Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
To nie ma nic wspólnego z kondycją. Ja po prostu mam dość.
Jak Ty masz dość to już jest koniec świata, albo second lockdown ! ;-)
Ja znów zauważyłem, że na MTB swoim mogę zrobić ok 100km po płaskim i czuję się w miarę ok, natomiast jak zrobię ok 80km na szosie to jest jakby gorzej. Podejrzewam, że mam coś żle poustawiane.
Natomiast średnie czasy wykręcam prawie idntyczne, no może +3km/h więcej na szosie, ale to może max.
Prędkości maksymalne i tu zdziwienie prawie identyczne, ale orka na MTB XC jest trudniejsza, czyli masa roweru i opory. Ale ja zawsze jeżdziłem po utwrdzonym MTB XC a na szosie nadal nie rozwinałem potencjału od czerwca.
Jedno co to na szosie płynniejsza jazda.
Porównanie jest jedno, na momim MTB XC komfort jak jakimś SUVie, niby przyśpiesznie ma ale i komfort też ;-)
Na szosowym jak w Ferrari, wyrywa z butów, twardo i mniejszy komfort, ale banan na twarzy, choć 4 litery bardziej bolą po tym dystansie, człowiek umęczony jakby zmagał się z maszyną ;-)
To tak na szybko porównując, 25 lat w MTB i 3msce na szosie ;-)
choć 4 litery bardziej bolą po tym dystansie
Wymienić na Brooksa i dopasować własną rzyć, będzie dobrze.
Łysy - nie kojarzę peletonu, być może inny czas. Ale wszystko do naprawienia.;-)
Michał, trzy kafle za komplet kół z obręczami karbą to dosyć tanio.
Ino się tylko zastanów czy węgiel to znowu taki dobry pomysł. Jak zmieniałem koła to sobie bardzo dokładnie obejrzałem obręcze w tych co miałem. Przednia porysowana do gołego metalu przez za wąskie haki w szynobusach Kolei Dolnośląskich. Plus jakieś tam odpryski lakieru od kamieni, tylne miało tylko odpryski od kamieni za to więcej niż przednie. Nie chciał bym wydać konkretnej sumy i po roku mieć obręcze do wymiany. Karbon to jak się ścigasz i liczysz gramy, albo z rodziną po parku lub w przypływie szaleństwa po podmiejskim lesie jeździsz. Lub jak masz kasę na ewentualną wymianę.
Ja zmieniłem obręcze o szerokości teoretycznie 30 mm, a tak naprawdę 28 mm na 25 mm. Piasty też z boostem. Jedyne co to opony dałem nieco węższe, bo zamiast 2,4" dałem 2,25", ale w metrycznych rozmiarach to tylko 3 mm różnicy. Było 58 mm, teraz mam 55 mm.
Nawet na obręczach Maviców z gruza mam ślady po kamieniach, ale na szczęście póki co trafiały w naklejkę. :) Mimo tego do gruza być może bym rozważył karbonowe obręcze, ale tu z kolei koło nie może być zbyt sztywne.
- - - - kolejny post - - - - - -
moshica
Na komfort może wpływać wiele rzeczy. W crossie miałem założone slicki 32 mm, bite na kamień i jeździło mi się dobrze, do czasu, aż nie zmieniłem widelca na sztywny. Wtedy okazało się, że nie jest za wygodnie i obrywają nadgarstki. Przy takich oponach przedział ciśnienia do zabawy nie jest za duży i ostatecznie założyłem opony 40 mm. Choć teraz cross awansował na miejskiego popierdalacza i założyłem opony 35 mm. Z racji tego, że gruz aktualnie jakby nieobecny to wróciłem do jazdy na crossie i na oponach 35 mm też jest spoko. Albo się przyzwyczaiłem, albo te 2 mm szerokości robią różnicę.
Ból dupy niekoniecznie musi wynikać ze złego siodła, możliwe że wypadałoby się wybrać do miejsca gdzie zrobią Ci porządny bikefitting.
O tym tez pisałem w kontekście sztywności kół. W szosie, karbonowe obręcze z wysokim stożkiem są spoko, bo dają super sztywne koło. W gruzie to już niekoniecznie najbardziej pożądana cecha.
Ta sztywność co piszecie to chyba wpływ ma ciśnienie, na XC alu mam 3 bary i 1,75profil, jest miękko, w szosie carbon, 25c i wbite 8barów. I nie widzę jakoś tłumienia przez carbon. Jest sztywno jak diabli.
siemalysy
07-10-2020, 19:25
I zostałem kolejny raz w tym roku, trzeci już bez koła... Zostawiłem koło do sprawdzenia, centrowania i sprawdzenia i ewentualnej naprawy luzu na bębenku. Kaseta ma duży już luz. Koło jest jeszcze na gwarancji i liczę na to, że luzy mi naprawią, a za centrowanie i ewentualną wymianę nypli i szprych z chęcią zapłacę, żebym miał na czym jeździć do czasku kiedy kupie sobie nowe koła.
Michał, trzy kafle za komplet kół z obręczami karbą to dosyć tanio.
Ino się tylko zastanów czy węgiel to znowu taki dobry pomysł. Jak zmieniałem koła to sobie bardzo dokładnie obejrzałem obręcze w tych co miałem. Przednia porysowana do gołego metalu przez za wąskie haki w szynobusach Kolei Dolnośląskich. Plus jakieś tam odpryski lakieru od kamieni, tylne miało tylko odpryski od kamieni za to więcej niż przednie. Nie chciał bym wydać konkretnej sumy i po roku mieć obręcze do wymiany. Karbon to jak się ścigasz i liczysz gramy, albo z rodziną po parku lub w przypływie szaleństwa po podmiejskim lesie jeździsz. Lub jak masz kasę na ewentualną wymianę.
Ja zmieniłem obręcze o szerokości teoretycznie 30 mm, a tak naprawdę 28 mm na 25 mm. Piasty też z boostem. Jedyne co to opony dałem nieco węższe, bo zamiast 2,4" dałem 2,25", ale w metrycznych rozmiarach to tylko 3 mm różnicy. Było 58 mm, teraz mam 55 mm.
Nawet na obręczach Maviców z gruza mam ślady po kamieniach, ale na szczęście póki co trafiały w naklejkę. :) Mimo tego do gruza być może bym rozważył karbonowe obręcze, ale tu z kolei koło nie może być zbyt sztywne.
- - - - kolejny post - - - - - -
...
Tomek, miałeś rację ;-) Pytałem dziś o dwa modele kół Bontrager. Pierwsze to aluminiowe Bontrager Line Comp 30 TLR Boost 29” (https://www.trekbikes.com/pl/pl_PL/cz%C4%99%C5%9Bci-rowerowe/komponenty-rowerowe/ko%C5%82a-rowerowe/ko%C5%82a-i-zestawy-k%C3%B3%C5%82-mtb/ko%C5%82o-g%C3%B3rskie-bontrager-line-comp-30-tlr-boost-29-disc/p/21916/?colorCode=grey_black). Zestaw dość ciężki. Gdybym się na nie zdecydował to dostępne będą dopiero w styczniu 2021, czyli tak jak przewidziałeś. Koła, które rozważałem Bontrager Kovee Elite 23 TLR Boost 29" (https://www.trekbikes.com/pl/pl_PL/cz%C4%99%C5%9Bci-rowerowe/komponenty-rowerowe/ko%C5%82a-rowerowe/ko%C5%82a-i-zestawy-k%C3%B3%C5%82-mtb/bontrager-kovee-elite-23-tlr-boost-29-mtb-wheel/p/21917/?colorCode=grey_black) w wakacje okazały się być jednak dostępne. To te z karbonową obręczą. Dostępność na koniec października tego roku. Komplet kosztuje 2400 PLN. Niedużo jak za węgiel. Ale zastanawiam się czy karbon mi jest potrzebny. Nie ścigam się, nie napinam się żeby robić KOMy. Jak jadę w góry czy Jurę na rower to jeżdżę zawsze z plecakiem, który zazwyczaj jest cięższy niż lżejszy ;-)Obejrzałem obręcze, tak jak wspomniałeś i u mnie też są miejsca, które są już poobijane kamieniami. Za tymi kołami przemawia dożywotnia gwarancja na obręcze i program dożywotniej gwarancji i ochrony po dwóch latach w kwestii naprawy, itp. Z zaproponowanych kół innych producentów do ~2000 PLN zaproponowali mi koła FSA AFTERBURNER WIDER (https://shop.fullspeedahead.com/en/wheelsets/mtb/afterburner-off-road-wider27-wheelset). Nie znam kompletnie marki FSA. Od nich mam i miałem wcześniej stery. Z dostępnością myślę, że będzie dość dobrze i możliwe, że do końca miesiąca miałbym je już u siebie.
Te pierwsze Bontragery źle podlinkowałeś, ale miałem takie domyślnie w moim Treku. Złego słowa nie powiem, oprócz tego, że ciężkie bo komplet ważył ok. 2,1 kg OIDP. Natomiast nic złego się z nimi nie działo. Nawet je w tym roku jeszcze dałem radę sprzedać i nabywca zadowolony.
Na początku zastanawiałem się jak koła z tylko 28 szprychami poradzą sobie w MTB, ale poradziły sobie bez problemu.
Te FSA mają 24 szprychy tylko. Nie mówię, że to źle, bo sam mam Maviki z tyloma szprychami w gruzie i przez nieco ponad 3 kkm nic się złego nie działo, a ważę 97 kg. Jeżeli za 2 koła komplet to dobra cena. Ja za komplet swoich DT Swiss X1700 (o podobnej masie) płaciłem 2,6 tys. zeta na początku tego roku. I widzę, że obecnie cena taka sama.
siemalysy
07-10-2020, 20:09
Zauważyłem, że źle podlinkowałem ale już poprawione ;-) Tak myślałem, że Line Comp miałeś u siebie bo pokazali mi je dziś na nowym rowerze. W opisie FSA nie znalazłem informacji o maksymalnym obciążeniu. 24 szprych się specjalnie nie obawiam bo w Mavicach, które są w moim Authorze też jest tyle szprych. Jest tylko jedna różnica. Authorem tak często w górach nie jeździłem, a kilkukrotnie tylne koło było w serwisie na korekcie centrowania. Te DT Swiss X1700, które kupiłeś do siebie też są fajne. Trochę jednak na ten moment chyba poza budżetem.
superkomornik
08-10-2020, 15:19
Te karbonowe koła są tak tanie ze względu na wew szerokość (22.5). To dobra opcja dla krosiarzy którzy mają opony typu 2-2.1 i zależy im na wadze. Brałbym te pierwsze, zdecydowanie. A najlepiej to coś od DT na ratchecie.
Właśnie sprawdziłem i moje Mavic Allroad z gruza mają 23 mm szerokości montażowej, ale mimo tego producent podaje, że można zapodać oponę 28 - 64 mm, czyli 1,1 - 2,5". Choć w przypadku dużych szerokości to się spory balon zrobi, co na pewno wpłynie na trakcję opony i ciśnienie jakie będzie można zapodać. Ja jeździłem na oponach 40 mm i ciśnieniu ok. 3 barów.
Dla porównania w MTB mam obręcze o szerokości 25 mm i opony 2,25" (55 mm). Ciśnienie na jakim jeżdżę to 1,5-1,6 bara. We wrześniu jak po rozwaleniu gruza wróciłem na MTB, to zapomniałem ile w obecne opony pompowałem i zapodałem 1,8 bara, jak jeździłem na poprzednich 2,4" (58 mm), no i po wjechaniu w teren upuszczałem powietrza bo mi się opony odbijały na korzeniach.
siemalysy
08-10-2020, 20:05
Te karbonowe koła są tak tanie ze względu na wew szerokość (22.5). To dobra opcja dla krosiarzy którzy mają opony typu 2-2.1 i zależy im na wadze. Brałbym te pierwsze, zdecydowanie. A najlepiej to coś od DT na ratchecie.
Koła te montowali fabrycznie w Trek Procaliber 9.7 (https://www.trekbikes.com/pl/pl_PL/rowery/rowery-g%C3%B3rskie/rowery-xc/procaliber/procaliber-9-7/p/23361/) na rok 2020 ;-) Ale dziękuję za komentarz. Każda uwaga i rada jest cenna :-) Koła DT na ratchecie to jednak teraz poza budżetem. Bo o ile dobrze sprawdziłem to zaczynają się od modelu DT 1700. Patrzyłem na DT 1900, ale one mają system zapadkowy. Waga kompletu ok. 2000 g.
Michał, pamiętaj też, że piasty to najważniejszy komponent w rowerze, co w tym wypadku przekłada się na koła. Może zatem warto jednak dozbierać do czegoś lepszego.
siemalysy
08-10-2020, 21:37
Tomek, trudno się nie zgodzić. Na razie na nic się nie napalam. Poczekam do poniedziałku bo wtedy mam odebrać obecne koło z serwisu. Liczę na to, że je naprawią.
I od tego razu, ani razu, aż do następnego razu. :mrgreen:
Póki robią w ramach gwarancji i robią to w kilka dni to upierdliwość procesu jest niewielka. Niemniej jednak jak się okaże, że masz wybór w postaci kilkunastokilometrowego spaceru lub telefonu do przyjaciela to kasa nagle się znajdzie.
siemalysy
08-10-2020, 21:55
Już spacerowałem :-D Nie kilkanaście kilometrów tylko kilka ;-) Na miejscu to aż tak nie zaboli. Zawsze można iść z buta jak dystans do domu nieduży, można zadzwonić po żonę, teścia, przyjaciela, przyjaciółkę ;-) Ale gdyby mi się taka sytuacja zdarzyła pierwszego dnia podczas kilkudniowego wypadu w góry to bym chyba rower zrzucił w przepaść. Wtedy kasa by się znalazła nie tylko na koła, ale i na nowy rower ;-)
superkomornik
09-10-2020, 14:58
Koła te montowali fabrycznie w Trek Procaliber 9.7 (https://www.trekbikes.com/pl/pl_PL/rowery/rowery-g%C3%B3rskie/rowery-xc/procaliber/procaliber-9-7/p/23361/) na rok 2020 ;-) Ale dziękuję za komentarz. Każda uwaga i rada jest cenna :-) Koła DT na ratchecie to jednak teraz poza budżetem. Bo o ile dobrze sprawdziłem to zaczynają się od modelu DT 1700. Patrzyłem na DT 1900, ale one mają system zapadkowy. Waga kompletu ok. 2000 g.
I wszystko się zgadza bo to rower do ścigania gdzie waga jest kluczowa a nie szerokość opony.
Czasami na alle bywały tanie H1700 (ok 1000-1200zł) a jak dobrze pamiętam to już był tam ratchet,
siemalysy
10-10-2020, 19:19
W moim przypadku waga nie jest najważniejszym kryterium. Ścigantem nie jestem, nie ścigam się ;-)
Ja też już zrozumiałem, że mój MTB nie będzie nawet w połowie tak zrywny jak gruz czy cross. Zresztą chyba nie za bardzo mnie stać na redukowanie masy na tym poziomie osprzętu. Rekompensata jest wypłacana na zjazdach. :)
Natomiast staram się wyeliminować plecak na ile to możliwe. Udało się na gruzie i na crossie. Problem mam z MTB. Na pewno nie uda się go wyeliminować na całodziennych wyjazdach, zwłaszcza w góry, ale przydałoby się na popołudniowych pyknięciach na ok. 50 km. Pojawił się koszyk na bidon i przytwierdzona pod nim pompka. Dętkę mogę przyczepić do ramy. Problem mam z telefonem. Niby mogę go wrzucić do kieszeni spodenek lub spodni, ale w spodenkach musiałbym go wrzucić do przedniej kieszeni, a to niezbyt wygodne, bo już testowałem. Przy każdym zgięciu nogi czuję go w kieszeni. W spodniach mam na boku dupy kieszenie na rzepa i telefon w nich nawet jako tako leży, ale za duże ryzyko zmiażdżenia przy glebie. Już raz poleciałem z roweru na telefon wrzucony do bocznej kieszeni cargo. Wtedy skończyło się wymianą szkła ochronnego na ekranie, ale raz, że obecnie nie mam szkła, bo ekran ma zaokrąglone krawędzie, a dwa po jakimś czasie w tamtym telefonie odkleił się ekran od góry, czyli w miejscu tamtego uderzenia. Nie wiem czy miało to związek z o wiele wcześniejszym upadkiem, ale możliwe, że tak.
Reasumując szukam czegoś co mogę zamocować do roweru. Mimo tego, że mam ramę w rozmiarze 21,5" to mam też spory sloping oraz damper. W związku z tym mam miejsce tylko na jeden koszyk i przy termoizolowanym bidonie 620 ml musiałem i tak kupić koszyk z możliwością bocznego wyjęcia bidonu. Może być torebka podsiodłowa, może być mała torba mocowana do ramy. Wiem, że są specjalne torby na górną rurę z okienkiem na telefon, ale raz, że to miejsce zajmuje aku do lampki/ powerbank do Garmina. Dwa mnie chodzi tylko o bezpieczne przewożenie telefonu, a nie korzystanie z niego w trakcie jazdy.
Niezależnie od rodzaju torby powinna zmieścić telefon z 5" ekranem, małą dętkę, łyżki do opon i klucze do chaty. Torebka podsiodłowa powinna być kompatybilna z węglowymi prętami siodła i windą. No i zupełnie nieczuła na błoto i wodę. Wiadomo ile tego potrafi lecieć z tylnej opony.
Ktoś coś?
siemalysy
10-10-2020, 23:07
Tomek, trudny temat poruszyłeś. Za bardzo Tobie niestety nie pomogę bo z torebką "pokłóciłem" się już jakiś czas temu. Miałem torebkę podsiodłową Topeak Aero Wedge Pack, ale bardzo irytowały mnie dźwięki trzepiącej torebki na zjazdach. Już bardziej naciągnąć się pasków i rzepa nie dało. Kiedyś w czasach jak jeszcze korzystałem to na kierownicy miałem uchwyt Topeak Drybag. Przy porządnej glebie telefon mógłby nie przetrwać. Znaleźć można tzw. portfele na telefon i dodatkowe akcesoria, ale pozostaje kwestia gdzie dalej to wozić. Dla mnie do transportu telefonu najlepiej sprawdzają się spodenki Endura Humvee, które mają fajną i głęboką kieszeń w którą wsuwam telefon i nie przeszkadza on podczas jazdy. Nie wiem jak wygląda ta kieszeń w wersji Humvee II. Może warto przejrzeć blogi osób, które jeżdżą ultra maratony MTB. Wiem, że mamba on bike u siebie przedstawiała swój sprzęt na takie imprezy. Może coś Tobie podpasuje. Do transportu dętki możesz użyć Cargo Holdera (https://racefender.com/produkty/cargo-holder/cargo-holder-1.html) od Race Fender. A myślałeś nad zmianą plecaka na nerkę. Np. takiego Evoc Hip Pack. Koszt niemały, ale może to jakiś półśrodek, który pomoże jak nie znajdziesz nic konkretnego.
Ktoś coś?
Jeśli zgrabny i fajny plecak nie wchodzi w rachubę to może same szelki jak z uprzęży taktycznej? Na telefon można do tego przyczepić systemowy pokrowiec.
Taki pokrowiec - płaski z szerokim rzepem u mnie jest po prostu na uprzęży plecaka. I jest to mega wygodne. Szelek nie mam i nie wiem jak się sprawdzą ale wydaje się, że powinno być dobrze.
Do uprzęży taktyczniej to dobry jest taki pojemnik https://www.militaria.pl/gfc/ladownica_na_telefon_gfc_tactical_-_czarna_gft-19-016394_g_p84989.xml
Do plecaka mam inny, konkurencyjnej firmy. 3x droższy ale nic nie trzeba było robić.
Na szybko znalazłem takie lekkie kamizelki
https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn%3AANd9GcSnABjdA_iW5CtvTMUlDaFjXECT8-uldlavKQ&usqp=CAU
44034
Pozdro
Wiesiek
Wiem, że trudny, jakby był łatwy to bym pewnie nie pytał. :razz:
Torebka podsiodłowa nigdy mi nie pasowała do roweru i w zasadzie nie używałem takowej do czasu zakupu gruza gdzie mam sakwę podsiodłową, która się sprawdza na całodzienne wypady, ale na gruzie mniej terenu niż na MTB zwiedzam, a i łatwiejszy on z reguły jest.
Zatem mam właśnie obawy o hałas i problem z ewentualnym ocieraniem o nią udami przy pedałowaniu. Paski i mikrotorebki na dętki oglądam. Chyba kupię Dakine Bike Hot Laps Gripper (https://dakine.pl/pl/p/etui-DAKINE-bike-HOT-LAPS-GRIPPER-LEAD-BLUE/11015).
Popaczam co tam pani Mamba ma do powiedzenia i może jakieś ciekawe patenty ukradnę.
Nerka raczej nie, kiedyś próbowałem i nie potrafiłem tego ustawić żadną miarą. Jak nie gniotło w brzuch to zjeżdżało nawet przy zwykłym podniesieniu dupy z siodła.
Szelki czy taktyczne, czy jakiekolwiek inne odpadają. Raz, że na grzbiecie mają być tylko ciuchy, a dwa zakładanie takiej uprzęży, żeby zawiesić nie na niej tylko telefon to jednak jak strzelanie z armaty do muchy. Natomiast pokrowce już mają większy sens, bo mogę je zamocować do ramy za pomocą pasków. Niekoniecznie takie co mieszczą magazynek do M16 zamiast telefonu, ale coś pewnie da się znaleźć.
