocny, ale odczuwalny.

W Miejskiej Górce ulica Fabryczna częściowo okazała się terenem przemysłowym cukrowni. Zagrodzona i niedostępna, wróciłem do głównej drogi nierówną DDR dojechałem do skrzyżowania, gdzie znowu wróciłem na lokalne szosy.

W Rawiczu byłem ze sporym zapasem czasu, była czas na pizzę i kolejne piwo, był czas na lody w rynku. Na dworcu zameldowałem się pól godziny przed odjazdem ciapongu, ale skład był już w peronach. Zająłem miejsce w klimatyzowanym wnętrzu. Nie byłem dojechany, czułem się dobrze, po niecałej godzinie jazdy wysiadłem na tej samej stacji co rano wsiadałem do IC.

Trasa z jednej strony fajna, bo nowe tereny dla mnie. Do tego było przeraźliwie pusto, nawet te krótkie fragmenty gdzie jechałem wzdłuż lub po krajówkach nie były bardzo uczęszczane. Sklepy pozamykane i ludzie siedzą w domach. Z drugiej strony trasa nudna, płasko, niewiele dzieje się w krajobrazie. W wielu miejscach widziałem zakazy jazdy rowerem, ale zawsze w takim wypadku była DDR lub CPR lub chodnik z dopuszczonym ruchem rowerowym. Niestety jakość infrastruktury rowerowej w wielu miejscach pozostawia wiele do życzenia. Dużo betonowej kostki, fazowanej, nierównej. Trafiały się fajne asfaltowe odcinki, jak ten z Jarocina do Roszkowa, ale nadal był dosyć grubo pokryty piachem po zimie.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/18336062204

Fotosy:
95547
Kaliski rynek.

95548
Płasko, że przy dobrej pogodzie pewnie Bałtyk widać.

95549
Za to już zielono.

95550
Jarocin.

95551
Mercedes ma rozmach z reklamą.

95552
Rawicz.

Wind Mill
02-05-2026, 22:32
Ładnie pojechane. Faktycznie płasko Polska na obrazkach. ;)

grissley
03-05-2026, 00:21
Ja to tęsknię za płaskim. Teraz u mnie, żeby jakieś sensowne nowe kwadraty zebrać, to już każdy prawie wyjazd to minimum tysiąc metrów w górę. A ja tak nie lubię podjazdów...

rotor
04-05-2026, 12:13
Hello!
Czeci zlot eMTB grupy fejsowej zaliczon :D
Zaszczycili nas "Bajkowe Beskidy" "Michał_12" i "Spędzaj czas aktywnie", więc cały świat się zaraz dowie, co żeśmy wystrugali w niedzielę czeciego :mrgreen:
Przy okazji dowiedziałem się, że oprócz zdjęć nie umiem też robić selfi..., co cóż, nie nadanżam za nowinkami już :p

1. Miło było, w końcu, znajomości wirtualne, zamienić na rzeczywiste (tak, jak to się drzewiej robiło)

95565

2. Cała nasza gromadka, ja po drugiej stronie "szklanego oka", jakby ktoś nie skumał :mrgreen:

95566

3. Nasz "rodzynek" wymiatał na zjazdach, czyli "Bajkowe Beskidy" w 50%

95567

4. To jest na... aa sami wiecie, co Wam będę gadał

95568

5. Widoczki na Taterki nawet były

95569

zdyboo
04-05-2026, 12:58
Michał uśmiechnięty na zdjęciu. Już tylko dla tego warto było organizować taki zlot.

rotor
04-05-2026, 13:40
Uśmiecha się dlatemu, że woli mtb od gruza :)

zdyboo
04-05-2026, 13:44
W Beskidach też żałowałem, że jednak MTB nie zabrałem

patronat
04-05-2026, 17:10
No i piknie! Widze, że grupa rośnie w siłę! Wincy rodzynków!

rotor
04-05-2026, 17:50
"Rodzynki" sie deklarowały w ilości kilku sztuk,a finalnie ino jeden przybył.

siemalysy
04-05-2026, 20:15
Nie wiedziałem jak rozegrać jeżdżenie na rowerze w tę najkrótszą z majówek.
Ostatecznie zdecydowałem się pyknąć dystansa pierwszego.


...

zdyboo

Tomek ładnie pocisnłeś. Patrzę na te dystanse i coraz bardziej się boję z Wami jeździć ;-) Fotki jak zawsze fajne. Nie wyprzesz się ich :-)
Dziękuję za relację.


Hello!
Czeci zlot eMTB grupy fejsowej zaliczon :D
Zaszczycili nas "Bajkowe Beskidy" "Michał_12" i "Spędzaj czas aktywnie", więc cały świat się zaraz dowie, co żeśmy wystrugali w niedzielę czeciego :mrgreen:
Przy okazji dowiedziałem się, że oprócz zdjęć nie umiem też robić selfi..., co cóż, nie nadanżam za nowinkami już :p

1. Miło było, w końcu, znajomości wirtualne, zamienić na rzeczywiste (tak, jak to się drzewiej robiło)
...

rotor

Wojtek miło było w realu się spotkać i poznać :-D Dziękuję za wspólne kręcenie :-)


W ten nieco wydłużony weekend też udało mi się coś pojeźdzć. W piątek i sobotę jeździliśmy z żoną w Izerach. W niedzielę już bez żony jeździłem w Beskidach z grupą eMTB Beskidy. Intensywny weekend, ale dopóki cżłowiek młody, to trzeba tak żyć :-)

W piątek zrobiliśmy fajną i klasyczną pętelkę po Izerach. Część dróg i szlaków znałem, bo kiedyś Tomek wyznaczył mi fajną traskę. Zaczęliśmy w Jakuszycach i drogą prowadzącą przez Samolot dotarliśmy do schroniska Orle. Kawałek za schroniskiem odbiliśmy w stronę Izery i dalej do Czech do malowniczej Jizerki. Później asfaltem i dalej drogami szutrowyymi zameldowaliśmy się na Smreku. Dopiero tam dało się zauważyć wzmożony ruch turystyczny. Na szczycie miejsca nikomu nie brakowało. Długo tam nie zabwiliśmy i pojechaliśmy dalej. Szlak zielony pom kamieniach zjechany na raty. Kilka razy zatrzymałem się, żeby przepuścić pieszych. Za Przełęczą Łącznik czerwonym szlakiem pojechaliśmy do Poany Izerskiej, z któej skierowaliśmy się w stronę zółtego szlaku, któy ostatecznie doprowadził nas na Halę Izerską. Przy schronissku ludzi jak zawsze. My nie mieliśmy w planie się tam zatrzymywać.
Wzdłuż rzeki ruch na szlaku był spory. Nie mieliśmy w planie długo tak jechać i przy pierwszej możliwej okazji odbiliśmy w szlak rowerowy, któy okazał się zamknięty. Mieliśmy 3 opcje do wyboru. Pierwsza jechać prosto do Jakuszyc, druga cofnąć się do schroniska i szlakim okok pojechać do wyznaczonego śladu, trzy pojechać do schroniska Orle i tamtędy dostać się do rozdroża pod Cichą Równią. Wybraliśmy opcję trzecią i przez rozdroże dostaliśmy się do szlaku czerwonego i dalej na Sine Skałki. Zrobiliśmy tam krótką przerwę, bo widoczki stamtąd są fajne. Fajnie było patrzeć na odległy szczyt, na którym się było jakiś czas wcześniej. Dalej ruszyliśmy do kopalni Stanisław i stamtąd wróciliśmy do Jakuszyc. Widoczki świetne. Karkonosze widziane w pełnej okazałości. Pogoda dobra, nie za ciepło, nie za zimno. Jedynie trochę przeszkadzął chłodny wiatr.


W sobotę zaczęliśmy w Świeradowie. Szybko dostaliśmy się na Stóg Izerski. Tam kawa i zimny napój gazowany. Po przerwie się rozdzielamy. Ewa zjeżdża asfaltem, którym podjeżdżaliśmy i następnie podjeżdża na Przełęcz Łącznik. Ja do przełęczy jadę przez szczyt. Dijeżdżamy tam praktycznie w tym samym czasie. Dalej mamy do pokonania szlak zielony. Umówiliśmy się, że tam rowery będziemy prowadzić, bo pomimo wczesnej pory ruch turystyczny był wzmożony. Nie wziąłem pod uwagi kolejki na Stóg Izerski. Zapomniałem o niej, a pewnie dzięki kolejce spora część turystów była na górze wcześnie. Dojechaliśmy do granicy i tam pojawił się pewien pomysł, zeby spróbować ominąć szlak zielony. Sprawdziłęm na mapie dokąd prowadzi widoczna droga i okazało się, że jest szansa tamtędy dostać się na szczyt. Żona dała apropatę przy okazji potwierdzając słuszność planu, bo wypatrzyła tam ślady opon rowerowych. Pomysł jednak nie do końca byłudany. Połowę, może trochę więcej jak połowę tego dystansu dało się jechać. Raz lepiej, raz gorzej,ale się dało. Końcowy fragment, to już przeprowadzanie roweru przez korzenie, kawałki drzew i skałki. Dotarliśmy jednak do szlaku, więc misję mozna było uznać za dobrą. Zajęło nam to trochę więcej czasu niż gdybyśmy trzymali się szlaku. Szlakiem już dało się podjechać. Trafiliśmy tam na pierwsze i jedyne tak duże błoto. Poza tym wszędzie susza.
Do wieży nawt nie odbijaliśmy tylko zjechaliśmy w dół do asfaltu tą samą drogą, którą dzień wczesniej podjeżdżaliśmy. Przed Hubertką odbiłęm sobie na singla Libverdská strana i nim dojechałem do schroniska. Tego dnia miałęm plan na Tour de Kofola :-D Już przy piewrwszym schronisku się on wyłożył, bo była długa kolejka i szkoda nam było czasu, więc pojechaliśmy dalej. Singlem Libverdská strana pojechaliśmy do kolejnej gospody, w której dają za pieniądze Kofolę. Jedanstokilometrowy odcinek singla pokonujemy sporawnie i meldujemy się prawie w Nowym mieście pod Smrekiem. Zrobiliśmy sobie przerwę na popas i Kofolę oczywiście.
Zadowolony, najedzony i Kofolą napojony mogłem jechać dalej. Asfaltem zjechaliśmy do miasta i nim przebiliśmy się do Centrum Singletrack, żeby napić się kolejnej Kofoli. Zawiodłem się, bo jak w takim miesjciu może nie być Kofoli z kija... Przecież, to skandal. pan zaproponiował w butelce, podziekowałem oczywiście, bo taką to w Łodzi mogę sobie kupić ;-) Z centrum ruszyliśmy już w stronę granicy i dalej szlakiem zielonym dotarliśmy do Świeradowa. Świetna pogoda, dużo słońca i przede wszystkim ciepło. Przy aucier opłukaliśmy się z kurzu, przebraliśmy w czyste ciuchy i po zapakowaniu rowerów ruszyliśmy do Łodzi.


