Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
Ja dzisiaj miałem focha na rower i jechałem autem [emoji16]
We Wro tylko popadało. Bardziej zmokłem w drodze do fabryki niż wracając. Ogólnie deszcz taki nie przeszkadzający za bardzo. Podtopień brak.
Teraz świeci słońce.
Ja dzisiaj miałem focha na rower i jechałem autem [emoji16]
Twardym trzeba być, a nie miętkim :-)
siemalysy
25-05-2022, 18:45
Zmokłem wczoraj. Dopadł mnie deszcz na końcówce w lesie i padał całą drogę do domu. Dziś u nas popadało w dzień, teraz nie pada. Jutro ma być bez deszczu, to postaram się wykorzystać dobrze ten dzień :)
We Wro tylko popadało. Bardziej zmokłem w drodze do fabryki niż wracając. Ogólnie deszcz taki nie przeszkadzający za bardzo. Podtopień brak.
Teraz świeci słońce.
Teraz też słoneczko świeci, i jak wychodziłem z roboty też świeciło, tylko akurat jak jechałem, to lało :-)
Twardym trzeba być, a nie miętkim :-)Foch, to foch, nie ma co drążyć [emoji23]
siemalysy
27-05-2022, 13:17
Siema :)
W związku z tym, że mam wolne do końca miesiąca to chciałem wykorzystać ten czas na rower. Pogoda skutecznie drze ze mnie łacha i niemal codziennie pada. Inaczej miało być wczoraj. Miało nie padać, więc zaplanowałem sobie trasę, kupiłem bilet na ŁKA i nastawiłem się na porządną dawkę kręcenia korbą ;)
Przed godziną ósmą ruszam rowerem w kierunku dworca Łódź Kaliska. Docieram tam przed czasem. Idealnie, bo w budynku dworca, a także tunelu prowadzącym na perony nie ma informacji, z którego peronu odjeżdża mój pociąg. Mimo wszystko trafiłem na dobry peron :) Pociąg dojeżdża o czasie wsiada dużo ludzi, w tym dwóch starszych panów z rowerami. W pociągu już były dwa rowery, które nie były zamontowane na hakach, stały po prostu luzem. Wbijam się w wolne miejsce, opieram rower o inny rower i stojąc jadę do stacji docelowej. Wysiadam w Kolumnie przed Łaskiem, kilkanaście minut przed dziewiątą. Moja podróż nie była długa. Uzupełniam bidon wodą, wgrywam ślad trasy do Garmina i ruszam w drogę.
Z Kolumny kieruję się żółtym szlakiem rowerowym w stronę Baryczy. Docieram do miejsca na skraju lasu gdzie zaczyna się lokalna trasa XC Rokitnica (https://www.trailforks.com/route/trasa-xc-rokitnica-31030/), która jesienią i wiosną przeszła konkretną przebudowę. Jadę tylko krótkim fragmentem tej trasy po czym odbijam nad rzekę Grabia. Przyjemnym singlem wzdłuż rzeki jadę kilka chwil, żeby odbić w las i później na szlak rowerowy, który prowadzi do młyna w Talarze. Później drogami polnymi i krótkimi fragmentami asfaltu docieram do Dłutowskiego lasu do pomnika samolotu Łoś (https://polska-org.pl/8182183,Dlutowek,Pomnik_samolotu_PZL_37_Los.html). Jest to 19 km mojej trasy. Jadąc cały czas lasem dojeżdżam do Pawłówka, jadę kawałek lokalnymi drogami i znów wjeżdżam do lasu, którym jadę do miejscowości Prawda mijając po drodze Okrągłą Górę. Z Prawdy poruszam się kawałek asfaltem i zjeżdżam do lasu w Rezerwacie Molenda. Jadąc rezerwatem docieram do Tuszyna, w którym chciałem zjeść drugie śniadanie na ciepło, czyli hot doga z Żabki lub ze stacji. Ani jednego ani drugiego po drodze nie doświadczyłem. Odbiłem ze śladu do centrum miasta. W sklepie kupiłem sobie drugie śniadanie, soczek i wodę, które pochłonąłem w parku na przeciwko. Przy sklepie miałem nakręcone 48 km. Do Tuszyna wszystkie polne i leśne drogi były genialne. Równe niemal jak stół, ubite, prawie bez dziur. Przeszkadzał tylko trochę wiatr, ale w porównaniu z tym co działo się dalej to tak jakby go wcale nie było.
Z Tuszyna ruszam po ok. półgodzinnej przerwie w kierunku drogi A1. Przecinam ją po ok. 3 km i odbijam na południe jadąc równolegle do autostrady. Po kolejnych 3 kilometrach skręcam w polną drogę i przez długi czas nie widzę asfaltu. Tak dojeżdżam do Królewskich Źródeł (https://zrodla-krolewskie.pl/). Chwila przerwy na fotę i ruszam dalej. Wiatr się wzmaga i coraz mocniej przeszkadza. Początkowo próbowałem z nim walczyć, ale szybko odpuściłem, bo to było bez sensu. Jadę przez pewien czas na wschód, a w miejscowości Rzepki odbijam na północ. Przejeżdżam przez Rybakówkę Święty spokój i jadąc na północ różnymi drogami dojeżdżam do Lasu Krogulec. Mijam po swojej lewej Andrespol i na 80 km robię sobie przerwę nad zbiornikiem wodnym Marysinek.
Po chwili odpoczynku i zjedzeniu pozostałości prowiantu ruszam dalej w kierunku Wiączynia. Po niespełna 90 km wjeżdżam do lasu Wiączyńskiego. Przywitał mnie dużą ilością błota. Im dalej w las było tylko lepiej. Wyjeżdżam z lasu kilkaset metrów przed DK72, którą przecinam i asfaltem szybko docieram do Moskwy. Tam zaczyna się Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich. W Moskiwe odbijam w prawo na czarny szlak po PKWŁ, ale po niespełna kilometrze skręcam w lewo w polną drogę, której nie znałem. Drogą tą przejeżdżam pod drogą A1 i dwa kilometry dalej przejeżdżam już przy Dworze w Byszewach. Tu mnie trochę zmoczyło. Wcześniej też kropiło, ale dwa albo trzy razy po kilkanaście sekund. Tu popadało kilka minut. Krótki fragment w lesie i dojeżdżam do asfaltu. Tam odbijam z trasy kilkaset metrów do sklepu. Miałem ochotę na zimne piwo limonka-mięta 0%, ale w sklepie go nie było, więc musiałem się pocieszyć napojem gazowanym Sprite. Uzupełniłem też wodę w bidonie i ruszyłem w kierunku Łodzi.
Mam za sobą 101 km, do domu zostaje ok. 20 km. Tereny te nawet dobrze znam, więc pomimo wiatru jedzie sią jakby lepiej i sprawniej. Na 107 km trafia się pierwszy i jedyny odcinek nieprzejezdny. Przenoszę rower przez kilka powalonych drzew. Mocno się nie spinając na 113 km wjeżdżam na Górkę Ślimaka. Z trzech dostępnych zjazdów jadę tym najbardziej zarośniętym. Od Moskwy ilość podjazdów znacząco się zmienia. Chyba do Moskwy zrobiłem tylko połowę tego co wyszło na całej trasie. A jeszcze przede mną Łagiewniki i kilka krótkich ale sztywnych "ścianek" Do lasu Łagiewnickiego wjeżdżam od wschodu i na sam początek szybki fragment wzdłuż płotu, który prowadzi do parowów. Jest tam ostro w dół i zaraz ostro w górę. Ogarnąłem to z lekkim trudem pod koniec podjazdu, ale podjechałem i nie zatrzymując się kręciłem dalej. Następna atrakcja, to końcówka podjazdu od Łużyka, kilka drobniejszych zjazdów i podjazdów. Na 118 km podjeżdżam niebieskim szlakiem na Kamienną Górę. Za nią szybki zjazd i fajne ścieżki. Zostały mi dwa sztywne podjazdy. Pierwszy zaraz za kapliczkami, którym docieram do żółtego szlaku, a nim jadę kawałek i wjeżdżam na "skocznię" czyli ostatni podjazd tego dnia. W Arturówku mój ślad się kończy i stamtąd jadę już do domu odwiedzając po drodze myjnie, bo rower zebrał sporo błota.
Przejechałem 133 km i odczułem to w nogach. Pewnie gdyby nie wiatr, to zrobiłbym to szybciej. Od momentu jak zaczęło mocniej wiać, moja prędkość spadała. Trasa nie jest moim pomysłem. Jest to znaczący fragment, bo aż 125 z 203 km trasy Gravel po Łódzku, który odbył się w połowie maja. Poniżej link do stravy i trochę fotek.
https://www.strava.com/activities/7207098174
63190
Żółty szlak rowerowy za Kolumną
63191
Nad Grabią
63192
Młyn w Talarze
63193
Pomnik samolotu Łoś
63194
Leśne szutry w Nadleśnictwie Kolumna
63195
A za plecami była A1
63196
Królewskie Żródła
63197
W Rybakówce Święty spokój
63198
Za lasem Wiączyńskim
63199
Kilka chwil po zrobieniu tego zdjęcia zaczęło padać
63200
W drodze na Górkę Ślimaka
63201
Podjazd na Kamienną Górę w Lesie Łagiewnickim
Spory kawałek drogi zrobiłeś. Ja bym miał tylek do wymiany chyba po takim dystansie xD
Nogi by pewnie dały radę, ale moja królewska pupa została by gdzieś w krzakach odpadnieta xD
Już Ci pisałem na Stravie Michał, szakunec za dystans na MTB.
Dzięki za relację.
Co do ciapongów i peronów to polecam apkę rozkład-pkp (https://play.google.com/store/apps/details?id=de.hafas.android.pkp&gl=PL). Wbrew nazwie, nie pokazuje dengrengolady państwowego przewoźnika kolejowego, a właśnie z którego peronu i toru odjedzie pociąg w wybranym kierunku. Oczywiście nie uwzględnia zmian sprzed chwili jak dwa tygodnie temu we Wrocławiu, ale jest dosyć precyzyjna. Ponadto podaje też opóźnienie pociągów, też dosyć precyzyjnie. Chyba można w niej tez kupować bilety, ale z tej funkcjonalności nie korzystam, bo kupuje bilety w apce Koleo.
Z wiatrem nie ma co walczyć. Niestety, ocieplanie klimatu powoduje, że zjawiska pogodowe przybierają na sile. Będzie mocniej wiało, mocniej padało i będą większe upały. Trzeba się chować w las, póki go jeszcze nie wycięli lub tak planować trasy, by przynajmniej wiatr nie przeszkadzał. We wrześniu pykłem trasę z Jelonki do Wro. Na początku mnie wypizgało, a potem zaczeło wiać i w sumie 120 km centralnie z wmordewindem zrobiłem. Po setce już miałem dosyć, ale też nie bardzo gdzie miałem złapać ciapong do domu.
Nawet wczoraj wracając z fabryki, pojechałem dłuższą trasę tylko dlatego, że pierwsza dycha była z wiatrem, potem były 3 km za drzewami, a potem nawet wiatr nieco osłabł. Przy planowaniu trasy dla mnie to kierunek i siła wiatru są najważniejszym parametrem, dopiero potem temperatura i opady. Na szczęście mam na tyle bogate portfolio tras, że jest w czym wybierać.
cz4rnuch
27-05-2022, 21:22
Straciłem już wszelką nadzieję aż tu nagle pod choinką taki prezent (W sumie także urodzinowy więc upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu. Zła kobieta. ):
https://i.imgur.com/YFVSABO.jpg
Ja chce na takie płaskie szuterki, a nie ciągle tylko pod górę i kamienie :)
Gratki Marcin.
Czyżby to C15 czy jednak szerokokątna perspektywa tak odchudziła C17.
Na plus klasyczna wersja ze srebrnymi prętami i stelażem. Bardziej mi się podoba niż te nowe wersje z czarnymi.
cz4rnuch
27-05-2022, 21:46
Szerokokątna perspektywa tak odchudziła C17.
Ach i gdzie moje maniery. Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin. :)
Zła kobieta. ):
To dobry człowiek jest...
Dołączam się - najlepszego! :-)
siemalysy
27-05-2022, 22:05
cz4rnuch Najlepszego z okazji urodzin :) No i niech #4litery polubią się z siodłem :)
Spory kawałek drogi zrobiłeś. Ja bym miał tylek do wymiany chyba po takim dystansie xD
Nogi by pewnie dały radę, ale moja królewska pupa została by gdzieś w krzakach odpadnieta xD
Twoja królewska pewnie by pobolała chwilę i by się przyzwyczaiła ;)
Już Ci pisałem na Stravie Michał, szakunec za dystans na MTB.
Dzięki za relację.
Co do ciapongów i peronów to polecam apkę rozkład-pkp (https://play.google.com/store/apps/details?id=de.hafas.android.pkp&gl=PL). Wbrew nazwie, nie pokazuje dengrengolady państwowego przewoźnika kolejowego, a właśnie z którego peronu i toru odjedzie pociąg w wybranym kierunku. Oczywiście nie uwzględnia zmian sprzed chwili jak dwa tygodnie temu we Wrocławiu, ale jest dosyć precyzyjna. Ponadto podaje też opóźnienie pociągów, też dosyć precyzyjnie. Chyba można w niej tez kupować bilety, ale z tej funkcjonalności nie korzystam, bo kupuje bilety w apce Koleo.
Z wiatrem nie ma co walczyć. Niestety, ocieplanie klimatu powoduje, że zjawiska pogodowe przybierają na sile. Będzie mocniej wiało, mocniej padało i będą większe upały. Trzeba się chować w las, póki go jeszcze nie wycięli lub tak planować trasy, by przynajmniej wiatr nie przeszkadzał. We wrześniu pykłem trasę z Jelonki do Wro. Na początku mnie wypizgało, a potem zaczeło wiać i w sumie 120 km centralnie z wmordewindem zrobiłem. Po setce już miałem dosyć, ale też nie bardzo gdzie miałem złapać ciapong do domu.
Nawet wczoraj wracając z fabryki, pojechałem dłuższą trasę tylko dlatego, że pierwsza dycha była z wiatrem, potem były 3 km za drzewami, a potem nawet wiatr nieco osłabł. Przy planowaniu trasy dla mnie to kierunek i siła wiatru są najważniejszym parametrem, dopiero potem temperatura i opady. Na szczęście mam na tyle bogate portfolio tras, że jest w czym wybierać.
Dzięki Tomek za info o apce. Nie znałem jej. Bilety też kupuję za pomocą Koleo.
Ja chce na takie płaskie szuterki, a nie ciągle tylko pod górę i kamienie :)
kipcior chętnie bym się zamienił :-D
cz4rnuch
28-05-2022, 12:49
Zbiorcze dzięki. I pewnie to autosugestia, ale już dziś z rana jakoś przyjemniej się jechało do fabryki :) Lepiej niż na fabrycznym Fabricu co go miałem wcześniej. Na minus oczywiście waga, ale tylko w dłoni, bo na rowerze już raczej się tego nie wyczuje.
ciorny! sto lat stara dooopooo!
Kurde u mnie pierwszy laczek w tym sezonie, co prawda w mtb, ale pewnie zaraz się zacznie...
Wczoraj znowu wiało i znowu lało, zatem znowu w niedzielę przyszło pojeździć. Pomny tego, że powrót pociągiem niekoniecznie jest spoko opcją. Wykorzystałem trasę z potrfolio, że jadę ciapongiem i wracam na kole.
Nie nastawiałem budzika. Nie upierałem się żeby zdążyć na Sprintera KD o 6:21. Mógł być następny, zwykły, tuż przed 8. Obudziłem się sam koło 4.30 i po skorzystaniu z łazienki stwierdziłem, że jak zasnę to jadę jak się obudzę. Nie zasnąłem jednak, przynajmniej nie na długo i pojechałem na Sprintera. Tłoku nie było, choć cztery rowery wisiały na hakach wszystkich czterech hakach. Oparłem swój o złożone siedzenia, siadłem zaraz za nim, żeby w razie czego łapać jak będzie leciał i zapodałem sobie muzę ze Spotify. W Legnicy dosiadł się kolo z gruzem i też jechał do Bolesławca. Gdzieś za Legnicą dosiała się jeszcze para z elektrykami i stali w sumie na środku. Można było kręcić gównoburzę, żeby zdjąć te rowery z haków, ale nikt nie miał parcia. Kolejny raz, nie wiem co powoduje ludźmi, że koniecznie muszą sobie powiesić rower w pociągu. Chyba im nie szkoda obręczy, bo haki rzadko kiedy mają kondoma w całości.
W Bolesławcu byłem przed 7.30. Było cicho i pusto. No i zimno, słońce mocno zapodawało na bezchmurnym niebie, ale termometr pokazywał 10 stopni, co i tak stanowiło o 3 więcej niż godzinę wcześniej we Wro. Miałem jednak koszulkę termiczną pod koszulką rowerową i ocieplacze na kolanach. Jeszcze w Bolesławcu zjechałem na pierwszy odcinek gruntowy tego dnia. Nie kurzyło się, nie było błota tylko jakieś pojedyncze kałuże. W sumie spoko. Gruzowa trasa, gdzie asfalt się z ziemią przeplata.
Drugi odcinek gruntowy za Wartowicami już nie był taki spoko, było sporo błota i sporo kałuż. Nie chcąc całkiem uwalić siebie i roweru lawirowałem na minimalnej prędkości, ślizgając się bardzo, bo jednak Tufo Gravel Speedero to nie są opony na błoto. Wyjechałem w końcu na twarde i to twarde doskonałej jakości. Przy okazji zauważyłem, że zaczęło wiać, co mnie w sumie ucieszyło, bo wiało w plecy.
Zamek Grodziec zaczął mi towarzyszyć i nie opuścił przez najbliższe 10 km. W sumie prawie do niego podjechałem, bo trasa wiodła zboczem góry na której zamek zbudowano. Znowu była błotna ślizgawka, ale mniejsza niż wcześniej. Za zamkiem znowu złapałem twarde, niestety już gorszej jakości i takim sposobem dojechałem do Złotoryi. Miasto wpisywało się w definicję niedzielnego leniwego poranka. Zatrzymałem się tylko po to, żeby zrobić zdjęcie i ściągnąć ocieplacze kolan. W międzyczasie zrobiło się oszałamiające 16 stopni. Fajny ten maj, taki nie za ciepły.
W Złotoryi pojechałem na zbocze Wilczej Góry, ale w zasadzie mogłem sobie odpuścić ten odcinek i objechać go dołem po asfalcie. Podjazd spoko, jedzie się po kamieniach, ale przejezdny na gruzie, za to zjazd był rozjeżdżoną polną drogą, całe szczęście błoto nieco przyschło, ale i tak wolałem się nie rozpędzać.
Zaczęły się podjazdy i to takie, że było co na nich robić. W zeszłym roku jak robiłem podjazd przed Stanisławowem, to na górze musiałem się zatrzymać i uspokoić serce, teraz wbiłem bez emocji. Zmiana kasety z 11-42 na 11-46 to był dobry pomysł. Na górze jak zwykle zostałem nagrodzony panoramą Rudaw Janowickich na tle Karkonoszy. Na północnych zboczach nadal biało.
W Pomocne jest dobry zjazd, który kończy się gwałtownym hamowaniem, chyba że ktoś nie ma oporów przed pojechaniem 30 metrów pod prąd na zakazie wjazdu, wtedy nie trzeba hamować do zera. Do Jawora wjechałem przez Myślinów i Myślibórz wydzielonym DDRem od Myślibórza. Za Jaworem już zaczęła się klasyczna Płaskopolska, ale było z wiatrem i jakieś szutry też się trafiły, co pozwoliło doczyścić opony z bolesławieckiej gliny. Zrobiło się ciepło, bo w słońcu termometr pokazywał ze 23 stopnie, ale wystarczyła odrobina chmur i robiło się o 5 stopni chłodniej. Poza tym znad gór zaczęły nadciągać ciemniejsze chmury.
Chciałem być cwany i skrócić przejazd remontowanym odcinkiem w Skałce, ale rozebrali most i musiałem wrócić się na objazd. Co prawda kolesie z rowerami po drugiej stronie twierdzili, że jak dam radę zejść po swojej, to po ich wejdę, bo faktycznie była drabinka, ale nie po 120 km w nogach. Nie zaryzykowałem. Jeszcze z musu przejechałem się nowym odcinkiem łącznika między Smolcem i ul. Rakietową we Wrocławiu i po kilkunastu minutach zameldowałem się w domu. Odwiedzając jeszcze myjkę, żeby opłukać rower.
Reasumując, jechało mi się nadzwyczaj dobrze. Zmęczenie poczułem dopiero w domu, ale byłem na tyle wcześnie, że dałem radę cokolwiek odpocząć.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/7221555428
Fotosy:
63252
Zabudowa szeregowa na głębokich rubieżach Bolesławca.
63253
Sunday, muddy Sunday.
63254
50 shades of green.
63255
Ruiny folwarku pod Zamkiem Grodziec
63256
A tu i sam zamek na górze.
63257
Chyba za słabo dziś wiało, bo wentylatory raczej nieruchome były.
63258
Złotoryjski rynek.
63259
Rudawy Janowickie i Karkonosze.
63260
Świętlica w Stanisławowie.
63262
Pałac w Myślibórzu.
63263
Płasko i zielono.
63264
Nieruchomy wentylator.
63265
Polna droga asfaltowa.
zdyboo Zacne robisz te trasy :)
Przez siemalysy zachciało mi się po płaskim, a tu wszędzie góry za oknem. Ale przecież ja mam płasko na północy, tylko te 100km trzeba zrobić. W tym roku jeszcze tyle nie było. Ciekawe co umrze pierwsze, dupa czy nogi.
https://www.strava.com/activities/7222991808
Pierwszy popas na Jeziorze Goczałkowickim
63272
Ludzi jak zawsze w niedzielę pełno
63273
Udało się, płaski las :)
63274
Paprocany
63275
Staw Noname
63276
Tak w sumie to jedyne ładne zdjęcie z tego wyjazdu, aż się wróciłem
63277
I znowu las i znowu płasko
63278
I jeszcze trochę płaskiego lasu
63279
Tu już gdzieś cywilizacja majaczy na horyzoncie
63280
Znajdź rower na obrazku
63281
Szlak bursztynowy Pszczyna-Międzyrzecze przez lasy, pola i nieużytki.
63282
Nogi zdechły...
zachciało mi się po płaskim, a tu wszędzie góry za oknem.
Kipcior, a już nie marudź na te górki.;-)
Kiedyś pchałem kumpla za siodło dobre 30 km, bośmy kończyli rajd dookoła woj. Bielskiego, jemu pieski poszły, a na ciapong z Bielska trza było zdążyć.;-)
Koleżanki i koledzy jaki rower elektryczny warto kupić na jazdę głównie po lesie. Budżet do 8tys. Z góry dzięki za podpowiedzi.
siemalysy
30-05-2022, 10:03
Wczoraj znowu wiało i znowu lało, zatem znowu w niedzielę przyszło pojeździć. Pomny tego, że powrót pociągiem niekoniecznie jest spoko opcją. Wykorzystałem trasę z potrfolio, że jadę ciapongiem i wracam na kole.
...
Tomek ciekawa trasa :) Fajnie, że napisałeś relację i wrzuciłeś zdjęcia. Można zobaczyć kawałek innego regionu Polski.
zdyboo Zacne robisz te trasy :)
Przez siemalysy zachciało mi się po płaskim, a tu wszędzie góry za oknem. Ale przecież ja mam płasko na północy, tylko te 100km trzeba zrobić. W tym roku jeszcze tyle nie było. Ciekawe co umrze pierwsze, dupa czy nogi.