Dziękuję Panowie, zawsze to jakieś wskazówki.
Ja używam torebek podsiodłowych ale żadne rzepy! To po jakimś czasie puści. Taką męcze drugi rok i nic się nie dzieje, jest dość odsunięta do tyłu na zad i nie ma kontaktu z udami.
https://allegro.pl/oferta/torba-torebka-podsiodlowa-new-look-f40-6723530803?utm_medium=app_share&utm_source=facebook
Wysłane z mojego Redmi Note 8 Pro przy użyciu Tapatalka
Ja tel mam w jednej z kieszeni na plecach. Tytke to tylko w szosie z jakąś gumą mam.
Kieszenie na plecach mam w obcisłych ciuchach, na MTB jeżdżę w luźniejszych i kieszenie mam tylko w spodniach.
siemalysy
11-10-2020, 18:11
Wiem, że trudny, jakby był łatwy to bym pewnie nie pytał. :razz:
...
Jak już znajdziesz coś wartego uwagi i będzie się sprawdzać to podziel się proszę taką informacją ;-)
Ja zazwyczaj mam problem z przesadnym pakowaniem plecaka i zawsze na całodniowych wyjazdach mój plecak jest najcięższy. Najwięcej waży zabierana woda, a jak wyjazd jest w niedzielę niehandlową, albo trasa tak prowadzi, że w wodę w trakcie jest ciężko się zaopatrzyć to obładowany jestem jak wielbłąd. Do pewnego czasu na takich wyjazdach woziłem też 1,5 kg lustrzankę z obiektywem, ale zrezygnowałem z niej na rzecz lekkiego bezlusterkowca ;-) Jak do tego dojdzie jeszcze kilka rzeczy: Multitool, zapasowa dętka (w góry zabieram najczęściej dwie), pompka do amora, głowica i dwa naboje CO2, kilka zipów, taśma, lampka tylna, przednia plus akumulator, banan lub batony, czasami kanapki, wiatrówka / przeciwdeszczówka, apteczka... Dobrze, że mimo tej wagi nie bolą mnie plecy, nie czuje dyskomfortu ani ucisku na ramionach. Na krótsze wyjazdy wokół komina też najczęściej zabieram plecak, ale mniejszy. Jest on zdecydowanie lżejszy, ale to raczej normalne i dziwne jakby było inaczej :-) Zdarza mi się na krótkie "strzały" nie zabierać plecaka. Wtedy multitool, nabój i głowica, nie zawsze dętka, zestaw do naprawy opon bezdętkowych, czasami dodatkowa 0,5 l butelka wody ląduje w tylnych kieszonkach koszulki rowerowej. Koszulka mimo tego, że jest rowerowa jest dość luźna i w tym przypadku jest to średnio komfortowe bo tył koszulki wisi mi na 4literach :-) Bez wody jest lepiej.
superkomornik
11-10-2020, 20:34
A może nerka, najlepiej dedykowana do MTB?
Damian, z pięć postów temu pisałem czemu nerka akurat nie.
Cześć.
Na wstępie, dziękuję za pomoc z pękającą dętką, taśma rozwiązała problem, niestety musiałem odczekać długie tygodnie po operacji by przekonac sie ze macie rację.
Potrzebuję kilku porad jeszcze;)
1. Szukam mieszczucha w typie holendra dla żony, nie za drogi i najlepiej żeby miał kilka biegów;)
2. Do swojego crossa szukam wygodnego siodła, od mojego chinola boli mnie tyłek.
3. Z oświetlenia co możecie polecić?
Pozdro
3.chcesz coś widzieć w nocy jeżdżąc czy być widocznym? Bo jak to drugie to z Ali mam lampeczki ładowane USB i wystarczają na 4h. Mnie to zadowala,a błyskają mocno i działają drugi rok. Do oświetlenia na przód gdy muszę coś widzieć używam małej latarki ledlenser t2 z uchwytem olight44062
Wysłane z mojego Redmi Note 8 Pro przy użyciu Tapatalka
bejcman
Ad. 1.
Takie rowery najlepiej kupuje się używane. Nowe są bardzo drogie.
Trzeba znaleźć jakieś miejsce gdzie handlują rowerami używanymi i poszukać. Można zacząć od olx i RPA albo popytać gdzie stacjonarnie takimi rowerami handlują. W niektórych miejscach można nawet złożyć zamówienie na określony typ roweru. Np. wokół Wrocławia jest kilka wiosek gdzie można kupić używane rowery. Zagłębiem chyba jest Dolina Baryczy. Wiadomo, że jest ryzyko kupna roweru z jumy lub złomu, ale warto zabrać kogoś kto się zna, żeby przynajmniej tę drugą opcję ograniczyć.
Możesz też szukać nowych, pomniejszych producentów, ale MZ lepiej kupić używaną Gazelle czy innego Kettlera i nawet wymienić jakieś części (najczęściej opony) niż kupić nowy rower udający stary.
Ad. 2.
Z siodłem jest jak z dupą, każdy ma własną. Może się zdarzyć, że przypasuje Ci siodło za 50 zyla, a może się zdarzyć, że za 500. Możesz sobie zmierzyć rozstaw kości kulszowych i na tej podstawie dobierać, ale oprócz rozmiaru siodła liczy się też jego profil oraz to jak jeździsz. Temat rzeka generalnie.
Ad. 3.
Ma oświetlać czy tylko wskazać innym, że jedziesz?
Jak to drugie, to polecam komplet od Mactronica White Line + Red Line. Tanio i dobrze. Jak ma oświetlać to kolejny temat rzeka. Nie kupuj tylko latarek z uchwytem do kierownicy, a już na pewno nie takich z zoomem. Światło rowerowe powinno mieć kształt strumienia świetlnego dostosowany do jazdy rowerem, a nie koło jak latarka.
superkomornik
11-10-2020, 22:25
Ups, ślepota (czyt. zmęczenie rodzicielskie) :oops:
Dzieki za odpowiedzi.
Łatwiej tu rower kupić niż uzyskać komentarz do zdjęć;)
1. Bede szukal jakiejs Gazelki albo Kettlera, mam juz jakis punkt zaczepienia.
2. Potrzebuje czegos miekkiego, mam mega twarde siodlo, w nieamortyzowanym crossie, na bruku musze wstac, zeby nastepnego dnia normalnie siedziec.
3. Potrzebuje cos widziec, niby noca nie jezdze, ale za chwile o 16stej bedzie juz ciemno. Nduro, dzieki, zamontuję do przyczepki. Będá jak znalazł.
Na kostkę brukową najlepiej dobrać odpowiednie ciśnienie w oponach. Choć tak naprawdę pomaga dopiero zawieszenie roweru. Niemniej jednak zacząłbym od opon.
2. Potrzebuje czegos miekkiego, mam mega twarde siodlo, w nieamortyzowanym crossie, na bruku musze wstac, zeby nastepnego dnia normalnie siedziec.
Przyjrzyj się amortyzowanym sztycom. Koszt typu 300 zł - sporo dobrych opinii. Zamówiłem z tego co pamiętam taką dla żony.
44068
Pozdro
Wiesiek
zdyboo, masz na mysli zmiane cisnienia przy kazdorazowej zmianie nawierzchni, czy uniwersalne upuszczenie powietrza, raz a dobrze?
Wujot, dziekuje, nawet nie wiedzialem ze sa takie rozwiazania. Musze sie nimi mocniej zainteresować.
bejcman
Zwykle da się dobrać ciśnienie tak, że jest OK przez zdecydowaną większość pokonywanej trasy. Nie mam pojęcia jak jeździsz czy komunikacyjnie, czy rekreacyjnie, ale w przypadku zaplanowanej trasy można dobrać odpowiednie ciśnienie w oponach. Jak jadę w teren mam nieco mniejsze ciśnienie w oponach niż jak jadę po twardym.
superkomornik
12-10-2020, 10:48
Cześć.
Potrzebuję kilku porad jeszcze;)
1. Szukam mieszczucha w typie holendra dla żony, nie za drogi i najlepiej żeby miał kilka biegów;)
2. Do swojego crossa szukam wygodnego siodła, od mojego chinola boli mnie tyłek.
1. Odpowiem z punktu widzenia serwisowego. Rowery typu Gazella, Kettler to przekleństwo gdy trzeba coś w nich robić. Sama wymiana dętki (a jak ktoś jest pechowcem to wykonuje tą czynność systematycznie ;) ) to ogromny problem ze względu na pekające osłony i zaczepy w nich, nietypowe śruby, etc. W wielu przypadkach zrobienie tego na trasie graniczy z cudem.
Oczywiście są pewne rozwiązania jak np dętka GAADI co nie zmienia faktu żę najchętniej spaliłbym Holandię za ich rowery ;)
2. Ostatnim odkryciem jest dla mnie siodło od Ergon'a. Mam model SM w fullu i jest rewelacyjne.
A to prawda, jak miałem Kettlera, to miałem do niego też porządne opony z najgrubszą wkładką antyprzebiciową.
Demontaż i montaż tylnego koła w tym rowerze wymagały w najgorszym wypadku odkręcenia aż 8 śrub i to kilkoma różnymi kluczami. Zawsze wymagało to odkręcenia 5 śrub.
Śruba mocująca mechanizm zmiany biegów - ręką
2x nakrętka mocująca koło w hakach ramy - klucz płaski 15 mm
Śruba i nakrętką mocująca kontrę do ramy - klucz płaski 10 mm i wkrętak krzyżakowy
Jak jeszcze łańcuch spadł z blatu podczas demontażu koła, co wcale nie było takie rzadkie, to trzeba było odkręcić trzy wkręty mocujące pełną osłonę łańcucha - wkrętak krzyżakowy.
Generalnie takie typowe miejskie kozy są wygodne dla kogoś kto mało jeździ i ma do przejechania na raz nie więcej niż 10-15 km. Jeździ się powoli, a wszelkie podjazdy to spory wysiłek, bo przez wyprostowaną pozycję, nie ma się jak zaprzeć o kierownicę. Po dwóch takich rowerach dałem sobie spokój i jeżdżę trekingiem po mieście.
superkomornik
12-10-2020, 12:45
Jakiś czas temu przyszło wymieniać dętkę tylnego koła w elektrycznej Gazelli...ilość bluzgów tego dnia była mocno powyżej średniej ;)
Mnie się pół drogi z fabryki zdarzyło jechać Kettlerem na flaku, bo stwierdziłem, że w domu po obiedzie na spokojnie sobie wymienię, a nie będę się miotał na głodnego na mieście.
Nawet dało się jechać, oczywiście dupa z siodła na najmniejszych nawet nierównościach i nie odważyłem się zjechać z Gądowianki. Opona i obręcz przeżyły te kilka kilometrów bez szwanku.
Z punktu widzenia obsługi w razie laczka, nic nie pobije kół z tarczami i starymi dobrymi QR.
ę. Po dwóch takich rowerach dałem sobie spokój i jeżdżę trekingiem po mieście.
Zdecydowanie najlepiej jeździ się mtb (a fullem to już bosko). Nie istnieją krawężnik, każdy skrót jest przejezdny - no chyba, że ktoś ma 15 km po drodze rowerowej to co innego. Ale w centrum...
W
A sa jakies skróty we Wro których nie dałoby się przejechac trekingiem czy gravelem ? :) Mnie się po mieście lepiej jeździ cienkim niz mtb - zdecydowanie szybciej. Ino, że ja do pracy mam 7km w całości Hallera i Armii Krajowej więc 100% DDR :)
Kiedyś były schody między Mostem Pokoju, a Urzędem Wojewódzkim, którymi można było zjechać i najwygodniejsze to było na MTB. Obecnie tam jednak zrobili wygodny zjazd na promenadę i już nie trzeba objeżdżać urzędu.
Jedyne co mi się kojarzy, że na MTB lepiej, to chyba tylko kostka brukowa. Z tym, że ostatni długi odcinek został na Robotniczej, ale i tak go chyba zdejmą przy okazji budowy TAT. Nie wiem, może jak ktoś jeździ po chodnikach to pewnie MTB wygodniej. Ja przy braku DDR, zawsze wybiorę ulicę zamiast chodnika. I swego czasu jeździłem namiętnie przez centrum i jakoś nie odczuwałem braku MTB. Obecnie zdarza mi się czasem jechać MTB po mieście, np. na ciapong, ale żeby tak na co dzień, to jednak wolę crossem, trekingiem lub SS.
Może na południe od nasypu kolejowego jest gorzej, bo tak po prawdzie to południe Wrocławia znam słabo. Rzadko tam bywam.
superkomornik
13-10-2020, 15:15
Do roboty zasuwam calutkie miasto, z lewa na prawa, i najwygodniej lata się gravelem. Większość trasy można zrobić ddr-ami choć z reguły urozmaicam to przejazdem przez parki, szutry, etc.
Przy okazji pytanie z innej beczki. Macie jakiś patent na skrzypiące połączenie butów, bloków i pedałów SPD? O ile w zeszłym roku w MTB wszystko było nowe i było cicho, tak w tym skrzypi jak opętane. I na pewno jest to połączenie bloków butów i pedałów, bo wystarczy, że wychylę stopy w ramach luzu roboczego i się uspokaja. Tyle, że jeździć tak nie sposób na dłuższą metę. Wystarczy też, że przejdę się po mokrej trawie, kałuży czy innej wodzie i też przez jakiś czas jest cicho. Nie chcę psikać smarem bloków lub zatrzasków, bo to tylko więcej syfu będzie łapało. Poza tym nie chcę też narobić tłustych plam w mieszkaniu. :)
Bloki niemal nowe, jeszcze się nawet punca z numerem modelu nie starła.
Mimo wszystko jakiś WD40, czy Brunox będzie najlepszy chyba w tym przypadku. Bierzesz pędzelek i smarujesz tu i ówdzie, potem suchą szmatką wycierasz (nie bój się, całego tłustego smaru i tak nie wytrzesz :), pozostała cienka warstwa skutecznie wyciszy spd, a brudu nie przyciągnie
Tak przy okazji, to polecam "rozmontować te spreye Brunoxowe, WD i podobne, pozbyć się gazu, przelać zawartość do słoiczka i pędzelkiem dozować w potrzebne miejsca. Specyfiku starczy na 10x dłużej, bo zapodaje się tylko tam, gdzie być powinien i nie ma obawy przed usyfieniem czegokolwiek.
Jak pisałem, znalazłem już wgłębienie na blokach wyżłobione przez kawałek zatrzasku i nawet fragment zatrzasku zrobiony na wysoki połysk. Miałem spiłować blok, ale że od tamtego czasu ciągle pada, a nie chce mi się po błocie jeździć to nie spiłowałem jeszcze. Ostatnio nawet buty MTB schowałem do pudełka. Może w ten weekend, jak nie zapomnę. :)
Kiedyś były schody między Mostem Pokoju, a Urzędem Wojewódzkim, którymi można było zjechać i najwygodniejsze to było na MTB. Obecnie tam jednak zrobili wygodny zjazd na promenadę i już nie trzeba objeżdżać urzędu.
Jedyne co mi się kojarzy, że na MTB lepiej, to chyba tylko kostka brukowa. Z tym, że ostatni długi odcinek został na Robotniczej, ale i tak go chyba zdejmą przy okazji budowy TAT. Nie wiem, może jak ktoś jeździ po chodnikach to pewnie MTB wygodniej. Ja przy braku DDR, zawsze wybiorę ulicę zamiast chodnika. I swego czasu jeździłem namiętnie przez centrum i jakoś nie odczuwałem braku MTB. Obecnie zdarza mi się czasem jechać MTB po mieście, np. na ciapong, ale żeby tak na co dzień, to jednak wolę crossem, trekingiem lub SS.
Może na południe od nasypu kolejowego jest gorzej, bo tak po prawdzie to południe Wrocławia znam słabo. Rzadko tam bywam.
Na Traugutta/Krakowskiej jest tragedia z kostką.
Wzdłuż Krakowskiej jest chyba DDR i to OIDP niemal na całej długości. Ostatnio tam bywałem pomiędzy Parkiem Wschodnim, a ślimakiem. Traugutta znam tylko na odcinku od Oławskiej do Wróbla.
Choć to i tak jest normalny bruk miejski. Jak ktoś pamięta Karmelkową lub wyjazd z Wrocławia do Krzyżanowic sprzed remontów, to wie co to tragedia z kostką.
od slimaka (a w zasadzie chyba od parku wschodniego) do niskich łąk jest ddr. Dalej nie jeździłem do miasta, bo z reguły skręcałem w niskie łaki i cisnąłem na wały. Ale chyba najbardziej się ciesze z ddr po całej grabiszyńskiej :) Fajny asfalcik ino trzeba z prędkością uważać w rejonach Pereca i okolicznych żabek, bo już raz heble paliłem jak mi się wytoczył jegomość z żabki z czteropakiem :D :D
DDR wzdłuż Grabiszyńskiej spoko, że jest. Nawet więcej niż spoko, że jest tylko po jednej stronie ulicy i nie trzeba przekraczać co chwilę Grabiszyńskiej. Nadkładałem ten kilometr i jeździłem tamtędy z dworca, zamiast najkrótszą dla mnie trasą Piłsudskiego i Braniborską. Choć w tym roku DDR na Piłsudzkiego dociągnęli chyba już do dworca.
Choć MZ to powinni na Grabiszyńskiej zrobić pasy rowerowe przy skraju jezdni. Miejsca jest aż nadto. Jak DDR jest częścią jezdni to sobie nagle rowerzyści przypominają, że też ich obowiązują przepisy. Korzystanie z DDRów gdzie jest duże natężenie ruchu rowerowego to spore wyzwanie.
Wzdłuż Krakowskiej jest chyba DDR i to OIDP niemal na całej długości. Ostatnio tam bywałem pomiędzy Parkiem Wschodnim, a ślimakiem. Traugutta znam tylko na odcinku od Oławskiej do Wróbla.
Choć to i tak jest normalny bruk miejski. Jak ktoś pamięta Karmelkową lub wyjazd z Wrocławia do Krzyżanowic sprzed remontów, to wie co to tragedia z kostką.
To ja nie wiem. Jak się jedzie od miasta na Krakowską, to jest lipa. Nawet jak samochodem jadę, to mi go szkoda. :P
Na Grabiszyńskiej kiedyś zaliczyłem glebę, bo jakaś parka jechała na rolkach całą szerokością z naprzeciwka...
Zdyboo, na Grabiszyńskiej DDR jest tez po drugiej stronie - od PKWNu do zdaje się Zaporoskiej. Potem trzeba przeskoczyć na druga stronę na której juz jest po całości (FAT-PKWN). :) Do dworca dociagnęli (z niebezpiecznym fragmentem koło Capitolu) aczkolwiek nie wiem jak wygląda dalej prosto od sklepu Stefan, bo zawsze przed Stefanem skręcałem.
Z ciekawostek - tam na rogu Stawowa/Piłsudskiego jest nowa żarciodajnia Samarqand - kuchnia uzbecka. Tego we Wro nie widziałem - nie jadłem tam jeszcze, ale pewnie kiedyś zajrzę na jakieś mięsiwo :) Powinno być, że tak powiem solidnie i wysokokalorycznie :)
Marcin, ja zawsze po jednej stronie jechałem, tej południowej. Od PKWNu do FATu nie ma konieczności przeskakiwania jezdni. Nawet nie wiedziałem, że jest jakaś DDR po północnej stronie.
ja tez tylko po jednej w 99%. Z kronikarskiego obowiązku informuje jedynie, że po drugiej stronie też jest fragment cywilizacji :)
A wracając do rowerzów to na weekend swoje odstawiam na hak. Robi się za chłodno na śmiganie a średnio mi się chce teraz inwestowac w specjalne buty, galoty bo chciałbym w tym roku wrócic do nart i tam mam sporo wydatków. Rowerki wróca na wiosnę :) Cos poza wyczyszczeniem, nasmarowaniem i zawieszeniem na hak trza robić ? Mogę nakryć jedynie :D
Masz go odwiedzać, głaskać i mówić do niego ;-) A na poważnie, to do paru stopni na plusie, jak jest sucho, obskoczysz wiecieczki rowerzem pewnie w tym co masz !
Oczywiście że dałbym radę, mam ciuchy wiatro czy wodoodporne itp. Ale wywoże rowery do kumple na wieś (bo w chacie nie mam jak tego trzymać), akurat jutro jadę. Potem nie wiem kiedy będe miał czas i On też - więc tak się złożyło, że sezon skracam :(
. Ale wywoże rowery do kumple na wieś (bo w chacie nie mam jak tego trzymać), akurat jutro jadę. Potem nie wiem kiedy będe miał czas i On też - więc tak się złożyło, że sezon skracam :(
O, to bida Panie!, ja jeżdżę dopóki srogi mróz nie przyjdzie i śniegi dróg leśnych i szlaków po piasty nie zasypią. W zasadzie nie uprawiam innych sportów w zimie (no czasami łyżwy), więc już kilka dni bez rowerza powoduje u mnie, żem niespokojny :/
Jak będą pod dachem to nakrywać nie ma sensu. A już na pewno nie folią.
Mam nadzieję, że na tej wsi pod chmurką stały nie będą.
