Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
Nie zamieniałem, ale u mnie nie ma tulejek. Oba kółka są na łożyskach zespolonych tzw. maszynowych.
Sklep już przygotowuje wysyłkę, zatem może jeszcze w tym tygodniu je dostanę. Jak to nie pomoże, to chyba zdecyduję się na wymianę napędu. Znaczy łańcucha i najbardziej zużytych zębatek kasety.
No właśnie, a łańcuch na rozciągnięcie sprawdzałeś? Bo podobny efekt jest jak łańcuch się już wyciągnie i wtedy na najczęściej używanych trybach jest ok,
a na tych rzadziej terkocze, tylko że wtedy kierunek zmiany biegów raczej nie ma znaczenia.
Zmierzę, choć ja zwykle zmieniam w momencie jak zaczyna skakać na kasecie.
Przy ostatnim myciu sprawdzałem kasetę i jedynie na zębatce 15T było widać minimalne zagniecenia na zębach. Widać najczęściej przeze mnie używana.
Kaseta XT M8k. Łańcuch HG701 OIDP.
Sam jestem ciekaw do jakiego przebiegu dociągnę, podobno w szosie da się pięciocyfrowe przebiegi zrobić i to niekoniecznie z jedynką z przodu. Wiem, że gruz to nie do końca szosa, ale jednak więcej tej szosy widzi niż terenu.
Co ciekawe w MTB po 2,6 kkm strzelił łańcuch, a kaseta Eagle GX już nowego nie przyjęła.
Szczerze mówiąc nigdy mi chyba stary łańcuch na starej kasecie nie skakał, po wymianie na nowy tak, ale stary nie. Ja mam właśnie taki efekt jak u ciebie, że tryka na skrajnych, najmniej używanych trybach.
Ja już tak miałem, zwykle wymagało to wymiany łańcucha i jednej, czasem dwóch zębatek kasety.
Jestem ciekawy, co się okaże, daj znać.
Ja też. Może się okaże, że chrobot zostanie, bo ten typ tak ma.
Napędy x1 mogą być głośniejsze na skrajnych koronkach, zawsze tak było, czy się nagle pojawiło?
Tu nie chodzi o skrajne koronki, a o wszystkie, zwłaszcza w zakresie 11T-19T czyli tam gdzie łańcuch leci w miarę prosto. Z większych też znacznie rzadziej korzystam, głównie w górach.
Pojawiło się nagle i nawet przez moment myślałem, że może to piasta DT się sypie, bo zrobiła się głośniejsza. Wyczyściłem ratchet i posmarowałem. Łożyska od osi kręcą się gładko to ich nie ruszałem. Bębenka też nie rozbierałem.
Okazuje się że to jednak napęd i tylko przy wrzucaniu na większą zębatkę kasety, jak lecę w dół jest cicho. Wystarczy nawet, że jak chroboczę wrzucę lżejszy bieg, zrzucę i jest cisza. W życiu nie spotkałem się z taką sytuacją.
Hmmm. to raczej sam napęd nie będzie. Coś się musi przerzutka źle ustawiać. Może manetka?
Wczoraj sprawdzając, pobawiłem się też przerzutką, znaczy pchałem pantograf palecem i sprawdzałem czy coś się zmieni, ale nic się nie zmieniło. Kręciłem śrubą B, też bez rezultatu.
Jeżeli to manetka, w co wątpię to i tak nic nie zrobię.
No to raczej faktycznie odpada, dziwna sytuacja.
Wymieniłem kółka i temat się chyba rozwiązał. Napęd nadal przy wrzucaniu jest nieco głośniejszy niż przy zrzucaniu. Tyle, że on tak pracował od początku, zatem uznałem, że ten typ tak ma. Choć początkowo nie zauważyłem związku z kierunkiem zmiany biegów. Wibracje zniknęły całkowicie.
Jeszcze zobaczę jak się karnę, ale na stojaku zmiana jest wyraźna.
Co do całkowitego wyciszenia, to nie wiem, może wymiana całego wózka by coś pomogła. Od jakiegoś czasu chodzi za mną wymiana wózka na np. Garbaruk i zapodanie kasety 11-46, bo 11-42 to czasem za mało. Zwłaszcza, że kasetę już mam. :-P
Zwłaszcza, że kasetę już mam. :-P
przekonałeś mnie - popieram :P
siemalysy
17-09-2021, 20:41
Szczerze mówiąc nigdy mi chyba stary łańcuch na starej kasecie nie skakał, po wymianie na nowy tak, ale stary nie. Ja mam właśnie taki efekt jak u ciebie, że tryka na skrajnych, najmniej używanych trybach.
Miałem kiedyś sytuację, że o mało zębów nie straciłem na stromym podjeździe jak łańcuch mi się prześlizgnął po kasecie podczas depnięcia na stojąco. Wymieniłem łańcuch i kasetę, a ostatecznie zmuszony byłem wymienić zębatkę korby bo nie przyjęła nowego łańcucha.
Wymieniłem kółka i temat się chyba rozwiązał. Napęd nadal przy wrzucaniu jest nieco głośniejszy niż przy zrzucaniu. Tyle, że on tak pracował od początku, zatem uznałem, że ten typ tak ma. Choć początkowo nie zauważyłem związku z kierunkiem zmiany biegów. Wibracje zniknęły całkowicie.
Jeszcze zobaczę jak się karnę, ale na stojaku zmiana jest wyraźna.
Co do całkowitego wyciszenia, to nie wiem, może wymiana całego wózka by coś pomogła. Od jakiegoś czasu chodzi za mną wymiana wózka na np. Garbaruk i zapodanie kasety 11-46, bo 11-42 to czasem za mało. Zwłaszcza, że kasetę już mam. :-P
Dobrze, że coś się rozjaśniło. Słychać różnicę w pracy podczas jazdy rowerem w stosunku do kręcenia korbą na stojaku?
W tym roku zmieniałem już dwukrotnie wkład suportu, a że mój Trek ma Press Fit, to zabawa nie jest przyjemna. Tegoroczne wyjazdy też w żywotności łożysk nie pomagają. Ale chyba nie o to chodzi, żeby po każdej bardziej wymagającej dla sprzętu jeździe demontować korbę i czyścić wkład suportu. A może do tego to zmierza...
Dotychczas montowałem oryginalne miski z łożyskami. Przed ostatnim wyjazdem w tygodniu, szykując rower zauważyłem, że korba kręci się z dużym oporem. Następnego dnia wziąłem z pracy klucze. Po zdemontowaniu korby łożysko od strony napędu kręciło się lekko i bez oporu. Po przeciwnej stronie łożysko stanęło i nie mogłem ręką go obrócić. Wyciągnąłem łożyska i nie pozostało nic innego jak zamówić kolejny zestaw. Zrezygnowałem z oryginału i zamówiłem Tokena. Sprzedawca polecił mi droższy zestaw, podobno łożyska są lepiej uszczelnione. Szkoda, że do mojego suportu nie ma wersji Ninja. Stare łożyska zabrałem do pracy. Chłopaki na narzędziowni ruszyli łożysko, które się nie kręciło. Umyli i nasmarowali dwa łożyska. Po tym zabiegu łożysko, które się nie ruszało zaczęło się obracać tylko głośniej niż to sprawne.
W związku z tym, że w czwartek po pracy wyjeżdżałem w góry na rower, a zamówiony zestaw misek z łożyskami nie dotarł do paczkomatu w środę, to podjąłem ryzykowną decyzję i zamontowałem wskrzeszone łożyska do mufy. Założyłem sobie, że zabieram na wyjazd skrzynkę z narzędziami i jak będzie potrzeba to wymienię je na nowy zestaw.
Token przyszedł w czwartek, więc w drodze z pracy do domu odebrałem paczkę i zostawiłem łożyska w samochodzie. Cały wyjazd przejeździłem bez konieczności wymiany. Chciałem wymienić je w ten weekend, ale klucz dynamometryczny wysłali do wzorcowania, więc sobie odpuszczę. Chyba czas sprawić sobie drugi klucz o większym zakresie momentu.
Dobrze, że coś się rozjaśniło. Słychać różnicę w pracy podczas jazdy rowerem w stosunku do kręcenia korbą na stojaku?
Nie jeździłem jeszcze, planuję w niedzielę. Chyba kolejny szlak ER na Dolnym Śląsku.
Piątek to u mnie zwykle dzień pauzy i regeneracji przed sobotnim wygarem, ale, że jutro ma raczej padać, to w niedzielę.
mój Trek ma Press Fit
Mój też i jak na razie zero problemów. Kolega ma Gianta z suportem PF Shimano i też wymienia co chwilę. Nie wiem czy obecnie nie ma tego skręcanego Tokena właśnie. Na pewno inny kolega kupił takiego do swojego Cannondale, ale on głównie w BM jeździ.
Nie wiem, może ja za mało jeżdżę. Myślałem, że ostatnio jak zaczęło strzelać to właśnie suport, ale potem pękł łańcuch i też mało na ryj nie poleciałem. Chyba za mało na MTB jeżdżę, ale jak na razie 2,6 kkm i bez problemów z suportem.
siemalysy
17-09-2021, 21:07
Kontaktowałem się z Tokenem w sprawie modelu Ninja i akurat do mnie nie ma i na razie nie będzie. Dlatego kupiłem wersję wciskaną. Bardzo jestem ciekawy jaka będzie jego żywotność. Jesień się zbliża, to będzie dobry poligon doświadczalny :) Kolega, który ma Scotta też ma PF i po tegorocznych Kaczawach tak jak ja musiał wymienić suport. On kupił coś na wzór skręcanego Tokena, ale innej firmy. W Gorcach zaczął już mu skrzypieć. Ale skrzypienie nie musiało oznaczać końca łożysk. Mogła skrzypieć korba. Błoto z wodą wlezie wszędzie.
Wydaję mi się, że głównym problemem jest uszczelnienie łożysk. Korbę można wyjąć po brodzeniu w błocie i wyczyścić, ale jak syf wejdzie w łożysko, to już jest koniec.
Tomek pękający łańcuch to takie dziwne uczucie. Wrażenie jakby spadł łańcuch. Przynajmniej aj tak to odczułem. A najgorsze jest, że można sobie zrobić dużą krzywdę, od wybicia jedynek po złamanie ręki albo palca.
Ja też myślałem, że spadł, co spowodowało mindfucka, bo jak z zębatki narrow-wide mógł spaść łańcuch. Rozmyślanie przerwało spotkanie z podłożem i próba rozplątania precla w jaki się zwinąłem. Jeden chwyt kiery wszedł do kieszeni spodenek, a rower odwrócił się do góry kołami. Prędkość nie była duża, ale deptałem spod świateł i wystarczyło.
siemalysy
17-09-2021, 21:19
W takim razie miałeś więcej turbulencji podczas lądowania ;)
Kontynuując temat części, awarii i przygód to muszę przymierzyć się do wymiany Garmina. Mój Edge 810 coraz częściej łapie zawiechy, które powodują konieczny restart, albo sam się restartuje. Podczas trzydniowych wyjazdów zdarza się, że jeden dzień jest taki gdzie Garmin się zawiesi.
Z Garminem wytrzymaj jeszcze trochę. Zwykle w czarne piątki/tygodnie są w dobrych cenach z reguły niestety tylko na Amazonie.
Mój Edge 1k też będzie do wymiany, aku już słabo trzyma. Trasa 130 km z podglądem wyrysowanej trasy wymaga podpinania powerbanku gdzieś w okolicach setnego kilometra. Jak jadę tylko na telemetrii, bo trasa w głowie, to jeszcze daje radę.
No i jak złapał mnie ten deszcz raz w tym roku, a to nie było nic wielkiego, to znalazłem wilgoć pod zatyczkami gniazd karty pamięci i ładowania. Jakoś po tamtym zalaniu dwa lata temu, nie umiem już zaufać wodoodporności Edge 1k. Przestałem korzystać z karty pamięci, bo wtedy zaczęło się od jej gniazda.
siemalysy
17-09-2021, 21:51
U mnie bateria wytrzymuje do 10 godzin z wgranym śladem. Powyżej muszę podładować. Kolejny komputerek to też będzie Garmin, ale chyba już wyższy model niż 8xx.
Dziękuję za info o czarno czwartkowo-piątkowych wyprzedażach na Amazonie :)
Mój Edge 810 coraz częściej łapie zawiechy, które powodują konieczny restart, albo sam się restartuje. Podczas trzydniowych wyjazdów zdarza się, że jeden dzień jest taki gdzie Garmin się zawiesi.
nie myślałeś o zegarku? ekranik mniejszy ale w sumie sprawdza mi się to nieźle.
Maciek, z tych tarcz będziepanzadowolony. Hamowałem takimi jak jeszcze miałem koła z mocowaniem na 6 śrub. Tylko u mnie 180 mm.
Ja MTB odebrałem z przeglądu Foxów. Jest picco bello, niestety nowy łańcuch nie dogadał się ze starą kasetą, Zatem powiedziałem, żeby założyli stary, to przynajmniej do domu na kole dojadę. Kasetę udało mi się zamówić, powinna być w tym tygodniu. Zobaczymy jak łańcuch KMC X12 będzie hulał z kasetą Eagle GX (chyba 1275).
Coś szybko Ci padła kaseta, ile robiłeś km na jednym łańcuchu i do jakiego zużycia w % ?
Co do podjazdów to mam odmienne zdanie. Mój Trek Fuel w ogóle nie podjeżdża. Przynajmniej w porównaniu z innymi rowerami, które mam. Nawet po płaskim jest tak sobie, pod wiatr to już w ogóle tragedia. Zjazdy na wypasie, ale nie podejrzewałem, że będzie tak ciężko pod górę.
Full nie służy do podjazdów po płaskim, o asfalcie nie wspominając. W takich warunkach każdy sztywniak/ inny rowerz będzie lepszy.
Podjazdy w terenie, po korzeniach, po luźnych kamieniach, szutrze, to jest środowisko naturalne. Jak w takich warunkach jadę na sztywniaku to mam po chwili dość i mówię sobie, jaki to fajny rowerz ten full
Ja mam doświadczenie tylko z kiepskim full-em, takim trochę lepszym merketowcem i po gładkim jeździło się tragicznie. Dlatego mam jakiś taki dystans :-)
No to miałeś właściwe wrażenia, full do terenu, nie po gładkim
ale fuel to jednak już bardziej enduro niż all mountain i jest w związku z tym dużo bardziej płaski i ma inną charakterystykę zawisu. mam ripley'a AF i tak jak on podjeżdża nie podjeżdżał żaden mój rower. im teren trudniejszy tym ta różnica większa. na asfalcie jest słabo - to bez 2 zdań. po prostu opony 2,5+ i 14kg robią swoje... to nie jest rower do jazdy po asfalcie i tyle!
Dokładnie, potwierdzam :) Trancem praktycznie wykluczyłem wszelkie asfaltowe dojazdówki, szkoda czasu, opon, łańcucha :) Niweluje to autem
no te silniki mają niby tylko 250W ale jednak moment mają srogi. tak więc na łańcuch idzie pewnie 3-4x tyle co jak jedziesz nóżkami.
Też jestem ciekawy, jak często te łańcuchy zjada elektryk. Jak w zwykłym leci po powiedzmy 800km, to w elektryku wychodzi, ze po każdej 2-3 srogich tripach idzie do wymiany
Obecnie mam założony trzeci łańcuch Sh. XT/12s ma 400km przebiegu i zużycie 0,5%. Dwa SLXy 12s po 0,68% i przebiegi ok.300km
Tylko te przebiegi trzeba rozważyć w tym swietle, co pisałem powyżej.. są to w 95% przebiegi w terenie.
.[/QUOTE]
Takie pytanie techniczne.
Przerzutka GRX 812 ze sprzęgłem. Jak wrzucam na większą zębatkę kasety, to coś chrobocze. Tak mniej więcej w zakresie 11-19T. Chrobotanie tego typu jak się za mały odstęp górnego kółka od największej zębatki ustawi (śrubą B). Tyle, że tym wypadku kółka wózka nie mają kontaktu z niczym poza łańcuchem. Kręcenie baryłką nic nie daje, poza rozregulowaną przerzutką. Te same tryby, ale jadę od największej do najmniejszej cisza jak makiem zasiał. Zmieniam z 11T na 13T, chrobocze, wrzucam na 15T, chrobocze, zrzucam na 13T, cisza.
Sprzęgło dam na OFF, cisza w dwie strony. Sprzęgło profilaktycznie przesmarowałem nic się nie zmieniło. Podejrzewam, że może kółka coś nie teges, chyba wymienię, bo tak będzie najtaniej. Choć mają dopiero 6,5 kkm. Wyglądają zdrowo. Przerzutka pracuje precyzyjnie i zmienia biegi tak szybko jak zmieniała. Łańcuch na kasecie nie przeskakuje. Tylko ten chrobot, od którego wibracje czuć nawet na korbie.
Ktoś? Coś?
Miałem coś chyba podobnego dłuższy czas. Otóż zaczął mi chrobotać napęd na najmiększych przełożeniach. Z początku myślałem, że jest zabrudzony, bo akurat sporo błota załapał. Ale nie, czysty tak samo się odzywał. Porównałem z kolegą i wyszło, że mam ciut jakby "skrzywiony" wózek. W slx 7100 jest tak śmiesznie wygięty oryginalnie, u mnie był jakiś taki mniej wygięty. Nie podejmowałem próby samodzielnego prostowania, tylko sprzedałem przerzutke i kupiłem nową z niewielką stratą. Znowu porównaliśmy z kolegą te wózki i było już lepiej, tzn moja już była prawie tak samo oryginalnie wygięta. No ale to "prawie" mnie dalej zdziwiło, bo nowa zmieniarka była przecież. Napęd chrupotał dalej, ale dużo mniej.
Jeżdziłem tak, bo nie miałem pomysłu co robić, hak wydawał się idealnie prosty. Ostatni weekend byłem na kultowym czerwonym do Buczkowic ze Skrzycznego i mi zmieliło przerzutkę.. cdn.
siemalysy
18-09-2021, 12:20
nie myślałeś o zegarku? ekranik mniejszy ale w sumie sprawdza mi się to nieźle.
Zegarek mam. Ale na rowerze wolę jednak większy ekranik, który zawsze jest w zasięgu wzroku. Jeździłem ze śladem wgranym do zegarka i da się to zrobić. Jednak dla mnie nie jest to tak komfortowe jak spoglądanie na ekranik komputerka :)
Coś szybko Ci padła kaseta, ile robiłeś km na jednym łańcuchu i do jakiego zużycia w % ?
Kaseta przejechała tyle co rower, bo była w nim od nowości, czyli 2,6 kkm. Wszystko na jednym łańcuchu. Próbowałem metody wielu łańcuchów, ale wpływu na żywotność kasety nie zauważyłem, za to wpływ na wypływ z portfela tak.
Nie mierzę łańcuchów, nie chce mi się. Nawet nie mam tego przymiaru. Zwykle jak łańcuch zaczyna skakać na kasecie lub robią się już duże odgnioty na zębatce/zębatkach to wymieniam łańcuch i kasetę lub najbardziej zużyte zębatki jeżeli się da. Raz na dwie takie wymiany z reguły musze wymienić też blat korby.
Full nie służy do podjazdów po płaskim, o asfalcie nie wspominając. W takich warunkach każdy sztywniak/ inny rowerz będzie lepszy.
Podjazdy w terenie, po korzeniach, po luźnych kamieniach, szutrze, to jest środowisko naturalne. Jak w takich warunkach jadę na sztywniaku to mam po chwili dość i mówię sobie, jaki to fajny rowerz ten full
Pisałem o terenie, jak już wybieram się pojeździć na fullu, to raczej w terenie do niego dostosowany. Niemniej jednak zdarzyło mi się jechać takie same lub bardzo podobne trasy na gruzie/crossie i MTB FS. Póki nie było zbyt konkretnego terenu, na sztywnym rowerze jechało mi się znacznie lepiej. FS się lepiej sprawdzał jak zaczynało się robić technicznie. Korzenie, kamienie, zwłaszcza luźne, tam FS faktycznie da się jechać, bo gruza już bym pewnie wpychał. Tyle, że takich odcinków nie ma zbyt wielu, bo zwykle szybko robi zwyczajnie zbyt stromo na jazdę i zaczyna się wypych niezależnie od roweru. Może elektryk dałby radę. Ja nie mam ciągot do jakichś maksymalnie technicznych odcinków. Interesuje mnie turystyka górska, a do takiej potrzebuję roweru, który będzie też dobrze podjeżdżał. Mając porównanie z innymi rowerami FS w tej roli sprawdza się najsłabiej.
Miałem coś chyba podobnego dłuższy czas. Otóż zaczął mi chrobotać napęd na najmiększych przełożeniach. Porównałem z kolegą i wyszło, że mam ciut jakby "skrzywiony" wózek.
Nie mam z kim porównać. W sumie tylko Damiana kojarzę, że ma GRX, ale 2x10, a nie 1x11, a Shimano ma nawet inne przerzutki do 2x11 i do 1x11. Większość rowerów 1x11 to jednak napędy Srama.
Przerzutkę kupiłem nową, zamówiona od Shimano Polska przez mój USR. Montowałem do roweru sam.
Zresztą u mnie objaw występuje niezależnie od przełożenia, pisałem już o tym ze dwa razy. Nawet na lżejszych jest mniej wyczuwalny. Poza tym jak dla mnie krzywy wózek, krzywy hak czy cokolwiek innego krzywego to zwykle problemy ze zmianą biegów, a te zmieniam lekko i precyzyjnie w obie strony.
c.d. Przerzutka się złamała, więc nie pozostało mi nic innego, jak zapakować ją do plecaka i zjazd w dół bez napędu wprost do auta. Tutaj pytanie, czy macie jakiś patent na rozpięcie twardej spinki łańcuchowej Shimano na trasie. Widziałem kiedyś u Szajbajka, że zrobił to sznurówką, ale mi się nie udało (wąskie przestrzenie łańcucha 12s i gruba sznurówka nie pomogły). Na szczęście zjawił się jeździec i spytał, czy pomóc. Przyjąłem propozycję, a gościu okazał się wyposażony "po zęby" . Oprócz zwykłego multitola ze skuwaczem, który ja też miałem, ale był w tym wypadku bezużyteczny, miał jeszcze taki kombajn, przy którym szwajcarski najbardziej wyposażony scyzoryk, to jak zabawka. Przy pomocy szczypiec otworzyliśmy tę spinkę i problem się rozwiązał.
Zaraz zakupiłem nową zmieniarkę i po dwóch dniach montaż i... napęd przestał w ogóle chodzić. Nie dało się tego ustawić, zmieniało po dwa biegi, albo w ogóle i tak na zmianę. Oczywiście dla spokojności jeszcze zmieniłem linkę i dociąłem pancerz, bo za bardzo był chyba wygięty tworząc esy-floresy. Nic to nie dało, zgodnie z przypuszczeniami, więc werdykt..- po strzale w przerzutkę wygiął się hak. Nie było absolutnie widać żadnego wygięcia, ale nie mam w tym względzie doświadczenia, więc pomyślałem, że to precyzja zegarmistrzowska musi być i wygięcie typu dziesiątka część mm jest istotne, a takiego okiem nie zobaczę :) Zajechałem do znajomego serwisu i "na szczęście" był zamknięty z urlopu powodu :) Wieczorem telefon do kumpla i wylewam swe żale, bo widział na aktywności, że srogiego pecha miałem. Mówi, mam hak, to Ci go pożyczę i będzie git. Jazda po hak, wymiana od razu, chociaż już 22 była i jest sukces ! Napęd chodzi, jak z fabryki.
Na drugi dzień, po przetrawieniu wszystkiego, nie dało mi to spokoju nadal.
Otóż po pierwsze: odkręcając stary hak porównałem go z nowym i absolutnie nic nie byłem w stanie zauważyć żadnych różnic oprócz paru odrapań farby. Po drugie, dwie śrubki, którymi był przykręcony hak, jakoś tak lekko się odkręciły (tzn nie żeby były luźno, ale na mój gust za lekko). Po trzecie, oś koła wkręciła się głębiej niż zwykle (mam znaki porobione na ramie i ośce :) Więc decyzja była jedna, zakładam stary hak, by się przekonać, czy rzeczywiście on jest sprawcą całego zamieszania. Okazało się, że NIE, tzn. hak jest prosty a był po prostu delikatnie poluzowany, ale to tak delikatnie, że nic nie było widać, żadnej minimalnej szpary pomiędzy hakiem, a ramą, żadnych innych objawów.
Podsumowując : Przyczyną chrobotania napędu od dłuższego czasu, było poluzowanie haka. Zmiana biegów w tym czasie przebiegała prawie dobrze, tzn, wszystko banglało, ale jednak miałem wrażenie, że coś jest nie do końca ok. Jeździłem tak sporo już czasu. od ok. wiosny. Dopiero złamanie przerzutki spowodowało dalsze poluzowanie haka i niemożność ustawienia napędu i tym samym zdiagnozowanie problemu. który towarzyszył mi od dawna. Można było tego się domyślić wcześniej, ale zignorowałem w międzyczasie, że zmieniła się głębokość osadzenia ośki. Wtedy po prostu zmieniłem znaki na ramie i jeździłem dalej, nie rozkminiając przyczyny tego faktu.
W życiu nie odkręcił mi się hak, więc to jakieś nowe doświadczenie, którym chciałem się Wami podzielić :)
Mam jeszcze jedną historię do opowiedzenia, ale to później.. Emocje trzeba dawkować :mrgreen:
siemalysy
18-09-2021, 13:06
rotor nie świruj :) Dawaj tą historię. Za oknem deszcz pada, jeździć się w taką pogodę nie chce, to chociaż się o czymś ciekawym poczyta ;)
Mnie w obecnym gruzie poluzowała się jedna śruba od haka. Przez co czasem koło się nieco ciężej obracało. Zauważałem to tylko na stojaku jak smarowałem łańcuch, ale nie powiązałem ze poluzowaną śrubą. Dopiero jak zobaczyłem wytarty ślad na nakrętce kasety, to sprawdziłem co go wytarło.
Uprzedzając pytania, teraz sprawdziłem i obie śruby trzymają pewnie. Na precyzję zmiany biegów nie miało to wpływu. Druga śruba trzymała widać w wystarczającym stopniu. No i u mnie hak ma też gwint pod oś, zatem odległości były zachowane.
Patentu na polowe rozpięcie spinki w nowych, wąskich łańcuchach nie mam. Prócz kupna lekkich, ameliniowych szczypiec do rozpinania. Spinki 8 i 9 rozpinałem palcami. 10 nigdy nie miałem, ale 11 i 12 nie daję rady rozpiąć palcami. W terenie pewnie bym rozkuł łańcuch w innym miejscu i skuł ponownie drugą spinką, którą wożę ze sobą. Tak zresztą zrobiłem jak zerwałem ten w MTB. Wywaliłem uszkodzone ogniwo i zastąpiłem je drugą spinką.
Rozkuwania nie brałem pod uwagę, chociaż miałem spinkę w zapasie. W sumie to nie był jakiś duży problem zjechać z łańcuchem z zawiniętą przerzutką na rowerze, ale rozpinając było wygodniej :) Szczypce rzeczywiście mam takie małe, może dołożę do zestawu ratunkowego, ale też powinienem dołożyć coś jeszcze, o którym będzie mowa w następnej "mrożącej krew w żyłach opowieści" i wtedy zaczyna się robić kurna mini serwis w plecaku ;)
Kumple jeżdżą "goli i wesoli" i jak im przyjdzie prowadzić rower do domu raz na kilkadziesiąt wyjazdów, to wliczają to w ryzyko po prostu. Wolą jeździć na lekko na co dzień. Dla każdego co innego, jest dobrego :)
siemalysy jakbym śmigał po klawiaturze, jak zawodowa sekretarka, to bym szybko to napisał, a tak klepię po literce i się jeszcze wracam, jak źle coś kliknę, strasznie to długo schodzi heh. Do tego, mnie żona na zakupy ciągnie, bo remont mamy mówię Wam horror w domu
Coś za coś. Jeżeli mają wliczone w koszta telefony do przyjaciela czy kilku(nasto) km marsze w butach rowerowych to można jeździć bez niczego. Ja na przykład nie wożę haka przerzutki ze sobą w MTB, bo tam hak jest jednocześnie jedną z osi obrotu zawieszenia i do jego wymiany trzeba sporego klucza płaskiego no i wypadałoby jeszcze mieć dynamometryczny klucz, żeby zawieszenie skręcić z momentem podanym na nakrętce. W terenie może być kiepsko, z taką naprawą. Zatem raczej winda w dół i rower biegowy, bo nie zaryzykowałbym robienia single speeda bez napinacza z fulla.
leighadams
18-09-2021, 21:41
Nie mam z kim porównać. W sumie tylko Damiana kojarzę, że ma GRX, ale 2x10, a nie 1x11, a Shimano ma nawet inne przerzutki do 2x11 i do 1x11. Większość rowerów 1x11 to jednak napędy Srama.
Przerzutkę kupiłem nową, zamówiona od Shimano Polska przez mój USR. Montowałem do roweru sam.