W niedzielę po godzinie po 5 ruszyłęm z Łodzi w Beskidy. Tak jak w jednym z wcześniejszych postów wspomniał Wojtek, pojawiłęm się na zlocie grupy eMTB Beskidy. Kolejny dzień w górach i kolejny dzień świetnej pogody. Miałęm delikatne obawy i nie wiedziałem jak to wyjdzie, bo kilka lat nie jeździłem w grupie liczącej więcej niż dziesięcioro uczestników. Obawy były niepotrzebne, bo wyszło dobrze.
Ruszyliśmy z Ostrego i asfaltem pojechaliśmy do Lipwej. Szybko uciekliśmy w bok i zaczęliśmy pierwszy długi podjazd na Halę Radziechowską. Poszło sprawnie i szybko byliśmy na górze. Z hali widoki bajunia. Wiatr hulał wyraźnie, jednak zdecydowałem się wyjąć drona iz robić rundkę. Z hali szlakiem czerwonym dotarliśmy na Magurkę Radziechowską i póxniej ostrym podjazdem po kamieniach na Magurkę Wiślańską. Następnie w dł, pod górę i znó w dół i zdobyliśmy kolejny szczyt Gawlasi, z któego żółtym szlakiem zjechaliśmy na Cienków. Tam zaplanowana była przerwa i popas.
Z Cienkowa szybko zjechaliśmy do Malinki i zaczęliśmy najdłuższy podjazd dnia. Miejscami było grubo, jednak poszedł on sprawnie. Dotarliośmy do szlaku zółtego, zjechaliśmy w dół i odbiliśmy na fajnego singla, któym dojechaliśmy prawie na Przełęcz Salmopolską. Za przełęczą dzięki szutrowej drodze szybko dostaliśmy się do kolejnego fajnego singla, którym dojechaliśmy na przełęcz pod Malinowem. Za przełęczą w dół i dalej drogą ppoż szybko zameldowaliśmy się na Hali Skrzyczeńskiej. Z hali ostatni podjazd na Skrzyczne. Szczyt osiągnęliśmy bez problemów. Kolejna przerwa i czas na popas.
Za szczytem podzieliliśmy się na dwie grupy. W pięciu zjechaliśmy do Doliny Zimnika szlakiem niebieskim. Kamienie, stromo, kurz, pył, korzenie i liście. Dla każdego coś innego. 600 metrów przed końcem jeden z chłopaków przyziemił. Mocno się potłukł i końcówki nie dał rady już zjechać. Na całe szczęście nic sobie nie połamał. Przy asfalcie gdzie zaczyna się szlak niebieski zbiliśmy piątki i takim o to sposobem zakończyliśmy wspólną jazdę. Do auta miałem może 300 metrów. Opłukałem się z kurzu, przebrałęm, zapkaowałem rower i ruszyłem do domu. Fajny to był dzień.


W trzy dni weekendu przejechałem 152,6 km i 4161 m w pionie :-) Takie weekndy, to ja szanuję.

Fotki.

Dzień 1 - Izery

95573

95574

95575

95576

95577

95578

95579

Dzień 2 -Izery

95580

95581

95582

95583

Dzień 3 - zlot eMTB Beskidy

95584

95585

95586

95587

95588

95589

95590

95591

95592

95593

95594

95595

95596

95597

zdyboo
04-05-2026, 21:31
siemalysy

Michał, soczyście pojeżdżone, opisane i opatrzone ilustracjami. Krótka majówka to żadna wymówka.

crusiek
04-05-2026, 22:23
Panowie, ladnie pośmigane, dziękuję za lektury oraz zajęcia do łóżeczka:)

kipcior
04-05-2026, 23:25
Mam ponad półroczne zaległości w tym wątku ale zanim doczytam to zaś trochę minie. Więc najpierw coś wrzucę, bo ładnie było. Choć aż tyle co Michał to nie pojeździłem :) Jednak pierwsza setka w tym roku jest. Jakoś w czwartek zamontowałem nowe opony i wrzuciłem dętki TPU, do których robię drugie podejście. Pierwsze ze 2-3 lata temu zakończyło się dziurą po 150km ;) W piątek obijam się ile wlezie, sprawdziłem tylko czy powietrze się trzyma i w sobotę parę minut po 8 parkuję we Frydmanie przy Velo Czorsztyn.


Szlak Wokół Tatr, podjazd na Dursztyn. Na dole widziałem lisa, ale uciekł zanim go ustrzeliłem.
95627

I wyłania się to, po co warto tam jechać w maju
95628


Zjeżdżam ze szlaku i zdobywam Grandeus. Siadam i gapię się na Tatry.
95617

Mijam boisko z ulami. Może to jest jakiś pomysł, żeby piłkarze się ruszali.
95618

Z Grandeusa jadę w prawo granią, by zjechać blisko Trybsza. Cały czas mam widok na Tatry
95619

W Trybszu wbijam na szlak pieszy niebieski. Początkowo dość stromawo, choć nie tragicznie ale po luźnych kamyczkach. Swampero HD ze świeżym bieżnikiem pięknie dają radę. Po drodze mijam krecika ale jakiś taki trochę nieżywy jakiś czas. Jadę dalej.
95620

Torba biodrowa robiąca za statyw daje radę. Nikogo nie ma, cała polana dla mnie. Siadam i gapię się na Tatry. Do Łapszanki mam jeszcze z 15 min, nie ucieknie.
95621

Tam się naprawdę źle jedzie z aparatem. Co chwila trzeba przerwy robić ;)
95622

Bo mi się drzewo spodobało
95623

Na Łapszance kupa ludzi więc tylko szubka fotka i wjeżdżam na Słowację. Na zjeździe odbijam w prawo i wbijam się na pagórek. Znowu nikogo nie ma. Stoję i gapię się na Tatry ;)
95624

Wracam do kraju, uzupełniam bidony w Kacwinie i jadę zdobywać Czorsztyn. Wreszcie zbudowali kawałek drogi rowerowej. Jadąc pod górę widzę napis na asfalcie "skrót na Czorsztyn", parę osób przede mną też tam skręca, nie znam tego to jadę zobaczyć. Kolejny fajny podjazd po kamieniach. Miło jest wyprzedzać ludzi pod górę, rzadko mi się to zdarza. Akurat nikt na elektryku nie jechał i wszyscy pchali ;) Tylu ludzi na tym podjeździe to jeszcze nie widziałem ale też chyba o tej porze tam nie byłem. Ścieżka wzdłuż drogi jest zrobiona nieco chaotycznie, teoretycznie poprawiła ruch i jest bezpieczniej ale z kolei zjeżdżając z Czorsztyna to już tak nie do końca i to może wręcz powodować wypadki. Na górze odbijam w prawo z Velo Czorsztyn na ul Polną, która jest asfaltowa, gdzie znowu jest pod górę do punktu widokowego. Jeszcze więcej ludzi niż na Łapszance, pełno samochodów więc nawet się nie zatrzymuję. Niżej skręcam w lewo na polną drogę polną, i tam już jakby puściej. Znowu siadam i gapię się na Tatry. Wychodzi mi jakieś 2 godziny opóźnienia ale mam to gdzieś. Nieco niżej widoczek na zamek
95625

Objeżdżam jezioro, tłumy ludzi. Nawet mi to nie przeszkadza, bo wyprzedam każdego jak leci. Na 70km zakładałem, że jak będę mieć dość to samochód blisko i kończę. Nogi mają dość ale chęci są więc jadę dalej. Na 90km nie mam siły kręcić po płaskim. Robię przerwę w lesie, wpada batonik, oblałem się wodą i trochę pomogło. Wyjeżdżam z lasu i dostaję wmordewindem, aż muszę w dół pedałować. Znowu jestem na Szlaku Wokół Tatr, ostatni raz staję i gapię się na Tatry :)
95626

Trasa fantastyczna ale jeszcze ciut za dużo dla mnie. Wracam samochodem na autopilocie walcząc z nadchodzącym snem. W końcu docieram do łózka, a 11 godzin później zrobiła się niedziela. Obudziłem się dopiero dzisiaj ;)

grissley
05-05-2026, 00:54
Fajne widoki... Ile to podjazdu, tak w metrach na każdy przejechany kilometr?

kipcior
05-05-2026, 07:44
grissley Strava twiedzi że 108km i 1370m. Wg mapy.cz to tylko 900m ale oni lubią zaniżać.

rotor
05-05-2026, 09:12
kipcior - ale tam jest wymiatliwie (nie pomylić z podobnym słowem ->wymiotliwie ) :mrgreen:

kipcior
05-05-2026, 09:30
rotor jest ale właśnie teraz w maju. Później, jak już śnieg zejdzie robi się "tylko" ładnie :) Byłoby jeszcze lepiej jakby mlecze urosły ale coś wegetacja się opóźnia i są tylko pojedyncze sztuki, a tam całe hale potrafią się zażółcić.
Tylko jak popada to przejechanie tamtejszych szlaków staje się wyzwaniem. Raz tym niebieskim zjeżdżałem jak było mokro i powtarzać tego nie będę ;)

crusiek
05-05-2026, 10:05
Piękniusio mości Kipcioru :)

Wind Mill
05-05-2026, 10:34
Ogólnie piknie (tak hurtowo do syćkiego powyżej), ale to jest przepikne:

https://forum.nikoniarze.pl/attachment.php?attachmentid=95626&d=1777929056

:)

rotor
05-05-2026, 10:35
Pojawił się pierwszy filmik ze zlotu od "Spędzaj czas aktywnie"

https://www.youtube.com/watch?v=OUuRpg8_BVs

Wyłapałem ciekawe fragmenty, jakby ktoś cierpiał na brak czasu:

1) Zobaczcie, jak to się robi na szlaku. Interakcja pomiędzy uczestnikami zlotu, a pieszymi na szlaku. Nikt nikomu nie wadzi, pełna kultura. 3:42min
2) Nasi goście - Influencerzy nie dość, że wykazują biegłość w operowaniu myszką przy komputerze, to w czasie pracy terenowej "nie zasypiają gruszek w popiele" , "nie biorą jeńców" Tam, gdzie inni pchają, oni wyjeżdżają 8:34 i 15:00min
3) Nikt Michałowi nie zapłacił, nie dał żadnej gratyfikacji, a tak pięknie zareklamował Gianta 18:02
4) Zimny wiatr ustał, słoneczko zaczęło przygrzewać 20:27
5) Niektórzy niedoszacowali wyzwania zlotu 20:48

crusiek
05-05-2026, 11:12
Ładnie, ładnie, az mi się łezka w oku zakręciła w niektórych miejscach, nostalgicznie :)

Czekam na film od Michała xD popcorn zakupiony [emoji14]

rotor
05-05-2026, 11:26
Zajawka już jest od Michała, na resztę kazał czekać, bo ma zaległości i czeka aż "kurz opadnie" :D

zdyboo
05-05-2026, 13:52
Zwiastun trwający 9 minut oznacza, że główny materiał będzie miał premierę w kinach.

grissley
05-05-2026, 14:12
Raczej jako serial w TV - kino też ma swoje ograniczenia czasowe...

crusiek
05-05-2026, 14:18
Zatem trzeba będzie dobra poduszkę pod zadek zanabyć jako dodatek. :)

rotor
05-05-2026, 14:21
Zwiastun trwający 9 minut oznacza, że główny materiał będzie miał premierę w kinach.