O, to bida Panie!, ja jeżdżę dopóki srogi mróz nie przyjdzie i śniegi dróg leśnych i szlaków po piasty nie zasypią. W zasadzie nie uprawiam innych sportów w zimie (no czasami łyżwy), więc już kilka dni bez rowerza powoduje u mnie, żem niespokojny :/
Mam identycznie, jeżdżę do 0 stopni ale tylko jak sucho. Wszystko siedzi naprawdę w głowie, czyli nastawienie. Nawet nie trzeba mieć nie wiadomo jakich ubrań, wiadomo im lepsze to i komfort lepszy.
Choć w tym tygodniu już mnie skręca, bo spoglądam na trenażer co by koła już nie wpiąć, ale sie bronię ;-)
Niedziela ma być dopiero bez deszczowa, więc runda będzie....niestety petle po 100km w tych warunkach to ciężko.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego staram się utrzymywać sprawność/aktywność rowerzową w zimie. Otóż po dłuższym czasie niejeżdżenia (od 2-3 tygodni powiedzmy) zaczyna odzywać się kręgosłup :-(. Jak systematycznie jeżdżę, nie mam tego problemu.
No a mi potem oponka wyskakuje zimą a najgorsze to fakt, że po 2 tyg luzu, kondycja się cofa diametralnie w tył i zanika pamięć mięśniowa przy mocniejszym obciążeniu mięśni.
Więc aby mieć parę w nogach trza cały rok trenować.
Ja od niedzieli miałem dziś pierwszy raz na chwilę po robocie zdalnej wyskoczyć, ale od zachodu ciągnie siwe niebo i odpuszczę. U nas też dopiero niedziela ma być w miarę spoko. Choć też i przyszły tydzień zapowiada się ładnie, przynajmniej póki co.
W zeszłym roku w połowie października było dobrze ponad 20 st. Ostatni raz w górach byłem 26 października przy świetnej słonecznej pogodzie. A i to bardziej ograniczała mnie długość dnia niż pogoda. Weekendowo jeździć przestałem dopiero w grudniu jak się zaczął syf.
No ale co roku jest inaczej.
dawno temu tez zima jeździłem - ale wtedy były zimy śnieżne i popylałem jak wściekły. Ino to było ze 20 lat temu. Mnie chłód nie straszny, ino musze trochę ciuchów dokupić a teraz nie czas na to. Od wiosny ruszę. Zimowy postój rowerów na wsi, na strychu, w ciepłym.
Ostatni raz w górach byłem 26 października przy świetnej słonecznej pogodzie.
A Ty rowerem jeździsz w te góry, czy samochodem i tam dopiero ?
Jaką masz odległość od domu aby pojeździć w tych górach ?
W poprzednich latach jeździłem ciapongiem. W tym roku odpuściłem ze względu na epidemię. Dotarłem ze dwa razy gruzem, ale poza tym byłem też dwa razy połazić z kumplem.
Pierwszy raz w życiu przydałoby się prawo jazdy i samochód, ale poczekam. Góry nigdzie się nie wybierają.
Dojazdy i powroty pociągami mają tę zaletę, że nie muszę robić pętelek. Mogę sobie na luzaku piwa na trasie wypić. Jak się dojadę, to zawsze w pociągu trochę odsapnę, a nie będę udawał, że wszystko w porządku i mogę bezpiecznie prowadzić samochód. Odkąd też są Koleje Dolnośląskie to wróciła masa starych połączeń, a i remonty trakcji robią, przez co skraca się czas podróży. Kiedyś PKP z Wrocławia do Szklarskiej Poręby Górnej (zaledwie 160 km) jechało 6 godzin. Zatem wypad na jeden dzień był co najmniej problematyczny. Klimatyzowany szynobus KD jedzie 3 godziny i to już jest dobry czas by się wybrać w Góry Izerskie na jeden dzień tylko. KD nawiązały współpracę z Czechami i da się dojechać w miejsca do których PKP ostatni raz pewnie ze 20 lat temu zajrzała.
Zatem mój ulubiony rodzaj podróży to dojazd pociągiem do jakiegoś miejsca. Stamtąd rowerem, czasem nawet do domu, ale częściej jednak nie. Dojazd w jakieś miejsce, tam jak się da, to wszamać coś, złapać pociąg i powrót do domu.
Tak wyglądała praktycznie każda moja sobota na wiosnę i jesienią 2019. W lecie musiałem wyluzować, bo już byłem za bardzo zmęczony wstawaniem o 4 rano co sobotę. Poza tym w upale źle mi się jeździ. Nie to, że odpuściłem całkiem, ale wyjazdy były rzadsze, tak co dwa trzy - tygodnie.
Z domu w najbliższe góry mam ok. 70-75 km. Niby blisko, ale na MTB to byłaby męka. Gruzem jest OK, ale żeby coś jeszcze pojeździć w tych górach to już trzeba robić trasy 170-180 km. Może na wczesną wiosnę to jeszcze za dużo dla mnie, ale już koło czerwca, lipca, w najdłuższe dni, jestem już na tyle wyjeżdżony, że takie trasy robię bez problemu. Oczywiście bez ścigania się, dlatego potrzebuję dużo dnia, bo średnią mam na takich trasach w okolicach 23 km/h. Z drugiej strony, czerwiec i lipiec to nierzadko temperatury po 30 stopni i więcej, a to też nie zachęca do jazdy.
Zobaczymy co przyniesie rok następny. Choć na razie priorytetem jest odzyskanie gruza i może tym razem nie skasowanie go po 2,5 miesiącach. Jeżeli nic się nie zmieni, to nadal będzie mój podstawowy rower. Jak uda się opanować wirusa, to będzie trzeba wybierać między gruzem i MTB.
siemalysy
15-10-2020, 19:59
Siema :-)
Temat dyskusji zahacza o góry :-) W przyszły weekend miałem jechać do Międzygórza na rower. Jednak obecna sytuacja raczej pokrzyżuję jak już nie pokrzyżowała tych planów. Plany trzeba będzie przełożyć na lepsze czasy.
Na Masywie Śnieżnika sypnęło śniegiem. Podobno tylko powyżej 1200 m n.p.m, ale nawet i pół metra miejscami. Prognozy z minionego weekendu przewidywały, że poleży tylko do końca tygodnia, ale już biało.
Ja niezmiennie polecam masyw od czeskiej strony, tylko oczywiście nie teraz.
Ty zrób jednak to prawo jazdy, ono się nie tylko z rowerem do pary przydaje ;-)
W zasadzie masz takie odległości w te góry jak ja w Beskid Śląski, tyle, że ja aby tam dojechać musiałbym jechać trasą szybkiego ruchu Katowice-Wisła a to już nie przelewki, wiadomo jak jest niebezpiecznie przy dużym natężeniu ruchu.
Parę razy miałem przypadek, ale to na szosowym, że prawie wariaci otarli się o mnie przy prędkościach rzędu 60 wzwyż.
Ale aby nie pisać tylko o tym co złe, to wcześniej w sierpniu zrobiłem fajna trasę czyli Velo Dunajec.
Pewnie wielu tam było, lub nawet przejechało nią albo było to opisywane, nieważne.
Pojechałem w głównie w Tatry Słowackie, ale że była to wyprawa samemu na tydzień do walnąłem do tyłu w aucie swoje XC i pomysł był aby pojeździć na Podhalu.
Zrobiłem tylko dwie jazdy po 70km i 40km, bo celem były też góry.
Udało się jednak fajną pętlę zrobić dookoła jeziora czorsztyńskiego, potem odbiłem przy zaporze w Pieniny pod 3 Korony i z powrotem, trasa lekka i przyjemna.
Powiem tak, świetna baza wypadowa, jak ktoś lubi takie rasy rowerowe. Większość z Was woli jednak teren, ale że ogólnie tereny fajne to wstawiam kilka fotek z tego wyjazdu.
DDR miały też punkty wypoczynkowe i ogólnie dobrze utrzymane.
Pierwotnie chciałem zabrać kupioną szosę, ale jednak nachylenia były trochę mocne to na blacie 34T i 28T bym chyba nie wjechał pod Czorsztyn i inne wzniesienia.
A że w XC miałem 22T i 28T to na luzie się dało i miny tych co złazili z rowerów były niezapomniane.
No i jednak tarcze w XC to nadal coś lepszego niż najlepsze Vbrak'ie w szosie. Odcinek od strony Krościenko-Czorsztyn-Sromowce to przy zjazdach miałem ponad 65km/h, więc słabo bym to widział na szosie.
XC oczywiście sie sprawdziło idealnie.
Za rok zrobię w tym rejonie jakieś dłuższe trasy, chyba też DDRami bo infrastruktura tam fajna i widoki niezapomniane.
Jedne co mnie irytowało to powolność jazdy wszystkich, ale druga jazda była ucieczką przed burzą więc średnia wyszła powyżej mojej średniej.
44152
44155
44157
44158
44159
44160
siemalysy
15-10-2020, 20:49
Fajna trasa :-)
W tym roku miałem okazję przejechać fragment od mostu w Knurowie przez Czorsztyn do Niedzicy. Wrzucałem w wątku opis ;-) Widoków nie miałem bo padało. W tamten rejon bym wrócił, żeby przejechać to czego się nie udało w tym roku. Czyli od Zakopianki pomiędzy Nowym Targiem a Rabką Zdrój, przez Turbacza aż na Lubań. Może uda się w przyszłym.
- - - - kolejny post - - - - - -
Na Masywie Śnieżnika sypnęło śniegiem. Podobno tylko powyżej 1200 m n.p.m, ale nawet i pół metra miejscami. Prognozy z minionego weekendu przewidywały, że poleży tylko do końca tygodnia, ale już biało.
Ja niezmiennie polecam masyw od czeskiej strony, tylko oczywiście nie teraz.
Widziałem info o śniegu. Na przyszły weekend prognozy są bardzo optymistyczne dla tego regionu. Dziękuję za polecenie masywu Śnieżnika od strony czeskiej. Na przyszły rok trasa jak znalazł :-)
Zaczekaj, od mostu w Knurowie?
Knurów to okolice Gliwic czyli Górny Śląsk a Czorsztyn to ok 180km ponad od Knurowa.
siemalysy
15-10-2020, 21:45
moshica to ten Knurów bliżej jez. Czorsztyńskiego ;-) Dojechałem z Turbacza Głównym Szlakiem Beskidzkim do Przełęczy Knurowskiej i stamtąd zjechałem w dół asfaltem do szlaku Velo Czorsztyn.
Ten Knurów :-)
44163
No to ja Was trochę poddenerwuję, bo w górki to mam od 8 do 60km :)
Najbliżej mi do Beskidu Małego, który w zasadzie jest moim podwórkiem, ale i tu często nie chce mi się dojeżdżać rowerzem po asfalcie, tylko niweluje to autem. Szczególnie teraz, gdy robi się zimno, nie chce wracać z górek cały mokry, a wozić ze sobą pół szafy to też średnio wygodne. Zresztą moje wypady to często takie szybkie strzały popołudniami/wieczorami niezbyt długotrwałe. Poza tym zdzieranie miękkich opon na asfalcie to się tak średnio kalkuluje, biorąc pod uwagę ich cenę :-?
------
edyta
To powyższe dotyczy fulla, bo jak jadę traskę szosowo-terenową HT, to owszem z domku całą traskę ogarniam bez podwożenia :)
siemalysy
17-10-2020, 21:02
No to ja Was trochę poddenerwuję, bo w górki to mam od 8 do 60km :)
...
Pozytywnie zazdroszczę :-) Ja w Jurę mam dwa razy dalej niż Ty maksymalną odległość w góry.
Jak to jest z brooksem i wodą? Na youtubie mówią, że nie moze mieć kontaktu z wodą - ale przecież inne skórzane rzeczy mają kontakt z wodą i nic się nie dzieje. Jak to jest w końcu?
To jest główny powód dla którego nie kupiłem skórzanego Brooksa. MZ nie powinien mieć dłuższego kontaktu z wodą. Skóra pod wpływem wody mięknie, a potem może się zdeformować podczas schnięcia. Brooks sprzedaje specjalny wosk do konserwacji, ale podobno równie dobrze sprawdza się taki z Decathlonu do konserwacji siodeł końskich.
Mam jakiś wosk do butów skórzanych trekingowych. Może też się nada.
Pewnie tak, byleby śladów na ciuchach nie zostawiał.
...Dojechałem z Turbacza Głównym Szlakiem Beskidzkim do Przełęczy Knurowskiej...
Jak Wy tam jeździcie? Ja w tym roku zapuściłem się jadąc z Rabki czerwonym na Turbacz i właśnie do przełęczy Knurowskiej dojechałem, aby później ścieżką wzdłuż Czorsztyna pojechać i dalej granicznym z nurtem Dunajca do Szlachtowej.
Podjazd tym czerwonym jeszcze spoko- jedno beznadziejne podejście już prawie pod szczytem po luźnych dużych kamieniach, ale po fajnym początku zjazdu z Turbacza, to jest tam bardzo słaby fragment- bardzo stromy i kamienisty- omijacie to jakoś? Są jakieś alternatywy?
44273
siemalysy
18-10-2020, 22:09
Od Turbacza do Przełęczy Knurowskiej czerwonym GSB tylko w jednym miejscu kojarzę stromy zjazd z kamieniami, na którym na kilkanaście metrów zszedłem z roweru i go sprowadziłem. Możliwe, że jakby było sucho to bym zjechał całość. Jeżeli oczywiście piszemy o tym samym miejscu. Ja piszę o miejscu z 11 zdjęcia krótkiej recenzji (https://forum.nikoniarze.pl/threads/140181-cykliczny-w%C4%85tek-o-bajkach-(rowerach-w-sensie-)-)/page2524?p=4126017&viewfull=1#post4126017) jaką wrzucałem w tym wątku. Zdjęcie robione telefonem mocno wypłaszcza teren.
Czy jest objazd to trudno mi się wypowiedzieć bo nie pamiętam dokładnie w którym miejscu ten fragment był.
Edit:
Znalazłem zdjęcie z danymi GPS (screen poniżej). Można było by spróbować odbić na czarny szlak Łopuszna - Zielenica i zjechać do Łopusznej. Ale jak on by wyglądał, nie wiem. Bardzo możliwe, że podobne fragmenty też by się tam trafiły.
44280
Dzięki siemalysy, a wiesz może jak wygląda podjazd z Obidowej? Chodzi mi o końcówkę żółtym szlakiem(?)
siemalysy
19-10-2020, 20:38
wikary nie ma za co :-) Szlaku żółtego z Obidowej nie znam. W Gorcach byłem pierwszy raz, więc je poznaje. Chciałbym w przyszłym roku powtórzyć to co przejechałem w maju tego roku. Tylko mam dwa warunki. Musi być pogoda zapewniająca widoki, bo jak tam byłem widoków nie było i chciałbym przejechać GSB aż do Lubania.
wikary nie ma za co :-) Szlaku żółtego z Obidowej nie znam. W Gorcach byłem pierwszy raz, więc je poznaje. Chciałbym w przyszłym roku powtórzyć to co przejechałem w maju tego roku. Tylko mam dwa warunki. Musi być pogoda zapewniająca widoki, bo jak tam byłem widoków nie było i chciałbym przejechać GSB aż do Lubania.
Na zachód szlaku nie znam. Ja kilkakrotnie jechałem od Czestochowy- na rozgrzewkę Jure- a później od Rabki w Bieszczady, ale pierwszy raz trafiłem bez ulewnego deszczu w okolicach Turbacza i zdecydowałem się wjechać :D
siemalysy
22-10-2020, 18:03
Beskidów i Gorców nie znam. W Beskidzie Wyspowym byłem pierwszy raz w ub. roku. Tego roku pierwsza wizyta w Gorcach. Dwa razy i dwa razy z rowerem. We wrześniu byłem w Tatrach, ale jeden dzień był tam brzydki to zabrałem żonę na Lubań, bo tam pogoda była przyjemna :-) Tym razem z buta :-) Kiedyś też byłem raz na Baraniej Górze, ale to było ze 20 lat temu.
Beskidów i Gorców nie znam.
Mieszkam między jednym a drugim i powiem, że jest gdzie jeździć na rowerku, najlepiej full'u.
Cześć,
W jakiś tam sposób rozwiązałem problem plecaka na MTB. Kupiłem torebkę Dakine Hot Laps Gripper (https://www.dakine.com/products/hot-laps-gripper-bike-bag). Wchodzą do niej dwie dętki Tubolito MTB 29, dwie łyżki do opon Schwalbe, kilka trytek, krótki kabel USB, dwie nawilżane chusteczki, dystanse zacisków hamulcowych i para rękawiczek nitrylowych. Można ją przyczepić do ramy lub pod siodło. Jak na razie jest OK. Przejechałem tak już 150 km i torebka się nie przesuwa i nic z niej nie wypadło.
Telefon jednak wożę w tylnej kieszonce bluzy rowerowej. Na luźną koszulkę MTB i tak jest już za zimno, nawet z bielizną termiczną pod spodem. Temperatura po zachodzie słońca potrafi już spaść poniżej 10 st. Bluza, która Decathlon nazywa koszulką z długim rękawem lepiej się sprawdza.
Rzeczona torebka (pod górną rurą) i ogólnie wyposażenie roweru, na krótkie wypady w niezbyt wysokich temperaturach.
44434
Wrocław nieco podmókł po wysokiej fali, część przejazdów rowerowych pod mostami jest pod wodą, a nie zawsze można je objechać, żeby nie nadkładać zbyt dużo drogi.
