Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
Niech no tylko wiatr dmuchnie,.. skutki nie trudne do przewidzenia. Ale zapewne znajdą się tacy, co to kupią :D , inaczej by tyle szajsu nie produkowano, co w dzisiejszych czasach.
Widziałem ludzi jeżdżących z parasolem trzymanym w ręku. Nie za wielu i chyba akurat nie w Polsce, ale widziałem.
Ja w czasach miejskiej kozy jeździłem przez jakiś czas w pelerynie. Miała paski, przez które przekłada się ręce i przez to, chroniła też częściowo spodnie. Ochrona była jednak dyskusyjna. Nie było tak mokro jak bez, ale całkiem nie chroniła.
Niestety sygnalizowanie skrętów było pewnym wyzwaniem. W zasadzie powinienem mieć zamontowane kierunkowskazy. Jazda pod wiatr była masakrą. Nawet boczne podmuchy stanowiły wyzwanie.
Trochę mi to przypomina to:
https://www.youtube.com/watch?v=iA11rek6_Ik&ab_channel=PatrickBrinkmann
To już za grubo :)
Ale zawsze można trenować razem tak:
https://www.youtube.com/watch?v=5unMlXg6WL4
i przy okazji zrobić sobie wspólny plener :D
Trochę mi to przypomina to:
https://www.youtube.com/watch?v=iA11rek6_Ik&ab_channel=PatrickBrinkmann
dawno się tak nie uśmiałem :D :D :D
- - - - kolejny post - - - - - -
To już za grubo :)
Ale zawsze można trenować razem tak:
https://www.youtube.com/watch?v=5unMlXg6WL4
i przy okazji zrobić sobie wspólny plener :D
Niektórym zbiera na wymioty, jak są tyłem do kierunku jazdy... :0
Wind Mill
19-04-2021, 20:56
Z dzisiejszego dookoła powrotu z tyrlandii; wyprawa po złote runo.
11km do jedynego znanego mi sklepu oferującego praliny z Łuczniczki plus jakieś 17km do domu.
Czyli cyklista na głodzie. :mrgreen:
Hujałejem P7:
50734
ja dzisiaj 37km ;) ciekaw bylem jak nozki dadza rade po 6 godzinach pedalowania wczoraj, ale daly rade. nawet ostatnie 10 kilometrow przycisnalem, zeby sie dobic i nozki porzadnie zmeczyc.
smignalem do parku po drugiej stronie miasta zobaczyc jak idzie dzikim hiacyntom (odp. "go* nie idzie", w odroznieniu od 19 kwietnia 2020, kiedy lasek hiacyntowy byl az niebieski)
i kiedy wyjechali na wzniesienie oczom ich ukazaly sie takie piekne chmurki
50738
radosci ich byl nastal koniec, bo chmurki szly z kierunku wiatru, wiec bylo wiadomo, ze lunie. lunelo i to takim mokrym deszczem (to w odroznieniu od notorycznych nad Morzem Polnocnym deszczow nie-mokrych, co irytuja ale specjalnie sie nie zmoknie). a ze bylem bez kurtki przeciwdeszczowej, no to sobie nieco zmoklem. nic to,trzebabylo pocisnac dalej pomiedzy szklarniami w strone najmniejszej wioski Holandii (nie mylic z najmniejsza w Niderlandach, nie mam pojecia gdzie taka jest)
50739
no i po drodze stuknelo mi 530km na nowym rowerze, zanabytym w Wielki Piatek... byloby wiecej, ale ze 2-3 dni w miedzyczasie aura byla tak zbrodnicza (zimno i mokro), ze nawet mnie sie nie chcialo...
Kraj tulipanów ma więcej DDR'ów niż kwiatów ;-) Pokazałbyś trochę tych tras na zdjęciach !
tu jest marzenie pod wzgledem wycieczek rowerkiem.... dojechac na dwoch kolkach da sie praktycznie wszedzie, sciezki sa szerokie, dobrze oznaczone a piesi (przynajmniej autochtoni) sie nie paletaja pod kolami jesli juz sie jacys zdarza (bo Holender raczej rowerem niz na piechote)....
ciekawostka dropsa... rondo na sciezce rowerowej (bo ona jest tez motorowerowa, a poza tym uczeszczana przez e-kolarzy)...
50745
a tu przyklad jak sie jezdzi w dluzsza trase za miastem, z zaznaczonymi glownymi trasami przelotowymi (takimi, na ktorych rozpedzeni kolarze szosowi moga grupka 5-6 w miare komfortowo sie wyminac z jadacymi z drugiego kierunku) pomiedzy wezlami. nawet czesc mojej wczorajszej trasy jest (02->07->13->59->... ). wystarczy sobie raz na 20 minut 3-4 numery wezlow naprzod zapamietac... i voila
https://www.dezwerver.nl/media/products/12941/z-holland_2.jpg
Miałem okazję jeździć rowerem w Holandii, co prawda tylko jeden dzień w Rotterdamie i jeden dzień w Amsterdamie i do tego rowerem z wypożyczalni, ale zawsze coś.
Faktycznie infrastruktura oraz ilość rowerzystów robi wrażenie, ale nic za darmo.
O ile przez te kilka dni ogólnego pobytu w Holandii, nie widziałem żadnych stłuczek czy ogólnie wypadków z udziałem samochodów to już z udziałem rowerzystów już tak. Rowerzysta z rowerzystą, z pieszym i ze skuterzystą.
W Amsterdamie w centrum i poza nim rowerzysta jest na górze łańcucha pokarmowego użytkowników dróg i czuje się pewnie na drodze. Co ma swoje skutki.
Jak dla mnie Holandia jest takim trochę overkillem jeżeli chodzi o rowery i raczej bym nie chciał, aby takie coś było wprowadzone w Polsce. A nie mam PJ i raczej nie kocham blachosmrodziarzy i motocyklistów. Takie przegięcie w drugą stronę na wadze zrównoważonego transportu.
Oczywiście w Holandii taki stan był wprowadzany latami, jeśli nie dekadami. Wszyscy mieli czas przystosować się do warunków. U nas takie rozwiązania byłby wprowadzane znacznie bardziej raptownie i okres przejściowy przetrwaliby tylko najsilniejsi. Wystarczy spojrzeć na lament jaki się podnosi ze strony kierowców i nawet Policji bo od czerwca piesi będą mieli zwiększone uprawnienia przy przekraczaniu jezdni. Coś co od lat funkcjonuje na zachodzie Europy i jest MZ naturalne u nas budzi tylko i wyłącznie obawy i sprzeciwy.
Jeżeli chodzi o rozwiązania rowerowe, to na tyle ile zjeździłem Europę najbardziej mi się w krajach nordyckich podoba.
leighadams
20-04-2021, 12:33
Nie chcem ale muszem znowu się wtrącić z moimi dylematami zakupowymi;) Stanęło na gravelu. Ostatecznie upatrzyłem sobie następujące 3 modele w tej konkretnej kolejności: NS bike rag +2, canyon grail al 6 ewentualnie rondo ruut al2 (troszkę niechętnie bo cena 6700, a hample nadal mechaniczne). Pewnie gdyby można je było dostać, to już bym na którymś śmigał. Ale niestety jak jest z dostępnością każdy wie. A, że ochota na jazdę jest wielka znowu zacząłem kombinować, czy nie kupić teraz na przeczekanie jakieś używanej szosy za ~4000, a po ewentualnym zakupie gravela na jesień czy zimę, opchnąć szosę z mniejszą lub większą stratą. Chyba, że w między czasie okazałoby się jednak, że szosa to jest to i gravel nie potrzebny;) Ma to sens, co mówicie? Co do szos, wytypowałem trek domane lub spec roubaix. Miał ktoś kiedyś do czynienia z tymi modelami? Co polecicie, na co zwrócić uwagę itp.? I jaki rozmiar ramy byłby optymalny przy 181cm wzrostu i 81cm przekroju?
siemalysy
20-04-2021, 20:12
Jak celujesz w gravela, a obecnie nie są dostępne i rozważasz półśrodek w postaci szosy to rozważ może szosę road plus. Powoli Tobie założyć szersze kapcie i zjechać z asfaltu. Jeden minus, że prześwit będzie dużo mniejszy niż w gravelu. Kolejna sprawa czy uda się Tobie później używkę sprzedać w miarę łatwo. Taka tylko moja sugestia, żebyś nie miał za łatwo z wyborem. Dodam tylko, że nie jeżdżę szosą ani gravelem i wiedzę o nich mam znikomą ;)
Używanego road plusa nie kupi, bo to jeszcze bardziej niszowy segment rynku niż gravel.
MZ jak kupisz szosę to już na niej zostaniesz. W myśl zasady, że najlepszy rower to ten, który już posiadasz.
Może za kilka lat zmienisz na gravela czy coś innego, jak Ci się zmieni koncepcja, ale raczej nie za kilka miesięcy. Jak szukasz szosy na kilka miesięcy to nie w takim budżecie. Ja mym celował w segment 2000 i to max, serio nieprzekraczalne.
Jak się nie ścigasz, na ustawki nie jeździsz to nie ma sensu pakować się w Treka czy Speca. Kupić coś na Tiagrze czy nawet Claris i śmigać.
Tu już puszczam wodze fantazji, bo handlarz ze mnie żaden i chyba raz w życiu udało mi się używkę sprzedać drożej niż kupiłem nówkę, a i to nie dzięki moim zdolnościom, a kupowaniu w promce i sprzedaży jak ceny mocno wzrosły. Jednak uważam, że zwykłą szosę za 2 opchniesz szybciej, łatwiej i z mniejszą stratą niż Treka czy Speca za 4 kafle.
Nie chcem ale muszem znowu się wtrącić z moimi dylematami zakupowymi;) Stanęło na gravelu. Ostatecznie upatrzyłem sobie następujące 3 modele w tej konkretnej kolejności: NS bike rag +2, canyon grail al 6 ewentualnie rondo ruut al2 (troszkę niechętnie bo cena 6700, a hample nadal mechaniczne). Pewnie gdyby można je było dostać, to już bym na którymś śmigał. Ale niestety jak jest z dostępnością każdy wie. A, że ochota na jazdę jest wielka znowu zacząłem kombinować, czy nie kupić teraz na przeczekanie jakieś używanej szosy za ~4000, a po ewentualnym zakupie gravela na jesień czy zimę, opchnąć szosę z mniejszą lub większą stratą. Chyba, że w między czasie okazałoby się jednak, że szosa to jest to i gravel nie potrzebny;) Ma to sens, co mówicie? Co do szos, wytypowałem trek domane lub spec roubaix. Miał ktoś kiedyś do czynienia z tymi modelami? Co polecicie, na co zwrócić uwagę itp.? I jaki rozmiar ramy byłby optymalny przy 181cm wzrostu i 81cm przekroju?
Może decathlon? Mają dobrze wycenione rowery. Zwłaszcza jak to ma być pierwszy rower i nie wiesz czy Ci podejdzie typ/rozmiar.
Gravel jak chcesz jeździć po czymś innym niż szosa, a jak po szosie to szosa. :P Ja z szosowego jestem zadowolony, ale ja nigdy nie lubiłem jeździć w terenie i jakimiś ścieżkami.
Szosy z DECA są o tyle ciekawe że można tam wciepać szerokie kapcie. Więc będzie graweling ;)
leighadams
20-04-2021, 21:14
Dzięki Pany za odpowiedzi:) Przemyślę wszystko jeszcze raz i zobaczymy, ale na chwilę obecną najbliżej mi do opcji zdyboo. Może faktycznie lepiej jakąś tańszą szosę na przeczekanie. A jak się sytuacja na rynku unormuje to gravel, a szosa wtedy na olx, albo może zostanie na zimę na jakiś trenażer itp. Jedno wiem, że muszę coś kupić na asfalt bo mnie nosi, a na mtb z 32 zębami z przodu to idzie się zadeptać po twardym i płaskim:)
Nie chcem ale muszem znowu się wtrącić z moimi dylematami zakupowymi;) Stanęło na gravelu. Ostatecznie upatrzyłem sobie następujące 3 modele w tej konkretnej kolejności: NS bike rag +2, canyon grail al 6 ewentualnie rondo ruut al2 (troszkę niechętnie bo cena 6700, a hample nadal mechaniczne). Pewnie gdyby można je było dostać, to już bym na którymś śmigał. Ale niestety jak jest z dostępnością każdy wie. A, że ochota na jazdę jest wielka znowu zacząłem kombinować, czy nie kupić teraz na przeczekanie jakieś używanej szosy za ~4000, a po ewentualnym zakupie gravela na jesień czy zimę, opchnąć szosę z mniejszą lub większą stratą. Chyba, że w między czasie okazałoby się jednak, że szosa to jest to i gravel nie potrzebny;) Ma to sens, co mówicie? Co do szos, wytypowałem trek domane lub spec roubaix. Miał ktoś kiedyś do czynienia z tymi modelami? Co polecicie, na co zwrócić uwagę itp.? I jaki rozmiar ramy byłby optymalny przy 181cm wzrostu i 81cm przekroju?
A Giant Revolt 1? Jest na GRX i hamulce pełna hydraulika. Cena 6700 i powinno być już lepiej z dostępnością.
Mam szosę, gravela i hardtaila. Dla mnie szosa to obecnie nr 1. Z różnych względów, głównie z takiego, że jest najmniej wymagająca serwisowo i wymaga poświęcenia najmniej czasu, bo jest szybko, czysto i nic się raczej nie psuje, a jeśli tak, to rzadko.
Moje zdanie jest takie, że jeśli chcesz mieć jeden rower i nie jeździsz w ciężki teren (skałki, piach, błoto), a czasem lubisz zjechać z asfaltu, to bierz gravela. Jeśli kręci Cię prędkość, nie masz za dużo czasu i lubisz szybko się ujechać, to szosa. A jeśli masz dużo czasu, nie przeszkadza Ci taplanie w błocie i lubisz jeździć wszędzie tam, gdzie można chodzić, to mtb.
Na Twoje wymiary to najmniejszy rozmiar 56. Ale jeśli chcesz iść typowo w szosę, to żaden z tych modeli.
Revolt to M/L.
leighadams
20-04-2021, 23:04
A Giant Revolt 1? Jest na GRX i hamulce pełna hydraulika. Cena 6700 i powinno być już lepiej z dostępnością.
Mam szosę, gravela i hardtaila. Dla mnie szosa to obecnie nr 1. Z różnych względów, głównie z takiego, że jest najmniej wymagająca serwisowo i wymaga poświęcenia najmniej czasu, bo jest szybko, czysto i nic się raczej nie psuje, a jeśli tak, to rzadko.
Moje zdanie jest takie, że jeśli chcesz mieć jeden rower i nie jeździsz w ciężki teren (skałki, piach, błoto), a czasem lubisz zjechać z asfaltu, to bierz gravela. Jeśli kręci Cię prędkość, nie masz za dużo czasu i lubisz szybko się ujechać, to szosa. A jeśli masz dużo czasu, nie przeszkadza Ci taplanie w błocie i lubisz jeździć wszędzie tam, gdzie można chodzić, to mtb.
Na Twoje wymiary to najmniejszy rozmiar 56. Ale jeśli chcesz iść typowo w szosę, to żaden z tych modeli.
Revolt to M/L.
Mam już hardtaila, także nowy zakup to ma być druga sztuka i pierwotnie myślałem typowo o szosie, ale z geometrią endurance, żeby mimo wszystko było wygodniej. Po kilku postach kolegów wyżej i swoich przemyśleniach stwierdziłem, ze jednak gravel będzie lepszy bo zawsze daje możliwość zjechania z asfaltu itp. Podoba mi się rag+, ale niedostępny. Canyon grail al6 też niedostępny i droższy, to samo ruut. A, że korci mnie żeby porobić troszkę kilometrów po twardym to znowu wróciłem do I opcji z szosą, z myślą o późniejszej sprzedaży i kupnie gravela lub po prostu dokupieniu gravela:) Jeżeli szosa, ale nie spec roubaix i trek domane to jakie inne propozycje?
Ty chyba nie wiesz do końca czego oczekiwać od siebie i przyszłego roweru ;-)
W sprawie używek gravelowych, jest ich trochę w ofercie, nie jest tak, że są zupełne braki.
Poprostu trzeba poświęcić 2-3 miesiące na szukanie a potem szybka decyzja i zakup.
Kupowanie przejściowo szosy i potem odpsprzedaż, to różnie może być.. ale im taniej ją byś kupił tym łatwiej odsprzedać.
Ja też myślałem o szosie Endurance a kupiłem Aero i wcale nie żałuję. Pierwsza myśl, że nie będzie wygodnie itp.
Owszem jak podniesiesz max siodełko i zniżysz kierę, to owszem jest drakońsko, ale to kwestia własnych ustwień dla wygodny.
