Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
siemalysy
08-05-2025, 21:07
To chyba zależy od ustawień kategorii podjazdów w odbiorniku. Jak zmieniłem kategorię tak jak poniżej, to pokazuje jedynie dwa podjazdy.
87889
87890
- - - - kolejny post - - - - - -
Przy takim ustawieniu pokazują się wszystkie podjazdy.
87891
87892
---
Przy okazji tematu Garmina. Podczas ostatniej jazdy na gravelu miałem taką sytuację, że mapa nie odwracała mi się do kierunku jazdy. Nic nie zmieniałem w ustawieniach, tak się po prostu stało. Następny raz jak byłem na rowerze już było ok. Drugi przypadek, to Edge Explore 2 kolegi Grześka. Jak byliśmy na Jurze, to blisko końca trasy odbiornik się samoczynnie wyłączył. On go odpalił i po chwili znów się wyłączył. Włączył ponownie, zatrzymał nawigowanie po śladzie, ale to nic nie zmieniło, bo znów się wyłączył. Baterii miał 19%.
Dzięki Sebastian.
Jakieś jaja. Narysowałem to od zera i po wgraniu do odbiornika są widoczne tylko 4 podjazdy, czyli o jeden mniej niż poprzednio. Jakby całe Orlicke hory wypłaszczyło.
Wgrałem ten od Michała i chyba mi nadpisał ten mój poprzedni, bo Edge widzi na nim 8 podjazdów.
Ustawienia Edge są spoko, bo te góry co jechałem w Wielką Sobotę to pięknie pokazywało każdy odczuwalny podjazd. Inne ślady prowadzące przez Orlice hory, które mam wgrane do odbiornika pokazuje poprawnie.
Akurat w tych górach ClimbPro to ja już w głowie mam, zatem strata żadna, ale chciałbym w sumie wiedzieć dlaczego tak się dzieje.
Nie chce mi się pisać do Garmina, bo zanim im to wytłumaczę to pewnie zostanę zasypany standardowymi odpowiedziami, ale może jednak napiszę.
Ano jaja.
Potwierdzam, na starszych ( fenix i 1030+) urządzeniach wgranie tego od Michała powoduje, że z 4 mam 8 podjazdów.
87893
Przy okazji tematu Garmina. Podczas ostatniej jazdy na gravelu miałem taką sytuację, że mapa nie odwracała mi się do kierunku jazdy. Nic nie zmieniałem w ustawieniach, tak się po prostu stało. Następny raz jak byłem na rowerze już było ok. Drugi przypadek, to Edge Explore 2 kolegi Grześka. Jak byliśmy na Jurze, to blisko końca trasy odbiornik się samoczynnie wyłączył. On go odpalił i po chwili znów się wyłączył. Włączył ponownie, zatrzymał nawigowanie po śladzie, ale to nic nie zmieniło, bo znów się wyłączył. Baterii miał 19%.
To ja tak miałem w zimie na dojeździe do fabryki. Było -9 i jak włączałem EE2 to pokazał, że ma 18% aku. Myślę akurat, dojdę i w fabryce naładuję. Wyłączył się jakieś 5 km przed fabryką. Przy próbach włączenia docierał do ekranu startowego i się wyłączał. Założyłem, ze mróz pokonał dość wyczerpane już aku.
Co do odwracania mapy to w starych Garminach turystycznych np. w 60CSx jest opcja, która pozwala ustawić skalę mapy przy jakiej Garmin ma orientować mapę na północ. W dwie generacje późniejszym 64s już jest to ustawione na sztywno. Jak przy skali chyba 2 km mapa zostaje automatycznie zorientowana na północ. Każda skala poniżej 2 km to zgodnie z kierunkiem. Nie pamiętam czy w ogóle jest opcja jakiegokolwiek ustawienia. Edge w sumie nie wiem, ale jak włączam podgląd całej trasy, to mapa zawsze jest zorientowana na północ. Ja najczęściej jeżdżę przy skali 120 m i nie zdarzyło mi się jeszcze, zeby mi zorientował mapę inaczej niż zgodnie z kierunkiem jazdy.
W ogole update, ktory mi wskoczyl do 1040 sporo błędów poprawia, w odróżnieniu do 2 ostatnich.
https://forums.garmin.com/sports-fitness/cycling/f/edge-1040-series/411091/edge-1040-series-version-27-13---50
I nawet tu jakieś błędy cp poprawiono xD
grissley
09-05-2025, 00:55
Nie wiem kiedy były przepisy, które pozwalały się wjechać na skrzyżowanie bez możliwości jego opuszczenia. Mi Może nie zatrybiłem wcześniejszej historii - chodziło o wjechanie na przejście dla pieszych/przejazd rowerowy. Stało w przepisach, że należy podjechać jak najbliżej do drogi poprzecznej (tzn taki był sens, sformułowania nie pamiętam) i olewać to, że się stoi na przejściu np. Jeśli przede mną był pojazd, który dojechał do drogi poprzecznej to kursatoregzaminator też zabraniał mi robić przerwy na przejście i kazał podjeżdżać do tamtego.
W praktyce staram się stawać tak, żeby w przypadku niezdążenia na zielonym nie zostawać na przejściu albo ścieżce jak Himilsbach z angielskim. Ale coś musiało być na rzeczy, skoro uwalano za to na prawkowym egzaminie. Za Franciszka Józefa of kors, jak było wspomniane (czy tam za Mikołaja II) - ale tacy starzy ciągle jeszcze żyją.
Skoro jest ogólniegarminowo - ja ostatnio już nawet odpuszczam zapisywanie trasy garminem i polegam na stravie w telefonie. Jak mam jakiś teren i/lub postoje na trasie to natychmiastowa pauza i opóźniony start w garminie zjadają mi po kilka kilometrów na każde sto, bez sensu. Nie znalazłem opcji usprawnienia tego ani w urządzeniu ani w Garmin ekspress. Nie da się wpisać mniej niż 10kmh jeśli chce się zdefiniować próg autostartu samodzielnie, więc mam "auto" które załącza mi rejestrowanie od ok 5kmh, ale nie zawsze, a jak jest słaby sygnał gps to potrafi odpalić się po minucie albo i później od ruszenia, choć strava w tym czasie rejestruje od razu.
siemalysy
09-05-2025, 07:28
Jakiego masz Garmina?
Mi takie rzeczy jak autopauza do niczego nie są potrzebne, jak już chce, to sobie spauzuje przyciskiem, ale zazwyczaj póki jestem na rowerze i nie zatrzymuje się na dłużej, to nie dotykam garniaka, bo i po co...
Ja ma pełną automatykę i żadnych różnic wobec tego co sobie zaplanuję.
Istnieje opóźnienie, ale bez wpływu na ogólny zapis ślsdu.
patronat
09-05-2025, 10:59
Raport Bielsko, czwartek. Pogoda mega , 12 C. Po drodze spotkaliśmy Trek Factory Bontrager Team. Poza tym 6 ludzi na rowerach i jeden biegacz. Na Szyndzielni 4 ludzi. Trasy pod zawody, stan przygotowania - zerowy. Na Cyganie podsypane dwie bandy, nic poza tym. Żal. Endurotrials są chyba w odwrocie.
87895
87896
A tutaj 12 letnia dziewczynka- chce backflipa do końca maja ogarnąć. Szacuneczek!
87897
Trasy pod zawody, stan przygotowania - zerowy. Na Cyganie podsypane dwie bandy, nic poza tym. Żal. Endurotrials są chyba w odwrocie.
87897
Twister też się robi "naturalny", co zwykle miało miejsce na końcu sezonu, a nie na początku. Jest posprzątany ale nic poza tym.
patronat
09-05-2025, 15:50
Na Tweesterze w tamtym tygodniu się mój syn wysypał. Ale nie z winy utzrzymania tras, po prostu zdrowo przegiął. Morał z tego taki, że miękkie ochraniacze typu D3O zwijają się z kolana podczas ślizgu. Kolano rozpieprzone, łokcie to samo. Straty w sprzęcie to rękawiczki i nakolanniki 100%. A takie były zagraniczne, amerykańskie…
Mi Może nie zatrybiłem wcześniejszej historii - chodziło o wjechanie na przejście dla pieszych/przejazd rowerowy. Stało w przepisach, że należy podjechać jak najbliżej do drogi poprzecznej (tzn taki był sens, sformułowania nie pamiętam) i olewać to, że się stoi na przejściu np.
Czyli wracamy do tego co napisałem na samym początku o poziomie kierowców. Jest zasada, że przejścia dla pieszych, przejazdy rowerowe odsuwa się od krawędzi jezdni, OIDP min. 5 m. Oczywiście nie zawsze są na warunki, na przykład w mieście, ale to też po to, aby właśnie pierwszy samochód nie wjeżdżał na skrzyżowanie bez możliwości kontynuacji jazdy.
Natomiast kolejni już czekają przed przejściem/przejazdem. Obecnie jeszcze dochodzi dość wysoki mandat za nieustąpienie pieszemu pierwszeństwa, a zatrzymanie się na przejściu też jest takowym, zatem kierownicy pilnują się. Tylko, że przejazd jest najczęściej bliżej krawędzi jezdni i tu już uważają, że im wolno.
Twister też się robi "naturalny", co zwykle miało miejsce na końcu sezonu, a nie na początku. Jest posprzątany ale nic poza tym.
Zasadniczo utrzymanie takich szlaków kosztuje. Na wybudowanie poszła kasa z naszych podatków, a nie wiem jak jest z utrzymaniem.
Albo robimy to w pełni płatne i wtedy, jak trasy są oblegane to się i kasa na nie znajdzie, albo robimy z tego inicjatywę społeczną, nie "robisz łopatą" to nie jeździsz.
Glacensis w Górach Bardzkich zarósł bardzo szybko. Objechałem to jeszcze przed oficjalnym otwarciem, objechałem po chyba roku i miejscami ciężko było ST wypatrzeć w trawie.
Wind Mill
09-05-2025, 16:09
Dzięki. Wind Mill sprzęt masz długodystansowy, jak ja daje radę to Ty też...
Co by się dosłowić - abstrakcja to nie to czy dam radę czy nie, tylko brak powiązania cyferek z osobistym doświadczeniem. ;)
Wind Mill moje doświadczenie jest takie, że zrobiłem wtedy 110km i padłem po 90. Dwa dni temu przejechałem 75 i odcięło mnie po 40, co się w ogóle nie powinno zdarzyć. I bądź tu mądry...
patronat
09-05-2025, 18:03
Czyli wracamy do tego co napisałem na samym początku o poziomie kierowców. Jest zasada, że przejścia dla pieszych, przejazdy rowerowe odsuwa się od krawędzi jezdni, OIDP min. 5 m. Oczywiście nie zawsze są na warunki, na przykład w mieście, ale to też po to, aby właśnie pierwszy samochód nie wjeżdżał na skrzyżowanie bez możliwości kontynuacji jazdy.
Natomiast kolejni już czekają przed przejściem/przejazdem. Obecnie jeszcze dochodzi dość wysoki mandat za nieustąpienie pieszemu pierwszeństwa, a zatrzymanie się na przejściu też jest takowym, zatem kierownicy pilnują się. Tylko, że przejazd jest najczęściej bliżej krawędzi jezdni i tu już uważają, że im wolno.
Zasadniczo utrzymanie takich szlaków kosztuje. Na wybudowanie poszła kasa z naszych podatków, a nie wiem jak jest z utrzymaniem.
Albo robimy to w pełni płatne i wtedy, jak trasy są oblegane to się i kasa na nie znajdzie, albo robimy z tego inicjatywę społeczną, nie "robisz łopatą" to nie jeździsz.
Glacensis w Górach Bardzkich zarósł bardzo szybko. Objechałem to jeszcze przed oficjalnym otwarciem, objechałem po chyba roku i miejscami ciężko było ST wypatrzeć w trawie.
Temat jest dużo bardziej skomplikowany. Przypomnę tylko, że przetarg na trasy wygrała firma za 18 groszy. Finansowanie było z kapitału rozwojowego miasta bo wpływy z turystyki rowerowej im rosną naprawdę mocno. No i z prywatnych firm, między innymi Toyoty.
Dwie frakcje budowniczych się zwalczają w zasadzie od początku. A tutaj mały spoilerek kłótni:
https://bielsko.biala.pl/aktualnosci/53820/zawisc-i-hejt-czy-zle-zarzadzanie-kompleksem-gorskich-tras-goracy-spor-z-miejska-dotacja-w-tle
Od siebie dodam, że Twister, Bystry to naprawdę masakra. A naturalsy jak to naturalsy nie wymagają prawie niczego.
Jakbym czytał o Pałacu Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim.
W latach 80-tych gmina oddała to w dzierżawę prywatnemu przedsiębiorcy. Gość miał remontować pałac, ale coś mu nie szło. Konflikt urósł do takiego stopnia, że Kamieniec na swoich stronach netowych w ogóle nie podawał, że taki pałac jest u nich. Ruszyło jak w 2010 roku gościu zmarł i pałac wrócił do gminy. Obecnie wygląda już dobrze z zewnątrz, a zaczyna być dobrze też wewnątrz. Do tego co chwilę jakieś imprezy tam są. Czasem jednak oddanie czegoś pod prywatny zarząd nie działa.
patronat pewnie mają za dużo roboty i za mało ludzi z organizacją pucharu świata więc się nie dziwię, że inne rzeczy leżą. Bez zawodów jednak dużo lepiej ogarniali kuwetę.
grissley
09-05-2025, 23:19
Jakiego masz Garmina?Edge 530
patronat
09-05-2025, 23:25
patronat pewnie mają za dużo roboty i za mało ludzi z organizacją pucharu świata więc się nie dziwię, że inne rzeczy leżą. Bez zawodów jednak dużo lepiej ogarniali kuwetę.
Tylko, że na zawody szykują większość tras. A po zawodach ich degradacja była straszna - zawodnicy w deszczu = rzeź. A w tym roku, nie zdążyli np z Kamieniołomem to go wycofali z zawodów.
grissley
09-05-2025, 23:31
Dwie frakcje budowniczych się zwalczają w zasadzie od początku. A tutaj mały spoilerek kłótni:
https://bielsko.biala.pl/aktualnosci/53820/zawisc-i-hejt-czy-zle-zarzadzanie-kompleksem-gorskich-tras-goracy-spor-z-miejska-dotacja-w-tleW komentarzach chyba sam kwiat narodu się wypowiada...
patronat
10-05-2025, 10:24
Do tego bełkocze. Większość podnoszonych tematów w komentarzach nie ma miejsca . W myśl zasady „ nie mam pojęcia, ale się wypowiem”
Faktem jest natomiast, że w weekendy rowerzystów jest tyle samo co pieszych ostatnio.
siemalysy
10-05-2025, 10:28
Nie śledzę tematu, bo na ET jestem niezwykle rzadko. W ubiegłym roku trafiłem na film lub rolkę na insta, bodajże Arkadiusza Perina, który trochę przejechał się po ludziach odpowiedzialnych za trasy.
patronat
10-05-2025, 11:24
Bo to jego właśnie wywalili z biznesu :)
siemalysy
10-05-2025, 12:38
Nie staje po żadnej ze stron. Ale po tym co napisałeś, to wydźwięk filmu może trochę zmienić obraz ;)
Te naturalsy to co to właściwie jest?
Jeśli trasa chce Cię zabić to jest naturalna. Kamienie, korzenie, grube ścianki i ostre zakręty, wymagany full enduro i poluzowane mentalne hamulce.
Tymczasem Twister miał równą, ubitą nawierzchnię, przejechałem go kiedyś nawet gravelem, a dałoby się czymkolwiek. Stawał się wyzwaniem przy dużej prędkości. Jak go ostatnio wyrównali to z każdym przejazdem pobijałem swój rekord. Ale z czasem wyłażą kamienie, robią się dziury, erodują bandy na zakrętach, a trasa choć nadal łatwa, robi się naturalna i znacznie trudniejsza niż na początku.
siemalysy
10-05-2025, 16:24
Edge 530
Wg manuala masz możliwość ustawienia auto pauzy tak jak w innych odbiornikach. Wybierz opcję "po zatrzymaniu" i tyle w temacie. Ewentualnie jak uważasz, że auto pauza kradnie Tobie dystans, to ją wyłącz i po kłopocie. Nie zdarzyło mi się, żeby dystans się skracał w przypadku korzystania z auto pauzy. Zarówno w Edge 810 i Edge 1040.
patronat
10-05-2025, 17:33
Jeśli trasa chce Cię zabić to jest naturalna. Kamienie, korzenie, grube ścianki i ostre zakręty, wymagany full enduro i poluzowane mentalne hamulce.
Tymczasem Twister miał równą, ubitą nawierzchnię, przejechałem go kiedyś nawet gravelem, a dałoby się czymkolwiek. Stawał się wyzwaniem przy dużej prędkości. Jak go ostatnio wyrównali to z każdym przejazdem pobijałem swój rekord. Ale z czasem wyłażą kamienie, robią się dziury, erodują bandy na zakrętach, a trasa choć nadal łatwa, robi się naturalna i znacznie trudniejsza niż na początku.
I najważniejsze - z szerokiej na 3 metry trasy na dole zrobiła się ścieżka z wysypanym żwirem w zakrętach.
Do środy prognozy pogody nie zachęcały do aktywności zewnętrznej w sobotę. Wszystko zmieniło się w czwartek.
Zatem góry, takie prawdziwe ze szczytami. Orlicke hory. Zamierzałem się tam wbić na około, z Lichkova, bez ścianki zaraz po wyjściu z pociągu, jak w Międzylesiu.
Zajechałem na peron osiedlowej stacji kolejowej i odkryłem, że nie mam przedniego hebla. Fizycznie był, ale nie hamował, a przy zaciśnięciu klamki do końca straszliwie hałasował, znaczy czymś się zasyfił, pewnie na myjce. Za późno było już na serwis, wypalę w górach.
Na głównym przesiadłem się bezproblemowo, zmieniłem tylko stronę peronu. Po dwóch godzinach wysiadłem w Lichkovie. Pogadałem jeszcze z kolesiem co ze mną jechał w ciapongu. Cisnął na Pradziada objechać fragment „Race trough Poland”. Życzyliśmy sobie powodzenia i każdy pojechał w swoją stronę.
Było całkiem ciepło, nie zakładałem czapki czy komina, zwykła czapeczka z daszkiem wystarczyła. Początek miałem łagodny, trochę w górę, trochę w dół. Jak się co bardziej stromego zdarzyło to zaciskałem lekko przednie klocki, żeby się grzały. Po dwóch, no może trzech takich zjazdach przedni hebel zaczął chwytać temat, jak drzewiej miał to w zwyczaju.
Po 25 km wjechałem w góry, były bunkry i było zajedwabiście.
Problem z podjazdami w ClimbPro rozwiązałem śladem skonwertowanym przez Michała. Odbiornik skleił ślad w jeden, dwudziestojednokilometrowy podjazd z kilkoma wypłaszczeniami, a nawet fragmentami w dół.
Tuż przed wjazdem na Panske Pole odezwał się żołądek domagający się dostawy. Na szczęście budka była otwarta zatem wszedł kufelek płynnego złota popchany batonem ze zbiorów własnych.
Nie odpoczywałem za długo, bo zaczęło do mnie docierać zimno. Już nawet drgawki się włączyły.
Nic to jednak, bo miałem przed sobą najbardziej stromy podjazd całej trasy. Sprawnie mijałem grupki spieszonych Czechów, którzy dosyć licznie występowali w górach. Po niecałych 4 km skończyła się zabawa na podjazdach i mimo że do najwyższego punktu trasy nadal było ponad 300 metrów w pionie, to podjazdy już nie były tak intensywne.
Intensywne zaczęło być za to zmęczenie. Dojechałem jednak do Pecicesti, gdzie był kolejny punkt dystrybucji izotonika. Tym razem nie sprzedawały go jednak kilkuletnie dzieci. Tuż przed przełęczą wyprzedził mnie koleś na elektryku. MTB z aku zamiast bidonu, ale fabryczny model bo silnik zabudowany w suporcie. Bez kasku, w słuchawkach, jadący na przełożeniu blat, niemal oś i wyprzedzający mnie jakbym stał. Na przełęczy wypił pivo, spalił szluga i pojechał w dół. Tak trzeba żyć.
Ja pojechałem w górę, potem w dół, potem znowu w górę, normalna sprawa. Wiedziałem, że mam jeszcze jeden intensywny podjazd pod sam szczyt Velkej Destny. W ClimbPro jest on żółty, ale stałe nachylenie 11% jednak sprawia, że puls wskoczył mi w 4 próg. Koło budki pod szczytem nie zatrzymywałem się. Zaczęły się zjazdy. Pierw po górskich drogach, gdzie trzeba było uważać na turystów. Zwłaszcza dzieci bez żadnego instynktu samozachowawczego. Jednak, jak dojechałem do czeskiej DW311 to zaczął się zjazd szosą. W zeszłym roku jechałem to w trakcie remontu, bez nawierzchni, z ekipami robotników. Teraz już droga była w pełni otwarta. Zjazd jest bardzo intensywny i bardzo szybki. Bez dokręcania i kładzenia się na kierownicy można się rozpędzić do 60 km/h. Jadące z naprzeciwka samochody robią ten zjazd dosyć technicznym. Dużo zakrętów i trzeba się trzymać swojego pasa. Nigdy nie chciałbym tego podjeżdżać. Dojechałem do Destne v Orlickych horach, ale nie zatrzymywałem się. Po jakimś czasie skończyła się jazda w dół i zaczął ostatni podjazd zaznaczony w ClimbPro. Nie był na szczęście zbyt stromy. A po nim zjechałem do Olesnice v Orlickych horach i zatrzymałem się na czeskiego krafta i batona w Pivovarze Agent. Zostało mi niecałe 30 km do końca. Głównie w dół.
Tu też nastąpiła główna modyfikacja trasy, w porównaniu do tej z zeszłego roku, bo w Zelinkuv Mlyn pojechałem dalej DW285, która jednocześnie była cyklotrasą 4035. W okolicach Novego Hradka zjechałem z głównej szosy na drogę prowadzącą przez las wzdłuż rzeki Olesenka. Bardzo fajny zjazd, w lesie po drodze, która kiedyś był asfaltowa. Dużo ludzi po drodze. W pewnym miejscu, chyba w okolicy Zamku Frymburk trafiłem na jakiś festyn i z 50 metrów trzeba było zapodać z buta.
Cały czas jadąc wzdłuż rzeki dojechałem do Nachodu. Mógłbym zdążyć na IC z Kudowy, bo zostało mi 40 minut i niecałe 10 km, ale nie miałem ani biletu, ani ochoty na jazdę nim. Postanowiłem za to zjeść, bo godzinę po IC miałem ciapong KD. Zacząłem jechać w kierunku centrum, szukając typowej czeskiej knajpy. Takiej co jak wchodzisz to gwar na kilka sekund zamiera, wszyscy się patrzą na ciebie, a szynkwas był ostatni raz czyszczony w 1994. Tymczasem znalazłem dwa lokale z kebsem i burgerownie. W tej ostatniej siedzieli ludzie zatem siadłem i ja. Dobry był to kawałek martwej krowy, ale i ja byłem głodny. Najedzony i nieludzko zmęczony poturlałem się do Kudowy-Zdrój. Po 20 minutach przyjechał ciapong, w Kłodzku przesiadłem się też zmieniając tylko stronę peronu. Trochę śpiąc, trochę nie, jechałem do Wro. Za Strzelinem, czyli 40 km przed Wrocławiem rozpadało się. W moim mieście już tylko kropiło, choć wszystko było mokre. Pojechałem na kole do domu, zahaczając jeszcze o myjkę pod blokiem.
Udany dzień, ale po górach coraz trudniej mi się jeździ. Dojeżdżam się na dystansach i przewyższeniach, które jeszcze dwa lata temu nie były problemem. Pierwsze sygnały były w zeszłym roku, winiłem upały, ale chyba jednak należy winić PESEL.
Trasa
https://www.strava.com/activities/14438791746
Fotosy
87921
Ten widok zawsze mi sie podoba, w tle już widać Orlicke hory.
87922
Jest malowniczo.
87923
Rzepak już przekwita.
87924
Ale nadal jest go dużo.
87925
Domek w górach, solidna konstrukcja.
87926
Jeden z nielicznych punktów widokowych w Orlickich horach. Góry Bystrzyckie na tle Masywu Śnieżnika i Rychlebskich hor.
87927
Końcówka ostatniego podjazdu.
87928
Szlak wzdłuż Olesenky.
87929
Nareszcie koniec.
Fajna relacja, trasa bardzo ładna.
Co do peselu, myślę, że to jednak efekt późnej jesieni wiosną, trzeba się jeszcze bardziej rozruszać :)
siemalysy
11-05-2025, 17:58
Tomek, zacna trasa, dobre foty i relacja.
Dzięki za relację.
patronat
11-05-2025, 18:30
A u nas taka sytuacja. Kto zgadnie kto zacz, dostanie 5 pkt ********ości :)
87938
Ja wiem kto xD Ale miałem ułatwienie:P
Dzięki Panowie.
Co do zdjęcia, to nie dla mnie te punkty.
A u nas taka sytuacja. Kto zgadnie kto zacz, dostanie 5 pkt ********ości :)
..ja nie poznaje 8)
------
87940
Taka sytuacja: wyjeżdżam z domu, myślę, może ich spotkam, bo tak lubieją tego Cybernioka. Na parkingu wytropiłem ich auto i cyk za fona, gdzieżeście som ? No i pyk, spotkanko
siemalysy
11-05-2025, 20:50
Ja nie wiem co to za moda, żeby maszynce do golenia ręki nie podać i jeździć takim "zarośniętym" ;)
patronat
11-05-2025, 21:04
..ja nie poznaje 8)
------
Taka sytuacja: wyjeżdżam z domu, myślę, może ich spotkam, bo tak lubieją tego Cybernioka. Na parkingu wytropiłem ich auto i cyk za fona, gdzieżeście som ? No i pyk, spotkanko
I pyk, 3 dzikusy odblokowane :)
Ja nie wiem co to za moda, żeby maszynce do golenia ręki nie podać i jeździć takim "zarośniętym" ;)
...bo to jest dodatkowy hamulec, aerodynamiczny :razz:
I pyk, 3 dzikusy odblokowane :)
Kiedy odblokowywujemy pozostałe 197, bo coś mówiłeś o dwóch setkach trasek :lol:
Udany dzień, ale po górach coraz trudniej mi się jeździ. Dojeżdżam się na dystansach i przewyższeniach, które jeszcze dwa lata temu nie były problemem. Pierwsze sygnały były w zeszłym roku, winiłem upały, ale chyba jednak należy winić PESEL.
Powiało chłodem, nostalgią i nieuchronnością upływu czasu... Mam apel od ludków 50+, nie przypominej o tem, cieszmy się i radujmy, wszak młodzi jesteśmy... (duchem przynajmniej), a pesel sobie w kieszeń schowajmy :lol:
Fajnie pojeżdżone, dużo kalorii spalone.
Wind Mill
11-05-2025, 22:38
No proszę, Dream Team na obrazkach. ;)
patronat
12-05-2025, 08:08
...bo to jest dodatkowy hamulec, aerodynamiczny :razz:
Kiedy odblokowywujemy pozostałe 197, bo coś mówiłeś o dwóch setkach trasek :lol:
O, widzę że się spodobało :)
My tam cyklicznie, czasami dwa razy w tygodniu walimy, więc można się zdwaniać. Tym bardziej, że został Borsuk, Kurewna, DH no i Tażan! Region będzie zaliczony i wskakujemy na następną górkę :)
Garmin mi wczoraj 1504 przewyższenia policzył. ZOstało 38% baterii. 100% turbo. Bosch rządzi.
Co do Pesela, mi wydolność nie spadła. To co najbardziej u mnie cierpi to dynamika i regeneracja. Reszta w zasadzie lepiej niż 10 lat temu.
Orbcia w naturalnym środowisku:
87947
U mnie Yamaha, 1732m, 30km, aku 800Wh, zostało 5% i nie wszystko na "turbo".
--------
Ciekawe, czy nowy Bosch gen.5 też jest tak dobry w zarządzaniu i oszczędzaniu energią. siemalysy czekamy na rzetelną opinię
---
Chętnie się podłączę do Was, jako przodowników :D
patronat
12-05-2025, 13:32
Możemy zrobić imprezę nomen omen cykliczną - np. sobotnie upalanie BBtraiis. Wstęp wolny.
A tak na serio, nie ma problemu przed weekendem się spiknąć i zrobić takie szybkie max 25-30 km razem.
Mam apel od ludków 50+, nie przypominej o tem, cieszmy się i radujmy, wszak młodzi jesteśmy... (duchem przynajmniej), a pesel sobie w kieszeń schowajmy :lol:
Fajnie pojeżdżone, dużo kalorii spalone.