No chyba :D też na to zwróciłem uwagę.
Nieśmiało napiszę : może da się jeszcze muzę wyedytować w pełnometrażówce ?

kipcior
05-05-2026, 16:56
ale to jest przepikne:)

Też uważam, że to przepiękny rower :p

siemalysy
05-05-2026, 17:15
Mam ponad półroczne zaległości w tym wątku ale zanim doczytam to zaś trochę minie. Więc najpierw coś wrzucę, bo ładnie było. Choć aż tyle co Michał to nie pojeździłem :) Jednak pierwsza setka w tym roku jest. Jakoś w czwartek zamontowałem nowe opony i wrzuciłem dętki TPU, do których robię drugie podejście. Pierwsze ze 2-3 lata temu zakończyło się dziurą po 150km ;) W piątek obijam się ile wlezie, sprawdziłem tylko czy powietrze się trzyma i w sobotę parę minut po 8 parkuję we Frydmanie przy Velo Czorsztyn.

...


kipcior
Marcin świetne miejsce na rower. Byłem tam już kilka razy i najbardziej zachwyca jak szczyty Tatr są białe a poniżej panuję soczysta zieleń :-) W listopadzie brodzilismy w błocie na szlaku niebieskim. Było wybornie błotniście :-D


No chyba :D też na to zwróciłem uwagę.
Nieśmiało napiszę : może da się jeszcze muzę wyedytować w pełnometrażówce ?


Toć ba. Muza będzie na pewno inna ;-) Czy lepsza, to nie wiem. Jestem muzycznie mocno niekompatybilny ;-)




Zwiastun trwający 9 minut oznacza, że główny materiał będzie miał premierę w kinach.

Tomku zgadza się. Bilety macie zapewnione. Debiut kinowy mam już za sobą, więc teraz stres będzie mniejszy ;-)



Zajawka już jest od Michała, na resztę kazał czekać, bo ma zaległości i czeka aż "kurz opadnie" :D

Kurz w końcu opadnie, bo deszcze zapowiadają :-)



Ładnie, ładnie, az mi się łezka w oku zakręciła w niektórych miejscach, nostalgicznie :)

Czekam na film od Michała xD popcorn zakupiony [emoji14]

:-) Fajnie Sebastianie :-)



Pojawił się pierwszy filmik ze zlotu od "Spędzaj czas aktywnie"

...

Wyłapałem ciekawe fragmenty, jakby ktoś cierpiał na brak czasu:

1) Zobaczcie, jak to się robi na szlaku. Interakcja pomiędzy uczestnikami zlotu, a pieszymi na szlaku. Nikt nikomu nie wadzi, pełna kultura. 3:42min
2) Nasi goście - Influencerzy nie dość, że wykazują biegłość w operowaniu myszką przy komputerze, to w czasie pracy terenowej "nie zasypiają gruszek w popiele" , "nie biorą jeńców" Tam, gdzie inni pchają, oni wyjeżdżają 8:34 i 15:00min
3) Nikt Michałowi nie zapłacił, nie dał żadnej gratyfikacji, a tak pięknie zareklamował Gianta 18:02
4) Zimny wiatr ustał, słoneczko zaczęło przygrzewać 20:27
5) Niektórzy niedoszacowali wyzwania zlotu 20:48

4) Brakowało mi jedynie spd. Przyzwyczajenia nie pomagały ruszyć. Co podniosłem nogę, to pedał zostawł na dole ;-)
5) Góry bez błota i wypychu, to nie góry :-D

rotor
05-05-2026, 18:26
siemalysy

Michał - ja w spd widzę tyle samo zalet, co wad (no może teraz już proporcje się zmieniły, powiedzmy 54-46 podobnie jak z mocą w F1 :mrgreen:
Fajnie, czekam w takim razie na wenę muzyczno-twórczą i przekazuję radosną nowinę dalej :)

patronat
05-05-2026, 18:27
A Pszczynę omijałeś?

Chopcy, podpowiedzcie, bo nie kumam Stravy - jak się zatrzymujecie to nie przestaje nabijać czasu?
Dzisiaj nieświadomie Nelcia zrobiła 7 czas w historii na Zbóju, 8 na Otiku - biorąc pod uwagę, że sprzątaliśmy trasę pop drodze, robiliśmy zdjęcia itd, to świetny wynik, tym bardziej że się nie napinała na czas - celem były dropy Otikowe :)
Na QOM raczej nei ma szans, ale na p2 jak najbardziej :)
95644

Przy okazji, coś dla lubiących pedałowanie stricte - równiez totalnie nieświadomie P10 na podjeździe - tutaj jest spory zapas bo się wygłupialiśmy po drodze.

Co do zlotów - ja nie przepadam, ale jak zrobicie następny to wpadniemy z kurtuazyjną wizytą. Ja jestem z tych co wolę swoje rodzynki wozić ze soba :)

Filmy zobaczyłem, Michał zapatrzony na obce Panie mi się rzucił w oczy :)

rotor
05-05-2026, 19:17
patronat - Jarku nie, czas sobie płynie dalej. Nelcia jest na grupce więc, jak macie fazę uczestnictwa w zlocie, to nie ma przeszkód. Na weekend 17.05 chcą ukręcić jakiś zlot "bis", dla tych, co się nie złapali w termin 3-go. Ale szczegółów jeszcze nie ma.

- - - - kolejny post - - - - - -




Michał zapatrzony na obce Panie mi się rzucił w oczy :)

No to jest hit tego filmu :mrgreen: Śmiechałem z tego dobre 5 min

zdyboo
05-05-2026, 20:16
Chopcy, podpowiedzcie, bo nie kumam Stravy - jak się zatrzymujecie to nie przestaje nabijać czasu?

Nie przestaje. Już pisałem, jak ktoś chce na Stravie robić wyniki to nie ma przebacz i trzeba cisnąć.
Do tego jeszcze może być tak, że w ogóle nie zaliczy odcinka zwłaszcza dłuższego. Kiedyś przy okazji na stawach milickich wykręciłem jakiś pucharek na odcinku ponad 20 km, nie KOM, ale coś z top 10. Nie cisnąłem, zatrzymywałem się kilka razy strzelić fotę, zatem pomyślałem sobie, że mogę pocisnąć i poprawić czas. No i po niedługim czasie wybrałem się tam znowu i tym razem cisnąłem, nie zatrzymywałem się i dupa. Po wgraniu śladu w ogóle tego odcinka nie było, a jechałem dokładnie tą samą trasą co poprzednio.

patronat
05-05-2026, 20:55
Przynajmniej zostaje margines na poprawę czasu - po obejrzeniu filmów całkiem niemały. Jednakowoż chyba będziemy dalej jeździć dla fanu a nie dla wyników. Chociaż znając moją żone, wcześniej czy później się zapnie na jakiś odcinek :)

siemalysy
05-05-2026, 21:07
A Pszczynę omijałeś?

...



Oczywiście. Odbiłem na Bieruń i tam wskoczyłem na nową S1. Jak otworzą całość, to będzie się pięknie jeździło :-)




...

Filmy zobaczyłem, Michał zapatrzony na obce Panie mi się rzucił w oczy :)



patronat

...
- - - - kolejny post - - - - - -



No to jest hit tego filmu :mrgreen: Śmiechałem z tego dobre 5 min


Musiałem jakoś wybrnąć ze swojej "nieudolności" ;-) Wyszło śmniesznie i co najważniejsze Pani się uśmiechnęła i może miała lepszy dzień :-)

rotor
05-05-2026, 21:59
Do tego jeszcze może być tak, że w ogóle nie zaliczy odcinka zwłaszcza dłuższego. Kiedyś przy okazji na stawach milickich wykręciłem jakiś pucharek na odcinku ponad 20 km, nie KOM, ale coś z top 10. Nie cisnąłem, zatrzymywałem się kilka razy strzelić fotę, zatem pomyślałem sobie, że mogę pocisnąć i poprawić czas. No i po niedługim czasie wybrałem się tam znowu i tym razem cisnąłem, nie zatrzymywałem się i dupa. Po wgraniu śladu w ogóle tego odcinka nie było, a jechałem dokładnie tą samą trasą co poprzednio.

Dzisiaj miałem taki komunikat ze Stravy, że jest problem z moją aktywnością sprzed prawie trzech lat. Pisało, że być może jechałem samochodem przez część tripu, czy coś w tym stylu, żebym przyciął aktywność i wywalił sporny kawałek. Tym kawałkiem okazał się mój KOM na bardzo krótkim odcinku 1 min, typowo sprinterskim. Jako, że w aktywności miałem rower górski, a prędkość średnia wyszła tam coś około 32km/h to pewnie przez to. Zgłosiłem, że to prawda i wróciła ta aktywność do mojej listy. Teraz patrzę (aktualizacja podczas pisania tego postu), że znowu mam komunikat i jest zgłoszenie o błędzie na tej samej aktywności :evil:

zdyboo
06-05-2026, 07:53
Pewnie ktoś nie umie Ci skraść KOMa i raportuje.