Więc Aero też jest super, jeśli ją ustawisz pod swoją wygodę, w pewnych oczywiście granicach.
Dwa miesiące temu kolega kupił Speca Roubaix na tarczach, 2 letni model w stanie idealnym za 6k PLN i jest mega zadowolony.
Nie wiem, co miałoby Cię odstręczać od Speca czy Trek'a, no może tylko cena.
W sprawie gravela, to sa oferty, dobrze szukałeś ? Chyba, że ja nie doczytałem że ma być nówka, to sorry.
Rzuć monetą czy wygra asfalt czy trochę terenu....wóczas kupisz co masz kupić ;-)
leighadams
21-04-2021, 12:27
Rower ma być głównie użytkowany na asfalcie, ale jednak w razie czego gravel daje tą możliwość żeby zjechać na pole, do lasu itp. A, że nie mam zamiarów startować w jakiś wyścigach, ustawkach itp., nie robimy mi różnicy czy średnia będzie o te 2 km/h większa czy mniejsza to stanęło na gravelu. Pisałem które modele wybrałem, ale nowki niedostępne. Używek brak, o przepraszam jest jeden rag+ z 2018r na olx w cenie nowego tegorocznego, także sorry:) No i przez to, że nie ma ani nowych ani używek w rozsądnych cenach, zacząłem na nowo siebie przekonywać, że może jednak typowa szosa bo tu wybór w używkach jest. Dobra, już nie będę męczył. Coś się kupi to się pochwałę;-)
Skoro masz XC jak ja, to w gruncie rzeczy on powinien być trochę substytutem do gravela, o ile nie jeżdzisz nim mocniej w teren.
Ja w XC mam cieńsze opony i głównie jeżdżę nim po asfalcie, rzadko wjadę w las czy gdzie indziej. A celowo do tego w nim założyłem te opony, aby szybciej śmigać i w razie czego zjechać w gorszy teren.
To tym łatwiej powinieneś przy takim założeniu chcieć szosę.
Jedna jazda szosą i gwarantowane, że zastanowisz się dlaczego tak późno w ten segment wszedłeś.
Dobra , lekka i szybka szosa tnie asfalt jak papier, to co namęczysz się na XC przy 40km na asfalcie, to na szosie zbliżysz się pod 90km przebiegu a zmęczenie mniejsze.
Jak tylko masz warunki, gdzie można ją wykorzystać to to najlepsza opcja.
Za 6k można już w szosie używanej móc wybierać w fajnych modelach na carbonie i conajmniej grupie SH 105.
Ja ani nie startuję w ustawkach ani w grupie a frajda jest niesamowita, nawet jak sporadycznie z kimś się ścigam to nie jestem gorszy on innych trenujących w grupie.
https://www.facebook.com/UNILADAdventure/posts/3011300119199455
Fabio znam i lubię. Na YT można znaleźć wersję tego filmu i wiele innych w normalnych proporcjach.
Zwłaszcza polecam zwiedzanie Paryża z Fabio. Już kiedyś polecałem.
https://www.youtube.com/watch?v=Jk7rliZpuSs
Goat ma godnego następcę.
leighadams
Zastanów się może nad drogami w Twojej okolicy.
Kiedyś, gdy mieszkałem w Gdańsku, gdzie i jakbym nie jechał - jazda ulicą to była makabra. W tamtej lokalizacji nie kupił bym szosy. Choć trenowałem wieki temu kolarstwo, ale gdy trenowałem, to przez godzinę wyprzedzało mnie kilka aut. Gdy kończyłem z kolarstwem, przez minutę wyprzedzało mnie więcej aut niż wtedy przez godzinę albo cały trening.
Gdy ktoś mieszka na obrzeżach, albo w małej miejscowości, która nie jest miejscowością "przelotową". Gdzie jest niewielki ruch, to szosa może śmigać aż miło.
Trzeba po prostu rozeznać trasy w swojej okolicy, czy można wyjechać z domu i pojechać mało ruchliwą ulicą, poza miasto/miejscowość w inne rejony - do innych miejscowości.
Jazda szosą to najprzyjemniejszy sposób "przemieszczania się na rowerze". Rower najlżejszy, opory toczenia najmniejsze. Droga stwarza najmniej utrudnień. Nie ma błota, kamieni, gałęzi itd.
Dlatego najważniejsza jest rama (pozycja i ciężar), opony i piasty (opory toczenia). Resztę można wymienić, a i tak nie ma aż takiego wpływu jak powyższe.
Pogoda robi się coraz lepsza. Trochę szkoda czasu na myślenie i wybieranie, gdy można zacząć jeździć.
Powodzenia.
Dzisiaj wracając z fabryki zajechałem do Urzędu Miejskiego na Nowym Targu.
Nawet ulocka zabrałem, żeby przypiąć rower. Przed urzędem są stojaki i to takie fajnie, nie wyrwikółka co za koło tylko jesteś w stanie przypiąć, ale kulturalnie za ramę. Niestety jakiś piękny umysł stojaki zrobił z tak grubych kwadratowych profili, że nijak ulocka na nie nie założysz.
Ostatecznie zapiąłem tylko tylne koło z ramą, oparłem rower o ten stojak i poszedłem do urzędu. Po jakichś 10 minutach rower nada stał oparty o stojak. :-P
Dzisiaj wracając z fabryki zajechałem do Urzędu Miejskiego na Nowym Targu.
Nawet ulocka zabrałem, żeby przypiąć rower. Przed urzędem są stojaki i to takie fajnie, nie wyrwikółka co za koło tylko jesteś w stanie przypiąć, ale kulturalnie za ramę. Niestety jakiś piękny umysł stojaki zrobił z tak grubych kwadratowych profili, że nijak ulocka na nie nie założysz.
Ostatecznie zapiąłem tylko tylne koło z ramą, oparłem rower o ten stojak i poszedłem do urzędu. Po jakichś 10 minutach rower nada stał oparty o stojak. :-P
No to ja dodam takie rozczulające cacuszko
https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.6435-9/p720x720/151700113_2229630867168955_7105697985521119857_n.j pg?_nc_cat=111&ccb=1-3&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=BbZEfmVsWLAAX_3JLDN&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&tp=6&oh=5896568ee716859d304c174224220a92&oe=60A473A2
Na iluś tam kilometrach przy Trzebnicy takie słupki powyżej kierownicy, były nawet miejsca gdzie na moim fullu miałbym poważne kłopoty aby zmieścić się między.
Tak to jest gdy za projektowanie biorą się dyletanci...
Pozdro
Wiesiek
Wiesiek, daj spokój. Trzebnica i okolice to w ogóle jakaś patologia jeżeli chodzi o infrastrukturę rowerową.
Zjazd/podjazd w Trzebnicy jak się od Skarszyna jedzie. Zrobili tam kilka lat temu DDR od strony lasu. Ostatnio jechałem, asfaltu spod piasku pośniegowego nie było widać i też słupki takie, że jak lecisz akurat zjazd to musisz mieć celownik laserowy, żeby się między nimi zmieścić.
Tam bez dokręcania i aero pozycji leci się 5 dyszek, na ograniczeniu do 40, a i tak samochody wyprzedzają. :)
Raz z tej DDR skorzystałem, teraz cisnę jezdnią, nawet jak jadę pod górę.
Mam już hardtaila, także nowy zakup to ma być druga sztuka i pierwotnie myślałem typowo o szosie, ale z geometrią endurance, żeby mimo wszystko było wygodniej. Po kilku postach kolegów wyżej i swoich przemyśleniach stwierdziłem, ze jednak gravel będzie lepszy bo zawsze daje możliwość zjechania z asfaltu itp. Podoba mi się rag+, ale niedostępny. Canyon grail al6 też niedostępny i droższy, to samo ruut. A, że korci mnie żeby porobić troszkę kilometrów po twardym to znowu wróciłem do I opcji z szosą, z myślą o późniejszej sprzedaży i kupnie gravela lub po prostu dokupieniu gravela:) Jeżeli szosa, ale nie spec roubaix i trek domane to jakie inne propozycje?
Roubaix i Domane to takie szosy + , w uproszczeniu. Każdy ma jakiś system tłumienia drgań, powkładane elastomery, albo inne wymysły. Trochę jakby pomiędzy szosą, a gravelem. Jeśli chcesz rasową szosę, to będzie Spec Tarmac, Giant TCR, Scott Addict, a w Treku Emonda, ewentualnie Madone, Scott Foil, Giant Propel ale to już segment szos aero... choć w sumie teraz wszystko idzie w stronę aero i różnice się trochę zacierają.
Wszystko zależy od tego przede wszystkim jaki masz budżet, czy np. potrzebujesz/chcesz hamulcy tarczowych, czy nie koniecznie itp., oraz jak już napisano czy masz gdzie jeździć w okolicy. Bo ja dajmy na to mieszkając w centrum Warszawy szosy bym nie kupił.
Wariacji jest wiele, typów rowerów mnóstwo... Każdy ma inny gust, inne potrzeby i nie wiemy czy Ci się to spodoba. Jeśli Ty też nie wiesz, to znajdź kogoś kto ma i poproś o jazdę testową, albo wypożycz w jakimś rowerowym i spróbuj. Kiedyś były demo days, można było brać rower i pomykać, może teraz też jakieś będą w tym nadchodzącym postapo ;)
Dla mnie szosa to kwintesencja roweru. Ale rowerów mam więcej, bo rower to sposób na życie, wietrzenie głowy, odskocznia od problemów.
A zatem określ budżet i... szukaj. Potem dołóż trochę i w drogę ;-) Powodzenia.
rower to sposób na życie, wietrzenie głowy, odskocznia od problemów.
+100
Jak się już przeskoczy etap hobby, to nie ma dylematów, bo każda droga jest dobra.
To co piszecie o szosie to dla mnie jakiś kosmos, w moich oczach to najbardziej hardcorowy, niszowy typ roweru. Dlatego, że dla mnie w definicji roweru jest uniwersalność poruszania, z punktu a do b, w róznych warunkach. Miałem w rowerze 28c, potem uliczne 32c ale dopiero po wsadzeniu maratonów 37 wreszcie nie boję się miasta.
Miasto to nie jest środowisko naturalne dla szosy.
Ja jeździłem SS na oponach 28 mm tylko po mieście i było spoko.
Obawiam się że w kraju raju, nie ma środowiska naturalnego dla szosy ;)
Dal innych rowerów też niedługo nie będzie.
https://lasyiobywatele.pl/
To co piszecie o szosie to dla mnie jakiś kosmos, w moich oczach to najbardziej hardcorowy, niszowy typ roweru. Dlatego, że dla mnie w definicji roweru jest uniwersalność poruszania, z punktu a do b, w róznych warunkach. Miałem w rowerze 28c, potem uliczne 32c ale dopiero po wsadzeniu maratonów 37 wreszcie nie boję się miasta.
No wreszcie ktoś normalny!!!
Dla mnie szosówka to najbardziej wyspecjalizowany i najmniej przydatny typ roweru (a konkretnie to kompletnie nieprzydatny). Bo jak można dobrowolnie jeździć po asfaltach (a już szczególnie ruchliwych)? Jest tyle gór, pagórków, wertepów, ostępów, brzegów rzek. Miejsc gdzie dotrze się tylko rowerem i gdzie nikogo poza piękną przyrodą przeważnie nie ma. Jak można dobrowolnie snuć się w industrialnym krajobrazie? Tak rozumiem - pędem przed siebie, nie ważna refleksja, nie ważne okoliczności tylko szybciej, szybciej. Ale w sumie na enduro też da się szybko. A zrypać się można naprawdę dobrze.
:) :) :)
Pozdro
Wiesiek
- - - - kolejny post - - - - - -
Dal innych rowerów też niedługo nie będzie.
https://lasyiobywatele.pl/
Przyjrzyj się temu dokładniej, to jest bardzo zmanipulowany przekaz. Nie żebym był super miłośnikiem LP.
Przecież wkoło Wrocka jest mnóstwo dobrej jakości asfaltów z małym ruchem przez pola, wioski. Szosa jest mega. Po mieście też się da, ale tu lepiej sprawdzi się inny rower.
To gratuluję. Jest ci u mnie odcinek specjalny "asfaltu" gdzie obawiał bym się o zawieszenie w fullu. Niestety miałem tą nieprzyjemność trafić tam szosonem. Prawie nie trzęsło, tylko Garmin wyrwał się z gniazda, by przywitać się z tą wspaniałą nawierzchnią. Dzięki Bogu i partii skończyło się tylko na wymianie uchwytu.
leighadams
22-04-2021, 17:59
Dzięki wszystkim za porady. Jestem pozytywnie zaskoczony, jeden z nielicznych normalnych wątków na forum:) Wybór i dylematy wciąż są, olx i giełdy trzepane 24h na dobę. Ale w końcu coś wybiorę;) Skończy się pewnie na gravelu, a za rok szosa, albo teraz szosa a za rok gravel;)))) Co do miejsca do jeżdżenia to mam gdzie, wyjeżdżam z domu 1,5km przez pole i jestem w lesie z fajnymi traskami MTB mimo, że to płaska wielkopolska, wyjeżdżam 500m w drugą stronę i jest ścieżka rowerowa z funkiel nówka asfaltem. Prowadzi przez wioski, wokół jeziorek, także miodzio. Na chwilę obecną w kręgu przeglądanych emonda sl6 za 6k, spec diverge e5 elite za 4,4K, spec sequoia elite za 5,5. Ale próbuję ustrzelić coś w miarę blisko, żeby się nie tarabanić przez pół Polski. Myślę, że do weekendu majowego wyrobię się z zakupem;)
Przyjrzyj się temu dokładniej, to jest bardzo zmanipulowany przekaz. Nie żebym był super miłośnikiem LP.
Nie jest zmanipulowany, tylko jest wytłumaczone ludzkim językiem co oznacza kod LP. Założył ją zresztą leśnik i dane pochodzą od LP. I tak wiem, nie każde czerwone pole to 100% wycinki do gołej ziemi, ale można sobie kliknąć na interesujący obszar i wyczytać co jest planowane lub zostało zrobione.
Ponad 20 lat szlajam się po lasach i tak zintensyfikowanej wycinki jak w ostatnich latach nie pamiętam. Na początku obecnego wieku, bardzo rzadko i tylko jesienią trafiało się w górach na rozjechane przez drwali drogi. Drewno odłożone przy drodze to była rzadkość. Obecnie ciężko nie trafić na ślady po wycince i w zasadzie każdy wyjazd do lasu to ileś tabliczek "Zakaz wstępu! Wycinka i zrywka drzewa".
Przecież wkoło Wrocka jest mnóstwo dobrej jakości asfaltów z małym ruchem przez pola, wioski. Szosa jest mega. Po mieście też się da, ale tu lepiej sprawdzi się inny rower.
Tak, to prawda, ale są i takie odcinki, że można nie tylko śruby, ale i zęby zgubić. Z najbliższej okolicy to szosa przez Jarząbkowice. To jest o tyle zdradliwe, że wszędzie wokół: Bogdaszyce, Lutynia jest co najmniej dobra nawierzchnia. Chcesz sobie skrócić nieco trasę, bo co złego się może trafić, a tu się okazuje, że może. Z dalszych odcinków nie polecam lecieć na Strzelin, zły asfalt zaczyna się już zaraz za Wro i do Strzelina to jest jedna wielka dziura drogowa. Okolice Legnicy, słaby asfalt i sporo odcinków po bruku. W zasadzie drogi poprawiają się dopiero jak się wjedzie w dawne województwo wrocławskie.
Okolice Sobótki i Mietkowa są mega, tam Jarek ma rozpracowany każdy kilometr i każdą drogę, ale nawet jadąc na ślepo ciężko trafić na złą nawierzchnię.
Tyle, że szosa to jednak nudy i straszliwa patelnia latem. W terenie możesz schować się w las, o ile nie wycięli :), możesz w góry pojechać, gdzie na kilometrze wysokości jest tylko przyjemnie ciepło, a nie skwar jak w dolinie. Dla mnie gruz już jest wystarczająco blisko szosy, bliżej mi nie trzeba. Mnie nie kręci tempo 40 km/h, nie kręci średnia 30+ km/h. I choć jak planuję sobie długie trasy gruzem to jest przewaga szosy, ale zawsze staram się znaleźć jak najwięcej fajnych dróg gruntowych.
Mam szczęście mieć kumpla, który dużo chodzi po górach i nie tylko i podrzuca mi jakieś fajne fragmenty, a czasem nawet całe trasy. Do tego jeszcze z informacją gdzie gruzem, a gdzie lepiej jednak na MTB.