Fajne te rowery. Naoglądałem się ostatnio na yt wyścigów xc i enduro. Ciekawe hobby. Jak znam siebie, to jednak w takie trasy bym prawie w ogóle nie jeździł. :P
siemalysy
25-10-2020, 21:13
Siema :-)
W ten weekend miałem jeździć w okolicach Międzygórza, ale obecna sytuacja mocno komplikuje plany, więc znalazłem sobie alternatywę. Nawet przyjemną :-) Wczoraj wybrałem się do Podlesic w okolicach Góry Zborów. Z Łodzi samochodem startowałem po 6 rano. Pogoda wg prognoz zapowiadała się dobra i od 10 miało nie padać. Z Łodzi ruszałem w deszczu, znaczna część drogi przebiegała z opadami mniejszymi, większymi. Na miejscu byłem po 9. W Podlesicach nie ma typowego parkingu gdzie można by było zostawić auto (np. pod sklepem, cmentarzem, kościołem, itp.). Jest przydrożny parking w okolicy szlaku prowadzącego na górę Zborów. Żeby nie zostawiać auta na kilka godzin na przydrożnym parkingu wjechałem na teren Gościńca Jurajskiego. Na tablicy informacyjnej przy wjeździe informacja, że koszt za parking dla osób nie korzystających z usług hotelowych Gościńca wynosi 50 zł. Ale jak to mawiają: "koniec języka za przewodnika", poszedłem do recepcji zapytać czy mogę zostawić auto i ile będzie mnie to kosztowało. Miła pani ku mojej uciesze zakomunikowała mi, że koszt to 10 zł :-) Szybka zmiana garderoby, ostateczne pakowanie plecaka i mogłem ruszać na zaplanowaną trasę :-)
Czerwonym rowerowym szlakiem Orlich Gniazd ruszam na południe. Nie wiem czy mży, czy unosi się mgła. Jest wilgotno, trochę wieje, temperatura ok. 11-12 st. C. Po przejechaniu 2 km odbijam z rowerowego na czerwony Szlak Orlich Gniazd, który w tym fragmencie jest również Szlakiem Kroczyńskim. Na szlaku pieszym jest ciekawiej :-P Niemal od początku zaczyna się podjazd z dużą ilością korzeni, z kilkoma miejscami na których są skałki mniejsze i większe. Pokonuję 600 m o średnim nachyleniu 12% i wyjeżdżam prosto na ruiny Zamku Bąkowiec. Kilka chwil na zrobienie pamiątkowego zdjęcia i ruszam czarnym Szlakiem Kroczyńskim. Przyjemny zjazd, krótki podjazd i po niespełna 5 km jestem w Kroczycach, żeby dalej już jechać żółtym Szlakiem Zamonitu. Zdarzają się krótkie asfaltowe fragmenty, ale w terenie jedzie się po przyjemnych ścieżkach. 5 km przed Pilicą zjeżdżam z tego szlaku i kieruję się na wąską asfaltową drogę, żeby dotrzeć do czerwonego pieszego SOG. Na czerwonym trafiam na piękną drogę przy której po dwóch stronach stoją gęsto posadzone liściaste drzewa. W tym okresie widok fantastyczny :-) Przy pieszym SOG przejeżdżam przy murach Pałacu w Pilicy. Blisko murów stoi też Kurhan Powstańców z 1863 r. Tu robię sobie pierwszą dłuższą przerwę na drugie śniadanie. W Pilicy zajeżdżam na rynek i dalej jadę w kierunku Pałacu i parku. Kilka zdjęć i ruszam w dalszą drogę pieszym SOG. Kilka kilometrów dalej jest kolejny cel, Zamek (raczej ruiny) Pilcza w Smoleniu :-) Ale zanim tam dojechałem musiałem zamienić bluzę na koszulkę bo zrobiła się ładna pogoda :-) W Smoleniu dobrze trafiam bo są akurat dni otwarte, więc nie ma obowiązkowej opłaty. Ze Smolenia ruszam rowerowym SOG, żeby po chwili odbić na niebieski Szlak Warowni Jurajskich i po kilku kilometrach wrócić też na rowerowy SOG. W niektórych fragmentach szlaki te się pokrywają, ale fragment tylko niebieskiego był bardzo fajny :-) Rowerowym SOG i niebieskim dojeżdżam w końcu do Zamku Ogrodzieniec. Ostatnie kilometry szlaku znałem bo kilka lat temu tam jechałem, tylko w przeciwnym kierunku. Tu na teren zamku nie wchodzę. Zapytałem czy mogę bez opłaty wejść 50 m i zrobić zdjęcie i znikam. Miły pan ze srogim spojrzeniem powiedział mi, że to jest wejście na teren i muszę wykupić wejściówkę. Odpuściłem, ale nie, nie jestem sknerą. Tylko mam już zdjęcie roweru (innego niż obecny) w tym miejscu ;-) Spod zamku skierowałem się na Górę Birów. Jest tam Gród, ale było zamknięte, więc zrobiłem sobie przerwę na kanapkę. Pierwszy raz tego dnia muszę modyfikować zaplanowaną trasę bo okazało się. że droga nie będąca szlakiem, którą miałem zjeżdżać nie istnieje, albo znajduje się za ogrodzeniem. W takiej sytuacji wróciłem z Góry w dół do skrzyżowania szlaków tą samą drogą, którą wjeżdżałem. Od skrzyżowania pojechałem pieszym SOG, żeby po kilku kilometrach odbić na rowerowy SOG i trzymać się go aż do kolejnego celu. Jest nim Okiennik Wielki. W jego okolice docieram długim podjazdem po nowiutkim asfalcie. Na szczycie czekał widok na Okiennik oświetlony słońcem, które jest już nisko. Widok robi na mnie wrażenie. Asfaltowy zjazd pozwolił mi się rozpędzić do 59 km/h. Myślę, że gdybym nie zjeżdżał pod wiatr to byłoby szybciej :-D Żeby dostać się do celu odbijam na pieszy SOG. W mojej opinii widok Okiennika jest dużo lepszy z pewnego dystansu. Z bliska niczym nie powala. Na całe szczęście jest ścieżka dzięki, której można go objechać i nie trzeba wracać tą samą drogą. Prowadzi ona do pieszego SOG, którym jadę dalej i znów muszę modyfikować zaplanowaną trasę. Wg mapy szlak miał odbijać w lewo, a oznakowania prowadziły prosto. Widać było, że chyba przebieg został zmieniony bo na jednym z drzew widocznie oznaczenie szlaku zostały zdarte. Skierowałem się wg oznaczeń na drzewach i trafił się konkretny podjazd po korzeniach :-) A jak był podjazd to i musiał być zjazd. Oczywiście zjazd krótszy od podjazdu, bo jak by mogło być inaczej. Byłem już znów przy ruinach Zamku Bąkowiec. Krótki podjazd i byłem już na szlaku, którym jechałem rano. To co podjeżdżałem teraz zjeżdżałem. W lesie było już zdecydowanie ciemniej. Nie była to jeszcze noc, ale na zjeździe uważałem, żeby na koniec się gdzieś nie poskładać. Zjechałem do rowerowego SOG i po pokonaniu ostatnich 2 km jestem na parkingu przy samochodzie :-) Miejscówka gdzie zostawiłem auto umożliwiła mi nie tylko w miarę bezpieczne pozostawienie go, ale też na ciepły posiłek po powrocie :-) Po zapakowaniu roweru na dach i wrzuceniu plecaka do bagażnika poszedłem zamówić sobie obiad :-) Umówiłem się tak, żeby posiłek był przygotowany za 20 minut. W tym czasie się ogarnąłem (umyłem, przebrałem). Rano jak sprawdzałem możliwość zjedzenia po powrocie w recepcji usłyszałem, że można tylko na wynos. Natomiast podczas zamawiana ludzie normalnie jedli w środku lokalu. Ja wyszedłem sobie do stolika na zewnątrz. Była cisza i spokój :-) Trochę zdjęć poniżej :-) Możliwe, że kolory są przesadzone.
Dystans wg Garmina to 65 km i 1125 m w pionie. Trasa poglądowa poniżej:
44507
1
44508
2
Zamek Bąkowiec
44509
3
44510
4
Pałac w Pilcy - widok z pieszego SOG
44511
5
Rynek w Pilicy
44512
6
Pałac w Pilicy
44514
7
Park przy Pałacu
44515
8
Widok ze szlaku na Zamek Pilcza
44516
9
W ruinach
44517
10
"Halucynki" ;-)
44519
11
Ogrodzieniec ze szlaku
44520
12
Zamek Ogrodzieniec
44521
13
44522
14
Okiennik Wielki widziany z rowerowego SOG
44524
Asfalt pod Okiennikiem?(!!!) Jura się kończy :sad:
Goście hotelowi, zameldowani na co najmniej jedną dobę mogą korzystać z restauracji hotelowej z zachowaniem reżimu sanitarnego. Reszta tylko na wynos przy czym zjeść możesz tylko tam gdzie możesz być bez maseczki (park, las, zieleniec). Jeżeli podali Ci paszę w ogródku to sporo ryzykowali. Ty w sumie też.
Fajna okolica. Fajna relacja, tylko dziel ją na akapity, bo ciężko się czyta. :)
Ja dziś popedałowałem do lasu, ale chyba sobie już odpuszczę MTB w tym roku. W lesie trwa jesienna wycinka i część dróg jest rozjechana przez ciężki sprzęt, a inne przez samochody. Nie wiem co to za degrengolada z jeżdżeniem po lesie samochodem. Dziś chwilę jechałem za jakimś bucem na śląskich blachach (SK), co swoim paseratti B6 kąbi w tedeiku robił sobie skrót przez las. Jakiemuś dresowi powiedziałem gdzie zostawił swojego blachosmroda, bo się nieco pogubił.
Opona Vittoria Barzo w błocie się tak średnio bym powiedział sprawdza. Dziś kilka razy przytuliłem glebę bo się rower był się uśliznął w bok. Choć z drugiej strony na śliskim błocie większość opon się ślizga. Prędkości minimalne, zatem tylko się brudziłem. Raz mnie też tak błoto wyhamowało, że musiałem się podeprzeć i noga się do połowy łydki w błoto zapadła. Na szczęście błoto już było na tyle gęste, że mnie nie zassało. Pod koniec już żodyn nie wiedział jakiego koloru mam buty, żodyn. Pierwszy raz buty myłem na myjce, choć w domu i tak musiałem doczyścić.
Ogólnie nie było jednak tak źle, dużo piasku teraz związanego wodą i dało radę jechać. Nawet podjechałem do końca pewien 14% podjazd, gdzie zwykle sypki piasek powodował uślizg koła.
I też mam kilka fotosów.
44526
44527
44528
44529
44530
44531
44532
siemalysy
26-10-2020, 18:40
Goście hotelowi, zameldowani na co najmniej jedną dobę mogą korzystać z restauracji hotelowej z zachowaniem reżimu sanitarnego. Reszta tylko na wynos przy czym zjeść możesz tylko tam gdzie możesz być bez maseczki (park, las, zieleniec). Jeżeli podali Ci paszę w ogródku to sporo ryzykowali. Ty w sumie też.
Fajna okolica. Fajna relacja, tylko dziel ją na akapity, bo ciężko się czyta. :)
...
Dzięki za odzew. Przepraszam za niechlujną recenzję. Masz rację, że słabo się to czyta :-( Dziękuję za zwrócenie uwagi. Oczywiście przed wstawieniem czytałem post, ale może dlatego, że wiedziałem co napisałem to mi się łatwiej czytało. Z kolejną recenzją obiecuję poprawę ;-) Ale to raczej już po nowym roku.
W sprawie restauracji masz rację. Nie brałem tego pod uwagę.
- - - - kolejny post - - - - - -
Asfalt pod Okiennikiem?(!!!) Jura się kończy :sad:
Coraz więcej tego asfaltu wszędzie. Na Jurze na rowerowym Szlaku Orlich Gniazd chyba będzie go dużo.
Michał mogłeś dać znać, ja do Ogrodzeńca mam 50km, może będzie okazja innym razem ;-)
siemalysy
27-10-2020, 18:47
O! Fajnie masz :-) Masz gdzie fajnie pojeździć :-) Kolejnym razem będę pamiętał :-) Ale to już raczej w przyszłym roku. W tym tygodniu chyba już zdejmę bagażnik z dachu samochodu bo już chyba się nie uda nigdzie pojechać.
A są jakieś fajne trasy na szosę we Wrocławiu?
We Wrocławiu tak średnio bym powiedział. Obwodnica śródmiejska od Mostu Millenijnego do Poświęckiej z tych co znam. To tylko kilka kilometrów.
Trzeba wyjechać z miasta, wtedy jest dobrze. Nie wiem gdzie mieszkasz. Ja z Nowego Dworu lubię śmigać w kierunku Kątów Wrocławskich, z przedłużeniem do Mietkowa, Sobótki czy nawet dalej w kierunku Świdnicy czy Wałbrzycha. Dużo wyremontowanej nawierzchni w tamtych okolicach i nawet na cienkich oponach jest spoko. Choć trzeba uważać, bo i w tamtym rejonie można znaleźć asfalt, że i na fullu się słabo jedzie, np. w Jarząbkowicach.
Moja ulubiona krótka (ok. 50 km) trasa w tamtych okolicach to lotnisko, obwodnica Leśnicy, Lutynia, Karczyce, Pełcznica i powrót przez obwodnicę Kątów Wrocławskich, przez Romnów i Skałkę. Do Wrocławia wbijam przez Smolec lub Krzeptów. Na tej trasie złej nawierzchni masz 1 km między Pełcznicą, a Chmielowem, ze 200 m w Romnowie i drugie tyle w Skałce oraz ok. 2 km za obwodnicą Leśnicy w stronę Lutyni, z czego tak naprawdę źle jest tylko w Romnowie.
Do Mietkowa możesz pojechać przez Nową Wieś Kącką lub przez Milin, można w każdym razie robić pętlę i nie trzeba wracać po śladach. Przez Milin jest lepszy asfalt, ale i ruch większy. Fajna trasa jest wokół Zalewu Mietkowskiego, bo są jakieś podjazdy. Tyle, że pętla to bardziej na gravela lub road plusa bo raz, że jest odcinek po płytach z Borzygniewu do Imbramowic i niestety, żeby domknąć pętlę trzeba wybrać między złą nawierzchnią, a złą nawierzchnią. Polecam z Dzikowej do Imbramowic przeturlać się te 500 m po gruntówce. Można nadłożyć trasy do Bukowa, ale tam nawierzchnia mimo, że asfaltowa to paskudna. Za to za Imbramowicami w kierunku Świdnicy i Sobótki jest mnóstwo dobrych dróg.
Z Sobótki nie pchaj się na Rogów Sobócki, bo tam jest duży ruch, ale przez Nasławice, Ręków, Solną i Gniechowice do Kątów. Z Mietkowa do Sobótki przez Maniów i Garncarsko.
Niedaleko FAT-u. Mam crossa, więc teoretycznie mogę jeździć po gorszej nawierzchni. Po mieście właśnie słabo się jeździ. Krawężniki i światła co chwilę. Chodzi mi po głowie jakiś nowy rower i może szosa byłaby spoko.
Dobra lokalizacja, bo masz zarówno łatwy dojazd na trasy, które opisałem jak i na północ w stronę Oleśnicy, Trzebnicy i Obornik Śląskich. Tam też jest gdzie pojeździć, choć MZ łatwiej trafić na gorszą nawierzchnię niż na południu.
Ja bym szedł w gruza lub road plusa. MZ jak się nie ścigasz i nie trenujesz to nie ma się co męczyć na cienkich oponach. Coś z geo endurance.
LeonardZelig
28-10-2020, 07:46
Odkąd po dwóch latach wsiadłem znów na rower i kupiłem Nikona, to jest mój ulubiony wątek na tym forum. Ale... trzymam sobie dwa kółka w domu, bo w piwnicy szczury, wilgoć i Pokrak i się zastanawiam nad jakimś stojakiem (pionowym?), żeby mniej miejsca zajmował. Wieszanie nie wchodzi w grę bo konwencje międzynarodowe a i ściany w moim zaścianku liche. Możecie coś polecić?
ha, sąsiad. Ja centrum zajezdnia :)
Odkąd po dwóch latach wsiadłem znów na rower i kupiłem Nikona, to jest mój ulubiony wątek na tym forum. Ale... trzymam sobie dwa kółka w domu, bo w piwnicy szczury, wilgoć i Pokrak i się zastanawiam nad jakimś stojakiem (pionowym?), żeby mniej miejsca zajmował. Wieszanie nie wchodzi w grę bo konwencje międzynarodowe a i ściany w moim zaścianku liche. Możecie coś polecić?
Jeżeli nie ma mowy o wierceniu i wieszaniu, aby rower umieścić gdzieś w niewykorzystanej przestrzeni to nie ma też mowy o tym, aby mało miejsca zajmował. Zostaje stojak serwisowy lub małe stojaki na tylny trójkąt lub koło. Tylko takie stojaki w najlepszym wypadku powodują, że rower będzie zajmował tyle samo miejsca co wcześniej, może trudniej będzie go przewrócić.
Siema
Ja to bardziej jednak was czytaj niż aktywnie prostuję, się wiecie, jest potrzeba, jest pytanie.
Lampka do roweru, budżet jakieś 100-200 PLN, taka na nocne jazdy po lesie. Ktoś coś? Nie chcę trafić na kolejne dziadostwo, z lichą baterią.
Dodatkowo jakbyście mogli polecić jakąś czołówkę, będzie super.
Dzięki z góry
Wysłane z mojego HD1903 przy użyciu Tapatalka
Kupiłem kiedyś armyteka na 18650 - fajna, choć mam wrażenie, że bateria już jakoś krótko trzyma. Szybko zaczyna przygasać. Nie wiem, czy coś się nie zepsuło, bo nawet dokupowałem nowe ogniwo, a dalej jest średnio.
Kupiłem kiedyś armyteka na 18650 - fajna, choć mam wrażenie, że bateria już jakoś krótko trzyma. Szybko zaczyna przygasać. Nie wiem, czy coś się nie zepsuło, bo nawet dokupowałem nowe ogniwo, a dalej jest średnio.
Wydaje mi się, że ten Armytek ma mrożoną szybkę czyli czołówka bez szpili. Dla mnie wada. Na pewno mogę polecić bardzo podobne Zebralight h600 i Nitecore h30. Ogniwo najlepsze jest Panasonic NCR 3400 mAh (z tych łatwo dostępnych).
To są minimalistyczne czołówki o bardzo silnym świetle (500 - 1000 lm) genialne w górach gdzie liczy się każdy gram.
Aaaa, za połowę ceny Nitecore do kupienia są chińczyki no name. Koledzy kupili na zapas i są OK.
W
No ja mam teraz chińczyka, się właśnie słabo trzyma, chyba wina leży bardziej w ogniwie, bo sama lampka jest ok. Może coś pomyślę żeby to przerobić na zapas. Swoją e miarę dobrą lampkę oddałem synowi wczoraj, bo na nocną każde nie miał nic dobrego.
Edit
Tak teraz spojrzałem na te zebralighty i cena jest trochę poza budżetem, więc bez macania się nie obejdzie, chyba że YouTube pomoże. Młody przejął siłą perswazji dziecięcej dosun'a która jak dla mnie jest niezła. Ale nie więc jak wygląda w porównaniu z zebralight... Muszę chyba pomyśleć
Ja mam Nitecore HC30 - wyraźnie taniej jak Zebralight a nawet ciut bardziej mi leży...
Ale tak na szybko to nie widzę tego teraz w Polsce w sprzedaży
siemalysy
31-10-2020, 15:11
Siemanko :-)
Może używa ktoś z Was Endomondo i nie słyszał jeszcze o tym, że aplikacja ta przestanie istnieć. Link do informacji, na którą natrafiłem: klik (https://spidersweb.pl/2020/10/endomondo-zamkniecie-serwisu-dane.html)
Ooo neieeeeee... a tak się przyzwyczaiłem.... trzeba będzie w eksportować całe 8 lat i przenieść się gdzieś.... tylko gdzie? jakieś propozycje? Trochę się tego natworzyło.
Obecnie chyba każdy producent liczników/nawigacji ma swój portal pozwalający na gromadzenie z nich informacji.
Z tych niezależnych to pewnie obecnie Strava jest najpopularniejsza. Musisz tylko sprawdzić czy darmowa wersja spełnia Twoje oczekiwania.
Zobaczymy, powinno starczyć. Mi wystarczają podstawowe informacje. Od wczoraj zsynchronizowało się jakieś 44% danych.
W jaki sposób synchronizowałeś? Przez https://tapiriik.com/ ?
Chłopaki, potrzebujemy z qumplem porady.
Chodzo o to że dawniej jeździlismy razem, ścigając się w XC w terenie płaskim dopóki nie rozwalił jakiś czas temu roweru.
Jako że nie jest "interetowy" to szukam mu jakiegoś zbliżonego XC do mojego i jest jednym słowem doopa z 4 literami.
Owszem sa fajne modele z Treka czy Speca bo takowe szukamy, tyle że wszystko z napędem 1x .... i tu jest dramat.
My głównie jeżdzimy afsfalt i szuter i czasem zjeżdzamy w lasy itp.
Tyle że te współczesne napędy nie dla nas, bo po prostu nie ma na tym szybkości.
Ostatnio przejchałem się na Specu Epic HT i niestety przy blacie 30T z przodu i 11 z tyłu , więcej nie szedł niż 35 na prostej, z górki może te 45 by poszedł.
To nadal mało, ja czesto cisne powyżej 40 i z górki 60. W gravela nie pójdziemy, geometria, prowadzenie, kiera itp.
Co w tej sytuacji robić, namawiać na składanie na napędzie 3x gdzie ma się blat 44, co był normą i dawało szybkość ?
Rower crossowy, zwłaszcza taki na kołach 27,5". Tam teraz są amory nawet po 80 mm skoku. MZ takie rowery wyprą rekreacyjne MTB.
Obecnie będzie ciężko dostać korbę MTB z więcej niż dwoma blatami w jakiejś sensownej grupie osprzętu. W Shimano takie zostały już chyba tylko w Alivio i niżej. Sram chyba już w ogóle nie ma korb z więcej niż 1 blatem. Truvativ podobnie.
Natomiast do rowerów trekingowych bez problemu nadal dostaniesz korbę 3x nawet klasy Shimano XT. Ewentualnie kupić MTB i wymienić napęd, bo samą korbę raczej nie wystarczy. Jednak jak nie ma bye katowania w terenie, to MZ cross będzie aż nadto.
Tomek po co takie kierunek obrali ?
Nie każdy chce lub moze mieć 3 rowery, nie rozumiem przełożeń w obecnych MTB, my na płaskim rzadko wrzucamy biegi podjazdowe a ich dodali w cholerę, natomiast na płaskim... brak szybkości.
Nie wiem czy kolega będzie chciał crossa, zobaczymy co powie.
Ja chyba na zapas kupię zębatki do swoej korby Deore 3x bo jak dalej tak pójdzie to ja bęe miał problem za kilka lat z dostepnością części. Kasety 9 rzędowe są, gorzej widze z przednimi blatami.
Koszmar....
Coś waść kręcisz. Normą przy 3x w MTB jest blat 40, a nie 44. Taki występował w rowerach crossowych, gdzie nawet 48 się zdarzało. I to nadal można kupić w stylu Kross Evado jakiś tam.
A w MTB szukaj 1x12 Shimano, bo kaseta jest od 10, a nie 11 jak w Sram.
A asfalt, szuter, i czasem las to jest domena gravela i warto się do niego przekonać, bo MTB w porównaniu z nim "nie jedzie".
Mój ma 44T najwiekszy blat, więc nie kręcę.
Czy mtb jedzie czy nie, wiele zalezy jak ktoś się do geometrii przez x lat przyzywczaił oraz od treningu.
Chyba nie powiesz że w mtb nie można mocno cisnąć, ja objeżdżam na pałskim gravele właśnie.
A szose kupiłem dla jeszcze większej szybkości i treningów po płaskim.
a A tu masz blat z mojej korby : https://www.bikestacja.pl/zebatka-shimano-deore-fc-m480-m440-m442-m445-czarna-44t-p-3431.html
Ja mam fulla ze skokiem 120 z 3x9 i też mi się 1x nie widzi. Siedzą tam Mezcale na DT Swisach, to się świetnie toczy i samo jedzie. A przynajmniej tak mi się zdawało, bo od tego roku mam też gravela i to przepaść jest. Dzisiejsze MTB tego nie oferują i trzeba się z tym pogodzić.
Trzy blaty z przodu to wg mnie przeżytek i nie ma się co w to ładować. Nikt już tego nie robi, a jak robi to są to części raczej z półki mocno amatorskiej, co nie zmienia faktu, że sam mam trzy blaty z przodu w swoim krosie na którym przejechałem ok 15 000km przez ostatnie trzy lata i korba się nie rozsypała. Mam też MTB z jednym blatem z przody 32 i szosę z dwoma blatami :wink: Nie ma jednego roweru do wszystkiego, najbliżej uniwersalności jest gravel z dwoma kompletami kół i różnej szerokości opon...