Zresztą u mnie objaw występuje niezależnie od przełożenia, pisałem już o tym ze dwa razy. Nawet na lżejszych jest mniej wyczuwalny. Poza tym jak dla mnie krzywy wózek, krzywy hak czy cokolwiek innego krzywego to zwykle problemy ze zmianą biegów, a te zmieniam lekko i precyzyjnie w obie strony.
To jeszcze ja mam GRX 1x11:-D i szczerze to też na 2 lub 3 od dołu coś mi "strzela", ale wydaje mi się, że u mnie to chyba kwestia regulacji. Spróbuję przy następnej jeździe (czyli jutro) wsłuchać się w to bardziej i może do jakiś sensownych wniosków dojdę:-)
Na nowy sezon do roweru syna wleciały Zippy 303 i kaseta 14-27, młody wskakuje już do kategorii junior młodszy [emoji4]
Waga na tych kołach i ciężkich szytkach conti sprinter to 7,15kg, w zestawie z koszykami, uchwytami i pedałami look keo blade.
56191
leighadams
Raczej miałem na myśli kogoś z Wro. :)
Jak "strzela" tylko na jednym to może być zębatka do wymiany.
jarek76
A korbiszcze jakie duże z przodu? Teraz widzę zaczyna się powoli zmniejszanie blatów w korbach szosowych i sporo nowych rowerów ma już 48T.
Te Zippy węglowe są? Podobno na mokrym nie hamuje to w ogóle.
Szytki kleiłeś sam czy w serwisie? Nigdy styczności z tym nie miałem.
Korbę zgodnie z regulaminem PZKOL ma 46/34, dopiero od juniora może mieć coś więcej.
Tak, Zippy są karbonowe, waga 1100g za komplet :). Co do hamowania to na dobrych klockach na suchym nie ma żadnej różnicy do amelinium, na mokrym jest dużo gorzej, ale dramatu też nie ma.
Szytki klejone, ja u siebie kleje zwykle na taśmę, bo jest szybciej, czyściej i łatwiej, tu są naklejone standardowo na klej, i tak naklejam je sam.
1100 to moja jedyna guma waży... Przed zalaniem... [emoji1787]
1100 to moja jedyna guma waży... Przed zalaniem... [emoji1787]U niego nieco ponad 2kg waży komplet z szytkami i kasetą ;)
Najlżejsza szytka na rynku waży 135g, te sprintery około 300
Lekki zestaw kół, ile tam jest obręczy 40 mm? Ja bym się już bał na takich jeździć. Moje w gruzie ważą niecałe 1600 g w wersji pod tarcze, co uważam za rozsądną masę dla kogoś w okolicach 100 kg bez sponsora, który będzie mu te koła wymieniał co sezon.
No i przy obręczy o wysokości 35 mm i oponie 40 mm. Już czasem odczuwam jak wiatr próbuje skręcić przednie koło.
Lekki zestaw kół, ile tam jest obręczy 40 mm? Ja bym się już bał na takich jeździć. Moje w gruzie ważą niecałe 1600 g w wersji pod tarcze, co uważam za rozsądną masę dla kogoś w okolicach 100 kg bez sponsora, który będzie mu te koła wymieniał co sezon.
No i przy obręczy o wysokości 35 mm i oponie 40 mm. Już czasem odczuwam jak wiatr próbuje skręcić przednie koło.Stożek 45mm ;)
Dzisiaj trochę wiało, pytałem go jak odczucia, mówił że jest dobrze.
No to lecim z tym koksem..
Druga z bajkowych historii będzie dotyczyła złapania gumy...,
heh już słyszę te westchnienia, co jest takiego niesamowitego w złapaniu gumy ?, normalna sprawa w życiu bajkera (to tak, jak złapać muchę w oku, jadąc bez okularów)
Samo złapanie kapcia tak, jest to typowe, ale już przyczyna może być różna i dość dziwna, jak w moim przypadku. Od razu Wam podpowiem, nie był to żaden kolec, gwóźdź, ani kolczatka zrobiona przez amatora spawania z tegoż gwoździa, ani inny metalowy przedmiot. Nie było to też typowe przywalenie w kamień czy coś podobnego, co by spowodowało snejka, czy rozszczelnienie opony z mleka. Przychodzi mi jeszcze na myśl jakaś wada fabryczna opony, może obręczy ,.. ale nie, nic z tych rzeczy, był to po prostu... no ale po kolei
Wybrałem się na tripa koło domu i sprawdzałem traskę, którą rozwalili leśni ludzie z piłami. Strava mówiła, że już przejezdna jest po kolejnej rozwałce, ale nie wiedziałem, czy jest w pełni już uprzątnięta przez miejscowych. Pierwszy przejazd kontrolny - jest spoko. Drugi postanowiłem pojechać szybciej z większym zaangażowaniem. Cisnę i przy zakrętach czuję, jak mi rowerz niesamowicie klei tył. Myślę sobie, czy już wejszłem na wyższy stopień skilla, czy może coś innego. Okazało się "coś innego" - niestety. Po kilku zakrętach dochodzę do wniosku, że trzeba sprawdzić to niesamowite zjawisko i co się okazało ?, no że tył w połowie pusty już był :) Odwróciłem rowerz i nasłu****e gdzie ucieka powietrze. Znalazłem przeciek, ale w miejscu bardzo nietypowym, bo przy samym rancie obręczy. Widzę niewielkie przecięcie i dodatkowo w pobliżu uszkodzoną obręcz od kamienia, sprawdzam palcem i natychmiast cofam z ssssykiem oznaczającym odczucie bólu. Obręcz była uderzona i powstał mały, ostry wiór aluminiowy, który przeciął oponę. Próbowałem ją uszczelnić mlekiem, ale nie za bardzo mi się to udało i zrobiłem sobie mały spacer, bo do auta było raptem 10 min. W domu już rozebrałem koło, zakleiłem łatką dziurkę i wyszlifowałem to uszkodzenie od kamienia. Jednak zaczynam rozkminiać, jak to się mogło stać w tak nietypowym miejscu. Zaczynam analizować i jest ! , chyba mam . Otóż, na samym początku zjazdu, był trawers z bardzo sypkim podłożem, bo susza już była od dłuższego czasu. Na tym trawersie uciekło mi tylne koło tak, że musiałem sie podeprzeć, prawie się wywalając. W tym momencie widocznie przycisnąłem obręczą kamień do podłoża i powstało takie uszkodzenie, co wyżej opisałem.
Na drugi dzień sprawdzam, czy opona zalana mlekiem dobrze trzyma ciśnienie po naprawie. Była twarda, ale jak tylko ją ruszyłem, to zaczęło z niej uchodzić powietrze. Co jest do wuja !
Patrzę, a tu dosłownie kilka cm od tego nacięcia przez wiór, jest następna dziura w kształcie litery V. Była umiejscowiona już typowo, bo na szczycie opony. Ponowne rozebranie koła, klejenie i teraz już wszystko jest w porządku.
Dziwna sprawa, bo wcześniej jej nie było. Widocznie czyszcząc wnętrze opony ze starego mleka, rozszczelniłem nacięcie powstałe kiedy indziej lol
Podsumowując: chyba utworzę ranking dziwnych "złapań gum". Kto chce, może dopisywać swoje przypadki, będziemy wspólnie decydować, które miejsce zajmie która guma :) . Ja zaczynam:
1. pierwsze miejsce przyznaję wiórowi aluminiowemu z obręczy
2. rozszczelnienie tjublesa przy wentylu, podczas przeciągania rowerza przez krzaczory
3. walnięcie o kamień i wyplucie całego mleka na glebę
Na nowy sezon do roweru syna wleciały Zippy 303 i kaseta 14-27, młody wskakuje już do kategorii junior młodszy [emoji4]
Waga na tych kołach i ciężkich szytkach conti sprinter to 7,15kg, w zestawie z koszykami, uchwytami i pedałami look keo blade.
56191
Zazdraszczam.
Znacie kogoś ogarniętego od bikefittingu we Wro? Doszedłem już do w miarę wygodnej pozycji, ale ciągle mam problem z kolanami. Zwłaszcza lewym.
Gumę też ciągle łapię. Zaczyna mnie to już irytować. Nawet nie widzę jakiegoś rozcięcia nigdzie. Może właśnie z obręczą jest coś nie tak. Najczęściej przebicia są gdzieś w okolicy wentyla i to tylko w tylnym kole.
Słyszałem dobre opinie o:
https://olimpius.pl/
Melduję, że wymiana kółek przerzutki rozwiązała problem chrobotania. Na razie jestem na 70 km trasy i jest cicho, nic także nie wibruje.
Przy okazji, pierwsza jazda na długo i duszno nie jest.
siemalysy
19-09-2021, 20:18
Tomek super wiadomość :) Nie ma nic przyjemniejszego jak cieszyć się jazdą nie słysząc żadnych niepożądanych dźwięków pochodzących od roweru :)
...
Podsumowując: chyba utworzę ranking dziwnych "złapań gum". Kto chce, może dopisywać swoje przypadki, będziemy wspólnie decydować, które miejsce zajmie która guma :) . Ja zaczynam:
1. pierwsze miejsce przyznaję wiórowi aluminiowemu z obręczy
2. rozszczelnienie tjublesa przy wentylu, podczas przeciągania rowerza przez krzaczory
3. walnięcie o kamień i wyplucie całego mleka na glebę
Ja kiedyś też rozciąłem oponę z boku. Musiałem uszczelniać ją "glutem". Udało się :)
Dziś trafiła mi się niespodzianka na rowerze. Po niespełna 23 km na stromym nawet podjeździe poczułem jakby się koło na błocie ślizgało. Niespecjalnie się tym przejąłem i pojechałem dalej. Jednak chwilę później po zjeździe i lekko nachylonym podjeździe poczułem to samo. Mówię do kolegi, że mam chyba mocno oponę oblepioną błotem bo mi się koło ślizga. Chwilę później, już na płaskim się powtórzyło i zaczęło mi coś nie grać. Zszedłem z roweru, żeby ocenić sytuację i ona mnie zaskoczyła okrutnie. Trzymając zablokowany tylny hamulec kręceniem korby powodowałem to, że kaseta się obracała, a koło stało w miejscu. Pierwsza myśl, zawiesiły się zapadki w bębenku. Zdjąłem koło, popukałem drewnianym kołkiem po kasecie z nadzieją, że odpuszczą i wszystko wróci do normy. Nie wróciło :(
W związku z tym zafundowałem sobie ponad 9 km spacer. Żona jeszcze nie jest w stanie jeździć samochodem, a po teściów nie chciałem dzwonić. Miałem dużo czasu na rozmowę z samym sobą. Z górki siadałem na rower i zjeżdżałem, a na fragmentach, które były delikatnie w dół odpychałem się nogami.
Tak to wyglądało => klik (https://drive.google.com/file/d/1kl9dN2f5Uc7-3VAEfDxWbZ0C0H0Epwn1/view?usp=sharing)
Po powrocie do domu od razu zdjąłem i umyłem koło, a po kilkunastu minutach zabrałem się do roboty, żeby ustalić przyczynę takiej awarii. Dobrałem się do bębenka. Wyjąłem zapadki i sprężynki. Wszystko dokładnie wymyłem i wytarłem. Sprawdziłem w internetach czym smaruje się bębenek w mojej piaście. Okazało się, że smarem stałym, a nie tak jak w kołach Mavic olejem. Złożyłem wszystko, nasmarowałem i założyłem do piasty. Łapie silnie za bębenek i próbuję obrócić. Niestety się obraca, czyli jest lipa. Nie poddałem się jeszcze, wymontowałem znów wszystko. Powtórzyłem procedurę mycia i czyszczenia i wówczas doszedłem do wniosku, że użyłem nieodpowiedniego smaru, o innej lepkości niż potrzeba i to spowodowało, że zapadki się skleiły i nie działają jak należy.
Po umyciu, wytarciu i wysuszeniu złożyłem wszystko dla testu na sucho bez smaru. Pomimo to dalej bębenek dało się obrócić.
Miałem już zostawić, bo decyzja i tak od początku była jedna, że koło zawożę jutro do serwisu, ale moja natura nie mogła zostawić tej zagadki bez odpowiedzi. Kolejny raz wyjąłem bębenek i przyjrzałem się piaście. Zapadki bębenka pracują z wieńcem zębatym zamontowanym w piaście. Z moich obserwacji wynikło, że jest on tam wciskany, a może nawet wklejany. Trudno to określić. Tylko to zostało do sprawdzenia.
Nie mogłem znaleźć markera, którym zaznaczyłbym położenie wieńca względem piasty, więc użyłem do tego smaru. W jednym miejscu nałożyłem go sporo, żeby po włożeniu i wyjęciu bębenka było widać gdzie on był. Obróciłem bębenkiem, wyjąłem go i już było jasne, że za tą awarię odpowiada piasta, a dokładniej wieniec, który obraca się w gnieździe, w którym jest osadzony.
Dlaczego tak się dzieje. Nie wiem. Może pękł, albo pękła obudowa piasty. Nic takiego jednak tam nie widać. Natomiast już tak na chłodno. Gdyby to była wina bębenka i jego zapadek, to wtedy koło nie obracało by się tak jak trzeba, a kręcenie do tyłu korbą mogłoby być niemożliwe.
Jutro koło i tak miało jechać do serwisu na wymianę łożyska w bębenku. Pojedzie też z dodatkowym tematem. Mam nadzieję, że chłopaki w serwisie szybko się uwiną, bo od ostatniego poniedziałku września zaczynam urlop i chciałbym mieć rower sprawny.
Szczerze napisawszy to myślałem, że filmik będzie pokazywał jak odpychałeś się nogami. :-P
Jakby to były sklejone pieski, to przy kręceniu w tył, też raczej nie byłoby ich słychać. To jest cały czas to koło z którym od początku są jakieś problemy?
Bontrager mocno współpracuje z DT Swiss. W lepszych kołach Bontragera są rebrandowane lub specjalnie malowane dla Bontragera piasty DT. W niższych nie wiem, bo się nie chwalą, ale pewnie nie. W moich kołach Bontragera też były trzy zapadki, a mogłem dołożyć kolejne trzy i zmienić z 54 punktów sprzęgu na 108. Jedyną piastę jaką DT Swiss produkuje z zapadkami jest 370, ale oficjalnie można ją kupić tylko w gotowych kołach z serii 1900.
Chyba jednak potrzebujesz jakieś godne zaufania koło na tył.
siemalysy
19-09-2021, 21:22
To już jest inne koło. Miało już być tym bez wad. To koło ma inne piasty niż te, które były w kołach jakie były w rowerze podczas zakupu. To są chyba takie piasty jakie Ty miałeś oryginalnie. Też mam możliwość zmienić na 108 punktów. Koła są na gwarancji, więc piłeczka teraz po stronie Treka. Według mnie piasta jest do wymiany.
Bontrager chyba ma piasty DT240, przynajmniej do takich widać na ich stronie części. Zobaczę jak się obecna sprawa potoczy, ale sądzę, że koło do mnie wróci sprawne. Natomiast kolejny "fakap" chyba bedzie powodował decyzję o zakupie piasty DT350 i przepleceniu obecnego koła.
Szczerze napisawszy to myślałem, że filmik będzie pokazywał jak odpychałeś się nogami. :-P
...
Z tekstu i umiejscowienia linka tak to wynika :-D
DT350 mogę polecić, mam w gruzie od początku czerwca, przejechały jakieś 5 kkm i nic im nie dolega. Mam też w MTB, ale za mało na nich przejechałem, żeby sobie wyrobić opinię.
Tylko jakby co to bierz ze zwykłym ratchetem. DT Swiss ostatnio "ulepszyło" i wprowadzili Ratchet EXP, gdzie jedna z zębatek sprzęgła jest osadzona w korpusie piasty. Niestety wyszło, że te nowe zębatki się ścierają i w pewnym momencie sprzęgło przestaje działać.
siemalysy
20-09-2021, 18:24
Dziękuję za wskazówkę o DT350 :) Koło zostawiłem w serwisie. Chłopaki z serwisu nie spotkali się jeszcze z taką awarią. Szkoda, że znów coś trafiło na mnie. Koło jest na gwarancji, więc prawdopodobnie jak mi powiedziano piasta będzie wymieniona.
Raczej tak, Trek nie słynie z robienia problemów gwarancyjnych. A mówili jak szybko się uwiną?
A ja zmieniłem manetkę deore na xt
No powiem wam - pięknie to działa! Jedyna uwag - jednak na obejmę jeśli masz duże ręce. Zabrakło mi regulacji troszkę na klamce :/
Pstrykacze XT są zajedwabiste. Prawie jak Sram, tylko tam nie trzeba tak wysokiej grupy, bo nawet GX działa fajniej niż XT. Jedyne czego mi brakuje, to możliwości zrzucania po dwa, ale takie cuda Sram ma dopiero w AXS.
Ja na szczęście mam na tyle krótkie palce, że wystarcza adapter, bo lubię porządek w kokpicie. W MTB manetki Srama mam nawet na jednej obejmie z klamkami XT M8k.
siemalysy
21-09-2021, 18:14
Raczej tak, Trek nie słynie z robienia problemów gwarancyjnych. A mówili jak szybko się uwiną?
Tak, znam podejście Treka. W ubiegłym roku się o nim przekonałem. Liczę na to, że teraz też będzie szybko i bez problemów. Terminowo się nie określili. Chciałbym jednak, żeby koło szybko do mnie wróciło. Od poniedziałku zaczynam urlop, a na pierwszy weekend października mam zaplanowany wyjazd rowerowy.
A ja zmieniłem manetkę deore na xt
No powiem wam - pięknie to działa! Jedyna uwag - jednak na obejmę jeśli masz duże ręce. Zabrakło mi regulacji troszkę na klamce :/
Dobry ruch :) Mam manetki XT w Authorze. Lubiłem je :) Nawet zastanawiałem się nad XT do Treka. Wiosną muszę zmienić kasetę, przednią zębatkę i łańcuch. Rozważałem zmienić na całą grupę, ale po pierwsze dostępność słaba, a po drugie kosztowo wygląda to mało zachęcająco.
ja będę zmieniał kasetę i korbę
hamulce z deore i przerzutka na razie zostają, jedno i drugie działa bardzo fajnie i w zasadzie nie ma się do czego przyczepić bo nawet waga zbliżona.
W Shimano coś drgnęło i zaczęły się pojawiać sprzęty do tej pory niedostępne.
Ja akurat uważam, na podstawie własnych doświadczeń, że jeżeli chodzi o kulturę pracy to Sram jest znacznie lepszy od Shimano. W Sramie za to kompletnie nie pasują mi hamulce, ale że mam doświadczenie tylko z Apex 1, może to nie być za bardzo miarodajne. Ja w MTB nie zamierzam napędu zmieniać ze Srama na Shimano czy cokolwiek innego, podobnie jak nie zamierzam w tym rowerze wymieniać hebli z Shimano na jakieś inne. W naszych warunkach akurat Shimano ma tę przewagę, że można dostać praktycznie wszystkie części zamienne i w razie czego nie ma problemów z serwisem lub wymianą eksploatacyjną.
Zastanawiałem się nawet czy w MTB nie wymienić przerzutki na AXS, skoro teraz w wersji GX jest znośna cenowo, ale odpuściłem. Ostatnio widziałem na YT jak koleś rozwalił baterię w przerzutce, a po ostatniej glebie po zerwaniu łańcucha mam i tak przerysowaną przerzutkę.
siona
Maciek z kasetą to się dobrze zastanów z której grupy. Nie orientuję się w 12 rzędowych, bo chyba taką masz? Ja bym brał coś gdzie można wymieniać i są dostępne pojedyncze zębatki. To znacząco obniża koszty wymiany napędu. Raczej nie zużywa się wszystkich zębatek równomiernie.
idea wymiany jest dość prosta
idea nazywa się "pół kilo" bo tyle +/- wynosi różnica między deore a XT na korbie i kasecie ;)
ale jako, że obecna w zasadzie nowa to nie pali mi się jakoś i będzie to wynikać z nadwyżki w portfelu a nie niezbędnej konieczności.
siemalysy
24-09-2021, 20:37
Zajechałem dziś do serwisu w/s koła. Reklamacja została uznana, ale urlop będzie bez roweru :( Nyple już przyszły. Piasta ma być 10.10, a szprychy 17.10. Miałem fajne plany, ale wzięły w łeb. Choć jakaś minimalna nadzieja jest, bo chłopaki z serwisu mają sprawdzić czy nie mają gdzieś koła, które byłoby sprawne i mogliby mi je użyczyć na czas naprawy mojego koła.
Do dupy. [emoji853]
A Authora już nie masz?
siemalysy
25-09-2021, 20:07
Tomek takie życie. Okres i sytuacja na rynku rowerowym nie pomaga.
Author jest. Długo niejeżdżony. Ma delikatnie rozciętą z boku oponę, na miejscu można pojeździć, w górach nie ma co ryzykować, ale to nie problem kupić nową. Jednak jak zasmakujesz w górach kółka 29", dołożysz do tego myk-myka, lepszą geometrię, to trudno jest się przesiąść na poprzedni rower.
W mieście Łodzi chłopaki z grupy CykloBomba startują z projektem Łagiesy XC (https://cyklomaniacy.pl/cyklobomba/?fbclid=IwAR0xnwRkTksFNU_593yoncGtA0wfdazdzBl2NEUW P68CMAhQycw330Y2mL4). Projekt złożony został do Łódzkiego Budżetu Obywatelskiego. Od kilku dni znany jest przebieg pętli i dziś z chłopakami pojechaliśmy sprawdzić co proponują. Większość ścieżek jest znana. Las Łagiewnicki ma potencjał do dobrej jazdy XC. Nie udało nam się jednak przejechać tego płynnie, bo zdarzyło się pomylić ścieżki, które są obok siebie. W dodatku znów Garmin strzelił focha i fiksował GPS. Po resecie pomogło.
Dziś pojeździłem na rowerze żony. W dół jest nawet ok, mniejsza rama, ale pod strome podjazdy nic przyjemnego. Jutro może przegonię Authora.
Wiadomka, do dobrego szybko i ciężko wrócić na stare śmieci, nawet jak kiedyś były bardzo spoko.
Ja tak mam z crossem, którym przecież kiedyś robiłem trasy grubo ponad 100 km, nawet raz 200 km. Teraz jak jadę do fabryki, to nie mogę się na nim rozpędzić, bo wydaje się za mały. Choć jak stawiam crossa i gruza koło siebie, to dużych różnic nie ma w umiejscowieniu siodła, kiery i korby.
Miałem nie pisać tej relacji.
Postanowiłem się wybrać w Orlicke hory, skoro ciapongi wróciły na swoje tory. Miałem dylemat jak tu się ubrać, wydawało mi się, że w długich spodniach po zjechaniu z gór się zagotuję. Ostatecznie wybrałem dwie warstwy długiego rękawu i krótki spodnie z ocieplaczami kolan. Zapakowałem też do torby nogawki pełnej długości. W szynobusie z Wrocławia jechało 11 rowerzystów, z czego ekipa MTB do Barda i ja oparliśmy rowery jeden o drugi i weszło ich siedem, a cztery wisiały prawilnie na hakach po drugiej stronie kibelka. Te wiszące robiły większy problem, bo wisiały naprzeciw siebie, zostawiając bardzo mało miejsca na przejście. Podejrzewam, że dwa współczesne MTB 130-160 mm skoku i przejścia nie byłoby w ogóle.
Prace torowe zakończyły się pełnym sukcesem, bo pociąg się nie spóźnił. Zatem ruszyłem w trasę już 20 po ósmej. Od razu było widać, że padało, ale niezbyt intensywnie, bo pod drzewami było sucho. Na pierwszej ściance zaraz za Międzylesiem uderzyła mnie cisza. Wiatru zero, ptaków zero, samochodów zero i tylko moje dyszenie. Na zjazdach torchę wiało w dupę, ale wyjazd obfitował też w podjazdy to się nie martwiłem. Zresztą nic nie mogłem zrobić. Dodatkowej warstwy na dupę nie miałem. Potem była granica w Niemojowie, Bartosovice i pierwsze bunkry. Mokro, mało turystów, trochę grzybiarzy, ale generalnie nic nowego.
Jak wyjechałem na polanę Panske Pole, to moim oczom ukazała się mgła. Trudno, może niedługo się podniesie, opadnie czy co tam zwykle czynić mgła. Wjechałem w tym mleku na zasadniczą część górską. Co nie znaczy, że do tej pory było płasko, na 18 km już miałem nabite pół kilometra w górę. Mgła po jakimś czasie okazała się być jednak niską podstawą chmur, bo jak zjeżdżałem poniżej 900 m n.p.m. to widzialność się poprawiała. Powyżej miejscami nie widziałem dalej niż na 15-20 metrów. Na 27 km było Peticesti i pierwsza budka z piwem. Drżałem, że w takim warunie może nie być otwarta, ale była. Bernard wszedł jak złoto, ale nie mitrężyłem czasu, bo zimno. Do tej budki spotkałem poniżej 10 osób w tym tylko jedną na rowerze i dwie rodziny grzybiarzy.
Podjazd pod Velką Destnę zaliczyłem w mleku takim, że nie widziałem końca prostego jak strzała podjazdu o długości 800 m. Pod drugą budką z piwem było już sporo osób, ale budka była zamknięta. Podobno obsługa miała wrócić za "oka mzik", ale nie czekałem. Wychładzałem się w tych warunkach szybko. Cały czas temperatura była 8-9 stopni, na szczęście w plusie. Jazda w takim mleku robi niesamowity klimat, ale czescy rowerzyści nie świecą niestety, piesi też nie i czasem na zjazdach wyłaniali mi się "tuż" przed rowerem. Na szczęście ja jechałem na mrygadełkach i przez to dosyć sprawnie ludzie mi uciekali z drogi. To, że nie wjechałem w nikogo i w nic, bo przeszkód na drodze też nie było widać, też nie świecą, uważam za duży sukces. Psychicznie taka jazda jest bardzo obciążająca. Bardzo też muszę pochwalić moje obecne bryle. Oakley Jawbreaker ze szkłami fotochromatycznymi. Mogę w tych szkłach jechać w nocy, bo są wystarczająco jasne. Parują tylko po zatrzymaniu się i kilka metrów po tym jak ruszę już są przejrzyste. Nic się na nich nie osadza. Poprzednie Uvexy musiałbym w takich warunkach zdjąć lub co chwila wycierać.
Do Masarykovej chaty tym razem nie wjeżdżałem na kofolę, tylko poniżej rozpocząłem zjazd gruntówką ogólnie w kierunku Olesnice w Orlickych horach. Zjazd gruntowy fajny, ale ludzi za dużo, to tego te chmury. Na gruzie zjeżdżałem czujnie, mocno na heblach, bo wystające kamienie były nie dość, że mokre to jeszcze mogły wystrzelić rower w powietrze. Na MTB, jakby nie było ludzi to można by było poszaleć, ale raczej człowiek by się denerwował, że taki fajny zjazd mu przepada.
Jak zjechałem do Olesnice to dalej już był standard w zasadzie. W Olesnice zatrzymałem się w lokalnym browarze na drugie piwo. Pierwszy raz piłem czeskiego krafta. Podjazd pod Kulin znowu się ciągnął. Jedyna zmiana to w Starym Wielisławiu skręciłem na Starków na bardziej widokową trasę do Kłodzka, ale ogólnie nie polecam. Poza podjazdem 16% i fajnymi widokami jedzie się wąskim i dziurawym asfaltem, może nie z dużym ruchem samochodowym, ale jest tak wąsko, że przy każdym mijaniu trzeba zachować czujność. Zrobiłem to w sumie tylko po to, aby sprawdzić ten odcinek i nabić trochę metrów przewyższenia, ale raczej będę zostawał na szosie przez Stary Wielisław. Zjazd, dobra nawierzchnia i w miarę spoko z samochodami.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/6018465103
Fotosy:
56414
Mgła, której się nie spodziewałem i która nie była mgłą.
56415
Klimatyczne podjazdy.
56416
Klimatyczne bunkry.
56417
Klimatyczne szutry.
56418
Klimatyczne zjazdy.
56419
Klimatu było 30 km, ale tylko do szesnastej, bo potem mogli odłowić. Nie wiem czy podobnie jak polscy myśliwi, czescy też widzą tylko dziki.
56420
Dzięki wycince na szeroką skalę w Orlicke hory wracają widoki.
56421
Mój pierwszy raz z czeskim kraftem.
56422
Znak fajny, ale nie polecam.
Fajna trasa i super zdjęcia. To z RXa? I pytanie kardynalne: jak tam ten kraft? ;)
Dzięki. Tak, wszystko z RX100.