Wszyscy narzekający na szosę wychodzą z założenia, że każdy za domem ma las i góry. Przyjedźcie do Katowic i okolic. Aby wydostać się w ciekawsze rejony to trzeba tyrać 50km w jedną stronę. Ci co nie byli na Górnym Śląsku to nie wiedzą że trzeba przejechać przez 4 miasta gdzie pomiędzy nimi nie ma luźnej zabudowy. To po pierwsze a po drugie dla budowania formy i trzymania kondycji wide szybkości żaden rower nie da tego co ta kategoria. Taki typ roweru służy do sportowego użytku a nie przemieszczania się z punktu A do B. W tym celu mamy drugi albo trzeci rower i samochód w garażu?
Taki typ roweru służy do sportowego użytku a nie przemieszczania się z punktu A do B.
O! Trzeba było tak od razu.
cz4rnuch
22-04-2021, 20:19
...Przyjrzyj się temu dokładniej, to jest bardzo zmanipulowany przekaz. Nie żebym był super miłośnikiem LP.U mnie, w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, ten przekaz się materializuje. Już nawet po ścieżkach rowerowych ciężko się poruszać, przynajmniej po niektórych, bo są na tyle szerokie, że mieści się na nich ciężki sprzęt do wycinki lasów i transportu drewna więc zostały mocno zajeżdżone. Nie wiem jak w innych regionach, ale ostatnie kilka lat u nas to wycinka na dużą skalę. Potwierdza się to zresztą na naszych ro-ro gdzie z kilometra czuć zażywiczoną szyszkę.
O! Trzeba było tak od razu.
Tłuczemy temat od dawna a Ty się teraz zorientowałeś do czego służy szosa?
Do treningów kolego i szybkości i docelowo mega frajdy.
Wszyscy narzekający na szosę wychodzą z założenia, że każdy za domem ma las i góry. Przyjedźcie do Katowic i okolic. Aby wydostać się w ciekawsze rejony to trzeba tyrać 50km w jedną stronę. Ci co nie byli na Górnym Śląsku to nie wiedzą że trzeba przejechać przez 4 miasta gdzie pomiędzy nimi nie ma luźnej zabudowy. To po pierwsze a po drugie dla budowania formy i trzymania kondycji wide szybkości żaden rower nie da tego co ta kategoria. Taki typ roweru służy do sportowego użytku a nie przemieszczania się z punktu A do B. W tym celu mamy drugi albo trzeci rower i samochód w garażu[emoji3]To mieszczuch z koszykiem na kieroku sprawdzi się idealnie [emoji1787]
Hehe...atakujemy, trenujemy, porównujemy wyniki, czasami się ścigamy. Koszyk ino by przeszkadzał i jeszcze gimbus by nas wyprzedził?
Ta mapa https://mapy.lasyiobywatele.pl/zanim-wytna-twoj-las.html jest o tyle "zmanipulowana", że pokazuje wycinki z kilku ostatnich lat. Tym niemniej na większości zaznaczonych obszarów rosną tylko krzaki albo za chwilę tak będzie. Nie mam nic przeciwko wycince lasu, kiedy tnie się pojedyncze drzewa na jakimś obszarze, wycinki całych kwartałów do ostatniego krzaka to dla mnie barbarzyństwo. Szczególnie cięcie do żywego kwartałów podmiejskich lasów jest dla mnie niezrozumiałe, co ciekawe są to najczęściej rezerwaty i to już jest podwójnie czy potrójnie niezrozumiałe.
Tną widać w całej Polsce. Na terenie Katowic, developer miał wyciąć nawet 100letnie zdrowe drzewa, dopiero pikieta autochtonów i apel do władz samorządowych od tego powstrzymała. Na obrzeżach zaś, tak jak piszesz, tną cale kwartały lasów. Liczy się kasa i państwowy moloch ja potrzebuję za przyzwoleniem rządzących. Ino kupa kamieni i beton zostanie.
Nie jest zmanipulowany, tylko jest wytłumaczone ludzkim językiem co oznacza kod LP. Założył ją zresztą leśnik i dane pochodzą od LP. I tak wiem, nie każde czerwone pole to 100% wycinki do gołej ziemi, ale można sobie kliknąć na interesujący obszar i wyczytać co jest planowane lub zostało zrobione.
Ponad 20 lat szlajam się po lasach i tak zintensyfikowanej wycinki jak w ostatnich latach nie pamiętam. Na początku obecnego wieku, bardzo rzadko i tylko jesienią trafiało się w górach na rozjechane przez drwali drogi. Drewno odłożone przy drodze to była rzadkość. Obecnie ciężko nie trafić na ślady po wycince i w zasadzie każdy wyjazd do lasu to ileś tabliczek "Zakaz wstępu! Wycinka i zrywka drzewa".
.
Uważam, że jest. Po pierwsze to jest w 10 letniej perspektywie. Gdyby ją jeszcze myślowo przedłużyć np do 100 lat to wszystko byłoby czerwone. A mielibyśmy już przecież nowy las. Po drugie znaczna część (przejrzałem szczególnie interesujące mnie obszary) mają wycinki 30%, w horyzoncie 10 lat. Las wycięty w 1/3 dalej jest lasem bo pozostałe drzewa będą nawet solidniejsze. Przeciętny człowiek patrzy na te pola czerwonego i widzi, że mu pół Polski wytną bo ocenia powierzchnię czerwonego. Nie z przypadku na różnych mapach coś zaznacza się na czarno a coś na szaro. jeśli chce się rzetelnie przedstawić problem. Ten sposób temu nie służy.
Znacznie istotniejsze jest to, że wycinają dożywające kresu nasadzenia niemieckie. Czyli świerki, które nie mają szansy przetrwać zmian klimatycznych. W ich miejsce budują nowe drzewostany. Jest jeszcze jeden aspekt wycinki - otwierają się polany i przestrzeń. Mnie to nie boli. Kiedyś w takich górach Kruczych widziałem tylko drzewa a teraz jest choć trochę pejzaży. Podobnie zresztą jest w Górach Sowich. To nie jest tak, że jedzie się pustynią. Po prostu czasem jest widok. Nawet o paradoksie błyskawicznie to zarasta, bo brzozy śmigają naprawdę szybko. Więc gdzieś pojawia się przestrzeń i za trzy lata jej już nie widzisz.
Oczywiście takim entuzjastą sposobu wyrębu nie jestem. To jak firmy pracujące dla LP potrafią zniszczyć drogi jest czasem nie do uwierzenia. Gonią ich terminy i nikt nie zważa, że jest grząsko zostawiając po sobie zrujnowane dukty. Ale z drugiej strony powstaje multum oczek wodnych, często udostępnionych od razu pod ruch turystyczny. Powstają jednak singletracki a to nie byłoby możliwe bez co najmniej życzliwej postawy nadleśniczego. Najogólniej trzeba rozumieć, że jest to dziedzina gospodarki i nikt nie odpuści sobie tego dobra. I tutaj to mi szkoda, że nie zostawia się jakiś istotnych fragmentów lasów pod wypoczynek i rekreację ludzi. O czym wspominał poste. Świadomie wyłączonej z gospodarki z myślą budowy pół naturalnego drzewostanu (w długiej perspektywie). Lasy podmiejskie (np u nas Mokrzański) powinny być wyłączone z gospodarki leśnej.
Temat jest złożony i wielopoziomowy.
...
Dla mnie szosówka to najbardziej wyspecjalizowany i najmniej przydatny typ roweru (a konkretnie to kompletnie nieprzydatny). Bo jak można dobrowolnie jeździć po asfaltach (a już szczególnie ruchliwych)? Jest tyle gór, pagórków, wertepów, ostępów, brzegów rzek. Miejsc gdzie dotrze się tylko rowerem i gdzie nikogo poza piękną przyrodą przeważnie nie ma. Jak można dobrowolnie snuć się w industrialnym krajobrazie? Tak rozumiem - pędem przed siebie, nie ważna refleksja, nie ważne okoliczności tylko szybciej, szybciej. Ale w sumie na enduro też da się szybko. A zrypać się można naprawdę dobrze.
...
To co byście powiedzieli na rower torowy? [emoji23]
Pełne koła, ostre koło, brak przerzutek, opony wąskie jak palec.
Nadaje się w zasadzie tylko do jazdy na torze. No może jak się ktoś jeszcze uprze to dodatkowo na idealnym asfalcie.
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Rower_torowy
Jedno równe tempo, cały czas w kółko. Widoki takie sobie [emoji16]
Przyjemność jazdy na rowerze szosowym. Są to rowery najlepsze z najlepszych. Najlżejsze - co przy jeździe pod górę jest najważniejsze. Kiedy jest tak ciężko, że człowiek ma ochotę wyrzucić wszystko co się da. Lżej w zasadzie się nie da. Stąd gdy ktoś miał trudność z podjechaniem pod jakąś górę (z asfaltową nawierzchnią rzecz jasna), to nagle będzie miał o niebo lżej.
Najmniejsze opory toczenia. Na każdym asfalcie jedzie się po prostu lżej. Wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Przełożenia zestopniowane tak, że zawsze można wrzucić optymalne - ustawić odpowiednią kadencję. Nie ma ani młynka, ani za twardo.
Gdy ktoś z roweru szosowego wróci do któregokolwiek innego, to ma wrażenie że przesiadł się na klamota, w którym wszystko jest gorsze, cięższe, gorzej chodzi i wszystko przeszkadza.
Taka anegdota. Niedawno rozmawiałem z rodziną na Whatsapp. Akurat odwiedził ich sąsiad, a mój dawny znajomy. Gdy spytali, czy mnie pamięta, odpowiedział, że tak. Że to ten, który się z samochodami na rowerze ścigał.
I tu jest kolejna przyjemność w jeździe na szosie. Szybciej niż na szosie, na żadnym innym rowerze, jeździć się nie da. Trenowałem wieki temu. Ścigać można się było tylko z kolegami na treningach. Albo na wyścigach. Wyścigi były różnie. Z kolegami człowiek znał już się jak "łyse konie". Każdy wiedział, kto jakie ma możliwości: w górach, na czas, finisz itd. Wyzwaniami były pojazdy. Traktory, motorynki czy komarki, raczej łatwe do ogrania. Czasami można było się pościgać z samochodem.
Na jednym treningu jak się "zaczepiłem na koło" za ciężarówką (jelcz albo star), to jak zjechałem z Moreny na ul. Kartuską, tam się zaczepiłem, to dojechałem za nim do Żukowa. Z prędkością chwilową około 50km/godz. A trasa cały czas pod górkę. Byłem w podstawówce. Do najmocniejszych w naszej grupie sporo mi brakowało.
Tylko kiedyś zawodowy kierowca, to był naprawdę Kierowca przez duże K. Wieloletnie doświadczenie i wysoka kulturą jazdy. Człowiek jak jechał za takim to był w miarę spokojny. Jak się "zaczepiał na koło" to kilka razy pokazał się w lusterku i jechał. Każdą zmianę toru jazdy kierowca sygnalizował.
Wtedy inaczej podchodziło się do kolarzy. Wyścig Pokoju, te sprawy. To była atrakcja itd. Teraz rowerzyści najwcześniej są postrzegani jako problem i przeszkoda na ulicy.
Tak, z jazdy na szosie można czerpać przyjemność bez cienia wątpliwości. Gravel? Mój rower szosowy był dwa razy lżejszy niż gravel, którego kilka miesięcy temu kupiłem. No, tylko na gravela zamontowałem bagażnik, na niego fotelik i dzieciaka w kasku. Mogliśmy się wybrać we trzech na wycieczkę po leśnych ścieżkach. A na szosie ani bagażnika, ani dzieciaka już bym nie przewiózł.
Coś za coś. To są całkiem inne rodzaje przyjemności. Zresztą, każdy kto miał okazję jechać dobrą szosa, wie co mam na myśli. Tego nie czuć z pozycji widza. To się czuje dopiero na rowerze. Jest naj lżej.
Przecież wkoło Wrocka jest mnóstwo dobrej jakości asfaltów z małym ruchem przez pola, wioski. Szosa jest mega. Po mieście też się da, ale tu lepiej sprawdzi się inny rower.
Umbra, chyba niedawno kupiłeś pierwsza szosę? Jakbyś ją porównał do poprzednich rowerów?
Ja bym nie był takim optymistą jeżeli chodzi odrastanie lasu. 1o lat to jest mgnienie oka w skali lasu. Jak w Sudetach Wschodnich na początku lat 80 ogłoszono stan klęski ekologicznej, a pierwsze zauważalne symptomy były widoczne już w latach 60 to jeszcze na początku XXI wieku taki Żmijowiec był jednym najbardziej widokowych pasm w Sudetach właśnie przez brak lasu. Dopiero w drugiej dekadzie obecnego wieku zaczął obowiązywać stan: "fajny widok, tylko drzewa zasłaniają". Zresztą nie tylko tam. Orlicke Hory w latach 2000-2005 to piękne widoki z wielu miejsc na szlaku. Obecnie trzeba wchodzić na ambony lub szukać przerw między drzewami. Nie wiem czy zmiany klimatyczne, zwłaszcza w górach, będą tak odczuwalne, że te brzozy czy ogólnie lasy liściaste utrzymają się. Zresztą w górach powyżej pewnej wysokości zasadniczo nie powinno się w ogóle ścinać drzew bo pełnią nie tylko rolę zielonych płuc, ale wiążą też glebę.
Single, owszem powstają, ale jak mają pecha być na terenie wycinki to stają się bezużyteczne, a często nawet zniszczone przez zrywkę. Jakoś wtedy nadleśnictwo nie patrzy takim przychylnym wzrokiem.
Mnie boli to, że Polska chwali się wielkim wzrostem eksportu drewna do np. Szwecji. W Polsce lasy stanowią ok. 1/3 powierzchni kraju, a w Szwecji 4/5, a biorąc pod uwagę wielkość obu krajów to w Szwecji jest więcej lasu niż całkowita powierzchnia Polski. Chyba jednak powinno być odwrotnie.
Szwecja wykupuje prywatne lasy, żeby unikać wylesienia, a u nas w LP zamiast ptaków słychać pilarki. Autentyk sprzed dwóch tygodni w lesie koło Brzegu Dolnego w sobotę.
Nie ma u nas szacunku do bogactwa naturalnego. Kiedy powstał ostatni park narodowy? 20 lat temu? Parki krajobrazowe to niedługo tylko na mapach pozostaną. A i to się pewnie zmieni jak ktoś zauważy, że jaki to park krajobrazowy z osiedlami i wyciętym lasem.
I zdaję sobie sprawę, że w Polsce większość lasów jest gospodarcza, ale to co się teraz odbywa to gospodarka rabunkowa.
Rabunkową czy nie, w tym kraju już nikomu kasa nie śmierdzi. Przykład idzie z góry. Cała legislacja tego procederu ma napchać kieszenie właściwym sobie. Nie ma co porównywać do Szwecji, inna mentalność.
Wszyscy narzekający na szosę wychodzą z założenia, że każdy za domem ma las i góry. Przyjedźcie do Katowic i okolic. Aby wydostać się w ciekawsze rejony to trzeba tyrać 50km w jedną stronę. Ci co nie byli na Górnym Śląsku to nie wiedzą że trzeba przejechać przez 4 miasta gdzie pomiędzy nimi nie ma luźnej zabudowy
Nie marudź. :mrgreen:
Jak byłem u Shao o jechaliśmy na kole do Zhujiajiao, 50 km w jedną stronę i ani przez moment nie miałem wrażenia, że opuściliśmy miasto.
Jechałem też ciapongiem do Suzhuo 100 km i do Wuxi 150 km i też jakby cały czas przez miasto.
Do tego płasko i powietrze takie, że Aglomeracja Śląska to kurort w zasadzie.
Dlatego szosa na Ślonsku mo się dobrze?
Coś za coś. To są całkiem inne rodzaje przyjemności. Zresztą, każdy kto miał okazję jechać dobrą szosa, wie co mam na myśli. Tego nie czuć z pozycji widza. To się czuje dopiero na rowerze.
Pięknie to opisałeś. Aż mam ochotę teraz wstać z kanapy, ubrać się w obcisłe, zdjąć moją szoskę ze ściany i wyjść polatać...
:)
50811
siemalysy
22-04-2021, 22:36
Siema.
W tym roku planuję spróbować szosy. Mam kilku znajomych co od czasu do czasu wyskakują na szosę, więc któregoś razu postaram się z nimi zabrać. W Decathlonie można wypożyczyć szosę. W Łodzi niestety jest to najniższy z modeli szosowych. Jednak zamierzam skorzystać z tej możliwości i zobaczyć czy asfalt i szosa są dla mnie.
Tylko pamiętaj, nie od razu tam gdzie samochody. Ja też próby miałem w podobnej scenerii jak na fotce matomiego.
No i szybko doszedłem do wniosku że o połowę życia za długo zwlekałem w tym temacie?