Już przez siemalysego ;) Fajnie masz tam w tym Bielsku :) Na północ płasko, na południe góry :-D Fajne miejsca ;)
Kipcior, a już nie marudź na te górki.;-)
Kiedyś pchałem kumpla za siodło dobre 30 km, bośmy kończyli rajd dookoła woj. Bielskiego, jemu pieski poszły, a na ciapong z Bielska trza było zdążyć.;-)
W ubiegłym roku jak byliśmy w Beskidzie Żywieckim, to koledze manetka Sram się zacięła. A, że zacięła się kiedy w większości podjeżdżaliśmy to została jak dobrze pamiętam na jednym z najlżejszych przełożeń. Zjazd górami do Węgierskiej Górki zakończył naszą górską eskapadę i asfaltami wracaliśmy do Korbielowa. Wtedy na zmianę holowaliśmy go lub pchaliśmy za siodełko, bo nie mógł normalnych prędkości rozwijać.
Koleżanki i koledzy jaki rower elektryczny warto kupić na jazdę głównie po lesie. Budżet do 8tys. Z góry dzięki za podpowiedzi.
W tym temacie tobie nie pomogę. Wydaję mi się, że możesz poszukać info lub zapytać na forach rowerowych.
Kusi mnie zrobienie takiej dłuższej trasy ale obawiam się, że na Krecie nóżki małe, sarenkowate, to za dużo. Nie mniej jednak spróbuję, jeśli tylko mi czas i pogoda pozwolą [emoji846]
Fajne relacje [emoji846]
No i dzisiaj znowu kapeć, seria się rozpoczęła. Chyba kolejny remont drogi powoduje te atrakcje. Ehhh.
Jak to samo koło, to obejrzyj dokładnie oponę, może coś w niej siedzi :-)
No i dzisiaj znowu kapeć, seria się rozpoczęła. Chyba kolejny remont drogi powoduje te atrakcje. Ehhh.
Po gwoździach jeździsz? ;)
Kiedyś pchałem kumpla za siodło dobre 30 km, bośmy kończyli rajd dookoła woj. Bielskiego, jemu pieski poszły, a na ciapong z Bielska trza było zdążyć.;-)
W sumie to pomijając przebite dętki, tylko dwa razy miałem większą awarię przerzutki, ale udało się to sklecić tak, że wracałem na jednym biegu.
jaki rower elektryczny warto kupić na jazdę głównie po lesie. Budżet do 8tys.
W tym budżecie niestety nie będzie niczego dobrego. A jeśli masz jakiś rower to równie dobrze można pomyśleć o jego elektryfikacji.
Fajnie masz tam w tym Bielsku :) Na północ płasko, na południe góry :-D Fajne miejsca ;).
Dwa tygodnie temu wydawało mi się, że mam kondycję, jakoś tak mi się dobrze jechało po górkach. Tydzień temu wyjechałem na Szyndzielnię i przeszła mi ochota na góry. Albo inaczej, ja chce elektryka :)
lukasz_kk
30-05-2022, 14:11
Czy ktoś z Was miał do czynienia z chińskimi widelcami carbon TOSEEK?
zdyboo Zacne robisz te trasy.
Dzięki.
Tomek ciekawa trasa :) Fajnie, że napisałeś relację i wrzuciłeś zdjęcia. Można zobaczyć kawałek innego regionu Polski.
Regionu, w którym już byłeś. ;)
Kusi mnie zrobienie takiej dłuższej trasy ale obawiam się, że na Krecie nóżki małe, sarenkowate, to za dużo. Nie mniej jednak spróbuję, jeśli tylko mi czas i pogoda pozwolą [emoji846]
Fajne relacje [emoji846]
Dzięki.
Ja bym zwiększał dystans o 10-15 km co wyjazd i stopniowo się dostosowywał. Dobrze jest sobie zaplanować trasę tak, aby wracać w znajomej okolicy. Jak masz po drodze znane punkty orientacyjne to łatwiej psychicznie ogarnąć powrót jak już fizycznie nie dajesz rady.
W sumie to pomijając przebite dętki, tylko dwa razy miałem większą awarię przerzutki, ale udało się to sklecić tak, że wracałem na jednym biegu.
Ja raz urwałem hak od przerzutki. Nie miałem zapasu i skuwacza i wracałem na jednym biegu z łańcuchem podwieszonym na trytkach pod ramą. Ciągle spadał, powrót trwał długo, ale krócej niż jakbym z buta wracał.
Raz też coś miałem z przednią przerzutką. Nie mogłem jej ustawić, żeby blat wrzucała. Tylko średnia i mała, póki jechaliśmy w górach nie było problemu. Jak wyjechaliśmy w Płaskopolskę to nie mogłem kolegów dogonić. W domu ustawiłem to w trzy minuty, bez żadnych narzędzi, a w terenie nie dało się.
To w sumie nie awaria, ale za bardzo starłem nieruchomy klocek w mechanicznych tarczówkach i zbyt mocno przekoszona tarcza powodowała, ze nie hamowałem. Przekonałem się o tym przy dużej prędkości na zjeździe. Jakoś dałem radę tylnym, podkręciłem klocek, a po powrocie do domu, kupiłem hydrauliczny hamulec.
No i zerwany łańcuch w drodze do serwisu na przegląd amorów.
Nie ja, ale kolega urwał linkę od tylnej przerzutki w gruzie, czyli klamka szosowa. Miał zapas i w kilka minut wymieniliśmy. Urwał przy baryłce w klamce.
LeonardZelig
30-05-2022, 19:45
No proszę. A ja w sobotę zaliczyłem hałdę https://strava.app.link/ua9pzkvpsqb
https://live.staticflickr.com/65535/52110331096_c54dd6a12c_b.jpg
Ogarnąłem Xamarina i zrobiłem szybką apkę, której mi zawsze brakowało. Jakbyście mieli jakieś pomysły na podobne rzeczy to pisać [emoji3]63306
Ja bym nie sprowadzał jazdy na rowerze do cyferek. No chyba, że chodzi o godzinę odjazdu ostatniego ciapongu do domu.
Krótka historia mojej reklamacji torebki na kierownicę Restrap Canister Bag.
7 maja (sobota)
Na myjce pod blokiem pęka mi jedna ze sprzączek. Całe szczęście, że to było mycie po powrocie z gór. W ten sam dzień piszę do nich emila, że pękło i co dalej. Podaję nr zamówienia, bo kupowałem dwa lata wcześniej jak UK jeszcze było w UE, a w PL nie było dystrybutorów Restrap.
Piszę w lengłydżu, załączam fotosy.
9 maja (poniedziałek)
Odpisują. Przepraszają za kłopot i proszą o podanie nr zamówienia lub przesłanie dowodu zakupu. W ten sam dzień odpisuję, podając ponownie nr zamówienia oraz informację, że nie mam rachunku, a jedynie linka do potwierdzenia zakupu. Linkę wklejam w emila.
10 maja (wtorek)
Odpowiadają, że spoko i żebym słał do nich do Leeds według procedury zwrotu reklamacyjnego do której to linka dostałem w poprzednim emilu. Naprawią i odeślą.
Oglądam torebkę i widzę, że o-ringi co trzymają paski co by na wietrze nie furkotały jak peleryna Zoltara już mocno spracowane są. Wypełniam formularz, wpisuję sprzączkę, o-ringi i grzecznie proszę, żeby przyszyli zaczep do kabli/główki ramy o ile to możliwe. W nowych modelach tej torebki jest to w zestawie, ale mój starszy tego nie ma. Drukuję formularz, razem z torebką pakuję w kopertę z bąblami.
11 maja (środa)
Zanoszę paczkę na pocztę i nadaję jako polecony priorytet. Kosztuje mnie to 20 zeta. Najtańsza opcja. Nie trafiam też na kolejkę, zatem jakbym życie wygrał.
13 maja (piątek)
Zgodnie ze śledzeniem na stronie Poczty Polskiej i Royal Mail list opuszcza Polskę.
19 maja (czwartek)
Śledzenie pokazuje, że torebka dotarła do UK.
20 maja (piątek)
Torebka dociera do Restrap.
31 maja (wtorek)
Listonosz przynosi paczkę, musze tylko zapłacić 9,50 zeta opłaty celnej. Choć w deklaracji naklejonej na kopercie jest napisane, że to odsyłka reklamacyjna. Jutro koleżanek z działu celnego w fabryce spytam jak to wygląda z punktu widzenia przepisów. Nawet jak PP nadużyła, to nie będę się pultał o niecałe 10 zeta. Chcę jednak wiedzieć.
Torebka naprawiona. Obie taśmy mocujące do kiery wymienione na nowe. O-ringi wymienione na nowe, plus dwa zapasowe w torebce. I jeszcze dostałem naszywkę. O taką:
63310
Którą normalnie sprzedają za 4 eurasy.
Mocowanie do kabli/główki ramy też doszyli.
Czapki z głów.
Podejrzewam, że jakbym mieszkał w UK to w tydzień pn-pt ogarnąłbym temat.
Przez kilka wyjazdów jeździłem z Kierowniczką Jack Packa, która mimo, że świetnie przemyślana, to jednak za mała była dla mnie i kurtkę przeciwdeszczową musiałem wciskać do torby pod ramę, w której też już za dużo miejsca nie było.
Ten kalkulator jest mi przydatny gdy muszę być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Np odebrać dziecko o 17.15 i wtedy wiem ile mam czasu na trasę i z jaką średnią muszę jechać żeby się wyrobić. Niestety takie życie [emoji3]
Odkąd jeżdżę rowerem nie zdarzyło mi się spóźnić. Co więcej zwykle jestem w stanie określić z dokładnością do +/- 3 minut o której będę. Oczywiście mowa o trasach do 30 km po mieście. Na trasach 100+ już tak łatwo nie jest bo mimo starannego planowania zawsze się może trafić berrpoint, który przeoczę na mapie. :mrgreen:
Nie wszyscy mogą być Zdybamii [emoji3]
cz4rnuch
31-05-2022, 21:15
...Krótka historia mojej reklamacji torebki na kierownicę Restrap Canister Bag...Dobrze słyszeć, ale w moim przypadku to niestety ze 3 tygodnie spóźniona recka. Miesiąc temu sobie wybierałem torbę pod ramę i chyba w bajkszole mi mignęła właśnie stara Restrapowa. Się spodobała, ale firmy nie znałem i jakoś mało info na necie znalazłem więc zdecydowałem się na Jacka P. I nie żałuję, bo idealnie się wpasowała, ale ten Restrap jakoś bardziej mi wizualnie podszedł. Przynajmniej online, bo w realu Jacek wygląda dużo lepiej niż na zdjątkach. Duży plus także za wykonanie.
Czy ktoś jeszcze jest tu nieszczęśliwym posiadaczem Garmina Forerunner 45S?
Od czasu ostatniej aktualizacji zegarek aż błyszczy. Zniknęło kardio i nie da się go dodać a łapanie fixa wczoraj zajęło mi ponad 15 minut. Stoję ostatnio przy skrzynkach pocztowych jak debil i czekam aż załapie. Świetny update softu.
Dziś drugi raz w ciągu ostatniego miesiąca Edge 530 nie zapisał mi aktywności, albo raczej zapisał nakładając ją na całkiem inny dzień i inny trening. Zegarek z 24 przestawił się samoistnie na tryb 12 godzinny. Widzę, że Garmiak w formie.
Jak masz wcześniejszą wersję firmware to możesz spróbować ją wgrać. Kiedyś tak robiłem z Edge 1k. Nie ucegliłem odbiornika.
Mnie się od czasu do czasu w Edge 520+ też przestawia zegar na tryb 12 h.
Raz miałem dziwną sytuację z Edge 1030+, na początku jazdy przestawił się w tryb nocny, myślałem, że może coś zasłoniło akurat czujnik światła, ale za chwilę wrócił w tryb dzienny. Zarejestrował aktywność normalnie, którą widać w Garmin Connect, ale już na Stravie tylko po kliknięciu w dzwoneczek i komunikat "Your ride is ready to view" i tylko dla mnie. W Swoich aktywnościach z danego tygodnia czy miesiąca jej nie widzę.
Generalnie nie przypominam sobie Edge czy nawet szerzej Garminów z którym nie miałbym problemów. Choć obecny zestaw 520+ i 1030+ jak na razie jest spoko. Nawet poprzedni flagowiec Edge 1000 to była jedna nieustająca awaria.
Czy tubless w szosufce ma sens?
Ma o ile nie jesteś ciśnieniowym dajhardem.
cz4rnuch
05-06-2022, 12:39
Może komuś się przyda, bo mnie z tydzień zajęło przerycie internetu w poszukiwaniu okularów o "cywilnym" wyglądzie, ale jednak z pewnymi cechami oksow na rower czy do biegania. Pod tym względem oferta czołowych producentów niestety nie rozpieszcza więc wybrałem tę manufakturkę spod Milano. Alba Optics, model anvma z fotochromem. Na duży plus ultra niska waga i wygoda noszenia, do tego stopnia, że w ogóle ich nie czuć na nosie. Bardzo giętkie i nie spadają. Soczewki nie parują nawet po godzinie intensywnego biegu. Może to cecha szkła od cajsa albo funkcja 2 niewielkich chyba wywietrzników przy samych ramkach ale jest o niebo lepiej niż w zwykłych przeciwsłonecznych, które nosiłem do tej pory. Dość dobrze chronią też przed wiatrem mimo, że małe są jak na dzisiejsze standardy. Jakiś wiaterek da się odczuć na skórze przy oku, ale do samej gałki nie dowiewa. Dobrze też działa fotochrom. Przynajmniej w jedną stronę. Ściemnia bardzo szybko, powrót do pełnej przejrzystości zajmuje już jednak dłuższą chwilę. Sam kolor szkieł po ściemnieniu wygląda na lustrzano-zielony, ale patrząc przez szkło zupełnie się nie widzi tego przebarwienia. A jeśli już to bardzo delikatnie. Podbicie kontrastu w lesie przydatne. Z minusów to pewnie głównie to co dla mnie akurat jest zaletą, ale dla innych wcale zaletą być nie musi. Soczewki są dużo mniejsze niż w okularach rowerowych, przynajmniej tych nowszych, przez co trochę "kadrują". Niewiele, ale jednak więc kątem oka widać część oprawek. Dla fanów niczym nieograniczonego pola widzenia to pewnie dyskwalifikująca przypadłość. Drugi minus to brak regulacji noska. Co prawda można je zamówić z noskiem w rozmiarze europejskim lub azjatyckim, ale to tyle. Regulacji brak więc ktoś z dużym nosem pewnie się w nie nie zmieści. Podsumowując nie są to może najlepsze okulary na rower, ale są za to dużo bardziej uniwersalne i raczej dla fanów bardziej stonowanej stylówki. Takie w których nie wygląda się jak mucha czy inna modliszka śliniąca się na posiłek z partnera po owocnym zbliżeniu.
Paczta jaka płetwa! 63436
wybrałem tę manufakturkę spod Milano. Alba Optics, model anvma z fotochromem.
A gdzie kupowałeś bryle?
Paczta jaka płetwa!
Dobry dostęp do zawartości. Po rozsunięciu suwaka wszystko ląduje na glebie i sobie można bez problemu wybrać to co potrzeba.
hehe, no jest to pewien minus, ale... kurtkie można dać, albo piciu
cz4rnuch
05-06-2022, 21:00
A gdzie kupowałeś bryle?.rs bike. Ponoć oficjalny dystrybutor alby na Polandię.
PS A dziś w powrotnej z tyrki zauważyłem też 3cią wadę. Przy zachodzącym słońcu w plecy w rogach soczewek pojawiło się lekkie odbicie. Nic wielkiego, ale...
Kupiłem od nich kilka rzeczy, reklamowałem też u nich lampkę Knog+, wszystko sprawnie poszło.
Ja na rower już nie założę niczego co nie przylega do twarzy tak bardzo, jak tylko mogą to zrobić bryle. Dziś już drugi raz w tym roku jakiś owad tak mocno walnął w okulary, że zostawił na nich ślad. W zeszłym tygodniu coś utknęło pomiędzy oprawką okularów i policzkiem. Zdążyłem zdjąć okulary i odpadło lub odleciało. Zresztą nawet jakby miało użreć to lepiej w policzek niż w powiekę. Dzisiaj to w ogóle miałem wrażenie, że jakby wyroiło latającego białka. Kilka razy zarobiłem w policzek, coś tam kask też wybrał. Nawet w rękawiczki coś uderzyło kilka razy.
Jako każualowy model te Alby wyglądają bardzo spoko.
No i polatali!
Jak dawno nie!
63500
63501
63502
63503
Bardzo fajnie było choć martwiliśmy się czy nas nie zleje w sobotę. Na szczęście upiekło się ale za to podłoże było bardzo przyczepne i spoiste.
Jedno po tym weekendzie mogę powiedzieć - niestety rak ebike postępuje :/ . Coraz bardziej jestem za regulacjami jak w Stanach. Na ebiku możesz jechać po szlaku jak masz 55+ albo jeśli jest to wybrany szlak (w domyśle szeroki na tyle, żeby nikt nikomu nie przeszkadzał). W naszych realiach to niestety banda cwaniaków ciągle pokrzykujących zza pleców i przepychających się na ścieżce potrafi zepsuć człowiekowi humor.
63504
63505
63506
Jedno po tym weekendzie mogę powiedzieć - niestety rak ebike postępuje :/ . Coraz bardziej jestem za regulacjami jak w Stanach. Na ebiku możesz jechać po szlaku jak masz 55+ albo jeśli jest to wybrany szlak (w domyśle szeroki na tyle, żeby nikt nikomu nie przeszkadzał). W naszych realiach to niestety banda cwaniaków ciągle pokrzykujących zza pleców i przepychających się na ścieżce potrafi zepsuć człowiekowi humor.
I kto by tych regulacji pilnował? Wdawałbyś się w utarczki słowne czy co gorsze w jakieś szarpaniny na szlaku, bo pani/pan nie ma prawa tu jechać? Wzywałbyś Policję do lasu? Nie masz cwaniaka nad Polaka.
Czytałem, że w jakimś bike parku z tych bardziej ambitnych, z hopkami i technicznymi odcinkami przestali wwozic e-bike do góry samochodami. Skoro masz napęd to ciśnij pod górę.
Cwaniaków zza pleców proponuję nie puszczać tylko dlatego, że są szybsi. Owszem tego nakazuje etykieta, ale raz, że to na zawodach raczej, a dwa niech sobie uświadomią, że wyprzedzać będą tam gdzie będzie miejsce, a nie gdzie będą chcieli. Skoro decydują się na jazdę po ST, gdzie spotyka się ludzi o różnym poziomie technicznym i różnej kondycji to szlak nie jest tylko dla nich.
Jak dla mnie to tylko kolejny powód, żeby sobie nadal ST odpuszczać. Z fajnej inicjatywy robi się jak zwykle syf przez ludzi o wąskiej wyobraźni.
Mnie bardziej niepokoi to co się dzieje w mieście także za sprawą "rowerów" elektrycznych. W cudzysłowie, bo te pojazdy z rowerami nie mają nic wspólnego. Jeżeli koleś mnie mija jakbym stał, a nie jechał ok. 30 km/h do tego w ogóle nie pedałując i jeszcze ciągnąc za sobą pióropusz pyłu jak akurat jedziemy szutrem, to mnie zastanawia na jakiego wuja uchwalali te przepisy o UTO. Ktoś to w ogóle egzekwuje? Mijam w drodze do pracy miejsce przy obwodnicy śródmiejskiej, gdzie regularnie suszą i zawsze mają kogoś na tapecie. Natomiast Policję sprawdzającą rowery ostatni raz widziałem kilkanaście lat temu. Autentycznie zaczyna mnie cieszyć jazda w deszczu, bo wtedy ilość ludzi na rowerach i podobnych pojazdach spada o 80% w stosunku do dni bezdeszczowych.
Ja wczoraj pykłem trasę na stawy milickie, ale nie z domu. Koleją do Trzebnicy i takiż powrót z Oleśnicy.
Trasa plaskata i w sumie dosyć nudna, ale nie dałem już rady wstać na ciapong w góry, a i perspektywa powrotu pociągiem w niedzielne popołudnie nie należy do najlepszych. W sobotę jak w zeszłym tygodniu i dwa tygodnie temu padało. Mam nadzieję, że w tym tygodniu uda się już w sobotę pojeździć.
Do Trzebnicy pojechałem KD, nowy szynobus, niemal pusty pod każdym względem. Spokój, cisza, klima i bez spóźnienia.
Z Trzebnicy, bocznymi drogami szybko dotarłem do Prusic, a stamtąd już wydzielonymi drogami rowerowymi do Żmigrodu, Milicza, Krosnowic do Oleśnicy.
Tu nie ma co opisywać, zatem zapodam parę luźnych uwag.
Niemal połowę dystansu przejechałem po wydzielonych drogach rowerowych. Jeżeli doliczyć do tego odcinki gruntowe, na które też nie można blachosmrodem to jest to całkiem przyjemna trasa na gruza.
Ziemia milicka w końcu zaczęła inwestować w nawierzchnię drogową dla samochodów. Nie jest tego wiele, ale widać, że coś się ruszyło, bo przez wiele lat tam była jedna wielka dziura drogowa, może z wyłączeniem wyasfaltowanych ALP. Co znamienne, jeżeli gdzieś robią remont normalnej drogi, a obok jest DDR to często stawiają znaki zakazujące jazdy rowerem po normalnej drodze. Z tym, że nie są w tym za bardzo konsekwentni, bo stawiają te znaki przy skrzyżowaniu DDR ze zwykłą drogą. Wystarczy jednak wyjechać z lasu kilkadziesiąt metrów dalej i nie ma żadnych znaków, ani informujących o tym, ze ten pas asfaltu, betonu lub szutru to DDR lub ciąg pieszo-rowerowy, ani zakazu jazdy rowerem po normalnej drodze. Może to rodzić niepotrzebne nieporozumienia. Widać szwagier co ma firmę od znaków za mało posmarował.
Zaczęli też remontować DDR, to co jeszcze kilka lat temu było gładkim asfaltem, obecnie jest bardzo wyboiste ze względu na korzenie próbujące przebić ten asfalt. Wczoraj mi prawie wyrwało kierownicę z rąk jak nie zauważyłem w cieniu jednego z takich wybojów. Jak na razie jeden odcinek na obrzeżach Milicza wymienili na beton i znowu jest gładko. Mam nadzieję, że sukcesywnie będą wymieniać kolejne zniszczone asfalty.
Betonowy pas startowy przez las z Osieka do Gruszeczki nadal jest gładki, jak rok temu. Mam wrażenie, że też na jednym odcinku poprawili szutrową nawierzchnię.
Ludzi było tam wczoraj sporo, ale widać, że nie są to takie bezmózgi jak np. na wrocławskich DDRach w weekend. Wystarczył dong dzwonkiem, żeby sprawnie usuwali się pozwalając mi przejechać. Zresztą najczęściej słyszeli moją piastę lub chrzęst szutru za sobą. To wszystko dlatego, że chyba nikogo w słuchawkach na uszach nie widziałem. Co we Wrocławiu jest nagminne.
Druga połowa trasy to było ciśnięcie, pod lekki wiatr i do tego nieco mniej płasko się zrobiło, za to zaczęły normalne drogi, w dużej części dziurawe. Wszystko przez to, że PKP PR wymyśliło sobie, że pociągi z Oleśnicy do Wrocławia odjeżdżają o 14:01, 14:07 i 16:47. Oczywiście są i wcześniej, i później, ale te wchodziły w rachubę. Ta linia nie jest obsługiwana przez KD, zatem trzeba korzystać z PKP. Z wyliczeń wynikało mi, że na ten 14:07 powinienem dać radę. Zdążyłem na ten 14:01, ale jak wsiadłem to od razu ruszył. Nie zdążyłem nawet w apce kupić biletu, kupiłem potem od kierpoci. A co najciekawsze pociąg jechał może dwie minuty, nie dojechał nawet do następnej stacji i zatrzymał się w polu na 20 minut, bo puszczał dwa pociągi.