Kraft jak kraft. Mieli pięć nalewaków, wybrałem IPL Chicago. Goryczkowe o charakterystycznym posmaku aromatycznego chmielu. IPL to Indian Pale Lager. Ja po tej całej rewolucji piwnej wróciłem do lagerów i pilsów. Dobrych, ale raczej o tradycyjnym smaku. Choć czasem zdarza mi się jednak sięgnąć po jakąś ipę. Wyjątek stanowi pobyt w Irlandii, wtedy praktycznie tylko Red Ale. U nas trudnodostępne. Swego czasu były w Lidlu dostępne tradycyjne angielskie piwa i jedno z nich to był właśnie red. Tylko, to było dawno i nie w sprzedaży ciągłej. Jak Lidl wszedł w polskie krafty to już nie zdarzyło się, aby jakiś czerwone ale się pojawiło. Jest polskie ale z Łomży, ale jednak to nie to, już pomijam, że to bardziej tradycyjne ale, bez dodatku palonego jęczmienia.
siemalysy
26-09-2021, 22:55
Wiadomka, do dobrego szybko i ciężko wrócić na stare śmieci, nawet jak kiedyś były bardzo spoko.
Ja tak mam z crossem, którym przecież kiedyś robiłem trasy grubo ponad 100 km, nawet raz 200 km. Teraz jak jadę do fabryki, to nie mogę się na nim rozpędzić, bo wydaje się za mały. Choć jak stawiam crossa i gruza koło siebie, to dużych różnic nie ma w umiejscowieniu siodła, kiery i korby.
No właśnie. 4litery szybko się przyzwyczajają do lepszego :)
Miałem nie pisać tej relacji.
...
I dobrze, że napisałeś :) Ekstra klimat tych niskich chmur :) Lubię taki. Niekoniecznie przy tak niskiej temperaturze, ale często taki klimat idzie w parze z niską temperaturą.
Twoje relacje edukują i pokazują fajny kawałek górskiego światka ) Inspirują też do tego, żeby odpalić mapę i zaplanować coś pod siebie w tym regionie.
Boryszuk
27-09-2021, 09:04
I dobrze, że napisałeś :)
Zgadzam sie. Zaczepiste zdjecia!
Dzięki Panowie.
W sumie chyba na rowerze pierwszy raz trafiłem na takie warunki. Przynajmniej przez tyle kilometrów. Z buta się już zdarzało łazić we mgle. Raz nawet w Karkonoszach na szczycie Śnieżki było takie mleko, że spod czeskiej budki nie było widać spodka. Pora roku podobna. Unikam jednak chodzenia, po co chodzić jak można jeździć. :mrgreen:
Co ciekawe w tym samym czasie, koledzy startowali w Rowerowym Biegu Piastów w Górach Izerskich, zatem wysokości podobne i mieli całkiem spoko pogodę, chmury były znacznie wyżej.
siemalysy
27-09-2021, 23:34
No właśnie. Po co chodzić jak można jeździć ;) Tego roku w związku z konsekwencjami wywrotki mojej żony urlopu nie spędzimy tak jak sobie zaplanowaliśmy. Dzięki temu może uda mi się pojeździć trochę na rowerze. Jak pisałem kilka dni temu padło mi koło i ta sytuacja zaczęła komplikować plany. Mam Authora, którym mógłbym wokół komina jeździć, ale nie w Górach.
Rozważałem zastosowanie adaptera (https://rowerowy.com/sklep/czesci/piasty/adaptery-piast/prod/bbc-makeitboost-12-148), który pozwoliłby użyć koła z piastą 12x142 do ramy z rozstawem haków 148 mm. Jednak obawiałem się tego rozwiązania, bo nie słyszałem żadnych opinii na ten temat. W jednym z miejscowych serwisów jak pytałem o dostępność adaptera, to usłyszałem, że mieli kilka przypadków z problemami wynikającymi z zastosowania takiego rozwiązania. Ostatecznie zdecydowałem się zrezygnować z tego.
Mój serwis nie znalazł żadnego koła, które mógłbym użytkować do czasu odbioru mojego. Skłoniło mnie to do szukania na allegro i olx sprawnej używki za rozsądne pieniądze. Znalazłem tam całkiem nowe kółko (https://www.olx.pl/d/oferta/tylne-kolo-29-12x148-CID767-IDL1X2Q.html?fbclid=IwAR1cBto8yIEY5yvgxVPUp-UV7HgilpRpKaVZb8Tt6dGOG-zz32saDrJu3H8#660b7f88c8). Szybki telefon, szybka decyzja, podróż i koło było moje.
Koło już uzbroiłem w tarczę i kasetę. Długo walczyłem z oponą. Nie chciała się napompować. Dopiero 3 nabój CO2 wbił oponę na ranty. Postoi tak do czwartku lub piątku i dopiero zaleje mlekiem.
Poszperałem też w internetach i znalazłem taki sam przypadek awarii piasty (https://www.reddit.com/r/bikewrench/comments/bbujp8/how_to_take_out_drivering_from_formula_dht_148/)jak u mnie. Okazuję się, że pierścień zębaty, który zaczął się obracać figuruje jako część zamienna. Nr 2 na poniższym rysunku piasty.
56491
Pierścień wygląda tak jakby miał gwint i był wkręcany, ale ze zdjęcia trudno jest to dokładnie ocenić. Jeżeli jest wkręcany, to być może zerwałem gwint.
https://www.mybike.pl/userdata/public/gfx/3630/8b73119083570329fd6838ec49a4e565.jpg
Koło SLX za dwie i pół stówy to w sumie dobry deal.
Zdeterminowany jesteś, ale to dobrze, też bym kombinował.
siemalysy
29-09-2021, 17:12
Jako "backup" tym bardziej :)
Zgadza się, że byłem zdeterminowany ;)
Tak swoją drogą to na OLX czasem można trafić perełki za niewielką kasę.
Ja kilka lat temu kupiłem tam pedały SPD XTR, te pierwsze z otwartymi zatrzaskami. Jeszcze nie mają napisu XTR. Oczywiście używane i to było widać, ale nie zajechane. Kupiłem za sto złotych z niewielką górką. Jak na razie osobiście przejechałem na nich 16,5 kkm w trzech rowerach, bo kupiłem je do białaSSa, potem były w gruzie połamanym w zeszłym roku, a teraz są w obecnym. Przez ten czas zero serwisu i zero luzu. Jak na razie to jedyne SPD Shimano jakie nie złapały luzu, a mam jeszcze dwie pary XT i M540.
byłem dzisiaj w srebrnej górze....
oj ciężko mi było :D
LeonardZelig
29-09-2021, 22:22
Daj znać jak będzie się sprawować, może będę miał pomysł na prezent na jakieś urodziny/imieniny/święta :-)
Pokrótce - bardzo jestem zadowolony. Jeździła ze mną przez ostatnie dwa tygodnie po Śląsku i Kaszubach w różnym terenie, zazwyczaj minimum 40-kilometrowe dystanse. Ogromna zaleta - można nosić jako nerkę, ale również sling bag`a. Wady: czasem pasek trochę się luzuje (ale to kwestia opanowania ustawienia jego odpowiedniej długości), materiał z którego jest wykonana torba wydaje się być delikatny.
Luzowanie paska jest upierdliwe, mam nerkę z taka przypadłością i strasznie mnie to denerwuje.
Ja dlatego nie idę w stronę nerek. Miałem wieczne problemy z dopasowaniem. Jak było dobrze przed wyjściem na stojąco, to na rowerze cisnęła w brzuch. Jak było OK na rowerze to spadała jak z niego zsiadłem.
Pasek niekoniecznie musi się luzować. Ja tracę spore ilości wody na rowerze, głównie w lecie, ale potrafię wrócić z roweru 1,5 kg lżejszy i to mimo zjedzenia obiadu na trasie.
Zresztą taka nerka to co najwyżej na MTB, bo na gruzie mieszczę się do toreb i kieszonek w koszulce.
W tym przypadku chodziło o torbę foto na pas. Luzowanie w tym przypadku wydaje mi się dyskwalifikujące, zwłaszcza przy jeździe w trudniejszym terenie, bo jednak trochę to waży.
Ja dlatego w swoim customowym zestawie dodałem dodatkowy pasek z rzepem nad sprzączką, który niweluje ewentualne poluzowanie na regulacji pasa i dodatkowa zabezpiecza przed
zerwaniem/uszkodzeniem sprzączki.
byłem dzisiaj w srebrnej górze....
oj ciężko mi było :D
Pocieszę Cię, ja miałem miesiąc przerwy w jeżdżeniu po upadku w górach co opisywałem. W ubiegłą niedzielę, przy fajnej pogodzie wsiadłem na szosę, po przejechaniu 40km, sobie myślę pogoda jest, zmęczenia brak. No to mówię sobie zrobię swoją 80 km petlę co zazwyczaj. Jak dobiłem do ok 70km to się modliłem, aby moje cierpienia się skończyły ;-)
Zbyt długa przerwa i od razu wyskok na max swoich możliwości, sprawiło że po wzięciu prysznica po przyjeździe do chałpy, ścięło mnie na 3h z nóg. Nigdy tak nie miałem ;-)
Zbyt długa przerwa i od razu wyskok na max swoich możliwości, sprawiło że po wzięciu prysznica po przyjeździe do chałpy, ścięło mnie na 3h z nóg. Nigdy tak nie miałem
Starość jest podła. :mrgreen:
Choć ja po wycieczce 100+ i około 2 km w górę nie jestem jakoś zbytnio zajechany. Zresztą nawet Garmin mi pokazuje odpoczynki max po kilkanaście godzin. Jak kiedyś widziałem w necie zdjęcia, gdzie ludkowie pokazywali po kilka dni odpoczynku na Garminie, to myślałem, że to jakiś pic na wodę, fotomontaż, aż sam u kolegi na Garminie nie zobaczyłem 2 dni odpoczynku.
Mnie tylko trochę dobija niewyspanie, mimo, że nie jestem śpiochem. Wstaję od razu, bez przekładania budzika. Tyle, że teraz przez zdalną od półtora roku wstaję o 7, miast 5.45. Zatem jak mam wstać 4.45, żeby zdążyć na ciapong w góry, to nie jest tak lekko jak było przed zdalną. Choć pamiętam, że nawet w 2019, po całej wiośnie i początku lata, gdzie co tydzień bywałem w górach to musiałem odpuścić w okolicach wakacji, bo się pojawiło jakieś chroniczne zmęczenie/ niewyspanie.
Obecnie raczej wyjazdy w góry robię co drugi tydzień i jest spoko. Choć jutro bym jechał, ale że kolega przyjeżdża do Wro, to tylko rano szybko machnę setkę wokół komina, żeby wieczorem nie zasnąć przy piwie. Starość jest podła.
Oj Tomek chciałbym być znów w Twoim wieku, ale czas pędzi ;-)
A ja jadę jutro na szlak w Beskidy, zaczyna się złota jesień, więc warto dać tym razem z buta...
moshica
Ale ja miałem dobre 10 lat przerwy w poważniejszym terenie… a tam poszliśmy od razu w DH :D
siemalysy
04-10-2021, 00:20
Panowie! Starość nie radość, młodość nie wieczność ;) Trzeba korzystać póki są jakieś siły, chęci, motywacja, a co najważniejsze frajda z jazdy :-D
Ja na razie dokonałem zakupu, który mam nadzieję pozwoli mi nieco zwiększyć możliwości jazdy w chłodne dni.
Mianowicie kupiłem termos, co pasuje do koszyka bidonu. :)
Reklamowałem pulsometr Wahoo, przez pomyłkę wysłałem pasek od pulsometru Kalenji... Wymienili wszystko na nowe, tylko pasek chyba zutylizowali. :/ Swoją drogą polecam ten Kalenji. Nie kosztuje milionów, a działal lepiej od Wahoo. Zobaczymy jak będzie z tym nowym, bo rzeczywiście jest inny pasek, taki radełkowany, a nie gładki. Ciekawe czy gdzieś można kupić sam pasek do tego Kalenji.
Ja pasek pulsometru w Garminie chyba będę musiał wymienić. Po sobotnim praniu zauważyłem, że jedna z elektrod się rozwarstwiła. Dziś sprawdzę czy to przeszkadza w działaniu. Choć może być coś na rzeczy, bo już kilka razy widziałem wskazania tętna, których potem odbiornik nie pokazywał.
siemalysy
04-10-2021, 11:29
Tomek, w moim pasku Garmina dwie elektrody już pękły. Wskazań tętna komputerek już nie wyświetla. Wcześniej zaczął szwankować i podczas intensywnego podjazdu pokazywał mi tętno jakbym jechał z górki ;)
Kiedyś wspominałem, że na krótsze wyjazdy chciałbym spróbować jazdy z nerką. Będąc ostatnio w Decathlonie zakupiłem nerkę na rower (https://contents.mediadecathlon.com/p1881438/k$5a18415fa251122255b08183ff98efdb/sq/torba-nerka-na-rower-gorski-all-mountain-rockrider-z-buklakiem-4-l-15-l-wody.jpg?format=auto&f=864x864)z bukłakiem. Cena nieduża w porównaniu do bardziej renomowanych marek.
Wczoraj zrobiłem pętlę w górach i po pierwszej jeździe jestem zadowolony.
Znalazłem pasek, który wygląda jak ten decathlonowy na aliexpress. Wygląda na to, ze Kalenji to rebrand jakiegoś chińczyka.
nie zakładałbym się czy pan wielbiciel ryżu nie zadziałał w drugą stronę...
A mój pasek pulsometru na razie działa. Poczekam na black week, bo i tak zamierzam kupić nowego Garmina, to może wezmę wersję bundle, bo sam pasek kosztuje 3 paczki.
- - - - kolejny post - - - - - -
A jeszcze mam pytanie do klamkomaneciarzy Shimano.
Co ileś tam kliknięć manetką miałem, że nie zrzucała na mniejszą. Można ją było wychylić dosyć sporo, ale guzik to dawało. Nie wiedziałem o co kaman, ale ostatnio odkryłem, że jak pchnę klamkę z manetką razem, ale potem palec zejdzie na samą manetkę to właśnie taki pusty ruch następuje. Wystarczy, że klamka i manetka zostaną pchnięte razem tylko trochę w zakresie luzu roboczego i cięgno manetki zostaje już odłączone.
Możecie sprawdzić u siebie czy też tak macie? Najlepiej na prawej klamkomanetce.
Tomek, wszystkie klamki Shimano tak mają
siemalysy
05-10-2021, 14:20
Witajcie :)
Ubiegły weekend spędziłem w górach na rowerze :) Był to chyba już ostatni wyjazd tego typu w tym roku. Tym razem, inaczej niż zazwyczaj z Łodzi wyruszyliśmy w piątek popołudniu. Ok. 22 zameldowaliśmy się w Międzygórzu w Wichrowych Wzgórzach ;)
W sobotę pięć minut po dziewiątej wyjeżdżamy z bazy i kierujemy się do centrum miejscowości. Przez Międzygórze jedziemy szlakiem niebieskim, który na tym odcinku jest też Głównym Szlakiem Sudeckim i Rowerowym Szlakiem Liczyrzepy ER-2. Po około 1,5 km lekkiego podjazdu zjeżdżamy w prawo na wspomniany wcześniej szlak rowerowy. Droga wiedzie pod górę, nachylenie się zwiększa. Kilometr dalej wracamy znów na szlaki piesze, ale po przejechaniu kilkuset metrów skręcamy w lewo w las i zostajemy na szlaku ER-2 i niebieskim. Tam zjeżdżamy wreszcie z asfaltu. Nachylenie terenu się zwiększa, ale podjazd nie sprawia dużych trudności. Przez pierwszy kawałek po naszej prawej stronie widzimy trasę Singletrack Międzygórze. Cztery kilometry jedziemy tylko pod górę. Podjazd o nachyleniu rzadko przekraczającym 10-11%. Później szlak się na trochę wypłaszcza, nachylenie jest przyjemne, żeby po ok. 2 km znów wrócić do poprzedniego nachylenia :) Tak po przejechaniu niecałych 10 km docieramy w okolicy Przełęczy Śnieżnickiej do skrzyżowania szlaków: niebieskiego i ER-2 z żółtym szlakiem. Tam robimy sobie krótką przerwę. Na przełęczy zaczyna się robić tłoczniej. Sporo pieszych turystów i nie wiele mniej rowerzystów na elektrykach. Ci z elektryków musieli być na jakiejś zorganizowanej akcji. Mało kto miał kask na głowie :(
Za przełęczą skręcamy w prawo na szlak żółty i niebieski szlak rowerowy. Nachylenie szlaku robi się bardziej wymagające i często przekracza 12%. Po kilku minutach docieramy do schroniska na Śnieżniku. Wiemy już, że widoków na szczycie Śnieżnika nie będzie. Od schroniska początek wprowadzamy rowery, później jedziemy tyle ile się da. Później kawałek wprowadzamy, żeby na sam szczyt, do znaku góry dojechać już na kołach. Na szczycie jest sporo turystów, wieje, jest zimno i nieprzyjemnie. Widoki zacne ;) Widoczność na kilka lub kilkanaście metrów. Pogawędka z rowerzystą spotkanym na szczycie i zjeżdżamy na stronę czeską do źródła Morawy. Od źródeł kierujemy się do Słonika. Czekamy tam na możliwość zrobienia sobie "klasowego" zdjęcia i wracamy na szczyt Śnieżnika.
Na szczycie umawiamy się, że zjeżdżamy do schroniska. Zjazd byłby ciekawszy jakby szlak był pusty, ale pomimo złej pogody na szczycie turystów było dużo. Cieszy, że ludzie chcą chodzić po górach i się w jakiś sposób ruszają. Bezpiecznie i ostrożnie zjechaliśmy do schroniska. Zjazd był wolny, żeby turyści piesi nieczuli zagrożenia z naszej strony. Przy schronisku okazało się, że brakuje jednego z nas. Nie mogliśmy się do niego dodzwonić, więc czekaliśmy. Znamy się już trochę, więc myśleliśmy, że kolega został dłużej bo robi zdjęcia. Wiedzieliśmy, że zawsze w każdym miejscu robi dużo zdjęć rowerowi ;) Ja myślałem, że robię takich zdjęć dużo :-D
Dotarł do nas cały i zdrów po ok. 20-25 minutach. Kolega kilka minut przed jego dotarciem wyszedł w górę, żeby sprawdzić czy nic się mu nie stało. Finał tej historii jest taki, że został robić zdjęcia i został sam na szczycie. Tam się zakręcił i zaczął zjeżdżać znów na stronę czeską. Przy źródle Morawy zorientował się, że tam już był . Wrócił na szczyt i zjechał do schroniska.
W związku z tymi wydarzeniami przy schronisku mieliśmy więcej czasu na popas. Zrezygnowaliśmy ze specjałów kuchni schroniskowej, bo kolejka była długa. Każdy miał ze sobą coś do jedzenia. Zregenerowaliśmy się trochę i Niebieskim Szlakiem Papieskim, Zielonym Szlakiem Kurierów Solidarności i Niebieskim Szlakiem Rowerowym ruszyliśmy w dalszą drogę. Po ok. dwóch kilometrach zielony szlak odbijał w lewo na Mały Śnieżnik. My trzymaliśmy się szlaku rowerowego i szczyt zostawiliśmy z naszej lewej strony. Jechaliśmy tak ok. 3 km i odbiliśmy w prawo na szlak żółty, który doprowadził nas do Siodła Puchacza. Tam skręcając w prawo wróciliśmy na zielony szlak. Jechaliśmy szlakiem wzdłuż granicy PL/CZ. Przez szczyt Puchacza dotarliśmy na Trójmorski Wierch. Podjazd na szczyt Puchacza wymagający, w dwóch miejscach konieczny kilkumetrowy wypych roweru. Zjazd z Puchacza fajny po korzeniach i kamieniach. Podjazd na Trójmorski Wierch dość trudny technicznie z uwagi na duże kamienie. Jednak w całości do wjechania z korby. Z kolegą wjechaliśmy w całości, pozostali kawałkami wprowadzali. Na szczycie stoi wieża widokowa, która jest zamknięta. Trójmorski Wierch jest jedynym szczytem w Polsce i jednym z sześciu w Europie, gdzie zbiegają się zlewiska trzech mórz: (na zachodnich zboczach ma swoje źródło Nysa Kłodzka w zlewisku Morza Bałtyckiego, z południowo-wschodniego zbocza spływa Lipkovský potok, dopływ Cichej Orlicy (czes. Tichá Orlice) w zlewisku Morza Północnego). Info za wikipedią.
Na szczycie robimy sobie przerwę, zdjęcia i zjeżdżamy w dół. Zjazd trudny technicznie po kamieniach i korzeniach. Kamienie duże i momentami było trzeba dobrze obierać linię zjazdu. Zielonym szlakiem zjeżdżamy aż do skrzyżowania ze szlakiem żółtym i i rowerowym szlakiem Bystrzyca Kłodzka - Jodłów. Żółtym szlakiem jedziemy tylko kawałek, zostajemy ciągle na szlaku rowerowym i po około 3,5 km zjazdu docieramy do bramki Singletrack Glacensis: Pętla Ostoja. Ostoją jedziemy więcej pod górę niż w dół do bramki Singletrack Glacensis: Pod Snieżnikiem. Tym fragmentem singla jedziemy praktycznie cały czas w dół. Docieramy do końca singielka i leśną drogą zjeżdżamy do Międzygórza. Tam kierujemy się do restauracji Sarenka, która jest przy pensjonacie o tej samej nazwie na zasłużony popas i piwo ;) Zimne piwo i placek z gulaszem wchodzą jak złe :)
Pogoda tego dnia była dobra na rower. Jedynie na Śnieżniku i przy schronisku było zimno. Później pogoda się poprawiła, było cieplej i przyjemniej ;)
W niedzielę ruszyliśmy kilka minut przed dziewiątą w tą samą stronę co dzień wcześniej. Za prowadzenie i nawigowanie w ten weekend odpowiadałem ja. Przygotowałem sobie trasę dojazdową do startu pętli Międzygórze, a jak się okazało dojechaliśmy do startu pętli Pod Śnieżnikiem. Zafundowałem tym chłopakom niepotrzebne 3200 m i 225 m przewyższenia. Jak się to stało, nie wiem ;) Wróciłem do domu w jednym kawałku, nie pobili mnie ;) W każdym razie jak się zorientowałem co jest grane, wróciliśmy już na prawidłową trasę. Start pętli Międzygórze zaczyna się przy pensjonacie, w którym w sobotę jedliśmy. Początkowo kawałek prowadzi asfaltem, dalej już drogą leśną i w końcu singlem. Pętla ta w wielu miejscach ma dojazdówki szutrowe i leśne. Widoków jest jak na lekarstwo. Najlepszy widok to ten w okolicach Czarnej Góry. Wyjeżdża się tam z lasu i dojazdówką szlakiem żółtym jedziemy w towarzystwie ładnego widoku i krów pasących się nieopodal. Z żółtego szlaku zjeżdża się na asfalt i nim ok. 2 km jedzie cały czas pod górę, żeby zjechać na pętlę i po niecałym kilometrze ruszyć tylko w dół. Zjeżdżamy do Międzygórza i kierujemy się już na bazę.
Fajny weekend w górach :)
Pierwszego dnia zrobiliśmy 42,3 km i 1370 w górę. Drugiego dnia zrobiliśmy 39 km i 796 m w górę.
Trochę zdjęć poniżej.
56655
Na Śnieżnik
56656
Szlakiem Liczyrzepy
56657
56658
Chmury zaczęły się pokazywać zza gór.
56659
Końcówka podjazdu do schroniska
56660
Wieża widokowa na Śnieżniku. Jeszcze w budowie.
56661
Widoki ze szczytu jak widać były zacne
56662
Źródełko Morawy (https://pl.mapy.cz/turisticka?x=16.8473167&y=50.2041559&z=16&source=base&id=1697399)
56663
Fotka "klasowa" przy słoniu (https://pl.mapy.cz/turisticka?x=16.8492639&y=50.2043825&z=17&source=base&id=1723515)
56664
Schronisko na Śnieżniku ze szlaku od strony Małego Śnieżnika
56665
Mały Śnieżnik widziany z podjazdu na szczyt Puchacza
56666
Widok na Dolní Morava z okolic Trójmorskiego Wierchu
56667
56668
Na Trójmorskim Wierchu
56669
Tablica na Trójmorskim Wierchu z dobrym przesłaniem (https://drive.google.com/file/d/16r8_CbNpsnm_uZZIC3CvaQ-upN9-FxGj/view?usp=sharing) ;)
56670
Szlak graniczny z Trójmorskiego Wierchu
56671
Widok na czeską stronę
56672
Jedyna taka barierka na Singletrack Glacensis: Międzygórze
56673
Nieliczne miejsca z widokami na tym singlu
56674
Widok z singletrack Międzygórze
56675
56676
Łącznik poprowadzony żółtym szlakiem z widokiem na Czarną Górę
56677
Chłopaki kombinują jak zrobić sobie zdjęcie z krową
56678
Końcówka zjazdu żółtym szlakiem do asfaltu
Tomek, wszystkie klamki Shimano tak mają
Dziękuję Jarku.
zameldowaliśmy się w Międzygórzu
Michał, szkoda, że się nie odezwałeś, bo miałbym tipy na vyletu. Choć ta pętla z mapy to w zasadzie modelowy standard jaki daje się zrobić rowerem na południe od Śnieżnika po polskiej stronie.
Podjazd z Międzygórza do schroniska na Śnieżniku znam, początek w lesie bardzo wymagający, ale potem faktycznie jest łatwiej i zostaje krótki, choć szeroki i dosyć równy odcinek z przełęczy do schroniska.
Nigdy nie byłem z rowerem na szczycie Śnieżnika, nawet z buta byłem dwa razy raptem. MZ widok ze szczytu nie jest tak imponujący jakby się mogło wydawać. Dużo nie straciliście. Ten odcinek niebieskim pod Małym Śnieżnikiem jest w pytę, choć ja go jechałem w górę i trochę wypychu było.
Jako ciekawostkę podam, że przy dobrej widoczności widzę z okna mieszkania dwa szczyty i wedle wszystkich pomiarów to jest Czarna Góra i Mały Śnieżnik.
56682
Tak to wygląda, niestety nie mam nic dłuższego niż 210 mm na APS-C.
Ciekawy też jest odcinek przez Żmijowiec. Kiedyś były z niego super widoki przez wylesienie na skutek katastrofy ekologicznej. Teraz już mniej widać, ale sam przejazd jest fajny. Jak nie Żmijowiec to zjazd żółtym w stronę Kletna. Na FS tam się świetnie bawiłem. No i potem pasmo Krowiarek od przełączy Siennej niemal do Kłodzka, ale to już mocno na północ.
No i czeska strona jest fajna, na jednym zdjęciu masz wieżę widokową Stezka v oblacich tam jak byłem w lipcu, to tylko my we trzech byliśmy w obcisłych, reszta na MTB.
siemalysy
06-10-2021, 16:09
Tomek masz fajny widok z okna przy dobrej widoczności :)
Co do Śnieżnika nie pisałem nic, bo zawsze zapominam o tym, że mam gdzie zapytać o dobre trasy ;) Pętlę na Śnieżnik planowaliśmy wspólnie. Ja chciałem wbić się też na czeskie szlaki, ale ostatecznie wybraliśmy zdanie większości. Drugi dzień z założenia miał być przeznaczony na Glacensis.
Może jeszcze w najbliższy piątek przejadę się w tamte rejony z rowerem. Tylko muszę znaleźć miejscówkę gdzie ja pojeżdżę, a żona będzie mogła gdzieś wejść na górę i coś z niej zobaczyć.
siemalysy
07-10-2021, 13:37
Siemanko,
Przepraszam, że post pod postem, ale tak wyszło ;)
Przechodząc do tematu to mam pytanie. Może Tomek lub Wiesiek coś doradzą. Jutro prawdopodobnie pojedziemy do Spalonej. Żona sobie na spokojnie wejdzie na Jagodną, ja obskoczę pętlę Jagodna. Natomiast dla samej Jagodnej nie opłaca się jechać. Dlatego też wymyśliłem sobie trasę po Górach Bystrzyckich. Z pomocą przyszła oczywiście strona rowerem.info (https://rowerem.info/). Żona sobie pospaceruje po okolicy, później pojedzie w miejsce, do którego ja dojadę. Tam też sobie zwiedzi okolice, może wyjdzie w góry. Ja natomiast po objechaniu singla pojechałbym fragmentem trasy DOT166. Szczytna-Bystrzyca Kłodzka (https://rowerem.info/), tylko w przeciwnym kierunku niż jest opisana na stronie. Następnie za szczytem Piekilenicy odbiłbym w lewo, żeby dojechać do trasy DOT161. Duszniki-Zdrój niebieska (https://rowerem.info/) i nią dojechałbym już do Dusznik gdzie zakończyłbym jazdę :) Trasa wyglądałby tak: klik (https://pl.mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=16.4756278&y=50.3305278&z=13&l=0&rc=9mBnLxZAN9gWfhUfej0gQXbJ1xZKpVad0xZZJp1B0lbYbh0 krBgX1jrp&rs=osm&rs=osm&rs=coor&rs=osm&rs=osm&rs=osm&rs=coor&rs=osm&ri=1104748265&ri=1004682360&ri=&ri=1070052555&ri=13153&ri=13153&ri=&ri=1023933015&mrp=%7B%22c%22%3A121%7D&xc=%5B%5D)
Znacie te tereny, więc dajcie proszę znać czy ten wariant będzie ok, czy w tym kierunku polecilibyście coś lepszego. Mogę też odbić w kierunku Polanicy-Zdrój
Michał, jak dla mnie to co sobie narysowałeś jest OK. Największe ścianki będziesz jechał w dół, zatem wyrypa Ci odpadnie.
