Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
siemalysy
18-06-2025, 21:32
Tak, da się na panelu sterować.
siemalysy
Michał polecam zanabyć jakies szczypce do spinki. Ja mam WT, mogą też służyć jako łyżka do opon, ale że alu to słaba opcja do karbą i mają miejsce na dwie spinki.
siemalysy
18-06-2025, 22:58
zdyboo
Tomek wiem co masz na myśli. Kiedyś miałem kupić i na miałem się skończyło. Dzięki za przypomnienie.
Bo rozumiem, że to masz na myśli.
https://www.bike-discount.de/media/image/24/96/b9/Wolf-Tooth-Components-Master-Link-Combo-Pliers-812719027014-1_800x800.jpg
https://i.postimg.cc/T1hKgYG2/Krawc-w-22.jpg
Już w Łodzi. Mycie i następnego dnia na warsztat.
Nie boisz się tak myć elektryka?
siemalysy
18-06-2025, 23:09
Nie boisz się tak myć elektryka?
Nie boję się.
siemalysy Dobry wypad, a przygody muszą być :) Przez jakieś 30 lat tylko dwa razy uwaliłem przerzutkę. Ale za to oba przypadki w ciągu miesiąca...
Bo rozumiem, że to masz na myśli.
Si senor.
Wind Mill
19-06-2025, 13:40
...Kamyczek. ...
O bober urwał! :o
Ale, liczy się przygoda! ;)
siemalysy
19-06-2025, 18:34
O bober urwał! :o
Ale, liczy się przygoda! ;)
Urwał i zaczęła się nieoczekiwana przygoda :-D
Wind Mill
19-06-2025, 18:52
Przygody, których nikomu nie życzymy. :mrgreen:
Si senor.
Ja mam idento z Riderace prosto z państwa środka, ciekawe ile musiałeś dopłacić za ten napis WT :razz:
Ja mam idento z Riderace prosto z państwa środka, ciekawe ile musiałeś dopłacić za ten napis WT :razz:
W sensie to? https://pl.aliexpress.com/item/1005005909540144.html?spm=a2g0o.order_list.order_l ist_main.20.11291c24W2dcSP&gatewayAdapt=glo2pol
Też to mam, lata ze mną w narzędziach, ale ma jedną wadę. Zapinanie spinki raczej w tym odpada, p[rzynajmniej u mnie, bo przez budowę tych guzków ześlizguje się ze spinki, ale w sumie to nie problem, każdy z nas umie spiąć spinkę własną masą ciała i korbą.
Nie miałem jeszcze okazji użyć łyżki i nie wiem, czy ten materiał podoła, a tak poza tym to wydaje się być spoko.
W sensie to?
Dokładnie. Ja jeszcze nie użyłem, ale kolega rozpiął tym spinkę :!:
patronat
20-06-2025, 14:42
siemalysy miałeś faktycznie pecha z tym kamykiem. Ja swoją skręciłem na tyle że dojechałem do auta. Przedwczoraj z 3 różnych (slx i 2x xt po przejściach) ulepiłem frankensztajna na wyjazd - ale muszę kupić nową. Będzie to xt ale zastanawiam się nad jakimś mocniejszym wózkiem
rotor - jak było?
My w czwartek pokrótce zrobiliśmy nową trasę na Fatrze. Znaczy częściowo nową - zrobiliśmy rajd szczytami. 50 km i 1950 up.
Na końcu srogi zjazd...
1. droga na Bielsko - stolica rowerowego enduro w końcu
88708
Widoki
2. Veterne
88709
3. Luka
88710
4. na Mincoł
88711
5. Mincoł
88712
6. Zjazd końcowy
88713
Na calej trasie spotkaliśmy łącznie 3 turystów pieszych. Serio!
Jeśli od czwartku nie będzie padać, to w niedzielę tam jedziemy. Jak ktoś chętny niech się zgłasza!
patronat
20-06-2025, 15:15
siemalysy manipulator Boscha Ci nie zgłaszał słabej baterii? Nelka ma już ponad rok i cały czas działa…
patronat przez Ciebie musiałem dzisiaj iść w góry ;) I choć nie byłem rowerem to połaziłem trochę po szlakach i poza nimi, a że wtarabniłem się w te okolice gravelem w zeszłym roku, to teraz mam nowe głupie pomysły. Bo kto by to fullem po górach jeździł. Fajne to Z7 :)
88731
88734
88732
88733
patronat
20-06-2025, 22:12
Jutro oczka poszukam, jestem pewienże miałem dwie sztuki kupione w zapasie. I postaram się odnaleźć w historii te profile kolorów do wywoływarki.
Przy okazji, mogę Ci pożyczyć naleśnika, natywnego 26 2.8 - fajny jest!
Jak przełożyłem to oczko z D610 to mi się elektroniczny wizjer włączył, a ekranik nie chciał działać. Więc go zdjąłem, choć pewnie gdzieś to się przełącza ale poszukam jutro, bo rano znowu trzeba w góry iść ;)
Targałem dzisiaj Sigmę 100-400 i Sigmę 20, bo przecież body jest lżejsze. Jutro chyba 50 1.4 wezmę, bo to najlżejsze co mam, a czuję że coś mnie boli tu i tam po tych 20km ;)
Ten naleśnik no ciekawy. Muszę poczytać co w ogóle jest dostępne pod Z, bo się do tej pory nie interesowałem tematem.
siemalysy
21-06-2025, 09:54
siemalysy miałeś faktycznie pecha z tym kamykiem. Ja swoją skręciłem na tyle że dojechałem do auta. Przedwczoraj z 3 różnych (slx i 2x xt po przejściach) ulepiłem frankensztajna na wyjazd - ale muszę kupić nową. Będzie to xt ale zastanawiam się nad jakimś mocniejszym wózkiem
...
Bo raz do roku, to i strzelba sama strzela ;) Tak to z tym kamykiem było ;)
siemalysy manipulator Boscha Ci nie zgłaszał słabej baterii? Nelka ma już ponad rok i cały czas działa…
Nie wiem co masz na myśli. Nie mówiła głosem, że muszę wymienić baterię ;) Zaświeciła się kilkukrotnie czerwona lampka. Domyśliłem się, że chodzi o baterię, ale i tak w nic z tym nie mogłem zrobić, bo było to w środku gór.
...I choć nie byłem rowerem to połaziłem trochę po szlakach i poza nimi, a że wtarabniłem się w te okolice gravelem w zeszłym roku, to teraz mam nowe głupie pomysły. Bo kto by to fullem po górach jeździł. Fajne to Z7 :)
...
Z-tki fajne są :) Niech Ci sprawia wiele radości :)
ale muszę kupić nową. Będzie to xt ale zastanawiam się nad jakimś mocniejszym wózkiem
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) - jak było?
Na calej trasie spotkaliśmy łącznie 3 turystów pieszych. Serio!
- Mocniejszy wózek, ale w sensie jakiś nieoryginalny, np. Garbaruka ? Ja kupuję z tego właśnie względu, najtańszą przerzutkę Deorkę, bo żywotność przerzutnika jest bardzo niska w górkach, a czy to będzie XT, czy Deore to nie ma znaczenia w działaniu, a jest różnica w cenie.
- Ten wypad w Beskid Wyspowy, mógłbym podsumować jednym zdaniem :"cudze chwalicie, swego nie znacie" :razz:
Nie pamiętam, kiedy wróciliśmy z tripu tak ukontentowani :-D . Zastanawiam się, czy Żywiecki był lepszy, czy nie (widoki zapewne tak), ale jeśli chodzi o jakość samej jazdy, fajność zjazdów i podjazdów, różnorodność szlaków, to Wyspowy jednak wygrywa. Jechaliśmy w zasadzie w nieznane, bo żadnego odcinka nie znaliśmy wcześniej, a oglądanie filmów z YT dało tylko garstkę info, np, że na Mogielicę jest nieunikniony wypych, na szczęście krótki. Inne trudniejsze odcinki szlaków wytypowałem z mapy i zaznaczyłem w Mapach cz., gdyż były możliwości objazdów. Z chyba 4 takich miejsc, jedno okazało się do podjechania (niezbyt łatwego, ale jednak), inne były spoko, z pełnym gripem. Ludzi na szlaku paru było, ale to zupełnie nie przeszkadzało, na samej Mogielicy oczywiście tłum. Zobacz sobie na mapę podjazd na Ćwilin niebieskim od Jurkowa, po prostu bajka :mrgreen:. Czegoś takiego jeszcze nie jechałem. Mocny, stromy z bardzo ciekawymi liniami, a to w wąwozie łupkowym, a to w lesie po ściółce, minimalna ilość luźnym kamieni, cały czas grip. Późniejszy zjazd z Ćwilina w stronę Mszany D., również bardzo ciekawy. Z początku rąbanka (żeby za dobrze nie było :twisted: ), później bardziej, lub mniej nastromione zbocze i wybory różnych lini przejazdu. Na końcu trochę błota wyspowego i piękne polany z widokami - miut, cut i ożeszki :lol:
- - - - kolejny post - - - - - -
siemalysy - co to model baterii tam zapodali w ten sterownik ?
siemalysy
21-06-2025, 10:06
rotor CR1620.
W ubiegłym tygodniu udało mi się kupić baterię w Żywcu. Wczoraj zauważyłem, że sterownik mrugnął do mnie na czerwono. Może jakaś stara była ta bateria. Nie wiem. Dla świętego spokoju wymienię. Do wymiany baterii potrzebny jest mały krzyżaczek, najlepiej zegarmistrzowski. Ten z multitoola się nie nadaje. Na wyjeździe śrubkę odkręciłem ostrym nożem.
. Fajne to Z7 :)
88734
Fajne fotki, ale po tym zdjęciu i kolorze zieleni w cieniach (chemicznej), to Nikosia ślepy rozpozna :-D
Pamiętam, jak "walczyłem" z nią na niektórych swoich fotkach, już nie wiem, które lustro to było D80 może ?
- - - - kolejny post - - - - - -
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) CR1620.
W ubiegłym tygodniu udało mi się kupić baterię w Żywcu. Wczoraj zauważyłem, że sterownik mrugnął do mnie na czerwono. Może jakaś stara była ta bateria. Nie wiem. Dla świętego spokoju wymienię. Do wymiany baterii potrzebny jest mały krzyżaczek, najlepiej zegarmistrzowski. Ten z multitoola się nie nadaje. Na wyjeździe śrubkę odkręciłem ostrym nożem.
To bardzo dziwne, dwie baterie tak szybko poszły, nie chce zapeszać, ale to może być jakaś wada tego sterownika.
- - - - kolejny post - - - - - -
Do wymiany baterii potrzebny jest mały krzyżaczek, najlepiej zegarmistrzowski. Ten z multitoola się nie nadaje. Na wyjeździe śrubkę odkręciłem ostrym nożem.
U mnie na początku był taki problem, że zawieszało się czasami odpalenie rowerza. Pomagało, a jakże :mrgreen:, wyciągnięcie baterii na chwilę. Ale, żeby tego dokonać, potrzebny jest torx 25 o długości większej, niż w moim multi. Z tego powodu wożę osobny kluczyk. Problem z odpalaniem rozwiązał się po którejś aktualizacji.
siemalysy
21-06-2025, 10:30
Wcale bym tej bakterii nie zmieniał. Ale nie znałem jednego szlaku, którym mieliśmy podjeżdżać kolejnego dnia. Wiadomo, że tryby wspomagania można zmieniać sterownikiem na ramie. Mi zależało też na tym, żeby walk działał. A on działa tylko ze sterownika na kierze ;)
patronat
21-06-2025, 10:30
rotor CR1620.
W ubiegłym tygodniu udało mi się kupić baterię w Żywcu. Wczoraj zauważyłem, że sterownik mrugnął do mnie na czerwono. Może jakaś stara była ta bateria. Nie wiem. Dla świętego spokoju wymienię. Do wymiany baterii potrzebny jest mały krzyżaczek, najlepiej zegarmistrzowski. Ten z multitoola się nie nadaje. Na wyjeździe śrubkę odkręciłem ostrym nożem.
On zgłasza w ten sposób brak łączności ze smartfonem :)
siemalysy
21-06-2025, 10:31
On zgłasza w ten sposób brak łączności ze smartfonem :)
To zabłysnąłem wiedzą z zakresu smart systemu Bosch :-D No ale ja czuję się 100% facetem, więc instrukcji nie biorę w ręce :-P
patronat
21-06-2025, 10:43
Ja też nie :) Żona mi powiedziała :)
siemalysy
21-06-2025, 10:53
Tak przy okazji, to wrzucę Wam krótki filmik :) Będzie krótka pamiątka :-D
https://youtu.be/LB2vNVkUjj4
To zabłysnąłem wiedzą z zakresu smart systemu Bosch :-D No ale ja czuję się 100% facetem, więc instrukcji nie biorę w ręce :-P
Instrukcja czasami się przydaje, chciałem sprawdzić: "jak włączyć AUTO z poziomu już włączonego rowerza", ale mi jej nie dostarczyli :razz:
Tzn, jak uruchamiam elektrona, to ustawia się domyślnie właśnie w trybie AUTO, potem klawiszami się wchodzi w tryb ręczny. Ale, jak to zrobić w czasie jazdy na trybach ręcznych, to nie mogłem rozpoznać. Jako, że ten tryb, to mało użyteczny jest (do Boscha mu bardzo daleko), to nie miałem ciśnienia na rozkminę. Dwu-trzy kliki, sekwencje, różne kombinacje naciskania, nic nie było w stanie uruchomić trybu AUTO. Aż nadejszedł ten dzień oświecenia, że przecież jeszcze jest możliwość naciśnięcia któregoś klawisza (objętnie góra, czy dół) od wspomagania, odczekania 3 sek i tryb AUTO - ON :twisted:
- - - - kolejny post - - - - - -
Tak przy okazji, to wrzucę Wam krótki filmik :) Będzie krótka pamiątka :-D
https://youtu.be/LB2vNVkUjj4
Bardzo emocjonalny i emocjonujący ten filmik, bardzo dobry montaż i muza, piąteczka za pracę domową :-D
siemalysy
21-06-2025, 12:01
...
Bardzo emocjonalny i emocjonujący ten filmik, bardzo dobry montaż i muza, piąteczka za pracę domową :-D
Dziękuję rotor :)
patronat
21-06-2025, 12:13
eee Michał, ja bym tam wrócił i znalazł tego gnoja co w Ciebie tym kamieniem rzucił. Bo na drodze ich nie było, tak jakby :) Ale kurna pech. Co do wyginania - i tak idzie na straty, łapiesz nogą i na chama - zawsze jest lepiej jak naciąg ze sprężyny zostaje, niezależnie od tego czy będzie zmieniać.
rotor - wyginałem w rękach już różne typy, wózek w xt jest dwa razy trudniej wyginać niż w slx. Tylko i wyłącznie dlatego kupuje xt. Ciekawe jest co innego - hak to wytrzymuje, a w naszym przypadku jest to kompozyt UHD. Plastik znaczy - nie wygina się tylko pęka - odpada proces prostowania haka :). Ale przy moich ostatnich dwóch przypadkach, przerzutka wygięta w stylu "śmietnik" a hak cały...
- - - - kolejny post - - - - - -
rotor - ten zielony końcówka ma 88m wziosu na 260 metrach. -prawie tak samo jak to co wyjechałem przed Veterne - 90 m na 275 metrach długości. Z tym, że n pod Veterne to była rozgrzewka :) A tak na serio, ostatnio lubie takie challenge podjazdowe :)
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) - wyginałem w rękach już różne typy, wózek w xt jest dwa razy trudniej wyginać niż w slx. Tylko i wyłącznie dlatego kupuje xt. Ciekawe jest co innego - hak to wytrzymuje, a w naszym przypadku jest to kompozyt UHD. Plastik znaczy - nie wygina się tylko pęka - odpada proces prostowania haka :). Ale przy moich ostatnich dwóch przypadkach, przerzutka wygięta w stylu "śmietnik" a hak cały...
- - - - kolejny post - - - - - -
rotor - ten zielony końcówka ma 88m wziosu na 260 metrach. -prawie tak samo jak to co wyjechałem przed Veterne - 90 m na 275 metrach długości. Z tym, że n pod Veterne to była rozgrzewka :) A tak na serio, ostatnio lubie takie challenge podjazdowe :)
Łamałem, wyginałem XT i SLX, dlatego stosuję teraz Deorkę, bo najtańsza. Ceny wózków XT np , są nieekonomiczne, w stosunku do całej przerzutki Deore.
---
O jaką końcówkę zielonego Ci chodzi ?
patronat
21-06-2025, 14:00
Aaa niebieski nie zielony, mój błąd, mierzyłem wjazd na Horną Lukę i mi zostało. A wznios niebieskim z Jurkowa końcówka.
Tak przy okazji, to wrzucę Wam krótki filmik :) Będzie krótka pamiątka :-D
Film od zmielenia przerzutki powinien być w czerni i bieli. :)
A tak na serio, ostatnio lubie takie challenge podjazdowe :)
No to Ćwilin czeka na Ciebie i Kornelie (bo przecież z niej niezła "Sarna" na podjazdach, widziałem, to wiem :-D ) Najlepsza opcja to ten niebieski z Jurkowa, później można też spróbować z przeciwległej strony od Mszany D. ale tu będą już upierdliwości i nie tak fajnie. Niebieski od DK28 (od baru Pod Cyckiem :mrgreen: ), to już tylko do zjazdu
patronat
21-06-2025, 15:46
Musicie z nami na Fatrę. Pojedziemy z Hornej Luki na Veterne - cała trasa to ścieżka z zakrętami i kamieniami, podjazd zjazd non stop zabawa. Banan na twarzy permanentny:) A w ramach rewanżu weźmiecie nas na Wyspowy. Raczej sierpień wrzesień, bo mamy trochę planów na lipiec już.
siemalysy
21-06-2025, 17:00
Film od zmielenia przerzutki powinien być w czerni i bieli. :)
No można było :-D
patronat
21-06-2025, 18:13
Trek dość nieszczęśliwie poprowadził linkę tej przerzutki z tyłu i mocno odstaje. Wcześniej czy później nią też zahaczysz o jakieś krzaczory.
dorzucę dwa zdjęcia:
Na tym widać trawers o nazwie Vretenica - pokazuje dość obrazowo myślę, jak prowadzone są ścieżki na Fatrze. Nie wszystkie oczywiście, ale faktycznie to stały element do objeżdżania gór
88737
na drugim z kolei widać, że stary człowiek czasami ma *"gupa", w sensie, jak znajdziesz działo w lesie to:
88738
*
mieć gupa odnosi się głównie do naszych kotów i oznacza zachowanie powszechnie nie akceptowane w dorosłym życiu, jak np. bieganie po ścianach...
Tak już całkiem na boku - jak zaczynaliśmy jazdę nie było nawet pół chmurki, dwie godziny później już jechaliśmy cały czas na skraju burzy. Góry.
Typowe podłoże o którym pisałem wcześniej:
88739
siemalysy
21-06-2025, 21:34
Siema :)
W trwający długi weekend mieliśmy być w górach. Natomiast trochę się pozmieniało, bo Ewa dziś musiała być w Łodzi. Wyjazd zatem odpuściliśmy i wybraliśmy się tylko na jeden dzień w Gorce. Z Łodzi wystartowaliśmy po godzinie piątej. Droga przebiegła spokojnie, na drogach spokój i pustki :) W Obidowej zameldowaliśmy się po godzinie dziewiątej. Miejsc parkingowych było sporo, więc pełen luz :) W trakcie szykowania się na rower minęły nas dwie pary na rowerach.
Pół godziny przed dziesiątą startujemy na trasę. Zaczynamy od trasy narciarskiej. Pierwsze kilometry nie są wymagające, bo nachylenie jest znośne i nie przekracza 10%. Jedne trudności, to dwa potoczki, które przejeżdżamy. Ich trudność polega na tym, że przy nieuwadze szybko robi się mokro w butach ;) My pokonujemy je uważnie i powodzi w butach nie mamy. W końcu sielanka się kończy i na czwartym kilometrze odbijamy w lewo i zaczyna się bardziej stromo. Nawierzchnia jest szutrowa, jest równo, więc podjeżdża się przyjemnie. Kilkaset metrów za początkiem podjazdu mijamy drugą parę, która przejeżdżała koło nas jak się szykowaliśmy. Pierwszych wyprzedziliśmy dużo wcześniej. Nic ciekawego się nie dziej, droga wznosi się w górę. Raz jest stromiej, a raz jeszcze stromiej. Na drugim kilometrze podjazdu odbijamy w prawo, droga się wypłaszcza. pojawiają się pierwsze szczyty, pojawia się pierwsze większe błoto. Wdrapujemy się na Gorzec, który wznosi się 1114 m nad poziom morza. Kilkaset metrów dalej Średni Wierch, który jest osiem metrów wyższy. Przed Polaną Kałużna jak przedzieraliśmy się przez błoto i wodę dojechała do nas para, którą niedawno minęliśmy. Z polany odbijamy w lewo, żeby ominąć kamienisty i stromy wypych na Solnisko. Podjeżdża się świetnie. Po stu metrach solidnej ścianki pojawiają się fajne widoczki. Zatrzymuję się na foto, Ewa jedzie dalej, bo jak to powiedziała, że jak się zatrzyma, to tu nie ruszy. Szacun :) Fotki robię w towarzystwie pary, o której wspomniałem wcześniej. Zamieniamy kilka zdań i po kilku minutach ruszamy do góry. Na szczycie Solniska czeka na mnie Ewa, więc to dobry moment, żeby się zatrzymać i wylecieć w górę dronem. Za nami już 8,3 km i 415 m w pionie.
Ze szczytu Solnisko szybko i krótko zjeżdżamy, żeby zacząć kolejny podjazd na Rozdziele. Podjeżdża się niezwykle lekko, zupełnie inaczej niż w sierpniu ;) Wjeżdżamy na szlak czerwony, czyli na Główny Szlak Beskidzki. Na Rozdziele Ewa podjeżdża poprawnie, widać że małymi kroczkami idzie to w dobrą stronę. Nie zapeszając, oby tak dalej :) Nie cieszymy się długą jazdą, bo kilkadziesiąt metrów od wjechania na szczyt trafiamy na pierwsze i niejedyne grube błoto tego dnia. Przeprowadzamy rowery między leżącym drzewem i krzakami. Było ciasno, ale się udało. Jedziemy dalej i za kilka chwil znów mamy grube błoto, jednak tym razem da się na luzie przejechać. Niewiele ponad kilometr do rozejścia szlaków pojawiają się kamienie. Jakoś to podjeżdżam. Oczywiście na co najmniej dwa razy, bo ja chciałem jechać w jedną stronę, a kamienie kierowały rower w drugą stronę. Ewa ten kawałek wprowadza rower. Najgorsze za nami. Szlak się wypłaszczył, luźnych kamieni ubyło. Przed odbiciem w szlak żółty Ewa zaproponowała wstąpienie do schroniska na szarlotkę. Nie mogłem odmówić. Kilometr dalej byliśmy już przy schronisku. Za nami 11 km i 555 m w górę, więc to dobry moment na kilkanaście minut przerwy. Na zewnątrz turystów było niewielu. W kawiarni na dole kupujemy szarlotkę z lodami i bitą śmietaną. Miodzio :-D Przy schronisku pierwszy raz tego dnia daje się odczuć solidne porywy zimnego wiatru.
Spod schroniska wracamy tą samą drogą i kilometr dalej skręcamy w prawo na szlak żółty. Wjeżdżamy na Halę Turbacz i jedziemy nią w kierunku Czoła Turbacza. Przed czołem odbijamy w prawo ciągle trzymając się szlaku żółtego. Na tym odcinku szlak pieszy i rowerowy oznaczony jest tym samym kolorem. Zaczynamy zjazd. Początek przyjemny, bo po łące. Później jest trochę trudniej, bo pojawiają się stopnie, które nie są wysokie i zjeżdża się dobrze. Momentami jest stromo po kamieniach i po korzeniach. Bardzo fajny kawałek. Kilka razy zatrzymujemy się i przepuszczamy podchodzących turystów. Dwa i pół kilometra zjazdu mija szybko. Końcówka robi się mniej stroma. Docieramy do Przełęczy Borek, gdzie zatrzymuje nas osoba z parku i pyta czy mamy bilet. Biletów oczywiście nie mieliśmy, bo zapomniałem, że w GPN potrzeba. Odpowiadam panu przecząco i po kilku chwilach kupuję dwa bilety. Szlak rowerowy z przełęczy kilka lat temu jechałem, tylko w drugą stronę. Jedziemy dalej, szlak zmienia się w szerszą drogę i prawie cały czas do Rzek prowadzi w dół. Od przełęczy spotkaliśmy tylko dwie osoby na rowerach.
W Rzekach odbijamy prawie 180° w prawo i zaczynamy 8 km podjazd. Początek jest dobry na rozgrzewkę, bo nachylenie jest znośne. Później zaczyna się robić bardziej stromo. Droga wije się raz w lewo, raz w prawo. Raz się wypłaszcza, raz się robi bardziej stromo. Jedziemy w lesie, jest przyjemnie, nie wieje i nie ma widoków. Zimny wiatr zaczyna się odzywać jak wjeżdżamy wyżej i otwierają się widoczki. Siedem kilometrów od startu podjazdu dobijamy do polankę na Jaworzynie Kamienickiej i zaczynamy dość solidny podjazd w kierunku szczytu. Na szczycie polanki, przy Kapliczce Bulandy zatrzymujemy się na krótki popas. Widoczki są fajne z tego miejsca. Było trochę ludzi, więc nie zabawiliśmy tam długo i ruszyliśmy dalej. Za polanką czekał nas jeszcze krótki podjazd, a po nim nastąpił szybki zjazd. Szlak rowerowy odbił w prawo, my pojechaliśmy prosto na Kiczorę i Halę Młyńską. Fajne i widokowe miejsce, bo widać jez. Czorsztyński. Widać też Tatry. Robimy fotki i jedziemy dalej. Drugi raz znaleźliśmy się na czerwonym szlaku (GSB) i nim kierujemy się w stronę Turbacza. Przejeżdżamy przez Polanę Gabrowską i zaczynamy zjazd w kierunku Hali Długiej. Przed Przełęczą Długą zatrzymujemy się przy ławeczce na hali. Tatry widać dość dobrze, a przejrzystość nie jest idealna. Szybko stamtąd się zmywamy, bo wiatr daje się nam mocno we znaki. Przed nami jeden z ostatnich podjazdów. Kończy się on przed schroniskiem, do którego nie zachodzimy, bo o tej porze są tam tłumy. Szczyt Turbacz też odpuszczamy, bo nie ma tam nic ciekawego, żeby za każdym razem tam zajeżdżać.