Jakbym nie zdążył nawet na ten o 14:07, to bym na kole wracał do domu, bo krócej by mi to zajęło niż czekanie na ten o 16:47.
Sam skład to osobna historia, stary kibel, którego chyba jedyną modernizacją było malowanie w barwy PKP Regio. Duchota, zero klimy, zero nawiewu. Ja bezpośrednio po sporym wysiłku w 30 stopniach, wody miałem z 2/3 bidonu 0,7 l i chyba tylko dzięki niej nie straciłem przytomności. Z ulgą wysiadłem.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/7259788737
Fotosy:
63516
DDR za Prusicami.
63517
Te domy to ciekawa koncepcja. Żeby dostać się do tego po prawej trzeba kawałek przejechać po DDR. Ciekawe kto wydaje i kto dostaje pozwolenie na budowę bez drogi dojazdowej.
63518
Pałac w Żmigrodzie. W podziemiach jest knajpa.
63519
Szlak rowerowy przez Dolinę Baryczy.
63520
j.w.
63521
Betonowy pas rowerowy przez las z Osieka do Gruszeczki.
63522
Ciągnie się i ciągnie.
63523
Za tym zakrętem to już prawie koniec.
63524
Pola przed Miliczem.
63525
Inne pola przed tym samym Miliczem.
63526
Milicz.
63527
Kawiarnia koło szkoły z wcześniejszego fotosa. Mają smaczne lody.
No i jak mówiłem, zaczęło się. Dziś kapciuszek w szosie.
Ja w miejskim gruzie też czymś z tyłu przebiłem oponę, ale że mleko sobie poradziło to nie wnikałem. Musiałem tylko dopompować, bo z 3,5 bara spadło na 2,5.
To ja się pochwalę zmienioną owijką, na białą co może nawet i lepiej wygląda. Ale brudzi się to... Następna biała będzie we wzorek ;)
https://www.strava.com/activities/7249739915
Dzieciaki ćwiczą. Jeszcze z 10 lat i o nich usłyszymy. Albo nie ;)
63535
Przełęcz Salmopolska. Będzie za 4km...
63536
Żar się leje z nieba i coś mi to nie idzie. To trzeba przerwę na fotkę zrobić. Przełęcz już widać.
63537
A potem było w dół i niby 65km/h, choć licznik twierdził że tylko 62. Cienków w tle.
63538
Zdążyłem bez latarki
63539
A dwa dni później dopadła mnie zaraza gavin oraz brak czasu i.. no w sumie później to już leń był ale od czego jest drugi rower :)
https://www.strava.com/activities/7261032678
Singielek, jakieś dziury, czasem korzeń, a ten gravel jakoś tak płynnie przez wszystko przejeżdża.
63540
Zapora zza płota
63541
Gravelowałem po płytach betonowych przez parę km i nie rozumiem na co ludzie narzekają
63542
Strumyk płynie z wolna
63543
A ostatnia niedziela zeszłego tygodnia powoli się kończyła
63544
Góry na horyzoncie, znaczy dom blisko
63545
Zmieniłem dzisiaj dętkę w gravelu. Niby fajnie i w ogóle ale przyjemnie byłoby mieć ten amor.
kurbaaaaaa ja pierddddd63546
kurbaaaaaa ja pierddddd
Te magiczne zaklęcia zawsze pomagają :D
Problem to jest założyć oponę tjubless na takową obręcz. Zazwyczaj potrzeba dwóch solidnych łyżek, czasem nawet trzech.
I zjeść solidny obiad przed montażem [emoji6][emoji846]
Klęska tak czy siak, naciągłem tą oponę w końcu, odciski na kciukach, ale weszło. Łyżek nie używam do zakładania, bo wystarczy że spojrzę w ich kierunku i już dętka przyszczypiona. Tak czy inaczej przy pompowaniu uchodzi... jutro serwis.
W pracy robi się coraz większy tłok, miło [emoji846]
63548
Ja muszę wcześniej przyjeżdżać, bo nie mam gdzie się przypinać. Krótki u-lock wymusza konkretnie miejsce :-)
63550
Grubo, u mnie tak dużo ludzi w budynku nie pracuje. To co tu widać to jedna firma. Na dole po schodach też stoi 5 rowerków, innej firmy i w sumie to tyle. Max tu na górze stało chyba 7-8 sztuk.
Ja mam podobnie, jak za późno przyjadę, to wtedy muszę za tylne koło łapać... najbardziej lubię się postawić przy schodach :P choć jest minus, przy wyjeżdżaniu, bo trzeba się jakoś do roweru dokopać :)
W temacie stojaków pisałem maila, ale uzyskałem odpowiedź, że skoro rowery mają stopki, to stojaków nie ma potrzeby.... także ten... przesunęliśmy tylko stoliczek i fotele i tak sobie stoją.
Zaznaczyłem w mailu, że jeśli miałyby być na zewnątrz, to koniecznie zadaszenie i nie wyrwijkółka, tylko porządne stojaki, możliwe, że to było kluczowe przy odpowiedzi :D
No, budynek jest spory, ale w dużej części pusty, ale firm mimo wszystko trochę jest.
Nie ja robiłem fotę :-)
63551
W cieple se trzymacie, na bogato.
U nas przez wiele lat była wyrwikółka ustawiona w różnych miejscach na placu. W zależności od humorów dyrektora technicznego. To, że nigdy nie była przymocowana do podłoża ułatwiało jej przestawianie. Przez wiele lat rowery mokły, paliło je słońce i padał na nie śnieg.
Kilka lat temu postawili jednak wiatę. Konstrukcja z profili stalowych nakryta plandeką. Wiatę przymocowali do podłoża, bo pierwszy silniejszy wiatr i polski państwowy program kosmiczny miałby silną konkurencję.
Pod wiatę zatargali oczywiście wyrwikółkę. Próbowałem zadziałać, żeby przy okazji może dali odwrócone U, ale nie udało się. Oczywiście stojaki nadal nie są przymocowane do podłoża. W ciepły, słoneczny dzień, rowery nie mieszczą się pod wiatą. Ja, choć nie przyjeżdżam jakoś bardzo wcześnie do fabryki to zwykle jestem pierwszy, góra trzeci. Roweru nie zapinam, przez te prawie 20 lat nigdy nie zapinałem, nawet jak zostawiałem rower na noc. Plac mamy tylko dla naszej firmy. Po godzinach teren firmy jest zamykany. Oczywiście trafia się paru cudaków co to trzymają w biurze, bo mają lepsze rowery, czy twardo przypinają, bo mają lepsze rowery.
Jako, że mało kto się w fabryce zna na bicyklach to mówię, że każdy z moich rowerów kosztuje 3,5 kafla, oprócz zimowego, który jest tańszy. Moje zwykle nie wyglądają, bo jazda po szutrze pokrywa je warstwą kurzu. Dziś nawet usłyszałem, że zielony Hultaj wygląda do dupy jak na kolarzówkę, przez te błotniki.
Tisze jediesz, dalsze budiesz. :)
Przez ostatnie 16 lat pracy też nie przypinałem, wieczorem zostawał ochroniarz, nie trzeba było się martwić, nikt postronny nie przychodził.
W tym roku wymyślili sobie, automatyczny monitoring, zwolnili ochroniarza.
Kwiaty zmarniały, odśnieżanie nie istnieje. Dodatkowo na dole wprowadził się sklep z materiałami budowlanymi i w ten otot sposób, chcąc nie chcąc zaopatrzyłem się w łańcuszek.
Wiadomka, jakby się okazało, że mam zostawiać w miejscu, gdzie siedziby ma wiele firm i do tego swobodny dostęp dla wszystkich to bym też przypinał. Mam dosyć luźne podejście do kwestii przypinania roweru, ale tu raczej chodzi o rozsądek niż brawurę.
Problem to jest założyć oponę tjubless na takową obręcz. Zazwyczaj potrzeba dwóch solidnych łyżek, czasem nawet trzech.
hue hue hue hue
problem to jest założyć oponę tubless na asymetryczną felgę z zainstalowaną wkładką!
2 godziny ostatnio walczyłem :D
Pomieszczenie jest monitorowane, ale jest otwarte. Jest blisko tylnego wejścia i dość daleko od recepcji, dlatego przypinam, co mi szkodzi i tak wożę ulocka w plecaku, bo na mieście zawsze przypinam, jak gdzieś wchodzę. Tam zamocowali taką wyrwikółkę, tylko że do ściany. Żeby złapać do tylnego trójkątna, muszę ustawić rower w skrajny uchwyt, bo tylko tam dochodzi do samej ściany i daje radę złapać.
problem to jest założyć oponę tubless na asymetryczną felgę z zainstalowaną wkładką!
2 godziny ostatnio walczyłem :D
Asymetria obręczy (felgę to masz w Hyundaiu :) ), nie ma nic do rzeczy. Koła od Dandy Horse w gruzach mam na asymetrycznych obręczach i zakłada się oponę tak samo ciężko jak na symetrycznych Mavicach. Chyba faktycznie opony do bezdętki są ciaśniejsze i trudniej wchodzą na obręcz.
Mnie trochę hamowało to, że nie wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić przy karbonowej obręczy, ale okazuje się, że całkiem sporo.
Wkładka faktycznie nie poprawia, zwłaszcza, że ona raczej nie jest miękka jak gąbka do kąpieli, a raczej taka bardziej pianka. Na żywo nie miałem jednak okazji, zatem mogę się mylić co do twardości.
Zastanawiałem się nad wkładką do kół do miejskiego gruza, ale stwierdziłem, że jednak nie. Mnie chodziło, że jak złapię laczka to żebym mógł na wkładce dojechać do fabryki lub z niej wrócić. Wkładki jednak się do tego średnio nadają. Znaczy mają taką opcję, ale wielu producentów podaje, że po godzinie jazdy na samej wkładce, bez powietrza wkładkę powinno się wymienić. Poza tym wkładki piją mleko i trzeba go lać więcej do opony.
Asymetria obręczy (felgę to masz w Hyundaiu :) )
dobra dobra! ty mie tu nie mydlij :P
cały fic w zakładaniu bezdętek polega na wciśnięciu opony w rowek obręczy, wtedy przełożenie przez rant jest łatwiejsze bo po przeciwnej stronie zyskujesz ten centymetr na głębokości. z wkładką nie jest tak łatwo - bo ona zajmuje ów rowek i ciężko coś tam wcisnąć. z asymetrycznymi jest jeszcze gorzej bo mają rowek mniejszy i nie mają go centrycznie.
sama wkładka w moim przypadku (tannus) to rodzaj jakiegoś poliuretanu. jest dość twarda. u mnie jednak na tyle to mus by zejść z ciśnieniem i poprawić trakcję.
ile taka wkładka daje do masy ?
Co myślicie o ergon ga2 / fat, moje fabryczne gripy to już szmaty są [emoji846]
Tych konkretnie nie miałem, ale lepiej mi się jeździ na grubszych chwytach. Tylko nie lubię jak mi się obracają, dlatego kupuję takie skręcane.
ile taka wkładka daje do masy ?
zależy co weźmiesz i jakie są potrzeby - od 90 do 250g; mój anus ~140
- - - - kolejny post - - - - - -
Co myślicie o ergon ga2 / fat, moje fabryczne gripy to już szmaty są [emoji846]
mam fabryczne ibisa - są absolutnie genialne
https://cambriabike.com/products/ibis-charger-evo-lock-on-grips-black
ZTCW to są to:
https://www.bike24.com/p2271206.html
Co myślicie o ergon ga2 /fat
Ja w MTB mam zwykła wersję GA2 i są spoko. Szybko się tylko brudzą, mam wersję kolorystyczną "jagoda", czyli jakiś tam odcień czerwonego. Miałem kiedyś jakieś chwyty Ergona w wersji fat i czułem się jakbym zdrętwiałą dłonią trzymał kierę.
z asymetrycznymi jest jeszcze gorzej bo mają rowek mniejszy i nie mają go centrycznie.
A bo Ty masz niski profil obręczy. Ja mam 35 mm i jest miejsce na rowek normalnej szerokości i na środku.
Ja w MTB mam zwykła wersję GA2 i są spoko. Szybko się tylko brudzą, mam wersję kolorystyczną "jagoda", czyli jakiś tam odcień czerwonego. Miałem kiedyś jakieś chwyty Ergona w wersji fat i czułem się jakbym zdrętwiałą dłonią trzymał kierę.
O, dzięki za opinię :) Moje aktualne szmatexy były ze mną ponad 6 lat, w zasadzie ich aktualny stan jest taki, że nawet ściera z łazienki byłaby lepsza, rzucę monetą i zamawiam.
zbyszkophoto.pl
08-06-2022, 23:03
Rower to taki rodzaj odmóżdżenia dla mnie po całym tygodniu pacy. Zdarza się 20, 30 km zależy od dnia oraz chęci. Wiadomo, że sezon w pełni przed nami.
A bo Ty masz niski profil obręczy. Ja mam 35 mm i jest miejsce na rowek normalnej szerokości i na środku.
Tak - moja ma 35... szerokości wewnątrz ;) ale faktycznie by zachować rozsądną masę jest dość niska
w każdym razie założenie tam zestawu to jest miazga
siemalysy
09-06-2022, 21:12
siona dłuższe łyżki kup i założysz w stylu siła razy gwałt ;)
A tak na poważnie zdarzają się opony i zestawy opona - obręcz, które potrafią napsuć krwi podczas zakładania.
crusiek jak jeszcze gripów nie zamówiłeś, to rozważ ESI. Ja wróciłem do nich. choć też rozważałem Ergony. ESI tylko na deszczu wymagają rękawiczek, bo dłonie się na nich ślizgają. Tak przynajmniej moje mokre dłonie na chwytach ESI się zachowują.
Właśnie tego się obawiałem patrząc na esi. Ślizgawka w deszczu.
Za późno. Rzuciłem moneta, wyszło ergon.
Jutro w paczkomacie.
Na tą chwilę jednak mam inne zmartwienia, w weekend będę musiał sobie rozwiercić gwint w chwycie hamulca w amorku i poserwisować hamulce. No i mam nadzieję, że zamówione tłoczki z uszczelkami będą pasować do moich cudakow xD
Będzie szajba serwisowa. [emoji846]
W sumie mógłbym jeszcze pancerze wymienić przy okazji bo dot4 pewnie już trochę nadzarl, ale nie wszystko na raz.
Ja używałem ESI w crossie, singlu i chyba nadal mam te chwyty w zimowym rowerze. W obu wersja Race czy jak ona tam się zwie, na pewno nie Chunky.
Ślizgania nie zaobserwowałem, ale ja zawsze w rękawicach i to z pełnymi palcami. Natomiast te chwyty się szybko zużywają. Moje wycierały się w miejscach najbardziej kurczowego trzymania.
W crossie mam obecnie silikonowe chwyty Accenta i są dużo bardziej trwałe.
Na pewno dużą zaletą chwytów ESI i podobnych jest to, że w razie potrzeby można je bez problemu zwęzić.
lukasz_kk
10-06-2022, 00:15
A ja jednak postanowiłem zrealizować mój szalony pomysł modyfikacji crossa na gravela po tym, jak przymierzyłem się w sklepie do Meridy Silex 200, który rozmiarowo jest bliźniaczy do mojego Krossa. Na Meridzie było mi bardzo wygodnie, więc długo się nie zastanawiałem :) W oczekiwaniu na dostawę chińskiego wynalazku, czyli widelca carbon (mam nadzieję, zaprzeczając trochę klasykowi z YouTube, że nie upadnę i sobie głupiego ryja nie rozwalę xD), skompletowałem resztę sprzętu i zabrałem się za robotę. Jeszcze ze dwa wieczory i mały potworek, czyli baranek z amortyzowanym widelcem będzie gotowy. A później tylko podmiana sztućca :)
Jak masz se rozwalić to rozwalisz. xD
Maz kuzynki tak się ładnie załatwił...
Rowerek zawsze najwyższa półka, zabezpieczenia, kasku, szmery bajery... przyjechali z Miami jak co roku i jak co roku na spacerek się wybrali, taki tam turystyczny lekki wypad 10 km/h, chłop tak niefortunnie upadł z roweru, nie wiem o jakiś korzeń chyba koło się "odbiło", że paraliż od szyi w dół...
Minęło od tego czasu jakieś 4 lata, na szczęście rehabilitacja w stanach coś tam daje I powolutenku wraca do "żywych".
Tak więc chińska rama chińska ramą, a jak coś ma cie trafić, to i tak cie trafi [emoji6]
Coś w tym jest.
Na YT jest kanał Bartosza Siedlarskiego. Kolo kręcił vlogi z jazdy Scalpelem. Niedawno kupił sobie enduro i jeździł ze znajomymi po bike parkach w Europie. Wywalił się na w sumie szutrowym singlu i mimo zbroi połamał żebra. Kulka tygodni spędził w szpitalu w Austrii.
Na tą chwilę jednak mam inne zmartwienia, w weekend będę musiał sobie rozwiercić gwint w chwycie hamulca w amorku i poserwisować hamulce. No i mam nadzieję, że zamówione tłoczki z uszczelkami będą pasować do moich cudakow xD
Będzie szajba serwisowa. [emoji846]
W sumie mógłbym jeszcze pancerze wymienić przy okazji bo dot4 pewnie już trochę nadzarl, ale nie wszystko na raz.
Dobrze wyczyść rowki, w których siedzą uszczelki, bo potrafi tam zostać trochę starej gumy i syfu. Po założeniu nowych uszczelek tłoczek powinien wejść pod palcem, dobrze dać tam jakiś smar do hamulców lub posmarować je dot-em.
Uważaj , bo tłoczki są zrobione z jakiegoś spieku ceramicznego i łatwo się kruszą, nie używaj niczego twardego do ich wyciągania, do tych nowych oczywiście. Te stare i tak Ci pewnie nie wyjdą bez oporów, więc raczej na straty są.
Ja staram się wypchnąć je najpierw klamką, blokując ten, który wychodzi szybciej, żeby szły w miarę równo i potem wyciągam kombinerkami.
Coś w tym jest.
Na YT jest kanał Bartosza Siedlarskiego. Kolo kręcił vlogi z jazdy Scalpelem. Niedawno kupił sobie enduro i jeździł ze znajomymi po bike parkach w Europie. Wywalił się na w sumie szutrowym singlu i mimo zbroi połamał żebra. Kulka tygodni spędził w szpitalu w Austrii.
żebra jak żebra - obojczyk tam pogruchotał. wywalił się na na prostej bandzie bo mu koło wyjechało (prawdopodobnie brak ciśnienia)
https://youtu.be/n8EGVRUZJ64?t=1023
eMGie ty już kiedyś robiłeś Helicoil?
Mam nawet sprzęt do ale nie mam doświadczenia, trochę się pękam, że krzywo to zrobię i wtedy już będzie po zawodach zupełnie xD
Nawet po drodze wpadłem do serwisu na szybkie zerknięcie w temat.
Gość pooglądał rower, śrubki nawet nie dotknął, stwierdził, że teraz w sezonie to mają tyle pracy, że ciężka sprawa, poza tym nigdy nie robili. Popatrzał na amorka, zobaczył odrobinę rdzy i stwierdził, że do wymiany lepiej dać. Zerknął na szybkozamykacz, stwierdził, że nie dociśnięty do końca, no i tyle z profesjonalnych oględzin.
W oczach było: Ostatecznie zrobimy, ale nie chcemy, wolimy sprzedać ci nowy amor za 5 stów, i nowe hamulce za 4 stowy xD... części zamiennych brak, a o fakcie że można wyjąć tłoczki do poczyszczenia nawet nie wiedział, to znaczy wiedział, ale grał greka, widać było, że nie chce ze mną gadać, bo zbyt po taniości by wyszło, to po co ma czas tracić xD
No to się odwróciłem na oponie i pojechałem.
No i w sumie ich trochę "znielubiłem".
siona dłuższe łyżki kup i założysz w stylu siła razy gwałt ;)
nie działa - w sensie samemu nie zrobisz. wkładka wypycha oponę tak mocno, że tam gdzie nie trzymasz wyłazi z felgi. co ciekawe na zwykłej feli u kumpla ten sam zestaw choć z oporem zakłada się całkiem znośnie. już po fakcie dowiedzieliśmy się, że łatwiej zakłada się w drugą stronę niż my to robiliśmy - tzn - najpierw trzeba założyć rant, który jest dalej od wentyla.
- - - - kolejny post - - - - - -
https://www.strava.com/challenges/Get-Sponsored-By-The-Feed
dobry deal
dostajecie 4x15$ na żele, co ciekawe wysyłka z usa ale pokrywa z kuponu.
A to nie jest tylko dla Hamburgerów?
"Open to all U.S. residence"
eMGie ty już kiedyś robiłeś Helicoil?
Mam nawet sprzęt do ale nie mam doświadczenia, trochę się pękam, że krzywo to zrobię i wtedy już będzie po zawodach zupełnie xD
Robiłem kilka razy, ale akurat w amorku jeszcze nie :-) Cała sztuka, to prosto powiększyć otwór, najlepiej mieć dostęp do wiertarki stołowej.
Serwisy nie chcą się bawić w takie rzeczy, dużo pracy, można coś spieprzyć, a zarobek marny. Lepiej w tym czasie zamontować kilka nowych części i zarobić 3x więcej.
Tak BTW teraz kojarzę, że nigdy nie oddałem roweru do serwisu :-) nawet za dzieciaka.
Ja zrobiłem to raz, jak spawałem ramę w wigrach.
Robiłem kilka razy, ale akurat w amorku jeszcze nie :-) Cała sztuka, to prosto powiększyć otwór, najlepiej mieć dostęp do wiertarki stołowej.
No właśnie nie mam, stąd lekka panika :D Jak miałem swój garaż, to miałem wszystko co potrzeba, teraz nie mam nawet imadła gdzie przyczepić... :)
Garaż już mam, ale wiertarki jeszcze nie, to będzie następny zakup, jak tylko skończę stół :-) Imadło też leży w kącie na razie :-)
No tak z ręki, to może wyjść różnie :-) a w tym wypadku lepiej, jakby było prosto :-)
A to nie jest tylko dla Hamburgerów?
"Open to all U.S. residence"
ludzie piszą, że im realizują w PL
W ostatnią sobotę "kazali" mi zdjąć szosę ze ściany i ją trochę przewietrzyć... więc wybrałem się na Maraton Podróżnika ten nieco dłuższy dystans (czyli 500+, bo był też krótszy: 300+). Trochę było to z obawą bo najdłuższy w tym roku dystans wyszedł coś koło 110 km. No ale cóż było zrobić jak nalegali ;)
Impreza organizowana przez chłopaków z Koło Ultra (organizujący również: Maraton Północ-Poludnie, Krawa Pętla, Beskidzki Zbój, Karpacki Hulaka czy też Poland Gravel Race) jak zwykle miała fajny klimacik.
Fajną sprawą w przypadku MP jest to że co roku organizowane jest głosowanie gdzie ma odbyć się kolejna edycja tej imprezu co gwarantuje niemal 100% pewność, że po pierwsze primo będzie w innym miejscu, a po drugie primo że autochtoni przygotują urokliwą trasę wyciskając niemal wszystko co dobre w okolicy.
W tym roku start/meta była umiejscowiona w Harcerskim Ośrodku Wypoczynkowym "Krówka Leśna" (wypisz wymaluj jak u mnie za rogiem O.W. Budy Grabskie) - domki z lat późnego PeeReLu - czyli ściany z drewnianych płyt, porozrzucane pomiędzy drzewami nad brzegiem jez. Stoczek (ok 14 km od Koronowa - tak, tego co to tam mają browar ;) i jakieś 40km na północ od Bydgoszczy).