Terenowo też chyba raczej szutry niż powszechne w Górach Bystrzyckich kamole. Ja z Dusznik do Schroniska pod Muflonem dwa lata temu jechałem i była wyrypa, że robiłem przerwę po drodze. Podjechałem całość, bez wypychu, ale na nie na raz. Tam jest asfalt OIDP, ale raczej się nie rozbujasz, bo to teren zabudowany i mało bezpiecznie będzie puścić heble.
Siemanko,
Przepraszam, że post pod postem, ale tak wyszło ;)
Przechodząc do tematu to mam pytanie. Może Tomek lub Wiesiek coś doradzą. Jutro prawdopodobnie pojedziemy do Spalonej. Żona sobie na spokojnie wejdzie na Jagodną, ja obskoczę pętlę Jagodna. Natomiast dla samej Jagodnej nie opłaca się jechać. Dlatego też wymyśliłem sobie trasę po Górach Bystrzyckich. Z pomocą przyszła oczywiście strona rowerem.info (https://rowerem.info/). Żona sobie pospaceruje po okolicy, później pojedzie w miejsce, do którego ja dojadę. Tam też sobie zwiedzi okolice, może wyjdzie w góry. Ja natomiast po objechaniu singla pojechałbym fragmentem trasy DOT166. Szczytna-Bystrzyca Kłodzka (https://rowerem.info/), tylko w przeciwnym kierunku niż jest opisana na stronie. Następnie za szczytem Piekilenicy odbiłbym w lewo, żeby dojechać do trasy DOT161. Duszniki-Zdrój niebieska (https://rowerem.info/) i nią dojechałbym już do Dusznik gdzie zakończyłbym jazdę :) Trasa wyglądałby tak: klik (https://pl.mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=16.4756278&y=50.3305278&z=13&l=0&rc=9mBnLxZAN9gWfhUfej0gQXbJ1xZKpVad0xZZJp1B0lbYbh0 krBgX1jrp&rs=osm&rs=osm&rs=coor&rs=osm&rs=osm&rs=osm&rs=coor&rs=osm&ri=1104748265&ri=1004682360&ri=&ri=1070052555&ri=13153&ri=13153&ri=&ri=1023933015&mrp=%7B%22c%22%3A121%7D&xc=%5B%5D)
Znacie te tereny, więc dajcie proszę znać czy ten wariant będzie ok, czy w tym kierunku polecilibyście coś lepszego. Mogę też odbić w kierunku Polanicy-Zdrój
Do punktu 5 to na pewno jest najlepiej jak można. Dalej raczej bym pojechał do Polanicy bo to bez porównania ciekawsze. Pierwszego (zielony) kawałka drogi nie pamiętam - to mogą być kocie łby. Ale od skrętu na żółty jest bardzo terenowo. Na tym zjeździe do linii kolejowej uważaj i solidnie trzymaj kierę. To trudny teren. Pociesz się, że ja go podjeżdżałem.
56718
Teraz za linią albo trzymaj się żółtego albo jak czujesz moc to wjedź na oznakowane przez mnie na pomarańczowo XCO. Nie wiem tylko czy LP nie usunęły oznakowania tej trasy bo podobno ktoś się połapał, że to była nie uzgodniona trasa. Ale teren nieprawdopodobny a ścieżki widać i masz gpx. Pojedź i zrób tutaj relację!
Sprawdziłem i rzeczywiście tam gdzie jest niebieska strzałka to są okropne kamulce. Podejrzewam, że cała "zielona droga" jest taka. Wobec tego zachowałbym się czujnie. I jeśli odejście przy czerwonej strzałce rokowałoby nie najgorzej to bym tam zmykał. Zawsze będziesz miał do jazdy 1/2 mniej.
56722
56723
siemalysy
07-10-2021, 18:15
Michał, jak dla mnie to co sobie narysowałeś jest OK. Największe ścianki będziesz jechał w dół, zatem wyrypa Ci odpadnie.
Terenowo też chyba raczej szutry niż powszechne w Górach Bystrzyckich kamole. Ja z Dusznik do Schroniska pod Muflonem dwa lata temu jechałem i była wyrypa, że robiłem przerwę po drodze. Podjechałem całość, bez wypychu, ale na nie na raz. Tam jest asfalt OIDP, ale raczej się nie rozbujasz, bo to teren zabudowany i mało bezpiecznie będzie puścić heble.
Do punktu 5 to na pewno jest najlepiej jak można. Dalej raczej bym pojechał do Polanicy bo to bez porównania ciekawsze. Pierwszego (zielony) kawałka drogi nie pamiętam - to mogą być kocie łby. Ale od skrętu na żółty jest bardzo terenowo. Na tym zjeździe do linii kolejowej uważaj i solidnie trzymaj kierę. To trudny teren. Pociesz się, że ja go podjeżdżałem.
...
Teraz za linią albo trzymaj się żółtego albo jak czujesz moc to wjedź na oznakowane przez mnie na pomarańczowo XCO. Nie wiem tylko czy LP nie usunęły oznakowania tej trasy bo podobno ktoś się połapał, że to była nie uzgodniona trasa. Ale teren nieprawdopodobny a ścieżki widać i masz gpx. Pojedź i zrób tutaj relację!
Panowie dziękuję za odzew :) W takim razie pojadę tymi szlakami i prawdopodobnie zmodyfikuje trasę tak, że Duszniki zamienię na Polanicę.
Sprawdziłem i rzeczywiście tam gdzie jest niebieska strzałka to są okropne kamulce. Podejrzewam, że cała "zielona droga" jest taka. Wobec tego zachowałbym się czujnie. I jeśli odejście przy czerwonej strzałce rokowałoby nie najgorzej to bym tam zmykał. Zawsze będziesz miał do jazdy 1/2 mniej.
...
Wynika z mapy, że musiałbym odbić w prawo przy Kamiennym Moście. Zaznaczę sobie na mapie punkt orientacyjny gdzie miałbym odbić jak droga okazałby się szutrowa, a nie kamienna.
Co do trasy XCO, to przyznam, że musi być grubo. Przeczytałem opis i zobaczyłem zdjęcia, więc jest gdzie się napocić podczas podjazdu i zjazdu. Zobaczę jak będę stał z czasem. Może spróbuję tam wjechać. Plik sobie do Garmina załaduję.
Rejon Gór Bystrzyckich w pobliżu Polanicy obfituje w takie kamienne drogi. Najbardziej znana to Droga Stanisława. Ponad 6 km zjazdu, gdzie w połowie miałem już dość, a pod koniec blachy trzymające bloki wbijały mi się w stopy. Tyle, że to było 20 lat temu na HT z oponami 1,9". Kiedyś będę musiał spróbować to zjechać na FS. Ostatnio jak byłem to jechałem Wiecznością, też sporo kamieni, ale nachylenie nie takie duże.
W ostateczności bym pyknął zjazd do Polanicy asfaltem od Błażkowej Góry. Serio, szkoda zdrowia i roweru na te kamulce.
W ostateczności bym pyknął zjazd do Polanicy asfaltem od Błażkowej Góry. Serio, szkoda zdrowia i roweru na te kamulce.
Tylko nie słuchaj Tomka, nie bądź miękką fają! Zobacz co by Cię ominęło...
https://www.rowerem.info/storage/app/media/DOT162/1.%20Zjazd/IMG_20200729_131555%20Polanica%20%C5%BC%C3%B3%C5%8 2ty%20%20Polanica%20-%20rozjazd%20Pokrzywno%20P%20M.jpg
https://www.rowerem.info/storage/app/media/DOT162/1.%20Zjazd/IMG_20200729_130122%20Polanica%20%C5%BC%C3%B3%C5%8 2ty%20%20Polanica%20-%20rozjazd%20Pokrzywno%20P%20M.jpg
https://www.rowerem.info/storage/app/media/DOT162/1.%20Zjazd/IMG_20200729_125730%20Polanica%20%C5%BC%C3%B3%C5%8 2ty%20%20Polanica%20-%20rozjazd%20Pokrzywno%20P%20M.jpg
https://www.rowerem.info/storage/app/media/DOT162/1.%20Zjazd/IMG_20200729_124455%20Polanica%20%C5%BC%C3%B3%C5%8 2ty%20%20Polanica%20-%20rozjazd%20Pokrzywno%20P%20M.jpg
https://www.rowerem.info/storage/app/media/DOT162/1.%20Zjazd/IMG_20200729_123413%20Polanica%20%C5%BC%C3%B3%C5%8 2ty%20%20Polanica%20-%20rozjazd%20Pokrzywno%20P%20M.jpg
https://www.rowerem.info/storage/app/media/DOT162/1.%20Zjazd/IMG_20200729_123336%20Polanica%20%C5%BC%C3%B3%C5%8 2ty%20%20Polanica%20-%20rozjazd%20Pokrzywno%20P%20M.jpg
https://www.rowerem.info/storage/app/media/DOT162/1.%20Zjazd/IMG_20200729_123135%20Polanica%20%C5%BC%C3%B3%C5%8 2ty%20%20Polanica%20-%20rozjazd%20Pokrzywno%20P%20K%20M.jpg
siemalysy
09-10-2021, 13:11
Siemanko :)
Rejon Gór Bystrzyckich w pobliżu Polanicy obfituje w takie kamienne drogi. Najbardziej znana to Droga Stanisława. Ponad 6 km zjazdu, gdzie w połowie miałem już dość, a pod koniec blachy trzymające bloki wbijały mi się w stopy. Tyle, że to było 20 lat temu na HT z oponami 1,9". Kiedyś będę musiał spróbować to zjechać na FS. Ostatnio jak byłem to jechałem Wiecznością, też sporo kamieni, ale nachylenie nie takie duże.
W ostateczności bym pyknął zjazd do Polanicy asfaltem od Błażkowej Góry. Serio, szkoda zdrowia i roweru na te kamulce.
Tylko nie słuchaj Tomka, nie bądź miękką fają! Zobacz co by Cię ominęło...
...
Dziękuję Panowie za informacje i wskazówki. Przygotowałem sobie dwie trasy od Schroniska PTTK Jagodna do Polanicy-Zdrój. Jak poszło i co udało się przejechać pozwolę sobie napisać poniżej ;)
Zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy z Łodzi kilkanaście minut przed szóstą. Na parking przy schronisku dotarliśmy po godzinie dziesiątej. Szybkie przygotowanie się do jazdy i 18 minut przed godziną jedenastą ruszam w drogę. Jest chłodno, temperatura ok. 6°C, słońce nieśmiało jeszcze przebija się przez chmury, ale szybko się to będzie zmieniało. Umówiliśmy się z żoną, że spotykamy się przy wieży na Jagodnej.
W związku z tym, żeby na nią za długo nie czekać nie pojechałem od razu na start Pętli Jagodna. Wymyśliłem sobie rozgrzewkowy kawałek i pojechałem z parkingu Autostradą Sudecką na zachód. Po ok. 400 metrach zjechałem w prawo w las na szlak żółty i czerwony. Bardzo szybko też mój rower dostał dawkę najświeższego górskiego błota ;) Szlaków tych trzymałem się przez ok. 2,5 km i następnie skręciłem w lewo na niebieski szlak rowerowy, którym ponownie zjechałem do asfaltu. Autostradą Sudecką, która zaoferowała mi podjazd rozgrzałem się odpowiednio. Dojechałem do skrzyżowania z żółtym szlakiem i na niego skręciłem. Później odbiłem w lewo i skrajem polany dotarłem do bramki oznaczającej start singla Jagodna.
Jagodna zaczyna się łagodnym podjazdem. Sam początek i jego pierwsze ok. 7 km to podjazdy mieszane z fajnymi zjazdami. Jest kilka kładek, kamieni i hopek. Widoków jak na lekarstwo, ale tak jest prawie na wszystkich singlach, którymi miałem okazję jeździć. Końcówka przed wieżą, to prawie sam podjazd. Jest on łatwy i nie sprawia żadnych trudności. Na szczycie Jagodnej trafiam na wycieczkę szkolną. Żona na szczycie czekała na mnie ok. 10 minut. Poczekałem do zejścia młodych z wieży i dopiero na nią wszedłem. Widoki z wieży spoko. Pogoda nie pozwoliła zobaczyć ładnie wszystkiego. Z chmur fajnie wyłaniał się Masyw Śnieżnika.
Zjazd pętlą Jagodna fajny, choć zdecydowanie za krótki. Kilka sekcji po kamieniach, szybkie fragmenty, i kilka agrafek jedna za drugą. Szybko zjechałem i udałem się pod schronisko. Tam zjadłem, uzupełniłem bidon i ruszyłem dalej :)
Od schroniska ruszyłem w lewo w kierunku Przełęczy Spalona, tam skręciłem w lewo i trzymając się cały czas zielonego szlaku rowerowego jechałem cały czas w dół :) Ostatecznie zjazd asfaltowy, który dość szybko po dotarciu do lasu zaczął się zmieniać na mało asfaltowy. Zaczęły się dziury, kamienie i pozostałości asfaltu, ale później droga zrobiła się zdecydowanie lepsza. W dół pokonałem prawie 5 km i straciłem ok. 300 m wysokości. W miejscowości Młoty skręciłem w lewo i cały czas trzymając się szlaku rowerowego po ok kilometrze skończył się asfalt :) Asfaltowy fragment podobał mi się. Nie przez to, że asfaltem podjeżdża się lżej ;) Droga prowadzi wzdłuż potoku Bystrzyca u zbocza góry. Niesamowity klimat :)
Po zjechaniu z asfaltu droga ciągle prowadziła w górę i ciągle wzdłuż potoku. Nachylenie nie było duże przez co bardzo fajnie się podjeżdżało. Z zielonego szlaku zjechałem dopiero na Kamienny Most i drogą leśną (https://pl.mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=16.4827424&y=50.3591571&z=15&rc=9lsY0xZWschig5jwQRiP2&rs=osm&rs=coor&rs=osm&ri=1070052554&ri=&ri=1105484152&mrp=%7B%22c%22%3A121%7D&xc=%5B%5D)początkowo podjeżdżając po kamieniach i kocich łbach, następnie po drodze szutrowej ominąłem fragment, który wspominaliście. Po niewiele ponad 2 km wróciłem na szlak zielony i nim dotarłem do skrzyżowania z żółtym szlakiem rowerowym.
Widząc zarośnięty początek szlaku rozważałem jazdę inną drogą, która by była alternatywą. Jednak po rozmowie z samym sobą uznałem, że jadę żółty, a jak będzie lipa, to zawrócę i pojadę inną drogą, którą ustaliłem na mapie. Żółty Szlak Rowerowy początkowo prowadził po trawie, mokradłach, żeby później pokazać swój potencjał ;) 3,5 kilometra zjazdu, na którym trzeba było być czujnym, uważnym, a jednocześnie czuć było frajdę z jazdy w dół :) Gdyby nie leśnicy, to byłoby lepiej. Jednak w kilku miejscach szlak mocno jest rozjechany przez ciężki sprzęt, a w jednym miejscu na szlaku zostawione są gałęzie po wycince drzew. Bardzo przeszkadzają i trzeba mocno uważać, żeby w koło taki nie wszedł, bo można uszkodzić rower i przy okazji siebie. Możliwe jest też, że źle pojechałem. Wcześniej od startu żółtego oznaczenia szlaku na drzewach były widoczne, tak tam gdzie była rozpierducha ich nie widziałem. Jechałem zgodnie z trackiem. Albo przeoczyłem znak na drzewie, albo takie drzewo zostało wycięte. Kawałek przed tą wycinką był świetny zjazd zboczem Pokletnicy i jak dobrze rozpoznałem miejsce, to od Skał Zbójców.
Ostatnia część zjazdu po skręcie w lewo z drogi gruntowej do samego wiaduktu kolejowego okazała się ekstra. Tam też po zjechaniu pierwszego stromego fragmentu współpracy odmówił mój Olympus. Chciałem zrobić zdjęcie tego zjazdu na maksymalnej ogniskowej jaką miałem dostępną, a po włączeniu aparatu pojawił się komunikat: Sprawdź stan obiektywu :(
Za wiaduktem pojechałem w lewo, żeby po niespełna dwóch kilometrach odbić w prawo. Tam sprawiłem sobie najcięższy, bo najstromszy tego dnia podjazd na Piekielną Przełęcz. W 3/4 wjechałem, końcówkę jednak postanowiłem wejść. Z przełęczy udałem się już na parking przy ulicy Polnej gdzie od kilku minut czekała na mnie żona :)
Dla zainteresowanych, trasa jaką przejechałem można podejrzeć pod linkiem: klik (https://pl.mapy.cz/s/nobahetalu). Całościowo fajny dzień na rowerze, fajne tereny, fajny choć momentami wymagający technicznie żółty szlak rowerowy. Pogoda znośna, bo nie padało. W słońcu petarda, w lesie do przeżycia :) Mogłoby być cieplej, ale nie ma co narzekać ;) Pętlę maratonu XCO odpuściłem. Wybrałem też krótszą trasę do Polanicy. Druga prowadziła przez Szczytną, ale jak patrzę na nią teraz, to bym ją zmodyfikował jeszcze. Będzie okazja, żeby tam wrócić.
Trochę zdjęć poniżej.
56751
Drogowskaz przy Schronisku PTTK Jagodna
56752
Widoczną drogą dojechałem do tego miejsca. Wody i błota było pod dostatkiem ;)
56753
Lubię taki klimat z rana. Na niebieskim szlaku rowerowym
56754
Poranny i jesienny klimat
56755
Schronisko widziane ze skraju Polany biegowej (https://pl.mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=16.5364539&y=50.2760158&z=18&rc=9mBKQxZ0aU&rs=coor&rs=&ri=&ri=&mrp=%7B%22c%22%3A111%7D&xc=%5B%5D&rut=1)
56756
Singletrack Glacensis: Pętla Jagodna
56757
Widok na Masyw Śnieżnika z wieży widokowej na Jagodnej (https://pl.mapy.cz/turisticka?x=16.5644186&y=50.2524984&z=17&source=osm&id=1085232410). Na żywo wyglądało to zdecydowanie lepiej ;)
56758
Widok z wieży
56759
Bramka do części zjazdowej singla
56760
Jedyny fajny widok na pętli Jagodna, dla którego warto wstrzymać zjazd
56761
Widok z drogi nr 389 w okolicach Schroniska
56762
Punkt widokowy na stok i dalszą okolicę
56763
Mostek nad Przeręblą
56764
Lekki podjazd na zielonym szlaku
56765
Kamienny Most (https://pl.mapy.cz/turisticka?x=16.4717939&y=50.3504982&z=18) nad Bystrzycą
56766
Przyjemny podjazd zaraz za Kamiennym Mostem
56767
Super zjazd żółtym szlakiem rowerowym zboczem Pokletnicy
56768
Rozpierducha pozostawiona przez leśników
56769
Kierunek do świetnego zjazdu. Dalej w dole po lewej stronie znajduje się jakieś oczko wodne, do którego prowadzi droga.
56770
Wiadukt w Polanicy-Zdrój
Szlak serduszkowy widzę zwiedziałeś. Jak w dół to luz, pod górę, to chyba do testowania własnego serduszka czy nie pęknie. Znam taki jeden odcinek testowy w Polanicy. ;)
Pogoda jeszcze do końca tygodnia ma być sztos. Choć jak dziś jechałem do leleniej to tak od Świebodzic łąki oszronione, a nad wodą opary jakieś wisiały. W leleniej po 8, było między 4-5 stopni, na plusie, ale i tak mi wszystkie końcówki zmarzły, rozgrzały się dopiero na podjeździe w Dziwiszowie.
Ogólnie dziś zrobiłem 120 km i wszystkie pod wiatr. Trochu się dojechałem. Do tego jeszcze w Jaworze byłem za wcześnie i nie załapałem się na zupę dyniową i piwo. Skandal, że dopiero od południa otwierają.
siemalysy
09-10-2021, 18:43
Szlak Serduszkowy jechałem tylko kawałek, ale żadna strzała amora mnie nie trafiła :)
Wczoraj na początku jak trochę zmoczyłem buty, to żałowałem, że nie zabrałem zimowych butów, a rano było też chłodno, ale cieplej niż dziś. Później zrobiło się cieplej i było już dobrze.
Jakby nie dzisiejszy wiatr, byłoby spoko. Jak sobie siadłem w wiacie przystankowej, osłonięty od wiatru, to słońce przyjemnie grzało.
Pod Jaworem zrobiłem kilka minut popasu, to jedna z klamkomanetek tak się zagrzała, że czułem ciepło przez rękawicę. Natomiast do końca nie zdecydowałem się na odsłonięcie uszu. Przerzuciłem się już z czapeczek na kominy ze względu na możliwość naciągnięcia ich na uszy.
Jest zimno, ale będzie jeszcze zimniej.
Tym razem zdecydowałem się jechać na kole na dworzec główny. Termometr pokazywał 5 stopni, ale początkowo zmarzły mi palce u dłoni. Jak się zagrzały to dojechałem już na dworzec. Mimo, że byłem ponad 20 minut przed godziną odjazdu to pociąg już czekał na peronie. Wsiadłem, postawiłem rower w miejscu do tego przeznaczonym i zacząłem się grzać. Potem był reset pociągu tak, że przez kilka minut nie można było nawet otworzyć drzwi. Ostatecznie pociąg ruszył z dwuminutowym opóźnieniem i bez komunikatów o stacjach, maseczkach oraz nawet bez pokazywania trasy na monitorach, ale jechał. Znowu w pociągu tej relacji byłem jedynym rowerzystą, a już w we Wrocławiu nie było wolnych miejsc siedzących. W Boguszowie-Gorcach opóźnienie zostało nadrobione, a pociąg zatrzymał się też w Wojanowie, mimo, że ta stacja nie była w rozkładzie. Po drodze było widać, że w nocy przymroziło przy gruncie. Za Świebodzicami w cieniu był szron na trawie i opary nad wodą.
W Jeleniej Górze już świeciło słońce, ale nadal było zimno. Garmin pokazywał temperaturę poniżej 5 stopni. Wszystkie końcówki mi zmarzły, ale wiedziałem, że mam za chwilę dość mocny, choć niezbyt długi podjazd w Dziwiszowie. Rozgrzać się rozgrzałem, ale potem zaczęły się zjazdy i błyskawicznie utraciłem wytworzone ciepło i marzłem jeszcze bardziej, bo pot potęgował uczucie zimna. W sumie pierwszy wyjazd gdzie tęskniłem bardzo za podjazdami. Nisko wiszące słońce i sporo cienia nie pomagało w żaden sposób się rozgrzać, a jeszcze świeciło prosto w oczy przez pierwszą godzinę. Cień od gałęzi powodował, że trudno było sprawdzić jaka nawierzchnia jest przede mną.
Koło 10 zrobiłem sobie przerwę w wiacie przystankowej w Rzeszówku na mniej więcej 40 km trasy. Wiata choć otwarta, chroniła całkowicie od wiatru i wpuszczała słońce. Okazało się, że herbata, którą zrobiłem w termosie - bidonie o godzinie 5 jest nadal ciepła. Całkiem niezły wynik jak na trzy godziny wożenia termosu w koszyku przy tak niskiej temperaturze. Wypiłem kubek, zjadłem batona i pojechałem dalej. Nadal było zimno, ale zacząłem serię, krótkich podjazdów, które dawały mi nieco ciepła. Przy każdym wjeździe w cień odczuwałem jednak wyraźny spadek temperatury.
Z ciekawszych miejsc jakie minąłem po drodze to chyba tylko lotnisko Bazy Lotniczej Baryt, które wygląda jak kawałek łąki, jakich wiele w górach. Jakby nie tablice ostrzegawcze i rękaw mierzący wiatr, to lotnisko byłoby jeszcze tajne.
W końcu zmarzłem znowu solidnie na ostatnim i najdłuższym zjeździe trasy do Myśliborza. Na początku DDR do Jawora, zrobiłem krótki popas, wypiłem resztę herbaty i znowu osłonięty od wiatru odzyskałem nieco ciepła. W Jaworze byłem za wcześnie na jedzenie i piwo, zatem pojechałem dalej. Przestałem marznąć, bo raz, że zrobiło się cieplej, dwa wyjechałem z gór, trzy przestałem co chwila jechać przez las. Za to z pełną siłą doświadczyłem wmordewindu, ale z tym liczyłem się. W tej akurat materii prognozy pogody sprawdziły się co do joty. Już wiosną jechałem z Jawora do Wrocławia, ale tym razem pojechałem inną drogą, co nie do końca było najlepszym wyborem, bo nawierzchnia miejscami była mocno dziurawa. Jechało mi się dobrze, mimo tego wiatru, starałem się z nim nie siłować i nie cisnąć ponad siły. Nieco za setnym kilometra trasy już miałem dość, ale do końca zostało już tylko kilkanaście kilometrów, alternatywą było 10 km do Kątów Wrocławskich też w większości pod wiatr i czekanie na pociąg. Poza tym wjechałem już na tereny dobrze mi znane z codziennych wyjazdów po zdalnej. Zatem dotoczyłem się do domu. Choć pierwszy raz od dłuższego czasu byłem zmęczony.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/6087360902
Fotosy:
56834
Karkonosze z królewną, która jak zwykle się wywyższa.
56835
Podjazd pod lotnisko.
56836
Znowu Karkonosze, ale na pierwszym planie są góry z których robiłem pierwsze zdjęcie.
56837
Lotnisko Bazy Lotniczej Baryt.
56838
Za Jaworem w tle wzgórza między Legnicą i Brzegiem Dolnym.
56839
Myślałem, że trochę więcej będzie polskiej złotej jesieni, ale nadal jest głównie zielono.
obaj pięknie poszliście!
my tylko małe 30km wokół komina ale i tak było warto!
Kiedyś wspominałem, że na krótsze wyjazdy chciałbym spróbować jazdy z nerką. Będąc ostatnio w Decathlonie zakupiłem nerkę na rower (https://contents.mediadecathlon.com/p1881438/k$5a18415fa251122255b08183ff98efdb/sq/torba-nerka-na-rower-gorski-all-mountain-rockrider-z-buklakiem-4-l-15-l-wody.jpg?format=auto&f=864x864)z bukłakiem. Cena nieduża w porównaniu do bardziej renomowanych marek.
Wczoraj zrobiłem pętlę w górach i po pierwszej jeździe jestem zadowolony.
Testowałeś to jeszcze jakoś dłużej? Jakieś nowe odczucia?
siemalysy
13-10-2021, 18:06
elmo trudno nazwać to testowaniem :) Dwa razy zabrałem się z nerką na rower. Jednego razu zrobiłem ok. 46 km, drugim razem ok 63 km. Do nerki wrzuciłem klucze, multitool, dwa naboje plus głowicę do pompowania i zestaw do łatania dziur do tubeless. W drugiej kieszeni bukłak zalałem "pod korek". W moim przypadku zalewam bukłak lekko gazowaną Muszynianką. I to z tym wiąże się ważna kwestia. Przy wypełnieniu bukłaka na full gaz powoduje, że nerka trochę się zaokrągla przez co podczas zakładania trzeba poluzować paski. Jednak jak gaz się ulotni i wody ubędzie trzeba paski podciągnąć. Nerka podczas jazdy zachowuje się dość stabilnie. Nie mam porównania do innych nerek rowerowych. Podtrzymuje, że jestem zadowolony. Zobaczymy jak będzie dalej.
Może tutaj zapytam, miał ktoś z was w rękach coś z firmy Mantona?
Zastanawiam się czy jakiś pas biodrowy nie byłby fajnym pomysłem do wożenia lustra na rowerze zamiast plecaka. W porywach D610+Sigma 100-400, to jakieś 26 cm, choć zwykle coś mniejszego. I znalazłem takie cuś:
https://www.mantona.de/produkte/kamerataschen/mantona-kameratasche-elementspro-10-gruen/
Na yt też są jakieś filmy promocyjne ale wszystko w barbarzyńskim języku.
Teraz mam plecak Genesis Nattai
https://store.genesisgear.eu/en/backpacks/870-genesis-nattai-camera-backpack-5901698719012.html
Jak się popatrzy na oba te produkty to są dziwnie podobne materiałowo i kolorystycznie. I teraz pytanie jak wygląda jakość takiego Mantona, bo Genesis szalu nie robi pod kątem trwałości ale jest dwa razy tańszy i większy od tego biodrowego wynalazku.
Tak, jak nie łapałem gum długimi miesiącami (nawet zaryzykuję stwierdzenie, że w latach można by liczyć), tak teraz nadrabiam "zaległości" (widocznie średnia wieloletnia musi się zgadzać). Do tego stopnia moja czujność była uśpiona, że zaprzestałem wozić ze sobą dętki już nie wiem kiedy, - dawno w każdym razie. Dopiero to niedawne przecięcie opony przez wiór (opisywane tu), uświadomiło mi, że mleko nie jest w stanie załatwić "wszystkiego". Wczoraj miałem okazję przekonać się, że mleczko w jeszcze większym zakresie nie jest w stanie wybawić z kłopotów.