Co do Pesela, mi wydolność nie spadła. To co najbardziej u mnie cierpi to dynamika i regeneracja. Reszta w zasadzie lepiej niż 10 lat temu.
Ja nadal 50-, ale 50 lat to żadna magiczna granica w przypadku starzenia się. W zeszłym roku opublikowano wyniki badań, że starzejemy się skokowo. Pierwszy skok jest w wieku 44 lat, drugi w wieku 60 lat.
I u mnie ten pierwszy skok niemal w punkt. Dwa lata temu jak zajechałem na Kaszuby to akurat był dzień moich 45 urodzin. I w półtora tygodnia przejechałem 1200 km. W zeszłym roku w podobnym okresie zrobiłem już tylko 1000, trochę odpuściłem ze względu na upał. Mając w pamięci co się działo przez całe lato.
Nawet jeżeli w tym roku to efekt jakiegoś nierozjeżdżenia, to mam świadomość, że okienko szczytu formy w ciągu roku będzie coraz węższe.
Z regeneracją o dziwo nie mam problemu. Po 2,5 h odpoczynku w ciapongu, te 7 km z dworca na kwadrat jechało mi się całkiem sprawnie, choć tętno było wysokie jak na jazdę po mieście.
siemalysy
12-05-2025, 16:58
...
--------
Ciekawe, czy nowy Bosch gen.5 też jest tak dobry w zarządzaniu i oszczędzaniu energią. siemalysy czekamy na rzetelną opinię
...
Trzeba będzie trochę poczekać :)
---
Pogoda bez szału, a na rower ciągnie. Wczoraj wyskoczyłem sobie na rundę po wzniesieniach łódzkich. Tym razem dłuższą niż krótszą. Nic szczególnego, bo sporo kątów tam znam. Z racji posiadania gravela kilka ścieżek i asfaltów odkrywam. Chciałem wykorzystać ostatki pokolorowanych na żółto pól. Nie wiem jak z tym u Was, ale ja mam już dość wiatru. Mam wrażenie, że kiedy idę na rower, to wieje.
Kilka fotek.
87967
87968
87969
87970
I tym zakończę, bo najwyraźniej skończyło się miejsce na moim hostingowym koncie Nikoniarzy.
Jest sobota rano – piąta rano gdy zanim otworzę oczy do mych uszu dolatuje szum deszczu… czyli prognoza się sprawdza… pada… no cóż wstaję, 10 min przed nastawionym na dzwonienie budzikiem. Przygotowując śniadanie zerkam za okno – na drodze kałuże wesoło rozlewają się na drodze. Całe szczęście – myślę sobie – rower zapobiegawczo spakowałem do samochodu wczoraj późnym wieczorem. „Do” a nie „na” bo na start Gravela po Łódzku jadę sam, choć na starcie ma się pojawić jeszcze jedna osoba ze Skierniewic – ale nie uprzedzajmy faktów.
Na śniadanie serwuję sobie trzy krokiety przewidując że będzie to jedyny ciepły posiłek tego dnia, do plecaka ładuję jeszcze kanapkę oraz (jak zwykle) muffinkę – to ma wylądować w żołądku jeszcze zanim wystartuję. Zerkam na meteo – pojawia się promień nadziei – przynajmniej start powinien odbyć się bez opadu. Później znów przewidywany jest opad do godzin 12tej. Niby po południu ma się nawet rozpogodzić.
Ociągając się wychodzę na dwór akurat gdy nieco przestaje padać. Jednakże ciężkie, ciemne chmury zapowiadają, że deszcz jeszcze się nie wypadał. Ruszam około 6:30. Przewidywany czas dotarcia na start 7:25 czyli będę miał wystarczający zapas czasu na odbiór pakietu, nadajnika gps, oraz przygotowanie roweru i tego co ze sobą zabiorę… W czasie drogi wycieraczki rytmicznie dostrajają się do lecącej z głośników muzyki. Do Plichtowa docieram trochę później niż to przewidywała nawigacja. Nic to nadal jest sporo czasu. Parkuję na przygotowanym przez orgów parkingu nieco powyżej ośrodka Centrum Kultury i Ekologii. Na szczęście nie pada – czyli zgodnie z przewidywaniami przynajmniej uda się ruszyć będąc suchym – a później… no cóż, później będzie później….
Jest już trochę samochodów. Ludkowie uwijają się wokół powyciąganych rowerów. Po chwili podchodzi do mnie drugi mieszkaniec Skierek. Mamy startować razem w grupie wyznaczonej na godz. 8:42. Rozmawiając idziemy po pakiety i nadajniki. Podpytuję Dominika o trasę – jechał ubiegłoroczną edycję GpŁ narzekał, że wówczas kierunek był kiepski bo Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich był na końcu pętli a to znamionowało że największe podjazdy były na końcu. W tym roku jedziemy odwrotnie czyli powinno być łatwiej na świeżości powinno się pierwszy odcinek specjalny czyli Las Łagiewnicki (finałowo na całej trasie mają być trzy odcinki specjalne – właśnie Las Łagiewnicki, trasa XC Rokitnica oraz singiel na rz. Grabią).
Dobra ale dość gadania trza przygotować rower no i siebie bo czas nieubłaganie leci. Ogarniam rower, wkładam rzeczy oraz żarcie tam gdzie się jeszcze je da upchać. Zerkam na zegarek i tu zdziwienie bo okazuje się, że jest już 8:41… no super myślę sobie… na linie startu docieram gdy krzyczą że grupa startuje za 13 sekund. Zdążam odpalić garmina i start…
Wyjeżdżamy z ośrodka, skręt w lewo na ścieżkę rowerową, którą docieramy do m. Byszewy tu po raz pierwszy wjeżdżamy w lasek porzucając asfalt. Ścieżka przyjemnie podąża w okolicy rzeczki Moszczenicy – fajny klimat na wyjedzie z lasu po prawej można zerknąć na Dwór w Byszewach. Ale ale z grupy pozostały strzępy tzn. jedynie ja. Pierwsza osoba wyrwała ostro do przodu druga jedzie jeszcze przede mną a za mną nie ma już nikogo. D. miał się pilnować ale chyba, nic nie mówiąc, postanowił pojechać własnym tempem. No cóż…
Jadem zatem swoje… znów odcinek asfaltu, czasem pod górkę czasem w dół… tylko czemu mi się tak ciężko jedzie… no dobra podjazdy ok. ale, że na zjazdach… czyżby już flak… patrzę na przednie koło niby ok., tylne też ale jedzie się strasznie miękko zbyt miękko… zatrzymuję się na chwilę czy nie ma jakiegoś gwoździa czy szkła w której z opon – są czyste ale powietrza w kołach faktycznie jakoś tak mało. A przecież koła były napompowane przedwczoraj do – przód 1,8 tył 2,1… kurczaki no tak a powinienem przed startem sprawdzić na wszelki wypadek. Ruszam dalej. Kręcę sam i wówczas dochodzi do mnie jeszcze druga zagwozdka – dlaczego garmin nic do mnie nie mówi??? Zerkam na niego a on ciągle pokazuje ilość przejechanych km „0” – z e r o!!! kurczaki ale jak, że co, że nie włączyłem go… ehhhh w mordkę jeża w tracie tego pośpiechu jedynie odpaliłem urządzenie nie naciskając start… No trudno będzie nieco mniej km zapisanych. Klikam start. Na wszelki wypadek włączam rejestrowanie jazdy również na zegarku… trza ograniczyć limit pecha w dniu dzisiejszym ������
Po kilku kilometrach po raz drugi przejeżdżam nad Moszczenicą kierując się na zachód, północny-zachód. Pogoda na razie spoko nawet jakby zniknęły te bardziej ciemne chmury. Wiatr jednak zaczyna rozdawać karty. Wieje z razu słabo acz z czasem zwiększa swoją moc. Kierunek z północy czyli z prawej strony lub w twarz w zależności jak układa się droga. A droga jak to droga czasem asfalcik, czasem kostka, czasem szuter a czasem o dziwo piasek dużo piasku… czyli tu w nocy nie padało myślę sobie. Czyli z drugiej strony to dobrze, powietrza w kołach jest tyle a nie więcej – dobra moja – przynajmniej na razie.
Mijając kolejne miejscowości (Borchówka, Bukowiec, Kalonka, Dąbrówka) dopadam ludków z grup wcześniejszych. O dziwo z marszu udaje się przejechać ulicę Strykowską na której zazwyczaj jest duuuuży ruch samochodowy. Zaczynają się Wzniesienia Łódzkie. Na sam początek idzie Góra Ślimaka (220 m n.p.m.). Ostatni raz byłem tu w styczniu jadąc Setkę po Łódzku. Wyprzedzam dwie osoby. Kolejną już na szczycie gdy zatrzymuje się ona na zdjęcia. Szybki zjazd. Parę zakrętów lewo, prawo i zaczyna się on – cały na zielono Las Łagiewnicki. Garmin nie gubi na szczęście sygnału i prowadzi mnie po trasie jak po sznurku. Na początek idzie Dirtowa Góra (252 m n.p.m.), później trawersuję Gubałówkę (235 m n.p.m.). Jadąc Traktem Napoleońskim objeżdżam najpierw od wschodu a później jadąc ul. Okólną od południa Centrum Leczenia Chorób Płuc i czegoś tam jeszcze…
Szybki zjazd do Kaplicy św. Rocha i św. Antoniego, gdzie ustawił się jeden z fotografów GpŁ. I znów przypomina mi styczniowa jazda wokół m. Łodzi. Trasa wije się coraz bardziej wąskimi ścieżkami. Czasem w górę czasem w dół. Ale systematycznie prowadzi mnie do Kościelnej Góry (245 m n.p.m.). Zastanawiam się przez chwilę czy i tym razem mnie pokona… pokonała… choć tym razem brakło już niewiele… no cóż w plecy 0:2. Podchodząc w ciszy dociera do mnie szum kropel opadających na liście. Na szczęście liści jest już na tyle dużo, że przyjmują cały opad. Nadal zatem żem suchy – śmieję się do siebie. Jest już niemal 10ta.
Trasa zawraca ponownie w stronę ul. Okólnej którą znów przejeżdżam bez zatrzymania. Trasa wiedzie teraz niemal prosto na północ czyli pod wiatr dopóki jednak jestem jeszcze w lesie jest spoko. Ale już żegnam się z lasem pokonując znów z marszu kolejną ruchliwą ulicę (Trak Strykowski). Wjeżdżam w klimaty pól – nadal jednak nie wizę rzepaków. Na odkrytym terenie wiatr zaczyna dawać do wiwatu. Zaczynam się zastanawiać czy to już aby nie pora aby zatrzymać się i dopompować kół. Miałem nadzieję, że morze w Starych Łagiewnikach natknę się na kogoś w ogródku i uda się skorzystać z „nożnej” pompki. Niestety ludzie siedzą w domach. Nic to pozostaje nadzieja, że na pierwszym pit stopie będę miał więcej szczęścia.
Znów sekcja leśna (Samotnik), znów pola. Po niemal dwóch godzinach jazdy przejeżdżam przez tory kolejowe linii Łódź-Łowicz. Zbliżam się w rejony Autostrady Wolności czyli A2. Pojawiają się pierwsze wiatraki. Przekraczam A2 i docieram do Lasu Szczawińskiego (40 km trasy). Na razie jednak nie ma tych słynnych szutrów premium. Nadal więcej piaskowych dróg. Na niemal 46 km jestem na najdalej wysuniętym na północ punkcie trasy… zatem teraz na południe z w i a t r e m ������
Znów przejazd nad A2. Wjeżdżam do dużego kompleksu leśnego okalającego m. Grotniki. Tu zaczynają właśnie owe premiumy. W teorii przynajmniej jest szansa na przyśpieszenie. W teorii bowiem coraz bardziej męczy mnie jazda na niskim ciśnieniu. Ale twardo tkwię w uporze aby nie zatrzymać się i nie dopompować ręczną pompką.
Grotniki objeżdżam od południa przy okazji przekraczając linię kolejową Łódź-Kutno. Znów las i droga ppoż. Na wyjeździe z lasu, na 68,2 km trasy za dwie minuty 12ta zjawiam się na pierwszym pit stopie. Na pytanie co mi potrzeba: Wody? Izotonika? Jedzenia? Odpowiadam pomki… Na szczęście mają. Pompuję przód do 2,1 i tył do 2,2. Wychodzi na to że w oponach miałem 1,5 bara… Proszę jeszcze o wodę do pustego już bidona (czyli przez prawie 2,5 h wypiłem tylko 750 ml płynów – kurczaki trochę za mało). W locie łapię jeszcze garść paluszków i w drogę. Na przystanek tracę ok. 3 minut.
Mijam Chrośno, Sobień, Dąbrówkę Górną. W Kucinach, przejeżdżając krajową 72 jestem w najdalej na zachód wysuniętym punkcie trasy. Jedzie mi się o wiele lepiej. Choć staram się nie szarżować. Jednak ta trasa do pierwszego punktu uszczupliła me wątłe siły. Na południe od Kucin miały być malownicze stawy… no mało jednak było wody w tych stawach. Ale za to droga idealnie idzie na południe zatem wiaterek wiał w plecy.
W okolicach Dzierżanowa wpadam w opary rzepaku. Zapach jest tak intensywny, że jeszcze przez kilka km po opuszczeniu pól obsianych tą rośliną czuję go niemal na całym sobie. W sumie to chyba lepiej pachnieć rzepakiem niż potem ������. Po sekcji leśnej mijam Gospodarstwo Rolno-Rybackie oraz Dwór w Bełdowie.
Znów trochę dróg przez lasy. Korzystam z tego i na spokojnie zatrzymuję się na szybkie siku-stop. Znów pola. Na polach sucho wiatr zaczyna podnosić kurz. Wyjeżdżam na drogę asfaltową kierując się na Tajną Bazę UFO (uwaga jest ona na 94,3 km trasy) – przy spodku widzę trzech „naszych” – rzucam pytanie czy coś potrzeba – odpowiadają, że nie – że czekają na start UFO. No to jadę dalej nie naciskając tajnego przycisku… nie ma na to czasu ������
Jeszcze zanim przekroczę rzekę Ner pojawiają się nieśmiało pierwsze promienie słońca przebijające się przez grubą warstwę chmur. Od jakiegoś też czasu zaczynam mijać osoby jadące trasę krótką GpŁ którą to pokonują w kierunku zgodnym z ruchem zegarka. Z jednej strony jest to miłe zobaczyć cyklistów, bowiem z rzadka już wyprzedam czy też jestem wyprzedzany przez ludków z długiej trasy. Ale z drugiej strony nie jest to zbyt bezpieczne na wąskich ścieżkach zwłaszcza w idących w gęstych krzakach.
Na 102 km przejeżdżam m. o nawie Nowy Świat. Później jest m. Dziektarzew oraz Alfonsów (tu na 106 km mija dokładnie piata godzina jazdy). Droga nie rozczarowuje zwłaszcza, że chmury jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozstępują się ukazując błękit nieba… ale to nie tak prosto to nie czarodziejska różdżka była sprawcą rozgonienia owych chmur to ten wiatr który mi pomaga ale współczuję za to ludkom z krótkiej trasy którzy jadą pod wiatr. W sumie nie ma co żałować bowiem mnie czeka to na ostatnich 70 km które prowadzą niemal prosto na północ. Ale tym będę się martwił później (oj zaprawdę będę…).
Na 119 km zlokalizowany był mobilny punkt Podkawa – Poleszyn (gdzie uczestnicy mogli zaopatrzyć się bezpłatnie w wodę oraz zakupić inne rodzaje napitków oraz jedzenie). Ja nie skorzystałem z tej możliwości bowiem miałem jeszcze sporo prowiantu ze sobą. Mniej więcej w tym miejscu napotkałem Michała, z którym niemal do końca rasy będę się mijał lub jechał wspólnie.
Przekraczam kolejną rzekę tego dnia – rz. Grabia. Zbliżam się do rogatek m. Łask. (6 h jazdy i 128 km trasy). Nie widać niestety słynnych Jastrzębi. Za to po „chwili”, po przekroczeniu Trasy Bohaterów Bitwy Warszawskiej czyli popularnej S8 wjeżdżam na drugi odcinek specjalny – trasa XC Rokitnica. I tu chwila na zastanowienie… czy było to potrzebne… z jednej strony fajny singielek ale z drugiej strony fajny dla osoby która się orientuje w nim i wie kiedy i jak jechać… poza tym gdy ma się już w nogach ponad 130 km to trudno się cieszyć z krótkich ostrych zjazdów i podjazdów czy ostrych zakrętasów. O wiele fajniejszy był za to singielek przy rzece Grabi – tu poczułem się niemal jak nad naszą Rawką. Tu doceniam pociągnięcie tejże trasy. Ale wróćmy jeszcze na początek XC Rokitnica… bo działo się tu trochę… dojeżdżając na pierwszy podjazd spotykam dwóch „naszych” jeden wraca przez krzaki na trasę, drugi jest w połowie podjazdu podprowadzając rower. Nie ma możliwości minięcia ich więc pokornie schodzę z roweru i wspólnie z nimi podprowadzam rower. W między czasie dojeżdża wspomniany wcześniej Michał. Razem w czwórkę tarabanimy się na wzniesienie. Na szczycie widzimy leżącego „naszego” pytamy się czy wszystko w porządku? Odpowiada, ze tak, ze musiał po prostu trochę dłużej poleżeć bo zaliczył glebę po tym jak nie zmieścił się między drzewami i zahaczył lewym pedałem o pieniek, co skutkowało tym, wystrzelił przez kierownicę. Na szczęście ani on ani rower nie odniósł uszkodzeń. Poczekaliśmy aż zebrał się z nami i razem ruszyliśmy pokonywać ów singiel. Po chwili na singlu zostałem tylko ja i Michał bowiem trójka naszych tymczasowych kompanów stwierdziła, ze chce nadal żyć i pojechali bokiem szeroką leśną drogą. My twardo pokonaliśmy XC i dogoniliśmy ich na chwilę przed singlem nad Grabią. Tu było na tyle wąsko, że całość pokonaliśmy w takiej kolejności jak wjechaliśmy. Dopiero po wyjeździe na szosę nastąpiła roszada i rozdzielenie tymczasowej naszej grupy (na dobrą sprawę to był jedyny fragment trasy w trakcie której jechałem w pięcioosobowej grupie – nie licząc chili na starcie ������).
Porzucam zatem już na dobre Grabię i przejeżdżam obok Lądowiska Ldzań, z którego ponoć można odbywać loty widokowe nad Łodzią. Znów leśne szutry. Trasa ponownie kieruje się na północ. Zatem znów przejazd nad S8 ale szacun dla orgów, że tym razem nie poprowadzili trasy asfaltem na wiadukt ale nieco po prawej na przepust dla zwierzyny – w końcu nie po to ma się gajvela coby jeździć asfaltem ������. Wjeżdżam w Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Dobroń”. Jest klimat. Warto by tu zajrzeć kiedyś na dłużej. Znów, kierując się na południe, przekraczam S8 tym razem kierując się na Zespól Przyrodniczo-Krajobrazowy „Dąbrowa”. Oj tu już całkiem cieszy się gęba od szutrów.
Na 160 km jadąc przez Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Borkowice” zaliczam najdalej na południe wysunięty punkt trasy… Zbliża się koniec ósmej godziny jazdy… w obu bidonach sucho więc całe szczęście, że już za chwilę drugi oficjalny pit stop. Jeszcze tylko zatrzymuję się na chwilę przy pomniku upamiętniającego lotników którzy zginęli w wyniku zestrzelenia PZL P.37 B Łoś w dniu 4 IX owego 1939 roku. I melduję się na pit-stopie. Jest 16:35. Uzupełniam bidony – w jeden idzie woda w drugi izotonik. Zaś sobie pozwalam na kubek gorącej herbaty. Zajadam się kabanosami oraz precelkami.
Całość opieprzania się zajmuje mi około 10 min. No cóż trza się ruszyć i zakończyć tą nierówną walkę z trasą. Do mety pozostaje jeszcze nieco ponad 90 km. Ruszam sam. Droga powraca do Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego „Dąbrowa”. Szutry i pełny brzuszek pozwalają mieć nadzieję na sprawne pokonanie reszty trasy. Zatrzymuję się jeszcze na chwilę na siku-stop i dalej w drogę.
Przecinam 485 i znów wpadam na leśne szutry. Na 174 km trawersuję Okrągłą Górę (246 m n.p.m.). Tu jakieś 6-7 km idealnie prostej szutrówki. Las kończy się w miejscowości Prawda, gdzie objeżdżam Fermę Niosek PRAWDA. Za chwilę znów las zwany Lasem Rzgowskim a w nim Rezerwat Molenda. Zaczynam powoli odliczać kilometry do złamania ich dwustu.
W Tuszynie opuszcza mnie dotychczasowe szczęście przy przekraczaniu ruchliwych dróg. Czekam bowiem kilka minut na czerwonym świetle na krajowej 12. Przemykam przez Tuszyn i przytulam się na chwilę do Autostrady Bursztynowej (tak na około 4). Oj tu, na otwartej przestrzeni zaczynam mocno odczuwać wiatr… Dobry humor z pit-stopu zaczyna ulatniać się wprost proporcjonalnie do siły wiatrzycha. Zaczyna się kluczenie po okolicznych polach, na których jest tak sucho że za rowerem ciągnie się dymek kurzu.
194 km to słynne Źródła Królewskie – dużo czytałem i oglądałem na ich temat no i muszę przyznać iż rozczarowałem się ową budowlą sztucznej groty… same źródełka, których jest ponoć 12 zacne. Kręcąc się dalej wśród pól z lubością przyglądam się okolicznemu lasowi do którego na szczęście kieruje mnie ślad. Ale za nim wpadnę w objęcia listowia czeka mnie jeszcze przejazd przez Rybakówkę… no musze przyznać, że maja rozmach… (w zasadzie to powinienem napisać iż jest to ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy Święty Spokój wraz z restauracja o nazwie Rybakówka).
Ale wracając do lasu… no był… ale tylko kilometrowy odcinek. Znów ślad prowadzi otwartą przestrzenią co prawda asfaltem przez m. Wola Kutowa ale za to znów pod wiatr i oczywiście pod górkę (tu pęka 200 km akurat w chwili zakończenia 10 h jazdy). Później był Pałczew, Romanów, Wola Rakowa i… Leśne Odpadki za którymi dopiero pojawił się większy obszar leśny – Las Kraszew.
Tymczasem powoli acz nieubłaganie słońce chyliło się ku zachodowi. A wiatr nie chciał przestać piździć… Znów długa prosta szutrówka tylko, że jakoś tak nogi nie chciały już kręcić. Szybki przejazd przez 713, później m. o nazwie Zielona Góra (no tu to miałem zagwostkę czy ja dobrze przeczytałem tabliczkę z nazwą miejscowości) i znów po kilku chwilach w lesie – tym razem Las Gałkowski. Dwie długie proste złamane kątem prostym. Tu najpierw wyprzedzam Michała, który zatrzymał się na założenie lampek, a póxniej On wyprzedza mnie gdy ja zatrzymuje się na siku-stop. Od tego momentu jadę już sam bowiem Michał – jak opowiedział mi na mecie dostał takiego Powera że gnał już do mety bez zatrzymywani. Ja z wolna przejeżdżam przez kolejną linię pkp – Łódź-Koluszki. Przejeżdżając przez Rezerwat Gałków włączam przednie oświetlenie. W lesie jest już stosunkowo ciemno. Za lasem wpadam do Janówka. Znów kilku kilometrowy odcinek na otwartej przestrzeni – wiatr jakby nieco się wyciszał… nieco…
No dobra to teraz ostani kompleks leśny – Las Wiączyński – który pokonuję już po zachodzie słońca. Tu po jednym z zakrętów dojeżdżam do Pani trzymającej mocno psiaka który zwąchał zwierzynę – nie, nie mnie… jakieś 30 metrów dalej przez drogę przechodziły dziki. Odczekawszy chwilkę ruszyłem dalej.
Po 12 godzinach jazdy opuściłem ostatni las… teraz już otwartą przestrzenią do mety… Jeszcze przejazd przez Moskwę i już, już zacząłem witać się z gąską… ale nieeeee no tak jeszcze krótki ale sztywny podjazd przy Autostradzie Bursztynowej… nie mam ochoty na mocowanie się z nim więc pokonuję go stylem palce pięta… Kurczaki a tyle razy tam się wjeżdżało no nie powiem że na luzaka ale jednak bez zadyszki a tu proszę… kicha.
No cóż jeszcze trochę i jest ona cała dla mnie – META… jest godzina 21:22.
Pełna dramatyzmu ta relacja, ale ciekawa.
Czekałem na nią. Dziękuję.
Dzięki Endriu i gratki jeszcze raz.
grissley
13-05-2025, 17:33
Qrde - to ile tam w sumie kilometrów pękło, 250...?
Napisz chociaż, że to elektryk a nie normalny rower... :o :|
Widać, żeś nowy. Andrzej tak ma.
To i tak był jeden z jego krótszych dystansów.
Andrzejminator.
Lepiej nie podskakiwać.
siemalysy elmo dzieki za relacje.
Zmęczyłem się przy drugiej niemożliwie. W sensie rozbolały mnie kolana...
siemalysy
13-05-2025, 18:00
Jest sobota rano – piąta rano gdy zanim otworzę oczy do mych uszu dolatuje szum deszczu… czyli prognoza się sprawdza… pada… no cóż wstaję, 10 min przed nastawionym na dzwonienie budzikiem. Przygotowując śniadanie zerkam za okno – na drodze kałuże wesoło rozlewają się na drodze. Całe szczęście – myślę sobie – rower zapobiegawczo spakowałem do samochodu wczoraj późnym wieczorem. „Do” a nie „na” bo na start.
...
elmo
Andrzej, dziękuję za obszerną relację. Trochę tych terenów znam. Najbardziej Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich. Znam też trochę okolic Ldzania i rzeki Grabia. Właśnie tam przejechałeś obok młyna, którego link Tobie ostatnio wysyłałem. Jadąc pewnie nawet nie zwróciłeś uwagi. Uważam, że warto sobie na spokojnie tam podjechać.
Raz jeszcze Gratulacje i Szacunek za pokonanie trasy. Ja wiem, że przy niektórych Twoich trasach, ćwierć tysiąca kilometrów, to tylko rozgrzewka :)
Przekraczam kolejną rzekę tego dnia – rz. Grabia. Zbliżam się do rogatek m. Łask. (6 h jazdy i 128 km trasy). Nie widać niestety słynnych Jastrzębi. Za to po „chwili”, po przekroczeniu Trasy Bohaterów Bitwy Warszawskiej czyli popularnej S8 wjeżdżam na drugi odcinek specjalny – trasa XC Rokitnica. I tu chwila na zastanowienie… czy było to potrzebne… z jednej strony fajny singielek ale z drugiej strony fajny dla osoby która się orientuje w nim i wie kiedy i jak jechać… poza tym gdy ma się już w nogach ponad 130 km to trudno się cieszyć z krótkich ostrych zjazdów i podjazdów czy ostrych zakrętasów. O wiele fajniejszy był za to singielek przy rzece Grabi – tu poczułem się niemal jak nad naszą Rawką.
Widziałem informację, że przez XC Rokitnica puścili GPŁ. Moim zdaniem trochę to kiepski pomysł. Trasa, ta jest mocno rozbudowywana pod XC i to takie XC aktualne, gdzie jest sporo trudnych technicznie elementów. To raz. A dwa, to jak dobrze pamiętam w wielu miejscach tam można trafić na niemałą piaskownicę. Nad Grabią jest fajnie. Kiedyś zdarzało mi się tam bywać częściej. Kolega miał w okolicy domek i stamtąd startowaliśmy. Teraz nie mam z kim tam jeździć.
Zastanawiam się też nad sensem objeżdżania górek w Lesie Łagiewnickim. Dobrze, że zaraz po zjeździe z Gubałówki nie poprowadzili trasy na Grzybową Górę, albo wpletli w GPŁ całą trasę Łagiesy XC. Rozumiem, że organizator chce jak najwięcej ciekawych i nie zawsze łatwych odcinków zmieścić, no ale bez przesady ;)
grissley
13-05-2025, 18:39
Andrzej tak ma.No konkretne kilometry jeszcze nie latały odkąd ten wątek znalazłem...
dla Endriu 250 to jak dla nas 2.5k [emoji6]
elmo - ja ostatni raz 250km zrobiłem tydzień temu... autem 8-) Take dystanse pokonuję tylko nim :p Nie wiem, skąd ludziska biorą te siły (od Taurona, Enei ?? ), wytrzymałości i zaparcia (te ostatnie, to w sumie mogę sobie wyobrazić, mało błonnika w diecie :D
---
Szacuneczek za bardzo szczegółowy opis i gratulacje za wyczyn :!:
patronat
15-05-2025, 10:24
elmo i po co to tak się męczyć ;)
patronat
16-05-2025, 08:04
W Szczyrku śnieg. I Jackson Goldstone. Roman Dunne. Loic Bruni. Pierron Amaury . Z najlepszych naświecie zabraknie tylko Asy no i Kerra, który się połamał w Czarnej Górze na treningu.