Start nieco późnym porankiem, bo wybiła 7:50 jak ruszyłem. Limit czasu na 500+ wynosił 28h więc w zasadzie można było cieszyć się widoczkami. Trasa prowadziła pętlą na północ w stronę Kaszub, zrazu wschodnią flanką, by powrócić do punku wyjścia zachodnią stroną. Najbardziej na północ byłem chyba w okolicach Łebna (na wysokości bodaj Sopotu lub nieco bardziej na północ). Trasa fajnie pofałdowana (według mapy miało być nieco ponad 4 000 metrów łącznego wzniosu) co ucieszyło mnie bardzo bo jako że z "płaskopolski" pochodzę to można było się sprawdzić na pofałdowanych Kaszubach. Zresztą od chwili wyjazdu ze startu droga rzadko kiedy prowadziła dłuższymi odcinkami po płasku. Pogoda była spoko. Dzień mocno słoneczny ale nie za gorący. Wiatr jak to zwykle bywa wiał w pysk. Startowałem w grupie 10cio osobowej ale dość się ona porwała i jechałem albo samemu albo z jedną czy dwoma osobami. Różny styl jazdy i różne pomysły na ilość przystanków oraz czas na nich spędzony również sprzyjały samotnej podroży. Mój plan był taki aby sprawdzić czy 300 km da się przejechać z jednym pit-stopem - da się. Pierwszy postój nastąpił o godz. 13:20 pod Wielkim Klinczem w jakimś sklepiku (ok 155 km trasy). Przystanek dość przydługi bo wyszło prawie 20 min (ale co tam w końcu miały to być wakacje :)) Do drugiego postoju zajechałem do Sierakowic (stacja Orlenu) ok 19:50, był to już 307 km. A że akurat chwilę przed postojem spotkałem jednego z organizatorów Silesii (w którym kiedyś brałem udział) to ucięliśmy sobie dłużą pogawędkę. Przy okazji ubrałem sobie rękawki i nogawki bo noc zapowiadała się bezchmurna i miało być nieco chłodno... (chłodno... ). Z Orlena ruszyliśmy niemal po godzinie - ok 20:40. W sumie ruszyło nas trzy osoby... i w takim składzie dojechaliśmy do kolejnego przystanku (którego ja już nie planowałem ale, że okoliczności zmusiły jedną osobę do postoju to podjechaliśmy tam aby było bezpiecznie dla niej). Przystanek wypadł w Chojnicach (a, że spóźniliśmy się kilkanaście minut do MaCa, to wbiliśmy do BiPi). Dlaczego doszło do nieplanowanego postoju - ano wyszło na to, że jeden towarzysz podroży wyziębił się na tyle i przy okazji zaliczył klasyczną bombę, że mus nie rada trza było się zatrzymać na coś ciepłego w ciepłym pomieszczeniu. Co ciekawe noc była bez większego wiatru ale temp. spadła znacznie poniżej zapowiadanych 10 stp C - niektórzy na mecie mówili, że miejscami było nawet poniżej zera. Mi garmin pokazał 1,6 spt C na jednym zjeździe na zaporę. Fakt że zbiorniki wodne nie dawały zbytnio ciepła bo nawet nie robiły się mgły w ich okolicach. W drodze do Chojnic przejeżdżaliśmy przez Park Narodowy Bory Tucholskie (przez tereny, które mocno ucierpiały w czasie nawałnicy w 2017 r.) już po zachodzie słońca - co potęgowało już i tak niesamowity krajobraz. W Chojnicach zameldowaliśmy się dopiero po drugiej. Znów dłuższy postój celem omówienia planów co do dalszej podróży. Dwójka współtowarzyszy (jako, że podróżowali od początku razem i z takim zamiarem mieli skończyć postanowili, że spróbują znacznie dłużej pozostać w Chojnicach. Jaw więc ruszyłem dalej sam. Dość szybko wstało słońce, co ciekawe pojawiły się poranne mgły. Dzięki wstającemu słonku temperatura szybko zaczęła rosnąć ku mej uciesze. Niestety zupełny brak przygotowania powodował zamulanie. Przed jakiś czas miałem wrażenie, że co zerknę na licznik to ten uparcie pokazuje że do mety ciągle pozostaje 30 km... Koniec końców na kreskę dojechałem o 7:14.
Plan A aby przejechać to w mniej niż 20h nie ziścił się (zapewne za sprawą mego zupełnego nieprzygotowania oraz pewnie za sprawą zbyt słabego tępa pomiędzy Sierakowicami a Chojnicami i nieplanowanym postojem w tej drugiej miejscowości) - ale niczego nie żałuję. Fajnie było pogadać sobie w końcu w czasie nocnego przejazdu a nie jak do tej pory bywało ciągle sam i sam.
Plan B aby przejechać to w mniej niż 24h - został zrealizowany, dodatkowo okazało się, że na metę wcale nie przyjechałem ostatni a umieściłem się w środku stawki (byłem bodaj 34ty).
63636
ostatnie przygotowania rowera...
63637
jeziorku tuż przy chatce, w której nocowałem przed maratonem
63638
był też i pomost ;)
63639
przystanek w Sierakowicach
63640
długo oczekiwane niedzielne slońce
63641
poranne mgiełki
63642
las "płonął" przez jakiś czas
63643
na trzy starty trzy dojechane do mety
:)
Ładnie, dla mnie do imponująca ilość kilometrów, podrzuć mapkę z trasą jak masz :)
Nie znam dokładnie sprawy, ale ja bym ten otwór przegwintował po prostu na wymiar więcej zamiast wiercić i dawać ten helicośtam..
Ładniuki ten Trek.
Można też przegwintować pod m8.
Temat mam już zgrany. Nie ma się co rozwodzić, podjąłem męskie kroki w celu rozwiązania problemu :D Pogadałem z sąsiadem z firmy obok, ma znajomego metalurga, który cuda wyczynia. tak więc w przyszłym tygodniu podrzucę mu amorka i będzie zrobione za grosze.
Pozostaje poczyścić w weekend hamulce poprawić działanie tłoczków i będzie git :) :)
Przedłuża mi się dostawa tłoczków, będą dopiero w środę... no i nie mam pewności czy będą pasować, wyciągnąłem więc stare, metodą wyciskania za pomocą wężyków do odpowietrzania i strzykawki z wodą. Poszło elegancko, tłoczków nie uszkodziłem. Chociaż są już trochę pomaltretowane, więc pójdą do zmiany przy najbliższej okazji.
Po oczyszczeniu przewodu i całego mechanizmu oraz klamki, chodzi jak ze sklepu, oba tłoczki pięknie pracują, dot4 nie zniszczył uszczelek i nie spowodował ich opuchnięcia, ale syfu było sporo, więc na zimę do wymiany pójdą przewody, bo prawdopodobnie od środka już parcieją, skąd czarny nalot był najpewniej przy upuszczaniu płynu.
Zaskakująco szybko poszło, hamule już założone na rowerek. zaciskają, jedynie tylny jeszcze trochę płynu dolać muszę.
Po oczyszczeniu przewodu i całego mechanizmu oraz klamki, chodzi jak ze sklepu, oba tłoczki pięknie pracują, dot4 nie zniszczył uszczelek i nie spowodował ich opuchnięcia, ale syfu było sporo, więc na zimę do wymiany pójdą przewody, bo prawdopodobnie od środka już parcieją, skąd czarny nalot był najpewniej przy upuszczaniu płynu
Nie wiem czym hamujesz, ale gdzieś kiedyś czytałem, że np. do shimano DOT4 nie jest dobrym wyborem bo właśnie uszkadza uszczelki. Ja w każdym bądź razie używam od wielu lat tego różowego mineralnego właśnie od shimano.
No bo shimano chyba tylko ma mineralki, taka zmiana byłaby zabójstwem [emoji846]
Nie wiem jak to dokładnie jest, sramy chyba na dotach tez lecą.
W każdym bądź razie należy używać takiego płynu, jaki przewidzial producent.
Ja mam takie dziwadelko w niektórych rometach I Meridach montowane, od promaxa. Dobrze zrobione stają dęba.
Tym razem wszystko układało się perfekcyjnie.
Po trzech tygodniach jazdy w niedzielę, w końcu sobota. Świetna pogoda i góry. Pierwszy raz też w tym roku wyrysowałem sobie całkiem nową trasę.
Początek akurat był klasyczny, ale z racji podróżowania pociągami pewnych powtórzeń nie uniknę. Międzylesie, ścianka 18% na obudzenie. Teraz jednak pod koniec podjazdu skręciłem do lasu i pojechałem kawałek szutrową autostradą.
Zjazd do Lesicy, Niemojów i Bartosovice. Od razu jednak pojechałem w drugą stronę, tyle razy tam byłem i zawsze skręcałem w prawo, tym razem w lewo. Zaliczyłem kawałek Orlickich hor, bunkry, las i asfalt w lesie. Dojechałem do skrzyżowania, gdzie zwykle zaczyna się moja trasa w Orlicke hory, ale tym razem pojechałem tak, jakbym jechał przez pogórze. Tylko tym razem nie pojechałem na Kunvald, a na Klasterec nad Orlici. Tu zacząłem jechać wzdłuż zbiornika wodnego Pastviny, utworzonego na Dzikiej Orlicy. W samych Pastvinach zjechałem nawet nad wodę licząc na jakieś piwo, ale było za wcześnie jak na tak cywilizowane tereny, nawet w Czechach. Co zostało zjechane, musi być podjechane. Wróciłem na drogę nad zbiornikiem i jechałem wzdłuż niej. Jeszcze podjąłem jedną próbę zjazdu na zaporę wodną, ale był remont i nie dało się dojechać do zapory.
Zaczynałem powoli zbliżać się do najtrudniejszego podjazdu trasy. Dojeżdżając do wioski Sobkovice usłyszałem, że tylna tarcza trze o klocek, a przy hamowaniu zacisk wpada w wibracje. Zatrzymałem się, aby dokręcić poluzowany zacisk, ale był dokręcony. Otworzyłem zacisk, niby sztywna oś, ale zawsze mogło się coś minimalnie przekosić. Nawet wyjąłem koło, ale nic nie pomagało. Żeby nie stać w słońcu pojechałem do Sobkovic i pod wiatą przystankową odwróciłem rower i odkręciłem śruby mocujące zacisk. Jak bym nie ustawiał tak przy dokręceniu ocierało. W końcu zauważyłem, że tuleje przymocowane do haka tylnego koła ruszają się względem haka. Fak, znaczy puściło i nic z tym nie zrobię. Ustawiłem na tyle, żeby tarcza nie orała zacisku i pojechałem dalej mając w świadomości, że mam tylko przedni hebel. Strasznie do dupy się zjeżdża mając tylko jeden hamulec.
Humor mi siadł bardzo, do tego byłem trochę w dupie, bo zauważyłem awarię w miejscu oddalonym dosyć mocno od granicy i zbiorkomu.
Podjazd pod Cervenovodske sedlo to była maskara, nachylenie ponad 20%, podjechałem, ale z licznymi przystankami. Nawet nie pomogło, że przed najbardziej stromym odcinkiem odpocząłem chwilę i nawet piwo wypiłem. Potem był krótki zjazd po lesie i byłem na przełęczy.
Na przełęcz prowadzą trzy drogi, wszystkie oznakowane jako cyklotrasy, ja wybrałem najtrudniejszą i już wiem, że trzeba było jechać inaczej. Pozostałe dwa podjazdy są łagodniejsze, ale jeden prowadzi ruchliwą trasą samochodową.
Na przełęczy odpocząłem chwilę, przelałem wodę z miękkiej butelki do bidonu i zabrałem się za zjazd do Cervenej Vody. Wybrałem ruchliwą trasę, ale w dół, to nie będę zamulał za bardzo. Trochę mnie martwiło, że mam tylko przedni hamulec, ale jakoś dam radę na asfalcie.
Tyle, że okazało się, że droga zamknięta, remont. Jak odpoczywałem zastanowiło mnie to, że nic nie przejechało drogą, ale nie dociekałem przyczyn. Nawet przez moment zastanawiałem się czy nie pojechać po tym świeżo położonym asfalcie, ale raz, że ktoś pilnował, a dwa jak np. rozebrali jakiś most po drodze, to będę musiał to podjechać.
Skonsultowałem z mapą i początkowo wybrałem ST, ale szybko się zniechęciłem, bo było pod górę. Miałem nieco dość po podjeździe na przełęcz. Wybrałem krótki przejazd po płaskim, jak się okazało asfaltem nawet i potem zjazd na rympał w poprzek poziomnic. Zjazd w większości zszedłem. Przy dwóch sprawnych hamulcach dałbym radę to zjechać na sztywnym rowerze, no może 90% z tego, bo było kilka odcinków z luźnymi, dużymi kamieniami.
Dotarłem do Cervenej Vody i pojechałem do Kralików, ale nie tak jak planowałem przez góry i zupełnie na około, a najkrótszą trasą, DDR wzdłuż głównej szosy.
W Kralikach obiad i potem już krótki odcinek do Lichkova.
Knajpa przy dworcu była zamknięta, sklep też, to zasiadłem na dworcu, odpaliłem sobie apkę Kindle w telefonie. Pamiętałem nawet hasło, zassałem książkę i po zapodaniu muzy na uszy odizolowałem się od otoczenia. Jak podjechał, to władowałem się do szynobusa KD i kontynuowałem czytanie. Zaczytałem się do tego stopnia, że nie zarejestrowałem większości stacji, a jak się rozejrzałem to okazało się, że już prawie na głównym jestem. Mogłem zostać w pociągu, bo kontynuował trasę, zatrzymując się na moim osiedlu, ale szybciej jednak dojadę na kole.
Coś mam pecha do gruzów. Pierwszy połamałem, teraz pękło mocowanie hamulca w ramie. Zobaczymy co powiedzą Hultaje. Rama nie ma nawet półtora roku, raptem 11,5 kkm.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/7292428889
Fotosy:
63670
Szutrowe autostrady nad Międzylesiem.
63671
Mam w planach co by na MTB sprawdzić ten las w całości.
63672
Skraj Orlickich hor.
63673
W drodze nad Vodni nadrz. Pastviny.
63675
Nad samym zbiornikiem jednak spokojnie.
63676
Początek zjazdu nad zbiornik i koniec podjazdu od zbiornika.
63677
Góry to jednak góry, nawet zwykła droga wygląda jakoś lepiej w górach.
63678
Miejsce gdzie okazało się, że mam tylko jeden hamulec.
63679
Trzy retrivery, jeden zbiornik wodny. Początek podjazdu ponad 20%.
63680
Nadal ponad 20%.
63681
Droga z Cervenej Vody do Kralików.
63682
Może i przy głównej drodze, ale przynajmniej są widoki.
63683
A to widoki z drogi z Kralików do Lichkova.
No masz, rower jeszcze na gwarancji? Ciekawe czy obejmie...
U nas dzisiaj rozpoczął się wielki przejazd rowerowy, chyba 24ty.
Chcialem wziąć udział, bo kilka razy bralem, ale chyba "nadgarstek admina" mi dzisiaj nie pozwoli na to. Trzeba się trochę porehabilitować [emoji846]
siemalysy
12-06-2022, 11:58
W ostatnią sobotę "kazali" mi zdjąć szosę ze ściany i ją trochę przewietrzyć...
Dobrze Tobie wyszło, to przewietrzenie ;) Nie dość, że z dala od domu, to jeszcze wietrzyło Ciebie od frontu ;)
Szacun i gratulacje, bo to kawał dystansu przejechany w niecałe 23,5h.
Tym razem wszystko układało się perfekcyjnie.
Po trzech tygodniach jazdy w niedzielę, w końcu sobota. Świetna pogoda i góry. Pierwszy raz też w tym roku wyrysowałem sobie całkiem nową trasę.
...
Coś mam pecha do gruzów. Pierwszy połamałem, teraz pękło mocowanie hamulca w ramie. Zobaczymy co powiedzą Hultaje. Rama nie ma nawet półtora roku, raptem 11,5 kkm.
Ciekawa trasa. Szkoda awarii roweru. Oby udało się szybko naprawić, albo żeby wymienili Tobie ramę o ile będzie to konieczne.
- - - - kolejny post - - - - - -
U mnie rowerowo na razie nic się nie dzieje :( Od dwóch tygodni nie jeździłem, ale z niektórymi rzeczami ciężko wygrać. Wczoraj wybrałem się pochodzić lajtowo w górach, a zmęczyło mnie to potwornie. Od roweru odpocznę jeszcze kilka dni. Może w czwartek z żoną gdzieś się wybiorę o ile pogoda i samopoczucie pozwoli.
Szybkiego powrotu do pełni sił siemalysy.
No masz, rower jeszcze na gwarancji? Ciekawe czy obejmie...
Sam jestem ciekaw.
Ciekawa trasa. Szkoda awarii roweru. Oby udało się szybko naprawić, albo żeby wymienili Tobie ramę o ile będzie to konieczne.
Szczerze, to nie widzę możliwości naprawy tego. Zwłaszcza, że to rama alu, a Hultaj przestał robić ramy z tego materiału.
Wygląda to tak.
63686
Nie wiem czy by się dało wymienić sam hak koła. Pewnie nie.
Michał, czasem sobie trzeba zrobić przerwę od roweru. Ja staram się wycelować z nią w zimę. :)
No wygląda to słabo.
Tak patrzę na tą śrubkę.... Tam jest jakieś pole manewru przy dostosowywaniu do tarczy ? U mnie jest tak, że przed zaciśnięciem śrub zaciskam klamkę kilkukrotnie upewniając się, że oba tłoczki tak samo zaciskają, wtedy wiem, że tarczy nie wygnie i dopiero dokręcam.
Tutaj nie widać tego. Ew, mocno zahamowałeś a jeden z tłoczków kilkakrotnie nie zadziałał, co jednak wygięło mocniej tarcze i siły przerosły te wystające tulejki :)
Ale nie miałem w łapkach takiego hamulca, to w sumie tak sobie tylko język strzępię, bardziej z ciekawości głośno myślę ;)
Tak, jest możliwość regulacji. Otwory w tulejach są prostokątami z zaokrąglonymi krótszymi bokami, zupełnie jak w adapterach do hebli PM lub ISO. Da się zacisk przesunąć na boki.
Akurat co jak co, ale hamulce sprawdzam regularnie, bo mam hopla na punkcie tego, żeby rower dobrze hamował. Nic nie było przekoszone, tłoczki działały dobrze, widać było, że oba klocki zbliżają się do tarczy.
Ustawiam zacisk w podobny sposób, choć on nie zawsze działa, wtedy trzeba ręcznie.
Na hydraulicznych heblach jeżdżę już prawie 20 lat i pierwszy raz coś takiego mnie spotkało.
siemalysy
12-06-2022, 15:58
Tomek, wygląda to nieciekawie. Przykra sprawa, że tak gruba awaria trafia się w pełni sezonu, wtedy kiedy dni są najdłuższe. Po zdjęciu zgadzam się z Tobą, że naprawa jest raczej nierealna. Myślę, że powstało to w związku z błędem podczas produkcji ramy i nie widzę tu możliwości, żeby Twój sposób korzystania z roweru spowodował takie pęknięcie. Daj znać jak się temat rozwinie. Trzymam kciuki, że pozytywnie.
Będziesz miał teraz okazję MTB "odkurzyć" i zabrać w góry ;)
crusiek dziękuję :)
No MTB trzeba będzie odkurzyć, także w sensie dosłownym, ale póki co mam jeszcze drugiego gruza. :)
On co prawda skonfigurowany pod warunki miejskie, ale myślę, że da się go przez jakiś czas i w jakimś tam stopniu wykorzystać też poza miastem. Jeszcze nadal ma napęd z dużą kasetą 11-42T. Nie jest wykluczone, że spróbuję czy Apex 1 obsłuży kasetę 11-46.
Do Hultaja już napisałem i zobaczymy co odpowiedzą.
Liczę się z tym, że będę musiał poszukać nowej ramy lub nawet framesetu.
Przy okazji. Jakieś trzy tygodnie temu w miejskim hultaju zmieniłem olej do łańcucha z Progold Prolink na zielony FL. Trochę wkurzało mnie, że Progold szybko się kończył w zapylonych warunkach wrocławskich wałów przeciwpowodziowych. Smarować musiałem nawet codziennie, max co dwa dni. Zielony FL wystarczał na dłużej, bo nawet na tydzień, ale ilość syfu jaka przywarła do napędu była masakryczna. Dziś odgruzowałem napęd i wróciłem do poprzedniego smaru. Jednak wolę nawet codzienne smarowanie niż widok szlamu w kasecie, na łańcuchu i korbie.
siemalysy
12-06-2022, 19:30
Szukanie framesetu wydaję się być niekorzystne przy obecnej dostępności części rowerowych. Dobrze, że masz miejskiego gruza, którego ewentualnie możesz przekonfigurować na czas poszukiwania framesetu.
FL zielony rzeczywiście łapie syf. Używam go długo i z jednej strony chyba już się do tego przyzwyczaiłem. Z drugiej strony nie testowałem nic innego i też innego oleju do łańcucha dawno nie używałem.
Tomek, w MTB też używasz Progold?
Nie, w MTB właśnie używam zielonego FL i tam jakoś łatwiej zapanować nad czystością napędu.
Przykry widok. Niestety to chyba ryzyko wyboru manufaktury, robią spoko konstrukcje, ale raczej wątpię, że robią testy zmęczeniowe czy nawet długodystansowe. Powinni naprawić na gwarancji, ale jak się będą ciskać to ja bym dał to do ogarniętego spawacza i polakierował.
W ramach poprawy humoru to moja szosa oczywiście dziś ma kapciuszka (po 4 km). Przypomnę, że dętka wymieniona w serwisie. Chyba trzeba wymienić koła, to jest bezsensu.
Przykry widok. Niestety to chyba ryzyko wyboru manufaktury, robią spoko konstrukcje, ale raczej wątpię, że robią testy zmęczeniowe czy nawet długodystansowe. Powinni naprawić na gwarancji, ale jak się będą ciskać to ja bym dał to do ogarniętego spawacza i polakierował.
Sądzę, że haki kół to oni kupują gotowe. Żeby było dobrze to wymagałoby bardzo ogarniętego frezera lub co bardziej prawdopodobne w obecnych czasach obrabiarki CNC. Zatem takiej małej manufakturze nie opłaca się inwestować w maszynę, lepiej zlecić lub kupić to co jest na rynku.
Tak na serio to wszystko może pęknąć, o ile którejś nie zapomniałem to moja 6 pęknięta rama. Był czas przywyknąć.
Teraz wszystko zależy od Hultaja.
Ze spawaniem tego to jest taki kłopot, że to trzeba zrobić bardzo precyzyjnie. Te tulejki nie są przyspawane tylko wycięte z jednego kawałka alu. Nie sądzę, żeby po zespawaniu dało się ustawić zacisk, żeby nic nie ocierało.
W ramach poprawy humoru to moja szosa oczywiście dziś ma kapciuszka (po 4 km). Przypomnę, że dętka wymieniona w serwisie. Chyba trzeba wymienić koła, to jest bezsensu.
Ale jaki jest charakter tych laczków? Od obręczy, od opony, snejk, kiepska dętka, kiepska opona?
Przed wymianą kół ja bym jednak dokładnie zbadał przyczynę. Nowe koła, świetna sprawa, ale jak nie pomoże to nadal bez sensu.