Tak, z jazdy na szosie można czerpać przyjemność bez cienia wątpliwości. Gravel? Mój rower szosowy był dwa razy lżejszy niż gravel, którego kilka miesięcy temu kupiłem. No, tylko na gravela zamontowałem bagażnik, na niego fotelik i dzieciaka w kasku. Mogliśmy się wybrać we trzech na wycieczkę po leśnych ścieżkach. A na szosie ani bagażnika, ani dzieciaka już bym nie przewiózł.
Coś za coś. To są całkiem inne rodzaje przyjemności. Zresztą, każdy kto miał okazję jechać dobrą szosa, wie co mam na myśli. Tego nie czuć z pozycji widza. To się czuje dopiero na rowerze. Jest naj lżej.
Przeca się przekomarzam. Mam kumpli co się na jakieś treningi umawiają i robią kółeczka na mało uczęszczanych asfaltach w Kątach Wrocławskich. Podobnie jest w narciarstwie. Są tacy co wkładają bioderko i za wszelką cenę usiłują tyczki szybciej przejechać. 1000 x to samo do doskonałości. A inni włażą na kolejne szczyty i z nich zjeżdżają. W warunkach zagrożenia i trudnego terenu. Najogólniej walor sportowy kontra poznawczy. Choć w enduro czy DH (albo freeride czy skialp) może też być wielki walor sportowy.
Siema.
W tym roku planuję spróbować szosy. Mam kilku znajomych co od czasu do czasu wyskakują na szosę, więc któregoś razu postaram się z nimi zabrać. W Decathlonie można wypożyczyć szosę. W Łodzi niestety jest to najniższy z modeli szosowych. Jednak zamierzam skorzystać z tej możliwości i zobaczyć czy asfalt i szosa są dla mnie.
Masz rację. Nic tak nie poprawia krążenia jak seta poniżej 3 godzin 8-)
Wy tutaj o szosach, setkach w 3 godziny, to ja pozwolę sobie na bardziej przyziemne pytanie: jeżdżę takim oto czołgiem na kołach: https://kross.eu/pl/poprzednie-kolekcje/trans-5-0-czarny-czerwony-srebrny-matowy. Rocznie robię nie więcej niż 2500-3000 km, zwykle w czasie popołudniowych/weekendowych wycieczek (zazwyczaj w okolicach 40-60 km, nie planuję robić więcej niż 150 km dziennie). Powoli, bez napinki, to zdecydowanie "turystyka rowerowa" podczas której poznaję okolicę, a nie buduję formę i biję rekordy czasowe.
Ciężko jest mi jednak utrzymać na płaskim asfalcie stałe tempo powyżej 25 km/h, a czasem mam ochotę na więcej. Co mogę wymienić w rowerze, żeby choć trochę poprawić średnią prędkość? Wiem, że to ciężki rower z pozycją za kierownicą, która daleka jest aerodynamicznej, obładowany masą wyposażenia dodatkowego (+ sakwą, którą mam prawie zawsze) więc cudów nie będzie, ale może poza wymianą opon na węższe da się coś jeszcze zrobić? Za rok/dwa może zdecyduję się na gravela, ale na ten moment wolałbym ulepszyć to co mam, bo lubię jego uniwersalność i bezstresowość na co dzień.
Zminimalizować opory toczenia i opory aero, czyli podstawa to opony max 30 mm slick, albo semislick i kierownica typu baranek, ewentualnie motylek, chociaż nie wiem, jak to będzie się komponowało z Twoim modelem.
No i ten przedni amor specjalnie nie służy wyścigom.;-)
Zminimalizować opory toczenia i opory aero, czyli podstawa to opony max 30 mm slick, albo semislick i kierownica typu baranek, ewentualnie motylek, chociaż nie wiem, jak to będzie się komponowało z Twoim modelem.
No i ten przedni amor specjalnie nie służy wyścigom.;-)
Zdecydowanie nie służy, ale ma blokadę z czego czasem na podjazdach korzystam żeby nie "pompować" energii w amor zamiast w pedały. Wiadomo, że sztywny widelec byłby lżejszy, ale na gorszych drogach/w mieście amortyzator czasem mi się przydaje bo stawy w rękach mniej dostają w kość od wibracji (w końcu dętki napompowane na maxa (5 atmosfer) żeby opory były mniejsze, ale przekłada się to komfort).
Obawiam się, że nic nie zrobisz. Jedyne co możesz wymienić to rower.
Żadna zmiana opon, kierownicy czy widelca nie sprawi, że ten rower nagle zacznie jeździć szybciej. To jest 20 kg kloc, o miejskiej geometrii i potrzeba masy energii, aby go rozpędzić i sporo energii, aby prędkość utrzymać. Miałem przez ponad dwa lata Unibike Amsterdam (https://www.unibike.pl/unibike2015/unibike2014/amsterdam8rgts.html) i było to samo. Prędkość spacerowa, każdy podjazd to walka, bo wyprostowana pozycja sprawia, że nie zaprzesz się o kierownicę. Ja odpuściłem temat prędkości na tym rowerze, jeździłem po mieście spokojnie i statecznie, uśmiechałem się do pięknych pań, piękne panie uśmiechały się do mnie. Do prędkości miałem inne rowery.
MZ jak chcesz szybciej to musisz zmienić rower, bo inwestycja przyspieszająca obecny rower to marnacja środków.
Zdecydowanie nie służy, ale ma blokadę z czego czasem na podjazdach korzystam żeby nie "pompować" energii w amor zamiast w pedały. Wiadomo, że sztywny widelec byłby lżejszy, ale na gorszych drogach/w mieście amortyzator czasem mi się przydaje bo stawy w rękach mniej dostają w kość od wibracji (w końcu dętki napompowane na maxa (5 atmosfer) żeby opory były mniejsze, ale przekłada się to komfort).
Jakiś czas temu wymieniłem widelec w swoim Unibiku Viper z SR SUNTOUR NVX z blokadą na sztywnego Force'a. Różnica w wadze na papierze była, w jeździe nie wiem na ile również była faktyczna różnica, a na ile wydawało mi się, że jest/chciałem by była. Generalnie szału nie ma, a gorzej z geometrią i jednak sztywny alu to zło. Suntour nawet z blokadą lepiej niwelował drgania. Wymieniłem również sztycę, siodełko i opony. No i... różnice poczułem po kupnie szosy :) Tu te 25 km to faktycznie jakoś nie robią problemu. Viper został przerobiony na zimówkę/trekkinga - bagażnik pod sakwy, podwójny mostek i jazda, gdzie Vśrednia się nie liczy.
Wind Mill
25-04-2021, 21:30
Kwiecień plecień... Zdziś.
Po siódmej widziałem lowelka cień:
50898
Po południu na lowelka padał śnieg:
50899
:mrgreen:
Czasy w exif oszukane, coś DST nie trybi. ;)
Są jakieś różnice pomiędzy czapkami rowerowymi? Mam łysą głowę i muszę czymś ją zakryć przed słońcem.
siemalysy
25-04-2021, 22:23
Czapki różnią się pewnie materiałem, krojem, itp. Warto pewnie założyć na głowę i zobaczyć czy pasuje nigdzie nie uciska, itp. Natomiast jeżeli chodzi o coś na głowę, to ja polecam buff, komin pod kask. Używam zawsze, nawet przy temperaturach jakie mamy w gorące lato.
To jest 20 kg kloc
To, że ciężki to fakt i na pewno będzie wolniej się bujać.
Ale weźmy teoretycznie nową szosę 8 kg plus 80 kg wagi szosowca względem starej szosy, przykładowo 15 kg i około 70 kg wagi kierownika. Waga brutto będzie się mniej więcej zgadzać, więc w czym różnica, oprócz być może grubszej łydy tego na lżejszym sprzęcie?
To, że ciężki to fakt i na pewno będzie wolniej się bujać.
Ale weźmy teoretycznie nową szosę 8 kg plus 80 kg wagi szosowca względem starej szosy, przykładowo 15 kg i około 70 kg wagi kierownika. Waga brutto będzie się mniej więcej zgadzać, więc w czym różnica, oprócz być może grubszej łydy tego na lżejszym sprzęcie?
Ale tak się tego nie liczy ;)
W dużym uproszczeniu - Lżejszy rower jedzie znacznie lepiej niż cięższy. Szybciej i lżej się napędza itd. Masa samego rowerzysty, to zupełnie inna sprawa.
Jak myślisz dlaczego te wszystkie karbony, ultra light,y itd. kosztują takie pieniądze? :D
Żeby wydoić rowerzystę?
Ciężki rower wolno się rozpędza, przykładowo załadowany tobołami, ale jak go bujniesz, to potem spróbuj go zatrzymać.;-)
Pięknie to opisałeś. Aż mam ochotę teraz wstać z kanapy, ubrać się w obcisłe, zdjąć moją szoskę ze ściany i wyjść polatać...
:)
50811
A dziękuję. Jak się ma takie drogi, jak Ty, to grzech nie jeździć na szosie
Przeca się przekomarzam. Mam kumpli co się na jakieś treningi umawiają i robią kółeczka na mało uczęszczanych asfaltach w Kątach Wrocławskich. Podobnie jest w narciarstwie. Są tacy co wkładają bioderko i za wszelką cenę usiłują tyczki szybciej przejechać. 1000 x to samo do doskonałości. A inni włażą na kolejne szczyty i z nich zjeżdżają. W warunkach zagrożenia i trudnego terenu. Najogólniej walor sportowy kontra poznawczy. Choć w enduro czy DH (albo freeride czy skialp) może też być wielki walor sportowy.
Wiem. Dziękuję. Zmobilizowałeś mnie, żebym sobie przypomniał, co ja w tym sporcie kochałem [emoji23] Walka a prędkością o własnych siłach.
Wy tutaj o szosach, setkach w 3 godziny, to ja pozwolę sobie na bardziej przyziemne pytanie: jeżdżę takim oto czołgiem na kołach: https://kross.eu/pl/poprzednie-kolekcje/trans-5-0-czarny-czerwony-srebrny-matowy. Rocznie robię nie więcej niż 2500-3000 km, zwykle w czasie popołudniowych/weekendowych wycieczek (zazwyczaj w okolicach 40-60 km, nie planuję robić więcej niż 150 km dziennie). Powoli, bez napinki, to zdecydowanie "turystyka rowerowa" podczas której poznaję okolicę, a nie buduję formę i biję rekordy czasowe.
Ciężko jest mi jednak utrzymać na płaskim asfalcie stałe tempo powyżej 25 km/h, a czasem mam ochotę na więcej. Co mogę wymienić w rowerze, żeby choć trochę poprawić średnią prędkość?
Podobnie jak u Kolegi, który zastanawiał się pomiędzy szosa a gravelem - zależy, gdzie głównie zamierzasz jeździć? Mimo, że rozbieżne, to rady zarówno Ligo jak i zdyboo mogą być dobre.
Zminimalizować opory toczenia i opory aero, czyli podstawa to opony max 30 mm slick, albo semislick i kierownica typu baranek, ewentualnie motylek, chociaż nie wiem, jak to będzie się komponowało z Twoim modelem.
No i ten przedni amor specjalnie nie służy wyścigom.;-)
Najłatwiej wymienić opony. Ale pytanie, czy te aktualne nie są najbardziej odpowiednie do dróg po których teraz jeździsz? Węższe opony, z szosowym bieżnikiem dadzą mniejsze opory toczenia i lepsze osiągi na asfalcie. Ale mogą być problemem gdzieś w lesie czy na szutrze. Sam mam podobny dylemat. Chciało by się węższe i szosowy bieżnik. Ale nie wiemy czy nie pożałuję? Na razie się wstrzymam. Druga w kolejności wymiana - to kierownica gravelowa. Baranek z rozchodzącymi się końcami. Odciążasz ręce i uzyskasz bardziej aerodynamiczną sylwetkę. Dobrze byłoby wymienić klamkomanetki. Innym rozwiązaniem jest lemondka. Którą możesz też zamocować do baranka. Ale po lesie będzie problematyczna. Znowu wracamy do pytania, gdzie będziesz jeździł? [emoji16]
Kolejne, to wymiana kół, a przynajmniej piast, na takie z łożyskami maszynowymi. Jak zakręcisz kołem, to będzie się kręcić jakby nie chciało przestać [emoji6] ale to droższe i bardziej problematyczne. Dlatego jak napisał zdyboo, być może w Twojej sytuacji nie da się zrobić za wiele.
Można starać się zmniejszy wagę, pozbywając zbędnych rzeczy lub zamieniając na lżejsze. Albo zmienić rower.
Podszedłem do sprawy wycieczek rowerowych z trochę innej strony. Kupiłem gravela i robię z niego rower wycieczkowo-wyprawowy. 5090750908
Wy tutaj o szosach, setkach w 3 godziny, to ja pozwolę sobie na bardziej przyziemne pytanie: jeżdżę takim oto czołgiem na kołach: https://kross.eu/pl/poprzednie-kolekcje/trans-5-0-czarny-czerwony-srebrny-matowy. Rocznie robię nie więcej niż 2500-3000 km, zwykle w czasie popołudniowych/weekendowych wycieczek (zazwyczaj w okolicach 40-60 km, nie planuję robić więcej niż 150 km dziennie). Powoli, bez napinki, to zdecydowanie "turystyka rowerowa" podczas której poznaję okolicę, a nie buduję formę i biję rekordy czasowe.
Ciężko jest mi jednak utrzymać na płaskim asfalcie stałe tempo powyżej 25 km/h, a czasem mam ochotę na więcej. Co mogę wymienić w rowerze, żeby choć trochę poprawić średnią prędkość? Wiem, że to ciężki rower z pozycją za kierownicą, która daleka jest aerodynamicznej, obładowany masą wyposażenia dodatkowego (+ sakwą, którą mam prawie zawsze) więc cudów nie będzie, ale może poza wymianą opon na węższe da się coś jeszcze zrobić? Za rok/dwa może zdecyduję się na gravela, ale na ten moment wolałbym ulepszyć to co mam, bo lubię jego uniwersalność i bezstresowość na co dzień.
Myślę, że wymiana opon dużo nie zmieni, jeżeli masz te oryginalne schwalbe silento, one nie mają agresywnego bieżnika, jakby to były jakieś grube kostki, to może. Jedyne co możesz zrobić to obniżyć kierownicę, tak żeby była przynajmniej na wysokości siodełka, lub niżej. Masz tam regulowany mostek, więc nie powinno być problemu. Stała prędkość 25 km/h z pełnym załadunkiem, to wg mnie i tak nie jest źle.
To, że ciężki to fakt i na pewno będzie wolniej się bujać.
Ale weźmy teoretycznie nową szosę 8 kg plus 80 kg wagi szosowca względem starej szosy, przykładowo 15 kg i około 70 kg wagi kierownika. Waga brutto będzie się mniej więcej zgadzać, więc w czym różnica, oprócz być może grubszej łydy tego na lżejszym sprzęcie?
Ciężki rower wolno się rozpędza, przykładowo załadowany tobołami, ale jak go bujniesz, to potem spróbuj go zatrzymać.
Lżejszy rower jest zawsze łatwiejszy w kontroli. W tym również w przyspieszaniu i utrzymywaniu tej prędkości. Nawet w DH, gdzie przez lata ukuł się mit, że te rowery muszą być ciężkie, żeby szybciej zjeżdżały. Jakby zjazdy DH odbywały się na równej szosie to tak, ale się nie odbywają. Masa tych rowerów wynika z wytrzymałości konstrukcji w tej jednej z najbardziej hardkorowych dyscyplin rowerowych. Wraz z epoką włókien węglowych, także te konstrukcje uległy odchudzeniu.
Ciężki rower ma przewagę tylko na zjeździe gdzie pomaga grawitacja. W każdych innych warunkach, ciężki rower zatrzyma się wcześniej niż lekki, potrzeba będzie też większej ilości energii na utrzymanie prędkości. Energia kinetyczna jest wprost zależna od masy. E=0,5*(m*V^2), po przekształceniach wychodzi wzór na prędkość V=sqrt((2*E)/m). Zatem im większa masa tym niższa prędkość lub potrzebna jest większa energia, aby osiągnąć tę samą prędkość.
I masz rację, że ciężki rower i lekki rowerzysta może mieć tę samą masę co lekki rower i ciężki rowerzysta, ale nie można tego rozpatrywać, w aż takiej makroskali. ku6i nie będzie chudł, aby jeździć na ciężkim rowerze i tył, aby jeździć na lekkim. :)
W takich równaniach zakłada się stałą masę rowerzysty.
Co więcej w rowerze ważne jest gdzie ta masa się znajduje. Najszybciej zauważa się ubytek masy w kołach. Weźmy dwa rowery o tej samej masie, ale jeden z lekkim zestawem kół i ciężkim np. framesetem. Drugi z lekkim framesetem, ale ciężkimi kołami. Z tych dwóch, ten z lekkimi kołami będzie szybszy. W pro peletonie, gdzie limit masy roweru ustalono na 6,8 kg, ciężko znaleźć kierownicę czy mostek z włókien węglowych, ale bez trudu znajdziesz zestaw kół o masie ok. 1 kg.