Dużo lepszy masz czas od kolejnych na liście?
No chyba że KOM zrobiłeś na silniku, a nie oznaczyłeś jako e-bike.

patronat
06-05-2026, 10:14
Komy w dobie Dji przestają mieć sens. My mamy 600W mocy co i tak jest więcej od poprzednich generacji, nowy DJI 1300 a niektóre chińczyki 1000 x 2 ( dwa koła).
To samo się wydarzyło w sporcie - nawet Łukasik po starcie w e zawodach stwierdził że trochę kicha - bo rower po starcie idzie na hamownie, ale jedyna w 100% sprawdzalna rzecz to limit prędkości wspomagania i nic więcej. Więc power stage jest dla niektórych na dopingu.
Zostają tylko analogi i zjazdy.

kipcior
06-05-2026, 10:41
rotor też taki komunikat miałem jakoś w zeszłym miesiącu, ż tym że ja żadnego koma nie miałem, nie wiem o co chodziło. Była tam jakaś opcja zgłoszenia, że wszystko jest tak jak ma być i tak zostało.

rotor
06-05-2026, 10:57
Pewnie ktoś nie umie Ci skraść KOMa i raportuje.

Dużo lepszy masz czas od kolejnych na liście?
No chyba że KOM zrobiłeś na silniku, a nie oznaczyłeś jako e-bike.

Tak to wygląda

95651

Trzy lata temu, nie miałem e-bajka, poza tym, robienie takich "wałków" to nie w moim stylu :razz: To był zwykły HT 15,5 kg

- - - - kolejny post - - - - - -


@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) też taki komunikat miałem jakoś w zeszłym miesiącu, ż tym że ja żadnego koma nie miałem, nie wiem o co chodziło. Była tam jakaś opcja zgłoszenia, że wszystko jest tak jak ma być i tak zostało.

Po pierwszym wyjaśnieniu z mojej strony " Zaufaj mi, to prawidłowa aktywność" wróciło wszystko do normy. Kilka godzin minęło i znów komunikat. Tym razem nie było opcji odpowiedzi, jak poprzednio, tylko musiałem napisać wyjaśnienie. Na razie cisza w temacie

- - - - kolejny post - - - - - -

Sie kapnąłem teraz, ze tego KOMa zrobiłem dwa razy, z tym samym czasem: w maju i sierpniu tego samego roku, na dwóch różnych HT (oba synów) :-D

- - - - kolejny post - - - - - -



Zostają tylko analogi i zjazdy.

No niestety, tak jest. Jak zacząłem jeździć elektronem, z automatu ubyło mi radochy współzawodnictwa z kimkolwiek na podjazdach. Zostały zjazdy.

zdyboo
06-05-2026, 16:25
Nie posądzam Cię o wałek, ale sam mam ludków na Stravie, których aktywności to zwykły zrzut z rejestratora. Tytuł Stravy, zero zdjęć, trzy lata temu nie można było sobie przypisać roweru do rejestratora.

I tak, KOMy na e-bajkach to rywalizacja kto ma więcej niuta w silniku.

Ja kupę lat temu testowałem czy dam radę wrzucić aktywność z turystycznego Garmina bez pośrednictwa kompa, udało się, ale akurat wybrałem GPXa który był zarejestrowany podczas jazdy samochodem. Nie pacnąłem przycisku publikacji i myślałem, że to zakończy temat. Gdy po jakimś czasie sprawdziłem Stravę już miałem zgłoszenie o tym, że trasa pokonana samochodem. Okazało się, że Strava to jednak opublikowała. Usunąłem aktywność i było po sprawie.

Już kiedyś w tym wątku była dyskusja na temat KOMów i jak bardzo niektórzy ludzie nie wyrabiają psychicznie i próbują oszukiwać. Plik GPX da się edytować w excelu, dane nie są w żaden sposób zaszyfrowane, zatem dosyć łatwo można je podrasować. Ja nie wiem po co, bo dla mnie to zabawa, ale widać niektórzy są w tej materii poważni jak kontrola z US.
Twój KOM wygląda jak dla mnie legitnie, nie masz miażdżącej przewagi. Docisnąłeś i zdobyłeś. Zatem tym bardziej podejrzewałbym jakiegoś napinacza, co nie może uwierzyć, że jednak jest słabszy niż myślał.

rotor
06-05-2026, 16:41
zdyboo - przyszła mi taka myśl, że może Strava zaprzęgła SI do roboty, by wyłapywać nieprawidłowości. Jako, że to trzeba dobrze "poustawiać" (znaczy SI), to robi takie błędy. Albo podejrzenia skierować na Roberta F. , który wczoraj próbował się z tym odcinkiem i widzę, że łapał po drodze pucharki z innych segmentów, więc może człowieczek sfrustrowany jakiś i innym też pocisnął takie zgłoszenie

grissley
06-05-2026, 16:47
Już kiedyś w tym wątku była dyskusja na temat KOMów i jak bardzo niektórzy ludzie nie wyrabiają psychicznie i próbują oszukiwać. Plik GPX da się edytować w excelu, dane nie są w żaden sposób zaszyfrowane, zatem dosyć łatwo można je podrasować. Ja nie wiem po co, bo dla mnie to zabawa, ale widać niektórzy są w tej materii poważni jak kontrola z US.

Nie wiem o co chodzi z wyrabianiem psychiki, ale np gpx z garmina różni się od gpx z telefonu, chociaż jechały obok siebie tą samą trasą. To mi czasem generuje problemy ze skwadratami - np czasem zapuszczam się w jakieś chaszcze, jestem na skraju kwadrata (ale już "w", czyli zaliczony), profilaktycznie włażę jeszcze np na płot albo wychylam się nad przepaść, żeby dodać metr czy dwa zapasu. A potem na gpx z garmina kwadrat jest niezaliczony. Wtedy zdarza mi się edytować.

A tych konkurencji to nigdy nie czułem - przecież zawsze można zarejestrować trasę na elektryku jako trasę na analogu albo przejazd skuterem jako przejazd elektrykiem itpitd. Takie porównania to ew między kumplami mają sens.

zdyboo
06-05-2026, 17:01
rotor
Jakby to było SI to myślę, że sprawa zostałaby nagłośniona w necie. No chyba, że uczą ją tylko na Twoich i Marcina aktywnościach. ;)

grissley
Teraz jest już chyba apka od kwadratów i można nią rejestrować.
W zależności od modułu rejestrującego ślad w odbiorniku, ślad może pływać. Potem wszystko zależy od tego jak dana strona obrabia taki ślad.
Ja na statshunter mam, że byłem w Rosji, a jechałem jedynie przez Litwę kilkadziesiąt metrów od granicy Obwodu Kaliningradzkiego i byłem na samym trójstyku, ale obecnie już nie da się tam wejść na teren OK.

grissley
06-05-2026, 17:11
Tak, jest już od bardzo niedawna apka od skwadratów, ale po pierwsze jest jeszcze mocno betowa (laguje koszmarnie), a po drugie staram się mieć garmina jako główne źródło.
Wiem, że ślad pływa, więc nawet jak jakiś kwadrat jest koszmarnie trudny do zaliczenia to staram się wleźć w niego z zapasem, ale czasem i to nie wystarcza. Na apce i telefonie jestem już konkretnie w kwadracie, a garmin potrafi tego nie zaliczyć i pokazywać ślad na parę metrów obok.
Co w sumie dziwne, bo GPS ma chyba precyzję 2m, o ile dobrze kojarzę.

Ślad też czasem pływa w zależności od dnia. Miałem takiego jednego wrednego kwadrata na terenie Arcerol Mittal. Nie do przejścia, ale granica kwadrata rogiem prawie dotykała ogrodzenia. Zauważyłem, że czasem jak tamtędy jadę to ślad rysuje się po prawej krawędzi drogi, a czasem po lewej, choć zawsze jade tak samo. No więc zacząłem sobie urządzać stopa na tym rogu i przetykałem garmina na selfie sticku przez ogrodzenie na chwilę. No i którymś razem załapało i zaliczyło ;)

grissley
06-05-2026, 21:07
Czyszczę właśnie kartę GoPro po m.in. zeszłorocznej tygodniowej wyprawie przed tegoroczną wyprawą i wykopałem nagranie pięęęknych dolnośląskich asfaltów, na których błogosławiłem swojego amora. Wrzucam z pozdrowieniami dla zdyboo i kto tam jeszcze z okolic ;)

https://streamable.com/xrm5l8

Wind Mill
06-05-2026, 21:53
Phi, do takiej równej drogi amor? Ja może mam lekko skrzywione spojrzenie, bo lata na stali nie na alemonium, a ostatnio jak na alemonium to z fjuczerszokiem pod kierownicą i widłem karbą. ;)
Rzekomo stal i karbą coś tam mikroamortyzują w stosunku do alemonium, czy prawda to jest to nie wiem. ;)

grissley
06-05-2026, 21:57
Panie - ja już nie mam 20tu lat! Nadgarstki bolą, w kręgosłupie strzyka, kryzys wieku średniego męczy... Amor to zbawienie! :D

zdyboo
06-05-2026, 22:16
Dawne województwo legnickie oferuje takie atrakcje plus kostka brukowa po wioskach. Od lat nic się nie zmienia.
Za to górskie rejony z roku na rok lepsze pod względem nawierzchni.

Stal, żeby amortyzowała cokolwiek musi być miękka. BiałaSS był chyba z gazrurek pospawany i tam na oponach 28 mm bitych na kamień było czuć, że rama i widelec coś robią. Niemiej jednak przy mocniejszym depnięciu koła potrafiły trzeć o heble.
Hultaj zrobiony już z Columbusa i nie czuję różnicy w stosunku do Checkpointa z alu. Już więcej da zejście nieco z ciśnieniem w oponach.

Wind Mill
07-05-2026, 12:48
Panie - ja już nie mam 20tu lat! Nadgarstki bolą, w kręgosłupie strzyka, kryzys wieku średniego męczy... Amor to zbawienie! :D

Może jakbym całe swoje rowerzowe życie nie jeździł na sztywnym, w sensie nie przywykł, to bym inaczej na temat patrzył. ;)
Kiedyś daaawno temu na tygodniowej wycieczce na pożyczonym amortyzowanym jeździłem, ale mnie wk...o to uginanie. Nie wiem czy amor miał blokadę (wtedy nie wiedziałem, że takowe są). Nie polubiliśmy się z amortyzacją. ;)

grissley
07-05-2026, 12:57
Ja 3/4 rowerowego życia jeździłem sztywno. Gardziłem każdą niewyasfaltowaną drogą (albo chociaż dobrze utwardzoną) i nie rozumiałem, na grzyba komu amor do takich zastosowań. Ale był taki moment przed gravelami, kiedy wszystko miało amor - i zwyczajnie nie było na rynku fajnej ramy do niczego typu cross (a taki chciałem), co byłoby przystosowane do zwykłego widła. Geometria każdej główki zakładała jakiś uginacz pod spodem. No więc bardzo nieszczęśliwy kupiłem rower z amorem. Po roku wiedziałem już, że do sztywnego nigdy nie wrócę. Aha - miał blokadę. Ale niektóre i bez blokady nie pompują, a w każdym razie nie czuć tego na podjazdach. Chyba kwestia charakterystyki i przeznaczenia.

elmo
07-05-2026, 15:46
Panowie - szacun za trasy majówkowe. Foty sztos - przejrzystość powietrza godna podziwu. A już białe taterki robią mega robotę… Zazdro bo mi w tym roku nie uda się chyba takowych zobaczyć…
Mi coś tam coś tam udało się pokręcić - były takie tam dwie wycieczki…
Co do tej kwadratowej apki i innych takich - wolę jednak rejestrować na garminie i zerkać dopiero to tu to tam… w zależności potrzeb.
Co do tej „banowanej” aktywności to zapewne jest jak już Tom pisał, że ktoś nie może się pogodzić że nie jest lepszy i…

RMC
11-05-2026, 11:34
Planuje w czerwcu objechać mazurską pętlę rowerową no i chciałem ściągnąć plik gpx.