Tak czy siak mega święto MTB. I śnieg…
Chwilę tu nie zaglądałem a tu się rozpisaliście :) elmo Fajna "wycieczka" Ja potrzebuję ze 2-3 tygodnie na taki dystans ;)
Na YT widzę wczorajszy practice day w Bielsku, śnieg nawet na Koziej, nieźle :)
https://www.youtube.com/watch?v=NM0BvPCC9W4
W 53:10 korzenie na starym zielonym ich zmiotły, ten fragment jest wredny :slight_smile:
grissley
19-05-2025, 01:58
W sobotę miał być tegoroczny debiut mojego Frankiego (to od Frankenstein - tak go qmpel ochrzcił jak popatrzył z czego to poskładane). W piątek wieczorem jedynie zmywałem seryjne lepiszcze z nowego łąńcucha noo i zauważyłem coś, co mi wcześniej umknęło. Mam teraz korbę GRX 810 z zębatkami od korby sześćsetki, czyli 46-30. Ramiona seśćsetki mają wgłębienie i tarcze 46 ma w związku z tym dłuższy bolec łańcuchoantyspadający. Na korbie 810 jego długość sprawia, że tarcza lekko się odkształca z tej strony i to właśnie zauważyłem zmywając łańcuch. Summasummarum - sobotnia wycieczka jeszcze na Romecie, a do Frankiego zamówiłem tarcze 28-44, które chodzą mi po głowie od jakiegoś czasu. Dzisiaj wprawdzie spiłowałem trochę ten bolec i wszystko jest już ok, więc jeszcze przetestuję 46-30 na obecnej kasecie i pomyślę, czy nowe tarcze zwrócić, zahomikować czy zamontować.
Frankie na nowy sezon wygląda tak:
88050
88055
88052
88054
88053
88051
88056
88057
A w sobotę była ambicja, żeby zacząć znowu robić poważne dystanse, no ale Romet nie do końća jest stworzony do trzaskania (uwaga - polityka!) trzycyfrówek. Narysowałem sobie na szybko w piątkowy wieczór ambitną trasę 95km i 1300m przewyższenia, ale już w trakcie jazdy, po 800m w górę moje uda zasugerowały mi, żeby może jeszcze niekoniecznie dzisiaj się zarzynać i wracać jakimś skrótem. Ostatecznie wyszło 78km i nieco ponad 900m w górę:
88062
88061
88060
88059
I na koniec pruska myśl architektoniczna:
88058
patronat
19-05-2025, 08:54
Okazuje się, że RX100 jest w stanie zrobić zdjęcia ostre tam, gdzie iPhone już nie.
Panowie są z innej galaktyki. Za to nasz doping też ponoć wygrywa - setki ludzi w ulewnym deszczu robiło robotę :)
88063
grissley co to za wichajstry przy wentylach? czy tarcza z przodu to 180mm? i co to za guzik przy lewej klamkomanecie? musisz popracować nad nawijaniem owijki [emoji6]
grissley
19-05-2025, 16:07
@gavin (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=51132) - przy wentylach mam sks airspy. Miałem jakąś flakofobię, potrafiłem co chwila się zatrzymywać, żeby macać oponę jak tylko zaczynało coś myszkować i wymyśliłem czujnik ciśnienia. Z przodu jest 180mm, ale jeszcze nie zaliczyło chrzestu bojowego. Przy lewej klamkomanetce jest guzik klaksonu, tego co wisi centralnie z przodu.
Owijka - wiem. Ta konkretna była już chyba z 5ty raz nawijana, to też nie pomogło ;)
A przy okazji tego airspy - dzięki nim odkryłem, że nie jeździłem wcale na 4 Barach, a jedynie na jakichś 2.5 :o
Wind Mill
19-05-2025, 16:48
Panie, ale to zwiększa masę rotującą!
I jeszcze bateria? To z 20g na koło będzie! ;)
grissley
19-05-2025, 17:21
Na podjazdach minimum 10W mniej! ;)
Myślałem o tych airspy kiedys, ale mi przeszło. Cale szczescie xD
Jeszcze kilka lat i wielkości erspaj będą kompresory i będzie można zmieniać ciśnienie w trakcie jazdy, w kołach i w amorach. Będą mapy ciśnień na teren, szosę, na miasto, na liście, na małe psy i na wycieczki przedszkolaków.
DH w Szczyrku, świetnie zmontowany film
https://www.youtube.com/watch?v=HYfK5H-LcT8
https://www.youtube.com/watch?v=HYfK5H-LcT8
2:43 i 3:44 osłona na tarcze ham. Nie widziałem jeszcze. Ochrona przed urazem w razie upadku, czy przed błotem z kałuży ?
Głównie przed uszkodzeniem tarczy w razie przywalenia o drzewo lub skałę.
patronat
20-05-2025, 10:24
Bardziej przed kamieniami - mi ostatnio kamien ubił kawałek tarczy, zgniótł w sensie - musiałem ścierać kamieniem na trasie, bo się blokowała tarcza w zacisku. W moto świecie rozwiązanie stare, ale używane tylko w sporadycznych przypadkach. Ja nie miałem nigdy, ale mój dobry kumpel uzywał i nie miał zdania czy to działa :) Woda i błoto dostają się w każdym razie swobodnie na tarczę :)
Ale miałeś ubitą kamieniem tarczę z przodu, czy z tyłu ? Przednia, to raczej baaardzo mało narażona jest na tego typu niespodziankę.
---
Ja miałem przypadek, jak kamień wpadł pomiędzy łańcuch i kółko wózka, ten ostatni się skrzywił
Ja miałem kamyk pomiędzy łącznikami zawieszenia. Jak jechałem to tam był, jak się zatrzymałem i zasiadłem do wystrzelił z głośnym PYK.
Głównie przed uszkodzeniem tarczy w razie przywalenia o drzewo lub skałę.
Możliwe, choć bardziej nazwał bym: "w razie otarcia o drzewo lub skałę" :-P
- - - - kolejny post - - - - - -
Ja miałem kamyk pomiędzy łącznikami zawieszenia. Jak jechałem to tam był, jak się zatrzymałem i zasiadłem do wystrzelił z głośnym PYK.
Tam, gdzie dolne widełki łączą się z ramą (fulle) jest przestrzeń, w której łatwo sadowią się kamyczki. Jak ktoś ma wyngla, mogą doprowadzić do poważnego uszkodzenia struktury. Dlatego tak ważne są te małe błotniczki.
U mnie akurat był u góry.
patronat
20-05-2025, 13:27
Tylna tarcza. Cienka, dostała kamieniem i się zbiła.
Polska myśl techniczna. Tylne zawieszenie:
88097
patronat
20-05-2025, 15:22
Wiecie ile tu się kamyczków zmieści?
Malowanie:
88098
88099
Mogę go mieć na weekend ale nie wiem czy mi się chce pedałować. Chyba że sobie gondolkę wezmę:)
Z drugiej strony mam Wilda, który po małych przeróbkach wygrał damskie DH w Szczyrku…
siemalysy
20-05-2025, 19:19
DH w Szczyrku, świetnie zmontowany film
Fajny filmik. Fajnie zrobiony.
grissley
22-05-2025, 00:38
Frankie na nowy sezon wygląda tak:
(...)
88052 Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku wytoczyłem na asfalt Frankiego. Przesiadka na baranek po prawie 6 miesiącach upalania prostej kierownicy okazała się trudniejsza niż myślałem. Pierwsze 20km jechało się totalnie dziko, potem już lepiej.
Ale jak to frunie! Prędkość nieporównywalna z Romecikiem. No i mam bonus 5cio zapadkowego bębenka - jakoś sprawniej ludzie mi z drogi schodzą ;)
Widać, że jesteś gadzeciarz, ja bym w życiu nie zamontował tej blokady amora na kierce. Jeszcze w dolnym chwycie.
grissley
22-05-2025, 13:05
Widać, że jesteś gadzeciarzA to nie koniec moich zalet... ;)
Nie ma niestety blokad amora zaprojektowanych specjalnie pod baranka. Miałem wcześniej coś zaadaptowanego, ale średnio się sprawdzało. Ta tutaj nie jest idealna, ale o niebo lepsza od poprzedniej. Da się ją obsługiwać w obydwu chwytach i to dość bezproblemowo. Ogólnie, test zdała :)
Ja mam od około 10 lat Foxa sterowanego elektronicznie, gdzie robi się tylko delikatne przesunięcie pierścienia i takie coś mógłbym spokojnie pod baranka zamontować;) Żadnych dźwigni czy linek, tylko jeden kabelek i wielkościowo podobne do dzwonka Knoga, tego najmniejszego
88120
88121
88122
grissley
22-05-2025, 18:08
Bardzo fajny patent. A ten amor gada tylko z manetką, czy potrzebuje danych z całego AXS? I jak się ten system nazywa?
takie coś mógłbym spokojnie pod baranka zamontować
Większość akcesoriów pod proste kiery ma obejmę na 22,2 mm, bo taka jest średnica w okolicy chwytów. Baranek ma na końcach coś koło 26 mm OIDP, a większość akcesoriów jest na średnicę montażową mostka, czyli 31,8 mm.
Bardzo fajny patent. A ten amor gada tylko z manetką, czy potrzebuje danych z całego AXS? I jak się ten system nazywa?
iCDT, jest sprzed kilkunastu lat, a obecnie nie jest oferowany. Fox ma obecnie system Fox Live Valve Neo, który jest bezprzewodowy i w pełni autonomiczny. System na cały rower, na amora i dampera kosztuje ~400 eurasów.
Ja tam lubię "clean cockpit", bo te wszystkie blokady, systemy dokładają tyle kabli, że strach w okresie lęgowym ptaków zostawić gdziekolwiek rower, bo zaraz jakiś gołąb wprosi się na to gotowe gniazdo.
Bardzo fajny patent. A ten amor gada tylko z manetką, czy potrzebuje danych z całego AXS? I jak się ten system nazywa?To nie Sram. Amor korzysta z baterii i wyświetlacza do Di2 gdzie pokazuje aktualny tryb pracy. System nazywa się iCTD.
Jeśli faktycznie średnice baranków tak się różnią jak zdyboo pisze, to lipa.
grissley
23-05-2025, 02:32
Pomyliłem z tym nowym systemem RS (FLight Attendant). Co do reszty to faktycznie lipa. Ja wprawdzie testowałem kilka manetek z dobrą średnicą (mam chyba z 4), ale problemem z manetkami robionymi dla prostej kierownicy są przede wszystkim kąty pod jakimi działa dźwignia i sposób wyprowadzenia linki. No nie ma opcji, żeby to się sprawdzało na baranku i było wygodne w obu chwytach (górnym i dolnym). Ta manetka Scotta którą teraz wrzuciłem trochę się gryzie z małym palcem w górnym chwycie i wymusza dolnym w jedną konkretną pozycję, ale to nie są jakieś duże problemy, a poza tym jednak sprawdza się najlepiej ze wszystkich dotychczasowych.
Jeśli chodzi o kokpit ja jestem na drugim końcu skali, wolę kokpit myśliwca ;) Męczyłbym się mając przed sobą tylko Garmina np.
Odnośnie blokady - blokuję na podjazdach, na prostej, zjeździe i poza asfaltem mam amora odblokowanego. Be manetki, z blokadą na amorze, jest zwyczajnie niewygodnie. W Romecie mam blokadę tylko na ladze i kończy się to po prostu bardzo rzadkim przełączaniem.
Ciekawi mnie jak byłoby z nowymi foxami np, gdzie manetka ma trzy tryby (zablokowany, odblokowany i jakiś pośrodku). Ale niezależnie od producenta, sensownej manetki do baranka jeszcze nikt nie wymyślił. Żaden gravelowy amor też takiej nie ma, jak już to jest dodawana normalna do prostej kiery. Ludzie to montują na poprzecznej części baranka, ale to bez sensu. Musi być opcja "awaryjnego", natychmiastowego wyłączenia blokady, a przynajmniej ja taką potrzebę często mam. Np jak zaczyna się zjazd i przypominam sobie o zapiętej blokadzie. Sięganie do manetki u góry jest słabe. Jeszcze gorzej, jak wjeżdżam nagle z równego asfaltu na zjazd po wertepach. W Romecie muszę wtedy macać blokadę na ladze i to jest dość fatalne. Rower przyspiesza, wszystko się trzęsie, a ja trzymam kierownicę tylko jedną ręką, a drugą próbuję trafić na pokrętło blokady. Z manetką u góry byłoby może minimalnie lepiej, ale też kiepsko.
patronat
23-05-2025, 08:19
To nie Sram. Amor korzysta z baterii i wyświetlacza do Di2 gdzie pokazuje aktualny tryb pracy. System nazywa się iCTD.
Jeśli faktycznie średnice baranków tak się różnią jak zdyboo pisze, to lipa.
Cygańskie złoto na baterie :)
Olejem rzyga?
Nie rzyga. Kiedyś się delikatnie pocił na samej górze, ale to przez to że parkowałem rower na ścianie za przednie koło. Wtedy jakby nie patrzeć amor jest do góry nogami.
grissley ten trzeci tryb amorów Foxa nazywa się Trail, tylko że on się również nie nadaje na podjazdy czy asfalt, bo jest za miętko
patronat
23-05-2025, 19:57
Nie będę opisywał historii jak to rano wstałem, deszcz wiał itd. Ale zmusiłem się do jazdy na gravelu. Znaczy nawet nie zmusiłem, bo rower wyjątkowy, a ja mam wbudowane docenianie poziomu mistrzowskiego niezależnie od dziedziny - czy to snooker, czy japońska kuchnia czy rower. Tak czy inaczej, jeździłem. Rower sztos. Nie dla mnie, nie będę w ten sposób użytkował roweru, ale gdybym się zdecydował, to być może byłby to właśnie ten rower:
88136
Raczej monster niż gravel.
Dizajn kontrowersyjny, trochę jak z obrazów Picassa:grin:
grissley
23-05-2025, 23:37
A co to za stwór jest? I o co chodzi z tylnym trójkątem - jakaś amortyzacja w gumowym bloku...?
patronat
24-05-2025, 07:23
Marka która produkuje jedne z najpiękniejszych rowerów MTB. A teraz popełniła gravela. Wierzcie, że na żywo rower z cyklu „klękajcie narody”.
Tu opis: http://magazynbike.pl/2025/04/25/antidote-pathseeker-2025-gravel-z-zawieszeniem-nowymi-materialami-i-polskim-rodowodem/
Geo ramy nie gravelowa, to hardtail z barankiem, i schowanym amorem. Czyli po mojemu monster, można by trochę bardziej harpagańskie opony dać.
cz4rnuch
25-05-2025, 11:41
Na pierwszym zdjęciu chyba trochę za niska perspektywa przez co sylwetka wyszła nieco przerysowana, szczególnie baranek wybitnie barankowy :) Na zdjęciach producenta już nieco lepiej to wygląda, ale nadal dość ciężko i z lekka udziwnione, trochę jak najnowsze wypusty rondziocha :) Mnie jednak takie rowery ostatnio interesują, bo po kilku sezonach z gravelem golasem powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że przynajmniej do lasu chyba z chęcią bym spróbował czegoś takiego z zawieszeniem lub jego protezą. patronat te patenty faktycznie jakoś są odczuwalne w jeździe czy tu głównie chodzi o poprawę komfortu? A może to nie działa w ogóle?
patronat
25-05-2025, 12:09
Rower nie jest sztywny, po kostce jechałem i było ok. Ale to nie moja bajka i nie mam porównania. Są testówki, można samemu.. Albo wyłożyć 10k € i poczekać 3-4 miesiące :)
To taki gruz do zabawy, rekreacji, bo nawet nie do ścigania.
W recenzji piszą o sztywności bocznej obładowanego roweru, tymczasem konstrukcja nie wygląda żeby miała jakiekolwiek otwory pod akcesoria. Chyba, że zdjęcia promocyjne zostały retuszowane dla zachowania czystych linii, ale nawet na zdjęciu, które zapodał patronat nie widać żadnych mocowań. MZ mocno to obniża praktyczność roweru.
cz4rnuch
25-05-2025, 14:00
Nie, no tego roweryka na poważnie nie rozważam. Cena szokuje jeszcze bardziej niż wygląd. Oczywiście nie twierdzę, że nie jest uzasadniona. Pewnie najlepsiejszy osprzęt, ręczna robota, polska manufakturka zatem i lokalny patriotyzm wchodzi w grę, trochę legendy. Za to zawsze trzeba słono dopłacić. No, ale to taki "mtb" z barankiem. Mnie coś bardziej cywilnego by interesowało za 1/4 tej ceny :) Coś a la romet nyk 3.0 na rajwalu, którego też nigdy nie widziałem na oczy więc nie wiem co to warte. I nie do takiej zabawy. Po prostu byłem ciekaw wrażeń z jazdy.
Ja bym chętnie nyka przytulił [emoji38]
patronat
25-05-2025, 17:23
Nie znam się na rowerach gravelowych, ale zabrzmiało dla mnie jak „chciałbym mieć Dacie Sandero” :)
cz4rnuch
25-05-2025, 17:52
Odpowiednikiem Sandero jest boreas. Nyk 3 to już dusterek w hybrydzi :)
patronat
26-05-2025, 08:01
Żeby nie było - byłem raz Dusterem w Rumunii. Nie narzekam. Mega auto jak za te pieniądze. W sensie to był diesel 1,5 a kosztował w full opcji 75 tys. Nawet miał w lusterku monitor z kamery wstecznej zamontowany. W 100% wystarczył, było ok. Byłem też Land Rowerem. Też fajnie. A ten rower to bardziej próba wyjazdu w te same okolice Lambo - napęd na 4 jest tylko reszta jakaś kulejąca. Znajdzie się klient - kiesyś do teatru też się ludzie lansowali G klasą w AMG.
No nie wszyscy są takimi kre(j)zusami żeby myśleć o rowerach za 10k euro. Musisz dopuścić taką myśl do swego światopoglądu [emoji6]
patronat
26-05-2025, 09:09
Eee ale nie unoś się. To nie było złośliwe. A na marzenia stać każdego. Ja np marzę o wyspie. Taka Nowa Zelandia to byłby sztos :)
Najtrudniej było zaplanować jak tu się ubrać w sobotę. Temperatury w miejscu startu nie przekraczały 10 stopni, a w miejscu mety ledwie to robiły. Zapowiadali nawet przelotne opady. Ostatecznie na górę poszły dwie długie warstwy, a na dół krótkie spodenki i ocieplacze na kolana.
W pociągu podróż spędziłem w pół jawie, pół śnie. Byli rowerzyści, nawet dosyć sporo ich było, ale wszyscy wysiedli wcześniej. W Lichkovie wysiadłem tylko ja i trójka Koreańczyków, która chyba przesiadała się na kolejny, czeski już ciapong.
Przywitało mnie bezchmurne niebo i rześka temperatura. Ruszyłem bez ociągania się. W Mladkovie zaskoczyła mnie duża ilość samochodów zaparkowana na poboczu. W przerwie między drzewami zobaczyłem sporą liczbę osób na stadionie. Nie widziałem, żeby jakiś sprzęt mieli, pewnie biegacze.
Między Celne, a Studzene wpadł pierwszy znaczący podjazd. W Nekorze odbiłem na Zamberk. Miasteczko zrobiłem opłotkami, choć sporo turystów pieszych też je wybrało i tym samym ostatecznie opuściłem Orlicke hory. Za Zamberkiem wjechałem na pierwszy dłuższy odcinek szutrowy tego wypadu. W lesie, w cieniu drogi były rozmokłe, ale bez nadmiernego epatowania błotem. Jechało się przyjemnie. Krótko po nim przejechałem drugi taki odcinek z podobnymi wrażeniami.
Teraz zaczęło się długo po twardym. Jechałem podnóżem gór, zatem nie było zupełnie płasko, ale nie było też ścianek, na których wylewałbym siódme poty. Może prócz jednego miejsca, gdzie Garmin pokazywał podjazd na czerwono. W połowie tego podjazdu zobaczyłem, że na parkingu pod zamkiem jest otwarta budka z pivem i żarłem. Zrobiłem więc sobie pauzę i na leżaczku uzupełniłem izotoniki.
Ostatecznie w okolicy Dobruski wyjechałem na płaski teren w kierunku Nachodu. Włączył się wiatr, ale nie był zbyt silny. Przed Nachodem jeszcze chciałem zobaczyć zalew Rozkos. Zobaczyłem, choć droga do niego w remoncie. Nawet wjaz przegrodzony siatką, ale sądząc po wyjechanych do gołej ziemi śladach omijających siatkę, nie byłem pierwszy, który ją ominął.
Przez zalew przechodzi grobla, którą miałem w planie opcjonalnym, bo tam jest zakaz wjazdu, ale ostatecznie nawet przeoczyłem punkt w którym miałbym na nią wjechać.
Nie dość, że czas mi się powoli kończył, a dwa od polskiej strony nadciągały bardzo ciemne chmury. Ruszyłem więc do Nachodu. Planując trasę starałem się znaleźć taki podjazd, żeby mnie zabił jak już będę miał 100 km w nogach. Znalazłem, ale wymagało to objechania miasta szerokim łukiem i wjazdu od północnego zachodu. Podjazd oznaczony na Garminie miał się nijak do rzeczywistości. Kilka kilometrów wcześniej zaczął się łagodny podjazd, takie 2-3%. Ten właściwy zaczał się krótkim, ale bardzo mocnym akcentem 11%. Potem już jednak było znacznie łagodniej. Jechało się nawet przyjemnie. Zjazd do miasta nie był już taki fajny. Bardzo stromy, ale bardzo dużo pieszych. Trzeba było cały czas jechać na heblu. Spaliłem tarcze.
Rozglądałem się za restauracją w Nachodzie, ale jedyna, którą wypatrzyłem nie wyglądała na otwartą. Kolejna okazała się budką z alko i szlugami zaraz za drogowym przejściem granicznym. Pojechałem zatem do Kudowy i w okolicach parku zdrojowego zjadłem pizzę. Nic specjalnego, ale byłem już głodny.
Na stacji byłem niecałe 20 minut przed przyjazdem pociągu. Przesiadłem się w Kłodzku. W pociągu było już kilka rowerów, ale wbiłem na miejsce po drugiej stronie kibla. W miarę jak pociąg zbliżał się do Wrocławia, rowerów przybywało, choć zdarzało się, że też ktoś wysiadał. Drużyna konduktorska jednak bardzo sprawnie i aktywnie pomagała znaleźć wszystkim miejsce na rower.
Niby się nie dojechałem jakoś bardzo, ale powrót na kole z dworca nie był zbyt dynamiczny, może jakby wiało w plecy.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/14582930885
Fotosy:
88177
Klasycznego widoku nie może zabraknąć.
88178
Zamberk.
88179
Pozor vlak.
88180
Wioski w górach jakoś bardziej urokliwe od tych na nizinach.
88181
Nie samym asfaltem człowiek jeździ.
88182
Zboże jeszcze zielone.
88183
Na przystanku z takim widokiem można czekać.
Dzięki Tom za relację, gratki [emoji106]
Fajnie posmigałes, dzieki za relacje zdyboo
---
Wczorajszy wmordewind od Władysławowa do domu konkretnie dał popalić, ale za to było w końcu fajnie ciepło.
grissley
26-05-2025, 14:28
Wczorajszy wmordewind od Władysławowa do domu konkretnie dał popalić, ale za to było w końcu fajnie ciepło. U mnie to samo - obręcze 25mm, a ciągle walczyłem albo o utrzymanie się na drodze (jak wiał z boku) albo o prędkość (jak dawał z przodu). I jeszcze przelotny deszcz parę razy...
siemalysy
26-05-2025, 17:38
Najtrudniej było zaplanować jak tu się ubrać w sobotę. Temperatury w miejscu startu nie przekraczały 10 stopni, a w miejscu mety ledwie to robiły. Zapowiadali nawet przelotne opady. Ostatecznie na górę poszły dwie długie warstwy, a na dół krótkie spodenki i ocieplacze na kolana.
...
zdyboo
Tomek, dzięki za relację. Fotki i relacja jak zawsze spoko. Dobrze się czytało i oglądało.
---
Ja mogę dumnie napisać, że zacząłem weekend rowerowo, bo już w piątek jeździłem ;) Jednak nie było tak fajnie, bo w piątek odebrałem tylko gravela i przyjechałem nim z serwisu na chatę. W sobotę odpaliłem Fuela, ale po niecałych 5 km wróciłem do domu. W niedzielę za to kolega wyciągnął mnie do Łagiewnik. Wykręciłem w lesie ponad 1k w pionie :) I tyle byłoby z weekendowego rowerowania.
88196
Las Łagiewnicki. Na trasie Łagiesy XC.
patronat
27-05-2025, 08:46
z cyklu wiedza niepotrzebna acz użyteczna:
https://youtube.com/shorts/mmlKuDHwtSQ?si=4yFnAbmN7VS_tqt4
...a ja się zastanawiałem, czy dętkę 27,5" dam radę/mogę założyć do koła 29" :roll:
patronat
27-05-2025, 11:36
Ale koło 29” to obręcz 28”. Ale mogę się mylić. W każdym razie śmieszy mnie jak ktoś przed wyprawą pakuje dwie dętki bo ma mulleta.
PS
Jak się spotkamy to Ci przywiozę kilka dętek 29. Mam tego trochę jeszcze chyba.
Zanabyłem sobie Tubolito, już przetestowana.
Za niedługo znowu będę tjubless w 100%, bo na razie jestem w 50% 8)
siemalysy
27-05-2025, 18:59
...
W każdym razie śmieszy mnie jak ktoś przed wyprawą pakuje dwie dętki bo ma mulleta.
...
Śmieszy? Możesz napisać dlaczego, bo nie rozumiem dlaczego śmieszy.
Zanabyłem sobie Tubolito, już przetestowana.
Za niedługo znowu będę tjubless w 100%, bo na razie jestem w 50% 8)
Tubolito dlatego, że lekka i mało miejsca zajmuje? Bo chyba nie dlatego, żeby Gianta odchudzać? ;)
foto4deg
27-05-2025, 20:10
Koledzy, ja się zupełnie nie znam, więc pytam. Czy mogę w Cannondale Traill 3 27.5 wymienić Shimano Dedra na Shimano 105? Wystarczy wymienić kasetę i przednie zębatki? Czy przekładnię też? Rower jest głównie podpięty pod trenażer i przy obecnych przerzutkach to ja sobie mogę treningi pojeździć, a nie wyścigi, a na bajka ze 105 to mnie nie stać.
Po kolei.
1. Cannondale Trail 3 to MTB, a Shimano Dedra, to Shimano Deore, tak?
2. Co rozumiesz pod pojęciem przekładnia? Przerzutkę?
Nie ma sensu montować przerzutki szosowej (105), bo manetka MTB tego nie obsłuży. Grupy szosowe i MTB mają inny ciąg linki. Musiałbyś jeszcze kupić manetkę do przerzutek szosowych na prostą kierę, np. Shimano SL-RS700 jeżeli kasetę masz 11 biegów.
Aczkolwiek to nie wszystko. Prawdopodobnie masz koło z wąskim bębenkiem MTB, który nie przyjmie kasety szosowej, bo jest niecałe 2 mm szersza. Są kasety o szosowym zakresie na wąski bębenek całe dwie: HG700 i HG800.
Rama może nie przyjąć korby z większym blatem niż 30+ zębów. Nawet jak się uda założyć korbę szosową np. 50/34T, to niekoniecznie uda się założyć przerzutkę ją obsługującą. Ramy MTB z reguły nie są konstrukcyjnie dostosowane do przerzutek obsługujących tak duże blaty. O ile w ogóle są konstrukcyjnie dostosowane do jakichkolwiek przednich przerzutek.
Reasumując taniej wyjdzie kupienie na OLX jakiejś starej szosówki i wstawienie jej w trenażer niż kombinowanie z szosowym napędem do MTB.
foto4deg
27-05-2025, 20:35
Ja w Norwegii mieszkam ������ tu szosówki sobie cenią, nawet takie używki 15 letnie potrafia sporo kosztować. Dzięki za rozjaśnienie! Tak, chodziło o Deore. Kaseta zaś HG201. No cóż, poszukam jakiejś używki, do tego czasu będę “śmigał” na tym, co mam.