Przy schronisku zmieniamy szlak na żółty i nim kierujemy się w drogę powrotną. Nie spodziewałem się w tym kierunku tylu turystów. Dobrze, że droga jest szeroka i dla wszystkich starczy miejsca :) Trzy i pół kilometra później zmieniamy szlak na czarny. Jest luźniej, bo na dystansie 3 km spotykamy kilkoro turystów. Szlak czarny oferuje trochę trudności, szczególnie dla osób mniej wyjeżdżonych w górach. Szlak ten znałem z pieszych wędrówek, ale zawsze jak tam szedłem, to kamienie były pod śniegiem ;) Dwa kilometry przed metą odbijamy na szlak zielony. Tu robi się na prawdę trudno. Dużo luźnych i dużych kamieni, sporo stromych fragmentów, a niewiele wypłaszczonych kawałków i braku kamieni. Ewa wszystkie trudne kawałki sprowadzała rower. Na odcinku 1,8 km gubi się ponad 190 m wysokości. Obijamy ze szlaku na asfalt i 200 m dalej kończymy jazdę na parkingu przy aucie.
Zapakowaliśmy rowery na auto. Umyliśmy się i zmieniliśmy odzież na czystą i mogliśmy ruszać w drogę powrotną.
Fajny dzień w górach. Ruszyliśmy na tyle wcześnie, że będąc przed południem w schronisku zaznać spokoju i nie stać w kolejce :) Później jechaliśmy bardzo długo szlakami, na których było prawie pusto. Końcówka, to już taka godzina i takie szlaki, na których turystów nie sposób uniknąć. Widokowo bardzo fajnie. Rowerowo bardzo fajnie. Kolejny świetny dzień w górach.
Przejechaliśmy 42 km na których zrobiliśmy 1267 m w górę.
Link do trasy: https://www.strava.com/activities/14862926636
Fotki:
88742
Na zboczu Solniska. Pierwsze widok na Tatry.
88743
Na zboczu Solniska. Widok na Babią Górę.
88744
Na zboczu Solniska. W stronę Tatr.
88745
Widok na Tatry.
88746
Pod schroniskiem na Turbaczu.
88747
Pod schroniskiem.
88748
Gorc widziany z Hali Turbacz.
88749
Hala Turbacz i widziana na dalszym planie Hala Długa.
88750
Widoczek znad Solniska.
88751
Widok na szczyty: Turbacz i Czoło Turbacza.
88752
Widoczek znad Solniska.
88753
Widoczek znad Solniska.
88754
Widoczek znad Solniska.
88755
Podjazd na Rozdziele.
88756
Widok na Gorc z polany pod Jaworzyną Kamienicką.
88760
Pod Jaworzyną Kamienicką.
88759
Polanka pod Jaworzyną. Fota z podjazdu.
88757
Hala Młyńska i widok na jez. Czorsztyńskie.
88758
Hala Młyńska i w tle Tatry.
88762
Kiczora.
88763
Znad Polany Gabrowskiej.
88764
Znad Polany Gabrowskiej. Widoczne hale: Turbacz i Długa, a także Turbacz.
88761
Hala Długa.
88765
Hala Długa. Na dalekim planie Turbacz.
patronat
22-06-2025, 11:06
Strava (moja) mówi, że nie ma aktywności
Plan żeby zrobić trzecie w życiu 200 km narodził się w głowie jakoś tydzień wcześniej.
W realizacji dopomógł warun pogodowy. Ważne było, żeby nie było upału, zapowiadali 22 stopnie max. Trasę wybrałem na zasadzie, żeby było łatwo skojarzyć, a i kolega z pracy wspominał kilka razy o robieniu tej trasy, co prawda w dwa dni ze spaniem na dziko, ale to nie moje klimaty.
No i jeden z najdłuższych dni w roku też stanowił zachętę. Zatem z Katowic do Wrocławia na strzała.
Trasę wyrysowałem na zasadzie zaznaczenia punktu startowego, a potem punktu końcowego, resztę zrobił algorytm ridewithgps.com, aczkolwiek poprawiłem ją nieco przenosząc co się dało na leśne drogi. Raz, żeby to nie był czysto szosowy wyjazd, a dwa miałem jechać co prawda z górki, ale za to cały czas pod wiatr. Maksymalna prędkość wiatru miała się zmieniać w ciągu dnia, a popołudniu wiatr miał słabnąć. Wyszło, że po wyjechaniu z Aglomeracji Śląskiej do Opola niemal wszystko będzie po lesie. 25% miało być po miękkim, zatem jak dla mnie idealnie.
Transport do Gliwic zapewniło PKP IC, a z Gliwic do Katowic Koleje Śląskie. Miałem w Garminie alternatywę z Gliwic jakby był jakiś fakap z KŚ, ale fakapu nie było. Wg rozkładu miałem tylko zmienić strony peronu, ale zaparkowaliśmy przy peronie 1, a KŚ jechały z peronu 2. Powodem takiej zmiany była obecność przy peronie 2 ciapongu IC, który powinien był odjechać o 6:45, a miał już prawie godzinę opóźnienia. Ostatecznie odjechał z ponad godziinym opóźnieniem. A zastanawiałem się czy nim nie jechać, ale tak wcześnie to mi się wstawać nie chciało. 8:30 wystartowałem spod dworca ukrytego w galerii handlowej.
Początek przez miasta był taki sobie, duży ruch, wąskie DDRy lub ich brak, ale już za Bytomiem zaczęło się poprawiać. Choć i wcześniej były fajne fragmenty.
W Tarnowskich Górach zatrzymał mnie ciapong towarowy stojący na przejeździe na rubieżach miasta. Maszynista się chyba dobrze bawił, bo jak zaczął cofać to jeszcze samą lokomotywę na chwilę zatrzymał na przejeździe.
Potem wjechałem w lasy, gdzie bywało różnie, ale nigdzie prowadzić roweru nie musiałem. Raz tylko w piachach poleciałbym przez kierownicę. Podniosłem dupę, żeby odciążyć tył, ale akurat przód zapadł się w miękki piach i przez moment łapałem równowagę, ale ustałem i pojechałem dalej. To był w sumie najgorszy odcinek z całego wyjazdu, jakieś 800 m po piachu i korzeniach. Za to potem wyjechałem na asfaltowy dywan cisnący przez las. Chyba nie był dopuszczony do ruchu samochodowego.
Przed Opolem poczułem ten wmordewind tak naprawdę. Znaczy wiało od początku, ale po setnym kilometrze zmęczenie już dokładało swoje. W Opolu jednak planowałem dłuższy postój na obiad. Miałem wybraną już wcześniej knajpkę zwłaszcza, że miałem omijać centrum. Po odpoczynku zaczęło mi się jechać lepiej, ale nadal miałem stówkę do domu.
Po krótkim odcinku spoko jazdy przyszedł chyba największy kryzys trasy. Wiało silniej niż się spodziewałem. Jak tylko przestawało to przyspieszałem, ale męczyło mnie to okrutnie. W Brzegu uzupełniłem zapasy picia i kupiłem izotonik, który przelałem do jednego z bidonów. Odpocząłem też chwilę w parku. I chyba pomogło, bo zaczęło mi się jechać wyraźnie lepiej. Wiatr też już zaczynał słabnąć co na pewno nie przeszkadzało. Gdzieś koło 150 km zacząłem czuć coś z tyłu lewego kolana. Nie był to ból, raczej drobny dyskomfort. Niemniej jednak nieco się nasilał w miarę pokonywania kolejnych kilometrów.
Oława to już było miejsce, które znam, które odwiedzałem w ramach jazdy wokół komina. Zostało 40 km i zaczęło mi się naprawdę dobrze jechać. Kryzys odpuścił, dyskomfort też jakby się zmniejszył. Dupa jedynie raz na jakiś czas dawała o sobie znać, ale pampers jednak łagodził wszelkie sygnały.
Jak już wjechałem do Wro to nie patrzyłem na ślad, ta część trasy wyrysowana przez planer prowadziła przez centrum, ale nie modyfikowałem jej, bo wiedziałem, że pojadę po swojemu.
Choć jakieś 10 km od domu poczułem, że zaczyna mi się robić słabo. Zatrzymałem się, zjadłem ostatniego batona i wypiłem ostatnią puszkę Coli kupioną jeszcze przed Opolem. Zauważyłem też, że tylna lampka już wymaga ładowana, ale nadal świeci. Akumulator w przedniej chyba w Oławie wymieniłem.
Na myjce pod domem zauważyłem, że tylna już nie świeci, ale już nic z tym nie robiłem. Po chwili byłem w domu.
Trasa wyszła mi w sumie 223 km, potrzebowałem na to 10 godzin jazdy i prawie 12 godzin brutto. Choć na nogach byłem od prawie 16 godzin.
Nie był to dla mnie zwykły wyjazd, jak na przykład trasa 150 km. Jednakże nie przygotowywałem się do tego jakoś fizycznie, bardziej psychicznie i starałem się dobrać najlepszy możliwy termin. Upał by mnie bardziej zniszczył niż wiatr.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/14863155835
Fotosy:
88781
Początek.
88782
Murale na stawach.
8878388783
Sakwiarze to pewnie na żyletki tam sie mieszczą.
88784
Niedaleko granicy województw w Krupskim Młynie. Most na Małej Panwi.
88785
Są premiumy.
88786
Są i asfalty przez las.
88787
Ale czasem i przez trawę trzeba.
88788
Ciekawe czy ten znak ma jakąkolwiek moc prawną.
88789
Pierwszy raz widzę cały wał przeciwpowodziowy z betonu.
88790
Z Chróściny wszędzie blisko.
88791
Nysa Kłodzka w Skorogoszczy
88792
Oława, już blisko.
88793
Wrocław.
siemalysy
22-06-2025, 16:11
Strava (moja) mówi, że nie ma aktywności
patronat
Strava (moja) mówi, że aktywność jest ;) Ty nie widziałeś, bo w ustawieniach było ustawione, że aktywność mogą zobaczyć jednie Ci, którzy mnie obserwują. Zmieniłem ustawienia, więc teraz jest widoczna dla każdego.
Plan żeby zrobić trzecie w życiu 200 km narodził się w głowie jakoś tydzień wcześniej.
...
zdyboo
Tomek, fajna wyprawa!
Dwie stówki, to nie rurki z kremem. Dobrze, że utrzymałeś równowagę i nie musiałeś lądować telemarkiem w piachu. Dzięki za relację i foty.
ładnie się tam panowie bawicie...
ja tylko wokół komina.
za tydzień chyba wreszcie góry.
zdyboo - fajny czelendż :!:
Wind Mill
24-06-2025, 04:28
Cykliczny, nocny wątek plażowy.
Dziś NLC.
88831
patronat
24-06-2025, 13:08
Ma ktoś ochotę na Fatrę w weekend? Pętlę i termin możemy dostosować dowolnie…
Wypad w Wyspowy
1. Start w Mszanie D. zielonym szlakiem. Najpierw polami z takimi widokami. Luboń Wielki i Szczebel z prawej
88834
2.Widok na południe z zielonego
88835
3.
88836
4.
88837
5. Mogielica na horyzoncie, Polana Stumorgowa. Pochmurzyło się. W okolicach przelotne niewielkie opady
88838
6. Po chwili zjazdu z Mogielicy. Deszcz wisi w powietrzu
88839
7.Początek podjazdu na Ćwilin
88840
8. Już po fajnym podjeździe. Zaczyna rosić
88841
9. Lubogoszcz
88842
10. Po południu wypogodziło się.
88843
11.
88844
12.
88845
13. Końcówka pięknego tripu
88846
Michaelius
25-06-2025, 12:18
Pytanko - są jakieś torby rowerowe by dało się tam wsadzić mniejszy aparat z obiektywem ?
Z5 z 24-200 konkretnie
Zacnie sobie poczynacie. Fajne opisy a i foty palce lizać.
Po pierwsze primo - Tomek: graty za erdziesiatkę i zrobienie ponad dwusetkowego tripa.
Po drugie primo Michał - faktycznie chyba tam ktoś musiał tym Kamil em rzucać. Opisy i foty też niezgorsze.
Po trzecie primo - Beskid Wyspowy dla mnie zawsze bomba. Stety / niestety odkrywam go na razie z buta. Ale może kiedyś wybiorę się rowerzem.
Po czwarte primo - po Waszych kręceniach mam większą ochotę coś tam sobie pokręcić w końcu bo cztery litery znacznie zwiększyły wskazania wagi. 🙄
zdyboo , Tomek. 223 km, ładny to dystans, zdjęcia też dobre. Relacja pyszna.
Ja bym nie przekreślał jeszcze długich dystansów, kto wie co wpadnie do głowy, może jakies 300 na spontanie ;)
rotor ladnie pośmigałes, fajna wyprawa i dobre foty xD
siemalysy, Michal. Jak zwykle jest co oglądać I czytać, bardzo ładnie spędzony czas :)
Pytanko - są jakieś torby rowerowe by dało się tam wsadzić mniejszy aparat z obiektywem ?
Z5 z 24-200 konkretnie
Ortlieb ma w swojej ofercie insert (https://de.ortlieb.com/en/products/ultimate-camera-insert), który pasuje do kilku ich toreb na kierownicę.
Wydaje mi się, że też Topeak miał jakąś torbę na kierę dedykowaną przewożeniu aparatu, ale obecnie nic takiego znajduję w ich ofercie zatem możliwe, że się wycofali już.
Wiem, że nie powinienem, ale MZ wożenie tak dużego aparatu, jak bezlustro z ultrazoomem na rowerze to średni pomysł. Przerobiłem temat dość dogłębnie, bywało, że woziłem w sakwie D90+N17-55 owinięte ręcznikiem. Czasem jeszcze z dodatkowym obiektywem. Woziłem ówcześnie najmniejsze bezlustro APS-C NEX-5T/R z naleśnikiem E16 lub E20 i skończyłem na kompakcie RX100. Już NEX się mieścił w kieszonce koszulki rowerowej, ale czasem mi brakowało możliwości zmiany ogniskowej.
Jeżeli jedziesz się przejechać i bierzesz aparat. bo może coś ciekawego wpadnie w oko, to im mniejszy aparat tym lepiej. Jazda na rowerze zwykle odbywa się w dzień przy dobrej pogodzie, zatem w nie najciekawszych warunkach na dobre zdjęcia. Oczywiście, jak rower to tylko środek transportu w plener, to inny kaszel, ale wtedy raczej byś nie zabierał mniejszego aparatu z tylko jednym obiektywem.
siemalysy
25-06-2025, 19:50
rotor w Wyspowym na rowerze byłem wiele lat temu. Fajne widoczki. Dzięki za foty.
elmo Dzięki.
crusiek Dzięki.
Dzięki Pany :)
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) w Wyspowym na rowerze byłem wiele lat temu. Fajne widoczki. Dzięki za foty.
.
W ostatni weekend byłem w Śląskim. Po jednym razie w Wyspowym, tak się odzwyczaiłem od tych luźnych kamieni, że kce wincyj fajnych szlaków
Michał znasz może ten żółty szlak w stronę podjazdu ?
88875
siemalysy - jeszcze mam pytanie odnośnie południowej strony masywu Turbacza. Które szlaki są jakieś fajne, by nie były typowymi szutrówkami, bo te sobie zostawię na czas, jak innych nie ogarnę już, na razie ogarniam :razz:
siemalysy
26-06-2025, 21:17
rotor
...
Michał znasz może ten żółty szlak w stronę podjazdu ?
Wojtek, oczywiście że znam ;) A już tak na serio, to w piątek jechałem tamtędy z żoną. Jechaliśmy w drugą stronę. Za halą jest tam trochę niewysokich stopni, dalej sporo tak jakby drewnianych przepustów. Niektóre wystają, jednak wszystko na luzie do przejechania. My jechaliśmy z Hali Turbacz na Przełęcz Borek, czyli odwrotnie niż Ty narysowałeś na mapce.
W skrócie wygląda to jak poniżej. Końcówka, tzn.w przypadku mapki, początek, to dość stromy kawałek po luźnych kamieniach. Nie jest to rąbanka jak w śląkim, ale coś tam telepie ;) Trafiają się też fajne korzonki.
88878
88879
88880
siemalysy - jeszcze mam pytanie odnośnie południowej strony masywu Turbacza. Które szlaki są jakieś fajne, by nie były typowymi szutrówkami, bo te sobie zostawię na czas, jak innych nie ogarnę już, na razie ogarniam :razz:
Gorce rowerowo znam dość słabo. Z żoną tam jeżdżę, bo da się ogarnąć traskę, gdzie trudnego, albo bardzo trudnego na jej możliwości jest niewiele. Na południe od Turbacza jechaliśmy ostatnio tak jak poniżej. Do czarnego szlaku łatwo, szeroko i z widoczkami. Na czarnym trafia się rąbanka, więc bez szału. Zielony rąbanka na maxa i momentami stromo.
88884
Znam też czerwony z Turbacza na Lubań. Znaczy się, znam, to może za dużo, ale jechałem tam dwa razy.
Kilka lat temu objeżdżaliśmy Gorce szlakmi rowerowymi. Ogólnie sporo szerokich dróg, momentami było trudniej. Gdzieś, nie pamiętam gdzie, zaczynały się jakieś traski zjazdowe. Może to było gdzieś w okolicy Tobołczyka. Pewnie na Trail Forksie by znalazł. Ja nie pamiętam dokładnie.
zdyboo - Nadal nie wiem jak można 200km na raz zrobić, szacun siemalysy - przez Ciebie musiałem się męczyć, bo mi się w góry zachciało ;) rotor - Na Turbacz i okolice to już parę lat jadę i dojechać nie mogę. No, na piechotę jakoś się kilka razy udało przez ten czas, ale roweru zapomniałem.
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) - Na Turbacz i okolice to już parę lat jadę i dojechać nie mogę. No, na piechotę jakoś się kilka razy udało przez ten czas, ale roweru zapomniałem.
Oficjalnie udzielam Ci nagany i w ramach resocjalizacji nakazuję obejrzeć filmik :!: :mrgreen:
https://www.youtube.com/watch?v=NALENgKuBHg&ab_channel=Loverowi
Do czarnego szlaku łatwo, szeroko i z widoczkami. Na czarnym trafia się rąbanka, więc bez szału. Zielony rąbanka na maxa i momentami stromo.
.
Mówisz o tym fragmencie zielonego szlaku ? Czyli warto go ominąć tą ścieżką zaznaczoną na pomarańczowo ?
88893
rotor wyjechali na trekkingach? Znaczy gravela mi tam sugerujesz? :)
Rowerz możesz sobie wybrać do woli :wink:
Pomyślę o tym. Choć fala upałów nieco zniechęca do takich eskapad. Wczoraj było jako tako jeszcze do przeżycia, a potem nagle picie zaczęło mi się niebezpiecznie kończyć.
siemalysy
27-06-2025, 15:33
kipcior cieszę się, że dzięki mnie ruszyłeś w końcu MTB w góry :-D
rotor, ten po drugiej stronie. Ten co zaznaczyłeś, czyli od schroniska na Starych Wierchach to w dół jest całkiem spoko. Dwa razy tam jechałem i dwa albo trzy tamtędy schodziłem. Ten po południowej stronie Obidowej jest gorszy.
88904
Skąd planujesz startować i którędy wjeżdżać na Turbacz?
- - - - kolejny post - - - - - -
rotor wyjechali na trekkingach? Znaczy gravela mi tam sugerujesz? :)
Jakiś czas temu, kilka lat wstecz, dwoje youtuberowych cyklistów przejechało trasę po Gorcach. Byli to: Mamba on bike i Endurofina. Film szybko zniknął z yt, bo ktoś się spruł, że jechali fragmentem zamkniętego szlaku.
Skąd planujesz startować i którędy wjeżdżać na Turbacz?
Jestem w fazie projektowania tripu. Nie jest łatwo, bo muszę uwzględnić doładowanie, żonkę (będzie pieszo) i chciałbym pewne punkty zaliczyć (Gorc Troszacki, Gorc, wjechać na południową stronę. etc) Na razie wychodzi mi za dużo up :neutral:
siemalysy
27-06-2025, 17:02
My rowerowo startowaliśmy tydzień temu i rok temu Obidowej. Podjazd do szlaku czerwonego jest spoko. Dalej w stronę Turbacza da się przeżyć ;) Ewentualnie z Rzek i wtedy masz blisko dwa Gorce. Później na Turbacz. Ja też chciałem dołożyć Gorca, ale Ewka by nie ogarnęła tyle, więc odpuściłem.
Nie wiem w ile UP celujesz. My dokładając Gorca zrobilibyśmy ok 1600 w górę.
Pewnie coś takiego też rozważałeś. Start z Obidowej. Żona może sobie pójść przez Stare Wierchy na Turbacz a Ty długa w góry na rower ;)
https://mapy.com/s/dukolajego
Zachciało mi się odmiany od gravelowania i pojechania tam, gdzie jeszcze rowerem nie dotarłem. Hala Rycerzowa.
Urlopik, rower do auta i o 8 rano parkuję w Rajczy.
O 9 docieram do początku podjazdu rowerowego na Przegibek w Rycerce Górnej idącego częściowo zielonym szlakiem. Jakiś czas temu schodziłem tamtędy i sam szlak w górnej części to byłaby całkiem ciekawa trasa enduro.
Wspiąłem się od tej drogi asfaltowej na dole, całkiem nieźle się jedzie.
88906
Rozdzielenie szlaku z trasą rowerową
88907
Widoczek ze szlaku
88908
Finałowy podjazd na Przegibek wymaga nieco więcej wysiłku ale da się jechać. Końcówka to już nieco luźne kamienie wypłukane przez wodę ale całość podjeżdżalna. Po drodze Matka Boska Krasnoludzka
88909
Ok 10 rano docieram na przełęcz. Słoneczko praży, pot leje się po dupie, głód doskwiera, siadam na jakimś ściętym drzewie i robię przerwę. Widoczek z Przegibka na Wielką Raczę
88910
Z pełnym brzuchem wtaczam się na czerwony szlak w stronę Hali Rycerzowej. Zdawało mi się, że on bardziej płaski był... Nie jest lekko ale tylko raz musiałem zejść, bo nie dałem radę na korzeń podjechać.
Schronisko na Przegibku ze szlaku czerwonego
88911
Po drodze wbijam na kolejny szczyt. Uparłem się, że wjadę to wjechałem. Choć pewnie pchałbym szybciej i mniej się zmęczył.
Profesjonalna tabliczka z nazwą szczytu.
88912
Trawersem do niebieskiego szlaku w końcu docieram do Hali Rycerzowej.
Mała Rycerzowa. Tam się muszę później wyspinać
88913
Wielka Rycerzowa. A tam to mi się nie chce
88914
Bacówka na Hali Rycerzowej, niezwykle klimatyczne miejsce na końcu świata. Kupuję puszkę coli i wtaczam się na Małą Rycerzową. Przy schronisku jakieś 3m wypychu, resztę podjeżdżam, choć łatwo nie było.
88915
Hala Rycerzowa z widokiem na Tatry.
88916
I na Pilsko oraz Diablak. W zeszłym roku fociłem tu Drogę Mleczną
88917
Przerwa na odpoczynek i nagle robi się problem z aparatem.
88918
Marudzi, że nie czyta karty. Nie chce się wyłączyć. Nie chce się włączyć. Po powrocie do domu odkrywam więcej takich kadrów, w tym 2 zdjęcia na samym początku. Nie wiem o co chodzi, dopiero poznaję bezlusterkowca i XQD.
Przegrzał się? Możliwe, leżał chwilę w słońcu. Ale rano nie powinien. Karta się kończy? Po powrocie do domu czytnik nie widział karty ale poszło przez kabel, bezpośrednio z aparatu. Sformatowałem kartę i odżyła. Ale chyba czas pomyśleć nad nową.
Zły zjeżdżam na dół do przełęczy. Miałem jeszcze zdobyć Muńcuł ale stromo i zniechęcająco jest, picie się kończy, upał doskwiera, czas goni. Trzeba kończyć te wycieczkę więc wjeżdżam na "szutrówkę", która wyglądała na tak sobie uczęszczaną drogę leśną. Trochę wody, trochę błota ale jakoś się jedzie. I jedzie, i jedzie, jakoś nie miałem świadomości, że całość to 6km w dół.
Wyciągam aparat i jaki problem? Nie ma żadnego problemu, wszystko działa. I to nie prawda, że nie działał, a poza tym byłem tam tyle razy, że po co mi zdjęcia.
Trawers Muńcuła
88919
Rzut okiem na Mladą Horę
88920
Trochę dalej szutry półpremium
88921
Jeszcze dalej płyty betonowe i cały czas w dół
88922
Całość zwieńczona przejazdem przez rzekę. Dobrze, że nie padało bo mam przygodowe wspomnienia z przekraczania tej rzeki na niebieskim szlaku po deszczach.
Całość nie za duża ale za to w sam raz.
https://www.strava.com/activities/14921598182
Swoją drogą myślałem nad obiektywem. Ciężko długo i namiętnie. Mały, lekki, ten naleśnik 26 f2.8 był niezwykle kuszący. Parę dni studiowałem testy, porównania i przede wszystkim oglądałem zdjęcia. Niby idealny ale nie do końca. Ten, a może 28. Ale to już nie jest ani takie małe, ani takie dobre. A może tamten, a może jeszcze inny. A może żaden, bo w sumie mały i lekki AF-S 50 f1.4, z którym jeździłem do tej pory, zrobił się wyraźnie ostrzejszy na tym 1.4 :) Tylko dla moich zastosowań na rowerze to nie jest takie ważne. I wyszło mi, że najlepiej akurat do tego to by się sprawdził kit do Z5. Ciemny, tani, używany 24-50 f4-6.3. Wszystkie zdjęcia powyżej były z niego. 195g żywej wagi, 70g więcej od naleśnika 26. No jest od niego dwa razy większy ale już od 28 czy 40 praktycznie wcale.