W necie pełno porównań graveli z szosą i z mtb. Szkoda, że nie ma z crossem. To i to hybryda. Ja sobie chyba dokupię szosę endurance do crossa, żeby spróbować czegoś innego. Van Ryssel z decathlonu wygląda nawet ciekawie.
Ja w swoim krosie po tym sezonie wywalam amortyzator i zamieniam na sztywniaka... zobaczymy co to da? :wink:
No więc kolega pójdzie w stronę crossa, bo ma szosę więc nie chce gravela.
Będziemy szukać czegoś szybkiego jak dawne Mtb XC.
Ja w swoim krosie po tym sezonie wywalam amortyzator i zamieniam na sztywniaka... zobaczymy co to da? :wink:
O tym też myślałem, tylko sporo zmian by było, bo amor na sztywny karbonowy widelec, cały napęd do zmiany na pojedynczy blat z przodu. Koła może na jakieś lżejsze.
Ja aż takich rewolucji nie będę robił. Wywale tylko amor, nie ma co inwestować...szosa jest od inwestowania :wink:
W jaki sposób synchronizowałeś? Przez https://tapiriik.com/ ?Tak, dokładnie.
Ja aż takich rewolucji nie będę robił. Wywale tylko amor, nie ma co inwestować...szosa jest od inwestowania :wink:
No ja właśnie tez nie wiem czy jest sens. Może lepiej dokupić szosę, zobaczyć czy się spodoba. Jak nie, to można odchudzić crossa.
wiesz nie wiem jakiego Ty masz crossa, ja mam Krossa Evado 6 z 2018 roku i wg mnie bez sensu jest inwestować w rower który co byś nie zrobił będzie zwykłym rowerem ( w moim przypadku ). Nie zrobię z niego szosy, ani gravela ani MTB. Wymieniłem tam siodełko i kupiłem rogi Ergona, po roku jazdy dorzuciłem spd. Jak się skończy kaseta i korba, które mam od nowości w nim, czyli przeszło 15 000 km, to wtedy wymianie cały napęd na dwa rzędy z przodu i tyle. Co nie zmienia faktu, że rower jest spoko i robiłem na nim wyjazdy rzędu 250km.
PS
No i może w końcu odkręcę od niego stopkę :wink:
Ja mam budżetowego Crossa Authora Classic 2012. :D Zmieniłem siodło, chwyty i pedały, bo się wytarły całkowicie.
No to już sam musisz zdecydować czy jest sens inwestować. Napęd wymienić co jakiś czas trzeba, ale co do reszty to bym bardzo mocno się zastanawiał.
Opony też zmieniałem, bo kapcia często łapałem po kilku latach.
Tomek po co takie kierunek obrali ?
W górach, w błocie brak przedniej przerzutki ma swoje niezaprzeczalne zalety. Poza tym nie ma co się martwić przekosami łańcucha. Wizualnie też napędy 1x wyglądają lepiej. Żaden z moich rowerów nie ma przedniej przerzutki.
Ja się nie ścigam, jeżdżę sobie turystycznie po górach i nawet zmieniłem blat z 32T na 30T. Żeby było lżej podjeżdżać. W dół prędkość i tak zapewnia grawitacja i zawieszenie. Po płaskim staram się swoim MTB nie jeździć.
Mam kolegę, który ściga się w maratonach MTB i też jeździ na jednym blacie, ale chyba 34T. Ja 34T miałem w crossie i mi wystarczało do wszystkiego. Zmieniłem dopiero jak cross zmienił funkcję na szybki rower miejski. Zapodałem 38T, bo 40T do korby XT M8K nie znalazłem.
Poza tym, przy braku lewej manetki jest miejsce na manetkę od windy, a to jest jedna z większych zmian w rowerach MTB na przestrzeni lat.
Mój ma 44T najwiekszy blat, więc nie kręcę.
Ja mam w pudle korbę SLX z pierwszego wypustu z zębatkami 44/32/22. W czasach napędów 3x9, blat 42/44T to była norma. Dopiero przy 3x10 blat zaczął się kurczyć i tam standardem był układ 40/30/20. Zatem obaj macie rację.
Ja mam fulla ze skokiem 120 z 3x9 i też mi się 1x nie widzi. Siedzą tam Mezcale na DT Swisach, to się świetnie toczy i samo jedzie. A przynajmniej tak mi się zdawało, bo od tego roku mam też gravela i to przepaść jest. Dzisiejsze MTB tego nie oferują i trzeba się z tym pogodzić.
Ja w 2019 kupiłem MTB FS 130 mm z napędem 1x12 i nowoczesną, płaską geo. Przejeździłem cały 2019 rok w górach (1,5 kkm) i pod koniec sezonu trochę zmian w nim poczyniłem. Lżejsze koła, lepsze heble, inna winda i rower od tego nie jeździ jakoś wyraźnie lżej, choć zatrzymuje się z większą kulturą. W tym roku bym nawet nie myślał o gruzie, ale przez to, że bałem się jeździć pociągami to kupiłem i bardzo mi się spodobało, ale niepłaski teren, zwłaszcza ten w dół jednak wolę kąsać na MTB.
W necie pełno porównań graveli z szosą i z mtb. Szkoda, że nie ma z crossem. To i to hybryda. Ja sobie chyba dokupię szosę endurance do crossa, żeby spróbować czegoś innego. Van Ryssel z decathlonu wygląda nawet ciekawie.
Jako posiadacz jednego i drugiego, to są bardzo podobne rowery. Na jednym i drugim robiłem trasy grubo ponad setkę. Gruz jest trochę wygodniejszy przez możliwość złapania kierownicy na milion sposobów - baranek. Mój gravel też był/jest stabilniejszy od crossa, ale ja mam crossa z małą ramą, 50 cm przy 189 cm wzrostu. Gruza miałem z ramą 56 cm. Wiadomo, inna geo. Cross jest zwrotniejszy, ale też i mniej stabilny, zwłaszcza przy niskich prędkościach. Oczywiście jakbym miał crossa na ramie np. 52 cm już byłby stabilniejszy, ale mi to nie przeszkadza. W crossie mam też szerszą kierownicę, 56 lub 58 cm. Oczywiście prostą z króciutkimi rogami na końcach tak, abym mógł choć na dwa sposoby trzymać kierownicę. Choć obecnie w crossach montują kierownice nawet po 70 cm i to nie jest zły kierunek bo w MTB mam 75 cm i krótki mostek, co zapewnia bardzo dużą stabilność i precyzję kierowania. Łatwo kontrolować przednie koło, np. w sypkim piasku. Ja jednak pod tym względem mam old school, mostek 110 mm, oczywiście skosem w dół i prostą, wąską kierownicę. Stąd w gravelu te flary w kierownicy. Żebyś mógł w terenie wykorzystać dolny chwyt gdzie trzymasz kierownicę nieco szerzej i wtedy jest łatwiej kontrolować rower.
Ja w swoim krosie po tym sezonie wywalam amortyzator i zamieniam na sztywniaka... zobaczymy co to da?
Będzie lżej, zwłaszcza na podjazdach. Będzie też mniej komfortowo. Ja z amorem, bardzo dobrym i lekkim jak na amora, Marzocchi TXC jeździłem na slickach 32 mm, bitych na kamień. Po wstawieniu sztywnika, zmieniłem opony na 40 mm (obecnie na 35 mm), bo było zbyt twardo. Choć z czasem wydaje mi się, że trochę za bardzo bałem się spuścić powietrze. Generalnie, crossa mam całkowicie alu. Miał być widelec karbą, ale ten co kupiłem (Java) miał tak przekoszone mocowanie zacisku hamulca, że nie dało się go ustawić. Oddałem i odzyskałem kasę. Nie mogłem niczego trafić w dobrej cenie i ostatecznie kupiłem widelec alu. Zatem karbonowe mam tylko 2 cm podkładek pod mostkiem. Całkowicie alu rower waży mniej niż 10 kg. I to czuć, choćby podczas tego jak się zbiera przy deptaniu na pedały.
O tym też myślałem, tylko sporo zmian by było, bo amor na sztywny karbonowy widelec, cały napęd do zmiany na pojedynczy blat z przodu. Koła może na jakieś lżejsze.
Jak masz dobrą ramę i lubisz rower to warto inwestować. Jak nie, to lepiej kupić lub poskładać coś nowego.
Wiesz w moim krosie mam dość ciężkiego, sprężynowego Suntura. Nie ważę zbyt dużo, bo 72kg więc ten amor nie wiele mi daje.
Ja tam nie wiem co to znaczy dobra rama. Jeździ się ok. Jak był nowy, to przeżyłem szok, jak to lekko jeździ w porównaniu z jakimś tanim marketowym MTB, którego kupił bratu ojciec. Ramę mam bodajże 16,5 cala albo 16. Na mój wzrost 168 cm może być. :) Musiałbym więcej popróbować, żeby wiedzieć, co jest fajne, a co nie.
Ja też ważę gdzieś 69-72 kg, ale amor coś tam daje. Wrocław jest usłany kostką, kocimi łbami i dziurami. :P
Dzisiaj wpadłem do mechanika odebrać część gratów do gruza i stał w serwisie MTB elektryk FS na kołach 27,5" z oponami plus size.
Tak sobie go spróbowałem podnieść i już nigdy nie powiem, że moje MTB jest ciężkie. Jak w takim elektryku padnie bateria to się robi niewąski lipton. Już rozumiem czemu Park Tool wypuścił stojaki serwisowe z elektrycznym podnoszeniem roweru. Mam nadzieję, że jak będę potrzebował e-bike to już trochę te rowery schudną.
Zależy gdzie to aku padnie, bo jeśli pozostało po prostemu i asfaltowemu do domu, to nie ma problemu z kręceniem bez prądu (zależy jeszcze od silnika, bo to różne patenty mają, dające różne opory). Jak kiedyś wypożyczyłem takiego bajka, to próbowałem tak jechać i było bez dramatu. Inna sprawa, by tego prądu nie zabrakło. Są na to takie metody jak: zabieranie ze sobą ładowarki i podładowywanie po schroniskach, max. oszczędzanie aku jeżdżąc na "normalnej" kadencji i stosując zmianę przełożeń, no i po prostu trzeba się nauczyć zasięgu swojego bajka i tak planować trasę, by wrócić z kilkoma jeszcze elektronami w zapasie.
Obecnie widzę tendencję do montowania coraz większych bateri do bajków, kiedyś normą było te 500 Wh, teraz coraz częściej widać 600-700Wh i więcej
- - - - kolejny post - - - - - -
Siema
Ja to bardziej jednak was czytaj niż aktywnie prostuję, się wiecie, jest potrzeba, jest pytanie.
Lampka do roweru, budżet jakieś 100-200 PLN, taka na nocne jazdy po lesie. Ktoś coś? Nie chcę trafić na kolejne dziadostwo, z lichą baterią.
Dodatkowo jakbyście mogli polecić jakąś czołówkę, będzie super.
Dzięki z góry
Wysłane z mojego HD1903 przy użyciu Tapatalka
Aż dziw, że jeszcze Ci nikt nie polecił najpopularniejszego rozwiązania oświetlenie na rowerz, czyli Convoy'a na 18650 z kolimatorem w paski. Jeśli jazda szybka/grawitacyjna po lesie, to jeden będzie mało, trzeba by uzupełnić drugim (tu można by dać zwykły-dalekosiężny odbłyśnik).
W elektrykach najbardziej brakuje rewolucji w zasilaniu.
Kilka lat temu w Bośni jeździł z nami taki starszy gościu na elektrycznym trekingu Cube. Woził ze sobą dwa zapasowe akumulatory. Mówił, że jeden wystarcza na ok. 50 km. Cisnął pod górę bez wysiłku, niejednokrotnie wyprzedzając wszystkich. Mówił, że to jedyna możliwość jazdy dla niego, bo po operacji przepukliny na zwykłym rowerze raczej by rady nie dał.
Jak dla mnie to trochę za dużo tej elektryki w rowerach, elektryczne przerzutki, sztyce, napędy. Sam się zastanawiałem tylko nad przerzutkami, ale odpuściłem. Najbardziej zawansowaną elektryką jaką posiadam to zasilanie lampek z dynamo w piaście przedniego koła w miastowym rowerze.
Jeszcze sobie przypomniałem z oszczędzaniem aku, że można korzystać z kolejek, jeśli takowe się znajdują na naszej tripowej trasie. W tym przypadku trzeba jednak liczyć się z ograniczeniami masy elektro-rowerza, gdyż są co do tego limity gdzie nie gdzie. Świetnym ułatwieniem życia wtedy, jest wyjmowany w prosty sposób aku, można wtedy zapakować go do plecaka i masa bajka spada raptownie.
Z zasilaniem jest coraz lepiej, wprawdzie nie ma jakiejś rewolucji w tym temacie, ale z aku 750Wh w takim np. Bullsie i szybką ładowarką (niestety trochę przez to przyciężkawą) można tripować cały dzień już spokojnie. Nowe silniki też pewnie mniej trochę zużywają prądu, ale najważniejsze i tak jest zarządzanie energią i dobre planowanie trasy, z czego można zrobić dodatkowy atut wycieczki :)
Mnie elektryki bardzo kręcą i wiem, że będę do takiego celował za jakiś czas. Z wyrobioną jakąś tam kondycją na analogu + wspomaganie daje mi komfort planowania eksploracyjnych tripów po górach dłuższych niż obecnie, z którymi mam problem
Mnie na razie nie kręcą, bo daję radę na normalnych rowerach. Przyglądam się jednak, bo pewnie też mnie to czeka za jakiś czas, przynajmniej w MTB. Choć dziś mijałem się z dwoma gośćmi na elektrycznych szosówkach Treka.
Dzisiaj wpadłem do mechanika odebrać część gratów do gruza
Polecasz jakiegoś rowerowego magika we Wro?
Tak jak mnie nigdy praktycznie w ściganiu się w XC i na szosie nikt nie wyprzedził a zawsze ja narzucam tempo to ostatnio pod górę na asfalcie e-bike był szybszy. Jak weszły na rynek parę lat wstecz to po płaskim ścigałem się i byłem górą, one szły do 45km/h, więc je odstawiałem.
Co myślę o e-bike, ano to że odbiera to przyjemność z jazdy, wysiłek i trening oraz pokonywanie swoich barier w wysiłku i osiągnięciach.
Gdybym z przymusu miał wejść w ten typ roweru to prędzej bym kupił motocykl.
Zasada jak rower to wysiłek, no ale ja nie jeżdżę spokojnie tylko ściganie i podnoszenie wyników.
Polecasz jakiegoś rowerowego magika we Wro?
To czego nie ogarnę samemu, zwykle zanoszę do młodego Krajka.
Krajeksyn na Bulwarze Ikara. Nie korzystam z innych serwisów, chyba że muszę.
W lecie ma sajgon z terminami. W zimie ma najczęściej zamknięte i jest tylko pod telefonem. Najlepiej jest wczesną wiosną, zanim się na dobre ciepło zrobi i jesienią, tak teraz.
- - - - kolejny post - - - - - -
Gdybym z przymusu miał wejść w ten typ roweru to prędzej bym kupił motocykl.
Ja dosyć regularnie mijam kolesia co jeździ na czymś co w zasadzie powinno być zarejestrowane jako elektryczny motocykl. Koleś chyba nie musi nawet pedałować.
Wielu ludzi konstruuje takie rowery, bo to na pewno nie jest seryjna produkcja, tylko dlatego, że u nas nikt tego nie ściga. Mają pojazd, który udaje rower w związku z tym nikt się nie będzie czepiał jak będą jeździli np. chodnikami, bulwarami czy po lesie. Z drugiej strony mają maszynę, która pozwala poruszać się z prędkością drogową bez konieczności wysiłku i uprawnień do tego wymaganych.
Swego czasu jeżdżąc z fabryki mijał mnie koleś na miejsko trekingowym rowerze elektrycznym. Samoróbka z silnikiem w tylnej piaście. Raz nawet z nim gadałem, okazało się, że 17 km to dla niego za dużo na zwykły rower.
Raz gadałem z kolesiem co jechał rowerem cargo też ze wspomaganiem, ale tym legalnym i tu rozumiem sens. Zwłaszcza, że jak mówił do tego roweru można załadować 30 kg ładunku, do daje maszynę o masie ok. 50 kg.
Był przypadek w Polsce w Łodzi czy Lublinie, że rowerzysta jadący po chodniku potrącił kobietę na przystanku autobusowym. Kobiecie w zasadzie nic się nie stało, ale rowerzysta wziął tak upadł, że umarł. Dopiero po fakcie okazało się, że jechał taką samoróbką elektryczną, która podobno nawet do 70 km/h mogła się rozpędzać. Oczywiście zarzutów nie było już komu postawić. Na YT też jakiś koleś miał kanał co pokazywał jak sobie taki pojazd skonstruował i jeździł po stolicy z prędkościami ponad 70 km/h. Potem się okazało, że jeździł bez kasku nawet, bo jak sam stwierdził nie znalazł jeszcze takiego co by mu się podobał. Potem lasce swojej tez taki rower zrobił i chełpili się jak to lubią wkurzać szosowców na podjazdach. Taki typowy atencjusz. Zablokowałem propozycje jego kanału na swoim YT. Niedawno widziałem apel, że ktoś im skubnął te pojazdy i proszą o pomoc. Cóż, siejesz i zbierasz.
Wszystkie testy wykazują, że przy podobnej klasie kolarzy zwykłe rowery na podjazdach nie mają startu do elektryków. Piszę oczywiście o zwykłym wspomaganiu do 25 km/h.
Ja się nie ścigam ale podjeżdżać lubię i wiem, że jak przestanie mi to dawać satysfakcję, to będzie ten moment, żeby zacząć szukać elektryka.
Takie e-rowery bez blokad prędkości są niebezpieczne bo często jeżdżą nie ulicą tylko po DDR lub w parkach. A wiadomo że to kusi do prędkości.
Jak znam siebie z moim konserwatywnym podejściem to pewnie wiekowo już się mentalnie na to nie załapię.
Tak jak pisałem albo rower i wysiłek albo motocykl. No ja niestety tego nie rozgraniczę. Zresztą kraje zachodnie i mieszkańcy idą w kierunku ćwiczen i podtrzmania kondycji do późnej starości. Mimo to jak zwykle życie kieruje co po niektórych na zasadzie trendu i mody, więc to rozumiem. Ale jak będzie tak że młodzież wybierze e-bikea aby się nie męczyć to wesoło nie będzie. Póki co jeszcze cenowo to stanowi jakąś tam barierę.
Z e-bajkami będzie podobnie, jak w przeszłości z aparatami cyfrowymi. Na początku 35-milimetrowcy : jakie to złe i niedobre, a teraz mają po kilka cyfrówek i jakoś szybko zapomnieli o swoich ideałach.
Kiedyś fajnie zauważył na vlogu pewien e-bajker, że najwięcej krzyczą Ci na e-bajki "jakie to oszustwo, tak się wspomagać", którzy sami kolejkami i wyciągami śmigają, aż miło :D, zamiast na swych kulasach pomęczyć się chwilkę
E bike to zło ;-) apropos Lublina, jadąc do pracy ścieżką przy Bystrzycy mija mnie facet na elektryku chyba swojej roboty, chyba bo jeszcze nie miałem okazji się zapytać...jadę w okolicach 30km/h, a koleś mnie mija jak furmankę w ogóle nie pedałując. Wg mnie jak ktoś jest zdrowy, ma obie nogi, nie jest bardzo stary to jazda na elektryku to poprostu wstyd.
Z e-bajkami będzie podobnie, jak w przeszłości z aparatami cyfrowymi.
Raczej nie będzie. Chyba, że dojdzie do takiej miniaturyzacji, że rowery przestaną wyglądać jak maszkarony i ważyć tyle co mastodont.
Zresztą porównanie nietrafione. Cyfryzacja aparatów pozwoliła wyeliminować (JPEG) lub bardzo skrócić (RAW) czas i nakład pracy potrzebny do uzyskania zdjęcia. Napęd elektryczny w rowerze dokłada obowiązków i wydłuża czas potrzebny na przyszykowanie roweru do jazdy. Ja sobie bardzo cenię prostotę roweru i jego gotowość do jazdy w dowolnie wybranym przeze mnie momencie. To co piszesz o wożeniu w plecaku ciężkiej ładowarki i martwienie się o gniazdko. Ja jedyne o co się martwię, to, żeby kolejka po piwo nie była za długa.
Musiałaby powstać infrastruktura wspierająca rowery elektryczne, czyli stacje do ładowania pod schroniskami. W Austrii, Niemczech czy Szwajcarii pewnie tak będzie, bo tam emeryci i nie tylko, są na tyle kasiaści, że kupują e-bike i jeżdżą. U nas większość rowerów elektrycznych w górach to wypożyczone, a te nie potrzebują ładowarki pod schroniskiem, bo na tyle co potrzebuje niedzielny rowerzysta górski to wystarczy co naładuje wypożyczalnia.
Kiedyś fajnie zauważył na vlogu pewien e-bajker, że najwięcej krzyczą Ci na e-bajki "jakie to oszustwo, tak się wspomagać", którzy sami kolejkami i wyciągami śmigają, aż miło :D, zamiast na swych kulasach pomęczyć się chwilkę
Raz jeden w życiu wywiozłem wyciągiem rower do góry. Na Czarną Górę i to trzymając rower w rękach z podniesionym zabezpieczeniem przed wypadnięciem. Ja nie mam nic przeciwko rowerom ze wspomaganiem, bo to nadal rowery. Przeciwny jestem tylko nazywaniu rowerami pojazdów, które nimi nie są.