Tubolito dlatego, że lekka i mało miejsca zajmuje? Bo chyba nie dlatego, żeby Gianta odchudzać? ;)
Mniejsza, lżejsza i obsługuje z opisu 27,5 i 29" w wersji extended
patronat
27-05-2025, 21:31
Śmieszy? Możesz napisać dlaczego, bo nie rozumiem dlaczego śmieszy.
Tubolito dlatego, że lekka i mało miejsca zajmuje? Bo chyba nie dlatego, żeby Gianta odchudzać? ;)
A mając mulleta, woziłbyś dwie dętki, 27,5 oraz 29”?
grissley
28-05-2025, 00:07
Koledzy, ja się zupełnie nie znam, więc pytam. Czy mogę w Cannondale Traill 3 27.5 wymienić Shimano Dedra na Shimano 105? Wystarczy wymienić kasetę i przednie zębatki? Czy przekładnię też? Rower jest głównie podpięty pod trenażer i przy obecnych przerzutkach to ja sobie mogę treningi pojeździć, a nie wyścigi, a na bajka ze 105 to mnie nie stać.
Tam masz 3x chyba z przodu - ja bym sprawdził czy da się wcisnąć większą korbę i jeśli tak to spróbował z FC-T521. Ona jest na Octalink, z tego co widzę w specyfikacji ta co masz teraz też. T521 występuje w takich stopniowaniach:
44-32-24
48-36-26
Już pierwsza polepszy sytuację, a na drugiej miałbyś już prawie przełożenie szosowe. Jest ciut inna różnica wielkości blatów niż u Ciebie, ale jeśli będzie się zbyt mało qltularnie zmieniało to chyba styknie dołożyć do tego nową przednią przerzutkę (lepiej zorientowani koledzy w razie czego mnie poprawią). Całkowity koszt przeróbki jeśli robisz sam to poniżej 100€.
A mając mulleta, woziłbyś dwie dętki, 27,5 oraz 29”?Ja wprawdzie nie wiem o czym rozmawiacie bo nie wiem ani co to mullet ani tubolit, aaale niektóre dętki w opisie mają podane, że obsłużą i 27.5 i 29 ;)
Ja wprawdzie nie wiem o czym rozmawiacie bo nie wiem ani co to mullet ani tubolit, aaale niektóre dętki w opisie mają podane, że obsłużą i 27.5 i 29 ;)
https://www.canyon.com/pl-pl/blog-content/wiadomosci-mtb/rower-typu-mullet-plusy-i-minusy/b30062022.html
https://www.centrumrowerowe.pl/detka-tubolito-tubo-mtb-pd48072/?v_Id=260075&utm_source=google&utm_medium=cpc&gad_source=1&gad_campaignid=16059005709&gclid=CjwKCAjw6NrBBhB6EiwAvnT_rj_u9Sscsp7WpLg6Jtk6 0LKFI6aFo3RMyt-hoqLU7J6v-ZGzs0ZUPBoClXkQAvD_BwE
grissley
28-05-2025, 11:44
https://www.canyon.com/pl-pl/blog-content/wiadomosci-mtb/rower-typu-mullet-plusy-i-minusy/b30062022.html
https://www.centrumrowerowe.pl/detka-tubolito-tubo-mtb-pd48072/?v_Id=260075&utm_source=google&utm_medium=cpc&gad_source=1&gad_campaignid=16059005709&gclid=CjwKCAjw6NrBBhB6EiwAvnT_rj_u9Sscsp7WpLg6Jtk6 0LKFI6aFo3RMyt-hoqLU7J6v-ZGzs0ZUPBoClXkQAvD_BwEDzięki - znowu jakiś wynalazek mnie ominął... ;)
A co do dętek to ostatnio eksperymentalnie kupiłem dętkę typu "Aerothan" - waży tyle co nic i rzekomo trudno się przebija. Z wyglądu podobne, tyle, że białe. Po pół godziny walki i prób założenia p*nąłem to w kąt i wróciłem do zwykłego conti ;)
grissley
29-05-2025, 01:20
Czy ktoś sprawdzał swoją pozycję (standing) w squadratsach? Nie znalazłem opcji, żeby po prostu zerknąć gdzie się jest na liście, więc się zawziąłem i przewijałem aż doszedłem w okolice liczby kwadratów jaki uzbierałem (6110 na dziś). No i na miejscu 3784 jest gość który ma 6107, a na miejscu 3783 jest gość który ma 6111 (s)kwadratów. Mnie nie ma :o Ktoś się znalazł i wie jak to działa?
EDYTA
Dobra - znalazłem. Miałem zaznaczone w opcjach, żeby nie uwzględniało mnie w standingach xD
patronat
01-06-2025, 12:23
To taki gruz do zabawy, rekreacji, bo nawet nie do ścigania.
W recenzji piszą o sztywności bocznej obładowanego roweru, tymczasem konstrukcja nie wygląda żeby miała jakiekolwiek otwory pod akcesoria. Chyba, że zdjęcia promocyjne zostały retuszowane dla zachowania czystych linii, ale nawet na zdjęciu, które zapodał patronat nie widać żadnych mocowań. MZ mocno to obniża praktyczność roweru.
Dopytałem.
Otwory sobie zamawiasz podczas składania zamówienia wg uznania. W sensie gdzie chcesz i ile chcesz - montują inserty i po problemie. Rower na którym jeździłem nie posiada otworów, to jest prototyp.
A głównym przeznaczeniem będzie jednak sport. Tak, wg nich to jest ultra sportowy gravel.
siemalysy
01-06-2025, 17:03
Sobota, dziesięć minut po godzinie czwartej odzywa się dźwięk budzika. Wstaję bez drzemki i szykuję się do wyjazdu. Pakuję do auta sprzęt na rower, montuję bagażnik na hak, a na nim rower. Z Łodzi ruszam kilka minut po godzinie piątej. Zajeżdżam jeszcze na stację po picie na drogę, bo zapomniałem zabrać z domu. Droga do Wrocławia przebiega sprawnie. We Wrocławiu dołącza do mnie Tomek, więc pakujemy jego rower na bagażnik i jedziemy już razem do Chocianowa :) Na miejscu meldujemy się ok. godziny dziewiątej. Ogarniamy sprzęt i ruszamy w trasę.
Spod Urzędu Miasta i Gminy w Chocianowie ruszamy dwadzieścia jeden minut po dziewiątej. Pierwszy kilometr jedziemy asfaltem po miasteczku, następnie odbijamy w las, do Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, na szlak czarny i zielony, a także na szlak rowerowy. Robi się ciekawie, pojawia się pierwsze błotko i pierwsze kałuże :-) Ścieżka jest przejezdna, więc jest bardzo dobrze. Kilka kilometrów dalej, dokładniej na 6 km docieramy do Wzgórza Fryderyka. Na wzgórzu stoi wieża widokowa, my rezygnujemy z jej zwiedzania, bo nie ma możliwości wejścia na nią. Ruszamy dalej i leśnymi drogami, szlakami pieszymi i rowerowymi dojeżdżamy do bunkrów ukrytych na niewielkim leśnym wzniesieniu. Fotka, rozeznanie terenu i zmykamy w dalszą drogę. Niespełna dwa kilometry dalej zajeżdżamy do kolejnych fortyfikacji, podziemnych tuneli i opuszczonych budynków. Tym razem znajdują się one na Piaszczystej Górze.
Kolejne kilometry to przyjemne, przemkowskie szutry i leśne dukty. Szlakiem Borowika docieramy do Pogorzela, dawnej wsi. Niewiele po niej zostało. Natomiast brama wjazdowa w środku lasu robi wrażenie. Z Pogorzela wracamy na szuterki i kontynuujemy jazdę. Na obszarze Cietrzewiowego Wrzosowiska zatrzymaliśmy się na pierwszy odpoczynek, batona i sprawdzenie jak ta kraina wygląda z lotu ptaka. Za nami było niewiele ponad 30 km, zaczęliśmy odczuwać temperaturę, która z godziny na godzinę rosła.
Kręcimy dalej w kierunku pięciu leśnych stawów, które znajdują się w Rezerwacie Torfowisko Borówki. Jak do nich dojechaliśmy, to na liczniku było już 57 km. Próbowaliśmy wjechać jak najbliżej, jednak nie było to łatwe i się wycofaliśmy. Chwilę później sprawdziłem jak to wygląda z góry. Wróciliśmy na Szlak Borowika, dojechaliśmy do asfaltu, następnie skręciliśmy w lewo do miejscowości Borówki i asfaltem pocisnęliśmy do sklepu w Gromadce. Zrobiliśmy sobie dłuższy popas, uzupełniliśmy bidony, uzupełniliśmy płyny w organizmie i można było cisnąć dalej.
Powrót do lasu był tą samą drogą. Odbiliśmy w lewo i sześć kilometrów dalej byliśmy przy poradzieckim składzie amunicji. Niewiele już po budynkach zostało, ale betonowe drogi tak. Kilka kilometrów dalej trafiliśmy na niewielką pustynię. Przejazd jej skrajem wymagał trochę więcej niż jazda po twardym :) Dalej, to już jazda po twardym. Piętnaście kilometrów przed metą zacząłem odczuwać spore zmęczenie, jechało się ciężej, a do tego pojawiły się pierwsze oznaki nadciągających skurczów. Natomiast 10 km przed metą trafiliśmy na krótkie podjazdy, prawie jak w górach ;)
Do Chocianowa docieramy szlakiem Borowika. Jedziemy na popas, który okazuje się zamknięty. Tomek przeszukał neta, znalazł inne miejsce, do którego pojechaliśmy. Zjedliśmy zasłużony popas, wypiliśmy dobrze schłodzone zimne napoje i mogliśmy wracać do auta. Przejechaliśmy 101 km :) Jak świeciło słońce i byliśmy na otwartej przestrzenni, to gorąc dawał się we znaki. Bardzo fajny wyjazd rowerowy. Dzień spędzony w super towarzystwie. Dziękuję :)
Podjechaliśmy jeszcze autem do wieży w Przemkowie, z której ładnie było widać stawy i okolicę.
Fotki.
88269
Wzgórze Fryderyka
88270
Rozdroże szlaków
88271
Samostrzał
88272
Schody do podziemi bunkrów
88273
Bunkier
https://i.postimg.cc/4yXDHSzx/PPK-6.jpg
Piaszczysta Góra
https://i.postimg.cc/tR5QG9jZ/PPK-7.jpg
Piaszczysta Góra
https://i.postimg.cc/nhNNGzv5/PPK-8.jpg
Piaszczysta Góra
https://i.postimg.cc/d1jXFjzP/PPK-9.jpg
Brama do dawnej wsi Pogorzele
https://i.postimg.cc/8cy0JPpZ/PPK-10.jpg
Cietrzewiowe Wrzosowisko z góry
https://i.postimg.cc/C1SPcfdv/PPK-11.jpg
Cietrzewiowe Wrzosowisko z góry
https://i.postimg.cc/Wz49vLGg/PPK-14.jpg
Cietrzewiowe Wrzosowisko z góry
https://i.postimg.cc/PJFSf3yc/PPK-15.jpg
Leśne stawy - Rezerwat Torfowisko Borówki
https://i.postimg.cc/L61tZ88h/PPK-16.jpg
Rezerwat Torfowisko Borówki
https://i.postimg.cc/pTmZGYRJ/PPK-17.jpg
Pustynne klimaty
https://i.postimg.cc/m2fwjHq7/PPK-19.jpg
Dało się jechać jak widać na załączonym obrazku
https://i.postimg.cc/rwgNqYp9/PPK-20.jpg
Trafiło się też coś pod górę ;)
https://i.postimg.cc/HLx4n4c1/PPK-21.jpg
I w dół też ;)
https://i.postimg.cc/D0Vqx9C7/PPK-22.jpg
Widoczek na stawy w Przemkowie
Ps.
Fotki od szóstej w dół dodane są z zewnęgtrznego źródłą. Forum znów nie pozwala mi dodawać fotek.
Dzięki Michał za relację. Jak czytałem to czułem się jakbym tam był.
Fajna relacja, przyjemna wycieczka, jak będę któregoś razu w Lesznie, to może wyskoczę na szybką stówkę ( bo juz stamtad to nie tak daleko), kiedystamś.
Wcześniej dam znać jakby co, jednak póki co to tylko zamglone plany schorowanej, kreciej przyłbicy.
siemalysy
01-06-2025, 18:52
Dzięki Michał za relację. Jak czytałem to czułem się jakbym tam był.
To dobrze, bo gdyby było inaczej, to oznaczałoby, że bredzę ;)
Fajna relacja, przyjemna wycieczka, jak będę któregoś razu w Lesznie, to może wyskoczę na szybką stówkę ( bo juz stamtad to nie tak daleko), kiedystamś.
Wcześniej dam znać jakby co, jednak póki co to tylko zamglone plany schorowanej, kreciej przyłbicy.
Polecam! Trasa ta była dla mnie też o tyle wyjątkowa, że prawie 90% było po drogach leśnych, szutrowych i innych, a asfaltu było niewiele. Gdyby nie dojazd do sklepu, to byłoby jeszcze mniej ;)
Polecam! Trasa ta była dla mnie też o tyle wyjątkowa, że prawie 90% było po drogach leśnych, szutrowych i innych, a asfaltu było niewiele. Gdyby nie dojazd do sklepu, to byłoby jeszcze mniej ;)
Tak w sumie jakby początek i koniec zrobić w Lesznie Górnym na stacji PKP, to twardego byłoby tyle co ten beton na stacji. I może jeszcze by się trafił jakiś asfalt do przeskoczenia z jednej strony na drugą. Tyle, że bez paszy wtedy.
PPK z jednej strony miejsce z olbrzymim potencjałem z drugiej strony słabo wypromowane. Co ma swoje dobre i złe strony. Wczoraj w lesie spotkaliśmy w sumie 8 osób, 6 na rowerach i dwóch drwali. Zatem jak ktoś chce oczyścić głowę to jest dobre miejsce. Złe miejsce na uszkodzenie roweru. Jak się nie da jechać, to niestety trzeba będzie zapodać wiele kilometrów z buta.
Hej
pytanie mam małe:
czy ktoś z was używa bagażnika na hak? jakieś doświadczenia?
mam teraz długi rower i kurczę nie bardzo mogę znaleźć coś żeby go wsadzić na dach.
siemalysy
02-06-2025, 18:46
Hej siona
Ja używam i ogólnie mam dobre doświadczenia. Zdecydowanie wygodniejsza forma ustawiania rowerów niż na dachu. Ja zmieniłem sposób przewożenia rowerów w ubiegłym roku, więc już cały sezon rowerowych wyjazdów za mną. Mam możliwość wożenia trzech rowerów i zdarzyło mi się z trzema jeździć. Były to dwa MTB FS i jeden eMTB FS. Jadąc autem czuć, że jest obciążenie na haku. Z prędkościami nie szaleję, jeżdżę raczej rozsądnie.
Używam Thule Epos. Wybrałem go z kilku powodów:
- Składany, więc po złożeniu nie zajmuje dużo miejsca.
- Max obciążenie 60 kg, choć i tak maksymalne obciążenie definiuje hak w aucie, a dokładniej kula i jej maksymalna dopuszczalna nośność.
- Dość duże odstępy między zamontowanymi rowerami, dzięki czemu nie trzeba się martwić, że rowery będą się o siebie obijać.
- Kilka możliwych miejsc chwytania roweru. Można za górną rurę, za tylne koło, za rurę podsiodłową.
- Głowica ramienia jest obraca się w pewnym zakresie i znacznie ułatwia wybór optymalnego miejsca chwytania roweru. Przy głowicy na chwilę się zatrzymam, bo w sobotę pasek się zaciął i nie mogłem go zwolnić. Żeby wyjąć rower, pasek został ucięty nożycami do blachy. Wczoraj wysłałem zgłoszenie reklamacyjne. Dziś otrzymałem informację z linkami do ogarnięcia odbioru bagażnika, który pojedzie do ekspertyzy. Gdyby się złożyło, że uznają, że to moja wina, to koszt wymiany głowicy z paskiem, to ok 250 PLN.
Oczywiście nie namawiam Ciebie na ten model, który ja mam. Wybór jest dość duży :)
Co ważne, to musisz wyrobić 3 tablicę rejestracyjną. Pewnie o tym już wiesz. Nie ma porównania jak zmienia się spalanie, bo na dachu rowery woziłem innym autem.
Wybierając bagażnik na hak musisz też zwrócić uwagę na maksymalny rozstaw osi. W tym co ja mam, podają, że jest to 1350 mm. Mój Fuel Ex ma 1211 mm, a Rail 1278. Oba w rozmiarze L.
Wcześniej używałem bagażnika Yakima Highroad. Bardzo dobry bagażnik. Może on wystarczy na Twój rower. Chyba, że już go odrzuciłeś z wiadomych względów.
Mam nadzieję, że coś pomogłem. Jak będziesz miał jeszcze pytanie, to pisz śmiało.
Tak z grubsza to wygląda.
https://i.postimg.cc/hGcR6kRD/20240816-083402.jpg
https://i.postimg.cc/XJDMZXGq/20250501-054806.jpg
https://i.postimg.cc/tJ1KFyW5/20250531-071913.jpg
Dzięki!
u mnie epos raczej odpada - mój wynalazek ma prawie 1350mm i to w karbonicie. problem w tym, że nie mogę znaleźć rynienki za oś lub koło, żeby mogła przyjąć taki długi rower.
auto mam większe/cięższe i w sumie efekt siadania tyłu to jest to co mnie najbardziej martwi. bagażnik na 3 rowery - na razie najlepiej wygląda spinder tx2 z dostawką. nacisk na hak mnie nie martwi bo auto przyjmie 100kg.
patronat
03-06-2025, 09:27
Z okazji Światowego Dnia Rowerów wszystkiego najlepszego dla Waszych dwukółków życzę!
Ogłoszenie parafialne: 2-3 osoby na Fatrę mogę przytulić. Wymagane e-biki i około 5 godzin na miejscu. 35 km, 1500 przewyższenia. 2 godziny od Katowice. Dziko, bezludnie i dość srogo. Tylko weekend.
Ja robię taki patent, że ładuje max ciśnienie na tylną oś auta + jeszcze ciut i wtedy efekt siadania jest bardzo minimalny. Sprawdzone w boju i działające, naprawdę jest różnica. Z długością rowerza poradziłem w ten sposób, że standardowe paski były za krótkie, by objęły oba koła na raz (pomimo rozkładanych szyn w bagażniku, brakowało ciut, ale jednak), zakupiłem więc paski (oryginalne Thule) do fatbajków i teraz jest ich spory nadmiar :smile:. Jak mocujemy rowerze z kumplem (dwa elektrony), to pomimo, że bagażnik jest na trzy maszyny, to zakładamy je obok siebie na sąsiednich szynach i dajemy specjalne przekładki z (materiału syntetycznego, bądź naturalnego *) w miejscach styku rowerzów (wideł i tylna ośka) i dodatkowo spinamy koła za pomocą specjalnych (elastycznych sprężyn transportowych **) Rowerze tak zamontowane, nie mają tendencji do wykonywania nadmiernych ruchów oscylacyjnych.
* - popularnie zwane szmatkami (ostatnio furorę robią kawałki nogawek ze starych jeansów)
** - popularne, takie, jak w ekspanderach
:grin:
Z okazji Światowego Dnia Rowerów wszystkiego najlepszego dla Waszych dwukółków życzę!
Ogłoszenie parafialne: 2-3 osoby na Fatrę mogę przytulić. Wymagane e-biki i około 5 godzin na miejscu. 35 km, 1500 przewyższenia. 2 godziny od Katowice. Dziko, bezludnie i dość srogo. Tylko weekend.
Byliście w sobotę ?
---
Mnie się nie udało Wyspowego odwiedzić :( Pogoda postanowiła nadrobić zaległości w opadach
patronat
03-06-2025, 15:55
Byliśmy, było **********. 2 k kalorii ponad poszło. Przez całą sobotę spotkaliśmy 4 ludzi pieszych i 5 rowerzystów. + 3 ludzi na popasie i 3 rowerzystów na wodopoju. Caly dzień! Klecę filmik, będzie wiadomo o co kaman:)
35km i 1500up? i to na ebike? czemu tak mao?
Bo to są up'y na takich sztajfach, na których wnosi się analogi :p
----
Na elektronie często tak się wybiera szlaki, że analogiem, albo byłoby niezmiernie trudno, albo w ogóle jest to nieosiągalne do podjechania. Z tego powodu, pomimo wspomagania na maxa, rider się również ujedzie srogo. Jak do tego dobierzesz jeszcze odpowiednie tempo, ujechanyś po uszy :-o
patronat
03-06-2025, 19:02
Jedź z nami to zrozumiesz.
Na pierwszym podjeździe ma 700 metrów z średnim nachyleniem 17%. Średnim! Do tego dorzucasz korzenie, kamienie i błoto. Ubaw po pachy :)
Trasa którą proponuje i tak wyczerpie ludków, którzy tam będą pierwszy raz w życiu - to są inne góry niż Beskid. Tam wypluwasz płuca czasem po płaskim.
Dlatego robimy krótką trasę:
35 km
1500 up
2 k kalorii
i uwaga - 5 godzin jazdy. Serio tyle wychodzi.
Tak, na e-biku. Miejscowi wymiatacze robią max jeden trawers typu "Anakonda" jednorazowo, na analogu i są "zrobieni". Na e-biku my robimy Taipana, wyjazd Cipcie na Kobylie, Vretenice i Anakonde.
Nie jestem jakimś turbo riderem, ale zasadniczo nienajgorszym - rotor z nami jechał, może się wypowiedzieć. Bez e-bika pojechałbym tam co najwyżej na pieszą wycieczkę.
- - - - kolejny post - - - - - -
Tu masz wariację takie trasy, bez Anakondy ale ze stokiem narciarskim. Czas jest mocno przekłamany, bo zapomniałem zatrzymać aktywność w zegarki - wyłączyłem ją jakieś 40 minut później. Zwróć uwagę na zużycie płynów - w zasadzie 100% poprawności obliczenia.
88285
Nie mam ebike więc nie jestem zaproszony [emoji2960] Tu moja ostatnia trasa po Beskidach, 2k kalorii nie robi na mnie większego wrażenia. Mnie dziwi to 35km bo ja bym chciał więcej zwiedzić tych terenów, szkoda mi takie krótkie trasy robić.88286
gavin - ale rozmawiamy o zupełnie innych aktywnościach. Ty robisz mega tripy krajoznawcze, patronat opisuje jazdę po singlach, często tam i nazad. Podjazd (nieraz bardzo stromy i kamienisty, zapomnij wtedy o analogu) i zjazd, by za chwilę proces powtórzyć.
patronat
03-06-2025, 22:40
gavin faktycznie moja jazda nie polega na pedałowaniu. To jest w skrócie robienie przysiadów, pompek, pajacyków, skłonów itd. 70% czasu na rowerze skacze jak małpa, przysiadam tylko na podjazdach. Reasumując, osoby mega wjeżdżone, ale typowo szosowe wysiadają podczas takiej jazdy, bo nie są przywyknięte do pracy całym ciałem. Przykładem jest nasz kumpel Michał, który w weekendy robi sobie traski gravciem z Chorzowa na Magórkę i do domu, zanim się rodzina obudzi. W połowie naszej trasy, niezbyt wyczerpującej w moim mniemaniu stwierdził, że jest zjechany. I to tak zjechany, że przez tydzień nie spojrzał w stronę roweru. Na e-bike.
Wind Mill
03-06-2025, 23:01
W czerwcową noc to nigdy nie wiadomo, czy jeszcze jest późno, czy już jest wcześnie. Exif pokazuje godzinę do tyłu.
88290
88291
siemalysy Świetna trasa, jeszcze przeczytałem "Ciechanów" i nie mogłem znaleźć, gdzie wyście tam jeździli ;)
Wind Mill Niby płasko po horyzont, a jeździć się nie da ;)
Ja ostatnio tyle miałem wspólnego z rowerem co ustrzeliłem zdyboo jak wsiada do pociągu ;)
88292
Mam nadzieję, że ten miesiąc będzie lepszy.
Wind Mill
04-06-2025, 09:14
Wagon cykliczny. :mrgreen:
Nie wiem czy KD nie wycofalo się z ideii wagonów rowerowych. Wiem o dwóch i ciągnietych tylko na jednej relacji: Wrocław - Świdnica. I to chyba tylko w weekendy.
Nigdy z nich nie korzystałem.
patronat
04-06-2025, 10:13
gavin ale mam coś dla Ciebie - jak lubisz cały dzień po górach - na Stravie znajomy, w tamtym roku jechał, 117 km, 11 godzin 14 minut, 4016 up. Hero Beskidy 2024. W tym roku też pewnie będzie edycja.
https://www.strava.com/activities/11706706791/overview?utm_medium=web_embed&utm_source=activity_embed&strava_deeplink_url=strava%3A%2F%2Factivities%2F11 706706791&_branch_match_id=1458722387332165815&_branch_referrer=H4sIAAAAAAAAA3WOzQ6CMBCEn6YcQcDgT 2KMieHkzXhutmXRDRRwWyBefHaLEG8mc5n9MjvzcK6z%2Byiyj mGAELourKmpIn0huME2tU91FMm6hLpWoCvZc314TBmRnkSSey1 J3RpvQDsayBFab%2BJ4s8om7WLv2gF5IBxFmvfOSIMF9Uak5xG VRKOwEEk2Adv2rNGD5ddrpsHcIwvEblr4XTLfflP%2BtQdvxhK ZqblLxe1okQ9XKIHpA8jY36P%2FAAAA
Dzięki, fajne, może w przyszłym roku . Chociaż raczej dłuższe i gravelowe wyścigi wolę.
grissley
04-06-2025, 11:46
znajomy, w tamtym roku jechał, 117 km, 11 godzin 14 minut, 4016 up. Hero Beskidy 2024. 4k metrów w górę na jednej wyprawie... Chyba od razu na SOR bym zjeżdżał z takiego wypadu... :o
dramatyzujesz [emoji2960]
Uwielbiam te wasze relacje z wyjazdów, ale brakuje mi zrzutów przebytych tras (lub śladów .gpx).
Dzięki, ja zawsze wrzucam link do Stravy tam jest przebieg trasy, telemetria i możliwość pobranie GPXa.
To jeszcze gdzie cię szukać na Stravie…
Po imieniu, nazwisku i nicku.
Jest też grupa Nikoniarzy na Stravie
Shimano w końcu zrezygnowało z kabla, nowy XTR M9200 wjechał.
Jak to trafi do GRX to będę miał zagwozdkę.
grissley
05-06-2025, 00:17
88291 Fajne błotniki :)
Shimano w końcu zrezygnowało z kabla, nowy XTR M9200 wjechał.
Jak to trafi do GRX to będę miał zagwozdkę.Bezprzewodowo leci? Widziałem nawet coś o nowym xtr dzisiaj, ale umknęło mi, że to bezprzewodówka.
Qrde, co generacja to nowy standard. Ja sprawdzałem czy może 12x sobie wrzucić przy okazji zmiany kasety. No i dobrze, że mi się stopniowania kaset 12x nie spodobały - bo w 11x i 12x podobno nic nie jest kompatybilne, nawet kabelki ;)
Może nowe GRX to będzie bezprzewodowe 13x...
Nowy XTR bezprzewodowo, ale w elektryku można kabelkiem z głównej baterii na szczęście.
patronat
05-06-2025, 11:45
No. W przypadku Boscha ten kabelek kosztuje 850 PLN. Serio :)
(cena bez promocji, rozwiązanie do Sram AXS. Do Shimano będzie droższy :) )
A stary przewodowy XTR da się podłączyć do elektryka? Bo jeśli tak i jest taniej to w sumie jest mały sens przechodzenia na nowy. Dziś oglądałem też magików na you tube i coś tam wspominali, że właśnie cena nie jest jakoś strasznie masakryczna i spodziewali się wyższej. Czyli kabel produkuje producent silnika a nie przerzutki?
patronat
05-06-2025, 12:30
Łap wstępne nieoficjalne info:
Przerzutka XTR M9250 – 2664 zł
Manetka XTR M9250 – 926 zł
Bateria BT-DN320 – 209 zł
Ładowarka baterii BT-DN320 – 225 zł
Kaseta XTR M9200 – 2049 zł
Zestaw hamulcowy XTR wariant XC (M9200) – 1069 zł / na jedno koło, bez tarczy
Zestaw hamulcowy XTR wariant Enduro (M9220) – 1229 zł / na jedno koło, bez tarczy
Mechanizm korbowy XTR M9200 – 1199 zł (bez tarczy i wkładu)
Zębatka korby XTR M9200 – 799 zł
- - - - kolejny post - - - - - -
A stary przewodowy XTR da się podłączyć do elektryka? Bo jeśli tak i jest taniej to w sumie jest mały sens przechodzenia na nowy. Dziś oglądałem też magików na you tube i coś tam wspominali, że właśnie cena nie jest jakoś strasznie masakryczna i spodziewali się wyższej. Czyli kabel produkuje producent silnika a nie przerzutki?