Co do trasy to Beskidy jak zawsze piękne, co do aparatu to weź rx100 czy g7x czy ricoha i zapomnij o tych obiektywach i innych gupotach. Fotki wyjdą identyczne w tych warunkach. Co fo Kipciora to widać że forma jest, wbijaj na GraveLove Beskidy do Lipowej 19.07 i jedziemy [emoji3]
gavin No próbuję jakąś formę zrobić, do Lipowej mam blisko. Tylko jak znam życie to już teraz mogę powiedzieć, że będę tyły zamykał ;) Ale chęci są.
Wszyscy gadają to samo, ale kto wtedy na przodzie bedzie jechał, jak wszyscy mają niby tyły zamykać? xD
ale ja chcę z Wami jechać [emoji6]
To musisz ustalić trasę, a potem z zaskoczenia ruszyć wszystkich w drugą stronę. Wtedy Ci na końcu będą na początku ;)
Trasa już ustalona drogi Kipcioru, czeka tylko na Ciebie xD
czeka tylko na Ciebie xD
No właśnie, czeka. Sam widzisz, że jestem na końcu ;)
My rowerowo startowaliśmy tydzień temu i rok temu Obidowej. Podjazd do szlaku czerwonego jest spoko. Dalej w stronę Turbacza da się przeżyć ;) Ewentualnie z Rzek i wtedy masz blisko dwa Gorce. Później na Turbacz. Ja też chciałem dołożyć Gorca, ale Ewka by nie ogarnęła tyle, więc odpuściłem.
Nie wiem w ile UP celujesz. My dokładając Gorca zrobilibyśmy ok 1600 w górę.
Pewnie coś takiego też rozważałeś. Start z Obidowej. Żona może sobie pójść przez Stare Wierchy na Turbacz a Ty długa w góry na rower ;)
https://mapy.com/s/dukolajego
W dużej mierze się pokrywa Twoja propozycja, ciekawy ten początek.
siemalysy
27-06-2025, 23:37
Z Obidowej do Rozdziele jedzie się zimową trasą: Śladem Olimpijczyków.
- - - - kolejny post - - - - - -
kipcior
Marcina fajnie pokręcone :) Fotki już z Z7?
Jechałem jesienią podobnie, tylko zjeżdżaliśmy do Rajczy czerwonym szlakiem z Małej Rycerzowej.
Michał, a taki transfer znasz ? Jest to ścieżka edukacyjna, dość stroma, ciekawy jestem jej e-przejezdności
88926
Opolska Pętelka 2025, dystans 200km. Jechałem z kolegą Michałem.
Start wyścigu był ustalony na 7, musiałem zatem wstać o 3.15. Michał podjechał o 3.45, zapakowaliśmy mojego gruza do auta i ruszyliśmy w stronę a4. Około 6 zameldowaliśmy się w Paczkowie. Szybkie uzbrajanie maszyn na parkingu i udaliśmy się na start. Rano było dość rześko ok 10 stopni, ale postanowiliśmy jechać na krótko bo potem nie bardzo by było z kurtkami zrobić. Z jedzenia miałem 6 bananów, 2 snickersy, 6 żeli i 3 bidony z wodą. Na starcie jak to na starcie, chłopy nerwowo rozglądali się po maszynach. Karbon kapał, nasze sprzęty były chyba najmniej wypasione wśród startujących. W pakiecie startowym: numer, czapeczka kilka batonów, kawka w puszce i 3 wody mineralne. Była na starcie herbata, kawa i inne gupoty, ale czas naglił.
Punktualnie o 7 za radiowozem na bombach rozpoczęliśmy wyjazd z Paczkowa w kierunku pierwszej górki. Oba dystanse (190 i 418) ruszały razem. Tuż po starcie okazało się, że Michał tak naprawdę jedzie bez navi bo nie ma kupionej mapy do Komoota. Próbował ją jeszcze kupić ale coś mu nie szło. W każdym razie po kilku wjechaliśmy w pierwsze szutry. Od razu zaczął się podjazd, pierwszy z dwóch głównych podjazdów tego dnia. Ja po kilku wyprzedzaniach i pomyleniu trasy lekko się zagotowalem. Po chwili odpuściłem i spokojnie podjeżdżałem swoim tempem z tętnem ok 160-170. Michał miał tego dnia moc, więc nawet był zdziwiony, że jest przede mną. Pieliśmy się w górę, 8km podjazdu pykło i po chwili rozpoczęły się mocne zjazdy. Nawierzchnia była taka sobie, pół asfalt pół szuter, a było naprawdę szybko. Trochę moje zjeżdżanie bylo spowolnione tym że Michał za mną nie miał nawigacji. Ale mimo wszystko ścigaliśmy się z jednym kolegą (Maćkiem) na mtb (z którym to mijaliśmy się wielokrotnie podczas wyscigu). Po chwili zameldowaliśmy się w Czechach w miejscowości Javornik. Rozpoczęły się szybkie asfalty. Michał trochę odstawał na asfalcie, musiałem sporo wolniej jechać niż bym mógł. No ale przez prawie cały wyścig na asfalcie jadł, czyścił nosa i robił tysiące innych rzeczy, których na asfalcie się nie robi, bo tam zyskuje się lub traci dużo czasu ;). No cóż, jest jak jest. Nie poganiałem go jakoś szczególnie. Dalej jechaliśmy z grupą przez pola, łąki, świetne odcinki. Piękne krajobrazy. Gps bardzo dziwnie się zachowywał. W pewnym momencie wydawało się że trzeba przejechać dosłownie przez środek chałupy jakiegoś Czecha. Zresztą przez cały wyścig wskazania gps byly mocno rozjechane. Minęliśmy jego gospodarstwo górą, ale cos tam zlożeczył za nami. Michał załapał kryzys, grupa odjechała i powoli toczyliśmy się przez lasy. Zachęcałem go do utrzymywania 20km/h jako granicy przyzwoitosci. Po chwili rozpoczęły sie single, najpierw takie nieśmiałe w lesie, płaskie. Po kilkunastu km wjechaliśmy w prawdziwy raj. Rychlebskie steżky - przepiękne single w środku lasu. Głównie w dół, wśród przepięknych okoliczności przyrody Michał na szczęście odzyskał formę. Zatopione drzewa, wijaca się ścieżka, mostki i prędkość. Jechałem tam dużo za szybko. Kilka razy tak przydzwoniłem przednim kołem, że gdybym miał dętkę to snake by był na 200%, daliśmy się ponieść atmosferze wyscigu. Czasem bylo żal, że wrócimy bez zdjęć. Dogoniliśmy kilku zawodników i minęliśmy ich bez problemu. Ten odcinek był dla mnie chyba najciekawszym elementem wyscigu. Po wyjedzie z lasu ogarnelismy się conieco i wyszło że trzeba zrobić pitstop. Z rozpiski wyszło, że mamy sklep na 82km w Głuchołazach. Wbiliśmy na szybko, ale przez kolejkę i perypetie Michała z izonikem (poszedł nosem) sporo ludzików nas minęło. Po postoju ruszyliśmy dziarsko, ale zaraz wyszło, że wbijamy w podjazd, singiel w lesie (Złote ścieżki), serpentyny podjazdowe, non stop w górę. Tempo było dobre, więc minęliśmy kilku konkurentów. Po dotarciu na szczyt okazało sie, że widoków brak, za to jest singielek w dół. Jechałem pierwszy i po chwili dojechałem do 3 kolegów, Michał za mną. Zjeżdżaliśmy jakiś czas, trzeba bylo nawet przez drzewo przenieść rower. Ja nie miałem w sumie ochoty na ściganie na takiej wąskiej ścieżce. Według mnie wyścigi rozgrywają się mimo wszystko na asfalcie i na czasie przerw. No ale Michał miał ochotę powalczyć. Minął mnie i gościa przede mną. To spowodowało że musiałem przyspieszyć, na kamienistym winklu minąłem jednego zaraz potem drugiego gościa. Potem dogoniłem Michała i od razu się pogubiliśmy (Michał bez navi). No ale udało się w miarę powrócić na trasę i wyjechaliśmy z tej górki mając wszystkich z tyłu. Potem był przejazd przez tymczasowy most, i trochę asfaltu. Michał nagle zjechał bo złapał go mega skurcz. Postalismy chwilę, minęli nas wszyscy, których mineliśmy na poprzedniej górce. Wtedy sprawdziłem tracking i wyszło że mamy ok 10 miejsce. Jak Michał to uslyszal to skurcz natychmiast puścił i rozpoczęliśmy pościg. 30km/h szło. Jechaliśmy sprawnie. Kilometry mijały. Nagle na zakręcie objawił się sklep Michałek, który obsiedli uczestnicy wyścigu. My nie stawaliśmy, co dało nam duży awans. Rozpoczęły się podjazdy. Kilku kolarzy od razu zabrało się za nami. Gorąco było okrutnie, rozpoczął się główny podjazd dnia. 14% po kamieniach. I co? Właśnie wtedy dopadł mnie kryzys. Nie wiem co się stało, ale ścisło mnie w dupie i prawej pachwinie. A tu nie ma jak wstać bo mocny podjazd. Cierpiałem mocno. Dojechał do mas Maciek z którym non stop sie mijaliśmy podczas całego wyścigu. Pogadaliśmy, ale najpierw Michał i Maciek zostawili mnie, a potem Maciek pojechał już sam. Michał poczekał na mnie i jakoś cudem skończyłem ten podjazd. Ale jechałem już w transie, musialem wyłączyć głowę, bo inaczej bym zrezygnował. W końcu zdobyliśmy Biskupią Kopę i rozpoczęliśmy lekki zjazd. Nagle przeszedł on w mega zjazd i tylko dzięki temu że fotograf krzyczał żeby skręcić to nie zjechaliśmy mocno nie po śladzie. Kolejny etap wyścigu byl trochę bezsensu, to była górska ścieżka z wypychem. Już nawet nie miałem siły pchać pod tą górę. Dużo korzeni i 20% po trawie. Na szczęście nie trwało to długo i dotarliśmy do asfaltu. Wiatr już wtedy mocno się odezwał. Bardzo zimne i mocne szkwały. Asfaltowy zjazd był bardzo szybki. W końcu znów wbiliśmy w las i drogę leśną. Tam też przez kawałek drogi trasy obu dystansów się pokrywały. Wbiliśmy w kolejny podjazd, wśród pól otoczonych górami. Mocny wmordewind niszczył morale. Jakoś kolejny raz się udało, zrobiliśmy sobie fotkę i znowu asfaltowe zjazdy pozwoliły schłodzić głowy. Kolejno były na zmianę szutry/asfalty poprzez wioski. W pewnym momencie minął nas Bartosz (ten od relacji na yt). Widać było, że mocno jedzie więc zrezygnowaliśmy z pościgu. Po jakiejś chwili wyszło, że pogubił się trochę koło rzeczki i go minęliśmy, Zabrał się z nami, ja dalej czułem skutki kryzysu więc go przepuscilem. Nie miałem mocy, tętno ok 135, mięśnie nie bolały, ale nie mogłem z core'a dać mocy. Dziwne uczucie. W każdym razie Bartosz z Michalem jechali przede mną, ale koniec końców wyjechaliśmy z tego singla razem. Znów szybki asfaltowy zjazd i zaczął się przedostatni podjazd. Michał jechał pierwszy, ja za nim, ale Bartosz mocno odpadł. Michał sprawdzał na bieżąco w telefonie nasze pozycje. Wyszło, że przed nami jest 3 zawodników, których można by jeszcze złapać. 30 km do mety, tylko problem był taki, że skoczyło się piciu i wypadało jeszcze raz stanąć. Gonił nas Bartosz, ale nie było rady. Mieliśmy w głowie, że bedzie jeszcze ostatni podjazd, gdzie może znowu Bartosz będzie miał problem. Upatrzyliśmy na mapie wiejski sklepik i sru. Wpadłem jak po ogień, pani ekspedientka niestety ruszała się na zwolnionych obrotach. Wypadlem ze sklepu i wtedy Bartosz nas znowu minął. Przelaliśmy wodę i ruszyliśmy z kopyta. Nagle odzyskałem siły. Poszliśmy mocno, ale podjazd okazał się szutrowy o dużym kalibrze. Na tym słabo się wjeżdżało na moich 40mm oponkach. Michał mówił, że Bartosz minął tą 3 przed nami. Poszliśmy ogniem i po chwili ujrzeliśmy na horyzoncie jednego konkurenta, potem wyszło , że jest ich dwóch, a potem że cała trójka. Nie spodziewali się nas, ostatni nawet stanął na siku. Postanowiłem ich minąć pełnym piecem żeby nie mieli nastroju nas gonić. Ze 30km/h weszło na szuterku, krzyknąłem tylko siemanko i pojechaliśmy. Wśród tej trójki znowu był Maciek. Ostro jechalismy, żeby zrobić odstęp. Michał na bieżąco mówił gdzie są. Z mapy wyszło że czeka nas przejazd przez krajówkę i była obawa że tam trzeba bedzie stać, ale na szczęście była luka pomiędzy autami i nawet nie stanęliśmy. Znowu szybki zjazd, zostało z 5 km do mety, wjechaliśmy w chyba jedyny płaski szuter na całym wyscigu. Michał na 2km przed metą krzyknął Mamy to. Wbiliśmy na asfalt do.Paczkowa, pozostał ostatni zakręt i wjazd na metę. Nie ścigaliśmy się, wjechaliśmy razem. Meta, muzyczka We are the champions, medal na szyję, browar do łapy gratulacje, fotki. W losowaniu wygrałem koszulkę kolarską. Kolejną dostałem.za ukończenie wyscigu. Przyjemnie. Michał 10 miejsce, ja 11 z 4 sekundami straty ;). Cała drogę nagrywałem odcinki na gopro, ale oczywiście mety nie nagrałem. Za duże emocje na koniec [emoji6] Umyliśmy ręce i pyski i dosiedliśmy się do Bartosza, który już konsumowal kiełbaskę. Skonczył 7 minut przed nami. Potem pogadaliśmy i powiedział, że gdyby przed metą był jeszcze jeden podjazd to byśmy go minęli. Był pod wrażeniem naszego podjeżdżania na koniec wyścigu. Po chwili przyjechała wyprzedzona 3. Pogadaliśmy z Maćkiem. Mówił, że nas nie gonili, jechali już na oparach. Zjedliśmy kiełbaski, smalec z ogoreczkiem, opłukalismy maszyny na myjce i do domu. O 22 byłem już w wannie. Garmin pokazał 190km i 3000up. Podobało mi się, trasa była bardziej pod fulla niż gravela, ale co tam. Piękne krajobrazy i wspomnienia na dlugie zimowe wieczory. Zdjęć od organizatorów jeszcze nie ma. Dodam później.88941889428894388944
Nie wiem czy było, ale wrzucam ;)
https://www.instagram.com/reel/DJmiXzss3DS/?igsh=bDNteDNwbG1lY2Np
Taaa, droga zabaweczka :)
Seba, no w końcu relacja. Czuć emocją.
Dzięki wielkie.
gavin Bardzo fajna relacja, aż mi się udzieliła atmosfera.
Dawaj filmik!!!
aaa i ten tekst mnie zrobil na maxa ( zaleciało wagabundą )
"krzyknąłem tylko siemanko i pojechaliśmy"
xD
gavin No nieźle, dobry opis oddający realia. Gratulacje za wynik :)
siemalysy
28-06-2025, 21:12
rotor
Wojtek, nie znam tych ścieżek.
gavin
W końcu :) Dzięki za relację :) Nie krępuj się i pisz częściej!
siemalysy
29-06-2025, 20:10
Miałem nie pisać, bo to nic innego jak jazda prawie wokół komina. Ale napiszę, co mi tam ;)
Rano ni mogłem pójść na rower, w góry chciałoby się jeździć co tydzień, ale niestety tak się nie da. Wpadłem na pomysł, że sobie gdzieś pojadę. Tak z punktu A do punktu B. Nakreśliłem trasę tak, żeby jak najmniej jechać pod wiatr, wgrałem do Garmina i zacząłem się ubierać na rower. Ruszyłem prawie kwadrans po dwunastej. Początek dobrze mi znany, bo pojechałem do Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Dziesięć kilometrów od startu byłem już na wzgórzu Radary. Szybki zjazd i mogłem delektować się dalszą jazdą w fajnych okolicznościach przyrody. Przed Moskwą przejeżdżam pod autostradą A1, podjeżdżam dość słuszny podjazd i jestem już na fajnej polnej drodze. Zatrzymuję się na fotę i na batona, bo szybko poczułem głód. Pewnie przez to, że śniadanie jadłem rano.
Za Moskwą cały czas podążam na wschód. Dojeżdżam do Grzmiącej pod sklep, którego już nie ma. Szybko się wszystko zmienia, bo wiosną jeszcze robiłem tam zakupy. Wody musi mi wystarczyć na kolejne 25 km. Wjeżdżam w las i kilkaset metrów dalej przeprawiam się wąskim dwuteownikiem udającym most na drugą stronę Mrożycy. Kawałek dalej opuszczam szlak czarny po PKWŁ i odbijam na inny szlak rowerowy. Jadę lasem, północną stroną miasta Brzeziny. Trafiam na kolejny podjazd, który do słusznych też należy. Na początku były korzonki, więc trzeba było się bardziej spiąć. Z lasu wyjeżdżam na asfalt i cisnę przez wioski aż do Rogowa. Nie odbijam do kolejki wąskotorowej, bo byłem tam wielokrotnie. Mijam Arboretum i kieruje się na północ. Wiatr trochę przeszkadza, jednak nie na tyle by bardzo męczyć. Na 50 km do miejscowości lipce Reymontowskie. Jak sama nazwa wskazuje wieś ta ma związek z tym pisarzem. W centrum zatrzymuję się przy lodziarni. Robię sobie przerwę na odpoczynek, loda, colę i uzupełnienie wodą bidonów.
Po przerwie ruszam dalej na północ, nie zjeżdżam do domu Reymonta, bo tam byłem kilka lat temu. Za Lipcami odbijamy znów na wschód w kierunku Woli Drzewieckiej z której zmieniam kierunek na południowo-wschodni dzięki czemu dojeżdżam do Żelaznej. Tam docieram do rzeki Skierniewka. Wzdłuż tej rzeki jadę do Strzybogi. Jadę terenami na południe od Skierniewic. Cztery kilometry później skręcam na północ, żeby wjechać do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Przeprawiam się przez Rawkę i szlakiem Grunwaldzkim dojeżdżam do Rudej. Tam przeprawiam się znów przez Wartę. Kiedyś stał tam młyn. Przy rzece można dostrzec części młyna. Wjeżdżam do Skierniewic i niedługo później podjeżdżam pod żabkę. Robię sobie przerwę na burgera z kurczaka, colę i uzupełnieni bidonów. Za mną było 90 km. Podczas przerwy zmieniłem miejsce końca trasy. Zadzwoniłem do żony, żeby dać jej znać gdzie i na którą godzinę ma po mnie przyjechać.
Zanim ruszę dalej spod żabki, zaczepia mnie lokales, który siedział przy sklepie jak tam podjechałem. Poprosił o 3,50 zł. Oczywiście nie dostał ode mnie nic. Wsiadłem na rower i ruszyłem dalej. Trzysta metrów dalej zjechałem z asfaltu do lasu w BPK i szuterkami premium cisnąłem przez 16 km prawie do samego Nieborowa. Stamtąd, 7 km szlakiem rowerowym pojechałem do Arkadii, gdzie kończyłem jazdę.
Spontaniczny i fajny dzień na rowerze. Wyszło 113 km i 663 m w pionie. Dzień zaliczony do tych udanych.
Fotki.
88955
Pola w PKWŁ.
88956
Pod Moskwą. Czarny szlak po PKWŁ.
88957
Szlak pieszy zielony po PKWŁ.
88958
Kładka nad Mrożycą.
88959
Mrożyca.
88960
Szlak rowerowy pod Brzezinami.
88961
Wśród pól.
88962
Lipce Reymontowskie.
88963
Lipce Reymontowskie. Droga polna prowadząca do wioski.
88964
Wśród łąk i pól.
88965
Kierunek - BPK.
88966
Samotność.
88967
"Wywiało" trochę drzewostanu.
88968
Pozostałość po młynie w Rudej.
88969
Nad Rawką.
88970
Skierniewice witają.
88971
Szuterki.
88972
Nieborów.
88973
Szuterki cd.
88974
Na gapę.
Bardzo fajny dzień w pięknych okolicznościach przyrody, taki spontan to ja rozumiem :)
siemalysy: „dojeżdżam do Rudej. Tam przeprawiam się znów przez Wartę”
Dwie uwagi. Nie Rudej, tylko Rudy (od rudy żelaza) i nie Wartę, jeno Rawkę ;)
siemalysy
29-06-2025, 22:03
Bardzo fajny dzień w pięknych okolicznościach przyrody, taki spontan to ja rozumiem :)[emoji3526]
siemalysy: „dojeżdżam do Rudej. Tam przeprawiam się znów przez Wartę”
Dwie uwagi. Nie Rudej, tylko Rudy (od rudy żelaza) i nie Wartę, jeno Rawkę ;)Tak Rawki. Napisałem, że znów przeprawiam się przez. Wcześniej napisałem poprawnie, a za drugim razem po prostu myślałem o tej Rudej, która jak wiemy tańczy jak szalona [emoji6] Pewnie stąd pomyłka.
Dziękuję za poprawkę!
patronat
29-06-2025, 22:11
Nie umie w relacje, ale dzisiaj 12 km zrobiłem. Na rowerze żony z tego 10 bo mi oponę rozerwało. Do tego kumpela, która z nami jeździła, złamała rękę na Dębowcu. No i nie mam żadnego zdjęcia. Czasami tak po prostu jest...
rotor - pamietasz jak wrzucałem foty z serwisu pedałów Oneup? Ten sam model, kupiony w innym kolorze miesiąc później, ma inne uszczelki, dodatkowy kapsel zabezpieczający i inny rozmiar śruby do odkręcenia. Nie ma śladów uzytkowania w środku, znaczy pewnie zmodyfikowali. Lubię tą firmę, ogólnie raczej nie mają fakapów.
grissley
29-06-2025, 22:13
Wpadłem na pomysł, że sobie gdzieś pojadę. Tak z punktu A do punktu B. No i takie wycieczki to a rozumiem - relaksacyjne pedałowanie, widoczki itp - a nie kamikadze z góry po kamulcach i korzeniach... ;)
grissley
30-06-2025, 02:20
Plan żeby zrobić trzecie w życiu 200 km Dystans to jedno, ale parametry też robią wrażenie (na mnie). Va=22km/h, a średnie tętno 150. Dla mnie abstrakcja - z takim średnim tętnem to ja jedynie dwucyfrowe trasy, a z taką średnią prędkością to w dodatku krótsze niż 50-60km (tzn widzę, że miałeś generalnie bardziej z górki niż pod górkę, ale mimo wszystko).
Mam w nieśmiałych planach porwać się w tym roku na 200.01km, ale jeśli to się uda to będzie przy Va=16 i tętnie 122 ;)
cz4rnuch
30-06-2025, 06:11
Fajny komentarz gawę, są zadatki na Jarońskiego. Udzieliły mi się emocje o które siebie nie podejrzewałem. Gdybym wiedział wcześniej to bym cię "wepchnął" do pierwszej dziesiątki :)
https://www.youtube.com/watch?v=krxnFvF7ArQ
Przy okazji potwierdza się porzekadło, że kolarstwo to sport zespołowy :)
gavin - świetna relacja ! Czy ja dobrze kojarzę, że to pierwsza Twoja, czy coś przespałem :confused: W każdym razie gratulacje siemalysy - dzięki za opisy i fotki
Nie umie w relacje, ale dzisiaj 12 km zrobiłem. Na rowerze żony z tego 10 bo mi oponę rozerwało. Do tego kumpela, która z nami jeździła, złamała rękę na Dębowcu. No i nie mam żadnego zdjęcia. Czasami tak po prostu jest...
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) - pamietasz jak wrzucałem foty z serwisu pedałów Oneup? Ten sam model, kupiony w innym kolorze miesiąc później, ma inne uszczelki, dodatkowy kapsel zabezpieczający i inny rozmiar śruby do odkręcenia. Nie ma śladów uzytkowania w środku, znaczy pewnie zmodyfikowali. Lubię tą firmę, ogólnie raczej nie mają fakapów.
No to się podziało. Co z kumpelą, poważna kontuzja ?
Jaką oponkę wykończyłeś ?
Od dwóch tripów mam na tyle Conti Kryptotal Trial. Wczoraj mocny wycisk dostała w Żywieckim, jeszcze jej nie oglądałem, czy są jakieś zniszczenia.
Coś tam kojarzę, ale z pamięcią już coraz gorzej :razz:
Dzięki, coś tam już kiedyś dawałem [emoji6]
patronat
30-06-2025, 10:56
gavin - świetna relacja ! Czy ja dobrze kojarzę, że to pierwsza Twoja, czy coś przespałem :confused: W każdym razie gratulacje siemalysy - dzięki za opisy i fotki
No to się podziało. Co z kumpelą, poważna kontuzja ?
Jaką oponkę wykończyłeś ?
Od dwóch tripów mam na tyle Conti Kryptotal Trial. Wczoraj mocny wycisk dostała w Żywieckim, jeszcze jej nie oglądałem, czy są jakieś zniszczenia.
Coś tam kojarzę, ale z pamięcią już coraz gorzej :razz:
1. Złamana promieniowa + komplikacje. Dzisiaj konsultacje profesorskie, bo urazowy w Piekarach nie chce wziąc odpowiedzialności za robotę. Gips minimum 6 tygodni w każdym razie.
2.Maxxis DHR. Przy okazji stan na 480 km przebiegu.
