PDA

Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )



Strony : 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 [144] 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178

cz4rnuch
06-09-2023, 11:55
Mam chyba wlasnie takie koła w Riversidzie od Deca. Toczą się.

crusiek
06-09-2023, 12:32
Chyba poszukam jednak sobie używek... bez sensu kupować nówki za połowę wartości roweru :D
Jakieś do 3, 4 stówek pewnie się znajdą ... gorzej, że coraz trudniej QRy dorwać :)

eMGie
06-09-2023, 12:36
Kup części i poskładaj :-)

crusiek
06-09-2023, 15:20
Kto wie, może się na tym skończy, bo większość obręczy z jakimiś dziadowskimi [emoji6] kolorami czerwieni.
Czasu jest dużo, mogę sobie rozkminiać.

eMGie
06-09-2023, 15:50
Jakby co, to mam tensometr i centrownicę, ale jej akurat nie polecam, bo ramiona się gibią i nie ma jak złapać środka. Do samego centrowania już może być.
https://www.bikestacja.pl/centrownica-do-kol-tacx-exact-t3175-p-1625.html

Wind Mill
06-09-2023, 17:30
eMGie zawodowiec! ;)

crusiek
06-09-2023, 17:40
Jakby co, to mam tensometr i centrownicę, ale jej akurat nie polecam, bo ramiona się gibią i nie ma jak złapać środka. Do samego centrowania już może być.
https://www.bikestacja.pl/centrownica-do-kol-tacx-exact-t3175-p-1625.htmlOooo, muszę wycentrować koło, tylne, bo nerwicy dostanę, przy okazji znowu zdjąć luz na konusach, chociaż nie wiem jak bieżnie wyglądają, może zjechane ech... widziałem jakieś poradniki z trytytka.... Ale nie chce kupować centrownicy do jednej takiej akcji raz na kilka lat....

Jesio 2 km i pobije zeszłoroczny rekordzik. Fajno.

siemalysy
06-09-2023, 20:40
Myślę, czy by sobie nie zostawić starych kół na zimę i męczyć się z tymi kulkami, a poza zimą mieć normalne na łożyskach maszynowych.
Założenia must have: koła QR, tarcze na 6 śrób, bębenek 9/10 styka.
Paczam na coś takiego, warte to coś?
https://www.centrumrowerowe.pl/komplet-kol-mavic-crossride-disc-29-pd3012/?v_Id=100093&gclid=Cj0KCQjwxuCnBhDLARIsAB-cq1ovCjAIX_9Gq2fwGHh1WWEK7B2fCH0GBMkQTd-Ij_JZBuOGyWFe8r0aAgELEALw_wcB

Miałem kiedyś ten model Mavica w Authorze, tylko w w rozmiarze 27,5". Były całkiem spoko. Trzeba tylko zwrócić uwagę na kasetę, żeby nie miała stalowego pająka, bo bębenek jest tam aluminiowy.

Dziś przyszły części do roweru żony. Założony nowy bębenek z osią, zmieniony napęd. Na jutro zostawiłem sobie dokręcenie pedałów, ostatecznie docięcie i zabezpiecznie końcówki linki. W planie mam jeszcze założenie jej myk-myka, żeby w końcu znów zaczęła ze mną jeździć w góry. Plan miałem taki, że jak zniknie przednia zmieniarka, to wykorzystam wewnętrzne prowadzenie linki pod myk-myka. Jednak chyba to się nie uda, bo ta rama ma dziwnie rozwiązanie prowadzenie linki. Muszę temu dokładnie się jeszcze przyjrzeć.

kipcior
06-09-2023, 21:27
Pogoda jest, czas jest, bak pełny, siły.. mocno średnie. Trudno, jakoś się dotoczę. Zauważyłem na mapie trasę rowerową po torze kolejowym i zamki w okolicy i płasko jest i nigdy tam nie byłem. Zapięta Sigma 20mm, ciężkie to ale niech będzie, jedziem.

Ścieżka rowerowa szlakiem kolejowym Większyce-Polska Cerkiew. 15km równiutkiego asfaltu. Całkiem fajnie to jest zrobione.
75477

Pałac w Polskiej Cerkwi
75478

A z pałacu jak wiadomo wychodzimy na pole
75479

80% trasy było asfaltem. Ale jakieś polne drogi się trafiały. Czasem tak polne, że zielone
75480

Zamek Moszna. Pierwszy raz tu jestem ale robi rewelacyjne wrażenie
75481

Styl bajkowy
75482

Park zamkowy. No to już niestety takiego dobrego wrażenia nie robi i widziałem znacznie lepsze. Może trzeba tu być jesienią.
75483

Karoca
75484

Pałac Większyce
75485

Dwie karoce. Dobrze, że miałem szeroki kąt, bo na zdjęciu dałem radę zmieścić jakieś 50% parkingu ;)
75486

Wyszło 113km. Niektórym mogłoby się nie podobać, bo za dużo asfaltu, wszędzie same pola, las w ilościach homeopatycznych ale za to było na czym oko zawiesić ;)
https://www.strava.com/activities/9790540877

gavin
06-09-2023, 22:07
Tam się jedzie maj/czerwiec na kwitnienie azalii.

kipcior
06-09-2023, 22:14
To może pojadę jeszcze raz :) Generalnie fajne rejony, choć typowych szutrów to tam praktycznie nie ma.

crusiek
06-09-2023, 22:45
Nie pamiętam dokładnie kiedy kupowałem pierwszą tarczę SM-RT86, natomiast aktualna zjechana do 1.5 / 1.4 zaczęła robić się falista, stąd stuki, trzaski itp... wydaje mi się, że zrobiła ~7-8k i przeżyła prawie 3 zmiany klocków metalicznych j04c
Cóż, zdaje mi się, że mój promax, którego miałem wcześniej jest lepszy... założyłem więc staruszka, bo ma jeszcze 1.7, zobaczę ile na tych klockach wytrzyma, czyli niejako jestem w 2/3 testu...
Znaczący jest fakt, że SM jest o wiele bardziej droga od bieda promaxia ... :) ice-tech, s..ce-tech ;)

- - - - kolejny post - - - - - -
kipcior, fajnie pokręcone, karoca jak zwykle klasa :)

- - - - kolejny post - - - - - -


Miałem kiedyś ten model Mavica w Authorze, tylko w w rozmiarze 27,5". Były całkiem spoko. Trzeba tylko zwrócić uwagę na kasetę, żeby nie miała stalowego pająka, bo bębenek jest tam aluminiowy.

Dziś przyszły części do roweru żony. Założony nowy bębenek z osią, zmieniony napęd. Na jutro zostawiłem sobie dokręcenie pedałów, ostatecznie docięcie i zabezpiecznie końcówki linki. W planie mam jeszcze założenie jej myk-myka, żeby w końcu znów zaczęła ze mną jeździć w góry. Plan miałem taki, że jak zniknie przednia zmieniarka, to wykorzystam wewnętrzne prowadzenie linki pod myk-myka. Jednak chyba to się nie uda, bo ta rama ma dziwnie rozwiązanie prowadzenie linki. Muszę temu dokładnie się jeszcze przyjrzeć.

Będę zerkał, czasu mam dużo, albo odstrzelę sobie używkę, albo faktycznie sam poskładam sobie po troszku, co wyydaje mi sie w sumie fajnym pomysłem, dłubać mogę nawet i do końca przyszłej zimy :) Przynajmniej jakieś doświadczenie wpadnie może :)

MadOnion
07-09-2023, 07:54
Ścieżka rowerowa szlakiem kolejowym Większyce-Polska Cerkiew. 15km równiutkiego asfaltu. Całkiem fajnie to jest zrobione.
https://www.strava.com/activities/9790540877
Oho moje rewiry ; )


Tam się jedzie maj/czerwiec na kwitnienie azalii.

Jak dobrze trafisz to na tej trasie możesz trafić tez na inne rośliny ; )
75489

gavin
07-09-2023, 07:56
markizy? [emoji38]

eMGie
07-09-2023, 08:25
crusiek za kilka dni jadę na urlop, będę pod koniec miesiąca, jak będziesz potrzebował to albo teraz, albo za 3 tygodnie.
Wind Mill zawsze robiłem koła na rowerze, a naciąg na oko, tzn na palce :-) ale ostatnio kolega mi podarował taki osprzęt, który zakupił w napływie dobrych chęci :-)

crusiek
07-09-2023, 08:28
Daj znać kiedy można podjechać, i czy w plecak mi to wejdzie? Czy autem lepiej [emoji846]

eMGie
07-09-2023, 08:50
Centrownica ma na oko kartonik 50x20x10 cm , do większego plecaka powinna wejść, tensometr jest wielkości kartki A5. Dziś i jutro będę w domu ok 17.

kipcior
07-09-2023, 09:30
Jak dobrze trafisz to na tej trasie możesz trafić tez na inne rośliny ; )

Czyli można to nie tylko przejechać ale też odlecieć ;)

crusiek
07-09-2023, 09:36
Centrownica ma na oko kartonik 50x20x10 cm , do większego plecaka powinna wejść, tensometr jest wielkości kartki A5. Dziś i jutro będę w domu ok 17.Dzięki, odezwę się wieczorem.

Wujot
07-09-2023, 10:03
To może pojadę jeszcze raz :) Generalnie fajne rejony, choć typowych szutrów to tam praktycznie nie ma.

Z Mosznej jest bardzo dobra pętla terenowa oznaczona kolorem niebieskim. Ktoś zrobił to z niezłym polotem. Nawierzchnia różna, szutrów mało, trochę wybojów. Można pojechać też zieloną (oznakowanie bardzo słabe) są to głównie asfalty i trochę szutrów leśnych. Jak na opolskie to sporo lasów.
Pomijając oczywiście Stobrawski PK który jest najlepszym obszarem do jazdy (poza Górami Opawskimi).

75490

Natomiast park w Mosznej wydaje się biedny - na tle wielu innych, ale ma najprawdopodobniej drugie, nieformalne, oblicze. Otóż w części leśnej (na północy) są kapitalne singletrackowe ścieżki, które są nieźle pokręcone i zmienne (lekko) wysokościowo. Nie miałem czasu tego bliżej zgłębić ale znam inne parki gdzie tak jest, i nawet zawody nieformalne ludzie kręcą.

75491

Mam fotę, nie tyle z ścieżki ale z miejsca gdzie przebiega więc widać, że teren (ten przed nami) jest super. Ale, jak mówię, pojechałem tylko ten wycinek więc nie wiem jak reszta. Może kiedyś objadę dokładnie ten teren

75492

Tak wygląda LIDAR z tego terenu - jak widać rokuje pewne nadzieje.

75493

kipcior
07-09-2023, 10:25
Ten niebieski parę razy na drzewach widziałem, nawet kojarzę to miejsce ze zdjęcia.

Wujot
07-09-2023, 11:39
Ten niebieski parę razy na drzewach widziałem, nawet kojarzę to miejsce ze zdjęcia.

Najbardziej zaskakujący jest fragment między Komornikami a Pisarzowicami. Wpierw jedzie się (dość wyboiście) wzdłuż Osobłogi)

75494

a później nagle widzisz coś co wygląda jak założenia pałacowe, najśmieszniejsze, ze w szczerym polu (a właściwie lasku)

75495

stoją tak sobie trzy duże ruiny

75496

Pewnie jest tam jakaś historia ale nie znalazłem jaka.

kipcior
07-09-2023, 12:30
Wg wikipedii to młyn i spichlerz z XIX w.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kompleks_m%C5%82y%C5%84ski_Amerykan
Fajnie to wygląda :)

gavin
07-09-2023, 12:53
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_pa%C5%82acowo-parkowy_w_Krowiarkach

to też jest spoko

Wujot
07-09-2023, 12:55
Wg wikipedii to młyn i spichlerz z XIX w.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kompleks_m%C5%82y%C5%84ski_Amerykan
Fajnie to wygląda :)

Wielkie dzięki. Kapitalna historia, dużo ciekawsza niż można byłoby oczekiwać. Ogólnie to jest już ruina, do środka nie wszedłem bo trzeba by mieć maczetę. Pewnie w Niemczech przekształciliby to produkt turystyczny a u nas czeka na zawalenie.

Ten spichlerz to wygląda tak.

75497

Zrewanżuje sią taką ciekawostką - ceramiczne domy spotkałem je na trasie. Chyba 4.

75498

75499

75500

Bardzo fajnie to wyglądało. Teraz moglibyśmy do tego dorobić ideologię bycia eko, recyklingu itd. :)

gavin
07-09-2023, 13:07
Podobny uszczeliłem75501

gavin
07-09-2023, 20:26
Kurka wodna co jest, przednie kółko siadło jak talala bez kompresorów i bez ludwika nawet. Kręci się jak bonk ideolo co do mylymetram Czary jakieś?

zdyboo
07-09-2023, 20:32
Bywa. Opona pewnie nieco luźniejsza.

gavin
07-09-2023, 21:02
no właśnie nie, lychami musiałem naddawać

elmo
08-09-2023, 12:30
Pierwszy odcinek MRDP Góry 2023 - jak za długi to krzyczcie postaram się następne potraktować z mniejszą ilością słów pisanych ;)


Druga cześć cyklu MRDP składającego się z MRDP Zachód, Góry, Wschód oraz z pełnej pętli. W ubiegłym roku udało się w całkiem sprawnie przejechać Zachód (1045 km, 5209 m przewyższenia w 63h 25 min brutto https://www.strava.com/activities/7872781186). W tym roku przyszło się zmierzyć z najtrudniejszą (nie licząc pełnej pętli) górską częścią, na którą składała się trasa licząca nieco ponad 1160 km przy ponad 15 tys. metrów wzniosu (limit czasu wyznaczony przez organizatora to 96h czyli po prostu cztery doby). W Świeradowie Zdroju ponownie (czyli w miejscu mety MRDP Zachód i starcie MRDP Góry) zjawiam się po 17tej w piątek. Rower zostawiam w Ośrodku Alama gdzie miałem spędzić noc. Do bazy maratonu wybieram się pieszo (miła odmiana po kilku godzinach spędzonych w pociągu). Pobieram numer startowy – 30 oraz najważniejszą rzecz czyli lokalizator (tracker), dzięki któremu można będzie śledzić me poczynania na trasie maratonu. Chwilę rozmawiam z organizatorem oraz z innymi uczestnikami. W drodze powrotnej zahaczam o pizzerię oraz sklep aby zaopatrzyć się w brakujące rzeczy. Wieczorem sprawdzam ciągle zmieniającą się prognozę na dzień jutrzejszy oraz na kolejne dni. W nocy przewidywane jest przejście opadów, które na szczęście mają zaniknąć przed południem a więc przed czasem startu. Zasypiając słyszę pierwsze krople prognozowanego deszczu. Budzę się o szóstej – w sumie zupełnie bez sensu. Sprawdzam co za oknem. Drogi suche na niebie zaś nie widać jakoś dużego zachmurzenia zapowiadającego deszcz. Zatem prognoza nie sprawdziła się zbytnio. Zerkam na meteo, które stanowczo wieszczy deszcz od godz. siódmej. Idę dalej spać a w zasadzie próbuję ponownie zasnąć. Co niestety nie udaje się. Tym razem z zgodnie z prognozą zaczyna padać. Początkowy kapuśniaczek przechodzi w dość ulewny deszcz. Zaczyna się pakować – rzeczy które uznaję za stosowne pakuję do podsiodłówki, ćwiartki oraz do tzw. fuel tanka – będą mi one towarzyszyć przez całą trasę maratonu. Reszta wraz z „cywilnymi ciuchami” ląduje w plecaku, który zostawię w bazie i który będzie czekał na mnie na mecie czyli w Przemyślu… no właśnie w Przemyślu, w głowie wciąż kołacze mi ta nazwa czy ja tam w ogóle dojadę zwarzywszy na to, że ten rok zupełnie odpuściłem sobie rowerowo Do tego dnia miałem przejechane łącznie ok. 4,5 tys. kilometrów (przy czym najdłuższa pokonana trasa to czerwcowy Maraton Podróżnika i to ten krótszy bo jedynie nieco ponad 300 km przy 2 tys. metrów wzniosu „zrobiony” w dłuuuugie 14h – przy czym ostanie 100 km to było w zasadzie zdychanie i nawet głowa nie chciała już kręcić). Co prawa w lipcu udało się zrobić kilka setek na Kaszubach a w sierpniu wpadła nawet dwusetka ale to było stanowczo za mało. I nawet nie próbowałem wmówić sobie, że będzie ok…
Po 10tej przestaje padać, zaczyna wychodzić nawet słońce. Nie ma zatem na co czekać zbieram resztę bambetli oddaję klucze od pokoju i ruszam na start. Tu kręci się już grupka osób, czas więc szybko upływa odprawy technicznej, która zaczyna się o 11:30.

Start jak zwykle zaplanowany jest na godz. 12tą przy czym w tym roku nie startujemy, jak było w zwyczaju całą grupą lecz w mniejszych, 10-15 osobowych grupkach. Najpierw rusza kategoria open (czyli Ci, którzy mogą pokonać trasę łącząc się w grupki czy też w pary). Ja cierpliwie czekam na pierwszą grupę kategorii solo – ruszam kwadrans po 12tej. Pogoda idealna, na niebie nieliczne chmury czasem zakrywające słonko, tylko ten wiatr wiejący w twarz (a przecież miał być zachodni…). Nasza grupka szybko rozbija się na pierwszych kilometrach i zgodnie z regulaminem samotnie zaczynamy pokonywać trasę. Dodatkowo sprzyja temu faktowi podjazd na trasie do Szklarskiej Poręby. Na słynnym Zakręcie Śmierci zjawiam się kilka minut po 13tej. Przepiękny widok na Karkonosze. Nie ma czasu jednak za delektowanie się widokami wszak to dopiero 16ty km. Zaczyna się cześć zjazdowa w zasadzie aż do Zbiornika Sosnówka. Szybko przelatuję przez Piechowice, Sobieszów, Sosnowicę, Podgórzyn. Prędkość spowalnia dopiero niewielki podjazd pod Miłków ale i on szybko się kończy i można nieco przyśpieszyć. Przejeżdżam rondo z drogą w prawo na Karpacz ja jednak kierują się znanym mi asfaltem na Kowary gdzie melduję się kilka minut po 14tej. Pogoda nadal dopisuje. W bidonach jest jeszcze zapas napitku więc zatrzymuję się jedynie przy koszu aby pozbyć się śmieci po spożytym jedzonku… wszak czeka mnie podjazd z Podgórza do drogi 367 na Przełęcz Kowarską… jest to w zasadzie pierwszy bardziej wymagający podjazd i weryfikujący wcześniejsze założenia. W jednym momencie zsiadam z roweru i nieco podchodzę (kurczaki a pamiętam, że kiedyś udawało mi się zrobić ten podjazd bez zsiadania – no tak ale to było kilka lat temu no i nie miałem tak obciążonego roweru – tak sobie przynajmniej tłumaczę mą pierwszą porażkę z podjazdami). W między czasie docieram do Przełęczy, w bidonach już pusto więc postanawiam uzupełnić je przy pierwszej możliwej okazji. Na zjeździe mijam drogę na Okraj (na szczęście nie dane nam będzie nią podążać) szybko zjeżdżam do Jarkowic, mijam Miszkowice i pobliski Zalew Bukówka aby o 15:20 zatrzymać się przed sklepem w Lubawce (72 km). Szybki, jak na mnie bo tylko pięciominutowy pit stop na dotankowanie bidonów i dalej w drogę… (oby tylko takie przystanki były na drodze – przez głowę przelatuje mi takie oto życzenie).

Dalsza droga wiedzie raz to w górę raz w dół bez żadnych większych przygód. Mijam Chełmsko Śląskie, Mieroszów. Zanim się spostrzegam wjeżdżam do Parku Krajobrazowego Sudetów Wałbrzyskich. Stan nawierzchni przeważnie jest ok. Czasem trochę trafia się trochę gorszy ale na razie grzechem byłoby narzekać. W Głuszycy zjawiam się za pięć minut 17ta. Nie korzystam z możliwości zakupów w sklepie (który mam oznaczony na rozpisce przygotowanej tydzień wcześniej). Asfalt znacznie psuje się po skręcie w Świerkach Kłodzkich do takiego stopnia, że chętniej podjeżdżam niż zjeżdżam (o zgrozo!). Sytuację ratuje dopiero wjazd na główniejszą drogę we Włodowicach. Tu też korzystam z możliwości dłuższego pit stopu – uzupełniam bidony, dokupuję sobie trochę jedzenia i… pozwalam sobie lekkomyślnie na 15to minutową przerwę (126 km). W międzyczasie mija mnie parę osób jadących zarówno solo jak i w grupkach. No nic, trza w końcu ruszyć i ich gonić. Zbira się kilka minut po 18tej. Pogoda nadal ok. Nic nie trzeba zakładać dodatkowego. Mijam Radków i zaczym podjazd w kierunku Parku Narodowego Gór Stołowych – tu asfalt ustępuje brukowanej drodze z lematem szutrowym po lewej stronie. Próbuję jechać początkowo po dość szerokim krawężniku aby po kilku minutach zjechać właśnie na ów szuter. To co od razu rzuca się w oczy to strasznie duża liczba uschniętych drzew. Powoli zmierzcha. Najwyższy punkt trasy w tych górach osiągam już po 20tej (163 km). Następuje 10cio km zjazd, na szczęście po dobrym asfalcie. W Kudowie-Zdroju zjawiam się o 20:30, znacznie wychłodzony wbijam do pierwszej restauracji zamawiając dwudaniowy obiad a raczej kolację… i to był błąd, który – ale nie uprzedzajmy faktów jak mawiał klasyk ;)

Zjadam zamówiony posiłek, ubieram się na nocną jazdę, sprawdzam prognozy pogody, dzwonię do domu i utwierdzam się w przekonaniu, że właśnie jestem w czarnej d… Na Kudowę a w zasadzie na cały region idzie front burzowy, który ma zjawić się o 22giej i trwać do poranka z możliwością przedłużenia. A ja siedzę i trwonię cenny czas… Ruszam, po dłuuuuuuugich 55 min. spędzonych w Kudowie. A przecież trzeba było tylko wbić do sklepu i ruszyć, wszak za Kudową czekał mnie 20to km podjazd, na którym spokojnie bym się rozgrzał… ehhh ma głupota. Jadę powoli nabierając wysokości (w głowie kołacze się myśl o pierwszej kostce domina, która właśnie się przewróciła). Po prawej coraz częściej pojawiają się błyski, po chwili słychać grzmoty, zaczyna wiać. Pojawiają się pierwsze krople. W końcu obejmuje mnie burza. Pomimo ubioru cały jestem mokry. Kilkaset metrów przed zjazdem na tzw. „Autostradę Sudecką” wbijam do pierwszej napotkanej wiaty autobusowej (godz. 22:07, 184 km). Z pozoru wydaje się być ok. – wybudowana na planie okręgu o betonowych ściankach i z solidnym dachem mogła być dobrym schronieniem – tylko były dwie wady – po pierwsze była ona mała a co za tym szło posiadała krótką ławkę, na której nijak nie dało się położyć – nawet w pozycji embrionalnej. Po chwili wbijają tu kolejni uczestnicy maratonu. W pewnym momencie jest nas tu siedmiu chłopa. W niedalekiej odległości, po drugiej stronie drogi w podobnym przybytku lokują się ci, którzy nie zmieścili się u nas. Każdy z nas zastanawia się czy jechać dalej czy zostać… Zmieniające się prognozy mówią, że burza ma zaniknąć coś kole 2giej w nocy, później już tylko deszczyk. Ostatecznie zostaję ja i Wojtek. Reszta rusza. Rozwieszam mokre ubranie na rowerze. Siadam na ławce i próbuję zasnąć. Na zewnątrz błyski pojawiają się b. często i w dużych ilościach. Czasem wydaje się, że jest dzień. W końcu udaje się przysnąć, niestety tylko na chwilę bowiem budzi mnie samochód, który zatrzymuje się przed przystankiem. Nikt nie wysiada. Samochód po krótkiej chwili odjeżdża. Dostrzegam jedynie „blachy” wskazujące na właściciela z Austrii. Znowu w półśnie. Robi się cicho, zbyt cicho. Nie spostrzegam kiedy burza odchodzi. Deszcz powoli słabnie. Pora się zbierać. Wychodzę na zewnątrz z ostatnimi kroplami deszczu. Jest 01:30 – trzy i pół godziny stracone…

Asfalt nie tyle mokry co przykryty spływającą wodą. Nadal pod górę. Po lewej widoczne jeszcze z rzadka błyski. Na Koziej Hali łapie mnie kolejna fala deszczu. Po chwili znów jestem cały mokry. Na szczęście noc o dziwo jest nawet ciepła. Mniej więcej o drugiej kończę podjazd i zaczyna się zjazd do Zieleńca. Deszcz powoli zanika ale i tak spływająca woda powoduje wtórne przemoczenie. Przejeżdżam przez opustoszały Zieleniec. Wjeżdżam w Góry Bystrzyckie i Orlickie. Trasa prowadzi drogą niemal po granicy. Po prawej (gdybym miał noktowizor widziałbym Orlickie Hory). O 02:30 na 214 km zatrzymuję się na rozwidleniu dróg aby nieco zmodyfikować ubranie – przede wszystkim ściągam ochraniacze z butów i zdejmuję kurtkę (przystanek zajmuje mi ok. 10 min.). Noc nadal ciepła. Zaczynam dostrzegać gwiazdy. A i wody na drodze jakby mniej. Asfalt zaczyna parować. Tworzą się mgły które skutecznie rozpraszają światło lampki, na zjazdach posiłkuję się mapą w garminie, który ostrzega mnie przed ostrzejszymi zakrętami. Porzucam Autostradę Sudecką i podążam Drogą Śródsudecką nadal mając niemal na wyciągnięcie ręki granicę z Czechami. W Międzylesiu zjawiam się po czwartej (232 km). Zjeżdżam nieco z trasy aby wbić do stacji paliw. Kubek herbaty, hot dog, tankowanie bidonów, próba wysuszenia ciuchów, sprawdzanie pogody – na to wszystko tracę 45 min.