Wydaje mi się że tylko do Shimano. Ja mam Di2 zasilane w Kellysie z baterii roweru. Ale chodziło raczej o wprowadzenie trybu automatycznej zmiany biegów, który od EP801 nawet był, tylko dziwnie ponoć działał.
Czyli za zestaw ok 10k zł jeśli się już posiada inne potrzebne elementy. Wydaje mi się, że dla posiadaczy kablowej wersji z dużą baterią, wymiana na wersję bezprzewodową to raczej downgrade, no chyba że ten tryb automatycznej zmiany będzie faktycznie działał przy poważnym jeżdżeniu, ale wątpię.
grissley
05-06-2025, 14:30
Ja nie bardzo wiem jaką zaletę ma bezprzewodówka dla jeźdźca (może poza "czystym kokpitem", jak komuś na tym zależy).
Dla tego co składa rower to ok, dużo mniej roboty, ale jak już jest zamontowane?
patronat
05-06-2025, 14:39
Ja mam aktualnie zwykłego XT na lince i nie zamierzam się pchać w elektronikę. Nie widzę wymiernych korzyści w moim układzie napędowym. O zużycie tych przerzutek nawet nie pytam, kumplowi AXS wystarcza na około rok - fakt dużo jeździ ale po roku nie ma co za bardzo reanimować.
grissley
05-06-2025, 16:36
Ja mam na dwóch rowerach linkowe trekkingowe XT (noo, na jednym mniej a na drugim bardziej zmieszane ze zwykłym Deore) i też nie mam zastrzeżeń, chociaż wolałbym 11x niż 10x. Nie wiem jak by to działało katowane po górach i lasach, ale przy moim używaniu działa latami i do precyzji czy funkcjonalności zero zastrzeżeń.
Na trzecim mam Di2 i to co mi się najbardziej tam podoba to przede wszystkim manetka satelitarna - dzięki której mogę jeździć w różnych chwytach kiedy chcę. Wygodna jest też regulacja przerzutek i do tego bajery w postaci statystyk. Ale gdyby nie manetka satelitarna to bym nie dopłacał.
Aczkolwiek nigdy wcześniej nie jeździłem na linkowym zestawie na "baranku" - przed barankowym Di2 miałem zawsze proste kierownice. Ostatnio był pierwszy raz jak wypożyczyłem sobie Silexa. No i w przypadku manetek barankowych na linkę to zmienianie biegów mnie trochę drażniło - czułem się jak taki starodawny kierowca ciężarówki z metrową dźwignią zmiany biegów w podłodze...
siemalysy
05-06-2025, 18:46
siemalysy Świetna trasa, jeszcze przeczytałem "Ciechanów" i nie mogłem znaleźć, gdzie wyście tam jeździli ;)
Wind Mill Niby płasko po horyzont, a jeździć się nie da ;)
...
Mam nadzieję, że ten miesiąc będzie lepszy.
kipcior
Marcin, dzięki :) Ja byłem w "gościach" i tylko sporządziłem zapiski z tego wydarzenia :) Trasę ogarnął Tomek / zdyboo / :) Do tego zapewnił przewodnictwo i kilka fajnych atrakcji :)
Pisząc relację zdarzyło mi się napisać zamiast Ciechanów zamiast Chocianów ;)
Wind Mill fajne foty :)
siona daj znać na co ostatecznie postawiłeś. Ja jak wymienię głowicę, albo jak ją wymieni serwis, to prawdopodobnie będę chciał sprzedać Eposa 3, a w jego miejsce kupię Eposa 2. Kupiłem na 3 rowery w ubiegłym roku bo idea była inna. W tym roku trochę zmieniły się warunki, więc rzadko, albo wcale nie będę woził trzech rowerów.
---
Widziałem premierę XTR Di2. Nawet trochę gęba mi się ucieszyła, bo pojawiła się opcja, żeby przejść w eMTB na elektryczne Shimano z baterią, a nie na Srama. Natomiast na razie ceny ostudziły emocje ;)
grissley
06-06-2025, 14:24
Macie może jakiś patent na garmina, na rozróżnianie różnych rowerów? Teraz mam tak, że jest rower domyślny i o ile z palucha w zapisanej wycieczce tego nie zmienię, to będzie tam domyślny zawsze. Zmieniać mi się z palucha nie chce więc wszystko leci na poczet jednego.
Może mógłby rozróżniać rower np po tym, jakie czujniki ma połączone? Czy to się tak nie da?
No właśnie garmin nie potrafi zrobić tak prostego ruchu u siebie w connekcie. Jeden rower jako domyślny dla kolarstwa całościowo.
Jedno co fajne, to że przynajmniej strava rozróżnia po typie aktywności, i jak mam w garniaku włączoną gravel ride, to ustawia mi treka, dla mountain ustawia meridę, itd.
Niestety, w aktywności garmina trzeba o tym pamiętać. Ja zmieniam najczęściej na zimę/wiosnę typ roweru, bo aż tak nimi nie wachluję, to mnie to aż tak nie irytuje, ale wychodzi śmiesznie, żeby takie podstawy nie były ogarnięte przez taką wielką, profesjonalną firmę :) :D
patronat
07-06-2025, 08:25
Zawias Carbonjacka w indywidualnym malowaniu:
88340
Wind Mill
07-06-2025, 13:57
https://www.youtube.com/watch?v=vcTrAfre_Co
Dżizas krajst on motorbajk.
Ciekawe, czy to bezpośredni fakap producenta (no bober urwał pancerzyki trące o oponę?) czy po części sprzedawcy (który zazwyczaj składa dostarczone w transportowym demontażu rowery).
Wina sprzedawcy i tak idzie na konto marki, takiego se sprzedawcę wybrała.
Shimano w końcu zrezygnowało z kabla, nowy XTR M9200 wjechał.
Jak to trafi do GRX to będę miał zagwozdkę.
Najbardziej mnie ciekawi nowy hebel!
Nowy potwór:
88348
Pytanie: jest może ktoś z Bydgoszczu?
siemalysy
07-06-2025, 17:23
siona kawał fajnej kozy! Niech daje jak najwięcej radości :)
Dzięki! Taki plan! Jest niesamowicie playful i poppy. Kompletnie odwrotnie niż ripley. Jest też potwornie długi (1340mm). Jestem też bardzo zadowolony z zawieszenia RS. Choć fakt że to chyba najwyższy dostępny model więc pewnie wysokie foxy mają podobnie.
********a specyfikacja, chłopaki wymienili mi tylko stery na cane creek (były fsa )i koła (były DT) na szerokie ibisy. Ale to raczej fanaberia.
grissley
08-06-2025, 23:13
Pytanko do oblatanych - mam przejechane x kilometrów, potem ciapong, potem Y kilometrów. Gdzieś w trakcie etapu Y niechcący skończyłem nagrywanie ścieżki na garminie, więc zamiast jednego pliku z trasą mam dwa jej kawałki.
Próbowałem połączyć w gpx.studio i w gotoes, ale jak zaczytuję taki połączony plik do stravy to ona dolicza mi kilometry w pociągu i zamiast 130 mam 250km wycieczkę...
Jest jakiś sposób na poprawne połączenie tych wycieczek, czy się nie da? Trochę mnie to wnerwia, że zamiast konkretnych 130km mam teraz 115 i 14 :(
grissley
09-06-2025, 02:05
EDYTA
Temat gpx ogarnąłem. Tzn z plikami gpx to się nie uda - trzeba wyeksportować do .fit i wtedy da się połączyć tak jak trzeba :)
patronat
09-06-2025, 10:24
Hamulce Shimano 6100 ktoś nie chce po taniości? Mam też tarcze Galfera 203mm na 6 śrub. Jakieś klocki użyte 5 razy też się znajdą. Tylny przewód przecięty jakby co, ale to nie problem.
patronat
11-06-2025, 12:56
W sobotę robię za przewodnika po Fatrze. Jak ktoś chętny to miejsce się znajdzie.
Relacje z R10 czas zacząć.
Dzień pierwszy.
Umyśliłem sobie, żeby obładowanym rowerem nie cisnąć przez miasto tylko ciapongiem pojechać na główny. Nie pomyślałem za to, że o godzinie 9 w dzień roboczy to niekoniecznie się wpasuję w tłum ludzki. Mimo tego, że na osiedlowej wysiadło sporo ludzi, to nadal skład był nabity. Kierpoć mnie nie wpuściła, ruszyłem na kole. Czasu było sporo, zatem bez ścigania się z samochodami.
Pod dworcem nie byłem ostatni, ale kolegę minąłem na światłach przed dworcem. Po chwili byliśmy w komplecie. Pamiątkowa fota na przed dworcem, wszyscy w firmowych koszulkach i na peron. Chwila czekania i byliśmy załadowaniu do ciapongu. Miejsce miałem premium, naprzeciwko stojaka na walizki. Było jak nogi rozprostować.
In dalej na północ tym niebo było bardziej szare. We Wro był upał w momencie wyjazdu. W Świnoujściu była przyjemna temperatura, dużo chmur, a jak wsiedliśmy na prom, aby przeprawić się przez Świnę to nawet zaczęło padać. Skończyło jednak zanim statek dotarł na zachodni brzeg.
Na drugim brzegu zamówiliśmy pizzę na 16 w pizzerii i ruszyliśmy na granicę z Niemcami. Fotki, zwiedzanie deptaka i centruma, dłuższy postój na paszę. Jak ruszyliśmy, to wyszło, że trzeba cisnąć, aby zdążyć na prom, kursuje co 20 minut. Docisnęliśmy na tyle, że zobaczyliśmy podnoszone trapy. Kapitan się jednak ulitował i opuścił jeden, a myśmy szybko zaokrętowali się.
Po zejściu na ląd zaczęła się już prawdziwa część wyprawy. Pierwszy etap to około 70 km do Pobierowa. Szybko potwierdziło się, że jeżdżę zdecydowanie szybciej niż reszta ekipy zatem jakoś naturalnie wyszło, że będę jechał głównie sam. Do tego nie miałem żadnej lampki do oświetlania drogi i zależało mi, aby dotrzeć przed zmrokiem do spania.
Razem dojechaliśmy jeszcze do pierwszych szutrów, gdzie już niektórzy narzekali na brak techniki jazdy, a to było w zasadzie premium minus. Trochę kałuż, błota i większych kamyków, pojedyncze korzenie.
Przy pierwszym muzeum militarnym w lesie, już na dobre opuściłem ekipę i zacząłem samotną jazdę. Szlak R10 czy tak naprawdę EuroVelo 10 (EV10) jest bardzo dobrze oznakowany, tabliczki kierunkowe i sporo tabliczek z odległościami do kolejnych miejscowości. Można jechać bez mapy i śladu w GPSie. W niewielkim też stopniu rowerzysta jest zmuszony do korzystania z dróg wspólnie z blachosmrodami. Nawet przejazdy przez miasteczka z rzadka wymagają zjazdu na jezdnię.
Jeszcze przed Międzyzdrojami szlak prowadzi brzegiem morza, choć wjazd na ten odcinek prowadzi przez wydmę, którą podjechałem, ale już nie zjechałem bo za dużo kopnego piachu było. Samego Miasta nie zwiedzałem i po krótkim, ale sztywnym podjeździe zameldowałem się przy bramie do Wolińskiego Parku Narodowego. Puściłem info grupie i ruszyłem w las. Przejazd przezeń był bardzo fajny, zwłaszcza zjazd, ale Zagroda Żubrów była zamknięta. Z WPK wyjechałem w Wisełce, gdzie zatrzymałem się nad jeziorem Zatorek na kilka fotek i na zarysowanie sobie łydki o jakiś kwietnik czy coś podobnego.
W samej miejscowości przy sklepie zrobiłem sobie chwilę postoju na Pepsi i banana. Szlak od tego miejsca przybierał postać szerokiego CPR biegnącego przy DW102. Lekko pagórkowata droga i gładka nawierzchnia znacząco podniosła krajoznawczy charakter wyjazdu. Przez Kołczewo i Międzywodzie dotarłem, aż do Dziwnowa. Tam znowu zajechałem na plażę, fotosy, chwila rozmowy z dwiema paniami i dalej w drogę, bo już słońce było w początkowej fazie zachodu.
Dopiero w Łukęcinie opuściłem DDR i znowu zjechałem na szutry w las. Tym razem było znacznie dziurawiej, przynajmniej na tych odcinkach, które były dopuszczone do jazdy samochodami. Tuż przed wjazdem do miasteczka, za drzewami zamajaczył potężny gmach hotelu niemal nad samym morzem.
W Pobierowie zebrałem informacje o otwarciu sklepów, zarówno dziś wieczorem, jak i jutro rano, puściłem zapytanie do grupy czy coś kupić. Zwrotkę dostałem, że są już w Dziwnowie, ale jeden kolega się łata. Sprawdziłem na mapie sklepy i skierowałem się do owada, ale po drodze zobaczyłem lokalny sklepik i ostatecznie tam kupiłem sobie wszystko na śniadanie.
Znalazłem nocleg, furtka była zamknięta, ale zadzwoniłem na numer podany na budynku i pan mnie wpuścił do pensjonatu. Dostaliśmy cztery pokoje dwuosobowe, ale nawet jak bym był sam to nadal byłoby ciasno. Do tego brak ręczników i pościel do samodzielnego powleczenia (sic!), która na dodatek śmierdziała jakąś stęchlizną. Rowery w podwórku, ale pod gołym niebem. Mnie to wystarczyło, ale grupa pozapinała rowery do przydzielonego nam stojaka. Sytuację nieco ratowała duża stołówka.
Grupa dojechała po godzinie. Część pojechała po zakupy. Jak już byliśmy w komplecie to zebraliśmy się w stołówce żeby ustalić plan dnia następnego. Wyjazd o 7, bo kilometrów dużo, a pogoda niezbyt pewna.
Trasa:
Świnoujście - Pobierowo.
https://www.strava.com/activities/14756766941
Fotosy:
88403
Widoki z przeprawy promowej.
88404
Jeszcze widać Świnoujście
88405
Klimatyczna ścieżka nad brzegiem morza.
88406
Jezioro Zatorek.
88407
Plaża w Dziwnowie.
Dzień drugi.
Z wyjazdu o siódmej nic nie wyszło, ale pół godziny później już ruszyliśmy w drogę. Znowu urwałem wszystkich już na samym początku. Chwilę później dotarłem do Trzęsacza i pojechałem obejrzeć ruiny kościoła, czyli ceglaną ścianę, która się ostała po tym jak morze przez 600 lat zabrało dwa kilometry wybrzeża.
Wróciłem na EV10 i jechałem wzdłuż wybrzeża. W Rewalu szlak został przegrodzony przez rozbiórkę jakiegoś spalonego budynku, co sprawiło, że objechałem go i wjechałem na plac roboczy. Operator koparki miał jakieś alibi do mnie, ale że wjechałem przez niezabezpieczoną i nieoznakowaną drogę to zaproponowałem wezwanie Policji celem sprawdzenia kto będzie miał bardziej ciepło. Ostatecznie przeszedłem obok barierek i odjeżdżając słyszałem tylko, jak drugiemu polecił, żeby pilnował tego niezabezpieczonego wjazdu.
Trasa za Niechorzem prowadziła koło jeziora Liwia Łuża z kilkoma pomostami widokowymi. Dopiero za Pogorzelicą szlak opuścił twarde i zaczęły się szutry przez las. Po chwili dogoniłem część naszej grupy, byli bardzo zdziwieni, że jechałem za nimi, a nie gdzieś z przodu. Zdziwieni byli wszyscy, których po kolei goniłem. W końcu zatrzymałem się koło dwóch kolegów i wyzerowaliśmy piwo, żeby kolega miał mniej do wożenia. Musieli mnie wyprzedzić jeszcze w Trzęsaczu.
W okolicach Mrzeżyna szlak prowadzi przez wydmę po drewnianym pomoście. I to jest w sumie najbardziej pagórkowaty fragment całego odcinak dziennego. Mijałem małe nadmorskie miasteczka, aż dojechałem do Kołobrzegu. Zdecydowanie musiałem tu sobie zrobić przerwę, tak akurat na 50 km. Znalazłem otwartą knajpkę i siadłem na piwie. Kolega w wiadomości proponował spotkanie na grupowe zdjęcie pod latarnią morską w Kołobrzegu, ale nikt nie odpowiedział, a ja latarnię zostawiłem już kilka kilometrów za sobą. W trakcie przerwy zaczęło padać, ale niezbyt intensywnie. Taki drobny deszcz w zasadzie mgiełka wodna. W parku i dalej pod drzewami nic nie było czuć. Nadal ubrany na krótko, jechałem dalej.
Solne Bagno przywitało i pożegnało mnie rechotem żab. W Ustroniu Morskim szlak prowadzi nad samym klifem i co chwilę jest przecinany wejściami na tarasy widokowe. W takim miejscu było sporo ludzi, ale dałem radę przejechać całość. Choć widziałem rowerzystów, którzy rezygnowali z prowadzenia rowerów i przenosili się na równolegle biegnącą ulicę. Moim zdaniem dla widoków warto ten odcinek zrobić nawet w całości z buta.
Do Mielna nic szczególnie ciekawego się nie wydarzyło. W tym mieście seksu choć niekoniecznie biznesu planowałem zrobić sobie przerwę, ale stwierdziłem, że dam radę jechać dalej. Wjechałem na mierzeję między Bałtykiem, a jeziorem Jamno. Zwiedziłem jakieś molo nad jeziorem i dojechałem do Łazów. Kolejne jezioro, Bukowo szlak opasuje od południa, by wrócić nad morze.
W Darłowie zaczęło padać, ale że cały czas od początku dnia co chwilę czuć było kilka kropel deszczu, a większe opady spotkały mnie tylko w Kołobrzegu to się nie przejmowałem. Między Darłowem, a Darłówkiem na wschodnim brzegu Wieprzy, jechałem wzdłuż kanału portowego i szukałem schronienia, bo rozpadało się już konkretnie. Znalazłem pod Urzędem Morskim. Naprzeciwko była pizzeria, pora na paszę była odpowiednia, lokal też był zamknięty. Apka pogodowa wskazywała na opady trwające pół godziny. Zgodnie z prognozą ruszyłem dalej. Miałem ochotę na gofera, ale w Darłówku na deptaku mało co było otwarte.
Wjechałem na wydmy w kierunku miejscowości Wicie, gdzie znajduje się geograficzny środek polskiego wybrzeża 262 km. Szlak prowadzi po betonowych płytach z okresowymi łatami piasku w miejscu wejść na plażę. Było świeżo po deszczu, więc wszystko było przejezdne. Dopiero przy ujściu jeziora Kopań do Bałtyku musiałem 5 metrów poprowadzić rower. Próbowałem jechać, ale po metrze dokopałem się do suchego piasku. Uroku dodawał stalowo-szary pojedynek między niebem i morzem. W Wiciach zaczyna się asfalt ciągnący przez nadmorski las. Ten odcinek jechałem kilka miesięcy wcześniej w słońcu i w drugą stronę. W taką podeszczową pogodę też było pięknie, a za to pusto.
Do Jarosławca dotarłem w słońcu. Zjadłem, obkupiłem i poturlałem się na nocleg, zwłaszcza, że kolejna, niemal czarna, chmura nadciągała w moją stronę. Tym razem mieliśmy cały, dwupiętrowy domek do dyspozycji, aczkolwiek przejście między piętrami było na zewnątrz domu. Była pościel, ręczniki trzy łazienki, a rowery były w środku. Pani napaliła w kominku, który znajdował się na niższym piętrze. Można było wysuszyć ciuchy, a nawet zrobić przepierkę. Cena tylko nieco wyższa niż na poprzednim noclegu. Czekałem na grupę ze dwie godziny. Został uknuty plan, że ruszamy o siódmej, ale punkt. Poszedłem spać, z racji tego, że byłem pierwszy zająłem jedynkę z własną łazienką.
Trasa:
Pobierowo - Jarosławiec.
https://www.strava.com/activities/14756766941
Fotosy:
88408
Plaża w Trzęsaczu
88409
Tyle zostało z kościoła w Trzęsaczu.
88410
Na tarasie widokowym w Rewalu.
88411
Latarnia morska w Niechorzu.
88412
Premiumy.
88413
Dźwirzyno.
88414
Kołobrzeg.
88415
Ustronie Morskie.
88416
Nad Jeziorem Jamno.
88417
Kajty na jeziorze Bukowo.
88418
Darłowo.
88419
Darłówek.
88420
Morze zaraz po deszczu.
88421
Trasa przez wydmę między Darłowem, a Wiciami.
88422
Bocianów sporo nad morzem.
Dzień trzeci.
Razem z trzema kolegami z górnej części domku byłem gotowy na siódmą i tak ruszyliśmy. Dół nastawił budziki, ale nie skleił, że wstajemy w sobotę i ustawili na dzień roboczy. Pogoda jakże inna, słoneczna, rześko, ale nadal u mnie krótkie ciuchy. Na ten dzień kilometrów było zaplanowane niewiele mniej niż na poprzedni, ale raz, że pół na pół asfalt i szutry, a dwa odjeżdżaliśmy daleko od morza. Deszcz zapowiadany był na okolice godziny trzynastej.
Pomijając krótki odcinek koło jeziora Wicko szybko zaczęły się asfalty. Ustka po ósmej rano mogłaby się nazywać Pustka. Na otwarcie kładki przez kanał portowy nie chciało mi się czekać ponad pół godziny. Miałem za to wielką chęć na kawałek ciasta i filiżankę herbaty. Znalazłem nawet otwarty lokal, ale pani kategorycznie stwierdziła, że tylko śniadania. Ja równie kategorycznie odmówiłem.
Ruszyłem wzdłuż brzegu morza, szlak ledwie zahacza o Ustkę. Z EV10 spotkałem się ponownie w Przewłoce. Już sporo przed Ustką widziałem bannery protestujące przeciwko przyłączeniu Przewłoki do większego sąsiada.
Jechałem w kierunku Rowów. Widać było, że zmieniło się województwo. Zaczęły się pagórki, trasa była całkiem interwałowa. W Rowach zdecydowałem się na opuszczenie EV10 i wjechałem do Słowińskiego Parku Narodowego na północnym brzegu jeziora Gardno. Świetna trasa przez las, choć opłata za wjazd do PN to 10 zeta. W Smołdzinie spotkałem się ponownie ze szlakiem i skierowałem na południe, aby ominąć szerokim łukiem Bagna Izbickie.
Stara trasa R10 prowadziła do miejscowości Kluki i dalej przez bagna do Izbicy. Obecnie prowadzi tam tylko szlak pieszy. Przed wyjazdem była silnie forsowana przez część kolegów jazda tym pieszym szlakiem, ale wyczytałem, że potrzeba kilku bezdeszczowych tygodni, aby ten szlak był do przejścia na sucho. W obecnych warunkach z obładowanymi rowerami w ogóle nie było sensu się tam pchać.
Do Łeby już dobrze cisnąłem, żeby zdążyć przed deszczem, zwłaszcza, że dużo się zmieniło na niebie. Bardzo brakowało tabliczek z odległością do kolejnych miejscowości. Trafiłem tylko jedną 20 km od miasta i drugą w lesie. Między Gaciami, a Żarnowską szlak przez las miał bardzo górski sznyt. Byłem urzeczony, ale nie chciałbym tego jechać w deszczu. Nawet jadąc szutrem od Żarnowskiej do Łeby miałem wrażenie, że bardzo nie chciałbym tego robić w deszczu. Do Łeby dotarłem suchą oponą. Znalazłem knajpę i zasiadłem na lekki obiad, bo jeszcze było 50 km do noclegu. Po dwudziestu minutach zaczęło padać, zatem cały deszcz przeczekałem przy piwie Łębskie i pierogach ruskich. W trakcie obiadu korespondowałem zresztą ekipy. Część schowała się przed deszczem na przystanku w Izbicy, a część w Zgierzu.
Wyszło słońca i ja wyszedłem z knajpy i ruszyłem na zwiedzanie miasta. Zjadłem w końcu gofera z bitą śmietaną i pojechałem dalej, zwłaszcza, że słońce jakby zaczęło się chować za chmurami. Za Sarbskiem zaczęły się lasy, a ja początkowo jechałem po asfalcie, a potem po szutrach. Mimo przejścia dość intensywnych opadów nie było bardzo dużo błota, a kałuże dało się ominąć. Przed Lubiatowem wypatrzyłem na mapie w odbiorniku, że mam blisko do plaży. Przy takiej pogodzie nie będzie tam nikogo, zwłaszcza, że w pobliżu nie ma żadnego parkingu. Bardziej się nie mogłem pomylić. Trafiłem na ślub koniarzy, kupa ludzi, kupa kupy. Białogórskie piaski będą w tym roku z lekką nutką zieleni.
W Lubiatowie pojechałem na plażę, ale taką przy ośrodku. Zamoczyłem jednak nogi. Nie przewidziałem, że przy +17 piasek nie obeschnie momentalnie i będzie można założyć skarpety i buty. Zaraz po tym jak siadłem na ławce żeby osuszyć stopy, zaczęło padać. Zaraz skończyło. Ja ruszyłem dalej, ale to tylko krótka przerwa w deszczu była. Zaczęło padać już na dobre. Przy wyjeździe z lasu schowałem się pod wiatką turystyczną. Sprawdziłem radar, opady miały potrwać godzinę. Mnie zostało tylko kilka kilometrów do spania. Czekam, bo jest ciepło. Osuszyłem całkiem stopy i pozbyłem się piasku. Ściągnąłem książkę na telefon i zacząłem czytać. Od czasu do czasu sprawdzałem prognozę. W pewnym momencie wyszło, że po tym deszczu co go przeczekuję ma być 10-15 minut przerwy i ma się zacząć następny.
Założyłem zatem rękawki i kurtkę i pojechałem. Jeszcze w sklepie ogarnąłem prowiant na kolację i śniadanie. Dojechałem do noclegu w Białogórze i nawet mi buty nie przemokły. Nocleg w dwóch domkach, całkiem nowych, ale znowu brak ręczników, pościel do samodzielnego montażu i jeszcze pizga w środku. Cena wyższa i płatność tylko gotówką. Czekając na ekipę dostaję info, że tylko jeden kolega chce jutro jechać Półwysep Helski w obie strony. I żebym przemyślał, bo pozostała szóstka już ma bilety na ciapong relacji Hel – Puck. Bilet kupiłem i ja, co było wyzywaniem, bo symboliczny zasięg miałem tylko na zewnątrz domku. Ekipa dojechała chyba po dwóch godzinach, część osób wyraźnie miała dość. Ustalamy, że jutro ruszamy, jak kto chce, bo w związku z ciapongiem kilometrów jest mniej.
Trasa:
Jarosławiec - Białogóra
https://www.strava.com/activities/14756766941
Fotosy:
88423
Jezioro Wicko.
88424
Wentylatornia.
88425
Plażą w Ustce.
88426
Poddąbie.
88427
Słowiński Park Narodowy.
88428
Plaża w Łebie.
88429
Czarne szutry koło Lubiatowa.
88430
Ślub na plaży.
88431
Plaża w Lubiatowie.
88432
Białe szutry koło Białogóry.
Dzień czwarty.
Wstałem o szóstej. Nie spieszyłem się jednak, koledzy chcieli wyjechać wcześniej, nie przeszkadzałem im. Jak zacząłem ogarniać rower po tych zapasach w błocie dnia poprzedniego to dowiedziałem się, że jeden z kolegów, miał w nocy ostre zatrucie pokarmowe. Wyjechał jednak o szóstej, bo to był ten kolega co uparł się na jechanie tylko rowerem.
Trasa na ten dzień miała dwa warianty, bo i EV10 rozdziela się na dwie odnogi za Karwieńskim Błotem Pierwszym. Północny wariant prowadzi przez Jastrzębią Górę, Chłapowo i Władysławowo. Południowy wariant prowadzi po dawnej trasie kolejowej z dala od brzegu do którego dojeżdża się dopiero w Swarzewie, a z Władka to widać tylko osiedle domkowe i centrum handlowe. Wariant północny jest dłuższy, ale zawiera dość mocny podjazd pod Jastrzębią Górę. Ja wybieram wariant południowy, bo okolice Jastrzębiej Góry jechałem dwa lata temu.