88990
88991
3. Conti Kryptotal również zakupiony. Tutaj od Nelki z przebiegiem ca 700 km:
88992
dla mnie przepaść
grissley
30-06-2025, 11:10
Opolska Pętelka 2025, dystans 200km. Garmin pokazał 190km i 3000up
Gratuluję. Mój rekord to jak dotychczas chyba jakieś 1400 w górę, ale ja słabo podjeżdżam. Lata płaskopolski robią swoje ;)
Jak widzę takie dane to od razu bolą mnie czwórki i takie ścięgna z tyłu po zewnętrznej kolana :D
smalec z ogoreczkiemA z cebulką nie było? ;)
Dzięki, nawet jakoś na drugi dzień nie bolało szczególnie.
3. Conti Kryptotal również zakupiony. Tutaj od Nelki z przebiegiem ca 700 km:
dla mnie przepaść
Na dłuższy okres czasu się wyleczyłem z Maxxisa. Conti teraz daję szansę się wykazać. Od dawna mi chodzi taka myśl po głowie, że Maxxisy są zbyt delikatne na beskidzkie kamyczki. Na razie co zauważyłem, że Krypto głośny na asfalcie
Jaką wersję zakupiłeś, enduro ?
patronat
30-06-2025, 13:23
RE Enduro soft. Mam takie już, sprawdzone w boju. Zaraz na przód będę szukał pewnie bo kostka się strzępi w DHFie. Podobno DH casing mają mocniejsze ścianki. Ale one wyjściowo są dość ciężkie i mają 3 warstwy po 300 linii oplotu - więc taka sytuacja jak wczoraj w DHR nie powinna się wydarzyć
Wyjazd "nie z pierwszym kurakiem", wszak mieszkamy na "przedmieściu" Beskidów, a poza tym, plan był ze startem w Żabnicy, więc nie tak odległy. Droga przebiegła sprawnie, żadnych korków, zatorów. Na miejscu już sporo aut, ale na oko widzę, że to nie jest szczyt możliwości parkingów i poboczy. Odstawiam żonę maksymalnie blisko zielonego szlaku, łamiąc z tuzin przepisów, jak do tej pory, jeszcze się nie sparzyłem. Wracając, znajduję miejsce na poboczu prawie w centrum Skałki. Pech chciał, że akurat 30 sek wcześniej zaparkował tam też inny wóz z gromadką słodkich pociech i byliśmy odwróceniu do siebie bagażnikami aut. Gromadka z opiekunami wysypała się z auta i zajęła miejsce za samochodem przy bagażniku, blokując mi dostęp do swojego, w którym skrywałem elektrona. Nie chcąc wchodzić na wojenną ścieżkę, przeczekałem te 9 min, zanim wycieczka się wyekwipowała i sobie poszła. Po ogarnięciu sprzętu, ruszam i doganiam ich na drodze prowadzącej na Boraczą. Kieruję się w jej stronę, ale wariantem jeszcze mi nieznanym, czyli cały czas asfaltowym traktem. Czarny w dół zostawiłem sobie na powrót.
Pogoda jest niespecjalna, ale deszczu raczej nie będzie, prognozy tego nie przewidują. Temp. idealna do jazdy na krótko. Pierwsze widoki już po kilkunastu minutach. Romanka i Przeł. Pawlusia
89027
Na dziś postanowiłem trochę więcej dać od siebie i pozmniejszałem wszystkie tryby wspomagania na mocy i Nm. Poza tym, szlak był w większości mi nieznany, widziałem na nim srogie podjazdy, więc wolałem się zabezpieczyć. Dość sprawnie osiągam Halę Redykalną
89028
Teraz krótki jeszcze podjazd, po niezbyt fajnych, luźnych kamieniach i mamy różne hale z widokami:
89029
89030
600m up już za mną i spadła jedna kreska na wyświetlaczu Gianta, jest git. Szybko mijam Lipowską i Rysiankę i tu mała korekta planu, bo sobie przypomniałem o Hali Koziorka, na której jeszcze nie byłem. Zaczął kropić bardzo drobny deszcz, ale nie martwię się tym ani trochę.
89031
89032
Po oddaniu nadmiaru płynów, ruszam z powrotem do Rysianki i dalej czerwonym w kierunku Hali Miziowej. Szybki zjazd i zboczenie z wyznaczonego szlaku, ale navi Mapy.cz coś tam piknęły cichutko, już wiem o co chodzi 8-) Uparcie uczę się nawigować za pomocą Map.cz (kiedyś wyświetlałem tylko ślad i śledziłem swoją pozycję na nim, ale to okazało się mało wygodne, więc testuję funkcję nawigowania) Jest niezła jazda z Mapami. Otóż możesz sobie wyrysować w domu ślad GPX na kompie, później zsynchronizować na komórce i wyświetlić,... a tu zonk, niespodzianka:grin: Mapy proponują Ci inny ślad, nie ten, co pierwotnie zrobiłeś, tylko go modyfikują, w ich znanym tylko algorytmie ! Nie muszę mówić, co o tym myślę...
Jest na to sposób. Trzeba tylko wyłączyć dostęp do internetu w komórce, zaraz po zsynchronizowaniu (nawet nie otwierać pliku przed). Do navi, mam starą komórkę zamontowaną na mostku, więc internetu w niej nie ma. Jak się już uporamy z tymi przeciwnościami, to navi z Mapami.cz działa całkiem fajnie. Ostatnio nawet nauczyła się po polsku gadać :grin:, chociaż jej nie aktualizowałem. Wesoło jest, bo pani niby umi po polsku, ale z odmianą gramatyczną ma nieraz problem, ale to nie powinno dziwić, jak język polski znajduje się w pierwszej dziesiątce najtrudniejszych języków na naszym globie.
Teraz zaczynają się nowe szlaki. Fajny widok na Pilsko.
89011
Widok na N z czerwonego
89012
Mijam Munczolik i za chwilę jestem już na Hali Miziowej przy schronisku. Pogoda się zrobiła. Po drodze zagaduję starszego Pana, czy przypadkiem nie jest twórcą kanału na YT, był bardzo podobny, ale nie, pomyłka.
89013
W schronie planuję doładowanie elektronami, już druga kreska poszła, chociaż po metrach up, jeszcze nie powinna (jest coś ponad 1000m) i doładowanie kaloriami. Zamawiam pierogi, pifo 0% i podłączam się w izbie do gniazdka (wziąłem dziś zapobiegawczo adapter, więc mogę wyjąć aku z rowerza i go ładować poza nim. Na zewnątrz jest wprawdzie stacja ładowania, ale po drugiej stronie schroniska, rowerz pozostałby zupełnie bez dozoru, a nie miałem żadnej linki, po co kusić los. Po około trzech kwadransach, zbieram się do dalszej drogi. Mam ładowarkę 6A, więc zasysanie elektronów idzie bardzo sprawnie. Taki czas ładowania pozwolił mi spokojnie patrzeć z optymizmem na czekające mnie nieznane :smile:.
Jeszcze widok spod schroniska na Babią
89014
Rozpocząłem zjazd żółto-zielonym szlakiem. Od początku bardzo fajne korzenie, stopnie z głazów, ciekawie się dzieje. Potem szybki odcinek po lesie, aż do skrętu samego żółtego w lewo. Teraz trochę rąbanki po luźnych kamieniach i dojazd do sekcji z kamieniami, ale przytwierdzonymi do podłoża. Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Trzeba mocno uważać, wybierać starannie linię, by rowerza nie uszkodzić. Na zdjęciu jeszcze taki lajtowy kawałek, na tych bardziejszych się nie zatrzymywałem, byłem mocno skupiony jazdą i czasami mijanymi ludzikami.
89015
89016
Szczęśliwie dotarłem do końca żółtego, ręce mocno zmęczone, chwilę odpocząłem.
Kładka projektu z czasów, gdzie rowerze miały szerokość kiery 50cm, a nie 80 :grin:
89017
Teraz szybki zjazd asfaltem, dobicie do niebieskiego szlaku i skręt w lewo. Zaczynam wspinaczkę. Na razie luz-blues. Jak tylko opuściłem asfalt, zaczęły się leśne dukty rozpierniczone przez drwali. Brałem, przy planowaniu tego tripu pod uwagę to, że mogę wpakować się w jakieś błota, ale dłuższy okres ciepłej pogody, niejako utwierdził mnie, ze dramatu nie będzie. Przewidywania się sprawdziły, bo błoto owszem było, ale w dużej mierze takie na wpół zaschnięte. W innym przypadku, po dłuższych ulewach, czy na jesień, tam musi być dramat. Szlak wspina się dość stromo, co w połączeniu w kiepskiej jakości, na wpół rozmiękłym podłożem, daje takie opory, że... Zatrzymuję się i dokonuję korekty ustawień motoru. Zasięg internetu na szczęście jest, inaczej nie mógłbym tego dokonać - taki ficzer Yamaha zaserwowała :evil: Ustawiłem ostatni, najmocniejszy tryb na maxa - wszystko co fabryka dała, a i tak musiałem wrzucić największą koronkę. Dojechawszy do czarnego, taki folklor:
89019
Zaraz skręt i zjazd do Sopotni.
Jest niedziela handlowa, jednym z plusów tego, są otwarte sklepy :!: Skorzystałem, zaopatrzyłem się w Pepsi, pociągłem dwa duże łyki, przygotowując psyche na długi asfaltowy transfer :???: (7,5km)
89020
Nie było źle, bo napatoczył się jakiś gość na Engwe na 20" kołach i miałem kogo "ścigać". Oczywiście, gdyby się zorientował, że jest "ścigany" odkręcił by gaz do dechy i tyle bym go widział.
Asfalt zamienił się w szuter. Mijam odejście szlaku niebieskiego w prawo, pamiętam sprzed ośmiu lat, że on mało przyjazny jest dla rowerzów, pod górę szczególnie. Dobijam do niego wyżej, mając nadzieję, że "jakoś to będzie". Noo,... jakoś było :| Wpychanko mnie nie ominęło, tyle, że nie było pod górę strasznie mocno, ino tak trawersem, wiec szło nieźle.
89021
Pogrzebałem jeszcze w pamięci i wyszło mi, że za jakiś czas, da się już pojechać, co rzeczywiście się spełniło. Było ostro pod górę i kamieniście, ale po chwili się wypłaszczyło i do Rysianki już bez problemów.
Przy schronisku telefon od żony, że jest na Abrahamowie i zamówiła jadło, więc mam czas na kontemplowanie widoków, zjedzenie kanapki i popijając Pepsi.
89022
89023
89024
Dobra, jest sygnał, że żonka startuje w dół do bazy, więc się zbieram i zabieram z zielonym szlakiem, kultowym zjazdem w kierunku Boraczej.
89025
Szlak do połowy jest zaj.bisty, póżniej już trochę traci swój urok, wypłaszcza się, trawersuje i jest parę upierdliwych miejsc, gdzie trzeba uważać na przerzutnik.
Zjeżdżam sprawnie, po drodze jeszcze robiąc fotkę
89026
Niespodzianka. Czarny do asfaltu prowadzącego do Żabnicy Skałki, okazał się super fajnym zjazdem. Wypadł on z mojej pamięci zupełnie i totalnie. Ostatni raz byłem tam ze 2 dyszki wstecz, może więc dlatemu :confused:
Zjeżdżam już drogą i nagle przy końcu mijam tę familię, co rano mnie zablokowała swą obecnością przy starcie tripu. Ha-ha-ha, karma wraca, pomyślałem. Teraz ja ich zablokuję :mrgreen:
Dojeżdżam do auta, żona otwiera właśnie bagażnik, synchronizacja idealna :!:
Koniec tripu. Jestem ukontentowany w bardzo dużym stopniu, tak trzymać !
Gratki, dzięki za relację, Beskidy rulezzzzz
Bardzo fajnie spędzony dzien, a widoki miodzio :)
Bardzo fajnie spędzony dzien, a widoki miodzio :)
To prawda, dzięki
Fajnie się bawicie. Zacne trasy pokręcone.
Przede wszystkim Sebastian - graty za wynik. Strach jeździć z Tobą.
grissley
02-07-2025, 13:13
Jakaś maskara po czymś takim rowerem zapylać ;)
https://forum.nikoniarze.pl/attachment.php?attachmentid=89021&d=1751359891&thumb=1
Wstałem rano jak do pracy, przemęczony, niewyspany i z bólem zęba. Ale za to na urlopie. Spakowałem się i poszedłem do garażu. Po czym wróciłem do domu po klucz i poszedłem jeszcze raz ;)
Ok 10 byłem w Nowym Targu. Biorę proch przeciwbólowy i ruszam na trasę. W zasadzie mogłem stanąć gdzieś wcześniej, bo będę końcówkę trasy powtarzał ale to całkiem przyjemny odcinek na Szlaku Wokół Tatr idący po dawnej linii kolejowej. Po ok 20km robię przerwę, bo w brzuchu pusto. Fajne jest to, że tam jest pełno przystanków z ławkami, a ten był zdecydowanie najciekawszy jaki widziałem.
89083
89084
89085
Wjeżdżam na Słowację, gdzie jeszcze nie byłem. Szlak nadal świetny, ludzi jakby nieco więcej, mijam parę grupek ewidentnie jadących całą trasę.
W końcu odbijam na szlak rowerowy do Vitanowej i na Oravice. Po dojechaniu do miejscowości trzeba jechać główną drogą. Jednak ruch jest niewielki i jakoś to leci. Przed Oravicą jest jeszcze kawałek drogi rowerowej.
89086
89087
89088
89089
Za Oravicą wjeżdżam na rowerową pętlę idącą przez góry. Mijam szlak pieszy na szczyt góry Magura Witowska, którą zamierzam zdobyć. Wąska stroma ścieżka i piszą 2:15, no to pewnie rowerem będzie szybciej, prawda? No niby tak, zajęło mi to tylko 2h.
Droga asfaltowa idąca przez Cichą Dolinę powoli się wznosi ale nigdzie nie ma dużego nachylenia. Po drodze znowu pełno ławeczek, jakiś punkt widokowy z lornetką. Robię popas i jadę dalej. Mijam ze 2-3 rodziny z dziećmi, generalnie pustki i sielanka. Tylko grzeje coraz bardziej. W końcu zaczyna się szuter, trochę grząski i bardziej pod górę. Wbijam pierwszy bieg ale nadal da się jechać.
W tym miejscu pomyślałem sobie, że ten majestatyczny szczyt wznoszący się na horyzoncie jest zapewne głównym celem mojej dzisiejszej wycieczki i niechybnie przyjdzie mi go zaraz epicko zdobywać. Choć tak po prawdzie to przyszło mi do głowy jedno słowo ale nie będę go tu cytować.
89090
89091
Na wysokości ok 1000m znak o drodze rowerowej. A nawet dwa. Jeden to po prostu dalsza część drogi, którą jadę. A ten drugi oznacza podjazd na szczyt po płytach betonowych. No nie ma kamieni, nie ma korzeni, trochę trawa go obrosła ale niby da się jechać tylko nachylenie jest takie, że po jakichś 10m uznałem, że ja to p...odejdę, gdyż w ten piękny słoneczny dzień spacer będzie doskonałym uzupełnieniem jazdy na rowerze. Pokonuję tak ok 150m w pionie naśladując dźwięki lokomotywy parowej.
89092
89093
89094
W końcu dochodzę do grani i szlaku czarnego z Witowa. To już typowo górski szlak, korzenie, kamienie, koleiny z wodą. Jest kilka metrów wypychu ale tu większość da się jechać. I dla widoków warto było. 1231 m.n.p.m.
89095
89096
89097
Zjeżdżam szlakiem niebieskim od strony Słowacji, fajny, miły sympatyczny odcinek. A potem na polanie odbijam na długodystansowy szlak pieszy E3 EB. I tu się robi nieco dziko i mokro. Drogowskaz był ale szlaku nie widać. Jadę w pół metrowej trawie kierując się bardziej śladem gps na zegarku niż rzeczywistością. Kawałek dalej docieram do ścieżki i powalonego drzewa. Teren trochę podmokły, gdzieś tam muszą być źródła. W końcu docieram do miejsca bytowania dzikiego traktora, o czym świadczą dwie koleiny na ok 0,5m. Nachylenie niewielkie ale teren wredny i jedzie się źle. W końcu wyjeżdżam na pola i robią się widoki.
89098
89099
89100
89101
89102
Miałem 1,7l ze sobą i wszystko wypiłem. Żar leje się z nieba, czasowo jestem do tyłu, do tego zmęczenie i powoli myślę o skróceniu trasy i powrocie do auta. Planowałem zjeżdżać do Witowa pod wyciągiem ale patrząc po poziomicach zdecydowałem się na dłuższy wariant, bo tam niby jest droga szutrowa. No i była, tylko taka w sporej części pięścioziarnista. Jechać się da ale nie jest fajnie.
W Witowie uzupełniam zapasy, jakieś 1,8l. Robię przerwę, 0,5l coli znika od razu ale odzyskuję siły. No to dalszy plan wycieczki - Ostrysz. Tam też wbijam na szlak pieszy E3 EB, tylko w odwrotnym kierunku. Piękne widoki, rozległe hale, Tatry na horyzoncie. Tylko jakoś nie daję rady podjechać na szczyt i znowu trochę pchania. Zjazd z drugiej strony paskudny. Koleiny, stromo, kamienie. Do góry tędy byłoby jeszcze gorzej. Jakoś to zjeżdżam ale frajdy z tego nie było. Wtaczam się jeszcze na Cyrlicę, gdzie już kiedyś byłem i zjeżdżam do asfaltu na hale między Cichym i CHochołowem. Ten odcinek już znam, ze 2 razy tam jechałem, trochę szutru, później asfaltu, fajna droga, piękne widoki. Zjeżdżam do Szlaku Wokół Tatr i cisnę do Nowego Targu. Miałem jeszcze w planie 10km więcej ale mam dość, a picie znowu się kończy. Gdzieś koło 21 docieram do domu, po drodze wypijając jeszcze ok litr wody.
89103
89104
89105
89106
Łącznie 94km. Co ciekawe Vmax miałem ledwie 35km/h co pokazuje jakie tam były zjazdy. Trasa widokowo fantastyczna, ale gravelowo trochę za gruba. Szlak przez Ostrysz to mogłaby być perełka rowerowa, gdyby ta polna droga była ubitą szutrówką.
www.strava.com/activities/14985634453
Widiowo oczu wypas.
Relacja też syta.
Piękny wyjazd kipcior jest na czym oko zawiesić :) Zazdro :)
Dzięki chłopaki. Dzień później byłem w pracy i wszystko fajnie, nawet nogi nie bolą, a jak mnie w połowie dnia odcięło to nie wiedziałem co mam zrobić ze sobą. Po powrocie do domu zasnąłem na 3 godziny :)
grissley
05-07-2025, 00:42
Super widoki :)
siemalysy
06-07-2025, 08:31
Wyjazd "nie z pierwszym kurakiem", wszak mieszkamy na "przedmieściu" Beskidów, a poza tym, plan był ze startem w Żabnicy, więc nie tak odległy...
Wojtek, konkret! Sporo, a może i prawie wszystko znam z tego co jechałeś. Niebieskiego, żółtego do Korbielowa i zielonego rowerem nie jechałem. Podobno niebieski z Hali na Rysiance, to jeden z żywieckich klasyków ęduro ;) Na temat zielonego widziałem opinię, że też jest konkret. Dotychczas wybierałem jego niemal równoległą alternatywę, czyli żółty w stronę Redykalnej. Dwa lata temu zjeżdżaliśmy czarnym do Żabnicy i był bardzo fajny, potwierdzam :) Chociaż pamiętając go z pieszej wędrówki pod górę nie pomyślałbym tak.
Są góry, to i fotki spoko :)
Dzięki za foty i relację :)
rotor
Wstałem rano jak do pracy, przemęczony, niewyspany i z bólem zęba. Ale za to na urlopie...
Marcin, widoczki sztos. Planowałem tą Magurę zrobić z żoną, ale na razie nie było okazji.
Dzięki za foty relację :)
...
No i była, tylko taka w sporej części pięścioziarnista. Jechać się da ale nie jest fajnie...
Bardzo fajne określenie nawierzchni :-D
kipcior
Brawo Kipcioru! Piękna trasa.
siemalysy
07-07-2025, 19:56
Siema :)
Chciałbym w góry, jednak nie zawsze taka możliwość istnieje. A jak nie ma co się lubi, to się lubi co się ma...
Budzik ustawiony na 03:50 w sobotę, to zupełnie inny budzik ustawiony na późniejszą godzinę w tygodniu od poniedziałku do piątku ;) Podnoszę się z łóżka bez drzemki i zaczynam się szykować do wyjścia na rower. Torby spakowałem w piątek, zostało mi tylko zatankować bidony i włożyć je do koszyków. Ubrałem się i ruszyłem na pociąg. po drodze zajechałem na stację paliw i kupiłem sobie dwa batony i colę na rower i na drogę do pociągu. Na dworzec łódź Fabryczna docieram o godzinie piątej po przejechaniu niecałych 5 km. Było rześko i przez moment zastanawiałem się czy nie wrzucić wiatrówki na plecy, jednak ostatecznie się na to nie zdecydowałem. Schodzę na peron, a tam pięciu kolesi z gravelami. Kolesi nie znam, trwa żywa dyskusja, więc rzucam tylko cześć i idę kawałek dalej. Pięć minut później podjeżdża pociąg, wszyscy pakujemy się z rowerami do środka. Kolesie mnie pytają, czy też jadę do Kielc. Odparłem, że bliżej, bo do Opoczna. Zająłem miejsce i czekałem na odjazd. Pociąg ruszył z kilkunastominutowym opóźnieniem. Przed godziną siódmą wysiadłem na stacji w Opocznie.
Odpaliłem ślad w Garminie i ruszyłem w trasę kilka minut przed siódmą. W mieście pusto, spokój i w takim klimacie po 1,5 km melduje się przy zamku Kazimierza Wielkiego. Standardowa fotka i ruszam dalej. Wyjeżdżam z miasta i objeżdżam je wschodnią stroną. Szybko zjeżdżam z asfaltu na fajny szuterek. Jest przyjemnie, temperatura poniżej 20 °C, czego chcieć więcej :) Kilka kilometrów dalej odbijam na zachód w kierunku Zalewu Sulejowskiego. Bocznymi asfaltami jadę przez nieduże wioski, ruch praktycznie zerowy. Dwanaście kilometrów od startu po raz kolejny zjeżdżam z asfaltu i wjeżdżam na szuterek, który szybciej się skończył niż zaczął. Trafiłem na konkretną piaskownicę, gdzie momentami nie dało się jechać. Taki sympatyczny stan trwał przez prawie 4 km. Droga asfaltowa, którą ujrzałem spowodowała niemały uśmiech na twarzy, o co u mnie niełatwo, bo ja ogólnie, to smutas jestem. W miejscowości Szadkowice przecinam linię kolejową, którą dotarłem do miejsca startu. Dalej wioskami i wąskimi asfaltowymi drogami, które często pozostawiają wiele do życzenia w kwestii jakości nawierzchni, docieram do miejscowości Grudzień-Kolonia, w której znajduje się kopalnia piasków kwarcowych. Trzymam się cały czas obranego kierunku i do 30 km jadę na zachód i dopiero później odbijam na północ. Poznaję tereny, bo jestem już niedaleko Smardzewic. Dawno tam nie byłem i infrastruktura rowerowa zmieniła się nie do poznania. Ścieżką rowerową dojeżdżam do miejscowości i chwilę później jestem już przy tamie na Pilicy i przy Zalewie Sulejowskim. Zjeżdżam na deptak znajdujący się przy plaży i robię sobie przerwę na batona i krótki odpoczynek. Godzina na zegarku dobija niespiesznie do dziewiątej, dzięki temu przy wodzie jest przyjemnie i cicho. Poza mną, na plaży jest nieduża rodzina z dziećmi. Pełen luz :)
Za mną 35 km i jeszcze spory kawałek przede mną. Czas startować dalej. Kontynuuję jazdę na północ i już pięć kilometrów dalej jestem przy Kopalni Biała Góra. Jest platforma widokowa, są ławeczki i stoliki, więc jest na bogato. Widok na wodę, trochę zieleni i piasek (zobaczycie poniżej). Zanim jednak tam dojechałem, spotkałem po drodze na wylocie ze Smardzewic starszego pana, który jak początkowo mi się wydawało, naprawia przebitą oponę. Zatrzymałem się proponując pomoc. Pan miał pecha, bo na wysokim krawężniku, który był kilka metrów wcześniej pyknął sobie dwa snejki, po jednym na koło. Miał jedną dętkę, ja zaproponowałem łatki na drugą, jednak pan nie skorzystał, bo jechał już po niego kolega, z którym miał wrócić do domu. Powoli zacząłem zbliżać się do Tomaszowa Mazowieckiego i po wykręceniu 42 km byłem już przy Niebieskich Źródłach. Jak tam było przyjemnie. Drzewa zapewniały cień i niesamowity komfort :) Byłem tam ok. 9:30 i dzięki temu znów nie było tłumów. Tylko ja Checkpoint, woda, i jedna para z małym dzieckiem. Szybkie foty i mogłem jechać w dalszą drogę.
