PDA

Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )



Strony : 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 [109] 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178

siemalysy
29-06-2021, 21:26
No bardzo ładnie, gratuluję zaparcia. Z Singletracków Kaczawskich najlepsze recenzje ma Okole. Do rezerwatu na Wilkołaku prowadzi zielony (chyba) szlak pieszy. Mam nadzieję, że zobaczyliście różę bazaltową (powód ustanowienie rezerwatu). Dodam do Twojej relacji.

...

U mnie było zupełnie nudno bo jechałem na niedzielę i poniedziałek gdy warun był ideolo. Co do jazdy w grupie to masz rację. Graniczne jest 4 osoby o podobnych możliwościach. Z drugiej strony samemu (a tak głównie jeżdżę) też nie jest idealne bo masz ciągle tego samego nudnego i przewidywalnego towarzysza.


Pozdro
Wiesiek

Super! Dziękuję za więcej informacji o Wilkołaku i okolicy :) Z Wilkowa jechaliśmy zielonym szlakiem. Dotarliśmy do miejsca (screen niżej), które jak dobrze poznaje widać mniej więcej na Twoim drugim zdjęciu po lewej stronie kadru przy krzakach. Zrobiłem stamtąd poniższe zdjęcie. Kopalnię odpuściliśmy tym razem, m.in. dlatego, że większość grupy nie była zainteresowana. Ale nic straconego, może się uda tam wrócić.
Singli Okole jeszcze nie odwiedziłem, ale z pewnością nadrobię.


53152

53151





...

Silni mężczyźni z okolic Łodzi odwiedzają dolnośląskie na rowerach.
Dzięki Michał za relację. Jak zawsze na propsie.

Ostatnie zdjęcie pokazuje co drwale robią z normalnymi drogami i ścieżkami w lesie.

Kiedyś, przed remontem stacji Trzcińsko stałą tam tylko wiata z blachy falistej albo nawet z azbestu, oczywiście z szyldem Trzcińsko, przed którymś ktoś sprayem dopisał San Fran. Długo to tak stało i San FranTrzcińsko było znane, głównie wśród wspinaczy, bo z tej stacji najbliżej było w Sokoliki.

Tomek dziękuję za słowo o recenzji. Miło mi :)

zdyboo
29-06-2021, 22:23
Michał, a co do jeżdżenia w grupie i jej liczebności. Liczebność może być dowolna o ile grupę prowadzi zdecydowany i ogarnięty przewodnik.
Jak jest ustalona godzina wyjazdu to się o niej wyjeżdża, poczekać to można kilka minut, a nie godzinę, bo godzina w plecy na początku może oznaczać powrót po ciemku lub w deszczu, lub całkowite wysypanie się harmonogramu.
Z własnego doświadczenia wiem, że jak nie ma bata to się niestety grupa rozłazi. Te kilkanaście lat temu mieliśmy grupę ludków z Wrocławia z którymi zjeździło się setki kilometrów i to przed czasami GPSów i planowania tras w Internecie. To było dobrze ponad 20 osób, z czego regularnie jeździło kilkanaście, trzon stanowiło kilka. Co dwa tygodnie wsiadaliśmy w pociąg i jechaliśmy w góry, potem nawet mieliśmy zaprzyjaźnionego kierowcę co nas busem woził w miejsca niedostępne z pociągu.

Tyle, że w pewnym momencie pojawiły się problemy natury organizacyjnej bo z zaplanowanych 70 km przejeżdżaliśmy w porywach 50. I to nie przez tempo jazdy, a przez głupie i niepotrzebne postoje. Standardem było, że zawsze klika osób musiało wejść do pierwszego napotkanego sklepu, bo nie ogarnęli w domu, że wypadałoby przynajmniej mieć wodę ze sobą. Głupie postoje w stylu, jeden zatrzymuje się, żeby zasznurować buta, to osoby jadące za nim zatrzymują się też i zaczynają wcinać jakieś batony, to i reszta grupy zaczyna robić regularny popas. Jak do tego doliczyć gubienie się, bo co z tego, że kolega, który zaplanował trasę, mówi żeby się nie rozpędzać na tym asfaltowym zjeździe za bardzo bo w 1/3 skręcamy w las. Jak zawsze, ale to zawsze, kogoś musiała ponieść fantazja i robił zjazd do końca, a potem palił głupa.
Jakieś nieplanowane problemy techniczne, jak choćby łatanie czy wymiana dętki.

Czarę goryczy przepełnił jeden wyjazd, gdzie z założonych 70 km, przejechaliśmy połowę. 36 km, a wyjazd trwał od rana do popołudnia. To już było całkowicie bez sensu. Strata czasu i marnacja środków. Byłem jednym z inicjatorów wprowadzenia sztywnych reguł i jazdy ściśle wg planu. Pojechaliśmy tak dwa razy, potem gumka się poluzowała, ale te dwa razy wystarczyły i ludzie zobaczyli, że można bez problemu zrobić trasę 70-80 km w górach i jeszcze o sensownej porze być w domu. Trochę się poprawiło, ale to już i tak był koniec tak dużej grupy. Choć głównie z przyczyn naturalnych. Ten skończył studia i zaczął pracować, tamten się hajtnął, innemu się dziecko urodziło, ktoś tam się wyprowadził z miasta. Niemiej jednak z częścią ludzi nadal mam kontakt, choćby przez Stravę, ale jakoś nie udaje się już pojeździć razem. Życie.

Umbra
30-06-2021, 07:49
Pierwsza, krótka jazda na nowych kapciach zaliczona. Czy są szybsze, to nie wiem, ale mam wrażenie, że lepiej tłumią drgania.

zdyboo
30-06-2021, 08:35
Umbra, a jak Twoja sprawa z wjechaniem w samochód?
Kierownik się odezwał w ogóle?

moshica
30-06-2021, 09:35
Pierwsza, krótka jazda na nowych kapciach zaliczona. Czy są szybsze, to nie wiem, ale mam wrażenie, że lepiej tłumią drgania.

Tłumienie drgań może wynikać z niższego ciśnienia.
Poprzednie "ładowałem" na ponad 8bar, Micheliny na max 7 wg. zaleceń producenta.
Niby różnica 1bar ale to się czuje na korzyść lepszego tłumienia, sprawdź u siebie.

Umbra
30-06-2021, 12:17
Nie odzywał się gość z Aygo.


Właśnie pompowałem mniej więcej tak samo.

matomi
30-06-2021, 12:53
Tłumienie drgań może wynikać z niższego ciśnienia.
Poprzednie "ładowałem" na ponad 8bar, Micheliny na max 7 wg. zaleceń producenta.
Niby różnica 1bar ale to się czuje na korzyść lepszego tłumienia, sprawdź u siebie.Ponad 8 bar? [emoji50] Ile ważysz?
Ja tyle nie ładuję, szkoda dupy ;)

Proszę, może komuś się przyda:
https://axs.sram.com/guides/tire/pressure

zdyboo
30-06-2021, 13:06
Jak jeszcze miałem białaSSa na oponach 28 mm, to przy swojej stówie plus plecak z bambetlami i paszą do fabryki to pompowałem chyba poniżej 7 barów.

Ten kalkulator fajny, ale jak dla mnie trochę za niskie ciśnienie pokazuje. Przynajmniej dla gruza, bo MTB w punkt w zasadzie. Choć w żadnym z tych rowerów nie mam kół Zipp.

matomi
30-06-2021, 13:15
Jak jeszcze miałem białaSSa na oponach 28 mm, to przy swojej stówie plus plecak z bambetlami i paszą do fabryki to pompowałem chyba poniżej 7 barów.

Ten kalkulator fajny, ale jak dla mnie trochę za niskie ciśnienie pokazuje. Przynajmniej dla gruza, bo MTB w punkt w zasadzie. Choć w żadnym z tych rowerów nie mam kół Zipp.Ile masz w gravelu?

zdyboo
30-06-2021, 13:27
Na szosę 3,5 bara przód i 4 bary tył. W teren o pół bara mniej w każdym kole.
Próbowałem schodzić poniżej 3 barów, ale już dziwnie mi się rower zachowywał jak kładłem się w zakrętach.

- - - - kolejny post - - - - - -

ach, opony 40 mm, ale 35 mm w crossie pompuję tak samo.

matomi
30-06-2021, 13:30
No ja też w gravelu między 3-4bar.

zdyboo
30-06-2021, 13:35
Ale pewnie lżejszy ode mnie jesteś.

W każdym razie ciśnienie w oponach to taki sam parameter jak wysokość sztycy, długość mostka czy ciśnienie w amortyzatorach. Warto eksperymentować i szukać najlepszego dla siebie ustawienia.
Trek ma np. bardzo dokładny kalkulator ciśnienia w amorach w swoich rowerach. Jak dałem ciut więcej, bo wydawało mi się, że na sugerowanym ciśnieniu będę dobijał damper to się okazało za twardo jednak.

matomi
30-06-2021, 13:42
Zgadzam się. Warto pokombinować i zobaczyć jak się rower toczy :)
Ja +/-75kg.

moshica
30-06-2021, 14:57
Ponad 8 bar? [emoji50] Ile ważysz?
Ja tyle nie ładuję, szkoda dupy ;)

Proszę, może komuś się przyda:
https://axs.sram.com/guides/tire/pressure

Ważę ok 70kg, dla opon 25x700 dawałem ponad 8bar, teraz max 7, ale też nie zdarzyło mi się opony przebić, choć bywało, że było już blisko.
W XC mam 26x1.75 i ładuję 3,2bar max...

Widzę, że calculator mocno zaniża ;-)53178

Umbra
30-06-2021, 19:00
Ja przeważnie 6-7 bar. Waga 73-75 kg. Opony 25 mm.

siona
30-06-2021, 21:26
Bo tu mowa o oponach, co są wysokości bieżnika Twoich opon. :mrgreen:


jak złożysz dwie ;)

- - - - kolejny post - - - - - -


Ale pewnie lżejszy ode mnie jesteś.


tylko ja chyba jestem cięższy tu od ciebie...

ale kalkulator przedni!

53191

siemalysy
30-06-2021, 21:32
Michał, a co do jeżdżenia w grupie i jej liczebności. Liczebność może być dowolna o ile grupę prowadzi zdecydowany i ogarnięty przewodnik.

...



Masz dużo racji. Kiedyś jeździliśmy w większych grupach po trasach wokół Łodzi. 3 lata temu grupa zaczęła się rozpadać. Czynników było kilka, ale mnie najbardziej zniechęciło przesadzanie z %... Przez to wycieczki wydłużały się przez częste postoje, stawało się niebezpiecznie. Grupa w takiej formie już nie istnieje.

Po ostatnim wyjeździe błoto i woda spowodowała, że łożyska w suporcie chyba są do wymiany. Korba się ciężko obraca, a podczas obrotu do tyłu coś piszczy. Jutro wezmę z roboty klucz dynamometryczny i rozbiorę, żeby tam zajrzeć.

zdyboo
30-06-2021, 22:23
siona
Maciek, mnie wychodzi z kalkulatora 1,76 bara przód i 1,88 bara tył, a w rzeczywistości pompuję 1,7 bara w obie i MTB to jedyny rower gdzie sprawdzam ciśnienie osobnym manometrem. Akurat mam ten od Schwalbe. W pozostałych rowerach wystarczy mi manometr przy pompce.

siemalysy
Michał, ja też nie stronię od %, ale nie są one tematem wycieczki. Owszem, fajnie jest jak mogę wypić piwo, ale nie po to jadę na rower. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym na wyjeździe piwo kupił w sklepie i pił je sobie na ławce czy przy drodze. Nawet w miejscach czy krajach gdzie jest to w 100% legalne. Dla mnie piwo na rowerze to jednak musi być knajpa. Taki rytuał. Oczywiście nie każda napotkana, bo jakby tak było, to w niedzielę bym z Sokolca nie wyjechał, na pewno nie o własnych siłach. :)
Staram się jednak podróżować dla nowych miejsc i doznań.

Byłem przecież też na trzech wyjazdach rowerowych z biurem podróży. Grupy do 30 osób i dwóch przewodników, jeden prowadzi, drugi zamyka. Byłem ze znajomymi w tym jedną koleżanką, którzy mieli podobną do mojej kondycję i chyba tylko w Bośni jechaliśmy z grupą, ale tam przewodnik był do ugadania. Jak dało się pocisnąć, to pozwalał. Na Węgrzech też dało się dogadać i odrywaliśmy się od grupy na jakieś ciekawe cele, tak zdobyłem najwyższy szczyt Węgier Kekes, całe 1000 m n.p.m. z jakimiś groszami i asfalt na sam szczyt. :)
W Rumunii po pierwszym zjeździe dostaliśmy burę jak uczniaki za wyprzedzenie przewodnika i powiedział, że albo się odłączamy na początku, albo jedziemy za nim. Od drugiego dnia fotografowaliśmy plan wyjazdu, na początku "cześć jak czapka" i swoim tempem realizowaliśmy wyjazd. Czasem modyfikowałem trasę, jako nawigator i może dzięki temu ostatniego dnia nie pogryzły nas psy. Czasem, zwłaszcza przy jakiejś atrakcji doganiała nas grupa, ale zwykle na końcu był czas na spokojne piwo i jedzenie jak było, zanim się reszta zjawiła.

siona
30-06-2021, 22:59
siona
Maciek, mnie wychodzi z kalkulatora 1,76 bara przód i 1,88 bara tył, a w rzeczywistości pompuję 1,7 bara w obie i MTB to jedyny rower gdzie sprawdzam ciśnienie osobnym manometrem. Akurat mam ten od Schwalbe. W pozostałych rowerach wystarczy mi manometr przy pompce.

ja pompuję kompresorem z takim manometrem
53193

a u mnie niższe wychodzi bo mam szersze kapcie niż Ty (2,6)


od czasu jak się kompresorka dorobiłem to pompkę tylko do auta pakuję na wyjazdy... bo ręczną to się można zajechać

ku6i
01-07-2021, 00:50
W temacie % na rowerze: widziałem parę relacji z jazdy w Czechach, gdzie osoba pisząca relację wspominała o jakimś piwie do obiadu itd. Kierowców samochodów w Czechach obowiązuje 0.0 promila, czy z rowerzystami jest inaczej?

zdyboo
01-07-2021, 08:58
od czasu jak się kompresorka dorobiłem to pompkę tylko do auta pakuję na wyjazdy... bo ręczną to się można zajechać

Ty masz cztery rowery do ogarnięcia przed każdym wyjazdem, chyba też bym zainwestował w kompresor w takiej sytuacji.


W temacie % na rowerze: widziałem parę relacji z jazdy w Czechach, gdzie osoba pisząca relację wspominała o jakimś piwie do obiadu itd. Kierowców samochodów w Czechach obowiązuje 0.0 promila, czy z rowerzystami jest inaczej?

Nie mam w sumie pojęcia, ale picie piwa w trakcie wyjazdów rowerowych tam jest dosyć powszechne. Przykład z mojego niedawnego wyjazdu w Orlicke Hory. Podjeżdżam do budki z piwem w środku gór. Jakoś po 10 jest. Siedzi przy niej czterech Czechów, wszyscy piją powo. Obok oparte ich rowery.
Obok siedzi kolejny rowerzysta z piwem. Też kupiłem sobie Bernarda. Przyjeżdża silna grupa MTB/treking/cross i też prawie każdy kupuje piwo. Tam chyba zamiast coffee ride jest pivo ride.
Zatem może rowerzyści mają luźniejszą gumkę w Czechach lub mają tak samo jak kierownicy, ale problem nie jest na tyle istotny, żeby byli celem dla Policji. Zapytam jak się kiedy nadarzy okazja.
Uważam też w Polsce jest podobnie. Problem nie jest wśród osób regularnie jeżdżących, a raczej wśród tych co to dzień zaczynają od czteropaka Harnasia, na śniadanie jarają szluga i poprawiają małpką. Po czym wsiadają na rower, bo jednak troszkę wypili to bezpieczniej będzie na rowerze. Tylko takie osoby ciężko zaliczyć do rowerzystów, mimo, że poruszają się rowerem. W sumie to podczas moich wielu lat szwendania się rowerem chyba nie widziałem nawalonej osoby na rowerze, nawet gdzieś po wioskach.

stock
01-07-2021, 09:09
W Czechach piwka sa dość powszechne. Zarówno wśród rowerzystów jak i narciarzy. Wielokrotnie widywałem całe ekipy na MTB siadające do piwka podczas postoju przy schronisku i zasadniczo nic się nie dzieje. O ile oczywiście nie żłopią tych piw 6 na raz :) Ale jedno jasne pełne niczemu nie wadzi, a juz pomijam to, że z człowieka szarpiącego jakiś grubszy podjazd w górach dośc szybko wyparowuje.
Niemniej kiedyś będą w Pecu pod Snieżką i poruszając się pieszkom natrafiłem w schronisku na całkiem pokaźną grupę naszych rodaków. Na stole knedle, jakaś flaszeczka i mnóstwo pustych kufli. Bawili się juz zapewne jakiś czas, wychodząc na fajkę na zewnatrz grubo się o siebie potykali - nie z powodu butów narciarskich bynajmniej. Po skończonej biesiadzie, zapięli narty i sru w dół. Ludzie stojący pod schroniskiem mieli pootwierane japy ze zdziwienia. Jeden tylko czeski narciarz coś rzucił, że ich dogoni na dole i zgłosi. Ale jak to się skończyło to już nie wiem.
Reasumując - rozsądne piwerko czy dwa podczas wypadu rowerowego nikomu nie zaszkodzi - sam tak praktykuję. Ale grzanie % i siadanie na rower to juz głupota najczystszej postaci - tym bardziej, ze w górach trzeba uważać i mieć umiejętności by bezpiecznie latać.

siona
01-07-2021, 11:31
Ty masz cztery rowery do ogarnięcia przed każdym wyjazdem, chyba też bym zainwestował w kompresor w takiej sytuacji.


to fakt - niemniej kompresor powstał z innego powodu a do rowerów jest wykorzystywany przy okazji ale jest to mega wygodne rozwiązanie.

siemalysy
01-07-2021, 21:32
...

[MENTION=75537]siemalysy
Michał, ja też nie stronię od %, ale nie są one tematem wycieczki. Owszem, fajnie jest jak mogę wypić piwo, ale nie po to jadę na rower. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym na wyjeździe piwo kupił w sklepie i pił je sobie na ławce czy przy drodze. Nawet w miejscach czy krajach gdzie jest to w 100% legalne. Dla mnie piwo na rowerze to jednak musi być knajpa. Taki rytuał. Oczywiście nie każda napotkana, bo jakby tak było, to w niedzielę bym z Sokolca nie wyjechał, na pewno nie o własnych siłach. :)
Staram się jednak podróżować dla nowych miejsc i doznań.

Byłem przecież też na trzech wyjazdach rowerowych z biurem podróży. Grupy do 30 osób i dwóch przewodników, jeden prowadzi, drugi zamyka. Byłem ze znajomymi w tym jedną koleżanką, którzy mieli podobną do mojej kondycję i chyba tylko w Bośni jechaliśmy z grupą, ale tam przewodnik był do ugadania. Jak dało się pocisnąć, to pozwalał. Na Węgrzech też dało się dogadać i odrywaliśmy się od grupy na jakieś ciekawe cele, tak zdobyłem najwyższy szczyt Węgier Kekes, całe 1000 m n.p.m. z jakimiś groszami i asfalt na sam szczyt. :)
W Rumunii po pierwszym zjeździe dostaliśmy burę jak uczniaki za wyprzedzenie przewodnika i powiedział, że albo się odłączamy na początku, albo jedziemy za nim. Od drugiego dnia fotografowaliśmy plan wyjazdu, na początku "cześć jak czapka" i swoim tempem realizowaliśmy wyjazd. Czasem modyfikowałem trasę, jako nawigator i może dzięki temu ostatniego dnia nie pogryzły nas psy. Czasem, zwłaszcza przy jakiejś atrakcji doganiała nas grupa, ale zwykle na końcu był czas na spokojne piwo i jedzenie jak było, zanim się reszta zjawiła.

Tomek rozumiem :) Pisząc o % nie maiłem na myśli napojów o poniżej 10% ;) Wyraziłem się mało precyzyjnie. Od pewnego czasu podczas roweru, albo po rowerze lubię napić się zimnego piwa. Tylko preferuję bezalkoholowe lub o niskiej zawartości alkoholu. Z normalnymi piwami mam tak, że jak wypiję jedno to po pewnym czasie głowa chce mi pęknąć.

W temacie organizowanych wyjazdów rowerowych, jeden z moich znajomych trochę się napalił na wyjazd z 80 rowerów w Karkonosze i Góry Izerskie (https://80rowerow.pl/wyjazdy-rowerowe/karkonosze-izery-rowerem-mtb/?fbclid=IwAR13mQxR-R7-dnRtEawL0ugYclUfueuc-JG1PMkWCN6BzppugUmqbYP2tN8). Wśród osób z którymi był na wyjazdach nie znalazł chętnego. W mojej ocenie, pomijając koszty, lepiej będzie samemu sobie ogarnąć wyprawę jeżeli chce się jechać w te tereny. Bez przewodnika, z pewnymi ludźmi, itp. Nie mam doświadczenia w takich "imprezach", ale po Tym co Ty piszesz to wiele, albo i wszystko zależy od ludzi, z którymi się jedzie i od przewodnika.

siona
01-07-2021, 23:24
Bardzo sobie chwalę przy okazji wysiłku lekkie pszeniczniaki! Często takie piwa są na stokach w Austrii. Mają po 3 % i są niesamowicie orzeźwiające.

zdyboo
02-07-2021, 06:16
U nas robili jakiś czas temu badania rynku i podobno piwa o obniżonej zawartości alkoholu się nie sprzedawały. Oprócz wszelkiej maści radlerów, który swój udział w rynku mają. Ja jednak lubię goryczkowy smak piwa i w radlerach jest go za mało.
Pszeniczniaki są spoko, ale po jednym mam dość, to są dosyć syte piwa. Podobnie mam np. z Guinnessem. Jak człowiek jest złachany, jak koń po westernie to nawet kranówka jest niesamowicie orzeźwiająca. ;)
Jeszcze na studiach na początku tego wieku wybrałem się z dwoma kumplami pieszo na trzydniowe przejście z Międzylesia na Pradziada i z powrotem. Już pierwszego dnia się okazało, że przeszacowaliśmy z kumplem swoje siły i zawróciliśmy. Szliśmy przez Czechy, kompletnie bez wody, to był 1 maja, wszystko pozamykane. W końcu jakiś gościu się nad nami ulitował i sprzedał nam dwie butelki Hanackej kyselki. Woda smakowa, których u nas wtedy jeszcze nie było. Jak smakowała. Piłem ją potem już normalnie będąc w Czechach, ale do smaku tamtej na Masywie Śnieżnika nie miała startu.
Ja na stoku w Austrii piłem mleko, takie prosto od milki, co to setki ich mijaliśmi. Choć piwo też było pite.

Jak kilka lat temu byłem w Alpach na pograniczu francusko-szwajcarskim i sobie zajechałem do knajpy nad Jeziorem Genewskim. Zamawiam piwo, jakieś lokalne, niby na wodzie z lodowca Mont Blanc. Samo piwo dosyć mocne, bo 6,5% alkoholu, a kelnerka się pyta czy chcę normalnie, czy jakąś tam wersję. Pytam na czym ta wersja polega. Że jeszcze sznapsa może mi wlać do tego piwa. Zostałem przy normalnej.

stock
02-07-2021, 08:22
Teraz to te piwa o obnizonej zawartości % robią furorę na równi z zerówkami. Mam znajomego co to zawsze na nasze nasiadówy na wsi przy grillu zwozi tony takich własnie pomelo-arbuzowych cudów 0.5-2% - jest zachwycony, aczkolwiek do mnie takie smaki zupełnie nie przemawiają. Za to od dłuższego juz czasu opijam się zerówkami. Musiałem co prawda wypić ich tonę, by trafić na takie marki które w smaku przypominają normalne piwo, ale jak juz znalazłem to jest to dla mnie super rozwiązanie :) I na rowerze też ostatnio częściej wybieram opcję walnięcia zeróweczki w pięknych okolicznościach przyrody :) Zawsze wybieram trasę by po drodze mieć jakąś jadłodajnię/schronisko lub chociaż wiejski sklepik by móc do plecaka załadowac leszka 0.3 i gdzieś w miejscu widokowo przepieknym opierdzielić buteleczkę na orzeźwienie :) kilometry i przewyższenia swoją drogą, ale odpoczynek w przysłowiowych "krzaczorach" też musi być :)

zdyboo
02-07-2021, 08:29
Z kumplem pijamy zerówki w fabryce, podczas naszych wizyt. Tyle, że ja kupuję to co jest w najbliższej Żabce, żeby nie taszczyć na plecach butelek przez całe miasto.
Jak na razie próbowałem Zateckiego, Miłosław IPA, Łomżę, i te najpopularniejsze koncerniaki. Te dwa pierwsze w miarę, choć IPA z tych rekreacyjnych, bo wiadomo, że IPA czasem tak przyprawią, że język drętwieje po pierwszym łyku.
Marcinu, zatem pochwal się jakie to zerówki Ci siadły. Poszukam i popróbuję.

moshica
02-07-2021, 08:58
Te najpopularniejsze koncerniaki mają tak smak zbliżony, że ciężko czasem odróżnić które jest które.
Natomiast z tcy małych lokalnych browarów się wyróżniają.
Ale też czeskie piwa mają właśnie więcej chmielu, niż nasze nijkaie.

zdyboo
02-07-2021, 09:09
Z czeskich to ja najchętniej pijam 10 i 11, których u nas nie ma. Znaczy 11 czasem idzie trafić, ale 10 to już rzadkość. Nawet te czeskie rozlewane u nas to w większości 12. Czesi już dawno temu mieli piwa z niskim stężeniem ekstraktu chmielowego, bo można było trafić nawet 7%.

stock
02-07-2021, 09:20
oj z zerówkowych koncerniaków to wchodzi leszek, bavaria, birrel i heineken. Ale polecam też bardzo żywca białe, IPA. Miłosław zero i Łomża zero, oraz tyskacze, warki sa jak dla mnie bezsmakowe. Niestety kraftowe browary rzadko kiedy mają w ofercie zerówki. No i oczywiście czeskie - oni mają spory wybór i to smakuje. Głównie jednak bazuję na tym co mogę znaleźc pod chałupą w żabce czy kerfurze - więc głównie żywce białe lub staroprameny. Nie przerabiam jakiś niesamowitych ilości tych zerówek by gonić na druga stronę miasta w poszukiwaniu - to bardziej zakupy "przy okazji". Szkoda że ciekawe kraftowe browary nie mają w ofercie zerówek bo byłbym wiernym klientem. Ale jak juz załapie smaka na jakies ciekawe piwko to zasadniczo wchodzą % - tu wybór jest meega. Ja lubie czasem turbo dziwne piwa, czasem mocno goryczkowe - a takie to sa tylko alkoholowe.

matomi
02-07-2021, 16:09
Z 0% to Miłosław IPA (https://3.bp.blogspot.com/-DHgmQxvr4PI/Wy6q_eeaQdI/AAAAAAAACkE/ijarEG2kQ4YKa7gmaT69f5KA_HnppsK2wCLcBGAs/s1600/fortuna%2Bmi%25C5%2582os%25C5%2582aw%2Bbezalkoholo we%2Bipa%2B2a.jpg) mi najbardziej weszło podczas ride paused ;)

moshica
02-07-2021, 21:18
Sami tu browerzyści?

stock
03-07-2021, 06:18
ale jak sięgnę pamięcią to pierwszy był rower a potem pojawiły się browary, z czasem szala przeskoczyła na browary a teraz znów wróciła na rower :)
BTW, poleci ktos jakies pokrowce na rowerza ? Juz 3 różne komplety zajechałem i średnio mi sie uśmiecha kupować kilka razy w roku pokrowce. Rowery stoją na balkonie (bez zadaszenia) i te które miałem albo się podarły albo po dość krótkim czasie sparciały od słońca i się rozpadły w rękach - pomimo zapewnienia sprzedawców o wysokiej odporności na warunki atmosferyczne.

moshica
03-07-2021, 11:22
Ja bym szukał na Twoim miejscu jakiegoś materiału typu Cordura, Dura On, itp i sam sobie uszył, to przecież banalnie proste.

stock
03-07-2021, 15:54
jest to jakas opcja w sumie. Musze poszukac bo własna rodzicielka ma maszyne do szycia, więc pewnie dałoby radę :)

siona
03-07-2021, 18:31
To ja pozostanę przy moich prawdziwych przeniczniakach. Najlepiej lokalne austriackie lub bawarskie, choć i w Zagłębiu zdarzają się świetne. W odróżnieniu od tych na eksport mają mniej % i są lekko kwaśnawe. Jednym słowem orzeźwiające.

ZiB

Zamleczyłem żonie gumofilce. Poszło zadziwiająco przyjemnie. Kolejne do mleczenia kółka córki. 53319

zdyboo
03-07-2021, 19:26
Ja już też nabrałem jakiejś tam wprawy w mleczeniu. Po przejechaniu do i z fabryki czyli w sumie nieco ponad 50 km, przednia w crossie się uszczelniła i trzyma ciśnienie jak umarły książeczkę.

zdyboo
03-07-2021, 22:18
Dziś się bujnąłem wokół komina w sumie. Tyle, że odpuściłem sobie pierwsze 30 kilosów i do Trzebnicy pojechałem szynobusem. W tygodniu pojechałem do Trzebnicy i przypomniało mi się dlaczego już nie lubię tej trasy.

W Trzebnicy duszno nie było przed dziewiątą. Jednak w miarę zbliżania się do Żmigrodu zaczynało się robić cieplej i słoneczniej. Celem był Wszemirów, tam zaczynają się wydzielone trasy rowerowe, które potem łączą się z siecią dróg rowerowych na Ziemi Milickiej. I w sumie jak wjechałem na trasy rowerowe na 10 km, tak zjechałem z nich gdzieś zaraz po 70 km. Były przerwy w Prusicach, które bardzo chcą być rowerowe, ale nie zadbali o jakiekolwiek oznakowanie, nie mówiąc już o wydzieleniu tras rowerowych. Druga przerwa była Kanclerzowicach, gdzie nie ma tras, a jedynie rowerowe sierżanty wymalowane przy krawędziach jezdni, ale to wioska z jedną drogą i znikomym ruchem, zatem problemu nie ma.
W Żmigrodzie ominąłem centrum i od razu pojechałem do resztek Pałacu Hatzfeldów w Żmigródku. Restauracja była otwarta, ale zamknięta. Chyba na jakieś wesele się szykowali, bo obrusy białe, stoły długie, a schabowym pachniało w całych ruinach. Wbiłem zatem na drogę rowerową wzdłuż Baryczy. Rozpogodziło się i zacząłem jechać z wiatrem, zatem szybko nawijałem kolejne kilometry na opony. Minąłem Jamnik i dojechałem do Osieka, gdzie zaczęła się świeżo wybudowana i chyba nawet jeszcze niedopieszczona droga rowerowa do Gruszeczki. Około 10 km równej i betonowej drogi tylko dla rowerów przez środek lasu. Nie wiem w sumie dlaczego beton. Może mniej syfił w lesie niż asfalt, może odporniejszy na korzenie. Równy jest jak stół, mimo, że to z płyt kładzione. Znaczy da się, ale zobaczymy za kilka lat.
W Gruszeczce wjechałem na dobrze znaną mi już znany szlak rowerowy prowadzący do Milicza. Czasem szuter, czasem asfalt. O ile szuter równy to asfalt niestety powybrzuszany przez korzenie. Objechałem te trasy na samym początku jak powstały i było równo. Potem byłem tam kilkukrotnie i chyba w zeszłym roku zauważyłem, że przyroda walczy. To ścieżka imienia niedawno zmarłego Ryszarda Szurkowskiego.
W Miliczu była kawa, sernik na zimno w kieliszku, a nieco dalej na kąpielisku Zamkowe. Kąpielisko prawie puste, byłem tam w zeszłym roku i był dziki tłum. Dziś, może z 10 osób, nikt się nie kąpał i nadrabiająca zaległości w lekturze ratowniczka, z którą nawet chwile porozmawiałem, pytając skąd takie pustki. Ludzie widać się kilku chmurek wystraszyli, podobno w zeszłym tygodniu były tak dobrze mi znane dzikie tłumy. Z nieco podładowanymi akumulatorami pojechałem na ostatni etap dróg rowerowych Ziemi Milickiej, które ostatecznie opuściłem w Grabownicy, ale po kilku zaledwie kilometrach w Czatkowicach skończył się asfalt i pojechałem drogą leśną i turystycznymi szlakami rowerowymi przez Park Krajobrazowy Dolina Baryczy. Dopiero w okolicach Krośnic czyli na ok. 80 km trasy wjechałem na normalne drogi. Blisko 70 km trasy po drogach, gdzie można odpocząć od obecności i smrodu samochodów. Nieźle.

Reszta drogi to niestety nic ciekawego. Nadal Ziemia Milicka ma koszmarną nawierzchnię większości lokalnych dróg. Koło Bąkowa mnie mało nie potrącił jakiś patafian w srebrnej Mazdzie na krotoszyńskich blachach. Tak mu się spieszyło, że wyprzedził mnie na gazetę, nawet został strąbiony przez tego co jechał z naprzeciwka, bo jego też minął na gazetę. Końcówka nieco pod wiatr, ale baranka można złapać niżej i nieco zmniejszyć opór powietrza.

Ogólnie myślę, że jednak jeszcze na Ziemi Milickiej mogłem zacząć się kierować na Oleśnicę i z niej wrócić ciapongiem do dom.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/5569384550

Fotosy:
53330
Prusice, trasa rowerowa, to tam gdzie zakaz 3,5 t, a nie tam gdzie pokazuje rower.

53331
I tak to sobie mkniesz asfaltem do lasu, a i przez las też.

53332
Baszta Pałacu Hatzfeldów.

53333
Przez rozlewiska Baryczy.

53334
Nadal rozlewiska.

53335
Więcej rozlewisk.

53336
Beton w lesie.

53337
Równa wstęga wije się przez las.

53338
Milicz.

53339
Milicz. Szkoła, kawiarnia, Muzeum Bombek i Fish Truck.

53340
Kąpielisko w Miliczu.

53341
Prawie stuletnia infrastruktura wodna na stawach.

moshica
04-07-2021, 20:59
Jak zwykle świetna trasa i okolice, szczęście mieszkać we właściwych kątach?
Nurtuje mnie jeden problem, trochę inny od kolegi @Umbry.
Jedziecie asfaltem, samochód Was potrąca, Wam poza otarciami nic nie jest, ale rower do kasacji, pęknięta rama, przypadek beznadziejny.
No i teraz pomijając przypadek ucieczki kierowcy, wiadomo szukaj wiatru w polu. Ale bardziej optymistycznie, Wy cali, rower nie i jego wartość znaczna, często np. wyższa niż średnia jeżdżących blachosmrodów.
I co teraz robić, jak otrzymać odszkodowanie za rower, gość się rzuca, wzywacie Policję, itd.
Jak rozegrać sprawę?

matomi
04-07-2021, 21:22
Jak zwykle świetna trasa i okolice, szczęście mieszkać we właściwych kątach������
Nurtuje mnie jeden problem, trochę inny od kolegi @Umbry.
Jedziecie asfaltem, samochód Was potrąca, Wam poza otarciami nic nie jest, ale rower do kasacji, pęknięta rama, przypadek beznadziejny.
No i teraz pomijając przypadek ucieczki kierowcy, wiadomo szukaj wiatru w polu. Ale bardziej optymistycznie, Wy cali, rower nie i jego wartość znaczna, często np. wyższa niż średnia jeżdżących blachosmrodów.
I co teraz robić, jak otrzymać odszkodowanie za rower, gość się rzuca, wzywacie Policję, itd.
Jak rozegrać sprawę?

W zeszłym roku miałem wypadek. Zostałem najechany przez samochód z tyłu. Przerabiałem sprawę. Dostaniesz odszkodowanie z OC sprawcy. Potem jak się dobrze odwołasz, to jeszcze coś ugrasz. Ale najważniejsze to w tym wszystkim, żeby wyjść z tego bez szwanku...

Ligo
04-07-2021, 21:29
I co teraz robić, jak otrzymać odszkodowanie za rower, gość się rzuca, wzywacie Policję, itd.
Jak rozegrać sprawę?
Rower połamany, a Tobie nic? To się rzadko zdarza.
Zwykle adrenalina powoduje brak odczucia bólu po kontuzji przez pierwszą godzinę, czy kilka.