Kolega ze dwadzieścia lat temu poskładał sobie fajny rower XC HT. Rama spawana u Orłowskiego, wszystko kupowane z baczeniem na masę, choć w granicach rozsądku. Przy tym non Shimano bike, co w tamtych czasach nie było takie łatwe. Miał jakieś lekkie dętki. Chyba lateksowe, bo tych plasticzanych jeszcze wtedy nie było, a bęzdętki chyba wtedy tylko Mavic miał ze swoim USP. No i z tymi dętkami był ciągły problem. Potrafił laczka złapać kilkaset metrów od miejsca zbiórki. Lateksu nie połatasz, po kilku próbach dał sobie spokój i założył zwykle butyle i miał spokój.
Wind Mill
12-06-2022, 22:28
Przykry widok. Niestety to chyba ryzyko wyboru manufaktury, robią spoko konstrukcje, ale raczej wątpię, że robią testy zmęczeniowe czy nawet długodystansowe. Powinni naprawić na gwarancji, ale jak się będą ciskać to ja bym dał to do ogarniętego spawacza i polakierował.
W ramach poprawy humoru to moja szosa oczywiście dziś ma kapciuszka (po 4 km). Przypomnę, że dętka wymieniona w serwisie. Chyba trzeba wymienić koła, to jest bezsensu.
Wpierw trza by dobrze przemacać od wewnątrz opony, czasem w nich potrafi siedzieć jakieś mało widoczne, małe, ostre gunwo.
lukasz_kk
12-06-2022, 23:24
U mnie przestój z robotą, bo:
- jakoś mi umknęło, że do przedniej przerzutki potrzebuję baryłki montowanej w pancerzu,
- przewód hamulcowy 1 m do przedniego zacisku w moim przypadku jednak jest deczko za krótki,
- lejek z zestawu do odpowietrzania hamulców Shimano, o którym sprzedawca w opisie na Allegro napisał, że ma pewność, że odpowietrzę swoje hamulce, jednak nie pasuje do hamulców Shimano, a konkretniej do szosowych klamkomanetek. Oczywiście w opisie o tym ani słowa, nie pozostało mi nic innego jak otworzyć dyskusję...
Opony zwijane Conti Gator Hardshell 28mm 1k przebiegu, dętki czy swalbe lub mitas bez różnicy. Ostatnio były dziurki w dętkach małe od czoła opony. Przemacałem oponę od wewnątrz i od zewnątrz, nic nie znalazłem . Jedną dętkę też oczywiście zepsułem przy zakładaniu opony (bez użycia łyżek). Po tym dałem kółko do serwisu.
Ta historia z dziś to było tak, że odebrałem kółko z serwisu, sprawdziłem - 7 bar, trzymało tak 3 dni. Dzisiaj po 4 km pssssyt. Nie zaglądałem jeszcze "do środka".
Przemacałem oponę od wewnątrz i od zewnątrz, nic nie znalazłem
Przecież jakiś powód musi być, no nie ma siły...
Zrób próbę wody, włóż koło do wanny i zobacz dokładnie, co i jak.
Ta historia z dziś to było tak, że odebrałem kółko z serwisu, sprawdziłem - 7 bar, trzymało tak 3 dni. Dzisiaj po 4 km pssssyt. Nie zaglądałem jeszcze "do środka".
Kiedyś poszedłem pojeździć, a tu flak. Dzień wcześniej było dobrze, nic z tym nie robiłem. Nie chciało mi się bawić, wziąłem drugi rower ale to napompowałem. Po powrocie powietrze jest. Rano znowu flak. Zmieniłem dętkę i jest ok ale starą napompowałem - nic nie syczy. I tak sobie wisi napompowana dętka już trzeci miesiąc i nadal ma powietrze. Magia lub ewentualnie to gówno zwane prestą ;)
Ładnie, dla mnie do imponująca ilość kilometrów, podrzuć mapkę z trasą jak masz :)
Tak to wyglądało:
https://www.strava.com/activities/7256909018
patronat
13-06-2022, 11:53
Kiedyś poszedłem pojeździć, a tu flak. Dzień wcześniej było dobrze, nic z tym nie robiłem. Nie chciało mi się bawić, wziąłem drugi rower ale to napompowałem. Po powrocie powietrze jest. Rano znowu flak. Zmieniłem dętkę i jest ok ale starą napompowałem - nic nie syczy. I tak sobie wisi napompowana dętka już trzeci miesiąc i nadal ma powietrze. Magia lub ewentualnie to gówno zwane prestą ;)
Wentyl. Miałem kiedyś w KTMie podobnie, trzy razy opony zrzucałem szukając nieszczelności. W końcu wymieniłem wentyl i przeszło.
Jutro wreszcie szykuje się całodniowe rowerowanie [emoji3]
Taki to sobie pożyje [emoji846]
Powiem wam, że ostatni zakup sprzed miesiąca to był najlepszy mój zakup do roweru ever.
44 zł. Siodełko Wittkop Twin Medicus 7.0. Odkąd mam, bez pampersa 60 km to nie jest absolutnie żaden problem, a ja się tyle lat męczyłem z fabrycznym [emoji1787][emoji23], pupcia się cieszy, a portfel jak się cieszy!!
Jestem już po słowie z Hultajem. W poniedziałek rano mi odpisali, że przepraszają i, że naprawią, na wtorek umówiłem się na dostawę roweru, ale w trakcie dnia okazało się, że konstruktor musi wyjść wcześniej, ale ja już miałem dzień nieco podporządkowany wizycie to zajechałem rowerem i zostawiłem w serwisie. Dziś wracając z fabryki wstąpiłem pogadać.
Przeprosili raz jeszcze, a naprawa będzie polegała na wymianie haków koła. Te obecne haki są z najtwardszego duralu i być może to sprawiło, że się zmęczyły tulejki i postanowiły wypisać się z imprezy. Nowe będą z bardziej miękkiego stopu.
Na dniach mam tylko poznać ramy czasowe naprawy. Optymistycznie zakładam, że może we wrześniu uda się wrócić na gruza.
Fajnie, że Ci zrobią, ale czas oczekiwania tragiczny [emoji17]
Wybrałem się pojeździć po lesie, żeby przetestować jak poczyściłem hamulce. No i było super, niestety jednak tłoczki zmęczone życiem w pewnym momencie zaczęły się pocić, siła hamowania z tyłu drastycznie spadła. Jednym słowem tłoczki kaput.
Uradowany, że przyszły tłoczki od avida zabrałem się za przymiarki.
Niestety są różnice w rozmiarze, mikroskopijne, ale są. Uszczelki podobnie, 0.5mm większe.
Cóż, zostałem bez hamulca z tyłu.
Macie jakieś propozycje co tam wsadzić na tarcze 160?...
Ale kto powiedział, że na obu kołach muszą być hydrauliki, czy tam podobne?
Dać na tył zwykłe linkowe V-brejki i tyle. Pewnie, że słabsze, ale lepiej mieć słabsze, niż nie mieć wcale.;-)
siemalysy
15-06-2022, 21:47
Jestem już po słowie z Hultajem. W poniedziałek rano mi odpisali, że przepraszają i, że naprawią, na wtorek umówiłem się na dostawę roweru, ale w trakcie dnia okazało się, że konstruktor musi wyjść wcześniej, ale ja już miałem dzień nieco podporządkowany wizycie to zajechałem rowerem i zostawiłem w serwisie. Dziś wracając z fabryki wstąpiłem pogadać.
Przeprosili raz jeszcze, a naprawa będzie polegała na wymianie haków koła. Te obecne haki są z najtwardszego duralu i być może to sprawiło, że się zmęczyły tulejki i postanowiły wypisać się z imprezy. Nowe będą z bardziej miękkiego stopu.
Na dniach mam tylko poznać ramy czasowe naprawy. Optymistycznie zakładam, że może we wrześniu uda się wrócić na gruza.
Dobrze, że naprawią. Jednak gdyby spełniły się Twoje założenia, to najlepszy okres roku zostajesz bez gruza. Lipa trochę.
Fajnie, że Ci zrobią, ale czas oczekiwania tragiczny [emoji17]
Wybrałem się pojeździć po lesie, żeby przetestować jak poczyściłem hamulce. No i było super, niestety jednak tłoczki zmęczone życiem w pewnym momencie zaczęły się pocić, siła hamowania z tyłu drastycznie spadła. Jednym słowem tłoczki kaput.
Uradowany, że przyszły tłoczki od avida zabrałem się za przymiarki.
Niestety są różnice w rozmiarze, mikroskopijne, ale są. Uszczelki podobnie, 0.5mm większe.
Cóż, zostałem bez hamulca z tyłu.
Macie jakieś propozycje co tam wsadzić na tarcze 160?...
Kup zacisk tego samego producenta. Jak masz DOT, to hamulec musi pracować na DOT. Chyba, że chcesz kompletny hamulec kupić. Zacisk do tarczy 160 czy 180 będzie taki sam.
Ligo możliwe, że rama nie ma mocowania na V-brake, a obręcz też do tego typu hamulca nieprzystosowana.
Ten czas to moje gdybanie, może być krócej, może być dłużej. Opieram go na dotychczasowych doświadczeniach z Hultajem.
Niestety to jest specyfika małego warsztatu. Kroją pod fanaberie klienta, ale nie mają magazynu z częściami, że zrobią za chwilę. Trzeba czekać.
Zresztą u wielkoseryjnych producentów nie jest jakoś lepiej. Niby dostępność całych rowerów blokują czasem pierdoły w postaci np. braku wkładu suportu, ale zamów frameset lub wymieniaj połamaną ramę to się okaże, że też musisz czekać.
Mam drugiego gruza, mam MTB, dam radę. Głód wyczekiwania sprawi, że będę miał większy fun z jazdy. ;)
Co do hebli, to ja jak zwykle polecam Shimano. W zasadzie dowolne z hebli od Deore wzwyż. Nie znam obecnej serii, ale wcześniejszą MX000 polecam. Mam M6000 i M8000.
Ligo możliwe, że rama nie ma mocowania na V-brake, a obręcz też do tego typu hamulca nieprzystosowana.
Możliwe, a raczej na pewno. "A to feler - westchnął seler" - pisał Brzechwa...
Więc albo nowoczesne, skomplikowane i bywa - awaryjne, albo coś prostego, choć staromodnego.
Wybór oczywiście użyszkodnika...
lukasz_kk
15-06-2022, 22:21
crusiek masz post mount czy flat mount?
lukasz_kk
15-06-2022, 22:32
A to nie ma tematu :)
- - - - kolejny post - - - - - -
Jeszcze w temacie hamulców, jakie polecacie tarcze 160 mm mocowane na śruby? Te, które mam teraz, Tektro, złapały jakiś czarny nalot, którego nie mogę doczyścić, brudzą mi klocki i całość okrutnie wyje, bo piszczeniem tego nazwać nie można…
Jeszcze w temacie hamulców, jakie polecacie tarcze 160 mm mocowane na śruby? Te, które mam teraz, Tektro, złapały jakiś czarny nalot, którego nie mogę doczyścić, brudzą mi klocki i całość okrutnie wyje, bo piszczeniem tego nazwać nie można…
Shimano XT SM-RT76, lekka i sztywna tarcza na alu pająku. To jeszcze tarcza bez ICE TECH, czyli powierzchnia hamująca w całości ze stali.
Obawiam się jednak, że przy okazji będziesz musiał także wymienić klocki. Tarczę da się zwykle doczyścić, ale klocków już nie. Chłoną brud jak gąbka i powodują piszczenie i wycie hebli.
Ale kto powiedział, że na obu kołach muszą być hydrauliki, czy tam podobne?
Dać na tył zwykłe linkowe V-brejki i tyle. Pewnie, że słabsze, ale lepiej mieć słabsze, niż nie mieć wcale.;-)
Mam chyba mocowanie, ale to wymagałoby zmiany obręczy, poza tym wyleczyłem się z tego typu hamulców już dawno.
Kup zacisk tego samego producenta. Jak masz DOT, to hamulec musi pracować na DOT. Chyba, że chcesz kompletny hamulec kupić. Zacisk do tarczy 160 czy 180 będzie taki sam.
Myślałem o tym, ale i tak musiałbym zmienić przewody na nowe, klamka już też przeżyła kilka upadków, w tym mój słynny przelot przez kierownicę przy 50 km/h :D
Wygląda na to, że przechyliło to czarę goryczy i nie chce już kombinować :) (co innego jak bym miał drogie hamule, tu jakieś nonamy w sumie ;) )
Ten czas to moje gdybanie, może być krócej, może być dłużej. Opieram go na dotychczasowych doświadczeniach z Hultajem.
Niestety to jest specyfika małego warsztatu. Kroją pod fanaberie klienta, ale nie mają magazynu z częściami, że zrobią za chwilę. Trzeba czekać.
Zresztą u wielkoseryjnych producentów nie jest jakoś lepiej. Niby dostępność całych rowerów blokują czasem pierdoły w postaci np. braku wkładu suportu, ale zamów frameset lub wymieniaj połamaną ramę to się okaże, że też musisz czekać.
Mam drugiego gruza, mam MTB, dam radę. Głód wyczekiwania sprawi, że będę miał większy fun z jazdy. ;)
Co do hebli, to ja jak zwykle polecam Shimano. W zasadzie dowolne z hebli od Deore wzwyż. Nie znam obecnej serii, ale wcześniejszą MX000 polecam. Mam M6000 i M8000.
Fajnie, że masz czym śmigać, to jakoś tam uśmierzy ból :)
Patrzyłem już kilkakrotnie na deorki 6100, cena mało fajna, ale liczę, że za ceną idzie jakość i niezawodność, tak miałem na moich starych gniotach. Trochę kicha, że do zestawów dają bida klocki żywiczne, u mnie żywice kończyły się się w mgnieniu oka :)
w zwiazku z małym luzem który się pojawił, serwisujem stery63918
Musiałem pojechać nad morze, 750km od domu. Fajnie, bo lubię jeździć, a niefajnie bo benzyna straszy. Z obliczeń mi wychodziło, bo miałbym ze 4 godziny dnia jeszcze. To można by rower zabrać. A gdyby tak wracając na drugi dzień pojechać jeszcze tu i tam...
Kraina wiatraków w okolicach Kołobrzegu
63920
i pól
63921
i rowerów w polu
63922
"Zachodniopomorska droga świntucha Jakuba, błękitny szlak do pomników przyrody" i ukryta w lesie wiata. Prawie jej nie było widać. A szlak niedługo potem z szerokiej, wygodnej drogi przeszedł w błoto, chaszcze i bagno
63923
640-letni dąb Warcisław
63924
Coś dla dendrofili
63925
Jeszcze trochę wiatraków
63926
No i główna atrakcja okolicy
63927
53km
https://www.strava.com/activities/7314658904
Miałem jechać tu i tam, ale sił starczyło na tylko tu. Bory Tucholskie
63928
Brda
63929
Jezioro Charzykowskie
63930
Wszystkie drogi rowerowe powinny takie być
63931
I znowu niebieski szlak mnie skusił. Ten nie miał nazwy, a do tego na mapie się kończył. W rzeczywistości niby szedł dalej na skraju rzeki. Przez krzaki, pokrzywy, robale i w zasadzie to samo co dzień wcześniej tylko bez bagna, za to można było do tej rzeki wpaść. Z drugiej strony była 10m skarpa, co wyglądało bardziej zachęcająco więc wypchałem rower na szczyt, a potem na przełaj do drogi.
63932
Posadzony nowy las. I tak po horyzont z każdej strony
63933
Windows 98
63934
65km
https://www.strava.com/activities/7318372235
Fajnie, fajnie, porządki, wycieczki.
kipcior następnym razem daj znać, to może gdzieś się razem śmignie czy coś xD
Ja dzisiaj wróciłem ze sklepu z tylnym hamulcem deorka m6100.
Nie zapłaciłem za niego. Zapomniałem, sprzedawca rozliczył, wydał paragon a ja w domu, po obadaniu sprzętu, skróceniu kabelka i montażu zastanawiałem się ze coś nie tak na koncie. Wróciłem wieczorkiem do sklepu, panowie grzecznie podziękowali za uczciwość.
Trochę poczyściłem rowerek i przygotowałem do jazdy, może jutro coś się uda...
Też dzisiaj zrobiłem kółeczko.
Inicjatorem tej wycieczki jest zdyboo, z którym zrobiłem pierwsze 0,7. Tej trasy ;)
Dzięki Tomek. Fajnie było.
On Wam to pewnie tu fajnie opisze i okrasi sztos fotami jak zawsze.
63938
kipcior następnym razem daj znać, to może gdzieś się razem śmignie czy coś xD
Czasem mi się zdarza być nad morzem z rowerem. Poprzednio jakoś w połowie lat 90, więc to niemalże wydarzenie cykliczne ;)
A to luz, na starość z laską nie będzie mi się już chciało.
Nic mnie nie zmusi na elektryka. xD
Moje konto w banku tez ma takie podejście ;)
Plany na 200 km miałem już w zeszłym roku, ale nie wyszło, dobiłem do 170 zaledwie.
W tym roku zobaczyłem na Stravie, że kolega zrobił trasę z Siechnic, miasta pod Wrocławiem do Częstochowy. Stwierdziłem, że ja też mogę. Przerysowałem jego wersję, mocno zmieniając okolice Wro, bo przez Siechnice byłoby za bardzo na około. Planowałem jechać w okolicach letniego przesilenia, bo dzień długi i nie trzeba się spieszyć lub naginać po ciemaku. Dwa tygodnie przed wyjazdem kupiłem bilet na IC, żeby była dodatkowa motywacja. Zapewne wielu z Was wie, że im wcześniej się kupuje bilety na IC tym jest taniej. Ja za siebie i rower zapłaciłem 35 zeta, kupując dzień przed za siebie bym zapłacił 51 zeta. Opłata za rower jest chyba zryczałtowana i wynosi 9,10 zeta.
Po zakupie biletu skontakowałem się z Marcinem matomi, że jadę, daję znać, żeby nie było, że byłem i nie dałem znać. Marcin się ucieszył i jeszcze przeprojektował trasę koło Częstochowy, bo przez Kobłuck nie jeździ się rowerem. Chęci były na cały wspólny dystans, ale jak się okazało, nic popołudniem z Wrocławia do Częstochowy nie jedzie.
Zameldowałem się rano na głównym i czekałem na podstawienie pociągu. Było jak zwykle lekkie zamieszanie, ale pociąg podjechał zgodnie z informacją w apce Rozkład PKP oraz informacją na tablicy na dworcu na drugi peron i wsiadłem do wagonu wyposażonego na obu końcach w 6 haków na rowery. Rower zawiesiłem, bo zawiesić trzeba inaczej zablokuje się drzwi. Ze mną jechała ekipa z sakwami do Białegostoku i dalej na wschód, na Green Velo. Sakwy zdjęli, choć mieli ich sporo, czyli jednak da się.
W tych wagonach "rowerowych" mogliby poszerzyć drzwi. Nawet z kierownicą 42 cm niewygodnie się wsiada. Z MTB 75-80 cm byłoby trochę kombinowania i chyba byłyby potrzebne dwie osoby, tylko po to, aby się przekonać, że szeroka opona nie wchodzi w hak. Serio okolice 40 mm są optymalne, bo opona ładnie wypełnia hak i rower nie lata na boki.
Do Czestochowy dojechałem planowo i jeszcze chwilę błądziłem po dworcu. Wbiłem do tunelu pod torami i zacząłem iść w kierunku peronu 1, bo myślałem, że tak jak Wro tam będzie hol dworca. Jednak w Częstochowie jest na odwrót i po chwili się spotkałem z Marcinem, przywitaliśmy się odwirtualizowując znajomość i ruszyli. Objechaliśmy klasztor na Jasnej Górze, ale nie zabierałem kamyka i pomału zaczęli jechać w kierunku Blachowni. Kilometry szybko mijały na rozmowie, ruch samochodowy nie przeszkadzał. I w sumie tylko po dwujęzycznych nazwach miejscowości zorientowaliśmy się, że jesteśmy już w województwie opolskim. Niestety zaczęło też silniej wiać, może to nie była siła jak na wiosnę, ale nie dało się nie zauważyć, że wieje. Sprawdzając prognozy pogody wiedziałem, że przez całą drogę będę miał wmordewind, psychicznie byłem na niego gotów.
Krótko po 70 km nasze drogi z Marcinem się rozjechały. Marcin pojechał w kierunku województwa Łódzkiego, ja kontynuowałem jazdę w opolskim do Kluczborka. Gdzieś w okolicach 90 km, dopadł mnie kryzys. W lesie jakoś szło, ale na otwartej przestrzeni wiatr dawał się we znaki. W Kluczborku zrobiłem popas, na pizzę i piwo w nadziei, że może mi się polepszy.
Zjadłem chyba najmniej smaczną pizzę jak do tej pory. Restauracja Arkady w budynku ratuszu. Nie polecam, za to piwo z Browaru Kluczbork było smaczne. Po niespełna godzinie ruszyłem, ale nadal noga nie podawała. Shoty z Pepsi i nawadnianie organizmu niespecjalnie pomagało. Do tego nawierzchnia się zepsuła i była mocno dziurawa.
Sytuację trochę ratował fakt, że jechałem przez bardzo ładną okolicę, co prawda płasko jak na stole, ale mijane wioski były bardzo ładne, zadbane z przyciętymi trawnikami. Do tej pory tylko W Niemczech i Austrii takie widziałem. Tylko tam w parze idzie też doskonała jakoś nawierzchni.
W okolicach 140 km przemogłem kryzys i zaczęło mi się znacznie lepiej jechać. Nadal pod wiatr, ale chyba nieco już słabszy. Nie robiłem przerw innych niż na uzupełnienie wody, zakupy, zjedzenie batona czy wypicie Pepsi.
Trochę obawiałem się ruchu na drodze z Jelcza-Laskowic do Kamieńca Wrocławskiego, bo już miałem tam przygody, ale liczyłem, że środek długiego weekendu, a i pora dnia taka, że ludzie będą jechać raczej z Wrocławia. Szacunki sie sprawdziły i było spoko, do tego droga była doskonała.
W Kamieńcu wjechałem na wały przeciwpowodziowe i znaną już sobie trasą dotarłem do domu.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/7324942987
Fotosy:
63942
Nie były to lwy, krokodyle, ani nawet piranie. Były to krowy o wyglądzie jaków. Pewnie hodują je do krwawych walk w oktagonach.
63943
Kiedy musisz jechać środkiem, bo tylko tam nie ma kraterów.
63944
Tunel leśny przed Kluczborkiem.
63945
Opolszczyzna. Region Oppeln.
63946
Polecam.
63947
Dosyć charakterystyczna cecha urbanistyczna. Nie wszystkie domy są na kupie.
63948
W praktycznie każdej wiosce jest zamieszkałe gniazdo.
Fajna relacja i niezły kawał trasy, krowy rozwaliły system [emoji1787]
siemalysy
18-06-2022, 23:26
Tomek, ładny dystans. Dzięki, że wrzuciłeś relację i foty. Dobrze się czyta :)
Musiałem pojechać nad morze, 750km od domu. Fajnie, bo lubię jeździć, a niefajnie bo benzyna straszy. Z obliczeń mi wychodziło, bo miałbym ze 4 godziny dnia jeszcze. To można by rower zabrać. A gdyby tak wracając na drugi dzień pojechać jeszcze tu i tam...
...
Ładnie :) Nad morzem nie byłem latem z 6 lat i jakoś specjalnie mnie nie ciągnie. Fajnie jednak zobaczyć krainę wiatraków na zdjęciach ;)
Fajnie, fajnie, porządki, wycieczki.
kipcior następnym razem daj znać, to może gdzieś się razem śmignie czy coś xD
Ja dzisiaj wróciłem ze sklepu z tylnym hamulcem deorka m6100.
Nie zapłaciłem za niego. Zapomniałem, sprzedawca rozliczył, wydał paragon a ja w domu, po obadaniu sprzętu, skróceniu kabelka i montażu zastanawiałem się ze coś nie tak na koncie. Wróciłem wieczorkiem do sklepu, panowie grzecznie podziękowali za uczciwość.