Wracam na ścieżkę, podjazd ku Nowej Wsi miło mnie rozgrzewa. Stan dróg znów różny, odcinki o idealnie gładkiej nawierzchni przerywane są tą z dziurami. Powoli budzi się dzień. Wjeżdżam w Śnieżnicki Park Krajobrazowy. Tu pojawia się chwila dla której jeżdżę maratony. Wokół cisza. Nie mijałem się z nikim od przystanku na „CPN-ie”. Nagle spośród krzaków z lewej strony drogi wyskakuje kozioł sarny. Za chwilę wyskakują kolejne. Zwalniam i pozwalam przejść przez drogę sporemu stadku (doliczyłem się dziesięciu sztuk). Przez chwilę jeszcze widzę pędzące zwierzaki po polu. Morale wzrasta. Znów czeka mnie niewielki podjazd tym razem do Białej Wody. Szybki zjazd i kwadrans po siódmej melduję się w Stroniu Śląskim (270 km). Nie mam potrzeby zatrzymywania się w sklepie więc kręcę dalej. W okolicach Lądka-Zdroju na podjeździe mijam miejsce tragicznego wypadku Mariana Bublewicza. Droga wije się raz w prawo to w lewo w pięknym lesie, który oddaje wilgoć ale nadal jest ciepło.

W okolicach Jawornika Wielkiego następuje zjazd. W kilkanaście minut wytracam tak mozolnie zdobywaną wysokość. W Złotym Stoku po raz pierwszy gubię na chwilę trasę - czyżby pierwsze oznaki zmęczenia??? Wracam. Teraz przez "kilka" kilometrów (ok. 170 km) aż do Zebrzydowic w okolicach Jastrzębia-Zdróju czeka mnie w miarę płaski odcinek. Można spokojnie złożyć się na lemondce i kręcić bez tak częstych zmian przełożeń. Na 297 km po raz pierwszy tego dnia wjeżdżam do Rep. Czeskiej, przejeżdżam przez Bila Vodę, Javornik, Bernartice i Horni Hermanice. Droga z rewelacyjną nawierzchnią pozwala na utrzymywanie średniej 30 km/h. pojawia się banan na twarzy. Na 317 km trasy powracam na stronę polską – przejeżdżam przez pustą Jasienicę Górną. Nadal płasko. Kilka minut po 10tej zatrzymuję się na stacji paliw w miejscowości Łąka (324 km). Ruszam po pięciu minutach. Kilkadziesiąt minut później przejeżdżam przez miejscowość Kijów. Przed Głuchołazami droga wiedzie wzdłuż granicy, którą mam po prawej stronie na wyciągnięcie ręki. Przejeżdżam przez Głuchołazy. Zbliżam się czasowo do końca pierwszej doby, która mija mi na rogatkach Chocimia – 362 km.

75527
Czekając na start...

75528
ostatnie chwile przed startem

75529
pierwsze kilometry... i już samotnie ;)

75530
zakręt "śmierci"

75531
czy uda się uciec przed chmurami... okolice Zbiornika Sosnówka

75533
Kowary

75534
czasem trafiały się ciekawe konstrukcje

75535
w takich to okolicach przyrody pękła pierwsza setka

75536
Góry Stołowe

75537
Kudowa-Zdrój... obiadokolacja ;)

75538
no i doszedł mnie front pogodowy...

75539
264 km okolice Białej Wody

75540
w sumie fajnie bo nie pada ;)

75541
no to Kijów

75542
granice... w niedzielę udało mi się być trzy razy w Czechach znaczy w Rep. Czeskiej.

crusiek
08-09-2023, 12:52
elmo, jesteś tur :) Aż mi wstyd, bo ja w zeszłym roku miałem 4.5k nabite i to była moja życiówka, a Ty mi tu piszesz, że zupełnie odpuściłeś i marne 4.5k zrobiłeś :) ;)

Miło się czytało, czekam na więcej :D

Wind Mill
08-09-2023, 14:37
Pierwszy odcinek MRDP Góry 2023 - jak za długi to krzyczcie postaram się następne potraktować z mniejszą ilością słów pisanych ;)...
Oj tam oj tam, można se słowa pisane przewinąć do obrazków. ;)

A poza tym, zacnie i piknie. :)

kipcior
08-09-2023, 14:57
No świr po prostu ;) Gratki, przygoda piękna.

zdyboo
08-09-2023, 16:27
Andrzej, szacun. Zwłaszcza, że opisałeś akurat moje rejony. Pisz proszę kolejne.

gavin
08-09-2023, 17:41
wow! gratulacje

elmo
08-09-2023, 18:35
Dziękuje za dobre słowa, więc biorę się do pisania dalszych przygód… choć później to w zasadzie było %#*+^!£$><~%|\}_#£¥$^%<< tak po swojsku ;)

A co do kręcenia km to najlepszy miesiąc w swym rowerowym życiu miałem w ubiegłym roku - czerwiec on się zwał a km było nakręcone coś tam ponad 3,7 tys.

Aaaaaa z tych głupich imprez znaczy ultra to w sobotę rusza z Hela Maraton Północ-Południe, który zmierza do schroniska na Głodówce. Też coś ponad 1000 km. Tak sobie obiecuję, że kiedyś go spróbuję. Tym bardziej, że impreza bardzo klimatyczna.
https://mpp.kolo-ultra.pl/
Polecam.

gavin
08-09-2023, 19:05
Piękny romeciarz?7554675547

kipcior
08-09-2023, 19:16
Wygląda świetnie, te kolory, faktura, kontast, zdecydowanie przyciąga wzrok. No bardzo mi się podoba to tło ;)

gavin
08-09-2023, 19:33
Tak coś żem czuł [emoji38]

zdyboo
08-09-2023, 19:42
Mostek na negatyw i będzie zachwyt.

crusiek
08-09-2023, 19:51
Ściana trochę przyćmiła blask, ale ja mam sentyment do rometow, więc plusik ode mnie.

gavin
08-09-2023, 20:02
Mostek wpadnie red shift 6+.

gavin
08-09-2023, 21:28
aaa właśnie na wadze walizkowej w tym setupie 10.6 kg

crusiek
08-09-2023, 21:45
Słabiutko, slabiutenko... moja waleczna ma 17.5 [emoji846]

Ligo
09-09-2023, 01:49
Pierwszy odcinek MRDP Góry 2023
Na przyszłość dawaj więcej akapitów i odstępów, bo niezbyt komfortowo się czyta taki jednolity blok tekstu. Relacja fajna, zdjęć może być więcej...:-)

gavin
09-09-2023, 18:33
A ja już pozycji rowerowej nie zmieniam, osiągnąłem nirvanę, nawet po tych 260km ostatnich zero bólu pleców czy szyi. Jest dobrze.

zdyboo
09-09-2023, 20:20
Przyzwyczaiłeś się. Ja przed wyjazdem na Kaszuby, zapodałem nową sztycę. Niby mierzyłem, ale nie przetestowałem w trakcie jazdy. Mimo wszystko jest picco bello. Nakręciłem już tu ponad 700 km i zero problemów z pozycją na rowerze.

Wind Mill
10-09-2023, 00:06
Z pamiętnika jeźdźca kambodżańsko-amerykańskiego rumaka.

Wtorek (piątego wrzesienia).
Jadę z rana do tyrlandii, niemal u celu słyszę brzdrękk tak z tyłu, myślę se że nieprzerzutkowość (o czym dalej) weszła w kolejny etap.
W miarę jazdy jednak gada, krótki postój na oględziny i na "zaplecenie" szprychy, by mi w tarczę bądź kasetę nie wlazła.

75580

Przed wieczorem musiałem się dostać na plażę, zatem odkurzamy złomka, hamulce są, oświecenie świeci, można jechać.
Ale się kurczę spociłem, 20-o minutowe tam z sercem w gardle, jak to dziwnie skręca a szczególnie hamuje! :mrgreen:
I tak cały tydzień na staruszku, drugi dzień już bez niepokoju. Ale kruca bomba się siedzi i kierę to się trzyma prawie jak na mieszczuchu! ;)

Dopiero dziś pod wieczór się zebrałem za nabywanie nowych sprawności (demontaż / montaż tarczy hamulcowej i kasety).
Póki co zaciąłem się na z lekka skrzywionym tylnym widelcu, sztywna oś wchodzi z problemami, pokombinować jeszcze trza.
Wcześniej przy okazji walki z tylnym oświeceniem dwa...trzy razy koło zdejmowałem, z powrotem wchodziło bezproblemowo.

Skąd owe problemy?
Ano - cyklisto, dostosuj prędkość do warunków panujących na drodze!!! :roll:
Mokro, ślisko, skrzyżowanie, hamowanie, skręt w prawo i BAM! Jak Specusiem pizgło o asfalt, takoż i mną.
Ciąg dalszy po płaskim, jakoś leciutko gorzej przerzutka pracuje, ale bez tragedii. Ino się korpus temu Deore porysował.
Później przerwa na minięcie poupadkowych boleści, tydzień później ruszam w trasę w las. Łańcuch spada gdy wrzucam najniższy bieg.
Dopiero po drugim spadku łańcucha przyglądam się dokładniej - przerzutka prawie chce wchodzić w szprychy. Bloody, a miałem w planie zrobić ślad gpx i filmik 4_Zdyboo...
Jakoś się udało, z czterema spadkami łańcucha.

Jako iż nie znoszę regulować przerzutek, na kolejny roboczy dzień śmigam do Deca, który serwis ma pracujący w przyjaznych dla ludu pracującego godzinach.
W międzyczasie z opóźnieniem dociera do mnie, że to raczej prostowanie lub wymiana haka, dopiero potem przerzutka.
Pan w serwisie mówi, że może mnie wcisnąć na 26-ego sierpienia. O Matulu niecierpliwych... :roll:

Rad nierad, w domu pakuję lowelek na stojak, wertuję po raz kolejny Jutuby plus pedeefa z Shimano.
I tu, suprise suprise, po raz kolejny uwidacznia się wartość 1x12 (1x ileś tam).
W sumie to się okazuje, że jak tylko tył, to regulacja traci poprzednie niedogodności i tajemności - tera to jasne jak słońce.
Ja nadal w pomroczności jasnej próbuję wpierw regulować przerzutkę. :mrgreen:

A hak to się wyprostuje sam z siebie? :rolleyes::confused::roll:

Znów kwerenda w internetach i jutubach, ok, może kupię przyrząd do sprawdzania / prostowania haka, może go zrobię (aha aha, już to k...a widzę).
Profil na ramię przyrządu mam, stare koło pod wolnobieg z QR jest (dawca szprych), ośka wybebeszona, będzie się nadawać na oś przyrządu.
Jeszcze tylko dorobić ten element co do obręczy koła dotyka lub niemal dotyka, i przyrząd będzie gotowy.
Zapewne tak gdzieś na kalendy greckie.

Zatem imbusa w śrubę mocującą przerzutkę i próbuję prostować.
Coś tam się udało, przerzutka poregulowana, ofkoz nie chodzi idealnie, dwie...trzy środkowe tarcze trza dodatkowo manetką ruszyć po zmianie biegu, by nie gadało.

W tzw międzyczasie dwa haki zamówione, jeden chyba będzie warto ze sobą wozić. ;)

Jak się uda zamocować do końca koło i naciągnąć szprychy, będzie jeszcze zabawa z hakiem i przerzutką, kto wie czy nie grozi jej wymiana.

HOWGH!

siemalysy
10-09-2023, 12:43
kipcior niezły kawałek trasy. Fajnie, że chciało się Tobie coś skrobnąć :)

elmo jesteś dobry dzik! Szacun i gratulacje. Nie znam się kompletnie na takich ultra, takich dystansach, wydaję mi się jednak, że nie tylko fizycznie trzeba być mocnym, ale od głowy tez sporo zależy. Opis, fotki są fajne, więc poproszę o więcej i częściej :)

gavin ciekawa ta Twoja landrynka ;) Te 2 fotki to w stylu znajdź różnice, bo tak patrzę, oglądam i nie widzę ;)

Wind Mill fajne przygody. Nie zawsze jest lekko ;)

zdyboo
10-09-2023, 14:41
Ventilatore, ja tam hak ze sobą wożę. To jest pierwsza rzecz jaką zamawiam do nowego roweru. Wyjątkiem jest tu MTB, gdzie hak stanowi oś jednego z zawiasów i jakoś nie widzę możliwości jego wymiany w trasie.

Wind Mill
10-09-2023, 15:51
Tak, dlatego zanabyłem dwa, właśnie w internetach pisali, kup dwa...trzy, jeden do wożenia ze sobą. ;)

Fun fact - w Specu online ta sama cena co gdzie indziej; w Specu zamówiłem gdy gdzie indziej nie mogło się wykasztanić z dostawą. Nawet nie rozważałem Speca od razu, podejrzewając cenę jak za platynę.

W złomku jest bardzo przydatny patent w postaci pałąka ochronnego na przerzutkę, blacha z wygiętym prętem mocowana na osi koła.
Przez te niemal 11 lat w służbie, ilości upadków, kraks i przewrotek nie zliczę, wliczając uderzenie w bok lowelka przez seicento, niezauważające czerwonego i mnie.
Nigdy problemów z przerzutką z tego tytułu - poza przypadkiem, gdy gość wjechał mi w tył, gdy hamowałem przed przejściem dla pieszych, tu już pałąk nie osłonił. ;)


...fajne przygody. Nie zawsze jest lekko ;)
Tja, przygody to powinny być jak w/w relacjonujących kolegów. ;) :mrgreen:

zdyboo
10-09-2023, 15:57
Te osłony przerzutek przy strzale mogą pęknąć ramę. Zatem ja wolę połamać hak niż ramę.

gavin
10-09-2023, 15:57
Red Swift 100mm zakupiony na olisiu. Czeba będzie potestować.

crusiek
10-09-2023, 16:18
Sam się zastanawiałem kiedys nad taką osłona, ale ...ja się nie wykraksowuje w sumie i jakoś olałem. W romecie też to miałem i tam było zjechane zdrowo od upadków xD

W sumie to jeżdżę na tyle zachowawczo że chyba nie mam takiej potrzeby (poza momentami, kiedy mógłbym przyrzec tira przy wyprzedzaniu) a i przy serwisowaniu łatwiej [emoji6]

elmo
10-09-2023, 16:32
Dzięki Panowie za dobre słowa. Druga cześć się pisze.
Dziś człowieki wyciągnęli mnie do Kampinosu. W sumie fajnie… pomyślałem sobie. W tym toku nie byłem, więc sezon będzie pełny (staram się co roku wpaść do właśnie Kampi oraz na Gassy). A że miało być reggae to tym bardziej. No i pojechaliśmy. Jedziemy, jedziemy i niepotrzebnie zerknąłem na tętno… o pomarańczowej strefie tylko mogłem pomarzyć. Max było 171. No i weź ufaj ludkom.

Ps. Cyklistów było jak mrówków. Spotkaliśmy dwa ciągnące z naprzeciwka peletony z Wawy. Matko Boska po 20, 30 luda. Zacnie to wyglądało.

Ps2. gavin No ten rowerek na zdjęciach to zacnie wygląda. Brawo. Oby dobrze służył i cieszył oko.

zdyboo
10-09-2023, 16:52
Ja wracając dziś z Gdyni zjechałem na DDR wzdłuż plaży. Momentami ciężko było wyprzedzać, ludków jak mrówków. We wtorek jak jechałem tamtędy na Hel, to było pusto.

crusiek
10-09-2023, 17:15
Weekend tak wygląda zawsze jak jest dobra pogoda ... niestety [emoji846]

gavin
10-09-2023, 17:19
Na desce polatałes chociaż?

siemalysy
10-09-2023, 17:36
Siema :)

Jest sobota, dziewiąty września. Budzę się kilkanaście minut przed budzikiem. Spokojne śniadanie, ogarnięcie się i można pakować się z rowerem do auta. Ruszam dziesięć minut przed szóstą, po drodze zabieram jeszcze kolegę i jedziemy w góry :) Podróż mija spokojnie i po godzinie dziewiątej jesteśmy w Wiśle, jednak okazuje się, że parking na którym planowałem zostawić auto oznaczony jest jako teren prywatny, więc nie ryzykowałem zostawienia tam auta i zaparkowałem na stacji paliw, gdzie koszt zostawienia auta na 12h, to 14 PLN ;) Okazuję się to świetną opcją, bo po powrocie jest gdzie spokojnie się umyć i przebrać ;) Wisła tego dnia jest miastem rowerowym, bo odbywają się tam Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB. Gdzie się nie obejrzysz, tam rower z numerem startowym ;)

Dziewięć minut przed dziesiątą ruszamy w góry. Początek asfaltowy żółtym szlakiem, początkowo o niewielkim nachyleniu. Dalej robi się bardziej stromo i tak jadąc ok 5 km asfaltem w końcu zjeżdżamy na normalną drogę. Odbijamy w lewo na szlak zielony i nim dojeżdżamy do Schroniska na Soszowie Wielkim. Po drodze mieszamy się z uczestnikami maratonu. Jedni mijają nas jak tyczki, inni jadą naszym tempem, co niektórzy na stromych podjazdach wprowadzają rower. Grupa PRO pojechała wcześniej i kurz zdążył po nich opaść. Kilkaset metrów dalej wjechaliśmy na szczyt Soszów Wielki. Za nami było siedem kilometrów i 490 m w pionie. Przerwa na fotkę i ruszamy dalej na górę Cieślar. Tam również fotka, chwila odpoczynku i czas w dół :)

Trzymamy się szlaku czerwonego, zjeżdżamy na Mały Stożek i zaczynamy podjazd na Wielki Stożek, a dokładniej do schroniska, bo szczyt zostawiliśmy z boku. Przy schronisku robimy pierwszą dłuższą przerwę na popas. Przy schronisku dużo turystów i długa kolejka do bufetu. Odpuściłem sobie stanie w kolejce, zjadłem kanapkę i dolałem wody do bukłaka. Dobrze, że wrzuciłem 0,5 l do plecaka :) Ze Stożka jedziemy w stronę Kyrkawicy. Przed szczytem czeka nas dość gruby, ale niedługi wypych. Pomiędzy Krykawicą a szczytem Kiczory robi się trudniej. Dużo kamieni, przez które nie da się płynnie podjeżdżać i kilka razy trzeba zejść z roweru. W końcu dojeżdżamy do Kiczory. Szczyt ma wysokość 989 m n.p.m. W prawo odchodzi szlak zielony, my jednak ciągle trzymamy się GSB i zjeżdżamy do Przełęczy Łączecko. Zjazd dość trudny, dużo kamieni, w kilku miejscach organizator zamieścił tabliczki ostrzegawcze. Kawałek za przełęczą pojawiają się wreszcie widoki, bo od Stożka za wiele ich nie było.

Kilometr dalej opuszczamy GSB i jedziemy w kierunku Przełęczy Kubalonka. Na 19 km trasy zatrzymujemy się przy sklepie, żeby uzupełnić bukłak wodą i napić się czegoś zimnego. Za sklepem jedziemy kawałek DW941 i na Przełęczy Kubalonka zjeżdżamy z tej drogi i wracamy na GSB, który kawałek dalej znów opuszczamy i wbijamy na szlak Habsburgów. W okolicy Szarculi mieliśmy zjechać do wieży widokowej, bo taka widniała na mapie, jednak ją przeoczyliśmy. Zastanawiałem się jak można przegapić wieżę widokową znajdującą się 40 metrów od trasy. Dziś sprawdziłem na zdjęciach jak ona (https://pl.mapy.cz/turisticka?source=osm&id=1027218004&gallery=1&sourcep=foto&idp=6689668&x=18.9196136&y=49.5985280&z=16) wygląda i chyba można było jej nie zauważyć. Na Stecówce wracamy znów na GSB i po ok. 1,5 km odbijamy na szlak czarny i nim dojeżdżamy do Schroniska PTTK Przysłop pod Baranią Górą. Na czarnym szlaku dochodzi do pierwszej nieprzyjemniej sytuacji tego dnia. Objeżdżam bokiem kałużę i błoto i w pewnym momencie korba staje i nie mogę jej obrócić. WTF myślę. Początkowo myślałem, że jakiś badyl wszedł w koło, rzeczywistość była zupełnie inna. Przerzutka tylna wygięła się mocno do tyły, łańcuch górnego kółka przerzutki nie dotykał w ogóle. Pierwsza myśl, to rozwaliłem przerzutkę. Po chwili okazało się, że da się nią wrócić na odpowiednie miejsce. Jak obróciełm korną to łańcuch wrzuciło mi między szprychy a kasetę. Po wyjęciu zaczęło jako tako działać. Na początku nie zrzucało łańcucha z największej zębatki na następną. Trochę naciągnąłem wózek i zaczęło jako tako pracować. Możliwe, że wózek albo hak się skrzywił.

Mieliśmy już w nogach prawie 29 km i ponad 1110 m w pionie i to był dobry czas, żeby w schronisku zrobić sobie najdłuższą tego dnia przerwę. Weszło ciacho, puszka coca-coli i uzupełniłem bukłak wodą. Przed wyjazdem mieliśmy dwie opcje trasy. Jedna omijała Baranią Górę, druga prowadziła przez jej szczyt. Zdecydowaliśmy się na tą drugą opcję. Ze schroniska ruszyliśmy inaczej niż planowaliśmy, bo mieliśmy zjechać niżej i bokami wjechać na szczyt. Z racji nieznajomości tych ścieżek wybraliśmy szlak pieszy. Początek to wpychanie roweru. Później da się już jechać, robiąc sobie co jakiś czas chwilę na złapanie oddechu da się jechać :) Po jednej z takich chwil, gdzie była też fotka zdarzył się kolejny psikus. Zaliczyłem glebę podczas ruszania. Stało się to tak szybko, że nie byłem w stanie się uratować. Wylądowałem na kamieniach, więc miękko nie było ;) Przednie koło zablokowało się o duży kamień i poleciałem na lewą stronę. Zdarty łokieć, zdarte kolano, obity bok i stłuczona dłoń. Na początku bolało tylko kolano. Po kilku chwilach zaczął dokuczać ból dłoni. Cieszyłem się, że nic sobie nie złamałem. Na pierwszych metrach jak trzymałem kierownicę bardzo bolało. Obawiałem się, że na zjazdach nie dam rady.
Przejeżdżamy przez Wierch Równiański i Wierch Wisełka wjeżdżamy na szczyt Baraniej Góry. Po drodze pojawił się pierwszy skurcz, ale zafundowałem sobie rozciągnie i puściło. Na szczycie tTurystów nie ma już wielu co jest pozytywnym zaskoczeniem. Kilkanaście minut na szczycie i ruszamy dalej czerwonym szlakiem. Dwieście metrów od szczytu trzeba zejść z roweru, bo dla mnie fragment był nie do zjechania. Kilkaset metrów dalej były jeszcze 2 takie miejsca. Dalszy zjazd nie był łatwy, jechałem asekuracyjnie, ból dłoni nie pomagał, jednak najważniejsze, że podczas ruchu palca wskazującego nie odczuwałem bólu, więc hamulcem mogłem operować pewnie.
Czerwony szlak przed Magurką Wiślańską odbija w prawo, my trzymamy się dalej zielonego. Mijamy szczyt Magurki i jedziemy kolejny szczyt Gawlasi. Odbijamy w lewo na szlak żółty i kierujemy się na Cienków i dalej do Wisły. Początek to typowy beskidzki szlak, czyli dużo kamieni. Później lepszy lub gorszy szuter i droga wysypana małymi kamieniami, które powodują, że czasami tańczy się na rowerze. Przed Cienkowem trafiamy na ładny zachód słońca. Zaytrzymaliśmy się na zrobienie fotki i ruszyliśmy dalej. Zjechaliśmy do wisły Czarne i asfaltem wróciliśmy na parking.

Zrobiliśmy tego dnia 45,86 km i 1572 up. Fajny wypad w góry. Ciepło, ale nie duszno :) Rower, a raczej wydobywające się z niego dźwięki po kilku błotnych fragmentach trochę mnie irytowały.
Strava: https://www.strava.com/activities/9816512155

Kilka fotek poniżej:

1
75613
Widok na odcinku Wisła - Wielki Soszów

2
75614
Wielki Soszów. Widok w kierunku wschodnim

3
75615
Cieślar

4
75616
Szlak na Wielki Stożek

5
75617
Skały

6
75618
Kiczory 989 m n.p.m.

7
75619
Przełęcz Łączecko

8
75620
Szlak Habsburgów

9
75595
W drodze na Baranią Górę

10
75596
Wierch Wisełka

11
75597
Widok z wieży na Baraniej

12
75598
Widok z wieży na Baraniej

13
75599
Widoczek na szlak, którym zjeżdżaliśmy i Halę Baranią. W oddali Skrzyczne.