Jakoś tak wyszło, że wyjechałem na trasę ostatni, miałem do pokonania 85 km i miałem zdążyć na ciapong z Helu o 13:32. Padać miało zacząć koło 16. Wyjechałem o 7:30. Pierwszy odcinek przez Nadmorski Park Krajobrazowy fajny, choć błota nieco w nim jest. Zupełnie inny odbiór niż dwa lata temu. W Dębkach wbijam na twarde i oddalam się od wybrzeża. Jadąc długa prostą drogą przez Karwieńskie Błoto Pierwsze uświadamiam sobie, że zostawiłem bidony i wodę w domku. Za daleko żeby wracać. Z luźnej gumki zrobiłby się sprint. Przeklinając, godzę się ze stratą i zaczynam wypatrywać sklepu. Nie jest łatwo, niedziela. Mijam dwa małe sklepy zamknięte na cztery spusty. Dobrze, że nie ma upału, pić się nie chce.
Za Błotami wbijam na szuter i zmierzam do szlaku po dawnej linii kolejowej. Na szlak wbijam w Sławosznie. Zgodnie z moimi przypuszczeniami to równa, asfaltowa droga bez dopuszczenia ruchu samochodowego. Początkowy brak widoków rekompensuje zjazd. W Kłaninie przy szlaku znajduje się drogowskaz na muzeum militarne oddalone o jedyne 100 m, a mające jedyną w Europie Środkowej Panterę czyli niemiecki czołg z okresu IIWŚ. Niestety jestem godzinę przed otwarciem muzeum. Trochę za dużo czekania, ruszam dalej.
W Łębczy wypatruję sklep otwarty w każdą niedzielę. Spory SAM, zatem jakoś się da. Kupuję butelkę izotonika, bo ma średnice akurat pasującą do koszyka na bidon. Wypijam jeszcze Pepsi i zagryzam je batonem. Już spokojniejszy jadę dalej. Gdzieś przed Gnieżdżewem mija mnie ciapong na Hel. Skład ma doczepiony wagon z przedziałem rowerowym zatem jest dobrze. Zaraz za miastem mijam jeszcze rosnący labirynt w kukurydzy, a obok jest teren na którym jest dowolny pojazd, może prócz lotniskowca.
W Swarzewie wracam na wybrzeże, tym razem Zatoki Puckiej. Widać jak na dłoni cały Półwysep Helski. Nie lubię trasy z Władysławowa do Helu. Znielubiłem ją już za pierwszym razem, dwa lata temu. Pierwszy odcinek do Chałup jest po bardzo nierównej kostce betonowej. W Chałupach jest jakiś zlot Porsche. Ja tylko rzuciłem okiem, ale koledzy nawet zajechali na plac obejrzeć samochody. Ja się za to zatrzymałem w knajpce na ciasto marchewkowe i Koźlaka z Browaru Amber. Za Chałupami trochę się nawierzchnia poprawia, dalej kostka, ale równiejsza. Przed Kuźnicą idę na plażę nad otwartym morzem, a w Juracie zwiedzam molo do końca.
W Helu prawie rozjeżdżam psa i na deptaku mijam się z kolegą, który wraca na kole. Ekipa już jest na miejscu. Tym razem ja przyjechałem ostatni. Za wcześnie na obiad. Jedziemy na Górę Kaszubów zobaczyć Początek Polski, potem jakieś gofry i lody na deptaku. Jak przychodzi pora zawijamy się na ciapong. Koledzy co wczoraj jeszcze mieli dość, mówią, że jak dojechali to jednak warto było.
W Pucku wszyscy jadą na nocleg, ja jeszcze jadę na szamkę, bo wiem, że jak zalegnę to już się ruszał nie będę. Wbijam na nocleg ostatni za to z pierwszymi kroplami deszczu. Mamy całą górę domku w trzech pokojach i trzech łazienkach. Każdy ma dwa ręczniki, pościel gotowa, kuchnia z podstawowym wyposażeniem do dyspozycji. Pokoje duże, ten w którym śpię z dwoma kolegami ma nawet taras. Najlepszy nocleg wyjazdu, a cena jak dwa zimne domki w Białogórze.
Przy piwku, przy strugach deszczu za oknem, omawiamy plan na kolejny dzień, konkluzja jest taka, że nie trzeba się spieszyć.
Trasa:
Białogóra – Hel
https://www.strava.com/activities/14756766941
Fotosy:
88439
Znowu trochę słońca.
88440
Muzeum w Kłaninie.
88441
Trasa rowerowa po dawnej linii kolejowej.
88442
W labiryncie z kukurydzy mają nawet Tupolewa.
88443
Czas surferów w Zatoce Puckiej.
88444
Nadmorskie okoliczności.
88445
Molo w Juracie.
88446
go2Hel
88447
Dla nas to koniec.
Wstałem po szóstej, bez budzika. Wczesne kładzenie się spać, wczesne wstawanie. Prysznic i pojechałem po zakupy na śniadanie. Kolega mnie poprosił jeszcze o bułki dla siebie. Pojechałem ubrany na krótko i wypizgało mnie na powrocie pod wiatr po całości. Dobrze, że to tylko 700 metrów. Znaczy w końcu ubiorę długi rękaw. Wyczaiłem piekarnię i na śniadanie były chrupiące, świeże, jak pakowałem to jeszcze ciepłe bułki. Znaczy ja miałem i kolega co sobie zamówił.
Jeden z kolegów jedzie krótko po szóstej, co prawda pociąg mamy od drugiej popołudniu, ale mówi, że źle się czuje, wczoraj miał dreszcze i chce sobie powoli człapać. Przed siódmą wpada do naszego pokoju drugi kolega i pyta trzeciego czy chce bilety na ciapong, bo w trzech chcą z Pucka jechać koleją do Gdyni. Jednak kolega nie chce bo jadą z kolejnym jednak na kole. Ja mówię, że też jadę rowerem o 9, ale kolega mówi, że mnie nawet nie pyta. :)
Jeszcze chwila zamieszania, bo się furtka zatrzasnęła i ruszam. Najpierw jakoś przez Puck na wybrzeże, a potem EV10 do Gdynii. Jechałem to już dwa lata temu, tylko w drugą stronę, cisnąc z Gdańska do Helu.
Najpierw przez las, po błocie, dupa tańczy, ale raczej w kontrolowany sposób. W Rzucewie zaczynają się bardziej suche szutry. Koło Osłonina mijam tabliczkę Gdynia 21 km, co mi się nie zgadza z kilometrażem na liczniku. Na bagnach koło Rewy jest tabliczka Gdynia 25 km i to się zgadza. Nie wiem co to za zawirowania przestrzenne. Był plan, żeby pojechać do Rewy i przejść plażą z cypla ile się da, ale przy tej pogodzie to raczej bez sensu. Duje, że łeb urywa, na szczęście wieje od lądu i nieco z północy, zatem głównie w plecy.
W Mechelinkach są podjazdy i zjazdy, które jak się okazało kolegom nieco zapadły w pamięć. W Kosakowie zauważam myjkę i spłukuję z roweru cały syf przy okazji przeżywając chwile grozy. Na spoinie łączącej lewy dolny wideł z mufą zauważam biały ślad, jakby lakier odpadł na skutek pęknięcia. Inspekcja palecem stwierdza, że to jednak raczej srak naptakał. Jadę dalej, a kilkaset metrów za myjnią muszę minąć wyjazd z budowy spływający rzadkim błotem koloru kupy. Najwolniejszy przejazd ever.
Docieram w okolice portu. Jak zwykle męczące psychicznie przez duży ruch w tym ciężarowy. Niby DDR, ale zaraz przy jezdni i co chwila mijają cię rozpędzone TIRy. Na estakadach koło portu tym razem się nie pogubiłem. A już w okolicach kolejowego terminala towarowego oznakowanie w postaci rowerowych sierżantów pozwala jechać po jezdni. Nie korzystam i cisnę chodnikiem. Na jezdnię zjeżdżam dopiero jak pojawia się pełnoprawny pas rowerowy.
Po chwili jestem na dworcu Gdynia Główna. Siedzimy z kolegą w ogródku Maka i czekamy na trzeciego. Chwilę po nim przyjeżdża ekipa z ciapongu. Czekamy na jeszcze dwóch kolegów. Jesteśmy zmuszeni wracać dwoma ciapongami, bo w tym o 16 było tylko 6 miejsc na rowery. Wobec tego trzy osoby w tym ja jadą wcześniejszym o 14. Idziemy w perony zanim dwóch ostatnich przyjechało. Mamy dość wygodne miejsca przy stoliku, a jako czwarty dosiadł się kolo co też z rowerem podróżuje i też przejechał R10 tylko jechał sam i od wtorku. Wars, piwko, powrót na miejsca. Podróż szybko mija na rozmowie. Ja wysiadam na stacji przed głównym i po 10 minutach jestem w domu. Jest chwila po 19, a jutro do pracy. Nocleg co najmniej dobry, pościel na miejscu, wygodne łóżko, ale ręcznik trzeba mieć własny.
Trasa:
Puck – Gdynia
https://www.strava.com/activities/14756766571
Fotosy:
88448
Puck.
88449
Rozgard.
88450
Osada łowców fok w Rzucewie.
88452
Koniec dobrego.
zdyboo - graty, nie tylko za wytrwałość w ujeżdżaniu nadmorskich ścieżek, ale też za relacje.
Bardzo fajna relacja, w końcu klimaty z mijego otoczenia, część to nawet z łezką w oku czytałem.
Gratki za fajną wycieczkę, dzieki za relacje i foty :)
Podsumowanie i przemyślenia.
Trasa krajobrazowo jest świetna. Piękne jest to nasze wybrzeże. Szlak EV10 prowadzi przez urozmaicone okolice. Niby wybrzeże, ale to nie jest tak, że jedziesz i cały czas z jednej strony masz Bałtyk. Czasem masz jezioro, a czasem jesteś dość daleko w głębi lądu.
Nawet jak się nie trafi z pogodą to nadal jest pięknie. Zresztą w sezonie letnim chyba do rzadkości należą opady trwające kilka dni non stop.
Miejscowości po drodze to już inny temat. Tu już rządzi pinionc i w większości te miejscowości turystyczne wyglądają kiczowato. Z wielu wyjeżdżałem z ulgą. Do kilku nie miałem ochoty wjeżdżać.
Warto poświęcić czas na wybranie noclegów, myśmy trafili różny standard z nie zawsze odpowiadającą mu cenę.
Taki wyjazd ze spaniem jednonocnym to tylko poza sezonem. W sezonie będzie ciężko znaleźć miejsce na jedną noc.
Paragony grozy nie są takie straszne. W sensie ceny były bardzo wrocławskie. W sezonie wakacyjnym pewnie wzrosną, ale na początku czerwca nie było tak źle. Ja rozumiem, że jak ktoś przyjeżdża z małego miasta to może go bulwersować cena piwa w knajpie na poziomie 18 zeta, ale u nas to standard.
Kierunek jazdy jest przyjęty z zachodu na wschód. Oczywiście szlak technicznie jest przejezdny w obie strony. Sam fragmenty pokonywałem „pod prąd”. Całość jednak lepiej jechać ze Świnoujścia. Jedzie się z wiatrem. Poza bardzo krótkim fragmentami nie przypominam sobie, aby wiało w twarz.
Warto sobie wyrysować ślady od noclegu do noclegu. Oszczędza się czas na szukanie kwatery.
W ramach eksperymentu rejestrowałem ślad jako całość, a nie jako kolejne dni. Pierwszy i ostatni raz. Za dużo matematyki w drugim i dalszych dniach w obliczaniu dystansu. Poza tym ja bardzo polegam na średniej. Nie to, żeby była wysoka, ale skoro już przejechałem kilkadziesiąt kilometrów to mogę estymować czy muszę cisnąć czy mogę dalej jechać tym tempem, aby osiągnąć zamierzone cele w określonym czasie. Jak mam średnią z całości to ona ma się nijak do prędkości danego dnia.
W Zachodniopomorskim szlak jest zdecydowanie lepiej oznakowany. Więcej kierunkowskazów i więcej tabliczek z odległościami. W Pomorskim czasem jakby nie ślad w nawigacji to gubiłbym się nietęgo. Brakuje też bardzo tabliczek z odległościami.
Zmianę województw czuć też pod kołami. Zachodniopomorskie jest płaskie, po wjechaniu do Pomorskiego zaczynają się pagórki. Kilometr w górę osiągnąłem dopiero po przejechaniu 338 km. Zatem nieco ponad 100 km przed końcem trasy. Najbardziej pagórkowaty był odcinek z Pucka do Gdyni.
W obu województwach i na całym szlaku brakuje tabliczek z nazwami miejscowości do której się wjeżdża lub którą się mija. Szlak jest tak poprowadzony, że Łebę można minąć w ogóle nie wiedząc o tym.
To jest też dobre, że tam gdzie nie jest to konieczne to szlak omija miejscowości. Ustka, Łeba, Władysławowo. Można oczywiście zwiedzać, ale zgodnie z tym co napisałem warto wiedzieć, że się właśnie doń dojechało.
Pierwszy raz jechałem w bajkpakingowej formule. Miałem na kierownicy torbę 7 l, pod siodłem torbę 7-11 l. Pod ramą torbę 5 l i płetwę 1,1 l. Dwie ostatnie mam zawsze przykręcone do ramy. Z dwoma bidonami 0,7 l zalanymi pod korek rower ważył 18 kg. Czuć, że rower się gorzej zbiera niż opcji weekendowej, ale nie było tragedii. Podrzucenie przedniego koła wymagało jednak przeciwwagi dupą. Samo szarpnięcie rękoma było za słabe. Taki układ toreb bardzo się sprawdzał jak nawierzchnia była niezbyt pewna. Koledzy z sakwami nieco bardziej narzekali.
Gorąco polecam jak ktoś się zastanawia. Tylko nie wiem czy warto to robić szybko. Myślę, że tak cztery dni z równym dystansem dziennym to byłoby optimum.
zdyboo Gratulacje, świetny wypad i relacja. Jechałbym. No, a przynajmniej chciałbym mieć siłę to przejechać :)
grissley
13-06-2025, 15:26
Pierwszy raz jechałem w bajkpakingowej formule. Miałem na kierownicy torbę 7 l, pod siodłem torbę 7-11 l. Pod ramą torbę 5 l i płetwę 1,1 l. Dwie ostatnie mam zawsze przykręcone do ramy. Z dwoma bidonami 0,7 l zalanymi pod korek rower ważył 18 kg. Czuć, że rower się gorzej zbiera niż opcji weekendowej, ale nie było tragedii. Podrzucenie przedniego koła wymagało jednak przeciwwagi dupą. Samo szarpnięcie rękoma było za słabe. Taki układ toreb bardzo się sprawdzał jak nawierzchnia była niezbyt pewna. Koledzy z sakwami nieco bardziej narzekali.
Aż mnie naszło, żeby choć kawałek R10 zaliczyć będąc w Ustce... Muszę popaczeć i pokombinować ;)
To przy okazji moje przemyślenia torbowe - ja mam bagażnik, więc zawsze jeżdżę z torbą nabagażnikową tego typu:
https://rowerysuperior.pl/wp-content/uploads/2023/01/96ca78c24315a36234fa2b8a7201.jpg
Ma toto 11L i waży pół kilo. Obczaiłem ostatnio torbę o identycznej wielkości i wadze 230g, w dodatku za grosze. Niestety, ma dużo mniej praktyczne rozwiązania wewnątrzkieszonkowe. Na razie używam nadal tej półkilowej, a tę lekką taniochę może zmoduję i będę używał wtedy. Wygląda tak:
https://mistralsport.pl/media/catalog/product/cache/1/image/650x/040ec09b1e35df139433887a97daa66f/k/e/kellys_space_12_eco_r3584.jpg
Wracając do sedna - rok temu na pięciodniową wyprawę starczyła mi ta torba plus podsiodłowy jęzor 7L (Kross Esker. w praktyce upchnąłem tam pewnie z 8L). Czyli razem niecałe 20L.
https://kross-europe.eu/media/catalog/product/cache/c5a4ddfbc8c188091b8a1682aac1a955/0/0/002-images_2F39_2F39295_2FT4CTO000052-TORBA-PODSIOD_C5_81OWA-TRAVEL-BK-15_3_1.jpg
https://dgtzuqphqg23d.cloudfront.net/owyV1jL0NBFScDeYX5YVd_L9yvy71stjHs93fYtl5Uw-1536x2048.jpg
Trochę było na styk, ale dało radę. Co do jazdy, to totalnie bezproblemowo. Sakw nie lubię (a poza tym, przy moich płetwach zawsze obijam piętami), nie lubię też wozić czegoś (dodatkowego) między nogami a tym bardziej na kierownicy. Przynajmniej dopóki nie muszę. Tutaj w trakcie jazdy nie czułem w ogóle, że mam jakieś torby na rowerze (wagę pomijam). Natopmiast z racji tego, że te podsiodłówki są "zadarte" do góry, to miałem problem z wsiadaniem/zsiadaniem z roweru. Każdorazowo maksymalne położenie rowera na bok i szpagat. Szukałem więc jakiejś alternatywy i obczaiłem taką torbę:
https://www.bike-discount.de/media/image/3d/63/3f/
[email protected]
Funkcjonalnie identyczna jak moja dotychczasowa 11L, ale wg specyfikacji ma... 20L. Czyli powinno styknąć, a w dodatku na górnej klapie można coś jeszcze upchnąć pod siatką. I zapina się do bagażnika na szybkozłączce, więc wieczorem mogę wszystko odpiąć i zabrać na kwaterę. Aczkolwiek trochę nie ufam tej szybkozłączce (KlickFix), kusi mnie, żeby choć jeden rzep doszyć dla spokoju sumienia. Torba waży kilogram i kosztuje fortunę, ale mam nadzieję, że było warto. Planowany test długodystansowy jeszcze w czerwcu...
https://www.bike-discount.de/media/image/f0/7d/c6/
[email protected]
Brooksik spoko, a co to za kondony na lagach?
Dzięki wszystkim, ale to "zasługa" Andrzeja, zmusił mnie do relacji z każdego dnia.
nie lubię też wozić czegoś (dodatkowego) (...) na kierownicy.
pier.dolnik na kokpicie nie lubi konkurencji?
Ja jednak lubię mieć rozłożony równo ciężar na rowerze. Jeździłem z sakwami, jeździłem z dużą torbą z tyłu i zawsze miałem wrażenie, że przednie koło zbyt szybko traci przyczepność, zwłaszcza, jak się mocniej położę w zakręcie.
Na R10 prócz gorszego zbierania się przez dodatkowe kilogramy i większej siły potrzebnej do podrzucenia przedniego koła, rower jechał tak, jak jestem do tego przyzwyczajony. Zresztą to gorsze zbieranie się to czułem głównie podczas przejazdu przez Wro.
grissley
13-06-2025, 21:23
pier.dolnik na kokpicie nie lubi konkurencji?Dokładnie! :D A tak serio to nie lubię dołożonej bezwładności na kierownicy. Żeby dokładać coś na kierownicę albo na przednie koło to musiałbym chyba z namiotem jechać. Ale co kto lubi - tydzień temu spotkałem w pociągu ekipę jadącą na tydzień w góry i oni mieli dokładnie odwrotnie - dop*lili wszystko na kierownicę i na przednie koło (dwie sakwy), a z tyłu tylko jakieś malutkie coś. Bo im tak właśnie pasowało. Umom nie razbieriosz ;)
to "zasługa" Andrzeja, zmusił mnie do relacji z każdego dnia.Mowa o elmo? Qrde, to jest chyba jakiś patron wszystkiego co długodystansowe :D
Brooksik spoko, a co to za kondony na lagach?A takie osłony zakładam, żeby amor łatwiej przetrwał 500-set godzinne interwały serwisowania.
Na ali vg sports, używam od dawna, puszcza trochę piachu, ale dziala lepiej niż bez
na zimę by sie mnie nadały
grissley
13-06-2025, 23:15
Na ali vg sports, używam od dawna, puszcza trochę piachu, ale dziala lepiej niż bez
+- to samo co u mnie. Najpierw szukałem takiej harmonijki jak w motocyklach, ale nie znalazłem to poszła ta skarpeta.
siemalysy
14-06-2025, 18:45
Relacje z R10 czas zacząć.
...
Tomek, dziękuje za relacje. Było co czytać i oglądać [emoji3526]
Relacja ciekawa, foty fajne!
zdyboo
Proszę bardzo, cieszę się, że się podobało.
Proszę bardzo, cieszę się, że się podobało.
genialnie!
ten jak wrzuci to człowiek mały się czuje... a niby nie jest...
siemalysy
16-06-2025, 19:00
Siema :)
W czwartek po południu zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy we trzech z Łodzi w góry. Droga minęła spokojnie i kilkanaście minut po 22 zameldowaliśmy się na bazie w Rycerce Dolnej.
W piątek rano budzę się przed budzikiem. Noc przespałem słabo, bo nowe miejsce i niewygodne łóżko. Śniadanie, poranne sprawunki i byliśmy gotowi do startu. Ruszamy kilkanaście minut po ósmej. Pierwsze dwa i pół kilometra przemierzamy asfaltem, żeby dostać się do niebieskiego szlaku. Szlak niebieski na początku, to też asfalt, z którego zjeżdżamy po kolejnych 3 km. Zaczyna się srogo pod górę i zaczynają się beskidzkie kamyki. W dwóch, może trzech miejscach tracę trakcję na kamieniach i kawałek przeprowadzam rower. Podjazd kończymy w Mładej Horze. Za nami 8 km, a przed nami krótki zjazd i później znów podjazd. Pojawia się więcej błota, jest bardziej mokro i grząsko. Jedzie się jednak dość sprawnie. Co jakiś czas zatrzymujemy się z Grześkiem, żeby zaczekać Sebę, który na podjazdach jest wolniejszy. W końcu docieramy do Przełęczy Kotarz. Robimy sobie tam kilka minut przerwy. Za nami było już 10 km i 560 m w górę.
Z przełęczy zaczynamy kolejny podjazd na Wiertalówkę. Kawałek za przełęczą zaczyna się ścianka, która sprawia trochę trudności, bo trzeba dobrze wybierać tor jazdy, żeby nie stracić trakcji. Meldujemy się na Wiertalówcę i widzimy, że spektakularnych widoczków nie będzie, bo przejrzystość jest kiepska. Czekamy na Sebę i w tym czasie Grzesiek postanawia wykonać dronem rozpoznanie z powietrza ;) Po krótkiej przerwie ruszamy dalej w stronę Hali Rycerzowej. Docieramy do skrzyżowania szlaków i odbijamy w prawo i szlakiem żółtym i zielonym dojeżdżamy na Halę Rycerzową. Wjeżdżamy w okolice szczytu Małej Rycerzowej i robimy sobie przerwę na drona i na gapienie się na widoki. Dobre 30-40 mninut później zjeżdżamy do Przełęczy Halna i odbijamy do Bacówki na Rycerzowej. Tam uzupełniamy wodę i ruszamy dalej.
Podjazd na Wielką Rycerzową można zaliczyć do tych srogich. Początek jest jeszcze znośny, jednak im bliżej szczytu robi się znacznie trudniej a Garmin pokazuje nachylenie ponad 20%. Przed szczytem, na skraju polanki zatrzymuje się i czekam na chłopaków. Na szczyt wjeżdżamy razem. Dalej zaczyna się zabawa :) Zjazd początkowo nie jest trudny. Trudno robi się kawałek dalej. Jest stromo, jest ciasno, są korzenie i kamienie. Odpuszczam sobie ten zjazd i krótki odcinek sprowadzam rower. Dalej to fajny szlak, na którym jest sporo korzeni i co ciekawe niedużo błota. Szlak prowadzi trochę w górę i trochę w dół. I tak na zmianę. Do przełęczy Przegibek zjeżdżamy bardzo fajnym fragmentem tego szlaku. Do schroniska nie odbijamy, trzymamy się cały czas czerwonego szlaku. Szlak wznosi się i podjeżdżamy na Przełęcz pod Banią a za przełęczą robi się trudniej i bardziej stromo. Zaczęliśmy podjazd na Kikulę. Udało się podjechać, więc czekam na chłopaków. Na szczycie musimy zrobić kilka chwil przerwy bo amorze Seby wyciągnęło uszczelkę przeciwkurzową. Dobrze, że akurat tam nam wypadła przerwa, bo mija nas duża wycieczka dzieci. Później spotykamy dwóch gości na rowerach. Jednego kojarzyłem, więc porozmawialiśmy kilka minut i każdy ruszył w swoją stronę.
Kontynuujemy jazdę szlakiem czerwonym, który biegnie lasem, więc widoczków jest jak na lekarstwo. Za Kikulą po fajnym zjeździe podjeżdżamy na Jaworzynę. Kilka kilometrów dalej docieramy na Halę Śrubita i tam robimy sobie popas. Widzimy już jaki czeka nas podjazd na Halę na Małej Raczy. Z hali mamy krótki podjazd na Przełęcz Śrubita, później krótki zjazd, znów krótki podjazd, raz jeszcze w górę i w dół i zaczęliśmy podjazd na Wielką Raczę. Dwa i pół kilometra dalej meldujemy się na Hali na Małej Raczy. Widoczki są piękne. Szkoda jedynie, że przejrzystość jest kiepska. Robimy foteczki i ciśniemy na szczyt Wielka Racza. Szczyt osiągamy po pokonaniu 29 km i prawie 1,5 km w górę. Na szczycie nie ma tłumów :) Robimy przerwę na popas, colę i drona.
Z Wielkiej Raczy początek zjazdu jest stromy, później nie jest łatwiej i dochodzą beskidzkie kamyki. Samo złoto :) Piękny zjazd przerywały nam podjazdy, kolejno na szczyty albo zbocza szczytów: Upłaz, Wielki Przysłop, Magura i Kikula. Od ostatniego szczytu mamy praktycznie cały czas w dół. Szlak czerwony dobił do asfaltu i prowadził prosto, my odbiliśmy w prawo i asfaltem zjechaliśmy prawie 8 km do Rycerki, do bazy.
Bardzo fajny dzień na rowerze. Pogoda optymalna na rower. Było ciepło, nie gorąco. Było przyjemnie. Słońce przypiekło mi karczycho. Zrobiliśmy tego dnia 48,8 km i 1814 m w górę.
Link do stravy: https://www.strava.com/activities/14787677794
Fotki:
88531
Baza. Gotowi na przygodę.
88532
Z niebieskiego szlaku na Mładą Horę.
88533
Szlak niebieski.
88534
Wiertalówka.
88535
Widoczek z Hali Rycerzowej. W tle Fatra i Wielki Rozsutec.
88536
Hala Rycerzowa. W tle m.in. Pilsko, Babia Góra i pasmo gór po których będziemy jeździć kolejnego dnia.
88537
Przy Bacówce na Rycerzowej.
88538
Widoczek z podjazdu na Wielką Rycerzową.
88539
Wielka Rycerzowa.
88540
Przed Przełęczą Przegibek.
88541
Na szlaku.
88542
Kikula.
88543
Hala na Małej Raczy.
88544
Wielka Racza.
88545
Widoczki znad Wielkiej Raczy.
88546
Widoczki znad Wielkiej Raczy.
88547
Widoczki znad Wielkiej Raczy.
88548
Widoczki znad Wielkiej Raczy.
Wreszcie warun w weekend dopisał, nawet za bardzo dopisał.
Dzięki za dzień pierwszy, czekam na kolejne.
Oooo, ładniee, bardzo ładnie nawet :) Niezłe te górskie widoczki :)
siemalysy - jest komfort przy planowaniu tripu, no nie ? :D. Świetne szlaki, piękne tereny.
patronat
17-06-2025, 09:10
siemalysy - jak wrażenia z elektrycznego worka?
Początek Waszej trasy bym zmienił, między Rycerką a Rajczą jest bardzo fajny czerwony, jechaliśmy go w tamtym roku zresztą, wpada na niebieski w Młada-Hora. My co prawda pojechaliśmy dalej czerwonym, ale początek fatalny, zwykły wypych. Lepiej na niebieski i na Wiertalówkę.
Tu macie następną trasę do zrobienia. Jak będziecie chcieli wsparcia to się odezwij, przeciągne Was tam. Mega miejsce.
https://connect.garmin.com/modern/course/368987734
@patronat (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=88201) - Wy jakoś inaczej wbiliście na ten czerwony, nie od samej Rajczy ?
- - - - kolejny post - - - - - -
My co prawda pojechaliśmy dalej czerwonym, ale początek fatalny, zwykły wypych.