Z kolizjami jest tak, że łatwo po 2-3 dniach mogą przerodzić się w wypadek drogowy. Wezwanie policji to podstawa, szczególnie przy agresywnym innym uczestniku. Na ile możliwe, trzeba zabezpieczyć też we własnym zakresie miejsce zdarzenia poprzez zdjęcia, czy film z telefonu.

moshica
04-07-2021, 22:19
Bezapelacyjnie zdrowie ważniejsze, ale zakup ponowny drogiego roweru może być totalną przeszkodą. Ponoć wycena używanego kilkuletniego roweru jest problematyczna. Czy Ty matomi podawałeś kwotę wg. Swojego uznania do wypłaty odszkodowania? Temat nie daje mi spokoju, dużo hamskich idiotów i ignorantów nadal na drodze, często się znajdzie taki, co prawie się ociera podczas jazdy o Was.

bejcman
04-07-2021, 23:21
Przy rowerze za 2 tysie, po 9 latach jeżdżenia za dużo można nie wyszarpac. Przy rowerze za 15 tysi przyda się rzeczoznawca i dobry papuga który wywalczył odpowiednią kwotę.

matomi
04-07-2021, 23:37
Mieliście taki przypadek, czy teoretyzujecie? Ubiezpieczyciel ma wypłacić co do grosza za nowy sprzęt. Łachy nie robi. A 15 tysi to śmieszna kwota dla ubezpieczyciela. Przy obecnych cenach aut lekka stłuczka kosztuje więcej. Poza tym oprócz sprzętu jest jeszcze utracony zarobek (za czas przebywania na L4) oraz rekompensata za ból i cierpienie.

Ja wydzwoniłem 112 i karetka zabrała mnie na SOR. Innej opcji nie było, bo nie za bardzo mogłem się ruszać.... Policja w tym czasie robiła swoje.

moshica tak, zrobiłem dokładną wycenę wszystkich rzeczy, także tych poza rowerem: ciuchy, buty, kask, rękawiczki, wszystko na czym został chociaż minimalny ślad uszkodzenia. Poza tym zaświadczenie z fabryki ile było potrącenia z pensji za czas zwolnienia, etc.

bejcman
04-07-2021, 23:53
Nie co do grosza za nowy, bo jest jeszcze coś takiego jak amortyzacja sprzętu. Albo naprawa ekonomicznie nieuzasadniona.
Jak się pracuje na etacie to można łatwo wyliczyć utracony dochód, jak jest się na działalności, zwłaszcza w wolnym zawodzie to już nie tak prosto.

Ligo
05-07-2021, 00:01
A 15 tysi to śmieszna kwota dla ubezpieczyciela.
Obawiam się, że dla ubezpieczyciela nawet 10 zł to poważna kwota, jeśli może ją urwać.

Wujot
05-07-2021, 00:07
Nie co do grosza za nowy, bo jest jeszcze coś takiego jak amortyzacja sprzętu. Albo naprawa ekonomicznie nieuzasadniona.
Jak się pracuje na etacie to można łatwo wyliczyć utracony dochód, jak jest się na działalności, zwłaszcza w wolnym zawodzie to już nie tak prosto.

W ubezpieczeniach jest coś takiego jak wartość odtworzeniowa (to nie księgowość). Dostajesz kasę na nowy sprzęt jeśli stary został zniszczony. Lub na pełną naprawę.

moshica
05-07-2021, 07:49
Odnosząc się do ostatnich wypowiedzi, to są pewne sprzeczności. Jeśli używka nadal ma wartość 25kzł {w okolicy goście trenują na sprzęcie wartym i 45kzł}, wchodzi w to amortyzacja, to pytanie czy jeśli sprzęt jest wart na dziś 25kzł to nadal wchodzi amortyzacja, chyba nie. Tak napisałeś bejcman.
Zaś Wujot piszesz o dostaniu kasy za nowy sprzęt, tylko że now miał wartość zakupu 45kzł a obecnie 25kzł. No i pytanie, jak jest faktycznie.

FelTom
05-07-2021, 07:57
"Wartość odtworzeniowa (nowa) to wartość ubezpieczonego mienia, która nie jest pomniejszona o jego stopień zużycia technicznego. Ta wartość jest równa kosztowi, który trzeba ponieść, aby przywrócić uszkodzone mienie do stanu sprzed szkody, czyli do nowości, ale bez ulepszeń."
https://mubi.pl/vademecum-ubezpieczen/wartosc-odtworzeniowa/

"W skład wyceny wchodzą przede wszystkim koszty remontów lub odtworzenia mienia do stanu sprzed szkody. Wartość odtworzeniową wybiera się zwłaszcza ubezpieczając domowe sprzęty. Jeśli dojdzie do szkody, odszkodowanie powinno pozwolić na skuteczne odtworzenie elementów stałych, bądź zastąpienie zniszczonej rzeczy nową o takich samych lub podobnych parametrach. Stopień zużycia ubezpieczonego mienia nie ma wtedy znaczenia dla wysokości odszkodowania."
https://www.uniqa.pl/porady-nieruchomosci/wartosc-rynkowa-rzeczywista-odtworzeniowa/

Aż dziwne, że w tych czasach można się było jeszcze z takim pojęciem jak wartość odtworzeniowa nie spotkać.

moshica
05-07-2021, 08:01
Haha, tylko sprzęt nie jest ubezpieczony, a to co podałeś odnosi się do tego że musi być. To akurat wiemy. Poza tym w świetle tego co wcześniej napisano, od sprawcy OC idzie odszkodowanie. To jak się ma do tego brak własnego ubezpieczenia.

matomi
05-07-2021, 08:14
Nie co do grosza za nowy, bo jest jeszcze coś takiego jak amortyzacja sprzętu. Albo naprawa ekonomicznie nieuzasadniona.
Jak się pracuje na etacie to można łatwo wyliczyć utracony dochód, jak jest się na działalności, zwłaszcza w wolnym zawodzie to już nie tak prosto.Ty chyba pracujesz dla tej ubezpieczalni ;) bo to samo mi próbowali wmówić. Bezskutecznie :)

Niby jak przywrócić stan sprzed szkody np. za gacie rowerowe, które kupiłem 3 lata temu za 300pln? Dostanę 100 i co? Mam sobie teraz szukać na olx i kupić używane i przepocone? :)
Nie ważne kiedy to kupiłem. Należy się kasa za nowe takie same po cenie dostępnej na ten moment. I tyle.


Obawiam się, że dla ubezpieczyciela nawet 10 zł to poważna kwota, jeśli może ją urwać.No pewnie jest, ale też bez przesady. Mają obowiązek przywrócenia stanu sprzed powstania szkody. Niemniej jednak zawsze będą zaniżać, bo będą liczyli na to, że się nie odwołasz, a to o co się nie upomnisz zostaje w kasie.

W ubezpieczeniach jest coś takiego jak wartość odtworzeniowa (to nie księgowość). Dostajesz kasę na nowy sprzęt jeśli stary został zniszczony. Lub na pełną naprawę.No i tu racja. Cała kaska za nowe rzeczy należy się jak psu buda.
Ponadto w razie takiego zdarzenia, czego oczywiście nikomu nie życzę, bo jest to bardzo niekomfortowe doznanie, pamiętajcie brać faktury na najmniejsze pierdoły w aptece (plastry, paracetamole itp.) od fizjoterapeuty również, transport ze szpitala, a nawet transport roweru wg "kilometrówki" jeśli np. będzie go odbierać ktoś z Waszych bliskich - to wszystko jest do odzyskania i to bez dyskusji.

moshica
05-07-2021, 09:06
Za jaki nowy sprzęt dostajecie kasę, skoro uszkodzony był kupiony jako używany o dużej wartości. Nie mając faktury zakupu, dostaniecie z OC od gościa 45kzł zamiast 25kzł? Nie wierzę, takich prezentów oni chyba nie robią. Tak samo z autem, nie wypłacą Wam wartości jak za auto salonowe.

bejcman
05-07-2021, 14:12
Ty chyba pracujesz dla tej ubezpieczalni ;) bo to samo mi próbowali wmówić. Bezskutecznie :)

Niby jak przywrócić stan sprzed szkody np. za gacie rowerowe, które kupiłem 3 lata temu za 300pln? Dostanę 100 i co? Mam sobie teraz szukać na olx i kupić używane i przepocone? :)
Nie ważne kiedy to kupiłem. Należy się kasa za nowe takie same po cenie dostępnej na ten moment. I tyle.

No pewnie jest, ale też bez przesady. Mają obowiązek przywrócenia stanu sprzed powstania szkody. Niemniej jednak zawsze będą zaniżać, bo będą liczyli na to, że się nie odwołasz, a to o co się nie upomnisz zostaje w kasie.
No i tu racja. Cała kaska za nowe rzeczy należy się jak psu buda.
Ponadto w razie takiego zdarzenia, czego oczywiście nikomu nie życzę, bo jest to bardzo niekomfortowe doznanie, pamiętajcie brać faktury na najmniejsze pierdoły w aptece (plastry, paracetamole itp.) od fizjoterapeuty również, transport ze szpitala, a nawet transport roweru wg "kilometrówki" jeśli np. będzie go odbierać ktoś z Waszych bliskich - to wszystko jest do odzyskania i to bez dyskusji.

Parę razy walczyłem z ubezpieczycielami.
Chociażby teraz, mając nagrania z monitoringu, zdjęcia uszkodzonych aut, oświadczenie sprawcy, opinię biegłego i walczę w sądzie, z ubezpieczycielem dla którego uszkodzenia nie powstały w tym zdarzeniu.

A skoro jesteście tacy pewni, że ubezpieczyciel MUSI i ZAPŁACI jak za nowe, to rozbijcie 10 letnie Mondeo i niech Wam ubezpieczyciel odda nowe albo jego równowartość.

- - - - kolejny post - - - - - -


"Wartość odtworzeniowa (nowa) to wartość ubezpieczonego mienia, która nie jest pomniejszona o jego stopień zużycia technicznego. Ta wartość jest równa kosztowi, który trzeba ponieść, aby przywrócić uszkodzone mienie do stanu sprzed szkody, czyli do nowości, ale bez ulepszeń."
https://mubi.pl/vademecum-ubezpieczen/wartosc-odtworzeniowa/

"W skład wyceny wchodzą przede wszystkim koszty remontów lub odtworzenia mienia do stanu sprzed szkody. Wartość odtworzeniową wybiera się zwłaszcza ubezpieczając domowe sprzęty. Jeśli dojdzie do szkody, odszkodowanie powinno pozwolić na skuteczne odtworzenie elementów stałych, bądź zastąpienie zniszczonej rzeczy nową o takich samych lub podobnych parametrach. Stopień zużycia ubezpieczonego mienia nie ma wtedy znaczenia dla wysokości odszkodowania."
https://www.uniqa.pl/porady-nieruchomosci/wartosc-rynkowa-rzeczywista-odtworzeniowa/

Aż dziwne, że w tych czasach można się było jeszcze z takim pojęciem jak wartość odtworzeniowa nie spotkać.

A nie spotkałeś się z tym, że naprawa "jest ekonomicznie nieuzasadniona" ?

Wujot
05-07-2021, 14:48
Dla rozluźnienia atmosfery. Tak z tydzień temu zajrzałem do Szklarskiej na dwa "krótsze" dni. Był to wyjazd z cyklu "spalonej ziemi". Wyszło razem 176 km i 4150 m vertical

53372

Ogólnie teren jest dość łatwy ale oznaczyłem na niebiesko ładniejsze fragmenty do jazdy a wykrzyknikami te najtrudniejsze. Ten z trzema to się trochę spociłem z wrażenia.

Na początek 4x Stanisław

53373

53374

53375

53376

Cały kawałek wzdłuż Mumlawy jest super i multum fajnych miejsc. Najbardziej spektakularny Mumlawski Wodospad

53377

Teraz singletrack Szklarska (zdecydowanie wart oddzielnej recenzji)

53378

53379

53380

53381

Powiedzmy, że okolice Jakuszyc

53382

53383

53384

53385

To już Czechy i ten trzy wykrzynikowy zjazd

53386

53387

53388

53389

53390

Z powrotem Polska i Polana Izerska

53391

53392

53393

Wiadomo

53394

Powrót do Szklarskiej

53395

53396

Wujot
05-07-2021, 14:51
A to już z dworca, w plecaku mam gorące placki ziemniaczane (z Żabki) i marzę aby je wciąć.

53397

Nasz kochany hosting pozwala wrzucić do 25 fot. A ta jest 26. Ogólnie to najbardziej g...ny i niewygodny portal jaki znam jeśli chodzi o edycję materiału foto. Jak na specjalistyczny portal po prostu mistrzostwo...

Pozdro
Wiesiek

jurkarol
05-07-2021, 14:57
Platforma widokowa, na którą można spojrzeć z góry heh ;)

matomi
05-07-2021, 15:59
A skoro jesteście tacy pewni, że ubezpieczyciel MUSI i ZAPŁACI jak za nowe, to rozbijcie 10 letnie Mondeo i niech Wam ubezpieczyciel odda nowe albo jego równowartość.


Ale my tu rozmawiamy o rowerach i fatałaszkach za gruby hajs, a nie o jakichś blaszanych szrotach ;)

zdyboo
05-07-2021, 16:18
Wiesiek, a kręgle za bardzo nie przeszkadzały? ;)
Dla mnie Góry Izerskie istnieją tylko po sezonie. Przed wakacjami zwykle mam jeszcze za mało pary, a w wakacje za dużo ludzi.

Kopalnię Stanisław jeszcze pamiętam ze sprzętem górniczym, w sensie pozostałości taśmociągów i jakieś budynki, jak w 2019 roku byłem pierwszy raz od lat nastu, to przez dłuższą chwilę nie wiedziałem gdzie ta kopalnia. Dopiero po chwili doszło do mnie, że za tą zarośniętą skarpą.

Wujot
05-07-2021, 17:33
Wiesiek, a kręgle za bardzo nie przeszkadzały? ;)
Dla mnie Góry Izerskie istnieją tylko po sezonie. Przed wakacjami zwykle mam jeszcze za mało pary, a w wakacje za dużo ludzi.

Kopalnię Stanisław jeszcze pamiętam ze sprzętem górniczym, w sensie pozostałości taśmociągów i jakieś budynki, jak w 2019 roku byłem pierwszy raz od lat nastu, to przez dłuższą chwilę nie wiedziałem gdzie ta kopalnia. Dopiero po chwili doszło do mnie, że za tą zarośniętą skarpą.

Wiesz było naprawdę bardzo spoko. Zadbałem tylko aby singla jechać po 15:00 (to była niedziela) i o dziwo spotkałem jednak jednego człowieka - Marcina z Wro. Ale wyszło super, bo raz, że miałem modela do paru (trzech) fot a poza tym fajnie się razem jechało bo kolega obyty na wyścigach enduro a ja byłem na HT więc musiałem się sprężać, i tak trochę odstawałem. Po czeskiej stronie było bardzo spoko w oba dni. Przy Orle - może 6 osób. Najwięcej jak zawsze przy Chatce Górzystów ale to po prostu przejechałem.

zdyboo
05-07-2021, 19:48
No to faktycznie trafiłeś na niezłe warunki.

Ja się dziś znowu koło komina bujnąłem. W Lubiążu byłem, aż się zdziwiłem, że gospoda pod opactwem otwarta, ale w samym opactwie akurat chyba jakiś festiwal kościelny jest, bo namioty, sanitariaty i chyba tylko dlatego w poniedziałek zaraz po 10 mogłem się piwa napić. :mrgreen:
I zaskrońca na Rędzinie widziałem. Uciekał z asfaltu koło przejazdu rowerowego.

Jutro planuję jechać do Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, gdzie już raz z Damianem byłem kilka lat temu. Teraz mam jednak nową trasę wyrysowaną i bardzo liczę, że uda się ominąć piaski.

W czwartek Śnieżnik od czeskiej strony atakujemy z kumplami. O ile pogoda nie pokrzyżuje planów, bo co aktualizacja to co innego pokazują.

Co do ubezpieczeń. Roweru nigdy nie ubezpieczałem, chyba nadal nie bardzo w Polsce można kupić coś na kształt rowerowego AC. OC wiem, że można, ale OC nie jest od tego, żeby pokryć uszkodzenia roweru po kraksie.
Za to mam ubezpieczone mieszkanie i z racji mieszkania na ostatniej kondygnacji, korzystałem regularnie z powodu zalewania sufitu. Przychodzili rzeczoznawcy ze Spółdzielni, przychodzili rzeczoznawcy z PZU i zawsze wypłacali koszty malowania całego zalanego sufitu, jaka by plama nie była duża.

Ligo, przypadek, że rozwalasz rower, a rowerzyście nic nie jest, to np. mój przypadek. We wrześniu skasowałem gruza, główka oderwała się od ramy. Mnie nic nie było, nawet zadrapania nie miałem, bo poleciałem w trawę i miałem kask. Pierwszy raz odkąd jeżdżę poważniej na rowerze (ok. 20 lat) przywaliłem głową podczas gleby na rowerze. Niby nic z kaskiem nie było, nie pękł, nie trzeszczał przy naciskaniu, ale poszedł do kontenera na plastiki.

Wujot
06-07-2021, 23:28
Ja się dziś znowu koło komina bujnąłem. W Lubiążu byłem, aż się zdziwiłem, że gospoda pod opactwem otwarta, ale w samym opactwie akurat chyba jakiś festiwal kościelny jest, bo namioty, sanitariaty i chyba tylko dlatego w poniedziałek zaraz po 10 mogłem się piwa napić. :mrgreen:
i.

Ja byłem dzisiaj - to SLOT Art Festival. Zaliczyłem kiedyś, chyba pierwszą "lubiążową" edycję. Czyli 20 lat nazad.

Ale gorąco było...
Nie dla mnie.

zdyboo
07-07-2021, 09:45
Fakt, wczoraj było gorąco.
Już nawet rano jak po bułki do osiedlowego szedłem, to czułem, że wczorajsze słońce będzie grzać.

Z pociągu wysiadłem w Osetnicy, która nie jest najbliższą stacją Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, ale jedyną w okolicy, z której droga nie prowadzi nawet najkrótszym fragmentem DK94. Po około 10 km turlania się przez wioski powiatu legnickiego zacząłem się zagłębiać w las. Już na początku trafiłem na piasek, ale dałem radę po nim jechać, choć mam wrażenie, że tylko dlatego, że nie był całkiem wysuszony. W okolicach wsi Gromadka wjechałem do zasadniczej części PPK od razu do Rezerwatu Torfowisko Borówki. Nawet wbiłem na jeden pomost obserwacyjny, ale jakoś mnie klimaty bagienno-szuwarowe nigdy nie kręciły.
Ruszyłem więc w stronę poradzieckich składów amunicji. Ze składów wiele nie zostało, trochę śladów w ziemi i drogi z betonowych płyt w środku lasu i cztery słupy betonowe po jakiejś bramie zapewne. Być może jakby poszukać w lesie byłoby coś więcej, ale z perspektywy roweru, można minąć i nie mieć świadomości, że się minęło. Obiekty w latach świetności też pewnie specjalnie jawne nie były. Były też dwa budynki z cegieł i wejście do podziemii.
Ze składów ruszyłem tak, aby ominąć Pustynię Kozłowską, bo pomny poprzedniego wyjazdu byłoby prowadzenie roweru. Udało się minąć na tyle szerokim łukiem, że choć trafiłem na piaszczyste drogi, to jednak przejezdne. Poruszałem się głównie drogą pożarową nr 47.
W okolicy szczytu Martwica (165 m n.p.m.) minąłem popasającego w lesie rowerzystę, pozdrowiliśmy się i pojechałem dalej. Dogonił mnie na moim popasie przy przejeździe kolejowym linii Legnica - Żary. Przez kolejne 10 km jechaliśmy razem, trochę narzekając na piasek, trochę gadając o różnych rowerowych tematach. Koleś był z okolic Zielonej Góry i w ramach urlopu zrobił sobie rowerową wyprawę na Dolny Śląsk.
Pokazałem mu pozostałości po osadzie Pogorzele (https://polska-org.pl/3376982,Pogorzele_nie_istnieje.html). Obecnie trzeba wiedzieć gdzie to jest, aby tam trafić. Raczej mało prawdopodobne, że trafi się tam przypadkiem. Na skrzyżowaniu dróg pożarowych 15 i 20 rozjechaliśmy się, on jechał do Przemkowa, ja zacząłem zawracać do Osetnicy.

Drogą pożarową 20 dotarłem do pierwszego z dwóch bunkrów (http://www.poszukiwawcza.pl/index.php/10-glowna/25-wilkocin) poradzieckich. Obejrzałem z zewnątrz, bo raz, że mnie urbexowe klimaty nie ciągną, a dwa z rowerem to jednak słabo. Nieco dalej znajduje się inne wejście do bunkrów. Na zboczu Góry Pasternik.
Po minięciu bunkrów zaczynałem już mieć dosyć tej jazdy po lesie, ale została jeszcze jedna atrakcja wieża widokowa (https://polska-org.pl/518079,Chocianow,Wieza_widokowa_na_Wzgorzu_Frydery ki.html) na wzgórzu Fryderyki. Nie eksplorowałem jednak, nawet nie wszedłem na same wzgórze, bo komary żywcem jadły. Uciekłem stamtąd czym prędzej.
W Nowej Kuźni wyjechałem po 60 km z lasu i poczułem jak bardzo gorąco jest. Co prawda w lesie Garmin czasem pokazywał ponad 30 stopni, ale lekki wiatr, niema stały cień i podłoże znacznie mniej oddające ciepło nie powodowało wrażenia upału. Na asfalcie, na odkrytej przestrzeni było zupełnie inaczej. W Krzywej na chwilę wstąpiłem do sklepu. Na przyjazd pociągu czekałem ok. 1 km od stacji pod wiaduktem A4, bo to jedyne miejsce które dawało stabilny cień i nieco niższą temperaturę. Kupiłem sobie bilet w apce, wypiłem piwo i chwilę odpocząłem.

Ogólnie PPK jest ciekawy i obszarowo akurat pod rower, ale trzeba wiedzieć co się chce zobaczyć i jak chcę się przyjechać. Są szutrowe autostrady, są drogi tonące w piasku. Mnie się wczoraj udało, bo jedyne miejsce gdzie musiałem zsiąść z roweru i go prowadzić to był przejazd przez poprzeczną do mojej jazdy, piaszczystą drogę. I oczywiście jak kogoś nie interesuje jazda po względnie płaskim terenie to będzie się tam nudził. W PPK jest pusto oprócz tego rowerzysty spotkałem tylko jednego leśnika w samochodzie. Inni ludzie zdarzali się w zasadzie tylko w pobliżu miejscowości. Na wielu drogach, klatą, twarzą lub rowerem zrywałem pajęczyny rozciągnięte na całej szerokości drogi.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/5584823192

Fotosy:
53434
Podlegnickie wentylatory.

53435
Lasy brzozowe.

53436
Lasy sosnowe.

53437
Zamaskowane wejścia do bunkrów.

53438
Rzeź Polskich Lasów - mijałem wiele takich polan i na każdej zostawiali 3-4 drzewa.

53439
Znowu brzozy.

53440
Tory na Żary.

53441
Tyle zostało z osady Pogorzele. I jeszcze trochę fundamentów w lesie.

53442
Wejście do bunkrów dowodzenia.

53443
Schody prowadzą dosyć głęboko.

53444
Chyba jedyne drogowskazy jakie spotkałem w lesie, a spory dystans pokonałem szlakami rowerowymi.

53445
Niepełnosprytna autostrada czyli A4.

53446
Sztuka ludowa.

53447
Okulary leżały na ławce w wiacie na stacji. Po jakimś czasie przyszła kobieta i się uciszyła, że nikt nie zabrał, bo wnuczek zostawił.

Wujot
07-07-2021, 10:30
Bardzo ładnie.

Dość dobrze znam PPK. Zdecydowanie lepiej jest startować z linii do Żar (jest zsynchronizowana z pociągami z Wro lub też bezpośrednio), każda stacja, czyli Rokitki, Modła, Wierzbowa, Studzianki i Leszno Górne daje świetne możliwości. Chyba Wierzbowa jest najfajniejsza - masz tam np dobry, bezproblemowy dojazd do Pustyni Kozłowskiej.
Stawy Przemkowskie też są super, szczególnie jak wiesz jak wjechać na teren zbiorników (nie ma zakazu). W Wilkocinie spoko można prowadzić rower przez bunkry (nawet pewnie jechać ale szkła bym się bał)

Pogorzele jest całkiem ciekawe (właśnie doczytałem się, że wieża obserwacyjna pożarowa zachowała się w dobrym stanie - znalazłeś?) ale znacznie ciekawszy jest Nowoszów (też Bory Dolnośląskie). Jeśli nie znasz okolic Węgliniec - Ruszów - Parowa to bardzo polecam. Zdecydowanie mniej piasków i parę ciekawych tematów (szczególnie Kaławsk i kamieniołom Skałki). No i epickie Stawy Parowskie. Wszystko na gravela. Oczywiście płasko (poza Ryglami I)

zdyboo
07-07-2021, 13:00
Na Pustynię Kozłowską to wrócę kiedyś jak będę miał fatbike, żeby wypróbować na ile się nadaje w taki teren. Choć akurat dla mnie fatbike to rower bez sensu w użytkowaniu na co dzień, zatem pewnie szybko się nie zdarzy.
Na Stawach Przemkowskich nie byłem. Poprzednią razą z Damianem przez jakieś stawy musieliśmy prowadzić rowery.
Do wieży w Pogorzelach nie dotarłem, ale też nie szukałem. Wszystko jest dalece bardziej zarośnięte niż te kilka lat temu. Nawet bramę wjazdową ledwo widać.
Bunkry czy to w Wilkocinach czy w inne obecnie są opatrzone tabliczkami, zakaz wstępu, ale na tabliczkach poprzestali i nie są one na obiekcie, a przy drodze w lesie. Nie pamiętam ich sprzed kilku lat.
Studzianki brałem pod uwagę jako stację w razie W. Pociągów tam za dużo nie ma, ale zawsze to jakaś opcja powrotu w razie awarii. Chyba nawet z tego przejazdu co robiłem zdjęcie na torach było widać stację.

Okolice bardziej na północ od Wrocławia nadal czekają na moją wizytę. Zwłaszcza, że koleś z Zielonej Góry polecał też ich okolice, że właśnie piachu nie ma.

Do PPK wrócę być może jesienią, ale wtedy ze specjalnym uwzględnieniem Rezerwatu Cietrzewiowe Wrzosowisko.

Jutro Śnieżnik od czeskiej strony. Zobaczymy na ile moje pozycjonowanie pogody się sprawdzi. Jak na razie w tym roku deszcz dopadł mnie tylko dwa razy, z czego raz na moje wyraźne życzenie, a za drugim razem wręcz na żądanie, bo jechałem za nim i w końcu mnie pokropiło delikatnie.
Tak przy okazji to od piątku, Najjaśniejsza Pomroczna zaostrza zasady wjazdu z terenu Czech. Trzeba być podwójnym agentem, wskrzeszeńcem lub być przetestowanym. Podobno w Czechach delta urosła.

Wujot
07-07-2021, 13:17
Zwłaszcza, że koleś z Zielonej Góry polecał też ich okolice, że właśnie piachu nie ma.

Do PPK wrócę być może jesienią, ale wtedy ze specjalnym uwzględnieniem Rezerwatu Cietrzewiowe Wrzosowisko.

.

1. Teren wzdłuż Bobru (częściowo na mtb) i Nowogród Bobrzański - rewelka. A DAG to już bomba. Też jazda wzdłuż obu Jezior Tarnawskich, Sławskiego, Rudna, Wilcze. Dla tych z wygolonymi ;) to ddr "kolej na rower". Cała Polska tam podobno przyjeżdża. No i niżej łuk Mużakowski (mam nadzieję, że w tym roku się uda - dawno tam nie byłem...)

2. Wrzosowiska - bez szału (czy Przemkowskie czy rezerwat) ale zajrzeć można.

zdyboo
07-07-2021, 13:48
O tej trasie "kolej na rower" wspominał też ten koleś z Zielonej Góry. Mnie też to się chyba obiło o uszy, ale jakoś specjalnie nie interesowałem się tymi rejonami wcześniej. Ostatnio jednak zaczynam objeżdżać trasy już mi dobrze znane, co nie jest wcale takie złe jak nie muszę tego zbyt często robić, ale może warto właśnie poszukać czegoś na północy w okolicy 2 godzin w pociągu z Wrocławia.

Ja na Cietrzewiowych byłem te kilka lat temu i w lecie faktycznie żadna rewelacja. Liczę, że jednak może trafię na czas kwitnięcia wrzosów i może wtedy będzie ładniej. :) Luźna koncepcja na razie. Na pewno przed wyjazdem poszukam zdjęć lokalsów czy w ogóle jest po co jechać.

siemalysy
07-07-2021, 17:38
Tomek, Wiesiek super relacje :)

W tym tygodniu taki gorąc, że nie chce mi się po pracy wychodzić z domu na rower. Byłem w sobotę w Szkalrskiej, ale bez roweru. Jedyny kontakt z rowerem jaki tam miałem to taki, że widziałem tam bardzo dużo zawodników na rowerach, bo tego dnia był tam BM w Szklarskiej Porębie ;)

zdyboo
07-07-2021, 20:05
Dzięki Michał.
Jeżdżę na zapas, bo w sobotę aktualizacja czipa i weekend może być wyjęty. ;)

stock
08-07-2021, 13:19
orientuje się ktoś z Was czy można dokupić sam uchwyt do mocowania torby podsiodłowej Ortlieb saddle bag two. Wygodniej byłoby mi przerzucać sama torbę między rowerami niż odkręcać i montować ten cały plastikowy bałagan co chwila :D
53503

siemalysy
08-07-2021, 20:30
orientuje się ktoś z Was czy można dokupić sam uchwyt do mocowania torby podsiodłowej Ortlieb saddle bag two. Wygodniej byłoby mi przerzucać sama torbę między rowerami niż odkręcać i montować ten cały plastikowy bałagan co chwila :D
...

Wydaję mi się, że potrzebujesz takiego uchwytu. (https://www.domenasportowa.pl/product-pol-273484-Zestaw-montazowy-do-torebek-podsiodlowych-Ortlieb-Saddle-Bag.html?utm_source=iai_ads&utm_medium=google_shopping&curr=PLN)


Dzięki Michał.
Jeżdżę na zapas, bo w sobotę aktualizacja czipa i weekend może być wyjęty. ;)

Życzę łagodnego przejścia aktualizacji czipa i oprogramowania ;)

zdyboo
08-07-2021, 20:31
Orientuje się.

https://www.bike-components.de/en/Ortlieb/Mounting-Kit-for-Saddle-Bag-MudRacer-Micro-p11836/

Nie mam pojęcia czy to w Polsce dostaniesz, ale pewnie tak, tylko trzeba poszukać. Może na Amazonie może na RPA.

stock
08-07-2021, 21:13
kurna, faktycznie. Zdaje się, że coś musiałem źle wpisywać i chyba uznałem, że to jakiś święty graal. Ale widać, że powszechnie dostępne. Dzięki Panowie - znacznie to ułatwi korzystanie z torbiszcza :)

zdyboo
08-07-2021, 21:30
Akurat Ortlieb ma opór części zamiennych i innych pizdryków do swoich produktów. Kwestia dostępności. W rzeszy pewnie w większości rowerowych u nas różnie.

zdyboo
09-07-2021, 09:10
Pierwszy wyjazd grupowy od nie pamiętam kiedy.
Pojechałem z dwoma, dawno niewidzianymi kolegami polatać na gruzach po czeskiej stornie Śnieżnika.
Wyjechaliśmy z Wrocławia ok. 7.30 tym razem samochodem. Tuż przed Kłodzkiem zaczęło padać, ale tuż za Kłodzkiem przestało i nawet słońce zaczęło się przebijać przez chmury. W Międzylesiu byliśmy około 9.30. Już nawet przysychało. Rowery z dachu, bidony, torebki, lampki, pompki i w drogę.

Najpierw asfaltowy podjazd do Jodłowa. Kilka ścianek w miejscowości, niby dobrze mi znane, ale we mgle zmienia się odbiór. Jeżeli nie widać gdzie kończy lub wypłaszcza się podjazd, jedzie się nieco gorzej. Na przełęczy zostawiamy asfalt i zagłębiamy się las. Po krótkiej wspinaczce wyjeżdżamy z mgły i przekraczamy granicę. W Czechach szybko zaczyna się asfalt i dość stromy zjazd serpentynami do Horni Moravy. Zaczynamy kolejny podjazd pod szczyt Slamnik, na którego zboczu znajduje się wieża widokowa "Ścieżka w Obłokach". Mimo znacznej wysokości słońce zaczyna przygrzewać. Ostatnia faza podjazdu pod kompleks wieży to dla mnie i jednego z kolegów wypych. Drugi kolega podjechał całość, ale z przystankiem, bo na jednej rynnie uślizgnęła mu się tylna opona, a potem miał duży problem, żeby ruszyć pod górę.
Po takim wysiłku piwo smakuje wybornie.
Zaczyna się najciekawszy etap wyjazdu trawers po zboczach Parku Krajobrazowego Śnieżnika. Trochę pod górę, ale jednak w dół, a potem już zdecydowane zjazdy do Horni Moravy. Tam uzupełnienie zapasów wody i przez Velką Moravę i Horni Lipkę dojeżdżamy do Kralików, gdzie wciągamy obiad.
Omijając dosyć ruchliwą czeską drogę krajową docieramy przez Lichkov do Mladkova, żeby zacząć przedostatni podjazd tego wyjazdu. Docieramy do przejścia granicznego w Kamieńczyku i tam po krótkiej naradzie rezygnujemy z jazdy do Niemojowa i ostatniego podjazdu i decydujemy się na zjazd do Międzylesia. Późna godzina, oraz dosyć wyraźna zmiana pogody jednak nie zachęca do kolejnej godziny jazdy. Minusem skrótu jest dwukilometrowy odcinek jazdy po DK33. Na szczęście ruch był znikomy i bezpiecznie dotarliśmy do Międzylesia.

Wyjazdy grupowe, o czym rozmawialiśmy, zabierają więcej czasu. Optymistycznie liczyłem na 6-7 godzin. Wyszło 7 i pół po skróceniu trasy o prawie 20 km. Jeden z kolegów zerwał linkę od tylnej przerzutki, ale fuksiarsko dzień wcześniej, spakował zapas i po małych trudnościach technicznych udało się ją wymienić. W klamkomanetkach niższych grup szosowych Shimano do wymiany linki trzeba zdjąć taką zaślepkę, którą mocuje śruba z łbem pod wkrętak krzyżakowy. Tylko w mniejszym rozmiarze niż popularny PH2. Udało się nieco odkręcić płaskim wkrętakiem, a potem poszło krzyżakowym.
Swoją drogą w którymś zestawie narzędzi podróżnych w ogóle nie mam wkrętaka krzyżakowego, co początkowo wzbudziło moje zdumienie, ale po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że nie mam też w rowerze śruby z łbem pod taki wkrętak.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/5596140886

Fotosy: mało, bo mało zrobiłem w ogóle.

53511
Druga strona kotliny jeszcze tonie w chmurach, ale zanim tam dojedziemy przestanie.

53512
Próba odkręcenia śruby trzymającej zaślepkę.

53513
Śnieżnicki Park Krajobrazowy.

53514
Nadal park.

53515
Ciągle park.

53516
Nad Velką Moravą.

53517
W drodze do Horni Lipky.

53518
Kraliky

53519
W drodze do Lichkova. Dwa lata temu to była jeszcze zwykła polna i nieutwardzona droga.

53520
Międzylesie.

Umbra
09-07-2021, 11:25
Pas od Wahoo do reklamacji. Chyba, że to po prostu jest taki chłam.

53521

moshica
09-07-2021, 11:30
Umbra ćwicz formę, bo po to szosę kupiłeś, nie ma taryfy ulgowej. Ma być pot, ból i czasami łzy?

matomi
09-07-2021, 11:49
Pas od Wahoo do reklamacji. Chyba, że to po prostu jest taki chłam.

53521Jak wygląda Twój pas od spodu? Tak jak ten po lewej, czy tak jak ten po prawej? Masz tickr1 czy tickr2?
53522

Umbra
09-07-2021, 12:23
Ten po lewo.

matomi
09-07-2021, 12:34
To taki mi właśnie zwariował. Mam teorię, że jest wadliwy i firma się z niego wycofała, bo w tickr 1 miałem właśnie taki jak po prawej, potem w drugim, już tickr2 ten z lewej, a teraz trzecia sztuka z tickr2 znowu taki jak po prawej.
Objawy były takie, że ten gładki zaniżał mi wskazania tętna. Do tego stopnia, że pokazywało najniższe 38 a przy wysiłku takim, że czułem że mam już około 160bpm pokazywało 115. Miał ledwie ze 2-3 miesiące od nowości.