14
75600
Widok na Beskid Żywiecki

15
75601
Wieża widokowa na Baraniej Górze

16
75602
Szlak na Magurkę Wiślańską

17
75603
Magurka Wiślańska

18
75604
Skrzyczne widziane okolicy Magurki Wiślańskiej

19
75605
Widok z oklicy Magurki Wiślańskiej

20
75606
Widoczek na Baranią Górę

21
75607
Zachód na szlaku przed Cienkowem

22
75608
Widok z okolicy Cienkowa

23
75609
Taki stan zastałem po akcji z przerzutką. Klatka z nagrania GP

gavin
10-09-2023, 17:39
Beskidy love. Zazdraszczam.

zdyboo
10-09-2023, 18:16
Na desce polatałes chociaż?Tak, co rano, na sedesowej. Warun na deskę był na pewno we wtorek jak na Hel jechałem, bo w Rewie widziałem lydzi na deskach i z żaglami.
Ja latam wyłącznie na rowerze.

Michał, dobry wypad. Chyba po powrocie do domu też wrócę na MTB. Ja też mam zdarte kolano i łokieć, po glebie we Wdzydzkim Parku Krajobrazowym. Chyba coś nie tak mam z pedałami, bo gleba przez to że wypiąć się nie zdążyłem, poluzowałem zatrzaski, a nadal czasem mam problem z wypięciem buta. Może już za dużo na nich przejechałem.

siemalysy
10-09-2023, 19:28
Beskidy love. Zazdraszczam.

Ja również :)

Masz bliżej w Beskidy, więc masz łatwiej :)


Tak, co rano, na sedesowej. Warun na deskę był na pewno we wtorek jak na Hel jechałem, bo w Rewie widziałem lydzi na deskach i z żaglami.
Ja latam wyłącznie na rowerze.

Michał, dobry wypad. Chyba po powrocie do domu też wrócę na MTB. Ja też mam zdarte kolano i łokieć, po glebie we Wdzydzkim Parku Krajobrazowym. Chyba coś nie tak mam z pedałami, bo gleba przez to że wypiąć się nie zdążyłem, poluzowałem zatrzaski, a nadal czasem mam problem z wypięciem buta. Może już za dużo na nich przejechałem.

Dziękuję Tomek :)
Współczuję upadku. Może tak być, że za dużo w butach przejechałeś, bo dystanse, np. roczne, robisz zacne.

gavin
10-09-2023, 19:37
siemałys my się w przyszłym roku musimy zgadać na Beskid!

kipcior
10-09-2023, 19:58
siemalysy gruba trasa, jak zwykle. Mówisz, że na Baraniej nie było ludzi? To ja chyba wiem gdzie te "mendy" poszły ;)

siemalysy
10-09-2023, 20:05
siemalysy gruba trasa, jak zwykle. Mówisz, że na Baraniej nie było ludzi? To ja chyba wiem gdzie te "mendy" poszły ;)

Dziękuję Marcin :)
Mówisz, że oni wszyscy byli tam gdzie Ty ;) Widziałem nawet, że meksykańską falę tam robili :-D

crusiek
10-09-2023, 20:05
Tak, co rano, na sedesowej. Warun na deskę był na pewno we wtorek jak na Hel jechałem, bo w Rewie widziałem lydzi na deskach i z żaglami.
Ja latam wyłącznie na rowerze.

Michał, dobry wypad. Chyba po powrocie do domu też wrócę na MTB. Ja też mam zdarte kolano i łokieć, po glebie we Wdzydzkim Parku Krajobrazowym. Chyba coś nie tak mam z pedałami, bo gleba przez to że wypiąć się nie zdążyłem, poluzowałem zatrzaski, a nadal czasem mam problem z wypięciem buta. Może już za dużo na nich przejechałem.Może tak być ale możesz je jeszcze brunoxem potraktować (popsikac w sensie), czy też wd-40 i zobaczyć wtedy.

siemalysy
10-09-2023, 20:06
siemałys my się w przyszłym roku musimy zgadać na Beskid!

Ale nie na gravela? ;)

gavin
10-09-2023, 20:09
Nie martw o mojego gravela, damy radę.

siemalysy
10-09-2023, 20:11
Oj tam. Żarcik taki :) Wiem, że dasz / damy radę :)

kipcior
10-09-2023, 20:18
Widziałem nawet, że meksykańską falę tam robili :-D
Tak, ten wężyk sobie czekanie falą uprzyjemniał ;)
75625
A o 7:30 już mnie na parking nie wpuścili.

crusiek
10-09-2023, 20:22
siemalysy fajna przygoda, dobrze, że się nie połamałeś i że przerzutka przeżyła [emoji846]

gavin
10-09-2023, 20:30
kipcioru na Mount Everest cisł?

siemalysy
10-09-2023, 20:49
siemalysy fajna przygoda, dobrze, że się nie połamałeś i że przerzutka przeżyła [emoji846]

Dziękuję Sebastian :)

kipcior
10-09-2023, 20:50
Mount Rysy ;) Zabrzmię jak stary dziad ale 20 lat temu było lepiej, jakoś wtedy nie chodziło tyle ludzi po górach.
Za to widzę nowy trend. Widziałem ludzi na rowerach, przeważnie elektrycznych, albo hulajnogach jadących do Popradzkiego Plesa, chyba do tamtego schroniska/hotelu? i stamtąd szli na górę.

Wind Mill
11-09-2023, 01:30
Ja wracając dziś z Gdyni zjechałem na DDR wzdłuż plaży. Momentami ciężko było wyprzedzać, ludków jak mrówków. We wtorek jak jechałem tamtędy na Hel, to było pusto.


Weekend tak wygląda zawsze jak jest dobra pogoda ... niestety [emoji846]

Dlatego lubię tę trasę około północy. ;)

Rondo DDR-a na końcu Hallera - Park Brzeźnieński im. J. J. Haffnera - Falochron Zachodni: para pieszych w poprzek DDR, przejście dla pieszych.
Falochron Zachodni - koniec Sopotu: jeden cyklista mnie wyprzedził, minąłem dwójkę rolkarzy.
Z powrotem - minąłem 3 hulajnogistów.

75636

75637



Te osłony przerzutek przy strzale mogą pęknąć ramę. Zatem ja wolę połamać hak niż ramę.


Sam się zastanawiałem kiedys nad taką osłona, ale ...ja się nie wykraksowuje w sumie i jakoś olałem. W romecie też to miałem i tam było zjechane zdrowo od upadków xD...

Rama z karbą lub alemonium pęknie niewątpliwie, z taką osłoną. W konkretnym stalówku za 599 PLN bardzo niekoniecznie.
Coś za coś. ;) Po to wymyślili te łamliwe haki. ;)



...ruszamy w góry...
Piknież. :) :cool:

...Zdarty łokieć, zdarte kolano, obity bok i stłuczona dłoń. Na początku bolało tylko kolano. Po kilku chwilach zaczął dokuczać ból dłoni. Cieszyłem się, że nic sobie nie złamałem. ...
Najważniejsze, że kości i rowerz całe. Reszta się zagoi. ;)

gavin
11-09-2023, 08:22
Na iboodzie dzisiaj Shimano ET500 za 134zl.

crusiek
11-09-2023, 08:48
Na czym?
A dobra, zaskoczyłem, ale to bez zatrzasków łeeeee :)

elmo
11-09-2023, 09:41
siemalysy zacne kadry... zazdro i to bardzo.
Co do skurczy to ja staram mieć przy sobie saszetkę albo nawet lepiej dwie magnezu ultra fast (aplikuje się go od razu w otwór paszczowy). Dobrą opcją jest również woda kokosowa (w małej puszce - chyba najłatwiej dostępna w biedronce).

siemalysy
11-09-2023, 16:53
siemalysy zacne kadry... zazdro i to bardzo.
Co do skurczy to ja staram mieć przy sobie saszetkę albo nawet lepiej dwie magnezu ultra fast (aplikuje się go od razu w otwór paszczowy). Dobrą opcją jest również woda kokosowa (w małej puszce - chyba najłatwiej dostępna w biedronce).

Dziękuję :)

Saszetki przetestuję przy najbliższej możliwej okazji. Może już w piątek :) Dziękuję za pomoc w radzeniu sobie ze skurczami.

zdyboo
12-09-2023, 15:02
W sumie zakończyłem kaszubsko-warminską przygodę. Jeszcze jutro 4 km na dworzec, ale i bez tego pękł tauzen. Pogoda dopisała, towarzystwo takoż, jestem kontent. Dziękuję za pomoc wszelaką.

Myślę, że do końca tygodnia zapodam podsumowanie.

crusiek
12-09-2023, 15:41
Dzięki za odwiedziny, miłego wieczoru i spokojnego powrotu życzę.

W pogodę wstrzeliłeś się pięknie [emoji846] Szkoda, że zabierasz ją ze sobą [emoji6]

zdyboo
12-09-2023, 15:42
Przywiozłem to i zabieram. [emoji14]

crusiek
12-09-2023, 15:45
¯\_(ツ)_/¯

siemalysy
12-09-2023, 18:09
W sumie zakończyłem kaszubsko-warminską przygodę. Jeszcze jutro 4 km na dworzec, ale i bez tego pękł tauzen. Pogoda dopisała, towarzystwo takoż, jestem kontent. Dziękuję za pomoc wszelaką.

Myślę, że do końca tygodnia zapodam podsumowanie.

Nieźle się pokręciłeś :) Opisz koniecznie przygodę i nie zapomnij o fotkach :) Chętnie przeczytam i obejrzę fotki :)




Dziś znalazłem chwilę, żeby zrobić kółko wokół bloku i sprawdziłem działanie przerzutki. Wszystkie biegi działają poprawnie, zarówno w górę jak i w dół ;) Jedynie irytują mnie "strzały", cykania podczas jazdy. Dopóki w sobotę błota nie było, był spokój. Muszę poszukać skąd to się bierze.

gavin
12-09-2023, 20:14
Proszę państwa jakbym dzisiaj wsiadł na nowy rower! Jak to przyśpiesza! Kółka robią mega robotę.

No i zamontowałem mostek red shifta.

2 i 2.5 Bar w kołach plus ten mostek i komfort wzrósł zauważalnie. Noe jest to oczywiście jak z amorem, ale jest fajnie. Szczerze polecam.

Po dłuższych jazdach przeważnie czułem mrowienie w lewej dłoni jeszcze na drugi dzień. Zobaczmy teraz jak będzie. Może zniweluje te mikrodrgania.

eMGie
12-09-2023, 22:18
W sumie zakończyłem kaszubsko-warminską przygodę. Jeszcze jutro 4 km na dworzec, ale i bez tego pękł tauzen. Pogoda dopisała, towarzystwo takoż, jestem kontent. Dziękuję za pomoc wszelaką.

Myślę, że do końca tygodnia zapodam podsumowanie.

Miło było poznać, mam nadzieję, że uda się kiedyś powtórzyć i może gdzieś wspólnie pojechać :-)

zdyboo
13-09-2023, 09:07
gavin
Seba, tak lekkie koła dają największego kopa. Oby noga podawała.

Mnie w pierwszym gruzie drętwiały małe palce u rąk. Pomogła dopiero zmiana kiery na węższą, z 46 cm na 42.

cz4rnuch
14-09-2023, 21:55
Kurła, somsiad szaleje. Dziś pod zsypem spotkałem. Treka ze złota kupił, ze 50 tysiunca chyba za to se liczą. Za duży na mnie więc nawet nie usiadłem, ale jakie to piękne. Tymczasem Polacy nie gęsi, też swoje karbą mają:


https://www.youtube.com/watch?v=9TYEDRxwkjw

crusiek
14-09-2023, 22:04
Oreo ?
Unibike też coś wypuścił chyba

patronat
14-09-2023, 22:23
Z innej beczki: objeździłem w sezonie wiele dziwnych szlaków. Przykład dam z ostatniego wyjazdu do Świeradowa. Ot pojechaliśmy młodemu wakacje przedłużyć i przy okazji single zrobić. W połowie jakiegoś szlaku pośrodku niczego po czeskiej stronie najechaliśmy na akcje typu dzieciak leży a ojciec czeka aż się pozbiera. Żona moja przejechała zapytowywując czy wszystko ok - oczywiście że ok! Potem nasz młody na końcu ja. Znów pytanie. Dalej w porządku. Ale widze że z kolana się zaczyna lać krew. Młokos koło 12 lat, siedzi i się trzęsie delikatnie. No to się zatrzymałem. Krótkie oględziny i wynik: kolano powierzchownie zdarte i duży krwotok, dwa nadgarstki i jakaś drobizna na piszczelu. Pytam czy mają apteczkę podświadomie znając odpowiedź. Co prawda apteczki nie ma ale mają papier toaletowy. No to wyciągam swoją. Standartowe czyszczenie wacikami dezynfekcyjnymi z antybiotykiem. Potem mój ukochany plaster w sprayu. Trzy warsty bo dwie puszczały. Ogólnie 5 minut i jadę dalej. Nawet ***** dziękuję nie usłyszałem. Zresztą tak już bywa, może w szoku byli.
Do sedna - świata się nie naprawi, ale plaster mam już trzeci i nigdy na rodzinie nie używałem. Polecam zabierać ze sobą - małe a wiele ułatwia.no i drugie odkrycie - mam całe wielki opakowanie a ze sobą zawsze kilka sztuk:
75689

elmo
15-09-2023, 13:12
Zatem pierwsza doba za mną – 362 km wykręcone, po prawej jeszcze towarzyszy mi Las Prudnicki, przede mną rogatki Chocimia. Nadal jednak po głowie chodzi mi myśl o straconym czasie w Kudowie oraz nocnym postoju na przystanku – czy to było konieczne? Czy da się to jakoś nadrobić?
W końcu mówię do siebie aby teraz już dać sobie spokój z tymi rozważaniami i skupić się na dalszej jeździe – z planu A trza po prostu przejść do planu B. Mijam zatem Chocim i wjeżdżam do pobliskiego Prudnika, zatrzymuję się o 12:21 na pierwszej spotkanej stacji paliw aby napełnić bidony oraz naładować się węglowodanami. Spotykam po raz kolejny Piotrka. Chwilę gadamy. Śmiejemy się ze standartowego pytania którego zadajemy sobie jadąc ultra:

– Po co my to w ogóle robimy?
– A no tak, dla zabawy :) …

Niestety po raz pierwszy przypomina o sobie żołądek, więc dodatkowo korzystam toalety. Ale czas goni. Zanim się spostrzegłem minęło 30 minut. Najwyższy czas ruszyć. Nadal droga z tych płaskich, pogoda sprzyja – zza chmur wychodzi słońce. Za Krzyżkowicami opuszczam kraj aby ponownie odwiedzić południowych sąsiadów. Lecz tym razem tylko na chwilę – niecałe 15 min, przejeżdżam przez jedną miejscowość Osoblaha aby pojawić się w krajowych Pomorzowiczkach jest 381 km trasy. Nadal płasko, więc z przyjemnością korzystam z dobrodziejstw lemondki. Przed Głubczycami po lewej mijam fajny kompleks leśny pod ciekawą nazwą: Las Marysieńka.
Niestety żołądek ponownie przypomina o sobie co powoduje przymusowy, około 10 min, przystanek. W tym czasie mija mnie dwóch uczestników maratonu. Zaś ja po ruszeniu mijam Piotrka wygrzewającego się w promieniach świecącego już pełną mocą słońca. Przez chwilę przez głowę przeleciała myśl aby zrobić ponownie. Jednak nie… trza nadal kręcić, na odpoczynek przyjdzie jeszcze czas.
Dopadam więc do Głubczyc (dwadzieścia kilka minut po 14tej, 392 km) i kręcę dalej. 40 min później melduję się w Kietrzu, po prawej zza drzew dostrzegam ruiny zamku. Jednocześnie Kierz jest ostatnim miastem woj. opolskiego, chwilę później (o godz. 15:23 wjeżdżam do trzeciego województwa – Śląskiego, jest 418 km trasy). Nie zatrzymując się przejeżdżam przez Pietrowice Wielkie. Powoli kończy się płaski odcinek trasy.

Po lewej w oddali mijam Racibórz. W Bieńkowicach przejeżdżam prze most nad Psiną i droga znów powoli ale jednak nieubłaganie zaczyna się wznosić. Po lewej mam tym razem Zespół przyrodniczo-krajobrazowy Wielikąt – oparty na nurcie rzeki Odra, oraz sam zbiornik przeciwpowodziowy Racibórz Dolny. Samą Odrę przejeżdżam w okolicach Olzy. Zerkam na jej nurt – woda bardzo mętna, niemal brązowa. Jest za 15cie minut 17ta. – 448 km trasy.

Pogoda dopisuje, samopoczucie też spoko a nawet lepiej niż spoko bowiem żołądek postanowił się uspokoić i nie przypominać już o sobie. I dobrze się składa bowiem miałem, zgodnie z planem zatrzymać się w „restauracji pod złotymi łukami”, która to zlokalizowana jest przy A jedynce. Zjawiam się tam kilkanaście minut po 17tej. Aby nieco zaoszczędzić na czasie podjeżdżam pod okienko dla pojazdów i zamawiam powiększony zestaw pustych kalorii. A co tam czasem można jeść niezdrowo :) .
Po chwili siedzę sobie przy stoliku z zamówieniem. Dojeżdża do mnie Michał. Znów pogaduchy przede wszystkim o minionej i nadchodzącej nocy. Jakie plany itp., itd. Okazuje się że Michał zarezerwował sobie nocleg w Zawoi, do której ma w planach dotrzeć maks o pierwszej w nocy. Ja zaś chciałbym powrócić do pierwotnego planu ale aby to zrealizować przydałoby się kręcić przez całą noc. Z naciskiem na przydałoby się. Tym bardziej, że jak Panisko rozsiadłem się tu na długie 40 min.

Ruszam dalej modyfikując nieco ubranie przygotowując się na nocą eskapadę. Szybki zjazd do Godowa (znanego mi z Tour de Silesia z 2019 roku – moje pierwsze ultra solo na 510 km przy łącznym wzniesieniu o wysokości zbliżonej do Czomolungmy). Zaraz później zjawiam się po raz trzeci tego dnia w Rep. Czeskiej i tym razem jednak znów na chwilę – nawet mniejszą niż miało to miejsce przy drugim razie – bo to niecałe 5 km. Tak przy okazji to fajnie było ten odcinek jechać w przeciwną stronę niż kilka lat temu. Wracam zatem szybko do Polski, 473 km to już Zebrzydowice (godz. 18:40).
Zaczyna zmierzchać i robić się nieco chłodniej. Fajnie, że zaczęły się podjazdy – można się całkiem szybko ogrzać. Nieco wychładzam się dopiero na zjeździe do Cieszyna, gdzie zjawiam się o wpół do 20tej. Tu spotykam kilku uczestników – bez zatrzymania krótka wymiana zdań i kręcę dalej. Coraz więcej podjazdów a niej zjazdów. Jedzie się niby dobrze choć zaczynam kalkulować czy jazda tej nocy to dobry pomysł, bowiem zgodnie z prognozą pogody w tym rejonie ma znów przejść front z obfitymi deszczami i silnym wiatrem.

Zaczynam kalkulować co się opłaca… kolejna noc w deszczu czy jednak szukać czegoś cywilizacyjnego spaniowo. Ostatecznie redukuję swe plany do minimum – a mianowicie dojadę do m. Wisła i spróbuję tam znaleźć spanie pod dachem. Wspinam się zatem, już po ciemku, do Goleszowa. Mijam Ustroń aby po chwili, za Brzegami zjawić się nad królową polskich rzek. Jeszcze dwukrotnie przejeżdżam Wisłę aby zameldować się w miejscowości o tej samej nazwie. Jest już przed 21 gdy podjeżdżam do pierwszego hostelu (512 km trasy).
Niestety na recepcji nie ma nikogo. Dopiero po kilkunastu minutach zjawia się Pani. Pytam o możliwość noclegu – uzyskuję odpowiedź twierdzącą i wszystko byłoby ok. gdyby nie to, że nie można wprowadzić do pokoju roweru… próbuję wytłumaczyć, że jadę maraton, że na rowerze mam wszystkie rzeczy które są mi potrzebne, że chciałbym mieć to w jednym miejscu aby móc to ogarnąć i z rano bez szukania klucza od schowka. Pani uparcie twierdzi, że jednak tak się nie da.

No trudno wychodzę zatem na zewnątrz. Krótkie poszukiwania w telefonie i dzwonię do hotelu, który znajduje się blisko głównej ulicy – okazuje się, że trafiłem w dziesiątkę. Pan nie ma oporów przed noclegiem dla jednej osoby z rowerem na jedną noc. Wyjaśnił jeszcze jak trafić do hotelu bo niby adres oznacza że to główna ulica ale jednak trzeba skręcić i dojść kawałek drogą której nie za bardzo widać, zwłaszcza w nocy. Zjawiam się więc po chwili przed budynkiem nieco zmieszany, bo drzwi otwiera Pani tłumaczę ponownie w czym rzecz. Na szczęście wszystko było przekazane i mogę spokojnie skorzystać z noclegu.
Jest po 21szej. Mycie siebie i roweru (tu głównie troska o napęd i hamulce). Rozkładam ciuchy aby w końcu wyschły i kładę się spać. W międzyczasie słyszę pierwsze krople nadciągającego deszczu. Zasypiam, uprzednio nastawiwszy budzik na 5tą (wiem, ze późno ale prognozy wskazują że co najmniej po 6tej ma przestać padać).

Budzik w telefonie dzwoni wydaje się za wcześnie. Jednak wszystko jest w porządku, znaczy godzina się zgadza tylko, ze noc jakoś tak za szybko minęła. Pakuję rzeczy i wkładam drugi kuplet ciuchów – jakże one świeżo pachną i są takie czyściutkie (tu uwaga zrobiłem coś czego nie powinno się robić na ultra – zakładam spodenki, których nigdy wcześniej nie testowałem, ale kupując je szczególną uwagę zwróciłem na „pampersa” uznając, że spełnia wszelkie kryteria). Tylna cześć ciała nie buntuje się (przynajmniej na razie ;)

Spakowany i ubrany (raczej na lekko – bibsy, potówka, koszulka, bezrękawnik, rękawki) zajeżdżam jeszcze do pobliskiego sklepu gdzie uzupełniam braki zarówno płynne i te jedzeniowe. Przed sklepem dojadam śniadanie, w międzyczasie telefon do domu i ruszam (niemal z ostatnimi kroplami deszczu).
Jest już poniedziałkowy poranek a ja dopiero mam za sobą, powiedzmy połowę kilometrażu i to niestety tego łatwiejszego bo z mniejszą ilością przewyższeń. Mentalnie szykuję się na Tatry… ale do nich jeszcze duuużo drogi. Najpierw czeka mnie podjazd w kierunku Kubalonki i dalej do Istebnej. Spod sklepu ruszam kilka minut po siódmej… po siódmej… kurczaki, kiedy minęły te dwie godziny od pobudki… znowu wpadam w myślach w liczenie ile to czasu już straciłem i dlaczego tak dużo, znacznie za dużo.

Podjazd stabilny pozwala szybko się rozgrzać i odpędzić jakiekolwiek resztki snu. Samochodów na szczęście mało. Asfalt nie tyle mokry co miejscami przelewa się woda z jednego boku na drugi. Już na tym etapie dochodzę do wniosku , że nocleg pod dachem to był dobry pomysł. Podjazd w okolicę Kubalonki zajmuje mi długie 40 min. Zasuwam bezrękawnik szykując się na zjazd do Istebnej. Dwunastominutowy zjazd i jestem na mostku na Olzie.
Niewielki podjazd i na kolejnym zjeździe dopada mnie gwałtowny deszcz. Zjazd potęguje ból jaki zadają mi krople deszczu – jakby ktoś wbijał mi igły w twarz. Na szczęście znów podjazd a dodatkowo po chwili deszcz przestaje padać. Mozolny podjazd pod Jaworzynkę, po lewej gdzieś tam we mgle i chmurach jest Babia Góra. Za Jaworzynką zaś mijam trój styk granic.

Jest godz. 8:18, 530 km trasy. Jadę teraz, chociaż przez chwilę, dokładnie w kierunku wschodnim wzdłuż granicy ze Słowacją. Gdyby nie było pochmurno i nie było mgły może miałbym przyjemność podziwiania kolejnych beskidzkich szczytów. Ale nic to i tak muszę skupić się na śliskiej drodze.
Całe szczęście trasa nie prowadziła przez słynną ściankę pod Koniakowem, choć te podjazdy na leśnej drodze też są niczego sobie. Mijam miejsca gdzie nocna wichura powaliła drzewa. Część z nich jest już uprzątnięta. Jednak kilka drzew leży na drodze więc tym bardziej trzeba uważać na krótkich ale szybkich zjazdach.
Przejeżdżam pod S jedynką (jechałem tędy na wspomnianym wyżej maratonie). Pogoda zaczyna się na tyle klarować że znów można jechać jedynie w koszulce. Ściągam zatem bezrękawnik i rękawki. Kieruję się na Milówkę. Niektóre podjazdy robię jednak z buta. Co powoduje, że w Milówce jestem dopiero wpół do dziesiątej.