Ten stromy szuter nie daje gripu ? W zeszłym roku ktoś jednak tam cisnął w siodle, widziałem, jak zjeżdżałem.
patronat
17-06-2025, 10:47
ad1 - wbijaliśmy jakąś ścieżką od Ujsoł, nawet nienajgorszą, musiałbym odszukać ślad żeby sprawdzić dokładnie
ad2. - tam miejscowi ściągali ewidentnie drewno chwilę przed naszym wdrapywaniem się. Pamiętam, że było dość stromo i nieprzyjemnie. Na 100% jakiś odcinek pchaliśmy. Błota nie pamiętam. Potem już spoko, normalny żywiecki szlak. ( chodzi mi o czerwony z Młada-Hora na Rycerzową)
- - - - kolejny post - - - - - -
Dodam, że mogliśmy coś przeoczyć i pojechać skrótem, stąd wpiernicz :
88551
siemalysy Piknie, aż mi się w góry zachciało. Potem sobie przypomniałem, że przecież prądu nie mam i od razu mi przeszło ;)
Ten czerwony szlak z Mladej Hory bywa masakryczny nawet na piechotę, tam grube błoto potrafi być.
Dodam, że mogliśmy coś przeoczyć i pojechać skrótem, stąd wpiernicz :
88551
No chyba polecieliście tym skrótem, jak mówisz :twisted:
Ten czerwony szlak z Mladej Hory bywa masakryczny nawet na piechotę, tam grube błoto potrafi być.
Ale nie przebije pewnego odcinka na GSB gdzieś w okolicy Słowianki (już nie pamiętam, czy to było za, czy przed)
rotor no tam bywa fajnie, tyle że na tej hali jest płasko. A podchodząc z Mladej Hory na tym pierwszym zakręcie miałem kiedyś problem podejść pod górę, bo się buty ślizgały ;)
grissley
17-06-2025, 13:37
Ale nie przebije pewnego odcinka na GSBNie ma nic fajniejszego niż awaryjne krzyczenie do dzieciaków idących po GSB parę metrów przede mną, żeby natychmiast zmywały się na bok z trasy bo właśnie jakiś rower zap*la po tej samej ścieżce... Przetestowane kilkukrotnie.
patronat
17-06-2025, 13:46
Nie ma nic fajniejszego niż awaryjne krzyczenie do dzieciaków idących po GSB parę metrów przede mną, żeby natychmiast zmywały się na bok z trasy bo właśnie jakiś rower zap*la po tej samej ścieżce... Przetestowane kilkukrotnie.
Kwestia perspektywy. Nigdy mi się nie zdarzyło najechać na kogokolwiek w taki sposób, żeby nie móc się zatrzymać kilka metrów wcześniej. Faktem jest, że czasami ludzie panikują. Znamienne jest też to, że często osoba z prawej ucieka na lewą, w przeciwieństwie do tej z lewej, która biegnie w prawo. A ja grzecznie stoję i czekam, nie wierząc w to co widzę.
Co do zapierd...a - każdy myśli, że dh rower na takiej ścieżce to 100km/h wariata. A prawda jest taka, że w Tasmanii Kerr bijąc odcinkowy rekord prędkości na zawodach RedBull Hardline miał 52,7 km/h. Znów ta perspektywa...
PS
dawno nie słyszałem o wypadku najechania przez rowerzystę na pieszego w górach. Znam natomiast przypadek z Suchej Beskidzkiej, gdzie gość na motocyklu przejechał po nagiej dziewczynie w wysokiej trawie - opalała się topless i bała pokazać... Na szczęście nic groźnego się nie stało.
Nie ma nic fajniejszego niż awaryjne krzyczenie do dzieciaków idących po GSB parę metrów przede mną, żeby natychmiast zmywały się na bok z trasy bo właśnie jakiś rower zap*la po tej samej ścieżce... Przetestowane kilkukrotnie.
Akurat nie wiem, co ma ten komentarz wspólnego z błotem na GSB, do którego się odnosiłem :confused:
Ale komentując tę wrzutkę, to.. na głupotę niektórych jeszcze nie wynaleziono lekarstwa. Szlaki są dla pieszych i rowerzystów, jak się ktoś nie umie zachować, to.. jak to w życiu. Ja zawsze zwalniam, bądź się zatrzymuję, jak jest taka potrzeba, gdy jadę obok turystów. Czasami nawet zachęcam do kontynuowania marszu, bo ktoś mi ustępuje przed jakimś trudniejszym, bądź wąskim fragmentem szlaku. Takie jazdy, jak opisujesz, też miałem na szlaku i to nawet w tych okolicach, co pisałem posta (czyli Słowianka, Abrahamów na GSB) Było to z 15 lat temu i rowerze (szybkie) w górach to były dopiero początki. Ekipa zapierdzielała z góry, a moja familia szła akurat takim wąwozem, gdzie można było do ściany się ino przytulić, by nie zostać rozjechanym
- - - - kolejny post - - - - - -
Faktem jest, że czasami ludzie panikują. Znamienne jest też to, że często osoba z prawej ucieka na lewą, w przeciwieństwie do tej z lewej, która biegnie w prawo. A ja grzecznie stoję i czekam, nie wierząc w to co widzę.
Widzę, że odosobniony nie jestem, w tego typu obserwacjach :twisted: Ludzie na szlaku czasami zachowują się, jak... kury :lol:
grissley
17-06-2025, 15:13
Akurat nie wiem, co ma ten komentarz wspólnego z błotem na GSB, do którego się odnosiłemTylko tyle, że dotyczył GSB i rowerów ;)
Ja łażę po górach od zeszłego stulecia i nigdy nie istniał problem motocykli czy rowerów. A przynajmniej ja się na niego nie natknąłem (czasem quady, ale rzadko). A odkąd pojawiły się elektryki robi się zwyczajnie niebezpiecznie - idzie sobie człowiek nie spodziewając się niczego, a tu nagle (bo quada czy motocykl to jeszcze słychać zawczasu, a rower już niekoniecznie) zap*la na mnie 100 kilo jeźdźca ze sporą prędkością. A jeszcze czasem dzieciaki właśnie ileś tam metrów z przodu, co skraca czas reakcji do minimum. Strasznie mnie to drażni, kasuje sporą część frajdy z chodzenia po górach. Są single oznakowane, żeby nie leźć z buta i to jest spoko, wystarczy pamiętać, że czasem toto szlak pieszy przecina. Jak gościu podjeżdża szlakiem ogólnym to też spoko, bojedzie powoli. Ale wspólny trakt rowerowo-pieszy z ludkami co zjeżdżają to jakaś maskara jest.
Już trochę mi się zlewa w jedno ten GSB, ale chyba w okolicach Rabki było najgorzej. Cały czas oczy dookoła głowy. Choć nie tylko tam.
Widzę, że odosobniony nie jestem, w tego typu obserwacjach :twisted: Ludzie na szlaku czasami zachowują się, jak... kury :lol:No i łażenie po górach dla przyjemności zamienia się w coś porównywalnego do spacerku poboczem ruchliwej krajówki, gdzie generalnie trzeba się skupiać na przetrwaniu, iść właściwą stroną, pamiętać o zasadach ruchu kołowego i takie tam.
Dobra, to tyle marudzenia ;)
patronat
17-06-2025, 16:23
Tam gdzie tłum tam zawsze jakieś dziwne akcje. Ja od dłuższego czasu unikam ruchliwych szlaków. Stąd wypady na Cyberniok czy na Fatrę. Ludzi zerowe ilości, do tego mają fajne podejście- z reguły dopingują. Ostatnio miałem propozycję zabrania ludzi na Malinowską Skałę. Dzięki ale nie. Pomijając ilość turystów, widziałem tam akcje rodem z Bollywoodu - np. Pani wrzeszcząca za Yorkiem obszczekującym żmiję. Bez smyczy oczywiście. Miałem ochotę ją zepchnąć ze skały, serio. Darła ryja jak potrzaskana…
patronat - proste od fabryki miałeś te tarcze Magury ? Jaki rozmiar ?
Moja 203, co ją z tyłu dałem, fabrycznie była krzywa minimalnie, ale tak, że mieściła się w tolerancji szpary. Jedynie, co ją dobrze gdzieś przygrzałem, ciutkę ocierała. Teraz ją naprostowałem (wcześniej się trochę cykałem, bo to wyższa technika "pływająca" jest) i po ostatnim razie jest cisza i spokój. Generalnie jestem zadowolony, bo jednak trzyma fason po wpierniczu :)
- - - - kolejny post - - - - - -
Tam gdzie tłum tam zawsze jakieś dziwne akcje. Ja od dłuższego czasu unikam ruchliwych szlaków.
Dokładnie, a jak przyjdzie mi jednak się "wkopać" w jakiś niedzielny ruchliwy szlak, to wiem, że trza zagryźć zęby i wyrozumiałym być :D
grissley
17-06-2025, 17:02
Sęk w tym, że GSB jakoś bardzo ruchliwy nie jest, poza paroma fragmentami. Zdarzało mi się przez cały dzień spotkać na szlaku raptem kilka osób (pomijając bezpośrednie okolice schronisk).
No w każdym razie, totalnie nie mam odruchów. Po pierwsze, przez 20 lat (zanim pojawiły się elektryki) nie widziałem w górach roweru. Więc jakoś się nie spodziewam. Po drugie, podświadomie oczekuję, że jak coś jedzie to będę słyszał. A rower jest cichy i zauważam go dość późno. Ogólnie, frajda z chodzenia po górach mocno się przez to zmniejsza.
Sęk w tym, że GSB jakoś bardzo ruchliwy nie jest, poza paroma fragmentami. Zdarzało mi się przez cały dzień spotkać na szlaku raptem kilka osób (pomijając bezpośrednie okolice schronisk).
No w każdym razie, totalnie nie mam odruchów. Po pierwsze, przez 20 lat (zanim pojawiły się elektryki) nie widziałem w górach roweru. Więc jakoś się nie spodziewam. Po drugie, podświadomie oczekuję, że jak coś jedzie to będę słyszał. A rower jest cichy i zauważam go dość późno. Ogólnie, frajda z chodzenia po górach mocno się przez to zmniejsza.
Elektrony w górach (zwłaszcza u nas), to bardzo świeża sprawa, raptem kilka lat wstecz, zaczęły się pojawiać. Twierdzenie, że wcześniej nie było, albo było bardzo mało w górach analogów, to zwyczajnie się nie zgadza z historią, :p (nie wiem, gdzie Ty łaziłeś)
grissley
17-06-2025, 17:38
Może nie trafiałem, ale zupełnie serio - właśnie kilka lat temu mało mnie nie rozjechał elektron i to był pierwszy rower jaki w życiu na górskim szlaku widziałem. A teraz to już atakują stadami, i to licznymi.
U nas nie ma kultury ani jazdy po górach, ani chodzenia.
Czesi, których w górach na rowerach i pieszo jest tak ze trzy razy tyle co Polaków nie mają jakoś problemów z rowerami. Nawet na bardzo gęstych odcinkach np. zjazd w Velkej Destny w stronę Masarykovej Chaty, słyszą rower o wiele wcześniej niż stanowi on jakiekolwiek zagrożenie. Dzieci też o dziwo ogarnięte, bo na hasło "kolo" idą do skraju drogi do którego mają bliżej. Tyle, że te ci ludzie w tym dzieciaki dziś są z buta, a jutro będą na tej trasie na kole właśnie.
Ja się cieszę w sumie, że w Sudetach mamy Karkonosze, bo tam idą wszyscy i pozostałe góry na rejonie mamy puste.
Elektryki u nas nic nie zmieniły, co najwyżej uwypukliły problem. To doskonale widać w Izerach w wakacyjne weekendy. W lipcowe i sierpniowe weekendy te góry dla mnie nie istnieją. Już pisałem, ale za czasów normalnych rowerów, progiem wejścia do jazdy w górach była kondycja, a tę się robiło jeżdżąc, co siłą rzeczy poprawiało też technikę i uczyło ogólnego obycia na szlaku. Obecnie jak np. na Polanie Jakuszyckiej co kawałek jest wypożyczalnia rowerów, w Świeradowie przypuszczam, że podobnie widać ludzi, którzy skuszeni sławą Gór Izerskich jako łatwych rowerowo, biorą elektryka na dzień czy kilka godzin i próbują jeździć. Przy czym stanowią zagrożenie dla wszystkich łącznie ze sobą. Osobiście widziałem zatrzymywanie się na równym, szutrowym zjeździe bo szczelina odwadniająca, a ten niemiłosierny gap nie ma czikenlajn.
Nie wiem jak w Beskidach, ludzi może być więcej, bo Sudety są w rogu Polski. może nie takim jak Bieszczady, ale zawsze i część ludzi ma dalej. Choć blisko mają ludzie z płaskopolski i jak widzę na szosie blachy z Poznania, Leszna czy innego Kalisza to wiem, że mam zachować czujność, bo jak zaczną się zakręty to będzie bardzo wolna jazda.
siemalysy
17-06-2025, 18:02
Wreszcie warun w weekend dopisał, nawet za bardzo dopisał.
Dzięki za dzień pierwszy, czekam na kolejne.
Oj tak :) Z dnia na dzień było coraz cieplej. Słońce grzało jak trzeba. Nawet za bardzo. Dziś zaczęła mi schodzić skóra z karku, bo tak się zjarałem. Ale po co użyć jakiegoś filtra ;)
Oooo, ładniee, bardzo ładnie nawet :) Niezłe te górskie widoczki :)
To prawda. Jest tam ładnie :)
siemalysy - jest komfort przy planowaniu tripu, no nie ? :D. Świetne szlaki, piękne tereny.
Przy planowaniu jak przy planowaniu. Podczas podjazdów boli podobnie, ale jedzie się szybciej i dalej :)
siemalysy - jak wrażenia z elektrycznego worka?
Początek Waszej trasy bym zmienił, między Rycerką a Rajczą jest bardzo fajny czerwony, jechaliśmy go w tamtym roku zresztą, wpada na niebieski w Młada-Hora. My co prawda pojechaliśmy dalej czerwonym, ale początek fatalny, zwykły wypych. Lepiej na niebieski i na Wiertalówkę.
...
No właśnie tej konkretnej trasy i tego początku bym nie zmieniał. Rok temu jechaliśmy z Rajczy do Ujsoł asfaltem, a dalej na przełęcz Kotarz szutrem. Jesienią robiliśmy czerwony z Małej Rycerzowej do Rajczy. W dół bardzo fajny szlak. Pod górę chyba niekoniecznie. Może kiedyś spróbujemy. Tym razem celowo wybrałem niebieski na przeł. Kotarz przez Mładą Horę.
siemalysy Piknie, aż mi się w góry zachciało. Potem sobie przypomniałem, że przecież prądu nie mam i od razu mi przeszło ;)
Ten czerwony szlak z Mladej Hory bywa masakryczny nawet na piechotę, tam grube błoto potrafi być.
Jeździliśmy jakiś czas temu razem i bez prądu dobrze sobie radziłeś :)
Przy planowaniu jak przy planowaniu. Podczas podjazdów boli podobnie, ale jedzie się szybciej i dalej :)
... i podjeżdża, dotychczas, niepodjeżdżalne szlaki :D
patronat
17-06-2025, 19:43
patronat - proste od fabryki miałeś te tarcze Magury ? Jaki rozmiar ?
Moja 203, co ją z tyłu dałem, fabrycznie była krzywa minimalnie, ale tak, że mieściła się w tolerancji szpary. Jedynie, co ją dobrze gdzieś przygrzałem, ciutkę ocierała. Teraz ją naprostowałem (wcześniej się trochę cykałem, bo to wyższa technika "pływająca" jest) i po ostatnim razie jest cisza i spokój. Generalnie jestem zadowolony, bo jednak trzyma fason po wpierniczu :)
- - - - kolejny post - - - - - -
Dokładnie, a jak przyjdzie mi jednak się "wkopać" w jakiś niedzielny ruchliwy szlak, to wiem, że trza zagryźć zęby i wyrozumiałym być :D
Fabrycznie miałem Galfery. I 6100. Kupiłem na promce w Bike discount full pakiet MT7 z klockami 8.p i tarczami za, uwaga, 1040 PLN. Hamuje to znacznie lepiej, ale odgłosy ma srogie:). Bardzo podoba mi się modulacja Magury. Shimano jest takie 0/1 przy tym. Na filmie odgłosy sà po maksymalnym nagrzaniu tarcz, 200 metrów ponad 30% spadku. 6100 mi się kończyły w połowie takiej trasy. Jak się będą wyginać to je zmienię, z tym że chciałem 2mm grubości tarcze. Najbardziej Sharka bym chciał, ale cena nie zachęca:)
Budzik ustawiony na 4:56, ja jednak już nie śpię od dwóch minut leniwie sięgając po telefon, aby wyłączyć nadchodzący budzik.
Szybkie ogarnięcie, śniadanko, sprawdzenie szpeju, toaleta i trzeba wyruszać na ciapong, 5:45 wyruszam na dworzec peronu drugiego na Głównym Mieście. Na dworcu melduję się o 6:12, mam jeszcze 20 minut.
Pociąg Polregio przyjeżdża o czasie, niestety skład to stary „minionek”, a miejsce na rowery na końcu składu, cóż, pakuję się na koniec a tam już dość ciasno, ostatecznie ja robię za uchwyt rowerowy dla swojego rumaka siadając przy drzwiach.
Przystanek dalej wsiada organizator wydarzenia, i to mi uświadamia, że mogłem przecież wybrać się z tego samego przystanku i miałbym nawet bliżej, ale mniejsza o to. Okazuje się, że w przedziale jest już większość osób, z którymi przyjdzie mi dzisiaj pokonać trasę do Gdańska.
Na stacji docelowej w Smętowie Granicznym meldujemy się o czasie, znajdujemy sklepik, reszta robi tam sobie śniadanko z kawą, ja odpuszczam, jestem najedzony i nawodniony.
Czekamy pół godziny na jeszcze jedną osobę i ruszamy na przygodę.
Przy okazji odnotowuję wieżę ciśnień, która zwróciła na mnie swoją uwagę, zatem została ujęta na zdjęciu.
Początkowo trasa przebiega bocznymi ulicami, jednak docelowo to będzie blisko 80% szutru i 20% asfaltu, z czego drogi gruntowe, nieutwardzone stanowią 48%.
88571
Bardzo szybko wszyscy weryfikują swoje miejsce w peletonie i rozpoczynamy ćwiczenia nad techniką jazdy w piochu. Pioch będzie towarzyszyć nam przez sporą część trasy i będzie przeplatać się z nieco bardziej utwardzoną nawierzchnią, azaliż lasy Borów Tucholskich, lasy wdzydzkie w okolicach jezior szczególnie, bardzo piaszczyste są w wielu miejscach.
Piękne tereny, piękne lasy witają nas cieniem, rano było dość rześko, ale bardzo szybko robi się ciepło i okazuje się, że koszulka z manufaktury chińskiej mcycle (z długim rękawem) jest nieco zbyt ciepła, nie mniej jednak mnie to nie przeszkadza, bo bardzo szybko wysycha a przynajmniej nie opalę się na szachownicę, mimo wszystko mogłem spakować też krótki rękawek, albo po prostu założyć rękawki rano, jednak pogoda przez ostatnie trzy dni była taka, że wiatr z północy był bardzo zimny więc zadziałałem zachowawczo i w sumie ostatecznie nie żałuję.
Przejeżdżamy przez Osiek, Żurawki, Brzeźno (nie, nie to nadmorskie), jest piaszczyście, ale przejezdnie, kadencja rośnie prędkość maleje. Robimy nawrotkę na Błędno aby przywitać Krzywe Koło w pętli Wdy.
Następnie wracamy już w kierunku Łobody, tutaj wita nas więcej piachu, niektóre fragmenty mocno techniczne, droga na nawigacji prowadzi do przodu, jednak po chwili okazuje się, że zniknęła pod kołami, tym czasem po środku lasu pojawia się rów głęboki na 2 metry, na szczęście suchy, przeprawiamy się na drugą stronę i po 150 metrach trafiamy na lekko wydeptaną drogę gruntową.
Doga bardzo nierówna, z korzeniami, jednak przejezdna. Droga przeplata się z niezłej jakości szutrami.
Dwie osoby mają już lekko dość, trasa w tym miejscu mocno techniczna, a więc kilometry upływały powoli, a wszyscy byli zmachani jak konie po westernie, i pomyśleć, ze to nawet nie jest jeszcze sześćdziesiąty kilometr trasy. Ja w pewnym momencie poczułem się zbyt pewnie i zaliczam glebę kopiąc przednie koło w głębokiej bruździe piachu, kolega jadący obok cudem mnie omija, szybko wstaję, otrzepuję się i jedziemy dalej, nie ma co płakać.
W Śliwicach zatrzymujemy się na dłużej, okazuje się, że jedna koleżanka nas goni, zatem uzupełniamy zapasy wody w pobliskim Lewiatanie i siadamy na lody z kawką, tu należy odnotować, że gałki były przekosmicznie duże, za to kocham niektóre małe wsie i miasteczka, dają od serca.
Ja osobiście biorę kawę, kupuję też zimna wodę żywca i wymieniam jeden bidon, który do tej pory opróżniłem jedynie w połowie.
Koleżanka dojechała, chwilę jeszcze gadamy, dojadamy i ruszamy dalej w drogę, w sześciu wspaniałych jeźdźców ;)
Od Rosochatki do Dąbki teren leśny bywa nadal trudny, ale przeplata się z ładnymi szutrami, zatem jest chwila na odpoczynek i nadrobienie średniej. Dwie osoby jadą nieco bardziej z przodu, spotykamy 5 dziewczyn jadących na koniach, konie niestety się spłoszyły i uciekły w między drzewa, jednak obyło się bez większych ekscesów, konie się uspokoiły, a ja poprosiłem jedną z dziewczyn o zdjęcie, bardzo podobał mi się jej konik ;)
Kawałek dalej zapada decyzja, że przy gorszej drodze robimy zjazdy w bok na lepszą nawierzchnię.
Większość jest mocno podmęczona :D Ale hej, w opisie trasy było, że wyrypa, jedynie nie było, że piaszczysta ;)
Na 87 km. Dojechaliśmy do Czerska, zatrzymaliśmy się przy rynku na obiad, Więszkość, w tym ja, zamówiła hamburgery wołowe/drobiowe z frytkami i po leszku 0%. Warto było, jedzenie całkiem niezłe, burgery dość duże, dało się konkretnie najeść.
Po godzinnej posiadówie pod parasolami jeszcze kolejne uzupełnienie wody przez niektórych i ruszamy dalej w trasę, nieco ciężsi niż wcześniej ;)
Do Klonowic bardzo fajny teren, malownicze krajobrazy.
Od Klonowic do Konarzyn leśne drogi przeplatające się z piaszczystymi dróżkami, jednak dało się jechać, były tylko dwa fragmenty, na których trzeba było zejść z roweru, ale podobno to nie wstyd. Nie tutaj.
Dojeżdżamy do Stawisk (131km), tutaj zatrzymujemy się na kolejną dłuższą przerwę, niestety jedna z osób jest zdecydowanie słabsza już od dłuższego czasu i piaski ją wykańczają, przez większość trasy zmuszeni byliśmy na nią czekać wielokrotnie, co przedłużyło nasz wyjazd o dobre 2, 2.5 godziny. Jednak jesteśmy w grupie, więc nie wypada nie poczekać. Uzupełniamy wodę, spora część ekipy łąpie już głupawkę, wysypujemy piach z butów i czyścimy stopy śmiejąc się, skąd ten pioch ;)
Z każdym następnym kilometrem nawierzchnia się poprawia, od 140 km praktycznie jedziemy już po asfaltowych ścieżkach i bocznych drogach w otoczeniu wiosek, pól i lasów. Od 150 km. też będzie raczej bardziej z górki niż pod górkę, ostatni sklep przy którym decydujemy się zatrzymać, u Eli, ponieważ zajmuje nam to już zbyt dużo czasu a chcemy dojechać przed nocą ;). Szybkie uzupełnienie wody i jazda dalej. Osoba, która była już wykończona nie chciała nas opóźniać, poprosiła o transport znajomych, którzy mieli ją zgarnąć z Kleszczewa, zatem żegnamy się i prujemy wiatr w kierunku domu, tym razem przerw już nie będzie, chyba, ze na światłach. Od Kleszczewa to już DDR w kierunku domu dalej przez Straszyn i do domu, ja, żegnam się z grupą na 192 km, jednak chciałem dobić jeszcze do 200km, zatem objechałem swoją wioskę dookoła i zakończyłem trasę na myjni ok godziny 21:45. Czas w ruchu to nieco ponad 9 godzin, tym czasem łączny czas to aż ponad 13 godzin.
Trasa wymagająca, techniczna, głównie przez jazdę po różnej jakości gruncie, jednak zapach lasu, spokój i dzikość przyrody wynagradzają ten trud, mi jechało się wyśmienicie.
Siodełko spisało się dobrze a bałem się, że tyłek może nie podołać, bo siodło krótko testowane, byłem ogólnie zmęczony, część mięśni spięta, część lekko boląca, ale po dojechaniu do domu wrażenie było takie, że jeszcze z 50 km lub więcej można by spokojnie przejechać.
Na całej trasie zjadłem 8 batoników 60 gramowych, 3 musy z lidla, dwa bananowe i jeden brzoskwiniowy, Burgera z frytkami, żelki z Deca. Wypiłem jedno piwo zero, jedną dużą kawę, 4 bidony wody 0.7, i jedną kolę 0.7l.
W domu szybka kąpiel ogarnięcie się i spaćku, bo jutro z rana rodzinny wyjazd na plażę, na smażenie ciałka ;)
Przejechana trasa: https://ridewithgps.com/trips/296085345
Strava: https://www.strava.com/activities/14800137273
Trochę fot z trasy
w dwóch częściach:
88561
88560
88559
88558
88557
88556
88555
88554
88553
88552
88570
88569
88568
88567
88566
88565
88564
88563
88562
88576
88575
88574
88573
88572
cdn...
siemalysy
17-06-2025, 20:53
Siema :)
Sobota, znów budzę się przed budzikiem. Znów spałem słabo, ale narzekanie nie miało sensu, bo szykował się kolejny ciekawy dzień :) Lekkie śniadanie, szybki ogar i można było ruszać na szlak.
Dwadzieścia minut przed dziewiątą ruszamy z bazy. Wzdłuż Rycerki jedziemy do Rajczy. Tam żegnamy się z Sebą i we dwóch jedziemy dalej. Seba dzień wcześniej uderzył się kostką w zębatkę korby i tak go bolało, że odpuścił rower. Podjechał z nami tylko do Rajczy, do apteki. Trzy i pół kilometra dalej odbijamy w lewo na szlak żółty, a po kolejnych dwóch kilometrach zjeżdżamy w końcu z asfaltu. Szlak ten prowadzi na Halę Redykalną, my jednak halę zostawiamy na kolejny dzień i dojeżdżamy nim do Zapolanki. Pojawiają się pierwsze fajne widoczki, więc trzeba zrobić pamiątkowe foto :) Na 10 km zostawiamy szlak żółty i trzymając się asfaltu zjeżdżamy do Złatnej i tam wbijamy na szlak niebieski.
Zaczynamy podjazd w stronę Bacmańskiej Góry. Krótki kawałek jest jeszcze asfaltowy, a później wjeżdżamy na szuter i nim kontynuujemy jazdę. Nachylenie na początku jest poważne, bo dość często dobija i nawet przekracza 15%. Dopiero jak dobiliśmy do wysokości ok. 900 m n.p.m. robi się bardziej płasko. Są podjazdy, ale nie sprawiają one żadnych problemów. W połowie szutrowego łącznika do szlaku czarnego robimy sobie popas. Otworzyły się widoczki, więc był to dobry pomysł na batona i uzupełnienie wody w bidonie.
Po popasie pojechaliśmy dalej szutrem. 1,5 km później przecięliśmy szlak żółty, a 700 m dalej zakończyliśmy jazdę szutrem i skręciliśmy w prawo w szlak czarny, któryrm zaczęliśmy podjazd na Rysiankę. Pojawili się pierwsi turyści tego dnia. Nie było ich wielu, bo tylko 3 pary. Podjazd zaczął się srogo. Nachylenie rzadko kiedy schodziło poniżej 15%. Kamienie powodowały, że trudność wzrastała. Natomiast silnik pomagał kręcić równo i wspinać się metr po metrze. W pewnym momencie ilość luźnych kamieni zwiększyła się drastycznie. Aż musiałem się zatrzymać, żeby rozkminić, którędy jechać. Wybrałem dobry tor jazdy i przetoczyłem się po kamienistym podłożu. Poczekałem na Grześka i korzystając z okazji zrobiłem mu kilka zdjęć. Dalej pojechaliśmy razem, bo zrobiło się przyjemniej. Przed nami otworzyły się zbocza Rysianki i widzieliśmy już szczyt podjazdu. Na Rysiankę docieramy dość wcześnie, więc tłumów nie ma. Za nami jest już 23 km i ok. 1150 m w górę. Robimy sobie przerwę na odpoczynek i nieduży popas. Wcinamy dobre jagodzianki i zapijamy je colą.