Umbra
09-07-2021, 12:51
Ja mam wrażenie, że w spoczynku zawyża i to sporo (30-40 uderzeń), a podczas jazdy to różnie. Raz działa chyba ok, a raz zaniża.

zdyboo
09-07-2021, 14:16
To reklamuj. Ja ostatnio reklamuję lampki.
Knog Plug tylna, od początku koszmarnie się włączała, trzeba było trafić, bo tak jakby włącznik nie wypadał dokładnie na środku miejsca zaznaczonego na obudowie. Nie miałem jednak porównania, zatem uznałem, że ten typ tak ma. Po kilku miesiącach zaczęła się sama włączać i wyłączać. Opisałem, odesłałem do sklepu. Uznali, właśnie jedzie do mnie nowy egzemplarz.
Knog Plus przednia, kilka dni temu cztery diody najbliższe złączu USB zaczęły się świecić non stop. Słabo, bo słabo, ale świecić. W słońcu nie widać, a w cieniu już tak. Przestają świecić tylko jak lampkę ładuję. Poza tym lampka działa normalnie, ładuje się, działają wszystkie tryby pracy. Opisałem, kazali odesłać i zapowiedzieli, że wymienią na nową w ramach gwarancji. Już zapodałem do paczkomatu, żeby kurier zawiózł do sklepu.

Umbra
09-07-2021, 15:23
Knoga wymieniałem dzwonek. Tylną lampkę chyba też muszę reklamować, bo świeci dużo krócej od przedniej.

zdyboo
10-07-2021, 11:20
Ja już widelca przedniego nie zareklamuję. Od jakiegoś czasu jeździe crossem towarzyszyły trzaski i stuki. Początkowo myślałem, że to jak zwykle między sztycę i ramę syfu naszło, ale po jakimś czasie wyszło, że stuka nawet jak nie siedzę na siodle. Co więcej stukało jak zacisnąłem przedni hamulec i bujałem rowerem w tył i przód. Rozebrałem stery, wyczyściłem wszystko i złożyłem do kupy, nic się nie zmieniło. Z niemałym trudem kupiłem nowy widelec, bo sztywny, do kół 28, rura sterowa prosta i zwykłe haki QR9 no i mocowanie do zacisku tarczówki.
Wymieniłem i jest cisza. Poprzedni widelec dokładnie obejrzałem i niczego nie znalazłem, ale jak się podłoży coś w okolicach korony i naciśnie jednocześnie na golenie i rurę sterową to słychać trzaski.
Sprawdziłem w historii zakupów i kupiłem go w maju 2019 r. Całe szczęście nie był drogi zatem bez żalu go umieszczę w kontenerze z amelinium.

sokolnik
11-07-2021, 21:23
To na 99,99% mój pierwszy post w tym wątku ha
Jakby mi ktoś powiedział tydzień temu że bede przepraszać swój 22 letni rower z komunii św. to bym sie zaśmiał :)
Samochód sie zepsuł to i rower wyciągnąłem z piwnicy.
Cały zakurzony, 2 flaki, znalazłem pompkę i przednie koło napompowałem bez problemów, tylne koło ledwo do połowy ale nie dało się jechać ha piechota z rowerem na myjke, umyty, ale nie mieli tam, kompresora to dalej piechotą, w końcu znalazłem pompkę :) dopompowałem oba koła, i zaczęła sie jazda ha podjechałem do garażu i smarem motocyklowym nasmarowałem łańcuch i zębatki popsikałem troche tez ha
Ale jestem dumny z siebie haha
Na tym rowerze jeździło sie nad jeziorka popływać, oj woził mnie ten rower kiedyś :) i nadal jeździ he
Ciekawe jak długo powietrze będzie w kołach he53601

Ligo
11-07-2021, 22:28
Ciekawe jak długo powietrze będzie w kołach
Akurat na to odpowiedź jest prosta - będzie tak długo, dopóki nie zejdzie.

A tak w ogóle, to nowe dętki sobie spraw, bo stare pewnie "ciekną".

sokolnik
11-07-2021, 22:59
Akurat na to odpowiedź jest prosta - będzie tak długo, dopóki nie zejdzie.

A tak w ogóle, to nowe dętki sobie spraw, bo stare pewnie "ciekną".Detki jak dętki, pomyśl o oponach na szczęście to rower co najwyżej do garażu by na moto pojeździć, ewentualnie nie za szybko popedałować dla poprawienia formy. Kupiłbym sobie jakiś rower, ale one sa mega drogie.
Ten rower w chyba kupiony 1997 lub 1988 za cos kolo 700 zł.
Teraz rower to będzie jakieś 2 000 zł :)

stock
12-07-2021, 09:34
Teraz rower to będzie jakieś 2 000 zł :)

hehe z rowerami jak ze wszystkim - sa za 500, za 2000 i za 30000 :D
Jeździć pozostaje i tyle :)

siona
12-07-2021, 17:40
w tym tygodniu pierwszy raz od wieków zrobiłem górskie interwały... góra co prawda umowna... za to góral przedni

wydygany byłem jak dawno nie ale endorfin mi narobiło jak na wojnę!

ZiB
ma ktoś może GPXa całej pętli zajęcznika w świeradowie zdroju?

siemalysy
12-07-2021, 18:02
Zajęcznik (https://drive.google.com/file/d/11EsyZskFxoMaz7z_p-SP7w6-KZzPA5v2/view?usp=sharing) z Trailforks.

Nie wiem czy dokładnie to miałeś na myśli.

siona
12-07-2021, 18:14
dzięki wielkie!
jak ja tego nie znalazłem? pobrałem jedynkę i chciałem pobrać dwójkę ale mi strona zastrajkowała...

będziemy mam nadzieję się bawić!

siemalysy
12-07-2021, 18:18
Połączyłem jedynkę z dwójką i pobrałem Tobie gpx-a ;)

Dobrej zabawy :)

siona
12-07-2021, 18:29
dzięki!
ta strona obsługuje edycję ścieżek?

siemalysy
12-07-2021, 18:46
Pozwala planować trasy, łączyć zapisane już ścieżki, trsy, single. I na koniec możesz zapisać albo pobrać plik. Rzadko z niej korzystam, ale zdarza się, że czasami przejrzę co oferuje okolica, w którą jadę.

siemalysy
13-07-2021, 22:05
Pierwszy wyjazd grupowy od nie pamiętam kiedy.

...

Bo w grupie siła :)
Relacja jak zawsze top. Kibice piłki mawiają: "Zibi TOP ;)

W lutym kupiłem siodełko. Wybór padł na WTB Rocket. Miałem, a nawet mam ten model z poprzednich lat w Authorze i jakoś do mojego dupska pasuje. Ku mojemu zdziwieniu po kilku miesiącach zaczęło się bardzo szybko zużywać. Szwy na boku się wycierały i w końcu przetarły. Najpierw z jednej, później z drugiej strony. W górnej części siodełka skóra perforowana pękła pomiędzy perforacjami. Siodełko wygląda okropnie, a ma zaledwie 5 miesięcy.
Uznałem na początku, że ja jestem głównym winowajcą takiego stanu rzeczy i nadchodzi czas kiedy będę musiał rozejrzeć się za nowym siodłem. Jednak nie dało mi to spokoju i postanowiłem napisać do Supportu WTB na Europę, który jest w Czechach. Opisałem problem, załączyłem zdjęcia wszystkich uszkodzeń. Dostałem informację, że musiałem trafić na wadliwy egzemplarz. Poproszono też o dowód zakupu. Paragon oczywiście poszedł do kosza w dniu otwarcia paczki z siodełkiem. Wysłałem więc zapisane w pdf potwierdzenie transakcji zakupu na aledrogo.pl i potwierdzenie przelewu dla tej transakcji. Dziś dostałem informację, że wyślą mi nowe siodełko :)

zdyboo
13-07-2021, 22:22
Super.
Ja tylną lampkę wczoraj wyjąłem z paczkomatu, przedniej spodziewam się jutro.

Centrum Rowerowe, gdzie kupiłem tylną lampkę coś tam świrowało z rzeczoznawcą, ale uznali. Dwa, może trzy dni czekałem na decyzję. Natomiast Bike RS, gdzie kupowałem przednią jako komplet P+T, kazali wysłać sobie tylko przednią, nawet bez mocowania i jeszcze w ten sam dzień dostałem decyzję o wymianie, jedyne co to 14 zeta zapłaciłem za kuriera. Centrum ma jakąś umowę z InPostem i zwrot był na ich koszt.

Znaczy powoli coś i w Polsce w obsłudze posprzedażowej się poprawia.

siemalysy
13-07-2021, 22:45
Niektóre firmy już od pewnego czasu stosują w PL standardy europejskie :-) Wiosną padła mi bateria w zegarku Garmina. Napisałem do nich opisując problem. Odpowiedzieli z prośbą o sprawdzenie kilku rzeczy. W e-mailu załączona była instrukcja co i jak wykonać. Po wykonaniu przeze mnie tych testów wynikało, że wszystko jest w porządku. Jednak w rzeczywistości bateria rozładowywała się trzykrotnie szybciej niż wcześniej. Zauważyłem, że podczas ładowania bateria się grzeje. W między czasie wymieniłem kilka e-maili z pomocą techniczną i ostatecznie poprosili o wysłanie do nich zegarka. Wszystko na ich koszt. Po niecałych dwóch tygodniach dostałem nowy zegarek.

Tomek, jak dobrze pamiętam to chyba wspominałeś tu w wątku o swoich pozytywnych "przygodach" z wymianą u Garmina.

zdyboo
14-07-2021, 08:01
Tak, Garmin, póki na gwarancji wymienia bez problemu i bez problemu uznaje, że gwarancja zaczyna się od nowa po wymianie. Tyle, że Garmin w Polsce to część Garmina amerykańskiego, nawet jeżeli tylko udzielili im nazwy. Dbają o to, aby standardy były takie same.
Mnie bardziej chodzi o to, że coraz więcej jest polskich firm, które nie robią problemów przy reklamacji towaru. Choć to pewnie też bardzo zależy od tego jakie podejście ma producent, a z tego co słyszałem Knog ma podejście bezproblemowe.

Mnie w Garminie zaczyna padać aku. Jak jadę na mapie, to wystarcza na ok. 150 km. Po trasie 145 km, zostało mi tylko kilka procent energii, a i to pewnie dlatego, że końcówka była po znanej trasie i przełączyłem się z mapy na ekran danych. Zresztą czasem dziwnie pokazuje. W poniedziałek zacząłem z nabitym pod korek aku i po dwóch godzinach pokazał, że zostało 87%. Wczoraj też dwie godziny, ale zostało już tylko 67%. Tak czy inaczej pewnie w okolicach czarnego piątku będę się rozglądał za nowym. Ceny Edge 1030 powinny być już względnie normalne, chyba. ;)

siona
14-07-2021, 09:25
na ostatnich softach też zauważam jakiś dziwny drenaż baterii. z tego wszystkiego wrzuciłem betę ale jakiejś diametralnej zmiany nie widzę.

Wujot
14-07-2021, 09:34
na ostatnich softach też zauważam jakiś dziwny drenaż baterii. z tego wszystkiego wrzuciłem betę ale jakiejś diametralnej zmiany nie widzę.

Czy w tych Garminach jest prowadzenie głosowe? I czy z tym jeździliście?

siona
14-07-2021, 09:47
nie wiem - nie używam
jeżdżę w zegarku i wibracje mi wystarczają.

zdyboo
14-07-2021, 09:50
siona
U mnie to już raczej ze starości, odbiornik (Edge 1000) ma niby dwa lata, ale dostałem go jako refurbished po tym jak zalałem poprzedni w Rudawach Janowickich. Ja dosyć intensywnie korzystam, a nie zawsze mogę sobie pozwolić na całkowite lub prawie rozładowanie aku i doładowuję w razie konieczności. Marketing może sobie twierdzić, że aku jelitowo-łonowe nie mają efektu pamięci, ale takie doładowywanie jak jest rozładowany do połowy czy dwóch trzecich na pewno nie pomaga.
Wujot
Jest prowadzenie dźwiękowe. Garmin dźwiękiem sygnalizuje potrzebę skrętu (akurat nie korzystam), zjechanie ze śladu, pauzę nagrywania śladu czy wznowienie tegoż. Nie ma jednak typowych dla nawigacji samochodowych komunikatów głosowych.
Ja jeżdżę z Garminem na wszystkich swoich rowerach. Na szosie jest OK, poza nią też w sumie, ale czasem gubi się na gęstych serpentynach ST. Choć to może też wynikać z niedokładności mapy na której wyrysowałem ślad. Mój też potrafi spauzować nagrywanie, gdy jadę w naprawdę gęstym lesie, zwłaszcza z niewielką prędkością np. na podjazdach.

Rozmawiałem ostatnio z kolegą, który ma Edge 830 i wygląda, że trochę poprawili błędy poprzedniej serii. Baterię ma mocną, ale też i ekran mniejszy, a w gęstym lesie tylko wariuje wskazanie prędkości, ale nie wstrzymuje rejestracji śladu.

Wujot
14-07-2021, 10:05
nie wiem - nie używam
jeżdżę w zegarku i wibracje mi wystarczają.

Od dawna myślę aby mieć zegarek z możliwością prowadzenia po wgranym śladzie, najlepiej głosowo. Wtedy telefon byłby backupem. Pamiętam, że jak się temu kiedyś przyglądałem to kosztowało sporo kasy więc uznałem, ze to co mam świetnie się sprawdza i po co wydawać niepotrzebnie pieniądze.

Jednak opcja zapasowa to jest ważna sprawa jak się jeździ samemu. Ostatnio niewiele brakowało a ugrzązłbym w środku burzy w porąbanym terenie bo telefon był na oparach i w dodatku zmókł (a mam tylko chlapoodporny i nie wziąłem wodoszczelnego pokrowca).

Jak ktoś ma pomysł na możliwie mały i niekoniecznie najdroższy model całkowicie wodoszczelny zapisujący ślad, prowadzący po wgranej ścieżce i z prowadzeniem przez słuchawki sportowe to niech podrzuci model!
I żeby wytrzymywał co najmniej 12 godz.

siona
14-07-2021, 10:06
aku li-ion lubią pracować w zakresie 30-80% i doładowywanie ich w tym przedziale poprawia znacząco żywotność. bardzo nie lubią zarówno pełnego rozładowania jak i (jeszcze bardziej) pełnego ładowania. dlatego często dostawcy urządzeń udostępniają opcję ładowania do 90%. swoją drogą te w urządzeniach gps to baterie li-poli a nie li-ion.

crusiek
14-07-2021, 10:36
6x pro raczej sterowania głosem nie ma, przynajmniej nie znalazłem niczego takiego.
Nawigacji jeszcze nie sprawdzałem, od niedawna mam, póki co tylko trochę nurkowanie i jazdę na rowerze
Natomiast świetnie i dość dokładnie mi zapisuje aktywności, dzisiaj rano akurat podpiąłem się pod garmin explore, żeby sprawdzić jak się ma sprawa nawigowania, alertów i monitów.
Pewnie siemalysy ma już przetestowane w swoim :)

Ogólnie w aktywności podstawowe alerty i monity lecą mi przez telefon do słuchawek, bo z nim mam sparowane słuchawki, ale można oczywiście również sparować je z zegarkiem, jak kto woli/lubi.
No i odkąd jest zegarek, to w telefonie w zasadzie nie odpalam żadnej innej aplikacji tego typu, wystarcza mi w zupełności. Po zakończeniu aktywności synchronizuje mi się automatem ze stravą i w zasadzie nic więcej nie muszę z tym robić.
Aktualnie więc to telefon, któego zawsze używałem stał się ewentualną opcją zapasową :)

zdyboo
14-07-2021, 10:52
Wiesiek, tak to chyba w Erze tylko. :)
Jak odpuścisz te komunikaty głosowe, zwłaszcza przez słuchawki, to mogę ci polecić Garmin Edge 830. Mam też Edge 520+, który ma jeszcze mniejszy ekran, ale jak kiedyś przez tydzień próbowałem go używać jak Edge 1000 to było bardzo ciężko. MZ jak seria Edge to tylko z ekranem dotykowym.
O ile w Garminach turystycznych sterowanie za pomocą przycisków jest bardzo ergonomiczne, tak w serii Edge jest kompletnie do dupy.

Maciek, Garmin do serii Edge nadal daje li-ion, może w zegarkach są li-po, ale ponieważ ja w ogóle nie lubię zegarków to nawet nie patrzę w ich stronę.
Z tymi procentami to też mam własne obserwacje, które nijak się mają do obiegowej opinii o 70% naładowania. Próbowałem tak robić i w żaden sposób to nie wydłużało żywotności aku. Nie chcę tu udowadniać najmojszej racji, ale obecnie mam kilkanaście, a nawet może ponad 20 urządzeń zasilanych aku z litem i jak dla mnie te 70% to jest jakiś mit lub dotyczył wczesnej wersji ogniw.
Co kilka miesięcy mam dzień ładowania aku do moich Nexów. Zdjęć i tak nimi nie robię, ale pamiętam, żeby co jakiś czas naładować aku. Mam trzy lub cztery sztuki oryginalnych i drugie tyle zamienników. Oryginalne rozładowują się do zera, aparat nawet nie ruszy na nich, a ładowarka na początku świeci tylko diodą ładowania, diody stanu są wygaszone. W nieoryginalnych zawsze coś jest jeszcze energii, aparat się odpala, a ładowarka często świeci aż dwoma diodami stanu naładowania. Nie mam pojęcia czemu upływność aku oryginalnych jest tak duża. Co ciekawe jak mam oba aku na 100% to na oryginalnych robię więcej zdjęć. Czasem znacznie więcej.
Pomijam już to, że w sezonie marzec-listopad Edge jest używany niemal codziennie, zatem ładuję go jak jest taka potrzeba. Nawet jak ma np. 80%, ale wiem, że następnego dnia jadę na kilka godzin, to wolę to robić z aku nabitym pod korek. Niby mogę doładować w trakcie jazdy i czasem z tego korzystam, ale nie zawsze jest to możliwe. Jak się trafi deszcz, to takie ładowanie zwykle kończy się zgonem Garmina i/lub powerbanku. Może w Edge 1030 to poprawili, bo jest dostępny dedykowany powerbank, zasilający odbiornik przez specjalne piny w obudowie, a nie przez gniazdo USB. Choć ten powerbank ma też specjalną ceną i wymaga oryginalnego uchwytu do Edge i jeszcze dokupienia adaptera. Choć uchwyt i adapter mam, bo czasem lampkę mocuję pod nawigacją.

Wujot
14-07-2021, 13:06
Wiesiek, tak to chyba w Erze tylko. :)
Jak odpuścisz te komunikaty głosowe, zwłaszcza przez słuchawki, to mogę ci polecić Garmin Edge 830. Mam też Edge 520+, który ma jeszcze mniejszy ekran, ale jak kiedyś przez tydzień próbowałem go używać jak Edge 1000 to było bardzo ciężko. MZ jak seria Edge to tylko z ekranem dotykowym.
O ile w Garminach turystycznych sterowanie za pomocą przycisków jest bardzo ergonomiczne, tak w serii Edge jest kompletnie do dupy.


W sumie to mogę odwrócić zagadnienie i to zegarek traktować jako backup. Wtedy rzeczywiście ekran ze strzałką czy tam pokazywaniem odstępstwa od śladu byłby OK. Takie rozwiązanie jak napisałeś (Garmin Edge) o tyle mi nie pasuje, że chciałbym mieć to też pod kątem freeride/skiturów, oczywiście w roli backup. Tylko strasznie ciężko jest tu coś znaleźć. Zdecydowanie najbardziej podobają mi się zegarki Suunto ale najtańszy Suunto 9 to 1300 zł, Garmin Fenix 6 albo Polar Vantage v2 jeszcze więcej. A ponieważ chodzi mi tylko o prosty backup to nie muszę mieć jakiś top produktów.

Czyli znów wróciłem do punktu wyjścia...

zdyboo
14-07-2021, 13:18
Czyli znów wróciłem do punktu wyjścia...

Zwykle jest tak, że jak człowiek sobie wypracuje, nierzadko przez lata, jakieś rozwiązanie, które mu pasuje i ma je opanowane, to ciężko się przesiąść na coś innego.
Ja jako backup traktuję telefon z mapy.cz, ściągniętymi do pamięci mapami i zapisanymi śladami.

Dla mnie zegarek w bardzo ograniczonym stopniu nadawałby się do jechania po śladzie. Bardzo mały ekran skutecznie by to utrudniał. Choć nie przeczę ze względu na to, że jest to zegarek, jest bardzo uniwersalnym narzędziem. Pobiegasz, pojeździsz na rowerze czy nartach, ogarniesz trekking w górach czy popływasz i wiele więcej. No i jak jesteś nauczony nosić zegarek to masz go zwykle ze sobą. Seria Garmin Edge jest dedykowana do roweru i słabo sprawdza się poza nim.

Wujot
14-07-2021, 13:56
Czyli znów wróciłem do punktu wyjścia...

Uparłem się i przeglądnąłem dostępne opcje i chyba jest zegarek, który dokładnie ma to co napisałem. I w cenie 400+ zł. To TomTom Golfer GPS

53681

Nawiguje po trasie, wodoszczelny. Ale jest też drugie dno o zegarkach firmy Tom Tom.

chyba znów poczekam :)

moshica
14-07-2021, 14:07
Wiesiek, ja tak samo podchodziłem do tematu jak Ty i jestem w tym samym miejscu co byłem.
Obydwoje z tego co pamietam używamy Locusa Pro, przejscie na coś innego z racji przyzwyczajeń jak Tomek pisze, jest czasami nierealne.
Ja mam na to sposób, nawet na 12h jazdy ;-) Na stałe podpiety silny powerbank i po sprawie.
Póki co nie znalazłem tez lepszego rozwiązania ;-)
A na deszcz, ścisle dopasowany woreczek strunowy na kierownicy załatwia sprawę.

Wujot
14-07-2021, 14:44
Wiesiek, ja tak samo podchodziłem do tematu jak Ty i jestem w tym samym miejscu co byłem.
Obydwoje z tego co pamietam używamy Locusa Pro, przejscie na coś innego z racji przyzwyczajeń jak Tomek pisze, jest czasami nierealne.
Ja mam na to sposób, nawet na 12h jazdy ;-) Na stałe podpiety silny powerbank i po sprawie.
Póki co nie znalazłem tez lepszego rozwiązania ;-)
A na deszcz, ścisle dopasowany woreczek strunowy na kierownicy załatwia sprawę.

Dokładnie. Nie chodzi tutaj o kwestie smarfonowe bo to też mam podobnie rozwiązane. O tyle tylko inaczej, że mam telefon na szelkach plecaka (na rzepa) co by bardzo szybko go wyciągąć i schować. Robię średnio 500 fot/dzień. Powerbank mam kompatybilny z oświetleniem czyli jakby co to żongluję ogniwami 18650, których mam zresztą w domu bez liku. Locus z nawigacją głosową bardzo nieźle daje radę. Nie mam więc jakoś żadnych motywacji aby przechodzić na liczniki rowerowe czy smartwatcha. To co mam spełnia wszystkie oczekiwania. A nawet jest, dla mnie, lepsze od tego co widzę u innych. A zresztą smartfona muszę przecież zawsze mieć. Ale w tym jest właśnie pułapka. Bo nagle wszystko "wisi" na jednym urządzeniu.

Chciałem mieć tylko drugie, "awaryjne", rozwiązanie. Ale w cenach tych zegarków to mogę kupić 2-go smartfona i mieć go wyłączonego w plecaku i jak coś to uruchomić.

Wychodzę z założenia, że jednak zawsze "coś" się może zdarzyć. Mogę upuścić telefon w przepaść albo do wody. Może zaliczyć on też po prostu zgon. A ponieważ bywa, że jestem w górach sam, teraz załóżmy, że nachodzi mgła, a mój telefon padł, w wyniku uderzenia. Powiedzmy, że jest to w zimie i 10 km od schroniska lub schronu. Powiedzmy, że z jakiegoś powodu jestem sam (bo oczywiście w niebezpiecznym terenie rzadko kiedy jestem sam). Ale nawet u nas, na rowerze, można być w trudnym terenie, temperatura może być 0 stopni, ograniczona widoczność, do tego jakaś nawałnica. Jazdy w lecie to nie dotyczy i tutaj raczej luz (choć owady potrafią dać wycisk).

Był czas, że używałem dodatkowego smartfona na kierownicy z podpiętym powerbankiem i włączone wszystko na maksa. Ale po roku, dwóch takiego używania mój 8-letni Samsung się wykończył. Może to jest najlepsza opcja po prostu dwa telefony. Oczywiście bez sensu na kierownicy jak jest nawigacja głosowa.

Jeżdżę po górach (głównie w zimie) od kilkunastu lat i pokory nigdy za mało.

zdyboo
14-07-2021, 15:18
Ja do momentu, aż nie zalałem dwa lata temu Edge 1000, myślałem, że to niemożliwe. Już wtedy miałem kilkanaście lat doświadczenia z Garminami i o ile zdarzało im się zawieszać czy kończyły się baterie, tak nigdy nie miałem problemów z zalaniem. W końcu deszcz nie powinien być wyzwaniem dla urządzeń ze stopniem ochrony IPX7. Fakt, że walczył długo i nie poddał się od razu, ale ostatecznie zostałem z martwą nawigacją, telefonem bez zasięgu i kolejnym deszczem na horyzoncie. Od tego czasu zawsze mam kopię śladu wgraną na mapy.cz.
Dramatu nie było, ale sporo się nakręciłem po okolicy zanim trafiłem, gdzie miałem trafić.

Garmin chyba jednak zauważył problem z zalewaniem, bo najnowszej serii Edge i w poprzedniej w modelach z plusem, nie ma już możliwości rozszerzenia pamięci kartą SD, choć nie żałują pamięci wbudowanej. U mnie najpierw zniknął z ekranu podkład mapowy, zatem zakładam, że woda dostała się przez gniazdo karty.

Wujot
14-07-2021, 16:30
Dzisiaj będzie taki temacik z niedz/pon.

53692

Plan obejmował tutaj: "inwentaryzację" szlaku ER-6 (Magistrala Bobru) od Lubawki do JG, niebieskiego wokół Kowar, zielonego wokół Karpacza, żółtego z JG Zabobrza. Oprócz tego całkiem sporo było rowerowej obwodnicy JG (zielona). Sporą część z tego znałem fragmentami i prawdę powiedziawszy wiedziałem, że będzie co najmniej nieźle.

GW Train z Sędzisławia jest atrakcją samą w sobie. To podróż w czasie. Kocham ten pojazd.

53693

53694

Szlak wzdłuż Bobru to rewelacja, parę fotek z obu dni.

53695

Tomek znasz to???

53696

53697

53698

53699

53700

Niebieski wokół Kowar (który znałem w 3/4) ta fota jest trochę obok ale TAKI świerk.

53701

To z tej leśnej części na Czarnym Grzbiecie co jej nie znałem

53702

53703

53704

53705

Teraz niespodzianka wyjazdu. Pętla nazywa się "Karpacz przyjazny rowerom". Jakiej trasy byście się spodziewali??? Pomyślałem sobie, że to będzie spokojne mtb, jak te wokół Kowar. Otóż to było mocne XC, oznakowane skąpo w mieście ale w terenie... Kto by się tam takimi pierdołami zajmował! A ponieważ jeden z fragmentów biegł po terenach działalności ZUL-ów to słowo honoru, zatrzymywałem się i nie widziałem ścieżki. Ten najbardziej smakowity odcinek jechałem w burzy z duszą na ramieniu bo stromo, gałęzie sterczące w poprzek, więc każdy większy uślizg mógł się skończyć demolką koła czy wózka. Zdjęcia nawet w 10% nie pokazuję niestety tej zabawy. Fotograf dupa...

53706

53707

53708

53709

a to na wyjeździe. Słowo honoru ucieszyłem się. Aby dla Was ;) zrobić fotę to trochę z duszą na ramieniu przeszedłem po tych gnących się deskach. Karpacz przyjazny rowerom. Dobre!

53710

Na koniec była żółta pętla z JG. Ciekawy pomysł bo ogólnie po asfaltach z super widokami. Gravelowe miodzio. Ale też jakiś bród, jazda po rozrytym polu i długi, stromy, gruntowy podjazd z szaleńczym zjazdem w piargu dla kontrastu. Mnie się podobało.

53711

53712

53713

53714

53715

Zdołałem też zajrzeć w pierwszym dniu do Budnik (podjechałem na Ponurą Kaskadę a potem jest fajna ścieżka do mostka). Temat jest podwójnie albo potrójnie epicki. Raz, że polskie Anchorage (113 dni bez słońca), dwa, że miasteczko które znikło i praktycznie bez śladu. Trzecie to jest sztolnia 21 - 650 m dobrze zachowanych sztolni. Aby zwiedzić wystarczy tylko pokonać zacisk i pobrodzić w wodzie po pas przez pierwsze 100m. Aż taki zaciekły nie byłem.

53716

W statystykach wyszło 180 km i prawie 4000 m w górę. W dół ciut więcej.

Pozdro
Wiesiek

Czy już napisałem, że edytor Nikoniarzy to jest fajans nieprzeciętny? Napisanie tekstu z większą ilością fot jest dla porąbanych maniaków.

siemalysy
14-07-2021, 17:08
Dzisiaj będzie taki temacik z niedz/pon.

...

Tomek znasz to???

...

Pozdro
Wiesiek

Nie jestem Tomek, ale wiem gdzie to ;) Pytanie brzmiało trochę inaczej, ale cieszę się, że wiem, że to w Miedziance :) Dwa razy przejeżdżałem obok. Na przeciw tego wysokiego domu, mini bloku znajdują się pozostałości cmentarza ewangelickiego.

Ps. Relacja i zdjęcia na wysokim poziomie :)


Czy już napisałem, że edytor Nikoniarzy to jest fajans nieprzeciętny? Napisanie tekstu z większą ilością fot jest dla porąbanych maniaków.

Wspominałeś i jak sądzę nie jesteś osamotniony w tej opinii ;)

- - - - kolejny post - - - - - -

Do nawigowania na rowerze używam Edge 810 od Garmina. Przed nim był Locus Pro, z którego byłem zadowolony. Ale konieczność wożenia ze sobą powerbanka, słaba widoczność w słońcu, konieczność chowania nawet w niewielkim a długim deszczu spowodowały, że znalazłem inne rozwiązanie.




...
Pewnie siemalysy ma już przetestowane w swoim :)

...

Zdarzało mi się używać prowadzenia po śladzie w zegarku, zarówno na rowerze jak i podczas chodzenie po szlakach. Działa to całkiem sprawnie. Jednak moim zdaniem lepiej sprawdza się komputerek na kierownicy. Ma większy ekran, jest zawsze przed nosem i daje większy komfort użytkowania. Korzystając z zegarka nie zawsze można puścić kierownicę jedną ręką i patrzyć na kierunek.
Zegarka na wyjazdach często używam jako backup zapisu śladu. Kilka razy miałem pecha, że podczas nawigowania Edge złapał mi zwiechę i pomimo, że po resecie można było wznowić zapisywanie to już zapis był niemożliwy.

W ostatnią sobotę byliśmy z żoną w górach. Zaczęło nam brakować czasu, żeby zejść przed zmrokiem do parkingu, więc zmieniliśmy trochę trasę. Jako, że lubię mieć ślad trasy w miejscu, którego jeszcze nie znam to zrobiłem go sobie na mapy.cz i chciałem go wrzucić do zegarka. Podczas zapisywania aktywności zegarek nie chciał się synchronizować. Ale wydaję mi się, że znalazłem rozwiązanie jak to zrobić w przyszłości :)
Żebyście mnie też dobrze zrozumieli. Zegarek nie był do tego potrzebny, ale jak już jest i może być użyty, to czemu nie korzystać ;)

zdyboo
14-07-2021, 17:15
Motoraczkiem z Sędzisławia jechałem i ja i to dwa razy do Bernardic. Tam nadal jest patent, jak na początku funkcjonowania połączenia z Wro do Trzebnicy, że konduktor wysiada, zamyka rogatki, motoraczek przejeżdża, konduktor podnosi i wsiada do pociągu. :) Budenk dworca w Kamiennej Górze nadal straszy. Faktycznie ta trasa to podróż w czasie pod wieloma względami.
Mają napisane, że tylko jeden rower, ale już jechaliśmy we trzy. Czesi jak zwykle wyluzowani. Kolega chyba zaliczył całą trasę do Trutnova.
Tego rudawskiego ołówka nie znam. W Karpaczu to całe wieki nie byłem i to niezależnie od sposobu poruszania się. Ostatni raz jak tam byłem, to chyba na rowerze, padało mocno.
Poznaje za to pałace Kotliny Jeleniogórskiej. Ten ładny to Wojanów, a ten obronny to w Bobrowie z wiecznie remontowaną częścią pałacową.

Wujot
14-07-2021, 17:16
Pytanie brzmiało trochę inaczej, ale cieszę się, że wiem, że to w Miedziance :)

To jeszcze zacytuję dla tych co nie wiedzą:

Robert Konieczny tak o nim mówił na wykładzie dla studentów architektury na Politechnice Rzeszowskiej: „Projektowanie małego budynku w Miedziance na Dolnym Śląsku, tak zwanego Magazynu Miedzianka, przypomina grę terenową czy poszukiwanie skarbu. W trakcie odkrywania pasjonującej historii miejsca, którą drobiazgowo opisał Filip Springer w „Miedziance. Historii znikania” (Wydawnictwo Czarne, 2011), członkowie pracowni natknęli się na tajemnicze, obrośnięte mchem kamienie, które okazały się żelbetowym fundamentem przygotowanym pod szyb górniczy. Ponieważ na tym terenie nie znaleziono złóż, szyb nie powstał. To odkrycie infrastruktury po dawnej rabunkowej eksploatacji złóż uranu stało się inspiracją do pionowego ułożenia wcześniej zdefiniowanych klocków. W Miedziance powstanie więc wieża-szyb z balkonami podwieszonymi do konstrukcji na stalowych linach”.

Jedna z prac Koniecznego zdobyła nagrodę w konkursie na najlepszy dom świata i moim zdaniem nie był to przypadek bo wcześniejszych nominacji było parę.

53720

Warto obejrzeć więcej projektów

53721

53722

53723

Nie mogę się doczekać jak ta budowla w Miedziance będzie gotowa.

OjTam
14-07-2021, 17:16
Wspominałeś i jak sądzę nie jesteś osamotniony w tej opinii ;)

Zdecydowanie nie jest. :roll:

I przy okazji. Wujot, jakby nie długie litania marudzeń w RAWkach i TMT (zapraszam przy okazji ;)), to dalej byłoby max 15 zdjęć na post.

moshica
14-07-2021, 17:39
Wiesiek te zdjęcia są z telefonu czy aparatu? Bo pisałeś o robieniu 500fot...Wyglądają mi aparatem robione.

Wujot
14-07-2021, 18:02
Wiesiek te zdjęcia są z telefonu czy aparatu? Bo pisałeś o robieniu 500fot...Wyglądają mi aparatem robione.

Z Huawei P30. Zbiegi architektoniczne prostuję w PS, przeważnie w publikowanych fotach robię też niewielki retusz tonów (tak 20 - 30 s) przy pomocy pędzli.

moshica
14-07-2021, 18:42
Aha, ok bo bardzo przyzwoicie wychodzą.

Wujot
14-07-2021, 19:43
Aha, ok bo bardzo przyzwoicie wychodzą.

Bardzo mnie cieszy taka opinia szczególnie, że to forum fotograficzne i userzy wyrobieni pod tym względem.

O takim a nie innym wyborze zadecydowały względy pragmatyczne, a szczególnie możliwość szybkiego wyciągnięcia i schowania sprzętu. Powiedzmy, że 250 x 10s różnicy (a to super optymistycznie mało) to robi się prawie godzina na 1 wyjeździe. Plus poręczność i bezpieczeństwo. Nie trzeba synchronizować lokalizacji (albo targać modułu). Braki oczywiście odczuwam, szczególnie tele. Za to pięknie wychodzą ciemne miejsca, poruszenia wody. Ogólnie jakby poprawili długi koniec to nie miałbym większych uwag.

moshica
14-07-2021, 22:31
Mam te same spostrzeżenia. Dziś ograniczenia w matrycach smartfonów, poprawia soft i to w znaczący sposób. Nawet rozpiętośc tonalna na tle chmur, nie jest już takim ograniczeniem jak nawet w pierwszych lustrach czy potem kompaktach. Ale fakt, brak tele nadal jest głównym ograniczeniem. Syndrom aktualnych czasów?

siona
14-07-2021, 22:33
e tam
największym ograniczeniem jest głębia i jej softowe symulowanie

Wind Mill
15-07-2021, 00:19
e tam
największym ograniczeniem jest głębia i jej softowe symulowanie

Szczególnie w krajobrazie. ;)

zdyboo
18-07-2021, 20:36
Nie siałem burzy, ale deszcz zebrałem. No prawie.