Nie mam potrzeby na postój. Nadal jest coś w bidonach a i jedzenia z Wisły trochę zostało. Jadę więc dalej. Jadę na północ mając po lewej nurt Soły. Ponownie odbijam na wschód tym razem „przytulając” się do rz. Juszczynki. Sporo mętnej wody płynie i tą rzeczką. Przejeżdżam przez Juszczynę Dolną, Średnią i Górną (a jakże ;)). Po lewej mam Kiczorę a po prawej Przybór. Ale i tak widzę jedynie chmury i mgłę.

Nagle kątem oka dostrzegam jakiś ruch po lewej stronie drogi. Z krzaków wychodzi na drogę sarnę z młodym. Pomny doświadczeń zwalniam niemal do zera. Zwierzęta dostrzegają mnie i przeskakują na prawą stronę uciekając w stronę lasu. Czekam cierpliwie i po chwili mam to czego się spodziewałem – przez drogę przeskakują kolejne zwierzaki. Stadko liczyło łącznie kilkanaście sztuk (ok. 14stu). Dla takich chwil warto wstać i iść na rower. Jest super. Łapię się na tym, że podśpiewuję sobie pod nosem.
Za Jeleśnią skręcam w prawo kierując się na Pewel Wielką. Droga prowadzi przyjemną dolinką. Po obu stronach wzniesienia pokryte lasem. Zatrzymuję się o 11:11 w Łobozówce na uzupełnienie już całkiem suchych bidonów, przy okazji wjeżdżam do kolejnego województwa – małopolskiego. Zbliża się koniec drugiej doby, który dopada mnie na ostrym podjeździe za Huciskiem – 604 km trasy. Po lewej powinna znajdować się Magurka a po prawej Kiczora. Powoli wkraczam znów w znane mi tereny…

zdyboo
15-09-2023, 17:03
Cześć, to nie będzie relacja, bo nie pamiętam wszystkiego, żeby 9 dni jazdy pod rząd opisać szczegółowo. Zresztą kto by miał siłę czytać tyle.
I tak wyszło dużo, podzielę to na dwa posty, bo zdjęć też jest sporo, choć zrobiłem ostrą selekcję.

Trójmiasto z punktu widzenia rowerowego jest spoko. Bardzo dużo DDRów, pasy rowerowe, tu czułem się jak we Wro. To czego nie mamy, to chodniki dopuszczone do ruchu rowerowego. Oficjalnie, znakami. Tego we Wro nie ma, a przynajmniej ja nie kojarzę.
Kierownicy zwracają większą uwagę na rowerzystów. Nie wjeżdżają na przejazd, jak nie mogą kontynuować jazdy, potrafią nawet cofnąć z przejazdu. Momentami czułem się jak w Niemczech. We Wrocławiu co najwyżej mogę liczyć na wyciągniętą rękę w geście „przepraszania”. Wiadomo co mogą sobie z tą ręką zrobić.
To co mi się nie podobało, to przejazdy na przyciski. To podobno do końca nie jest legalne, ale jakoś tam funkcjonuje w całym kraju. Przyciski są w takich miejscach, że często trzeba zsiąść z roweru. Co więcej, trzeba je nacisnąć bo inaczej nie dostanie się zielonego. Ja rozumiem, jak przejazd jest na długiej prostej, ale na skrzyżowaniu, gdzie jest i tak automatyczny cykl świateł? Tego nie kumam.
Mieszkałem na Wzgórzu Mickiewicza, pod domem miałem DDR, prawie kilometr zjazdu i to takiego, że bez pedałowania z niewielkim wiatrem w plecy mogłem się rozbujać prawie do 50 km/h. Potem jeszcze 3 km zjazdu 1-2% do centrum. Jazda tym drugim odcinkiem przy ulicy Kartuskiej to czasem była z sercem w przełyku. Dużo wyjazdów z posesji i bocznych uliczek, a jak jedziesz w rowerowym pociągu w godzinach szczytu, to nie jedziesz własnym tempem i nie zawsze masz super widoczność. W drodze powrotnej z centrum ten szybki zjazd musiałem podjechać, ale tylko pierwsze dwa razy sprawiły, że było w tym jakieś wyzwanie.
Rowerzyści jeżdżą jak wszędzie w Polsce, zwykle nie sygnalizują zamiaru zmiany kierunku, potrafią się zatrzymać od czapy czy wbić na DDR bez popatrzenia przed/ za siebie. Normalka.

Trójmiasto jest bardzo rozciągnięte w kierunku północ-południe. Żeby z południowego Gdańska dojechać na północ Gdyni trzeba zrobić 30+ kilometrów. Do tego tam nie jest płasko, nie są to może góry, bo podjazdy nie są długie, nie są też strome, ale nie są to wjazdy na wiadukty czy estakady jak w płaskim Wrocławiu. Już szybciej taki Wałbrzych.
Z tego powodu, jak w niedzielę zrobiłem sobie luźny dzień, początkowo planowałem przed południem pojechać do Gdyni i objechać sobie modernistyczną część, a popołudniu już zbiorkomem pojechać do Muzeum Emigracji. Po tym jak jednak sprawdziłem, że zbiorkomem zajęłoby to ponad godzinę w jedną stronę z dwiema przesiadkami, to stwierdziłem, że pojadę na kole. Jak nie będzie możliwości zostawieniu roweru to odpuszczę muzeum. Stojaki pod muzeum były tuż pod budką strażnika wjazdu do przemysłowej części portu w Gdyni. Chwilę z nim pogadałem, poprosiłem, żeby paczał na rower, przypiąłem go dwiema trytkami i poszedłem zwiedzać. Rower był, jak wyszedłem z muzeum.

Muzeum bardzo mi się podobało. Multimedialnie, interaktywnie i przystępnie. Co prawda skupiało się na emigracji polskiej i wiele rzeczy już wiedziałem, ale nadal było fajnie sobie wiedzę odświeżyć. Modernistyczne budowle też spoko, ale z perspektywy rowery to raczej do popaczania do zdjęć to trzeba na spokojnie, z buta, o mniej przypadkowej porze. Dużo „****ali”, całkiem ciekawych. Jedne pokazujące ważne dla miasta postacie i wydarzenia, inne freestajlowo artystyczne.

Z miasta wyjeżdżałem koleją lub kołem. Z koleją w trójmieście jest dramat. Województwo pomorskie nie ma chyba kolei samorządowej, nie wyświetlała mi się taka jak szukałem połączeń. Tylko PKP w postaci PR, TLK i IC oraz oczywiście SKM. Jest jeszcze PKM, czyli Pomorska Kolej Metropolitalna, ale nawet jak jechałem składem tak oznaczonym to w rozkładzie widniał on jako PR i przez tak umundurowane ekipy konduktorskie był obsługiwany. Mniejsza z tym. Większość składów to stare kible EN57. W znacznej części jedyną modernizacją było pomalowanie w nowe barwy. Ja jeszcze pamiętam, jak było jedno PKP, niepodzielone na miliony spółek i te kible identycznie wyglądały jak obecne składy PR i SKM w rejonie. Na 9 przejazdów tylko w jednym działała klima i to był akurat nowy skład SKM. Nawet jak się trafił nowy skład, to klima była chyba nie była włączana. Więcej potu mnie kosztowała godzina jazdy takim pociągiem niż kilka godzin wcześniej na rowerze. Chyba, przestanę narzekać na KD. Nawet w IC którym wracałem z Gdańska, po jakimś czasie całkiem wyłączyli klimę, a potem w ogóle chyba elektrykę wewnątrz wagonu. Gniazdko pod siedzeniem też nie działało.

Po tym jak już się wydostałem z miasta było z reguły bardzo fajnie. Pierwszego dnia pojechałem do Tczewa, potem do Malborka i wróciłem przez Żuławy Wiślane. Tam musiałem przejechać kilka kilometrów po DK22, ale szczęśliwie dla mnie był remont i wahadło, zatem kierownicy się nie rozpędzali za bardzo, a kilka fragmentów dało się przejechać bocznymi drogami o niewielkim ruchu. Jednak ten pierwszy dzień dał już przedsmak tego z czym będę miał do czynienia podczas podróżowania na Kaszubach. Nawierzchnie asfaltowe są w dobrym stanie o ile są, bo Kaszubi kochają beton w każdej postaci na drodze. Były płyty takie duże, małe sześciokątne, małe perforowane, płyty typu trzęsidupka czyli takie zygzaki z betonu no i kostka betonowa. I takie odcinki potrafią się ciągnąć przez wiele kilometrów. Czasem to jest tylko CPR, czasem normalna droga. Wiele podjazdów na DDR czy CPR jest oznaczonych małą tabliczką z procentami nachylenia. Przy czym podjazd na przykład ma 200 metrów w poziomie i 10 w pionie, pyk tabliczka 5%. W sumie najdłuższy podjazd całego pobytu, wg ClimbPro Garmina, liczył 4 km, nachyelnie na nim nie przekraczało 7% i wypadł mi w TPK, ostatniego dnia jazdy.
Do galerii nawierzchni doszły jeszcze kamienie wbite w podłoże, bo ciężko to nazwać kostką brukową. Wtedy wybierasz pobocze jak tylko jest, nawet jak na nim musisz omijać kałuże i przebijać się przez piasek. No i szutry. Na Kaszubach jest cała funkcjonująca i utrzymywana sieć dróg szutrowych z dopuszczonym ruchem samochodowym. Na Dolnym Śląsku tego nie ma. Mamy asfalt w różnym stanie, czasem bardzo dziurawy, kostkę granitową po wioskach i miastach, tyle. Odcinki betonowe są bardzo nieliczne, szutrowe też, to zwykle jakieś dojazdówki czy drogi polne. Kostka betonowa oczywiście jest obecna jako nawierzchnia DDRów i chodników, ale nie jako nawierzchnia do jazdy samochodami.

Odcinek Mierzeją Helską z Władysławowa do Helu jest MZ przereklamowany, ale też MZ należy go choć raz przejechać. DDR/CPR na odcinku od Władka do Juraty prowadzi przez beton w różnej postaci, ale dosyć nierówny. Zwłaszcza w porównaniu do nawierzchni jezdni przy której najczęściej biegnie. Spory ruch na niej jednak bardziej odstrasza niż kwota ewentualnego mandatu za jazdę po jezdni. Dopiero od Juraty do Helu jest świetny odcinek szutrowy, który wije się w pionie i poziomie. Choć jak na środek tygodnie po sezonie to był na nim spory ruch. Z Helu miałem dwie opcje powrotu. Prom lub ciapong. Na prom zdążyłem, bo słyszałem nawet nawoływanie do wsiadania, ale bym nie zjadł, a głodny byłem wielce. Pociąg jest szybszy i tańszy, choć na pewno mniej atrakcyjny. Zdecydowałem się zjeść. Podczas oczekiwania na zamówienie, próbowałem kupić bilety w apce, ale nie chciano mi sprzedać biletu rowerowego. Zjadłem i pojechałem na dworzec zobaczyć czy jest kasa, była. W kasie też mi nie chciano sprzedać, a pierwsze dostępne bilety na rower były na 21. Problem był taki, że była czwarta. Poprosiłem zatem o bilet na siebie z nadzieją, że załatwię sprawę z kierpociem. Okazało się, że pociąg to był szynobus z doczepionym wagonem PR, którego 1/3 zajmował przedział rowerowy. Tyle, że system PKP nadal widział ten kurs jako szynobus z trzema miejscami na rower. Faktycznie było ich kilkanaście. Dojechałem do Gdańska bez problemu.

Najlepsze po czym jechałem na Kaszubach to niebieski szlak rowerowy z Wejherowa nad morze do Białej Góry. Szlak początkowo asfaltowy, po kilku kilometrach zmienia się w szutrową drogę leśną z bardzo dobrą nawierzchnią. Wije się między drzewami wzdłuż drogi wojewódzkiej. Byłem autentycznie rozczarowany, jak wyrysowana trasa i oznaczenia szlaku kazały mi z niej zjechać i jechać asfaltem przez las. Asfalt się jednak szybko zmienił w szuter w lesie, znowu równy prowadzący przez świerkowy las. Wiem, że takie monokulturowe lasy są słabsze z punktu widzenia biologii, ale wyglądają lepiej niż lasy mieszane czy liściaste, gdzie często mam wrażenie jakbym po krzakach jechał, a nie lesie. No i ten zapach żywicy. Zapomniałem o rozczarowaniu. Szutry zaprowadziły mnie na zachodni brzeg Jeziora Żarnowieckiego, gdzie już asfaltem zacząłem się zbliżać do morza. Dopiero nad samym wybrzeżem znowu zaczęły się szutry. Dalej równe i dalej przez lasy. Dojeżdżając do Białogóry stwierdziłem, że dobrze, aby tam był sklep, żeby trochę energii nabyć do dalszej jazdy. Tymczasem na wjeździe do miejscowości była budka „Browar i Frytki”. Wbrowadziłem w obieg jedno i drugie. Piękna trasa, piękna infrastruktura. Sztos i to gruby.
Odcinek EV10/EV13 wzdłuż wybrzeża też niczego sobie. Nawet na jednej z plaż skusiłem się na zamoczenie nóg w morzu, pierwszy raz od 30-35 lat zrobiłem to w polskim Bałtyku. Nie spodziewałem się, że sprawi mi to taką radość. Odcinek od Dębek przez Błota Karwieńskie Drugie i Pierwsze był taki sobie. Dębki, to typowa nadmorska miejscowość z budami po jednej stronie i kempingami po drugiej. Po sezonie część bud już zamknięta, środek tygodnia, a ludzi sporo. W sezonie pewnie tam jest sajgon.
Powrót w kierunku Wejherowa to znowu lasy i szutry, ale lasy już liściaste. Ta trasa miała możliwość zakończenia w Wejherowie, ale dobrze, że nie skróciłem. Odcinek do Redy, to lasy, choć już liściaste i pagórki. Choć jazdę przez miasto do Rumi już można było odpuścić.

Fotosy:
https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06674.jpg
Sześcioprocentowy podjazd na wał dziesięciometrowy.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06683.jpg
Most kolejowy i nieczynny most drogowy w Tczewie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06687.jpg
Tu 5% zjazdu, za 50 metrów 5% podjazdu. Żuławy Wiślane to stan umysłu.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06698.jpg
Zamek z klocków. Największy na świecie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06722.jpg
Spowalnianie rowerzystów na DDR w Sopocie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06732.jpg
Plac przed molo w Sopocie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06733.jpg
Rano jeszcze pusto na plaży.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06739.jpg
Orłowo.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06743.jpg
Molo w Orłowie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06756.jpg
Gdyński port. Przejazd przez industrialną część Gdyni bardzo mnie wyczerpał psychicznie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06759.jpg
Były i wzorowe DDRy.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06767.jpg
Łódka krajobrazowa.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06788.jpg
Mariny na sprzęt większy i mniejszy.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06794.jpg
Molo w Jastarni, się nie różni od tego w Sopocie, Orłowie czy gdziekolwiek indziej.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06803.jpg
Jezioro Przywidzkie. Ciężko było dojechać, ale warto było dojechać.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06807.jpg
Piaski Kaszub skrywają prawdziwe perełki.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06815.jpg
Dwujęzyczne nazwy miejscowości.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06821.jpg
Pociągi może i stare, ale stacje nowoczesne.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06823.jpg
Szuter premium. Niebieski rowerowy z Wejherowa.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06827.jpg
Piękne szutry w pięknych okolicznościach przyrody.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06835.jpg
Słomki przez które Jezioro Żarnowieckie wypija Zbiornik Czymanowo.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06843.jpg
Molo nad Jeziorem Żarnowieckim. Przynajmniej nieco inne.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06858.jpg
Plaża w Białogórze.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06862.jpg
Moczenie pampersa.

zdyboo
15-09-2023, 17:34
Część druga.

Największym rozczarowaniem była trasa po Wdzydzkim Parku Krajobrazowym. Jechałem ją dzień później, z bardzo optymistycznym nastawieniem. Początek z Kościerzyny był obiecujący. Jednak szybko się okazało, że część szlaków rowerowych zapiaszczona, a dostęp do jezior utrudniony. Nawet nie za bardzo jest widok na nie ze szlaku rowerowego. Potem było tylko gorzej od Wdzydze drogi w lesie to były drogi szutrowe z dopuszczonym ruchem samochodowym. Na każdej była tarka. Rower bez amortyzacji średnio sobie z tym radził. Zdarzały się też zapiaszczone odcinki. Tam zdecydowanie polecam MTB HT na szerszym i miękkim kapciu. Może i mniej da radę przejechać, ale będzie to w zdecydowanie większym komforcie. Nawet przyglebiłem na piasku, próbując jechać poboczem kamiennego zjazdu. Byłem wymęczony tą tarką to, że musiałem dotrzeć do Gołubia na określoną godzinę na pociąg też nie pomagało. Ostatecznie jednak po dotarciu do DW235 wbijam na nią i dojeżdżam do DK20, gdzie do Kościerzyny miałem DDR. Skróciłem o 20 km, jechałem dusznym pociągiem w tłumie ludzi. Wysiałem we Wrzeszczu, gdzie jeszcze przez dwa podjazdy dotarłem na kwaterę. Z tymi szlakami we Wdzydzkim PK coś powinno się zrobić, dróg w tych lasach nie brakuje, choć pewnie mogą być zapiaszczone, ale jazda po ogólnodostępnych szutrach też nie jest niczym fajnym.

Już lepsze drogi szutrowe są w lasach koło jezior Przywidzkiego i Głębokiego. Choć tam dla odmiany trafiłem na odcinki rozjeżdżone przez traktory z błotem po osie. Choć było tego zdecydowanie mniej niż tarki we Wdzydzkim PK.

Najdłuższą trasę na Kaszubach, czyli na Mierzeję Wiślaną do przekopu i z powrotem udało się przejechać w towarzystwie Sebastiana crusiek. Już podczas niedzielnego odwirtualizowania znajomości chłopaki twierdzili, że nie chcą być hamulcowymi. A ja nie jeżdżę szybko, średnie są na Stravie. Nawijam sporo kilometrów, ale niespiesznym tempem. Seba się jednak zgłosił i raczej nie miał zastrzeżeń co do tempa, nawet niedojechany był, bo po tym jak rozstaliśmy się prawie pod moją kwaterą pojechał dokręcać do 150 km, mnie 140 wystarczyło. Trasa jak to na Żuławach, płaska. Atrakcją była przeprawa promem przez Wisłę z Gdańska (Wyspa Sobieszewska) do Mikoszewa. Za Mikoszewem wjeżdża się w las i ten odcinek R10 jest bardzo przyjemny, Ruch był na nim spory, ale to akurat była sobota, pogoda dopisywała, należało się spodziewać. Powrót do Gdańska był przez Żuławy Wiślane i most w Kiezmarku. Na rozmowie czas w trasie szybko leciał. Ochrypłem, ale mam nadzieję, że nie zagadałem Sebastiana na śmierć. :)

Mimo drobnych kłopotów z zakupem biletów udało mi się pojechać do Elbląga i zrobić pętelki po Green Velo i R1. I bardzo dobrze, że pojechałem, trasa po Warmii przez Tolkmicko, Frombork do Braniewa i powrót przez te miejscowości do Elbląga była bardzo przyjemna. Trochę płyt, ale znośnie. Nie było też tak płasko jakby się można było spodziewać. Elbląg się bardzo ciągnie, opuściłem go dopiero po 17 km trasy. I to niemal w całości podjazdu, niezbyt stromego, ale jak się startuje spod poziomu morza to wjechanie na 150 m trochę wysiłku kosztuje.

Na ostatni dzień został mi Trójmiejski Park Krajobrazowy. Najkrótsza z zaplanowanych tras, a jednocześnie najbardziej wybitna. TPK jest w pytę. To że można sobie po pracy, przed pracą czy w drodze do pracy wyskoczyć na trasę po niepłaskim lesie jest w pytę. To, że wieża widokowa na Pachołku była otwarta, mimo kartek o remoncie też jest w pytę. Momentami można się było poczuć prawie jak w górach. Niektóre fragmenty tej trasy przejechałem drugi raz, bo częściowo pokrywała się z trasą na Hel, ale tym razem przejechałem je w odwrotnym kierunku. Między Sopotem, a Gdynią trasa rowerowa jest poprowadzona krętym wąwozem z niezłym nachyleniem.
Inne odcinki też są świetne, do tego rano było w parku niemal pusto.

Na Kaszubach spędziłem w sumie 9 pełnych dni. W każdy z nich jeździłem, sam nie spodziewałem się, że dam radę, bez robienia sobie odpoczynków. Zrobiłem sobie luźniejszą niedzielę, ale i tak w ten dzień przejechałem prawie 70 km. Sumarycznie łącznie z dojazdami do dworców kolejowych, powrotów z nich i jednego wypadu po zakupy wyszło 1168 km i 6623 m w pionie. Chyba w pełni nowe tereny dla mnie spowodowały, że chciało mi się jeździć.

Trasy:

3 września
Gdańsk
https://www.strava.com/activities/9845880179

4 września
Gdańsk – Tczew – Malbork – Gdańsk
https://www.strava.com/activities/9845881552

5 września
Gdańsk - Hel
https://www.strava.com/activities/9845882871

6 września
Tczew – Gdańsk
https://www.strava.com/activities/9845884368

7 września
Wejherowo – Bałtyk – Rumia
https://www.strava.com/activities/9845885374

8 września
Wdzydzki Park Krajobrazowy
https://www.strava.com/activities/9845887738

9 września
Gdańsk – przekop Mierzei Wiślanej – Gdańsk
https://www.strava.com/activities/9845888871

10 września
Trójmiasto
https://www.strava.com/activities/9845889237

11 września
Warmia
https://www.strava.com/activities/9845890214

12 września
Trójmiejski Park Krajobrazowy
https://www.strava.com/activities/9845891466

Fotosy:

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06883.jpg
Wdzydzki Park Karjobrazowy, miłe początki.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06894.jpg
Urocze słupki kierunkowe.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06901.jpg
Tarka na szutrach we Wdzydzkim PK.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06920.jpg
Przeprawa promowa z Gdańska do Mikoszewa.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06926.jpg
Trasa przez Mierzeję Wiślaną.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06930.jpg
Świetny ten budynek kapitanatu. Na pierwszy rzut oka myślałem, że akurat statek się przeprawia przez przekop.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06935.jpg
Plaża przy przekopie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06943.jpg
Na Zalewie Wiślanym flauta zupełna.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06946.jpg
Jest ruch.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06956.jpg
Żuławy Wiślane.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06973.jpg
Port w Gdyni.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06978.jpg
Gdyńskie murale, te artystyczne.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06994.jpg
I te historyczne.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC06983.jpg
ORP Błyskawica.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07016.jpg
Falujące sinice na Zalewie Wiślanym.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07020.jpg
Zalew Wiślany.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07030.jpg
Kopernik na mieście.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07052.jpg
A w domu obiad czeka.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07035.jpg
Płytoteka wiślana.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07039.jpg
Chyba mógłbym tak żyć. Przynajmniej w lecie.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07063.jpg
TPK - lasery

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07078.jpg
TPK - klimatyczne ścieżki.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07080.jpg
TPK - klimatyczne wąwozy.

https://tomzych.com/pictures/forum/zjazdy/kaszuby/DSC07092.jpg
TPK - panorama Gdańska z Pachołka.

crusiek
15-09-2023, 18:25
elmo pięknie wykręcone, szacun wielki! Tyle kaemow dzień w dzień, nie wiem, mi by nogi w tyłek wrosły chyba [emoji23]

zdyboo, bardzo miło było, że wpadłeś do nas w gościnę. Mnie nie udało się tyle wykręcić jeszcze w ciągu miesiąca, a co dopiero w ciągu 9 dni [emoji846]

Miło przeczytać sporo pozytywnych opinii jak i potwierdzić niestety te mniej fajne o naszej pipidoowie.