Widzę tu:
https://mazurskapetlarowerowa.com/mapa/

albo tu:

https://www.traseo.pl/trasa/mazurska-petla-rowerowa-oficjalny-przebieg-szlaku

Któryś jest "bardziej ok" :) ? Czy wogóle szukać jeszcze gdzie indziej?

Ta oficjalna strona mam wrażenie, że zatrzymała się w rozwoju jakiś czas temu i nie chciałbym się zawieść, że szlak ma inny przebieg :)

siemalysy
11-05-2026, 20:34
RMC nie pamiętam skąd ściągałem gpx. Patrząc na mapę, to ślad przebiega zgodnie z naniesionym na mapie szlakiem. Nie jechałem g, jednak zastanawiałem się nad tym, żeby go przejechać. Obejrzałem na You Tube jakieś tam filmy i opinie są różne. Mnie tam bardziej ciągnie dlatego, że to moje rodzinne strony i dzięki temu nie muszę mocno planować, bo jak urodzi się w głowie pomysł, że jadę za dwa dni, to pojadę :-)

https://mapy.com/s/jezatezule

crusiek
11-05-2026, 21:20
Na veloplannerze tez jest mapka, chyba trasa dokladnie taka jak siemalysy dał, no i tam tez są, zdaje się, opinie.

RMC
12-05-2026, 08:07
Dzięki za powyższe wpisy :) Te mapy wyglądają na takie same (z Waszych i moich linków) więc szansa na nawigację jest :)

To teraz dylemat egzystencjonalny bo nie wiem w którą stronę iść :)

Jechał będę zwyczajowo na starym (aczkolwiek solidnym) rowerze górskim z kołami 26" Już jakiś czas temu zorientowałem się, że trochę bije na boki tylne koło. Nie jakoś mocno ale widać. W sumie nie przeszkadzało to w używaniu do tej pory ale na tak długą trasę wypadałoby ogarnąć. Tym bardziej, że upasłem się ostatnio :) więc rower będzie miał co wozić.

Coś mnie kusi jednak czy nie zainwestować przy tej okazji w nowe koło, nową kasetę (tyle samo rzędów co dotychczasowa) i łańcuch.

Dylemat jest tej natury - chcę obie możliwości ogarniać serwisowo sam. Co wygląda na prostsze do zrobienia albo lepiej rokuje w temacie bezproblemowego używania później?

crusiek
12-05-2026, 11:28
Pewnie wystarczy wycentrować koło albo zmienić oponę :) Daj jakiemuś mechanikowi do oceny co warto w Twoim konkretnym przypadku :)

grissley
13-05-2026, 12:17
„Serwisowo” to znacznie prościej samemu koło wymienić, niż wycentrować ;)

Jeżeli stare kolo jest kiepskie, to wymiana na sporo lżejsze jest zawsze bardzo odczuwalna. Gramy zaoszczędzone na kole (zwłaszcza na skraju - obręcz, opona), to najwartościowsze gramy do zaoszczędzenia.

RMC
13-05-2026, 12:41
„Serwisowo” to znacznie prościej samemu koło wymienić, niż wycentrować ;)

Jeżeli stare kolo jest kiepskie, to wymiana na sporo lżejsze jest zawsze bardzo odczuwalna. Gramy zaoszczędzone na kole (zwłaszcza na skraju - obręcz, opona), to najwartościowsze gramy do zaoszczędzenia.

Ano właśnie, tego się trochę obawiam - centrowanie ciemna magia :) Niby jakieś filmiki widziałem ale teoria a praktyka często dwie różne rzeczy :) Z drugiej strony na nowym jeszcze się okaże, że trzeba przerzutkę regulować, dobrze dobrać długość łańcucha... tak źle i tak niedobrze :)

Obadałem aktualne koło i w ręku czuć, że ze 2, 3 szprychy luźniejsze. Spróbuje najpierw powalczyć z centrowaniem. Słabo pójdzie to będę inwestował.

Wind Mill
13-05-2026, 13:29
....Z drugiej strony na nowym jeszcze się okaże, że trzeba przerzutkę regulować, dobrze dobrać długość łańcucha...
Ale dlaczego i po co? :) Jedyne co moze się okazać, to konieczność regulacji V-Brake'ów, jeśli takowe masz na wyposażeniu.

Kiedyś kiedyś, gdy wpadłem na pomysł posiadanie drugiego zestawu kół z oponami zimowymi, żałowałem iż poszedłem na oszczędność; stare (niezajechane jeszcze) koła miały służyć za zimowe, nowe za całoroczne.
Oczywiście żadnych łańcuchów czy przerzutek nie musiałem zamieniać (dokładnie, to łańcuchy był sparowane ze swoimi kołami / wolnobiegami), za to V-Brake i owszem, wymagały zachodu. Było kupić dwie nowe pary z jednej serii... ;)


....Obadałem aktualne koło i w ręku czuć, że ze 2, 3 szprychy luźniejsze. Spróbuje najpierw powalczyć z centrowaniem. Słabo pójdzie to będę inwestował.
No to kluczyk do nypli w garść i naciągać. ;)

grissley
13-05-2026, 13:40
Jeżeli w nowym kole kaseta będzie miala takie same stopniowanie jak w starym, to łańcucha ani przerzutki nie trzeba dotykać

patronat
15-05-2026, 08:43
Właśnie sobie uświadomiłem, że powinienem zostać trenerem personalnym :)
Treningujemy ciągle żone do grubszego projektu. Popołudniowa pojeżdżanka z wczoraj. KOM w Bielsku raczej niemożliwy. Znana nam zawodniczka kosi wszystko z przytłaczającą przewagą :) Laska ma 3 czas w historii na jednej z trudniejszych tras - taki miejscowy robocop :)

95852

gavin
15-05-2026, 08:45
Te komy to na zjeździe czy podjeździe?

patronat
15-05-2026, 09:04
Zjazd po dzikusach na dzikusach. Podjazdów nie liczymy od czasu wejścia DJI na rynek :)

rotor
15-05-2026, 10:25
Podjazdów nie liczymy od czasu wejścia DJI na rynek :)
Wcześniej też. Tani chińczyk samoróbka, potrafi zawstydzić wypasioną legalną furę :???:

patronat
15-05-2026, 10:42
To prawda. Nie wspominając już o wydumkach z dwoma silnikami, napędem na dwa koła i 2000W ciągłej mocy. Widziałem takie coś kiedys.

gavin
15-05-2026, 19:51
zastalkowałem na stravie

zdyboo
20-05-2026, 16:06
Michał starał się wyciągnąć Andrzeja do Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich, Andrzej się zgadzał, a ja stwierdziłem, że skoro ciapong jedzie do Łodzi tyle samo, co w Izery to czemu nie. Ustaliliśmy termin, kupiłem bilety i wstałem bardzo wcześnie.

Z osiedlowej stacji pojechałem na główny ciapongiem, a tam przesiadłem się do IC cisnącego na Białystok. 20 minut przed 9 zameldowałem się na łódzkim Widzewie. Duszno nie było, zwłaszcza, że jeszcze czekaliśmy kilkanaście minut na Andrzeja.
W końcu udało się zebrać, przywitać i bez zbytniego zamulania ruszyć.

Najpierw przez miasto, koło stadionu Widzewa i dalej przez rubieże Łodzi w stronę Lasu Łagiewnickiego. Jeszcze zanim dojechaliśmy do lasu zostaliśmy przywitani kałużami po osie.

Łagiesy przywitały nas wilgotnym podłożem, ale sam las robił wrażenie klimatem jaki oferował. Wąskie ścieżki, czasem nawet single, ale wszystko do przejechania bez problemu na gruzie. Dużo zieleni i niewiele ludzi. Jeden ze zjazdów kończył się dość nieoczywisty sposób bajorkiem, którego nie było widać póki się w zasadzie do niego nie wjechało, ale Michał ostrzegł, żeby uważać.

Z Lasu Łagiewnickiego wyjechaliśmy nieopodal Góry Ślimaka, której szczyt zdobyliśmy jednym odważnym, brawurowym wręcz podjazdem. Z innych sukcesów, DK14 udało się przekroczyć z marszu, mimo intensywnego ruchu samochodowego. Pierwszy kierowca zatrzymał się i pozwolił nam zjechać z drogi.

Las Janinowski po krótkiej, zwykłej leśnej drodze przywitał nas dwukilometrową szutrostradą. Następny był Las Poćwiardowski, na którego południowym krańcu stał młyn wodny z 1948 r., gdzie zrobiliśmy krótki popas. Skrajem lasu ruszyliśmy na północ i potem dalej na wschód.

Najdalej wysuniętym na wschód punktem trasy były Lipce Reymontowskie, gdzie mieszkał, tworzył i pracował Władysław Reymont. W tychże Lipcach osadził też wydarzenia opisane w powieści "Chłopi". Po odwiedzeniu domu w którym mieszkał Reymont, wróciliśmy do wsi, gdzie wyskoczył na nas dog niemiecki wielkości roweru i próbował Michała chapnąć za łydkę. Na szczęście nie udało się, a psa szybko uspokoiła właścicielka.

W Lipcach w "Karczmie u Boryny" zjedliśmy obiad i zaczęliśmy wracać do Łodzi, ponad połowa trasy była już za nami, powrót był krótszy, bo nie wracaliśmy przez Las Łagiewnicki.

Za arboretum w Rogowie skręciliśmy na zachód, by po kilku kilometrach dojechać do kolejnego młyna w pobliżu Kołacina. Dalej była Syberia, a za nią Moskwa. Za Moskwą minął nas jeden z zawodników "Gravel po Łódzku", ubłocony tak, że ciężko było stwierdzić kolor ramy. Co było o tyle dziwne, że na nas nie spadła nawet kropla deszczu, a i błota jakoś specjalnie dużo nie było. Niemniej jednak deszczowe chmury było widać, zatem nawet kilkanaście kilometrów dalej mogło być zupełnie inaczej.