Po drugiej stronie Niebiskich Źródeł jest Skansen, który sobie odpuszczam, bo kiedyś ta, byłem, a nie jest to miejsce, które warto za każdym razem odwiedzać będąc w okolicy. Przeprawiam się mostem nad Pilicą i przede mną najgorszy 5 km odcinek sobotniej trasy. Musiałem przedrzeć się przez miasto. Wybrałem przejazd skrajem miasta i dzięki temu nie natrafiłem na duży ruch. Natrafiłem jednak na beznadziejne ścieżki rowerowe i dziurawe asfalty. Pierwsza wizja trasy zakładała ominięcie Tomaszowa. Była ona jednak trochę dłuższa i z niej zrezygnowałem. Druga też mijała Tomaszów, ale ostatecznie zmieniłem na taką, żeby przejechać przy niebieskich źródłach. Na wylocie z miasta zaznaczoną miałem Żabkę, jednak miałem jeszcze zapas wody i jedzenia, więc pojechałem dalej. Przejechałem nad ekspresówką S8 i dwa kilometry dalej w miejscowości Łaziska zjechałem z dość ruchliwej drogi na pustą wąską drogę, którą dojechałem nad rzekę Piasecznica. Wzdłuż niej jechałem prawie do Ujazdu. Rzeka przepływa pomiędzy stawami hodowlanymi, przy których się na chwilę zatrzymałem. Za mną było już 55 km. Od dłuższego czasu słyszę ocierające klocki o tarczę. Jadąc nie jestem w stanie dojść, który to hamulec. Obracam tylnym kołem i cisza. Chcąc obrócić przednim okazuję się, że jest ono luźno. Dzień wcześniej zmieniałem klocki tarcze. Dokręciłem koło tylko luźno imbusem i miałem dokręcić kluczem dynamometrycznym. Tu słowo klucz, miałem i nie zrobiłem tego. Tak więc dokręciłem koło i ruszyłem dalej. Dwieście metrów dalej zauważyłem przygotowaną miejscówkę na ślub w plenerze, więc zatrzymałem się i zrobiłem fotę. Dalej przejechałem między stawami i szutrową drogą dojechałem do DW713 i jadąc nią przez ok. 1,5 km zjechałem na Plac Tadeusza Kościuszki w Ujeździe. Naprzeciw placu zauważyłem sklep z pieczywem. Był to dobry znak, żeby wciągnąć słodką bułeczkę na śniadanie :) Kupiłem dwie ostatnie bułeczki z truskawkami, dwie wody i puszkę coli. Jedną bułkę zjadłem popijając colą, a drugą zabrałem na później. Zatankowałem bidony wodą i pojechałem do Dworu Neogotyckiego, w którym zatrzymałem się na fotę.
Zaczęło się robić nieprzyjemnie ciepło. Słońce było już na tyle wysoko, że dogrzewało konkretnie. Przejechałem przez Plac Wolności i drogą na Wolbórz pocisnąłem dalej. Szybko jednak odbiłem znów na zachód i znów na wąską drogę, na której ruch samochodów praktycznie nie istniał. Powoli obierałem azymut w kierunku Łodzi, jednak nie oznaczało to, że zostało już mnie niż więcej ;) Za mną było niewiele ponad 60 km jak przejechałem przez miejscowość Stsiolas, kilka kilometrów dalej przez Popielawy i Łaznów. Z tej ostatniej miejscowości kierowałem się już na północ. Za mną była już połowa trasy i to ta łatwiejsza połowa. Łódź leży na wyżynie, więc zostało coś do podjechania to raz, a dwa to gorętsza niedogodność, bo upał, który wszedł już na pełnej. Woda w bidonach zaczęła się niebezpiecznie szybko kończyć, ale miałem tak zaznaczone sklepy na tracku, żebym wiedział ile mi zostało do sklepu, żebym nie usechł z pragnienia. W Rokicinach Kolonia melduje się na 77 km i robię sobie przerwę przy Żabce. Kupuję ciepły posiłek, uzupełniam wodę, uzupełniam płyny w sobie i odpoczywam. Minusem tej żabki było jej umiejscowienie. Nie miałem gdzie się schować od słońca. Mogłem się schować w sklepie, ale nie chciałem zostawiać roweru bez nadzoru. Napojony i najedzony pojechałem dalej na północ. Byłem już blisko Łodzi, ale do domu miałem jeszcze spory kawałek. Nazwy miejscowości przez, które przejeżdżam są mi co raz bardziej znane. Już jest dobrze, bo w każdym momencie mam blisko do domu najkrótszą drogą. W Gałkówku, 10 km za Żabką odbijam do sklepu, żeby uzupełnić wodę, bo kolejny sklep będzie dopiero za 38 km. Temperatura wg. Garmina przekracza już grubo 35 kresek. Kolejne kilometry bez większej historii. Jadę zachodnią stroną Koluszek i 10 km od ostatniego sklepu jestem już nad Mrogą w Lisowicach. Przejeżdżam drewnianą kładką na drugą stronę i znajduję ławeczkę w cieniu na przeciw plaży. Robię sobie tam długą przerwę. Wypijam colę w puszce i zjadam bułkę z truskawkami. Po skończonym posiłku najzwyczajniej w świecie chilluje :-D
Z Lisowic kieruję się na północ, wzdłuż Mrogi, przecinam DK72 jadąc wschodnią stroną Brzezin. Przejeżdżam przez Michałów i w Rozworzynie odbijam już ostatecznie na zachód w kierunku domu. Cztery kilometry dalej wjeżdżam do Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich, czyli mogę napisać, że byłem już u siebie ;) Jadę tą samą trasą, którą jechałem tydzień wcześniej, tylko w przeciwnym kierunku. W okolicach Tadzina przeprawiam się wąską kładką nad Mrożycą i chwilę później jestem już na czarnym szlaku rowerowym w Grzmiącej. Tam zauważam mural dla fanów Gwiezdnych Wojen. Trzymając się czarnego szlaku, przez Buczek, Jaroszki i Moskwę docieram do Byszew i do sklepu. W bidonach już pusto, więc to najlepszy moment na uzupełnienie płynów. Potrzebuję odpoczynku, więc przerwa trwa trochę dłużej. Spod sklepu trzymając się szlaku rowerowego jadę w stronę Łodzi. Dobrze mi się kręci, ale wiem, że przede mną jeszcze jedna ciężka przeprawa, czyli ścianka na Radary. Nie cisnę już, kręcę powoli, czuje każdy obrót korbą. Czuje, że skurcze są kwestią chwili. Zatrzymuję się w połowie podjazdu. Rozciągam mięsień w prawej nodze i ruszam dalej. Poszło, dalej to już rurki z kremem. Przecinam DK14 i jestem już w mieście. Jest okropnie gorąco. Kieruję się w stronę domu. Na ścieżce którą jeżdżę z Łagiewnik do domu jest delikatnie pod górkę. Nawet nie zmarszczka. Zaczynam kolejny raz odczuwać, że skurcz to kwestia chwili. Na końcu podjazdu złapał. Dotoczyłem się bez pedałowania do przejazdu rowerowego. Zsiadłem z roweru i przez przejście rower przeprowadziłem. Oczekiwanie na zielone spowodowało, że ból mijał. Za przejściem wsiadłem na rower i dotoczyłem się do mety :)
Przejechałem 141,8 km na których wyszło 893 m w górę. Połówka trasy bardzo fajna, bo pogoda była spoko. Później zrobiło się gorąco i było mniej przyjemnie.
Trasa wyglądała jak poniżej:
https://youtu.be/3J7iqrQ8qJY
Fotki:
89148
Opoczno
89149
Dworzec ma najlepsze lata dawno za sobą.
89150
Zamek Kazimierza Wielkiego w Opocznie.
89151
Szuterek na wschodzie od Opoczna.
89152
Polny klimat. Z początkiem lasu zaczęła się piaskownica.
89153
Fajny klimacik.
89154
Szuterek przed Smardzewicami.
89155
Zalew Sulejowski i zapora.
89156
Kopalnia Biała Góra.
89157
Niebieskie źródła.
89158
Niebieskie źródła.
89159
Pilica.
89160
Od wyboru do koloru ;)
89161
Już jej nieśli suknie z welonem.
89162
Dwór Neogotycki w Ujeździe.
89163
Bułka z truskawką ;)
89165
Mroga w Lisowicach.
89166
Zakaz wjazdu!
89167
Wjazdu, a nie wejścia ;)
89169
W końcu u siebie :-D
89170
Rozworzyn. Można tam się samemu obsłużyć i kupić lemoniadę. Jest słoik albo pucha na kasę.
89172
Yoda.
89173
PKWŁ. Jak u siebie.
89174
Dwór w Buyszewach.
Rozkrecasz się, ciapong, 100+. Gruz widać siadł.
Dzięki za relację.
siemalysy Ładnie Ci to poszło. Przejechałeś większy dystans niż ja kiedykolwiek :)
Siema :)
Chciałbym w góry
.
Zatęsknisz i wrócisz z pełną mocą swoją i Bosza :-D
Relacja git i fotki spoko.
-------------
Macie Pany coś do zaproponowania w kwestii ultra lekkiej przeciw wiatrowej/deszczowej kurteczki ?
Tak, ja używam takiej, tylko mam jeszcze bez logo Endury
https://road.cc/content/review/46972-endura-pakajak
Nie wiem tylko czy jeszcze dostaniesz.
zdyboo
Dzięki. Ma ona kapturek ?
Nope, to kurtka rowerowa jest.
No właśnie rowerowa powinna mieć kaptur, a ciężko takie znaleźć. Sam mam Gorewear Endure, bo to nie jest przeźroczysty worek i czasem w niej chodzę na co dzień. Tylko tam zaś kaptur jest za duży. Tzn można go na kask założyć ale osobiście wolę pod, tylko to bardziej pod kątem zimy/jesieni. Nie jest ultralekka ale bardzo lekka już tak.
Mam też Endurę Humvee Windproof ale to jest tylko wiatrówka. Pół godziny mżawki wytrzymała ale na nic więcej bym nie liczył. Tam kaptur jest świetny, za to krój tej kurtki jest jakiś dziwny i chyba bym jej nie kupił jakbym ją mierzył. Albo inny rozmiar. Ale tą mam praktycznie zawsze ze sobą. No ale w moich jazdach wiatrówka jest dużo bardziej uniwersalna.
Nope, to kurtka rowerowa jest.
..a Tygu ma i właśnie zanabyłem :) patronat - dzięki
Poranny dojazd do fabryki sprawił, że Hultajowi stuknęło 20 tysięcy. Pierwszy rower, który mam przez tyle kilometrów. Po tym jak mi się dobrze jeździło na pomarańczowym, stwierdziłem, że mógłbym mieć taki rower do latania po mieście. Pierwszy emil w jego sprawie poszedł 20 sierpnia 2021 r., a oblatany został 4 grudnia tegoż roku.
89189
Rower od początku pomyślany jako miejski. Lutowana rama stalowa na rurach Columbus. Spoiny szlifowane. Zewnętrzne prowadzenie kabli, żeby woda nie lała się do środka. Kiera bez flary, żeby łatwiej było między samochodami. Siodło szerokie, bo po mieście latam głównie bez pampersa. No i błotniki pełne, długie, ameliniowe, a jednak pomalowane pod kolor ramy, żeby zadawać szyku. Przedni błotnik został później doposażony w chlapacz. Jeszcze miał być gabażnik też do malowania, ale nie znalazłem nic ciekawego z mocowaniem Ortlieb Q3.1. Trzeba było jednak znaleźć, o czym za chwilę.
Zamawiany był w szczycie pandemicznego braku czegokolwiek do roweru, zatem główny osprzęt to było to co zostało po Authorze Roninie, czyli Sram Apex 1 i koła Mavic Allroad. Kupiłem, mostek, kierę, sztycę, siodło i opony, a także jakieś drobiazgi. Przy okazji wyszło, że trudno obecnie kupić srebrne części. Wszystko teraz czarne. Ritchey jednak nadal ma komponenty z linii Classic. Kierę tylko została Eastona dokładnie taki model, jak w pomarańczowym, ale bez flary. Umyśliłem sobie, że między obydwoma Hultajami ma nie być większych różnic jeżeli chodzi wrażenia z jazdy.
Rower jednak przeszedł kilka modyfikacji.
89188
Dokładnie po roku od oblatania (po 7 kkm) pękła rama i to tak dosyć poważnie. Rano jak jechałem do fabryki było spoko, ale na powrocie, kierownica dostawała efektu „shimmy”. Nie wiedziałem co się dzieje, myślałem, że stery się poluzowały. Ciemno było, dopiero w windzie zobaczyłem co się stało i się lekko zlękłem. Przejechałem 16 km, brakło może 2 cm, żeby rura całkiem pękła.
89190
Hultaj jednak wziął sprawę na klatę i rura została całkiem wymieniona. Rower był gotowy do ponownej jazdy pod koniec stycznia 2023.
Zmiany bardziej miłe, to komplet kół od Dandy Horse na węglowych obręczach. Takie same jak mam drugim gruzie, ale na piastach DH. Co też nie było do końca trafionym wyborem, bo tylna ma za dużo amelinium w bębenku i zaczęła się zbyt szybko zużywać. Wjechała na jej miejsce DT Swiss 350. Grupę osprzętu zmieniłem też na GRX 8XX 1x11, a przy okazji wjechała mała kaseta 11-34, bo w mieście nie ma potrzeby stosowania bardziej miękkich przełożeń. Apex 1 nie był zły, ale cały czas zapowietrzał mi się tylny hebel.
Ponieważ to rower miejski to konieczne jest na nim przewożenie bagażu. Od początku służy ku temu kierownica. Zapewnia to bardziej równomierny rozkład masy. Niestety implikuje to trudność z zamocowaniem przedniej lampki, takiej mocniejszej do oświetlania, bo pozycyjną mam na lewej goleni widelca. Przydałby się gabażnik na tył, ale przez to, że nie był w opcji na początku, to otwory montażowe są bardzo wysoko nad osią, przez co dowolny bagażnik ze sklepu też jest kuriozalnie wysoko. Musiałbym zlecić jego wykonanie, ale Hultaj się za to nie bierze, a do innych speców, np. Karamba Frameworks musiałbym wysłać cały rower. Zatem zostaje kierownica. Może jeszcze coś wymyślę w tej materii.
Podsumowując to jeździ mi się na tym rowerze bardzo dobrze, ale śmigam głównie po mieście. Niemniej jednak, rower zaliczył kilka dłuższych tripów w tym nawet jedną dwusetkę, bo zdarza mi się z braku weekendowego gruza śmigać na nim, choć wtedy głównie wokół komina. Nie chce mi się wszystkich toreb montować, zwłaszcza, że otworów montażowych zbyt dużo nie mam. Tylko na trzy bidony. Mocowanie pod dolną rurą pojawiło się dopiero przy okazji wymiany rury.
Z fakapów to mam drobne zastrzeżenia co do jakości malowania. Na dolnej rurze w okolicach suportu spuchł mocno lakier, co oczywiście zostało zlikwidowane przy okazji wymiany rury. Niemniej jednak obecnie pojawił się rdzawy nalot na jednym mocowaniu do kabli. Same rury trzymają się spoko. Na górnej jest mały odprysk lakieru, ale nie rdzewieje. Uchwyty jednak z gorszej stali i szybciej ją chwyta rdza.
zdyboo Stalowe rowery to nie moje klimaty za to ten kolor jest zawodowy. Mógłbym takie mieć w następnym rowerze :)
Dzięki, pół godziny z RALownicą spędziłem wybierając go.
RAL6035 jakbyś rzeczywiście miał wybór.
Zastanawiałem się jeszcze nad British Racing Green, ale to jest bardzo ciemna zieleń, w pochmurny dzień wygląda jak czarny.
Wind Mill
08-07-2025, 18:45
Zielony Szerszeń! ;)
siemalysy
08-07-2025, 20:02
Rozkrecasz się, ciapong, 100+. Gruz widać siadł.
Dzięki za relację.
siemalysy Ładnie Ci to poszło. Przejechałeś większy dystans niż ja kiedykolwiek :)
Zatęsknisz i wrócisz z pełną mocą swoją i Bosza :-D
Relacja git i fotki spoko.
-------------
Macie Pany coś do zaproponowania w kwestii ultra lekkiej przeciw wiatrowej/deszczowej kurteczki ?
Dziękuję Panowie :)
zdyboo kipcior rotor
grissley
08-07-2025, 20:07
Fajne to pęknięcie ramy. Takie w trasie niegroźne ;)
Kolor faktycznie sztos.
@siemalysy (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=75537) - przyłączam się do ochów i achów ;)
zdyboo - w tym "Green Hornecie" brakuje mi sztycy regulowanej (nie mów, że niepotrzebna). Dojeżdżanie do świateł, cyk w dól, start, cyk w górę :mrgreen:
siemalysy
08-07-2025, 21:20
Poranny dojazd do fabryki sprawił, że Hultajowi stuknęło 20 tysięcy. Pierwszy rower, który mam przez tyle kilometrów. Po tym jak mi się dobrze jeździło na pomarańczowym, stwierdziłem, że mógłbym mieć taki rower do latania po mieście. Pierwszy emil w jego sprawie poszedł 20 sierpnia 2021 r., a oblatany został 4 grudnia tegoż roku.
...
zdyboo
Tomek, fajny ten Hultaj. Niech cieszy jak najdłużej :)
...
@siemalysy (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=75537) - przyłączam się do ochów i achów ;)
Dzięki :)
siemalysy, bardzo fajnie pośmigałeś, ładne zdjęcia :) :mrgreen:
Brawo Majkel, dobre gravelovanie! Tom, mnie cieszy, że Cię Hultaj cieszy!
siemalysy
08-07-2025, 21:40
siemalysy, bardzo fajnie pośmigałeś, ładne zdjęcia :) :mrgreen:
Brawo Majkel, dobre gravelovanie! Tom, mnie cieszy, że Cię Hultaj cieszy!
crusiek gavin
Sebastianie i Sebastianie Dzięki :)
Dzięki Pany.
Winda niepotrzebna, to sztywny rower tu jest zawsze tyle samo do ziemi.
A poza tym do nowej fabryki nie mam świateł po drodze.
Natomiast w fullu to inny kaszel, zanim nauczyłem się wykorzystywać droppera w górach to właśnie na światłach przydawał się najbardziej.
Kolejny trip w Żywiecki. Postanowiłem "iść za ciosem" i zwiedzić kolejną część szlaku granicznego (GSB czerwonego w tym przypadku).
Najpierw odstawiłem żonkę na Przeł. Glinne, by za chwilę zjechać parę km do Korbielowa i spod wyciągów na Pilsko, wbić się na zielony szlak prowadzący na Miziową. Szlak od razu ostro przybiera, jedzie się stokiem narciarskim z luźnymi kamieniami, trochę kombinuje, bo dokładny przebieg szlaku zielonego jest mało przyjazny dla rowerzów. Po rozgrzewce, szlak się wypłaszcza i przez las już spokojnie dojeżdżam do odbicia szlaku żółtego w prawo, którym pomykałem tydzień wcześniej. Teraz fajny techniczny fragment podjazdu pod Miziową do schroniska. Nie wszystko wyjeżdżam, bo ważniejsze dla mnie jest, by nie uszkodzić rowerza, niż sztuczna napinka na pokonanie wszystkich trudności w siodle.
Docieram do schroniska pod Pilskiem. Jest to jedyne miejsce dzisiejszego tripu z elektronami w gniazdku, więc korzystam i dopełniam aku. Jadę w nieznane mi tereny, są sztajfki po drodze, więc będzie turbo w użyciu, chce być spokojny, że aku nie braknie. Cieżar ładowarki wraz z kablami, złodzejką to jakieś 1,3 kg dodatkowego balastu. Minimaliści powiedzą sporo, drudzy - przygotowani zawsze na wszelkie niesprzyjające okoliczności, spoko :grin:. Mi ten ciężar nie przeszkadza, mając na uwadze to, ile on korzyści daje. Zapinam rowerza bezpośrednio do gniazdka na zewnątrz. Zrobiłbym tak samo tydzień temu, ale wtedy nie miałem złodziejki, a w gniazdku był podpięty jakiś wyświetlacz, chyba do wyświetlania numerów gotowych dań, ale żadne numery się nie wyświetlały :?:, tylko pikał co jakiś czas. By wypełnić minuty, kupiłem jabłecznika z pifkiem 0%, chociaż nie byłem, ani spragniony, ani głodny, wszak zacząłem dopiero tripa i jeszcze śniadanie czuję. Zrobiłem to na zapas, bo później już nie będzie okazji, tylko sam prowiant w plecaku. Prognozy były upalne, ale jakoś tego upału nie czułem, ani nawet się nie zapowiadało. Ktoś pytał obsługę nawet, czy nie będzie przypadkiem deszczu, bo zrobiło się chłodno i pochmurzyło na niebie.
Nie zabawiłem długo w schronisku, tyle co na spokojną konsumpcję, bo wiedziałem, że mam już dość energii, ładowarka 6A robi robotę (standardowa moc ładowarek seryjnie dołączonych do rowerzów, to 4A).
Ruszam czerwonym GSB, trawersując masyw Pilska i dziwię się, dlaczego nie przebiega przez tak znaczny szczyt :confused:
89226
Trzeba najpierw zjechać w dół od schroniska, by dostać się do właściwego trawersu. Początek, jak widać powyżej, najeżony głazami, raczej dla posiadających w plecaku spory zapas przerzutek :grin:. Podarowałem sobie go i podprowadziłem te kilkadziesiąt m. Dalej tylko trochę łatwiej, da się jechać, ale z podprowadzeniami, więc jazda jest szarpana. Od chyba połowy tego czerwonego trawersu, robi się na tyle łatwo, że jazda już jest możliwa. Przecinam na nielegalu rezerwat Pilsko i dobijam do niebieskiego granicznego biegnącego z Przeł. Glinne na Pilsko.
89227
Żonka już powyżej mnie, więc wymieniamy się sms-ami. Teraz zaczyna się najlepszy fragment całego dnia: stromo, technicznie, szybko, szczególnie na dojeździe do Przeł. Glinne. Po osiągnięciu powyższej, chwila zadumy nad przebiegiem szlaku, bo jakieś remonty i zagrodzili wejście. Po namierzeniu GSB zaraz po ok.200-300m "ścianka płaczu", wypychanko niezbyt długie. Dalej lecę, już bez przeszkód. Szlak wznosi się i opada cyklicznie, nawierzchnia bardzo dobra, mała ilość upierdliwych luźnych kamulców. Co jakiś czas otwierają się widoki. Są też sztajfki i kamieniste podjazdy, co by nudnawo nie było
89228
89229
89230
Turystów po drodze mało. Dwójkę minąłem zajadającą się jakąś pyszną mielonką z puszki. Dalej spotkałem małolatę ze słuchawkami w uszach, którą minąłem na odległość zeszytu 60k. bo inaczej wpadłbym do sporej kałuży. Trochę się wystraszyła, ale to nie moja wina, że miała zbyt głośno muzykę puszczoną :-P
Dobijam do Mędralowej Zach., odbijam na zielony szlak i wjeżdżam na Małą Mędralową
89231
Otwierają się widoki na Pilsko
89232
89233
Cały czas zjazd, raz szutrem, innym razem drogami leśnymi
89234
89235
Końcóweczka zielonego przed Przyborowem nieprzyjemna, zalesiony wąwóz z luźnymi kamulcami. Teraz transfer asfaltem do żółtego i wjazd na szutrówkę prowadzącą na Wierch Jabłonki. Po drodze korzystam z miejsca do odpoczynku i zajadam kanapeczkę.
Jest jeszcze krótki singielek przede mną i asfaltem do bazy pod Pilskiem.
Fajny dzień, nie tak spektakularny, jak tydzień temu, ale nowe szlaki rozpoznałem, co było głównym motorem napędowym.
grissley
10-07-2025, 18:30
@zdyboo (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2855) - jak kiedyś pisałeś, że dałeś dłuższy wózek w przerzutce zamiast goatlinka bo naczytałeś się o problemach, to o jakie to problemy chodziło?
Mi zaczęło czasem zrzucać przełożenia z tyłu, zastanawiam się dlaczego (tak raz na 20-30km się zdarza)
rotor - bardzo fajna trasa na wycieczkę pieszą :)
siemalysy
10-07-2025, 19:33
rotor
Wojtek, a idź Pan do cholery! Apetyt człowiekowi robisz.
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) - bardzo fajna trasa na wycieczkę pieszą :)
40km, trochę długa :)
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473)
Wojtek, a idź Pan do cholery! Apetyt człowiekowi robisz.
Nabieranie tego typu apetytu, tylko na zdrowie wyjdzie :D
siemalysy
10-07-2025, 20:56
40km, trochę długa :)
Nabieranie tego typu apetytu, tylko na zdrowie wyjdzie :D
Obyś miał rację :)
Bsrdzo ładnie rotor, apetyt faktycznie rośnie :)
crusiek, a kiedy Krecia relacja, hm? ;)
crusiek, a kiedy Krecia relacja, hm? ;)Eee, za dużo by pisać, książka by powstała:)
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) fajne kamyczki :)
Bsrdzo ładnie @rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473), apetyt faktycznie rośnie :)
Dzięki Pany !
Rośnie, rośnie, pogoda się robi, więc będą warunki do konsumowania :-D
patronat
11-07-2025, 09:19
rotor - chciałem ładowarkę 6a do moich sprzętów, ale ostatecznie poległem. Główne zastosowanie to miało być doładowanie w samochodzie w ramach podróży. No i plan misterny upadł, bo fabryczna przetwornica ma 300W, czyli 1.3A?
Ostatecznie doszedłem do wniosku, że 2k przewyższenia na dzień mi wystarcza, żeby godnie żyć. A to robie bez ładowarki. Ostatnio zrobiliśmy historyczną zamiane rowerów i pojechaliśmy je ustawiać. $4h, 35km i 1700 up, ciągłe turbo. Zostało mi 23% baterii. Zajebioza, bo w Kellysie nie do zrobienia takim trybem.
W drugiej połowie sierpnia jedziemy na Fatrę - zbierzcie się - Marcina bierz, siemalysy - może też się wkręcisz? Dostosujemy trasę, żeby było przyjemnie i nie hardkorowo w razie czego.
Yamaha nie taka oszczędna, 2k up zrobię, jak będę cedził, a nie turbo używał
patronat
11-07-2025, 11:00
Żeby nie było - dwa lata temu też bym nie zrobił 2k na turbo - człowiek z biegiem czasu inaczej używa tych sprzętów. No a Yamaha nie należy do oszczędnych - jest za to nowy wypust silnika od nich, widziałeś?