Fakt, obawiałem się, że będę spowalniał, wszak ja mam stary MTB ważący 17.5 kg... zastanawiałem się wiec, czy nie wyjdzie z tego jakaś kicha. Ostatecznie dla mnie było optymalnie, wręcz może nawet z lekkim naciskiem na +2 km/h byłoby lepiej, ale długość trasy pozostawała dla moich mozliwosci znakiem zapytania. Jak widać przeżyłem i co ciekawe też czułem lekka chrypkę [emoji846]

gavin
16-09-2023, 19:45
Rometów zawsze n+1 75716

zdyboo
16-09-2023, 19:48
Zamówiłeś Wigry 4?

siemalysy
16-09-2023, 19:50
elmo dobry "koń" z Ciebie. Szacun i podziw. Dzięki, że wrzuciłeś relację i czekam na kolejną część :)

Tomek ( zdyboo ), nieźle pokręciłeś. Fajny klimat zdjęć. Dzięki, że chciało się Tobie skrobnąć relację i wrzucić fotki.

jarek76
16-09-2023, 20:11
Chwalipost :)
Młody został dziś wicemistrzem Polski na torze w kategorii junior młodszy, wyścig scratch :)
Duma rozpiera:)75717

Wysłane z mojego LE2123 przy użyciu Tapatalka

zdyboo
16-09-2023, 20:18
elmo
Where fotosy?
Mega relacja. Dawaj następne.
Fajnie, że opisujesz wewnętrzną walkę. Niesamowite, jak dużo jest w głowie.
crusiek
Seba, mnie było równie miło. Bardzo dobrze, że udało się spotkać, jeszcze lepiej, że pojeździć. Dziękuję bardzo za Twoje towarzystwo, sam bym się bardziej dojechał.
Macie fajne tereny do jazdy wokół komina lub dostępne za pomocą SKM. Jedź na ten niebieski z Wejherowa, nie zawiedziesz się. Spokojnie mógłbym eksplorować lasy na północ od Wejherowa.
siemalysy
Michał, dzięki. W relacji jest masa błędów, ale pisałem to pól dnia i na nadmierna korektę sił brakło.
jarek76
Gratulacje dla Piotrka. Grubo.

crusiek
16-09-2023, 21:32
jarek76 Gratulacje dla syna! zdyboo, pojadę. Priorytet został przesunięty :) gavin, coś tam Pan zanabył był?

zdyboo
17-09-2023, 09:48
Jako, że na urlopie nie za bardzo miałem jak konserwować sprzęt to zabrałem się po.
Smar WT-1 na łańcuch nałożyłem przed wyjazdem i potem jeszcze dwa razy w trakcie. Czyli wychodzi, że jedno smarowanie na ~300 km wystarcza. Suche warunki, ale rower był niemal codziennie spłukiwany wodą na myjce.
Przed pierwszym smarowaniem udało mi się nieco przetrzeć go suchą szmatą, drugi raz już kładłem olej na to co było. Trochę czyszczenia było w domu. :)
Klocki hamulcowe mi się prawie skończyły i tarcze jak się okazuje też. Klocki sprawdzałem przed wyjazdem i były spoko, choć miałem zapas ze sobą. Tarcz nie sprawdziłem. Czekam na przesyłkę, jutro ma być w paczkomacie. Oczywiście nowe klocki trą o stare tarcze, ale ustawię wszystko jak zamontuje nowe tarcze.
Przeczyściłem też stery. Shimano Grease strasznie szybko przyciąga syf. Tym razem dałem zwykły smar do łożysk, który kupiłem milion lat temu.

Żelowy pampers w spodenkach Biemme Cargo jest rewelacyjny dla mojej dupy. Lepszy niż piankowy w Biemme Garun, mimo, że ten piankowy jest liczony na więcej godzin w siodle. Na piankowym pojawiały się jakieś niewielkie otarcia po ok. 100 km.

gavin
17-09-2023, 16:49
Rrrometa kupiłem, bioły 27.5 kółeczka.

gavin
18-09-2023, 08:04
Na singlespeedzie 2 minuty wolniej jechałem do roboty niż na gravciu (na 8.6km). Na zimę się nada.

a tak btw to napęd w gravciu chodzi strasznie, trochę piachu wczoraj było, ale bez przesady znowu, a tak zaczął zgrzytać... koło tylne jest nowe więc chyba zostaje ten support,

jaki model zanabyć do sramowej korby?

MadOnion
18-09-2023, 10:59
...przejeżdżam przez jedną miejscowość Osoblaha aby pojawić się w krajowych Pomorzowiczkach jest 381 km trasy. Nadal płasko, więc z przyjemnością korzystam z dobrodziejstw lemondki. Przed Głubczycami po lewej mijam fajny kompleks leśny pod ciekawą nazwą: Las Marysieńka.
Niestety żołądek ponownie przypomina o sobie co powoduje przymusowy, około 10 min, przystanek. W tym czasie mija mnie dwóch uczestników maratonu. Zaś ja po ruszeniu mijam Piotrka wygrzewającego się w promieniach świecącego już pełną mocą słońca. Przez chwilę przez głowę przeleciała myśl aby zrobić ponownie. Jednak nie… trza nadal kręcić, na odpoczynek przyjdzie jeszcze czas.
Dopadam więc do Głubczyc (dwadzieścia kilka minut po 14tej, 392 km) i kręcę dalej. 40 min później melduję się w Kietrzu, po prawej zza drzew dostrzegam ruiny zamku. Jednocześnie Kierz jest ostatnim miastem woj. opolskiego,...
Dzień dobry na mojej dzielni :D

zdyboo
18-09-2023, 17:29
jaki model zanabyć do sramowej korby?

Właściwy, bo SRAM w odróżnieniu do Shimano ma przynajmniej dwa standardy. Jak masz korbiszcze Apex 1 to potrzebujesz suportu o różnych średnicach wewnętrznych łożysk, czyli GXP.
Mój firmowy suport SRAM tak się zatarł, że jedno z łożysk się kręciło jakby kulki były sześcienne. Przy czym już po 3,6 kkm, jak Hultaje przekładali mi napęd do zielonego, to mówili, że suport zaczyna coś trzeć.
Obecnie mam Truvativa z szarymi miskami i póki co jest spoko.

Jak potrzebujesz suportu w systemie DUB, to możesz pisać na priva. Mam taki, bo się pomyliłem przy zakupie, a skapnąłem dopiero po paru miesiącach, jak chciałem zamontować. Zatem oryginalny SRAM leży i czeka, aż się przyda.

gavin
18-09-2023, 19:17
Dobra, wytargałem ten support. Jest gxp. Kurła co za debil to dokręcił, musiałem w imadło ramę wsadzić i kręcić z całej siły ramą (gwint spenetrowany wd). Oczywiście drasnąłem ramę grrrrrrr. No a poza tym to klocki zjechane prawie do końca i mam wątpliwości czy ta kaseta nie powinna mieć jakiegoś dystansu na bębenku? Troszkę luźna była.

gavin
18-09-2023, 19:18
aaa no i support chrzęści i kręci się kwadratowo

crusiek
18-09-2023, 19:27
Same nieszczęścia, ładnie się to lato kończy [emoji6]
Sprawdziłem, czy nie ma mnie dzisiaj w TPK, tak na szybko, o dziwo byłem. To pojechałem do domu.

zdyboo
18-09-2023, 19:40
Ja zamontowałem tarcze nowe w Checkpoincie, przednią powiedzmy, że wyregulowałem, ale trze. Tylna trze cały czas.
Jakoś heble MTB łatwiej wyregulować niż szosowe. Chyba znów będę musiał zajechać do mechanika.

gavin
18-09-2023, 19:41
Ja tam luzuje śruby od zacisków, naciskam klamkę i dokręcam. Reszta się dotrze [emoji38] ale przeważnie jest ok.

crusiek
18-09-2023, 19:46
Po ówczesnym porządnym rozepchaniu tłoczków oczywiście na starych klockach.

zdyboo
18-09-2023, 19:51
Panowie, tłoczki rozpycham bez klocków, łyżką do opon Pedros.
Patent za zaciskaniem klamki i przykręceniem zacisku znam, ale rzadko działa w szosowych Shimano.
Ostatnio tak docierałem tył w zielonym, bo nawet mechanior tego nie mógł ustawić, tarcza krzywa na pajonku. Wiem, że się dotrze, kilka porządniejszych hamowań, zwłaszcza w górach i będzie OK. :)

gavin
18-09-2023, 20:02
Chyba spróbuję te Galfer czerwone.

robanto
18-09-2023, 20:38
Koledzy macie może gdzieś jakieś namiary, by kupić uchwyt do wahoo, ale by był prawy (po prawej stronie mostka)?

patronat
18-09-2023, 20:46
Chyba spróbuję te Galfer czerwone.

Ja ostatnio ujeżdżam wersje ebikowe. Hamuje prawie tak samo jak zielony sport a wytrzymuje znacznie więcej. Kolor dziwny :)

75762

siemalysy
18-09-2023, 20:49
Siema :)

Dwa tygodnie temu zaplanowałem sobie wolny piątek 15 września. Wolne pod kątem wyjazdu w góry na rower. Do czwartku mieliśmy jechać we dwóch, jednak ostatecznie okazało się, że kolega nie może jechać. Nastawiony byłem na wyjazd, więc budzik ustawiony na 4:30 zadzwonił punktualnie. Wstałem bez bólu, zjadłem szybkie śniadanie, spakowałem się i ok 5:40 wyruszyłem z Łodzi do Bielska :) Na parkingu w pobliżu Enduro Trails byłem po godzinie dziewiątej. Droga trwała ok 30 minut dłużej niż zazwyczaj, jednak obyło się bez niespodzianek. Na parkingu wolnych miejsc było sporo, więc zająłem jedno i zacząłem szykować się na rower ;)

Z parkingu ruszam o godzinie 9:31. Pogoda optymalna na rower, temperatura zdecydowanie poniżej 20 °C, jednak zdecydowałem się na jazdę w koszulce z krókim rękawem. Początek trasy, to krótko asfaltem i po chwili odbijam w las. Przecinam zielony szlak i po kilku chwilach wbijam w prawo na trailsa Cyganka, którym jadę ok. 300 m i odbijam w lewo na ścieżkę leśną. Kilkaset metrów dalej dojeżdżam do skrzyżowania z trailsem Cygan, który zagrodzony był taśmą, bo jak się okazało odbywały się tego dnia jakieś zawody Enduro. Młody człowiek, zabezpieczający ten fragment zjazdu pozwolił mi przejechać na drugą stronę. Chwilę tam postałem, przejechały dwie zawodniczki i postanowiłem pojechać dalej.
Kawałek dalej odbiłem w lewo na asfalt, po czym 200 m dalej zjeżdżam znów na ścieżkę leśną, przecinam trailsa Kamieniołom. Jak dojechałem do Dębowca w bliską okolicę dolnej stacji kolejki na Szyndzielnię, to odbiłem na szlak zielony. Za mną było już ponad 4 km, zielonego szlaku nie trzymałem się długo, bo 500 m skręciłem na drogę leśną, która doprowadziła mnie prawie do Wapienicy. Tam minąłem parking i pojechałem w kierunku Jaworza.
Odbiłem tam w lewo na żółty szlak i zacząłem pierwszą "wspinaczkę" tego dnia. Na początku podjazdu, przy parkingu stał szałas, przy którym postanowiłem się zatrzymać. Za mną było 12,5 km i 330 m. Był to dobry czas na chwilę odpoczynku i batona. Po kilkunastu minutach odpoczynku wsiadam na rower i ruszam w górę. Początek nie jest mocno ciężki, jednak później zaczyna się stromiej i nachylenie waha się pomiędzy 15-17%. Pewien odcinek przeplatam podjazd jazdą i podchodzeniem. Po pewnym czasie, nie pamiętam dokładnie jakim, robi się łagodniej, nachylenie waha się między 10-14%. Spokojnym tempem bez szaleństw jadę sobie w górę bardzo fajnym lasem. Przed Przełęczą pod Przykrą zaczął się gruby podjazd. Docieram na przełęcz, robię pamiątkową fotkę i jadę dalej. Łączą się tam dwa szlaki żółty, którym jadę i niebieski. Do szczytu Błatniej zostało jeszcze ok 1,4 km i 120 m wymagającego, ale nietrudnego podjazdu. Kwadrans przed południem melduję się przy schronisku. Zachodzę do schroniska, żeby kupić żonie magnesy i sobie colę. Pakuję wszystko do plecaka i jadę na szczyt, żeby usiąść na tronie i odpocząć ;) Na szczycie jest zimno, zakładam bluzę, rezygnuję też z degustacji zimnej coli, którą zakupiłem w schronisku. Poczekałem chwilę, aż zwolnił się "tron", oparłem rower i zająłem należne mi w tamtej chwili miejsce :-D Widoki są na swój sposób ładne. Jest pochmurnie, mało światła, jednak decyduję się wyciągnąć drona i polatać po okolicy. W trakcie lotu przyplątał się człowiek, który potrzebował się wygadać, więc ciężko było mi się skupić i na jednym i na drugim. Mimo wszystko zrobiłem sobie fotkę i kilka ujęć. Może coś się nada do filmiku z wyjazdu ;)
Czas było się zbierać, bo dzień nie jest z gumy. Ruszam z Błatniej po uprzednim ustawieniu drona, żeby śledził obiekt. Jak jestem sam, wtedy mogę sobie poeksperymentować ;) Jadę polanką żółtym i niebieskim szlakiem aż do lasu. Tam zatrzymuję się, żeby schować drona do plecaka. Ku mojemu zdziwieniu nagrywanie nie było włączone. Nawet się nie zdenerwowałem na siebie tylko włączyłem nagrywanie i wróciłem na polankę, żeby mieć to ujęcie. W domu wyszło na jaw, że ujęcie mam, jednak po wyjechaniu z lasu ekspozycja się nie zmieniła i mam przepał. No cóż... Będę musiał z tym żyć ;)
Przede mną końcówka pierwszego podjazdu, który widniał w Climb Pro, czyli dwa kilometry i ok 150 m na szczyt Stołów. Początek podjeżdżam, później trochę wprowadzam rower, bo nachylenie i duża ilość luźnych kamieni mocno utrudnia jazdę. Jak się zrobiło względnie, to wsiadam na rower i zdobywam szczyt Stołów, który ma wysokość 1035 m n.p.m.
Pamiątkowa fotka i ruszam dalej. Kilometr później odbijam z żółtego szlaku na szlak czerwony i nim zjeżdżam w kierunku Przełęczy Karkoszczonka. Zjazd nie należał do najłatwiejszych ze względu na dużą ilość mokrych kamieni i momentami spore nachylenie. Niecałe 3 km dalej i niżej o prawie 300 m zameldowałem się w Chacie Wuja Toma. Był dobry czas na popas. Jestem prostym człowiekiem jeżeli chodzi o jedzenie, więc gięta z chlebkiem i dodatkiem warzyw weszła jak złoto :-D Dobre jedzonko popiłem colą, którą wiozłem z Błatniej :)

Wypoczęty i chętny na dalszą jazdę ruszam znaną, jednak lubianą drogą, czyli na Klimczok. Przede mną dziewięć kilometrów i 570 m w górę. Początek zaczyna się łagodnie, później jest nawet w dół. Szybko robi mi się ciepło, więc zdejmuję bluzę i dalej jadę już tylko w koszulce :) Odbijam w końcu na szlak zielony i zaczyna się grubszy podjazd. Po chwili rezygnuję z zielonego i drogą techniczną jadę ciągle w górę. Dwa i pół kilometra za Przełęczą Karkoszczonka dojeżdżam do niebieskiego szlaku, jednak nie skręcam w lewo tylko jadę drogą techniczną dalej, bo chcę do schroniska dojechać od szczytu Magury. Po niecałych dwóch kilometrach mijam drogę w którą powinienem odbić, ale ją mijam bo świetnie tnie się w dół i dopiero dźwięk Garmina mnie zatrzymuje. No cóż trzeba wracać pod górę. Kiedy dojechałem do odpowiedniej drogi, to nie wyglądała ona za dobrze, bo nie dało się tam w ogóle jechać. Postanawiam kawałek wepchnąć rower. Droga po kilkudziesięciu metrach robi się co raz gorsza, więc odpuszczam i zawracam do szlaku niebieskiego.
Szlakiem niebieskim podjeżdżam do Pieciu Dróg i skręcam w prawo na szlak zielony, którym dojeżdżam do schroniska PTTK Klimczok. Kupuję sobie Góralka, siadam na trawię i podziwiając widoczki konsumuje wafelka :) Zastanwaim się czy jechać na szczyt Klimczok, czy odpuścić. Mam do wyboru 3 opcje. Pierwsza, to odbić na szlak czerwony i odpuścić szczyt. Druga, to podjazd zboczem góry do szlaku żółtego i wjechanie na szczyt tak jak zrobiliśmy to ostatnipo jak tam byliśmy. Trzecia, to wypchnięcie roweru na szczyt czarnym szlakiem. Decyduję się na opcję trzecią i po ok 10-12 minutach jestem na szczycie :) Szybkie fotki i jadę w kierunku Szyndzielni. Długi kawałek jadę szlakeim i dopiero przy 3 skrzyżowaniu wjeżdżam na Gacioka, który doprowadza mnie do górnej stacji kolejki na Szyndzielni.

Z Szyndzielni jadę tak jak jechaliśmy ostatnio, czyli zjeżźdżam do Przełęczy Koziej trailsem RocknRolla. Od przełęczy robię ostatni podjazd tego dnia, mijam szczyt Koziej Góry prawą stroną i dojeżdżam do startu Twistera, którym zjeżdżam do Bielska, a dokładniej do Mikuszowic Śląskich. W dół jadę asekuracyjnie i bez szaleństw ;) Ostatnie 1,2 km i wracam na parking. Fajnie spędzony dzień w górach. Cieszę się, że pogoda dopisała. Oby więcej takich wypadów ;)

Zrobiłem tego dnia 46 km i 1639 m. Miało być mniej przewyższenia, bo nie chciałem siebie forsować, ale w czwartek zmieniłem zaplanowaną na początku tygodnia trasę. Najpierw odwróciłem kierunek, bo początkowo miałem wjeżdżać na Szyndzielnie , dalej na Klimczok i Błatnią. Po odwróceniu kierunku wpadłem na pomysł, żeby zjechać do Przełęczy Karkoszczonka i dalej jechać na Klimczok. Zmiana wyszła na dobre ;) Do Łodzi wróciłem przed 22 :)

Kilka fotek poniżej.

1.
75740
Niewiele dalej jest dolna stacja kolejki na Szyndzielnię

2
75742
Szałas pod Blatnią. znajduję się przy parkingu na żółtym szlaku.

3
75741
Żółty szlak z Jaworza na Błatnią

4
75743
Siodło pod Przykrą

5
75744
Schronisko PTTK na Blatniej

6
75746
Błatnia - 917 m n.p.m.

7
75747
Gra o Tron na Błatniej ;)

8
75748
Stołów 1035 m n.p.m.

9
75749
Bezmiar Błękitu ;) Chata Wuja Toma

10
75750
Przełęcz Karkoszczonka 729 m n.p.m.

11
75751
Klimczok widziany spod Klimczoka ;)

12
75752
Widok w stronę Babiej. Widać drogi, którymi jechałem

13
75753
Widok na Szczyrk i Beskid Żywiecki

14
75754
Z widokiem na Skrzyczne

15
75756
Ostatni podjazd przed Schroniskiem PTTK Klimczok

16
75757
Widok z niższej perspektywy w kierunku Babiej

17
75759
Samostrzał ze Skrzycznem ;)

18
75760
Na Przełęczy Kowiorek. Pod Klimczokiem

19
75761
Schronskio widziane z Klimczoka

20
75763
Cyś z Warszawy czy żeś z Wiseł!
Dobrze zrobiłeś żeś tu przyszedł!

21
75764
Gdzieś na Twisterze albo RocknRolli. Nad Bielskiem

gavin
18-09-2023, 21:06
Z Błatniej do Brennej i na Halę Jaworową [emoji7], potem do HWT. Tak bym zmodyfikował.

crusiek
18-09-2023, 21:11
Pogoda dopisała, trasa przejechana, przygody były, nic, tylko szykować się na kolejną podróż :)
Przyjemna relacja i fajne zdjęcia mesje siemalysy :)

siemalysy
18-09-2023, 21:14
crusiek dziękuję :-)
gavin możliwości jest wiele, jednak czasami brak możliwości ludzkich. Rozważałem Jaworową, jednak wychodziło za dużo, więc zostawiłem na inny raz.

crusiek
18-09-2023, 21:33
Ja właśnie kończę obrabiać filmy z Tatr z .... zeszłego roku :D Już tylko 2 części mi zostały :)
Ale YT muli cosik ostatnio....
Uczę się na nich trochę tego DaVinci.

siemalysy
18-09-2023, 21:40
Ucz się ucz ;) Mi DaVinci podszedł.
Ja zacząłem w ub. tygodniu ogarniać film z wypadu do Wisły. Z 1/3 już ogarnąłem. No i jak skończę, to będę chciał ogarnąć film z ostatniego piątku ;)

zdyboo
18-09-2023, 21:55
Dobrze pojeżdżone Michał, chyba po niemocy śladu już nie ma.

siemalysy
18-09-2023, 22:10
Dziękuję Tomek. Niemoc poszła trochę w zapomnienie, jednak nie jest tak fajnie jak było w czerwcu. Najważniejsze, że jakoś daję radę ;)
Po ostatnim upadku dokucza mi lewe kolano. Trochę dostało w kość w piątek i teraz odczuwam dyskomfort. Wczoraj też trochę było eksploatowane, dziś już delikatny rozruch bez nadmiernego obciążania ;) Voltaren wczoraj poszedł w ruch.

gavin
19-09-2023, 09:42
Czy ktoś coś wie o supportach Token?

crusiek
19-09-2023, 09:51
Samo życie nad zatoką :)


https://youtu.be/h8chubEKDeg?si=-cgdi5lWpg7JPajY

siemalysy
19-09-2023, 11:19
Czy ktoś coś wie o supportach Token?

Ja montowałem Tokena PF do ProCalibra. Żywotność nie była dłuższa niż oryginalnego PF Srama.
Ciebie pewnie bardziej interesuje opcja skręcana do mufy PF. Chciałem to wypróbować, ale do mojej korby nie było takiego rozwiązania.

gavin
19-09-2023, 11:24
ok, dzięki,

a rometów n+1

75770

siemalysy
19-09-2023, 12:44
gavin tak na marginesie. Coś Ty za wyświetlacz zamontował w tym Focusie? ;)

gavin
19-09-2023, 12:45
to zwykły tablet, nie na stałe

kipcior
19-09-2023, 13:04
elmo, zdyboo, siemalysy Fajne opisy, dopiero teraz je przeczytałem :)

Mnie coś chęci do jazdy opuściły, trzeba będzie ich poszukać, bo mi kondycja przez to spadła.

siemalysy
19-09-2023, 13:17
elmo, zdyboo, siemalysy Fajne opisy, dopiero teraz je przeczytałem :)

Mnie coś chęci do jazdy opuściły, trzeba będzie ich poszukać, bo mi kondycja przez to spadła.

Dziękuję Marcin :)

matomi
19-09-2023, 16:01
Koledzy macie może gdzieś jakieś namiary, by kupić uchwyt do wahoo, ale by był prawy (po prawej stronie mostka)?

https://pl.aliexpress.com/item/32958814230.html?gatewayAdapt=glo2pol

zdyboo
19-09-2023, 17:38
elmo, zdyboo, siemalysy Fajne opisy, dopiero teraz je przeczytałem :)

Mnie coś chęci do jazdy opuściły, trzeba będzie ich poszukać, bo mi kondycja przez to spadła.

Ja też dziękuję.
Kup sobie nowy rower. :P

gavin
19-09-2023, 19:57
Najlepiej Romet.

kipcior
19-09-2023, 20:51
Kup sobie nowy rower. :P

No to jest rozwiązanie ale potrzebuję coś tańszego ;)

robanto
19-09-2023, 21:02
https://pl.aliexpress.com/item/32958814230.html?gatewayAdapt=glo2pol

Dziękuję Pięknie!

zdyboo
21-09-2023, 21:11
Mechanior poradził sobie z heblami. Po cofnięciu klocków, klamki były bardzo twarde, ale ja lubię twarde klamki. Jednak to nie pozwalało w ogóle ustawić zacisków, by nie ocierały. Po odpowietrzeniu i przelaniu wszystko wróciło do normy. Podejrzewam, że jak mi przekładali heble z pomarańczowego Hultaja do Checkpointa, to do ustawiania użyli tarcz i klocków zamiast tej żółtej rozpórki, a że zarówko klocki jak i tarcza były nieco zużyte, to po wymianie się okazało, że nieco za dużo płynu jest w układzie.

To jednak pikuś.

W poniedziałek zauważyłem, że coś schodzi mi powietrze z przedniej opony w zielonym Hultaju. Jeździłem i obserwowałem, ale we wtorek też schodziło. Musiałem dopompować po tym, jak rower stał 8 h pod fabryką. Opona Vittoria Terrano Zero o przebiegu 10 kkm. Miałem w szufladzie nówkę Tufo Thundero. OK, wymienię, zabrałem się we wtorek po robocie. Tak sobie pomyślałem, że max pół godziny, nawet jakbym taśmę musiał wymienić. Nie musiałem. Szybko zmieniłem.
Pro forma spróbowałem pompką osadzić, ale nie poszło, z tym się liczyłem. Wziąłem nabój i jakoś mi pompka wyskoczyła z wentyla, OK drugi nabój. Przytrzymałem tym razem, ale nic, opona nawet nie drgnęła. Trzeci nabój też nic. Zmieniłem głowicę, zapodałem płynu do mycia naczyń, dalej nic, a skończyły mi się naboje. Przełożyłem koło z Checkpointa i pojechałem do pracy. Koło z Hultaja zabrałem ze sobą, jak z heblami jechałem. Poprosiłem mechanika, żeby pierdnął w oponkę kompresorem, ale też nic. Jeszcze z mlekiem spróbował, bo podobno zwykle tak robi, ale tylko syfu narobił.
Oddał mi koło jak przyniosłem, tylko uwalone mlekiem.
W domu umyłem i mówię zapodam dętkę. Butylu nie miałem, ale miałem plastik Tubolito. Udało się założyć po prawie dwóch godzinach walki, tylko raz przyszczypałem dętkę, tak że musiałem ją łatać. Great success.
Najlepsze jest w tym, że to czwarte Thundero, a szósta w sumie opona Tufo Gravel, którą zakładam na obręcz Dandy Horse i pierwszy raz taki cyrk.
Mój związek love-hate z tjublesem ma się zatem dobrze.