Otóż jadę sobie szlakiem, jest górka, rozpędzam się po kamulcach, bo lubię, no i na płaskim już czuję, że coś tyłem miota. Od razu widzę nieszczelność, bo leje się mleko, nawet ciurkiem. Próbuje zalać dziurę mlekiem, wcześniej nabijając powietrza ile się da, ale na nic moje wysiłki. Po chwilowym uszczelnieniu, wsiadam, jadę i zaraz to samo. Po dwóch próbach daję sobie spokój, widzę, że loch musi sporych rozmiarów być. Wyciągam z plecaka dętkę (którą zacząłem znowu wozić po historii z wiórem) i zakładam do rowerza.
Ściemnia się już powoli, ale mam ze sobą elektrownie, więc luzik, jadę realizować pierwotny plan przejażdżki. Tutaj muszę nadmienić jeszcze, że guma trafiła się tym razem dość daleko do bazy-auta, więc gdyby nie ta dętka, musiałbym spory spacer zaliczyć do drogi i jeszcze wzywać jakąś pomocną duszyczkę.
Plusem dodatnim całego zajścia jest to, że pomimo zapadnięcia po chwili zmroku, jadę w towarzystwie pięknego Księżyca, który trochę droczy się ze mną, raz to się ukrywając za chmurką, by po chwili wyjrzeć znowu. Dojeżdżam już prawie do auta, by na sam koniec jeszcze OS zaliczyć, co by na darmo nie tracić wysokości pracowicie wykręconej.
Dziś serwis ogumienia i okazało się, że jeden z klocków był naderwany, a od wewnątrz opony rozcięcie kilkumilimetrowe. Zakleiłem łatką i dmuchanko pompką stacjonarną. Opona wstrzeliła się od razu bez żadnego problemu, (uwaga! sprzedaję pro-tipa, otóż należy wysmarować mlekiem, by kapało, całe wnętrze obręczy plus rant opony, ale to tak nie żałując, najlepiej pędzlem się to robi).
Na koniec jeszcze mała dygresja: chyba sobie "wykrakałem" tę gumę. Otóż w sobotę miałem jechać do Deca, by m.in zakupić zestaw do naprawy tjublesa (te szydła ze sznurem), ale pomyślałem, że szkoda jednak soboty i pojadę w tygodniu ..heh, a wczoraj by się przydał.
57053
1. opisu nie wymaga
57054
2.Pilsko się wyłania
57055
3. Do Pilska dołączyła Babia G.
siemalysy
18-10-2021, 20:26
kipcior nie znam tej marki i tych produktów. Wydaję mi się, że z lustrem może być niestabilnie. Jeździsz po górach i to może przeszkadzać.
Oczywiście jak dokonasz zakupu i przetestujesz, to napisz proszę kilka słów ;)
Ja w sobotę jak się bujałem wokół komina to też przebiłem tylną oponę. Poczułem, że coś dziwnie hałasuje, ale jeszcze nie miotało mną. Zatrzymałem się, sprawdzam, faktycznie za miękko. Dopompowując usłyszałem syk i znalazłem dziurę przez która nawet nieco mleko uciekało. Dopompowałem i pojechałem dalej. Po kilkunastu kilometrach, dopompowałem raz drugi i przez dziurę już nic nie leciało. Mleko Stans potrzebuje jednak chwili, nie zalepia błyskawicznie. Przejechałem jeszcze dobrze 50 km zanim wróciłem do domu. Stacjonarną dopchnąłem te 3,5 bara co zwykle pompuję i zostawiłem. Wczoraj sprawdzałem, trzymała, ale dziś po zdalnej jednak trochę dobiłem. Jak jutro będzie mniej przed jazdą to doleję trochę mleka, bo już raz tak miałem, że opona szybko traciła ciśnienie, a przestała po dolewce. Choć opona już na wykończeniu. Ma jeszcze bieżnik, ale już jednak trochę pocięty i wyraźnie niższy niż z przodu. Wiem też o trzech przebiciach. Na samym początku, które poci się mlekiem nawet po podklejeniu łatką od spodu, raz wyjąłem pinezkę i raz gwoździa. Z tymi dwoma dziurami poradziło sobie mleko.
Choć i tak jestem pod wrażeniem wytrzymałości na ścieranie Tufo Gravel Speedero, pod moją prawie że stukilowa dupą przejechała jakieś 7,5 kkm. W poprzednim gruzie po 3,2 kkm, tylna Vittoria Terano Dry była na środku całkiem łysa.
Z wymianą zaczekam pewnie do wiosennego przeglądu roweru. Koła chcę w zimie wysłać do Dandy Horse na przegląd. Na wiosnę wymienię owijkę, linkę, pancerz i napęd. W sumie nie myślałem, że aż tyle kilometrów nawinę w tym roku na tym rowerze.
siemalysy Popatrzyłem jeszcze dokładniej co ten mój Genesis ma i w zasadzie mają to samo tylko połowę taniej ;) Pomyślę jeszcze, bo taki odwłok to mi może przeszkadzać na siodełku. Chciałem poziomą ale zaś jest mniejsza, nie wiadomo dlaczego cięższa i do tego niedostępna.
Parę fotek ode mnie z przekroju tego roku
Zimą nad jeziorem Żywieckim
57059
Rowery do tych samych zastosowań, a jakby nieco inne. Pagórek zwany Matyską.
57060
Rower do każdych zastosowań
57061
Gdzieś w okolicach Przełęczy Łapszanka
57062
I koło Nowego Targu
57063
Malinowska Skała
57064
siemalysy
19-10-2021, 19:18
rotor patentu z mlekiem pomagającym w ułożeniu opony w rancie nigdy nie używałem. Ja używam do tego płynu do naczyń z wodą. Pędzelkiem smaruje ranty opony i dzięki temu zabiegowi opona wskakuje na swoje miejsce ;)
kipcior fajne foty. Na Malinowską Skałę jak też w Beskid Śląski chciałem się w tym roku wybrać z rowerem. Zabrakło czasu. Dzień coraz krótszy, zima w górach się zbliża, więc może w przyszłym roku.
W temacie łapania gum. W sobotę byliśmy we trzech na Jurze. Jakieś 7 km do parkingu kolega przednim kołem najechał na kolec akacji. Kiedy ruszył kolec, to słychać było uciekające powietrze. Nie chciało mu się wymieniać dętki, więc postanowił zaryzykować i jechać z kolcem. Do parkingu dojechał z powietrzem w kole, ale było go już mniej.
W połowie drogi do Łodzi zatrzymywałem się, żeby dociągnąć pasek w uchwycie i ustabilizować koło, z którego zeszło powietrze. Gdyby zamiast dętek miał mleko, tematu mogłoby nie być ;)
Do tej pory w większości też stosowałem mydło, czy płyn do naczyń, ale zawsze miałem niejako obiekcje jak to zareaguje z mlekiem, dlatego oszczędnie smarowałem i skutek był różny, raz udawało mi się bez większych trudności wstrzelić oponę, innym razem musiałem posiłkować się kompresorem sąsiada. Wczoraj "poszedłem na całość" z mlekiem i chyba to jest dobry trop.
Kolec akacji, tak, na takiej wielkości uszkodzenie to mleko jest idealne, przy rozcięciach niestety nie daje rady i trzeba się posiłkować szydłem ze sznurem (tak mi się wydaje, bo jeszcze nigdy tego nie stosowałem, jutro przyjdzie mi zestaw do "szydełkowania" :)
siemalysy
19-10-2021, 19:49
Zdarzyło mi się już "szydełkować". Zarówno sobie jak i jednemu z kolegów. Nic trudnego, ale i tak najgorsze są rozcięcia, których szydełko nie ogarnie. Moje obiekcje przy stosowaniu mleka były związane z użyciem naboju CO2 podczas pompowania. Użyłem dopiero jak zwykłą pompką na wyjeździe nie dałem rady napompować koła. Nic złego się nie stało.
Przy naboju CO2, podobno wystarczy obrócić koło tak, żeby wentyl był na górze. Mleko wtedy spłynie na dół i nie będzie miało kontaktu z tym najzimniejszym strumieniem rozprężającego się CO2. Oczywiście CO2 podobnie jak w dętkach wymaga stosunkowo szybkiego zastąpienia powietrzem.
Ja mam i bekony i dart od Stans, w którym podobno nie trzeba obcinać resztek wystających z opony, ale jeszcze nie musiałem żadnego z nich używać używać. Rozcięcia były na tyle małe, że mleko sobie radziło bez wspomagania.
Oczywiście CO2 podobnie jak w dętkach wymaga stosunkowo szybkiego zastąpienia powietrzem.
a tu mnie zaskoczyłeś! a bo niby paczemu?
na logikę CO2 jest znacznie mniej reaktywne niż powietrze...
Nie o reaktywność chodzi, a o to, że szybciej ucieka. Mniejsze cząsteczki czy jakoś tak. Z chemii nie byłem prymasem.
W każdym razie, opona rano nabita CO2 wieczorem już jest miękka. Mogę żyć bez wiedzy dlaczego dokładnie tak jest.
eee
to niemożliwe
cząsteczka CO2 jest większa niż cząsteczka N2, który stanowi ~75% powietrza i 1,5x cięższa
Maciek, może nie o wielkość cząstek chodzi, ale faktem jest, że CO2 szybko schodzi.
https://www.linkedin.com/pulse/does-co2-leak-out-latex-inner-tube-faster-than-air-mark-barrilleaux
Tu są wyjaśnienia, nie chce mi się tego tłumaczyć, bo ja chemię ostatni raz miałem w szkole podstawowej i w sumie dobrze mi z tym. :)
o widzisz - rozpuszczalność w węglowodorach :D
Łotewa. :)
Mnie do szczęścia wystarcza wiedza, że tak się dzieje.
Nadal nie kupiłem torby biodrowej więc targam plecak.
Płasko po horyzont, więc kogo to obchodzi gdzie to
57171
Nowa droga od Jaworza w kierunku Błatniej. Była od dawna ale teraz to jest autostrada, choć stroma.
57172
I kończy się pod Przykrą
57173
Skąd już prawie że jest się na Błatniej
57174
Gdzie na szczycie stoją studzienki
57175
Podoba się, szczególnie za sprawą pokazanej jesieni.
Te 2 ostatnie miejsca, co to za polana, na czwórce widzę Skrzyczne. No i jaki to konkretnie szlak ?
Chętnie się w ten weekend tam wybiorę !
LeonardZelig
26-10-2021, 15:04
Te 2 ostatnie miejsca, co to za polana, na czwórce widzę Skrzyczne. No i jaki to konkretnie szlak ?
To widok ze szczytu Błatniej w stronę Skrzycznego właśnie. Na szlak łatwo trafić - parkujesz na końcu ul. Turystycznej w Jaworzu, przejeżdżasz szlaban i po chwili będziesz widział po lewej za potokiem szeroką ścieżkę pnącą się w górę. Jedziesz nią cały czas w górę (na rozwidleniu skręcasz w prawo, lewa ścieżka prowadzi w dół). Ta "autostrada" kończy się w okolicy leśnego kościoła i potem jest wąsko i stromo, aż do niebieskiego szlaku. Chyba, że jest jeszcze inna opcja - wiem, że ta szeroka droga skręca w prawo, ale nie byłem pewien czy doprowadzi mnie do szlaku.
W drodze powrotnej polecam zjazd do Jasienicy, ja robiłem pętlę zjeżdżając do Jaworza żółtym szlakiem (kończy się przy parkingu na ul. Turystycznej) - jest sporo kamieni i na hardtailu trzęsie niemiłosiernie - mniej frajdy z tego jest.
Dzięki Leo za info, wybiorę się tam. Ta pora roku jest szczególna na taką trasę.
Tak, to Błatnia. Wyjazd jest męczący i ciężko przynajmniej w jednym miejscu nie pchać, możliwy szlakiem żółtym ale lepsza opcja to poza szlakiem jw. w okolicy leśnego kościoła. Drugie zdjęcie to właśnie to tamto "wąsko i stromo". Stromo zostało ale wąsko już nie jest, to nowiutka droga dochodzi do niebieskiego szlaku pod Przykrą. Sama Przykra jest prawie nie do wyjechania ze względu na kamienie (fatbikiem się da) ale dla wtajemniczonych można odbić w prawo na szlak "szklany". Jest prawie że przejezdny ;)
A najłatwiej ale najdalej to przez Dębowiec - Szyndzielnię - Klimczok i potem granią ;)
W dół szlak żółty jest świetny (na fullu), bardzo szybki i przyjemny ale trzeba uważać na ludzi, bo to najpopularniejsze wyjście. Jeszcze lepszy zjazd jest do Brennej ale momentami kamieni więcej, no i jakoś trzeba do domu/samochodu wrócić. I najbardziej hardcorowy szlak Harcerski. Jak to mówią to nie szlak, to trasa enduro ;)
edit, w sumie co tu tłumaczyć, jak na mapie można pokazać, najciekawsze droga wyjazdowa na Błatnią:
https://en.mapy.cz/s/cenulunovo
Jako, ze wracam do jezdzenia powoli postanowilem dolaczyc do akcji charytatywnej tutaj w Szanghaju, ktorej celem bylo/jest zbieranie kasy dla dzieciakow na operacje serca. Jakis ziomek sobie wykombinowal, ze fajnie by bylo zrobic 300km z Szanghaju do Nankinu, oglosil w maju, 30 osob sie zglosilo (oplata wjazdowa - 280pln, pozniej zmienil na 500pln lol) ale ze wzgledu na sytuacje z covidem plany sie troche zmienily wiec on sam pojechal, a reszta zrobila kolko w granicach miasta. Paru znajomych bralo udzial wiec pomyslalem, ze bedzie ok jesli im pomoge (chociaz, sam nie jezdzilem za duzo w tym roku, ale moj najdluzszy wyjazd to 406km pare lat temu wiec przynajmniej w teorii wiedzialem co i jak). Znajomi nigdy nie zrobili wiecej niz 200, probowali sie przygotowac ale srednio szlo.
Wzialem Rycha, wrzucilem Ortlieba pod gorna rurke, zapakowalem pare snickersow i pajechali. Moja grupa miala 9 osob (w tym ja), zaczelismy o 5 rano. Planowane tempo 28-29kph. Po 140km 2 bylo out (jeden na MTB, szacun), po 170km jeszcze jeden. Zostalo 5. Dwoch kompletnie nie ogarnialo jak jechac w grupie mimo moich prob wytlumaczenia gdzie siedziec wiec nawet z wiatrem w plecy robili duze przerwy i marudzili, ze przyspieszamy do 31kph lol (i ja bedac z przodu mialem Z1/Z2 wg pauermitera wiec prawie zasnalem). 5 osob skonczylo ze srednia w okolicach 26kph, tylko jeden kapec zlapany przez cala trase wiec niezle.
Pare fot tutaj:
https://www.strava.com/clubs/272947/posts/18372044
Przy okazji, nudzac sie w robocie takie cos sobie sklecilem, baza to moj stary GT, wszystko zrobione od zera - sklecone TIGiem, polutowane i teraz musze tylko skonczyc szlifowac tu i tam i poskladac grata, rurki cro-mo tanie i mocne, rower bedzie do jezdzenia po bulki do sklepu (w kolejce czeka set rurek Tange Prestige):
57258
Widziałem Marcinu na Stravie, że masz zrywy i jeździsz jeszcze czasem. :)
Te czysetki też widziałem i też zwróciłem uwagę, że nie wyjechaliście z miasta, no ale wiem jak to wygląda. W każdym razie nieźle, że bez przygotowania dajesz radę takie dystanse jeździć, ja bym pewnie nie przejechał.
Rama fajna, inspirację GT widać na pierwszy rzut oka. Jedyne ramy z trzema trójkątami.
Tak, to Błatnia.
.........
edit, w sumie co tu tłumaczyć, jak na mapie można pokazać, najciekawsze droga wyjazdowa na Błatnią:
https://en.mapy.cz/s/cenulunovo
Dzięki kipcior za dodatkowy opis.
Ja chyba zrobię tak, że pójdę najpierw pieszo na ten szlak, bo też po górach chodzę i przy okazji zrobię rekonesans na przyszły wyjazd.
W planie mam startować przy zaporze w Wapienicy, przejść na Błatnią, potem Klimczok, Szyndzielnię i do zapory, ok 20km w sam raz na spacer jesienny.
O tyle o ile np. znam rejon Skrzycznego, Salmopolu, Radziejowej czy Baraniej z 2 stron to tu nie mam pojęcia czego sie spodziewać. To dla mnie rozsądniejsza opcja, tym bardziej na Hardtaila, bo Full'a nie mam.
Dzięki jeszcze raz za opis....
to tu nie mam pojęcia czego sie spodziewać.
To jest to samo pasmo więc tego samego. Kamieni i ewentualnego pchania jak się pojedzie nie tam gdzie trzeba ;) Na piechotę też jest to jakaś opcja.
Nie, no nie ma się czego bać, na HT też tam jeździłem, raz nawet na pełnym sztywnym góralu z lat 90 ;) Spokojnie możesz zrobić rozpoznanie bojem, tylko wtedy lepiej w drugą stronę jechać przez Dębowiec :)
Bo w tą stronę od zapory rowerem najlepiej poza szlakiem jechać jak się wie gdzie, bo jest tam jedna droga przejezdna. Niebieskim szlakiem to jest ciężki wypych na sam szczyt ale potem jest przyjemna grań i trochę w górę, trochę w dół, przejezdne aż do ostatniego szczytu Przykra, gdzie może być kilkadziesiąt m pchania. Kawałek dalej. na szlaku żółtym jest znowu stromy podjazd z końcówką bardzo trudną technicznie i tu nawet elektryk bez odpowiedniej techniki jazdy nie przejedzie. Ale to może z 10m.
Odcinek od Klimczoka na Błatnią poza jednym miejscem, kilka metrów, w całości przejezdny ale w drugą stronę z Błatniej na Klimczok jest znacznie trudniej.
Żółty szlak z Szyndzielni do zapory jest mocno średni do zjazdu i lepiej jechać przez Cyberniok, gdzie też jest droga, wprawdzie z kupą kamieni ale i tak jest lepsza. Albo przez Dębowiec, to w ogóle luzik. Z Cybernioka są też nieoficjalne single. Fajne ale gorzej z mapami, a jak się pojedzie na nie ten co trzeba to może być grubo.
Fajne ale gorzej z mapami, a jak się pojedzie na nie ten co trzeba to może być grubo.
No grubo to miałem w sierpniu jak pod wieczór pobłądziłem, bo miałem wgrane pierwszy raz durne mapy Google do nawigacji Locus i im zawierzyłem. Po 2h jazdy musiałbym wracać te 20km z powrotem i nadrabiać asfaltem dodatkowo 40km na około. Potem się spieszyłem wracając bo się pogubiłem i na zjeździe jak trochę spanikowałem, to na dużych rzecznych kamieniach poleciałem, opisałem tę sytuację tutaj. To był górski rejon Łapszanki i Łapsz Niżnych. Taka trochę Bieszczadzka głusza leśna...O tego momentu odechciało mi się chwilowo MTB w nieznanych miejscach ;-)
siemalysy
27-10-2021, 19:02
kipcior fajne fotki :) W przyszłym roku odwiedzę pewnie Beskid Śląski z rowerem, a zimą pewnie z buta :)
Jakiś czas temu pisałem, że padła mi piasta w tylnym kole i poszło ono na reklamację. Została ona już dawno uznana, a części do przeplecenia koła miały być w ubiegłym tygodniu. No właśnie miały, ale nie dotarły. Najnowszy termin dostawy wypada na ostatni tydzień listopada. Smutne trochę, że tyle to trwa.
Gdybym nie zorganizował sobie drogą kupna zastępczego koła, to bym do dziś nie miał roweru i ominęłoby mnie trochę wyjazdów i fajnej jazdy na miejscu. Przepadłby mi wyjazd w Masyw Śnieżnika i Góry Bystrzyckie czego żałowałbym najbardziej. Dwa tygodnie temu byłem też na Jurze i ten wyjazd też nie doszedłby pewnie do skutku.
Czy ten problem części, to cały czas pokłosie pandemii ? Nie śledzę co prawda tematyki zakupowej, ale ponoć tak jest w branży moto, etc.
opisałem tę sytuację tutaj. To był górski rejon Łapszanki i Łapsz Niżnych. Taka trochę Bieszczadzka głusza leśna...O tego momentu odechciało mi się chwilowo MTB w nieznanych miejscach ;-)
To mi to umknęło. Ja sobie lubię pozwiedzać i czasami się zapędzę w głupie miejsca ale cóż. A nóż widelec akurat będzie fajnie ;)
Choć w sierpniu albo wrześniu tez byłem na przełęczy Łapszanka i zjeżdżałem niebieskim szlakiem do Trybsza. To mogę polecić, fantastyczna trasa i widoki. Jechałem gravelem, full tam może i byłby lepszy ale nie konieczny. Tylko lepiej nie jechać po deszczu, bo jak kamieni mniej to od razu błota więcej ;)
siemalysy u mnie full poszedł w odstawkę od kiedy mam gravela. W rezultacie prawie nie jeżdżę po górach, bo stromo, bo ciężko, bo nie mam siły, bo rower nie taki, bo umiejętności za niskie, zbieram na elektryka ;)
siemalysy
27-10-2021, 19:59
Czy ten problem części, to cały czas pokłosie pandemii ? Nie śledzę co prawda tematyki zakupowej, ale ponoć tak jest w branży moto, etc.
Na pewno pandemia wpłynęła na taki stan rzeczy.
...
siemalysy u mnie full poszedł w odstawkę od kiedy mam gravela. W rezultacie prawie nie jeżdżę po górach, bo stromo, bo ciężko, bo nie mam siły, bo rower nie taki, bo umiejętności za niskie, zbieram na elektryka ;)
A ja wiem, że fulla chcę. Zastanawiam się tylko czy na kolejny sezon czy rok zaczekać dłużej. W górach na pewno sprawdzi się lepiej niż HT.
Michał, tylko kup sobie takiego co podjeżdża. ;)
Ja w sobotę, w ostatni dzień wiatru piekielnego odpaliłem MTB na krótki objazd wrocławskich wałów. Nawet jakoś poszło, ale po sierpniowej wywrotce i obiciu łokcia, gdzieś w połowie 50+ kilometrowej trasu zaczęła mnie boleć ręka w łokciu i nadgarstku. I to nie w trakcie jazdy nawet, ale przy zdejmowaniu z kierownicy czy przy sięganiu po bidon. Trochę mnie to martwi, ale tylko trochę, bo na gruzie mnie nie boli, no przynajmniej nie tak bardzo.
Łańcuch KMC X12 zmienia biegi tak samo szybko i precyzyjnie jak Sram, ale chyba ciut głośniej. Jednak biorąc pod uwagę że to był mój drugi raz na MTB w tym roku, to mogę zwyczajnie nie pamiętać jak głośno zmieniał Sram.
Z reklamacjami to już słyszałem, że obecnie średni czas oczekiwania to niestety 3 miechy od momentu jak uznają.
siemalysy
27-10-2021, 20:49
Jeżeli chodzi o rowery FS, to nie mam jeszcze dobrego rozeznania. Celowałem w Treka, a dokładniej w Top Fuel'a. Ceny niestety w stosunku do lat ubiegłych poszybowały mocno do góry. Rozglądam się też za innymi markami. Podchodzę do tego na razie na chłodno i się nie napalam. Nie mam ciśnienia, żeby już kupować. Jak nie kupię w 2021, to kupię w 2022.
Tomek też zamieniłem oryginalny łańcuch SRAM na KMC X12. Nie pamiętam, żebym zauważył różnicę w głośności zmiany przełożeń. Ale mogę też nie pamiętać, bo zmieniałem łańcuch ponad rok temu.
Niedawno się dowiedziałem, że jest nowa klasa rowerów FS: down country. Jeszcze nie trial, ale już nie XC.
Trek widać namieszał Supercalibre i konkurencja stara się odpowiedzieć i od razu zrobić trochę lepiej.
A ja wiem, że fulla chcę. Zastanawiam się tylko czy na kolejny sezon czy rok zaczekać dłużej. W górach na pewno sprawdzi się lepiej niż HT.
Ja też chcę. Tylko mi kondycja za chęciami nie nadąża ;)
Nie czekaj rok dłużej, bo tylko stracisz rok świetnej jazdy, a młodszy już nie będziesz. W górach full to jest król.
Na Treka bym w ogóle nie patrzył, bo oni mają chyba najdroższe sprzęty na rynku z wręcz żenującym osprzętem w stosunku do ceny.
Sam mając bieda fulla ze skokiem 120mm dzisiaj bym na pewno kupował coś z większym rzędu 160mm, czyli po prostu enduro. No ale ja mam góry za oknem. Generalnie większość tras jest robionych pod ich możliwości. Co nie znaczy, że nie da się ich zrobić na HT, no ale jest znacznie trudniej.
Widziałem Marcinu na Stravie, że masz zrywy i jeździsz jeszcze czasem. :)
Te czysetki też widziałem i też zwróciłem uwagę, że nie wyjechaliście z miasta, no ale wiem jak to wygląda. W każdym razie nieźle, że bez przygotowania dajesz radę takie dystanse jeździć, ja bym pewnie nie przejechał.
Rama fajna, inspirację GT widać na pierwszy rzut oka. Jedyne ramy z trzema trójkątami.
Dzieki, jak wyjde czasem na rower to nadrabiam miesiac jedna jazda lol. Rozwalilem palucha wiec planowane 400 w niedziele moze bedzie trzeba przesunac albo zrobic polowe. Zobaczymy co i jak...
Co do ramy to dzisiaj skonczona, szybka budowa z gratow zeby zrobic kolko i sprawdzic czy prosta bestia (bez przerzutek itd, tylko jeden hamulec wrzucony, lancuch ze smietnika, itd):
57270
Po malowaniu bedzie wrzucony Red Etap 11sp bo mi lezy na polce.
Co do czesci siemalysy, moshica - nie ma niczego na calym swiecie praktycznie. Mamy rowery gdzie czas dostawy to 300-600 dni (nie bede wymienial marek ale duze firmy). Szitmano dalo tylka zamykajac w tamtym roku fabryke w Malezji i polowa branzy sie wysypala. Do tego opozniona premiera 12sp DA/Ultegra, plus duze marki maja priorytet na czesci, pozniej hurtownie i importerzy, pozniej reszta swiata. Sram troche lepiej ale np. nie ma klockow do hampli... a jak ktos znajdzie to ceny z kosmosu.
Jest szansa, ze wyprostuje sie od maja-czerwca 2022. Ciezkie czasy, 2020 byl najlepszym rokiem dla naszego klubu, 2021 to test kto przetrwa bo sprzedawac mozna, ale sprzedaje sie glownie obietnice, a nie realny towar... wszystko z polek poznikalo, dlatego my robimy pare ruchow w strone tytanu i customowych ram z wyzszej polki. Ludzie tu sraja kasa, plus nic nie wydali praktycznie bo nie ma jak podrozowac wiec moga sobie kupowac fajne ramy, grup mamy zapas w szafce (glownie Ultegra Di2, GRX mech i Di2, Sram Force AXS) wiec sklecic rower mozna. Kazdy idzie teraz w gravel to tez prosciej robic customy, niz sprzedawac rowery z katalogu.
Dobry gravel na customowej ramie nie jest zły. A jeszcze samodzielnie wykonanej. Oby noga podawała.
FTP spadlo z 4.3W/kg do -1000W/kg ale tez zmienila sie cala idea mojego jezdzenia. Teraz nauczanie innych i pilnowanie, zeby nikt nie zginal wazniejsze niz nozny podawacz kosmiczny. Plus tyle funu ile wlezie. W moim biznesie niestety wiekszosc wypadow to czysta praca, ale czasy sie zmieniaja i teraz musze zajac sie bardziej soba i tym co moge dac innym niz krasc KOMy szanghajskie.
Trzeba odpalic TIGa i zmontowac jakiegos Tange grata!
FTP spadlo z 4.3W/kg do -1000W/kg
Ale nie obrażasz mnie za bardzo? :mrgreen:
Teraz nauczanie innych i pilnowanie, zeby nikt nie zginal wazniejsze niz nozny podawacz kosmiczny. Plus tyle funu ile wlezie.
Zostałeś przewodnikiem rowerowym?
Trzeba odpalic TIGa i zmontowac jakiegos Tange grata!
Praca spawacza, mnie przeistacza. :)
siemalysy
28-10-2021, 21:49
Niedawno się dowiedziałem, że jest nowa klasa rowerów FS: down country. Jeszcze nie trial, ale już nie XC.
Trek widać namieszał Supercalibre i konkurencja stara się odpowiedzieć i od razu zrobić trochę lepiej.
Tomek nie wiedziałem o istnieniu tej klasy rowerów. Jak tak dalej pójdzie, to klas rowerów będzie więcej niż możliwych dróg i szlaków do ich wykorzystania ;)
Ja też chcę. Tylko mi kondycja za chęciami nie nadąża ;)
Nie czekaj rok dłużej, bo tylko stracisz rok świetnej jazdy, a młodszy już nie będziesz. W górach full to jest król.