. Ja nie mam nic przeciwko rowerom ze wspomaganiem, bo to nadal rowery. .
Ale ja cały czas o takich mówię, zawsze to powtarzałem, takie w których się nie pedałuje, w ogóle mnie nie interesują i takowe można śmiało krytykować
siemalysy
08-11-2020, 12:35
Z e-bajkami będzie podobnie, jak w przeszłości z aparatami cyfrowymi. Na początku 35-milimetrowcy : jakie to złe i niedobre, a teraz mają po kilka cyfrówek i jakoś szybko zapomnieli o swoich ideałach.
Kiedyś fajnie zauważył na vlogu pewien e-bajker, że najwięcej krzyczą Ci na e-bajki "jakie to oszustwo, tak się wspomagać", którzy sami kolejkami i wyciągami śmigają, aż miło :D, zamiast na swych kulasach pomęczyć się chwilkę
Chyba wiem, o którym vlogu piszesz :-) W każdym razie, na razie dostęp do e-bików jest na tyle trudny bo koszty już sensownego roweru (myślę o rowerze trail lub enduro) są dla przeciętnego Polaka duże. Zostają wypożyczalnie, ale wydaję mi się, że większość ludzi wypożyczających te rowery nie umie i może nie wie jak z tych rowerów korzystać.
Odwiedźcie sobie kiedyś Góry Izerskie w środku lata, przy dobrej pogodzie. Tylko nie single koło Świeradowa, a normalne szlaki, bliżej Jakuszyc. Najlepiej pieszo, bo rowerem będzie męczarnia ze względu na tabuny ludzi, którzy nie umieją jeździć w górach.
E bike to zło ;-) apropos Lublina, jadąc do pracy ścieżką przy Bystrzycy mija mnie facet na elektryku chyba swojej roboty, chyba bo jeszcze nie miałem okazji się zapytać...jadę w okolicach 30km/h, a koleś mnie mija jak furmankę w ogóle nie pedałując. Wg mnie jak ktoś jest zdrowy, ma obie nogi, nie jest bardzo stary to jazda na elektryku to poprostu wstyd.
Chyba że jedzie do pracy i nie chce się upocić jak świnia. E-bike to po prostu coś innego i do czegoś innego służy niż zwykły rower. No chyba, że jakiś e-mtb dla osób, które nie lubią podjazdów. :P
Kwestia kondycji i temperatury zewnętrznej Ja drogę do fabryki mam 12-19 km, zwykle mam na niej średnią nie mniejszą niż 25 km/h i nie przyjeżdżam na tyle upocony, aby wymagało to brania prysznica na przykład. Tylko kondycji nie zrobi się kręcąc ze wspomaganiem.
Kwestia kondycji i temperatury zewnętrznej Ja drogę do fabryki mam 12-19 km, zwykle mam na niej średnią nie mniejszą niż 25 km/h i nie przyjeżdżam na tyle upocony, aby wymagało to brania prysznica na przykład. Tylko kondycji nie zrobi się kręcąc ze wspomaganiem.
Ot i mądrego przyjemnie "posłuchać" ;-)
superkomornik
08-11-2020, 19:28
Polecasz jakiegoś rowerowego magika we Wro?
Będzie autoreklama :P Bike Ski Center na Litewskiej
Aż dziw, że jeszcze Ci nikt nie polecił najpopularniejszego rozwiązania oświetlenie na rowerz, czyli Convoy'a na 18650 z kolimatorem w paski. Jeśli jazda szybka/grawitacyjna po lesie, to jeden będzie mało, trzeba by uzupełnić drugim (tu można by dać zwykły-dalekosiężny odbłyśnik).
Ta opcja wygląda ciekawie. Mam teraz więcej czasu, bo covid nie uziemił, więc muszę swoje odchorować, a po dniach spędzonych w łóżku i przespanych w większości, będę musiał wrócić na rower i jednak trochę pojeździć. Oby pogoda dała taką szansę. Na pewno te Convoy'ie sobie sprawdzę.
Dzięki
matys ja kupiłem w marcu Convoya S2+ na SST40 1800lm, w zasadzie wystarcza mi 2 tryb ok 300lm w 95% jazdy. Ale jak odpalę te 1800lm przy szybkich zjazdach asfaltem z większych górek, no to jest Power jak z xenona samochodowego;-)
Wysokie tryby powyżej 900lm to tylko bardziej bezpieczeństwo przy szybkiej jeździe, nic więcej. Ale polecam, mimo wszystko bo to uniwersalne EDC, nie tylko na rower ;-)
A jeszcze wracając do e-bików, to dziś widziałem kilku gości sączących browara przy ryneczku w Pszczynie, mieli Heibike'i wielkości jak bydle rogate, pewnie też nie tanie, ale nóg i ud nie mieli wyprofilowanych. Myślę, nie obrażając nikogo, że to zasobność portfela skłania do zakupu takich zachcianek a nie wykorzystanie takich rowerów. No a jak już na takowe wsiadają (nie mam namyśli górzystego terenu), tylko nizinne i parki, to dam sobie głowę uciąć, że w znacznej mierze jadą na aku aniżeli pedałują ;-)
No i tak to nawet z modą rowerową jest, kasa determinuje popyt na takie cuda...
Może to dobrze. "Analogi" wyjdą z mody i ceny spadną? :P
Chcialbym dokupić pare rzeczy do roweru. Konkretnie
-pompkę
-koszyk + bidon
-torbe na kierownice zeby wsadzic tam telefon (note 8t) + powerbank
-torbe pod ramę na dętke i jakies drobiazgi.
Możecie polecic coś budżetowego? Nie chce wydawać miliona monet. Nie potrzebuje na zaraz, może byc a Aliexpress np.
Koszyk SKS Topcage, mam takie w kilku rowerach i jest OK, bidon nie wylata.
Bidon Camelback Podium, to MZ lepiej kupić coś markowego z pewnego źródła, żeby przy każdym łyku nie wciągać połowy tablicy Mendelejewa.
Również polecam bidony Camelback Podium, brak zapachu tworzywa/plastiku. Można też kupić wersję trial z zatyczką ustnika. Pompka Lezyne HP DRIVE S ABS, malutka, ma dwa wyjścia preste i samochodowy.
siemalysy
09-11-2020, 21:40
Też mam bidon Camelback i mogę go też polecić jak zrobili to koledzy wyżej. Co do pompki, to może zastanów się nad głowicą i nabojem CO2.
Ja też polecę Lezyne, tylko taką. Maleństwo, waży nic, bije do 11 barów, zawory Presta i Schrader. Poza tym świetna jakość wykonania, no i firma z US.
45077
Ja mam dwie Lezyne, jedną HP - high pressure, do wąskich opon i jedną HV - high volume do szerokich kapci. Obie w wersji z barometrem w wężyku.
O ile ta HP jest świetna, przy oponach 32-35 mm wystarczy parę razy machnąć i jest OK, a barometr jest wcale precyzyjny, o tyle HV to porażka. Trzeba się namachać znacznie więcej niż w poprzedniej Topeak, a wskazania barometru nijak się mają do rzeczywistości. Mam zewnętrzny barometr Schwalbe, ale pomyślałem sobie, że zamiast dwóch gratów mogę wozić jeden, zwłaszcza, że mam dobre doświadczenia z HP, ale akurat nie tym razem.
Jakiej pompki byś jednak nie kupował, kup taką z wężykiem, jest znacznie wygodniejsza w obsłudze niż te na sztywno podpinane pod wentyl.
We Wrocku jest firma, która składa fajne rowery i pozwala na customowe malowanie.
https://cdn.shoplo.com/6416/products/th1024/aaao/4250-dsc3715.jpg
https://scontent.fpoz4-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/121614149_3608761046005818_4986960663104814899_o.j pg?_nc_cat=105&ccb=2&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=x2gzT9 xxB9QAX9znq9x&_nc_ht=scontent.fpoz4-1.fna&oh=a64dbcd5fa538c45ca0395000e859e6a&oe=5FD0D CA2
Kurdę, kupić najtańsze, białe Baleno, żeby nie dopłacać za wygląd, a ślinić się do roweru. :P
Są, bo znam dwie oferujące dowolność malowania.
Z jednej z nich nawet czekam na frameset do gruza. Ale mnie się takie pstrokate rowery nie podobają, zatem zamówiłem malowanie jednobarwne.
Ja bym zamawiał w takim malowaniu, jakiego się pragnie. Lepiej się jeździ na rowerze, który się podoba. Aczkolwiek nawet na białym framesecie można złożyć rower, który zwraca uwagę. Wiem bo miałem białaSSa i czasem nawet obcy ludzie mi mówili, że ładny rower.
Ile sobie życzą za takie indywidualne malowanie? Trek od zeszłego roku oferuje też taką usługę, ale jak zobaczyłem cenę, to padłem na cyce. Zwłaszcza, że trwałość ich malowania nie jest jakaś rewelacyjna.
Trek Project One - widziałem, że ceny takich rowerów to 40-50k. xD
Loca - rowery tak po 8000-10000 zł, ale da się taniej jakiegoś prostego single speeda.
Loca za gravelovy frameset alu rama i widelec karbą, stery i osie liczy sobie 2300 zeta. W tej cenie jest jednobarwne malowanie. Jak chcesz coś ekstra to wyskakujesz z dodatkowych kilku stówek.
Jak pytałem pod koniec września to terminy mieli na styczeń, ale miałem się zdecydować na początku października najpóźniej, co i tak by mi dało miejsce ok. 40 w kolejce.
No, ale z korbą, kołami i napędęm wyjdzie już grubo. :P I ja bym wolał to mieniące się malowanie. :>
Rowery w zeszłym roku mocno podrożały, bo popyt mocno przewyższył podaż. Widok pustych haków w Decathlonie bezcenny. W tym roku raczej nie zanosi się na inną sytuację. Jeżeli epidemię uda się opanować to może tak, nieco ten pociąg wyhamuje. Ceny jednak nie będą rosły bez końca, choć jak na przykład patrzę na model Treka, który kupiłem na początku 2019 to cena modelu z 2021 jest o niemal 25% wyższa. W cenie obecnego modelu, te prawie dwa lata temu mogłem kupić model wyższy lub taki z ramą z włókna węglowego.
Ja zamówiłem ramę u Hultaja, drugiej wrocławskiej manufaktury. Tylko takiej z prawdziwego zdarzenia, Loca ściąga gotowe, niepomalowane ramy z Tajwanu, Hultaj spawa na miejscu wg życzeń klienta. Ceny są bardzo podobne. Terminy u Hultaja krótsze.
A to dobrze wiedzieć, chociaż nie się az na tyle nie znam, żeby mieć jakieś życzenia specjalne.
Korzystacie z garmina/wahoo? Są na to jakieś gotowe plany treningowe na poprawę kondycji?
https://www.mediaexpert.pl/smartfony-i-zegarki/nawigacje-gps/przenosne-systemy-nawigacyjne/odb-do-nawigacji-rowerowej-garmin-edge-520-plus-gps?utm_source=Internal&utm_medium=link&utm_campaign=2019.07.00_Internal&utm_content=c112115f1c81e4f4b74a738aef045c30
https://www.3athlete.pl/liczniki-kolarskie/3469-komputer-rowerowy-elemnt-wahoo-z-modulem-gps-850010131047.html
Wiem, że w najnowszym Garminie 1030 Plus będziesz miał sugestie treningowe na podstawie tego, co jeździsz. Ale raczej próbował bym coś zgłębić na własną rękę i raczej wystrzegaj się "trenerów internetowych"
Ja korzystam z Garminów, na rower akurat z dwóch, Edge 520 + i Edge 1000, ale wszystkie funkcje treningowe powyłączałem. Przynajmniej te które umiałem. Został mi wirtualny przeciwnik i podsumowanie progów po jeździe o ile mam pulsometr. Na zwykłą poprawę kondycji wystarczy regularnie jeździć.
Plany treningowe, to raczej przy startach w zawodach.
siemalysy
12-11-2020, 18:24
Hej :-)
Jak macie chwilę i lubicie tego typu produkcję to zajrzyjcie dziś o 18 na festiwal online: Małopolska MTB FILM Festival 2020 (https://www.facebook.com/events/308778240277856/). Liczę na ciekawe kino. Jedynie szkoda, że będzie za pośrednictwem FB,a nie chociażby You Tube.
Ja korzystam z Garminów, na rower akurat z dwóch, Edge 520 + i Edge 1000, ale wszystkie funkcje treningowe powyłączałem. Przynajmniej te które umiałem. Został mi wirtualny przeciwnik i podsumowanie progów po jeździe o ile mam pulsometr. Na zwykłą poprawę kondycji wystarczy regularnie jeździć.
Plany treningowe, to raczej przy startach w zawodach.
Dosyć mocno musiałbym tę kondycję poprawić, bo ciężko mi sie w górach chodzi, a chciałbym wejść w niektóre miejsca. Inna sprawa, czy to jest w ogóle możliwe, bo może to jakoś genetycznie jest problem. Biegałem kiedyś ze 2 lata i dalej było słabo. Najwięcej chyba z 10 km przebiegłem. Zółwim tempem.
Jeżeli masz dwie nogi, nie jesteś na nic chory i nie masz 129 lat to jest wszystko możliwe. Tylko szeroko pojęty ruch czy sport wymaga - konsekwencji, ustalenia realnych celów i zadowolenia z tego co się robi. Wiadomo jak masz już trochę lat na karku, a wcześniej nic nie robiłeś to będzie ciężej, ale jeszcze raz powtórzę wszystko jest jak najbardziej możliwe.
Mnie się też ciężko po górach chodzi, ale nie kondycyjnie, a mięśniowo. Do chodzenia czy biegania używa się innych mięśni niż do jeżdżenia. Narty biegowe podobno dobre dla rowerzystów są.
Mnie się nie udawało zrzucić masy, a jeździłem niemal codziennie. W tym roku od marca pracuję zdalnie i już na wiosnę miałem czas i siły wyskoczyć na 2-3 h po pracy na rower. I zamiast z trudem wyjeżdżonych 250 km w tygodniu bez problemu zrobiło się ponad 300, raz jak miałem urlop i nowy rower pykłem ponad 500 i rzut masy sam nastąpił.
Jeżeli masz dwie nogi, nie jesteś na nic chory i nie masz 129 lat to jest wszystko możliwe. Tylko szeroko pojęty ruch czy sport wymaga - konsekwencji, ustalenia realnych celów i zadowolenia z tego co się robi. Wiadomo jak masz już trochę lat na karku, a wcześniej nic nie robiłeś to będzie ciężej, ale jeszcze raz powtórzę wszystko jest jak najbardziej możliwe.
Ja głównie siłowy byłem prawie całe życie. Gdzieś pod koniec podstawówki zaczęły się pompki i podciąganie, potem siłownia, znowu kalistenika + bieganie. Znowu ciężary i znowu kalistenika. :P Biegałem ze 2 lata, ale dalej było słabo. Czy jestem zdrowy, to nie jestem do końca pewny. Po studiach kupiłem sobie crossa i cisnąłem codziennie z godzinę dosyć wysokim tempem (tak, żeby mnie piekły uda). Zdarzały się omdlenia po zakończeniu wysiłku. Dopóki się ruszałem było spoko, ale jak usiadłem po, to często zgon. :P Byłem u lekarza. Dali mi dwa holtery, zamiast zrobić próbę wysiłkową i odpuściłem ich sobie, bo miałem wrażenie, że nie chcą mnie zdiagnozować, tylko kasę wyciągać. Bez wysiłku nie mam takich problemów. Od dawna w sumie ostro nie cisnąłem, nie wiem, jakby teraz było.
Jeżeli masz/miałeś problemy z sercem to radzę Ci się udać do dobrego specjalisty. A ciśnięcie na maksa każdy trening/wyjście to napewno dobre rozwiązanie nie jest.
EKG wyszło ok, holtery też. Próby wysiłkowej nie robili.
siemalysy
12-11-2020, 22:56
Umbra, a może w Twoim przypadku, żeby zrobić jakąś kondycję, bazę do czegoś więcej, to spróbuj może od małych kroków. Zacznij jeździć rowerem, ale delikatniej, nie tak do zajechania. Coraz to dłuższe dystanse, ze zwiększonym tempem po pewnym czasie. Może będzie korzystniej.
Tak od dawna robię. :) Tylko coś z pozycją na crossie nie mogę dojść do ładu i stąd pomysł na jakiś inny rower.
Podstawą treningu do sportów wytrzymałościowych ( bieganie, kolarstwo itp) jest trening o niskiej intensywności - można to określić jako bazę, pozostałe ok. 20-30% całości to będą różnego rodzaju interwały, tempa, wytrzymałość szybkościowa, ogólnie te treningi, które nas mocno poniewierają. Nigdy odwrotnie, a wielu amatorów, którzy postanowili coś ze sobą zrobić ma bardzo duży problem ze zbilansowaniem treningu i wychodzi z tego jedna wielka klapa począwszy od braku jakichkolwiek postępów, a na kontuzji skończywszy.
Jeżeli jesteś zdrowy to jedyne co Ci potrzeba to chęci. Jeździj jak najczęściej, spokojnie, a forma przyjdzie. Jak okrzepniesz zainwestuj w pulsometr, i wiedzę o swoich zakresach tętna, ale narazie, jeżeli chcesz się poprawić, schudnąć jeździj, poprostu.
to ja może napiszę jak było u mnie. Nie jeżdzę cały rok, nie jeżdżę tez codziennie - ot wskakuje na siodło jak mi się zechce by zrobić wycieczkę. Po kupnie roweru zaplanowałem trasę na 47km, pojechałem bez żarełka i za mało piłem. Wjeżdżałem do miasta na oparach sił, rano ból. Potem zacząłem jeżdzić częściej i częściej - ruszam z odpowiednimi przekąskami, uzupełniam płyny i raczej cisnę tak spokojnie. Traski po 100km+ wchodzą bez problemu, nie mam wybitnej kondycji ale spokojne systematyczne jeżdżenie przynosi efekty. Ja na trasach średnia mam około 22km/h. Jeżdżę spokojnie i z czasem wytrzymałość pojawia się sama. I moc tez bo widziałem że lepiej na podjazdach mi niż na początku przygody.
Najważniejsze w tym wszystkim jest poznać swoje możliwości i powstrzymać się od przeginania. Ja zwykle dobieram tempo do dystansu. 100 km po szosie mogą przejechać ze średnią do 27 km/h. Jednak jak jadę na dłuższe trasy to średnia spada do ok. 23 km/h i pilnuję, żeby na początku, jak człowiek jeszcze pełen sił, nie cisnąć ile fabryka dała, bo spalę się i potem będzie bardzo ciężko. Z trasy 150 km nie wracam zajechany jak koń po westernie, choć to już nie te czasy co 20 lat temu. Wtedy mogłem wstać o 4 rano, do wczesnego popołudnia hasać po górach rowerem, zregenerować się w pociągu i wieczorem pójść na miasto, gdzie powrót mógł być nad kolejnym ranem. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy, ale jak ma się świadomość własnych możliwości to jednak dużo można.
Ja na trasę ok. 50 km zabieram tylko jeden bidon 0,6 l. Raz nawet i tego zapomniałem, ale pod sam koniec zajechałem na jedną z wrocławskich plaż i kupiłem małe piwo, które wypiłem duszkiem. Nawet w taką pogodę jak obecnie zabieram pełen bidon, ale zdarza się, że przywiozę ponad połowę z powrotem. Na dłuższą trasę zabieram dwa bidony i jeszcze zapas wody do sakwy podsiodłowej, do tego jakieś batony i małą puszkę 0,2 l Pepsi. Po drodze jak mogę to korzystam z możliwości wypicia piwa. Nie mam na myśli takiego kupionego w sklepie, tylko normalnie w barze, restauracji czy pubie.
Była rozmowa o customach, więc podzielę się napotkanym egzemplarzem, może kogoś zainspiruje;)
45361
Po ustawieniu siodła widać, że jedno dziecko wystarczy.
Moze babeczka tym jezdzi?
Musi być bardzo wysoka o ile te koła to 28".
siemalysy
18-11-2020, 00:05
Była rozmowa o customach, więc podzielę się napotkanym egzemplarzem, może kogoś zainspiruje;)
...
Budowa tej maszyny musiała się odbyć w konwencji: Szwagier zaufaj mi, jestem inżynierem :-D
Miłego wieczoru :-)
Te komupterki Wahoo/Garmin potrafią programować trasę uwzględniając rodzaj drogi i ruch?
Budowa tej maszyny musiała się odbyć w konwencji: Szwagier zaufaj mi, jestem inżynierem :-D
Trochę to przypomina konstrukcję makrokesza, którego jeszcze czasem widuję. Tam górna rura ramy przechodziła w płetwę, która pełniła rolę tylnego błotnika. Chyba, że to był spojler stabilizujący rower przy długich lotach.
Te komupterki Wahoo/Garmin potrafią programować trasę uwzględniając rodzaj drogi i ruch?