Jedyne co możesz zrobić to obniżyć kierownicę, tak żeby była przynajmniej na wysokości siodełka, lub niżej. Masz tam regulowany mostek, więc nie powinno być problemu.
Myślałem o tym, jeżeli ma skręcane stery to wystarczy, że fajkę wbije głębiej w rurę sterową. Wymaga to odkręcenia tylko jeden śruby. Mostkiem też można, ale jak za dużo opuści, to trzeba sobie jeszcze kierownicę w mostku obrócić. Może to jednak nic nie dać, bo ta kiera to prawie taka jaskółka i ciężko uzyskać na takiej bardziej sportową pozycję.
Kwiecień plecień... Zdziś.
Po siódmej widziałem lowelka cień:
Po południu na lowelka padał śnieg:
:mrgreen:
Czasy w exif oszukane, coś DST nie trybi. ;)
Taki mamy klimat :D
Ja w weekend w końcu zrobiłem sobie wycieczkę, po okolicach Straszyna/Juszkowa/Pruszcza Gdańskiego.
Badałem teren, czy nada się do jazdy z wózkiem dwuosobowym...
Niech już się zrobi ciepło :)
50925
Ciężki rower ma przewagę tylko na zjeździe gdzie pomaga grawitacja. W każdych innych warunkach, ciężki rower zatrzyma się wcześniej niż lekki, potrzeba będzie też większej ilości energii na utrzymanie prędkości. Energia kinetyczna jest wprost zależna od masy. E=0,5*(m*V^2), po przekształceniach wychodzi wzór na prędkość V=sqrt((2*E)/m). Zatem im większa masa tym niższa prędkość lub potrzebna jest większa energia, aby osiągnąć tę samą prędkość.
.
Myślę, że nie jest to poprawna analiza ponieważ dominująca praca na rowerze związana jest z pokonaniem oporów powietrza i toczenia. W jeździe w ruchu jednostajnym (ustalonym) przy tych samych oporach wydatek energetyczny na utrzymanie prędkości będzie jednakowy. Na podjeździe gdzie opory związane z prędkością maleją wydatek energetyczny będzie już mocniej związany z dodatkową masą, przy stromym może być wprost proporcjonalny (nie wiem jaki jest udział oporów toczenia) i 5% większej całkowitej masy da o tyleż większy wysiłek. Być może opory toczenia (tarcie) związane są też z masą.
W kolarstwie grawitacyjnym na pewno większa masa da większą prędkość (przy tych samych oporach) ale wcale nie twierdzę, że warto ją nadmiernie zwiększać bo pogorszy to manewr. I skróci skoki.
Co do masy rotującej to nie jest to dla mnie jasne bo ona zasadniczo też porusza się w ruchu ustalonym czyli znów tylko na zmianach ma to znaczenie. Ale rotujące koło dążyć będzie do zachowania momentu pędu (efekt żyroskopowy). Na moją znajomość (nędzną) dynamiki każdy skręt koła (i przechylenie) będzie tutaj owocował stratami energii a te w przypadku masywniejszego koła będą większe. Czyli być może ta walka o zmniejszenie masy kół jest racjonalna.
Zapomniałem w sumie napisać, że można pominąć opory toczenia i powietrza, bo zakładamy takie same warunki ruchu. Tu nie chodzi o wyliczenie bezwzględne, bo wtedy już oporów nie można pominąć, a o porównanie.
Fizyki się nie zmieni, większa masa to większa energia, aby uzyskać i utrzymać tę samą prędkość co w przypadku mniejszej masy. Dopiero jak mamy dodatkowy czynnik (przyciąganie grawitacyjne) to większa masa przestaje przeszkadzać, a bywa, że zaczyna i pomagać.
Jeżeli chodzi o masę rotującą to przez analogię do lekkiego roweru i rowerzysty łatwo zrozumieć, że lekkie koła jest łatwiej kontrolować. Miej energii kosztuje zmiana ich prędkości, łatwiej skręcić i ogólnie wszystko co wymaga zmiany ruchu koła łatwiej jest wykonać.
Cięższe koła mają przewagę stabilności, bo trudniej jest zmienić ich pęd, wymaga to więcej energii. I z tego też wynika, że jeżeli rozpędzimy dwa rowery o identycznej masie do tej samej prędkości, ale jeden na ciężkich kołach, a drugi o lekkich kołach, to ten na ciężkich kołach zajedzie dalej, bo musi wytracić więcej energii zmagazynowanej w obracających się kołach.
Znowu zakładam, że wszystkie opory są takie same i chodzi tylko o porównanie.
Jak ktoś nie wierzy we wpływ masy roweru to wystarczy się taką samą trasą przejechać na lekkim rowerze i na ciężkim. Ja taki eksperyment przez przypadek zrobiłem sobie w 2019 roku. Najpierw w Orlicke Hory pojechałem na MTB FS o wadze niecałych 14 kg, a potem crossem o wadze niecałych 10 kg. Wyjazd w obu przypadkach z Międzylesia. Już sam dojazd do granicy PL/Cz to było 8 minut do przodu na lekkim, a przy pierwszej budzie z piwem w górach byłem pół godziny wcześniej, bałem się, że jeszcze zamknięte będzie, ale nie było. Całą wycieczkę na MTB zakończyłem w Bystrzycy Kłodzkiej i miałem dość, już na autopilocie wsiadałem do pociągu. Na crossie, dojechałem bez problemu do Kłodzka, zjadłem obiad i na luzie wsiadłem do pociągu i to wcześniejszego niż tym co wracałem z Bystrzycy. Oba wyjazdy w odstępie chyba miesiąca.
Taki mamy klimat :D
Ja w weekend w końcu zrobiłem sobie wycieczkę, po okolicach Straszyna/Juszkowa/Pruszcza Gdańskiego.
Badałem teren, czy nada się do jazdy z wózkiem dwuosobowym...
Niech już się zrobi ciepło :)
Skąd ta fota dokładnie? Też planuje się wybrać w tę okolicę, jechałeś jakimś szlakiem, czy tak przed siebie ?
Skąd ta fota dokładnie? Też planuje się wybrać w tę okolicę, jechałeś jakimś szlakiem, czy tak przed siebie ?
Trochę polami, trochę łąkami, trochę drogami, na tyle spoko, że zdecydowałem się, że na dwa razy zrobię wypad z rodzin, raz naokoło jeziora, a raz od strony Pruszcza do Faktorii.
50928
Cała trasa wygląda tak.
50929
siemalysy
26-04-2021, 21:11
Siema :)
Inżynierskie dyskusje, jak mawia młodzież na propsie ;) Na swojej skórze doświadczyłem jak zmienia się jazda, prędkości osiągane na rowerze ciężkim z marketu w porównaniu z normalnym rowerem. Różnica w masie między nimi to 2-3 kg. Kolejnym takim doświadczeniem było jak ten "normalny" rower zacząłem dostosowywać pod siebie i doszedłem do etapu wymiany kół. Zmieniłem standardowe i ciężkie koła na lekkie koła, na dobrych łożyskach. Pierwsza jazda i tylko jedno cisnęło się na usta: ku%*@ to samo jedzie ;)
Też udaję mi się trochę pojeździć i co najważniejsze udaję mi się na rower wyciągać żonę :) Dystansów na razie zawrotnych we dwoje nie robimy, ale powoli do przodu. Przynajmniej ma kto mi teraz zdjęcie zrobić na rowerze :-D Do pełni szczęścia brakuje tylko słońca i wyższej temperatury.
50930
Panowie, dzięki za wszystkie posty, sporo się dowiedziałem. Z pomysłów jakie padły spodobał mi się ten z wrzuceniem baranka z klamkomanetkami. Wiem, że nie uzyskam jakieś bardzo dużej poprawy, ale bardziej chciałem to potraktować jako eksperyment przed kupnem gravela: nigdy nie jeździłem z barankiem i klamkomanetkami więc chętnie bym sobie potestował na swoim rowerze czy taka pozycja za kierownicą mi pasuje. Kiepsko byłoby się dowiedzieć, że jednak nie jest mi wygodnie, gdy już kupię gravela :) Chciałem zapytać w związku z tym o dwie rzeczy:
1. Na jakiego rzędu koszty się nastawiać?
2. Czy mogą wystąpić jakieś problemy z kompatybilnością jeśli chodzi o hamulce/przerzutki? Powinienem na coś zwracać uwagę przy wyborze?
Mówimy raczej o niższej półce, bo raz, że nie wykorzystam możliwości czegoś lepszego, dwa, że pewnie obecny rower za rok-dwa poszedłby na sprzedaż, więc bez sensu przesadnie w niego inwestować.
MZ to jednak nieco słaby pomysł z wymianą kierownica na baranek w tym rowerze.
1. Rower ma geo miastową i wsadzenie tam baranka nie spowoduje, że stanie się gruzem, przełajem czy szosówką. To jak będziesz czuł baranka przy tej geo, będzie się diametralnie różniło od tego jak będziesz czuł baranka przy geo zaprojekowanej pod baranek.
Mnie czasem chodzi po głowie czy nie zapodać sobie baranka do crossa. Wyszłoby coś na kształt gruza o bardzo agresywnej geo. Jednak szkoda mi precyzji działania XT 8k, a mam porównanie z GRX 810, czyli w zasadzie Ultegrą, czyli równorzędną grupą szosową. No i nie wiem czy bym się zgiął na tyle, żeby jeździć w dolnym chwycie. Choć, zgiąć bym się pewnie zgiął, tylko czy wyprostował. :mrgreen:
2. Do wymiany masz niemal wszystkie komponenty. Teraz masz hydrauliczne hamulce i napęd 3x8, czyli połączenie, które nie występuje w klamkomanetkach szosowych. Uciąg linki w tylnej przerzutce, w szosie i MTB był taki sam ostatni raz przy 9 biegach. Zostawiając te heble nie masz pewności czy pożenisz je klamkomanetkami. Shimano nie zaleca dowolnego mieszania klamek i zacisków hydraulicznych, bo nie wszędzie są takie same średnice tłoczków w układzie hydraulicznym i działanie może być dziwne. Też kiedyś chciałem zmienić w MTB tylko zaciski na XT, a klamki zostawić Deore, ale poszukałem w sieci i jednak kupiłem zestawy XT.
3. Będzie drogo lub bardzo drogo o ile w ogóle będzie. Ostatni raz można było kupić części Shimano na przełomie października i listopada. Teraz nie ma, a jak się coś pojawia to zaraz znika, mimo wysokich cen.
Jak ktoś nie wierzy we wpływ masy roweru to wystarczy się taką samą trasą przejechać na lekkim rowerze i na ciężkim. Ja taki eksperyment przez przypadek zrobiłem sobie w 2019 roku. Najpierw w Orlicke Hory pojechałem na MTB FS o wadze niecałych 14 kg, a potem crossem o wadze niecałych 10 kg. Wyjazd w obu przypadkach z Międzylesia. Już sam dojazd do granicy PL/Cz to było 8 minut do przodu na lekkim, a przy pierwszej budzie z piwem w górach byłem pół godziny wcześniej, bałem się, że jeszcze zamknięte będzie, ale nie było. Całą wycieczkę na MTB zakończyłem w Bystrzycy Kłodzkiej i miałem dość, już na autopilocie wsiadałem do pociągu. Na crossie, dojechałem bez problemu do Kłodzka, zjadłem obiad i na luzie wsiadłem do pociągu i to wcześniejszego niż tym co wracałem z Bystrzycy. Oba wyjazdy w odstępie chyba miesiąca.
No to odwróć zagadnienie. Masz tego crossa gołego i dopinasz do niego dwie 1,5 l butelki z wodą mineralną (od biedy wepchniesz). Czy zasadniczo to zmieni Twoje przebiegi? Bo porównywanie rowerów o różnej geometrii, z różnymi oponami, na różnych łożyskach jest bez sensu.
Zasadniczo to nie mam zamiaru udowadniać, że na lżejszym rowerze pojedzie się wolniej, tylko uważam, że ciężar często nie jest głównym czynnikiem, a już na pewno nie jest w ruchu ustalonym. Jeśli zaś chodzi o podjazd to tam podwyższenie wagi o 5% o tyle samo zwiększy wysiłek. W tym kontekście zrzucenie 4 zbędnych kilogramów z brzucha jest znacznie sensowniejsze jak płacenie za lekkie rowery (przy identycznej geometrii i identycznych kołach).
pozdro
Wiesiek
Ku6i odpuść sobie przerabianie tego roweru na cokolwiek innego. Same klamki do baranka będą kosztować obecnie, tyle co połowa tego roweru. Po co rzeźbić w goownie. Wiem co mówię, bo swego czasu chciałem usportowić Trans Pacific. Akurat w drugą stronę, na XC. Nawet w jakim lokalnym ogórku na tym wystąpiłem. Efekt był taki że krossa złożyłem do stanu pierwotnego i poszedł do ludzi. A klamoty w niego zainwestowane poszły na projekt, typu winter złomex.
E=0,5*(m*V^2), po przekształceniach wychodzi wzór na prędkość V=sqrt((2*E)/m). Zatem im większa masa tym niższa prędkość
Powiedz to mojemu truckowi.:mrgreen:
I jeszcze potrzeba do tego wzoru na inercję.
Pewnie nie wiesz jak to działa, bo nie jeździłeś autem. Otóż na płaskim, po rozpędzeniu nie ma specjalnego znaczenia, czy truck waży 30, czy 40 ton. Za to można się zdziwić, kiedy okazuje się, że w terenie górskim/pofałdowanym ciężkie auto idzie znacznie lepiej, jak nie w pełni załadowane. Ot, inercja. Fizyka działa tak samo przy rowerze.
ku6i nie będzie chudł, aby jeździć na ciężkim rowerze i tył, aby jeździć na lekkim. :)
A wiadomo to? ;-)
Ale faktycznie, nie ma sensu przerabiać sprzętu w taki sposób. Za duże koszty na dzisiaj.
LeonardZelig
27-04-2021, 07:36
Jak ktoś nie wierzy we wpływ masy roweru to wystarczy się taką samą trasą przejechać na lekkim rowerze i na ciężkim.
Wczorajsza moja wycieczka na zmodernizowanym staruszku Authorze to potwierdza. Odcinek ok. 2 km lekkiego podjazdu asfaltem, który dotąd mnie irytował i męczył wczoraj zrobiłem z przyjemnością. Pomocne były zarówno nowe koła z łożyskami maszynowymi i ogólna masa roweru, która spadła po wymianie widelca i paru innych komponentów o około 1 kg.
Trochę polami, trochę łąkami, trochę drogami, na tyle spoko, że zdecydowałem się, że na dwa razy zrobię wypad z rodzin, raz naokoło jeziora, a raz od strony Pruszcza do Faktorii.
Cała trasa wygląda tak.
Majówka zapowiada się pięknie, chyba się wybiorę :-)
Już od jakiegoś czasu przymierzam się do szlaku wzdłuż Raduni.
Niska masa to mała bezwładność. Uwielbiam swój fitness za łatwość poruszania, szybkie nadrabianie po hamowaniu itp Masa rowerzysty bez wpływu.
No to odwróć zagadnienie. Masz tego crossa gołego i dopinasz do niego dwie 1,5 l butelki z wodą mineralną (od biedy wepchniesz). Czy zasadniczo to zmieni Twoje przebiegi?
Nie wiem czy zasadniczo, ale zmieni. Przerabiam to na gruzie. Czuję wyraźną różnicę jak wyskakuję sobie na 50 km z jednym bidonem, a i to nie zawsze pełnym, a trasą 150+ gdzie zabieram dwa bidony zalane pod korek, drugie tyle wody w miękkich butelkach, do tego jakaś apteczka, batony czy mała puszka Pepsi.
Tak samo jak na MTB czuję różnicę jak zabieram do plecaka bukłak 2 l i 3 l.
Nie mówię tu nawet o kilkunastokilogramowych sakwach z którymi kiedyś jeździłem. Jak bambetle zostawały w namiocie i jechało się na lekko to było zupełnie inaczej niż pod obciążeniem.
Ja zawsze wolę na lekko, bardzo mi pasowały wyjazdy z biurem na których kilka razy byłem. Oni wozili bagaż, a ja tylko to co było mi potrzebne podczas jednodniowej wycieczki.
Zasadniczo to nie mam zamiaru udowadniać, że na lżejszym rowerze pojedzie się wolniej, tylko uważam, że ciężar często nie jest głównym czynnikiem, a już na pewno nie jest w ruchu ustalonym. Jeśli zaś chodzi o podjazd to tam podwyższenie wagi o 5% o tyle samo zwiększy wysiłek. W tym kontekście zrzucenie 4 zbędnych kilogramów z brzucha jest znacznie sensowniejsze jak płacenie za lekkie rowery (przy identycznej geometrii i identycznych kołach).