Tymczasem Michał przygotowywał nas psychicznie na podjazd pod Radary. Podjazd nie okazał się być zbyt dużym wyzwaniem, ale faktycznie był odczuwalny. Dziwne tylko, że ClimbPro zupełnie go olał, a długość była akuratna. Po zjechaniu ze wzgórza znaleźliśmy się w wysoce zurbanizowanej części Łodzi i ruszyliśmy w stronę dworca Widzew. Udało mi się jeszcze po drodze opłukać rower na myjce i zameldowaliśmy się w peronach na 10 minut przed odjazdem ciapongu do Wrocławia. Andrzej na swoje połączenie musiał poczekać jeszcze 10 minut. Michał upewnił się, że wsiedliśmy do swoich składów i ruszył na kole do domu, walcząc po drodze z przebiciem opony.

Trasa, którą wyrysował Michał jest świetna, czapki z głów i wielkie podziękowania. Nawet Andrzej, który znał te rejony był w kilku miejscach zaskoczony, a całością zachwycony. Mnie na początku jechało się średnio, nie wiem czy to zmęczenie z całego tygodnia dało znać o sobie czy wczesna, nawet jak dla mnie, pora wstawania, czy ogólnie jakieś przesilenie wiosenne dało o sobie znać. Nie czułem się zbyt pewnie na łagiewnickich ścieżkach, za lasem też noga nie podawała do końca tak, jak powinna. Potem się rozkręciłem, ale wybitnie nie był to mój dzień.

Wrocław mnie przywitał mokrą nawierzchnią, kałużami i chłodem, ale wysiadłem stację przed głównym, przez co miałem bardzo blisko do domu.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/18534215753

Fotosy:
96002
Widzew myśli, że paraolimpiada to zawody lokomotyw.

96003
Bajorko w Lesie Łagiewnickim w którym łatwo się niechcący wykąpać.

96004
Takie tam okoliczności przyrody, niepowtarzalne.

96005
Elektryfikacja dotarła już do Polski centralnej.

96006
Młyn nr 1.

96007
Pole mleczy.

96008
Dwa światy.

96009
Dom Reymonta.

96010
Młyn nr 2.

96011
Stare Warsy gdzieś między Moskwą, a Syberią.

96012
Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich.

elmo
20-05-2026, 16:18
Kurczaki. Normalnie jak bym tam był…. 😁

siemalysy
20-05-2026, 16:57
Michał starał się wyciągnąć Andrzeja do Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich, Andrzej się zgadzał, a ja stwierdziłem, że skoro ciapong jedzie do Łodzi tyle samo, co w Izery to czemu nie. Ustaliliśmy termin, kupiłem bilety i wstałem bardzo wcześnie.

Z osiedlowej stacji pojechałem na główny ciapongiem, a tam przesiadłem się do IC cisnącego na Białystok. 20 minut przed 9 zameldowałem się na łódzkim Widzewie. Duszno nie było, zwłaszcza, że jeszcze czekaliśmy kilkanaście minut na Andrzeja.
W końcu udało się zebrać, przywitać i bez zbytniego zamulania ruszyć.
...


To, że wpadliście na moje rejony, to ja szanuję!

Tomek opisał wszystko, więc ode mnie tylko tyle, że podpisuję się pod tym i potwierdzam przebieg wydarzeń :-) Miło było Was gościć i bardzo się cieszę, że trasa Wam się podobała i dobrze się bawiliście :-) Oczywścienie nie mogę też nie wspomnieć i nie podziękować za to, że wybraliśce imprezę organizowaną przeze mnie, a nie tę bardziej znaną, czyli Gravel po łódzku ;-)


Kurczaki. Normalnie jak bym tam był…. ������

Motyla noga. To tak jak ja :-D




Wszystrko co jechaliśmy znałem i jeździłem tamtędy. Natomiast, żeby mieć pewność, że wszystko jest przejezdne, to w połowie kwietnia objechałem trasę i z tego właśnie objazdu poskłdałem krótkie video. Dka chętnych krótkie video poniżej. Zapraszam :-)


https://youtu.be/74Un1iQNs-o

crusiek
20-05-2026, 17:38
Brzmi fajnie, zatem szkoda, ze nie wpadłem.

siemalysy
21-05-2026, 19:57
Brzmi fajnie, zatem szkoda, ze nie wpadłem.

No szkoda Sebastianie. Liczę jednak, że sobie to odbijemy :-)

zdyboo
24-05-2026, 14:06
Warun łikendowy zapowiadał się letni mocno, temperatury pod 30 stopni i delikatny wiatr, zatem w góry.
Wybór padł na Orlicke hory, bo lubię tam jeździć. Zaplanowałem trasę, sprawdziłem czeskie remonty i zmieniłem jeden początkowy fragment, okazało się, że droga nr 311 jest w remoncie pomiędzy Mladkovem, a Techoninem. Choć czeski portal pokazywał jej przejezdność.

W ciapongu nie było nadmiernego tłoku, ze trzy rowery może. Połączenie po 6. przestało być Sprinterem i ciapong zatrzymywał się na każdej stacji. Do tego w Kłodzku staliśmy znacznie dłużej niż to było przewidziane w rozkładzie. Czekaliśmy na opóźniony pociąg z Wałbrzycha, który chyba ostatecznie nie przyjechał. W Lichkovie byłem 20 minut po czasie, co spowodowało, że zastanawiałem się czy zdążę na pociąg powrotny. Kupiłem na wszelki wypadek, bilet na następny ciapong. Niby na posiadanym bilecie mogą jechać na tej trasie przez następne 6 godzin, ale bilet na rower muszę dokupić u obsługi, a mogą mi nie sprzedać, jeżeli będą mieli duże obłożenie. Pozmieniało się w KD i najgorszy jest brak jasnej informacji. Jesienią jeden konduktor mi mówił, że jak nie zdążę to niby mam pierwszeństwo do jazdy następnym, co też nie jest najlepszym rozwiązaniem.

W Lichkovie ruszyłem wzdłuż torów na Letohrad i szybko znalazłem się w Mladkovie, faktycznie remont, przebiłem się przez niego jakoś na drugą stronę i sztywnym, krótkim podjazdem zmierzałem w stronę drogi 312. Szybko musiałem zejść z roweru, bo na tej drodze też jest remont, kładą kanalizację. Na szczęście wypychu było z 15 m tylko. Nachylenie pozwalało jechać, ale nie zmieściłbym się między taśmą odgradzającą wykop, a ziemią z tego wykopu. Wjechałem na drogę nr 312, która jest chyba odpowiednikiem naszej drogi wojewódzkiej. Trochę ruchu, ale znośnie, dobra wiadomość była taka, że miałem do przejechania po niej z półtora kilometra, a zła, że połowę pod górę. Zjechałem w końcu na lokalną drogę o znacznie gorszej nawierzchni, ale znacznie lepszych walorach widokowych. Gdyby nie remont nie sprawdziłbym, że w okolicy jest droga z tak dobrymi widokami.

Przed Studene wróciłem jeszcze na dobrze mi znany fragment trasy i zmierzałem na południowy skraj zalewu Pastviny. Wzdłuż zalewu, aż na sam jego północy skraj i dalej w stronę Orlickich hor. Zanim na dobre wjechałem w góry miałem już 26 km w poziomie i 600 m w pionie nawinięte na opony.
Przy zjeździe z głównej drogi stało dwóch garvelowców i grzebali coś przy manetce jednego z rowerów. Ja ruszyłem dalej wzdłuż bunkrów w kierunku Hajnicki. Jak zaczął się 3 km podjazd pod przełęcz to owi gravelowcy łyknęli mnie i szybko się oddalili.

Na przełęczy wjechało pivo i ciastko czekoladowe. Byłem głodny. Odsapnąłem chwilę i ruszyłem na najbardziej wymagający podjazd trasy. Już na samym początku wyprzedził mnie gość, na oko dobrze po 60 jadący gruzem, a niewiele dalej kolo na elektryku. Doczłapałem do szosy i zacząłem podjazd pod przełęcz Peticesti. Tym razem nie zatrzymywałem się tam na pivo, wypiłem jedynie łyka wody z bidonu i ruszyłem w stronę najwyższego szczytu Orlickich hor, Velka Destna. Ostatni fragment podjazdu to 650 metrów prostej drogi z czego połowa jest dwucyfrowa, dałem radę, ale jakiś czas temu podjechałem to na przełożeniu 1:1, teraz bym już tak raczej nie dał rady.

W punkcie gastro pod szczytem wypiłem Kofolę i zacząłem zjazd do Masarykovej Chaty przy granicy. Tu miałem dwie opcje. Zmiana śladu i zjazd czeską drogą nr 311 lub wjazd na Zieleniec, przekroczenie granicy i zjazd Autostradą Sudecką. Czasu miałem zapas, zatem zdecydowałem się na drugi wariant. Na zjeździe przez las napotkałem dalekie ogony jakiegoś wyścigu rowerowego. Ludzie z numerami na kierownicy, dużo dzieci. Szybko jednak znalazłem się na dole i zacząłem zjazd Autostradą Sudecką czyli DW389, początek znałem, bo już kilka razy nim zjeżdżałem do Kłodzka i w Góry Bystrzyckie, tym razem do samego Międzylesia.

Dopiero w Poniatowie zjechałem z drogi wojewódzkiej, nawet był drogowskaz, że to zalecany objazd do Międzylesia ze względu na zły stan nawierzchni. Kilka lat temu jechałem tą złą trasą z Domaszkowa i były odcinki, że część dróg szutrowych jest równiejsza i ma bardziej utwardzoną nawierzchnię. pojechałem zatem zalecanym objazdem, zresztą tak miałem to wyrysowane. Mijało mnie dużo motocyklistów, grupami i pojedynczo. Więcej ich było niż samochodów i byli zdecydowanie głośniejsi. Czasowo wyglądałem dobrze, ale miałem w głowie, że czeka mnie jeszcze ponad 3 km podjazd w Lesicy.

Trasę podjazdu robiłem już wielokrotnie, ale zawsze w dół. Podjazd nie okazał się być bardzo trudny. Nachylenie raczej poniżej 10%, może poza krótkimi fragmentami. Jedynie to, że większość na otwartej przestrzeni, a grzało już fest. Zjazd do Międzylesia był bardzo ostrożny, znowuż znałem go dobrze, ale jako podjazd i chyba jako podjazd go wolę robić, mimo 18% nachylenia na najbardziej stromym odcinku. Jest bardzo kręto, a na szosie zalegał jeszcze piach po zimie. Przed samym miastem mało mnie nie zgarnął kierownik ścinający zakręt, odbił w ostatniej chwili. Kiedy polscy kierowcy wyleczą sie z tego kultu prędkości? Nie wiem, choć się domyślam.