Nie wiem jak Wahoo, ale Garmin ma możliwość ustawienia omijania pewnej infrastruktury. Możesz omijać autostrady i/lub drogi gruntowe. Nie są to jakieś bardzo rozbudowane opcje i wymagają mapy, na której będzie zaznaczony rodzaj nawierzchni. Natomiast odbiornik nie uwzględnia w żaden sposób natężenia ruchu na danej drodze. Urządzenie można sparować z telefonem, ale to też nie daje informacji o natężeniu ruchu.
Natomiast ja nie korzystam z wyznaczania trasy w samym odbiorniku. Trasę ręcznie wyznaczam w ridewithgps.com i wgrywam do odbiornika. Potem widzę ją nałożoną na mapę i jadę według śladu. Myślę, że większość osób tak jednak robi. Planowanie trasy rowerowej jednak nieco różni się od planowania trasy samochodowej. Nawet jak oba pojazdy korzystają z tych samych dróg.
- - - - kolejny post - - - - - -
Jeszcze jedno, jeżeli chodzi o zakupy to za chwilę może być najlepszy moment. Chodzi o czarny piątek i czarny tydzień. W dwóch poprzednich latach udało mi się kupić po bardzo okazyjnych cenach Garminy. Np. Edge 1000 bundle w cenie golasa. Trzeba tylko patrzeć na europejskie Amazony, bo w Polsce niestety słabo jest z solidnymi promocjami.
A propos wyprzedaży to czy Wam się rzuciło w oczy jakieś promocje na trenażery?
Ja się czaję na bundle od Wahoo, tylko gdzieś czytałem, że te czujniki od Wahoo ponoć nie są jakieś super i może bardziej opłaca się kupić samo urzadzenie, a czujniki z decathlonu. Ktoś ma jakieś doświadczenie? Na rower już się prawie zdecydowałem na Cannondale Synapse 105. :P
siemalysy
18-11-2020, 14:59
A propos wyprzedaży to czy Wam się rzuciło w oczy jakieś promocje na trenażery?
Z trenażerami to jest taki problem, że one się sprzedają jak świeże bułeczki bez promocji.
Mi pod koniec kwietnia labo na początku maja udało się kupić jeden dostępny w decathlonie. Pojawił się nagle i udało mi się go wyrwać. Obserwowałem przez jakiś czas grupy dotyczące Zwift i trenażerów i wniosek nasuwał się jeden, że tych urządzeń na rynku brakuje.
Obecna sytuacja jeszcze napędza sprzedaż trenażerów.
- - - - kolejny post - - - - - -
Trochę to przypomina konstrukcję makrokesza, którego jeszcze czasem widuję. Tam górna rura ramy przechodziła w płetwę, która pełniła rolę tylnego błotnika. Chyba, że to był spojler stabilizujący rower przy długich lotach.
...
Nie widziałem takich makrokeszów, albo widziałem i nie zwracałem na nie uwagi.
Ja się czaję na bundle od Wahoo, tylko gdzieś czytałem, że te czujniki od Wahoo ponoć nie są jakieś super i może bardziej opłaca się kupić samo urzadzenie, a czujniki z decathlonu. Ktoś ma jakieś doświadczenie? Na rower już się prawie zdecydowałem na Cannondale Synapse 105. :P
Ja od ponad 4 lat używam Garmina Edge 810 z mapami PL Topo, ale z aktualizacją z 2017 roku. Innych komputerków nie używałem. Trasy ogarniam sobie najczęściej na mapy.cz, ale zdarzało mi się też kiedyś na traseo. Następnie wrzucam je do urządzenia. Z wyszukiwania i planowania trasy na samym komputerku zdarzało mi się korzystać. Ale tylko w sytuacji jak trzeba było znaleźć jakiś sklep, charakterystyczny punkt geograficzny czy objechać fragment stworzonej na komputerze trasy.
Ja się czaję na bundle od Wahoo, tylko gdzieś czytałem, że te czujniki od Wahoo ponoć nie są jakieś super i może bardziej opłaca się kupić samo urzadzenie, a czujniki z decathlonu. Ktoś ma jakieś doświadczenie? Na rower już się prawie zdecydowałem na Cannondale Synapse 105. :PNie wiem jak tam czujniki od wahoo, ale te z deca są o kant czterech liter.
Jarek ma Wahoo i ma też czujniki do niego, nie wiem tylko czy oryginalne.
Nigdzie nie idzie teraz rowerów dostać. :/
No raczej, nawet przy normalnym roku to jest najtrudniejszy okres na zakup roweru. Teraz to się zamawia rowery, żeby je na wiosnę lub pod koniec zimy odebrać.
W tym roku jeszcze wjechał covid, który dodatkowo skomplikował sprawę.
Mam czujniki od wahoo i są super, pasek tętna co prawda zaczął szybciej zużywać baterie po 20 miesiącach, więc go odesłałem i dostałem nowy. Gwarancja działa u nich równie dobrze jak w garminie a urządzenia są moim zadaniem bardziej przyjazne.
Pasek tętna ma taki drobny bajer jak diody które migają jak go założysz i zaczyna działać, drobna rzecz a fajna.
Młody jeździ z garminem 530, ja mam bolta i na 100% bym się z nim nie zamienił ;)
Jak Garmin Edge z mapą to tylko z ekranem dotykowym. Mam 1000 i 520 +. Jak 1000 odesłałem do serwisu i chciałem korzystać z 520 tak, jak z 1000 to się okazało, że zwykłe przeskalowanie mapy jest wyzywaniem. W końcu jakoś tam ogarnąłem kuwetę, ale dobrze, że serwis szybko odesłał 1000.
Ja tez mam Wahoo, zaczalem od bolta i skonczylem na roamie, mialem Garmina 1000 i byl fajny ale trzeba miec doktorat i kontakty w NASA, zeby uzywac Garmina jak Bozia przykazala. Wahoo jest duzo bardziej przyjazny zwyklemu smiertelnikowi. Czujniory nowe Garminy i Wahoo wszystkie ok (bez magnesow, najnowsze Garminy maja ANT+ i BT, wczesniej samo ANT+, Wahoo od poczatku ma ANT+ i BT)
Jakby sie ktos pytal - zyje. Ze wzgledu na ilosc szajsu jaka sie zebrala w tym roku (stracilem ojca) przestalem jezdzic, sprzedalem rowery (zostal tylko jeden, stalowy Richard Sachs z 1995 roku), moze cos sie zbuduje w lutym. Mam nadzieje, ze u Was dziewczyny i chlopaki wszystko dobrze. Teraz pogoda sie zesrala ale wpadl gadzet do klubu to moze sie pobawie.
45427
Przy okazji mamy kolege w Bulgarii, co sie troche miga i marudzil cos o vEverestingu (dla tych co nie wiedza co to, info tu https://everesting.cc/, a v to od virtual bo bedzie robil w domu na stacjonarnym). Zalozyl sobie, ze jak mu nabijemy 1000 lajkow na stronie FB to dopiero wskoczy na rower (bo wierzy, ze nie dobije do tysiaca... tylko zapomnial ile mocy w ludziach w necie). Wiec jak macie chwile czasu, kliknijcie w link i dajcie chlopakowi lajka na pejdzu, bo chcemy zobaczyc jak bedzie plakal wspinajac sie na trenazerze przez 15h :twisted:
https://www.facebook.com/Stanislav-Grabchev-521542638271797
Niewiele zostalo - ze 180.
EDIT: Zepsulem forum, chcialem dodac zdjecie i sie zmienilo w tekst lol.
Jak Garmin Edge z mapą to tylko z ekranem dotykowym. Mam 1000 i 520 +. Jak 1000 odesłałem do serwisu i chciałem korzystać z 520 tak, jak z 1000 to się okazało, że zwykłe przeskalowanie mapy jest wyzywaniem. W końcu jakoś tam ogarnąłem kuwetę, ale dobrze, że serwis szybko odesłał 1000.Ja do tej pory nie umiem zmienić skalowania na ekranie z profilem wysokości w 530, a siedziałem nad tym dobrą godzinę i się poddałem ;)
W bolcie robię to jednym przyciskiem, tak samo wygląda skalowanie mapy, przyciski z boku i działa. W garminie żeby to zrobić trzeba wejść w menu, dla mnie dramat.
W garminie żeby to zrobić trzeba wejść w menu, dla mnie dramat.
Doktorat trzeba... Bolt nawet Stevie Wonder moze uzywac, bo nie trzeba grzebac tylko nacisnac przycisk i gotowe.
Niestety Garmin Edge z mapami i bez dotykowego ekranu to porażka ergonomiczna.
Co ciekawe jak jeszcze jeździłem z turystycznym 64s to tam wszystkie przyciski były na wierzchu i obsługiwało się go czasem nawet lepiej niż ekran dotykowy. Zatem mają know how, tylko nie chcą go użyć.
Wahoo z tego co czytałem powstał właśnie jako coś co ma być łatwe w obsłudze. Oni zaczynali od jakiegoś kickstartera czy coś koło tego i się ładnie rozwinęli.
I przedwczoraj wrzucili zegarek, wiec chca jeszcze wiecej z ciasta, ktore upiekl Garmin (i Polar i Suunto sie dobraly juz wczesniej). Zobaczymy co i jak...
BTW Wahoo Kickr Bike bajka, patrzac na cene Kickr+Climbr+rower na trenazer wychodzi podobnie w sumie, a kompletna paczka, tylko siadac i jezdzic (symulacja gradientu -15/+20% i inne pierdy), wbijajcie do mnie na testy.
Jakby sie ktos pytal - zyje. Ze wzgledu na ilosc szajsu jaka sie zebrala w tym roku (stracilem ojca) przestalem jezdzic, sprzedalem rowery (zostal tylko jeden, stalowy Richard Sachs z 1995 roku), moze cos sie zbuduje w lutym. Mam nadzieje, ze u Was dziewczyny i chlopaki wszystko dobrze. Teraz pogoda sie zesrala ale wpadl gadzet do klubu to moze sie pobawie.
.
wyrazy współczucia :( Pomagał nam wybierać Toyotę która notabene wciąż jeździ jak zła :)
Ja się czaję na bundle od Wahoo, tylko gdzieś czytałem, że te czujniki od Wahoo ponoć nie są jakieś super i może bardziej opłaca się kupić samo urzadzenie, a czujniki z decathlonu. Ktoś ma jakieś doświadczenie? Na rower już się prawie zdecydowałem na Cannondale Synapse 105. :P
Mam Wahoo Elemnt Bolt bundle ponad dwa lata. Żadnych problemów. Czujniki działają bez problemu. Najdłuższa trasa zapisana bez najmniejszego zgrzytu, ponad 300km. Baterii wystarcza na jakieś 10-12h. W razie czego można ładować podczas jazdy.
Trasy rysuję w RideWithGPS, albo na komoot lub plotaroute. W przypadku pierwszych dwóch, po zapisaniu trasy na www, wystarczy odpalić urządzenie i zrobić synchro, a wszystko od razu ląduje w komputerku. Z plotaroute pobieram .gpx telefonem i otwieram trasę przez dedykowaną apkę, która wrzuca ją do bolta. Ja polecam. Nie zamieniłbym go na żadnego garmina.
Ja do tej pory nie umiem zmienić skalowania na ekranie z profilem wysokości w 530, a siedziałem nad tym dobrą godzinę i się poddałem.
Wygląda na to, że nie ma. Przepraszam za wprowadzenie w błąd, bo to ja Ci powiedziałem, że się da. W Edge ekrany wysokości mam wyłączone i bazowałem na informacji z 60CSx i 64s, gdzie wystarczy przyciskami "IN" oraz "OUT" sobie przeskalować. W Edge 1000 sprawdziłem i jak się pacnie w którąś z liczb skali to wyskakują symbole + i -, którymi można skalować wykres. Do tego jest jeszcze dostępna kropka, którą można sobie przesuwać po wykresie, żeby odczytać dokładną wysokość. W Edge 520 Plus ekran wysokości jest całkowicie automatyczny i pokazuje cały dystans w funkcji wysokości. Wartości są tak dobrane, żeby całość się zmieściła na wyświetlaczu. Jak przełączę na mapę, to obok przycisków góra/dół wyświetlają się symbole +/-. Na wykresie wysokości nie ma opcji skalowania, a szkoda, ale to pewnie taka "zachęta" abyś kupił wyższy model.
siemalysy
25-11-2020, 18:08
Dziwne, że brak takiej możliwości w tak zaawansowanym urządzeniu. Tym bardziej, że cały interfejs jest już bardzo rozbudowany. Ja używam Edge 810, które swoją premierę miało 6-7 lat temu i mam możliwość skalowania wykresu przedstawiającego profil wysokości. Robi się to tak samo jak opisał wyżej zdyboo. Czyli jak chcę zmienić skalę w osi dystansu to naciskam na ekranie w prawym rogu na dystans i pokazują się na ekranie kafelki +/-. Tak samo ze skalą wysokości, tylko tam muszę nacisnąć w lewym górnym rogu na wysokość.
Rozumiałbym jeżeli w urządzeniu nie byłoby mapy i możliwości nawigacyjnych. Tak chyba było w Edge 510, ale tam można było chyba nawigować, ale tylko po kresce / śladzie. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Nie ma, bo Garmin to ograniczył. Jak w 2007 kupiłem 60CSx to on był wszystkomający. Możliwości konfiguracji są bardzo duże. Niestety wrzucanie map wymaga w zasadzie softu Garmina, odbiornik widzi tylko jeden plik mapy. Jeżeli ktoś chce mieć kilka map musi ja najpierw skompilować w jeden plik i dopiero wrzucić do odbiornika. Idąc z duchem czasu kupiłem 64S, czyli model o dwie generacje późniejszy. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nie ma części funkcji, które ma starszy odbiornik. Nawet pytałem na forum Garmina, bo może ja czegoś nie umiem ustawić, ale nie. Nie da się i już.
Ta jazda po śladzie, ale bez mapy to może sprawdza się na szosie lub w mieście, ale w terenie nie wyobrażam sobie. Czasem zdarza mi się źle pojechać nawet mając wyrysowany ślad na mapie, a co dopiero mając tylko ślad. Raz chyba z tego skorzystałem w Edge 200, jadąc do pracy. Tak z ciekawości bardziej. Mimo, że jechałem po śladzie przejechanym dzień wcześniej to i tak miałem ze dwa miejsca, gdzie odbiornik twierdził, że źle jadę. Zresztą mając trasę wyrysowaną w ridewithgps.com zdarza się, że ich podkład OSM jest niedokładny i odbiornik sygnalizuje mi, że zjechałem z trasy. Jakbym chciał jechać dokładnie po śladzie musiałbym sie przedzierać przez krzaki. Poza tym widzę na mapie, że faktycznie jadę po drodze, a ślad prowadzi przez krzaki, ale za chwilę znowu się łączą. Mając tylko ślad, nie miałbym pewności skąd wynika fakt zjechania ze śladu.
siemalysy
27-11-2020, 01:33
Tylko po kresce widocznej na ekranie małego wyświetlacza też nie wyobrażam sobie jazdy. Nie mam z tym żadnych doświadczeń, czytałem tylko kiedyś o Edge 510 w internecie jak szukałem sprzętu dla siebie. I właśnie to najbardziej mi utknęło w głowie :) Mając do dyspozycji mapę i wgrany ślad też zdarza mi się pojechać nie tam gdzie trzeba, albo zastanawiać, w którą drogę pojechać. Dzieję się to często na skrzyżowaniach dróg, szlaków, czyli tam gdzie tych dróg jest najwięcej.
Nie spodziewałem się o sytuacji, że nowsze urządzenia nie mają funkcji, które miały starsze odbiorniki. Garmina używam od kilku lat. Pierwszym był Edge 810 i mam go do dziś. Jak byłbym zmuszony do zmiany to chyba poszedłbym w kierunku 830. W nowszych urządzeniach podoba mi się funkcja ClimbPro. W 810 też mam podgląd na wykres wysokości, ale on tyczy się całej wgranej trasy. Można wykres sobie zmniejszać powiększać i dzięki kropce na wykresie określać położenie na podjeździe. Przy nowszym rozwiązaniu jest bardziej przejrzyście ;-)
Funkcję ClimbPro znam z zegarka Garmina. Jednak na rowerze zegarek jako nawigacja po śladzie w moim odczuciu sprawdza się średnio. W górach podczas trekkingu jak najbardziej się sprawdza :) Na rower jedynie jako zapis przebytej trasy.
Ja się czaję na bundle od Wahoo, tylko gdzieś czytałem, że te czujniki od Wahoo ponoć nie są jakieś super i może bardziej opłaca się kupić samo urzadzenie, a czujniki z decathlonu. Ktoś ma jakieś doświadczenie? Na rower już się prawie zdecydowałem na Cannondale Synapse 105. :Phttps://bike-rs.pl/pl/p/Licznik-Wahoo-Fitness-Elemnt-Bolt-Stealth-GPS-Bundle%2C-czujnik-Tickr%2C-Cad%2C-Speed/6241
No to masz szansę.
MA ktoś czujnik tętna od Wahoo? On się co chwilę rozłącza, czy tylko tak mi się zdaje? :P
https://bike-rs.pl/pl/p/Licznik-Wahoo-Fitness-Elemnt-Bolt-Stealth-GPS-Bundle%2C-czujnik-Tickr%2C-Cad%2C-Speed/6241
No to masz szansę.
Ciekawe po ile mieli. Kupiłem w greenbike za 1260 zł.
siemalysy
03-12-2020, 23:39
Czujnk się rozłącza i musisz na nowo parować? Czy po prostu przestaje wyświetlać jakie jest tętno, a jak poruszasz to wraca pomiar?
Może baterie na początek zmień w czujniku. Ona może powodować taki przypadek.
Piszę jako posiadacz Garmina. Miałem taki przypadek.
Albo używasz czujnika bez żadnej aktywności. Wtedy tak się może dziać.
Tętno blokuje się na jakimś poziomie na minutę, co jest nierealne. Może leżał gdzieś i bateria się wyczerpała.
Jeżeli to jest inny poziom niż 0, to jest realne. Te czujniki też mają swoją bezwładność i nie wyłapują niewielkich, szybkich zmian tętna.
Czy poziom jest utrzymywany także po zatrzymaniu? Wtedy zwykle następuje dosyć szybki spadek tętna.
Testowałem na razie z pompkami i właśnie coś długo schodziło ze zmianą. Raz działa w miarę płynnie, a raz się przycina na jakąś minutę - dwie. Może leżakowały przez dłuższy czas na magazynie i rzeczywiście bateria jest wyładowana.
Szkoda, że Wahoo nie ma swojego kreatora tras. Jeszcze większa, że nie można po prostu przejechać jakiejś trasy i jej zapisać w urządzeniu.
Do wahoo masz kreatory tras rwgps i koomot, oba działają super.
Na komputerze rysuje w pierwszym na telefonie w drugim, w obu przypadjlkass klikasz save i automatycznie synchronizuje się z wahoo, na liczniku musisz tylko kliknąć opcję sync.
Nie wierzę też, że nie ma zapisu trasy w urządzeniu. Urządzenie na pewno zapisuje trasę, bo inaczej nie można byłoby jej wyeksportować np. na Stravę.
Oczywiście że są, pliki są zapisane w pamięci, a wszystkie treningi można podejrzeć w aplikacji.
MA ktoś czujnik tętna od Wahoo? On się co chwilę rozłącza, czy tylko tak mi się zdaje? :P
Ciekawe po ile mieli. Kupiłem w greenbike za 1260 zł.
1200 za wersję bundle. Ale szybko poszło.
Gratuluję. Dobry wybór.
Mam czujnik tętna. Nie rozłącza się.
- - - - kolejny post - - - - - -
Szkoda, że Wahoo nie ma swojego kreatora tras. Jeszcze większa, że nie można po prostu przejechać jakiejś trasy i jej zapisać w urządzeniu.
Nie bardzo rozumiem o co chodzi.... Do tworzenia tras najlepiej RWGPS i komoot jak już wyżej napisano. Polecam też plotaroute.
A jeśli chodzi o to, że chcesz coś zaimprowizować na rowerze, a później to zapamiętać, to jak najbardziej realne - po ukończonej wycieczce w stravie klikasz "create route" i masz trasę. Ewentualnie zawsze można odtworzyć trasę z dowolnego pliku .gpx otwierając go w aplikacji i przesyłając telefonem do urządzenia. Łatwo i przyjemnie.
siemalysy
13-12-2020, 18:09
Cześć i czołem :-)
Co tu tak cicho? ;-)
Planuję kupić sobie nowe okulary na rower i w związku z tym mam do Was pytanie czy używacie jakiś konkretnych modeli, które moglibyście polecić?
Spokojnego wieczoru :)
Używam wielu okularów z synem na zmianę :)
Chińczyków nie polecam, mam kilka i jakość jest taka sobie.
W cenie około 150zł polecam ekoi, naprawdę przyzwoite okulary, trzeba tylko czekać na promocję.
Jak coś droższego to forochromy od Alpiny czy uwexa są super.
Mam też NRC ze szkłami zeissa i one są zdecydowanie najlepsze.