Coś tam widziałem, ale na obrazku i w opisie to wszystko jest pięknie i ładnie. Gdybym kupował teraz rowerz, to bym sie mocno zastanawiał tylko, czy gen.4, czy 5 Boscha (4-ka wydaje mi się oszczędniejsza)
patronat
11-07-2025, 11:50
5 lepsza i nowocześniejsza i ma możliwość 100 niuta, 4 na maxa dopracowana i w 100% wystarczająca do wszystkiego. Ja mam 4, jechałem na 5 raz, nie pragnę jakoś szczególnie. Będę miał na test na tydzień Megamo z Dji po wakacjach to się odezwę, będziesz mial okazję spróbować:)
patronat
11-07-2025, 14:17
Aaa dopisze, żeby nie było niedomówień: ładowarka 4A na oczywiście 36V więc moc max ładowania to 144W. Ale ja muszę dwa rowery, i mam ograniczenie do 300W więc dlatego 6A nie wchodzi w grę.
@zdyboo (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2855) - jak kiedyś pisałeś, że dałeś dłuższy wózek w przerzutce zamiast goatlinka bo naczytałeś się o problemach, to o jakie to problemy chodziło?
Już nie pamiętam dokładnie, ale chyba chodziło o i tak trudne wrzucanie na większe zębatki kasety.
Pisałem niedawno, że mam problem z trzeszczącym suportem w szosie. Zdyboo podpowiadał, żeby zdjąć dekielek z łożyska i wyczyścić, ale jak popatrzyłem na yt jak gość to ściąga, to stwierdziłem że wyszczerbię to na bank. Więc kupiłem nowy suport.
Po wymianie suportu wykonałem jazdę testową (~30 km), pławiąc się w ciszy i samozadowoleniu.
Następnego dnia Spec stwierdził, że dosyć tego pławienia i trzeszczenie wróciło.
Postanowiłem problem rozwiązać inaczej (pewien niecenzurowany AI określiłby to jako ostateczne rozwiązanie) i kupiłem nowy rower :D
89256
A więc witam w krainie jednorzędowców :)
PS: wiem, że siodełko za nisko, ale po rozpakowaniu roweru byłem przekonany, że rozmiar jest za duży i siodełko mocno obniżyłem. A jak już zacząłem jechać to nie miałem klucza żeby podnieść, więc jechałem jak na świni.
rotor
Mnie zawsze dziwią ludzie, którzy idą do lasu, w góry, na plażę, na rower i mają słuchawki w uszach.
Dobrze pojeżdżone.
kashpir
Uadny ten Kross, szkoda, że ramę tylko do połowy pomalowali.
Aaa dopisze, żeby nie było niedomówień: ładowarka 4A na oczywiście 36V więc moc max ładowania to 144W. Ale ja muszę dwa rowery, i mam ograniczenie do 300W więc dlatego 6A nie wchodzi w grę.
DJI ma 10A ładowarkę, się możemy schować przy technologii "Braci Mniejszych" :eek:
- - - - kolejny post - - - - - -
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473)
Mnie zawsze dziwią ludzie, którzy idą do lasu, w góry, na plażę, na rower i mają słuchawki w uszach.
Dobrze pojeżdżone.
@kashpir (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=57084)
Uadny ten Kross, szkoda, że ramę tylko do połowy pomalowali.
Kiedyś na początku rowerzowania, próbowałem słuchać muzy, ale mi dość szybko przeszło, wolę zagłębić się w myślach, jak jest nudno na szlaku (ale takie sytuacje zdarzają się niezmiernie rzadko). O drodze publicznej to nawet nie wspomnę, muszę słyszeć, co się wokół mnie dzieje.
----
Którą połowę ? :grin:
Kiedyś na początku rowerzowania, próbowałem słuchać muzy, ale mi dość szybko przeszło, wolę zagłębić się w myślach, jak jest nudno na szlaku (ale takie sytuacje zdarzają się niezmiernie rzadko). O drodze publicznej to nawet nie wspomnę, muszę słyszeć, co się wokół mnie dzieje.
Jeden jedyny raz przejechałem się rowerem miejskim ze słuchawkami na uszach. Niedaleko ujechałem jak stwierdziłem, że czuję się jak głuchy, jakby mi ktoś zabrał całkiem słuch. A to słuchawki otwarte były z małymi głośnikami, Koss Porta Pro.
Którą połowę ?
Tak.
Postanowiłem problem rozwiązać inaczej (pewien niecenzurowany AI określiłby to jako ostateczne rozwiązanie) i kupiłem nowy rower :D
.
Gdybym kupował rowerz przy każdej usterce, musiałbym je u sąsiadów już trzymać z braku miejsca :-P
- - - - kolejny post - - - - - -
Tak.
Tak myślałem :lol:
TO nie brak malowania, tylko rower po powodzi.
A poważnie, fajny, gratuluję zakupu, niech cieszy duszę i ciało.
Się nie znacie, hybrydy są teraz na czasie :) I to jest "mech pustyni" :D
Dzięki :)
Pustyni, czyli piasku, czyli zacznie trzeszczeć.
Może i zacznie trzeszczeć ale tylko dolna część ;) Mnie się może nie widzi za bardzo ale plus za rozwiązanie problemu :)
Ja z kolei słuchawki na uszach bardzo lubię i mam niemodne dzisiaj pchełki na kablu. Choć zwykle zakładam je dopiero po jakimś czasie. Takie wspomaganie elektryczne falami dźwiękowymi.
To jest lis pustyni, nie ma prawa trzeszczeć. A jeśli nie będzie lisem, to mu zamontuję radio i będę podgłaszać!
grissley
12-07-2025, 01:19
Kiedyś na początku rowerzowania, próbowałem słuchać muzy, ale mi dość szybko przeszłoJa na rowerze słucham audiobooków. Zawsze. Czasami jak trafię ponownie w jakieś miejsce gdzie byłem tylko raz na rowerze to mi się odmyka jakas klapka w mózgu i przypominam sobie, jakiej książki tu słuchałem, a nawet jakiej sceny. Takie książkotagowanie.
Słucham na zabytkowym odtwarzaczu mp3 z kablowymi pchłami.
Już nie pamiętam dokładnie, ale chyba chodziło o i tak trudne wrzucanie na większe zębatki kasety.A, to nie. Zmienia mi się teraz przecudnie, aż czasem nie jestem pewien czy aby na pewno się zmieniło (ale się zmieniło). Ale czasem jak jestem na małej z przodu a z tyłu na 8 albo 9, to potrafi sam z siebie na 10 albo 11. A Di2 wtedy głupieje, bo ono nie pozwala na 10 ani 11 jak jest mały blacik z przodu. Nie wiem skąd to się wzięło.
@kashpir (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=57084) - dobre bo polskie :D
siemalysy
12-07-2025, 11:49
rotor - chciałem ładowarkę 6a do moich sprzętów, ale ostatecznie poległem. Główne zastosowanie to miało być doładowanie w samochodzie w ramach podróży. No i plan misterny upadł, bo fabryczna przetwornica ma 300W, czyli 1.3A?
Ostatecznie doszedłem do wniosku, że 2k przewyższenia na dzień mi wystarcza, żeby godnie żyć. A to robie bez ładowarki. Ostatnio zrobiliśmy historyczną zamiane rowerów i pojechaliśmy je ustawiać. $4h, 35km i 1700 up, ciągłe turbo. Zostało mi 23% baterii. Zajebioza, bo w Kellysie nie do zrobienia takim trybem.
W drugiej połowie sierpnia jedziemy na Fatrę - zbierzcie się - Marcina bierz, siemalysy - może też się wkręcisz? Dostosujemy trasę, żeby było przyjemnie i nie hardkorowo w razie czego.
patronat dziękuję za zaproszenie :) W sierpniu mam urlop, więc raczej się ni uda.
patronat
12-07-2025, 22:34
Jeśli pogoda dopisze, 30 sierpnia to jedyny termin możliwy z mojej strony. Nic na siłę, ale zapewniam że warto.
grissley
13-07-2025, 13:55
Miało być dzisiaj 120km, a jest burza, wichura i oberwanie chmury. Szlag...
Przy czym wg mojej komórki świeci słońce i jest 25stopni. Dobrze, że spod klatki zdążyłem zawrócić :o
E tam, z cukru jesteś? ;)
Wind Mill
13-07-2025, 17:51
Na rowerze, deszcz uważam za intensywny w momencie, gdy przemoczone są slipy.
Jeśli są tylko z lekka mokre, to tylko padało.
Reszta odzieży wiadomix, może być i przemoczona - w końcu pada.
Powyższe ma zastosowanie na trasach do 40...50 km (startując w deszczu, nie łapiąc go po trasie) - więcej w deszczu nie jeździłem, ogląd mógłby się zmienić po kolejnych km. ;)
Ja już takie stany, że nie mam na sobie nic suchego osiągałem na kilkunastu kilometrach fabrycznej jazdy.
Z drugiej strony, jak nie ma być opadów ciągłych, to zwykle nie odpuszczam jazdy. W październiku 2023 pojechałem w Izery, gdzie wiedziałem, że będzie padało i ten deszcz mnie złapał. Dwie godziny jazdy w dość intensywnym, a czasami bardzo intensywnym deszczu. Kurtka dała radę, miałem na zmianę rękawice i skarpety. Zwłaszcza te drugie były potrzebne, bo wełna nawet mokra do jakiegoś momentu zapewnia komfort cieplny, ale potem w ogóle nie schnie.
Jednak najlepszy pod kątem deszczu miałem rok 2021. Siedziałem na zdalnej i tylko raz w tygodniu w losowy dzień jechałem do fabryki. Poza tym każdy weekend od marca do listopada na rowerze, to był rok, gdzie robiłem 300 km tygodniowo od początku czerwca do połowy października. I nie zmokłem ani razu, a jechałem nawet, jak zapowiadali deszcz.
siemalysy
13-07-2025, 20:14
Dziś nie mogłem się zebrać na rower. Prawie już odpuściłem. Dobrze, że tylko prawie. Prognozy się w jakiś sposób sprawdziły. Burza mnie nie złapała. Słyszałem tylko pomruki gdzieś w oddali. Deszcz mnie delikatnie pokropił, bo zaczęło lekko padać jak byłem kilka kilometrów od chaty.
89277
89278
89279
89280
British Racing Green
jeden z moich ulubionych kolorów!
- - - - kolejny post - - - - - -
mam problem z trzeszczącym suportem w szosie
najczęstszą przyczyną trzeszczenia "w suporcie" przy pedałowaniu jest sztyca...
siemalysy
15-07-2025, 20:29
Jeśli pogoda dopisze, 30 sierpnia to jedyny termin możliwy z mojej strony. Nic na siłę, ale zapewniam że warto.
patronat
Zobaczymy co sierpień przyniesie :) Jeszcze trochę czasu zostało na ewentualną decyzję ;)
patronat
16-07-2025, 08:15
Garmin MTB - ktoś się tym interesował? Ma to sens? Zastosowanie - prowadzenie po szlakach nieznanych głównie - taka mapa.cz?
Co do Fatry / my tam jeździmy zawsze jak mamy na to czas. Turbo teren. Na 100% we wrześniu też będziemy chcieli pojechać, pożyjemy zobaczymy. Na razie dużo zajęć dodatkowych było, więc się skupiliśmy na Bielsku. Do tego przez przypadek prowadziłem pseudo szkolenia /wycieczki- okazuje się, że znam te tereny znacznie lepiej niż mi się wydawało. Oczywiście pod Bielsko też się możecie podpinać, z tym że często trasa prowadzi singlami. rotor wie coś na ten temat :)
grissley
16-07-2025, 11:12
Historie warsztatowe:
Udało się w końcu oddać amory na serwis. Paragon z Rometa nie miał serwisu zerowego i przejeździł 120h - to taki akurat przebieg. Aale Axon Werx z Frankensztajna jeździł 600h i tego już udało mi się doprowadzić do zatarcia:
Tłok wymieniono na Aluminiowy z X-ringiem, Shaft na nierdzewkę bo fabrycznie był aluminiowy z miękką anodą (w stanie "mocnego zatarcia"), wymieniono także system sprężyn negatywnych na taki co w Auron/Aion . W kartridżu wymieniono całe uszczelnienie wraz ze świeżym olejem. Zostały wymienione gąbki z filcowych na piankowe oraz uszczelki kurzowe
Chyba muszę serwisować częściej ;)
patronat
16-07-2025, 11:15
to Santur? Jaki skok?
grissley
16-07-2025, 11:16
to Santur? Jaki skok?
SR Santour Axon Werx - rzekomo najwyższy model (teraz już jest następca). Skok 100mm.
Miałem ostatnio przemyślenia, że doopy to on nie urywa (tyle, że lekki), a na Paragonie jeździ się lepiej. Może to przez to zatarcie :D
Garmin MTB
czaję się na niego ale bez napinki i na pewno nie za tą cenę, która jest obecnie (wszędzie stoi RSP). opadnie podatek od nowości to będzie można działać.
- - - - kolejny post - - - - - -
SR Santour (...) Miałem ostatnio przemyślenia, że doopy to on nie urywa (...) Może to przez to zatarcie :D
bo one nie są szałowe - chwalą się, że produkują części dla innych i dlatego sami robią ekwiwalentne produkty ale to niestety nie jest prawda. wprowadzili nawet bliźniacze do DVO dampery i widły i jakoś to nie chce działać jak oryginał.
patronat
16-07-2025, 12:07
miałem kiedyś Cuba na jakimś Santourze - wyparłem z pamięci. To było moje remedium wtedy: https://allegro.pl/oferta/amortyzator-rock-shox-reba-rl-29-solo-air-100-mm-15x100mm-boost-17602624220?utm_feed=aa34192d-eee2-4419-9a9a-de66b9dfae24&utm_content=high-asp&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=_uzsd_sport_rowery_pla_ss_high_asp&ev_adgr=rowery_ss_high_asp&ev_campaign_id=22367594104&gad_source=1&gad_campaignid=22367594104&gbraid=0AAAAAD24kbP23kyjeyHbH9Y3qXrgoGw8K&gclid=Cj0KCQjwm93DBhD_ARIsADR_DjEw6YaeirW6kTubYUCt Hcely1R2oSJYEkFdPPh3KvQz6pdNx7hKs68aAqssEALw_wcB
a w zasadzie to był Yari ale ze skokiem 130mm. Przepaść to była z tego co pamiętam.
grissley
16-07-2025, 12:41
Suntour robi dużo budżetówek i kojarzy się z paździerzem. Ale robią też niebudżetówki. Ten mój był na wyprzedażach - nie jestem pewien dlaczego. Może dlatego, że to już "tylko" 100mm, a może dlatego, że to jeszce zwykła oska 15mm, a nie boost. A może dlatego, że 27.5 jest mało popularne (do gravela w sam raz). A może wszystko na raz. No w każdym razie wziąłem, bo ważył 1500g i był 3 lata temu schodzącym flagowcem, a była wyprz.
Nie za bardzo mam zresztą dla niego alternatywę teraz, bo SID SL to boost na 29" (wyglądałby komicznie), a widły dedykowane dla graveli mają śmieszne skoki.
Zobaczę, jak po serwisie będzie chodził.
Przy okazji - w drugim (z trzech ;) ) rowerów mam Suntoura NRX - to taki ich średniak dedykowany do crossów. Jest ok, choć Paragon lepszy.
Aaa - i jeszcze jedno. Za cały ten serwis opisany powyżej (w cenie był też przegląd Paragona) zapłaciłem 415zł. Z tego co pamiętam, za same uszczelki do Foxa płacicie więcej? ;)
patronat
16-07-2025, 12:55
750,- po znajomosci. Ale za to mogę trasę dh pucharu świata jechać (co zresztą robię czasami).
Używacie w garminach OSM czy jakieś wbudowane mapy?
patronat
16-07-2025, 13:17
to? : https://osmapa-garmin.las.org.pl
czy macie jakieś inne?
https://extract.bbbike.org/
To co gavin podał, sam sobie wybieram jaki obszar mi pasuje.
Ja używam wersji Openfietls lite i do Garmina trzeba wybrać kodowanie Latin.
siemalysy
16-07-2025, 22:11
Garmin MTB - ktoś się tym interesował? Ma to sens? Zastosowanie - prowadzenie po szlakach nieznanych głównie - taka mapa.cz?
Co do Fatry / my tam jeździmy zawsze jak mamy na to czas. Turbo teren. Na 100% we wrześniu też będziemy chcieli pojechać, pożyjemy zobaczymy. Na razie dużo zajęć dodatkowych było, więc się skupiliśmy na Bielsku. Do tego przez przypadek prowadziłem pseudo szkolenia /wycieczki- okazuje się, że znam te tereny znacznie lepiej niż mi się wydawało. Oczywiście pod Bielsko też się możecie podpinać, z tym że często trasa prowadzi singlami. rotor wie coś na ten temat :)
Do szwędania się po górach, po wyznaczonej wcześniej trasie, Garmin dedykowany na rower będzie dobrym rozwiązaniem. Zdecydowanie lepsza opcja niż zegarek.
patronat
17-07-2025, 09:03
Pytam właśnie, bo na zegarku niewiele oczy moje widzą. Korzystam głównie z telefonu na rozjazdach, jak już przestrzele trasę w ramach szukania alternatywy :)
Zrobie test porównawczy jakiegoś dzikiego miejsca które znam na poszczególnych mapach, ale mam wrażenie że to wszystko to samo jest...
Mapy Garmina bazują na OSM.
Generalnie to jest tak, że jak kręcę po lesie to każdą scieżynkę mam zobrazowaną na mapie, ale ogólnie nie jest źle.
nie narzekam na zegarek ale jeśli ten MTB znormalnieje w cenie to kupię
w zegarku pomaga bardzo połączenie z fonem i włączona w fonie nawigacja głosowa.
W sobotę jedziemy Gravelowe Beskidy od rana z Doliny Zimnika, po zboczach Skrzycznego i Baraniej Góry. Jak ktoś ma ochotę się z nami spotkać to zapraszamy.
Kurcze, to ja też wbijam do Was :)
Z tak daleka przyjdziesz? Klasa! [emoji38]
patronat
18-07-2025, 14:06
My też w BB tylko druga strona. 1600 up max, koło 30-35 km. Nelcia będzie szlifować zakręty, jak ktoś się chce podpiąć to zapraszam.
siemalysy
18-07-2025, 15:44
W sobotę jedziemy Gravelowe Beskidy od rana z Doliny Zimnika, po zboczach Skrzycznego i Baraniej Góry. Jak ktoś ma ochotę się z nami spotkać to zapraszamy.
Ja też mogę?
sie wie, proszę ja Ciebie
grissley
18-07-2025, 16:01
Jakby ktoś nie miał co z gotówką zrobić to jest promka na piasty:
https://www.pepper.pl/promocje/piasta-rowerowa-tylna-dt-swiss-240-exp-148x12mm-boost-disc-6l-shimano-micro-spline-99eur-w-promocji-rowniez-inne-wersje-dt-240-1081692#comments
Ja właśnie zamówiłem tylną 240tkę i przednią 350tkę za łącznie 140€ (!) i wygląda na to, że jednak wejdę w karbą...
Wykończy mnie ten pepper :D
patronat
18-07-2025, 17:40
Michał, skoro już masz ebika to może z nami pojeździsz?
W sobotę jedziemy Gravelowe Beskidy od rana z Doliny Zimnika, po zboczach Skrzycznego i Baraniej Góry. Jak ktoś ma ochotę się z nami spotkać to zapraszamy.
Coś kojarzę z nazwy, to tam zdaje się okolice Kościelca i Malinowa, może bym się wybrał? No chyba, że zaśpię to wtedy kolejką wyjadę ;)
Nawet rzekłbym bardzo dobry QŃ.
Taa, chyba pociągowy bo na asfalcie mam podobnie nieśpieszne tempo ;) Na szczęście niewiele go było.
siemalysy
21-07-2025, 19:06
Michał, skoro już masz ebika to może z nami pojeździsz?
Może kiedyś.
Wy ciśniecie, trenujecie, jeździcie najczęściej gotowe traski, a ja spokojny człowiek jestem. Widoczki, góry, ładne krajobrazy i rower ;)
Jakby ktoś nie miał co z gotówką zrobić to jest promka na piasty:
https://www.pepper.pl/promocje/piasta-rowerowa-tylna-dt-swiss-240-exp-148x12mm-boost-disc-6l-shimano-micro-spline-99eur-w-promocji-rowniez-inne-wersje-dt-240-1081692#comments
Ja właśnie zamówiłem tylną 240tkę i przednią 350tkę za łącznie 140€ (!) i wygląda na to, że jednak wejdę w karbą...
Wykończy mnie ten pepper :D
Ja mam w e-bajku najtańsze piasty Shimano,... Kurde, ja na prawdę nie kumam ciśnienia na coś lepszego. Te co mam sprawdzają się w 100%, nie psują się, nie brudzą (uszczelnienie daje radę, ale o tym za chwilę), chodzą cicho..., czego chcieć więcej ?
Ostatnio nawet zaglądałem do nich, bo pojawiły się strzały przy starcie. Okazało się, że już trochę brudu, wypracowany smar, spowodowały niezbyt chętną pracę zapadek. Po przeczyszczeniu i nasmarowaniu, chodzą, jak nowe. Do bębenka nie zaglądałem od początku posiadania rowerza, więc te 3,5 tys km w różnych warunkach usprawiedliwiają wg. mnie ten mini serwis. Łożyska z przodu i z tyłu, chodzą bez zająknięcia
3,5 kkm to jest żaden przebieg, a skoro i tak musiałeś zajrzeć to nie świadczy najlepiej o nich. Mam systemowe koła DT Swiss w MTB z piadtami 350 z podobnym przebiegiem i do piast nie zaglądałem jeszcze. Jeszcze cicho się kręcą.
Mam koła na piastach 350, które mają ponad 20 kkm nalotu i jedyne co robię to czyszczę i smaruję ratchet raz w roku. 15 minut roboty bez narzędzi, nawet na upartego kasety nie trzeba demontować.
Z piastami Shimano miałem wiele różnych problemów w przeszłości.
3,5 kkm to jest żaden przebieg, a skoro i tak musiałeś zajrzeć to nie świadczy najlepiej o nich. Mam systemowe koła DT Swiss w MTB z piadtami 350 z podobnym przebiegiem i do piast nie zaglądałem jeszcze. Jeszcze cicho się kręcą.
Mam koła na piastach 350, które mają ponad 20 kkm nalotu i jedyne co robię to czyszczę i smaruję ratchet raz w roku. 15 minut roboty bez narzędzi, nawet na upartego kasety nie trzeba demontować.
Z piastami Shimano miałem wiele różnych problemów w przeszłości.
Trochę mnie rozbawiłeś :grin:
Gdybym zrobił ten przegląd raz w roku, co TY robisz i zajmuje to kilka minut, nie miałbym absolutnie żadnych problemów.
Jednak jazda elektrykiem, a zwykłym mtb różni się. Obciążenia są inne, tereny są inne, na pogodę się nie patrzy tak precyzyjnie, nie omija wszystkiego błota, bo jest wspomaganie i się z tego wygrzebie, etc,
Na koniec porównaj ceny tych piast (tanie Sh. i DT) i uzasadnij różnicę w sposób rzetelny. Jak ktoś ma ciśnienie na znaczek DT i lepiej się przez to czuje,...to nie moja sprawa, wolno mu :-P
grissley
22-07-2025, 14:10
DT jest lżejsze i mniej obsługowe. Czy to warte tyle ile kosztuje to inna sprawa, ale w linku który wrzuciłem były przeceny ponad 60%.
Dziecko z podstawówki zna już terównanie, więcej ludzi = więcej zmiennych.
No dobra, po tej lekcji matematyki,przejdźmy do meritum.
Z myślą powyższą, przystępowałemw niedzielny poranek do zaplanowanego tripu.
Pierwotnie mieliśmy jechać ja iMarcin, ale access zgłosił jego kolega, a na miejscu zbiórkiokazało się, że jeszcze inny dołączył, więc była nas czwórka.
Po logistycznym poślizgu (ktośprzyjechał wcześniej, ktoś później, zaparkował dalej, lubbliżej) zebraliśmy się w kupie :D i okazało się, że Michał doswego Speca zapomniał wkręcić śrubki blokującej akumulator !Zaczęły się kombinacje, wsadził do otworku po śrubce kawałekplastikowej koszulki z wkrętu i na razie tak pojechaliśmy.Wcześniej jednak, wyprawiliśmy żonki w góry (tym razem mojapołówka miała towarzyszkę). Z Soblówki żółtym szlakiemprzecinamy pierwsze wzniesienia do drogi krajowej na Przeł. Glinkę.Już od startu widzę, że plan będzie musiał być rewidowany (cooczywiście nie jest czymś niezwykłym, bo nieraz „w locie”zmienia się plan, dostosowując go do aktualnych warunków). Terazjednak, zaskoczenie przyszło nieprzewidziane, gdyż się okazało,że kolega kolegi od kolegi :D ma tempo podjazdów nie najwyższe.Jedzie na maksa oszczędnie (czyli wolno), porównywalnie do analoga.Żeby była jasność. My z Marcinem wypracowaliśmy sobie naprzestrzeni wielu tripów, jakiś kompromis, pomiędzy tempem,zużyciem aku i radością jazdy (coś w okolicach 13km/h średnietempo z całego dnia po górach). Jest to tempo wyższe niż naanalogu (wszak po to mamy elektrona), ale daleko mu do wymiataczy,połykaczy terenu w granicach 18km/h. No więc jazda idzieślamazarnie od samego początku.
Meldujemy się w Bacówce na KrawcowymWierchu i pytamy o możliwość doładowania elektronami. Ja tego niepotrzebuje, ale kolega ma mniejszy aku i wypadałoby go ciut zasilić.Okazuje się, czego nie wiedziałem, że tam nie ma stałego prądu inie można ładować. W domu patrzyłem, czy nie ma jakiegośkomunikatu na ich stronie, ale nic nie znalazłem. Uważam to zaspore niedopatrzenie z ich strony, bo elektryków jest coraz więceji taka informacja dla wielu okazałaby się bardzo ważna.