Muszę napisać do Hultaj Serwisu czy się Michał w ogóle podejmie tematu.

crusiek
21-09-2023, 21:27
Ciężka sprawa, jak przy zmianie wentyla w hulajnodze elektrycznej żony też się namęczyłem ale ostatecznie z sukcesem. Przy okazji poznałem technikę montażu ciasnej opony na trytytki.

gavin
21-09-2023, 21:51
Trudne sprawy, ale do przodu. Ja już odebrałem nowy support, trzeba jeszcze czas znaleźć.

siemalysy
21-09-2023, 22:11
Tomek,

Współczuję. Jakiś czas temu wymieniałem skrzywiony wentyl w przednim kole. Z wymianą poszło szybko, z napompowaniem koła już tak fajnie nie było. Pierwszy nabój nic, drugi nabój plus nawilżenie rantu roztworem wody z mydłem też nic. Trzeci nabój nawet nie drgnęła. Pogodzony z losem zacząłem zbierać zabawki i nastawiać się na dalsze działania w dniu następnym, aż wziąłem do ręki stary wentyl. Był na nim o-ring i zorientowałem się , że w nowym wentylu dałem go nie z tej strony co trzeba. Założyłem poprawnie o-ring i oponę napompowałem pompką.
U Ciebie to pewnie inna historia, która pewnie też znajdzie rozwiązanie. Natomiast zanim do tego dojdzie to będzie trochę nerwów Twoich i być może Twojego mechanika ;)

MadOnion
22-09-2023, 08:38
https://magazynbike.pl/2023/09/21/shimano-wycofuje-z-rynku-760-000-korb/

zdyboo
22-09-2023, 09:08
Za mocno cisną i się rozwarstwia. Powinno być ograniczenie mocy do 150 W i byłoby spoko.

elmo
22-09-2023, 09:55
trzecia doba mych zmagań z MRDP Góry

12:15, 604 km trasy i już poniedziałek… pogoda z tych co to nie przeszkadzają zbytnio. Nawet ciepło. Nowe bibsy wydają się ok, tzn. zostały nawet dobrze przyjęte przez mą tylną część ciała.

Jeszcze chwila i jestem na Przełęczy Przysłop (ponoć 661 m n.p.m.), jednocześnie zjawiam się na terenie znanej mi czesiowo gminy Zawoja. Wiem co mnie tu czeka. Teraz następuje zjazd po serpentynach do Kaliny Dolnej (trzeba niestety zwolnić ale na szczęście spotykam na patelniach jedynie jeden samochód). Wypłaszcza się przed dojazdem do mostu na Skawicy. Za mostem skręcam w prawo, wjeżdżając na 957mkę. Jadę teraz przez najdłuższą wieś w Polsce czyli przez Zawoję po prawej teraz będzie mi nurt Skawicy (tyle tylko że w przeciwnych kierunkach – ja pod górę a ona w dół). Ileż to już razy tędy jechałem na dwóch kółkach. Dzięki wspomnieniom morale pikują ku górze pomimo że zaczyna nieco padać. Żołądek domaga się porządnego posiłku, zwłaszcza, że znów czeka mnie spory podjazd… jeszcze Krowiarki i do samiuśkich Tater będzie płasko. Po lewej jest fajna kawiarnia ale tam nie najem się zbytnio, kręcę więc dalej. Pamiętam, że za chwilę, także po lewej, będzie mała karczma „U Kuby”, wypatruję ją… jest.

Około godz. 12:30 (610 km trasy) wbijam zatem do karczmy i zamawiam standartowo dwudaniowe jedzonko. Wychodzę na zewnątrz pod duży parasol. Czekając na strawę zdejmuję mokre ubranie i rozwieszam na ławie. Zastanawiam się co schować do torby a co mieć pod „ręką” czyli w kieszonkach koszulki. Zjadając jedzonko patrzę na drogę i widzę, że mija mnie sporo ultrasów. Pakuję się powoli (niestety powoli), jeszcze tylko „na wszelki wypadek” korzystam z łazienki i ruszam – czeka na mnie Babiogórski Park Narodowy.

Cały przystanek zajął mi ok. 30tu minut. Po lewej mijam kompleks rowerowy na Mosornym Groniu – na parkingu sporo samochodów. Część osób siedzi na wyciągu, część już cieszy się na zjazdach. Ja zanim minę ostatnie domki doganiam najpierw Irka a później jeszcze dwóch ultrasów. Krótki postój na czerwonym - remoncik jezdni i dalej pnę się ku Przełęczy Krowiaki (ok. 1000 m. n.p.m.). Jeszcze dwa ostre zakręty (najpierw w lewo później w prawo), ostatnia prosta i już jestem przy tablicy oznajmiającej przełęcz. Jest prawie 14ta. 621 km. Podjazd wszedł całkiem miło, zapewne obfity obiad temu sprzyjał.

Pomimo zachmurzenia tu nie pada. Trochę osób kręci się przy samochodach i szykuje się na podejście na Diablaka. Ja łapię ostatnie łyki z bidonu i zaczynam zjazd przez Zubrzycę Górną, Dolną ku drodze nr 7 na Chyżne. Miałem w planach zatrzymać się w Zubrzycy aby zatankować bidony ale tak mi się fajnie zjeżdżało że postanowiłem nie przeszkadzać grawitacji i nie zatrzymywać się aby dotrzeć jak najszybciej do siódemki. 40 min później zatrzymuję się przed sklepem w Jabłonce. Część zakupów chowam po kieszonkach część spożywam na miejscu. Uzupełniam już zupełnie suche bidony i po kwadransie ruszam dalej.

Ruch samochodowy na siódemce duży, na szczęście jadę nią krótko. Skręcam ostro w lewo w Podhalańską (957ka) aby kierować się już teraz na Czarny Dunajec. Chmury nieco zmieniają kolor – na taki bardziej miły. Nadal nie pada. Ale za to zaczęło wiać – w twarz z lewej strony. Składam się na lemondce. Aby tylko dotrzeć do Dunajca, tam wszak droga skręci w prawo i wiatr który teraz przeszkadza powinien pomagać. 652gi kilometr trasy (15:27) docieram do budynków szkoły oraz do krzyżówki w Czarnym Dunajcu, mając zielone skręcam w prawo w 958kę i jadę teraz prosto na południe.
Od Podczerwonego po prawej mam granicę ze Słowacją, dopadam Chochołów, następnie Witów. Za nim remont drogi. Ruch puszczony jedną stroną. Czerwone światła itp. itd. Turlam się więc spokojnie w dużym ruchu samochodowym – widać że sporo osób zdąża na Zakopane. Mi przez głowę przelatują rozważania, że chyba uda się przejechać „tatrzański” odcinek trasy za widoku (a przede wszystkim zjawić się na Głodówce i może pooglądać sobie te zacne widoki na nasze najwyższe góry – o ile oczywiście pogoda na to pozwoli).

Aż tu nagle jeden suw zrównując się ze mną jednoznacznie stara się zepchnąć mnie z drogi, choć jechałem przy samej jej krawędzi. Udało się na szczęście utrzymać na skrawku asfaltu. Po dosłownie paru minutach dojeżdżam do tegoż auta, które zatrzymało się na kolejnych czerwonych światłach – pytam się czy zawsze tak postępuje na co słyszę odpowiedź – jedzie tak bo to droga dla samochodów a on nie będzie się wlókł za jakimś (piiiii). Ja w odpowiedzi przekazałem mu życzenia aby jego dzieci pokochały jazdę na rowerze… (choć nie wiem czy zrozumie sens tych słów). Szkoda, że zawsze trafi jeden delikatnie mówiąc „ciołek” wśród innych bezpiecznie jadących kierowców.

Jeszcze remonty mostu nad Siwą Wodą i można się cieszyć normalną drogą, która zaczyna obierać kierunek na wschód. Jadę teraz wzdłuż Tatrzańskiego Parku Narodowego. Pogoda klaruje się ku wypogodzeniu. Dojeżdżam do wylotu Doliny Kościeliskiej – mega dużo ludzi. Podjazd kończy się na krzyżówce do Kościeliska, ja jadę jednak prosto, fajny zjazd ku rogatek Zakopanego. Na chwilę rozstępują się chmury tak, że mogę zerknąć na Giewont. Po chwili znów chmury zasłaniają go.

W Zakopanem zjawia się kwadrans przed 17tą (679 km trasy). Nie mam ochoty zatrzymywać się w tym gwarnym mieście. Jak najszybciej próbuję przejechać przez zatłoczone ulice. Kila czerwonych świateł na skrzyżowaniach i w końcu wjeżdżam na nieznaną mi drogę Oswalda Balzera, która ostatecznie wyprowadza mnie z Zakopca.

Na wysokości Jasczurówki znów remont trasy powodujący kolosalny korek. Trzeba uważać. Na szczęście jest bezpiecznie. A i pogoda ostatecznie wypogadza się. Droga biegnie raz w górę raz w dół. Dodatkowo sporo zakrętów więc nie nudzi się. Na jednym łuku zatrzymuję się aby podziwiać tatrzańskie szczyty. Jest pięknie ale koniec tego podziwiania trza ruszać dalej. W końcu o 18ej (697 km) dojeżdżam do krzyżówki, skręcam w lewo w kierunku na Polanę Głodówkę. Znów krótki zjazd aby następnie rozpocząć podjazd na najwyżej położony punkt na całym ultra.
Jest i ona – Polana Głodówka (1100-1150 m n.p.m.) godz. 18:10, 699 km trasy przy okazji zlokalizowany jest tu siódmy punkt kontrolny. Pogoda łaskawie pozwoliła nacieszyć się chyba najpiękniejszą panoramą Tatr. Spędzam tu kilka minut napawając się nią. Warto było tu dotrzeć za dnia.
Teraz to już „z górki” tłumaczę sobie w głowie… przynajmniej przez chwilę ;)

Ruszam w dół ku Bukowiny Tatrzańskiej, znów na liczniku pojawiają się znaczne wartości prędkości (dochodzą do 70 km/h). Trzeba jednak często zwalniać i uważać. Na rondzie porzucam 960tkę i mostem przekraczam rz. Białkę. Budzowie skręcam w lewo. Zatrzymuję się na krótki pit stop z widokiem na Tatry. Ehhh. I tu jest pięknie. Jadę drogą o nazwie Potok Wojtyczków cały czas mogąc podziwiać Tatry.

Ale nie ma tak dobrze ślad nakazuje skręcić z tej drogi aby do miejscowości Potok Grocholów wspiąć się po ostrej ściance. Nogi pieką. Zaczyna brakować tchu. W końcu się poddaję. Zsiadam z roweru i resztę ścianki pokonuję z buta. Za szczytem pojawiają się pierwsze zabudowania. Wioska z klimatem. Wąski pas asfaltu po obu stronach obudowany jest budynkami – nowe zabudowania mieszają się ze starszymi. Po prawej mijam przepiękny drewniany kościółek. Droga znów prowadzi do góry. Mijam ostatnie zabudowania i po prawej ponownie mam wgląd na piękną panoramę gór. Nade mną bezchmurne niebo. Zatrzymuję się na Przełęczy nad Łapszanką (godz. 19:05, 713 km trasy). Podziwiam panoramę. W dole odbywa się sesja fotograficzna pary młodej. Ja ruszam dalej, trochę martwi mnie ciemna chmura oblewająca Tatry od wschodu.

Szybki zjazd do Łapszanki. Zaczynam rozglądać się za jakimś sklepem bo w bidonach sucho a i z jedzeniem też krucho. Niestety sklepu brak, podobnie jest w Łapsze Wyżnej oraz Niżnej (tzn. w tej ostatniej jest ale zamknięty, brak również otwartych restauracji). No nic jadę dalej mając nadzieję, że coś jednak napotkam. Docieram do Niedzicy, tu skręcam do restauracji która jest reklamowana od kilku km ale też jest zamknięta.

Jadę więc dalej. Objeżdżam od zachodu i południa zbiornik Sromowce. Przejeżdżam nad Dunajcem. Dość szybko zaczyna się ściemniać. Droga znów zaczyna się wić prowadząc mnie ku górze. Już w ciemnościach wjeżdżam w Pieniński Park Narodowy. Przejeżdżam pomiędzy górami o ciekawych nazwach – po lewej Piekiełko, po prawej Flaki… zaiste jest coś na rzeczy bo moje kiszki zaczynają grać coraz głośniej i domagać się jedzenia. Jest zatem niezłe piekiełko… Na szczęście droga o idealnym asfalcie.

Do czasu. Na szczycie podjazdu muszę porzucić główną drogę i skręcam w prawo… w drogę o asfalcie w którym jest więcej dziur niż w niejednym serze. Ostry zjazd ku Hałuszowej pokonuję powoli (pomimo tego zaczynam się wychładzać). W końcu skręcam na krzyżówce w prawo na lepsiejszą drogę. Zbliżam się do Krościenka n. Dunajcem. Ale zanim tam dotrę czeka mnie jeszcze remont drogi w Niżnim Potoku. Drogi praktycznie nie ma. Po lewej widzę stację paliw, do której oczywiście wbijam. Jest 20:30, 743 km trasy. Zamawiam pizzę, dużą herbatę, uzupełniam bidony i przygotowuję się do nocnej jazdy.

Nie pilnując czasu tracę na tym przystanku prawie półtorej godziny… masakra. Ruszam zanim pojawia się godzina 22ga. Dojeżdżam do Krościenka przed mostem skręcam w lewo w ul. Jana III (Sobieskiego). Jadę drogą nr 969 prowadzącą wzdłuż Dunajca a że ten wije się to w prawo to w lewo to i droga układa się w podobny sposób. Jest fajnie nie odczuwam potrzeby snu. Ale niby jest ciepło, niby widać gwiazdy ale coś jest nie tak… Po kilkunastu minutach jestem cały mokry…

Cała ta wilgoć brała się z rzeki której wartki nurt powodował, tworzyła się niewidoczna mgiełka (pierwszy raz się z czymś takim spotkałem – znaczy mgła, której nie widać a która oblepia mnie na wylot). Jedyna nadzieja w tym że ślad w końcu odbija od rzeki. Tam powinno być lepiej. I tak się stało przed 23cią na 760 km trasy w miejscowości Boczów odbijam w prawo aby przez most przejechać Dunajec i zacząć się od niego oddalać (przynajmniej tak mi się wówczas wydawało) Przede mną Beskid Sądecki.

Zanim jeszcze wjechałem w las przed miejscowością Błaszkowiec zaczął się podjazd i to jaki – garmin zaczyna pokazywać dwucyfrowe wartości nachylenia. Przy 17 procentach zsiadam i zaczynam dreptać. Dodatkowo bez żadnej zapowiedzi zaczyna lać. Droga nie tyle robi się mokra co zaczyna nią spływać całkiem spory strumyk. Buty z blokami zaczynają żyć własnym życiem i zgodnie ze spływającą wodą postanawiają obrać przeciwny do mych zamiarów kierunek. Schodzę więc potulnie z asfaltu na błotniste pobocze, które pozwala mi trochę łatwiej podejść. Garmin wskazuje nachylenie 21%.
Kulminacja podjazdu jest za ostatnimi zabudowaniami Osicza. Przestaje padać. Zjazd pokonuję ostrożnie. Wąska, mokra droga nie zachęca do większych prędkości. Dodatkowo znów pojawia się mgła ale już taka normalna – znaczy widoczna na tyle że światło lampki jest rozpraszane. Zjeżdżam do Brzyny i jadę wzdłuż rzeczki o tej samej nazwie. Ta wpada, a jakże do Dunajca…

W Musołówce zjawiam się na chwilę przed 24tą (jest 771 km trasy). Zatrzymuję się na chwilę aby zdjąć przeciwdeszczówkę. Na szczęście noc jest raczej z tych ciepłych. Droga to zbliża się do Dunajca to na chwilę się oddala. Za Gaboniem ostatecznie porzucam towarzystwo Dunajca.
Zaczynają opadać mi powieki. Przy pierwszych zabudowaniach Skrudziny znajduję całkiem fajną wiatę autobusową. Postanawiam skorzystać z niej i na chwilę oddać się w objęcia Morfeusza. Tym razem ławka na przystanku jest na tyle długa że mogę wygodnie się położyć. Zapadam w sen mniej więcej wpół do pierwszej nastawiając wcześniej zegarek tak aby zadzwonił po upływie dwóch godzin.

Zanim jednak zaczął dzwonić telefon budzi mnie podjeżdżający pod przystanek samochód. Gdy siadam na ławce słyszę pytanie czy wszystko w porządku. Odpowiadam, że tak. W trakcie krótkiej rozmowy opowiadam o maratonie… otrzymuję życzenia powodzenia i samochód odjeżdża. No i mi czas w drogę. Zbieram się i ruszam gdy na zegarku wybija 2:30.

Za chwilę skręcam w lewo aby znów trafić na kolejne podjazdy, na szczęście już nie takie strome jak na początku tej nocy. Za Podsapieniecem dojeżdżam do Popradu, skręcam w prawo i mając rzekę po lewej obieram kurs na Piwniczną-Zdrój. Droga mozolnie pnie się w górę.
Zanim jednak dotrę do Piwnicznej skręcam na stację paliw – jest 3:40, 794 km. Zjadam „ciepłego-psa” popijając herbatkę. Po mniej więcej 30 min. Ruszam ponownie. Za Piwniczną przejeżdżam na prawy brzeg rzeki. Wszak za chwilę na lewym brzegu będzie już Słowacja. Nadal droga wije się zgodnie z układem koryta rzeki.

Na 813 km trasy dopadają mnie oznaki zmęczenia. Ponownie korzystam z wiaty autobusowej, tym razem w Żagiestowie-Zdroju (jest kilka minut po piątej). Na wszelki wypadek tym razem nastawiam budzik na 30 min. Na chwilę przysypiam budząc się przed włączeniem telefonu. Powoli, pomimo grubego zachmurzenia, zaczyna robić się jasno.

Ruszam równo o 5:30. Morale kiepskie, w nogach mało mocy. Trza jednak kręcić dalej. Powoli zbliżam się do Muszyny. Zanim jednak się tam zjawię porzucam bliskie towarzystwo granicy ze Słowacją. W samej Muszynie porzucam również towarzystwo Popradu na rzecz Muszynki. Droga nadal biegnie w górę.
Przed siódmą zjawiam się w Tyliczu (838 km). Skręcam w lewo i dalej podążam 75tką w kierunku północnym. Niewielkie już mgły powoli opadają ukazując zupełnie bezchmurne niebo. Rozgrzewające słońce polepsza nieco morowy nastrój. W Mochnaczce Niżnej napotykam otwarty sklep. Korzystam z tej okazji i robię zakupy. Jak zwykle część ląduje w kieszonkach a część spożywam na miejscu.

Ociągając się ruszam o 7:40 (po prawie półgodzinnej przerwie). Pomimo słonecznej pogody pojawiają się pierwsze oznaki kryzysu. Jazda rowerem przestaje cieszyć. Ne pomagają widoki. Humor trochę poprawia rozmowa z napotkanym przez Mochnaczką Irkiem.
Wkrótce po ruszeniu, skręcając w prawo, zjeżdżam z 75tki. Jeszcze kawałek podjazdu i zjawiam się w pobliżu wzniesienia o nazwie Piorun (740 m n.p.m.). Krótki zjazd do Czyrnej Wyżnej i ponownie odbijam w prawo. Mijam Banicę. Droga na zmianę wznosi się i opada (na szczęście bardziej przy tendencji opadającej). W Stawiskach znów skręcam w prawo. Niestety dopada mnie ostry kryzys w pobliskich Stawiszach. Siadam na przystanku autobusowym ściągam już niepotrzebne rękawki. Podjadam co nieco i około 20 minutach ruszam. Powoli, baaaardzo powoli.

W Benikówce (876 km) wjeżdżam na drogę nr 977 jest już prawie 10ta. Słońce coraz bardziej przypala. Kolejny podjazd. Przed Przełęczą Małastowską zaczynają się fajne serpentyny. Na przełęczy zjawiam się kwadrans po 10tej. Po prawej stronie, w pobliżu znajduje się cmentarz wojenny z czasów walk w okresie I w.ś.

Szybki zjazd pozwala odpocząć trochę. Kieruję się na Gorlice. Jednakże w Sękowej porzucam drogę 977 i ponownie, skręcając w prawo kieruję się na wschód. Ponownie widzę tabliczki informujące o pobliskich cmentarzach wojennych. Kwadrans po 11tej zjawiam się znajomej Wapienicy (jadąc kilka lat temu BBTour przejeżdżałem przez tą miejscowość lecz w odwrotnym kierunku kierując się o dziwo też na Ustrzyki). Zatrzymuję się w otartej restauracji. Chwilę (tzn. tak mi się wydaje, że chwilę) wyleguję się na ławce pod parasolem.
Zbieram się i jakoś toczę się dalej. Kierunek śladu znów prowadzi na północ. W Rozdzielach powinienem skręcić w prawo na drogę 993 jednakże dostaję informację o zerwanym moście w Bednarkach. Org zaleca objazd przez Lipinkę, Bednarskie, Pasterniki, Cieklin i Wólkę Cieklińską. Na tym właśnie objeździe dopada mnie koniec trzeciej doby.

Jest 910 km trasy, kończy się również cześć trasy idąca przeważnie w dół. Teraz, aż do Ustrzyk będzie ona znów układała się w górę.

wśród zdjęć również te z drugiej doby:

75804
Za Istebną takie oto spotkałem murale

75806
534 km trasy... na leśnych drogach czasem można spotkać niezłe okazy...

75807
540 km - później było trochę spokojniej

75808
tu Panowie sprzątali po nocnej wichurze

75809
okolice Zawoi

75810
621 km. Babiogórski Park Krajobrazowy - podjazd po Przełęcz Krowiarki.

75811
661 km - Chochołów

75812
669 km okolice Kościeliska, ładnie widać, że nic nie widać - smutno mi się zrobiło że Tatr nie uda mi się zobaczyć

75813
686 km ale coś tam zaczęło się przecierać i mym oczom ukazał się oprócz lasu...

75814
widok z drogi Oswalda

75815
i sama droga Oswalda - 688 km okolice Brzezin

75816
nadal droga Oswalda

75817
powoli zbliżam się na rozstaje dróg...

75818
w prawo na Łysą Polanę ale ja jednak w lewo na Głodówkę

75819
nie wiem czym sobie zasłużyłem ale Bogowie od pogody byli dla mnie łaskawi - gdy zjawiłem się na Głodówce (699 km trasy) takie oto czekały na mnie fajerwerki...

75820
ehhh miałem tom com chciał...

75821
mierna ma próba wykonania panoramy

75822
713 km Wyżni Koniec czyli Przełęcz nad Łapszanką

75823
i cyfrowy zoom z tego miejsca

75824
732 km Sromowce Wyżne - przede mną ładnie zaczął świecić księżyc

75825
po ciężkiej nocy nastał kolejny dzień - 832 km, okolice Powroźnika

75826
851 km, okolice Kiczory - jeszcze tylko poranne mgły i wyszło słońce

75827
pierwsze oznaki mego kryzysu... czyli coraz to częstsze przystanki... okolice Stawisk

75828
na Przełęczy Małastowskiej (604 m n.p.m.) - i tu pierwszy raz spotkałem się z podwójnym zapisem na tablicach

!AGresT
22-09-2023, 11:19
Piknie Panocku!

patronat
22-09-2023, 19:30
Cyberniok. Wszystkie lewe ścieżki nieprzejezdne. Wjazd na ścieżki po tuningu leśników:

75833

siemalysy
22-09-2023, 22:13
trzecia doba mych zmagań z MRDP Góry

12:15, 604 km trasy i już poniedziałek… pogoda z tych co to nie przeszkadzają zbytnio. Nawet ciepło. Nowe bibsy wydają się ok, tzn. zostały nawet dobrze przyjęte przez mą tylną część ciała.

...

Ciekawie się czytało. Dobrze, że gość / dzban z suv-a mocniej nie skręcił kiery wprawo i Tobie krzywdy nie zrobił.
Super, że na Głodówce i Łapszance widoki miałeś :)

zdyboo
22-09-2023, 23:12
elmo
Andrzej, dzięki za relację i fotosy. Czuć, że jedziesz już trzecią dobę.

Jak kupowałem pierwsze dętki Tubolito to kupiłem też łatki. 5 sztuk, samoprzylepnych, trzymających i ogólnie bezproblemowych. Po ostatniej akcji z dętką, została mi jedna łatka, zatem zamówiłem "Patch kit", z 10 łatkami. Nie wnikałem, założyłem, że będzie 10 samoprzylepnych łatek. Okazało się, że łatki, to krążki wycięte z dętki, a do tego tubka kleju. Zachowałem sobie zatem jedną starą dętkę Tubolito, będzie na łatki. #dodupy.

Michał z Hultaja, po opisaniu sytuacji z oponą, nie podjął się zadania, nie dziwię się. Znaczy nie gwarantował sukcesu, bo używa tylko boostera. Pojeżdżę jeszcze trochę na dętce. :)

crusiek
23-09-2023, 13:09
Elmo, szacun. Trzecia doba. Widać jak wiele siedzi w głowie. Ja sobie nie wyobrażam tak intensywnych wypadów na rower [emoji846]

zdyboo
23-09-2023, 16:56
A mnie dziś pękła podeszwa w lewym bucie. NW Rebel 3. Kupione w sierpniu zeszłego roku, zatem przejechałem w nich jakieś 10-12 kkm.