Trochę poczyściłem rowerek i przygotowałem do jazdy, może jutro coś się uda...
Dobry i uczciwy z Pana człowiek :)
Będzie Pan zadowolony. W Authorze długo jeździłem na deorkach. Co prawda były to M615. Myślę, żeby w rowerze żony wymienić hamulce na Deore lub SLX. Ale jednak chyba nic więcej od Deore nie jest jej potrzebne.
Też dzisiaj zrobiłem kółeczko.
Inicjatorem tej wycieczki jest zdyboo, z którym zrobiłem pierwsze 0,7. Tej trasy ;)
Dzięki Tomek. Fajnie było.
Też konkretny dystans.
On Wam to pewnie tu fajnie opisze i okrasi sztos fotami jak zawsze.
Stało się tak jak napisałeś :)
W czwartek pojechałem z żoną do Złotego Potoku. Zrobiliśmy krótkie kółko, niecałe 50 km zahaczając o Bobolice i Mirów. Kilka ostatnich kilometrów w towarzystwie burzy słyszanej w oddali. Końcówka w Złotym Potoku już w deszczu i burzy słyszalnej wyraźniej.
W czwartek pojechałem z żoną do Złotego Potoku. Zrobiliśmy krótkie kółko, niecałe 50 km zahaczając o Bobolice i Mirów..
Moje rejony. Aż mi się ciepło na sercu zrobiło...:-)
W Złotym Potoku dalej smaczne pstrągi dają?
siemalysy
19-06-2022, 11:07
Moje rejony. Aż mi się ciepło na sercu zrobiło...:-)
W Złotym Potoku dalej smaczne pstrągi dają?
Dają, ale nie wiem czy smaczne bo nie jadłem ;) Zawsze jak decydujemy się tam coś zjeść, to wybieram coś innego z menu. Następnym razem spróbuję i dam Tobie znać :)
W każdym razie w czwartek rano po godz. 9 jak zajechaliśmy na parking (https://pl.mapy.cz/turisticka?x=19.4327069&y=50.7036751&z=17&source=osm&id=153262856) to było pusto. Jak wróciliśmy przed 15 to było dużo aut, nawet pomimo tego, że wiele ludzi uciekało przed deszczem i burzą. Jak widać ruch tam zawsze jest.
W moim Treku znów poluzowały się inserty z gwintem pod koszyk na bidon. Tak naprawdę naprawa nie pomogła na długo. Ostatnio zdjąłem koszyk i przełożyłem go na rurę podsiodłową. Inserty są na tyle luźne, że chamsko rezonują i hałasują jak się jedzie po nierównościach. Wczoraj miałem chwilę, to zajechałem do serwisu, żeby zorientować się co dalej z tym robić. Stanęło na tym, że muszę wysłać zdjęcia: karty gwarancyjnej, paragonu, nr ramy na rowerze i uszkodzenia. A serwis wyśle zgłoszenie reklamacyjne do Treka, który jak zaakceptuje reklamację, to wyśle konieczne do naprawy części, czyli nitonakrętki.
Mając z tyłu głowy ostatnie doświadczenia, zastanawiam się teraz czy do końca roku uda się to ogarnąć.
Chyba dołączyłem do grona tych szczęśliwców co to ostatnio stracili tylny hamulec:)
Klamka w mtb się zawiesza pod wpływem ciepła i zaczyna działać gdy rower w cieniu. Prawdopodobnie tłoczek pompy przy klamce się zaciera i nie uniknę wymiany całości.
Mając z tyłu głowy ostatnie doświadczenia, zastanawiam się teraz czy do końca roku uda się to ogarnąć.
Nitonakrętek nie brakuje na rynku, nitownic też nie. Nawet nie ma w EU cła antydumpingowego na nitonakrętki, bo na śruby już jest. Ja bym był dobrej myśli.
To jest naprawa w stylu pierdoły, w jakiejś starej ramie sam byś to ogarnął w sekund pięć. Najwięcej czasu poświęcają na wydobycie resztek rozwierconej nitonakrętki. Oczywiście zawsze może coś pójść nie tak, można dobrać zbyt dużą siłę do zaciśnięcia i rama zacznie pękać. Może nie od razu, ale za czas jakiś. Tu jednak masz wieczystą gwarancję i takie partyzanckie zabawy mogą się skończyć jej utratą, gdy naprawdę będzie potrzebna. Moje doświadczenia w pękaniu ram podpowiadają, że warto się przemęczyć wożąc wodę na plecach.
Słyszałem historię o szosówce Canyona za jakieś 40 tysi co przyszła bez płynu w jednym z hebli lub ze zbyt jego małą ilością. Na pytanie użytkownika czy może dolać sam lub zrobić to nawet w serwisie, odpowiedź była, proszę odesłać rower. Chyba by mi w takiej sytuacji żyłka pierdząca pękła.
Chyba dołączyłem do grona tych szczęśliwców co to ostatnio stracili tylny hamulec:)
Klamka w mtb się zawiesza pod wpływem ciepła i zaczyna działać gdy rower w cieniu. Prawdopodobnie tłoczek pompy przy klamce się zaciera i nie uniknę wymiany całości.
Zaprzeczając wszelkim pogłoskom. Mój tylny hebel działa. :) Działa tak zajedwabiście, że poddała się rama. I żeby nie było, na zwykłych żywicznych klockach. Metaliczne mam z przodu.
Jak to coś normalnego to może samą klamkę wymienić.
W związku ze strajkiem klamki byłem się przejechać pierwszy raz od wielu lat moim starym mtb, który przejęła żona. Kupiłem go chyba w 2010 i nie był to jakiś najtańszy marketowiec, tylko taki średniak za jakieś 5-6k zł wtedy. No horror:-D
Nie wiem jak kiedyś mogłem tym rowerem jeździć mimo obu działających hamulców. Napęd 3x9, nie da rady jednocześnie hamować i zmieniać biegów, blokada widła bezpośrednio na nim, sam wideł działa jakby mu się nie chciało. Geometria jakaś taka dziwna. Waga 14 kg vs 8,5 kg obecnie.
Kiedyś wydawało mi się, że ten rower jest całkiem fajny:) ale jak się człowiek przyzwyczai do lepszego to koniec.
Jedyny pozytyw to wygodne siodełko, które dopiero teraz można docenić i pewnie nie musiałbym pampersa używać.
esperal - Co to za hampel, kiedys była afera z Sramem, że tłoczki puchły na upale. Byłem "szczęśliwym" posiadaczem ;)
esperal - Co to za hampel, kiedys była afera z Sramem, że tłoczki puchły na upale. Byłem "szczęśliwym" posiadaczem ;)Masz na myśli tłoczek przy klamce czy w zacisku hamulcowym? U mnie shimano a klamka, którą podejrzewam o problem to XTR BL-M9000.
W zacisku masz ceramiczne tłoczki, raczej nie one. Hebel by się zawieszał także podczas dłuższego hamowania.
Tłoczek w klamce. Czyżby podobny problem dotknął też Shimano?
Do Sram Guide RS były (pewnie dalej są) dostępne tłoczki w zestawach naprawczych oryginalnych, oznaczone w opisie literką v.2 (pewnie chodziło o rozróżnienie wadliwych tłoczków od dobrych) Dostępnych była też masa podróbek na Ali z metalu nawet. W każdym bądź razie temat był prześwietlony dokładnie i były filmiki na YT jak sobie to samemu naprawić, jak jest z Shimano - nie wiem, trzeba zrobić śledztwo.
siemalysy
20-06-2022, 17:17
Nitonakrętek nie brakuje na rynku, nitownic też nie. Nawet nie ma w EU cła antydumpingowego na nitonakrętki, bo na śruby już jest. Ja bym był dobrej myśli.
To jest naprawa w stylu pierdoły, w jakiejś starej ramie sam byś to ogarnął w sekund pięć. Najwięcej czasu poświęcają na wydobycie resztek rozwierconej nitonakrętki. Oczywiście zawsze może coś pójść nie tak, można dobrać zbyt dużą siłę do zaciśnięcia i rama zacznie pękać. Może nie od razu, ale za czas jakiś. Tu jednak masz wieczystą gwarancję i takie partyzanckie zabawy mogą się skończyć jej utratą, gdy naprawdę będzie potrzebna. Moje doświadczenia w pękaniu ram podpowiadają, że warto się przemęczyć wożąc wodę na plecach.
Słyszałem historię o szosówce Canyona za jakieś 40 tysi co przyszła bez płynu w jednym z hebli lub ze zbyt jego małą ilością. Na pytanie użytkownika czy może dolać sam lub zrobić to nawet w serwisie, odpowiedź była, proszę odesłać rower. Chyba by mi w takiej sytuacji żyłka pierdząca pękła.
Zaprzeczając wszelkim pogłoskom. Mój tylny hebel działa. :) Działa tak zajedwabiście, że poddała się rama. I żeby nie było, na zwykłych żywicznych klockach. Metaliczne mam z przodu.
Jak to coś normalnego to może samą klamkę wymienić.
No tak. Zgadzam się. Mam nadzieję, że serwis podejdzie do tego na odpowiednim poziomie i szybko temat się zamknie.
Słyszałem historię o szosówce Canyona za jakieś 40 tysi co przyszła bez płynu w jednym z hebli lub ze zbyt jego małą ilością. Na pytanie użytkownika czy może dolać sam lub zrobić to nawet w serwisie, odpowiedź była, proszę odesłać rower. Chyba by mi w takiej sytuacji żyłka pierdząca pękła.
I żeby nie było, na zwykłych żywicznych klockach. Metaliczne mam z przodu.
Jak zakupiłem kiedyś YT i przyszedł ze skrzywioną przednią tarczą, to (dla testu w zasadzie, jak to potraktują) zgłosiłem sprawę na reklamację , odpisali bym sobie sam podprostował :)
Tak więc głupotami się nie przejęli, nie wiem czy rowerz był za tani, czy z innych pobudek. Ale, jak już poszła korba, to sprawę potraktowali poważnie i w 1/5 tyg, miałem z powrotem nową.
W Transie miałem zbyt duży luz na sztycy (tak mi się wydawało), sprzedawca poradził mi zakup za 20zł zestawu naprawczego, co uczyniłem mając w wizji jazdę na sztywnej sztycy przez jakiś czas. Po tej "naprawie" luz na chwilę zniknął, by się pojawić znowu. Sprawę już do końca olałem, "te typy tak majo"
----
Co Tobą targnęło, by stosować na przód metaliki, a na tył żywice ? Sam kiedyś wykoncypowałem sobie taki zestaw dla moich zastosowań (później nawet znalazłem na YT jakiś gość opowiadał w "szekspirowskim", że tak też stosuje) ale jestem ciekaw Twoich pobudek
Co Tobą targnęło, by stosować na przód metaliki, a na tył żywice ? Sam kiedyś wykoncypowałem sobie taki zestaw dla moich zastosowań (później nawet znalazłem na YT jakiś gość opowiadał w "szekspirowskim", że tak też stosuje) ale jestem ciekaw Twoich pobudek
To w gruzie. Mimo, że mam klamki z servo jak w górskich, to charakterystyka hamowanie nie jest jak w górskich. Choć faktycznie nie trzeba łapać za końce klamek, żeby mieć max siły. Metaliczne klocki trochę polepszyły, zwłaszcza na dłuższych zjazdach gdzie więcej hebluję. Dziwnym nie jest, bo metaliki lubią być rozgrzane.
W MTB mam w obu heblach żywiczne, tyle że z przodu 4 tłoczki. Choć mam już na przód kupione klocki metaliczne, przyjdzie i na nie czas. Lubię mieć mocne heble, o modulację się nie martwię, bo do swojego stylu jazdy już się nauczyłem ją mieć w palcach.
Ładnie :) Nad morzem nie byłem latem z 6 lat i jakoś specjalnie mnie nie ciągnie. Fajnie jednak zobaczyć krainę wiatraków na zdjęciach ;)
Szkoda :(
siemalysy
slxy mają przewagę w postaci klamki
---edyta
ogólnie deore 6120 są bardzo ok ale dużo lepiej się ich używa z klamką XT (myślę, że inne servo jest), wadą deore jest regulacja głębokości klamki kluczem... co jak wiadomo nie jest problemem... chyba, że akurat nie mamy klucza i wtedy bywa niefajnie - tak doświadczyłem!
[MENTION=75537]ogólnie deore 6120 są bardzo ok ale dużo lepiej się ich używa z klamką XT (myślę, że inne servo jest), wadą deore jest regulacja głębokości klamki kluczem... co jak wiadomo nie jest problemem... chyba, że akurat nie mamy klucza i wtedy bywa niefajnie - tak doświadczyłem!
Przecież głębokość klamki się raz ustawia i nie rusza tego potem. Nigdy nie musiałem tego robić w terenie. Ustawiałem przy montażu, najpóźniej przy rundce kontrolnej.
Nie wszystkie klamki pasują do każdego zacisku. Owszem hebel będzie działać, ale niekoniecznie tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Jak się pokopie w serwisówkach Shimano i na forach to można trafić na wykazy niezalecanych połączeń.
Jak dla mnie SLX ma przewagę ceramicznych tłoczków w zacisku, co gwarantuje większą kulturę pracy.
6120 też mają ceramiczne tłoczki; klamki są kompatybilne pomiędzy 71xx; 81xx; 61xx. Tak - mam taki mix. Servo w 61xx I 81xx ma inną charakterystykę. Klamka lubi się zapaść jak się klocki zużyją albo nieco się zapowietrzą. Bywa niefajnie, lubię klamkę blisko kiery i kilka milimetrów już robi różnicę - doświadczyłem.
Btw
Zasadniczą różnicą jest kabel. 61xx mają prosty przy zacisku, 71xx i 81xx mają banjo.
Warto pamiętać jednak, że M6100 nie mają ceramicznych tylko jakiś żywiczne.
Różnic jest więcej. Deore w żadnej wersji nie są kompatybilne z klockami z radiatorami, a samo mocowanie klocków jest na zawleczkę, a nie śrubę, co jest upierdliwe nawet przy serwisie w warunkach domowych, nie pisząc już o ewentualnym serwisie w terenie.
Banjo czy wkręcana końcówka to jest w sumie detal istotny tylko podczas montażu zacisków do roweru. Mnie się na przykład zdarzyło, że banjo się poluzowało samo z siebie, co nigdy nie miało miejsca przy przewodach wkręcanych.
Co do kompatybilności z klamkami to tam raczej chodzi o średnicę i skok tłoczka, a nie servo. Przy okazji nie znalazłem żadnych informacji na temat różnic w działaniu servo pomiędzy różnymi klamkami MTB. Shimano zaleca klamki tylko z danej grupy.
Jak pisałem mix będzie działał, ale niekoniecznie w spodziewany sposób. W sumie nie wiesz jak by działały hamulce z zaciskami XT. Miałem w MTB Deore M6k, zmieniłem na XT M8k i jak dla mnie obie klamki działają bardzo podobnie. Te M6k mam nadal w zimowym rowerze.
Początkowo miałem plan zmienić tylko zaciski, a klamki zostawić, ale poczytałem i wyszło, że jednak lepiej zamienić całość, nie mieszając pomiędzy grupami. To było jeszcze w czasach normalnego dostępu do części i normalnych cen. Mam jednak świadomość, że ludzie mieszają, nawet między grupami szosowymi i MTB, pisząc, że działa.
Nie zauważyłem upierdliwości serwisu zacisku na zawleczkę - fakt trzeba albo przynajmniej wygodnie mieć szczypce zamiast kombinerek.
Fakt - oryginalne klocki shimano z radiatorem nie wchodzą co jednak przy tylnym zacisku nie ma aż takiego znaczenia.
Rodzaj końcówki przewodu jest istotny ze względu na ułożenie kabla na ramie i zwyczajnie przewody z banjo dają większą swobodę.
Kompatybilność klamek jest faktem. Wiem jak działają hamulce z zaciskami XT bo mam takie combo (przód mam XT a tył mam mix klamka XT, zacisk 6120). Tłoczki w 6120 są takie same jak reszta ceramicznych tłoczków na 99%.
U mnie mix na tyle wynika z tożsamości zacisków i braku chęci przeciągania przewodu przez ramę. klamki XT >>>>> klamki deore za to nie widzę różnicy między klamką XT a SLX. Regulacja martwego ruchu klamki w XT działa dość symbolicznie.
brak słów już do tego... 64049
Kiedyś udawało mi się złapać 2 kapcie w drodze do pracy, pomogła dopiero zmiana opon, stare tak już były podziurawione i ponabijane kamyczkami i innym badziewiem, że wyciąganie tego nie miało sensu.
Właśnie przed chwilą kolega wszedł do firmy z rozbitą głową, obitymi żebrami, łokciami i kolanami.
Potrącił go jakiś taksówkarz, parkując na DDR. Nie wiem dokładnie jak to wyglądało, bo był jakiś zakręcony, zadzwoniliśmy po jego żonę, żeby go na SOR zabrała.
Dobrze, że chociaż ma namiary na sprawcę, choć ja bym wzywał policję i karetkę bez gadania.
https://www.amazon.pl/gp/product/B000VY1518/ref=ppx_yo_dt_b_asin_title_o00_s00?ie=UTF8&psc=1&tag=ugcplpepper21-21&ascsubtag=338580650
brak słów już do tego...
Dziś dojeżdżam do fabryki, paczam, a kolega z działu idzie, fajek w gębie i prowadzi hujajnogę elektryczną. Jak już doprowadził to się okazało, że ma laczka w tylnym kole.
Nawet nie miałem pomysłu jak zdjąć tylne koło, bo tam silnik w piaście, żadnych nakrętek, wszystko pod panelami. W dodatku wentyl prawie nie wystaje. Zwykłą pompką podłogową nie da się, trzeba mieć przedłużkę wkręcaną na czas pompowania. Dałem radę napompować moją Lezyne, co ją mam przy rowerze, ale szybko schodziło powietrze.
Podobno w całym Wro jest jeden serwis co normalnie ogarnia elektro hulajnogi. Kolega stwierdził, że chyba wymieni oponę na pełną. Komfort mniejszy, ale spokój większy.
Ja złapałem pierwszą gumę od przeszło 2000km, od kiedy zakończyłem nieudany eksperyment zwany mlekiem i wróciłem do dętek. Tom się szarpnął na Pirelli Cinturato SmarTube 35/45, TPU, co to takie pancerne ma być i żółte jest i w ogóle. Przejechałem przez błoto, bagno, korzenie, kamienie, szutry, piaski, góry, lasy i co ino tylko, 150km przerozmaitego terenu i będąc u siebie na asfalcie zrobiłem dziurę. Także ten, to była świetna inwestycja, polecam ;)
od kiedy zakończyłem nieudany eksperyment zwany mlekiem i wróciłem do dętek.
A co było takiego nieudanego?
A co było takiego nieudanego?
Najpierw zalałem mlekiem stare opony, na których łapałem gumy co chwila. Chciałem sprawdzić, czy mleko cudownie zatka dziury, które niewątpliwie w tej oponie są. Nie dało rady.
Kupiłem Tufo Thundero, zalałem mleko i działało. Zrobiłem kilkadziesiąt km, nic się nie dzieje, działa. Po jakichś 100km przebiłem przednie koło. Trochę mleka upłynęło ;) ale dziura się zatkała. Oczywiście dolałem potem mleka czyli wyjąć zaworek, spuścić powietrze, zabawa strzykawką, zaworek, pompowanie.
Ze 200km później znowu to samo, plus minus na oko w tym samym miejscu. Znowu dużo mleka poszło ale się załatało. Oczywiście dolałem mleka czyli wyjąć zaworek, spuścić powietrze, zabawa strzykawką, zaworek, pompowanie.
Jak puściło 3 raz, ze 200km później to przestało mnie to bawić i wróciłem do dętki. Od tego czasu minął ponad rok i mam spokój z przednim kołem.
No ale zostało jeszcze tylne :) To trzeba przyznać wytrzymało z 500km dłużej i nawet go nie przebiłem albo nie zauważyłem. No ale oczywiście uwaliłem cholerną prestę, bo dlaczego by nie. Potem zaczął puszczać wentyl przy obręczy więc wymieniłem wentyl. Co oczywiście oznacza babranie się w mleku. A jeszcze później powietrze zaczęło uciekać, gdzieś przy którymś nyplu, pewnie trzeba by taśmę zmieniać. Któregoś pięknego dnia po przejechaniu przez błoto w lesie wyjechałem prawie na flaku. Oponę rozszczelniło, a tego się w terenie bez kompresora nie zrobi. Więc do roweru uwalonego w błocie i mleku zakładałem dętkę. I tak się zakończył eksperyment trwający ok 1000km, bo takiego pierdzielenia się z kołami na takim dystansie nie miałem nigdy wcześniej i wracać do tego nie będę. Z dętkami jest znacznie prościej, taniej i sumarycznie mniej roboty.
Hello, jakby ktoś chciał pooglądać moje tereny (z ostatniej wyprawy) to -> https://www.youtube.com/watch?app=desktop&v=u8ohr0mRDiI
siemalysy
23-06-2022, 16:55
Hello, jakby ktoś chciał pooglądać moje tereny (z ostatniej wyprawy) to -> https://www.youtube.com/watch?app=desktop&v=u8ohr0mRDiI
Pogodę fajną mieliście :)
patronat
23-06-2022, 18:25
Panowie, wkręciłem się w rowery. Kupiłem rower, wymieniłem amortyzatory, hamulce, wszystko co uznałem za potrzebne,żeby było lepiej. Pozostaje kwestia butów. Jakie buty Enduro z możliwością wpinania sobie kupić żeby nie płakać? Budżet nie jest jakoś mocno określony, ale 250 wygląda lepiej niż 600 :) Czy decathlonowe ST500 mają jakiś sens?
I tak się zakończył eksperyment trwający ok 1000km, bo takiego pierdzielenia się z kołami na takim dystansie nie miałem nigdy wcześniej i wracać do tego nie będę. Z dętkami jest znacznie prościej, taniej i sumarycznie mniej roboty.
No to faktycznie miałeś pod górkę. Ja prócz niedanej próby zamleczenia kół na obręczach nie TLR miałem tylko jeden fakap, gdzie Panasonic Gravelking SK+ rozszczelniał mi się w trakcie jazdy na tylnej obręczy w kołach Mavic All Road. Co ciekawe przednia obręcz była taka sami i tam już taka sama opona trzymała ciśnienie. Poza tym bez większych problemów. Obecnie mam bezdętki w trzech z czterech moich rowerów.
Hello, jakby ktoś chciał pooglądać moje tereny (z ostatniej wyprawy) to -> https://www.youtube.com/watch?app=desktop&v=u8ohr0mRDiI
Długi film drogi. Clio na krakoskich blachach pod koniec to ogólnokrajowy klasyk. Niestety.
Panowie, wkręciłem się w rowery. Kupiłem rower, wymieniłem amortyzatory, hamulce, wszystko co uznałem za potrzebne,żeby było lepiej. Pozostaje kwestia butów. Jakie buty Enduro z możliwością wpinania sobie kupić żeby nie płakać? Budżet nie jest jakoś mocno określony, ale 250 wygląda lepiej niż 600 :) Czy decathlonowe ST500 mają jakiś sens?
Jakie masz pedały? Jak tylko sam zatrzask to kup coś z twardą podeszwą. Te z miękką mają tak, że po jakimś czasie wzmocnienie do którego przykręcisz blok zaczyna się wbijać w stopę podczas pedałowania. Zwłaszcza jak ciśniesz, np. na podjeździe.
Jak masz zatrzask i wokół niego platformę, to możesz brać coś z bardziej miękką podeszwą. Ja mam Shimano ME5 (501) i są spoko na MTB, da się jechać i da się w nich wpychać rower.