Na Treka bym w ogóle nie patrzył, bo oni mają chyba najdroższe sprzęty na rynku z wręcz żenującym osprzętem w stosunku do ceny.
Sam mając bieda fulla ze skokiem 120mm dzisiaj bym na pewno kupował coś z większym rzędu 160mm, czyli po prostu enduro. No ale ja mam góry za oknem. Generalnie większość tras jest robionych pod ich możliwości. Co nie znaczy, że nie da się ich zrobić na HT, no ale jest znacznie trudniej.
Obecnie mam Treka HT, którego ujeżdżam kiedy jest to możliwe w górach. Jestem z niego zadowolony pomimo drobnych perturbacji z tylnym kołem. Drugi Trek w "rodzinie" by pasował jak ulał. Dodatkowo za Trekiem przemawia gwarancja i podejście w przypadku problemów. Oczywiście nie zamykam się tylko na tą markę. Jak się trafi coś ciekawego od Kellysa, Focusa, Marina, itd., to też rozważę ;)
Czekać do przyszłego roku czy nie czekać. Jak wspomniałem, nie napalam się. Fajnie by było już mieć na wiosnę, ale z obecną dostępnością rowerów może być trudno. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)
Ja też nie wiedziałem do niedawna. Z jednej strony cieszy taka różnorodność, bo każda potwora znajdzie swego amatora, ale z drugiej strony wybór roweru już na etapie co bym chciał kupić zaczyna być trudny i zahacza o doktoryzowanie się, a potem i tak kupuje się to co jest dostępne.
Trek co by o nim nie pisać jest drogi. Owszem płaci się w tym wypadku za bezproblemowe załatwienie roszczeń reklamacyjnych. I dla mnie, przy kupnie roweru za kilkanaście tysi to był jednak argument przeważający. Każdy musi sobie jednak sam poukładać w głowie jak chce wydać swoje pieniądze.
Ja na przykład jak połamałem w zeszłym roku ramę gruza, to myślałem nad framesetem Checkpoint AL, zwłaszcza, że bardzo mi się malowanie podobało i może bym nawet kupił, ale dostępność we wrześniu była na marzec, choć podejrzewam, że pewnie bym jeszcze dłużej czekał.
Większości ludzi wydanie kilkunastu tysięcy złotych na rower w ogóle nie mieści się w głowie, bo przecież można kupić podobny, a dużo tańszy. Zwłaszcza, że ostatnio każdy rower potrafi wyglądać super. Sąsiad ostatnio kupił sobie Elops Speed 900 z Decathlonu. Rower wygląda kozacko, a kosztuje niecałe dwa tysie, dopiero jak się człowiek wczyta w speckę to znajduje wytłumaczenie, dlaczego tyle kosztuje. Niemniej jednak sądzę, że dla kogoś kto tylko jeździ, a nie onanizuje się sprzętem to wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem taki rower będzie dawał radę aż nadto.
Jak człowiek się zna mniej lub bardziej, to zauważy, że ten tańszy rower czasem ma nawet lepszy osprzęt. Tylko, że potem się okazuje, że nawet ten gorszy osprzęt jest wystarczający, bo umiejętności i kondycja nie sprawią, że jest jakoś lepiej na nowym osprzęcie. Ja tak miałem z MTB, wymieniłem kilka komponentów, a o wymianie kolejnych intensywnie myślałem, bo chciałem nieco sprzęt odchudzić i sprawić, żeby łatwiej mi się na nim podjeżdżało. Tylko już to co zmieniłem i tyle co zmniejszyłem masę, nie poprawiło jakoś znacząco osiągów na podjazdach i dałem sobie w pewnym momencie spokój. Może wrócą chęci zakupowe razem z chęciami do jazdy na MTB. ;)
Obecnie mam Treka HT, którego ujeżdżam kiedy jest to możliwe w górach.
A na tym HT objeżdżasz wszystko co jest do objechania?
Mnie trochę techniki brakuje i na jakieś czarne trasy bardzo rzadko się zapuszczam, a jeśli już to mam problem z ich przejechaniem. Co nie znaczy, że tego się nie na da i na HT zrobić jak się umie. Ale czasami czuć, że nieco bardziej agresywna geometria z większym skokiem na pewno by nie zaszkodziła, bo daje większy margines bezpieczeństwa.
Swojego fulla mam już 6 lat i to jest świetny rower do takiej turystycznej jazdy po górach ale jednak chciałoby się coś więcej. Dzisiaj na pewno bym kupował coś innego.
A tras się teraz nabudowało i wszędzie tego pełno. Fajnie byłoby z tego skorzystać, bo ciekawy jestem ile z tego zostanie za 10-20 lat.
robin102
30-10-2021, 09:58
Może pomożecie, doradzicie. Przejrzałem allegro i nic z sensem nie wiedzę.
Potrzebuje kupić rower na dwie osoby. Tandem się to nazywa, ale chodzi mi o taki rowerek trochę mądrzejszy, lepszej jakości, abym dał radę w zasadzie za dwie osoby kręcić na przejazdy cyrka 10 -15 km . Zawsze jeździliśmy we dwoje, dwoma rowerami i tak ma być, zawsze razem, ale teraz moje kochanie już nie daje rady, no powiedzmy takie lajtowe kręcenie to jeszcze udźwignie, więc ja bym nadrabiał puki mi sił starczy.
To jest w ogóle do kupienia rower w przyzwoity w wykonaniu tandemowym w budżecie 4-5 no max 6 tys zł.
Może gdzieś ktoś z Waszych znajomych posiada taki sprzęt i możecie zapytać, podpytać.
Będę wdzięczny.
Wind Mill
30-10-2021, 10:20
Obiło mi się tylko o uszy, że jest taka firma - jak z jakością wyrobów, to nie wiem. No i kółka chyba tylko 26" - może w tandemy większych nie pchają?
https://rowery-jasid.com/
Pozostaje tylko kwestia, na kiedy w obecnej sytuacji (nie) zaopatrzeniowej będą w stanie zrealizować zamówienie.
robin102
30-10-2021, 10:52
Obiło mi się tylko o uszy, że jest taka firma - jak z jakością wyrobów, to nie wiem. No i kółka chyba tylko 26" - może w tandemy większych nie pchają?
https://rowery-jasid.com/
Pozostaje tylko kwestia, na kiedy w obecnej sytuacji (nie) zaopatrzeniowej będą w stanie zrealizować zamówienie.
Dzięki poczytam.
Jakby ktoś jeszcze gdzieś coś to proszę.
Maja Włoszczowska została okradziona - włamanie. Łupem padły 3 rowery
https://www.facebook.com/mwloszczowska
PILNE. Skradziono moje rowery ?. Bardzo proszę o udostępnianie posta najszerzej jak się da.
W nocy z piątku na sobotę złodzieje włamali się do budynku w Jeleniej Górze (Cieplice) i wyłamali drzwi wszystkich komórek lokatorskich. Jedna z nich to moja rowerownia ?.
Rowery niesprzedawalne. Dwa czarne hardtaile: KROSS Level. Jeden ze złotymi zdobieniami - na nim wygrałam Puchar Świata w Val di Sole. Drugi - całkowicie czarny z charakterystyczną sztycą JBG2.
Trzeci rower to KROSS Earth (full). Na amortyzatorach DT Swiss. Rowery widać na załączonych zdjęciach.
Pełna specyfikacja wkrótce. Jak trochę ochłonę...
Drodzy złodzieje. Koniec kariery nie oznacza, że przestaję jeździć na rowerze. Mam nadzieję, że sumienie, a prędzej argument, że nikt tych rowerów nie kupi, sprawi, że porzucicie je w miejscu, gdzie władze będą mogły je odnaleźć.
Maja Włoszczowska została okradziona - włamanie. Łupem padły 3 rowery
https://www.facebook.com/mwloszczowska
I już się odnalazły rowery, a złodzieja Policja złapała.
Cześć, w temacie graveli to chciałbym zapytać o kilka rzeczy. Jeżdżę sobie teraz na rowerze trekkingowym ale robiąc dłuższe trasy czuję parę ograniczeń:
- jedna pozycja przez dłuższy czas daje sobie znać po jakiś 70 km trasy, po przejechaniu 100 km jednego dnia byłem połamany przez kolejne dwa dni
- na otwartej przestrzeni ewidentnie czuję, że pionowa, prawie wyprostowana pozycja jednak obniża moje tempo jazdy
- masa roweru (18 kg)
Jeżdżę w 70% po asfaltach, a te 30% to jakieś szutrowe drogi przez lasy, pola itd. Wycieckzi tylko jednodniowe, do tej pory nie przebiłem 110 km, może z nowym rowerem dobiję do tych 150-160 km za jednym zamachem. Jeżdżę z 1 sakwą (tak mi wygodniej wrzucić wszystkie rzeczy) i raczej nie planuję wielkich wypraw bikepackingowych. Czyli idealny scenariusz dla gravela.
W ramach rozpoznania znalazłem wypożyczalnię w której można pożyczyć Rometa Aspre 1 2020. Przejechałem 60 km i ogólnie byłem zadowolony, bo jeżdziło się o wiele lżej niż na moim trekkingu, do braku amortyzatora dość szybko się przyzwyczaiłem, ale zanotowałem sobie parę uwag:
- przy ostrzejszych podjazdach brakowało mi przerzutki "pod górę" (wg. specyfikacji kaseta w tym sprzęcie to 11-32T, blaty z przodu to 46/34T), tymczasem na swoim obecnym "czołgu" (Kross Trans 5.0 2020 z kasetą 11-32T i 48T-38T-28T z przodu) w tym samym miejscu powoli ale jednak wjeżdżałem pod górę bez zsiadania z roweru.
- hamulce mechaniczne jakoś niezbyt mi podpadły (w trekkingu mam hydrauliczne i wydaje mi się, że łapią szybciej i hamują z większą siłą)
- gdzieś w recenzjach tego sprzętu przeczytałem, że rama ma "agresywną geometrię", nie mam porównania z innymi rowerami ale wydaje mi się, że na czymś bardziej komfortowym czułbym się lepiej
- mam 183 cm wzrostu, ręce "standardowej" długości, ale czasem miałem wrażenie, że mam za krótkie palce żeby wygodnie obsłużyć klamkomanetki.
Z tego co rozpoznałem to w promieniu 200 km nie ma żadnej innej wypożyczalni gdzie przetestuję gravela więc poza przymierzeniem "na sucho" w sklepie to nie ma innej okazji do sprawdzenia roweru. Dlatego chciałem zapytać o parę rzeczy:
1. Jak sprawdzić wygodę przed zakupem? Czy jest coś, co siedząc przez 5 minut w sklepie może mi dać wskazówkę, że nie będzie mi na rowerze wygodnie (pomijając rozmiar ramy)?
2. Na które parametry ramy patrzeć, zakładając, że chciałbym mieć coś bardziej komfortowego od Aspre 2?
3. Czy sztywne osie w budżecie do 7000 zł mają sens, zakładając, że raczej nie planuję jakichś większych zmian w rowerze?
4. Czy z mechanicznymi tarczówkami da się żyć?
5. Czy dobrze liczę, że jeśli będę mieć przy układzie 2x przedni blat np. 44/28T (pomijając, czy akurat dokładnie taki układ jest dostępny na rynku) i kasetę 11-32T to "pod górę" będzie mi się jechało tak samo samo jak na moim trekkingu z z kasetą 11-32T blatami 48T-38T-28T? Oczywiście mam na myśli sam napęd, pomijam pozycję na rowerze itd.
Może ktoś jest w stanie mi podrzucić propozycje graveli na jakie warto zwrócić uwagę? Moje wymagania:
- budżet do 7200 zł brutto (ale jak trafi się coś fajnego za 5000 zł to się nie obrażę)
- dostępny do kupienia do końca tego roku
- tylko nowy sprzęt (potrzebuję FV)
- raczej jakaś większa firma, która nie będzie robić problemów z gwarancją (trochę się naczytałem o NS Bikes i mi się odechciało)
- napęd Shimano - łatwiej o części, jakieś materiały jak coś naprawić (nie jestem wielkim talentem mechanicznym, więc bez Youtube'a ani rusz)
- komfortowa geometria ramy
Zrobiłem rozeznanie rynku i wpadły mi w oko takie opcje:
- Romet Aspre 2 2022 - 5600 zł https://www.romet.pl/Rower,ASPRE_2,10,817,818,15674,2022.html nie wiem jak z geometrią w stosunku do Aspre 1, pełna grupa Shimano GRX, sztywne osie, niestety z tego co czytam na FB Rometa to będzie dostępny latem 2022 (albo i nie...)
- Kross Esker 2022 - 7000 zł https://kross.eu/pl/rowery/szosowe/gravel/esker-6-0-czarny-szary-polysk - pełen GRX, sztywne osie, obręcze DT Swiss R500. Trochę drogo i nie wiem jak jest z geometrią ramy w stosunku do Aspre
- Marin Gestalt 2.5 za 6700 zł https://www.marinbikes.com/pl/bikes/2022-gestalt-2-5 - Przyznam, że ta cena i osprzęt Tiagra średnio mi do siebie pasują...
- Marin Nicasio 2 za 6800 zł https://www.marinbikes.com/pl/bikes/2022-nicasio-2 - z tego co widzę, to to samo co Gestalt, ale z ramą stalową
- Merida Silex 200 za 5700 zł https://www.merida-bikes.com/pl-pl/bike/2063/silex-200 - mechaniczne hamulce, napęd Shimano Sora
- Merida Silex 400 za 7100 zł https://www.merida-bikes.com/pl-pl/bike/2061/silex-400 - hydrauliczne hamulce, grupa Shimano GRX
A może olać wszystko, pogodzić się z masą 11,6 kg i kupić Eskera 2.0 mechanicznymi hamulcami i napędem Sora za 4200 zł?
Edyto, pomoż! ;)
cz4rnuch
31-10-2021, 16:30
Merida sajleks jest chwalona za bardziej komfortową geometrię. Jak na grawela. 400ka ma też chyba wszystko czego potrzebujesz. Mieści się też w budżecie. Jedynie z dostępnością może być problem.
ku6i
Ad. 1.
Nie ma takiej metody. Zwłaszcza jak nie jeździłeś dłużej na gruzie i przesiadasz się z kompletnie innego roweru. Poza ogólnym przekonaniem się czy rower nie jest za mały lub za duży, raczej w sklepie nie wyczaisz jakie będą odczucia po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów. Ja przy pierwszym gruzie tak miałem. Kilkukilometrowy powrót na rowerze ze sklepu niczego niepokojącego nie pokazał, ale już pierwsza setka tak. Rower był za długi. Od razu zapodałem sztycę z innego roweru, gdzie nie było offsetu i zamówiłem krótszy mostek. Po tych zmianach było spoko. Producenci do graveli lubią dawać sztyce z ofsetem i długie mostki. Nawet jak robisz bike fitting, to powinieneś mieć jakieś pojęcie co jest nie tak i co chcesz poprawić. No i fitting też nie trwa 5 minut.
Ad. 2.
Na wysokość główki ramy i efektywną długość ramy. Za długi rower nie będzie zbyt komfortowy bo będziesz się musiał wyciągnąć za bardzo. Wysokość kierownicy można w jakimś tam stopniu wyregulować za pomocą podkładek pod mostkiem i kątem mostka. Sam reach kierownicy też ma znaczenie na pozycję na rowerze.
Ad. 3.
Tak, to w zasadzie tylko jedyny sensowny wybór.
Ad. 4.
Nie. Kupując gruza z mechanikami dostaniesz napęd szosowy, bo nie ma GRXa mechanicznego, co MZ jest najlepsze co mogło Shimano zrobić. Napęd szosowy do gruza to jednak proteza, bo akurat napęd to coś co najbardziej odróżnia gruza od szosy. Owszem, jak nie było GRXa, to producenci kombinowali, ale skoro już jest to MZ nie warto ładować się w gravela z szosowym napędem. Kolega kupił gruza z takim szosowym napędem 2x9, bo wtedy jeszcze GRX nie było, a bał się bardzo napędu 1x. Pojeździł trochę i w tym roku kombinował bardzo, bo chciał mieć miękko z sakwami. Skończyło się na wymianie mniejszej koronki w korbie, kasecie o większym zakresie i przerzutce na dodatkowym łączniku, bo już nie chciał iść nadmiernie w koszta.
Ad. 5.
Dobrze liczysz, przełożenie będzie takie samo. Ale jak zdecydujesz się na napęd 2x10 lub 2x11, to korba GRX będzie miała zębatki 46/30 lub 48/31 Przy kasecie 11-34 będziesz miał podobne przełożenie jak w przypadku 28/32.
Z tych rowerów, które zapodałeś Esker 6.0 jest najlepszy i jak się uda go trafić to brałbym. Aspre 2 też jest spoko.
Jeszcze możesz popatrzeć na Kellys Soot 50 (https://www.centrumrowerowe.pl/rower-gravel-kellys-soot-50-pd23278/). Tylko patrz w speckę, bo na stronie producenta ten model ma napęd szosowy, a w centrumrowerower.pl ma napęd GRX.
Może ktoś jest w stanie mi podrzucić propozycje graveli na jakie warto zwrócić uwagę?
Giant Revolt 1
Ridley Kanzo A
A może olać wszystko, pogodzić się z masą 11,6 kg i kupić Eskera 2.0 mechanicznymi hamulcami i napędem Sora za 4200 zł?
Nie idź tą drogą.
Widzę, że ceny sie nieciekawe zrobiły. Jako posiadacz Silexa 400 mogę polecić ten rower. Wcześniej Esker miał przewagę ceny ale widzę, że znikła ;) No i Esker jest cięższy, a niby nie powinien.
W każdym razie idź w hydraulikę i jak najmniejszą wagę.
Dzięki za wszystkie rady Panowie, zatapiamy się w lekturze i będę atakował sklepy z pytaniem co fizycznie mają na stanie.
Jeszcze na jedną rzecz zwróciłem uwagę. Kellys i Merida mają obręcze o szerokości wewnętrznej 17 mm, trochę mało, zwłaszcza jak zapragnąłbyś jeździć na mleku i niższym cienieniu. Na takiej wąskiej obręczy robi się trochę balon z najbardziej popularnej szerokości opon - 40 mm.
Romet ma 19 mm, a Kross 22 mm. Wąska obręcz to nie jest duża wada, ale warto mieć świadomość, że ma jednak wpływ na prowadzenie roweru.
cz4rnuch
31-10-2021, 22:43
Widzę, że ceny sie nieciekawe zrobiły. Jako posiadacz Silexa 400 mogę polecić ten rower. Wcześniej Esker miał przewagę ceny ale widzę, że znikła ;)...Przyszłorocznikowe Meridy pewnie także podrożeją. A zeszłorocznych już raczej się nie znajdzie. Szukałem. Myślę, że i w następnym Esker będzie królem opłacalności, już prawie kupiłem ten rower w wersji 21, ale mimo że zamiata specyfikacją, to jakoś mi się nie spodobał. A wiadomo, że na ładnych rowerach jeździ się lepiej, wygodniej, szybciej :) Wracając do ceny to nie sprawdziłem jak to wygląda w przypadku eskera, ale chyba od 2 lat producenci generalnie nie zmieniają komponentów, lub zmieniają na gorsze, zmieniają za to malowanie i cenę.
siemalysy
31-10-2021, 23:59
Ja też nie wiedziałem do niedawna. Z jednej strony cieszy taka różnorodność, bo każda potwora znajdzie swego amatora, ale z drugiej strony wybór roweru już na etapie co bym chciał kupić zaczyna być trudny i zahacza o doktoryzowanie się, a potem i tak kupuje się to co jest dostępne.
Trek co by o nim nie pisać jest drogi. Owszem płaci się w tym wypadku za bezproblemowe załatwienie roszczeń reklamacyjnych. I dla mnie, przy kupnie roweru za kilkanaście tysi to był jednak argument przeważający. Każdy musi sobie jednak sam poukładać w głowie jak chce wydać swoje pieniądze.
Ja na przykład jak połamałem w zeszłym roku ramę gruza, to myślałem nad framesetem Checkpoint AL, zwłaszcza, że bardzo mi się malowanie podobało i może bym nawet kupił, ale dostępność we wrześniu była na marzec, choć podejrzewam, że pewnie bym jeszcze dłużej czekał.
Większości ludzi wydanie kilkunastu tysięcy złotych na rower w ogóle nie mieści się w głowie, bo przecież można kupić podobny, a dużo tańszy. Zwłaszcza, że ostatnio każdy rower potrafi wyglądać super. Sąsiad ostatnio kupił sobie Elops Speed 900 z Decathlonu. Rower wygląda kozacko, a kosztuje niecałe dwa tysie, dopiero jak się człowiek wczyta w speckę to znajduje wytłumaczenie, dlaczego tyle kosztuje. Niemniej jednak sądzę, że dla kogoś kto tylko jeździ, a nie onanizuje się sprzętem to wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem taki rower będzie dawał radę aż nadto.
Jak człowiek się zna mniej lub bardziej, to zauważy, że ten tańszy rower czasem ma nawet lepszy osprzęt. Tylko, że potem się okazuje, że nawet ten gorszy osprzęt jest wystarczający, bo umiejętności i kondycja nie sprawią, że jest jakoś lepiej na nowym osprzęcie. Ja tak miałem z MTB, wymieniłem kilka komponentów, a o wymianie kolejnych intensywnie myślałem, bo chciałem nieco sprzęt odchudzić i sprawić, żeby łatwiej mi się na nim podjeżdżało. Tylko już to co zmieniłem i tyle co zmniejszyłem masę, nie poprawiło jakoś znacząco osiągów na podjazdach i dałem sobie w pewnym momencie spokój. Może wrócą chęci zakupowe razem z chęciami do jazdy na MTB. ;)
Chciałbym, żeby czas na kupowanie tego co dostępne szybko się skończył. Bo kupowanie na siłę tego co nie do końca nam pasuje też często mija się z celem.
Chyba zawsze jest tak, że nieważne jaki sprzęt, w tym przypadku rower się kupi, to czy będzie on kosztował kilka, czy kilkanaście tysięcy i tak zawsze będziemy coś wymieniać, ulepszać. Jak nie ze względów czysto technicznych, mających na celu zmniejszenie wagi, to ze wzglęedu na aspekty czysto wizualne ;)
A na tym HT objeżdżasz wszystko co jest do objechania?
Mnie trochę techniki brakuje i na jakieś czarne trasy bardzo rzadko się zapuszczam, a jeśli już to mam problem z ich przejechaniem. Co nie znaczy, że tego się nie na da i na HT zrobić jak się umie. Ale czasami czuć, że nieco bardziej agresywna geometria z większym skokiem na pewno by nie zaszkodziła, bo daje większy margines bezpieczeństwa.
Swojego fulla mam już 6 lat i to jest świetny rower do takiej turystycznej jazdy po górach ale jednak chciałoby się coś więcej. Dzisiaj na pewno bym kupował coś innego.
A tras się teraz nabudowało i wszędzie tego pełno. Fajnie byłoby z tego skorzystać, bo ciekawy jestem ile z tego zostanie za 10-20 lat.
Nie jestem takim kozakiem co wszystko obskoczy na HT, ale dotychczasowe trasy w górach ogarniam jakoś. Zdarzają się miejsca gdzie na zjeździe trzeba kawałek rower sprowadzić. Jednak HT wybacza mniej błędów niż FS. Tak mi się wydaję. Na HT też nie poskaczesz tak jak na FS. Nieduże hopki, to nie ma problemu, ale coś większego, to nie ma szans. Pewnie na FS, żeby coś większego skoczyć, to trzeba się tego nauczyć. Moja jazda nie będzie nastawiona na tyranie po bike parkach, a na jazdę w górach.
A wiadomo, że na ładnych rowerach jeździ się lepiej, wygodniej, szybciej :)
Wygląd niby nie jeździ. Ale jednocześnie Silexa kupiłem, bo jako jedyny wtedy mi się podobał :) Do tego 400 ma fabrycznie najlżejsze gravelowe przełożenia 30x36. ku6i To nie będzie to samo co w Twoim 18kg rowerze, bo mniejsza waga też mocno poprawia sytuację.
Co do cen to tylko nadmienię, że w styczniu 2020 swojego dostałem za 5850, a dziś jest 20% drożej za dokładnie to samo i to jeszcze pod warunkiem, że w ogóle uda się go znaleźć.
Od zeszłego roku rowery drożeją w trakcie sezonu. Czego w 2019 i wcześniej nie było. Czy w 2022 roku będzie tak samo, pewnie tak, choć podwyżki mogą być niższe w stosunku do lat poprzednich.
Do tego nie ma w zasadzie negocjacji cen, nie ma wyprzedaży posezonowych, bo nie ma czego wyprzedawać. Zasadniczo obecna sytuacja na rynku nie zachęca do zbyt długiego zastanawiania się. Jak już się określi rodzaj roweru, należy wybrać 2, może 3 modele i szukać gdzie są. Jak się trafi to należy brać.
Byłem w sobotę na szlaku od Wapienicy, przez Szyndzielnię, Klimczok na
Błatnią i szlakiem niebieskim do Wapienicy.
kipcior, studzienki betonowe na Błatniej widziałem i podziwiałem?
Szlak zrobiłem turystycznie pieszo.
Obserwowałem rowerzystów, i wg. moich spostrzeżeń, to 60% jeździ już na elektrykach, 30%FS i może 10%HT.
Wjazdy od Wapienicy żółtym lub niebieskim, wg. mnie nawet na elektryku niewykonalne, stromo, duże kamienie, ogólnie niebezpiecznie.
Napewno odcinek Klimczok - Błatnia do zrobienia na HT. W sumie nie wiem którędy Ty tam wjeżdżałeś, ale Wapienica odpada? Tam nawet nie widziałem nikogo na rowerach ani parkingu, co by pakowali rowery.
Generalnie widzę to tak, FS na taki szlak to must have, HT nie bardzo, może się da, ale to bez sensu.
Ci co mieli elektryki to górna półka Cube, Scott, Spec, tak na oko to sprzęt za 20k zł. No a poza tym drogo się zrobiło i pomimo inflacji, jak się chce coś kupić to nie ma co czekać, za rok też będzie drożej o 20% niż dziś?
cz4rnuch
01-11-2021, 13:10
Trzeba być optymistą. Za rok drożej tylko o 16% :)
Wjazdy od Wapienicy żółtym lub niebieskim, wg. mnie nawet na elektryku niewykonalne, stromo, duże kamienie, ogólnie niebezpiecznie.
Napewno odcinek Klimczok - Błatnia do zrobienia na HT. W sumie nie wiem którędy Ty tam wjeżdżałeś, ale Wapienica odpada������
Wklejałem wcześniej jak tam wjeżdżam, zapewniam że to wykonalne w 99%, męczyłem się tam kupę razy na różnych rowerach. Choć na początku sezonu bez kondycji nawet nie próbuję. A elektryków z każdym rokiem więcej, jakaś część na pewno z wypożyczalni ale i tak jest już tego więcej niż analogów. I szczerze mówiąc za każdym razem jak jadę pod górę to sam z utęsknieniem wyczekuję momentu aż zasilę to grono ;)
LeonardZelig
01-11-2021, 18:48
Obserwowałem rowerzystów, i wg. moich spostrzeżeń, to 60% jeździ już na elektrykach, 30%FS i może 10%HT.
Wjazdy od Wapienicy żółtym lub niebieskim, wg. mnie nawet na elektryku niewykonalne, stromo, duże kamienie, ogólnie niebezpiecznie.
Napewno odcinek Klimczok - Błatnia do zrobienia na HT. W sumie nie wiem którędy Ty tam wjeżdżałeś, ale Wapienica odpada������ Tam nawet nie widziałem nikogo na rowerach ani parkingu, co by pakowali rowery.
Generalnie widzę to tak, FS na taki szlak to must have, HT nie bardzo, może się da, ale to bez sensu.
Ci co mieli elektryki to górna półka Cube, Scott, Spec, tak na oko to sprzęt za 20k zł. No a poza tym drogo się zrobiło i pomimo inflacji, jak się chce coś kupić to nie ma co czekać, za rok też będzie drożej o 20% niż dziś������
Nie wiem jak inni, ale w weekend przez turystów na elektrykach w góry się nie zapuszczam, bo szkoda nerw. Sporo tych rowerów jest z wypożyczalni, które niestety nie oferują w pakiecie umiejętności jazdy i zwykłej, ludzkiej empatii, a szkoda. Hardtailem da się spokojnie ogarnąć większość okolicznych szlaków. Pewnie, że na FS byłoby czasem przyjemniej, ale to nie jest teren dla miętkich ludzi ;-) Ta ścieżka z Jaworza, którą Ci polecaliśmy, ma swój początek w Wapienicy pod zaporą. Trzeba co prawda długo się piąć pod górę (jedzie się zboczem), ale widoki to rekompensują. Tak to wygląda od strony Jaworza:
https://live.staticflickr.com/65535/51646380837_67de501226_b.jpg
Chyba, że kipcior zna jeszcze jakąś tajemną ścieżkę?