Prognozy pogody straszyły popołudniowym deszczem, zatem sobotę odpuściłem. We Wrocławiu nie padało w sobotę, nie padało w nocy z sobotę na nadzielę. Rano wsiadłem w pociąg pod blokiem i po godzinie wysiadłem na dworcu w Bolesławcu. Na sąsiednim torze stał eszelon z amerykańskim sprzętem wojskowym, a na peronie siedziało trzech żołnierzy z USA. Zatopieni w tabletach i komórkach.
Ruszyłem dość wcześnie bo 20 po siódmej przez jeszcze mocno uśpiony Bolesławiec. Już pierwszy zjazd z głównych ulic pokazał, że tu jednak padało. Pod drzewami nawet jeszcze mokro było. Krótki przejazd przez terenowy łącznik między dwoma asfaltowymi odcinkami pokazał, że i błoto jest. Im bardziej jechałem przez wioski tym bardziej się przekonywałem, że jeżeli chodzi o deszcz to było grubo, nawet bardzo grubo. Rowami melioracyjnymi wartko płynęła woda, widziałem wymyte brzegi i położoną trawę, widziałem połamane drzewa. Zacząłem się zastanawiać czy nie będę musiał zmieniać trasy bo np. trafię na zerwany most. Jechałem jednak jak na razie zgodnie z planem.
Dość szybko dojechałem do Lwówka Śląskiego, który był jeszcze bardziej uśpiony niż Bolesławiec. Tam wskoczyłem na wydzieloną drogę rowerową, która wiodła mnie przez kilka kilometrów do Pławny Górnej. Główną uwagę skupiałem na omijaniu ślimaków i trzymaniu zamkniętych ust, bo posiłek miałem zaplanowany dopiero na końcu. W Pławnej Górnej wróciłem na normalne drogi i skierowałem się do Wlenia przez Park Krajobrazowy Doliny Bobru.
Za Wleniem miałem zaplanowany kolejny terenowy łącznik międzyasfaltowy. ER-6 żeby nie było. Nie przejechałbym tego nawet na MTB. Może nieco mniej bym pchał niż gruza, ale nie ma ma bata, żebym zrobił całość. Wierzchniego, drobnego szutru nie było w ogóle. Zostały większe kamienie i rynny zostawione przez wodę. Miejscami chyba nawet zerwało asfalt. Zjazd do Nielestna częściowo był wyasfaltowany. Masakra i pokora przed potęga natury.
Asfalt przywitałem z ulgą, choć często musiałem pokonywać wodę przelewającą się z jednej strony jezdni na drugą. Ten feralny odcinek ER-6 można objechać asfaltem, tylko trzeba zacząć już we Wleniu i jakby się kto wybierał to radzę tak zrobić. Chyba, że ktoś lubi prowadzić rower jedną ręką, a drugą odganiać się od owadów.
W Czernicy nawet widziałem jak OSP wypompowywała komuś wodę z posesji do Lipki.
Skierowałem się w stronę Świerzawy. Jedyny warty zapamiętania odcinek to podjazd pod przełęcz gdzie zaczyna się ST Okole i późniejszy zjazd z którego radość zepsuły mi blachosmrody. Jedyne trzy jakie spotkałem na całym odcinku od przełęczy do mniej więcej centrum Lubiechowa, musiały trafić się akurat na najbardziej stromym odcinku. Centrum Świerzawy ominąłem przez jakieś ogródki działkowe, nie chciałem zostać kolejnym mocnym mężczyzną. Zacząłem się kierować na Bolków. Skutki nawałnicy zaczęły być mniej widoczne. W Jastrowcu znowu przywitałem drogi gruntowe, na dłużej, ale to jedyna opcja, żeby nie jechać DK3 i nawet drogami wojewódzkimi, nadkładając wiele kilometrów. Początkowo było spoko, trochę kałuż tylko, nawet niespecjalnie błotniście. Bliżej Gorzanowic zaczęły się rozlewiska, czyli kałuże na cała szerokość drogi, ale pchania nie było zbyt wiele. MTB bym jechał środkiem, ale gruz to nie MTB.
Do Bolkowa zajechałem z mocnym postanowieniem wypicia piwa. Tyle, że Bolków miał inne postanowienie. Za to po zboczach Wzgórza Ryszarda był super szybki zjazd, choć krótki.
Dalej już bez większych emocji. Nawet odcinek DW375 okazał się mało ruchliwy, pewnie przez zakaz tirolotów w weekend, choć jeden mnie minął, ale naczepę miał z chłodnią, zatem chyba faktycznie musiał.
W Świebodzicach, w końcu piwo, obiad, deser nawet i trochę czekania na pociąg. IC ze Szklarskiej do Białegostoku opóźniony o pół godziny, ale mój szynobus KD planowo. Byłem ostatnią osobą z rowerem, która do niego wsiadła. W Jaworzynie wsiadła rodzina z wózkiem i na dalszych stacjach (Żarów, Mietków) już nie wpuszczali ludków z rowerami.

Doczytałem w sieci, że ta nawałnica to trzy dni temu przeszła nad Bolesławcem. Tym większa pokora. Wiesiek pisał, że latem to luz. Może i luz, ale nie chciałbym bym być złapany przez ten deszcz.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/5648330750

Fotosy:
53888
Ratusz w Lwówku Śląskim. Przynajmniej w tej części, której nie porasta bluszcz.

53889
Droga dla pieszych i rowerów ze Lwówka do Pławny Górnej.

53890
Separacja od smrodu i hałasu słaba, ale przynajmniej spokój z wyprzedzaniem na gazetę.

53891
Okoliczności przyrody niepowtarzalne, też od czasu do czasu dają radę.

53892
Na koniec można cmoknąć rogacza w zad i wrócić do ligowej szarzyzny.

53893
Nie wszystkie linie kolejowe działają.

53894
Wleński ratusz, urząd gminy, USC i jeszcze kilka innych urzędów. Wchodzisz po dowód i w pakiecie dostajesz małżonka. Nie ma mientkiej gry.

53895
Kamienica na rogu rynku we Wleniu. Równie ciekawa architektonicznie, co zaniedbana.

53896
ER-6 po nawałnicy. Oczywiście zdjęcie z tej perspektywy nie pokazuje nastromienia. Tu akurat w dół.

53897
Szutry przed Bolkowem, ta niezalana część.

53898
Okolice Gorzanowa. Rudawy Janowickie, a w tle Karkonosze.

53899
Droga na Strzegom, co jej drzewa strzegą.

53901
Świebodzice na tle Ślęży, Raduni i Wzgórz Niemczańskich.

53900
Spokojna na co dzień Pełcznica w Świebodzicach.

53903
Chciałem wymienić akumulator, ale niehandlowa dziś.

siemalysy
18-07-2021, 21:09
Nie siałem burzy, ale deszcz zebrałem. No prawie.

...


Tomek relacja ciekawa :) Super się czyta ;) Zdjęcia ciągle na tym samym poziome :) Słodzę bo trzeba :-P


Asfalt przywitałem z ulgą, choć często musiałem pokonywać wodę przelewającą się z jednej strony jezdni na drugą...

Czy ulga skłoniła Ciebie do poniższego ;)

53909


Centrum Świerzawy ominąłem przez jakieś ogródki działkowe, nie chciałem zostać kolejnym mocnym mężczyzną...


Dobre :-D

zdyboo
18-07-2021, 21:27
Dzięki Michał.


Czy ulga skłoniła Ciebie do poniższego

Nie ma opcji żebym na MTB witał z radością asfalt. Na idealnej trasie MTB, asfaltu jest tyle, co akurat szerokość jezdni przy przejeżdżaniu z jednego lasu do drugiego. Przed czasami dróg ekspresowych i niestety też GPS udało się nam z kolegą takie coś zrobić z Wrocławia do Wałbrzycha. No do Świdnicy tak naprawdę, bo tam pogubiliśmy się i końcówka poszła po twardym. Plus szukanie stadionu na Białym Kamieniu. Pytaliśmy się ludzi, pokazywali różne kierunki. W końcu jakiś łepek na rowerze nas poprowadził. Przez podwórka, które sami ominęlibyśmy szerokim łukiem. Okazało się, że byliśmy bardzo blisko już.

PS. Ten fotos jest bardzo dobry.

matomi
18-07-2021, 21:32
Nie siałem burzy, ale deszcz zebrałem. No prawie.

Trasa i fotosy jak zwykle sztos. Zazdro :)

siona
19-07-2021, 09:40
no więc stało się!

pojechaliśmy z żoną na singielek (dzięki siemalysy) no i było bardzo fajnie! myszospec ujechany po tych 14km niemożliwie ale radość na twarzy zawitała jakieś pół godziny po zakończeniu zabawy! było bardzo mokro, dużo błota i mokrych korzeni ale przejechać się dało! o dziwi nie było dużo ludzi. fakt, że jak się zwijaliśmy (ok. 14.30) to na parkingu było też dużo więcej aut niż jak przyjechaliśmy.
5393853939
53940
53941
53942
53943
53944

siona
19-07-2021, 16:21
Czy ulga skłoniła Ciebie do poniższego ;)

53909


tylko jeden uśmiechnięty miał fulla? ;)

rozumiem, że to też on układał trasę z korzeniami...

Wujot
19-07-2021, 17:24
Nie siałem burzy, ale deszcz zebrałem. No prawie.

Prognozy pogody straszyły popołudniowym deszczem, zatem sobotę odpuściłem. We Wrocławiu nie padało w sobotę, nie padało w nocy z sobotę na nadzielę. Rano wsiadłem w pociąg pod blokiem i po godzinie wysiadłem na dworcu w Bolesławcu. Na sąsiednim torze stał eszelon z amerykańskim sprzętem wojskowym, a na peronie siedziało trzech żołnierzy z USA. Zatopieni w tabletach i komórkach.
Ruszyłem dość wcześnie bo 20 po siódmej przez jeszcze mocno uśpiony Bolesławiec. Już pierwszy zjazd z głównych ulic pokazał, że tu jednak padało. Pod drzewami nawet jeszcze mokro było. Krótki przejazd przez terenowy łącznik między dwoma asfaltowymi odcinkami pokazał, że i błoto jest. Im bardziej jechałem przez wioski tym bardziej się przekonywałem, że jeżeli chodzi o deszcz to było grubo, nawet bardzo grubo. Rowami melioracyjnymi wartko płynęła woda, widziałem wymyte brzegi i położoną trawę, widziałem połamane drzewa. Zacząłem się zastanawiać czy nie będę musiał zmieniać trasy bo np. trafię na zerwany most. Jechałem jednak jak na razie zgodnie z planem.
Dość szybko dojechałem do Lwówka Śląskiego, który był jeszcze bardziej uśpiony niż Bolesławiec. Tam wskoczyłem na wydzieloną drogę rowerową, która wiodła mnie przez kilka kilometrów do Pławny Górnej. Główną uwagę skupiałem na omijaniu ślimaków i trzymaniu zamkniętych ust, bo posiłek miałem zaplanowany dopiero na końcu. W Pławnej Górnej wróciłem na normalne drogi i skierowałem się do Wlenia przez Park Krajobrazowy Doliny Bobru.
Za Wleniem miałem zaplanowany kolejny terenowy łącznik międzyasfaltowy. ER-6 żeby nie było. Nie przejechałbym tego nawet na MTB. Może nieco mniej bym pchał niż gruza, ale nie ma ma bata, żebym zrobił całość. Wierzchniego, drobnego szutru nie było w ogóle. Zostały większe kamienie i rynny zostawione przez wodę. Miejscami chyba nawet zerwało asfalt. Zjazd do Nielestna częściowo był wyasfaltowany. Masakra i pokora przed potęga natury.
Asfalt przywitałem z ulgą, choć często musiałem pokonywać wodę przelewającą się z jednej strony jezdni na drugą. Ten feralny odcinek ER-6 można objechać asfaltem, tylko trzeba zacząć już we Wleniu i jakby się kto wybierał to radzę tak zrobić. Chyba, że ktoś lubi prowadzić rower jedną ręką, a drugą odganiać się od owadów.
W Czernicy nawet widziałem jak OSP wypompowywała komuś wodę z posesji do Lipki.
Skierowałem się w stronę Świerzawy. Jedyny warty zapamiętania odcinek to podjazd pod przełęcz gdzie zaczyna się ST Okole i późniejszy zjazd z którego radość zepsuły mi blachosmrody. Jedyne trzy jakie spotkałem na całym odcinku od przełęczy do mniej więcej centrum Lubiechowa, musiały trafić się akurat na najbardziej stromym odcinku. Centrum Świerzawy ominąłem przez jakieś ogródki działkowe, nie chciałem zostać kolejnym mocnym mężczyzną. Zacząłem się kierować na Bolków. Skutki nawałnicy zaczęły być mniej widoczne. W Jastrowcu znowu przywitałem drogi gruntowe, na dłużej, ale to jedyna opcja, żeby nie jechać DK3 i nawet drogami wojewódzkimi, nadkładając wiele kilometrów. Początkowo było spoko, trochę kałuż tylko, nawet niespecjalnie błotniście. Bliżej Gorzanowic zaczęły się rozlewiska, czyli kałuże na cała szerokość drogi, ale pchania nie było zbyt wiele. MTB bym jechał środkiem, ale gruz to nie MTB.
Do Bolkowa zajechałem z mocnym postanowieniem wypicia piwa. Tyle, że Bolków miał inne postanowienie. Za to po zboczach Wzgórza Ryszarda był super szybki zjazd, choć krótki.
Dalej już bez większych emocji. Nawet odcinek DW375 okazał się mało ruchliwy, pewnie przez zakaz tirolotów w weekend, choć jeden mnie minął, ale naczepę miał z chłodnią, zatem chyba faktycznie musiał.
W Świebodzicach, w końcu piwo, obiad, deser nawet i trochę czekania na pociąg. IC ze Szklarskiej do Białegostoku opóźniony o pół godziny, ale mój szynobus KD planowo. Byłem ostatnią osobą z rowerem, która do niego wsiadła. W Jaworzynie wsiadła rodzina z wózkiem i na dalszych stacjach (Żarów, Mietków) już nie wpuszczali ludków z rowerami.

Doczytałem w sieci, że ta nawałnica to trzy dni temu przeszła nad Bolesławcem. Tym większa pokora. Wiesiek pisał, że latem to luz. Może i luz, ale nie chciałbym bym być złapany przez ten deszcz.
.

Będę miał okazję sprawdzić stan ER-6 bo zaplanowałem powrót ze Świeradowa wzdłuż Bobru. Jakoś się nasze ścieżki (Ty, Siona i Ja) akurat zaplatają. Zacznę w JG i spenetruję Borowy Jar teraz przez Kamienicę dwoma pętlami z Rowerowej Krainy, później single po polskiej stronie, nocleg w Świeradowie, znów Kamienica, powrót do Bolesławca wzdłuż Bobru. Mam mtb i zamierzam go użyć!!! Ale dzięki za ostrzeżenie. trzeba będzie rezerwę czasu dać.

Co do deszczu to jednak czasem jakieś przygody muszą być po coś na ten rower jeździmy chyba???

- - - - kolejny post - - - - - -


no więc stało się!

pojechaliśmy z żoną na singielek (dzięki siemalysy) no i było bardzo fajnie! myszospec ujechany po tych 14km niemożliwie ale radość na twarzy zawitała jakieś pół godziny po zakończeniu zabawy! było bardzo mokro, dużo błota i mokrych korzeni ale przejechać się dało! o dziwi nie było dużo ludzi. fakt, że jak się zwijaliśmy (ok. 14.30) to na parkingu było też dużo więcej aut niż jak przyjechaliśmy.
53939
53940


Wybacz ale takie opryskanie do jajek to się nie liczy! Co to było - kurs dla elegancików???

siona
19-07-2021, 17:57
Przepraszam! następnym razem się poprawię! dla usprawiedliwienia - z żoną byłem! kategorycznie nie pozwalała się rozpędzić :P

edyta

a no! i rower uwalony po same siodełko!

Wujot
19-07-2021, 18:23
Przepraszam! następnym razem się poprawię! dla usprawiedliwienia - z żoną byłem! kategorycznie nie pozwalała się rozpędzić :P

edyta

a no! i rower uwalony po same siodełko!

Rozumiem...

to ona pierze :) :) :)

siona
19-07-2021, 18:26
TRUE

wczoraj 1,5h porządków pralniczo i myjących

leighadams
19-07-2021, 19:03
Trasa i fotosy jak zwykle sztos. Zazdro :)

Podpisuję się pod tym obiema rękami[emoji6] ********e te jednodniowe wystrzały i późniejsze relacje i foty[emoji123] już się łapię na tym, że czekam na cotygodniowe wrzutki[emoji3]
zdyboo ale jednej rzeczy mógłbym się doczepić:) zauważyłem na ostatniej focie, z przodu pełna symetria między napisami na feldze a oponie, z tylu trzeba by chyba oponkę przesunąć o 1-2cm żeby było ideolo[emoji3]

zdyboo
19-07-2021, 19:30
W górach tak na serio ciężko się konkretnie uwalić błotem. Na wzgórzach, pogórzu jak najbardziej, ale najlepsze do okładów z błota są niziny. W górach warstwa gleby jest cieniutka, zaraz pod nią są kamienie i woda szybko wsiąka. Rzadko są warunki, żeby tworzyły się stojące wiele dni kałuże. Ja w górach zawsze znajdowałem jakieś błoto, ale to takie właśnie opryski, jak wyschło wystarczyło ręką przejechać i odpadało.
Jak jesienią zeszłego roku uwaliłem rower w lasach pod Wrocławiem, to jeszcze na wiosnę błoto z niego wypadało. A na serio poświęciłem kupę czasu na wymycie. Myjką, szczotką i szmatką.


Podpisuję się pod tym obiema rękami[emoji6] ********e te jednodniowe wystrzały i późniejsze relacje i foty[emoji123] już się łapię na tym, że czekam na cotygodniowe wrzutki[emoji3]
zdyboo ale jednej rzeczy mógłbym się doczepić:) zauważyłem na ostatniej focie, z przodu pełna symetria między napisami na feldze a oponie, z tylu trzeba by chyba oponkę przesunąć o 1-2cm żeby było ideolo[emoji3]

Dzięki Panowie. Mam świadomość tego niespasowania napisów, zauważyłem to na samym początku, ale że mi się spieszyło, bo opony przekładałem po 16 dopiero, a chciałem się przeturlać jeszcze na nowych kołach, bo następnego dnia rano w kotlinę jechałem, to już zostawiłem. Opony do bezdętek ciaśniej siedzą na obręczy i do przesunięcia ich trzeba je zdjąć, a zakładanie też nie trwa sekund 5. Poprawię przy nowej oponie albo po tym jak koła wrócą z przeglądu po sezonie. Nie wiem co będzie szybciej.

siemalysy
19-07-2021, 21:03
Dzięki Michał.



Nie ma opcji żebym na MTB witał z radością asfalt. Na idealnej trasie MTB, asfaltu jest tyle, co akurat szerokość jezdni przy przejeżdżaniu z jednego lasu do drugiego. Przed czasami dróg ekspresowych i niestety też GPS udało się nam z kolegą takie coś zrobić z Wrocławia do Wałbrzycha. No do Świdnicy tak naprawdę, bo tam pogubiliśmy się i końcówka poszła po twardym. Plus szukanie stadionu na Białym Kamieniu. Pytaliśmy się ludzi, pokazywali różne kierunki. W końcu jakiś łepek na rowerze nas poprowadził. Przez podwórka, które sami ominęlibyśmy szerokim łukiem. Okazało się, że byliśmy bardzo blisko już.

PS. Ten fotos jest bardzo dobry.

Dziękuję :)


no więc stało się!

pojechaliśmy z żoną na singielek (dzięki siemalysy) ...

siona luzik :) Cieszę się, że mogłem pomóc :) Ten typ tak ma. Zawsze pomocny na ile potrafi. I online i offline ;)


tylko jeden uśmiechnięty miał fulla? ;)

rozumiem, że to też on układał trasę z korzeniami...

Kolega z prawej miał tylko fula. Ale ja też byłem uśmiechnięty, też lubię dobry teren ;) To zdjęcie zrobione jest w Beskidzie Wyspowym. Tu wyjechaliśmy z lasu gdzie było ciężko. Kolega witający się z asfaltem nie podzielał naszego nastroju :-P
Trasę ogarniał inny kolega, którego tu nie widać.

matomi
19-07-2021, 21:28
Panowie, pamiętajcie. Latem jeździmy z zamkniętymi ustami. Ja od wczoraj wiem jak to jest żuć osę.

zdyboo
19-07-2021, 21:51
Panowie, pamiętajcie. Latem jeździmy z zamkniętymi ustami. Ja od wczoraj wiem jak to jest żuć osę.

Współczuję, podejrzewam, że niestety zdążyła użądlić.
Owady są bardzo niesmaczne, ale nie mam wydolności takiej, żeby tylko nos sprostał, zresztą do nosa też wlatują. Użądlenia są bardzo groźne dla osób uczulonych, mój kolega dwa lata temu prawie zszedł po użądleniu pszczoły. Przechodził nieopodal dzikich barci, a późnym latem podobno pszczoły bardzo nerwowe bo zajęte już gromadzeniem zapasów na zimę. Nie wiedział, że jest uczulony, bo ostatni raz jakieś użądlenie w dzieciństwie zaliczył. Zaliczył wstrząs anafilaktyczny i ratownik mu powiedział, że jeszcze pół godziny i byłoby po zawodach.

cz4rnuch
21-07-2021, 10:28
...mój kolega dwa lata temu prawie zszedł po użądleniu pszczoły. Przechodził nieopodal dzikich barci, a późnym latem podobno pszczoły bardzo nerwowe bo zajęte już gromadzeniem zapasów na zimę...Pszczoły przez cały sezon gromadzą zapasy. Na jesieni czasami mogą być trochę bardziej pobudzone, wtedy tzw. "pożytku" jest jakby mniej, gdyby kolega jakoś pszczołę zwabił czymś słodkim. Wtedy faktycznie mogłaby być nieco bardziej agresywna, bo często pszczoły reagują pobudzeniem na pokarm. Szczególnie taki, którego się nie spodziewały. Ale zgaduję, że po prostu miał pecha i trafił na gniazdo w którym żyły bardziej agresywne pszczoły. Sorki za OT. Syn pszczelarza się we mnie obudził.

zdyboo
21-07-2021, 10:54
Wtedy faktycznie mogłaby być nieco bardziej agresywna, bo często pszczoły reagują pobudzeniem na pokarm. Szczególnie taki, którego się nie spodziewały. Ale zgaduję, że po prostu miał pecha i trafił na gniazdo w którym żyły bardziej agresywne pszczoły. Sorki za OT. Syn pszczelarza się we mnie obudził.

Szedł przez miejsce gdzie latały pszczoły pomiędzy barcią i polem roślin, ale nie pamiętam już jakich z których zbierały pyłek. Tak, prawdopodobnie miał pecha z tym użądleniem. Mnie w ten sam dzień coś wleciało pod kask i użarło w łeb. Tyle w temacie siatek chroniących przed owadami.
Moje skończyło się chwilowym bólu, zaczerwienieniu i swędzeniu jakiś czas później. Kolega skończył w szpitalu. Teraz się odczula i w góry zabiera strzykawkę z adrenaliną.

siona
21-07-2021, 12:30
zabiera strzykawkę z adrenaliną.

a umiesz użyć?

zdyboo
21-07-2021, 12:37
a umiesz użyć?

Ja? Skądże. Kolega umie, został przeszkolony na tę okoliczność na odczulaniu.
Ja to co najwyżej zabieram piersiówkę z whiskey. :mrgreen:

siona
21-07-2021, 13:22
to się naucz!
przydatna wiedza!

w ogólnym zarysie - centralna zewnętrzna część uda. jeśli nie jesteśmy pewni czy jedna zadziałała można podać drugą po kilkunastu minutach. podanie drugiej nie jest groźne, nawet podanie 3 nie stanowi ryzyka. ta część uda wybierana jest z powodu braku dużych naczyń krwionośnych, braku ryzyka dobicia do kości.

zdyboo
21-07-2021, 13:40
Maciek, ale ja nie noszę adrenaliny ze sobą. Jak na razie nie mam wiedzy, abym był uczulony na cokolwiek. Jestem gryziony, kąsany i kłuty regularnie. Może nie przez pszczoły czy osy, ale wykluczyć tego nie mogę, bo nie widzę wszystkiego co mnie zaatakowało, a ból czasem jest spory. Kiedyś się nawet obudziłem nad ranem i stwierdziłem, że zaczyna mi puchnąć jedna strona dolnej wargi. Przez moment miałem usta jak Sylwester Stallone. Akurat w domu wapna nie miałem, to poszedłem spać. Jak się obudziłem do fabryki to już śladu nie było.
Kolega jest uczulony i nosi adrenalinę, bo to tylko to może mu pomóc w razie powtórki użądlenia.

siona
21-07-2021, 13:46
przecież nie masz sobie nosić

czasami przebieg reakcji jest na tyle nagły, że trzeba pacjentowi załadować bo sam nie da rady.

zdyboo
21-07-2021, 14:02
OK, tyle, że my z kumplem nie jeździmy na wspólne wyjazdy. On chodzi, ja jeżdżę. I mimo, że czasem dystans pokonujemy podobny, to jednak ja nie potrzebuję na to całego dnia.
Niemniej jednak dawanie zastrzyku z adrenaliny na pewno jest przydatną umiejętnością, jak pewnie wiele innych rzeczy, których nie umiem.

moshica
22-07-2021, 11:06
U nas w Silesii, dużo w lipcu zawsze lata "bombowców" czyli Guniak Czerwczyk https://pl.wikipedia.org/wiki/Guniak_czerwczyk
Ostatnio miałem nieprzyjemność jechać dość szybko i oberwać takim w policzek, troszke zabolało ;-)
Ale miałem cholerne szczęście, bo miałem usta otwarte, pytanie jak by sie zakończyło jazdą wśród samochodów, gdybym musiał skupić uwagę, co zrobić i jak go wypluć ;-)
Jak ja potem się cieszyłem, że szlag był tylko w policzek...

zdyboo
22-07-2021, 11:44
Jak niejadowite to zawsze można połknąć i cieszyć się bogatszym życiem wewnętrznym. ;)

siona
22-07-2021, 11:58
przypomnę ci przy najbliższej okazji :P

ZiB
wczoraj z żoną zrobiliśmy kontrolne 13-14km... czyli +/- tyle co po singlu....
jak usłyszała, że to taka sama droga to śmiechem tylko parsknęła :P

eMGie
22-07-2021, 12:04
U nas w Silesii, dużo w lipcu zawsze lata "bombowców" czyli Guniak Czerwczyk https://pl.wikipedia.org/wiki/Guniak_czerwczyk
Ostatnio miałem nieprzyjemność jechać dość szybko i oberwać takim w policzek, troszke zabolało ;-)
Ale miałem cholerne szczęście, bo miałem usta otwarte, pytanie jak by sie zakończyło jazdą wśród samochodów, gdybym musiał skupić uwagę, co zrobić i jak go wypluć ;-)
Jak ja potem się cieszyłem, że szlag był tylko w policzek...

Te chrabąszcze są niezłe, na szczęście latają tylko bardzo krótki czas pod wieczór i tylko w miesiącach wakacyjnych.
Pamiętam jak za dzieciaka łapaliśmy kilkaset osobników do jakiegoś sporego pudełka w wrzucaliśmy kolonistom, którzy spali w naszej podstawówce przez okna. To była zabawa :-)

zdyboo
22-07-2021, 12:28
Już trochę pojadłem tego latającego białka. Choć będąc w Korei czy Chinach na smażone się nie skusiłem. Wolę lokalne, polskie przysmaki. :)
Nie wszystkie udaje mi się złapać, czasem uderzają w zęby tylko i odpadają.

Kontrolne dla Was czy dla rowerów? :)

W górach jednak najpierw się patrzy na sumę przewyższeń, potem na dystans, a na końcu sprawdza się nachylenie podjazdów i zjazdów. Przynajmniej ja tak robię. Dystansowo jestem w stanie przejechać w pełni sezonu 160 km na gruzie i do 100 km na MTB, choć na MTB to tak po 80 km już kręcę bardziej z obowiązku. Nawet jak wyjazd jest stosunkowo płaski to po ok. 100 km na MTB już mam wszystkiego dosyć. Chyba nigdy nie przekroczyłem tej magicznej liczy, jakieś 90+ były, ale ponad 100 nie.

Mnie na single brakuje trochę techniki, choć pomogło jak odkryłem, że z obniżonym siodłem jest łatwiej w zakrętach. Technikę bym pewnie poprawił, ale moja ogólna niechęć do singli powoduje, że z nich bardzo rzadko korzystam. Mam tego w Sudetach od groma i nie korzystam, bo dla mnie to takie bez sensu jeżdżenie po pętelkach. Widoków niespecjalnie, atrakcji też nie. Jazda wśród drzew i tyle. Jak był jeden naturalny ST koło Głuszycy to był atrakcja, jak teraz są wszędzie to już nie. Wolę normalne drogi leśne, szlaki piesze i stare szlaki rowerowe.
Doceniam jednak ich rolę w zmniejszaniu ruchu na drogach, po których jeżdżę. Większość ludzi spotykana na przełęczach jeździ po ST tylko, potem wsiada do samochodu i zawija się do domu. Podejrzewam, że ludzie, którzy mają stosunkowo blisko i nie mam na myśli takiego Wrocławia, ale np. właśnie Poznań czy Aglomerację Śląską są w stanie przyjechać względnie rano, pyknąć kilka pętli i zawinąć się do domu tego samego dnia. Jeżeli chodziło o taką promocję regionu, to twórcy osiągnęli pełen sukces.

siona
22-07-2021, 12:49
kontrolne dla nas - od tak coby kości rozprostować po robocie i lodziki wcisnąć.

to oczywiste, że liczy się przewyższenie i ogólna trudność trasy jednak mimo wszystko jest to nieco śmieszne. te single nie wszędzie są bez widoczków - to raczej specyfika sudetów. są tereny gdzie buduje się traski bardzo malownicze. wiele amerykańskich trasek nie wiedzie przez zadrzewione tereny. generalnie to co mi się w tych traskach podoba to ich "rowerowość" tzn. że nie są to jak onegdaj szlaki piesze dostępne dla rowerów ze wszystkimi ich wadami.

eMGie
22-07-2021, 12:50
Mnie na single brakuje trochę techniki, choć pomogło jak odkryłem, że z obniżonym siodłem jest łatwiej w zakrętach. Technikę bym pewnie poprawił, ale moja ogólna niechęć do singli powoduje, że z nich bardzo rzadko korzystam. Mam tego w Sudetach od groma i nie korzystam, bo dla mnie to takie bez sensu jeżdżenie po pętelkach. Widoków niespecjalnie, atrakcji też nie. Jazda wśród drzew i tyle. Jak był jeden naturalny ST koło Głuszycy to był atrakcja, jak teraz są wszędzie to już nie. Wolę normalne drogi leśne, szlaki piesze i stare szlaki rowerowe.
Doceniam jednak ich rolę w zmniejszaniu ruchu na drogach, po których jeżdżę. Większość ludzi spotykana na przełęczach jeździ po ST tylko, potem wsiada do samochodu i zawija się do domu. Podejrzewam, że ludzie, którzy mają stosunkowo blisko i nie mam na myśli takiego Wrocławia, ale np. właśnie Poznań czy Aglomerację Śląską są w stanie przyjechać względnie rano, pyknąć kilka pętli i zawinąć się do domu tego samego dnia. Jeżeli chodziło o taką promocję regionu, to twórcy osiągnęli pełen sukces.

Będę w kotlinie za ok m-c, o ST dowiedziałem się, jak już zaplanowałem wyjazd. Na pewno objade ze 2-3 pętle, ale ogólnie wolę, tak jak TY, trasy bardziej widokowe. Po początkowym zachwycie ST i obejrzeniu kilku filmów na YT, stwierdziłem właśnie, że to głównie las.
U siebie w Gdańsku i okolicach mam sporo podobnych tras, może nie takich sztucznie wyprofilowanych, ale leśnych i górskich. Jadąc na południe wolę jednak widzieć góry :-)
Ale mimo wszystko, to chyba fajna sprawa na promocję regionu.

PS. możecie podpowiedzieć, które single są tam najbardziej widokowe.

matbe
22-07-2021, 12:53
Drodzy, dam rade sam dokręcic sobie korbę? Potrzebuje dwa klucze, z dwóch stron, tak?

siona
22-07-2021, 13:03
matbe - jaka korba?


eMGie - popatrz najpierw na poziom trudności - bywa bardzo ostro

eMGie
22-07-2021, 13:06
Drodzy, dam rade sam dokręcic sobie korbę? Potrzebuje dwa klucze, z dwóch stron, tak?

Raczej nie, skontrujesz samą korbą.
Tylko jak to kwadrat to potrzebujesz nasadowej 15 z cienkimi ściankami, bo nie każda tam wejdzie, albo dedykowanego ściągacza + klucz płaski ( ten ściągacz ma w sobie nasadkę).

matbe
22-07-2021, 13:29
Chyba kwadrat, jakaś FSA. Kupiłem rower już z leciutko bijącą(takie pół milimetra dosłownie), przy wymianie opon sami z siebie dokręcili w warsztacie, teraz długo nie jeżdziłem i zacząłem czuć wyraźne bicie. To podjadę do nich.

siona
22-07-2021, 13:31
on chce DOKRĘCIĆ nie ODKRĘCIĆ!
jeśli kwadrat to porzebuje długiej ósemki ampulowej i nie potrzebuje innych narzędzi

@metabe
czego bicie? korby nie biją - jak biją to już nie ma czego dokręcać bo kwadrat rozjechany. może pakiet się poluzował?

matbe
22-07-2021, 13:39
W sumie nie potzrebnie pytam bo sie nie znam, nawet nie umiem opisać problemu.
Jak kręcę to czuję bicie pod prawym ramieniem(korbą?) jakby pół milimetra uskoku, zawsze co jeden obrót, choć umiałem też tak naciskać pedał aby nic nie poczuć(ale niekomfortowo). Czułem ale nie słyszałem. Tylko mija sezon przejechałem pareset kilometrów a ostatnio w wodzie po kolana i czuję już bardzo wyraźnie, chyba nawet słychac delikatne stukanie. Więc myśl że się poluzowało jak kiedys.

eMGie
22-07-2021, 13:44
on chce DOKRĘCIĆ nie ODKRĘCIĆ!
jeśli kwadrat to porzebuje długiej ósemki ampulowej i nie potrzebuje innych narzędzi

@metabe
czego bicie? korby nie biją - jak biją to już nie ma czego dokręcać bo kwadrat rozjechany. może pakiet się poluzował?

Tak, chodzi o odkręcanie.
Dawno na kwadrat w ręku nie miałem, ale tam może być faktycznie imbus lub 15, zależy jaki suport.

siona
22-07-2021, 13:50
trzeba zdjąć korbę i obejrzeć kwadraty i sprawdzić czy pakiet dokręcony. jeśli wszystko ok to dokręcić i może kapnąć kleju montażowego jeśli się odkręca (nie powinno za cholerę). jeśli kwadraty rozwalone to dopieprzyć na maxa - korba wciśnie się głębiej, zniszczy trapezy ale jakiś czas powinien być jeszcze spokój.

eMGie
do odkręcenia potrzebny jest imbus 8 albo 10 (bo teraz zwątpiłem) ale koniecznie długi. do ściągnięcia niezbędny ściągacz, bo samo nie zejdzie. klucz płaski to do ściągacza.

eMGie
22-07-2021, 14:15
W sumie nie potzrebnie pytam bo sie nie znam, nawet nie umiem opisać problemu.
Jak kręcę to czuję bicie pod prawym ramieniem(korbą?) jakby pół milimetra uskoku, zawsze co jeden obrót, choć umiałem też tak naciskać pedał aby nic nie poczuć(ale niekomfortowo). Czułem ale nie słyszałem. Tylko mija sezon przejechałem pareset kilometrów a ostatnio w wodzie po kolana i czuję już bardzo wyraźnie, chyba nawet słychac delikatne stukanie. Więc myśl że się poluzowało jak kiedys.

Pareset km, to tyle co nic :-)
Jak się dobrze kwadrat zaciśnie to potem jest problem ze zdjęciem :-) Ale może już wcześniej był mocno zjechany i dokręcanie pomaga na chwilę.
Jak zjechało tylko suport, to mały problem, bo nowy kosztuje ze 20 zł, gorzej jak korba do wymiany.

- - - - kolejny post - - - - - -


trzeba zdjąć korbę i obejrzeć kwadraty i sprawdzić czy pakiet dokręcony. jeśli wszystko ok to dokręcić i może kapnąć kleju montażowego jeśli się odkręca (nie powinno za cholerę). jeśli kwadraty rozwalone to dopieprzyć na maxa - korba wciśnie się głębiej, zniszczy trapezy ale jakiś czas powinien być jeszcze spokój.

eMGie
do odkręcenia potrzebny jest imbus 8 albo 10 (bo teraz zwątpiłem) ale koniecznie długi. do ściągnięcia niezbędny ściągacz, bo samo nie zejdzie. klucz płaski to do ściągacza.

Albo 15 :-)
https://archiwum.allegro.pl/oferta/wklad-suportu-neco-na-kwadrat-116mm-suport-i7175103680.html

Wujot
22-07-2021, 14:20
Będę w kotlinie za ok m-c, o ST dowiedziałem się, jak już zaplanowałem wyjazd. Na pewno objade ze 2-3 pętle, ale ogólnie wolę, tak jak TY, trasy bardziej widokowe. Po początkowym zachwycie ST i obejrzeniu kilku filmów na YT, stwierdziłem właśnie, że to głównie las.
U siebie w Gdańsku i okolicach mam sporo podobnych tras, może nie takich sztucznie wyprofilowanych, ale leśnych i górskich. Jadąc na południe wolę jednak widzieć góry :-)
Ale mimo wszystko, to chyba fajna sprawa na promocję regionu.