Z Rysianki czerwonym szlakiem zjeżdżamy na Halę Pawlusią. Przed nami widok na Romankę. Po prawej stronie Babia Góra, a za nami Pilsko, a jeszcze dalej Tatry. Widoczki są zamglone, ale i tak jest pięknie. Na Hali Pawlusiej zatrzymujemy się, żeby odpalić drony. Grzesiek wyposażył się w drona, więc żeby nie tracić podwójnie czasu na latanie dwóch dronów, jeden za drugim, to zaproponowałem rozwiązanie, że ja latam do 60 m, a Grzesiek 20 m wyżej lub odwrotnie. Skończyło się tak, że Grzesiek zawsze latał wyżej, bo tak mu bardziej pasowało. Polatałem kilka minut. Zrobiłem kilka ujęć i kilka fotek i można było lądować.
Z hali czerwonym szlakiem jedziemy w kierunku Romanki, ale na pierwszym skrzyżowaniu szlaków odbijamy w lewo. Trzymamy się czerwonego szlaku (GSB) i zaczynamy zjazd. Jechałem tamtędy jesienią, kilkukrotnie tamtędy chodziłem, więc wiedziałem czego się spodziewać :) Zaczyna się niewinnie, trochę w dół, trochę w górę. Jest też trochę kamieni, jest spoko. Przed Halą Wiepierską zjeżdżamy stromym i kamienistym fragmentem szlaku. Przejeżdżamy też płynącym po szlaku strumieniem. Chwilę później jesteśmy już na hali. Otwierają się widoczki, jest ładnie. Za halą robi się mniej ciekawie, bo szlak robi się coraz węższy, bardziej zarośnięty. Nie raz dostałem z liścia po pysku. Wiele razy zostajemy wybici z rytmu jazdy, bo musimy przenosić rowery przez leżące w poprzek szlaku drzewa. Kilka chwil później dojeżdżamy do łańcuchów, znosimy rowery i jedziemy dalej. Szlak w końcu robi się szerszy, pojawiają się znów kamienie, jednak jedzie się dobrze. Ciśniemy cały czas w dół aż do Suchego Gronia.
Na szczycie nie zatrzymujemy się, wspominamy wypad sprzed kilku lat gdzie też wylądowaliśmy na Suchym Groniu. Szybki zjazd i dojeżdżamy do błota. Nie ważne czy jestem tam rowerem czy pieszo, błoto jest tam zawsze. Przedzieramy się przez błotną maź i zaczynamy podjazd do Słowianki. Szybko idzie i kawałek za Słowianką zaczynamy zjazd do Żabnicy Skałka. Zjazd prosty i szybki, więc po kilku minutach meldujemy się w wiosce i zaczynamy podjazd na Halę Boraczą. Podjazd asfaltem idzie szybko i dość szybko meldujemy się przy schronisku na Boraczej wykręcając od Żabnicy dystans 3,3 km i 270 m w pionie. Zajechaliśmy do schroniska na jagodziankę, ale była długa kolejka i opornie to szło, więc zrezygnowaliśmy i pojechaliśmy dalej.
Spod schroniska szybki kawałek w dół i zaczynamy kolejny podjazd. Początek jest dość techniczny, bo są skałki i kamienie. Optymalny przejazd utrudniła trójka turystów, jednak udało mi się ich bezpiecznie wyminąć i pojechać dalej. Nikt nie musiał uciekać mi z drogi i nikt nie czuła żadnego zagrożenia ;) Podjazd kończymy przy szałasie przy skrzyżowaniu szlaków. Robimy krótką przerwę na drona i ciśniemy dalej. Przed nami szlak niebieski do Rajczy. Zaczyna się fajnie, po kilku chwilach zaczyna się błotko, jednak nie stanowi żadnego problemu. Za krótkim zjazdem mamy ostatni podjazd tego dnia, niewiele, bo 70 m w górę. Podjeżdżamy niespiesznie i w końcu osiągamy szczyt podjazdu. Dalej już tylko w dół. Jest szybo i fajnie, aż dojeżdżamy do dwóch ścianek występujących jedna za drugą. Stromy zjazd i bardzo dużo luźnych kamieni. Robię ten zjazd na 3 albo i 4 raty. Pod koniec zjazdu zaczepiają mnie jakieś kolce i pojawia się pierwsza krew na ręce. Nic groźnego, więc dwa łyki wody, uspokojenie oddechu i ruszamy dalej. Zjazd kończymy w Rajczy. Wyjeżdżamy na asfalt i po 100 m zjeżdżamy na ścieżkę rowerową wzdłuż rzeki. Ścieżką tą dojeżdżamy pod samą bazę.
Kolejny fajny dzień na rowerze. Pogoda niemal optymalna. Fajne widoki, ciekawe szlaki. Dobry dzień w górach. Robimy 48,4 km i 1703 m w pionie.
Link do trasy: https://www.strava.com/activities/14797215596
Fotki:
Od zdjęcia nr 19 fotki z zewnętrznego hostingu. Po raz kolejny mój limit się wyczerpał. Tym razem już sobie daruję prośbę o wyczyszczenie starych zdjęć.
88577
Na żółtym szlaku.
88578
Szlak żółty prowadzący na Halę Redykalną. Podjeżdżaliśmy tam jesienią. Teraz pojechaliśmy asfaltem do Złatnej.
88579
Widoczek z Zapolanki.
88580
Droga techniczna i pierwszy sprzęt leśny.
88581
Widoczek na Tatry z drogi technicznej pod Halą Lipowską.
88582
Sprzęt leśny nr 2.
88583
Szlak czarny na Rysiankę.
88584
Szlak na Rysiankę. Końcówka podjazdu. W tle Tatry.
88585
Hala Rysianka. Widoczek na Tatry.
88586
Hala Rysianka. Widoczek w kierunku Pilska i Babiej Góry.
88587
Rysianka.
88588
Pilsko i Babia Góra.
88589
Hala Pawlusia.
88590
Romanka.
88591
Carpe diem.
88592
GSB i łańcuchy.
88593
Ostatni kawałek zjazdu przed Suchym Gronierm.
88594
Z podjazdu na Boraczą.
https://i.postimg.cc/qvG5wqdM/Rysianka-19.jpg
Jadą quady jadą.
https://i.postimg.cc/zv1Qpg3v/Rysianka-20.jpg
Widoczek na Halę Boraczą i na schronisko na niej.
https://i.postimg.cc/8Pv57Qgb/Rysianka-21.jpg
Dwóch, to już banda.
https://i.postimg.cc/0yBPnVvN/Rysianka-22.jpg
Szałas przy którym startuje szlak niebieski do Rajczy.
c.d.
88603
88602
88601
88600
88599
88598
88597
88596
88595
the end :P
crusiek siemalysy
Sebastian, Michał, dzięki za relacje.
Seba, jak na piaski, to tempo i tak mieliście całkiem dobre.
siemalysy, Michał, kolejny fajny dzień i świetne widoki :) Takie długie weekendy są fajne :)
Jeździliśmy jakiś czas temu razem i bez prądu dobrze sobie radziłeś :)
Byłem wtedy rok młodszy albo i dwa, w sumie już nie wiem kiedy to było.
A tymczasem w tym roku fullem zdobyłem 3 albo 4 razy Kozią. I w chyba tyle jeśli chodzi o góry. Nawet gravelem byłem wyżej ;) No ale pewnie w końcu "odkryję" góry na nowo.
A drugi dzień tys pikny :)
crusiek 190km piaskownicy przecinanej asfaltem to grubo. Chyba bym fatbajka kupił :)
Dzięki pany, trochę ciorania było, ale w sumie fajnie było i drugi raz też bym pojechał :D
lukasz_kk
17-06-2025, 22:37
Odnośnie gór i ludzi na elektrykach to dziś idąc ze Stogu Izerskiego w kierunku schroniska pod owym szczytem widziałem ekipę ~10 typa na elektrykach właśnie, jadących w górę, a tam kamienie znacznie gorsze niż na zdjęciach z ostatniej relacji siemalysy. Panowie raczej średnio obyci z MTB sądząc po tym jak jechali, ze dwóch to w ogóle bez kasku na głowie. W sumie ciekawe gdzie dalej pojechali (albo pchali?) bo od Stogu w kierunku Smreka przed rozejściem się szlaków m.in. w kierunku Hali Izerskiej to już nie kamienisty szlak tylko stopnie z dużych głazów miejscami ze sporym nachyleniem.
patronat
18-06-2025, 08:32
Tam jest mega problem. Nazywa się spotkania integracyjne. Znajomy endurowiec dostał zaproszenie na imprezę firmową. Mieli opłacony pobyt, żarcie, picie. Picie. I picie. I rowery elektryczne. Z mapkami. On jest motocyklowy, mocno obyty w terenie. A reszta, 15 osób to zbieranina „inżynierów z całej Polski. Po pierwszym dniu, połowa z nich leczyła kaca piwem siadając na e-biki. Kasków nie było, bo firma matka zamówiła tylko rowery do hotelu.
Tak, teren ten mocno cierpi z powodu łatki o łatwych trasach.
- - - - kolejny post - - - - - -
Przy okazji jutro piękny dzień- wybiera się ktoś w góry? Beskidy, Fatra, Gorce?
@patronat (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=88201) - wbijajcie w Wyspowy. Jadymy z Marcinem.
- - - - kolejny post - - - - - -
@crusiek (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=79646) @siemalysy (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=75537) - kudosy za relacje i fotosy !
patronat
18-06-2025, 11:58
Jedźmy na Fatrę jutro! Mamy modyfikację ostatniej trasy, pętla około 50 km, 1600 up, nastawiona na widoki.
Wyspowy, mamy od dawna zaplanowany.
Byście se odmianę jakomś zrobili, obiecuje wpiernicz srogi :lol:
patronat
18-06-2025, 12:18
Za dużo ludzi będzie :) A tam pewnie z 5 osób spotkamy na cały dzień :)
Wyspowy już nie jest tak popularny. Na szczytach Mogielicy, czy Ćwilina to i owszem, może być coś ludków, ale tam jest sporo szlaków, którymi te ludki będą łazić, my pojedziemy (chyba) mniej uczęszczanymi
Czy suport może trzeszczeć sam z siebie?
Bo mi zaczął strzelać przy kręceniu lewą korbą. Sprawdziłem luz, lewa strona była jakoś lekko dokręcona to dokręciłem.
Strzelało nadal. Więc pogooglałem, zmądrzałem, wykręciłem i przesmarowałem gwint. Ale tylko lewą stronę, bo przecież tylko ta strzela :D
Strzelało nadal. Wykręciłem całość, przesmarowałem - tym razem obie strony :D, a przy okazji zobaczyłem że na gwincie ramy jest coś białego i kruchego - stary smar? Co się dało, to wykruszyłem i oczyściłem.
Przez parę km wydawało mi się że pomogło, ale strzela nadal.
Jeszcze coś można spróbować zrobić, czy po prostu kupić nowy?
siemalysy
18-06-2025, 16:07
crusiek ładna wyrypa i dużo ładnych fotek :)
Dziękuję za relację.
kashpir
A ten wykręcony to gładko się kręciła oś/łożyska?
Trzeszczenie na gwintach misek to jedno, ale łożyska mogą dołożyć swoje.
Z lekkim oporem, ale gładko.
Suport dokładnie ten:
https://allegro.pl/oferta/suport-shimano-sm-bbr60-68-mm-wklad-suportu-szosa-gravel-ultegra-105-grx-16163868561
W tych rowkach z boku było mnóstwo syfu, ale to chyba nie powinno się dostać do środka? Myjką ciśnieniową roweru nie myję, jedynie prysznicuję w wannie :D
No właśnie raczej trzeba będzie zdjąć ten plastik co na nim napisali, żeby go nie zdejmować.
broken reed w jednym ze swoich filmów na YT pokazywał jak to zrobić, żeby dało się go jeszcze użyć. Nie jest to trudne, jest tylko wciśnięty, ja to robiłem raz, ale wkład był do utylizacji i nie przejmowałem się.
Pod niego włazi sporo syfu, który może w końcu być odpowiedzialny za trzeszczenie.
Aaa, ok, spróbuję.
Dzięki za pomoc
Tam jest mega problem. Nazywa się spotkania integracyjne.
W poprzedniej firmie mieliśmy imprezę firmową w Siennej czyli u podnóża Czarnej Góry. Przed paszą i głównym piciem były zajęcia ruchowe. Można było sobie wybrać co kto chciał, było też eMTB. Niby miało być dmuchanie przed rowerami, ale nikt tego jednak nie sprawdzał. Kask, jak kto zabrał z domu to miał. Ostatecznie na imprezie nie byłem, bo miałem w tym czasie urlop, ale i tak bym nie brał rowerów.
siemalysy rotor
Dziękuję panowie I kłaniam się do stópek :)
siemalysy
18-06-2025, 20:35
Siema :)
W niedzielę budzę się przed budzikiem bo na bazie zrobiło się głośno. Otwieram oczy i widzę, że chłopaki już się krzątają po "sypialni". Nie chce mi się wstać, więc odwracam się na drugi bok i jeszcze zamykam oczy, żeby jeszcze smacznie pospać. Nie muszę się spieszyć, bo beze mnie nigdzie nie pojadą ;) W końcu dzwoni budzik i postanawiam podnieść się z łóżka i zejść na śniadanie. Ogarniam śniadanko, kolejny raz tego weekendu słyszę pytanie, gdzie dziś jedziemy... Odpowiadam grzecznie i biorę się za szamanie. Po śniadaniu zaczyna się proces pakowania. Pakujemy swoje graty do toreb, walizek i plecaków. Następnie pakujemy się ze wszystkim do auta. Pakujemy rowery na bagażnik, robimy ostatni rzut oka po bazie czy wszystko zabraliśmy i startujemy autem do Ujsoł. Sześć i pół kilometra mija szybko. Na miejscu parkujemy auto pod Urzędem Gminy. Zdejmujemy rowery i szykujemy się w góry.
Z parkingu ruszamy minutę przed godziną dziewiątą i asfaltem jedziemy w kierunku miejscowości Glinka. Początek asfaltowy, lekki podjazd, niemal zerowy ruch samochodowy. Jest już ciepło i zapowiada się gorący dzień. Pięć kilometrów dalej, przed polaną Piekiełko zjeżdżamy z asfaltu na drogę techniczną i zaczynamy wspinaczkę w kierunku żółtego szlaku. Na ten szlak mogliśmy odbić dużo wcześniej, ale tam początek podjazdu, to niezła rzeźnia. Droga szutrowa wznosi się raz mocniej, raz słabiej. Podjeżdżamy niespiesznie, bo w nogach czuć poprzednie dni. Jedziemy we trzech, bo Seba postanowił do nas dołączyć. Za bardziej stromymi podjazdami czekamy chwilę na Sebę i dalej jedziemy razem. Tak kilka razy aż dojeżdżamy w końcu do żółtego szlaku. Zaczynają się widoczki, zaczyna się też trochę trudniej pod górę.
Szlakiem żółtym jedziemy na Krawców Wierch. Szlak wznosi się momentami stromo w górę. Są też fragmenty gdzie jest przyjemnie. Na Polanie Krawców, przy bacówce meldujemy się po przejechaniu niecałych 10 km i 490 m w górę. Przy bacówce jest niewielu turystów, więc jest dobrze, bo tłumów nie ma. Znajdujemy miejsce przy stoliku i w cieniu. Robimy sobie przerwę na banana i na colę. Przy okazji wylatuję dronem, żeby zobaczyć jak to wygląda z innej perspektywy.
Spod schroniska szlakiem niebieskim podjeżdżamy kawałek na szczyt Krawców Wierch. Później zaczyna się krótki zjazd i podjazd na Grubą Buczynę. Ostatnie metry, to sroga ścianka. Garmin pokazał mi nawet 32% nachylenia. Wjechałem wszystko co było strome, a na samym końcu podjazdu już źle wybrałem linię i wjechałem w krzaki, więc musiałem zejść z roweru. W pewnym momencie obawiałem się, że polecę do tyłu na plecy. Całe szczęście do tego nie doszło :) Z Buczyny zaczyna się bardzo fajny zjazd. Jechaliśmy tak kilka lat temu z Grześkiem i z Marcinem / kipciorem /. Jedzie się wybornie. Siedemset metrów dalej odbijamy na punkt widokowy na Wielkim Groniu. Fotka i lecimy dalej w dół. Zjazd jest cały czas wyborny, leci się bardzo przyjemnie. Nagle słyszę hałas dobiegający z tylnego koła. Zaczynam hamować i myślę sobie, że jakiegoś badyla złapałem. Bo niby co innego na tak fajnym i względnie czystym szlaku. Zsiadam z roweru i odwracam się w kierunku tylnego koła. Zastaje widok, którego się nie spodziewałem. Nie wierzę w to co widzę. Dojeżdżają chłopaki i widząc przerzutkę i koło pytają czy wyglebiłem. Nie wyglebiłem, ale między przerzutkę a szprychy wciągnęło dość sporych rozmiarów kamień. Za nami było 13 km.
Wkurzenie narastało przez co nie myślałem trzeźwo. Wyjąłem kamień, oparłem rower o słupek graniczny, bo musiałem przez chwilę ochłonąć. W głowie już analizowałem jak najszybciej wrócić do Ujsoł do auta. Minęła chwila i zacząłem trzeźwo myśleć i działać. Miałem w głowie plan, żeby coś z tym zrobić. Wziąłem się do roboty. Nie mogłem rozpiąć spinki, więc odkręciłem jedno kółko przerzutki, żeby uwolnić przerzutkę. Odkręciłem linkę i mogłem zdemontować przerzutkę. Pierwsza myśl jak miałem ją w dłoniach, że może uda się wyprostować wózek. Nie udało się. Jak ja demontowałem zmieniarkę, to Grzesiek szukał spinki. Znalazł, więc nie wojowałem się z odpinaniem spinki tylko wziąłem się za skracanie łańcucha. Jak już działałem, to w głowie miałem nastawienie, że ja tego tripa dokończę. Popełniłem pierwszy błąd. Wiedziałem, że przed nami ponad 400 m w górę, dlatego łańcuch skróciłem pod drugą albo trzecią koronkę kasety. Zapiąłem spinką i pierwszy ruch korbą pokazał, że ze mnie jest gamoń, a nie inżynier ;) Łańcuch oczywiście spadł niżej. Postanowiłem, że skracam łańcuch na środkową koronkę kasety. Nie mogłem znów rozpiąć spinki. Były dwie i ani jedna ani druga nie drgnęła. W**** narastał, wiele myśli kłębiło się w głowie. Walczyłem ze spinką dość długo, aż przypomniałem sobie filmik jak gość odpinał spinkę ustawiając ją na zębach blatu i stukał z góry. Dwukrotnie nie wyszło, a nie wyszło dlatego, że odwrotnie wkładałem spinkę. Za trzecim razem bingo, rozpięła się. Skróciłem łańcuch, ale był on trochę luźny. Luźny na środku, bardzo luźny koronkę niżej i bez możliwości założenia koronkę wyżej. Kombinowałem trytakamii, żeby zrobić druciarską prowadnicę. Nic z tego nie wyszło, więc zostawiłem tak jak jest.
Ruszamy dalej. Rower jedzie normalnie, więc pojawiają się myśli, że może to się uda. Że najgorsze podjazdy najwyżej wepchnę rower. Kilkaset metrów dalej zaczynam słyszeć, że łańcuch tańczy po kasecie. Spada koronkę niżej i wraca na docelową. Dzieje się tak tylko na dużych nierównościach. Ogólnie jedzie się sprawnie, nawet jak łańcuch tańczy. Pojawiło się sporo błota i zachciało mi się je przejechać. Przejechałem prawie całe, bo 10 m przed końcem w błocie była zatopiona belka, która była prostopadle do koła. Zablokowało mi koło, nie zdążyłem się wypiąć i wyglebiłem. Starłem tylko trochę lewą nogę. Dotarliśmy do Przełęczy Bory Orawskie i odbijamy ze szlaku niebieskiego w bardzo fajny wąski singielek. Dojeżdżamy do szerszej i kamienistej drogi, odbijamy w lewo i mamy bardzo stromy zjazd po kamieniach. Nie schodzę z roweru tylko zjeżdżam. Nic gorszego przecież już mi się nie może stać ;) Na dole melduje się przed strumykiem, przechodzę na jego drugą stronę i czekam na chłopaków. Oni postanowili zejść. Na dole zauważam, że ruch korbą wymaga przyłożenia bardzo dużej siły. Konsternacji i pytanie w głowie WTF. Na zjeździe jak zawieszenie pracowało, to łańcuch wskoczył o jedną koronkę wyżej. Spowodowało to takie spięcie napędu i zawieszenia, że się poddałem i uznałem, że to koniec :( Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Zawiueszenia nie szło ugiąć, korbą ciężko się kręciło, a łańcuch był naprężony. Wyciągnąłem skuwacz. Poprosiłem chłopaków, żeby trzymali rower z głowami odwróconymi od roweru. Wyprasowałem pina i zacząłem wykręcać trzpień skuwacza. Też odwróciłem się w drugą stronę. Po kilku chwilach strzeliło porządnie i łańcuch został rozkuty. Powędrował on do plecaka, do przerzutki.
Zaproponowałem chłopakom, żeby jechali dalej i spotkamy się przy aucie. Mieli jeden podjazd na Rysiankę, a później prawie cały czas w dół. Postanowili wracać ze mną. Sprawdziłem gdzie dokładnie jesteśmy i byliśmy w dobrym miejscu na powrót. Zjechaliśmy czarnym szlakiem do Złatnej Huty i później asfaltem przez Złatną prosto do parkingu przy urzędzie.
Nie tak miał wyglądać ten dzień. No ale to jest ryzyko tej zabawy. W domu przejrzałem nagrania z GoPro i jak jechałem, to kamień ten leżał na płasko. Prawdopodobnie najechałem na niego przodem co spowodowało, że podbił się i stanął w pionie i idealnie wpasował się między przerzutkę a szprychy.
Przejechaliśmy tego dnia 24,5 km i zrobiliśmy 642 m w górę.
Dobry to był weekend. Zrobiliśmy w trzy dni 121,6 km i 4159 m w pionie. Sprzęt spisał się poprawnie. W relacjach nie wspomniałem Wam, że pierwszego dnia jak rano smarowałem łańcuch, zauważyłem poluzowaną przednią zębatkę. Oczywiście ją dokręciłem dostępnymi narzędziami, które dedykowane nie były. W terenie musiałem ją kilkukrotnie dokręcać, bo się odkręcała. Nie powodowało to żadnych problemów z działaniem napędu. Pierwszego dnia rozładowała się bateria od sterowania trybami silnika. Wracając z gór na bazę zajechałem do każdego sklepu i takiej baterii nie mieli. Jak wróciliśmy na bazę, to wziąłem szybki prysznic, następnie wsiadłem w auto i pojechałem do Żywca po baterię.
Link do trasy: https://www.strava.com/activities/14805647169
Fotki:
88663
Widoczek z szutrowego podjazdu. Kilkaset metrów przed skrzyżowaniem z żółtym szlakiem.
88664
Beskidzkim szuterkiem.
88665
Na żółtym szlaku.
88666
Widoczek z żółtego szlaku.
88667
Bacówka Krawców Wierch.
https://i.postimg.cc/cHm6ttn8/Krawc-w-9.jpg
Znad polanki na Krawców Wierch.
https://i.postimg.cc/02HnJbY3/Krawc-w-10.jpg
Znad polanki na Krawców Wierch.
https://i.postimg.cc/Z0kq1Pk2/Krawc-w-11.jpg
Znad polanki na Krawców Wierch.
https://i.postimg.cc/NGX2xLvS/Krawc-w-12.jpg
Znad polanki na Krawców Wierch.
https://i.postimg.cc/Fzx9nMZd/Krawc-w-13.jpg
Znad polanki na Krawców Wierch.
https://i.postimg.cc/V6WQYjb2/Krawc-w-14.jpg
Seba z widoczkiem.
https://i.postimg.cc/657jcrpw/Krawc-w-15.jpg
Bez foty roweru się nie liczy ;)
https://i.postimg.cc/T30tYCkV/Krawc-w-17.jpg
Kamyczek.
https://i.postimg.cc/tJzxtmnD/Krawc-w-18.jpg
Kamyczek.
https://i.postimg.cc/TwtxVVYg/Krawc-w-19.jpg
Kamyczek.
https://i.postimg.cc/ZY1bVLxx/Krawc-w-20.jpg
Może Sram by wytrzymał ;)
https://i.postimg.cc/0QRnVFrq/Krawc-w-21.jpg
Gotowy do jazdy. Niedługiej jak się okazało :(
https://i.postimg.cc/T1hKgYG2/Krawc-w-22.jpg
Już w Łodzi. Mycie i następnego dnia na warsztat.
@siemalysy (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=75537)
"Pierwszego dnia rozładowała się bateria od sterowania trybami silnika. "
O co kaman, jaka bateria ?
----
Tak, jak pisałem wiele razy tu na forum, że ten wynalazek przerzutnika w naszych rowerzach MTB, to strasznie ułomny jest. Myślę sobie, Pinion byłby idealny na takie traski :)
Wyrazy współczucia, ale tak, jak pisałeś, to jest nasze świadome ryzyko, chcą pomykać po górkach rowerzem :evil: Dzięki za opisanie wszystkiego dokładnie. Kudos !
@siemalysy (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=75537)
O co chodzi z tą baterią od sterowania silnika ?
rotor nie używaj czarnego fontu, grzecznie proszę.
https://i.imgur.com/crUe8Jb.png
Znika na ciemnym motywie.
Było zajechać do blacharza, wyklepałby ten wózek lepiej niż prasa w fabryce Shimano.
Czekałem na opis tego dnia. :)
Przygoda musi być. Ważne, że rower już sprawny.
Swoją drogą, ciekawe czy jakbyś miał silnik w tylnej piaście to dałoby radę dalej jechać bez łańcucha?
Kurde sorry, ale mi po skopiowaniu tak wyszło, a ja używam białego tła i nie widzę
siemalysy
18-06-2025, 21:24
@siemalysy (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=75537)
"Pierwszego dnia rozładowała się bateria od sterowania trybami silnika. "
O co kaman, jaka bateria ?
----
Tak, jak pisałem wiele razy tu na forum, że ten wynalazek przerzutnika w naszych rowerzach MTB, to strasznie ułomny jest. Myślę sobie, Pinion byłby idealny na takie traski :)
Wyrazy współczucia, ale tak, jak pisałeś, to jest nasze świadome ryzyko, chcą pomykać po górkach rowerzem :evil: Dzięki za opisanie wszystkiego dokładnie. Kudos !
siemalysy
"Pierwszego dnia rozładowała mi się bateria"
O co kaman, jaka bateria ?--
Tak, jak pisałem wiele razy tu na forum, ze ten wynalazek przerzutnika w naszych rowerzach MTB, to strasznie ułomny jest. Myślę sobie, Pinion byłby idealny na takie traski :)
Wyrazy współczucia, ale tak, jak pisałeś, to jest nasze świadome ryzyko, chcąc pomykać po górkach rowerzem. Dzięki za opisanie wszystkiego dokładnie. Kudos!
Bateria w tym czymś. (https://www.centrumrowerowe.pl/photo/product/bosch-mini-remote-dropbar-brc3310-2-262546-f-sk7-w780-h554_1.webp) Wiem, że da się bez tego ;)
- - - - kolejny post - - - - - -
Było zajechać do blacharza, wyklepałby ten wózek lepiej niż prasa w fabryce Shimano.
Czekałem na opis tego dnia. :)
Przygoda musi być. Ważne, że rower już sprawny.
Swoją drogą, ciekawe czy jakbyś miał silnik w tylnej piaście to dałoby radę dalej jechać bez łańcucha?
Po tą przygodę jeździmy :) Raz na wozie, raz pod wozem :-D
Rower wczoraj odebrałem z serwisu :)
Czekałem na opis tego dnia. :)
Teraz musi powstać film: "Co poszło nie tak" :-D
Bateria w tym czymś. (https://www.centrumrowerowe.pl/photo/product/bosch-mini-remote-dropbar-brc3310-2-262546-f-sk7-w780-h554_1.webp) Wiem, że da się bez tego ;)
- - - - kolejny post - - - - - -
aa, ok. masz blutacza. Da się bezpośrednio na panelu sterować, rozumiem ? U mnie tak jest, jakby manetka zaniemogła (ale ja mam kabel)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.