No nic. Jedziemy dalej, skrócimy wrazie czego tripa. Teraz szlakiem niebieskim granicznym doPrzeł.Glinka. Najpierw zjazd, potem podjazd i... nagle okazuje się,że nie ma kompletu wycieczki. Czekamy i po chwili wyłania sięMichał ze swoim Specem, pchając go. Kołeczek z otworku po śrubcewypadł i prawie mu się wysunęła bateria w czasie jazdy. Chwilarozkminy, jak to bardziej trwale naprawić. Wyciąga nasadkę naśrubę (chyba z multitola) i pasuje mu ona do gniazda, ale jak jąumocować (jest na dole rowerza, więc grawitacja i wstrząsy jegowrogiem). Podpowiadam i oferuję taśmę izolacyjną, by owinąłwokół ramy kilka razy, trytytka się nie sprawdzi, bo zaraz osuniez tej nasadki blokującej aku. Tak też zrobił i pojechaliśmydalej.
Przekraczamy drogę na Przeł. Glinka ijedziemy, machając na pożegnanie spotkanej po drodze żmiizygzakowatej. Szlak wije się spokojnie, trochę błotka, kamieni,jakiś mały wypych, jest luzik. Sielanka nie trwa długo, jakieśmasakryczne błotka w lesie, uśpiły naszą czujność i zboczyliśmyze szlaku. Mapy cz. dały delikatnym sygnałem znać o tym, więc nieprzestrzeliliśmy dużo. Pierwsza ścianka w dół. Da się zjechać,ale w połowie zatrzymał mnie niewidoczny wcześniej próg. W sumiemały, niepozorny, ale na sporym nachyleniu, a ja nie do końcapozbyłem się z głowy tego hamulca po niegdysiejszym posiadaniu YT,na którym zaliczyłem parę OTB (świetny był to rowerz, ale typowościeżkowy, nie na ścianki).
Zbliżamy się do nieuchronnego, czylisłynnego Oszusta. Najpierw morderczy wypych. Koła rowerza sięślizgają, mamy wszyscy oczywiście walk assist, z tym, że u mniedziała on bardzo ospale (to kolejna niedoróbka ze strony inżynierówz Kraju Kwitnących Wiśni), pokonanie ścianki daje w zadek.
Jest jakieś ominięcie tego szczytutrawersem, ale wszyscy zgodnie - chcemy sprawdzić, z czym to sięje. Po wdrapaniu się na szczyt, chwila odpoczynku, ale ustalamydokarmienie się już po pokonaniu, tym razem, mega ścianki w dół.Krzyż na Oszuście, postawiony chyba celowo, by przed wyzwaniem sięprzeżegnać. No muszę powiedzieć, że takiej atrakcji to jeszczenie miałem (mieliśmy). Ścianka naprawdę stroma. Utrudnieniem byłagliniasta nawierzchnia zwilżona opadami sprzed dwóch dni, któranie dawała oparcia dla obuwia. Dość powiedzieć, że kolegazjechał ze dwa metry ślizgiem z rowerzem, bo nie mógł złapaćprzyczepności. Jakoś przeżyliśmy i zrobili przerwę na ławeczkachna dole. Dziewczyny (żony) już w schronie na Rycerzowej od jakiegośczasu, my daleko „w lesie”. Po drodze daję im sygnał dozejścia, by nie czekały na nas dłużej, bo w innym wypadku, mybyśmy musieli czekać już przy autach na nie.
To nie koniec atrakcji na dziś, przednami jeszcze Svitkowa, ze ścianką w dół. Po drodze jeszczepomniejsze wypychy, które daje się częściowo wyjechać. Szlakwidokowo nie poraża, są oczywiście prześwity, ale generalniezalesiony i mało view pointów. Na szczycie Svitkowej decydujemy sięwe trójkę skorzystać z objazdu widocznego na mapie cz. Michałposzedł na krechę. Ten objazd (przemarsz w połowie) to w zasadziechyba nie wiele lepszy, od „krechy”. Błotnisty, stromy, jechaćsię nie da. Dopiero od połowy jest jakaś płynność w poruszaniu.Pokonanie Svitkowej, to dla nas koniec szlaku granicznego, bodecydujemy się nie jechać/pchać na Rycerzową. Kolega ma małoprądu i mamy już duży poślizg czasowy. Trawersujemy Rycerzowążółtym szlakiem wprost do Bacówki i zajadamy się racuchami,popijając birem.
Krótka narada, którym szlakiem(czarnym, czy żółtym) spadamy na dół. Nie znamy ich, wyglądająpodobnie na mapie.
Kolega mówi, spytam się i grzebie wkomórce. Sądzę, że pisze do znajomych obeznanych w terenie, a tenpo chwili czyta odpowiedź. Dziwię się, że tak składnie i szybkomu ktoś odpisał,a ten oznajmia, że zapytał Czata GPT, którymszlakiem jechać... :D jprdl, jakich czasów dożyliśmy !
Wcześniej jednak napisałem do żony,którym one szlakiem schodzą i zapytałem o opinię. Szły czarnym ipisze mi, że upierdliwy jest, więc mamy 1:0 dla żółtego, a pokonsultacji z AI już 2:0
Zółty w rzeczywistości okazał sięzajefajnym zjazdem, więc w pełni zadowoleni skończyliśmy tegotripa.
Przed Krawców Wierchem
89420
Jakieś prześwity są
89421
Oszust - jeszcze żyjemy w słodkiej nieświadomości, co nas czeka :-D
89424
Zjazd żółtym AI :twisted:
89422
89423
- - - - kolejny post - - - - - -
Sorki za brak spacji, ale pisałem to na raty w Offisie i po przekopiowaniu tak się robi. Liczę na Waszą nieskończoną inteligencję, że połapiecie się w tym :-D
- - - - kolejny post - - - - - -
Jeszcze zapomniałem o małych przygodach. Kolega przenosząc rowerz przez powalone drzewo, "ściągnął" łańcuch z korby w stronę do rowerza. Chwilę trwało, zanim się z tym uporaliśmy, bo wklinował się i nie chciał wyjść. Po chwili znowu awaria, linka z windy mu się wysunęła z manetki lub urwała i miał (na szczęście) zablokowane siodełko w pozycji pośredniej, dało się jechać w miarę komfortowo.
Dla mnie ten wyjazd zaczął się tydzień wcześniej. Musiałem naszykować MTB, który wisiało na hakach z półtora roku. Mycie aktywną pianą, wideł FOXa pięknie zmatowiał, smarowanie, pompowanie amorów, zmiana tylnej opony. Do tego cała zabawa ze szpejem elektronicznym, ładowanie aku w sztycy i przerzutce. Wymiana baterii w manetkach oraz aktualizacja softu w sztycy, przerzutkach i manetkach. Po trzech godzinach Fuel wyszykowany był jak panna młoda na noc poślubną.
Wszystko dlatego, że gruz był nadal w reklamacji, co prawda uznanej, ale dostawa nowej ramy się przeciągała. Ostatecznie w czwartek koło południa dostałem telefon z serwisu, że postarają się, aby rower był dziś. Koło trzeciej po południu rower był gotowy do odbioru. W strugach deszczu wróciłem nim z serwisu i zamontowałem resztę szpeju, żeby rower był choć trochę praktyczny.
W piątek przed wyjazdem miałem trochę czasu to spakowałem się i po drugiej wsiadłem w TLK do Katowic. Nie jechałem TLK chyba nigdy. Brak klimy, brak stolików, brak Warsa, cena biletu niewiele niższa niż na IC, ale za to nie sprawdzali biletów. Jakby jeszcze palić można było, to bym pewnie uronił łzę i od dymu i od nostalgii.
Do Kato dojechaliśmy z niewielkim opóźnieniem i pojechałem na Nikiszowiec, potem miałem się spotkać z Sebastianem gavin, początkowo miałem jechać do niego, ale ostatecznie spotkaliśmy się koło osiedla. Rower na dach i do Lipowej. Droga w sumie bez większych ekscesów. Trochę popołudniowego, piątkowego zatwardzenia na drogach.
Na miejscu byli już Andrzej elmo i drugi Sebastian crusiek, ale gdzieś w terenie, bo robili biforek przed sobotą. My poturlaliśmy się autem do sklepu, żeby zrobić zakupy na ognisko i na cały pobyt w sumie. Wróciliśmy i chłopaki już byli na miejscu. Po niedługim czasie dojechał Michał @sieamlysy. Wieczór spędziliśmy przy ognisku i grillu na nim zawieszonym. Nie siedzieliśmy do późna, bo sobota miała być długa.
Rano udało się ruszyć o ósmej, tak akurat, pogoda dopisywała. Nie było lampy, nie padało. Zeszła nawet poranna mgła. Ruszyliśmy na 30 km pętelkę głównie po twardym. Jakieś bunkry, jakieś widoki, jakieś podjazdy i zjazdy, dobra rozgrzewka. Był też sklep, co jest o tyle ważne, że to była w sumie ostatnia okazja na uzupełnienie płynów. Kolejna miała mieć miejsce dopiero po ponad 30 km w schronisku Przysłop.
W Zimniku czekał na nas Marcin kipcior, ale na parkingu go nie było, ruszył powoli po trasie, ale szybko skasowaliśmy tę ucieczkę. Już w szóstkę zaczęliśmy powolny podjazd. Najdłuższy podjazd wyjazdu, 10 km. Początkowo po twardym, a potem po szutrze. Nie był to premium i podjazd po nachyleniu +/-10 % wymagał dodatkowego wysiłku przy walce z nawierzchnią.
Niemniej jednak pogoda nadal dopisywała i temperatura nie była zabójcza. Grupa się dość mocno rozciągnęła ze względu na różne możliwości sprzętowe i kondycyjne. Ja co prawda zmieniłem tuż przed wyjazdem kasetę z 46T na 50T, ale czułem, że z każdym kilometrem tracę siły. Robiłem przystanki na batona i Pepsi, na złapanie oddechu czy uspokojenie tętna. Co jakiś czas zbieraliśmy się też do kupy, aby wyjazd nie przerodził się całkiem w indywidualną jazdę.
Niestety z czasem zaczęły się fragmenty trasy, których nie sposób było podjechać lub zjechać. Nachylenie i nawierzchnia nie pozwalały na jazdę, a przynajmniej nie gravelem. Choć trzeba uczciwie przyznać, że sporo fragmentów Marcin przejechał, dobry zawodnik jest.
Mnie ostatecznie dobił wypych na GSB pomiędzy Magurką Radziechowską, a Wiślańską. Tam już miałem wszystkiego dość. Ślizgałem się na nawierzchni, co kilka metrów musiałem się zatrzymać, ledwo dawałem radę. Postanowiłem sobie, że jeżeli od Przysłopu będzie możliwość zjazdu to odłączam się od grupy i wracam na miejsce noclegu. Na grani było pięknie, ale byłem zbyt wykończony, aby w pełni czerpać radość z tych widoków. Zrobiliśmy dłuższy postój. Ten wypych był zapowiedziany przed wyjazdem i może byłby do przełknięcia, gdyby nie był którymś z kolei. Trochę bez sensu traciliśmy metry w górę i co gorsze w dół.
Przed schroniskiem jeszcze trzeba było zejść po kamieniach, a potem krótki podjazd i przerwa. Ledwie żyłem, ledwie miałem siły wejść po schodach do schroniska. Zjedliśmy, wypiliśmy i uzupełnili zapasy płynów, choć cena wody butelkowanej porażała, 14 zeta za 1,5 litra. Do schroniska do którego można dojechać samochodem, może nieco wyżej zawieszonym, ale jest to możliwe.
W trakcie rozmów wyszło, że jednak jedyna sensowna możliwość kontynuacji jazdy to po zaplanowanym śladzie na Skrzyczne. Nie mogłem nic sprawdzić sam, bo nie miałem zasięgu sieci komórkowej. Zatem kolejne 30 km i kolejne 700 m w górę.
Ruszyliśmy, kolejny podjazd mnie dobijał, ale do Skrzycznego zostało tylko 20 km, zatem można było nawadniać się w zasadzie bez ograniczeń. Niemniej jednak po około godzinie od obiadu wróciły mi siły i zaczęło mi się jechać dużo lepiej. Mimo kolejnych odcinków, które trzeba było pokonać z buta. Jechało mi się na tyle dobrze, że na szczycie Skrzycznego zameldowałem się pierwszy, za chwilę dojechał Sebastian. Sebastian chciał poczekać na ekipę, a ja zjechałem nieco poniżej szczytu, do miejsca, gdzie można było się napić i uzupełnić płyny w bidonach. Po kilku minutach zebraliśmy się wszyscy na krótkiej przerwie.
Od tej pory miało być głównie w dół, ale początek niestety z buta. Doszliśmy do szutru, zrobiliśmy ostatnie fotki w świetle zachodzącego słońca i pojechaliśmy w dół po szutrze. Dojechaliśmy do drogi, którą przed południem pokonywaliśmy w górę. Teraz było w dół. Nawierzchnia nadal nie była idealna, ale nawet na sztywnym gruzie można było nieco puścić heble. Jedynie przed zakrętami trzeba było uważać. I tu się bardzo przydawał GPS, bo widziałem czy ten zakręt przede mną to zwykły łuk czy jednak 180 stopni. Przy jednym zakręcie wypadałbym z trasy, gdybym hamował polegając tylko na intuicji, bo początek nie wyglądał jakoś ostro, ale na ekranie Garmina widziałem, że to agrafka i zwolniłem odpowiednio. Na asfalcie to już w ogóle nie dotykałem klamek o ile nie było takiej potrzeby.
Na dole zebraliśmy się, choć o jeden parking za daleko i nie było okazji pożegnać się z Marcinem. Poczekaliśmy trochę, bo może będzie przejeżdżał samochodem koło nas, ale nie doczekaliśmy się. Ruszyliśmy do noclegu, ale po drodze jeszcze trochę było w górę i jeszcze wyprawa do sklepu po piwo i chipsy na wieczór. Tym razem bez ogniska. Nie było sił.
Nigdy przejechanie 100 km nie zajęło mi prawie 13 godzin brutto. Nie byłem jednak jakoś specjalnie dojechany. Jeszcze chwilę posiedzieliśmy, prysznic i spanie.
Niedziela przywitała nas bardzo ciepłym porankiem. Po kolei zawijaliśmy się do domu. Michał i ja zostaliśmy najdłużej, ale też przed 10 wyjechaliśmy. Na myjni w Lipowej opłukałem jeszcze rower z błota i Michał odstawił mnie na dworzec w Mysłowicach.
Miałem około dwóch godzin, do pociągu. Byłem głodny, jedyne co znalazłem otwarte to Żabka, zatem wszedł hot-dog i mała Pepsi. Jedząc zauważyłem, że generalnie okolica niezbyt ciekawa. Lepiej nie wzbudzać w niej zainteresowania. Przy dworcu znalazłem ławkę w cieniu zaraz obok przejścia podziemnego pod peronami. Budynek dworca był zamknięty na głucho, a perony i część torowisk w zaawansowanym remoncie. Żadnej informacji, zatem mogłem polegać tylko na apce i komunikatach głosowych na peronach.
Z przejścia dobiegały mnie odgłosy jakiejś kłótni prowadzone ślunską godko.
Po chwili dosiadł się do mnie typ od którego waliło wódą na kilometr i przedstawił się jako alkoholik. Pytał mnie gdzie tu może kupić wódę, odpowiedziałem, że nie jestem stąd i czekam tylko na pociąg, zaczął pytać czy znam kogoś. Nie znałem, za to zmyłem się na peron. I tyle z siedzenia we względnym chłodzie.
Trochę za późno podjąłem decyzję, żeby ciapongiem Kolei Śląskich pojechać do Kato. Stał na peronie, ale już odgwizdali odjazd. Już dawno nie czułem się tak nieswojo w mieście. Klimat okolic dworca w Mysłowicach to jak Trójkąt Bermudzki we Wro w latach dziewięćdziesiątych, warszawskiej Pragi czy wałbrzyskiego Sobięcina. Nie byłem nigdy na Bałutach, ale podejrzewam, że podobnie.
Pociąg przyjechał opóźniony o 30 minut, jeszcze trzeba było zmienić peron. We Wro zameldowałem się 40 minut po czasie. Na kole pojechałem do domu.
Trasa widokowo była sztosem, zwłaszcza jak byliśmy wyżej, ale na gruza nadawała się jedynie odcinkami i to niespecjalnie ze sobą połączonym. Zresztą po tym co mam w Sudetach to Beskid Śląski jest mało przyjazny rowerowo. Jak już to tylko MTB. Co miało swoje odzwierciedlenie w napotkanych rowerzystach. Jednego gravelowca i kilku szosowców spotkaliśmy tylko na pierwszych 30 km po twardym. W górach tylko MTB i to zdecydowana większość w prądzie.
Jak dla mnie za dużo było pieszej turystyki rowerowej, zrobiliśmy 400 m przewyższenia z buta i około 3 km w poziomie przy czym w tym dystansie zawarte też są zejścia, co też pokazuje jakie nachylenia można tam spotkać. To chyba był w ogóle pierwszy raz gdzie musiałem wpychać gruza. Do tego narastające do pewnego momentu wyczerpanie nie pomagało w niczym i byłem zły na wszystko. Przeszło mi, jak wróciły mi siły.
Poprzedni raz w Beskidzie Śląskim byłem ze 20 lat temu i pamiętałem z tamtego wyjazdu tylko kamienie, o których później dowiedziałem się, że nazywają się beskidzką rąbanką. Raczej już nie pojawię się w tych górach na rowerze. Doliny jak najbardziej, ale nie góry. Dla mnie to bez sensu w Sudety mam bliżej i lepiej.
Niemniej jednak dziękuję Sebastianowi za pokazanie rejonów dla mnie nowych, a pozostałym chłopakom dziękuję za towarzystwo i możliwość odwirtualizowania kilku znajomości. Ostatecznie będzie co wspominać i pamiętać, żeby trzeci raz tego błędu nie powtórzyć. :P
Trasa:
https://www.strava.com/activities/15179099818
Fotosy:
89425
Nikiszowiec
89426
Z dołu też widać dobrze
89427
gavin znalazł kwaterę, może standard niewysoki, ale widoki cudne
89428
Widoki premium.
89429
Szutry premium size+
89430
Główny Szlak Beskidzki.
89431
Wypych premium.
89432
Końcówka światła.
patronat
22-07-2025, 16:57
1. Moja żona też się nie goni na podjazdach :)
2. Jak masz taką sytuację z siodełkiem, imbus 4 i wysuwasz do pozycji wygodnej całą sztycę.
3. Miłosznik rowerów wrzucił porównanie Bosch 85, 100 i Speca 112 niuta. Dwa fragmenty są ważne - jeden o zużyciu komponentów w podsumowaniu i drugi o zużyciu prądu.
4. Michał - my jesteśmy gościnni i nikogo nie ciągamy na siłę na single. Natomiast faktycznie dużo jeździmy bez planu, na bieżąco ustawiając trasę.
- - - - kolejny post - - - - - -
zdyboo teraz może mnie zrozumiesz z elektronem - jechaliście po drogach, które ja omijam bo są wku…e nudne. Serio.
ad.2 racja, ale nie było potrzeby w ogóle coś robić, bo sztyca była w wygodnej pozycji, a do celu już niedaleko
ad.3 oglądałem, nie powiedział w zasadzie nic, czego by nie było wiadomo. Dało tylko do myślenia - ten kawałek podjazdu pod Malinowską, że te 100Nm wręcz zaszkodziło w płynności pokonania go
rotor dzięki za fajną relację i zdjecia!
zdyboo, bardzo fajna relacja i zdjęcia, czuć emocje, czuję jakbym tam był :)
rotor i zdyboo dzięki za relacje
rotor Fajna wycieczka, lubię te tereny dalekie od cywilizacji.
zdyboo niezwykle plastyczny opis dający wrażenie jakbym sam tam jeździł i wpychał rower ;) Choć może jestem nieco nienormalny, bo mnie się trasa podobała. Na dodatek miałem w planach wbić się na tą grań koło Magurki Radziechowskiej tylko odwrotnie, bo dziką ścieżką pod nią już kiedyś jechałem :) Może jeszcze to zrobię jak mi się urlop napatoczy.
crusiek gavin kipcior
Dziękuję i raz jeszcze sorry za te spacje, następnym razem muszę jakoś inaczej podziałać, bo strasznie się to czyta :-?
Dla mnie jest git, szacun bo mi to ciężko 2 zdania w miare składne sklecić [emoji6]
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) Fajna wycieczka, lubię te tereny dalekie od cywilizacji.
.
Jest spokój od nadmiaru turystów, to fakt. W zasadzie to od Przeł. Glinka do Svitkowej nie pamiętam, czy kogoś spotkaliśmy. Wcześniej jakiś znajomych Michała i nawet wycieczki młodzieży szkolnej. Czuć pewną dzikość i małą popularność tych szlaków. Samemu się tam zapędzać, byłoby..., hm straszno ? :-o Miałem takie myśli, jakby się tu coś wydarzyło złego, to w jakim czasie dotrą tu GOPRowcy z pomocą ? Z tego też względu, jak Michał miał ochotę zaryzykować pewną ściankę do zjechania, to ja miałem ochotę mu to wybić z głowy, (co też mi się udało), bo w razie czego, sobie i nam narobi kłopotów. W pełnej zbroi i ochraniaczach to spoko, ale kto targa ze sobą taki szpej na zjazd kilkusekundowy ? :eek:
... Do tego cała zabawa ze szpejem elektronicznym, ładowanie aku w sztycy i przerzutce. Wymiana baterii w manetkach oraz aktualizacja softu w sztycy, przerzutkach i manetkach. Po trzech godzinach Fuel wyszykowany był jak panna młoda na noc poślubną.
.
Miałem dziś koszmar nocny o przyszłości, która (oby nie), nas czeka ... :mrgreen:
"Byłoby wszystko ok, te trzy godzinki to w sumie przyjemna zabawa i odskocznia od codzienności, ale najgorsze jeszcze przede mną..
Otóż trzeba tę cholerną osobistą asystentkę AI (która obowiązkowo towarzyszy każdemu obywatelowi po ostatnich wyborach) przekonać do wyjazdu. Trzeba to solidnie uzasadnić, że nie zrobię sobie krzywdy, że zdrowie mam nienajgorsze (ta ostatnia palpitacja serca w nocy, była spowodowana zjedzeniem hamburgera na mieście, którego [notabene] sama mi poleciła, bo ktoś zapłacił za reklamę bistro w okolicy), że jestem przygotowany na każdą niespodziankę w trasie (guma, zakłócenia pola magnetycznego, brak sygnału GPS, brak prądu w schronisku, szkwał na grani etc.) Po kilku godzinach negocjacji, udało się i mogłem (wprawdzie mocno niewyspany) pojawić się rano na peronie lokalnej stacji kolejowej."
-------------
Wszelkie podobieństwo sytuacji i osób wyżej opisanych, jest przypadkowe i żadnemu zwierzęciu nie stała się krzywda podczas pisania tego tekstu.:razz:
siemalysy
23-07-2025, 17:12
rotor
Wojciechu, dziękuję za relację i foty. Nieźle przygoda Wam się zaczęła ;)
zdyboo
Tomek dziękuję za relację i foty. Dobrze opisane. Cieszę się, że tam byłem i mogłem z Wami pojeździć i poznać chłopków, których jeszcze nie znałem :)
patronat
Rozumiem. Masz wiele zaparcia, więc ciśnij tu jeszcze kolegę z Beskidów i pomyślcie coś o Nikoniarzowym eMTB :) Może coś się uda ;) Nie mówię nie.
- - - - kolejny post - - - - - -
Miałem dziś koszmar nocny o przyszłości, która (oby nie), nas czeka ... :mrgreen:
"Byłoby wszystko ok, te trzy godzinki to w sumie przyjemna zabawa i odskocznia od codzienności, ale najgorsze jeszcze przede mną..
Otóż trzeba tę cholerną osobistą asystentkę AI (która obowiązkowo towarzyszy każdemu obywatelowi po ostatnich wyborach) przekonać do wyjazdu. Trzeba to solidnie uzasadnić, że nie zrobię sobie krzywdy, że zdrowie mam nienajgorsze (ta ostatnia palpitacja serca w nocy, była spowodowana zjedzeniem hamburgera na mieście, którego [notabene] sama mi poleciła, bo ktoś zapłacił za reklamę bistro w okolicy), że jestem przygotowany na każdą niespodziankę w trasie (guma, zakłócenia pola magnetycznego, brak sygnału GPS, brak prądu w schronisku, szkwał na grani etc.) Po kilku godzinach negocjacji, udało się i mogłem (wprawdzie mocno niewyspany) pojawić się rano na peronie lokalnej stacji kolejowej."
-------------
Wszelkie podobieństwo sytuacji i osób wyżej opisanych, jest przypadkowe i żadnemu zwierzęciu nie stała się krzywda podczas pisania tego tekstu.:razz:
Z czym był ten burger? Z halucynkami :-P
Proszę bardzo Panowie. Cieszę się, że się podobało.
Z czym był ten burger? Z halucynkami :-P
Śmiechaj się, śmiechaj, jak pewnego razu obudzi Cię osobisty humanoid z bezdusznymi oczami, nachylony nad Twoją głową w odległości 40cm :lol:
--------------------------------------------------
--------------------------------------------------
...
No i kończąc ten przydługawy wywód, dlatemu zanabywam najtańsze, działające przerzutniki.
Zjeżdżam bardzo spokojnie, jest mokro, błotniście, przejeżdżam przez pozostałości gałęzi po leśnych rąbaczach i nagle z lewej strony jedna z nich, przeturla się na prawą pod rowerem, klinuje i wyłamuje przerzutnik. Odpinam łańcuch, chowam do biodrówki, dzwonię po ratunek i umawiam się we wsi na centralnym gościńcu. Dojeżdżam grawitacyjnie te parę km, po drodze towarzyszy mi kolega na analogu z elektroniczną przerzutką (ciekawe, ile u niego kosztuje taki fakap ? :confused:, u mnie 138zł)
Dlatego trzeba powoli myśleć o Pinionie i pasku.