Trochę masz racji, ale uważam, że jednak nie do końca. Może nie miałbym tak dobrych czasów na MTB FS jak na sztywnym crossie o tej samej masie, ale masa roweru jest dużym czynnikiem w kwestii pożytkowania energii rowerzysty. Zwłaszcza, że np. obecne rowery do XC powoli zaczynają przypominać rowery szlakowe sprzed kilku lat pod względem geo. Mają mniejszy skok, mniejszą masę, ale kąty już podobne.
W zeszłym roku zrzuciłem dobre kilka kilo, ale nie umiem tego właściwie ocenić. Uważam, że niespecjalnie to wpłynęło na moją formę. Poza tym zmniejszenie masy roweru łatwiej zauważyć, bo odbywa się to skokowo. Własną masę zrzuca się stopniowo.
Ja zawsze wolę na lekko, bardzo mi pasowały wyjazdy z biurem na których kilka razy byłem. Oni wozili bagaż, a ja tylko to co było mi potrzebne podczas jednodniowej wycieczki.
Jestem zwolennikiem F&L, w takim narciarstwie to jest bardzo odczuwalne, tam w zjeździe przyjmuje się, że 1 kg w plecaku powyżej 10 kg odbiera 10% sprawności. Zauważyłem, że na rowerach na płaskim waga ma jakby mniejsze znaczenie. Ale sama konstrukcja roweru, otwartość sylwetki, grubość opon i rodzaj bieżnika oczywiście już kolosalne. I mam odczucie, że narciarstwo jest tutaj o wiele uniwersalniejsze bo nawet na narcie do skialp zjedzie się wszędzie. A na kolarce po piachu bez szans.
Zasadniczo we wszystkich tych sportach decyduje dopasowanie do dominujących odcinków kosztem komfortu tych krócej trwających. W narciarstwie skitour dominuje podejście i pod to zestawiamy sprzęt słabszy do zjazdu. Na rowerze jest podobnie i na pewno w górach na podjeździe najwięcej się zaoszczędzi na wadze. Miałem wrażenie, że po płaskim bardziej aerodynamika rządzi ale po prawdzie to nie są moje klimaty i być może nie doceniam czynnika wagowego.
Pozdro
Wiesiek
Widzę że wałkonicie ten temat masy, bewładności i inercji i każdy chce trochę postawić na swoim. W sumie dobrze, bo każdy ma jakieś doświadczenie na swoim/ch rowerach przy różnych trasach i dystansie.
Dopiszę i ja z racji tego, że nieraz robię dokładnie tę samą trasę asfaltem na XC i na szosie.
Biorąc pod uwagę, że średnio statystycznie moja przykładowa trasa ma ok 54km asfaltem, nachylenie urozmaicone, przewyższenia ok 100m, średnio ok 30m, teren pofalowany to jednak 2 rowery przy mojej niezmiennej masie różnie się zachowują.
Szosa masa 6,8kg, XC masa 13,5kg, geometria w XC pozwalająca na długie dystanse bez zmęczenia, opony 1.75 slicki.
Moje spostrzeżenia sa nastepujące.
Na prostych, nie widzę dużych różnic w zmęczeniu czy trzymaniu prędkości średniej w stosunku do danego typu roweru.
O ile średnia na XC potrafi być zawsze w granicach ok 25k/h to na szosie ponad 30km bez problemu jest trzymana.
Więc geometria, masa, opony dodaje mocno kopa przy dobrym rowerze szosowym.
Problem robi sie na podjazdach, mam ich 3 na trasie o łącznej długości ok 5km z różnicą wzniesień max 100m.
Tutaj na XC zaczyna być problematycznie, mam na myśli utrzymywanie stałej wysokiej predkości podjazdu.
Na szosowym, można wjeżdżać bez zmęczenia z predkościami znacznie wyższymi niż dla XC na oponach 1.75.
Czas regeneracji przy szybszej jeżdzie tez jest wydłużony dla XC.
Reasumując, nawet dobra geo w XC, niższe opory toczenia przy jego wyższej masie nie może konkurować z niską masą dobrej szosy w kwestaich przyspieszenia, trzymania średniej.
Podjazdy to to co przechyla diametralnie szalę na korzyśc wiadomo czego.
Swego czas jak nie miałem szosowego to zdażało mi się trzymac tempo ponad 37km/h w ściganiu na asfalcie na XC z innymi na szosach na odcinkach ok 4km, ale to była mordęga, nie polecam nikomu.
Teraz jesli odniesć temat całościowo, to jak wspominieliście masa tego co zabieracie, masa roweru, opory toczenia i geo determinują Wasze osiągi. I najlepiej to sprawdzać na tych odcinkach co znamy i na tym na czym jeździmy.
Klasa roweru i masa to kryterium niepodważalne, tym bardziej widoczne im więcej krecicie z wyższymi średnimi.
Najwięksi wrogowie rowerzysty to opory powietrza oraz waga.
1. Waga przeszkadza pod górę, co jest oczywiste. Im bardziej stroma góra tym bardziej przeszkadza masa. Co wynika ze wzorów na siłę i pracę, potrzebne do przemieszczenia obiektu po równi pochyłej do góry. We wzorach występuje kąt równi pochyłej - naszej górki. Doświadczalnie można to sprawdzić - jadąc pod lekka górkę samemu i z załadowanymi sakwami lub dzieckiem w foteliku. Można się wybrać na najbardziej stronę górę w okolicy i powtórzyć testy. Pod stronami górę bardziej dostaniemy w kość. Pod strome góry kolarze wyrzucają nawet puste bidony. ( I przed finiszem)
2. Waga przeszkadza też na drodze prostej. Już nie tak bardzo, ale też. Wynika to z faktu, że rozpędzenie roweru do zadanej prędkości nie załatwia całej sprawy. Występują opory powietrza, toczenia (opony) oraz tarcia (łożyska). Bez kręcenia, dodatkowej pracy, w pewnym momencie się zatrzymamy. Musimy więc całość ponownie rozpędzić. Rozpędzanie większej masy wymaga więcej siły i energii. Ze względu na kąty, nie jest tak dramatycznie jak pod górkę [emoji23] Jadąc na prostej musimy więc cały czas rozpędzać całą masę, żeby utrzymywać zadaną prędkość, pokonując opory powietrza oraz toczenia i tarcia. Duża masa daje się też we znaki na prostej - podczas rozpędzania i hamowania całej masy. Można znowu to doświadczalnie sprawdzić. Przejechać się po mieście. Po jednej rundce, załadować rower sakwami lub dzieckiem w foteliku. Każde zatrzymywanie się, oraz ponowne rozpędzanie masy własnej, roweru oraz bagażu daje się we znaki. Przejazd po mieście, zatrzymywanie na światłach itd... załadowanym rowerem... Sama przyjemność [emoji6]
3. Z góry waga pomaga, zgodnie z tymi samymi wzorami co pod górkę. Jednak im większa prędkość, tym większe opory powietrza. Dlatego przy pewnych prędkościach dokładanie wagi niewiele już pomoże. Dlatego kolarze jadąc z góry praktycznie kładą się na rowerze. Najczęściej nawet nie dokręcając, dlatego, że przy pewnych prędkościach także to niewiele pomaga.
Dodatkowa waga przeszkadza nam praktycznie cały czas. Za wyjątkiem pewnego zakresu prędkości z górki. Prędkości której nie jesteśmy w stanie zwiększyć, ze względu opory powietrza.
Tak to prawda, opór powietrza rośnie do kwadratu predkości.
To zauważalne szczególnie jak jedziemy szybko np. ponad 50km/h na prostej i wówczas organizm wydatkuje prawie całą energię na walkę z tym oporem.
Tego nie czuć przy mniejszych prędkościach, w stosunku nawet do oporów toczenia.
Podobna zasada z max predkością samochodu w funkcji jego mocy.
I znów dochodzimy to głupiego punktu, gdzie mamy super szybką i lekką szosę, ale przy wysokich prędkościach to nasza sylwetka nas hamuje w stosunku do oporu powietrza.
I bądź tu mądry i wygrywaj Toury ;-)
siemalysy
27-04-2021, 18:23
...
I bądź tu mądry i wygrywaj Toury ;-)
Do tego wszystkiego co wymieniłeś, żeby wygrywać Toury trzeba mieć jeszcze wydolność, kopyto i łydę ze stali ;-)
Raz że wydolność, to niezapszeczalne, kopyto raczej też, ale wiele zależy od organizmu, nawet genetyki.
Nię mówię teraz o najlepszych, ale powiedzmy takich którzy regularnie dużo jeżdzą, utrzymują formę, dietę, itp.
No i teraz mamy gościa o wadze 60kg, który wiele trenuje i gościa o wadzę 80kg z większą masą mieśniową.
Finalnie, ktoś drobniejszy bez takiej masy mięśniowej jest w tym sporcie lepszy. Nie wszystkie fizyczne zależności idą liniowo w parze z osiągami.
Dochodzi do tego kryterium wytrzymałości i prędkości. Są spece od podjazdów, sprinterzy i cała reszta gdzieś tam się też lokuje.
siemalysy
27-04-2021, 18:46
moshica oczywiście, że jest wiele czynników, które na to wpływają :-) Ja tylko celowo wsadziłem kij w mrowisko :-) Stąd taka ;) buźka na końcu zdania :)
Wiem wiem, już potrafię odczytywać Twoje dygresje Michale, nauczyłem się tutaj tego ;-)
Temat jest ciekawy szczególnei dla tych, którzy chcą w tym sporcie być dobrzy a rekreację zostawiają z tyłu głowy.
Kiedy wsiadasz na szosę i pierwszą jazdę testową ? ;-)
siemalysy
27-04-2021, 19:02
Super, że potrafisz odczytywać moje "zaczepki" :) Przynajmniej wiem, że nie przesadzam ;-)
Co do szosy. Jeszcze się nie umówiłem ze znajomym. Myślę, że w drugiej połowie maja lub w czerwcu. Na razie knuję jakieś trasy na coś ciekawego na MTB. Mam dwa, wydaję mi się, że ciekawe pomysły. Jeden częściowo po Parku Krajobrazowym Dolinki Krakowskie i Ojcowskim Parku Krajobrazowym. Druga to tu na miejscu w promieniu 100 km od Łodzi :) Jestem nakręcony, żeby gdzieś już pojechać. Coś pojeździć innego, ale na razie pogodę w Górach jeszcze trochę trzeba poczekać.
Polecam obejrzeć, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał, najlepszy moim zdaniem, film o kolarstwie - "American Flyers."
W tej scenie piękno kolarstwa szosowego.
https://youtu.be/dlJKJmZ_oA0
W kolarstwie natomiast decyduje charakter.
Nie rower, nie treningi, tylko charakter.
https://youtu.be/eZc3GMgzwyk
Scena, gdzie trzeba się pozbierać, wziąć w garść, zwyciężyć ból i dać z siebie wszystko.
Nie mogę znaleźć sceny, w której Rosjaninowi tego zabrakło, gdy narzucili mordercze tempo pod górę. Wtedy drugi raz, główny bohater filmu wykazał się charakterem.
W odróżnieniu od wielu innych, to elitarna dyscyplina sportu, w której nie ma ani czasu ani miejsca na słabość.
Odnośnie wagi i budowy ciała. Budowa kolarzy specjalizujących się w jeździe po górach jest zbliżona do biegaczy maratończyków.
Zaś sprinterzy zarówno kolarscy jak i w biegach, mają budowę niczym kulturyści. Na wypadek, gdyby ktoś zechciał się specjalizować [emoji6]
krzysztofz24
27-04-2021, 23:47
Ciężki rower ma przewagę tylko na zjeździe gdzie pomaga grawitacja.
W kolarstwie grawitacyjnym na pewno większa masa da większą prędkość (przy tych samych oporach)
Panowie, chlopaki;-), co wy za nowa fizyke usilujecie tworzyc. Wartosc przyciagania ziemskiego jest stala, niezaleznie od ciezaru. Znaczenie ma tylko opor powietrza.
Wiec jesli z gorki beda zjezdzac 2 identyczne rowery z jezdzcami w aerodynamicznych kombinezonach i kaskach i jeden rower bedzie ze stalowych rur wypelnionych olowiem a drugi ze stopu aluminium, tytanu czy adamantium - ultralekki. To zjada tak samo po tym samym stoku. A wygrac moze ten, kto zajmie bardziej aerodynamiczna pozycje.
Wartosc przyciagania ziemskiego jest stala i taka sama dla slonia zrzuconego z Palacu Kultury w Wawie i kota. Tylko opor powietrza zrobi roznice. Zeby w to uwierzyc, wystarczy zobaczyc eksperymenty w spadku swobodnym w prozni. Tylko opor powietrza ma znaczenie. Ciezar nie.
A zakladamy ze zarowno ciezki rower i lekki maja takie same ramy (poza masa) czyli tak samo aerodynamiczne.
Prosze jak na przykladach wszystko pokazane:-)
https://youtu.be/9vJUkjGQC1g
Ofc ciezki rower na plaskim trudniej jest rozpedzic- bo wymaga wiecej energi od jezdzca, trudniej nim zachamowac- bo hamulce muszza wytracic wiecej energi itp. Ale tutaj mowimy o tarciu, oporach toczenia itp a nie o grawitacji.
Oj nie!
Nie tak samo będą zjeżdżać.
Ten cięższy szybciej osiągnie prędkość graniczną, jak tak książka. To po pierwsze.
Po drugie, ten cięższy będzie miał zmagazynowaną większą energię - poruszając się z prędkością graniczną v, E=mv^2/2 (bo ma większą masę). Mając zmagazynowaną większą energię, gdy dalej będą jechać po prostej, dojedzie on dalej, napotykając tylko opory powietrza, toczenia oraz tarcia. Ten drugi będzie miał mniejszą energię ze względu na swoją mniejszą masę. Zużywając mniejszą energię na powyższe opory zatrzyma się szybciej.
Pozdrawiam
Panowie, chlopaki;-), co wy za nowa fizyke usilujecie tworzyc. Wartosc przyciagania ziemskiego jest stala, niezaleznie od ciezaru. Znaczenie ma tylko opor powietrza.
Wiec jesli z gorki beda zjezdzac 2 identyczne rowery z jezdzcami w aerodynamicznych kombinezonach i kaskach i jeden rower bedzie ze stalowych rur wypelnionych olowiem a drugi ze stopu aluminium, tytanu czy adamantium - ultralekki. To zjada tak samo po tym samym stoku. A wygrac moze ten, kto zajmie bardziej aerodynamiczna pozycje.
Wartosc przyciagania ziemskiego jest stala i taka sama dla slonia zrzuconego z Palacu Kultury w Wawie i kota. Tylko opor powietrza zrobi roznice. Zeby w to uwierzyc, wystarczy zobaczyc eksperymenty w spadku swobodnym w prozni. Tylko opor powietrza ma znaczenie. Ciezar nie.
A zakladamy ze zarowno ciezki rower i lekki maja takie same ramy (poza masa) czyli tak samo aerodynamiczne.
Prosze jak na przykladach wszystko pokazane:-)
Ofc ciezki rower na plaskim trudniej jest rozpedzic- bo wymaga wiecej energi od jezdzca, trudniej nim zachamowac- bo hamulce muszza wytracic wiecej energi itp. Ale tutaj mowimy o tarciu, oporach toczenia itp a nie o grawitacji.
Krzysztofie, poprzednik już Ci wyjaśnił. A ja dodam, że nawet w tej próżni mimo jednakowej prędkości spadku, skutki w postaci krateru uderzeniowego będą różne. Mała masa mały, duża duży. To jasno pokazuje różnicę energetyczną. Podczas spadku w powietrzu część tej energii tracona jest na pokonanie oporów a ponieważ założyliśmy jednakowy opór to przy zmagazynowanej większej energii potencjalnej starczy jej na dłużej.
Pozdro
Wiesiek
Carlos_lo
28-04-2021, 08:50
precz z grawitacją!
precz z grawitacją!
Grawitacja na tory!
Carlos_lo
28-04-2021, 18:47
o nie, ciezkograwitawcy!
o nie, ciezkograwitawcy!
I w ten sposób w jedynym merytorycznym, przyjaznym, kompetentnym a jednocześnie żywym wątku musiał znaleźć się psuj, któremu to przeszkadzało.
A, kysz maro przebrzydła!
Carlos_lo
28-04-2021, 20:12
I w ten sposób w jedynym merytorycznym, przyjaznym, kompetentnym a jednocześnie żywym wątku musiał znaleźć się psuj, któremu to przeszkadzało.