Zjechałem do miasta do pizzerii na obiad, akurat na piwku siedziała jakaś ekipa MTB i wszyscy na normalnych rowerach, szacun. Zjadłem, zwróciłem bilet na następny ciapong, a po obiedzie pojechałem jeszcze do Dino po Pepsi na drogę. Rower zapiałem trytką do stojaka. Szukam jakiejś półlitrowej, a do sklepu wbija dwóch łebków. Mówią mi, że fajny mam rower, dziękuję, pytają się ile kosztował, odpowiadam, że dużo. Wtedy jeden do drugiego mówi: "Widzisz, mówiłem ci, że dużo". Przed sklepem czekała reszta tej bandy, jeden na jakimś wypasionym lub tylko tak wyglądającym, Specu MTB FS proponował mi nawet przejażdżkę na jego rowerze.

W budynku dworca było chłodniej niż na zewnątrz, ale niestety już zdemontowali elektromechaniczne tablice z rozkładem jazdy. Może i nie działały, ale za to były rozwalone. Robiły klimat. Dworzec po remoncie używany jest tylko jako przejściowy hol i ewentualnie korzysta się z toalet. Ja sobie rozlałem Pepsi do bidonów, rozcieńczyłem wodą i miałem zapas picia na drogę powrotną ciapongiem. Tylko dzięki słuchawkom przetrwałem ją. Nie lubię tej trasy w Kotlinę Kłodzką, jest obsługiwana głównie przez stare Elfy, a one miejsce dla rowerów mają razem z miejscem dla wózków i jak wbija kilka rodzin z wózkami to się zawsze robi problem.

Konkluzja jest taka, że coraz trudniej mi się jeździ w górach, słaby jestem na podjazdach, a kiedyś lubiłem.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/18624606101

Fotosy:
96091
Widoki z przypadkowego objazdu.

96092
No jest na co paczać.

96093
Żniwa czeskiego pilarza szkodnika

96094
A mogłem wyciągiem.

96095
Pod Masarykovą Chatą.

grissley
24-05-2026, 22:21
(prawie) stówka na 1700m podjazdu - ładnie, w okolicach mojego progu. Chociaż przy tych parametrach 18kmh średniej nie utrzymam.
Przyszło mi do głowy pochwalić się parodniową wycieczką po Niemczech (530km i 7200 w górę), ale jak sobie popatrzyłem, że elmo trzaska taki przebieg w dwa dni (no chyba, że się spieszy), a gavin podjeżdża tyle nie wypuszczając z kanapki z ręki, i w ogóle, jak widzę wysyp dwusetek na stravie, to jednak nie będę się chwalił 😂

Takie tam zabawy z SI:

96135

crusiek
24-05-2026, 23:18
Dawaj Pan relacje a nie tam kokietujesz xD

---
Tomek, dzieki za relacje i zdjecia. Jeszcze kilka wyjazdów w góry i będziesz brykał jak koza :)

siemalysy
25-05-2026, 18:43
Warun łikendowy zapowiadał się letni mocno, temperatury pod 30 stopni i delikatny wiatr, zatem w góry.
Wybór padł na Orlicke hory, bo lubię tam jeździć. Zaplanowałem trasę, sprawdziłem czeskie remonty i zmieniłem jeden początkowy fragment, okazało się, że droga nr 311 jest w remoncie pomiędzy Mladkovem, a Techoninem. Choć czeski portal pokazywał jej przejezdność.

...

Ładnie 😊
Tomek, konkretnie pojeżdżone. Widoczki bajeczne. Góry, to jednak góry :-)
Dziękuję za relację.

zdyboo

zdyboo
25-05-2026, 19:06
Proszę bardzo.

Myślę, że jeszcze kilka razy w górach się pojawię w życiu, zatem to trzeba na spokojnie, nie ma co szastać okazjami, skoro tylko kilka ich zostało.

patronat
26-05-2026, 09:55
Paradoks - nie lubię pedałować. Po prostu. dlatego zrobiłem w tydzień 5k przewyższenia. Gdzie tu logika?
Część ostatniej trasy robiłem elektrykiem ale wyłączonym. zdyboo pisze o szacunku dla tych co na zwykłych rowerach jeżdżą po górach. Ja to postrzegam w kategorii ograniczania sobie przyjemności. Może dlatego, że nie mam celu treningowego, po prostu chcę się tylko umieścić w jakiejś dziczy na jakimś szczycie i pooddychać świeżym powietrzem?
Byliśmy na Fatrze, pojechali z nami wysłannicy z EMTB Beskidy forum. Mocno wprawieni chłopaki. Goście ujeżdżający świadomie góry od kilkunastu lat. W skrócie - szczęki do tej pory podnoszą z ziemi :), więc nasze odczucia nie są odosobnione. Przynajmniej tutaj nie ma wątpliwości.
Zainteresowanych wysyłam do filmu - w opisie jest link do GPX - śmiało można korzystać. Trasa jest raczej dla zaawansowanych. Normalnie ją robimy w 6 godzin, w sobotę jechaliśmy od 11 do 19. Ale na luzie, bez gonitwy. Oczywiście bez problemu można na analogu - i tak trzeba pchać te największe stromizny. Analogiem też znacznie gorzej jedzie się końcówkę - kamienie korzenie łatwiej napędzonym elektrykiem jednak.
Tak czy inaczej, jeśli plany się nie zmienią, w ciągu najbliższego miesiąca jeszcze raz tam pojedziemy. Jakby ktoś się chciał dokleić :)

zdyboo
31-05-2026, 10:19
Tym razem MTB, chciałem zobaczyć czy nadal umiem i czy nadal mi się chce.
Wybrałem do tego sprawdzenia trasę startującą w Kralovcu, u podnóża Karkonoszy.

Miałem kupione bilety spod domu, które prawie oddałem, bo prognozy pogody zmieniały się co chwilę, w piątek zdecydowałem jednak, że jadę, choć pewnie zmoknę. Pewnie więcej niż raz.

Rano wyrobiłem się domu na tyle wcześnie, że dałem z koła na główny. Jakbym pojechał ciapongiem, miałbym 7 minut na przesiadkę, a często zdarza się, że skład czeka kilka minut na wjazd na główny. Nie chciałem ryzykować. Skład do Szklarskiej tradycyjnie pełny, z miejscem na rower nie było problemu, ale dla siebie musiałem chwilę szukać, ostatecznie udało się nawet w pobliżu roweru siedzieć.

W Sędzisławiu przesiadłem się do ciapongu do Trutnova. Razem ze mną przesiadł się typ z gruzem i wsiadł jeszcze jeden z MTB. Na szczęście motoraczek jakiś większy się trafił, miejsca było dużo. Z kilku minutowym opóźnieniem dotarłem do Kralovca, gdzie ruszyłem w stronę Vranich hor. Szlak wiedzie podnóżem szczytów oferując świetne widoki na Karkonosze. Nie wiem jak z przejezdnością w tygodniu, bo wiedzie środkiem kamieniołomu, w sobotę jednak nikogo tam nie było. Było bardzo sucho, tu padało w ogóle? Szlak podnóżem to zwykła leśna droga, ale zjazd do Bernartic to już zupełnie inna historia, tam już cieszyłem się, że mam MTB.

W Bernarticach czekał mnie dłuższy odcinek po twardym, gdzie mijając kolumnę pod przyszłe przedłużenie S3 dotarłem do Lempartic, gdzie dotarł też deszcz. Założyłem na grzbiet kamizelkę i zacząłem podjazd przez las w stronę Zaclerza. Deszcz skończył się po 10, może 20 minutach, a ja zmierzałem po twardym w stronę granicy, gdzie po polskiej stronie trafiłem na Straż Graniczną, ale chłopaki tylko obstawiali bufet, przywitałem się, pogadałem chwilę co to za zawody i ruszyłem w stronę Niedamirowa.

W Opawie trafiłem na start/ metę zawodów, jak i na samych biegaczy. Nie było jednak tłumów, nie było problemu z minięciem się. Na dalszej drodze w stronę Jarkowic mijałem cały czas oznakowanie trasy, ale już nie zawodników. W Samych Jarkowicach rozpocząłem podjazd wzdłuż sadów, kilka postojów dalej wjechałem na miarę równe i w okolicach rozjazdu na Paczyn trafiłem na spore stado kóz. Takie puszczone samopas i według informacji od dwóch pieszych turystów zmierzające na pastwisko. Jeden kozioł robił wrażenie wielkością i rogami, jakby tryknął to trup na miejscu. Kozy jednak bały się bardziej ludzi niż ja ich. Nie dało się podejść bliżej niż na kilka metrów. Przeprowadziłem rower wzdłuż stada i ruszyłem dalej w stronę kopalni Ogorzelec i miejscowości o tej samej nazwie.

Tam czekał mnie chyba najbardziej stromy podjazd trasy, czyli Droga Głodu wiodąca na Przełęcz Kowarską. Tuż przed przełęczą trafiłem na kolejne zawody, ludzi było sporo. Był bufet na którym początkowo zobaczyłem tylko litery "OWARY", a mój umęczony podjazdami organizm dorobił resztę w postaci "BROWARY", ale rzeczywistość sprowadziła mnie na ziemię. Pełna treść "MIASTO KOWARY", a pod namiotem mieli tylko wodę i przekąski dla uczestników zawodów. Cóż...

Wjechałem w Rudawy Janowickie, podjazd pod Wilczysko był już ponad moje siły, początkowy, najbardziej strony fragment podałem z buta. Dalej już poszło na kole. Za szczytem jechałem nieoznakowaną drogą do kolejnego szczytu Skalica i znowu cieszyłem się, że robię to MTB. Na gruzie byłaby to walka o życie, a szeroki kapeć i zawieszenie radziło sobie z tym wyśmienicie.
Po minięciu kopalni Rędziny zacząłem zmierzać do Miedzianki. Początkowo znowu nieoznakowaną drogą z mega widokami, a od Przełączy Rędzinki już szlakiem rowerowym. Szlak wiedzie przez Mniszków i Miedzianą Górę i to jedyny sposób, aby do Browaru Miedzianka dotrzeć zjazdem. Wreszcie popas.

Początkowo chciałem siedzieć na zewnątrz, ale tak wiało, że jednak wróciłem do środka. Tłumów nie było, ale powiększenie lokalu i taras nadal nie są gotowe. Zjadłem zupę piwną, popiłem Rudawskim i ruszyłem do Janowic Wielkich.