Zobaczymy jak Centrum Rowerowe podejdzie do reklamacji.

75862

A wczoraj akurat odebrałem z paczkomatu tańsze buty na dojazdy do fabryki, żeby te Rebele nieco oszczędzić.

patronat
23-09-2023, 18:52
Obraziły się, że obce do domu wpuściłeś.
Dzisiaj testowałem kurtkę Endury, MT500. Zaaaajebista jest. Muszę sobie kupić jeszcze spodnie, tylko trochę cena z pupy. Fox 4d waterproof nie działa jak należy, niestety.

Wind Mill
24-09-2023, 18:50
No rzesz matka urwała!!! Chromolone jankesy!

https://support.specialized.com/sirrus/en/components-compatibility/compatible-parts

Sirrus / Sirrus X / Components & Compatibility / Current: Compatible Parts
Sirrus X
All alloy frames use rear derailleur hanger 9895-4021; the Sirrus X 5.0 carbon frames use rear derailleur hanger, S152600003

Mam Sirrus X4.0, rama z alemonium, to zamawiam 9895-4021.

Dziś w końcu zebrałem siły na ponowne grzebanie w mechanice i niechęć do nie do końca poprawnie działającej tylnej przerzutki, jako iż łańcuch zaczął "topić" przyrząd na 0,75 tym większy asumpt.

Znajdź trzy różnice:

75878


:mrgreen:

siemalysy
24-09-2023, 19:15
A mnie dziś pękła podeszwa w lewym bucie. NW Rebel 3. Kupione w sierpniu zeszłego roku, zatem przejechałem w nich jakieś 10-12 kkm.

Zobaczymy jak Centrum Rowerowe podejdzie do reklamacji.

...

A wczoraj akurat odebrałem z paczkomatu tańsze buty na dojazdy do fabryki, żeby te Rebele nieco oszczędzić.

Tomek, ramy nie mają z Tobą lekko. Obuwie jak widać też, co widać na załączonym obrazku ;)


No rzesz matka urwała!!! Chromolone jankesy!

https://support.specialized.com/sirrus/en/components-compatibility/compatible-parts

Sirrus / Sirrus X / Components & Compatibility / Current: Compatible Parts
Sirrus X
All alloy frames use rear derailleur hanger 9895-4021; the Sirrus X 5.0 carbon frames use rear derailleur hanger, S152600003

Mam Sirrus X4.0, rama z alemonium, to zamawiam 9895-4021.

Dziś w końcu zebrałem siły na ponowne grzebanie w mechanice i niechęć do nie do końca poprawnie działającej tylnej przerzutki, jako iż łańcuch zaczął "topić" przyrząd na 0,75 tym większy asumpt.

Znajdź trzy różnice:



:mrgreen:

Nieźle. Albo błąd na stronie, albo coś się zmieniło w specyfikacji w modelach rocznikowych. Możliwe, że poprzednie modele, z wcześniejszych roczników były bez sztywnej osi.
Wind Mill, a jak zerkniesz na listę w tym linku (https://www.metrobikes.pl/pl/p/Hak-ramy-Specialized-Diverge-Carbon/43989), to wystepuje Twój model i hak jest chyba taki jak potzrebujesz.

Wind Mill
24-09-2023, 19:26
Tak czy siak błąd na stronie, bo X4.0 ma właśnie sztywną oś; jeśli wcześniejsze roczniki 4.0 miały QR, to powinni to zaznaczyć. ;)

Jak googlnę S152600003 to na przykład:

Hak do przerzutki Road Carbon Thru Axle pasuje do rowerów szosowych z hamulcami tarczowymi od 2015 r.
Numer artykułu: S152600003
....
....
2020 SIRRUS X 4.0
2020 SIRRUS X 5.0
....
....
Ino Sirrusy to tak nienachalnie szosowe są... :mrgreen:

- - - - kolejny post - - - - - -


... a jak zerkniesz na listę w tym linku (https://www.metrobikes.pl/pl/p/Hak-ramy-Specialized-Diverge-Carbon/43989), to wystepuje Twój model i hak jest chyba taki jak potzrebujesz.
Tu podobnież:
https://bikepark24.pl/Hak-przerzutki-Specialized-Road-Carbon-Thru-Axle-S152600003.html

siemalysy
24-09-2023, 19:28
Czyli już wiesz czego potrzebujesz :-D

Wind Mill
24-09-2023, 19:38
HGW czy wiem, mocno przypuszczam. :mrgreen:

Ciekawe, czy Spec mi odda kasę za dwa zbędne haki? To już mocno po 14-o dniowym terminie na zwrot zakupu on-line. ;)

siemalysy
24-09-2023, 19:47
Pewnie planujesz napisać do nich. Myślę, że powinni, chociażby z uwagi na to, że to ich strona wprowadziła Ciebie w błąd. No ale jak się uprą, że termin zwrotu minął to co im zrobisz.

Wind Mill
24-09-2023, 19:55
Mam jeszcze 5 dni lege artis ichni regulamin:

https://www.specialized.com/pl/pl/returns-policy#cnc

"...oferujemy możliwość bezpłatnego zwrotu towaru w ciągu 30 dni od zakupu. Towar musi być nowy i nieużywany..."

Tu będzie inba:
2. Zapakuj wybrany towar z powrotem w oryginalne, nieuszkodzone i kompletne opakowanie.

No woreczek po haku już nie jest nieuszkodzony. :mrgreen:

zdyboo
24-09-2023, 20:02
Tomek, ramy nie mają z Tobą lekko. Obuwie jak widać też, co widać na załączonym obrazku

Już jakiś czas temu stwierdziłem, że mam duży przemiał sprzętu z naciskiem na przemiał. Nie wyobrażam sobie posiadania jednego roweru. Już w zeszłym roku prawie mi się skończyły rowery, jak był moment, że oba gruzy miały pęknięte ramy.

Dla równowagi, podczas sobotniej przejażdżki, jedyny dźwięk jaki rower generował to szum opon. Po Kaszubach przeserwisowałem rower dosyć porządnie. Czyszczenie i smarowanie sterów, czyszczenie napędu po demontażu z roweru. Przy okazji wyszło, że lewą miskę suportu jeszcze dociągnąłem nieco. Mam nadzieję, że to tylko mój błąd przy poprzednim dokręcaniu, a nie będzie się samo luzować. Wymieniłem też pastę do karbonu w sztycy i zapodałem nowy kawałek dętki, celem uszczelnienia.

Shimano Grease, ten zielony nie nadaje się jako ogólny smar do zabezpieczania przed wnikaniem wody. Jest zbyt lepki i wyłazi z miejsca aplikacji, przez co cały syf się do niego lepi. Zapodałem smar do łożysk, ten co zawsze zapodawałem. Kupiłem puszkę ze 20 lat temu i nadam mam połowę.

kipcior
25-09-2023, 18:54
W weekend coś popadało i było niefajnie więc poszedłem pogrzebać z rowerami, bo tu i tam coś niedomaga. Miałem zamiar wymienić opony w fullu z 2,6 na 2,25, bo na tych ciężkich krowach to nie jedzie. Ale wrodzone lenistwo sprawiło, że zmieniłem tylko tył i uznałem, że wystarczy. Stary Mezcal G+ nabity do 3 bar i kotwicowaty Smart Sam Double Defence z przodu, na oko jakieś 2 bary. Jak to teraz ********** jeździ :)

crusiek
25-09-2023, 20:24
Ja tak się kręcę, jak mucha w przeręblu... A może to nie mucha, tylko szukam tego co wpadło tam wcześniej... ależ napasłem się wczoraj przyrodą... Obrobię filmik to wrzucę relację, przy okazji będzie praktyka z obróbki... chyba jednak nie zostanę reżyserem kina akcji xD

gavin
25-09-2023, 20:29
jak klocław przeremblasz!

siemalysy
25-09-2023, 20:32
Już jakiś czas temu stwierdziłem, że mam duży przemiał sprzętu z naciskiem na przemiał. Nie wyobrażam sobie posiadania jednego roweru. Już w zeszłym roku prawie mi się skończyły rowery, jak był moment, że oba gruzy miały pęknięte ramy.

Dla równowagi, podczas sobotniej przejażdżki, jedyny dźwięk jaki rower generował to szum opon. Po Kaszubach przeserwisowałem rower dosyć porządnie. Czyszczenie i smarowanie sterów, czyszczenie napędu po demontażu z roweru. Przy okazji wyszło, że lewą miskę suportu jeszcze dociągnąłem nieco. Mam nadzieję, że to tylko mój błąd przy poprzednim dokręcaniu, a nie będzie się samo luzować. Wymieniłem też pastę do karbonu w sztycy i zapodałem nowy kawałek dętki, celem uszczelnienia.

Shimano Grease, ten zielony nie nadaje się jako ogólny smar do zabezpieczania przed wnikaniem wody. Jest zbyt lepki i wyłazi z miejsca aplikacji, przez co cały syf się do niego lepi. Zapodałem smar do łożysk, ten co zawsze zapodawałem. Kupiłem puszkę ze 20 lat temu i nadam mam połowę.

Rzeczywiście. Tak sobie pomyślałem po przeczytaniu Twojego wpisu, że byłbyś dobrym "testerem" sprzętu rowerowego :) Oczywiście patrząc z naszej perspektywy, to dobrze, że Ciebie tu mamy. Sporo rzeczy przetestowałeś i byle czego nie doradzisz ;)


W weekend coś popadało i było niefajnie więc poszedłem pogrzebać z rowerami, bo tu i tam coś niedomaga. Miałem zamiar wymienić opony w fullu z 2,6 na 2,25, bo na tych ciężkich krowach to nie jedzie. Ale wrodzone lenistwo sprawiło, że zmieniłem tylko tył i uznałem, że wystarczy. Stary Mezcal G+ nabity do 3 bar i kotwicowaty Smart Sam Double Defence z przodu, na oko jakieś 2 bary. Jak to teraz ********** jeździ :)

Fullem po asfalcie... A idź Pan... :-D
Nie szkoda opon? ;)


Ja tak się kręcę, jak mucha w przeręblu... A może to nie mucha, tylko szukam tego co wpadło tam wcześniej... ależ napasłem się wczoraj przyrodą... Obrobię filmik to wrzucę relację, przy okazji będzie praktyka z obróbki... chyba jednak nie zostanę reżyserem kina akcji xD

Ja się pasę przyrodą, ale bez dwóch kółek. Choć dziś widziałem ich bardzo dużo. Więcej stało na stojakach i w stojakach niż jeździło ;)
Baw się w filmy. Kręć, montuj, wrzucaj :) Widziałem, że wrzuciłeś wczoraj . Chętnie obejrzę, pewnie w środę.

crusiek
25-09-2023, 20:42
Tak, taka wprawka z soboty, teraz mam nieco więcej do zeobienia ale i trasa przyjemniejsza.
Zazdroszczę spacerków w górach, u nas to interwał wychodzi co 5 lat, więc jeszcze sobie poczekam [emoji846] Chłoń waść przyrodę do woli [emoji846]

siemalysy
25-09-2023, 20:50
Ja w końcu ogarnąłem filmik z Beskidu, z początku września ;)
Pogoda dopisuje i tak ma być przez kolejne dni :) Choć dziś rano zero widoków, później trafiliśmy na okienko i było ładnie. A po obiedzie znów wszystko zniknęło za mgłą.

zdyboo
25-09-2023, 21:05
Rzeczywiście. Tak sobie pomyślałem po przeczytaniu Twojego wpisu, że byłbyś dobrym "testerem" sprzętu rowerowego :) Oczywiście patrząc z naszej perspektywy, to dobrze, że Ciebie tu mamy. Sporo rzeczy przetestowałeś i byle czego nie doradzisz ;)

Dzięki.
Tak przy okazji. Rękawice Roc Day Flow w obecnym wydaniu są mniej trwałe niż w wydaniu poprzednim. Chodzi o wierzchnią stronę.
Jeździsz w takich z tego co widziałem na filmach.
Poprzednie kolorowe z takim "cieniowanym" wzorem miały wierzchnią cząść z tkaniny bazującej na siateczce. Przecierała się na końcach palców, ale nie dziurawiła. Mam dwie pary.
Obecne wierzch mają ze zwykłej tkaniny i już w trzech rękawicach mam dziury na końcu palca wskazującego. Nawet z dwóch par zrobiłem jedną, ale na krótko wystarczyło. Za pierwszym razem dałem mamie do zacerowania. Miałem to zrobić sam, ale stwierdziłem, że lepiej niech zrobi to pro. Po kilku jazdach przedarło sie obok.
Mam tych rękawic w sumie 4 pary z czego tylko dwie pary i jedna rękawica są jeszcze w całości.

Nie mam długich paznokci i rozumiem, że rękawice danego rozmiaru są jednej wielkości, a dłonie nie i może być tak, że moje palce wskazujące są za długie, ale poprzednie się nie rwały. Teraz kupiłem jedna parę Bluegrass i jedną parę Evoc. W BG jeździłem w sobotę, są bardziej dopasowane niż RD, ale może się rozciągną. Już po praniu mam wrażenie, że łatwiej je nałożyć. Jeździć obserwować. Gubią nieco kropki antypoślizgowej aplikacji z palców. Evoc są następne w kolejce i mam nadzieję, że uda się jeszcze w tym roku przynajmniej raz w nich przejechać. Dziś rano było rześko.

siemalysy
25-09-2023, 21:20
Tomek, kupiłem ostatnio nowe rękawice Rocday Flow i prawa na palcu wskazującym, na szwie miała dziurę. Odesłałem je i początkowo mieli wymienić, jednak jak zobaczyli dziurkę, to stwierdzili, że naprawią. Tak też zrobili i odesłali. Jak na razie są całe. Poprzednie rozdarły mi się w okolicy nadgarstka. Ogólnie fajne są to rękawiczki.
Kupiłem jakiś czas temu rękawiczki Endury, dokładniej model SingleTrack (https://endurastore.pl/gfx/1614792039.6321.jpg). Wyglądały fajnie, dobrze leżały na dłoni, więc kupiłem. Nie pasuję mi do końca i rzadko w nich jeżdżę. Na wierzchniej warstwie mają z tworzywa protektor i jest on na tyle twardy, że podczas wycierania potu z czoła lub twarzy jest nieprzyjemnie.
Mam też Rocday Element. Całkiem fajne, lepsze niż Endura. Na razie za krótko ich używałem, żeby ocenić czy warto kupić je kolejny raz :)

zdyboo
25-09-2023, 21:28
Elementy są spoko, zero wątów. Mam dwie pary jedną z palcem grzebalcem, drugie bez. Tyle, że one są za ciepłe na lato.

kipcior
25-09-2023, 22:39
Fullem po asfalcie... A idź Pan... :-D
Nie szkoda opon? ;)

Gravela mam 4 rok. Przedtem full za niego robił. A opony ciągle te same z lipca 2017 :)

patronat
26-09-2023, 07:54
Rękawiczki na moto zużywałem w zastraszającym tempie. Po latach doświadczeń mam swoich faworytów. Jesień i zima to 100% Brisker, lato to Fox. Nie polecam Leatta (rozsypuje się od patrzenia). Z średniaków Scott, Shot, Endura, Alpinestars, TLD. Uwaga - kierując się doświadczeniem panów od trialu, bardzo ważna rzecz - żadnych wzmocnień czy przeszyć od wewnętrznej strony nie może być. Mają być gładkie jak pupcia niemowlaka.

zdyboo
26-09-2023, 19:39
Jeździłem w rękawiczkach, które miały od spodu wszyte poduszki i były spoko. Rower to jednak nie ten kaliber obciążeń co moto.
Foxy jakieś mam, bo kupiłem przy okazji bonusu jaki dostałem przy zakupie MTB. Jedne z najmniej wygodnych rękawic jakie miałem. Sztywne do tego stopnia, że ocierały przez pierwsze kilka jazd. Szwy wewnątrz palców nadal powodują dyskomfort. Dopiero po zakupie Roc Day Element poczułem co to są wygodne rękawice rowerowe.

Jakiś czas temu pisałem, że przy okazji wybudowania trasy tramwajowej na moje osiedle, zrobiono też DDR na tzw. obwodnicy osiedla i że DDR nawet równy, tylko studzienki pozapadane. Aktualnie asfalt wokół zdecydowanej większości studzienek jest wycięty i ewidentnie coś robią. Pewnie teraz będą wystawały. :)
Nie kumam tego. Czy u nas niczego z publicznych robót nie da się zrobić porządnie od razu?

crusiek
26-09-2023, 20:05
Jakiś czas temu pisałem, że przy okazji wybudowania trasy tramwajowej na moje osiedle, zrobiono też DDR na tzw. obwodnicy osiedla i że DDR nawet równy, tylko studzienki pozapadane. Aktualnie asfalt wokół zdecydowanej większości studzienek jest wycięty i ewidentnie coś robią. Pewnie teraz będą wystawały. :)
Nie kumam tego. Czy u nas niczego z publicznych robót nie da się zrobić porządnie od razu?

Jak to powiedziała jedna znana persona: Taki mamy klimat.

lukasz_kk
27-09-2023, 07:08
Zapadające się studzienki to chyba jest problem ogólnokrajowy.

patronat
27-09-2023, 14:04
J
Foxy jakieś mam, bo kupiłem przy okazji bonusu jaki dostałem przy zakupie MTB. Jedne z najmniej wygodnych rękawic jakie miałem.

Spośród 80 modeli zawsze może się trafić bubel. Ja mam Ranger i są mega. Mega wygodne, mega odporne na zużycie. I nie mają poduszek. Letnie to Fox Airline.

siemalysy
27-09-2023, 17:02
Elementy są spoko, zero wątów. Mam dwie pary jedną z palcem grzebalcem, drugie bez. Tyle, że one są za ciepłe na lato.

Fakt. Są grubsze i na zbliżającą się jesień będzie jak znalazł :)


Wrzucałem jakiś czas temu relację z wypadu w Beskidy. Ogarnąłem z tego też filmik. Poniżej krótki wstęp do filmu ;) Rzadko wrzucam tu filmiki, jednak jak ma ktoś ochotę zerknąć na całość to zapraszam :)


https://youtu.be/mZ0WmTPvDYs

crusiek
27-09-2023, 17:15
Ja mam Cię w subskrybowanych i nie ominąłem jeszcze żadnego [emoji846]


Dzisiaj kończę tez swoje wypociny... jakoś bez zapału [emoji1787]

siemalysy
27-09-2023, 19:43
Dziękuję Seba :-D
Wrzucaj swoją produkcję. Po powrocie do domu nadrobię :)

crusiek
27-09-2023, 20:31
Eee nie ma się czym chwalić siemalysy, takich górskich widoków moje małe radości leśne nie przebiją, więc się wynudzisz, szkoda czasu [emoji1787]

Poza tym zauważyłem, że bez gadania jest spory kłopot z wypełnieniem tła dźwiękowego, szczególnie jeśli klip trwa np 25 minut.


W każdym bądź razie renderuje się xD
1.5h materiału skrojone do 26 minut. Ujdzie.

Od wczoraj nieco osłabiony jestem, nie wiem, czy to te dramatyczne zmiany temperatur, czy ki diabel. Nie ma ognia w tłokach.


Wystartowały u nas testy rowerów elektrycznych, miejskich, miejscami niezłe kongo i wolna amerykanka na drogach, aż żal patrzeć na społeczeństwo.

zdyboo
27-09-2023, 21:08
Spośród 80 modeli zawsze może się trafić bubel. Ja mam Ranger i są mega. Mega wygodne, mega odporne na zużycie. I nie mają poduszek. Letnie to Fox Airline.

Aż mnie zmusiłeś, bym poszukał tych swoich. :)
Moje to Fox... Ranger. Kupowane w marcu 2019 roku. Mają naszyte poduszki od spodu, ale to mi nijak nie przeszkadzało. Przeszkadza mi ich ogólna niewygoda.


Wrzucałem jakiś czas temu relację z wypadu w Beskidy. Ogarnąłem z tego też filmik. Poniżej krótki wstęp do filmu ;) Rzadko wrzucam tu filmiki, jednak jak ma ktoś ochotę zerknąć na całość to zapraszam :)]

Mnie też wkurza to trzeszczenie roweru. :)
Grzesiu dostał pierwszą rolę mówioną.

Wyjazd fajny, ale nawierzchnia masakra. #rozpieszczonyprzezsudety.


Poza tym zauważyłem, że bez gadania jest spory kłopot z wypełnieniem tła dźwiękowego, szczególnie jeśli klip trwa np 25 minut..

Nie znam się, więc się wypowiem. Może zatem krócej? Kiedyś YT miał limit 10 minut.


Od wczoraj nieco osłabiony jestem, nie wiem, czy to te dramatyczne zmiany temperatur, czy ki diabel. Nie ma ognia w tłokach.

W fabryce ludkowie gadali, że podobno covid wraca. Ja nie wiem czy wtedy w lipcu po urlopie nie miałem covida, bo nie przypominam sobie, żeby mnie kiedykolwiek tak przeziębienie poskładało.
Może to jednak zwykłe przesilenie jesienne.


Wystartowały u nas testy rowerów elektrycznych, miejskich, miejscami niezłe kongo i wolna amerykanka na drogach, aż żal patrzeć na społeczeństwo.

Dziś wracałem z fabryki przez centrum. Jechałem do galerii handlowej, do herbaciarni. Unikam jeżdżenia przez centrum, a już w godzinach szczytu to jak ognia. Ale musiałem.
Jak nie wiem czemu Strasz Miejska masowo nie sprawdza tych gości z kostkami na plecach. Oni mają kompletne wyjebongo na wszystkich. Przeszkoczy na czerwonym, potem jedzie 10 km/h, a jak gongiem daję znać, że może by jechał do prawej, to też dzwoni.
Pomijam, że 90% z nich jeździ na samoróbkach elektrycznych, która rzadko kiedy w ogóle wymaga pedałowania.
Miasto nie chce się schylić po łatwą kasę.

siemalysy
27-09-2023, 21:44
...
Mnie też wkurza to trzeszczenie roweru. :)
Grzesiu dostał pierwszą rolę mówioną.

Wyjazd fajny, ale nawierzchnia masakra. #rozpieszczonyprzezsudety.

...

Dzięki :)
Małymi kroczkami. Pierwsza rola mówiona, krótka, później dłuższa itd. ;)

crusiek
27-09-2023, 22:08
Nie znam się, więc się wypowiem. Może zatem krócej? Kiedyś YT miał limit 10 minut.


W fabryce ludkowie gadali, że podobno covid wraca. Ja nie wiem czy wtedy w lipcu po urlopie nie miałem covida, bo nie przypominam sobie, żeby mnie kiedykolwiek tak przeziębienie poskładało.
Może to jednak zwykłe przesilenie jesienne.



Dziś wracałem z fabryki przez centrum. Jechałem do galerii handlowej, do herbaciarni. Unikam jeżdżenia przez centrum, a już w godzinach szczytu to jak ognia. Ale musiałem.
Jak nie wiem czemu Strasz Miejska masowo nie sprawdza tych gości z kostkami na plecach. Oni mają kompletne wyjebongo na wszystkich. Przeszkoczy na czerwonym, potem jedzie 10 km/h, a jak gongiem daję znać, że może by jechał do prawej, to też dzwoni.
Pomijam, że 90% z nich jeździ na samoróbkach elektrycznych, która rzadko kiedy w ogóle wymaga pedałowania.
Miasto nie chce się schylić po łatwą kasę.

To jest dobry pomysł z tym skracaniem, ciągle skracam i ciągle za mało :)

Wczoraj dostałem z^&$^# w parku za brak używania dzwonka,, zdziwiło mnie to strasznie :D bo zazwyczaj ludzie mają pretensje o jego używanie :D Gość się musiał nieźle przestraszyć jak mu zza pleców wyskoczyłem (jednak co głośny bębenek, to głośny bębenek), ale byłem w sumie daleko, z 1.5 metra od niego...

zdyboo
27-09-2023, 22:30
1,5 metra to już na granicy osobistej stefy komfortu.

Kiedyś pisałem już o tem. Jadę szutrowym CPR na koronie wału przeciwpowodziowego. Przede mną jadą babeczki, trzy, koło siebie, zatem zajmują całą szerokość trzymetrowego CPR. Zadzwoniłem, tak z 5 metrów, to się tak wystraszyły, że dwie wjechały w siebie. Nic się nie stało, podeszły do tego ze śmiechem, ale dzwonię teraz ze znacznie większej odległości.