Nie wiem jak w butach z Deca, ale w Shimano siatka na wierchu buta pęka po stosunkowo krótkim czasie. Ja kupuje takie bez siatki.
W tych ST500 nie masz chyba też żadnej możliwości regulacji położenia bloków. Oceniam na podstawie zdjęć. Jak Ci nie przypasuje to co przewidział producent to masz problem.
Długi film drogi.
Żakowi Kusto to nie piszeta, że za długi film wymajdrował. Żak zrób teledysk 3 minuty! [emoji3]
patronat
23-06-2022, 22:03
W swej wielkiej „przebiegłości” wymyśliłem, że najpierw kupie wygodne/dobre buty a później pedały do tego. Tym bardziej, że rowery są dwa i pedały będą przechodnie.
Żakowi Kusto to nie piszeta, że za długi film wymajdrował. Żak zrób teledysk 3 minuty!
Tak na serio, to żeby film był interesujący dla kogoś poza uczestnikami musi być ciekawy w sensie ogólnym. Ja nie mam problemu z obejrzeniem półgodzinnych materiałów, no chyba, że się w nich niewiele dzieje.
To co zapodałeś jako klip z powrotu z pracy było spoko, bo było krótkie i dla mnie interesujące, bo w tematyce jazdy rowerem po mieście.
Natomiast ta wycieczka po Jurze już była mniej interesująca, bo za długa i powtarzalna. Brakowało np. dowcipnego i/lub merytorycznego komentarza. Kilku twórców rowerowych na YT oglądam regularnie i nie mam problemu z obejrzeniem materiału o długości 30 minut, ale pod warunkiem, że jest zaprezentowany ciekawie. Choć doceniam twórców, którzy potrafią się zmieścić w kilkunastu minutach, a najlepiej w kilku minutach. Popaczaj sobie na kanał Dustina Kleina z Portland. Koleś też wrzuca swoje wyjazdy, zwykle filmowane GoPro, czasem sypie się jakość, np. w ciemnych miejscach, ale ogranicza się do kilku minut i zapodaje dosyć cikawy i zabawny komentarz. Żak pokazywał ogólnie niedostępny świat podwodny, w Jurę może pojechać każdy. Ja dlatego nie nagrywam filmów, nie mam na nie pomysłu. Na fotosy jeszcze jakieś pomysły mam, jak uznam, że wystarczy to będę się cieszył jazdą i widokami, które zostają tylko w pamięci mózgowej.
W swej wielkiej „przebiegłości” wymyśliłem, że najpierw kupie wygodne/dobre buty a później pedały do tego. Tym bardziej, że rowery są dwa i pedały będą przechodnie.
Z tą przekładaniem pedałów to jest wątły pomysł, bardzo wątły. Jedne buty i kilka rowerów to działa, ale przekładanie pedałów to już wyższy poziom "przebiegłości". Nie zabraniam, ale pamiętaj o czyszczeniu i smarowaniu gwintów i nie przesadzaj z momentem przy dokręcaniu. Pedały dokręcają się w trakcie jazdy, żebyś przy którejś przekładce nie wykręcił pedału razem z gwintem korby. Osie pedałów są zwykle stalowe i to CrMo, a korby z alu, bo nawet jak z karbonu to mają inserty alu z gwintem. Połączenie stali i alu lubi się zapiekać.
Skoro nie masz jeszcze pedałów to się zastanów czy na rowerze jeździsz czy jeździsz i chodzisz. W pierwszym wypadku bierz buty z maksymalnie sztywną podeszwą. Transmisja mocy i wygoda po czasie jest większa w takich butach. Jak tyle samo będziesz spędzał per pedes co na rowerze, to lepiej brać coś wygodnego do chodzenia i pogodzić się z niewygodą na rowerze, której może nawet nie odczujesz, a którą możesz w jakimś tam stopniu skompensować dobraniem odpowiednich pedałów np. z platformą wokół zatrzasku.
patronat
24-06-2022, 08:28
Rowery są dwa, hardtaile, z tym że jeden elektryczny. Trasy to górskie panoramy z rodziną albo single tracki bez drastycznych zjazdów ( dlatego hardtaile). Co za tym idzie nawet przy panoramach, wyjazd jest przerywany naleśnikami, robieniem zdjęć na strumyku czy innych wygłupach. Dlatego pomyślałem o wygodnych enduro butach - kostka dla przyczepności + na tyle sztywna podeszwa żeby kamienie się nie wbijały w stopę. Na zawody żadne nie pojade, mało tego, tak naprawdę nie lubię pedałować :) więc nie musi to być szpitzenklasse 120 gram but najdroższy na świecie. Wyznacznikiem jest komfort. Jako że jestem leniwy, zakładam że docelowo pedały trafią na stałe do obydwu maszyn. Teraz chce po prostu spróbować czy to ma sens.
cz4rnuch
24-06-2022, 16:31
Tak na serio, to żeby film był interesujący dla kogoś poza uczestnikami musi być ciekawy w sensie ogólnym...Niby prawda, ale ja bym nie porównywał dzieła Gawę z jutubkowymi wymiataczami. Wiadomo, że ich klipy muszą być napakowane ciekawymi ujęciami, do tego okraszone megazabawnym komentarzem, koniecznie radiowym głosem i odpowiednio krótkie by się potencjalny klient nie niecierpliwił. W końcu zazwyczaj w tych klipach coś się sprzedaje. Wtedy to jest praca na cały etat i taka wyprawa/przejażdżka to bywa, że także mozolne ustawianie kamer, powtórki i ujęcia testowe. Teraz to już nawet do kofirajda potrzeba przynajmniej ze 2 dronów do przebitek. Ale jak kto chce tylko pokazać trasę, nawet przydługą, to wystarczy zwykły klip. W jutubku można sobie przyspieszyć lub przewinąć, miniaturki z podglądem pomagają. Ja tak zrobiłem, bo chciałem tylko zobaczyć gdzie tam Sebix latał. Przy okazji jakiś link do trasy może by się przydał w opisie pod filmem. Niewykluczone, że kogoś by to zainteresowało.
A ja dziś pierwszy raz w tym roku ponad 4h w siodełku mimo, że już lipiec prawie, ale jakoś tak się wkręciłem w bieganie, że czasu i sił na rower zbrakło. Trzeba zacząć nadrabiać. Przy okazji przeciągnąłem się trochę po szuterkach żeby siodełko potestować i faktycznie ten bruks robi różnicę. Przynajmniej w porównaniu z tym co miałem wcześniej. W zeszłym roku już nawet coś tam zacząłem się interesować amortyzowanymi sztycami, ale chyba jednak poprzestanę na tym siodełku, bo po w sumie dość długiej jeździe częściowo po wybojach sempiterna jak nowa. Co z tego, że ciężkie skoro zad w końcu zadowolony. Zaopatrzyłem się też przy okazji w prawilne bidony, żeby siary nie było, bo wcześniej jakieś takie bukłaczki woziłem, ale chyba muszę zmienić na inne, bo w tych co mam pije się razem z piachem. Niby można przetrzeć, ale wolałbym coś z osłoną ustnika i najchętniej jeszcze z jakimś filtrem. Może ktoś zna i poleci coś w ten deseń? I jeszcze mam pytanie o jakiś lubrykant do łańcucha, najchętniej coś co nie trzeba za często stosować, bo pod tym względem jestem bardzo leniwy?
Rel zdjęć ani klipów ni ma, bo jazda testowa była.
https://i.imgur.com/atfX0HY.jpg
A, i jeszcze pyt do tych co używają fenixa. Da się ustawić widok kursu tak by była widoczna sama trasa, bez podkładu map? Tzn pewnie się da, bo tak jakoś se kiedyś ustawiłem do biegania, ale jak wybiere rower to nie mogę tego znaleźć.
Ponieważ dziś było z przygodami, ale relację skrobnę dziś wieczorem lub jutro rano.
Opony Vittoria Barzo, bardzo się nie sprawdziły w warunkach górskich. Słabo trzymają w zakrętach, słabo trzymają na trawersach i do tego jeszcze przebiłem bok opony w sumie nie wiem czym, chyba zwyczajnym kamieniem co to sobie na leśnej drodze leży. O ile dobrze mi się na nich jeździło wkoło komina, tak w górach już mniej dobrze.
Szukam nowych opon. Jakieś typy?
29" / 2,2" - 2,4" / do 1 kg na sztukę.
Styl jazdy to rowerowa turystyka górska, żadne tam hopy, dropy i pionowe zjazdy. Unikam też ST. Zatem opona powinna się sprawdzać zarówno w górę, bo wyciągów też unikam oraz w dół, ale bez typowego DH.
Nie wiem czy nie wrócę do Bontragerów XR4 Team Issue, miałem je w zestawie z rowerem i w sumie spoko się na nich jeździło. Dwa razy je przebiłem, wszystko zalepiło mleko.
Inne typy:
Conti Trail King
Schwalbe Wicked Will
Paczałem też na Maxxisy, ale ciężkie są niemożebnie.
Najlepsze opony do wycieczek górskich to... Vittoria Barzo :) Tzn jeszcze lepiej Mezcal, ale z okazji nieco większego bieżnika, mam Barzo na przód i Mezcal na tył, taki złoty środek. Serio, jak Ci się to mogło nie sprawdzić? Ja już innych opon nie chcę. No chyba, że jeszcze kiedyś zmienię mojego fulla na enduro.
Maxxisy to generalnie kotwice robią. Dobre w teren, szczególnie ciężki (Minion to chyba najpopularniejsza opona w Beskidach) ale tak normalnie to nie jedzie.
Na Barzo dobrze mi się jeździło w piasku, lepiej niż na Bontragerach, które były nawet szersze.
Niestety już wcześniej wydawało mi się, że słabo trzymają jak się kładzie rower w zakręcie, tylko potrzebowałem gór i zjazdu konkretnej długości, żeby się upewnić. Koło ucieka, może niespecjalnie gwałtownie, bo da się wyczuć moment zerwania przyczepności, ale ucieka.
Poza tym wystarczy, że jedzie się zboczem niezbyt stromej koleiny i strasznie rower się zsuwa, a dziś było w zasadzie sucho. W błocie byłby dramat.
Barzo to dla mnie opona prawie doskonała. Ty po prostu jeździsz po złych górach :lol:
Ja tu nie mam piasku, a błoto się zdarza ale bardziej na zasadzie kałuż i trzeba go szukać, ale rzadko jeżdżę w złych warunkach. Generalnie wszystko wypełniają kamienie. I tutaj mi się Barzo sprawdza.
moje oponki ważą po 520g i to maxis
cz4rnuch
26-06-2022, 06:57
...Maxxisy to generalnie kotwice robią...To by wyjaśniało dlaczego w moim lasku biero mnie bokami babcie z kijkami. Po założeniu Minionków (nie znam się, takie gdzieś w necie polecili) wydaje mi się, że mój i tak ociężały roskuś teraz to już prawie w miejscu stoi.
Z racji gruza w naprawie padło na MTB. Chciałem pojechać gdzie indziej, ale prognozy pogody dotyczące burz sprawiły, że pojechałem na klasyczną dla mnie pętelkę w Górach Bardzkich. Żadne tam single, wiadomka. Normalne szlaki rowerowe. Niebieski, czerwony i żółty. Finisz w Kłodzku.
Wyjątkowo dużo osób było z rowerami na dworcu, ale zmieściliśmy się wszyscy. W Bardzie byłem z zaledwie kilkuminutowym opóźnieniem. 7.30, jeszcze nie było ciepło. Ruszyłem przez centrum miasta do Opolnicy, gdzie miałem wjechać w teren. Zaczęły się podjazdy, Climb Pro ładnie wyświetlał, ale to w żaden sposób nie sprawiało, żeby rower jakoś lżej jechał. MTB niespecjalnie nadaje się na podjazdy. Pot mnie zalewał i do tej pory nie wiem czy na gruzie zalewa mnie mniej czy czapeczka lepiej wchłania niż komin/buff. Oczywiście zjazdy to inna bajka tam gdzie na gruzie jechałbym bardzo uważnie, raczej na heblach tu jechałem na luzie, dohamowując tylko przed zakrętami. Na jednym, ostrym 90 st, prawie mnie wyrzuciło z trasy, ale jakość hamowania w MTB też lepsza. Przy okazji wygrzałem przednie klocki, bo hałasowały przy mocnym zaciśnięciu, ale przestały.
Bardzo obawiałem się, że trafię na rozjechane przez drwali odcinki, ale chyba główna fala rzezi polskich lasów powoli wychodzi z Gór Bardzkich. Zignorowałem tylko jeden zakaz wstępu w związku z wyrębem lasu, ale też widziałem jedną ekipę tnącą ścięte drzewa i widziałem sporo drewna na poboczach dróg.
Po niecałych 20 km wróciłem do Barda, ale nawet się nie zatrzymywałem i pojechałem wzdłuż Nysy Kłodzkiej na czerwony szlak rowerowy, znowu podjazd. Do Barda wjechałem od strony wjazdu na ST, zatem zjazd był szybki i wygodny, bo po równym asfalcie. Pozwoliłem sobie zignorować DDR i tak było pusto. Nawet na parkingu przy singlach nie było samochodów.
W Laskach spytałem autochtona o sklep i nieco zboczyłem z trasy., przynajmniej wiem, że istnieje choć jeden sklep na trasie oprócz tego w Bardzie.
Za Chwalisławiem na zjeździe nagle usłyszałem strzał, a potem syk uchodzącego powietrza z tylnej opony. Nie mam pojęcia o co uderzyłem, chyba o zwykły mały kamyk leżący na leśnej drodze. Przez moment się jeszcze zastanawiałem czy jechać i pozwolić działać mleku, ale powietrze schodziło szybko. Zatrzymałem się. Dziura była w boku opony, tam faktycznie słabo z mlekiem. Próbowałem dopompować, i obrócić koło tak, żeby mleko było przy dziurze, ale się nie udało. Przy okazji wentyl zaklinował się w pompce i nie mogłem jej zdjąć. Zaczynało się robić dramatycznie, bo z pompką na wentylu pewnie byłoby ciężko nawet prowadzić rower. Ostatecznie "udało się" oswobodzić pompkę ukręcając wkład wentyla. Trochę wkładu w pompce zostało, ale wykręciłem scyzorykiem.
Do tej pory uważałem, że Racerocket od Topeak jest lepsza od Lezyne, ale jednak kupię tę drugą też do MTB.
Zszedłem kawałek, do miejsca zacienionego, z mniejsza ilością owadów i zabrałem się do założenia dętki. Poszło wcale gładko, a obawiałem się walki przy ściąganiu i zakładaniu opony. Tubolito wypełniło oponę i pojechałem dalej.
Przełęcz Kłodzka, to początek podjazdu w kierunku Przełęczy Łaszczowej. Choć awaryjnie można też DK46 zjechać do Kłodzka. Podjazd czerwonym szlakiem ciągnął się i ciągnął. Climb Pro niewiele pomagało, te 4,5 km trzeba było dymać pod górę. Potem zjazd do przełęczy, też dłuższy był niż zapamiętałem.
Czas mnie trochę zaczynał gonić, bo chciałem zdążyć na ciapong o 13 do Wro, a już było już dobrze po 12. Po przebytym dystansie widziałem, że niewiele już zostało, a to co zostało było głównie w dół. Na Przełęczy Łaszczowej zmieniłem kolor szlaku na żółty i po kilku minutach zjazdu wjechałem na asfalt tuż przed tablicą Kłodzko. Jeszcze 2 km zjazdu po twardym, zakupy i pociąg. Było przynajmniej pusto. Jak tylko opuściliśmy Kotlinę Kłodzką zaczęło padać, ale szybko przestało lub wyjechaliśmy spod chmury.
We Wrocławiu przywitała mnie zupa w powietrzu, ale poturlałem się jeszcze na obiad i dopiero do domu.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/7366568044
Fotosy:
64155
Mimo wszystko nadal więcej drzewa w lesie.
64156
W lesie jest cień i podjazdy.
64157
Poza lasem są widoki.
64158
Choć czasem udaje się wypatrzeć też coś przez drzewa.
64159
Zdecydowanie lepiej widać jak nie ma drzew.
64160
Bocian. :)
64161
Przełęcz Kłodzka, za chwilę będę się wspinał na zbocza tych gór.
A ja wczoraj przyfarciłem. Wybierałem się na wieczorną przejażdżkę, ale przed wyjściem przypomniałem sobie, że przy ostatniej jeździe czasami z tyłu słabo coś zrzucało na mniejsze koronki. Obstawiałem siakieś błoto lub po prostu brak smarowania, więc zrobiłem szybką inspekcję (błota w końcówkach pancerzy brak) i wpuściłem kilka kropel oleju. Przy próbie rozruszania linka urwała się na wysokości manetki. Jakby zerwała się w trasie, to wracałbym na koronce 11 z tyłu, trenując łydę :D
To jednak wyczerpało zasoby szczęścia, bo znaleziona w zapasach nowa linka ma 180cm długości, stara miała 185cm z 3cm zapasem na końcówce :>
Zaopatrzyłem się też przy okazji w prawilne bidony, żeby siary nie było, bo wcześniej jakieś takie bukłaczki woziłem, ale chyba muszę zmienić na inne, bo w tych co mam pije się razem z piachem. Niby można przetrzeć, ale wolałbym coś z osłoną ustnika i najchętniej jeszcze z jakimś filtrem. Może ktoś zna i poleci coś w ten deseń?
Ja polecam bidony Camelbak z serii Dirt, ale można też ten gumowy kapturek kupić osobno i zapodać do zwykłego bidonu. Filtru nie ma, ale jak dla mnie zwykły bidon z filtrem to marnowanie miejsca na wodę.
A, i jeszcze pyt do tych co używają fenixa. Da się ustawić widok kursu tak by była widoczna sama trasa, bez podkładu map? Tzn pewnie się da, bo tak jakoś se kiedyś ustawiłem do biegania, ale jak wybiere rower to nie mogę tego znaleźć.
Wyłącz mapy w profilu na rower. Nie wiem jak w fenixie, ale u mnie trzeba ręcznie wyłączyć każdą z map i wtedy widać tylko ślad.
Tak z ciekawości, dlaczego sam ślad bez podkładu mapowego?
siemalysy
26-06-2022, 11:01
Z racji gruza w naprawie padło na MTB. Chciałem pojechać gdzie indziej, ale prognozy pogody dotyczące burz sprawiły, że pojechałem na klasyczną dla mnie pętelkę w Górach Bardzkich. Żadne tam single, wiadomka. Normalne szlaki rowerowe. Niebieski, czerwony i żółty. Finisz w Kłodzku.
...
Fajna relacja i tak jakby zupełnie inne góry niż te, które ja widziałem z perspektywy singli Glacensis. Chyba muszę znaleźć czas i przejechać taką trasę :)
cz4rnuch z tym wyłączeniem map w fenixie jest tak jak napisał Tomek. W zegarku wchodzisz kolejno: Ustawienia rower - Mapa - Konfigurowanie mapy. Tam odznaczasz wszystkie mapy i masz sam ślad bez podkładu mapy.
- - - - kolejny post - - - - - -
Ponieważ dziś było z przygodami, ale relację skrobnę dziś wieczorem lub jutro rano.
Opony Vittoria Barzo, bardzo się nie sprawdziły w warunkach górskich. Słabo trzymają w zakrętach, słabo trzymają na trawersach i do tego jeszcze przebiłem bok opony w sumie nie wiem czym, chyba zwyczajnym kamieniem co to sobie na leśnej drodze leży. O ile dobrze mi się na nich jeździło wkoło komina, tak w górach już mniej dobrze.
Szukam nowych opon. Jakieś typy?
29" / 2,2" - 2,4" / do 1 kg na sztukę.
Styl jazdy to rowerowa turystyka górska, żadne tam hopy, dropy i pionowe zjazdy. Unikam też ST. Zatem opona powinna się sprawdzać zarówno w górę, bo wyciągów też unikam oraz w dół, ale bez typowego DH.
Nie wiem czy nie wrócę do Bontragerów XR4 Team Issue, miałem je w zestawie z rowerem i w sumie spoko się na nich jeździło. Dwa razy je przebiłem, wszystko zalepiło mleko.
Inne typy:
Conti Trail King
Schwalbe Wicked Will
Paczałem też na Maxxisy, ale ciężkie są niemożebnie.
Trochę mnie zmartwiłeś tą opinią o Barzo w górach. Też mam te opony, ale gór jeszcze nie widziały.
Fajna relacja i tak jakby zupełnie inne góry niż te, które ja widziałem z perspektywy singli Glacensis. Chyba muszę znaleźć czas i przejechać taką trasę :)
Daj znać jak się będziesz wybierał, może tym razem uda się.
Trochę mnie zmartwiłeś tą opinią o Barzo w górach. Też mam te opony, ale gór jeszcze nie widziały.
Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie.
Mnie nie pykło, a kipciorowi tak.
https://www.pepper.pl/promocje/oakley-sutro-okulary-548503
cz4rnuch
26-06-2022, 21:13
Senkju. O to właśnie mi chodziło z tymi mapami. Mapa przydatna, ale jak se już człek wgra rutę to czasami jednak dla pewności chce się jedynie rzucić okiem od czasu do czasu a ekranik zegarka mały i jak dodatkowo wyświetla się cała mapka to bywa, że sam szlak jest mało czytelny.
Szukam nowych opon. Jakieś typy?
U mnie polecają Pirelli Scorpion XC M, albo Maxxis Ikon.
Ale ja się nie znam, bo obecnie mało w MTB.
Dzięki Marcinu.
Te Scorpiony całkiem spoko, tylko cena taka wygórowana. Ikon widziałem na żywo w sklepie i to taka raczej szybka opona XC.
Tak czy inaczej, korzystając z tego, że były w sklepie niedaleko mnie dostępne od ręki, kupiłem dwie opony Bontrager XR4. Jeszcze muszę założyć, ale to nie dziś, bo upał niemożebny. Licznik mi pokazał 36,6 st. C. Opróżniłem prawie cały bidon 620 ml na zaledwie 15 km z fabryki. Jutro już na szczęście ma być nieco chłodniej.
cz4rnuch
27-06-2022, 18:52
...Licznik mi pokazał 36,6 st. C...
Pod pachą trzymałeś?
Chciałbym, niestety na kierownicy wiozłem.
Temperatura się ciekawie zmienia na całej mojej trasie.
Najpierw mam odcinek szutrowy temperatura nieco poniżej 30 st, ale poniżej. Potem zaczyna się asfaltoza i wybija powyżej 30. Jeden odcinek mam taki, że jadę asfaltową DDR z jednej strony mam ekrany dźwiękochłonne z drugiej wał ziemny. Jadę więc takim wąwozem, choć oprócz DDR na jego dnie znajduje się chodnik i pas zieleni. To tam zaczynam czuć jaki jest upał, jakby mi ktoś nagrzewnicą w twarz dmuchał. Kumulacja temperaturowa jest na moście, potem krótki odcinek przez park, gdzie jest odczuwalnie chłodniej.
lukasz_kk
28-06-2022, 19:54
Taka sytuacja na zjeździe, dobrze, że z daleka już widać było że coś jest nie tak. Po raz kolejny przekonałem się, że jazda rowerem z Mapami Google po nieznanej mi okolicy to kiepski pomysł (tu okolice Szklarskiej Poręby).
64262
PS. Tarcze i klocki przeszlifowałem drobnym papierem ściernym, jeszcze raz przemyłem benzyną ekstrakcyjną, i przestały wyć. A po dotarciu na kilku zjazdach całkiem nieźle hamują.
Polecam OSM lub mapy.cz. GM spoko sprawdza się w miejscowościach, jak trzeba obczaić sklep, paszę czy inne takie. GM też się dobrze sprawdza jak na twardej drodze jakiś remont niespodziewanie się pojawi. Choć ostatnio w Czechach GM pod tym względem dało dupy po całości. W terenie to jest nieporozumienie. To już nawet nie jest brawura, żeby jeździć na takim podkładzie w terenie. GM to są mapy drogowe, ze szczególnym naciskiem na drogi utwardzone.