Testowałem ich kilka na przestrzeni ostatnich lat. Raz się nawet przedzierałem przez młodnik z 2m choinkami, nie polecam ;) Przejezdne są tylko dwie, ta i żółty szlak z Jaworza. Szlak jest bardziej wredny.
Ten żółty szlak z Jaworza co na zdjęciu, to przyjemna sprawa. Ja mam na myśli problematyczne dwa z wjazdem żółtym na Szyndzielnię albo niebieskim na Błatnią, oba z parkingu z Wapienicy. Początkowe odcinki i fragmenty są bardzo strome, pełne wielkich kamieni.
A bo tym żółtym to się nie jeździ ;) Nawet w dół jest średnio. Z Wapienicy na Szyndzielnie jedziesz na około tak:
https://en.mapy.cz/s/pamekulafu
I to jest miła przejażdżka, gdzie jedynym naprawdę stromym odcinkiem jest sam szczyt Szyndzielni. Na nim muszę dwie przerwy zrobić, bo bym miał zawał ale podjeżdżalne jest w 100%.
A na Błatnią np. tak, choć tu są możliwe inne warianty w paru miejscach. 100% może nie być ale jest blisko.
https://en.mapy.cz/s/cobekudubo
Ale nie obrażasz mnie za bardzo? :mrgreen:
Tylko odrobine :>
Zostałeś przewodnikiem rowerowym?
Od poczatku klubu bylem liderem, teraz dodalem tez pomoc w osiaganiu konkretnych celi przez innych.
Praca spawacza, mnie przeistacza. :)
TIG latwy nie jest, ale fajny. Mozna zmajstrowac dobre rzeczy. Czekam na rame, az pomaluja, bedzie MarcinSachs wersja.
BTW mechaniczny GRX jest bardzo fajny do gruza, polecam mocno. Chociaz u mnie same Di2 bo kazdy ma za duzo kasy tutaj (tylko nie ja). Sram do gruza to raczej bym szedl w AXS i albo mixowal z MTB przerzutka, albo robil Force Wide. Generalnie cena/jakosc GRX bije wszystkich.
Od poczatku klubu bylem liderem, teraz dodalem tez pomoc w osiaganiu konkretnych celi przez innych.
Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam lider naszego klubu.
TIG latwy nie jest, ale fajny. Mozna zmajstrowac dobre rzeczy. Czekam na rame, az pomaluja, bedzie MarcinSachs wersja.
Kiedyś była okazja, żeby przynajmniej spróbować nauczyć się spawać, choć nie TIGiem akurat, ale mi nie wychodziło.
BTW mechaniczny GRX jest bardzo fajny do gruza, polecam mocno.
Wiem, bo mam i po ponad 8 kkm mogę polecić. Choć już raz musiałem wymieniać kółka od przerzutki.
Nad Di2 się zastanawiałem, ale uznałem, że rower ma być jednak prostą maszyną i nie ma co nadmiernie komplikować prądem.
Słuchajcie, jest sprawa
Farmona chce kupić i w zasadzie doszedłem do wniosku że lepiej chyba wziąć 830 zamiast 530, się tutaj pojawia się kłopot. Czy 1030 bez plus jest wart dopłaty? Wydaje się, że 830 starczyć powinien?
Wszelkie komentarze mile widziane, z góry dzięki za pomoc!
Wg mnie to z Garminem nawet 530 styka, chyba ze niewidomy to wiekszy skrin z 830. 1030 to przesada, 99% ludzi nie wykorzysta polowy funkcji, nie mowiac o wszystkich bo trzeba 1000 innych gratow (radary, lampki i inne bzdety). Jezeli bateria i skrin stykna to nie ma sensu doplacac. Ja zmienilem 1000Edge na Wahoo Bolta, pozniej na Roam, smiga jak zly.
Główna różnica między 530 i 830 to brak ekranu dotykowego w 530. Jak potrzebujesz prostego liczniki i bardzo mało będziesz korzystał z mapy to 530 jest OK. Jak zamierzasz korzystać z mapy to lepiej brać taki z dotykowym ekranem. Obsługa na przyciskach w Garminie Edge jest do dupy. Wiem bo mam też 520 Plus. Wielkość 530 i 830 jest taka sama. Natomiast 1030 i 830 to funkcjonalnie to samo, a główna różnica to wielkość.
No też się zastanawiałem nad wahoo, i w sumie bolt2 by mi chyba styknął, ale nie wiem czy jest taki dobry, jak edge.
Jak co się sprawuje ekran w roam? Nie jest jakiś ciemny lub coś? Chwalą bolt2 za dobry ekran.
Co do edge chyba 830 lepszy, głównie przez ten dotyk, w sumie zgadzam się z tym co napisał zdyboo... Po prostu 1030 bez plus teraz niewiele drożej wychodzi, ale raczej mi to zbędne [emoji6]
PS
Dzięki za pomoc, jak przeczytałem poprzedni post, dopiero zobaczyłem błąd z Farmoną... Sorry
1030 bez plus jest w sumie gorszy od 830. Wygrywa tylko wielkością ekranu. W 830 już zastosowano nowy, mniej energożerny chip. Jeżeli brać pod uwagę jakieś 1030 to tylko to z plusem. Tyle, że ono jest tauzena droższe od 830.
Ja sam chcę wymienić swoje Edge 1000 na coś nowego, bo aku już trzyma bardzo krótko i myślałem o 1030 plus, ale jak na razie nigdzie nie widziałem w innej cenie niż 2,6-2,7 kPLN. Jak nie znajdę okazji w czarny piątek, to raczej się skończy na 830.
Zdyboo, ten 1000 to jest jednak problem, szczególnie jak się mnie jeździ tyle ile by się chciało [emoji6]
Zobacz na ceny w UK, bo wychodzi to trochę taniej https://buy.garmin.com/en-GB/GB/p/704417
A czemu Garmin, nie wahoo?
Ja właśnie raczej za dużo jeżdżę. Ponad 400 godzin rocznie. Oczywiście część z 520, ale głównie (80%) z 1000. Na początku aku wystarczał na dłużej. Teraz w trakcie wyjazdu 120-130 km, cały czas ze śladem, muszę go już w trakcie ładować.
UK, to obecnie vat i cło, choć akurat cło może być zerowe. I do tego jeszcze może być inny obszar dystrybucyjny, co wiąże się z ograniczeniami w gwarancji. Kupowałem Garminy w Polsce, w Hiszpanii i w Niemczech, nie było problemów z gwarancją, ale wolę dołożyć trochę kasy i nie mieć problemów podczas ewentualnej wymiany na nowy w trakcie gwarancji. 1000 tak wymieniałem, miesiąc przed końcem gwarancji i nie było problemu. Edge 500 wymieniałem kilka razy, też bez problemu. Zwykle w czarne piątki jest promka na Amazonie na Garminy. I choć nie lubię tego sklepu i nie robię tam zakupów, to ten raz w roku sprzeniewierzam się swoim zasadom, ale promo musi być dobre. Np. Edge 1000 bundle kupiłem w cenie gołego w PL.
Wahoo, Hammercośtam czy cokolwiek innego nie, bo ja Garminów używam od 14 lat i nie będę się uczył nowego systemu od nowa. Poza tym mam kilka rowerów i choćby konieczność kupienia kilku mocowań znacząco zwiększa cenę. Ja się już nie przesiądę raczej. Nie jestem fanboyem Garmina, bo ten system ma wady, ale przez tyle lat był jedynym standardem, że ma też sporo zalet.
Rozumiem.
Wiem że z VAT może być problem. Cło chyba faktycznie będzie 0, ale gwarancja może być już problematyczna. Tym bardziej, że w UK w standardzie jest 1 rok, nie dwa jak u nas... Za to trochę lepiej to działa, ale po brexit'ie może być różnie.
Dzięki wielkie
Ja moze jestem za bardzo kitajski bo mapy nie sprawdzam za czesto, a Wahoo tylko na przyciskach. Jedyne co robie to zoom out and in, i tyle w sumie, reszta ogarnieta przez telefon (bo Wahoo wszystko ma przez telefon robione). I tak, 530 i 830 ten sam rozmiar, sorry za wprowadzenie w blad... teraz sprawdzilem bo ja w Garminach srednio siedze po zmianie na Wahoo, Garmina to mam tylko sikora, bo Wahoo troche z tylka w tym temacie. Moze nastepna generacja zegarkow bedzie lepsza.
W kazdym razie, 1030p nie ma sensu chyba, ze chcesz miec/masz 100000 pozycji do wyswietlenia i trzeba wiecej miejsca albo jakies dodatkowe screeny z ConnectIQ.
Ja w 520 Plus mam takie same i tyle samo pól danych co w 1000 i wszystko jest czytelne. Problem zaczyna się przy mapie. Powiększanie na przyciskach w Edge to porażka, trzeba się wklikać w menu i dopiero zmienić skalę mapy. W 60CSx i 64s są od powiększania dwa osobne przyciski i tam to działa super. Zresztą jak się przesiadłem z 64s na Edge 1000 to bardzo mi brakowało tych przycisków, potem się przyzwyczaiłem. Choć na przykład pacnięcie w ekran mapy z reguły nie przywołuje przycisków do zmiany skali i przewijania mapy. Ja zwykle przewijam ekran i zaraz wracam do mapy, wtedy przyciski pojawiają się na ekranie. Wqrwia mnie Virtual Partner, którego nie można lub nie umiem wyłączyć, a przez którego traciłem już jakieś tam odcinki gdy uznawał, że wygrałem lub przegrałem, ale zakończyłem jadę i zatrzymywał rejestrowanie, mimo, że był w środku wgranego śladu.
Czasem są spore problemy z przerzuceniem bez kabla aktywności na serwer. Jak kończę jazdę w domu i nie wyłączam odbiornika, to zwykle szybko łapie wi-fi i przesyła na serwer właśnie zapisaną aktywność. Tak nie ma problemu. Natomiast jak wyłączę odbiornik, bo np. wracam ciapongiem na stację koło domu, czy chcę najpierw obrobić zdjęcia, to zaczyna się jazda. Czasem prześle od razu, ale to rzadkość, z reguły muszę dać ręcznie: prześlij nowe aktywności. Z reguły też musze to zrobić kilka razy. Czasem tracę cierpliwość i synchronizuję po kablu.
Największa zaletą Garmina w ogóle jest dostępność map. Używam tylko map OSM i osobnych map z warstwicami. Wszystko legalne, wszystko darmowe. Jak sobie przypomnę początki sprzed kilkunastu lat, to teraz jest bajka.
Ja korzystam od wielu lat z garmina edge 1000 - co ciekawe nie spadła jakoś żywotność baterii - nadal wystarcza na przejechanie 200 km przy włączonej nawigacji (dla przykładu w niedzielę zrobiłem 180 km, bez nawigowania, przy starcie 70% i na styk starczyło do domu, tzn. pozostało 10% - temp. z rana była w granicy 3 stp C a na powrocie pokazywało 15-16 stp. C)
Jedyne co mnie w tym momencie kusi z przesiadką na 1030 to możliwość "bezkablowanego" ładowania czego nie ma niestety tysiak (co bardzo jest denerwujące w trakcie jazdy w deszczu).
Co do tysiaka - w całych tych kilku latach użytkowania były dosłownie pojedyncze wypadki zawieszenia się systemu ale co ciekawe wracał do życia i nadal nawigował. Ekran dotykowy tylko raz mnie zdenerwował - w trakcie jednego ultra w czasie ulewy, spływająca po urządzeniu woda zmieniała samoistnie wyświetlane ekrany (ale to był jedyny taki przypadek). Co do zgrywania aktywności też jakoś nie zauważyłem problemów.
Podobnie jak zdyboo nie chce mi się przesiadać na inne systemy ze względu na przyzwyczajenia jak i posiadane uchwyty, poza tym mam jeszcze jedno urządzenie tego producenta. A czy jestem fanem garmina - nie wiem, ja się na tym nie znam, po prostu wybrałem kiedyś jedno urządzenie i tyle.
U mnie dwa lata jazd z Edge i zauważalnie spada wydajność aku. Teraz jak jeszcze dodatkowo zrobiło się chłodniej i ciemniej jest to nawet bardziej widoczne. W lecie jedno naładowanie wystarczało mi na 4 jazdy po ok. 50-60 km w tygodniu po zdalnej i musiałem ładować przed weekendowym, dłuższym wyjazdem. W sierpniu przy temp. +12 ~ +15 stopni, jeszcze przed setnym km właczył alarm niskiego stanu baterii, co oznacza, że zostało tylko 20% energii. Ostatni kilkadziesiąt km jechałem z podłączonym powerbankiem, na szczęście nie padało.
Teraz ładuję co dwa wyjazdy na podobnym dystansie, ale połowa jazdy z włączonym non stop podświetleniem bo jest ciemno. Mam ustawiony automat od podświetlenia.
Zalałem na śmierć Edge 1000 raz. W górach po ok. 30 minutach deszczu, mocnego, ale nie ściany wody. Najpierw przestał wyświetlać mapy, bo były na karcie pamięci. Potem przestał wyświetlać cokolwiek, ale sygnalizował zjechani z trasy dźwiękiem potem umarł całkowicie. Raz się włączył ponownie podczas szybkiego zjazdu po asfalcie, ale wszedł w jakieś dziwne menu serwisowe. Parametrów tam było od cholery. Znaczenia większości nawet się nie domyślałem. Wymienili na gwarancji na refurbished i znowu wróciła pełna moc aku. Obecnie upływa 2,5 roku odka mam tego z wymiany i czas na zmianę.
Kolega ma 830 i wydajność aku robi wrażenie. Do tego climb pro jest świetną funkcją.
No właśnie mnie też zastanawia to wszystko i biorąc pod uwagę systemy Garmin wypada całościowo lepiej, z kolei opcja obsługi przez telefon jest kusząca i brzmi ciekawiej, za to uzależnia cię od 2 urządzeń w pełni.
Raczej pozostaje przy 830, chociaż w tej cenie nadal mnie trochę kusi bolt2, ale pewnie pójdę po całości.
Jak wygląda sprawa z czujnikami? Używanie tylko systemowych, czy macie inne/firm zewnętrznych?
Ja tylko systemowe. Kupowałem Edge 1000 w zestawie z czujnikami. 520 plus je widzi.
Żaden Edge nie widzi czujnika temperatury Garmin Temp, którego używam z 64s ale to pewnie przez to, że Edge mają wbudowane termometry.
Jak wygląda sprawa z czujnikami? Używanie tylko systemowych, czy macie inne/firm zewnętrznych?
Mam pelno roznych, Garmin, Wahoo, +firmy, ktorych nawet nie ma w Europie. Wazne, zeby bylo ANT+ (i dobrze by bylo z BT) i bedzie smigac, Garmin/Polar/Wahoo/Suunto beda drogie, jakies nounejmy beda tanie. Wszystkie nowe sensory od dawna sa bez magnesu, z autokalibracja, itd.
Co do baterii w jednostkach to Roam mi zjada 8-10% co godzine wiec srednio na 10-11h styka, a tu tylko ode mnie zalezy ile kmsow wycisne. Starsze Garminy mialy latwo wymienialna baterie, wiec ten temat mozna szybko ogarnac, nowego nie rozbieralem ale nie wydaje mi sie, zeby cos w srodku zmienili, wszystkie Garminy baterie mialy lutowana dwoma druciorami...
Z mapami sie zgodze z Tomaszem, Garmin tu zawsze byl najlepszy, chociaz ja nigdy problemu nie mialem z Wahoo (w sensie nigdy sie nie zgubilem, a wiekszosc wycieczek to platne imprezy organizowane przez nas wiec slabo by bylo jakbym sie zgubil prowadzac grupe lol). Tylko, ze ja kolarz szosowy glownie wiec i tak 99% po asfalcie, a tu nie trzeba jakichs mega map. Do MTB albo jakiegos megatouringu to Garmin by sie zdal bardziej pewno. W Chinach to ogolnie mapy z tylka w Garminie i Wahoo jezeli wyjedzie sie z miasta i jedzie po jakims zadupiu. Niestety najlepsze mapy sa w telefonie zawsze (Baidu/Gaode/etc), wiec trzeba czasem sprawdzic tam. W Europie powinno byc bez problemu.
Widzę, że ceny sie nieciekawe zrobiły. Jako posiadacz Silexa 400 mogę polecić ten rower. Wcześniej Esker miał przewagę ceny ale widzę, że znikła ;) No i Esker jest cięższy, a niby nie powinien.
W każdym razie idź w hydraulikę i jak najmniejszą wagę.
Cześć, pozwolę się podpytać, bo może jako użytkownik wiesz coś więcej na ten temat. Czy przez brak typowych otworów pod tylny bagażnik jedyna możliwa opcja to meridowski bagażnik zintegrowany z tylnym błotnikiem? https://www.zico-bike.pl/bagazniki/bagaznik-merida-silex-gravel-czarny. Czy ew. patenty w stylu https://www.sakwyrowerowe.com.pl/adapter-c-mocowanie-bagaznika-do-ramy-bez-bocznych-otworow-p-3661.html dadzą mi możliwość zamocowania bagażników innych producentów?
Swoją drogą, Silex 400 to teraz rower widmo, aż napisałem do Meridy pytanie, czy coś rzucą na rynek jeszcze w tym roku.
Dzięki wam wielkie! No a wynik taki, że chyba jednak poczekam na promkę i tego 830 przytulę.
Trzymajcie się zdrowo!
ku6i Bagażnika nie mam ale kojarzę jakiś film Szajbajka gdzie coś o tym nawijał. To nie była 400 ale każdy Silex ma to samo.
Jak wygląda sprawa z czujnikami? Używanie tylko systemowych, czy macie inne/firm zewnętrznych?
Czujniki garminowe
Panowie, zabrałem się za jesienny serwisik roweru i tak mnie naszło...
W sumie to jest rower z dolnej półki, kupiony w 2014 roku, jak do tej pory niczego nie musiałem wymieniać, ale teraz po zdemontowaniu korby widzę, że wkład suportu w sumie można by wzmienić... może na coś lżejszego/sztywniejszego ....
To kwadrat w mufie 68mm, długości 113 mm i teraz zastanawiam się, czy jest sens zmieniać na inny rodzaj wkładu, co najpewniej się też by wiązało ze zmianą korby ( aktualnie SR XCM 44-32-22 CG już widzę, że też trochę zjechany...). Kasetę mam Sunrace CS-9S 11-32
Ale co się dzieje, że suport wymaga wymiany? Luzy, oś zjechana? Jeżeli nie, to MZ nie ma sensu wymieniać, zwłaszcza, ewentualne różnice w sztywności i masie w przypadku korby na kwadrat będą raczej aptekarskie.
Korba jak rozbieralna, to też lepiej wymienić zużyte zębatki niż od razu całą.
Jedyna sensowna wymiana to tylko na suport z zewnętrznymi łożyskami i dostosowaną do niego korbę. Kupowanie innego suportu na kwadrat i innej korby na kwadrat niczego odczuwalnie nie poprawi.
Jak już zjechało Ci zęby na korbie, to po wymianie samej korby lub pojedynczej zębatki może się okazać, że będzie gorzej niż jest. Sprawdzałeś wyciągnięcie łańcucha? Raczej wymiana całego napędu będzie potrzebna.
Co do wymiany korby z kwadratu na coś z zewn. łożyskami, wielkiej różnicy nie poczujesz o ile w ogóle coś :-) Różnica wagi też nie będzie wielka, zwłaszcza przy osprzęcie z niższej klasy. Chyba że planujesz dalsze zmiany,
np. zmianę na napęd 2x lub 1x, lub odchudzanie całego roweru, to wtedy z kwadratem może być problem.
To prawda, główna różnica pomiędzy korbą na kwadrat, a taką do suportu z zewnętrznymi łożyskami to łatwiejszy dostęp przy serwisowaniu.
No i na kwadrat ciężko znaleźć już coś lepszego niż Acera,
ps.
jak rzuciłem okiem co jest dostępne, to aż mnie zamurowało, korba 2x Acera HT, którą kupiłem żonie rok temu razem z suportem za 150 zł kosztuje teraz sama ponad 320 zł
aż strach na pedały mocniej naciskać :-)
W zasadzie poza tym, że korba (elementy są nitowane) już jest trochę zjechana na ząbkach to niewiele się dzieje, sam wkład nie ma luzów, jedyne co, to na pewno łożyska trą, araz będę wkłąd wyciągać i sprawdzać, czy tam się w ogole opaca zaglądać do środka, ale chyba nie jestem aż tak zboczony :) ... jeszcze nie sprawdzałem łańcucha, dzisiaj będę sprawdzać, jak i kasetę dokładnie.
W gruncie rzeczy mógłbym po prostu poczyścić i założyć jak jest, i pewnie zimę jeszcze na tym prześmigam. Już tak przyszłościowo myślę, w zasadzie u mnie zmiana roweru raczej nie nastąpi, no chyba, że ramę złamię :D więc myślę sobie żeby grzebać przy częściach i zmieniać sobie na lepsze :) bardziej odkrywczo/serwisowo niż wyczynowo :) W necie zachwalają BSA że lżejszy, sztywniejszy i łatwiejszy w serwisowaniu, to w zasadzie można by coś pomyśleć. przerzutki wykorzystuje w całym rozsądnym zakresie więc tak jak jest jest dla mnie ok, nie mam jakiegoś ciśnienia na bicie rekodrów i zmniejszanie oporów toczenia, czy też schodzenie w dół z wagą jakoś szczególnie za wszelką cenę.
Przed chwilą byłem też w sklepie, ale mają biedę z częściami .....
Jak to suport na łożyskach maszynowych, to można nawet tylko je wymienić, ale nie wiem czy warto się bawić, bo cały np. Neco kosztuje 25-30 zł :-)
Ja bym się z większą modernizacją wstrzymał do wiosny, bo po pierwsze primo, szkoda nowego na zimowy syf, a po drugie primo, może ceny zimą choć trochę spadną :-)
Też myślałem, że ramy nie połamię, a jednak to zrobiłem, co prawda z własnej głupoty, ale zawsze :-) Założyłem za krótką sztycę i odłamałem ten kawałek rury, gdzie siedzi zacisk.
Jak to suport na łożyskach maszynowych, to można nawet tylko je wymienić, ale nie wiem czy warto się bawić, bo cały np. Neco kosztuje 25-30 zł :-)
Ja bym się z większą modernizacją wstrzymał do wiosny, bo po pierwsze primo, szkoda nowego na zimowy syf, a po drugie primo, może ceny zimą choć trochę spadną :-)
Też myślałem, że ramy nie połamię, a jednak to zrobiłem, co prawda z własnej głupoty, ale zawsze :-) Założyłem za krótką sztycę i odłamałem ten kawałek rury, gdzie siedzi zacisk.
Dobre :D
Nooo na wiosnę, teraz serwis i rozkmina :)
BSA to rodzaj gwintu, angielski 1,37x24TPI OIDP. I taki gwint jak masz narżnięty wewnątrz mufy suportowej to możesz wkręcić suport z łożyskami zewnętrznymi lub na kwadrat.
Jest jeszcze gwint włoski ITA, nie pamiętam rozmiaru. Jest on rzadko spotykany i jak już to prawie tylko we włoskich rowerach.
Obecnie używa się określenia BSA, aby odróżnić mufy gwintowane od tych niegwintowanych do mocowania suportu press fit, gdzie miski wciska się w ramę, podobnie jak np. miski sterowe.
Okręciłem właśnie wkład zgodnie z ruchem wskazówek zegara, czyli jest angielski. No to już jest plusik :) Żeby za dużo nie zmieniać myślałęm o pozostaniu w 44/32/22 9 rzedach, zgodny mechanizm korby https://cyklisci.com/mechanizm_korbowy_shimano_altus_9rz_44x32x22_175mm _fc-mt210_b_lozysk,87,15329.html oraz do tego wkłądkę https://cyklisci.com/suport_hollowtech_ii_miski_i_lozyska_deore_bsa_sm-bb52,94,8597.html najpewniej ostatecznie dojdzie do tego łaćuch kmc do 9 i być może i kaseta... coś co można sobie komponować przez zimę po kawałku...
Zabawa trwa w najlepsze [emoji854]
57470
A miski nie powinny się odkręcać w różne strony, tzn, jedna ma gwint lewy, a druga prawy ? lewy z prawej strony chyba
A miski nie powinny się odkręcać w różne strony, tzn, jedna ma gwint lewy, a druga prawy ? lewy z prawej strony chyba
57471 .
Sprawdzałem od strony napędowej, od drugiej oczywiście jest w drugą mańkę :)
siemalysy
05-11-2021, 18:04
... i być może i kaseta...
Wymieniaj też kasetę. Nie zastanawiaj się. Sądzę, że ona też kwalifikuje się do wymiany. Będziesz miał spokój ;)
Do tego nie ma w zasadzie negocjacji cen, nie ma wyprzedaży posezonowych, bo nie ma czego wyprzedawać. Zasadniczo obecna sytuacja na rynku nie zachęca do zbyt długiego zastanawiania się. Jak już się określi rodzaj roweru, należy wybrać 2, może 3 modele i szukać gdzie są. Jak się trafi to należy brać.
Story of my life. Kupiłem rower, którego nie widziałem na oczy i nigdy nie przymierzałem. Przejrzałem co jest na rynku, Aspre 2 nadal niedostępny, dostałem info od przedstawicielstwa Meridy, że dostawa Silexów 400 najwcześniej w styczniu, więc jak wpadła mi w ręce oferta sklepu który dawał -10% na rowery Krossa to nie zastanawiałem się długo i kupiłem Eskera 6.0 2022. W razie jak mi nie siądzie to na wiosnę sprzedam z małą stratą albo i bez. Rower rzekomo już spakowany do wysyłki i dostałem maila od Krossa nt. aktywowania gwarancji, więc jest szansa, że w przyszłym tygodniu będę go miał w rękach.
Co do zmian rynkowych to prześledziłem zmiany w Eskerze 6.0 od wersji 2020 do 2022. Zmienił się tylko lakier na ramie i cena katalogowa wzrosła z 5999 zł na 6999 zł. Takie czasy...
Gratuluję. Twarde, zdecydowane i bezkompromisowe, być może będziepanzadowolony.
Lakier się zmienił? Nie jest już czarny? Czy może z matowego czarnego na czarny błyszczący się zmienił?
cz4rnuch
05-11-2021, 22:15
Rok temu był matowy, najnowszy rocznik świeci się jak psu jajca na wiosnę. W sumie to nic złego, chyba łatwiej takie coś czyścić, ale jak zauważył kolega tysiąc pln za taki upgrade/downgrade(właściwe podkreślić) to trochę sporo. Nie zmienia to faktu, że kross w eskerze chyba nadal daje więcej i taniej niż konkurencja.
Gratuluję. Twarde, zdecydowane i bezkompromisowe, być może będziepanzadowolony.
Lakier się zmienił? Nie jest już czarny? Czy może z matowego czarnego na czarny błyszczący się zmienił?
Od 2022 czarny błysk. Co prawda wolałbym jakiś bardziej widoczny kolor, ale jak się nie ma co się lubi...
Rok temu był matowy, najnowszy rocznik świeci się jak psu jajca na wiosnę. W sumie to nic złego, chyba łatwiej takie coś czyścić, ale jak zauważył kolega tysiąc pln za taki upgrade/downgrade(właściwe podkreślić) to trochę sporo. Nie zmienia to faktu, że kross w eskerze chyba nadal daje więcej i taniej niż konkurencja.
Panie, ten rower w moim rozmiarze (L) pojawił się na stronie Krossa na chyba dobę i zniknął. Więc jak udało się go dorwać i jeszcze w cenie niższej niż katalogowa to jestem pełen szczęścia.
https://www.youtube.com/watch?v=v5C2kh7SvNI
Podmienić tylko "baleron" na "gravel" i wszystko się zgadza. A nie, czekaj, kiedyś wystarczyło mieć kogoś zaprzyjaźnionego na wsi, teraz to bez zaprzyjaźnionego Azjaty się nie obejdzie ;)
Byłem na fittingu. Z kolanami jakby lepiej. Pojawia się jeszcze dyskomfort, ale na razie nie było jeszcze chamskiego bólu, który by mnie zmusił do zatrzymania się i zmiany ustawień bloków. Zmieniony mostek na krótszy, palce lewej ręki dalej drętwieją, tyłek boli bardziej. Kupiłem jeszcze trenażer, bo zimno się robi i wali dymem z palenia śmieci czy czegoś. Nawet spoko ten zwift. Nieźle się można na tym zajechać. :D Tylko coś mi skrzypi (jakby jakaś sprężyna) i jest głośniej niż się spodziewałem. Trenażer Direto XR-T.
Tak, błyszczący lakier lepiej się czyści niż matowy i mniej na nim widać rysy i zabrudzenia. Tyle, że ramy rzadko są malowane na taki prawdziwy mat. Najczęściej to jest półmat, który w utrzymaniu nie różni się od błyszczącego. Mam za to pewne części, które są faktycznie matowe lub mają matowe aplikacje i one już chyba nigdy nie będą wyglądały jak nowe.