PS. możecie podpowiedzieć, które single są tam najbardziej widokowe.

1. Jest wiele singli tak poprowadzonych, że mimo, że to las to i tak jest świetnie bo są zmienne typy lasu, wcięte doliny potoków. Są też takie widokowe, że praktycznie można je uznać za fajną ścieżkę górską. Przynajmniej połowa jest warta, absolutnie warta, zaliczenia. Nie jest prawdą, że trzeba coś jeździć w kółko, można skomprymować dowolną trasę z wielu fragmentów czy to mtb czy ST.

W klasyfikacji "widokowej" - Miedzygórze, Jagodna, Kłodzka, Stronie Śl
W klasyfikacji zmiennego lasu i okoliczności - Ostoja, Jodłów (super jazda i powrót mtb), S1 - Kopa Nowoleska
W klasyfikacji rowerzyści dla rowerzystów - Trojak (super flow, hopy, super wykonawstwo), D-line (SG) - dla mnie ideał poprowadzenia linii i gruntu (miejscowa glina plus trochę kruszywa), Rudka, Okole, Łaszczowa (zjazd bo podjazd jest taki se) i Jagodna
W klasyfikacji "surowo" - Kopa Czarniawska, odcinki czerwone i czarne, Szklarska 14 (luźne kamienie, strasznie ciasno, mroczny las i jeden super widok)
W klasyfikacji "prawie mtb" - Orłowiec (łatwa ścieżka z widokami, dużo dróg ogólnie dostępnych), Chwalisław (szczególnie na powrocie)

To co napisałem to jest absolutnie warte, wręcz obowiązkowe. Reszta z tego co znam też nie powinna zresztą rozczarować. Nie zdołałem jeszcze zobaczyć singli w Brzozowiu (Kudowa) - podobno są mocno wymagające. I cały czas Olbrzymy przede mną - dla wielu to najlepszy system Dolnego Śląska. Singletracki Kaczawskie też po łebkach.
----------------------------------

Dalej jest już liga zawodowa (reszta Srebrnej, Czarna Góra, Dzikowiec)


Jeśli wybierzesz popołudniową porę to nawet na tych obleganych trasach w niedzielę jest spokój. W sytuacji gdy ZUL-e potrafią z najlepszych tras zrobić nieprawdopodobny chlew ST należy traktować jako dobrodziejstwo. W ogóle to świetna sprawa bo jednak można się sporo nauczyć z jazdy. I później w terenie to się naprawdę może przydać. W tym momencie każda ścieżka piesza w szczytowych partiach jest nasza!

Oczywiście na tych ścieżkach jest multum leszczy co złożyć się nie potrafią, nie słyszą jadących za sobą, potrafią bez refleksji się zatrzymać. Ale wystarczy zadbać o asynchronizację czasową, dniową czy pogody.

Natomiast w kwestii widokowej - na singletrackach jest i tak lepiej jak na MTB bo nasze góry są po prostu zarośnięte. A budowniczy jak mogą to jednak puszczą coś przez polankę czy strome zbocze. Te parę zdjęć jest z miejsc wcześniej kompletnie niedostępnych.

54035

54036

54037

A tutaj na dowód, że las też może być ciekawy

54038

54039





pozdro
Wiesiek

siona
22-07-2021, 14:24
te foty cudne!

chcę tam!

niestety też składam się słabo - 15 lat niejeżdżenia ciężkiego terenu pozostawiają srogie piętno :/

eMGie
22-07-2021, 14:37
Wujot, dzięki za opis, już oglądam trasy. Właśnie o takie widoki jak na zdjęciach mi chodzi.

siona
22-07-2021, 14:44
Wujot - czym ty popylasz te traski?

Wujot
22-07-2021, 14:53
Wujot - czym ty popylasz te traski?

Te to są spoko na HT, mam też całkiem porządnego fulla (29" na foxie). Zasadniczo jednak jeżdżę na HT i coraz bardziej jestem przekonany, że to wystarczy na wszystko. Na razie jestem jednak nielotem (coś tam się troszkę zaczynam odrywać).

- - - - kolejny post - - - - - -


Wujot, dzięki za opis, już oglądam trasy. Właśnie o takie widoki jak na zdjęciach mi chodzi.

Zajrzyj na www.rowerem.info . Na fioletowo są ST - klikasz linię i rozwijasz opis. Po prawdzie to akurat te pętle ST są nie do końca porządnie zrobione (nie wszystkie). Ale to są i tak jedyne większe opisy jakie znajdziesz w necie.

siona
22-07-2021, 14:54
czyli taki podobny do mojego poziom... generalnie zjadę ale lęk przed lataniem jednak jest

zdyboo
22-07-2021, 15:18
Większość tras Glacensis jest reklamowana jako rekreacja dla całej rodziny, zatem nie powinien dziwić widok leszczy.
Hardkory to do Srebrnej Góry lub Czarnej Góry jeżdżą i tam się wyżywają.

Mam świadomość, że na pewno istnieją ST z widokami i nie trzeba jechać do USA. Zejdźmy na ziemię jednak, bo do USA ciężko jest pojechać, żeby być tam rano, pojeździć i wieczorem być znowu w domu. Trzeba tam mieszkać lub wybrać się na konkretny wyjazd. Faktycznie jak czasem widzę zdjęcia czy filmy z wyjazdów rowerowych to mają tam raj. Choć ze względu na odległości to podobnie jak z wyjazdem do Hiszpanii dla Polaków. Jak się jedzie z jednego końca na drugi, to raczej nie na jeden dzień. Zresztą jeździłem po ST w Alpach zanim ktokolwiek w Polsce w ogóle myślał o takich dedykowanych trasach dla rowerów.
Sudetom jednak nie brakuje miejsc widokowych, choć faktycznie zalesienie jest spore i lasy się podnoszą po katastrofie ekologicznej sprzed kilkudziesięciu lat. W każdym razie te miejsca gdzie jeszcze 20 lat temu były super widoki, obecnie są często zarośnięte. Może to też być przyczyną coraz większej ilości wież widokowych w górach.

U nas ogólnie to i tak nie można narzekać bo większość lasów jest państwowa. Tereny pod zarządem Lasów Polskich zajmują 1/3 Polski i w większości są to tereny ogólnodostępne. Poza LP jest sporo ziemi w tym i dróg państwowych. Kumpel z Irlandii mówi, że tam czasem o tym czy zrobisz sobie wymyśloną trasę decyduje właściciel ziemi po której masz zamiar się poruszać. Był kiedyś z kumplem i przeszedł, potem był z większą grupą ludzi i już nie przeszli, bo właściciel nie pozwolił. W UK jest podobnie. W Austrii trafiałem na tabliczki, że teren prywatny, możesz przejechać/przejść, ale zamykaj za sobą bramę. Co też jest OK, dopóki oczywiście właściciel nie zdecyduje, że jednak już przejścia nie ma.
W Polsce jak na razie raz tak trafiłem, że jechałem było OK, a kilka miesięcy później już stała brama zamknięta na kłódkę i trzeba było dymać asfaltem naokoło.

Wujot
22-07-2021, 19:53
Ostatnio trafił mi się mega udany wyjazd co nabrał niespodzianie przygodowy charakter. W planie były dwa dni - kolejny kawałek ER6 (Jelonka - Barcinek), dalej mała pętla Kamienicy, pętla wokół Kwisy, ST na Zajęczniku i Czerniawskiej Kopie, później pętla wokół Świeradowa. Czyli 3 trasy z Rowerowej Krainy (21,22, 32) i kilka singletracków. Na koniec powrót do Barcinka i stamtąd do Bolesławca. Po pierwszym dniu jednak zrezygnowałem z tego ostatniego kawałka na rzecz penetracji nieznanej mi strony Bobru. Czyli powrót do Jeleniej Góry. Wyszło więc tak.

54044

O pierwszym dniu nie będę się rozwodził. Było bardzo fajnie a najlepsze były czarne i czerwone ST na Czarniawskiej Kopie. Podjazdy, miejscami zmiecione wodą, dały mi w kość. W drugim dniu grzecznie machnąłem plana, końcówka pętli 32 była niezłym prognostykiem. Zamiast dynamicznego zjazdu był dynamiczny potok tak ze 2 km. A ponieważ moje buty mają nie tylko siatkową górę ale także kanały wentylacyjne w podeszwie to było to dodatkowym wyzwaniem.

54045

54046

54047

Teraz druga strona J. Wrzeszczyńskiego, są tam liczne dopływy i było do pokonania parę brodów. Pierwszy łatwy, inne niekoniecznie

54048

54049

Ścieżka wzdłuż brzegu świetna choć z łanami korzeni. Nogi dalej suche.

Po rozgrzewce pora zabrać się za przygodę. Chcę wylądować nad mostkiem przy Perle Zachodu. Obejrzałem sobie to z dołu dzień wcześniej. Te skały mają pewnie ze 30 m wysokości. Na górze jest według OSM ścieżka.

54050

Zgodnie z planem. Na górze jest tak. Trzeba zejść do lustra wody więc może jest nawet wyżej jak myślałem.

54051

Zejście jest na poziomie Orlej Perci (czyli 0) ale... z rowerem już nie jest to takie łatwe bo są stopnie 1,5 - 2 m do pokonania. Używam więc kierownicy, pedałów w roli "frienda", klinuję rower w szczelinach obchodzę i ściągam z dołu. Jedyny problem jaki mam to czy na dole nie pojawią się jacyś gapie i nie wyciągną komórek. Ale zdążam przed nimi.

54052

Pora na ostatni punkt programu. Jazda brzegiem Jeziora Modrego na przeciwko oficjałki ER 6. I ta ścieżka jest genialna, wyczesana, piękna, trudna jak skurczybyk, niebezpieczna. Są miejsca gdzie jedzie się półką nad pionową ścianą o wysokości 5-10 m i z dokładnością maks do grubości opony. W innych tuż przy wodzie, na szerokość ręki. W wielu miejscach trzeba zsiadać i prowadzić rower. Wszędzie głazy, kamulce w drodze. To po prostu parokilometrowy rock garden.

54054

54055

54056

54057

54058

54059

54060

54061

54062

54063

54064

54065

54066

Zdjęcia są ustawione w kolejności, widać więc, że w górę rzeki jest coraz łatwiej. I jeszcze gpx z jezior.

54067

i wyjście na grupę skał.

54068

Obciąłem prawie cały wyjazd i zmieściłem się w limicie!

Czy ja już napisałem, że edytor nikoniarzy to największy fajans od 30 lat jaki widziałem? ;)

Pozdro
Wiesiek

zdyboo
22-07-2021, 21:13
Dla mnie szlak może być trudny, ale powinien jednak być przejezdny w pełni. I owszem może mi braknąć techniki czy jaj do przejechania tego czy owego, ale jednak ogólnie powinno się dać. Czas pieszej turystyki rowerowej chciałbym uznać za czas przeszły.
Może jakiś uraz z przeszłości, ale swego czasu kolega planując trasy z lubością wybierał takie fragmenty, gdzie musiał być wypych lub co gorsze sprowadzanie roweru. Ja rozumiem, że wtedy nie było tych wszystkich narzędzi, a najprecyzyjniej dało się to zrobić na sztabówkach, ale w pewnym momencie zacząłem podejrzewać, że on to robi specjalnie.

Jeszcze ta Orla Perć w Sudetach. Czy ja dobrze rozumiem, że wszedłeś i zszedłeś z rowerem po skałach? Ze zdjęć wynikało, że zszedłeś i pojechałeś dalej, ale ze śladu to już tak bardziej tam i z powrotem. Jeżeli tak, to nie lepiej było zostawić rower i z buta zaliczyć?

Wujot
22-07-2021, 21:42
Dla mnie szlak może być trudny, ale powinien jednak być przejezdny w pełni. I owszem może mi braknąć techniki czy jaj do przejechania tego czy owego, ale jednak ogólnie powinno się dać. Czas pieszej turystyki rowerowej chciałbym uznać za czas przeszły.
Może jakiś uraz z przeszłości, ale swego czasu kolega planując trasy z lubością wybierał takie fragmenty, gdzie musiał być wypych lub co gorsze sprowadzanie roweru. Ja rozumiem, że wtedy nie było tych wszystkich narzędzi, a najprecyzyjniej dało się to zrobić na sztabówkach, ale w pewnym momencie zacząłem podejrzewać, że on to robi specjalnie.

Jeszcze ta Orla Perć w Sudetach. Czy ja dobrze rozumiem, że wszedłeś i zszedłeś z rowerem po skałach? Ze zdjęć wynikało, że zszedłeś i pojechałeś dalej, ale ze śladu to już tak bardziej tam i z powrotem. Jeżeli tak, to nie lepiej było zostawić rower i z buta zaliczyć?

Zszedłem, tam nakładają się ślady z dwóch dni. Plan był jak najbliżej jeziora i bliżej się nie da, bo druga ścieżka nie istnieje. Wejście to byłaby perwersja. Samemu raczej nie do zrobienia, chyba, że z liną.

siemalysy
22-07-2021, 21:51
Gruby wypad. Powtarzam to często. Macie blisko do Gór, do fajnych szlaków, fajnych miejsc. Może muszę zastanowić się nad zmianą pracy i relokacją ;)
Patrząc na te zdjęcia przypomina mi się fragment wzdłuż Bobru, pomiędzy Zaporą Pilchowice, a Zaporą Wrzeszczyn. Tam miejscami było grubo. Natomiast od Wrzeszczyna do Siedlęcin szlak był już bardzo przyjemny i tuż przy rzece.

Moje wyjazdowe plany są już w pewnym sensie ukształtowane. W sierpniu Beskid Żywiecki, a we wrześniu prawdopodobnie Gorce. Pomiędzy chciałbym się z żoną wybrać w Wasze rejony. Na razie natomiast kręcę się po okolicy. Wczoraj bez zmuszania się wyszedłem na rower po robocie.


54071

W sobotę we trzech wykorzystujemy pociąg ŁKA, żeby dojechać do okolic Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Pomysł jest taki, żeby pojechać na południe wzdłuż Rawki, później odbić na zachód i wrócić do Łodzi południową częścią Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Chłopaki już nogami przebierają. Jeszcze nie mają pełnej świadomości co na nich czeka, bo ja planuję trasę ;)

Wujot
23-07-2021, 08:29
Dla mnie szlak może być trudny, ale powinien jednak być przejezdny w pełni. I owszem może mi braknąć techniki czy jaj do przejechania tego czy owego, ale jednak ogólnie powinno się dać. Czas pieszej turystyki rowerowej chciałbym uznać za czas przeszły.
Może jakiś uraz z przeszłości, ale swego czasu kolega planując trasy z lubością wybierał takie fragmenty, gdzie musiał być wypych lub co gorsze sprowadzanie roweru. Ja rozumiem, że wtedy nie było tych wszystkich narzędzi, a najprecyzyjniej dało się to zrobić na sztabówkach, ale w pewnym momencie zacząłem podejrzewać, że on to robi specjalnie.
?

Mam inne podejście, nie mam najmniejszego stresu aby wepchnąć rower. Powiem nawet, że często wolę zejść z siodełka, jak młynkować po jakimś tłuczniu. Wynika to z dwóch spraw. Jedno to przyzwyczajenia narciarskie: idzie się na fokach ale nikt nie zastanawia się, że trzeba założyć raki, narty na garba i czekan w łapę. Ważne jest aby na górze zaczął się zjazd. Druga sprawa, że jeżdżę na trochę za wysokim ciśnieniu co ma związek z długością i różnorodnością tras i oczywiście lękiem przed dobiciem. Przy zjeździe staram się być maksymalnie miękki, chyba z dobrym skutkiem (bo problemów od dawna nie mam) ale na podjeździe zbyt twardej opony się nie oszuka. Choć wybierając dobry tor można sporo zrobić - uczę się tego.
Z mlekiem miałem sporo problemów bo jak gdzieś przyszurałem kołem i obręczą to były kłopoty z prostowaniem i szczelnością (w dłuższym czasie). A jeszcze założyłem mleko na niezbyt nowe koła. Mam teraz plan, że jak się trochę uspokoi (z częściami) to może sprawię sobie mocniejsze, sztywniejsze koła i znów spróbuję z mlekiem. Czyli temat odłożyłem do przemyślenia a u mnie wszystko powoli.

Pozdro
Wiesiek

siemalysy
23-07-2021, 19:07
Witajcie,

Mam pytanie związanie z planowaniem tras na Garmina. Zdarza mi się, że planuje trasy na wspólne wyjazdy. Jak na trasie są dwie czy trzy konkretne miejsca do zobaczenia to jestem w stanie zapamiętać. Jeżeli tego jest więcej, a do tego w różnym terenie, to zdarza się pominąć. Czy jest w ogóle możliwe, żeby dodać punkty POI do śladu, które Garmin będzie pokazywał? Ktoś z Was próbował czegoś takiego?

zdyboo
23-07-2021, 19:35
Michał, ridewithgps ma taką funkcję, ale w wersji premium, zatem nie testowałem tego. Soft Garmina też takie coś umożliwiał z tego korzystałem od czasu do czasu. Przynajmniej Mapsource, Basecamp czy jak tam się nazywa obecny soft Garmina nigdy nie opanowałem.
mapy.cz chyba nie mają funkcji dodawania POI do śladu. ZTCP to działało tak, że punkt był pokazany na śladzie lub koło niego w postaci wybranej ikony. Może w pełnej wersji ridewithgps jak się wygeneruje plik fit to pojawia się nawet komunikat tekstowy o zbliżaniu się do POI, ale jak pisałem nie testowałem tego.

siemalysy
23-07-2021, 21:28
Tomek, dziękuję za odzew.
Moje konto Locus na komputerze potrzebuje wersji premium, tak samo jak Ridewithgps, o którym piszesz. Zainstalowałem Mapsource i chyba to wystarczy mi do tego co potrzebuje. Zrobiłem na śladzie, który miałem utworzony dwa testowe punkty z dedykowaną ikonką i po wrzuceniu do garmina te punkty się wyświetlają :)
Dodam resztę, a jutro przetestuje :)

Dziękuję :)

zdyboo
23-07-2021, 21:39
Proszę bardzo, jeszcze mi się przypomniało, że przewaga własnych POI nad tymi, które już są na mapie jest taka, że własne widać w każdej skali mapy.
Przynajmniej tak było na Garminach 60 CSx i 64S. Nigdy z tego nie korzystałem na Edge.

siemalysy
23-07-2021, 21:49
Jutro będę miał okazję sprawdzić na Edge. Myślę, że jak wypad się uda, to coś o nim i o własnych POI na edge napisze.

zdyboo
25-07-2021, 11:20
Wczorajszy wypad głównie szosowy, ale już nie mam takiej napinki jak w zeszłym roku, gdzie uznawałem, że gruz musi latać po gruzie.
Posprawdzałem warunki wjazdu na teren Niemiec i Czech. Do Niemiec jak na krócej niż 12 godzin nic nie trzeba, a do Czech trzeba mieć czipa i to dwa tygodnie po aktualizacji lub test i wypełnić w necie formularz lokalizacyjny. Tylko chyba Czesi nieco nie ogarniają tego. Nie ma opcji tranzytu w ogóle, nie ma opcji wjazdu bez noclegu, trzeba wskazać miejsce pobytu w Czechach. Podałem adres knajpy gdzie miałem zamiar zjeść obiad. Chyba następną razą dam sobie spokój z tym formularzem.

W Zgorzelcu zameldowałem się z 10 minutowym opóźnieniem, we wrocławskiej Leśnicy jest mijanka, bo remont. Staliśmy tam 10 minut i pociąg tego już nie nadrobił. Po prawdzie nie miał za bardzo gdzie, ten o 6 z Wrocka zapieprza aż miło do Zgorzelca, planowo przejazd zajmuje mniej niż 2 godziny.
Pogoda była taka mocno nieokreślona, jakieś chmury, jakieś słońce, niby jeszcze czuć poranny chłód, ale też zaczyna się robić parno. Ruszyłem na most graniczny na Nysie Łużyckiej i opuściłem Polskę. W NRD przywitał mnie pas rowerowy, wspomagając się drogowskazami i trasą w Garminie zjechałem nad Nysę Łużycką i pojechałem wzdłuż jej biegu nad jezioro Berzdorfer See. Wzdłuż jego wschodniego wybrzeża wiedzie równa i szeroka asfaltowa droga rowerowa. Trzeba tylko uważać na niemieckich emerytów mknących na swych elektrycznych rowerach. Nie to, ze mkną szybko, ale jest ich dużo.
Przejechawszy za jezioro jeszcze pojechałem obejrzeć Baggera, czyli koparkę, która to jezioro wykopała. Jest ono bowiem zalaną kopalnią odkrywkową.
W tym mniej więcej miejscu opuściłem drogi rowerowe i zacząłem korzystać z normalnej infrastruktury drogowej. Zaczęły się też pagórki, za to skończyli niemeccy emeryci. Droga wiedzie przez pola i cukierkowe niemieckie wioski od linijki. Za Bernstad zaczynają się konkretniejsze podjazdy. Nie są one jednak przesadnie długie, ani przesadnie strome, za to jest ich dużo. Jechałem po jakiejś znaczniejszej drodze, bo co chwila wyprzedały mnie samochody. Do tego jechałem pod wiatr. Ten odcinek muszę jakoś zmienić, bo żadna przyjemność jechać w takim ruchu samochodowym. Żeby nie było, to są Niemcy. Nikt nie trąbi, nie wymusza, nie wyprzedza na gazetę, nie spycha z drogi. Przy samym Zittau, gdzie ruch już jest dosyć spory nawet jest znak ostrzegający kierowców, że rowerzyści. Ja jednak w Oberseifersdrfie odbiłem już na spokojniejszą drogę i do Żytawy wjechałem z mniej obleganego kierunku. Na rynku trwał jarmark, zatem skorzystałem z okazji i wypiłem niemieckiego pilsnera. Niemcy też nie przejmują się za bardzo epidemią. Dziki tłum, ale w maseczce nikogo nie widziałem.
Z Żytway przejechałem do Polski i skierowałem się na trójstyk granic. Tam kawałek potoczyłem się przez Czechy i zaraz wróciłem do Polski. Do dziurawych dróg, śmieci na poboczach i rozpadających się budynków. Najgorsze chyba w tym wszystkim jest to, że nie rusza mnie to już za bardzo, ale zderzenie wyglądu jest jak terapia szokowa. Pozytywne było to, że zaczęło wiać w plecy.
Z grubsza objeżdżając odkrywkową kopalnię węgla kamiennego Turów skierowałem się do Bogatyni. Z niej skierowałem się na byłe drogowe przejście graniczne Bogatynia - Kunratice. Z przejścia została tylko olbrzymia wiata. W Czechach po doskonałej jakości drodze dojechałem do cyklotrasy 3039 i nią dotarłem do Kunratic. Potem przez Visniovą, która ma liczne kolonie, przez co chyba trzy razy wjeżdżałem do Visnovej, ani razu z niej nie wyjeżdżając. W Cernousach zatrzymałem się na obiad w typowej czeskiej spelunie. Zjadłem ser smażony i wypiłem piwo ze Svijan. W Cernousach jest jeszcze zamek i będę musiał, kiedyś tam pojechać na paszę, ale wczoraj podobno mieli zamknięte, bo lokal został wynajęty na jakieś wesele. Zresztą potem w drodze do Zawidowa mijało mnie sporo weselników w przystrojonych samochodach.
Po obiedzie wskoczyłem na rower i zacząłem się sprężać, aby zdążyć na pociąg o 15:10 do Yumy, znaczy do Wrocławia. Tym razem jednak nie jechałem czeską krajówką na przejście w Zawidowie, ale wzdłuż tej drogi jest równolegle poprowadzona droga, na początku o słabej nawierzchni, ale w Habarticach jest już spoko. O tym, ze przekroczyłem granicę, ostatnią już tego dnia, zorientowałem się dopiero za rynkiem w Zawidowie, jak zobaczyłem polskie znaki drogowe. Wg street view przeoczyłem tabliczkę graniczną i znak Zawidów, mimo, że zaraz za nimi zatrzymałem się na chwilę by zrobić zdjęcie.
Potem już cisnąłem, bo pociąg, a nie do końca pamiętałem profil trasy, ale z przewyższeń wychodziło, że niedużo już zostało. Z ciekawszych miejsc na tym odcinku to warty wspomnienia jest odcinek przez las od Przylasku do Lubania. Równa szosa przez środek lasu, przyjemnie pofałdowana, z niespecjalnie dużym ruchem samochodowym. Tuż koło Lubania znajduje się kolejna odkrywka, bazaltu OIDP. Niby płot i tabliczki, ale są miejsca, gdzie można sobie popatrzeć z bliska na dziurę w ziemi. Tym razem jednak odpuściłem sobie. Z Lubania dotarłem pociągiem pod dom prawie. Już nie tak szybko, po prawdzie to bardzo długo. Pociąg jedzie prawie 2,5 godziny, ale 10 minut stoi w Węglińcu, gdzie motorniczy przesiada się na drugi koniec szynobusu i pociąg zawraca oraz 8 minut stoi w Legnicy. Niemniej jednak pod koniec już miałem dosyć tego pociągu. Do tego klima naqurwiała jak zła. To zdecydowanie najsłabszy punkt tego wyjazdu.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/5680364123

Fotosy:
54156
Most kolejowy nad Nysą Łużycką. Obecnie chyba nie wykorzystywany, bo w pociągu usłuszałem komunikat, że ze Zgorzelca do Gorlitz jeździ autobus zastępczy. Jakaś para próbowała wsiąść do niego z rowerami. Nie wiem czy im się udało. Pewnie nie.

54157
Jezioro zalewowe Berzdorfer See.

54158
Droga rowerowa wzdłuż wschodniego brzegu jeziora.

54159
Plażowe tereny rekreacyjne.

54160
Marina.

54161
Bagger 1452, można rzeczywiście dać się nabrać.

54162
Bagger 1452 w całej okazałości. Rower dla skali.

54163
Gut am See, hotel i restauracja obok Wasserschloss Tauchritz.

54164

54165

54166
Kilka widoków z drogi pomiędzy Tauchritz, a Schönau-Berzdorf auf dem Eigen.

54167
Rynek w Bernstad.

54168
Niemcy też mają połatane drogi.

54169
Widok na Góry Łużyckie z drogi do Zittau.

54170
Rynek w Zittau.

54171
Trójstyk granic Polski, Czech i Niemiec.

54172
Turów. Jeżeli to kiedyś zaleją i zrobią jezioro, to Dolny Śląsk będzie miał nowe największe jezioro.

54173
Czechy.

54174
Zawidów, zaraz po przekroczeniu granicy.

siemalysy
25-07-2021, 17:35
Tomek fajną sobie wycieczkę rowerową ufundowałeś :) Jakby ktoś zobaczył "U" na mapie, nie wiedząc, że jechałeś turystycznie i krajoznawczo, to mógłby skomentować, że jesteś szalony, bo pojechałeś drogą kilkukrotnie dłuższą niż można było ;)

zdyboo
25-07-2021, 17:52
Zgubiłem się i szukałem drogi, pytając ludzi.

Lepiej wrzucaj swoją relację, bo widziałem, ze nawinęliście wczoraj sporo na opony.

Wujot
25-07-2021, 18:19
Zgubiłem się i szukałem drogi, pytając ludzi.


Bardzo ładnie, dzięki. Nasze myśli są zdumiewająco podobne bo też mam wyrysowaną trasę z Zgorzelca (ten Sprinter to super sprawa). Wpierw trasą Odra - Nysa do Hradku nad Nysou a tam powrót do Polski i chcę zobaczyć czy którąś trasę obok wyrobiska warto polecić a dalej ddr z Radomierzyc.

Na wszelki wypadek aby nie być posądzony o plagiaty ;) zgłaszam, że wyszukałem polecane trasy na Łuku Mużakowa i też są w planie!

siemalysy
25-07-2021, 18:20
Dobrze, że masz kondycję i mocną łydę. Inaczej miałbyś ciężko dotrzeć do celu ;)

Wczoraj rzeczywiście zrobiliśmy więcej niż ostatnio zdarza mi się robić w przeciągu tygodnia, a nawet dwóch. Relację wrzucę pewnie jutro.

Korzystałem wczoraj z punktów POI, które w MapSource zaznaczyłem sobie na trasie. Jak na razie mam dwa wnioski. Pierwszy, że na pewno jeszcze z tej opcji skorzystam, bo pomaga, choć do ideału sporo brakuje. Drugi, że ciężko jest te punkty dostrzec na mapie. Mają one taką samą czcionkę jak pozostałe informacje na mapie. Nie pomaga nawet ikonka, którą wybrałem. Może gdybym ikonkę ustawił w jakimś "żarówiastym" kolorze byłoby łatwiej. Na urządzeniu z większym ekranem może by było lepiej.
Przegapiłem wczoraj jakieś punkty, nawet nie pamiętam ile. Żeby dokładnie z tego korzystać musiałbym ciągle, albo bardzo często spoglądać na ekran. A przecież nie o to w jeździe na rowerze chodzi ;)

crusiek
25-07-2021, 19:02
Widzę, że nie tylko ja więcej polatalem przy weekendzie. Niestety ja nie mam się czym pochwalić, ot pojechałem w jedną manke 41 km, pół godziny odpoczynku, 42 km w drugą i do domu. Jakoś nie umiem się zatrzymywać robiąc sobie wypad na rowerze.... A żeby zrobić przy tym zdjęcia... to już w ogóle.

siemalysy
26-07-2021, 22:55
Na początku lata chciałem zabrać żonę na rower do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Przygotowałem odpowiednią trasę na jej kondycję i wybraliśmy wspólnie termin wyjazdu. Ale jak to w życiu bywa, nic z tego nie wyszło. Wpadłem wtedy na pomysł zaplanowania trasy, która będzie biegła przez ten region i skończy się w Łodzi. Tak powstała trasa, którą przejechaliśmy w ostatnią sobotę. Nie ma co już przedłużać. Zapraszam do czytania ;)

Umówiliśmy się na 7:20 w sobotę pod dworcem Łódź Kaliska. Bilety na pociąg ŁKA sobie i chłopakom ogarnąłem w czwartek, więc głupio było im się wycofać. Pociąg wystartował zgodnie z planem i przed godziną 9 byliśmy już na stacji Łowicz Przedmieście. Tam zaczęła się nasza droga, niekrótka, ale też nie bardzo długa.

Wystartowaliśmy z dworca w kierunku Baszty generała Stanisława Klickiego. Przy baszcie szybkie foty i ruszamy dalej bo dzień nie jest z gumy. Łowicz zostawiamy z boku, odpuszczamy centrum i rynek bo każdy z nas tam był. Rowerowym Szlakiem Książęcym jedziemy do Arkadii. Znajduje się tam Park Romantyczny (https://www.podrozepoeuropie.pl/park-romantyczny-arkadia/). Jakbyście chcieli tu przyjechać z wybranką Waszego serca, to nie polecam. Przy okazji zobaczyć warto, ale nie żeby specjalnie jechać. Z kobietą lepiej pojechać do Żelazowej Woli ;) Do parku nie wchodzimy przede wszystkim dlatego, że wszystko jest zamknięte na trzy spusty. Szlakiem rowerowym docieramy do Nieborowa, w którym znajduję się Pałac. Tu bardzo chciałem wejść, zrobić zdjęcia i zobaczyć na żywo. Nie udało się. Było zamknięte. Zdjęcie zrobiłem przez bramę. Mówi się trudno, jechać trzeba dalej.
Za Pałacem skręcamy na Szlak Szable i Bagnety i tam zaczyna się Bolimowski Park Krajobrazowy. Droga za pałacem jest twarda ubita, po dwóch stronach drogi rosną stare klony. W dawnych czasach musiała to być droga dojazdowa do pałacu. Kilka kilometrów dalej pierwszy raz tego dnia przecinamy Autostradę Wolności. Jedziemy trochę Szlakiem Bolimowskim, żeby zjechać na Szlak Radziwiłowski i kilka kilometrów później zmieniamy na Szlak Nekropolii I Wojny Światowej. Szlaki są tam bardzo dobrze oznaczone. Jest ich sporo, więc można coś wybrać dla siebie. Nawierzchnia dróg jest zróżnicowana. Jedziemy po drogach ppoż, które są szerokie i ubite. Zdarzają się drogi z przewagą sypkiego piachu, ale też typowe leśne ubite ścieżki. Drugi raz przecinamy Autostradę Wolności i kilka chwil później jesteśmy w Bolimowie. Tam nasz szlak rowerowy łączy się z pieszym Szlakiem Walk nad Rawką. Około kilometr od początku tego szlaku dojeżdżamy do pierwszego tego dnia cmentarza wojennego z okresu I Wojny Światowej. Kierujemy się dalej niebieskim szlakiem pieszym i dojeżdżamy do zaplanowanego punktu przecinając trzeci i ostatni raz autostradę A2. Punktem tym jest cmentarz wojenny w Miejscowości Joachimów-Mogiły. Tam decydujemy się na pierwszą tego dnia przerwę na popas.

Po przerwie opuszczamy szlak rowerowy i pieszym niebieskim docieramy do zielonego pieszego. Doprowadza on nas do Rawki i prowadzi tuż przy jej brzegu kilka metrów ponad korytem rzeki. Ta część zielonego wzdłuż rzeki jest świetna. Naturalny, kręty z korzeniami singiel. Dalej udajemy się na południe ciągle jadąc wzdłuż Rawki. Jednak już nie tak blisko brzegu. Odcinek między Joachimów-Mogiły - Ruda jest bardzo fajny. Przed Samicami przejeżdżamy na drugą stronę Rawki i zjeżdżamy na asfalt, który prowadzi nas do miejscowości Kamion. W Kamionie jest pałac, ale nie da się do niego dostać. widać coś z drogi, ale jest mocno zniszczony, więc żadna strata. Jedziemy ciągle na południe mając Rawkę po lewej stronie. W Starej Rawie przejeżdżamy przy Grodzisku i kilka kilometrów dalej znów przejeżdżamy na drugą stronę Rawki. Bez większych historii i atrakcji na trasie docieramy fajnymi drogami do ruin Zamku Książąt Mazowieckich. Przy zamku wypada mniej więcej połowa drogi, więc po zrobieniu kilku zdjęć i krótkich rozważaniach jedziemy na główny popas. Padło na pizzerię 105. Zamawiamy największą pizzę na trzech i zimne napoje. Żadnemu z nas nie przyszło do głowy, żeby zapytać ile trzeba będzie czekać na zamówienie. Czekaliśmy niewiele ponad godzinę. Jednak warto było :) Najedzeni i napojeni mogliśmy ruszać dalej. Zanim wróciliśmy na trasę musieliśmy się cofnąć do sklepu, żeby uzupełnić zapas płynów na dalszą drogę. Można to było zrobić w czasie oczekiwania na posiłek.