A, kysz maro przebrzydła!
z bezgrawitacyjna przyjemnoscia :)
Albowiem grawitacja jest przyczyną wielu nieszczęśliwych wypadków...
Carlos_lo
28-04-2021, 21:00
co tu począć? - zapytal ojciec matki
krzysztofz24
29-04-2021, 00:58
Oj nie!
Nie tak samo będą zjeżdżać.
Ten cięższy szybciej osiągnie prędkość graniczną, jak tak książka. To po pierwsze.
Po drugie, ten cięższy będzie miał zmagazynowaną większą energię - poruszając się z prędkością graniczną v, E=mv^2/2 (bo ma większą masę). Mając zmagazynowaną większą energię, gdy dalej będą jechać po prostej, dojedzie on dalej, napotykając tylko opory powietrza, toczenia oraz tarcia. Ten drugi będzie miał mniejszą energię ze względu na swoją mniejszą masę. Zużywając mniejszą energię na powyższe opory zatrzyma się szybciej.
Pozdrawiam
Oj tak, na pewno tak. Wartosc przyspieszenia ziemskiego jest stala. Masa nie ma tu znaczenia, tylko opory toczenia, tarcia, powietrza itp. Trzeb bylo obejrzec filmik dalej jak prowadzacy polozyl kartke na ksiazce usuwajac opor powietrza dla kartki i spadaly razem jakby byly sklejone. Od gory zbocza da samego konca zbocza rowery o roznych masach a takich samych oporach zjada tak samo. A dalej na plaskim to juz nie bedzie oddzialywac przyspieszenie ziemskie. I tak, ciezszy rower dalej dojedzie na plaskim, bo bedzie mial wiecej energi do wytracenia, bo ma wieksza mase. Przyspieszenei ziemskie, grawitacja, przyciaganie dla roznych obiektow, nie ma nic wspolnego z masa. Takie sa prawa w naszym matrixie.
A odkryl to juz w 17 wieku Galileusz.
.Eksperyment Galileusza (1600r.)
Obserwacja ruchu ciał staczających się z równi pochyłej.
W XVII wieku Galileusz wykorzystał obserwacje staczających się po równi pochyłej
kul o różnych ciężarach do sformułowania rewolucyjnego na owe czasy wniosku, że
prędkość spadającego swobodnie ciała nie zależy od jego masy.
Wiki:
Grawitacyjna zasada Galileusza (inaczej zwana prawem swobodnego spadania ciał w polu grawitacyjnym) – zasada odkryta przez Galileusza w 1602 r. Głosi, że w jednorodnym polu grawitacyjnym przy braku innych sił (takich jak tarcie), wszystkie ciała spadają z jednakowym przyspieszeniem.
Zasada ta nie jest spełniona w przypadku istnienia np. oporu powietrza i dlatego w powietrzu piórko spada wolniej niż metalowa kula.
Nie ma slowa o znaczeniu masy przy spadku swobodnym. I niewazne czy puscimy przedmiot w dol pionowo czy kulki czy rowery po rowni pochylej.
Krzysztofie, poprzednik już Ci wyjaśnił. A ja dodam, że nawet w tej próżni mimo jednakowej prędkości spadku, skutki w postaci krateru uderzeniowego będą różne. Mała masa mały, duża duży. To jasno pokazuje różnicę energetyczną. Podczas spadku w powietrzu część tej energii tracona jest na pokonanie oporów a ponieważ założyliśmy jednakowy opór to przy zmagazynowanej większej energii potencjalnej starczy jej na dłużej.
Pozdro
Wiesiek
Poprzednik zle wyjasnil, co mu wyjasnilem;-) Zarowno ty i on mylicie pewne rzeczy. Masa nie ma znaczenia dla przyspieszenia ziemskiego (opor powietrza juz tak) A krater po masywniejszym obiekcie beddzie wiekszy bo bedzie mial on wieksza energie kinetyczna w momencie zderzenia/przyziemienia.
Dla energi masa i predkosc sa kluczowe, dla przypsieszenia ziemskiego/grawitacji/przyciagania masa nie ma znaczenia.
Panowie tu naprawde nie potrzeba wzorow, takie eksperymenty to juz w podstawowce pokazuja.
Prosze, rozne kuleczki o roznych masach na rowni pochylej. Pozniej jest w zwolnionym tempie. Osiagaja ta sama predkosc na koncu rowni, "spadaja jednoczesnie"
https://youtu.be/et3dSZwDrKY
A teraz juz pozostaje sobie wyobrazic dwa identyczne rowery z identycznym oporami, tylko jeden ma ultralekka rame a drugi ze stali wypelnionej olowiem. Od poczatku rowni pochylej na gorze do samego jej konca na dole beda jechac tak samo i osiagna ta sama predkosc.
A co dalej bedzie na plaskim, to juz bez udzialu przyspieszenai ziemskiego, bo jak wiadomo nie dziala w poziomie i nie ma spadku w poziomie:-).
P.S Dobra EOT z mojej strony. Ba to troche odbiega od tematu watku (ale nie ja zaczalem te rozwazania). Proponuje powrot do rowerow;-).
" XVII wieku Galileusz wykorzystał obserwacje staczających się po równi pochyłej
kul o różnych ciężarach do sformułowania rewolucyjnego na owe czasy wniosku, że
prędkość spadającego swobodnie ciała nie zależy od jego masy."
Prędkość, to się zgadza. Ale z drogą już nie.
Zauważ, że ciągle rozpatrujesz spadek swobodny - poruszanie się po tej samej drodze.
W Twoim rozumowaniu, uproszczenie dotyczy poruszania się po tej samej drodze. Wracając do eksperymentu z książką. Prędkość graniczną ta sama. Ale co się dzieje na końcu drogi? Gdy nastąpi upadek? Książka spada z hukiem, zaś kartka cicho? Dlaczego? Ze względu na nagromadzoną energię. Uwalnia się energia, wytwarza fala uderzeniowa - dźwiękowa. Im więcej energii, tym większa i głośniej.
Poruszając się po równi pochyłej w nieskończoność ok, też będzie analogicznie. Ale równia pochyła nie trwa w nieskończoność.
Rozpatrujemy poruszanie się obiektów lekkiego i ciężkiego w zależności od nachylenia drogi: pod górkę, z górki i na prostej. Pod górkę wszyscy są chyba zgodni, im większa masa tym trzeba wykonać więcej pracy - jest ciężej. Na prostej żeśmy mówili. Z górki zgadzamy się do pewnego momentu. Ale w pewnym momencie zjazd z górki się kończy. Zaczyna się robić płasko. Albo mniej stromo. Wracamy do początku, gdy opory mają większe znaczenie, obiekt zmniejsza prędkość i już nie porusza się z graniczną. Ten cięższy ma więcej nagromadzonej energii. Po prostej będzie poruszał się dalej. Nie ma już przeszkody-podłogi (choć należałoby w tej sytuacji napisać ściany), która ich zatrzyma i natychmiast wytraci nagromadzoną energię.
Krzysiek nie doczytał, że my tu o energii rozmawiamy. Konkretnie energii jaką musi wyprodukować rowerzysta, aby kontrolować rower, a prędkość pojawiła się niejako przy okazji.
Panowie, ale ja nie będę jednak "przebudowywał" tego roweru ;)
Panowie, ale ja nie będę jednak "przebudowywał" tego roweru ;)
Mądra decyzja. :)
Szklana kula podpowiedziała mi, że kiedyś szaleństwo rowerowe się skończy, na razie męczę mojego trekkinga i ćwiczę łydę, za rok-dwa jak rynek się ustabilizuje za rok-dwa będę się rozglądać za gravelem.
A z wyczynów rowerowych złapałem panę. W domu :D
krzysztofz24
29-04-2021, 23:06
Krzysiek nie doczytał, że my tu o energii rozmawiamy. Konkretnie energii jaką musi wyprodukować rowerzysta, aby kontrolować rower, a prędkość pojawiła się niejako przy okazji.
Naprawde, trzymajmy jkais poziom wzajemnego szacunku i takie inputowanei komus ze cos nie doczytal i ogolnei nie rozumie o czy mowa. Jest slabe.
Cala to dyskusje rozpoczely twoje slowa "Ciężki rower ma przewagę tylko na zjeździe gdzie pomaga grawitacja"
I do nich sie dokladnie odnioslem, bo to bledna teza. Co opisalem i pokazalem na przykladowych filmikach.
- - - - kolejny post - - - - - -
Zauważ, że ciągle rozpatrujesz spadek swobodny - poruszanie się po tej samej drodze.
Pozniej jeszcze pisalem o tym jak skonczy sie spadek i bedzie plasko i o energi. I jeszcze podkreslielm ze to sa oddzielne kwestie. Czyli przyspieszenei ziemskie po zjezdzie "na rowni pochylej" A co sie dzieje na plaskim jak rozpedzony rower jedzie dalej to juz inne sily i inne sily na niego dzialaja niz przyspieszenei grawitacyjne.
W Twoim rozumowaniu(...)
Nie tylko w moim rozumowaniu, tylko w rozumowaniu obowiazujeacej fizyki ruchu.
Z górki zgadzamy się do pewnego momentu. Ale w pewnym momencie zjazd z górki się kończy. Zaczyna się robić płasko. Albo mniej stromo.
Albo jest plasko, albo jest spadek. Tu nie mozna sobie rozgraniczyc ze przyspieszenie ziemskie dziala w pionie i jak jest stromo a jak sie robi mniej stromo to juz nie dziala. Czy ta watosc mniej stromo jest mierzalna i da sie okreslic? Bo jesli nie to juz metafizyka;-).
Mysle, ze sie razem zgodzimy ze na pewno pod gorke nie dziala:-).
P.s A jeszcze bardzo ciekawe jest to ze czesc osob tutaj twierdzi ze po zjezdzie z gorki "ciezszy" (uscislajac z weksza masa) rower dalej zajedzie na plaskim a czesc ze lzejszy (z mniejsza masa).
Nie chce mi sie tego komentowac, wrecz troche obawiam sie odezwac:-)
Cala to dyskusje rozpoczely twoje slowa "Ciężki rower ma przewagę tylko na zjeździe gdzie pomaga grawitacja"
I do nich sie dokladnie odnioslem, bo to bledna teza. Co opisalem i pokazalem na przykladowych filmikach.
Przeczytaj sobie wykład o spadku z oporami powietrza i zobacz od czego zależy Vgr. Wykład z AGH.
http://home.agh.edu.pl/~kakol/efizyka/w04/extra04b.html
teraz filmik
https://www.youtube.com/watch?v=pH6wkUAjbDY
od 7 min masz to czarno na białym
kolejny tekst - tu są podane nawet zakresy stosowalności modelu uproszczonego (tego pomijającego opór)
http://www.fizykon.org/kinematyka/spadanie_cial.htm
Wystarczy wstukać w google spadek z oporem powietrza i wszystko zrobi się jasne.
krzysztofz24
30-04-2021, 13:21
Nie mam najmniejszego zamiaru poświęcać swojego czasu i potem rzucać przysłowiowym grochem o ścianę rozmawiając o tym z tobą.
Tu do wyjaśnienia nie potrzeba wzorów czy wykładów na uniwersytecie.
O przyspieszeniu grawitacyjnym, którego działanie jest proste do zrozumienia jak budowa mlotka. Tego uczą na fizyce w podstawówce. Na początku dzieci się dziwią że jak to cięższy przedmiot nie spada pierwszy a potem wow, rzeczywiście. Jak nauczyciel parę eksperymentów pokaze. M.in wsadzając kamyk i piórko do szklanej rury z której odsysa się powietrze uzyskując próżnie.
Napisałem zgodnie z obowiązującą fizyka. Prosto, przystępnie, z cytatami z przykładowymi filmikami.
P.s Jednak poświęciłem trochę czasu i otworzyłem ostatni link. Potwierdza on wszystko co pisałem, pełna zgodność.
Nie mam najmniejszego zamiaru poświęcać swojego czasu i potem rzucać przysłowiowym grochem o ścianę rozmawiając o tym z tobą.
Tu do wyjaśnienia nie potrzeba wzorów czy wykładów na uniwersytecie.
O przyspieszeniu grawitacyjnym, którego działanie jest proste do zrozumienia jak budowa mlotka. Tego uczą na fizyce w podstawówce. Na początku dzieci się dziwią że jak to cięższy przedmiot nie spada pierwszy a potem wow, rzeczywiście. Jak nauczyciel parę eksperymentów pokaze. M.in wsadzając kamyk i piórko do szklanej rury z której odsysa się powietrze uzyskując próżnie.
Napisałem zgodnie z obowiązującą fizyka. Prosto, przystępnie, z cytatami z przykładowymi filmikami.
Mam wykształcenie inżynierskie, dynamika była jednym z moich przedmiotów wykładowych. Z niej, jak i z większości ścisłych miałem bdb, w czasach gdy delikatnie mówiąc nie było to powszechne.
Ad rem.
Najkrócej jak się da wyjaśnię ci dlaczego popełniasz błąd. Przemiana w polu grawitacyjnym przy braku oporu powietrza zachowuje energię całkowitą. Energia potencjalna przekształca się w kinetyczną. Obie są zależne od masy dlatego we wzorze na prędkość spadku "znika" masa i masz wrażenie, że o niej już nie mówimy (robi się nam równanie kinematyczne). Dwa przedmioty lekki i ciężki spadają tak samo szybko w polu grawitacyjnym. Ale nie mają tej samej energii. bo każda zachowuje swoją. To jest klucz do zrozumienia co się stanie gdy wprowadzimy opór powietrza czy toczenia. Otóż równanie musimy rozpatrywać to w układzie mas i sił (bo pojawiła się siła zewnętrzna). I teraz przedmiotowi lekkiemu opór szybko odbiera energię (procentowo) a ciężkiemu wolno. Co widzimy w końcowej prędkości.
Bo wbrew temu co Ci się wydaje to siła ciężkości jest zależna od masy (pozostaniemy tu na gruncie fizyki newtonowskiej).
Jak widzę należysz do tych co muszą coś zobaczyć aby zrozumieć. Zlinkowałem Ci już filmik, który pokazuje co się dzieje przed wypompowaniem powietrza. Obejrzyj i uwierz. Powietrze zmienia wszystko
Ale tu się gęsto zrobiło ;)
Panowie, szybka porada fotograficzna, używam Treka Marlin %, ciągnę za sobą dwóch gałganów w przyczepce, jakieś 50kg (gałgany + przyczepka), i wielokrotnie, gdy podnoszę rower by go przeprowadzić/przenieść to z tylnego widelca wyskakuje koło.
Szybkozamykacz mocno skręcony, z trudem go zacisnąłem, ale i tak po jakimś czasie wyskakuje koło.
Co z tym zrobić?
Co z tym zrobić?
Może zapodaj "szybkozamykacz" na śrubę. W wersji: drogo, ale wygodnie, polecam DT Swiss. W wersji: tanio, ale trzeba kluczem, polecam Dartmoor o ile jeszcze je robią.
Ta przyczepka jak montowana? Pewnie jakoś na haku/hakach koła. Ja bym sprawdził czy haki tylnego koła nadal są prosto i czy nadal mają radełkowanie wokół osi. Zakładam, że to podnoszenie to bez przyczepki, bo jak z nią to dziwnym nie jest, że koło wylata.
Generalnie takie coś może zwiastować poważne problemy. Osobiście bym się bał jeździć na rowerze z którego co jakiś czas, ni z tego, ni z owego wyskakuje koło.
Dzięki za odpowiedź,
uściślam: koło nie wyskakuje w czasie jazdy, w ogóle. Ono się poluzowuje, jak podniosę rower to wtedy wypada. I tylko z przyczepką, która montowana jest za ośkę. I to też nie tak, że podnoszę koło i wypada za każdym razem. Raz na jakiś czas tak się dzieje.
51023
Wujot dobrze wyjaśnił. Krzyśku, bardzo dużo wniosłeś w to zagadnienie, które rozważamy. W fizyce łatwo jednak, gdy czegoś się nie uwzględni albo za bardzo uprości, można namieszać.
Pomijasz opory powietrza - a nie zjeżdżamy w próżni. Zapominasz o zasadzie zachowania energii i masie obiektów.
Jeśli obiekt ma masę, a ma, działa przyspieszenie g, to jest siła. Nie ma inaczej.
Gdy zjeżdżają takie same obiekty (kształt) ale o różnej masie, to opory powietrze będą takie same dla obu. Siła oporu powietrza działa przeciwnie do ruchu. We wzorze na siłę jest i masa i przyspieszenie - naszego poruszającego się obiektu. Co łatwo zauważyć, że obiekt o większej masie charakteryzuje się większą siłą (np ciężki młotek i lekki młotek), której przeciwdziała siła oporów powietrza. Dlatego opory powietrza szybciej wyhamują obiekt lżejszy.