Sytuacja zdziś rana. Noga mi podaje, łykłem kolesia i chyba mu wsiadłem na ambicję, bo siedzi na kole. Nie lubię tego, bo w trasie, nie siedź, a dojedź i pogadaj. Miasto, nawet takie rubieże jakimi zazwyczaj jeżdżę to nie siadanie na koło randomowym typom. Dojeżdżam do skrzyżowania, mam pierwszeństwo, ale ludzie biegną na tramwaj, a i laska jedzie z mojej lewej prostopadłą, zupełnie mnie nie widząc. Zwalniam, ale spokojnie z dystansu, bo wiem, że typ siedzi mi na kole. Co robi? Próbuje mnie wyprzedzić prawą. Nie wiem czy się ratował, bo jedyne na co patrzył to moje tylne lub jego przednie koło czy uznał, że wymiękam i trzeba mnie łyknąć.
Ja serio czuję się pewniej z blachosmrodziarzami na jezdni niż z rowerzystami na DDR.

patronat
28-09-2023, 08:01
zdyboo - moje to "zimowe" Fax Racing Ranger" a Twoje to zapewne rowerowe Fox Ranger Gel. Każda łapa inna. Przy 0 C są naprawdę spoko. Ale do 100% Briskerów nie mają podejścia. Zresztą ich stan wskazuje na to, że w użyciu były w większości konkurencyjne 100%, patrząc na filmiki od jesieni do wczesnego lata. W lecie Airline. Leatt się potargał wzdłuż palców po trzecim wyjeździe.

kipcior
28-09-2023, 08:04
A może właśnie trzeba straszyć ludzi, dzięki czemu bardziej to zapamiętają :)

gavin
28-09-2023, 10:08
Mi się ostatnio taka akcja zdarzyła że... [emoji38] Jechałem sobie na singlu ddrem i oczywiście idzie 5 osób z kłębiącymi się psami całą szerokością. W singlu hamulce canti, a że był wieczór to chyba wilgoć spowodowała że gdy zahamowałem przed tymi ludzmi to dźwięk z hebli był jak z wuwuzeli. Mało na zawał nie padli. [emoji38]Ja o mało też.

zdyboo
28-09-2023, 14:42
Tarczówki w dużej wilgotności też potrafią konkretbego decybela zapodać. Ja raz tak psa wystraszyłem, co go ktoś wyprowadzał, że jeszcze przez tydzień na mnie szczekał.

patronat
28-09-2023, 18:13
siemalysy zobacz sobie na mapy.cz jak idzie oznaczenie czerwonego i zielonego szlaku z Baraniej Góry. Ja właśnie jechałem wg mapycz. Ten odcinek do połączenia szlaków, to jest przepiękny trawers ( fargmentami na naszym filmie ) I wbrew pozorom, poza tym że nie ma prawego pobocza jest dość przyjemny. Jakbyś się tam jeszcze kiedyś wybierał to koniecznie sprawdź. Mi ta góra nie leży i nie zamierzam tam wracać.

kipcior
28-09-2023, 21:13
Barania Góra jest świetna. W zimie. Na piechotę ;) Rowerem tam nigdy nie byłem, bo jak sobie pomyślę jak ten szlak wygląda to mi się nie chce.

crusiek
29-09-2023, 10:40
No dobra, szału nie ma, nadal trochę niezdarnie, długo i nudnawo ale z każdym filmikiem się poprawiam :)

W Niedzielę wybrałem się na małą pętlę, 73 km w kierunku Łapina, nie będę się rozpisywał jakoś szczególnie, bo na filmiku widać, natomiast inicjalnie jak kiedyś tam tą trasę wyrysowąłem, to plan był taki, aby zerknąć na most kolejowy w Rutkach, który chyba obecnie nadal jest w remoncie. Po czasie jednak, jak już trasę wybrałem zupełnie zapomniałem o tym celu i w zasadzie nie dotarłem bezpośrednio do tego mostu, natomiast dotarłem do wcześniejszego, który jest w Niestępowie.
Trasa ogólnie bardzo fajna, wyczilowałem się okrutnie. 2 razy się zgubiłem, 2 razy szukałem wjazdu w miejscu, gdzie wydawałoby się, że nic nie ma, jakoś się udało.
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie trasa przy Bielkowskim Zbiorniku Wodnym, wjazd też nie był oczywisty, bo ścieżka wąska, przy kortach tenisowych, ale jak tam ładnie jest... :)
Końcówka jarem (lewa strona brzegu) przy jeziorze w Straszynie trochę zaniedbana, techniczna, dużo korzeni i można wpaść do wody, więc tu zalecam uwagę :)
Pojadę tą trasę raz jeszcze, ale tym razem odwiedzę ją z lustrzanką :)

https://www.strava.com/activities/9913065890


https://youtu.be/O1OREmDNG4k?si=aQZAlV0R5P3Mq1cy

eMGie
29-09-2023, 11:12
Filma niet :-(

siemalysy
29-09-2023, 11:15
Jak klikniesz w obejrzyj na You Tube to się wyświetla. Przynajmniej u mnie :)

crusiek
29-09-2023, 11:16
Filma niet :-(

Hmm ? Nie wyświetla się? Pewnie Ciebie blokują tam gdzie jesteś :)
https://youtu.be/O1OREmDNG4k

Nie miałem zaznaczonego "umieszczaj na innych stronach" poprawiłem się :)

eMGie
29-09-2023, 11:19
Faktycznie działa, nie doczytałem :-)
Tak to widzę

75983

Trasa fajna, w sumie ją przejechałem jak policzyć ze trzy różne wyjazdy do kupy :-)

siemalysy
29-09-2023, 11:22
siemalysy zobacz sobie na mapy.cz jak idzie oznaczenie czerwonego i zielonego szlaku z Baraniej Góry. Ja właśnie jechałem wg mapycz. Ten odcinek do połączenia szlaków, to jest przepiękny trawers ( fargmentami na naszym filmie ) I wbrew pozorom, poza tym że nie ma prawego pobocza jest dość przyjemny. Jakbyś się tam jeszcze kiedyś wybierał to koniecznie sprawdź. Mi ta góra nie leży i nie zamierzam tam wracać.

Nie wiem o jakim trawersie piszesz. Nie widać tam żadnej ścieżki idącej trawersem do połączenia szlaków czerwonego z zielonym :( Na filmik zerknę jak wrócę do domu. Barania jest spoko na raz rowerem.
Generalnie na Baranią mieliśmy jechać inaczej i tak miałem tracka przygotowanego. Natomiast potrzebowaliśmy wjechać do schroniska i już nie chcieliśmy jechać w dół, żeby odbić na te ścieżki, więc zdecydowaliśmy się na kawałek pchania.


Barania Góra jest świetna. W zimie. Na piechotę ;) Rowerem tam nigdy nie byłem, bo jak sobie pomyślę jak ten szlak wygląda to mi się nie chce.

Zgadzam się. Zimą jest świetnie. Szlaki jak udeptane, to miejscami równe jak stół :)
W temacie Baraniej rowerem, to ja cały czas byłem za tym, żeby Babią zostawić z prawej strony i pojechać tak jak mi kiedyś wysłałeś traskę. Jednakprzekonał mnie kolega Grzesiek i się wbiliśmy na szczyt. Nie żałuję, że dałem się przekonać, bo było ok. Gdyby nie ból dłoni, to i zjeżdżając czułbym się pewniej :)


No dobra, szału nie ma, nadal trochę niezdarnie, długo i nudnawo ale z każdym filmikiem się poprawiam :)



Wrócę na chatę to nadrobię zaległości :)

crusiek
29-09-2023, 11:31
Faktycznie działa, nie doczytałem :-)
Tak to widzę

75983

Trasa fajna, w sumie ją przejechałem jak policzyć ze trzy różne wyjazdy do kupy :-)

Już poprawiłem.
Fajna, fajna, zachód słońca na zbiorniku bielkowskim skłania mnie do zabrania tam statywu.

eMGie
29-09-2023, 11:45
Ja tak "na wszelki wypadek" zawsze mam ze sobą tali mini statyw velbona, tyle, że trafiłem go za 29 pln w jakiejś promocji w MM

https://mediamarkt.pl/foto-i-kamery/statyw-velbon-m-33-mini

crusiek
29-09-2023, 12:01
Ja się nie mogę przekonać do taszczenia sprzętu.
Niepotrzebny stres o sprzęt mi odchodzi, wolę jechać na lekko, choć przy moim złomku lekko to pojęcie względne.
Na takie trasy do stówki w zasadzie nic nie zabieram ze sobą, poza złomem do naprawy pod siodełkiem, ciuchami pod ramą, reszta w kieszonki na koszulce wbija, ew dodatkowy woreczek na bidon do jakiegoś whey albo yfooda...

Zdecydowanie wolałbym z całym szpejem się tam wybrać na spacer.
Już któryś raz z rzędu zerkam też w stronę sony rx100 III, ew V.

eMGie
29-09-2023, 12:11
Jakiś fajny kompakt byłby super, ale dobry kosztuje parę złotych :-)
Ja wożę ze sobą parę kilo to +1 już wielkiej różnicy nie robi :-)

crusiek
29-09-2023, 12:43
Fakt, mi trochę szkoda wydawać na kompakt kilka tysi :D
Muszę sobie znaleźć jakiś kompromis... albo i nie ;)

patronat
29-09-2023, 14:07
Nie wiem o jakim trawersie piszesz. Nie widać tam żadnej ścieżki idącej trawersem do połączenia szlaków czerwonego z zielonym :( Na filmik zerknę jak wrócę do domu.

ok wszystko jasne. Jesli robisz na komputerze jest inaczej oznaczony szlak niż na telefonie. Poniżej standartowe oznaczenie szlaków, którym jechaliście:

75987

a teraz ciekawostka. Screen z telefonu z moją strzałką - tam jest trawers właśnie. Ja jechałem po śladzie czerwonego szlaku ale wg telefonu. A trawers jest na łuku , od Baraniej do połączenia zs szlakim idącym po grzbiecie.

75988

crusiek
29-09-2023, 16:28
Dziwne, nie autoryzowałem, hmmmm ;) ;)

75990

kipcior
29-09-2023, 17:20
A tymczasem przez niecne knowania patronat i jego wpisy na forum kupiłem sobie Briskery ;) Na oko i na rękę faktycznie wygląda to fajnie. To teraz może się zrobić zimno.

crusiek jedziesz niby ciągle po płaskim, a tu 800m przewyższenia, ładnie :)

patronat
29-09-2023, 17:25
Najlepszy wybót masz w Olek Motocykle. Jakby co mam tam spooory rabat :)
PS
W samochodzie tez w nich jeżdżę.

kipcior
29-09-2023, 17:34
Za późno, już mam ;)
75991

crusiek
29-09-2023, 17:37
crusiek jedziesz niby ciągle po płaskim, a tu 800m przewyższenia, ładnie :)

Kamera spłaszcza ;)

¯\_(ツ)_/¯

gavin
29-09-2023, 17:53
a gacie na jesień jakie kupić? endura? raczej przylegające

kipcior
29-09-2023, 17:57
Endury są super ale oni robią raczej luźne rzeczy. Singletrack II polecam.

crusiek
29-09-2023, 19:34
Gacie... kupowałem w decathlonie, potem kupiłem u Chińczyka i... wolę chińczykowe. [emoji12]

siemalysy
29-09-2023, 19:43
Endury są super ale oni robią raczej luźne rzeczy. Singletrack II polecam.

Mam i też polecam :)
Dają radę nie tylko na rowerze ;)

75999

zdyboo
29-09-2023, 20:58
crusiek

Sebastian, obejrzałem.

Płyty! :mrgreen:
Nawierzchnia, jak na mostku w Leźnie i Alei Brukowej to była moja Nemezis na Kaszubach. Trafiłem tylko razy kilka, ale za każdym razem rzucałem qrvą, po czym kląłem szpetnie.
Zabytkowy młyn nad Radunią to i chyba ja mijałem.
Barierki to wymóg prawny. Na DDR z Wro do Trzebnicy ciągną się takie przez długie kilometry.

Teraz o filmie.
Bez gadania obejrzenie ponad 20 minut wymaga cierpliwości. Warto rozważyć gadanie w trakcie jazdy lub skrócenie klipu. Chyba szedłbym w kierunku vloga jednak. Trzeba się przemóc, ale film na tym zyska. :) Brakuje bardzo komentarza na niektórych odcinkach, na przykład na singlu z powalonym drzewem.
Zdjęcia w filmie zbędne. Kojarzy mi się to z filmami ze studniówek i wesel z wczesnych dwutysięcznych.

Odpuściłbym pokazywania w publicznych filmach w jaki sposób przechowujesz rower. Licho nie śpi.

Poza tym spoko. Jednak da się to obejrzeć, a tereny do jazdy masz przecież bardzo przyjemne.

crusiek
29-09-2023, 23:52
zdyboo, dzięki :)
Licho nie śpi, to prawda...
Przydałoby się gębę otworzyć faktycznie, zauważyłem to, spróbuję się przemóc, jak będzie ponownie okazja :)
Płyty i bruk... już nie chciało mi się powietrza spuszczać z opon, a wytelepało mnie konkretnie, aczkolwiek chyba już się przyzwyczaiłem :D

patronat
30-09-2023, 15:27
Najprościej robi się komentarz jak się jedzie z kimś. Żoną nawet.

crusiek
30-09-2023, 17:12
To nie jest kwestia tego że się wstydzę czy nie mam nic do powiedzenia, czy coś, ale jak siebie słucham na nagraniu, to wydaje mi się że mam głos jak kaczka [emoji1787] albo i nie wydaje xD

gavin
30-09-2023, 17:37
To niestety zawsze tak jest. Ale nie martw się większość znajomych już się do Twojego kaczkowego głosu przyzwyczaiła [emoji38]

zdyboo
30-09-2023, 19:09
Dokładnie tak, mnie się mój głos też nie podoba jak go słucham.

siemalysy
30-09-2023, 20:33
Nie jesteście sami ;) Mam tak samo jak siebie słucham.

gavin
01-10-2023, 10:35
kurna mocno przeciąłem oponę, mleko nie ogarnęło, jakich łatek do opon używacie? 2godziny wolnego na rower i oczywiście lać, jak rzyć w tym bulu

crusiek
01-10-2023, 11:17
Ja używam najlepszej łatki pod słońcem, opony ważącej 1380 na sztukę i do tego dętki ważącej 230 :D Pancerwagen :D

gavin
01-10-2023, 12:04
jasny wuj!

zdyboo
01-10-2023, 13:09
Ja podklejam zwykłą łatką do dętek. Tylko taką zwykłą, te samoprzylepne mleko odkleja.

crusiek
01-10-2023, 18:15
Chyba się wyłączyłem na jakiś czas z jazdy rowerkiem... ech... zachciało mi się na rolkach śmigać xD [emoji1787]











76026

zdyboo
01-10-2023, 18:26
Znaczy co? Miałeś seksualne przygody z ptactwem drapieżnym?

crusiek
01-10-2023, 18:28
Jakieś szpagaty robiłem i coś tam w kolanku chrupnelo przy wywrotce, no i siedzę sobie na sorze teraz xD cóż xD

zdyboo
01-10-2023, 18:30
Współczuję. Oby nic poważnego.

Wind Mill
01-10-2023, 18:35
Fcuk.

Szybkiej rekonwalescencji.

siemalysy
01-10-2023, 18:39
O żesz...Motyla noga... Żeby kózka nie skakała...

Współczuję i wierzę, że to nic groźnego.

crusiek
01-10-2023, 18:47
No tak to już z tymi kózkami bywa xD
Na razie tylko podejrzenia, siedzę sobie i cz kam na prześwietlenie, mam nadzieje, że gość z rozpoznania źle podejrzewa jednak. Rolki to zuo.

Wind Mill
01-10-2023, 19:16
... Rolki to zuo.
To prawda, kolega z tyrlandii dłuższy czas był na L4, bo fiknął na rolkach i się połamał.
Wprawdzie, fiknięcie było za przyczyną blackoutu boreliozowego, ale połamał się na rolkach a nie na rowerzu! ;)

patronat
01-10-2023, 19:55
Dzisiaj pechowo jest. Ja urwałem DI2, kabel zerwany, wózek pogięty. Normalnie sie zastanawiam czy mechanicznej nie wlozyc. Na poerwszym zjezdzie, mać.

76031

kipcior
01-10-2023, 20:00
Czego to ludzie nie zrobią, żeby nie iść do roboty w poniedziałek. Ale najważniejsze... nagrało się? ;)

zdyboo
01-10-2023, 20:35
patronat

No właśnie dla mnie Di2 przez te kable to taki bieda trochę system. AXS mi odpowiada filozofią plug&play. Nie odpowiadają mi ich heble, zatem w gruzach nadal mam mechanikę.

Czemu nie bidon fidlock, przecież byłeś bardzo zadowolony?

Mój pech dziś polegał na tym, że ze 130 km trasy może 15 km było z wiatrem. Pętla, ale wiatr się tak w połowie i wracałem też z wmordewindem. Co prawda nie tak silnym jak wczoraj, ale odczuwalnym.
No i tym mnie prawie zgarnął lewymi drzwiami, nie wiem co robił, ale chyba przestawiał samochód mając uchylone lewe drzwi.

crusiek
01-10-2023, 20:45
Czego to ludzie nie zrobią, żeby nie iść do roboty w poniedziałek. Ale najważniejsze... nagrało się? ;)Nie miałem kamerki, ale trasa się nagrała [emoji1787]
Zaraz tu usnę [emoji1787]

kipcior
01-10-2023, 21:03
Zaraz tu usnę [emoji1787]
Na SORze tak jest, jak nie umierasz i nie jesteś pijany to możesz czekać ;) Parę lat temu spędziłem w takim szacownym miejscu 3 godzinki. Ale niektórym i 5 się zdarzało. Póki jest prąd w telefonie to jest dobrze.

cz4rnuch
01-10-2023, 21:31
Nawet jak umierasz to różnie to bywa. Szczegolnie jak dojedziesz we wlasnym zakresie a innych przywożą karetki. Kilka miesięcy temu przywieźliśmy teścia, sercowca ze skierowaniem i w stanie poważnym. Potem sie okazało, że zagrażającym zyciu. Przyjeli nas bardzo szybko, bo chyba juz po ok 8 godzinach, ale tylko dlatego, że moja pracuje w tym szpitalu i podzwoniła. Inni, którzy byli tam przed nami kwitli tam jeszcze kilia godzin pozniej gdy my już byliśmy po badaniach i labach. Myślałem, że tam sczeznę od tego czekania. Nie mam pojecia jak tam wytrzymuja ludzie chorzy.

crusiek
01-10-2023, 21:38
Otóż to, ja nadal kwitnę xD
3-5 godzin to amatorszczyzna [emoji1787]

gavin
01-10-2023, 22:42
Tufo zeszło i weszło bez łyżek, ale pompką podłogową już nie siadło. Czeba kompresnąć.

kipcior
01-10-2023, 22:51
gavin a które masz w końcu te Tufo i.czu wersje HD czy zwykłe?
crusiek otrzymujesz pomoc typu czas leczy rany ;)

LeonardZelig
01-10-2023, 22:55
Otóż to, ja nadal kwitnę xD
3-5 godzin to amatorszczyzna [emoji1787]

Jak moja dziewczyna wywinęła orła, to przed jazdą na bielski SOR zrobiłem kanapki. Śmiała się, po czym w ciągu 8 godzin oczekiwania zjadła je ze smakiem.

Ja dziś próbowałem powtórzyć pętelkę wyznaczoną przez siemalysy Skróciłem ją trochę, bo brakło czasu, ale z pewnością już jej nie powtórzę. Pchanie roweru po rąbance to nie jest dobrze spędzony na rowerze dzień. Przy zjeździe z Szyndzielni szlakiem tak mnie wytrzęsło, że dłonie zaczęły odmawiać posłuszeństwa. To nie są ścieżki dla starych ludzi. A propos - minęła mnie grupa harcerzy, na oko sześciolatków, pędzonych przez nastoletnich kolegów intonujących pieśni o tym jak dobrze jest ginąć za ojczyznę. Piękne te góry, można zapomnieć o wszystkim.

crusiek
01-10-2023, 22:56
gavin a które masz w końcu te Tufo i.czu wersje HD czy zwykłe?
crusiek otrzymujesz pomoc typu czas leczy rany ;)No i chyba jeszcze sobie poczekam parę godzin, bo lekarz stwierdził, że prześwietlenie opisane źle i skierował na TK, z którego właśnie wróciłem.
Szpitalna relacja jest o wiele ciekawsza, pełna zwrotów akcji. Upadków i wzniesień [emoji1787]

kashpir
01-10-2023, 23:41
Na sorze byłem tylko raz. Postałem trzy godziny wśród jęczących ludzi, patrząc na świeże dostawy konkretnie poturbowanych klientów (głównie motocykliści). Stwierdziłem, że dla mojej rozerwanej łąkotki która blokowała mi staw kolanowy zdrowiej będzie zgłosić się następnego dnia do szpitala niż stać tutaj kolejnych kilka godzin :D

Zrobiłem sobie dzisiaj przejażdżkę po mieście, nic wielkiego, żeby tyłek nieco rozruszać. Spotkałem wychodzącego z parku chłopaka, który poprosił mnie o wezwanie pogotowia. Zapytałem co się stało, usłyszałem, że "próba samobójcza, nieudana". Wtedy zauważyłem że ma pocięte nadgarstki, potem zobaczyłem również efekt "prób" na gardle. Ech...

gavin
01-10-2023, 23:58
nawet nie wiedziałem że są jakieś hd!

gavin
02-10-2023, 00:00
otake76036

patronat
02-10-2023, 09:04
patronat

No właśnie dla mnie Di2 przez te kable to taki bieda trochę system. AXS mi odpowiada filozofią plug&play. Nie odpowiadają mi ich heble, zatem w gruzach nadal mam mechanikę.

Czemu nie bidon fidlock, przecież byłeś bardzo zadowolony?



Kabel niby się tylko wypiął. Ale jakoś tak się nie trzyma :)
Fidlock super. Żona mi zabrała. Ja wybrałem sobie Camelbacka, bo primo większa pojemność od mojego fidlocka, secundo trzyma niższą temperaturę płynu jakiś czas.

- - - - kolejny post - - - - - -


Czego to ludzie nie zrobią, żeby nie iść do roboty w poniedziałek. Ale najważniejsze... nagrało się? ;)

od dwóch miesięcy nie mam kamery przy sobie. Jakoś mi się nie chce. Co do sytuacji - kamień wielkości małej cegły przednie koło podniosło/podrzuciło a tył chciał w tenisa pograć... Nic wielkiego, bez gleby , bez sensu. Dębowiec..

eMGie
02-10-2023, 09:08
crusiek, nie chcę Cię martwić, ale jak nic sobie nie złamałeś, to na SORze raczej Cię nie zdiagnozują :-( Jak samo nie przejdzie, to skończy się na rezonansie, ale tego na Sorach nie robią.
Oby to nie było nic poważnego, zdrówka.

crusiek
02-10-2023, 09:11
crusiek, nie chcę Cię martwić, ale jak nic sobie nie złamałeś, to na SORze raczej Cię nie zdiagnozują :-( Jak samo nie przejdzie, to skończy się na rezonansie, ale tego na Sorach nie robią.
Oby to nie było nic poważnego, zdrówka.TK pokazało złamania, niestety operacji nie unikne.
Oprócz tego więzadło krzyżowe tylne uszkodzone a na dodatek te złamania tam uciskają no i jeszcze uszkodzona łąkotka więc ten....
Siedziałem do 0:30... zrezygnowałem też z gipsu, który chcieli mi założyć. Teraz to se pojeżdżę po MR i lekarzach strzelając se kleksane w bebechy xD

patronat
02-10-2023, 09:14
Mojemu synowi na SORZe wmówili, że miał szczęście i nic się nie stało. Dwa dni później w Galenie wmontowali mu tytan i 7 śrub, dożywotni, żeby mu się mógł nadgarstek zginać. Więc ja bym się z tego SORu jednak zmył i skoczył gdzieś do fachowców.

Co do DI2 - kółka w wózku powinny być w jednej linii powiadacie? Ciekawe...

gavin
02-10-2023, 09:22
Tom miałeś jakąś oporną oponę do napompowania. Poradziłeś sobie jakoś? Bo dziś na kompresorze sukcesu nie bylo [emoji6]

eMGie
02-10-2023, 09:38
TK pokazało złamania, niestety operacji nie unikne.
Oprócz tego więzadło krzyżowe tylne uszkodzone a na dodatek te złamania tam uciskają no i jeszcze uszkodzona łąkotka więc ten....
Siedziałem do 0:30... zrezygnowałem też z gipsu, który chcieli mi założyć. Teraz to se pojeżdżę po MR i lekarzach strzelając se kleksane w bebechy xD

Ojjjjjjjj, no to słabo :-( Możesz z tymi złamaniami chodzić w ogóle ? Jakaś orteza pewnie?

kipcior
02-10-2023, 09:38
gavin Czyli zwykłe Thundero. Wiesz, ja nie mam dużego doświadczenia z mlekiem ale pierwszy raz się bawiłem właśnie z tymi oponami i skończyło się powrotem do dętek. Pierwsza moja dziura tez miała duży problem się załatać. Internet również wskazuje na to, że to średnio z mlekiem działa. Dlatego Ci pisałem, żebyś kupił wersję HD i jeszcze lepiej Swampero. Aczkolwiek ja nadal na dętkach jeżdżę.
Mam takie coś:
https://allegro.pl/produkt/pompka-podlogowa-pro-compressor-team-czarny-603b66df-1b69-4150-9e41-ed44791c5ea1?order=d
I po strzale z tego zawsze mi Thundero wskakiwało.

Mnie tam SOR w Bielsku ładnie zdiagnozował. Ale też mają tu duże doświadczenie z rowerzystami ;)

crusiek
02-10-2023, 09:39
Ojjjjjjjj, no to słabo :-( Możesz z tymi złamaniami chodzić w ogóle ? Jakaś orteza pewnie?Ledwo ledwo, no dzisiaj planuje załatwić sobie ortezę. Jak tylko ktoś w końcu odbierze telefon [emoji1787]

gavin
02-10-2023, 09:56
a jakby tak srebrną taśma skleić oponę z obręczą i pompować