Zjazd asfaltem, obniżyłem siodło i pozwoliłem działać grawitacji. Ta spisała się na tyle dobrze, że wyprzedziłem samochód na blachach z Jaworu. Koło stacji kupiłem jeszcze puszkę Pepsi, wody zostało mi już tyle co w nieco napoczętym bidonie, 1,5 l z bukłaka już wypiłem. W Janowicach okazało się, że kładka, którą chciałem się przeprawić przez Bóbr, nadal nie została odbudowana po powodzi we wrześniu 2024. Cofnąłem się do mostu przy pałacu i wjechałem na ER-6. Czekał mnie najdłuższy odcinek po twardym.

Jechało już mi się ciężko. Od braku możliwości zmiany pozycji dłoni zaczynał mnie boleć prawy nadgarstek. W Dąbrowicy już ostatecznie zjechałem na twarde, ale już byłem blisko dworca kolejowego w Jeleniej Górze. Ruiny Hotelu Sudety ostatecznie wyburzyli. Na dworcu byłem pół godziny przed odjazdem ciapongu, ale skład już stał w peronach, bo do 13 czerwca trwa remont odcinka od Leleniej do Szklarskiej. Jeden z pierwszych Elfów, jeszcze z hakami na rowery, ale nie wieszałem, oparłem tylko rower w zagrodzie, zająłem miejsce w fotelu gdzie mogłem w pełni rozprostować nogi i pozwoliłem dopaść się zmęczeniu.

Kilka stacji przed Wrocławiem, jeden ze współpasażerów zagadał, chwaląc rower. Gość okazał się być Holendrem, który zwiedza świat pieszo i dziennie przechodzi około 60 km. W Polsce jest pierwszy raz, był w Lubawce, podobało mu się i teraz jedzie do Wro zobaczyć jak wyglądają duże miasta w Polsce. Pogadaliśmy chwilę na różne tematy. Ja wysiadłem stację przed głównym, on jechał do końca.

W MTB kocham tę niefrasobliwość z jaką mogę pokonywać teren, kamienie, korzenie, doły po kałużach, nie trzeba się tak bardzo interesować po czym rower jedzie, zwłaszcza jak jedzie w dół. W górę to zupełnie inna historia. Podjeżdża się bardzo ciężko, wolno jedzie się po płaskim. Efekt jest taki, że wyjazd w góry przypomina jeden wielki podjazd, bo wszystko pod górę ciągnie się bardzo, a zjazdy mijają tak szybko, że ich się nie zauważa. No i chyba za stary już się robię na normalne MTB, zatem plan, zeby na pięćdziesiątkę sobie zafundować E-MTB jest coraz bardziej realny, zwłaszcza, że już niewiele zostało.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/18718374196

Fotosy:
96315
Motoraczek do Trutnowa edycja powiększona.

96316
W stronę Vranich hor.

96317
Kamieniołom u podnóża Vranich hor.

96318
Zjazd do Bernratic.

96319
Widoki z granicy.

96320
Spotkania na szlaku.

96321
Mega widoki.

96322
Zerwana kładka w Janowicach Wielkich.

96323
Sokoliki.

patronat
31-05-2026, 19:53
Ja bym do tej 50 nie czekał :)

gavin
31-05-2026, 22:39
Gratki panowie za piękne trasy. U mnie posucha - za dużo spraw przyziemnych.

Tęsknię za górami, ja się nie widzę na ebiku do 60ki na pewno [emoji6]. Jeśli teraz robię 100km i 3k up po Beskidach na wypadzie to ile bym robił na prądzie? xD Mamy za mało gór.

crusiek
31-05-2026, 22:45
Dzięki za relacje, piękne krajobrazy na zdjęciach :)

grissley
31-05-2026, 23:39
Jeśli teraz robię 100km i 3k up po Beskidach na wypadzie to ile bym robił na prądzie?

Aż mnie skurcze łapią od samego czytania. Mam taki plan, żeby w tym roku po raz pierwszy zrobić 2k w górę. Nie dlatego, że lubię, ale dlatego, żeby 1.5k mniej przerażało, bo wszystko z mniejszym wzniosem już dookoła zjeździłem.
Ale potem se myślę - dlaczego miałbym się sam z własnej woli tak upadlać...?
No i na razie jakoś w tym roku tego 1.5k jeszcze nie przekroczyłem ;)

OjTam
31-05-2026, 23:39
Dzięki za relacje, piękne krajobrazy na zdjęciach :)

A Krecie relacje kiedy? ;)

grissley
31-05-2026, 23:39
To Kret na Krecie jest?

crusiek
31-05-2026, 23:43
To by bylo niepoprawne politycznie ;)

Jakos sie tworzą w bOOlach

gavin
01-06-2026, 05:53
grissley wpadaj, 2k to sobie po Jurze zrobimy.

zdyboo
01-06-2026, 09:12
Ja bym do tej 50 nie czekał :)

To trzeba na spokojnie. Muszę przemyśleć czy chce mi się ładować kasę w rower, który wymaga nieustannej uwagi serwisowej, a z którego nie będę za bardzo korzystał.


Jeśli teraz robię 100km i 3k up po Beskidach na wypadzie to ile bym robił na prądzie? xD Mamy za mało gór.

Zrobisz tyle samo, ale nie upodlisz się przy tym tak bardzo. Ja w piątek ostatnie 20 km jechałem już bardziej siłą woli. Zwłaszcza że jak byłem w Janowicach to akurat podjechał ciapong, ale nie wiem w którym kierunku.


Dzięki za relacje, piękne krajobrazy na zdjęciach :)

Proszę bardzo, to kolejne z miejsc co robi efekt łał.

gavin
01-06-2026, 09:30
Bezsensu

patronat
01-06-2026, 10:38
Gratki panowie za piękne trasy. U mnie posucha - za dużo spraw przyziemnych.

Tęsknię za górami, ja się nie widzę na ebiku do 60ki na pewno [emoji6]. Jeśli teraz robię 100km i 3k up po Beskidach na wypadzie to ile bym robił na prądzie? xD Mamy za mało gór.

Tyle samo. Jedyną zmienną jest czas.
Błąd logiczny w założeniu popełniacie Panowie taki, że myślicie o ebiku jako wyciągu za free. To tak nie działa. Ebike jedynie pozwala na inne zarządzanie czasem właśnie. Przykład z Fatry - 2k przewyższenia i 50 km na analogu robię tam w 8 godzin, ta sama trasa na ebiku to już niecałe 6 a nawet bliżej 5. Zjechany jestem dokładnie tak samo, pod warunkiem że staram się wyjechać wszystko do góry a nie pchać.
Ebike owszem pomaga też ludziom o znacznie słabszej kondycji. Owszem. Ale tu znów wchodzi zużycie prądu i ograniczenie wziosu. Nierealne są trasy z przewyższeniem powyżej 1600 up dla takich ludzi.
Ot fizyka :)
Najfajniejsze dla mnie zastosowanie ebika to zjeżdżanie singli - podjazd nie męczy i więcej siły zostaje na jazdę w dół. Odkryli to już nasi najmocniejsi riderzy w kraju. Obadaj sobie daleko nie szukając Kubę Sidzinę na stravie - aktualnego MP enduro w elicie - co druga jazda jest na ebiku. Nie wspomnę już o Łukasiku - w zasadzie najlepszym naszym towerem eksportowym w kategorii MŚ enduro - aktualnym wice MŚ i zwycięzcy Pucharu Świata. Ebike jest nieodzownym narzędziem dla nich.
Reasumując - zależy czego szukasz. Jeśli chcesz cały dzień zajeżdżać nogi - analog jest super. Jeśli chcesz wyskoczyć na 3 godziny i oblecieć 4 górki w Bielsku - ebike rządzi.
Główna rola ebika to upłynnianie jazdy. Dzisiaj metody wspomagania i ich siłę można dowolnie personalizować.

PS
jak wyłączysz wspomaganie, na ebiku masz trening x2 :)

gavin
01-06-2026, 10:45
Nie no, wolę rower 12kg niz 32kg.

patronat
01-06-2026, 11:58
Moja Orbcia w XL na najmocniejszych kołach z wkładką, Zebem i pedałami wazy 23,8 kg. Gdybym zmienił opony, wywalił wkładkę i wsadził koła carbą, zmienił baterie na 600 to byłoby 21,5 kg. Są SL robione na Rise które ważą 17,5 kg gotowe do jazdy w górach.
Poza tym, w terenie cięższy rower łatwiej pokonuje przeszkody. Na wprost oczywiście:)

siemalysy
01-06-2026, 16:47
Tym razem MTB, chciałem zobaczyć czy nadal umiem i czy nadal mi się chce.
Wybrałem do tego sprawdzenia trasę startującą w Kralovcu, u podnóża Karkonoszy.

...

Tomek, dziękuję za relację :-) Foty jak zawsze na odpowidnim poziomie! Fajnie zobaczyć znane miejsca Twoimi "fotograficznymi oczami".

rotor
02-06-2026, 12:10
No i chyba za stary już się robię na normalne MTB, zatem plan, zeby na pięćdziesiątkę sobie zafundować E-MTB jest coraz bardziej realny, zwłaszcza, że już niewiele zostało.



.. i wtedy zaznasz przyjemności dwukrotnie, na zjazdach i podjazdach :p

Co do masy elektrona. Ostatnio miałem okazję przejechać się czymś takim https://www.mount7.com/trek-slash-9-9-x0-axs-t-type-2025.html
Wrażenia, jak z analoga: Lekki (ok.20-21kg) i bardzo cichy. Realny zasięg, bez jakiś ostrych sztajf, to myślę rzędu 1400-1500m up, jak się postara. Kolega mówił o 1300m, ale on za dużo nie dawał z łydy. Bateria 580Wh, wydaje się mała, ale inny kolega na pełnym, ciężkim elektryku robi bez problemu 1500-1600 m up, a ma 620Wh i rower cięższy o 6 kg. Biorąc ładowarkę, doładujesz w czasie popasu gdziekolwiek i masz jeszcze większy luz. Teraz najciekawsze, to cena. Kumpel dał tyle euro, jak na załączonym linku powyżej w rozmiarze M.

P.S. Odnośnie uwagi serwisowej. Jak nie będziesz ostro haratał, to nie wymaga ona więcej zachodu, niż normalny rower. Z elektrykiem jest taki problem, że zachęca do podjeżdżania wszystkiego, przejeżdżania przez "wszystko", mz większa też jest prędkość zjazdów (nie mówię o singlach) i stąd biorą się problemy : krzywy hak, złamana przerzutka, częsta wymiana klocków, krzywa tarcza hamulcowa, etc