Z Rawy Mazowieckiej zmieniliśmy kierunek jazdy z południowego na zachodni. Z miasta wyjeżdżamy przy zalewie Talar jadąc szlakiem rowerowym, a dalej pieszym żółtym, żeby po kilku kilometrach zjechać ze szlaku i dotrzeć do dworu w Starych Bylinach. Jak można się domyśleć wejść się nie dało. Zdjęcie robiłem przez bramę. Z okolicy dworu kierujemy się do Pałacu w Głuchowie. Pałac ten znajduje się blisko drogi krajowej 72 i jest mocno zaniedbany i zniszczony. Nie opłaciło się aparatu odpinać z paska plecaka. Blisko pałacu był pomnik Tadeusza Kościuszki, więc kolega skorzystał i zrobił zdjęcie. Ciągle mamy Rawkę blisko. Raz jest po naszej lewej, a raz po prawej stronie. Z Rawką ostatecznie rozstajemy się w okolicy 120 km i przez moment jedziemy na północ aby ostatni raz tego dnia przeciąć krajówkę nr 72 i dojechać do Rogowa. Przed Rogowem przejeżdżamy przy Arboretum (http://arboretum.sggw.pl/), a w samym Rogowie jedziemy na stację kolejki wąskotorowej (https://kolejrogowska.pl/). Tam robimy sobie drugą dłuższą przerwę. Siadamy kulturalnie na ławeczkach i staramy się dokończyć pizzę, której nie zjedliśmy w Rawie. Nie udało się ;)

Spod kolei wąskotorowej ruszyliśmy do Rogowa Wieś. Świetną polną drogą wznoszącą się delikatnie do góry jechaliśmy w kierunku zachodzącego słońca. Po prawej stronie pole, na którym trwały żniwa, po lewej kawałek sadu z drzewami obrodzonymi na bogato wiśniami (tak mi się wydaje). Sielanka trwała do czasu, aż się zorientowałem, że droga kończy się przed posesjami i nie ma przejazdu. Tego dnia mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy na mieszkańców, którzy byli uprzejmi i przepuścili nas przez swoje podwórko. 1,5 km dalej w Olszy ominąłem zaplanowany dwór. Prawdopodobnie nie zwróciłem uwagi jak pokazał mi się punkt na mapie. Wcześniej w podobny sposób przegapiłem dwa inne. Kawałek za Olszą przejeżdżamy nad Mrogą i rowerowym Szlakiem z Brzezin do Mrogi, zostawiając z boku Brzeziny docieramy do czarnego szlaku rowerowego po Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich. Po ok. 140 km docieramy do szlaku, który dobrze znamy. W lesie zrobiło się już ciemno, więc konieczne było założenie lampek. W blasku ich światła trzymamy się czarnego szlaku i docieramy do Moskwy. Chwila przerwy na batona i tam się rozdzielamy. Kolega odłącza się od nas, bo stamtąd ma łatwiejszy dojazd w inny koniec miasta niż nasza dwójka, która jedzie zaplanowaną trasą do końca. Podążając dobrze znanymi drogami jesteśmy coraz bliżej celu. Za Moskwą pierwszy i jedyny raz przecinamy Autostradę Bursztynową. Droga się ciągnie powoli, zmęczenie daje znać o sobie, a przed nami jeszcze jeden nieprzyjemny podjazd. Przed podjazdem i za nim mijamy się z uczestnikami imprezy Gravel po Łódzku. Czarny szlak kończy się w Łodzi kilka kilometrów od naszego celu. Przez miasto przejeżdżamy szybko i docieramy do punktu kończącego naszą przygodę :)

Zrobiliśmy trasę jak poniżej. Wyszło 172 km i 799 m w górę. Bardzo fajny dzień na rowerze. Pogoda dopisała. Było ciepło, momentami nawet za ciepło. W ciągu drogi i wszystkich przerw wypiłem ponad 10 litrów płynów.
Możecie kliknąć w poniższy link i zerknąć jak interesuje Was więcej szczegółów ;)
Łowicz - Łódź przez Rawę Mazowiecką i Moskwę ?? (https://www.strava.com/activities/5682800693)

54221
Trasa

Zdjęcia z sobotniej przygody:

54222
Podróż ŁKA. Na pierwszym planie mój plecak. Mam z nim jakieś "zboczenie", bo zawsze jest ciężki. W widocznej konfiguracji ważył ok. 10 kg

54223
Baszta generała Stanisława Klickiego w Łowiczu

54224
Pałac w Nieborowie

54225
Szlak w Bolimowskim Parku Krajobrazowym

54226
Cmentarz wojenny w Bolimowskiej Wsi

54227
Cmentarz wojenny w Bolimowskiej Wsi

54228
Cmentarz wojenny w Miejscowości Joachimów-Mogiły

54229
Zielony szlak wzdłuż Rawki, o którym wspominałem

54230
Ruiny Zamku Książąt Mazowieckich w Rawie Mazowieckiej

54231
Ruiny Zamku Książąt Mazowieckich w Rawie Mazowieckiej

54233
Dwór w Starych Bylinach

54234
Wieża przy kościele w Głuchowie

54235
Pomnik Tadeusza Kościuszki w Głuchowie

54238
Kolej wąskotorowa Rogów

54239
Kolej wąskotorowa Rogów

54242
Sielskie drogi

54243
Droga bez wyjazdu

54244

54245

lukasz_kk
27-07-2021, 08:04
siemalysy super trasa. A wracając do tej, którą zaplanowałeś kiedyś na wycieczkę z żoną, mógłbyś się nią podzielić (trasą oczywiście :D)? 170 km to dystans, który jeszcze długo, a może nigdy, nie będzie na moje nogi. Ale pociąg do Łowicza, pętla 40-50 km po Bolimowskim Parku, i powrót pociągiem do Łodzi - to jestem w stanie ogarnąć :)

P.S. jak coś to nie mam MTB tylko zwykłego crossa :)

elmo
27-07-2021, 13:45
Po pierwsze primo - witam po długiej nieobecności na forum.
Po drugie primo - siemalysy - szkoda, że dopiero dziś przeczytałem o Twej wyprawie nad Rawkę. Mógłbym trochę poprowadzić Was po ciekawych zakątkach BPK.

Co do Rawki - sama rzeka jest bardzo ciekawa (już za samą sprawą, że posiada dwa źródła) Ja w połowie maja zrobiłem traskę właśnie od żródeł do ujścia - przy czym startowałem ze stacji pkp w Koluszkach skąd udałem się do m. Turobowice (okolice pierwszego źródła Rawki) dalej wzdłuż koryta rzeki jadąc przeważnie prawą stroną. W Jankowicach Kolonia skierowałem się w górę drugiego odgałęzienia rzeki lewą stroną (czyt. do drugiego źródła Rawki znajdującego się poniżej Rewicy) i znów już z prądem rzeki jej prawym brzegiem. W okolicach Sabinowa dojechałem ponownie w okolice gdzie rzeczki płynące z dwóch źródeł łączą się w jedno "koryto". Niestety chcąc nadrobić trochę czasu odcinek od Józefina przez Wolę Naropińską, Łochów, Stare Byliny i dalej przez Nowe Chrusty do Rawy Maz. przejechałem po asfalcie. Sam zalew W Rawie przejechałem ścieżką idącą po północnej stronie zalewu. Oczywiście był również obowiązkowy popas pod ruinami zamku. Opuszczając Rawę nadal jechałem po prawej stronie rzeki. Niestety w okolicach Helenowa nieco odjechałem od koryta, by powrocić do niego w Kurzeszynie, gdzie na chwilę przejechałem na lewą stronę rzeki. Chcąc zaliczyć przejazd przez Rezerwat Babsk powróciłem na prawą stronę rzeki jadąc dluższą chwilę wzdłuż brzegów rzeki - Białki, przekraczając ją w okolicach Julianowa Raduckiego. Do prawego brzegu Rawki dotarłem ponownie na południe od Raducza. Następnie minąłem Raducz, Psary, Doleck, Sewerynoów dojechałem do Suliszewa gdzie obok starego młyna przejechałem na lewą stronę rzeki. Ponownie na prawym jej brzegu pojawiłem się w Kamionie. i od niego aż do wspomnianego przez Ciebie Joachimowa Mogiły jechałem tylko prawą stroną. Przed autostradą, mijając Zalew Bolimowski po bardzo klimatycznej kładce ponownie pojawiłem się na lewym brzegu rzeki. W samym Bolimowie zaopatrzyłem się w brakującą już mocno H2O. Po raz ostatni Rawkę przekroczyłem w Sokołowie. Skąd już do ujścia Rawki do Bzury jechałem już jej prawą stroną.

Reasumując plan na tą trasę był taki aby trzymać się możliwie najbliżej koryta rzeki. Niestety ze względu na warunki pogodowe i stan roślinności nie udało się tego w pełni uzyskać. Sama trasa, od stacji pkp Koluszki do ujścia Rawki do Bzury wyniosła około 130 km. Przy czym wraz z dojazdem do domu licznik pokazał mi na koniec nieco ponad 150 km (czas brutto - zmieściłem się w mniej niż 9h). Aby spełnić swoje plany muszę poczekać jednak do jesieni lub do zimy - na lepszy warun. ;)

Co moim zdanie warto odwiedzić jadąc odwiedzając okolice rzeki Rawki: Las Popień, Bądrlowy Świetliste koło Redzenia, ruiny zamku Książąt Maz. w Rawie, Rezerwat Babsk, stare stawy na rzece Chojnatka, singielki wzdłuż Rawki na północ od Kamiona, tzw. oberwanka przy kolejowym moście w okolicach Rawki (dzielnica Skierniewic). Niestety już nieistniejący młyn w Rudej (spłonął na początku tego roku), singielek wzdłuż Korabiewki, na północ od Bud Grabskich... i oczywiście single wzdłuż Rawki na południe od Joachimowa.

Ze względu na miejsce zamieszkania - najczęściej kręcę się po BPK.
Oczywiście zapraszam w te rejony bo warto :)

zdyboo
27-07-2021, 16:14
Michał, dzięki za relację.
Co do plecaka, 10 kg nie ciążyło Ci za bardzo na plecach przez cały dzień?
Pamiętam, że na MTB też miałem problem ciężkiego plecaka, ale głównie przez wodę, której zabierałem czasem ponad dwa litry w bukłaku. Jak wodę wypijałem, to plecak przestawał ciążyć. Nie ważyłem go, ale 10 kg to raczej nigdy nie ważył.

zdyboo
27-07-2021, 18:13
A ja w tylnym kole Mavic Allroad, obecnie w crossie, wykorzystywanym jako rower miastowy wróciłem do dętki.
Rower mógł stać/wisieć i opona była twarda jak Roman Bratny. Jednak po kilkunastu kilometrach jazdy ciśnienie zaczynało się obniżać w oponie i podnosić u mnie. Poprzednią razą dopompowywałem w drodze do fabryki, ale wtedy wystartowałem na nieco za niskim. Wczoraj o 22 nabiłem 4 bary, dziś o 6.45 ruszyłem do fabryki i po około 20 km, było już miękko. Dopompowałem do 3,5 bara i dojechałem. Rower stał 4 godziny w fabryce i ruszyłem do domu. Po około 15 km, znowu musiałem dobić. Trochę słabo, bo przewidywalność zero. Zwłaszcza, że obecnie jeżdżę mocno naokoło i już raz mnie kolega zgarniał z trasy, ale to był fuks, że byłem akurat w miejscu gdzie samochód dojedzie, takich miejsc mam zaledwie kilka jak już jestem na wałach przeciwpowodziowych.
Powietrze uciekało wzdłuż obwodu, na miejscu łączenia profilu obręczy nawet było widać pęcherzyki mleka. Być może dostała gdzieś strzała i się rozszczelniła. Cały bok opony po lewej stronie uwalony zaciekami z mleka. Zdjąłem oponę, pod taśmą obręczy na zakładce było trochę mleka. Może nie złapał klej. Zerwałem taśmę, wyczyściłem obręcz, nakleiłem nową, tym razem dwie warstwy i zakładkę. Próbowałem uszczelnić znowu, ale że nie chciało mi się już czyścić dokładnie brzegu opony, to nie poszło, ani pompką, ani boosterem. Dałem sobie spokój. Zapodałem butyla Schwalbe Extra Light, Tubolito wożę jako zapas.
Koła w poprzednim gruzie zrobiły ponad 3 kkm na Vittoriach Terrano Dry i w obecnym około 2 kkm na Tufo Speedero i Schwalbe G-one. Fakt, ze Schwalbe, na tyle właśnie, ciągle były problemy, ale ta opona pociła się mlekiem, zatem zakładałem, że to opona jest do dupy. Może akurat była kumulacja.

W ogóle muszę poważnie przemyśleć koncepcję roweru na miasto. Obecny cross na pewno ma za małą ramę. Owszem takie było założenie przy poprzedniej ramie, że ma być mała i zwrotna, a nadrobi się mostkiem i offsetem sztycy. Taki pomysł się sprawdzał jak to był główny rower do wszystkiego, jednak na wuja mi zwrotność w mieście. Pojeździłem trochę na gruzie z dobrze dobranym rozmiarem ramy i zastanawiam się jak ja te same trasy i te same dystanse robiłem na crossie. :-P

siemalysy
27-07-2021, 19:13
siemalysy super trasa. A wracając do tej, którą zaplanowałeś kiedyś na wycieczkę z żoną, mógłbyś się nią podzielić (trasą oczywiście :D)? 170 km to dystans, który jeszcze długo, a może nigdy, nie będzie na moje nogi. Ale pociąg do Łowicza, pętla 40-50 km po Bolimowskim Parku, i powrót pociągiem do Łodzi - to jestem w stanie ogarnąć :)

P.S. jak coś to nie mam MTB tylko zwykłego crossa :)

Dziękuję :)
Tracka poszukam. Jak znajdę to podeślę Tobie :)


Po pierwsze primo - witam po długiej nieobecności na forum.
Po drugie primo - siemalysy - szkoda, że dopiero dziś przeczytałem o Twej wyprawie nad Rawkę. Mógłbym trochę poprowadzić Was po ciekawych zakątkach BPK.

Co do Rawki - sama rzeka jest bardzo ciekawa (już za samą sprawą, że posiada dwa źródła) Ja w połowie maja zrobiłem traskę właśnie od żródeł do ujścia - przy czym startowałem ze stacji pkp w Koluszkach skąd udałem się do m. Turobowice (okolice pierwszego źródła Rawki) dalej wzdłuż koryta rzeki jadąc przeważnie prawą stroną. W Jankowicach Kolonia skierowałem się w górę drugiego odgałęzienia rzeki lewą stroną (czyt. do drugiego źródła Rawki znajdującego się poniżej Rewicy) i znów już z prądem rzeki jej prawym brzegiem. W okolicach Sabinowa dojechałem ponownie w okolice gdzie rzeczki płynące z dwóch źródeł łączą się w jedno "koryto". Niestety chcąc nadrobić trochę czasu odcinek od Józefina przez Wolę Naropińską, Łochów, Stare Byliny i dalej przez Nowe Chrusty do Rawy Maz. przejechałem po asfalcie. Sam zalew W Rawie przejechałem ścieżką idącą po północnej stronie zalewu. Oczywiście był również obowiązkowy popas pod ruinami zamku. Opuszczając Rawę nadal jechałem po prawej stronie rzeki. Niestety w okolicach Helenowa nieco odjechałem od koryta, by powrocić do niego w Kurzeszynie, gdzie na chwilę przejechałem na lewą stronę rzeki. Chcąc zaliczyć przejazd przez Rezerwat Babsk powróciłem na prawą stronę rzeki jadąc dluższą chwilę wzdłuż brzegów rzeki - Białki, przekraczając ją w okolicach Julianowa Raduckiego. Do prawego brzegu Rawki dotarłem ponownie na południe od Raducza. Następnie minąłem Raducz, Psary, Doleck, Sewerynoów dojechałem do Suliszewa gdzie obok starego młyna przejechałem na lewą stronę rzeki. Ponownie na prawym jej brzegu pojawiłem się w Kamionie. i od niego aż do wspomnianego przez Ciebie Joachimowa Mogiły jechałem tylko prawą stroną. Przed autostradą, mijając Zalew Bolimowski po bardzo klimatycznej kładce ponownie pojawiłem się na lewym brzegu rzeki. W samym Bolimowie zaopatrzyłem się w brakującą już mocno H2O. Po raz ostatni Rawkę przekroczyłem w Sokołowie. Skąd już do ujścia Rawki do Bzury jechałem już jej prawą stroną.

Reasumując plan na tą trasę był taki aby trzymać się możliwie najbliżej koryta rzeki. Niestety ze względu na warunki pogodowe i stan roślinności nie udało się tego w pełni uzyskać. Sama trasa, od stacji pkp Koluszki do ujścia Rawki do Bzury wyniosła około 130 km. Przy czym wraz z dojazdem do domu licznik pokazał mi na koniec nieco ponad 150 km (czas brutto - zmieściłem się w mniej niż 9h). Aby spełnić swoje plany muszę poczekać jednak do jesieni lub do zimy - na lepszy warun. ;)

Co moim zdanie warto odwiedzić jadąc odwiedzając okolice rzeki Rawki: Las Popień, Bądrlowy Świetliste koło Redzenia, ruiny zamku Książąt Maz. w Rawie, Rezerwat Babsk, stare stawy na rzece Chojnatka, singielki wzdłuż Rawki na północ od Kamiona, tzw. oberwanka przy kolejowym moście w okolicach Rawki (dzielnica Skierniewic). Niestety już nieistniejący młyn w Rudej (spłonął na początku tego roku), singielek wzdłuż Korabiewki, na północ od Bud Grabskich... i oczywiście single wzdłuż Rawki na południe od Joachimowa.

Ze względu na miejsce zamieszkania - najczęściej kręcę się po BPK.
Oczywiście zapraszam w te rejony bo warto :)

No widzisz! Żebym wiedział, to sam bym się odezwał ;) Możliwe, że jeszcze wrócę do BPK z rowerem, bo to fajne miejsce jest ;)


Michał, dzięki za relację.
Co do plecaka, 10 kg nie ciążyło Ci za bardzo na plecach przez cały dzień?
Pamiętam, że na MTB też miałem problem ciężkiego plecaka, ale głównie przez wodę, której zabierałem czasem ponad dwa litry w bukłaku. Jak wodę wypijałem, to plecak przestawał ciążyć. Nie ważyłem go, ale 10 kg to raczej nigdy nie ważył.

Na początku trochę tak, ale nie czułem dyskomfortu. Plecak w miarę upływu czasu stawał się lżejszy. W połowie dystansu znów go dociążyłem w trakcie uzupełniania płynów. Jak jeździmy w grupie, czy to na miejscu, czy w górach, to ja zawsze mam najcięższy plecak. Staram się mieć wszystko co może być potrzebne na trasie.

Wujot
28-07-2021, 11:43
54222
Podróż ŁKA. Na pierwszym planie mój plecak. Mam z nim jakieś "zboczenie", bo zawsze jest ciężki. W widocznej konfiguracji ważył ok. 10 kg




Bardzo przyjemna wycieczka.

W kwestii plecaka to zagadnienie należy odwrócić. Wybierasz plecak mały, wygodny i dobrze przewietrzany. Do tego lekki. W praktyce to dylemat czy 4 l czy 10 l. I musisz się w niego zmieścić. Ja w swoim 10 l mieszczę się bez problemu na wyjazd trzydniowy. Jako programowy ekstremalista (narciarski) F&L mam przyzwyczajenia redukcjonistyczne.

U mnie podstawa to para kurtka + plecak. Mam membranową dla biegaczy, z rozpinaną kieszenią na plecach, pod którą mieści się dokładnie ten co mam - kupowałem to przymierzając jedno do drugiego. Dzięki temu podczas najgorszej ulewy plecak i zawartość są suche i bezpieczne, przy okazji też mój kadłubek. Kurtka ma też najlepszą możliwą oddychalność (27K) i świetny kaptur (który zakładam wtedy pod kask). Naprawdę dobrze się sprawdza bo rzeczywiście zachowuje oddychalność nawet podczas deszczu a waży 150 g. Biorąc pod uwagę, że w tym jest 100% ochrony plecaka i głowy to naprawdę świetnie. Podobnie mam rozpracowane "zasilanie elektryczne" - wszystko na ogniwach 18650 i też pod kątem najniższej wagi i samowystarczalności - od biedy na dwa dni. Nawet ładowarki testowałem pod kątem wielkość/waga. Apteczka minimalna po 2 wycięte pozycje, kremy w pojemniczkach po soczewkach kontaktowych. Najogólniej w tym 10 l plecaku przeważnie mam luźno, choć w sezonie jesiennym, jak trafia tam, zdjęty po chłodnym poranku, SS, to już się wypełnia. Ważne jest aby plecy były dobrze przewietrzane - jak plecak jest mały i dobrze skonstruowany to jest to możliwe. U mnie czuję jak mi wieje podczas jazdy. Koszulka co prawda na plecach też jest ażurowa (dla biegaczy). Ale w upalny dzień to oczywiście mam mokro - nie ma cudów.

Wszystkie cięższe rzeczy mam w podsiodłówce (2 dętki, oczywiście light, małą pompkę ręczną, narzędzia ze skuwaczem, dodatkowe ogniwo 18 650, ładowarka sieciowa).

Warto poświęcić chwilę uwagi i "dopracować" swój plecak aby czuć wolność i radość podczas jazdy. Oczywiście jeszcze ważniejszy jest dobór ciuchów (szczególnie jak się jedzie na parę dni od rana do wieczora bo jazda o 7:00, 14:00 i 20:00 to różne światy).

Pozdro
Wiesiek

siemalysy
28-07-2021, 20:31
Bardzo przyjemna wycieczka.

W kwestii plecaka to zagadnienie należy odwrócić. Wybierasz plecak mały, wygodny i dobrze przewietrzany. Do tego lekki. W praktyce to dylemat czy 4 l czy 10 l. I musisz się w niego zmieścić. Ja w swoim 10 l mieszczę się bez problemu na wyjazd trzydniowy. Jako programowy ekstremalista (narciarski) F&L mam przyzwyczajenia redukcjonistyczne.

...

Pozdro
Wiesiek

Jesteś mistrzem. Ja raczej nie dojdę do takiej perfekcji ;)

W moim przypadku większy plecak zabieram na całodniowe wyjazdy i w góry gdzie też jeździ się najczęściej cały dzień. Na co dzień używam plecaka 12 l, który pozwala na przepływ powietrza po plecach.
Na ostatni wyjazd zabrałem wszystko co uznałem za konieczne. Może biorę za dużo rzeczy typu: może się przyda.

W sobotę miałem poniższe:
- łyżki, multitool;
- dętka, zestaw naprawczy do tubelles;
- spinka do łańcucha, hak przerzutki;
- lampki;
- głowica + nabój, pompka zwykła gdyby naboju zabrakło;
- pompka do amortyzatora;
- kawałek taśmy izolacyjnej, trytytki;
- powerbank + kabel
- apteczka, nóż;
- aparat bezlustro bo lżejsze;
- koszulka i lekka wiatrówka;
- kanapka, banan, baton
- woda;

Plecak jest stabilny, ma wentylację, ale jest zastosowane inne rozwiązanie niż w mniejszym plecaku. Wiem na pewno, że muszę zoptymalizować trochę rzeczy, które się w plecaku znajdują, ale cudów się nie spodziewam. Nie jestem fanem toreb podsiodłowych i toreb wieszanych na rowerze. Podsiodłówkę miałem długo, ale zrezygnowałem z niej. Największym wyzwaniem jest przewożenie płynów. Jeżeli da się trasę zaplanować tak, że wodę można na bieżąco uzupełniać w sklepach to plecak z automatu waży mniej. Jeżeli dostęp do sklepów jest niemożliwy albo mocno utrudniony, to wtedy zapas wody wożę na plecach. Ja jestem z tych, którzy bardzo dużo piją i łączy się to z dodatkowym dźwiganiem zapasu wody.

zdyboo
28-07-2021, 21:05
Narzędzia, dętkę czy dętki, pompkę, trytytki, taśmę izolacyjną i ogólnie sprzęt do naprawy to najlepiej jednak przymocować do roweru. Raz, że nie obciąża ramion i pleców, a dwa zawsze masz ze sobą czy bierzesz plecak, czy nie.
Jak mam zwykłą pompkę, to już nie wożę CO2. Jeżeli i tak jeździsz z bukłakiem to możesz wszystko zapodać w pojemnik, który zapodasz do koszyka na bidon. To najtańsze rozwiązanie. Inne rzeczy, jak multitoole mocowane w kierownicy lub rurze sterowej są już droższe. Można też zapodać koszyk na bidon, który ma miejsce na multitool. Cenowo pośrednie rozwiązanie.
Pompki do amora nie wożę, nie wiem co musiałoby się stać, abym tej pompki potrzebował.
Apteczkę mam najmniejszą Deutera, jeszcze z poprzedniego wypustu, do której dorzuciłem mały pojemnik octeniseptu i koc NRC z Decathlonu. To zdecydowanie największy objętościowo element bagażu poza wodą.
Powerbank jest u mnie jednocześnie zasilaniem do lampki Knog PWR, choć tę lampkę wożę tylko wiosną i jesienią. W lecie ogarniam temat Knog Plus, ale tylko na gruzie. Na MTB używam tylko tylnej w dzień. Powerbank mam, bo mój Edge już wyraźnie mniej energii gromadzi w akumulatorze.
Aparat to u mnie kompakt Sony RX100, jeździłem z bezlustrem, ale za duże nawet z naleśnikiem.
Ja też mało paszy zabieram, zwykle nie więcej niż trzy batony GoOn z Lidla. Żadnych kanapek, bananów itp. Zwykle mam zaplanowany obiad na trasie, ale najczęściej pod koniec.
Kurtka to Endura Pakajak. Przetrwała dwie burze w Rudawach Janowickich, zatem daje radę. Co jakiś czas ją impregnuję, co przywraca jej fabryczną wodoodporność.

Ja mam plecak 10 l z siatką na plecach i jego ciężar odczuwam tylko jak zabieram ponad 2 litry wody w bukłaku.

siemalysy
28-07-2021, 22:04
Dwunastolitrowy plecak też mam z siatką. Do ubiegłego roku na wszystkie wyjazdy właśnie z nim jeździłem. Brakowało mi jednak miejsca podczas całodniowych wyjazdów, więc kupiłem większy. Same narzędzia dużo miejsca nie zajmują, ale pomysł ze schowaniem multitoola w rurze sterowej, narzędzi do naprawy tubelessa w kierownicy jest godny rozważenia. Widziałem też rozwiązania multitoola chowanego w drążonej korbie. Ostatnio bukłaka nie zabieram ze sobą. Korzystam tylko z bidonu. Drugi koszyk, mógłbym przeznaczyć na pojemnik z dętką i całym szpejem do ewentualnych napraw. Tomek, chyba nawet kiedyś pytałem Ciebie czy zawartość takiego pojemnika nie hałasuje.

Rozważam na krótsze wyjazdy zamianę plecaka na nerkę Evoc hip pack pro (https://images.internetstores.de/products//878307/02/33a9d5/EVOC_Hip_Pack_Pro_3l___Bladder_1_5l_grau_rot[640x480].jpg?forceSize=true&forceAspectRatio=true&useTrim=true) z bukłakiem.

Wydaję mi się, że w moim przypadku narzędzia nie są największym problemem, ale pewnie nie jest tak do końca. Podejdę do tego po inżyniersku. Poważę wszystko co mam w plecaku i będą wtedy twarde dowody ;)

Wujot
28-07-2021, 22:41
Jesteś mistrzem. Ja raczej nie dojdę do takiej perfekcji ;)

W moim przypadku większy plecak zabieram na całodniowe wyjazdy i w góry gdzie też jeździ się najczęściej cały dzień. Na co dzień używam plecaka 12 l, który pozwala na przepływ powietrza po plecach.
Na ostatni wyjazd zabrałem wszystko co uznałem za konieczne. Może biorę za dużo rzeczy typu: może się przyda.

W sobotę miałem poniższe:
- łyżki, multitool;
- dętka, zestaw naprawczy do tubelles;
- spinka do łańcucha, hak przerzutki;
- lampki;
- głowica + nabój, pompka zwykła gdyby naboju zabrakło;
- pompka do amortyzatora;
- kawałek taśmy izolacyjnej, trytytki;
- powerbank + kabel
- apteczka, nóż;
- aparat bezlustro bo lżejsze;
- koszulka i lekka wiatrówka;
- kanapka, banan, baton
- woda;

Plecak jest stabilny, ma wentylację, ale jest zastosowane inne rozwiązanie niż w mniejszym plecaku. Wiem na pewno, że muszę zoptymalizować trochę rzeczy, które się w plecaku znajdują, ale cudów się nie spodziewam. Nie jestem fanem toreb podsiodłowych i toreb wieszanych na rowerze. Podsiodłówkę miałem długo, ale zrezygnowałem z niej. Największym wyzwaniem jest przewożenie płynów. Jeżeli da się trasę zaplanować tak, że wodę można na bieżąco uzupełniać w sklepach to plecak z automatu waży mniej. Jeżeli dostęp do sklepów jest niemożliwy albo mocno utrudniony, to wtedy zapas wody wożę na plecach. Ja jestem z tych, którzy bardzo dużo piją i łączy się to z dodatkowym dźwiganiem zapasu wody.

Pierwsza rzecz jaką wywal to aparat!!!

Smartfon da radę. C02 jak Tomek napisał chyba zbędne (choć rozumiem dlaczego bierzesz przy tubuless). Nóż niepotrzebny, w multitoolu jest przecież ostrze? Po co Ci druga koszulka? Lekka wiatrówka jak masz HS też w lecie jest fanaberią. Natomiast realnym i lekkim dociepleniem są rękawki i nogawki, u mnie dosłownie zawsze obowiązkowe. Pompka do amora ile razy jej użyłeś i w jakich okolicznościach?

Zapasową wodę warto dać na rower (można dołożyć bidony). Mimo wszystko tu bym uciekał z ciężaru na plecach. Warto sprawdzić sklepy i wodopoje na mapie wcześniej. Ja nie mam stresu aby uzupełnić wodę ze strumienia (w górnych partiach i oczywiście z silnego nurtu). Poza tym w każdym gospodarstwie wiejskim dostaniesz. Jeszcze nigdy nikt mi wody nie odmówił (staram się tego nie nadużywać).

Ale oczywiście to sprawa indywidualna i jak ktoś się lepiej czuje z dobytkiem to przecież jego garb.

Miałem kiedyś sytuację gdy mój kolega z którym szliśmy na tydzień na skitury wziął do ręki mój plecak i swój i wyczuł koszmarną różnicę wagi. Mówi to niemożliwe
- czegoś nie wziąłeś
- mam wszystko z listy

Popatrzył podejrzliwie, po tygodniu okazało się, że wszystko miałem. Zakończyło się to:
- musisz mi zrobić kurs co brać i jaki plecak (bo goły plecak też miałem o jakieś 0,8 kg lżejszy jakkolwiek trzeba go umieć pakować).

W rowerach to nie jest takie ważne ale się przydaje.

Po prostu zacznij się nad tym zastanawiać.

- - - - kolejny post - - - - - -


Podejdę do tego po inżyniersku. Poważę wszystko co mam w plecaku i będą wtedy twarde dowody ;)

I to jest podstawa - znam na pamięć wagę każdego elementu wyposażenia ;)

zdyboo
28-07-2021, 22:58
Ja się nad tymi pasami biodrowymi mocno zastanawiałem, ale ostatecznie odpuściłem. Zakładam, że miałoby to masę podobną do plecaka, różnica wynikałaby tylko z tego, że taki pas jest nieco lżejszy od plecaka. Zatem dwa pasy naramienne i dwa pasy poprzeczne: piersiowy i biodrowy lepiej rozłożą taki ciężar niż jeden, nawet szeroki pas biodrowy. Problem z obciążeniem i jego rozłożeniem na ludziu nie jest nowy i został w pełni rozpracowany przez wojsko w XX wieku. Już w trakcie I WŚ zauważono, że pas i osobny plecak jako jedyne miejsca przenoszenia ekwipunku to niekoniecznie najlepiej. Zaczęto kombinować z uprzężami rozkładającymi ciężar bardziej równomiernie. Ostatecznie, po kilkudziesięciu latach, ewoluowało to do kamizelek. W zastosowaniach cywilnych biegacze, zwłaszcza przełajowi i górscy używają specjalnych plecako-kamizelek. Mój kolega chodzący dłuższe dystanse po górach też czegoś podobnego używa. W rowerach to się nie przyjęło, poniekąd słusznie, bo po co wozić na sobie, jak można na rowerze.
Plecaki jednak trzymają się dosyć mocno w segmencie MTB, gdzie przez szeroko rozpowszechnione rowery FS trudniej jest taki bikepacking uskutecznić. Sam na MTB używam plecaka, ale absolutną podstawę naprawczą już mam zamocowaną lub pochowaną w rowerze. Niektórzy producenci w karbonowych ramach mają dedykowany pojemnik w dolnej rurze pod mocowaniem bidonu. Na drobiazgi naprawcze, choć podejrzewam, że można tam napchać paszy czy czegoś innego.

Miałem kilka takich pojemników do koszyka na bidon, w żadnym nic nie grzechotało. Jak zostaje luz, to można od góry dopchać szmatkę, która zawsze się przyda, waży tyle co nic.
Takie z zamkiem są najwygodniejsze w obsłudze, mają przegródki i łatwo się dostać do zawartości. Do tego jak trzeba więcej szpeju wyjąć to można taki pojemnik położyć na ziemi i szpej rozłożyć na nim, a nie na mokrej trawie na przykład. Minusem jest to, że zamek nie jest wodoodporny. I jak się myje rower myjką lub deszcz złapie w trasie, to trzeba suszyć wnętrze, bo inaczej będą rdzewieć stalowe narzędzia. Mnie w jednym też się popsuł zamek. Rozjechał i już nie chciał się zjechać. Na szczęście w domu. Podejrzewam, że wododoporne zamki błyskawiczne słabo znoszą zagięcia i nie sprawdziłyby się do zamknięcia takiej "butelki".
W gruzie obecnie mam pojemnik zakręcany PRO. Mam go w trzecim koszyku pod ramą. Obrywa całym syfem z przedniego koła, ale przynajmniej nie puszcza wody do środka. W zanurzeniu pewnie by nie dał rady, ale na chlapanie daje radę. Dostęp do zawartości pojemnika jest taki sobie, bo jak coś jest na dnie, to trzeba wyjąc wszystko, do tego ja mam tam tyle, że muszę pakować w określonym porządku, aby wszystko zmieścić, ale mogę zapomnieć, że to mam. Nawet podczas mycia myjką nie wyjmuje go z koszyka.
Pojemnik wewnątrz ma warstwę gąbki, która skutecznie tłumi grzechotanie.

siemalysy
29-07-2021, 21:29
Z tymi pasami to opinie są raczej pozytywne. Mam na myśli nerki Evoc. Ale przy moim talencie do pakowania się, trzeba nazywać to po imieniu, sytuacja byłaby taka, że wypchałbym na maksa nerkę i zsuwałaby mi się na każdym zjeździe.

Mój zamysł był taki: nerka z bukłakiem w wersji pro, która ma jeszcze siatkowe kieszonki po bokach, żeby w ostateczności włożyć tam butelkę z wodą. Bukłak ma 1,5 litra, ale użytkownicy nie zalecają uzupełniać go "pod korek". Ja potrzebuję bardzo dużo wody. Dlatego zawsze ją dźwigam, bo nie zawsze da się w odpowiednim momencie uzupełnić zapas. Uwierzcie mi, ja jestem z tych co mają "rzadką skórę". Jak jest ciepło to pocę się stojąc. Jak dojdzie do tego wysiłek to możecie się domyślić co się dzieję.

Wczoraj wieczorem poważyłem wszystko. Wszystko co poniżej nie zawiera wody i kanapek.

https://i.postimg.cc/NjPTXkZC/11.jpg

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć skąd się powyższe wzięło, to można kliknąć tu => klik (https://drive.google.com/file/d/1M4REKNse4ZKuW_vzeSRx_UAHZM7XvErn/view?usp=sharing)

- - - - kolejny post - - - - - -


Pierwsza rzecz jaką wywal to aparat!!!

...


Dzięki za odzew. Będę z tym walczył. Nie będzie łatwo, ale od czegoś trzeba zacząć :)

Bezlusterkowca kupiłem właśnie po to, żeby nie wozić ciężkiej lustrzanki.

zdyboo
29-07-2021, 22:04
Nasz bardzo ciężki plecak. Ja jeżdżę na MTB z Deuterem Race Air 10, który pusty waży 800 gramów. Masz kilogram z głowy. 10 to oczywiście pojemność w litrach, plecak mieści 3 l bukłak.
W zestawie, tym szczegółowym nie widzę telefonu, a na pewno masz ze sobą.
Jak dla mnie do wyrzucenia z zestawu:
- siedzisko - można usiąść na pokrowcu przeciwdeszczowym od plecaka, choć ja siadam na mokrym jak trzeba, z tą odrobiną wilgoci z ławki czy krzesełka pampers sobie poradzi.
- pompka do amora - serio nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, gdy taka pompka ratuje mi dupę, chyba, ze jeździsz ze "śmieszkami" co spuszczają powietrze z amora. Wtedy zwykła pompka wystarcza, tylko trzeba nią zdzielić w łeb śmieszka.
- klocki hamulcowe - takie rzeczy sprawdza się przed wyjazdem i w razie potrzeby wymienia. Ja zapasowe klocki biorę tylko na dłuższe wyjazdy, ale nie wożę ze sobą. Mam w bagażu.
- nabój CO2 + pompka - odpuściłem, nie sprawdzałem, ale podobno jeden nabój 16g to za mało, żeby osadzić oponę MTB w obręczy. Już kiedyś dyskutowaliśmy. Z bezdętką, albo nic się nie dzieje i wystarczy zwykła pompka, albo jest grubo i wjeżdża dętka, ale wtedy też wystarczy zwykła pompka.
- klucz do szprych - powinien jakiś być w multitoolu. Chyba, że ten multitool to cywilny, nie rowerowy, bo widzę jeszcze w zestawie imbusy. Ja mam tylko multitool rowerowy. Polecam coś co akceptuje zwykłe bity, wtedy można sobie uzupełnić do potrzeb własnego roweru.
- zacisk sztycy - co prawda raz zerwałem gwint, jak świeżo po wymianie ramy pojechałem na testową jazdę i chciałem zmienić wysokość siodła, wracałem 17 kilosów na stojaka, kolana wytrzymały. Jak wszystko jest OK, to nie widzę potrzeby targania ze sobą dodatkowego.
- koszulka - rozumiem pocenie się i w związku z tym chęć przebrania się, ale lepiej zainwestować w koszulkę, która nie zaczyna capić za szybko. Też się szybko pocę, ale max co zabieram to rękawki.