Myśleć, to ja już dawno o tym myślę. Niestety do czasu, jak duzi gracze pozostaną tym patentem niezainteresowani, to ceny będą nieprzyjazne. Trudno się dziwić takiemu modelowi biznesowemu, jak np. Shimano woli sprzedawać łamiące się co chwila przerzutki, większy biznes po prostu.
patronat
24-07-2025, 14:23
Jeździłem na pinionie , fajne rozwiązanie ale tylko do niezbyt mocnego terenu. Podjazdowo mocny dość i wpiernicza prąd. Ja testowałem Bullsa. 29 kg…
siemalysy
24-07-2025, 18:23
rotor łączę się w bólu. Nie tak dawno przechodziłem coś bardzo podobnego.
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) łączę się w bólu. Nie tak dawno przechodziłem coś bardzo podobnego.
Dzięki,..
Nie no pamiętam, Twój fakap to był mega i nagrany do tego ;)
Zazwyczaj wpadam tu szukając porady, dzisiaj postaram się dać coś od siebie.
A konkretnie antyporadnik.
A jeszcze konkretniej antyporadnik jak nie zmaleczać kół roweru.
Parę(naście? dziesiąt?) stron temu chwaliłem się nowym rowerem. Miałem kupić do niego zapasowe dętki, ale postanowiłem pójść w nowoczesność i go zamleczyć.
Zakupiłem więc zestaw (taśma, wentyle, mleczko) Stansa, bo wszyscy chwalą Stansa.
Gdy zacząłem zdejmować oponę zauważyłem, że mam już na obręczy nalejoną taśmę. Wcześniej czytałem, że niektóre obręcze mają nalejane fabrycznie, więc się nie zdziwiłem. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie przykleić na nią jeszcze drugą, ale odpuściłem - fabryczna była idealnie naklejona, nie ma co przedabrzać.
Wyciągnąłem więc dętki, zamontowałem wentyle, wlałem mleczko.
Pompowanie szło słabo. To znaczy opona pęczniała i nabierała kształtu, ale gdy przestawałem pompować powietrze uchodziło. No i nie było strzału, a czytałem w poradnikach, że bez strzału się nie liczy. Pompowałem stacjonarną pompką, pewnie za słaba.
Poczytałem o boosterach robionych z butelek PET, po czym wpakowałem koła do samochodu i pojechałem na BP, po drodze zastanawiając się czy kompresor da radę.
Kompresor nie dał rady, bo nie miał końcówki pod prestę (nigdy nie pompowałem niczego na stacji benzynowej, myślałem że mają kilka końcówek).
Szybkie googlowanie uświadomiło mi że po godz 15 w sobotę serwisy rowerowe już nie pracują.
Wróciłem do domu, zacząłem szukać na allegro przejściówek na prestę, patrząc na obrazki przypomniałem sobie, że coś takiego już chyba kiedyś kupowałem, pogrzebałem w pudełkach i znalazłem przejściówkę.
Po raz kolejny zapakowałem koła do samochodu i pojechałem na BP. Teraz to już się musi udać.
A jednak nie. Podczas pompowania okazało się, że mam dziurawe obręcze, znaczy się po jednym otworku z boku na każdą obręcz i tamtędy ucieka powietrze.
Wracam do domu i szukam w internecie, czy jeszcze kogoś oszukano szprzedając mu dziurawe obręcze. Okazuje się, że oszukanych jest mnóstwo, a społeczeństwo zamiast im współczuć to udziela porad typu "zostaw debilu ten otwór w spokoju i porządnie otaśmuj obręcz".
Nieco obrażony ściągnąłem opony, ściągnąłem mleko, przyjrzałem się fabrycznej taśmie która okazała się plastikową opaską, ściągnąłem opaski, założyłem taśmy, założyłem opony.
Po czym przypomniałem sobie o mleku, więc ściągnąłem fragment opon i wlałem mleko.
I okazało się, że bez problemu mogę napompować opony moją pompką stacjonarną :D
Rozczarowały mnie za to, bo nie strzelają, robią delikatne pyk. Ale ciśnienie trzymają - póki co.
Gdyby nie te opaski to cała operacja zajęłaby max pół godziny. A zajęło 4 :D
Pierwsze śliwki robaczywki. Ja się najbardziej nawqrwiałem z kiepską taśmą uszczelniającą.
No i podczas osadzania opon noe wlewam od razu mleka. Dopiero jak siądą to spuszczam powietrze i wlewam mleko przez wentyl.
A do pompowania na stacji przez przejściówkę mam specjalny "wentyl" presta, tzn ma usunięty środek, nie trzyma w ogóle ciśnienia. Wkręcam go, na to przejściówka szreder i wtedy fajnie oponki pykają.
Ja nigdy nie wlewam mleka przed osadzeniem opony w obręczy, bo jak opona wyskoczy z obręczy podczas osadzania to wszystko jest w mleku.
Ja nigdy nie wlewam mleka przed osadzeniem opony w obręczy, bo jak opona wyskoczy z obręczy podczas osadzania to wszystko jest w mleku.
Dlatego to jest w antyporadniku :D
A tak poważnie - w mojej konfiguracji opony tak ciężko schodzą z obręczy że mam z tym duży problem. W mtb-ku opony zakładałem bez łyżek, w szosówce musiałem uważać żeby nowe opony się dobrze ułożyły (raz zaliczyłem wystrzał parę godzin po napompowaniu - prawie zawał serca), tutaj mam duży problem, żeby "napocząć" ściąganie opony, muszę je wypiąć na całym obwodzie żeby w ogóle je zacząć ściągać.
Btw: powietrze zeszło z obydwu kół. Opony z obręczy się nie wypięły, więc albo zawór albo taśma. Napompowałem obydwie, jedną wziąłem do kąpieli do wanny żeby zobaczyć gdzie uchodzi - niby nie uchodzi nigdzie. I nadal trzyma, za to druga na którą nie patrzyłem - znowu flak. To be continued...
siemalysy
27-07-2025, 10:13
Z mlekiem to jest tak, że trzeba to przejść. Początki bywają różne. Jedni mają łatwiej, inni trudniej. Takie życie ;) W każdym razie jak się osiągnie pierwszy raz zamierzony cel, to później jest już z górki :)
Dzięki,..
Nie no pamiętam, Twój fakap to był mega i nagrany do tego ;)
Wojciechu, to fakt. I właśnie przypomniałeś mi, że mam jeszcze jedno video do zmontowania :-D
rotor
---
Mógłbym napisać krótko. Co było w Beskidach, zostaje w Beskidach ;) Tomek / zdyboo / obszernie i ciekawie opisał nasz wspólny wypad gravelowy. Od siebie dorzucę niewiele, bo nie ma co się więcej rozpisywać. Na wstępnie bardzo dziękuję Andrzejowi elmo, Marcinowi kipcior, Sebastianowi crusiek, Sebastianowi gavin i Tomkowi za wspólnie spędzony czas przed rowerem, na rowerze i co najważniejsze za poznanie się :)
Na bazę dotarłem jako ostatni, bo w piątek musiałem być w pracy. Z Łodzi ruszyłem przed siedemnastą, a na bazie zameldowałem się kilkanaście minut przed wieczorkiem integracyjnym przy grillu :)
W sobotę, ok godziny ósmej rano ruszamy na rower. Początek nie jest szczególnie wymagający, więc stanowi dobrą rozgrzewkę przed głównym daniem jakie fundował nam Seba :) Na rozgrzewkowej pętli pojawiamy się w Węgierskiej Górce i odwiedzamy dwa tamtejsze schrony, Wyrwidąb i Wędrowiec. Byłem już tam kiedyś podczas innej eksploracji Beskidów, jednak nie przeszkadzało mi kompletnie być tam znów. Przy pierwszym schronie widoczek jest przyjemny.
Pogoda była optymalna, 16 °C, czego chcieć więcej. Z Węgierskiej Górki obraliśmy kierunek na Ostre. Tam czekał na nas Marcin. Po dojechaniu do miejsca spotkania ruszyliśmy już pełną ekipą. Z Doliny Zimnika wystartowaliśmy w stronę Skrzycznego. Kilka kilometrów ciągłego podjazdu. Nie było lekko, bo lekko być nie miało. Momentamio było na prawdę ciężko, a nawet bardzo ciężko. Dotarliśmy do rozdroża gdzie szutrowa droga pozwala wybrać dwa kierunki. Pierwszy w prawo na skrzyczne i druga opcja, to niemal równolegle do zielonego szlaku w kierunku zjazdu spowrotem do Lipowej. Wybraliśmy opcję w stronę Lipowej i przez dłuższy czas było łatwiej, bo nie było mocno pod górę. Był zjazd, momentami szybszy, momentami wolniejszy. Droga mijała szybko, pojawiały się widoczki, było pięknie. Droga w końcu skręciła w stronę Lipowej, a my z niej odbiliśmy na drogę, która doprowadziła nas do szlaku żółtego, który przecięliśmy. Oczywiście nie obyło się bez pierwszego wypychu. Kolejny fragment to przebijanie się przez chaszcze, błota i kamienie ;) P tych trudnościach zrobiliśmy pierwszy popas.
Ruszyliśmy dalej i kilka kilometrów delektowaliśmy się jazdą w dół i w górę po szutrach poprawnej jakości ;) Kolejny grubszy podjazd, z którym się mierzyliśmy był początkowo po dobrej nawierzchni, natomiast później mieliśmy najgrubszy wypych tego pięknego dnia. Wbijaliśmy się na grań pomiędzy Magurką Wiślańską, a Magurką Radziechowską. Pod koniec miałe m dość. Byłem zmęczony i byłem gotowy rzucić rowerem w przepaść. W końcu osiągnęliśmy cel i dalej miało być łatwiej ;) Na grani zrobiliśmy sobie kilkanaście minut przerwy, bo potrzebowaliśmy odpocząć. Nie wiem czy wszyscy, ja na pewno ;) Widoczki były przednie. Barania Góra, pasmo Skrzycznego, Magurka Radziechowska, Magurka Wiślańska, Beskid Żywiecki z Babią Górą na czele :-) Miodzio!
Przejechaliśmy kawałek szlakiem czerwonym, czyli Głównym Szlakiem Beskidzkim. Po kilkuset metrach odbiliśmy na drogę o nieokreślonej kategorii i konieczne było sprowadzanie roweru. Nie było tego dużo, bo może z 200-250 metrów. Po spacerze pojechaliśmy dalej wzdłuż Hali Baraniej. W drodze na Przysłop mieliśmy jeszcze wypych, trochę błota, trochę wody i sporo kamieni, czyli Beskidy w całej okazałości :) Szutrami i nie szutrami dotarliśmy do szlaku Habsburgów, przejechaliśmy nim kawałek i odbiliśmy na szlak prowadzący z Wisły Czarne na Baranią Górę. Do schroniska docieram wyczerpany. Nie mam siły podjechać ostatnich metrów po kamieniach i wprowadzam rower mocno zastanawiając się jak to będzie dalej.
Potrzebowałem tej przerwy, sądzę że wszyscy jej potrzebowaliśmy. Wjechał schabowy z frytkami, wjechał kufel zimnej Kofoli. Smakowała jak nigdy dotąd :-) Uzupełniłem wodę w bidonach, zaopatrzyłem się też w zapas wody na trasę. Spod schroniska ruszyliśmy w dół. Podjazd zaczął się niewiele dalej. Nie był on jednak wymagający. Siły wróciły, choć nie w pełni, jednak wróciły. Jechaliśmy drogą, którą znałem, więc nic mnie nie mogło zaskoczyć. Były to chyba jedne z lepszych szutrów tego dnia. Jechaliśmy raz w dół, raz w górę. Najbardziej wymagający i najdłuższy podjazd czekał na nas przed skrzyżowaniem z żółtym szlakiem. Pokonaliśmy go i pocisnęliśmy dalej. Z szutru odbiliśmy na drogę, która doprowadziła nas na /przełęcz pod Malinowem. Krótki wypych i krótki spych. I znów jechaliśmy po Beskidzkich szutrach, choć nawierzchnia była bardziej wymagająca niż ta sprzed przełęczy.
Dotarliśmy nimi na Halę Skrzyczeńską, Fotka i jazda dalej na Skrzyczne. Początek wzdłuż wyciągu był stromy, więc wprowadziłem rower. Dalej nachylenie oscylowało w okolicach +/- 10%, więc kręciliśmy dalej. Na Skrzyczne dotarliśmy szlakiem zielonym. W schronisku przerwa na uzupełnienie elektrolitów i zapasu wody. Ze Skrzycznego czekał nas długi zjazd. Zanim zaczęliśmy się nim delektować, musieliśmy sprowadzić rower po krótkim, kamienistym odcinku niebieskiego szlaku.
Zjazd zaczął się wybornie. Można było nacieszyć oczy widokami. Niedługo później dotarliśmy do drogi, która podjeżdżaliśmy kilka godzin wcześniej i nią zjechaliśmy do Ostrego. Początek szutrowy z dużą ilości mniejszych i większych kamyków, a ostatnie kilometry asfaltem. W Ostrym pożegnaliśmy się z Marcinem i ruszyliśmy na bazę. Przed bazą postanowiliśmy odbić jeszcze do sklepu, dzięki temu dokręciliśmy do 100+ km i dołożyliśmy kilkadziesiąt metrów w górę :)
Obawiałem się tego wyjazdu, bo równanie Gravel - Beskidy dawało mi wynik sprzeczności. Ale w tej jeździe po Beskidach podszyte było spotkanie z wartościowymi ludźmi, z których Marcina i Tomka miałem okazję już poznać, a Andrzeja i dwóch Sebastianów dotychczas znałem jedynie wirtualnie z forum. Być może gdyby nie to, to bym odpuścił. A tak pojechałem i nie żałuje. Nie żałuję żadnej ku.wy rzuconej na trasie. A to z powodu braku sił, a to z powodu, że na zjazdach telepało mną bardziej niż podajnikiem wibracyjnym podczas wzmożonej pracy ;) Nie żałuję żadnej kropli potu. Nie żałuję żadnej ryski na moich ślicznych karbonowych kołach. Po prostu nie żałuję!
Pragnę też podziękować Sebastianowi gavinowvi, bo ogarnął nie tylko trasę, ogarnął też świetną bazę noclegową. Jeżeli o trasę chodzi, to byłem jedynym i zarazem największym marudą. Miałem najwięcej do powiedzenia i być może momentami byłem trollem. W każdym razie szacun Seba, że ciągle chciałeś mnie na tym wypadzie ;) Do tego Seba pierwszego dnia się nami zaopiekował i co ważne zaopiekował się też grillem tak, że kiełbaski były smaczne :) Pragnę też podziękować Andrzejowi, Marcinowi, Sebastianowi z pólnocy i Tomkowi za świetny dzień, świetny weekend i dobrą górską jazdę :-D Dziękuję Wam!
Trasa była mega wymagająca, bo taka musiała być. Natomiast cały klimat wokół wynagrodził każdą chwile cierpienia i zwątpienia. Link do stravy poniżej.
https://www.strava.com/activities/15168995771
Fotki.
89481
Zanim wyruszyliśmy wystartowałem dronem, bo szkoda było taki warun zaprzepaścić ;)
89482
Poranek w Lipowej.
89483
Mgiełki robiły klimat.
89484
Cel dobrze był widziany od samego początku ;)
89485
Widoczek spod schrony Wyrwidąb.
89486
Schron Wyrwidąb w Węgierskiej Górce.
89487
Widoczek spod schronu Wyrwidąb.
89488
Widoczek z trasy.
89489
Jezioro Żywieckie z niebieskiego szlaku na Skrzyczne.
89490
Widoczki pierwsza klasa.
89491
Jadą, jadą chłopcy ;) Po lewej stronie Malinowska Skała.
89492
Na dalekim planie Babia Góra.
89493
Widoczek.
89495
Jest i on. Gravel.
89506
W stronę Skrzycznego.
89494
Magurka Radziechowska i wychodnia skalna przy szlaku.
89496
Magurka Wiślańska.
89501
Hala Skrzyczeńska.
89497
Klimczok i Magura.
89498
Skrzyczne coraz Bliżej.
89499
Widoczek z zielonego szlaku przed Skrzycznem.
89502
Jezioro żywieckie w blasku zachodzącego słońca.
89503
Jeziorko i Babia Góra.
89504
Widoczek z niebieskiego szlaku.
89505
Dziękuję Panowie!
Obawiałem się tego wyjazdu, bo równanie Gravel - Beskidy dawało mi wynik sprzeczności. Ale w tej jeździe po Beskidach podszyte było spotkanie z wartościowymi ludźmi, z których Marcina i Tomka miałem okazję już poznać, a Andrzeja i dwóch Sebastianów dotychczas znałem jedynie wirtualnie z forum. Być może gdyby nie to, to bym odpuścił. A tak pojechałem i nie żałuje. Nie żałuję żadnej ku.wy rzuconej na trasie. A to z powodu braku sił, a to z powodu, że na zjazdach telepało mną bardziej niż podajnikiem wibracyjnym podczas wzmożonej pracy Nie żałuję żadnej kropli potu. Nie żałuję żadnej ryski na moich ślicznych karbonowych kołach. Po prostu nie żałuję!
Podpisuję się pod tym rękami i nogami :)
Dzięki Miachła, za Twój punkt widzenia, ale nie był znowu taki odmienny od mojego. :)
Cała przyjemność po mojej stronie. I widzimy się na GraveLOVE Beskidy 2 [emoji38]
siemalysy
27-07-2025, 14:19
Zanim kolejka dotrze do Ciebie, to w standardzie będą już Gravele Full Suspension :-P
Zanim kolejka dotrze do Ciebie, to w standardzie będą już Gravele Full Suspension :-P
I do tego w prądzie.
Gravele Full Suspension :-P
Ja tam od początku taki chciałem ale był tylko jeden, brzydki i drogi
siemalysy
27-07-2025, 21:13
I do tego w prądzie.
W prądzie i z odpowiednią baterią o wysokiej pojemności, żeby nie trzeba było oszczędzać :-D
. I widzimy się na GraveLOVE Beskidy 2 [emoji38]
... na których Wam dopierniczę tripa 3000m up, że mi tu pisać nie będziecie mieć siły :lol:
----
Fajnie się forum integruje, są już bandy gravelowe, emtb, jake jeszcze ? :roll:
grissley
28-07-2025, 01:06
A do pompowania na stacji przez przejściówkę mam specjalny "wentyl" presta, tzn ma usunięty środek, nie trzyma w ogóle ciśnienia. Wkręcam go, na to przejściówka szreder i wtedy fajnie oponki pykają.U mnie ostatnio Caracale za ch0lerę nie chciały wskoczyć, kompresor nie dawał rady, nie chciało o dziadostwo ze środkowego rowka wyskoczyć i dobić do rantów. Dopiero jak zabrałem z domu pastę wulkanizacyjną i wysmarowałem nią de facto cały rowek, to wskoczyło. A i tak musiałem mocno ugniatać i wspomagać osadzanie. Jeszcze się z tak opornym draństwem nie zmagałem...
grissley
29-07-2025, 03:05
Mam ostatnio problemy ze wstawaniem. Tzn dobrze mi się śpi z rana ;) To samo w sobotę - w planach stówka z okładem, a budzę się o godzinie dwucyfrowej ;) Zanim się zebrałem, ubrałem, ogarnąłem było już południe, a musiałem jeszcze po drodze wdepnąć do castoramy. Ostatecznie, realnie w trasie byłem po 14tej. Na początek trochę zaliczania squadratinhos i kręciłem się po jakichś ścieżkach w lesie i nad Wisłą. W którymś momencie, jako, że nawierzchnia była znośna, stwierdziłem, że pokręcę się jeszcze kawałek. 60s po cyknięciu foty znad brzegu poniżej trafiam na człowieka wagi słusznej (obstawiam 150kg+) ubranego w nowe szaty króla. Nieco zdziwiony przejeżdżam obok i już po chwili wjeżdżam na pełnej q*vie w środek zatłoczonej plaży nudystów. Plaża jest piaszczysta, więc pcham pojazd środkiem tłumu nygusów (sami faceci, ich mać), jedyny w pełnym stroju i na czarno. Środek miasta...
No nic, tnę dalej i uzupełniam małe skwadraciki. W rejonie który wybrałem niestety każda uliczka jest zagrodzona, bo osiedle. Poluję więc na wjeżdżające samochody i jak nie jedną uliczką to drugą udaje mi się zrealizować plan. Przede mną duże skwadraty więc nieco przyspieszam i śmigam. Zaraz muszę zwolnić bo wjeżdżam w las, a tam przekleństwo tras leśnych okolic Warszawy, czyli piach. Nienawidzę tego dziadostwa gdy roweruję, pchanko zaliczam dość często. Trzecia fota poniżej to taki typowy kawałek przez las. Jak się okazało, całkiem lajtowy, ale to za chwilę. Za chwilę, bo kończy się woda i trzeba wdepnąć do żabki, a na horyzoncie jest tylko biedra. Zaopatruję się więc w biedrze, tracąc gruby kwadrans w kolejce. A jak już straciłem tyle czasu to tracę kolejny, bo obok jest kebs, a jadę na jednej kanapce od rana. Nakarmiony, ruszam z kowadłem w żołądku dalej.
Gdy kowadło powoli staje się wspomnieniem, odkrywam co to jest prawdziwy piach. Konkretnie, odkrywam co to jest "droga czołgowa", którą biegnie kawałek dzisiejszego szlaku. Tzn jest to zapewne droga, którą czasem czołgi sobie jeżdżą, aaaale.. To taki kanion wypełniony piachem po osie, sypkim i rozjeżdżonym gąsienicami. Nie ma opcji, żeby po tym jechać, równoległej alternatywy brak, jazda na przełaj niemożliwa ze względu na liczne zwałki gałęzi. Czyli pcham. I brodzę w piachu po kostki, a piach wdziera się do butów i skarpetek. Tymczasem zapada zmrok. Czy raczej ciemność, bo mrok zapadł trochę wcześniej. Pcham dalej. Zaczyna padać. Las jest iglasty, niespecjalnie jest się gdzie schować. Pcham klnąc, próbuję jakoś bokiem, chociaż ciężko przez te zwałki. Deszcz przechodzi w ch0lerne strumienia zap*ące z nieba w strumieniach zrzucanych chyba wiadrami. Przytulam się od zawietrznej do pnia jakiejś gęściej uiglonej sosny i czekam. Gdy trochę się polepsza pcham dalej, na szczęście zaraz odbicie z drogi czołgowej, dzięki czemu przyspieszam z wolnej marszowej do jakichś 8kmh i w końcu uciekam z deszczu. Gdy droga leśna przechodzi w utwardzoną deszcz się kończy, a gdy utwardzona zmienia się w asfalt okazuje się, że tam w ogóle nie padało. Ma to sens - po co ma padać na dobrej drodze. Deszcz ma największy sens tam, gdzie nie ma się jak przed nim schować ani jak przed nim uciec, a każdy ruch zapewnia kolejne błoto na rowerze i butach. Brzmi logicznie.
Mam już dość, ale tak se myślę, że już dokończę trasę zgodnie z planem, to może chociaż wyschnę. Dotaczam się do domu robiąc jeszcze dodatkowe obejście na myjkę, bo rower wygląda jakby się kąpał w błocku prawie po siodełko. W domu melduję się 30min po północy, na budziku 125km.
89524
89522
89523
Piach może wku.wić, ale szacun za wytrwałą walkę :!: grissley - spoczko opowiadanko
O, ładny piaseczek, zapraszam na mewią łachę, tu będziesz sie mógł wykazać, dzieki za relacje :)
patronat
30-07-2025, 13:02
Ogłoszenie: zamienię miejscowe komary na piasek podwarszawski :)
W poszukiwaniu nowych trasek:
1. 89530
2. Niemieckie kampery są wszędzie :)
89531
3. Bonus z grani:
89532
patronat
30-07-2025, 15:06
siemalysy - to nie polega na ciśnięciu- nie mam problemu z kimś pojeździć po okolicy i tyle. Byłem przewodnikiem moto w Rumunii przez ponad 10 lat, przyzwyczaiłem się. Są oczywiście też wyjazdy na które zapraszam tylko żonę- jak chodźmy aktualny, z którego notabene nawet filmu nie będzie publicznego. Ale w BB jesteśmy często, więc zapraszamy, zawsze jakieś ścieżki dziwne z nami można poznać.
cz4rnuch
30-07-2025, 16:43
Mam taką mała rozkminę, w sumie problem banalny i niegodny tego podforum, ale mimo to spróbuję. Se wymyśliłem kupno nowego roweru, ale że nie mam za bardzo miejsca w piwni na kolejny model to stwierdziłem, że pozbędę sie mtb. Tyle, że to mtb na grubych kapciach to mi służy w zasadzie wyłącznie jako dojazdówka zimowa do pracy. I tak sobie wymyśliłem, że obecnego gravela przerobię na taką zimówkę, ale potrzebuję rady czy to się w ogóle sprawdzi np. na śnieg? Przerobić bym chciał rondo ruut. Ten rower ma miejsce na opony max 45mm, obecnie w mtb do tego mi służą maxxis minion czyli dużo szersze. No i może jakaś szersza kiera gravelowa, coś ok 50cm przynajmniej. Czy to się w ogóle sprawdzi w warunkach zimowych? Może jakieś kolce? Czy nie ma sensu, lepiej przypiąć te mtb do płota i niech czeka na sezon?
patronat Piękne okoliczności.
Marcinu, sprawdzi się zwłaszcza na kolcach. Opony dasz 1,6" czyli 42 mm i będzie gicio majonez.
Ja też mam MTB jako zimówkę i tej zimy trochę żałowałem, śniegu w ogóle nie było, a jeździ się znacznie wolniej niż gruzem, którym śmigam poza zimą.
Jeździłem w zimie na kolcach w oponach 1,4, 1,6 i 2". Im szerzej tym stabilniej, ale nawet te najwęższe dawały radę.
grissley
31-07-2025, 00:52
Czy to się w ogóle sprawdzi w warunkach zimowych? Z tym barankiem 50cm to bym uważał - baranek to co do zasady powinien mieć szerokość ramion. Jak będzie trochę szerzej to nic się nie stanie, ale jak przesadzisz to się zrobi ni pies ni wydra...
Co do opon - sprawdź, czy max jest taki sam z tyłu i z przodu. Może z przodu wejdzie opona parę milimetrów szersza, miałbyś więcej opcji.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.