Ja założyłem Bontragery na koła. Chyba najłatwiejsza wymiana tjublesów w życiu. Koła DT Swiss X1700. Przednią oponę założyłem jedną łyżką. Na obręcz wskoczyły po przetoczeniu z lekkim dociskiem do podłogi pełnego obrotu i pompowaniem zwykłą pompką podłogową. Przy okazji wyszło, że moja pompka podłogowa to taka raczej HP niż HV. Nabicie od 2 do 3 barów trochę trwało. Na razie wiszą pod tym wysokim ciśnieniem bez mleka. Mlekiem zaleję chyba jutro. Może potem się karnę nawet kawałek, żeby potem jakiegoś fakapu w górach nie było.
Teraz jeszcze muszę zwinąć dętkę Tubolito, co może być najdłuższą czynnością tej wymiany opon.
Ja polecam Outdooractive. Super szczegółowe mapy i można wybrać jakim rowerem jedziemy i do tego dopasowuje trasę.
cz4rnuch
28-06-2022, 21:18
Ja ostatnio "zainwestowałem" w kompota, bo był albo i jeszcze jest w promocji z mapami na cały świat a to się może przydać nie tylko na rower, ale też bardzo lubię mapy.cz. Szczegółowe, proste wytyczanie tras, chyba nie ma info o rodzaju nawierzchni, ale to jeden z niewielu mankamentów. No i są darmowe więc w sumie trudno się czepiać takich szczegółów.
siemalysy
28-06-2022, 21:32
Najczęściej trasy planuje w mapy.cz i generuje plik gpx. Ostatnio zacząłem też plik ten importować do Ride with GPS (https://ridewithgps.com/), żeby sprawdzić jak się rozkłada podział na rodzaj nawierzchni.
Ja używam locus map. bardzo fajnie to działa. też można importować trasy np z traseo.pl, czy jakiekolwiek inne, ew samemu sobie traski rozpisywać, taka dość podobna do mapy.cz
Ja też mapy.cz, tylko warto sobie mapy w telefonie czasem zaktualizować.
Do planowania czasem używam http://brouter.de/brouter-web/#map=14/49.6239/19.1310/MtbMap, bo generuje podgląd na nachylenie. Na samej mapie czasami poziomice nie oddają stanu rzeczywistości ;)
Mam kolegę waryjata
https://www.facebook.com/krzysztof.szary.7/posts/pfbid02q7qMCMjN68VJYD8vFGeyfPtB2q71R8RwA9kn3RrPisu BuHHg5uoapvdSWLjfk9rel
Akurat everesting w świecie szosowym to jedno z mniejszych dziwactw.
A jak planujecie trasę, która prowadzi drogami gruntowymi, czy jakimiś ścieżkami? We wszystkich programach, które sprawdzałem ich nie widać, również w mapy.cz czy locus map, chyba , że to trzeba jakoś włączyć.
Niedaleko domu mam drogi z płyt, którymi można jeździć samochodem, a na tych mapach ich nie widać.
edit: ok, tej z płyt nie ma tylko kawałka, ale temat ścieżek jest aktualny :-)
Jak masz koło domu to raczej znasz te drogi, a więc i planować nie musisz ;)
Na żadnej znanej mi mapie nie ma wszystkich ścieżek. A niektóre co są, w rzeczywistości o nich zapomniano i zarosły. Albo ktoś radośnie rządek domów postawił i ścieżki już nie ma ;) Do tego zdarzają się błędy w stylu jest droga na mapie ale coś nie pykło, trasę wyznacza na około i nie da się go zmusić.
Trzeba badać ścieżki samemu, czasem się coś fajnego znajdzie. A czasem jest wypych, albo rzeczka, albo sekcja rtv...
Jak masz koło domu to raczej znasz te drogi, a więc i planować nie musisz ;)
Dlatego właśnie wiem, że ich nie ma na mapie, specjalnie tak sprawdzałem :-)
Wiem, że wszystkiego nie będzie, ale myślałem, że może macie jakieś patenty :-)
Map googla na rowerze nie używam, one często nawet stojąc na drodze pokazują, że jestem na polu
i wytyczają mi drogę jak dla samochodu.
Jak wyznaczam trasę to patrzę też na satelitę. W lesie nic nie widać ale jakieś drogi przez pola wypatrzeć można.
No to w sumie robię podobnie :-)
Dzisiaj pierwszy raz zrobiłem 100km w pampersie i jestem zachwycony. Pomimo, że gacie pewnie nienajwyższych lotów (Triban). Doopa jak nowa.
Dzisiaj pierwszy raz zrobiłem 100km w pampersie i jestem zachwycony. Pomimo, że gacie pewnie nienajwyższych lotów (Triban). Doopa jak nowa.To ten no. Gratulacje dla doopy [emoji1787]
A jak planujecie trasę, która prowadzi drogami gruntowymi, czy jakimiś ścieżkami? We wszystkich programach, które sprawdzałem ich nie widać, również w mapy.cz czy locus map, chyba , że to trzeba jakoś włączyć.
Niedaleko domu mam drogi z płyt, którymi można jeździć samochodem, a na tych mapach ich nie widać.
Zdjęcia satelitarne, oczywiście w lesie nie zawsze widać i na takim zdjęciu czasem ciężko odróżnić piach od normalnej drogi leśnej, ale to podstawa. Na mapy.cz też są zdjęcia robione przez ludzi i czasem jest na nich droga i można sobie obczaić fragmenty.
Ja terenowe trasy często testuje na MTB, jak jest nudno znaczy będzie ideolo pod gruza. Oczywiście rozpoznania bojem nic nie zastąpi.
Dzisiaj pierwszy raz zrobiłem 100km w pampersie i jestem zachwycony. Pomimo, że gacie pewnie nienajwyższych lotów (Triban). Doopa jak nowa.
Pampers na rowerze to podstawa nawet na MTB.
lukasz_kk
29-06-2022, 21:00
W moim przypadku to akurat wyjazd turystyczny z rodziną (miała być Toskania jeśli ktoś kojarzy z moich wątków na forum ;)), więc rower wziąłem żeby sobie w wolnej chwili pokręcić „wokół komina”, także nie planowałem jakoś szczególnie trasy, przed wyjściem pooglądałem sobie Google Maps, w trakcie jazdy coś tam jeszcze sprawdzałem, i tak wyszło jak wyszło. Częściowo poruszałem się po trasie Bike Marathonu, i na przykład nagle szeroka ścieżka leśna w głównej mierze z drobnym żwirkiem i miejscami większymi kamieniami nagle przeobraziła się w przeorany przez drwali las z półmetrowymi koleinami.
Tym niemniej dzięki za sugestie co do narzędzi do planowania tras, na jakieś poważniejsze wypady na pewno je wykorzystam.
A tak w ogóle to ujeżdżałem takiego potworka, bo już od miesiąca czekam na widelec z Chin (najnowszy status to paczka skontrolowana i zatrzymana przez urząd celny eksportowy - to chyba jeszcze w Chinach, a nie u nas?). Także mój projekt cross -> gravel jeszcze nie zakończony (właściwie został do zmiany tylko widelec).
64289
Byś sobie bezprzewodowe założył, a nie... [emoji846]
64324
W tym nowym 105 Di2 to bardzo odważny krok, jak na konserwatywne Shimano. W grupie nie ma hebli obręczowych. Brawo.
lukasz_kk
01-07-2022, 06:45
Byś sobie bezprzewodowe założył, a nie... [emoji846]
Nie no już bez takich ekstrawagancji :)
zastanawia mnie tylko jaki jest cel Di2 w niższych niż duraś grupach?
Kiedyś mieliśmy przypadek, że gość za ścianą miał taką samą klawiaturę bezprzewodową :-) Trochę zajęło, zanim do tego doszliśmy.
zastanawia mnie tylko jaki jest cel Di2 w niższych niż duraś grupach?Raz, żeby amatorzy mogli sobie też na elektronikę pozwolić. Dwa nawet prosi jeżdżą na niższych grupach.
Wow elektryczna 105! No ale co się dziwić, 21 wiek a tu jakieś linki i śrubki. Za 5 lat w clarisie będzie.
Wow elektryczna 105! No ale co się dziwić, 21 wiek a tu jakieś linki i śrubki. Za 5 lat w clarisie będzie.
Otóż to :)
A mnie PKP w bambuko zrobiło, zaplanowałem sobie trasę MTB po Orlickich horach, a tu od Kłodzka do Lichkova autobus od dziś do końca sierpnia. Autobus nie zabiera rowerów.
Klasyka w wykonaniu PKP, idą wakacje to robią prace torowe. To i tak cud jakiś, że w zeszłym roku na dwóch moich głównych kierunkach czyli w Kotlinę Kłodzką i do Szkarskiej Poręby nie było żadnych.
Plus dla Koleo, że wyświetla takie rzeczy z poziomu kupowania biletu, bo kiedyś nie wyświetlało.
Jadę w takim razie w Izery. Ma być słonecznie, ale tylko 15 stopni, zatem ideolo. A jeszcze w nocy ma popadać, zatem nie będzie się kurzyło. No ideolo.
Co prawda niepisana zasada, że nie jeździ się w Izery w trakcie wakacji zostanie złamana, no ale nie mam za bardzo alternatyw. Motoraczek do Trutnova ma jakieś dziwne godziny odjazdu z Sędzisławia.
15 stopni? kurde u mnie 33, a w Izery wybieram się na wakacjony, hmmm
Ale to tylko jutro te 15 stopni. Ja już przy podobnej temperaturze byłem w tych górach w zeszłym roku w sierpniu i było spoko. Choć trochę marzłem.
Co do wakacji w Górach Izerskich, w tygodniu jest luz, ale w weekendy potrafi być słabo. Na Polanie Jakuszyckiej jest kilka wypożyczalni rowerów. Ludzie przyjeżdżają całymi rodzinami, całymi rodzinami wypożyczają elektryki i jadą w góry, bo Izerskie uchodzą za łatwe góry na rower. Co jest akurat prawdą.
Tylko, że przejechanie rowu odwadniającego w drodze dla niektórych stanowi takie wyzwanie jak ja bym miał trzymetrowego gapa przeskoczyć. Widziałem zachowania, które nie były bezpieczne zarówno dla takiej osoby na rowerze jak i wszystkich wokół. A, żeby nie było, ten rower z wypożyczalni, to pełnoprawne MTB, nierzadko FS, na grubaśnych oponach. Przed erą elektryków próg wejścia był taki, że trzeba było w te góry wjechać, wymagana była jakaś kondycja, a z nią szła technika. E-bike zlikwidował wymóg kondycji, zatem próżno oczekiwać techniki.
Sebastian, jak zabierasz rower w Izerskie i będziesz chętny na jakieś MTB w okolicznościach przyrody niepowtarzalnej, to nr tel do mnie masz. Może być nawet w tygodniu. Na jeden dzień się urwę z roboty, choć 11-15 lipca zamierzam wziąć wolne. Muszę odpocząć po tym tygodniu co akurat dziś był się skończył.
Myślę nad wymianą kół w szosie. Używam opon 28mm, hamulce szczękowe. Chciałbym koła alu. Nie chcę pakować w to za dużo kasy bo rower stoi w piwnicy.
Macie jakieś typy? Czy szerokość wew 19 będzie lepsza niż 17?
Co sądzicie o Vision Team 30?
a może to: https://lemonbike.eu/product/dt-swiss-rr511-2/#configuration
a ja może jutro w kaczawy
Sebastian, im szersza obręcz tym szerzej układa się opona, choć miedzy 17, a 19 mm wielkiej różnicy nie będzie.
Te koła z linku spoko, jak będą dobrze zaplecione, to do śmierci obręczy będziesz je miał. Bierz na piastach DT, bo to temat nie do zajechania.
Ile byś zyskał masy względem tego co masz obecnie?
Trudno odnaleźć info ile waży przednie koło, muszę zważyć samemu. Tylne 1350g. Więc pewnie ok 2500g razem. Różnica ok 800g by była.
To bardzo dużo i mam na myśli masę koła tylnego, komplet moich DH waży poniżej 1,6 kg, jak i różnicę w masie.
800 gramów odczujesz bardzo mocno.
Postanowiłem rozpocząć sezon rowerowy :) Pewnie Zdyboo już tu wrzucił wszystkie trasy z Dolnego Śląska więc pewnie zdubluję, ale co tam :)
Trasa Środa Śląska - Brzeg Dolny - Malczyce - Środa Śląska. Całość wychodzi 50 km z niewielkim okładem. I jak na rozpoczęcie sezonu to w sam raz - zad daje o sobie znać, a ja z tych zawodników co to z pampersów nie korzystają i układają dupsko na siodle :) https://en.mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=16.5948392&y=51.2194089&z=12&dim=62bf5dd94bc5ecb5bdb8e080
Jeśli ktoś lubi płasko i po lasach to w sam raz - traska bardzo fajna, zdarzają się fajne szybsze szutrowe odcinki a i te fragmenty asfaltowe też nie są najtragiczniejsze. Trochę wpakowałem się na wałach czyli na odcinku Brzeg Dolny - Malczyce - duże fragmenty trasy wąską ścieżynką z trawami do kolan. Ale odcinek od wioski Słup do Rzeczycy jest super - świeży płaski jak stół szuterek.
64359
64360
64358
64361
64362
64363
64364
Płaskie trasy są nudne. Zwłaszcza na MTB.
Znowu miało być inaczej, ale tym razem PKP pokrzyżowało plany. Było rysowanie trasy w 15 minut i były Góry Izerskie. Wstałem jak zwykle o czwartej czterdzieści, było siwo za oknami, jakieś dymy snuły się po mieście. Potem przeczytałem, że elektociepłownia w nocy próbny rozruch robiła.
Pociągiem na główny dotarłem bez problemów i jak wbiłem na swój peron, to właśnie podjeżdżał pociąg do Szklarskiej Poręby. Postawiłem rower w zagrodzie, oczywiście się nie zmieścił, ktoś tam dostawił swój i jeszcze wbiła ekipa sakwiarzy, ale oni się ustawili po drugiej stronie kibelka. Okazuje się, że jak skawiarzy jedzie więcej to jednak da się zdjąć sakwy z roweru. Musi jakaś kasta.
Na wrocławskim Grabiszynie dosiadła się ekipa 5 lub 6 osób z rowerami. Spowodowało to trochę zamieszania i rowery zostały jakoś ułożone, czyli w poziomie na tych co stały w pionie. Pociąg notował coraz większe opóźnienie, które udało się prawie zniwelować w Jeleniej Górze, bo miał tam stać 10 minut, a wyjechał opóźniony o 2 minuty. Nic to jednak nie dało, bo w Szklarskiej zameldował się pół godziny później względem rozkładu.
Tym razem wjazd w góry zaplanowałem sobie nieco inną trasą, co było o tyle fajne, że podjechałem całość z jednym tylko przystankiem na uspokojenie serca. To jest minus tej trasy, bo zaczyna się od solidnej ścianki, 18% (max) w terenie po luźnych kamieniach. Wczorajszy podjazd był dłuższy, ale przez to bardziej łagodny. Z nowego wjechałem na znaną sobie trasę do kopalni kwarcu "Stanisław" i dalej zjazdem do Polany Jakuszyckiej. Tam trafiłem na przejeżdżającą ciufcię z Czech, a ja wbiłem na Samolot do Orlego. Tam piwko z browaru w Szklarskiej i ciasto z truskawkami, potem płaski odcinek do Chatki Górzystów.
Warunki były ideolo, słońce zapodawało, ale temperatura była w okolicach 15 stopni. Nie było tłumów, co mnie zdziwiło bardzo. Chyba ludzie wystraszyli się piątkowych burz.
W Chatce Górzystów wypiłem kolejne piwo i nie zjadłem naleśnika. Choć podobno już są lepsze niż były. Właściciel każdego zamawiającego wołał po imieniu okraszając to zabawną rymowanką. Widać, że mieli spokój.
Ja pojechałem Siną Drogą i trafił się pierwszy wypych, a szczęście krótki. Potem był zjazd, gdzie oparłem się o krzaki, zdecydowanie najbardziej techniczny odcinek trasy, choć dosyć krótki. Szybko jednak wróciłem na Halę Izerską, bo tam jest po prostu pięknie.
Z Hali, był krótki podjazd i potem długaśny, asfaltowy zjazd do Świeradowa Zdroju. Do miasta nie wjeżdżałem, ale widziałem przez drzewa tabliczkę z nazwą miejscowości. Posiliwszy się batonem, rozpocząłem najdłuższy podjazd trasy. Ponad 9 km z 550 m na ponad 1120. Na początku słońce grzało mocno, ale z każdą setką wbitych w pionie metrów robiło się chłodniej. Końcówka pod Sine Skałki jest bardzo stroma, może bym to podjechał, ale koło się było uślizgło na kamieniach i już nie byłem w stanie ruszyć. Drugi i ostatni wypych dnia.
Z Sinych Skałek zjechałem ponownie w stronę Stanisława, ale tym razem przejechałem przez kopalnię i zacząłem wracać do Szklarskiej Poręby. Planując, stwierdziłem, ze spróbuję singlem nr 14. Początek był fajny, nawet trafił się punkt widokowy, ale to co przejechałem po zjechaniu z Głównego Szlaku Sudeckiego już mniej. Ciasne serpentyny bez band, łatwo w coś puknąć kaskiem lub przerzutką. Trzeba być w 100% skupionym cały czas, to nie jest definicja przyjemnej jazdy. Jak ponownie wróciłem na GSzS, to odpuściłem singla i zjechałem szlakiem. Single tracki nadal obsysają po całości. Potem jeszcze wróciłem na zaplanowaną trasę i zjechałem do Starego Winkla na paszę.
Pociąg wyjechał opóźniony o 30 minut, bo czekał na przyjazd IC z Wawy, a przed nim musiał jeszcze Regio do Poznania odjechać. Jednak jechał bardzo sprawnie i nawet zmniejszył o kilkanaście minut opóźnienie.
Zasadniczo góry sztos, trasa sztos. Tylko dwa odcinki asfaltowe i to zjazdy, znaczy szybko mijają. Do tego zjazd na Polanę Jakuszycką, jest bardzo dziurawym asfaltem. Na gruzie trzeba było być czujnym, na MTB FS trzeba było tylko nie wjechać w nikogo. Problemem jest tylko dojazd i powrót. W pociągach spędziłem chyba więcej czasu niż na rowerze. Na pewno netto było mniej jazdy na rowerze. Wyszedłem z domu o 5.30, wróciłem o 20.30. Udany dzień.
Chyba pojadę na kilka dni we wrześniu w Izerskie. Tak, aby się wyhasać na MTB, znowu polubiłem ten rower. Zmiana opon pomogła, na Barzo w kilku miejscach bym leżał.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/7404807266
Fotosy:
64369
Stack overflow.
64370
Klasyk sprzed dworca. Szrenica i Śnieżne Kotły.
64371
Inny klasyk na Polanie Jakuszyckiej.
64372
Samolot.
64373
Stacja turystyczna Orle.
64374
Jedyna Izera w Polsce z jakiej można skorzystać. Byłem trochę zdziwiony, że nikt się nie moczył.
64375
Wjazd na Halę Izerską.
64376
Hala Izerska.
64377
Pod Chatką Górzystów.
64378
Wróciłem na Halę Izerską.
64379
I jeszcze sobie po niej pojeździłem.
64380
Widok z Sinych Skałek.
64381
Też widok z Sinych Skałek, ale w inną stronę.
64382
Kopalnia kwarcu "Stanisław".
64383
Punkt widokowy na ST nr 14.
Bardzo fajne relacje [emoji846]
Swoją drogą tak ułożonych rowerów jeszcze nie widziałem [emoji846]
patronat
04-07-2022, 11:20
W sobotę ja również testowałem rowery. Z młodym ( synem) pojechaliśmy do Świeradowa. Łącznie 50 km po single trackach, ale z dość szybkim tempem. Opony Schwalbe Smart Sam - niestety nie są TL, oczywiście nie obyło się bez dziur, aczkolwiek trakcja jak dla mnie wystarczająca. W drugim rowerze mam Shwalbe Magic Marry - opory znacznie większe ale trzymanie pierwsza liga. Góry fajne ale trochę daleko. Mimo wszystko strasznie się podobało.
64409
64410
64411
Potwierdzam, że fajne relacje :)
A płaskie trasy na mtb nie są nudne. Tylko trzeba mieć góry za oknem i wtedy płasko to atrakcja :-)
Jak jest ciekawie za okularami, to może być po płaskim :)
Grunt to patrzeć :D:D:D:D:D:D:D:D
https://mklr.pl/364395
Po ostatnich jazdach, szczególnie w lesie w Matemblewie, porozwalałem błotniki, tak, że się ledwo trzymają na mmilionie trytytek. Zamówiłem SKS Mudrocker, zobaczymy co to warte.
LeonardZelig
04-07-2022, 13:38
A płaskie trasy na mtb nie są nudne. Tylko trzeba mieć góry za oknem i wtedy płasko to atrakcja :-)
Wczoraj wróciłem z Wyspy Sobieszewskiej. Fajne tereny do kręcenia, a w drodze do Kątów Rybackich nawet trochę pofałdowane. Zdziwiłem się jak ludzie mi klaskali przy krótkim podjeździe, który w BB jest normą a na którym niektórzy walczyli o życie :mrgreen: Dopiero w takich sytuacjach zdaję sobie sprawę gdzie mieszkam.
Tam faktycznie płasko jak na stole :-) No i wielu turystów, którzy 2x w roku wsiadają na rower :-)
Ciekawsze tereny zaczynają się w lasach na południu 3m, w TPK
Myślę nad wymianą kół w szosie. Używam opon 28mm, hamulce szczękowe. Chciałbym koła alu. Nie chcę pakować w to za dużo kasy bo rower stoi w piwnicy.
Macie jakieś typy? Czy szerokość wew 19 będzie lepsza niż 17?
Co sądzicie o Vision Team 30?
a może to: https://lemonbike.eu/product/dt-swiss-rr511-2/#configuration
A może jesteś zainteresowany używkami?
Piasty DT 350 Straight Pull 20h i 24h
Obręcze DT R460
Szprychy DT AeroComp
Waga kompletu 1590g.
Przejechane nie więcej niż 5k km. Myślałem, że będę jeździł, więc po zmianie roweru zostawiłem, bo fajne, w miarę lekkie i dobrze się toczą, ale w sumie od 2020r. leżą nieużywane i już parę razy myślałem, żeby je wystawić, ale jakoś nie mogę się zebrać....
A może jesteś zainteresowany używkami?
Piasty DT 350 Straight Pull 20h i 24h
Obręcze DT R460
Szprychy DT AeroComp
Waga kompletu 1590g.
Przejechane nie więcej niż 5k km. Myślałem, że będę jeździł, więc po zmianie roweru zostawiłem, bo fajne, w miarę lekkie i dobrze się toczą, ale w sumie od 2020r. leżą nieużywane i już parę razy myślałem, żeby je wystawić, ale jakoś nie mogę się zebrać....podaj proszę cenę na pw
Zdziwiłem się jak ludzie mi klaskali przy krótkim podjeździe, który w BB jest normą a na którym niektórzy walczyli o życie :mrgreen:
Podobnie mi się kojarzy Velo Czorsztyn, bo przecież objazd jeziora musi być płaski... A góreczka tam jest faktycznie stroma. Tymczasem masa ludzi tam wypycha nawet jak mają górale z przełożeniem, którym by się wytoczyli. Widok górki z założenia włącza tryb "nie da się" i nawet nie próbują ;-)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.