Do wymiany:
- nóż - co to za kosa co waży 150 g? Maczeta z Nowej Huty? Folder Lethermana, którego mam jako EDC waży mniej niż połowa tego, ale na rower zabieram najmniejszy scyzoryk Victor Inox i to tylko dlatego, że mam go jako breloczek przy kluczach.
- dętka - kup sobie coś w stylu Tubolito. Nawet dwie ważą mniej niż te ćwierć kilo. Jest drogo, ale lekko i masz dwie, a nie jedną.
- lolympus - moje RX100 waży połowę z tego. Ja nie umiem robić zdjęć telefonem. Mam jakąś blokadę w głowie, że telefon to tylko pstryki w postaci notatnika. No i nie robię setek zdjęć. Tu trzeba sprawę przemyśleć, bo dobry kompakt to też nie kosztuje kilka zeta.

Michał, ogólnie zmniejszanie ciężaru to są koszty, ale MZ warto. Kręgosłupa sobie nie wymienisz.

Ligo
29-07-2021, 22:18
Kręgosłupa sobie nie wymienisz.
Zgadza się.

Dlatego mnie trochę dziwi Siema, że zakładasz 5,5 kilo w nerce na własny grzbiet. Zmniejszanie ciężaru jest ok, ale nie za wszelką cenę. Walka o każdy gram to sprawdza się może u profi jeżdżących za ciężkie pieniądze. Spraw sobie solidny bagażnik Tubusa, albo lepiej nasz odpowiednik i niech ciężar przejmie tylna ośka, a nie Twoja kość ogonowa.

zdyboo
29-07-2021, 22:32
Spraw sobie solidny bagażnik Tubusa, albo lepiej nasz odpowiednik i niech ciężar przejmie tylna ośka, a nie Twoja kość ogonowa.

Bagażnik to się może sprawdzić w trekkingu, gruzie lub wyprawówce. W MTB niekoniecznie, gdzie kontrola nad tylnym kołem jest znacznie bardziej istotna niż w ww. rowerach. Pomijam już fakt, że do roweru FS nie zamocuje się bagażnika.
Ja nawet w gruzie zrezygnowałem z sakwy podsiodłowej, na rzecz takiej mocowanej w ramie. Lepszy rozkład masy, a nie wszystko idzie na tylne koło, co też nie jest wcale takie dobre.
Plecak jest OK, tylko trzeba dążyć do lekkości. Dobrego plecaka, który waży 4-5 kilo nie czuć na plecach. I to jest MZ cel. Zakładając, że woda to max 2,5 kg, plecak 0,8 kg, zostaje 0,7 - 1,7 kg na resztę. Na jednodniowe wyjazdy bez problemu można się wyrobić. Przyjmując limit 5 kg, to nawet 3 dni w lecie się obleci.

Wujot
29-07-2021, 22:58
Wczoraj wieczorem poważyłem wszystko. Wszystko co poniżej nie zawiera wody i kanapek.

https://i.postimg.cc/NjPTXkZC/11.jpg

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć skąd się powyższe wzięło, to można kliknąć tu => klik (https://drive.google.com/file/d/1M4REKNse4ZKuW_vzeSRx_UAHZM7XvErn/view?usp=sharing)

- - - - kolejny post - - - - - -



Dzięki za odzew. Będę z tym walczył. Nie będzie łatwo, ale od czegoś trzeba zacząć :)

Bezlusterkowca kupiłem właśnie po to, żeby nie wozić ciężkiej lustrzanki.

Masz naprawdę wybitne zdolności ;)

Tak na szybko:

Twój plecak jest blisko 3x cięższy od mojego, ten co mam to jest bardzo wygodny i solidny nie jakiś badziew (konkretnie - Ten Cube)
Twoje oświetlenie waży prawie 2x tyle co moje. Mam bardzo solidne oświetlenie - 1000 lm przez 4 godz. Ale spoko daje radę i na 1/4 mocy.
Twoje mata pod tyłek waży prawie 4x tego co moja (wożę dla żony bo dla mnie zbędny grat)
Powerbank/ładowarka to 40 g (mam też 20 g) + aku 50 g (ogniwo 3500 mAh) i 2x kabelki (15 g - najkrótsze). Czyli 40% tego co Twoje
Dętka 250 g vs 150 g u mnie.
łyżki 50 g vs 20 g (mam Continental) . O co chodzi jak Ty to robisz, że połowę rzeczy masz takich ciężkich?

Przede wszystkim to, dla mnie połowa pozycji do wyrzucenia. Po cholerę manometr - regulujesz amory (?) zresztą i tak idzie się na ugięcie. A w awaryjnej naprawie to ile nabijesz to będzie, więcej jak 0,5 bara na pewno się nie pomylisz. Najwyżej będzie trochę za dużo. Jak bierzesz zapasową koszulkę (po co ?) to weź taką co ma 80 g a nie 180.

Teraz olympus - nie chodzi nawet o to, że to zbędne 500 g ale przede wszystkim strasznie spowalnia. Poza tym gdzieś to trzeba bezpiecznie wozić.

Najogólniej waga jest aktywem ale objętość tak samo. Każdy zbędny grat zajmuje miejsce a to dodatkowo waży bo musisz mieć większy plecor. I pogarsza dostęp.

Gdybym robił tygodniową turę w Karpatach Rumuńskich to pewnie bym też listę wydłużał ale tutaj to nie ma sensu bo i tak wszystkiego nie przewidzisz. Hak raz urwałem na 10 lat. Nie miałem zapasu ale podepchnąłem rower na przełęcz podwiesiłem wózek i zjechałem grawitacyjnie do miasta. Ostatnie pół kilometra pchałem. A do wymiany haka trzeba jeszcze solidnego klucza. Ale przecież sztywnej osi nie będziesz woził a też raz urwałem jej dźwignię. Musiałem co parę kilometrów zatrzymać się i dokręcać bo się koło odkręcało. Zrobiłem tak pewnie z 40 km. Innym razem złamała się sztyca - 200 m od serwisu (taki fart). A i jeszcze raz zerwałem łańcuch a nie miałem spinki i tu był kanał - szedłem kilkanaście kilometrów. Ale to była moja głupota i chyba drugi raz to się nie zdarzy (mówię o zerwaniu).

Chcę przez to napisać, że jest dużą szansa, że jak się coś zdarzy to możemy i tak na to nie być przygotowani. Będziesz miał hak a zdemolujesz obręcz, będziesz miał klocki (po co - trzeba to na bieżąco sprawdzać) a urwiesz linkę albo płyn Ci wycieknie. Albo złamiesz ramę (jak mój syn). Poza dętkami, mlekiem i "salami" reszta mi się wydaje już statystycznie jednakowa. Ale oczywiście hak mało waży (ale klucz do tego 3x tyle), spinka też (są miniaturowe skuwacze bo normalnie to spore narzędzie, mogą być też cążki) więc można zabrać. Jak jedziesz w grupie to szansa, że takie rzeczy wykorzystasz rośnie n razy. Ale ja jeżdżę sam.

Ale pomijając, że ta lista jest dla mnie zbyt długa to i tak rzeczy masz 2x za ciężkie. Czyli powinieneś zejść do 2,5 kg. I tak strasznie dużo bez wody.

A tak nawiasem mówiąc ile zużywasz wody w chłodny, ciepły i ekstremalnie ciepły dzień na całodziennej wycieczce?

Wujot
29-07-2021, 23:33
Bagażnik to się może sprawdzić w trekkingu, gruzie lub wyprawówce. W MTB niekoniecznie, gdzie kontrola nad tylnym kołem jest znacznie bardziej istotna niż w ww. rowerach. Pomijam już fakt, że do roweru FS nie zamocuje się bagażnika.
Ja nawet w gruzie zrezygnowałem z sakwy podsiodłowej, na rzecz takiej mocowanej w ramie. Lepszy rozkład masy, a nie wszystko idzie na tylne koło, co też nie jest wcale takie dobre.
Plecak jest OK, tylko trzeba dążyć do lekkości. Dobrego plecaka, który waży 4-5 kilo nie czuć na plecach. I to jest MZ cel. Zakładając, że woda to max 2,5 kg, plecak 0,8 kg, zostaje 0,7 - 1,7 kg na resztę. Na jednodniowe wyjazdy bez problemu można się wyrobić. Przyjmując limit 5 kg, to nawet 3 dni w lecie się obleci.

Przede wszystkim to obok koła nie powinno być niczego co zwiększy szansę na jego zablokowanie. Czy to błotem czy patykami. Nawet półka amora może w skrajnych sytuacjach przeszkadzać. Drugi może ważniejszy powód to balans. Najogólniej rower jedzie pod nami zaś środek ciężkości (czyli plecak) ma drogę krótszą. Ta sama masa przytwierdzona do ramy będzie wymagała dodatkowej pracy w skręcie. Poza tym nad plecakiem mam kontrolę mogę przenieść ciało za siodełko dociążając tył, mogę też agresywnie pójść w przód dociskając to koło aby dobrze prowadziło. Jest jeszcze trzeci powód użytkowy - jak kiedyś próbowałem przytwierdzać jakieś sakwy to wszystko się urywało w maks dwa miesiące. Drobne i cięższe rzeczy absolutnie warto przymocować do ramy najlepiej pod sobą. No i jeszcze przy stromym podjeździe dociskamy przód aby nie odpaść, bagażnik działałby tu bardzo niekorzystnie.

W ogóle to rada aby zamocować bagażnik do mtb jest możliwa tylko z ust kogoś kto nigdy nie zjechał przeciętnej (nawet nie enduro) trasy. To jest bez sensu. Bo mtb to jest jazda na stojąco gdzie operuje się oddzielnie rowerem (jak najlżejszy i zwrotny) i aktywną górą.

Ligo
29-07-2021, 23:47
W ogóle to rada aby zamocować bagażnik do mtb jest możliwa tylko z ust kogoś kto nigdy nie zjechał przeciętnej (nawet nie enduro) trasy. To jest bez sensu..
Bez sensu to jest jazda z ciężarem na grzbiecie, tym bardziej jak chcesz się ścigać zjeżdżając po wykrotach w lesie.

Kręgosłup ma się jeden i tyle. Bo potem będzie płacz, że trzeba chodzić połamanym, albo jeździć na wózku.

Wujot
30-07-2021, 00:09
Bez sensu to jest jazda z ciężarem na grzbiecie, tym bardziej jak chcesz się ścigać zjeżdżając po wykrotach w lesie.


Pełna zgoda. Dlatego plecak należy zredukować do 3 kg w zjeździe. Do nieistotnej wartości. Także przez odpowiednią gospodarkę zapasami wody. Dalej odpowiednia pozycja i maksymalna amortyzacja na nogach i rękach. Można naprawdę mięciutko zjeżdżać nawet na HT.

Absolutnie się zgadzam, że zdrowie to kluczowa kwestia. Zauważ, też, że 5 kilogramów nadwagi pewnie można przyrównać do, nie wiem, może 2 kilogramów dodatkowo w plecaku.

Na pewno jazda mtb nie jest najbezpieczniejszą działalnością (choć szosa wcale nie bardziej) - kontuzje na wyciągnięcie ręki, wstrząsy. Za to duży poziom endorfin.

matomi
30-07-2021, 19:46
I pomyśleć, że kiedyś zrobiłem ponad 300km, a wszystko co miałem ze sobą to tyle co udało się upchnąć w kieszonkach koszulki (jedzenie) i małej torebce podsiodłowej. No dobra, wiem, na szosie :)

zdyboo
30-07-2021, 19:55
Bo na szosie to tak szybko, że zanim się zorientowałeś, było już po.

siemalysy
30-07-2021, 20:08
Siema :)

Dzięki wszystkim za zaangażowanie w temacie. Jest przynajmniej ruch w wątku ;)

Trochę chyba muszę sprostować, bo nie chcę wyjść na pierdołę, którą na pewno nie jestem ;) Duży plecak, o którym mowa zabieram na całodzienne wyjazdy lub w góry gdzie też najczęściej jeździmy cały dzień. Oczywiście talent do pakowania go "cegłówkami" mam niewątpliwy. Będę z tym na pewno walczył.
Najczęściej jak jeżdżę krócej, zabieram lekki i mniejszy plecak. Też pewnie mam w nim za dużo, ale to jest temat do poprawy.

Plecak z zestawienia, który waży 1,8 kg to rowerowy Deuter Trans Alpine Pro 28. Natomiast najczęściej używanym przeze mnie plecakiem jest dużo lżejszy, ważący 0,85 kg Deuter Race Exp Air (https://i.ebayimg.com/images/g/fDYAAOSwcdBWTK2R/s-l300.jpg). Jest dwunastolitrowy model dający możliwość powiększenia go do piętnastu litrów.

leighadams
30-07-2021, 20:39
U mnie podstawa to para kurtka + plecak. Mam membranową dla biegaczy…
Pozdro
Wiesiek
Pochwal się proszę co to za kurteczka.

matomi
30-07-2021, 20:42
Bo na szosie to tak szybko, że zanim się zorientowałeś, było już po.Haha [emoji16]

A z plecakiem nie cierpię jeździć.

zdyboo
30-07-2021, 20:51
Żadne tam heheszki. Mam kilku kolegów na Stravie, których znam czasów mniej lub bardziej odległych. Potrafią na szosie po górach zrobić trasę grubo ponad setkę ze średnią w okolicach 30 km/h. Jak ostatnio zrobiłem 50+ ze średnią 30 km/h po płaskim i potem obejrzałem sobie telemetrię, to już widziałem, jak na ostatnich kilku kilometrach skoczyło tętno.

Wujot
30-07-2021, 21:39
Pochwal się proszę co to za kurteczka.

Dynafit Shakedry

54360

Pozdro
Wiesiek

Wujot
31-07-2021, 00:26
Trochę chyba muszę sprostować, bo nie chcę wyjść na pierdołę, którą na pewno nie jestem ;)

Nie musisz nic wyjaśniać przecież swój rozpozna swojego!

Wątek jest samopomocowy i w ramach tego pokażę jak rozwiązałem swoje problemy elektryczno-oświetleniowe

Pierwsza fota zestaw "rowerowy" minimum.


54367

Mamy tu ładowarkę/powerbank, dwa ogniwa, uchwyt, kabelek. Pełnej mocy starcza na 4 godz. W praktyce jeździłem na 1/2-4. Każde dodatkowe ogniwo to 50 g. W roli powerbank wystarcza na 50% załadowania smartfona. Latarka to bocialarka z kolimatorem eliptycznym. Uchwyt olight (najlepszy z przetestowanych trzech dostępnych). Kolimator eliptyczny jest genialny to najlepsze światło jakie można sobie wyobrazić bo wszystko widać w skręcie a jednocześnie te brzegi nie są prześwietlone. To jest lepsze od dwu diodowego systemu stosowanego np w Petzl Nao 2.

54370

Teraz reszta systemu

54369

Drugi powerbank/ładowarka waży 40 g ale ma diody pokazujące stan naładowania/rozładowania, jest efektywniejszy i mieści ogniwa zabezpieczone i niezabezpieczone. W dodatku różnych wielkości z typoszeregów. I to bym rekomendował mimo 2x większej wagi. Czołówka - pełny minimalizm HC 30 Nitecore (są bardzo podobne H600 Zebralight oraz noname chinole). Też ma trwałe 500 lm. Stacjonarna ładowarka domowa. Na końcu wysokiej klasy latarka z szpilą 5 stopni (wykorzystywałem do rysowania światłem). Ogniw mam chyba 6 szt. Czyli 6 x 3000 mAh = 18 000 mAh - w wadze 300 g.

Ten edytor nikoniarzy to jest awangarda - smartfon odczytał te zdjęcia jako pionowe więc obróciłem je w Windows. Wszystkie programy czytają je prawidłowo ale nie to "nasze" narzędzie. Czyta źle i nie ma możliwości obrotu. Hosting pierwsza klasa. Pełne wsparcie zawodowców.

matomi
31-07-2021, 09:49
Żadne tam heheszki. Mam kilku kolegów na Stravie, których znam czasów mniej lub bardziej odległych. Potrafią na szosie po górach zrobić trasę grubo ponad setkę ze średnią w okolicach 30 km/h. Jak ostatnio zrobiłem 50+ ze średnią 30 km/h po płaskim i potem obejrzałem sobie telemetrię, to już widziałem, jak na ostatnich kilku kilometrach skoczyło tętno.

To nie jest jakiś wielki problem.
Wszystko zależy od przewyższeń, jak również od tego czy jedzie się solo, czy w grupie :)

Ale już nie bądź taki skromny. Na stravie widzę, że też masz łydę :D

zdyboo
31-07-2021, 21:28
To nie jest jakiś wielki problem.
Wszystko zależy od przewyższeń, jak również od tego czy jedzie się solo, czy w grupie :)

Ale już nie bądź taki skromny. Na stravie widzę, że też masz łydę :D

Łydy, nie uda. ;-)

Przykłady z dziś. Pokręciłem, szosowo na gruzie. 120 km i niecałe dwa w pionie. Średnia 21 km/h i to tylko dlatego, że ostatnie kilkanaście km to łagodny zjazd z wiatrem w plecy.
Kolega pojeździł dookoła Karkonoszy i Gór Izerskich z jakimś swoim kolegą. Na szosówkach obaj. 145 km, 2,5 w pionie i średnia ponad 28 km/h.
Kolega z 10 lat młodszy ode mnie i trenuje, ja tylko jeżdżę.

Co do solo czy grupy to zależy czy to trening czy przejażdżka. Na treningu chyba lepiej, nie wiem, ostatni raz co trenowałem to recytację inwokacji z "Pana Tadeusza" na język polski w szkole podstawowej.
Na przejażdżce lepiej na podjazdach, bo zauważam, że jak jadę sam to jak mnie już podjazd za bardzo męczy, to się zatrzymuję. Jak jadę w grupie, to cisnę jak reszta. Ogólnie jednak przejażdżka w grupie trwa dłużej.

siemalysy
01-08-2021, 12:48
Nasz bardzo ciężki plecak. Ja jeżdżę na MTB z Deuterem Race Air 10, który pusty waży 800 gramów. Masz kilogram z głowy. 10 to oczywiście pojemność w litrach, plecak mieści 3 l bukłak.
W zestawie, tym szczegółowym nie widzę telefonu, a na pewno masz ze sobą.
Jak dla mnie do wyrzucenia z zestawu:
- siedzisko - można usiąść na pokrowcu przeciwdeszczowym od plecaka, choć ja siadam na mokrym jak trzeba, z tą odrobiną wilgoci z ławki czy krzesełka pampers sobie poradzi.
- pompka do amora - serio nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, gdy taka pompka ratuje mi dupę, chyba, ze jeździsz ze "śmieszkami" co spuszczają powietrze z amora. Wtedy zwykła pompka wystarcza, tylko trzeba nią zdzielić w łeb śmieszka.
- klocki hamulcowe - takie rzeczy sprawdza się przed wyjazdem i w razie potrzeby wymienia. Ja zapasowe klocki biorę tylko na dłuższe wyjazdy, ale nie wożę ze sobą. Mam w bagażu.
- nabój CO2 + pompka - odpuściłem, nie sprawdzałem, ale podobno jeden nabój 16g to za mało, żeby osadzić oponę MTB w obręczy. Już kiedyś dyskutowaliśmy. Z bezdętką, albo nic się nie dzieje i wystarczy zwykła pompka, albo jest grubo i wjeżdża dętka, ale wtedy też wystarczy zwykła pompka.
- klucz do szprych - powinien jakiś być w multitoolu. Chyba, że ten multitool to cywilny, nie rowerowy, bo widzę jeszcze w zestawie imbusy. Ja mam tylko multitool rowerowy. Polecam coś co akceptuje zwykłe bity, wtedy można sobie uzupełnić do potrzeb własnego roweru.
- zacisk sztycy - co prawda raz zerwałem gwint, jak świeżo po wymianie ramy pojechałem na testową jazdę i chciałem zmienić wysokość siodła, wracałem 17 kilosów na stojaka, kolana wytrzymały. Jak wszystko jest OK, to nie widzę potrzeby targania ze sobą dodatkowego.
- koszulka - rozumiem pocenie się i w związku z tym chęć przebrania się, ale lepiej zainwestować w koszulkę, która nie zaczyna capić za szybko. Też się szybko pocę, ale max co zabieram to rękawki.

Do wymiany:
- nóż - co to za kosa co waży 150 g? Maczeta z Nowej Huty? Folder Lethermana, którego mam jako EDC waży mniej niż połowa tego, ale na rower zabieram najmniejszy scyzoryk Victor Inox i to tylko dlatego, że mam go jako breloczek przy kluczach.
- dętka - kup sobie coś w stylu Tubolito. Nawet dwie ważą mniej niż te ćwierć kilo. Jest drogo, ale lekko i masz dwie, a nie jedną.
- lolympus - moje RX100 waży połowę z tego. Ja nie umiem robić zdjęć telefonem. Mam jakąś blokadę w głowie, że telefon to tylko pstryki w postaci notatnika. No i nie robię setek zdjęć. Tu trzeba sprawę przemyśleć, bo dobry kompakt to też nie kosztuje kilka zeta.

Michał, ogólnie zmniejszanie ciężaru to są koszty, ale MZ warto. Kręgosłupa sobie nie wymienisz.

Tomek z tezą, że niższa waga równa się większe koszty trzeba się zgodzić. Tu nawet nie ma pola do dyskusji.

Mata pod dupsko została w plecaku po ostatniej wędrówce w Beskidzie Żywieckim.
Pompkę do amora zabieram od czasu kiedy chciałem trochę upuścić powietrza i skończyło się na tym, że podczas drugiego podejścia zostałem prawie bez ciśnienia w amorku. Teraz mam już odpowiednie ciśnienie. Sprawdzam raz na jakiś czas w domu i nie zdarzyło mi się na rowerze jej potrzebować. Raz albo dwa użyczyłem jej na wyjeździe jednemu ze współuczestników.
Klucz do szprych rzeczywiście bez sensu. Włożyłem do plecaka jak zaczęły się problemy z kołami, ale już ich nie ma więc mógłbym go nie mieć. Mój obecny Multitool nie ma w zestawie takiego klucza. Zamierzam kupić inny, bo nie jestem zadowoloby z tego co posiadam obecnie.
Klocki hamulcowe staram się sprawdzać regularnie, ale miałem przypadek taki, że klocki skończyły się na tyle, że blaszka mi hałasowała okrutnie. Na wyjazdy w góry zabieram zawsze. Mógłbym to sprawdzać na takim wyjeździe przed każdym wyjściu na rower.
Zacisk sztycy, nawet nie wiem dlaczego mam go w plecaku.
Koszulka w plecaku była na wypadek jakby zrobiło się zimno. Założyłbym ją pod koszulkę, którą miałem na sobie.

Nóż kupiłem kiedyś w jakiejś promocji z myślą o zabieraniu na górskie wędrówki. Zacząłem też go zabierać na wyjazdy rowerowe.
Olympus dla mnie jest lekki, ale oceniam go w porównaniu do Nikona, którego używałem wcześniej. Jak jest mokro i pada, wtedy olympus zostaje w plecaku i zdjęcia robię telefonem. Telefon ląduje zawsze w kieszeni spodenek. W plecaku tylko wtedy kiedy leje.

Mam duże pole do poprawy.


Zgadza się.

Dlatego mnie trochę dziwi Siema, że zakładasz 5,5 kilo w nerce na własny grzbiet. Zmniejszanie ciężaru jest ok, ale nie za wszelką cenę. Walka o każdy gram to sprawdza się może u profi jeżdżących za ciężkie pieniądze. Spraw sobie solidny bagażnik Tubusa, albo lepiej nasz odpowiednik i niech ciężar przejmie tylna ośka, a nie Twoja kość ogonowa.

Bagażnik odpada. Może do innego roweru i na inne trasy. Wtedy nie wykluczam.


Nie musisz nic wyjaśniać przecież swój rozpozna swojego!

Wątek jest samopomocowy i w ramach tego pokażę jak rozwiązałem swoje problemy elektryczno-oświetleniowe

Pierwsza fota zestaw "rowerowy" minimum.

...

To dobrze, że swój swego pozna :-)

Lampki, żebym był widoczny mam lekkie. Żebym ja dobrze widział najczęściej używam Magicshine MJ-856. W komplecie z akumulatorem jest jeszcze cięższa od tej co miałem ostatnio.

- - - - kolejny post - - - - - -

Dziś u nas pada, więc korzystając z okazji pogrzebałem trochę przy rowerze. Ostatnio zaczął mi świrować NX. W piątek zmieniłem linkę, dałem nowy pancerz i niewiele się poprawiło. Dziś wziąłem się za regulację i wydaję się, że teraz już będzie dobrze.

siona
01-08-2021, 16:14
No to zabrałem 2/3 mojego babińca na objazd latyfundiów.
Całkiem nieźle poszło!
54428
54429

zdyboo
01-08-2021, 19:17
Zlikwidowali mi pociąg na główny i musiałem dymać na kole. Pojechałem spokojnie, przez nie takie znowu uśpione miasto w sobotni bardzo wczesny poranek, bo jeszcze przed szóstą było.
W pociągu przytomnie nie włączyli klimy, zatem zacząłem przysypiać. Do Międzylesia dotarłem z 10 minutowym opóźnieniem. Znowu, ja nie wiem czy oni nie potrafią okiełznać rozkładu jazdy. Choć chyba się domyślam jak to wygląda.
Wreszcie na zjeździe z dworca w Międzylesiu zdemontowali tę nierówną kostkę i kładą asfalt. Jeszcze nie skończyli, ale koniec z tym brukiem.
Na rozbudzenie wszedł całkiem orzeźwiający i dobrze mi znany podjazd, czyli 200 m na 3,5 km. Do granicy gładko, za granicą też, tym razem nie skręcałem w las na linii bunkrów, ale pocisnąłem prosto i wjechałem głębiej w czeską ziemię. W czerwcu jechałem przez góry teraz chciałem bardziej pogórzem się przejechać. Do Kunvaldu dotarłem cyklotrasą 4047, ale chyba lepiej jechać skrótem przez Bubnov. Następną razą. Z Kunvaldu zacząłem się kierować na Rokytnice v Orlickych horach, gdzie odbiłem z głównej, ale i tak mało ruchliwej drogi na Ricky v Orlickych horach. Po drodze napotkałem znaki, że jakaś droga jest zamknięta, ale nie sprawdzałem czy akurat wypada na mojej trasie i jechałem zgodnie z planem. Nawet jak dotarłem do rozjazdu to zastanawiałem się czy nie jechać skrótem, ale pojechałem zgodnie z planem. Okazało się, że zamknięta jest droga na przełęcz na której stoi budka z piwem czyli pierwszy popas jak jadę granią Orlickych hor. Tym razem jednak nie miałem zamiaru tam jechać. Zjechałem do Zdobnice i rozpocząłem najbardziej stromy podjazd wyjazdu. Na przełęczy zastałem przyczepę kempingową z jadłem i napitkiem, z tego ostatniego skorzystałem.
Sprawdziłem mapę i okazało się, że jestem niedaleko najwyższego szczytu Orlickych hor czyli Velkej Destny. W wersji graniowej to kolejny punkt z izotonikiem i niemal koniec jazdy przez Czechy. Zostaje tylko dosyć szybki zjazd na przełęcz pod Serlichem, podjazd pod Masarykovą Chatę, Kofola i granica.
Tym razem tylko zjazd i izotonik się zgadzał. Początkowo po takiej sobie nawierzchni, a potem po gładkim jak stół asfalcie, można było się rozbujać. Zjazd posiada pewne drobne hopki, ale szybko znalazłem się w Olesnice v Orlickych Horach, skąd niewielkim podjazdem dotarłem do Borovej. Tak przy okazji, pod Wrocławiem też mamy Oleśnicę i koło niej Borową. Nawet są w podobnej odległości co miejscowości o tych samych nazwach w Czechach. Światy równoległe, ale łatwo osiągalne. Na przykład rowerem.
W Borovej przy drodze znalazłem knajpę w typowym czeskim stylu. Jakieś dzieci wchodzące do kuchni, stali bywalcy przy barze. Primator i kolejne sprawdzanie mapy. Byłem na mniej więcej na 70 km trasy z zaplanowanych 120, a jakoś przy sprawdzaniu trasy wyszło mi, że na 90 km mam przekroczyć granicę. Tylko mapa pokazywała, że do granicy zostało co najwyżej kilka kilometrów. Skoro tak zostało i jechałem cały czas po śladzie, znaczy tak ma być. Potem sobie uświadomiłem, że ten 90 km to był przed skróceniem trasy, początkowo planowałem 140 km i grubo ponad 2 km w pionie, ale stwierdziłem, że mogę jednak nie dać rady i skróciłem.
Do Polski wróciłem w Brzozowie i skierowałem się w stronę Kudowy Zdroju. Akurat musiałem przejechać przez centrum, zaraz koło parku zdrojowego, zatem łyknałem trochę klimatu uzdrowiska w porze wakacyjnej i na szczęście szybko się wydostałem z miasta. Zaczął się podjazd do Kulina Kłodzkiego. Co prawda właściwy podjazd zaczyna się na szosie w połowie drogi między Jeleniowem i Dańczowem, ale wyjazd z Kudowy tez był pod górę. Podjazd mnie zmęczył wielce. Może nie nastromieniem, ale długością. Ponad 6 km dymania pod górę. Potem jednak już zostało w dół do samego Kłodzka. Duszniki-Zdrój minąłem całkiem bokiem, przejechałem przez Szczytną i przez Polanicę-Zdrój, ale w Polanicy sprytnie ominąłem centrum i koło rozlewni Staropolanki wyjechałem na szosę do Starego Wielisławia. Tym razem darowałem sobie podjazd Szlakiem Serduszkowym, bo bałem się, że moje serduszko może tego nie wytrzymać i dobrze znaną drogą pojechałem do Kłodzka. Wiatr w plecy i lekki zjazd sprawiały, że jechało się wielce przyjemnie. Choć w trakcie jazdy okazało się, że nie zdążę na pociąg przed trzecią, zatem mam dwie godziny czekania w Kłodzku, ale miałem zaplanowany tam obiad. Nie chciałem też wracać PKP IC, choć godzinowo mi pasował, ale miałem kupiony bilet Weekend z KD. Zjadłem nawet z deserem i pojechałem na Kłodzko Główne, gdzie zastałem jeszcze spóźnione PKP IC, ciekawe ile faktycznie wcześniej dotarli do Wrocławia, bo IC jedzie 20 minut dłużej niż szynobus KD.
Na dworcu sprawdziłem rozkład i wyszło, że na Kłodzko Miasto pociąg stoi 10 minut, to pojechałem na ten świeżo wyremontowany dworzec i tam już poczekałem na pociąg. Lekko spóźniony dotarł do Wrocławia. Mogłem w nim zostać bo dalej jechał do Legnicy, czyli koło mojego domu, ale już miałem dosyć pociągu. Z dworca też pojechałem na kole.

Jak zawsze wychwalałem jakość czeskich dróg, tak tym razem było różnie. Choć nie było tak źle, jak polski asfalt w stanie zaniku. Nawet jak było połatane czy powybrzuszane, to jechało się całkiem gładko po tym. Nic nie chciało mi wyrwać kierownicy z rąk i nawet nie musiałem jej kurczowo trzymać. Widać, że mają lepszą jakość nawierzchni tak ogólnie. Choć tym razem to jednak w Polsce po lepszej nawierzchni jechałem. Nawet droga przez Stary Wielisław była spoko, chyba po jakimś niezbyt dawnym remoncie, bo sprzed kilkunastu lat pamiętam, że było tam słabo.

Trasa:
https://www.strava.com/activities/5717464855

Fotosy:
54430
Dobrze znany podjazd z Bartosovic v Orlickych horach.

54431
A to już nowe widoki, za linią bunkrów.

54432
Kunvald.

54433
Widoki na bardziej płaskie okolice.

54434
Okolice Ricky v Orlickych horach.

54435
Prognozy nie zapowiadały opadów, ale czarne chmury towarzyszyły mi aż do Borovej.

54436
Klimatyczne strumienie na zjeździe ze masywu Velkej Destny.

54437
Tym razem nie szutry.

54438
Zostaję na asfalcie.

54439
Jakoś wcześniej nie widziałem znaków do Pivovaru Agent, a 2,5 km nie chciało mi się wracać.

54440
Zachowałem zatem wzmożoną czujność i w Borovej wypatrzyłem już co trzeba.

54441
Już nawet w górach zaczęły się żniwa.

54442
Góry Stołowe.

54443
Stary Wielisław.

Ligo
01-08-2021, 19:40
Bagażnik odpada. Może do innego roweru i na inne trasy. Wtedy nie wykluczam.
Nie no, tu z bagażnikiem to faktycznie była przesada, ale chodziło mi o to, żeby wszelkie ciężary przenosiła konstrukcja roweru, a nie własny kręgosłup.

- - - - kolejny post - - - - - -


54439

Naprawdę ładny wyszedł Ci ten rower.

zdyboo
01-08-2021, 20:24
Naprawdę ładny wyszedł Ci ten rower.

Wiem. :mrgreen:

elmo
02-08-2021, 12:06
Zrobiłem w końcu pętlę wokół swego miasta możliwie najbliżej granic administracyjnych (chodziło mi już to po głowie od dawien dawna)... okazało się, że wiele ścieżek jest mi nieznanych. A te, które pamiętam z głębokiej przeszłości teraz nie istnieją. Ale są za to odkryłem nowe. Nic to, trzeba będzie powtórzyć z pewnymi poprawkami :)
Co do wczorajszej pętli ruszyłem chwilę po 18tej, wcześniej przez parę godzin sporo padało (w ostatniej chwili przed wyjściem zamontowałem pseudo dupochron który jak zwykle tylko w nieznacznym stopniu zmniejszył zabrudzenie tylnej części mego ciała, choć przód był o wiele bardziej uchlapany). Po 19tej ponownie zaczęło się chmurzyć, na szczęście wytrzymało z deszczem do powrotu na chatę. Ścieżki po lasach rozmyte z dużą ilością kałuż. Niestety przedzieranie się przez chaszcze znacznie wydłużyły wycieczkę - a ja głupi nie zabrałem przedniego oświetlenia więc ostania godzina w lesie to jazda na tzw "czuja". Szczęśliwie po 21szej byłem w domu :)

https://www.strava.com/activities/5723245252

54472

54473

54474

siemalysy
02-08-2021, 18:38
No to zabrałem 2/3 mojego babińca na objazd latyfundiów.
Całkiem nieźle poszło!


Super :) Doczekasz może jak to Ciebie będą zabierać na objazd ;)


Zlikwidowali mi pociąg na główny i musiałem dymać na kole. Pojechałem spokojnie, przez nie takie znowu uśpione miasto w sobotni bardzo wczesny poranek, bo jeszcze przed szóstą było.
W pociągu przytomnie nie włączyli klimy, zatem zacząłem przysypiać. Do Międzylesia dotarłem z 10 minutowym opóźnieniem. Znowu, ja nie wiem czy oni nie potrafią okiełznać rozkładu jazdy. Choć chyba się domyślam jak to wygląda.

...

Tomek, gruba wyprawa. Nie masz obaw, że nie zdążysz na pociąg powrotny? Czy jeżdżą tak często, że nie ma problemu z powrotem do domu?


Zrobiłem w końcu pętlę wokół swego miasta możliwie najbliżej granic administracyjnych (chodziło mi już to po głowie od dawien dawna)... okazało się, że wiele ścieżek jest mi nieznanych. A te, które pamiętam z głębokiej przeszłości teraz nie istnieją. Ale są za to odkryłem nowe. Nic to, trzeba będzie powtórzyć z pewnymi poprawkami :)
Co do wczorajszej pętli ruszyłem chwilę po 18tej, wcześniej przez parę godzin sporo padało (w ostatniej chwili przed wyjściem zamontowałem pseudo dupochron który jak zwykle tylko w nieznacznym stopniu zmniejszył zabrudzenie tylnej części mego ciała, choć przód był o wiele bardziej uchlapany). Po 19tej ponownie zaczęło się chmurzyć, na szczęście wytrzymało z deszczem do powrotu na chatę. Ścieżki po lasach rozmyte z dużą ilością kałuż. Niestety przedzieranie się przez chaszcze znacznie wydłużyły wycieczkę - a ja głupi nie zabrałem przedniego oświetlenia więc ostania godzina w lesie to jazda na tzw "czuja". Szczęśliwie po 21szej byłem w domu :)

...

Następnym razem możesz przejechać w przeciwnym kierunku. Dodatkowa atrakcja :)

zdyboo
02-08-2021, 20:14
Zrobiłem w końcu pętlę wokół swego miasta możliwie najbliżej granic administracyjnych

Wokół Wrocławia też mamy wyznaczony szlak turystyczny, co się oficjalnie zwie: "Szlak dookoła Wrocławia im. doktora Bronisława Turonia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlak_dooko%C5%82a_Wroc%C5%82awia_im._doktora_Bron is%C5%82awa_Turonia)" tyle, że to nie po granicach administracyjnych, a czasem spory kawałek od miasta. Zasadniczo nie da się go w całości zrobić, bo brakuje przepraw na Odrze. Dlatego został podzielony na dwa odcinki: północny i południowy. Chyba tylko odcinek południowy jest do zrobienia w całości na rowerze.