Umbra, jak już bawisz się na gumowej lali, to bądź świadom co może się dziać z rowerem.
https://www.youtube.com/watch?v=VjVUWcTIuS8
zdyboo, wiem, mój czołg ma "klasyczny krossowski" czarny mat. Nie powiem żeby to był jakiś straszny dramat w utrzymaniu czystości, zwłaszcza, że ma pełne obłotnikowanie. Ja też się specjalnie z rowerami nie pieszczę, w miarę dbam, ale wychodzę z założenia, że to ma jeździć a nie wyglądać.
Przy okazji uświadomiłem sobie, że będę musiał skręcić rower jak mi go kurier przywiezie. Poleci ktoś jakiś klucz dynamometryczny do zastosowań okołorowerowych? Zakres momentów: nie mam pojęcia ;) Za często nie będę go używał, ale głupio coś w rowerze za parę klocków popsuć bo się chciało coś dokręcić "na czuja" zamiast zrobić to po bożemu z odpowiednim momentem.
Byłem na fittingu. Z kolanami jakby lepiej. Pojawia się jeszcze dyskomfort, ale na razie nie było jeszcze chamskiego bólu, który by mnie zmusił do zatrzymania się i zmiany ustawień bloków. Zmieniony mostek na krótszy, palce lewej ręki dalej drętwieją, tyłek boli bardziej. Kupiłem jeszcze trenażer, bo zimno się robi i wali dymem z palenia śmieci czy czegoś. Nawet spoko ten zwift. Nieźle się można na tym zajechać. :D Tylko coś mi skrzypi (jakby jakaś sprężyna) i jest głośniej niż się spodziewałem. Trenażer Direto XR-T.
Zwift jest gut.
Co do fittingu, my jak robimy u siebie to po wszystkich ustawieniach (a pierwszy fit srednio zajmuje 4-6h) jezdzisz 1000km i dajesz info co i jak z jazdy, po tysiaku spotykamy sie znowu i wtedy mozna kombinowac nad finalnymi ustawieniami. Do tego dorzucamy set cwiczen, bo czesto ludzie chca predkosci, a nie moga nawet porzadnie zgiac w pasie. Wiec caly proces trwa, daj se szanse, chyba ze fitter z tylka to wtedymoze byc ciezko... widzialem pelno certyfikowanych fitterow robiacych na Retulu i jedyne co ogarniali to co maszyna powie, ale jak to sie przeklada na jezdzca to juz niezbyt... zwlaszcza jak dziwne proporcje albo kontuzje wczesniej i trzeba bylo ogarnac mocniej niz wg ksiazki...
Co do tego o czym wspomnial Tomasz, to po kazdym zwifcie polecam umyc rower. Jezeli pocisz sie jak prosiak, to tym bardziej. Ludzie tylko wycieraja, a pot po 1-6h (ja robilem do 6h zwifta dziennie jak trenowal
EDIT:
@ku6i (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=7538) klucz to 2-20Nm i 20-60Nm by sie zdal. Kiera, sztyca, itd po sredniej leca 5-6Nm (chyba, ze jakis MCFK i inne cuda na kiju to mniej), korba to srednio 12-14 jak Szimano, a Rotory i inne Sramy to i po 50Nm wezma.
My mamy dojczlandzkie klucze za milion zl, ale my robimy kilka/kilkanascie rowerow dziennie. Wczesniej jak bylo spokojniej to lecielismy na tajwanskich i bylo ok.
MZ klucz dynamometryczny jest nieodzowny przy karbonie, przy amelinium już niekoniecznie. Przy amelinium to zawieszenie i wewnątrz amorów jak ktoś robi sam serwis. Oczywiście piszę o własnoręcznym skręcaniu swojego roweru, nie w serwisie czy robienie dla kogoś.
Jak napisał Marcin, najlepiej mieć dwa, ale zdecydowanie częściej używa sią takiego do niewielkich momentów. Ten do wysokich to przy tarczach CL, kasecie i korbach nie Shimano. Taki klucz 2-20 Nm załatwia temat pewnie z 90% połączeń skręcanych w rowerze. Klucz powinien kosztować koło 3 paczek żeby się do czegoś nadawał. Jedyne co mogę doradzić, aby blokada obrotu rękojeści była w postaci przesuwanego pierścienia, a pokrętła na końcu rękojeści. Te pokrętła szybko się luzują.
Ja tylko tam gdzie mam karbon stosuje dynamometryka, w przypadku innych połączeń to już różnie, kaseta, tarcze tak, ale nawet heble przykręcam na czuja. Zwłaszcza, że nie zawsze da się podejść z dynanometrykiem.
A i większość kluczy klika tylko przy dokręcaniu czyli zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W przeciwnym kierunku nie klika. Choć lewy gwint jest chyba tylko przy jednej z misek suportu BSA.
siemalysy
06-11-2021, 18:51
ku6i ja mam niezwykły talent do przeciągania i zrywania gwintów. Nie mam czucia i od wielu lat nie nauczyłem się tego. Żeby tego pilnować kupiłem klucz Mighty 2-24 Nm (https://www.ceneo.pl/28392219). W opakowaniu jakieś tam pierwotne świadectwo wzorcowania było. Sprawdza się dobrze i dla większości śrub w rowerze będzie odpowiedni. Chyba, że masz korbę SRAMa, to wtedy potrzeba już czegoś większego. Przy małych momentach do 4 Nm trzeba być czujnym, bo kilk jest mniej wyraźny niż dla większych momentów.
https://image.ceneostatic.pl/data/products/28392219/i-klucz-dynamometryczny-mighty-z-regulacja-2-24nm.jpg
Chyba ja również mam taką przypadłość, tym razem urwałem gwint śruby mocowania przedniej przerzutki dobrze że mnie poratowali w pobliskim rowerowym xD
Zwift jest gut.
Co do fittingu, my jak robimy u siebie to po wszystkich ustawieniach (a pierwszy fit srednio zajmuje 4-6h) jezdzisz 1000km i dajesz info co i jak z jazdy, po tysiaku spotykamy sie znowu i wtedy mozna kombinowac nad finalnymi ustawieniami. Do tego dorzucamy set cwiczen, bo czesto ludzie chca predkosci, a nie moga nawet porzadnie zgiac w pasie. Wiec caly proces trwa, daj se szanse, chyba ze fitter z tylka to wtedymoze byc ciezko... widzialem pelno certyfikowanych fitterow robiacych na Retulu i jedyne co ogarniali to co maszyna powie, ale jak to sie przeklada na jezdzca to juz niezbyt... zwlaszcza jak dziwne proporcje albo kontuzje wczesniej i trzeba bylo ogarnac mocniej niz wg ksiazki...
Co do tego o czym wspomnial Tomasz, to po kazdym zwifcie polecam umyc rower. Jezeli pocisz sie jak prosiak, to tym bardziej. Ludzie tylko wycieraja, a pot po 1-6h (ja robilem do 6h zwifta dziennie jak trenowal
EDIT:
@ku6i (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=7538) klucz to 2-20Nm i 20-60Nm by sie zdal. Kiera, sztyca, itd po sredniej leca 5-6Nm (chyba, ze jakis MCFK i inne cuda na kiju to mniej), korba to srednio 12-14 jak Szimano, a Rotory i inne Sramy to i po 50Nm wezma.
My mamy dojczlandzkie klucze za milion zl, ale my robimy kilka/kilkanascie rowerow dziennie. Wczesniej jak bylo spokojniej to lecielismy na tajwanskich i bylo ok.
Tego się trochę obawiam. Tutaj ktoś polecił to studio. Gość nie miał maszynki, która sprawdza nacisk tyłka na siodło, tylko tę z rzepami na stawach. Zobaczymy. Mówił, żeby pojeździć 2-3 tygodnie i przyjść. Ja nie mówiłem o szybkości, tylko że zależy mi na zdrowiu - żeby niczego nie uszkodzić. Nie będę się ścigał, bo nie mam predyspozycji do sportów wytrzymałościowych wybitnie. Średnie mam po 22-23 km/h. :P Nie wiem czy za bardzo się tym nie zasugerował. Zmienił mi mostek na krótszy, ale tak szczerze, to nie jest jakoś wygodniej. Z kolanami jest lepiej i to jest duży plus. Z tyłkiem za to dużo gorzej, bo miałem dosyć mocno opuszczony dziub, a on mi go bardziej wypoziomował. Zobaczymy, co jeszcze wymodzi i czy to pomoże. Trochę się obawiam, czy ten cały fitting nie ma na celu sprzedaży mostka, siodełka, kiery, owijki etc. Ćwiczeń żadnych konkretnych mi nie pokazywał. Coś tam mówił, że yogę poleca ogólnie.
My nie mamy zadnych maszynek, oprocz trenazera. Ale nasz fitter (ziomek z Tajwanu) byl szkolony w USA i Kanadzie przez ludzi, ktorzy caly ten bajzel wymyslili... Jezeli studio bylo z polecenia to najczesciej ogarniaja co i jak.
Caly proces w naszym przypadku wyglada tak: najpierw wywiad, co zajmuje 30-40min, pozniej body assessment co zajmuje srednio godzine (mamy stol do masazu, sprawdzamy ile Cie mozna powyginac w kazda strone) i pozniej dynamiczny fitting na wlasnym rowerze. Jako jedyni chyba w Szanghaju probujemy wycisnac ile sie da z konkretnego roweru, gdzie reszta bedzie wciskac badziewia wlezie (wlacznie z nowym rowerem).
Jezeli skupiasz sie na komforcie to krotszy mostek podniesie Cie do gory = automatycznie bedziesz mial wiecej nacisku na zadek bo balans sie zmienia. Jezeli zadek czuje sie gorzej to pisz do ziomka i mu powiedz, informacje od jezdzca sa bardzo wazne dla fittera, zeby przygotowac sie na pozniej. Tez wazne jest jak jezdzisz, bo powinienes uzywac miesni posturalnych (czy jak to sie zwie po polsku - core muscles), a nie lap, zeby trzymac cialo w pozycji. Czesto ludzie jezdza na prostych lapach i rozwalaja sobie nadgarstki, lokcie, barki, kark (oczywiscie nie po jednej jezdzie ale przez akumulacje)
I tez trzeba zrozumiec, ze fitting nie jest rozwiazaniem na wszystkie dolegliwosci tego swiata, tak jak mowilem - czesto zestaw cwiczen pomoze bardziej niz sam fitting. Mielismy goscia z problemami z prostata (okolo 60tki) i niestety mial inna wizje na to co fitter moze, a czego nie moze... wiec po calym fittingu nawet nie wzielismy kasy bo niestety w jego przypadku to jego wlasny organizm ma problem, a nie rower... Z joga trzeba uwazac, bo trzeba znalezc nauczyciela/nauczycielke, ktora rozumie co potrzebujesz w kolarstwie (czy to gorskim czy szosowym). Nasz nauczyciel sciga sie w naszej druzynie, wiec dokladnie rozumie co i jak. Nie robimy jogi jogi, tylko wykorzystujemy pozycje i ruchy z jogi, zeby wycisnac ile wlezie z organizmu w aktualnym stanie. 1.5h nawet raz w tygodniu robi duza roznice.
Do tego technika, technika i jeszcze raz technika... ogrom ludzi jezdzi rowerem zle, nawet jesli maja czym pierdnac w pedal. Temat rzeka... Mam nadzieje, ze fitter ogarnie Ci pozycje, z ktorej bedziesz zadowolony, ale tez nie daj sie omamic jak beda wciskac za duzo gadzetow bo to, bo tamto... W Europie ludzie ogarniaja lepiej, w Kitaju niestety tylko sprzedac co sie da i zapomniec o kliencie... Powodzenia!
Zdaję sobię sprawę z tego, ale tutaj własnie nie było żadnego testu mobilności. Był półprzysiad, żeby sprawdzić pronację/supinację stopy i pod to ustawić bloki i w zasadzie tyle z badania. Mięśni brzucha, grzbietu, nie czuję za bardzo podczas jazdy. Nie czuję też dwugłowych ud. Łydy trochę zacząłem czuć po fittingu. Zobaczymy co dalej z tego wyniknie. Robię sobie notatki z każdej sesji po fittingu. Tak jakby "nie ścigasz się, to mamy to w tyłku" albo "zdrowie i komfort = automatycznie krótszy mostek", ignorując inne problemy. No, ale zobaczymy. Jeszcze go odwiedzę na poprawki i wtedy będzie można się ostatecznie wypowiedzieć.
Wymieniaj też kasetę. Nie zastanawiaj się. Sądzę, że ona też kwalifikuje się do wymiany. Będziesz miał spokój ;)Kwalifikuje się, oj kwalifikuje. Cały środkowy zakres jest co najmniej nieciekawy, łańcuch wyciągnięty jak dziadowski bicz. No ale póki co jeszcze udało mi się go poustawiać tak, że bezproblemowo przerzuca i nic nie przeskakuje podczas jazdy, natomiast na luzie kręcąc widać jak ten wyciągnięty łańcuch ma delikatny skok na korbie.
Wczoraj do 20:00 rower poskładałem i pojechałem do domu, potem jeszcze odpowietrzylem hamulce i dokładnie ustawiłem przerzutki. Parę chwil jeszcze pojeździ będę mieć czas na skompletowanie wszystkiego na spokojnie.
Cześć, co do klucza dynamometrycznego postawiłem na hybrydę: Proxxon 6-30 Nm (przyda mi się też przy naprawach w aucie) i Topeak ComboTorq https://www.centrumrowerowe.pl/klucz-topeak-combotorq-wrench-set-pd2784/.
Epopei rowerowej ciąg dalszy: czy jest sens iść w pedały "hybrydowe" takie jak https://www.centrumrowerowe.pl/pedaly-rowerowe-shimano-pd-eh500-pd18911/? Nigdy nie jeździłem na SPDach, ale myślę, że nawet gdy się przekonam to nie zawsze będę mógł/miał ochotę jechać w butach rowerowych, więc wydaje mi się, że to miałoby sens. Tyle teoria, a jak wygląda praktyka?
Nigdy nie jeździłem na SPDach, ale myślę, że nawet gdy się przekonam to nie zawsze będę mógł/miał ochotę jechać w butach rowerowych, więc wydaje mi się, że to miałoby sens. Tyle teoria, a jak wygląda praktyka?
Myślę, że jak się przekonasz to zapomnisz o platformach. Miałem takie pedały w miastowym rowerze i OIDP nigdy nie skorzystałem z platform, za to wiele razy mnie wkurzały bo trzeba było trafić na stronę z zatrzaskiem.
leighadams
08-11-2021, 09:16
Panowie jakie macie zdanie na temat trenażerów?? Wstępnie myślałem o Elite suito lub direto xt-t. Warto się w takie ustrojstwo pakować?
Wiem, że takie pedałowanie w domu może być nudne, ale z drugiej stronie w okresie listopad-marzec praktycznie nie mam co marzyć żeby wyjść na rower w środku tygodnia, w grę wchodzi tylko weekend, a to znowu uwarunkowane jest pogodą:/
A chciałbym jednak troszkę "podeptać" i zrobić jakąś formę przez zimę, żeby na przyszły sezon móc myśleć o bardziej ambitnych wypadach:-) Warto czy nie warto?;-)
Mam suito drugi rok podłączone do zwifta, da się z tym żyć. To dużo lepsze rozwiązanie niż kręcenie do seriali które też jakiś czas uskuteczniałem ;)
Teraz buduje rocker plate, zobaczymy jak się będzie jeździło na bujającym się trenażerze
5755357554
Teraz buduje rocker plate, zobaczymy jak się będzie jeździło na bujającym się trenażerze
Będę chodził w nieuprasowanym, ale za to będę miał rower na biegunach. :mrgreen:
LeonardZelig
08-11-2021, 09:58
Epopei rowerowej ciąg dalszy: czy jest sens iść w pedały "hybrydowe" takie jak https://www.centrumrowerowe.pl/pedaly-rowerowe-shimano-pd-eh500-pd18911/? Nigdy nie jeździłem na SPDach, ale myślę, że nawet gdy się przekonam to nie zawsze będę mógł/miał ochotę jechać w butach rowerowych, więc wydaje mi się, że to miałoby sens. Tyle teoria, a jak wygląda praktyka?
Mam inny model: https://www.centrumrowerowe.pl/pedaly-rowerowe-shimano-spd-deore-xt-pd-t8000-pd8263/?gclid=Cj0KCQjw8p2MBhCiARIsADDUFVGIVEWVMayV1Y4YUr8 m13e38B2SfJK5pnCAQY7Gf3DjcejZIgFEJFIaApIoEALw_wcB. Kupiłem bo chciałem sprawdzić, czy jednak nie przekonam się do SPD. Okazało się, że platformy + buty do platform na tyle mi odpowiadają, że zaczyna mnie ta druga strona irytować.
Będę chodził w nieuprasowanym, ale za to będę miał rower na biegunach. :mrgreen:O dziwo nie zabrałem żonie deski do prasowania tylko całą płytę z budowy :)
Mam takie szybkie pytanie, być może śmieszne, ale nie znam się, więc.....
Czym różni się oznaczenie na zębatce (np korby w tym wypadku): Z oraz T ? np, 32T.....32Z, czy to jest po prostu naprzemiennie używane oznaczenie ENG/PL, czy jest tu jakiś ukryty chochlik? :)
czy to jest po prostu naprzemiennie używane oznaczenie ENG/PL
Tak. :mrgreen:
Ale mi ulżyło :D Dzięki :D
Będę chodził w nieuprasowanym, ale za to będę miał rower na biegunach. :mrgreen:Platforma zrobiona, fajnie się buja na boki, można śpiewać szanty :)5755957560
A te piłeczki co mają dać? Jakieś lepsze wrażenia przy skręcaniu? Czy pływalność na Mietku jak już wody napuszczą?
A te piłeczki co mają dać? Jakieś lepsze wrażenia przy skręcaniu? Czy pływalność na Mietku jak już wody napuszczą?Piłeczki są pompowane więc masz regulację przechyłów ;)
Ale raz pompujesz, do jakiegoś tam ciśnienia dostosowanego do Twojej masy. I jak się składasz do skrętu to się deska nieco przechyla. Tak?
Czy to podłączone do jakieś sprężarki i Zwift steruj tym w locie? Pewnie to pierwsze, bo w drugim za duży lag by był.
Ale raz pompujesz, do jakiegoś tam ciśnienia dostosowanego do Twojej masy. I jak się składasz do skrętu to się deska nieco przechyla. Tak?
Czy to podłączone do jakieś sprężarki i Zwift steruj tym w locie? Pewnie to pierwsze, bo w drugim za duży lag by był.Tak, z niczym innym nie jest to połączone.
Platforma najbardziej pracuje jak stajesz w korby, wtedy można się bujać niemal jak byś był na zewnątrz.
https://youtu.be/DHS0XyEQ1tI
Ciekawe, prosty patent w sumie, a faktycznie jakoś tam poprawia realizm gumowej lali.
Ja całe szczęście co sobie założyłem do przejechania w tym roku już przejechałem. Mogę tracić formę, tyć i nabierać chęci na wiosnę. :)
siemalysy
08-11-2021, 21:07
Podziwiam jazdę na trenażerze. Sam chciałem też jeździć, ale nie umiałem się zmotywować i nie sprawiało mi to frajdy, ani żadnej przyjemności. Kupiłem trenażer interaktywny Direct Drive, założyłem konto na Zwift i użyłem tego przez kilka dni, no może trochę więcej i odpuściłem sobie. Nie polubiliśmy się i trenażer został sprzedany.
Podziwiam jazdę na trenażerze. Sam chciałem też jeździć, ale nie umiałem się zmotywować i nie sprawiało mi to frajdy, ani żadnej przyjemności. Kupiłem trenażer interaktywny Direct Drive, założyłem konto na Zwift i użyłem tego przez kilka dni, no może trochę więcej i odpuściłem sobie. Nie polubiliśmy się i trenażer został sprzedany.Trzeba mieć silną psychikę :)
Co najmniej jak Psikutas bez s. :mrgreen:
siemalysy
08-11-2021, 21:28
Celny komentarz :)
Łepek jej odpadł, stara już była :-)
Chyba moja waga mnie okłamuje :-)
57563
siemalysy
08-11-2021, 21:39
Może waga jest mało asertywna i nie chce dać Tobie do zrozumienia, że czas na dietę ŻP ;)
Co do szprychy, to możliwe, że zmęczenie materiału.
I jak strzeliła zmęczeniowo jedna to mogą następne.
Moja najdziwniejsza przygoda ze szprychami dotyczyła miejskiej kozy. Miałem rower z tylną piastą Sachs 7 gang. Piasta się posypała i w USR mechanior mi sprezentował piastę Nexus 3, co ją miał z odzysku. Musiałem tylko dokupić manetkę. Koło zostało zaplecione, zamontowane i po niecałym tygodniu strzeliły trzy szprychy. DT Champion, żeby nie było, że jakiś crap z ocynkiem. Koło mechanior w ramach reklamacji gratisowo przeplótł, ale sytuacja się powtórzyła. Koło zostało drugi raz przepleciono. Tym razem z uwagą, że obudowa piasty jest stalowa i może pracować inaczej niż ameliniowa. Do tego jak to w kozie miejskiej siedzi się niemal nad tylną osią, a ja ważę 100 kg.
Rower oddałem siostrze, która jeździła na nim bez problemu przez kilka lat, póki w zeszłym roku nie kupiła sobie nowego.
Koło jut trochę przejechało, a jakieś topowe nie jest. We wrześniu wygięła się felga na Czarnej Górze i przeszła szybkie prostowanie na krawężniku i ponowne zaplatanie na tych samych szprychach, to pewnie pokłosie.
Wracając do Garmin'a, Amazon ma już jakieś oficjalne promocje przez Black Friday.
Chyba pójdę w tego 830, tylko teraz się głowie, czy te czujniki takie przydatne.
Chyba lepiej bym sobie buty z SPD sprawił. Chociaż platformy to mój świat [emoji6]
Jarek dobry gadzet zmajstrowales, u nas pare osob ma i sobie chwala. Ja tam moge strzelic 3-4h patrzac na cyferki tylko i to bez rocker plate, ale ja jestem dziwny ogolnie ;)
matys czujniory sie przydaja, kadencja i predkosc. Ze speed sensora nie bedziesz mial dziwnych szczytowych wartosci jak to z samym GPSem bywa. Plus kadencja to wazna informacja generalnie wiec warto miec oba.
Ja kupiłem wersję z czujnikami, bo była w cenie jak normalnie bez czujników. Pulsometru i kadencji używam, choć nie chce mi się kadencji przekładać między rowerami i używam tylko na gruzie. Czujnika prędkości nie używam i nigdy nie używałem.
Choć faktycznie czasem Garmin szaleje z prędkością. Głównie na wolnych podjazdach w gęstym lesie, gdzie sygnał z kosmosu jest silnie tłumiony. Zdarza się nawet zatrzymywać rejestrowanie śladu, bo tak wolno jadę, że odbiornik odbiera to, że już się zatrzymałem. :)
Nie zdarza się na otwartej przestrzeni, nawet jak wolno jadę. Choć na pewno oszukuje na prędkości jak zjazd jest w lesie.
Przy zakupie w Amazonie trzeba jeszcze zwrócić uwagę, żeby sprzedaż i wysyłka była realizowana przez Amazon.
Na razie Garminy mają w dość dobrych cenach, ale to jeszcze nie jest promka na jaką czekam. :)
ale żeście naprodukowali!
shaolin - dobrze cię znowu widzieć! i fajnie, że popylasz :D
siemalysy - po przesiadce na miękkiego stwierdziłem, że nie było w moim rowerowym życiu lepszej decyzji! a rower, który kupiłem jest absolutnie genialny! ABSOLUTNIE!
my ostatnio jeździmy mniej niż byśmy chcieli ale 31.10 udało się pojechać w kaczawy i zrobić całkiem fajną rodzinną pętelkę "Dłużek". niby nic wielkiego ale prawie 400m i paręnaście km to dla małego sionowego paszteta już niezły wyczyn!
57601
57602
57603
57604
57605
57606
57607
57608
57609
siemalysy
10-11-2021, 18:44
siona domyślam się, że jazda na miękkim jest spoko. Na niego też czas przyjdzie ;)
Jak jechaliście Dłużek, to odbiliście kawałeczek na wieżę widokową, a kawałek dalej zajrzeliście do ruin szubienicy?
nie daliśmy rady - dla miśki to i tak był sufit
siona sionalski dziadu jeden! Bierz laski pod pache i wbijaj na chate, razem z Tomaszem najlepiej.
Takie cos mi wpadlo w rece wczoraj, teraz odbudowuje, jako ze dostalem sama rame z widlami:
57627
Look Generation 4 KG56, 1990-1991. Karbon rurki siedzace w alu mufach, super oldskul. Musze wymienic stery na CP Record, ale nikt nie ma teraz wiec zostanie Shimano 600, ktore przyszlo z rama. Grupa to Campagnolo Chorus 10sp, kolka Campagnolo Zonda. Zobaczymy jak to lata. Rozmiar 53 wiec w sam raz. Bedzie custom sztyca bo ciezko znalezc 25mm (nie 25.4), karbon w kolor ramy i stal.
Dam znac jak idzie z odbudowa. Jak by sztyca byla dostepna to by rower byl w przyszlym tygodniu na drodze, ale musze poczekac.
Drop kiery z tych co jeńców nie bierze. Chyba jeszcze bym się wygiął do takiego, ale niekoniecznie już wyprostował.
Sztyce 25 mm są na Allegro, ale jako zwykłe stalowe rurki bez jarzemka nawet. :)
Rama faktycznie ładna, choć kolor mi akurat w ogóle nie leży, ale podobno szary wraca do łask. Miałem zanim był modny. W Polsce ciężko znaleźć kogoś, kto robi stalowe ramy na mufach, podobno lutowanie srebrem strasznie podnosi koszty i mało kogo stać na tak ciężką ramę za taką kasę. Takich hybryd alu z węglem to już pewnie nikt nie robi. Może w rzeszy choć pewnie najszybciej w UK.
Ta kierka to z ostrego kola, ale musialem cos wsadzic bo chcialem pomierzyc, srebrna Deda z lat 90tych z normalnym szosowym ksztaltem juz do mnie leci.
Co do reszty to...
Moj Rychu wazy od 7.6 do 7.9kg w zaleznosci jakie kolka mu zapodam, a to jest porzadna stalowa czolgowa rama, ze stalowym widelcem. 1995 oddany do uzytku. Rurki PegoRichie (specjalna edycja Columbusa dla Sachsa), lut srebrny 56%. Grupa SRAM Etap 11sp+korba EEWings+ringi CarbonTi, EESilk sztyca, +inne cuda na kiju, Wiadomo, ze gola rama bedzie ciezsza niz nowa rama z karbonu ale caly rower mozna zamknac w 8kg i to jest bardzo blisko do rowerow, ktore teraz wpadaja na rynek (z tarczami 'tansze' rowery w stylu 8-13kPLN waza srednio 8kg, chyba ze ktos ma 30-40k w kieszeni i kupuje Speca Sworksa albo Treka SLR albo siakies wloskie gadzety).
Nie wiem jak z cenami materialow w PL teraz, ale patrzac na sam koszt gratow tutaj mozna sie pobawic. Set rurek z Wloch to srednio 200Ojro, ale najwiekszy koszt to skill i czas. Reszta to pikus.
Look w konfiguracji ze zdjecia wazy aktualnie 6.68kg, brakuje pedziow, lancucha, sztycy+siodla, kabli, kasety. Rurki karbon jak wspomnialem, mufy aluminiowe ale grupa stara i ciezka. Jak wszystko zrobie to licze na okolice 8kg. Domyslam sie, ze jakbym przelozyl graty z Rycha to bym skonczyl z 7.2-7.3kg. Co do koloru to jak zobaczylem na zdjeciu to ... ale na zywo wyglada duzo lepiej, wole w ta strone niz na zdjeciach super, a na zywo kupa.
PS. Nie chce zwyklej rurki z jarzmem bo to raczej w rowerach dla listonoszy (oczywiscie, szacun dla listonoszy) wiec albo bedzie stara sztyca Campagnolo lub Dura-Ace (lepiej zostac przy CP), albo custom jak wspomnialem, w tym guscie:
57651
Tylko musze pomierzyc, bo stare sztyce niestety bardzo krotkie, z customem moge sie pobawic.
Mój gruz na alu niecieniowanej ramie z pełnym GRX800, na ciężkich kołach Mavic Allroad bez owijki, 3 koszyków i mleka, ale z pedałami ważył 9,5 kg. Teraz mam lżejsze koła, zatem katalogowo, czyli bez koszyków i pedałów pewnie będzie koło 9 kg. Sama rama (56 cm) ważyła 1840 g, zatem nie tak dużo znowu.
Wydaje mi się, że największym problemem jest to, że customowe ramy są robione ze zwykłych rurek, bez cieniowania, bo takowe da się pewnie zrobić tylko dla wielkoseryjnych produkcji. Chyba, że jednak się mylę.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.