4623246233
Ja używam tanich Uvexów. U mnie okulary wytrzymują maks. dwa lata, ale to tylko w ekstremalnych przypadkach, zwykle po roku są do wyrzucenia. Próbowałem kiedyś z droższymi, że niby lepiej będzie. Po półtora roku poszły w kubeł. Zatem wolę jednak co roku wydać kilkadziesiąt zeta niż kilkaset.
superkomornik
13-12-2020, 20:57
Cześć i czołem :-)
Co tu tak cicho? ;-)
Planuję kupić sobie nowe okulary na rower i w związku z tym mam do Was pytanie czy używacie jakiś konkretnych modeli, które moglibyście polecić?
Spokojnego wieczoru :)
Decathlon ma dobre szkła w niskiej cenie. Meczę od nich drug model fotochromów i dają radę.
Na decathlonowe okulary mam za szerokiego ryja. Kiedyś chyba wszystkie pary ze stojaka przymierzyłem i wyglądałem w nich jak z South Parku.
siemalysy
13-12-2020, 22:46
Dziękuję za odzew :) Okularów z Decathlona używam od ponad 5 lat. Już są mocno dojechane stąd plan na zmianę.
Ja kupuje tanie ochronne okulary przeźroczyste (np. z Castoramy, lub z GS-u :D ), byle tylko wyglądem nie odstraszały. Nie widzę sensu wydawać worka pieniędzy za coś, co niszczy się podobnie, a tak co roku sobie wymieniam na nowe bez żalu. Jeśli chodzi o przyciemniane, to sytuacja jest podobna (używam tanich z Deca) z tym, że tego typu okulary używam dużo mniej, więc resurs jest dłuższy.
To nie jest takie proste.
Droższe okulary mają z reguły optykę, któregoś ze znanych producentów optyki (Zeiss, Hoya, Rodenstock itd.) Jednak jest różnica w patrzeniu przez taką optykę, a przez zwykły kawałek poliwęglanu.
Poza tym nie wszystkie okulary BHP nadają się do prowadzenia pojazdu. Powinna być stosowana informacja w instrukcji do takich okularów. Norma EN 166 przewiduje 3 klasy optyczne dla szkieł ochronnych, gdzie właściwości każdej kolejnej klasy są dwa razy gorsze. I serio widać różnicę zakładając okulary gorszej klasy. Pojawiają się zniekształcenia obrazu niewidoczne w klasie wyższej. Poza tym główną funkcją okularów BHP jest ochrona oczu, zatem poliwęglan użyty do produkcji szybek jest znacznie grubszy niż w przypadku zwykłych okularów na rower, co też nie pozostaje bez wpływu na obraz.
I to nie jest tak, że przez jedno założenie takich okularów na rower coś się stanie, ale biorąc pod uwagę powtarzalność i częstotliwość jazd, używanie złych okularów może mieć wpływ na oczy.
zdyboo - pewnie jest w tym coś z racji, dlatego nikogo nie usiłuje przekonać do mojego podejścia w tym względzie. Uściślając, nie kupuje też najtańszych dostępnych na rynku okularów ochronnych, takich za kilka zł, zawsze są to jakieś z normami (jakimi nie powiem), dodatkowo, gdyby wprowadzały zniekształcenia zbyt widoczne - nie używałbym ich. Dla spokojnego sumienia, zakupiłem kiedyś UVEXy i nie widzę dosłownie żadnej różnicy w obrazie, za to widzę taką samą chęć do rysowania szkiełek (plastików raczej) a porysowane szkło dopiero jest upierdliwe w użytkowaniu i może być niebezpieczne. Mając drogie okulary z automatu nie chcemy ich szybko wymieniać, bo ... właśnie były drogie i muszą nam się zwrócić, zamortyzować... Więc obrałem inną drogę, przedstawioną powyżej. Dodam jeszcze, że wzrok mam "sokoli wręcz" jak na półwiecznego dziadka ;)
1200 za wersję bundle. Ale szybko poszło.
Gratuluję. Dobry wybór.
Mam czujnik tętna. Nie rozłącza się.
- - - - kolejny post - - - - - -
Nie bardzo rozumiem o co chodzi.... Do tworzenia tras najlepiej RWGPS i komoot jak już wyżej napisano. Polecam też plotaroute.
A jeśli chodzi o to, że chcesz coś zaimprowizować na rowerze, a później to zapamiętać, to jak najbardziej realne - po ukończonej wycieczce w stravie klikasz "create route" i masz trasę. Ewentualnie zawsze można odtworzyć trasę z dowolnego pliku .gpx otwierając go w aplikacji i przesyłając telefonem do urządzenia. Łatwo i przyjemnie.
Komoot rzeczywiście super, choć szkoda, że to nie jest wbudowane w urządzenie. A strava mi w ogóle niczego nie widzi. :/ Mam w historii w tej apce wahoo trasy.
Co do okularów rowerowych, to są może jakieś, które nie wyglądają... kosmicznie? :P
Nie przesadzajmy z tą optyką w patrzałkach. To nie 70-200/2.8 patrzałki na rowerze mają spełniać dokładnie te same funkcje co BHP. Chronić ślepia. Niestety moje są wyjątkowo wybrakowane i potrzebują już troszkę bardziej wyrafinowanej optyki.
Chronić przed czym innym niż w w przypadku BHP. Okulary BHP bada się napieprzając w nie stalową kulką.
Te na rower mają chronić przed wiatrem i słońcem. Nie ta skala wymagań.
Ja nie o tym jednak.
Znalazłem przyczynę trzasków w rowerze. Okazała się nią sztyca. Wytarła się w miejscu obejmy i nie pomogło smarowanie, zwiększenie nawet o 1,5 Nm momentu przy dokręcaniu. Co ciekawe była to Thomson Elite, zatem nie najtańsza sztyca na rynku. Zamontowałem sobie w to miejsce Ritchey Comp co mi po gravelu został i testuję na razie jazdę na sztycy z offsetem. Na stosunkowo krótkim crossie jest OK, ale najwięcej przejechałem jak na razie 60 km na raz. Cóż, syfiasta pogoda nie zachęca.
Zastanawiam się zatem, co do gravela. Wstępnie będzie ten Thomson, bo tam obejma wypadnie w innym miejscu, ale zastanawiam się czy nie szarpnąć się na karbą.
Czy na zwykłej sztycy z włókien węglowych, bez offsetu, odczuję polepszenie komfortu w stosunku do sztycy z amelinium?
Czy konieczne jest stosowanie pasty do karbonu w miejscu styku z ramą aluminium? O tym czytałem, że karbonu nie można zaciskać tak mocno jak amelinium i daje się pastę, aby sztyca się nie chowała. Takiego chowania się w ramie chcę uniknąć za wszelką cenę. Klucz dynamometryczny mam.
Jak z mocowaniem na sztycy karbą torby podsiodłowej? Takiej większej bikepackingowej. Nie będą te paski jej wycierały? Na amelinium po 3,2 kkm widać już ślady, a nie zawsze jeździłem z sakwą. Nie chodzi o estetykę, a o bezpieczeństwo.
Taka dzielona sztyca jak montuje Canyon do swoich graveli jednak za droga jest, a Ergon już takiej nie produkuje.
siemalysy
19-12-2020, 01:02
Hej :-)
Dziękuję za zainteresowanie rzuconym przeze mnie tematem ;-) Na stronie Decathlona znalazłem coś co mi się podoba. Pojadę do sklepu przymierzyć i jeżeli będą ok to kupię :-)
W sobotę i niedzielę pogoda u mnie ma być całkiem, całkiem :-) Trzeba będzie wyjść na rower :-D
nikoniarz
20-12-2020, 12:55
Zwykle te "lepsze" okulary są mniej wrażliwe na refleksy, zaparowanie, czy przeciągi hulające za szkiełkami...
superkomornik
21-12-2020, 14:54
Chronić przed czym innym niż w w przypadku BHP. Okulary BHP bada się napieprzając w nie stalową kulką.
Te na rower mają chronić przed wiatrem i słońcem. Nie ta skala wymagań.
Ja nie o tym jednak.
Znalazłem przyczynę trzasków w rowerze. Okazała się nią sztyca. Wytarła się w miejscu obejmy i nie pomogło smarowanie, zwiększenie nawet o 1,5 Nm momentu przy dokręcaniu. Co ciekawe była to Thomson Elite, zatem nie najtańsza sztyca na rynku. Zamontowałem sobie w to miejsce Ritchey Comp co mi po gravelu został i testuję na razie jazdę na sztycy z offsetem. Na stosunkowo krótkim crossie jest OK, ale najwięcej przejechałem jak na razie 60 km na raz. Cóż, syfiasta pogoda nie zachęca.
Zastanawiam się zatem, co do gravela. Wstępnie będzie ten Thomson, bo tam obejma wypadnie w innym miejscu, ale zastanawiam się czy nie szarpnąć się na karbą.
Czy na zwykłej sztycy z włókien węglowych, bez offsetu, odczuję polepszenie komfortu w stosunku do sztycy z amelinium?
Czy konieczne jest stosowanie pasty do karbonu w miejscu styku z ramą aluminium? O tym czytałem, że karbonu nie można zaciskać tak mocno jak amelinium i daje się pastę, aby sztyca się nie chowała. Takiego chowania się w ramie chcę uniknąć za wszelką cenę. Klucz dynamometryczny mam.
Jak z mocowaniem na sztycy karbą torby podsiodłowej? Takiej większej bikepackingowej. Nie będą te paski jej wycierały? Na amelinium po 3,2 kkm widać już ślady, a nie zawsze jeździłem z sakwą. Nie chodzi o estetykę, a o bezpieczeństwo.
Taka dzielona sztyca jak montuje Canyon do swoich graveli jednak za droga jest, a Ergon już takiej nie produkuje.
Od kilku tyś km jeżdzę na karbonowej sztycy z i nic, absolutnie nic się nie dzieje (poza zwykłymi otarciami). Oczywiście pasta do montazu karbonu jest niezbędna, inaczej sztyca będzie się chować w ramie. Ale po smarowaniu i zacisku na Nm można latać w terenie i siedzi sztywno jak pal Azji ;)
Co do wycierania - niestety bikepacking to pewien rodzaj druciarstwa, te torby zawsze będą zostawiały jakieś ślady i otarcia na ramie, nie ma zmiłuj. Dlatego zawsze podklejam newralgiczne miejsca taśmą izolacyjną (na bogato można jakąś folią samochodową).
Mi się dość mocno wytarł zacisk sztycy - torba zrobiła w nim spore wyżłobienie :)
I jeszcze ciekawostka - moja sztyca jest z Ali, siedzi w gravelu i nie straszny jej gruz, korzenie, singletracki czy latanie po stolikach ;) torby podsiodłowej też się nie boi. Nic nie pęka, nic nie skrzypi.
Dla porównania kolega miał w szosie (więc spokojna, stateczna jazda) Ritchey'a karbonowego i pękła mu ot tak ;)
Mnie karbonową sztyca flyxii złamała się na pół przy lekkiej glebie w gravelu :(
Hej ;-)
Wczoraj po 1,5msca przerwy wskoczyłem na trenażer a łamałem się czy wyskoczyć na powietrze. A że miałem go od 3 tygodni przypięty i nei było wcześniej czasu albo chęci, to zostałem przy nim.
No i się okazało, że ciągłość formy spadła. Nie dość że przy 1h jeździe, tętno szalało i oddech jak u palacza to w dodatku, dopadło mnei szybko zmęczenie.
I niestety prawda jest oczywista, chce się mieć formę to trzeba napie.... cały czas, i nie ma zlituj się ;-)
No i doszedłem do wniosku, że chyba mam za stare kości kurde na tę niepogodę, tymbardziej że sam w firmie marznę przy kompie i 17st, bo budynek nieogrzewany ;-(
I tak źle i tak nie dobrze....
superkomornik
21-12-2020, 15:42
Mnie karbonową sztyca flyxii złamała się na pół przy lekkiej glebie w gravelu :(
Nie strasz bo zamówiłem od nich ramę ;)
Dzięki Panowie, chyba jednak zostanę przy alu. Mniej z tym zabawy.
Poza tym sobie poczytałem i wzrostu komfortu na zwykłej sztycy karbonowej raczej nie zauważę. Zatem nie będę kombinował.
Jeszcze słowo komentarza. Ja nie mam problemu z wycieraniem się lakieru w miejscu mocowania toreb. Problem pojawia się jak zaczyna się wycieranie materiału. Kiedyś kupiłem pasek bezbarwnej folii ochronnej i wycinam sobie z niego naklejki na ramę i inne części, które wymagają ochrony.
Popaczałem też na tę firmę Flyxii i ja bym nie kupił produktów firmy, która robi zdjęcia swoich produktów jak na OLX czy jakiś ryneczek fejsika. Poza tym mam styczność z chińskim OEMem od kilkunastu lat, co prawda nie z branży rowerowej, ale obecnie produkty warte uwagi mogę policzyć na palcach rąk w skali roku.
Ja tam się nie znam, ale czy to nie jest tak, że dostajesz to, za co płacisz?
Bo na przykład czytałem trochę opinii o turystykach LKLM i usery są bardzo zadowoleni z ich jakości. No ale wiadomo, cena to już nie są jakieś grosze.
Póki dostajesz, za co płacisz jest OK. Przynajmniej jeżeli jesteś świadomym użytkownikiem i w jakimś tam stopniu przewidujesz konsekwencje swojego wyboru. Choć po ostatnich newsach mam wątpliwości.
Przecież to nie jest tak, że jak kupujesz produkt z logo znanego producenta, to już masz pewność, że nic się nie stanie. Zapłaciłeś może więcej, ale masz święty spokój. Nie.
Jeżeli chodzi o rower, to te lepsze części są z Tajwanu, te gorsze z Chin. Ma to swoje odzwierciedlenie w cenie. Co nie znaczy, że nie da się znaleźć dobrych produktów z Chin. Da się, ale cena nie będzie odbiegała za bardzo od tych z Tajwanu.
Giant to producent w pełni tajwański, ale bez kompleksów w stosunku do amerykańskich legend jak np. Trek czy Cannondale. Większość ram rowerowych i to tych lepszych to nadal produkcja z Tajwanu. Duże manufaktury europejskie jak Unno to już inna klasa, ale i inne pieniądze.
Wielu producentów kół w tym tych największych jak DT czy Mavic chwali się, że ich koła są handmade. No i teraz czym się takie koło różni od poskładanego na podobnych komponentach przez ogarniętego kołodzieja? Jeżdżę na kołach składanych przez mojego mechanika, jeżdżę na kołach systemowych. Różnic nie ma za bardzo. Może tylko taka, że jak mi strzeli szprycha w składanym, to idę do mechanika i odbieram koło na drugi dzień i to maksymalnie. Jak mi strzeli szprycha w systemowym to bujam się z gwarancją lub ją olewam i zanoszę do mechanika. :)
Tak ogólnie myślę, że rynek rowerowy jest cholernie trudnym rynkiem. Rower jaki jest każdy widzi. Można dokładać lub odejmować kolejna ułamki kąta, można dokładać kolejne zębatki, można forsować, że teraz ten typ roweru ma być przebojem sezonu, ale zasadniczo to jest wyścig na kolejne centymetry jak w skoku o tyczce, czy kolejne setne sekundy ja w sprincie na setkę. Nie wydaje mi się, żeby w tym segmencie pojazdów nastąpiła rewolucja. Ewolucja tak, złe pomysły też, ale nie rewolucja.
superkomornik
21-12-2020, 22:56
Jeszcze słowo komentarza. Ja nie mam problemu z wycieraniem się lakieru w miejscu mocowania toreb. Problem pojawia się jak zaczyna się wycieranie materiału. Kiedyś kupiłem pasek bezbarwnej folii ochronnej i wycinam sobie z niego naklejki na ramę i inne części, które wymagają ochrony.
Popaczałem też na tę firmę Flyxii i ja bym nie kupił produktów firmy, która robi zdjęcia swoich produktów jak na OLX czy jakiś ryneczek fejsika. Poza tym mam styczność z chińskim OEMem od kilkunastu lat, co prawda nie z branży rowerowej, ale obecnie produkty warte uwagi mogę policzyć na palcach rąk w skali roku.
Bo klient detaliczny dla nich to zapewne jakiś promil promila sprzedaży więc strona wygląda jak wygląda. Strzelam że większość produkcji to oem dla znanych marek.
Przykładowo rama którą zamówiłem to:
46512
I to to samo co np
46513
46514
i wiele innych.
Oczywiście mam pewne obawy, nie oczekuję też topowej jakości. Niemniej ramy od nich mają raczej dobre opinie, jako chyba najpewniejszy (ale nie niezniszczalny) chiński karbon.
Giant to producent w pełni tajwański, ale bez kompleksów w stosunku do amerykańskich legend jak np. Trek
Zgadza się. Taiwan to Taiwan, w stosunku do Chin coś jak RFN do DDR.
Dla mnie Taiwan to Giant i Merida, jakość na poziomie, nie ma się czego czepnąć.
Natomiast te amerykańskie "legendy" typu Trek spawają swoimi małymi, sprytnymi rączkami Chińczycy z kontynentu. Wiem, bo mam na swoim dumną naklejkę Made in China.;-)
Damian, jak nie trafisz na jednostkowy fakap, to pewnie będzie spoko. Karbonowe Rondo też pękają, a to ramy projektowane przez Polaka, tylko nie wiem kto je lepi, ale pewnie Chińczyk lub Tajwańczyk.
Ligo, na moim Treku jest tylko naklejka Treka z USA, ale rama pewnie spawana na Tajwanie, bo jakby była w USA, to pewnie byłaby naklejka. :)
Kolega tak miał na starej ramie Canonndale, "Handmade in USA / Liftime warranty".
Nie wiem czy wszystkie, ale Trek daje ramy do spawania w Chinach, bo pewnie robocizna tańsza jak na Tajwanie. W każdym razie na moim Dual Sport 2021 była chińska naklejka. Na którymś Domane w sklepie też taką widziałem. Ale odlepiłem ją, bo mnie wkurzała.:-)
No, ale fakt, Trek daje gwarancję lifetime na ramę, gdziekolwiek by nie była robiona.
Giant już ceny też ma jak Trek czy Spec.
Taki TCR Adv 2 - pressfit, zamiast zewnętrznych łożysk, korba spoza grupy, kable nie pochowane jak należy, a cena 10000 zł. Nie chcą nic spuszczać. :/ Pewnie przez najbliższe 2-3 lata nie ma co kupować roweru. Pewien typ z Kanady mega narzeka na youtubie na gwarancje Gianta.
Nie chcą nic spuszczać. :/
Nie spuszczą, nie ten czas. Brak towaru i wariackie ceny, zupełnie jak nie przymierzając za komuny.
Jak nie musisz mieć na już, to się wstrzymaj, chyba że akurat jakaś przecena albo okazja.
Obawiam się, że jak pandemia się utrzyma i nadal będzie skutkowała takim ruchem na rynku rowerowym, to czas negocjacji cen może być czasem przeszłym.
Trek Fuel EX8 podrożał o dwa tysie pomiędzy rokiem 2019 i 2021. Osprzętowo jest na szczęście podobnie, ale nie wiem jak z dostępnością, pewnie gorzej. Podwyżka ceny pomiędzy modelami 2019 i 2020 nie była drastyczna. Chyba koło 500 zeta OIDP. Osprzętowo też się niewiele zmieniło pomiędzy 2020 i 2021. Zatem kolejna podwyżka cen to pewnie skutek podaży oraz tego, że dostawcy komponentów też podnieśli ceny, pewnie głownie dlatego, że mogli.
Gwarancja Gianta już 20 lat temu była powodem do narzekania. Znaczy mają zwyczajne, a nie prokonsumenckie podejście. Widać im się takie podejście jednak sprawdza. Ludzie jak jeździli na Giancie, tak będą jeździć.
Interesowałem się rok temu Specem, szczególnie S-Works i rok temu np. Tarmac Sl6 był o 2,5 tyś tańszy niż w połowie tego roku.
Ceny obserwuję nadal i widze że tanio to ja kupiłem w czerwcu, bo tendencja zwyżkowa nadal jest ;-)
Nawet używki, mocno poszły, to lepszy interes z kupnem/sprzedażą niż złoto czy Bitcoin.
Taniej nie będzie.
- - - - kolejny post - - - - - -
Widać im się takie podejście jednak sprawdza. Ludzie jak jeździli na Giancie, tak będą jeździć.
No tego to ja nie rozumiem, w szosie uznaję tylko włoskie i amarykańskie marki...ale mogę zrozumieć że tylko cena, choć jak Umbra napisał seria TCR cenowo w 4 litery...
superkomornik
22-12-2020, 16:48
Ja akurat mam dobre doświadczenia z serwisem Gianta. Rozpadł mi się napinacz w Trance zaraz po zakupie - rozkręcona śrubka więc wina użytkownika/serwisu i dostałem nowy.
Są i dobre strony braku towarów na sklepach, .. jest spory popyt na używki i ceny nie odbiegają znacząco od nowych (prawie, jak za komuny :D
Nie straszcie tą gwarą u Gianta, ujeżdżam Transika od pewnego czasu i nie chciałbym sprawdzać podejścia firmy do klienta .. :/
Nie straszcie tą gwarą u Gianta, ujeżdżam Transika od pewnego czasu i nie chciałbym sprawdzać podejścia firmy do klienta
To nie sprawdzaj, posypie się to na hasiok wyciep, a sobie co innego kup.
Gwarancja Gianta nie jest przecież taka straszna, masz tylko dwie opcje, uznają lub nie uznają. Tertium non datur. :mrgreen:
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.