Tomek, gruba wyprawa. Nie masz obaw, że nie zdążysz na pociąg powrotny? Czy jeżdżą tak często, że nie ma problemu z powrotem do domu?

Jak na moje możliwości dosyć gruba, choć telemetria twierdzi, że był spory zapas.
Pociągów jest wiele i jeżdżą niemal co godzinę do dosyć później pory, choć nie całodobowo, w nocy jest przerwa. Na tej głównej magistrali z Międzylesia do Wrocławia nie ma problemu. Gorzej jest jakbym chciał wracać z Kudowy czy Polanicy na przykład. Pociąg jest, skomunikowany nawet z tym do Wrocławia, ale nie jeździ tak często.
Realne ryzyko jest takie, że mogę do pociągu nie wsiąść. Jeszcze się nie zdarzyło mi, ale dwa tygodnie temu w Świebodzicach byłem ostatnią osobą, która wsiadła do pociągu z rowerem. KD składów w ruchu chyba mają na styk lub to taki sam beton jak PKP. Dwa lata temu jechałem do Szklarskiej. Wsiadłem z rowerem na głównym we Wrocławiu, siadłem i za chwilę się w pociągu tłok zrobił. Okazało się, że wsiadły dwie wycieczki po 60 osób każda. Zgłoszone wcześniej do KD. KD zamiast dać jakiś podwójny skład czy coś, to jedyne co zrobiło, to dało tylko dodatkową osobę do obsługi konduktorskiej. Biorąc pod uwagę, że nie byłem jedyną osobą z rowerem, to efekt był taki, że zaraz za Wrocławiem jak się konduktorzy rozeszli po pociągu to stwierdzili, że więcej osób z rowerami nie wpuszczają. W Jaworzynie odprawili kilka osób z kwitkiem i chyba jeszcze kogoś w Wałbrzychu. Wycieczki wysiadły w Sędzisławiu i chyba w Trzcińsku i do Jeleniej pociąg zajechał prawie pusty. Zresztą to była dziwna jazda. Staliśmy pół godziny w polu, bo gdzieś tam na sąsiednim torze zapaliła się lokomotywa i trwała akcja gaśnicza.
Zresztą trasa do Szklarskiej w sezonie jest straszliwie oblegana. W niedziele wieczorem pociąg potrafi być nabity pod korek.
Ogólnie co by nie mówić o tzw. kiblach czyli składach EN57 OIDP to tam miejsca na rowery zawsze było wystarczająco. Do tego zawsze był to przedział na końcu składu i można było rowery stawiać bez martwienia się o zachowanie drożności ciągu komunikacyjnego. Co prawda po modernizacjach już tak fajnie nie jest, ale nadal jest lepiej niż w szynobusach Newagu. Te szynobusy są spoko, wygodne, klimatyzowane, ciche, nie trzęsie, ale jak masz rower to zawsze jest opcja, że braknie dla ciebie miejsca. Do tego jak masz coś dłuższego niż szosa, gruz czy cross to się mieści w miejscu przeznaczonym dla rowerów. MTB to tak z pół koła się nie mieści. W zasadzie tylko dlatego, że ludzie z rowerami są dosyć ogarnięci, to rowerów wchodzi więcej niż Newag przewidział. Choć czasem zdarzają się sakwiarskie nieogary, co sakwy chyba mają przyspawane do bagażnika, bo nijak im do głowy nie przychodzi, że jakby je zdjęli to zamiast dwóch rowerów weszłoby w to samo miejsce pięć.
Pociągi w kotlinę i na zachód cieszą się mniejszym wzięciem i tam przeważnie nie ma problemu, nawet jak się wsiada na trasie. No i ja potrafię wracać naprawdę wcześnie. Jak w górach jestem chwile po 7, to potrafię się wyrobić na pociąg w okolicach pierwszej czy drugiej popołudniu. Im bliżej wieczora tym pociągi bardziej nabite. To jest wielka przewaga roweru. Przez 7 godzin można się najechać pod korek, a tu się okazuje, że dopiero połowa dnia minęła. Mój kolega co chodzi po górach to zawsze mi mówi, że wcześnie wracam. On po trasie 40-50 km z buta to wraca pociągami 19-20 przeważnie.

elmo
03-08-2021, 06:05
U nas takiej turystycznej pętli (znaczy jakiegoś oznaczonego szlaku) wokół miasta nie ma. W planowaniu pętli brałem pod uwagę dwie rzeczy: ma być po granicy lub możliwie najbliżej niej i ma być jak najmniej asfaltu. Myślę że jeszcze parę przejazdów i trasa będzie ok. Wiadomo sprawa że można ją pojechać "prawilnie" (znaczy zgodnie z ruchem wskazówek) jak i odwrotnie. Niby to samo się jedzie ale jednak inaczej.
Ta pętla to taki wstęp do szerszego baaaaardzo dawnego pomysłu "jeżdżenia wokół komina": wokół miasta, wokół gminy, wokół powiatu, wokół województwa i wokół kraju. O ile dwa pierwsze będę chciał zrobić na mtb to resztę jednak szosą.
Co do spraw z plecakiem: moja pierwsza zrobiona trasa dł. 200 km (oczywiście po płaskim) zrobiłem na mtb właśnie z plecakiem; do, którego, z tego co pamiętam, wrzuciłem dwie dętki, zestaw naprawczy do dętek, multitol, powerbank, dużo jedzenia i picia (bo było to w Boże Ciało i obawiałem się że będą trudności w zakupach), bluza (którą początkowo miałem na sobie), kurtka porzeciwdeszczowa (cienka), para skarpetek, nogawki.
W maju, gdy robiłem trasę wzdłuż Rawki jechałem z większą podsiodłówką - jedyny powód to chciałem mieć po prostu wolne plecy.

moshica
03-08-2021, 11:04
Potrzebuję doradzenia w sprawie zakupu przenośnej pompki do mtb (ew., dodatkowo z zaworem Presta)
Wiem że zachwalane są Lezyne, ale ...no cena do mnie nie przemawia. Są też modele 26cm długości, do torby bagażnikowej by sie zmieściła, niby wykonanie z alu itp.
W Decathlonie są po ok 50zł, pytanie czy to przeżyje i w rękach się nie rozleci ? Na alledrogo sa jakieś za 30zł, ale tego bym nie ryzkował.
W żadne mleko nie chce wchodzić, bardziej standardowe rozwiązania...

matbe
03-08-2021, 11:25
Nie znam się to odpowiem, że sam kupiłem Blackburn Mammoth Anyvalve HV bo była mała i z dożywotnią gwarancją(więc pewnie dobra) Leży w szafie, wrażeń brak :-)

moshica
03-08-2021, 11:27
No ale używałes jej, czy nie miałeś potrzeby ? Jak z wykonaniem ogólnie ?

matbe
03-08-2021, 11:42
No ale używałes jej, czy nie miałeś potrzeby ? Jak z wykonaniem ogólnie ?

Kupiłem "na zaś", głównie jeżdżę po warszawie i dopompowuję na publicznych stacjach, bo jednak wygodniej i jest miernik ciśnienia..
Pompka jest lekka ale wydaje się solidna - skojarzenia z magnezowymi tworzywami. Pompować pompuje, jedyny dla mnie mankament to gumowa zaślepka która jest pod szeroki gwint. Ja mam prestę, w pompce odróciłem gwint przez co zaslepka już nie wchodzi. W MTB będzie cacy.

jarek76
03-08-2021, 11:47
Miałem kilka pompek, i były takie sobie, od dwóch lata sprawdza się u mnie topeak race rocket, do szosy jest wersja HP. Mała lekka, szybko pompuje.

Wujot
03-08-2021, 13:47
Potrzebuję doradzenia w sprawie zakupu przenośnej pompki do mtb (ew., dodatkowo z zaworem Presta)
Wiem że zachwalane są Lezyne, ale ...no cena do mnie nie przemawia. Są też modele 26cm długości, do torby bagażnikowej by sie zmieściła, niby wykonanie z alu itp.
W Decathlonie są po ok 50zł, pytanie czy to przeżyje i w rękach się nie rozleci ? Na alledrogo sa jakieś za 30zł, ale tego bym nie ryzkował.
W żadne mleko nie chce wchodzić, bardziej standardowe rozwiązania...

Niestety nie podam Ci mojej pompki bo starły się oznaczenia. Szkoda bo działa wystarczająco dobrze i ma praktycznie najmniejsze wymiary - 100 g i 16 cm. Ale na amazonie były kiedyś jeszcze sporo mniejsze. W każdym razie musisz się zastanowić czy chodzi o minimalizm (kosztem dłuższego czasu pompowania). Fajne zestawienie jest na https://portal.bikeworld.pl/artykul/porady/przeglad_rynku/13015/podreczna_mini_pompka_rowerowa_co_wybrac?strona=3

Z tego zestawienia wybrałbym BIRZMAN MINI-APOGEE która jest jeszcze mniejsza (13,5 cm) i lżejsza (75 g) od tej co mam a zakładam, że spełnia zadanie. To jest rzeczywiście kieszonkowy wymiar. Na amazonie tylko 100 zł

Znalazłem jeszcze równie ciekawy wyrób:

https://www.bikester.pl/kcnc-kot07-mini-bike-pump-90-silver-355480.html?eqrecqid=11cb9dd1-f450-11eb-9d2b-000094fb7d5e

11 cm i 81 g. Cena 167 zł

Chyba sobie którąś z nich sprawię. Choć napompowanie 2,4" to pewnie z 10 min.

Wujot
03-08-2021, 14:24
fajna recenzja birzman

https://road.cc/content/review/269769-birzman-mini-apogee-hand-pump

Wind Mill
03-08-2021, 15:24
Potrzebuję doradzenia w sprawie zakupu przenośnej pompki do mtb (ew., dodatkowo z zaworem Presta)
...do torby bagażnikowej by sie zmieściła...
Ja od ośmiu lat w rowerowym plecaku wożę nożną minipompkę z Lidla (z manometrem, wedle opisu obsługuje także Prestę, nie próbowałem - jeżdżę na AVX / Schroeder).
Podobne (lub te same innej marki) są też na Allegro.
Kiedyś gumę łapałem często, od czasu przesiadki na Schwalbe z warstwą antyprzebiciową chyba dwa...trzy razy w ciągu trzech lat?
Ustrojstwo pompuje i nie męczy jak ręczna, ale do ramy ni przypiął. Wróć! A nie była ona w pokrowcu z trzema rzepami do zamocowania pod ramą? Nie pamiętam już... :roll:

zdyboo
03-08-2021, 15:29
Potrzebuję doradzenia w sprawie zakupu przenośnej pompki do mtb (ew., dodatkowo z zaworem Presta)
Wiem że zachwalane są Lezyne, ale ...no cena do mnie nie przemawia. Są też modele 26cm długości, do torby bagażnikowej by sie zmieściła, niby wykonanie z alu itp.
W Decathlonie są po ok 50zł, pytanie czy to przeżyje i w rękach się nie rozleci ? Na alledrogo sa jakieś za 30zł, ale tego bym nie ryzkował.
W żadne mleko nie chce wchodzić, bardziej standardowe rozwiązania...

Do MTB używam Topeak Rocket Race w wersji HV. MZ znacznie lepsza niż Lezyne HV. Szybciej da się napompować koło. Minus to brak ciśnieniomierza. Choć ten w Lezyne też dokładnością nie grzeszy. Ja używam osobnego, bo w MTB lubię mieć dokładnie takie ciśnienie jakie chcę.
Lezyne w wersji HP jest świetne, ale tak do szerokości opony 32 mm. Jak próbowałem nią pompować 35 mm, mające faktyczny rozmiar na szerokiej obręczy 37 mm, to bardzo długo to trwało. Lezyne HV jest takie sobie do MTB, za to świetnie się sprawdza w crossie czy gruzie na oponach o szerokości 35-40 mm.


fajna recenzja birzman

https://road.cc/content/review/269769-birzman-mini-apogee-hand-pump

Ja recenzjom z road.cc przestałem ufać jak kiedyś przeczytałem artykuł z propozycją 10 najlepszych opon na zimę. Połowa to były slicki. I rozumiem, że oni w UK to śnieg głównie w TV widzą, ale w artykule nie było słowa, że to propozycja dla UK tylko 10 najlepszych opon na zimę.

Wujot
03-08-2021, 16:19
Ja używam osobnego, bo w MTB lubię mieć dokładnie takie ciśnienie jakie chcę.
.

Zmianę dętki (czy dopompowanie na mleku) traktuję w kategoriach rzadkich zdarzeń. Więc jeśli nawet dojdzie do tego to parę kilometrów na takim a nie innym ciśnieniu dla mnie nie jest warte wożenia manometru. Poza tym, to jednak wyraźnie się czuje zbyt niskie ciśnienie, więc zawsze można dmuchnąć. W zasadzie dotyczyłoby to też indywidualizacji pod warunki - trochę odjąć/dodać bez manometru.

Powiedzmy guma trafi się dwa, trzy razy w sezonie (nie mówię, że we WRO, bo ostatnio miałem tu trzy kapcie w tydzień :-( ) więc dłuższe pompowanie z nie do końca znanym wynikiem jest dla mnie do zaakceptowania. Ale co kraj to obyczaj.


pees;

Ale rzeźnia w meczu

zdyboo
03-08-2021, 17:00
Ja już miałem tak, że w MTB napompowałem za dużo o 0,1 bara i czułem, że opony nie trzymają się gruntu. Spuszczałem na czuja, bo akurat jechałem na lekko bez manometru.
Jak przebiło mi kiedyś tył, to zeszło mi z 1,8 bara do 0,9 i poczułem to dopiero na zjeździe, jak na zakręcie rower zaczął zarzucać tyłem. Dopompowałem ręczną, zmierzyłem i pojechałem dalej. Wszystko zajęło mi może minutę. Najszybsza likwidacja laczka ever, głównie dzięki mleku.

I to prawda jazda po mieście i poza miastem to dwa różne systemy monetarne, jeżeli chodzi o łapanie gum. Kiedyś jeździłem na oponach z najgrubszą możliwą wkładką. Oczywiście Schwalbe z serii plus, bo oni chyba najbardziej się specjalizują w takich oponach. I faktycznie zwykle opony zmieniałem z powodu zużycia bieżnika, a nie że się przebijały. Warto tylko mieć też dobrej klasy dętki. Te najtańsze (12 zeta za dwie) potrafią się rozejść same z siebie. Ja na dętkach i oponach Schwalbe nie łapałem gum przez dwa, trzy lata codziennej jazdy po mieście. Minus jest taki, że te opony są bardzo ciężkie. Opona o szerokości 35 mm z najlepsza wkładką waży tyle co guma MTB 2,4" (58 mm). Rower robi się nieco mułowaty przez to. Dlatego próbowałem zamleczyć też rower na miasto, ale sukces jest połowiczny. Przód tak, tył nie. Na razie na Panaracerach Gravelkigach SK+ nie łapię laczków, poza okazjonalnym rozszczelnieniem się opony. Dziś na dętce już było spoko.

Wujot
03-08-2021, 18:36
Oczywiście Schwalbe z serii plus, bo oni chyba najbardziej się specjalizują w takich oponach..

Mam opony Schwalbe z wkładką antyprzebiciową. Co do częstotliwości kapci to jakaś teoria chaosu. Bywa, że przez parę miesięcy jest spokój a później seria (i nie przez pozostawienie ciernia bo to bardzo dokładnie sprawdzam) i na zmianę przód - tył. Coraz poważniej myślę aby do miasta gdzie w sumie robię mało kilometrów nie kupić sobie pełnych np Tannus. Pewnie na kasę to się nie opłaci ale jednak to jest upierdliwe jak gdzieś pójdzie guma i trzeba naprawiać i się usyfić, a jeszcze akurat brakuje czasu.

esperal
03-08-2021, 18:48
Kupiłem kiedyś pompę, która ważyła niecałe 30 gram:grin: Z tego co pamiętam to była jakaś mieszanka karbonu z tytanem.


54509

54510

54511

zdyboo
03-08-2021, 19:41
Mam opony Schwalbe z wkładką antyprzebiciową. Co do częstotliwości kapci to jakaś teoria chaosu. Bywa, że przez parę miesięcy jest spokój a później seria (i nie przez pozostawienie ciernia bo to bardzo dokładnie sprawdzam) i na zmianę przód - tył. Coraz poważniej myślę aby do miasta gdzie w sumie robię mało kilometrów nie kupić sobie pełnych np Tannus. Pewnie na kasę to się nie opłaci ale jednak to jest upierdliwe jak gdzieś pójdzie guma i trzeba naprawiać i się usyfić, a jeszcze akurat brakuje czasu.

Jak kupowałem opony z wkładką, to z najlepszą lub wyjątkowo (bo np. opona z kolcami) o oczko niższą w klasyfikacji Schwalbe. Te wkładki co jaskółka kwalifikowała jako dwa poziomy niższą niż max, to już było jak piszesz. Pół roku spokoju, a potem dwa laczki w tydzień. Dalej już nie sprawdzałem, bo zwykle wtedy oponę zmieniałem na nową. Z tymi najlepszymi nie było problemów przez dwa, trzy lata.
Schwalbe Marathon XR, opona sprzed 10 lat, kultowa w środowisku wyprawowców. Nie była taka ciężka, bo wkładka była podobno z tego samego materiału co na nim wahadłowce lądowały. Miałem ją przez kilka lat w trekingu, nie złapałem gumy. Fakt, że za dużo wtedy nie jeździłem. Miałem jakiś kryzys w nawijaniu kilometrów na opony. Potem kilka lat spędziły na haku i w końcu założyłem do mieszczucha. Trzy lata codziennej jazdy po mieście i przebicie. Okazało się, że to co się wbijało w oponę, zostawało w niej, a potem powoli, ale nieubłaganie przebijało się do wnętrza, rozrywając oplot nawet czasem i oczywiście przebijając dętkę. Przy sprawdzaniu znalazłem więcej takich prób przebicia się nie druga stronę i zmieniłem oponę.
Marathon Plus był OK. Zero problemów przez trzy lata, ale niestety mieszanka bieżnika tak zmieniła swoje właściwości przez ten czas, że opony zaczęły się ślizgać. Na mokrej kostce brukowej czułem się niemal jak na lodowisku bez kolców. Wyrzuciłem te opony, bo zaczynało się robić niebezpiecznie.


Kupiłem kiedyś pompę, która ważyła niecałe 30 gram:grin: Z tego co pamiętam to była jakaś mieszanka karbonu z tytanem.
54509


Ta dycha to reszta jaka Ci z miesięcznej wypłaty została po zakupie tej pompki? :mrgreen:
Ja nie patrzę tak bardzo na masę pompki bo mam ją przytwierdzoną do roweru pod koszykiem na bidon. Widuję na YT, że niektóre osoby na gruzach wożą pompki pełnej długości przyczepione pod górną rurą. Mnie akurat takie mocowanie kolidowałoby z torbą w ramie, ale pewnie taką pompką się dosyć szybko pompuje. SKS lub Topeak takie robi, bo googlałem już za nią. Kiedyś pompki tylko tak się woziło o ile rama miała haki na taką pompkę. Teraz wystarczy dobrać długość pompki do rozmiaru ramy.

Wujot
03-08-2021, 20:43
Ta dycha to reszta jaka Ci z miesięcznej wypłaty została po zakupie tej pompki? :mrgreen:
.

esperal

Rewelacja, jak działa - szczególnie, że tylko 75 zł. Napisz, że była OK to ją natychmiast kupię.

edit

Znalezione opinie nie zachęcają do kupna.

siemalysy
03-08-2021, 21:28
Wokół Wrocławia też mamy wyznaczony szlak turystyczny, co się oficjalnie zwie: "Szlak dookoła Wrocławia im. doktora Bronisława Turonia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlak_dooko%C5%82a_Wroc%C5%82awia_im._doktora_Bron is%C5%82awa_Turonia)" tyle, że to nie po granicach administracyjnych, a czasem spory kawałek od miasta. Zasadniczo nie da się go w całości zrobić, bo brakuje przepraw na Odrze. Dlatego został podzielony na dwa odcinki: północny i południowy. Chyba tylko odcinek południowy jest do zrobienia w całości na rowerze.



Jak na moje możliwości dosyć gruba, choć telemetria twierdzi, że był spory zapas.
Pociągów jest wiele i jeżdżą niemal co godzinę do dosyć później pory, choć nie całodobowo, w nocy jest przerwa. Na tej głównej magistrali z Międzylesia do Wrocławia nie ma problemu. Gorzej jest jakbym chciał wracać z Kudowy czy Polanicy na przykład. Pociąg jest, skomunikowany nawet z tym do Wrocławia, ale nie jeździ tak często.
Realne ryzyko jest takie, że mogę do pociągu nie wsiąść. Jeszcze się nie zdarzyło mi, ale dwa tygodnie temu w Świebodzicach byłem ostatnią osobą, która wsiadła do pociągu z rowerem. KD składów w ruchu chyba mają na styk lub to taki sam beton jak PKP. Dwa lata temu jechałem do Szklarskiej. Wsiadłem z rowerem na głównym we Wrocławiu, siadłem i za chwilę się w pociągu tłok zrobił. Okazało się, że wsiadły dwie wycieczki po 60 osób każda. Zgłoszone wcześniej do KD. KD zamiast dać jakiś podwójny skład czy coś, to jedyne co zrobiło, to dało tylko dodatkową osobę do obsługi konduktorskiej. Biorąc pod uwagę, że nie byłem jedyną osobą z rowerem, to efekt był taki, że zaraz za Wrocławiem jak się konduktorzy rozeszli po pociągu to stwierdzili, że więcej osób z rowerami nie wpuszczają. W Jaworzynie odprawili kilka osób z kwitkiem i chyba jeszcze kogoś w Wałbrzychu. Wycieczki wysiadły w Sędzisławiu i chyba w Trzcińsku i do Jeleniej pociąg zajechał prawie pusty. Zresztą to była dziwna jazda. Staliśmy pół godziny w polu, bo gdzieś tam na sąsiednim torze zapaliła się lokomotywa i trwała akcja gaśnicza.
Zresztą trasa do Szklarskiej w sezonie jest straszliwie oblegana. W niedziele wieczorem pociąg potrafi być nabity pod korek.
Ogólnie co by nie mówić o tzw. kiblach czyli składach EN57 OIDP to tam miejsca na rowery zawsze było wystarczająco. Do tego zawsze był to przedział na końcu składu i można było rowery stawiać bez martwienia się o zachowanie drożności ciągu komunikacyjnego. Co prawda po modernizacjach już tak fajnie nie jest, ale nadal jest lepiej niż w szynobusach Newagu. Te szynobusy są spoko, wygodne, klimatyzowane, ciche, nie trzęsie, ale jak masz rower to zawsze jest opcja, że braknie dla ciebie miejsca. Do tego jak masz coś dłuższego niż szosa, gruz czy cross to się mieści w miejscu przeznaczonym dla rowerów. MTB to tak z pół koła się nie mieści. W zasadzie tylko dlatego, że ludzie z rowerami są dosyć ogarnięci, to rowerów wchodzi więcej niż Newag przewidział. Choć czasem zdarzają się sakwiarskie nieogary, co sakwy chyba mają przyspawane do bagażnika, bo nijak im do głowy nie przychodzi, że jakby je zdjęli to zamiast dwóch rowerów weszłoby w to samo miejsce pięć.
Pociągi w kotlinę i na zachód cieszą się mniejszym wzięciem i tam przeważnie nie ma problemu, nawet jak się wsiada na trasie. No i ja potrafię wracać naprawdę wcześnie. Jak w górach jestem chwile po 7, to potrafię się wyrobić na pociąg w okolicach pierwszej czy drugiej popołudniu. Im bliżej wieczora tym pociągi bardziej nabite. To jest wielka przewaga roweru. Przez 7 godzin można się najechać pod korek, a tu się okazuje, że dopiero połowa dnia minęła. Mój kolega co chodzi po górach to zawsze mi mówi, że wcześnie wracam. On po trasie 40-50 km z buta to wraca pociągami 19-20 przeważnie.

A nie miałeś lęku o to, że nie zdążysz na pociąg powrotny? Mam na myśli sam początek przygody z trasami, na które jedziesz i wracasz z nich pociągiem. Teraz jesteś już zaprawiony w boju, a do tego jak piszesz, to jest sporo połączeń. Ja miałbym obawy, że nie uda mi się wrócić na czas. Pewnie doświadczenie i odpowiednie planowanie sprawia, że ryzyko minimalizujesz do minimum.


U nas takiej turystycznej pętli (znaczy jakiegoś oznaczonego szlaku) wokół miasta nie ma. W planowaniu pętli brałem pod uwagę dwie rzeczy: ma być po granicy lub możliwie najbliżej niej i ma być jak najmniej asfaltu. Myślę że jeszcze parę przejazdów i trasa będzie ok. Wiadomo sprawa że można ją pojechać "prawilnie" (znaczy zgodnie z ruchem wskazówek) jak i odwrotnie. Niby to samo się jedzie ale jednak inaczej.
Ta pętla to taki wstęp do szerszego baaaaardzo dawnego pomysłu "jeżdżenia wokół komina": wokół miasta, wokół gminy, wokół powiatu, wokół województwa i wokół kraju. O ile dwa pierwsze będę chciał zrobić na mtb to resztę jednak szosą.
Co do spraw z plecakiem: moja pierwsza zrobiona trasa dł. 200 km (oczywiście po płaskim) zrobiłem na mtb właśnie z plecakiem; do, którego, z tego co pamiętam, wrzuciłem dwie dętki, zestaw naprawczy do dętek, multitol, powerbank, dużo jedzenia i picia (bo było to w Boże Ciało i obawiałem się że będą trudności w zakupach), bluza (którą początkowo miałem na sobie), kurtka porzeciwdeszczowa (cienka), para skarpetek, nogawki.
W maju, gdy robiłem trasę wzdłuż Rawki jechałem z większą podsiodłówką - jedyny powód to chciałem mieć po prostu wolne plecy.

elmo wpadnij do Łodzi. Objedziesz czerwony szlak pieszy wokół Łodzi. Piaseczek gwarantowany :) Dystans ~200 km :)


Potrzebuję doradzenia w sprawie zakupu przenośnej pompki do mtb (ew., dodatkowo z zaworem Presta)
Wiem że zachwalane są Lezyne, ale ...no cena do mnie nie przemawia. Są też modele 26cm długości, do torby bagażnikowej by sie zmieściła, niby wykonanie z alu itp.
W Decathlonie są po ok 50zł, pytanie czy to przeżyje i w rękach się nie rozleci ? Na alledrogo sa jakieś za 30zł, ale tego bym nie ryzkował.
W żadne mleko nie chce wchodzić, bardziej standardowe rozwiązania...

Od kilku lat mam starszą wersję pompki Lezyne HV Drive (https://www.centrumrowerowe.pl/pompka-lezyne-tech-drive-hv-2-pd8836/?v_Id=36252&gclid=CjwKCAjw0qOIBhBhEiwAyvVcf8R6Y2WiJVkvI5lPUdSK 47RjeCS32hJzzWOm0Q56vxmZNinPgxAXxhoC8FMQAvD_BwE). Pompka jest z dołączanym wężykiem. Z jednej strony jest on zakończony końcówką Presta, a z drugiej Schrader. Wszystko czego potrzebujesz. Wiem, że kosztuje niemało w porównaniu z innymi pompkami, ale w mojej ocenie warto.

moshica
03-08-2021, 21:58
Dzięki Wam za rozwinięcie tematu, coś napewno wybiorę. Lepiej mieć to na czarna godzinę niż pchać rower na wakacyjnym wyjeżdzie kilkadziesiat km od kwatery?

zdyboo
03-08-2021, 22:00
A nie miałeś lęku o to, że nie zdążysz na pociąg powrotny? Mam na myśli sam początek przygody z trasami, na które jedziesz i wracasz z nich pociągiem. Teraz jesteś już zaprawiony w boju, a do tego jak piszesz, to jest sporo połączeń. Ja miałbym obawy, że nie uda mi się wrócić na czas. Pewnie doświadczenie i odpowiednie planowanie sprawia, że ryzyko minimalizujesz do minimum.

Początek był ze dwadzieścia lat temu, gdzie niewiele ode mnie zależało. Byłem tylko uczestnikiem, ale nie brałem udziału w aktywnym planowaniu trasy, a tym bardziej nie nadawałem tempa jazdy. Z czasem to się zmieniło i tak jak przypuszczasz doświadczenie robi swoje. Choć wiadomo, że wszystkiego nie przewidzisz. Na Dolnym Śląsku mamy dosyć gęstą sieć połączeń kolejowych. Zwłaszcza we wschodniej części. Dzięki Niemcom, którzy je wybudowali i dzięki Kolejom Dolnośląskim, które wykorzystują istniejącą infrastrukturę. W zasadzie nie ma problemu, żeby nawet w przypadku problemów dotoczyć się jakoś do stacji, skąd już można próbować się dostać do ciapongami do domu. Oczywiście swoje się odpęka w takim wypadku w zbiorkomie, ale w sytuacji awaryjnej, może nie być innego wyjścia.
W przypadku niepewnych warunków pogodowych czy kondycyjnych (początek sezonu) staram się trasę tak planować, aby móc ją skrócić w razie potrzeby. Nie ma sensu w upale czy deszczu jechać kolejnych kilkudziesięciu kilometrów, jak można wsiąść do pociągu kilka stacji wcześniej.

Czasem planuję sobie trasy, którymi do domu wracam na kole, ale jednak staram się unikać, bo to oznacza, jeżdżenie po zwykłych, do bólu nudnych okolicach, które są akceptowalne w codziennej jeździe po pracy. W weekend wolę coś extra. :)

esperal
03-08-2021, 23:10
esperal

Rewelacja, jak działa - szczególnie, że tylko 75 zł. Napisz, że była OK to ją natychmiast kupię.

edit

Znalezione opinie nie zachęcają do kupna.

Nie wiem:grin: Nie miałem przyjemności lub nieprzyjemności użyć jej ani razu. Z samych jednak rozmiarów wnioskuję, że chyba nie chciałbym jej używać. Pewnie lepsza niż dmuchanie w oponę ustami, chociaż sam nie wiem:wink:
Jak chcesz to mogę ją Tobie wysłać za koszty wysyłki. I tak leży już z 10 lat nieużywana.

elmo
04-08-2021, 09:04
elmo wpadnij do Łodzi. Objedziesz czerwony szlak pieszy wokół Łodzi. Piaseczek gwarantowany :) Dystans ~200 km :)

Chętnie wpadnę. Patrzyłem nawet na trasę ostatniej imprezki "gravel po lódzku" - ponoć trasa fajnie poprowadzona.


Co do pompki to używam Bontrager Air Support HP Pro S - z plusów: mała (można zapakować do kieszonki koszulki lub na uchwycie pod koszykiem bidonu), ma chowany wężyk, można napompować do 8 barów, wykonana z metalu (a nie jakiś plastik). Z minusów: głowica tylko na prestę, no i jest gwintowana (czyli jak za mocno nakręcimy to przy wykręcaniu możemy odkręcić wraz z prestą - ale to kwestia wprawy).

zdyboo
04-08-2021, 09:07
Chętnie wpadnę. Patrzyłem nawet na trasę ostatniej imprezki "gravel po lódzku" - ponoć trasa fajnie poprowadzona.

Tylko ponoć bardziej na MTB niż na gruza.

elmo
04-08-2021, 09:10
Też tak słyszałem - ale to nawet dobrze się składa bo mam tylko mtb :)

Wujot
04-08-2021, 11:43
A nie miałeś lęku o to, że nie zdążysz na pociąg powrotny? Mam na myśli sam początek przygody z trasami, na które jedziesz i wracasz z nich pociągiem. Teraz jesteś już zaprawiony w boju, a do tego jak piszesz, to jest sporo połączeń. Ja miałbym obawy, że nie uda mi się wrócić na czas. Pewnie doświadczenie i odpowiednie planowanie sprawia, że ryzyko minimalizujesz do minimum..

Od paru lat jeżdżę głównie pociągami. Największe ryzyko jest po stronie niezabrania przez pociąg. Dlatego unikam powrotów w niedzielę na kierunkach popularnych. Z wyjątkiem stacji końcowych. Czyli raczej bez problemu wejdziesz do pociągu na Szklarskiej Górnej, szczególnie 15" przed odjazdem ale w Jaworzynie może być kanał a w Kątach unmoglich. Prawie zawsze mam też rezerwowy kurs. Najważniejsze jest jednak trzymanie się planu i elastyczność. Zawczasu mam przygotowane i wgrane różne warianty. Wcześniejsze powrotne i dodatki. Mam określone punkty krytyczne i jeśli tam nie osiągam czasu to wdrażam rezerwę. Jeśli nie jest możliwe zrobienie planu rezerwowego (rzadko) to dokładnie trzymam tempo. Jak mi wyraźnie zostaje czas to robię dodatki (np tematy architektoniczno-turystyczne). Zawsze liczę się z kapciem więc daję sobie 30 min na to. Na godzinę przed odjazdem jestem przeważnie w pobliżu stacji i wtedy dokładam jakąś lokalną drobnicę. Na dworzec przyjeżdżam 20 min przed czasem. To akurat tyle czasu aby dokładnie oskrobać rower z błota (patyk plus mała szmatka). Wytrzepać buty, siebie samego, coś łyknąć i zjeść ostatniego batona.

Przez parę lat jedynym problemem były spóźnienia pociągów, raz z żoną staliśmy na stacji w wietrze przez godzinę i mimo kurtek solidnie zmarzliśmy bo akurat zapadł zmrok. Choć z żoną to jednak najczęściej autem jedziemy.

- - - - kolejny post - - - - - -


Wokół Wrocławia też mamy wyznaczony szlak turystyczny, co się oficjalnie zwie: "Szlak dookoła Wrocławia im. doktora Bronisława Turonia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlak_dooko%C5%82a_Wroc%C5%82awia_im._doktora_Bron is%C5%82awa_Turonia)" tyle, że to nie po granicach administracyjnych, a czasem spory kawałek od miasta. Zasadniczo nie da się go w całości zrobić, bo brakuje przepraw na Odrze. Dlatego został podzielony na dwa odcinki: północny i południowy. Chyba tylko odcinek południowy jest do zrobienia w całości na rowerze. .
Turoń jest bez problemu do zrobienia na mtb (dwa kawałki są trochę piesze). Szlak teraz prowadzi przez most w Brzegu Dolnym i Jaz Ratowice. Ten ostatni jest remontowany (konkretnie to śluza) do 06.2022 więc rzeczywiście przez najbliższy rok trzeba pętlę modyfikować (np przez most kolejowy w Kotowicach).

zdyboo
04-08-2021, 12:07
Przez parę lat jedynym problemem były spóźnienia pociągów

To MZ nadal jest problem. Na kilkanaście kursów w tym roku może dwa, trzy były o czasie. Nawet jak o czasie jest tam gdzie wsiadam, to dojeżdża spóźniony tam gdzie wysiadam. Nie są to duże spóźnienia, do kilkunastu minut, ale są. O tyle dobrze, że jak ma się zaplanowaną przesiadkę na pociąg skomunikowany z tym, którym jedziesz, to ten czeka, nawet mimo opóźnienia. Nie wiem tylko jaką tolerancję zachowuje.
Dwa tygodnie temu w Świebodzicach IC ze Szklarskiej był opóźniony o pół godziny, ale KD po nim była o czasie.
Jak wracałem w czerwcu z Ziębic to pociąg KD był opóźniony o 15 minut, co jak się okazało sprawiło, że koleś z rowerem w Bardzie na niego zdążył, choć przyjechał 5 minut po planowym odjeździe pociągu.

Wujot
04-08-2021, 12:14
To MZ nadal jest problem. Na kilkanaście kursów w tym roku może dwa, trzy były o czasie. Nawet jak o czasie jest tam gdzie wsiadam, to dojeżdża spóźniony tam gdzie wysiadam. Nie są to duże spóźnienia, do kilkunastu minut, ale są. O tyle dobrze, że jak ma się zaplanowaną przesiadkę na pociąg skomunikowany z tym, którym jedziesz, to ten czeka, nawet mimo opóźnienia. Nie wiem tylko jaką tolerancję zachowuje.
Dwa tygodnie temu w Świebodzicach IC ze Szklarskiej był opóźniony o pół godziny, ale KD po nim była o czasie.
Jak wracałem w czerwcu z Ziębic to pociąg KD był opóźniony o 15 minut, co jak się okazało sprawiło, że koleś z rowerem w Bardzie na niego zdążył, choć przyjechał 5 minut po planowym odjeździe pociągu.

Dlatego jak jadę z przesiadkami to zawsze wybieram KD-KD bo rzeczywiście nie zostawiają pasażerów i starają się rozwiązać problem. Tych drobnych spóźnień jest rzeczywiście sporo ale raczej do maks 15 min. Ale mimo wszystko oceniłbym wysoko jakość pociągową. Najbardziej mnie wkurza klimatyzacja bo jak wsiadam w jednej warstwie to po godzinie muszę założyć kurtkę. Chyba częściej jej używam w pociągu jak w terenie.