Druga sprawa, jeśli dalej ktoś ma wątpliwości - hamowanie.
Chyba każdy wie, że dwa poruszające się obiekty, z tą samą prędkością, ale o różnej masie... To ten o większej masie ma dłuższą drogę hamowania[emoji845] Tego chyba nie trzeba udowadniać. Tam była siła oporu powietrza przeciwstawiająca się sile poruszającego się obiektu, tu jest siła hamowania, także przeciwstawiająca się siłę poruszającego się obiektu. Sytuacja jest analogiczna - dłuższa droga przy większej masie.
Kolejna sprawa, która nie pozwala pominąć masy w tym ruchu, to zasada zachowania energii. Targając załadowany sakwami rower na dużą górę, wykonujemy ogromną pracę, która na szczycie zamieniona zostaje na energię potencjalną, a przy zjeździe na kinetyczną. Duża masa, to duża praca, duża energia potencjalna i dużą energia kinetyczna. Zjazd z takiej góry, ciężkim rowerem, wymaga bardzo dużej siły hamowania... A jak zjedziemy bez hamulców, zastawiając hamowanie oporom powietrza i tarciu, zajedziemy bardzo daleko.
Jeśli mamy mniejszą masę wyhamujemy szybciej.
Jeszcze jedno. Duża masa, powoduje duże siły. Wspomniana siła hamowania potrzebna do zatrzymania. (Albo długa droga hamowania). Oraz większa siła w przypadku zderzenia - czy to z pojazdem czy inną przeszkodą. Większe obrażenia[emoji845] Natrafienie na przeszkodę typu: dołek, korzeń, kamień, krawężnik, przy cięższym rowerze powoduje powstanie znacznie większych sił - powodujących np podskok koła, odbicie kierownicy itd, co przy większej masie znacznie ciężej skontrolować - potrzeba większej siły, żeby rower opanować.
Z punktu widzenia nas rowerzystów, najważniejsze są opory powietrza i masa, co kilka razy już napisałem. Jedno i drugie zawsze działa na naszą niekorzyść. Masa z górki trochę pomaga, bo magazynuje energię potencjalną, która zamieniana jest na kinetyczną. Ale wydłuża drogę hamowania i sama stwarza dodatkowe niebezpieczeństwa.
Dlatego oporom powietrza i nadmiernej masie mówili twarde i stanowcze "nie" [emoji2]
Dlatego te lekkie rowery kosztują takie pierońskie pieniądze. A kolarze wyrzucają nawet puste bidony.
Dziękuję Wszystkim za dyskusję. Myślę, że temat zgłębiliśmy do tego stopnia, że nawet specjalistyczne forum rowerowe czy fizyczne by się nie powstydziło [emoji6]
Przepraszam za niefachowe nazewnictwo i brak odnośników do źródeł fachowych, oraz za słabą stylistykę językową.
Mam nadzieję, że proste nazewnictwo, oraz łatwe do zaobserwowania zjawiska z życia codziennego, które przytoczyłem, pozwolą rozwiać wątpliwości.
Pozdrawiam
Tomek
Dlatego te lekkie rowery kosztują takie pierońskie pieniądze. A kolarze wyrzucają nawet puste bidony.
A właśnie, że nie. Bo już nie wolno!! :p
Głupia UCI.
Wind Mill
30-04-2021, 21:49
E=mc2 ;)
51027
uściślam: koło nie wyskakuje w czasie jazdy, w ogóle. Ono się poluzowuje, jak podniosę rower to wtedy wypada. I tylko z przyczepką, która montowana jest za ośkę. I to też nie tak, że podnoszę koło i wypada za każdym razem. Raz na jakiś czas tak się dzieje.
Haki koła, nawet te pod sztywną oś nie są projektowane do przenoszenia takich obciążeń. 50 kg zaczepione tylko na jednym haku to jest dużo, nawet bardzo dużo. Wiadomo, że całe 50 nie wisi na tym jednym haku, bo przyczepka turla się za rowerem, ale obciążenie nadal jest niemałe.
Nie wiem czy zacisk na śrubę to jednak taki dobry pomysł. Może będzie trzymał lepiej, ale też znacznie lepiej przenosił obciążenie na ramę. Może koło nie będzie wylatać, ale może pęknąć któraś z rurek tylnego trójkąta.
Masz bardzo niekorzystny układ niesymetrycznego obciążenia ramy roweru znaczną masą.
A właśnie, że nie. Bo już nie wolno!! :p
Głupia UCI.
Chyba już nawet jakiś dyskwalifikacje czy kary były z tego powodu.
krzysztofz24
30-04-2021, 22:24
Mam wykształcenie inżynierskie, dynamika była jednym z moich przedmiotów wykładowych. Z niej, jak i z większości ścisłych miałem bdb, w czasach gdy delikatnie mówiąc nie było to powszechne.
A byly tam jakies podstawy j.polskiego typu czytanie w calosci wypowiedzi wpoldyskutanta? Bo jakbys przeczytal cale moje wypowiedzi to bys nie musial pewnych rzeczy pisac, bo widze ze w pewnych kwestiach sie zgadzamy ale w niektorych sie mylisz.
Te wspomianie o studiach inzynierskich nie robi na mnie wrazenia, bo dyskutuje sie na argumenty a nie "moje stanowisko musi byc na wierzchu za wszelka cene".
I o ile w kilku kwestiach masz racje, to jeden raz sie sromotnie pomyliles.
W kolarstwie grawitacyjnym na pewno większa masa da większą prędkość (przy tych samych oporach) - twoje slowa. To jest nieporawda. (rozpatrujac zjazd z gorki)
Galileusz twierdzi inaczej niz ty:-). I on chyba w przeciwienstwie do ciebie nie spal na czesci zajec. Ale jak juz sam zaczales dyskusje na odwolywanie sie do autorytetow zamiast argumentow (usilujac dodac sobie autorytetu) to poprosze wpis o tobie w wikipedi, taki sam jaki ma Galileusz;-)
Dwa przedmioty lekki i ciężki spadają tak samo szybko w polu grawitacyjnym
Teraz troche przeczysz temu co powyzej jest kursywa, twoje slowa. Bo zarowno spadanie w pionie i zjazd po stromym zboczu to spadek swobodny i dziala tu to samo przyspieszenie ziemskie. Te same rowery, z takimi samymi oporami toczenia, tarcia, aerodynamika. Tylko jeden jest 10kg ciezszy bo mu zalali olow w rame w celu tego eksperymentu.
Ale nie mają tej samej energii. Oczywiscie ze nie. Pisalem o tym. Lepiej zeby na pasach potracil nas rower jadacy 25km/h niz samochod jadacy 25km/h. Jak tym rowerzystom w srodku stoku, podczas zjazdu wykoczy zajac, to lepiej zeby ten lzejszy rower go potracil, lepiej dla niego ofc.
Co widzimy w końcowej prędkości. Koncowa predkosc ciezkiego i lekkiego roweru (zakladajac ze mialy takei same opory ruchu) na koncu stoku bedzie taka sama. Ofc dalej po plaskim ciezszy rower pojedzie dalej, bo ma wiecej energi do wytracenia, nie dziala juz przyspieszenie ziemskie a tej energi cizszy rower ma wiecej do wytracenia. Bo rower z wieksza masa rozpedzony do powiedzmy 50km/h ma wiecej energi niz rower z mniejsza masa.
Jak widzę należysz do tych co muszą(...)
Naleze do tych osob ktore w dyskusji daza do obiektywnej prawdy badz jej bronia i dyskutuje na argumenty a nie stanowiska. I bardz owazny jest wzajemny szacunek, wspolne dazenei do poznanai prawdy a nie tylko wygrana jednej ze stron.
Daj spokoj z jakimis aluzjami...
Chyba już nawet jakiś dyskwalifikacje czy kary były z tego powodu.
Były. Za super-tuck też :/
Były. Za super-tuck też :/
Ciekawe czy windy wjadą do szosy. :)
Dzięki zdyboo, czyli muszę nauczyć się z tym żyć ;)
Pozdro
Ciekawe czy windy wjadą do szosy. :)
Tarcze wjechały. To jak będzie kolejne ciśnienie producentów to będą musiały ;-)
Gdzieś w sieci widziałem porównanie wszystkich trzech pozycji na zjeździe szosowym i winda z opuszczonym siodłem była minimalnie wolniejsza od super-tucka. Jakby weszły to mogłoby zaowocować rozwojem konstrukcji też dla MTB. Choć z drugiej strony weszłyby tylko do pro, a tam jest i tak zapas masy. Amatorzy nie mają ograniczeń UCI i dalej mogą siadać na ramie, zatem im winda niepotrzebna.
Chyba, że prosi zamiast siadania na ramie zaczną kłaść się na siodle w pozycji Supermena. Choć pewnie jest jakiś przepis UCI, że stopy mają być na pedałach. :)
Wind Mill
30-04-2021, 23:27
A propos kładzenia się i wcześniejszych "fizycznych" dyskusji, na filmiku pięknie widać znaczenie oporu aerodynamicznego. ;)
Wyłączenie napędu wraz ze zmniejszeniem oporu zwiększa prędkość.
https://www.youtube.com/watch?v=3Iz7ZMALaCY
leighadams
01-05-2021, 18:03
Miał być gravel do weekendu majowego no i nie ma, ale jest nadzieja w narodzie bo co jakiś czas pokazują się sensowne używki. Z tym, że trzeba upolować swój rozmiar i trzeba być szybkim, bo niektóre bajki rozchodzą się po 5min od wystawienia:) Takie dzikie czasy:) ostatnio ktoś mi zgarnął z przed nosa Orbea terra h30, ale w sumie może to dobrze bo geo bardziej jak przełajówka niż gravel. Także póki co męczę hardtaila. Dzisiaj z rana zafundowałem mu domowe SPA, było pucowanko, dodatkowo pierwszy raz, głównie z ciekawości nałożyłem wosk samochodowy collinite 476s. Polecam, 5min roboty, a efekt wow osiągnięty;) Rower błyszczy się jak psu jajka, a i po jeździe szybciej i łatwiej można wyczyścić. Zdjęcia ze srajfona.
51068
51067
siemalysy
02-05-2021, 10:36
Nigdy nie robiłem "polerki" rowerowi. Zawsze tylko mycie. A jak używałem chemii do mycia to później dokładne płukanie.
Majówkę mamy piękną do siedzenia na 4literach w domu :( Mam teraz kilka dni wolnego, to chciałem kilka rzeczy w rowerze zrobić. Zamierzałem przez weekend wymienić linki i pancerze, zrobić serwis amorka, wymienić wkład suportu i skrócić przewody hamulcowe. Z zaplanowanych czynności skrócę tylko przewody hamulcowe i jak mam jeszcze troszkę smaru to wymienię suport. Przesyłka z częściami miała dotrzeć w piątek, ale jak się okazało nie zdążyli jej wysłać i będzie może we wtorek.
W tym tygodniu udało mi się dwa razy po pracy wyskoczyć na rower :) W środę i w piątek pogoda był fajna :)
51080
51081
51082
Uważaj tylko z tym woskiem, żeby nie poleciał na tarcze lub klocki, bo będziesz miał te pierwsze do czyszczenia, a te drugie do wymiany.
Myślę, że jak większość próbowała te trzy niedziele pod rząd wykorzystać tylko w tę pierwszą, która oferowała okienko pogodowe. Takoż i ja postąpiłem.
Ogólnie kiedyś nie lubiłem jeździć w niedziele, bo jak się zmachałem, to nie miałem dnia odpoczynku przed robotą. Praca zdalna jednak zmieniła ten stan i polubiłem jazdę w niedzielę. Zwłaszcza na szosie, gdzie zamknięte sklepy powodują, że ruch samochodowy jest zauważalnie mniejszy. Takoż było i wczoraj, mimo soboty. :)
Jak wyjechałem wczoraj koło godz. 11, żeby lekko przeschło to co w nocy i rano napadało. Pusto było na moim najszybszym wylocie z miasta. Lekki wiatr miałem w plecy, co stało w sprzeczności z prognozami, gdzie miało wiać z zachodu. Specjalnie wybrałem trasę na południowy zachód, żeby w trakcie powrotu mieć choć trochę pomocy. Pocieszające było tylko to, że wiatr nie był silny. Nie ten urywający głowę z piątku, ale taki zwykły ruch powietrza. Prawie zapomniałem przez tę wiosnę, że taki istnieje.
Trasa miała wieść w stronę Śleży, a konkretnie Przełęczy Tąpadła. Znaczy klasyk dla mnie.
W Borzygniewie nad Jeziorem Mietkowskim już zaczęło się coś dziać, a mianowicie jeden bar był już otwarty. Oczywiście tylko na wynos i brak stolików, ale piwu to nie przeszkadza. Szkoda tylko, że nadal z plastiku. Ludzi było niewielu, ale znacznie więcej niż poprzednich weekendów.
Sprawdziłem też czy już skończyli remont drogi z Zebrzydowa do Mysłakowa, co to w zeszłym roku Jarek stwierdził, że nie przejadę, a remont skończą jak skończą. Skończyli. Asfalt równy, droga fajnie pofałdowana, kwitnące sady i Ślęża na horyzoncie. Zdecydowanie najfajniejszy odcinek wczoraj.
W Sadach zacząłem podjazd na przełęcz i poczułem, że to jeszcze nie jest rozjeżdżenie właściwe. Nawet taki podjazd 2% sprawiał, że łańcuch szybko się piął w górę kasety. Po jakimś czasie łapałem rytm i 5-6% gładko wchodziło. W każdym razie podjechałem całość w miarę swoim normalnym tempie.
Jakieś 100 metrów przed przełęczą trafiłem na zaparkowane na poboczu samochody. Wiedziałem, że będzie grubo. Było. Wszystkie parkingi zastawione pod korek, na dole dziki tłum, na szczycie pewnie trawę było ledwo widać spod ludzi. Pykłem tylko kolejne piwo i zacząłem zjeżdżać w stronę Sulistrowiczek. Nie bez pewnych, choć dobrze, że tylko początkowych trudności. Ktoś wjeżdżając na parking leśny, za ostro skręcił i zaparkował w rowie, tyle że dupa kombiaka wystawała jeszcze na jezdnię. To oraz zaparkowane na poboczu samochody spowodowało, że turlałem się powoli. Jak skończyły się zaparkowane samochody, to zaczął się zjazd z jakimiś normalnymi prędkościami.
Powrót w zasadzie bez niespodzianek, ale od Olesznej zacząłem jechać pod wiatr, ostatnie 50 km. Wiatr nie był zbyt silny, ale znowu wyszło, że nie jestem jeszcze rozjeżdżony. Były odcinki, że łapałem rytm, były odcinki, że męczyłem się okrutnie. Przed Kątami Wrocławskimi przy Mauzoleum feldmarszałka Bluchera zrobiłem sobie krótki popas na batona i pepsi. Ogólnie byłem zmęczony, ale nie zajechany, znaczy jest lepiej niż było na początku miesiąca, gdzie setka zakończyła się małą bombą.
Fotosy
51084
51085
51086
51087
51088
Właśnie przeczytałem, że dzień po tym jak zrobiłem opisaną trasę. W tej ulewie, puścili mastersów na Ślężańskiego Mnicha i jeden kolarz wypadł z trasy i niestety zginął. I to na odcinku między Sulistrowicami i Oleszną, czyli najprawdopodobniej na tej trasie, którą dzień wcześniej ja jechałem. Dobra nawierzchnia, żadnych zakrętów, tylko łagodne łuki. Za to spory spadek, bez super-tucka i bez dokręcania, na oponach 40 mm ja się tam rozpędzałem do 60 km/h. Warunki były jednak mocno niekorzystne. Kilka lat wcześniej w podobnej ulewie odwołali etap TdP. Szkoda.
Wczoraj wymieniłem łysą, siedmioletnią oponę z tyłu, czekam na nowe klocki i na oponę na przód.
Przy okazji poczyscilem kasetę, przerzutki, łańcuch...
Nowa opona jest cięższa od starej, ale podobno wytrzymała, a na tym mi bardziej zależało, niż na wykręcaniu lepszego czasu [emoji846]
Może uda się pobrykać gdzieś dalej w weekend... chociaż po wczorajszej szczepionce jakoś sił brak, ale do weekendu chyba zejdzie.
51160
Na Marathonach Plusach MTB nie jeździłem, jeździłem na wersji trekingowej i o ile do wytrzymałości nie mogę mieć zastrzeżeń, bo przez cztery lata bujania się po mieście nie złapałem żadnej gumy. O tyle po tych czterech latach tak stwardniała guma, że opona zaczęła się ślizgać. Deszcz i kostka czy gładkie płyty i czułem się jak bym po lodzie jeździł. Wywaliłem te opony bo uznałem, że szkoda zdrowia. Potem kupiłem Schwalbe 365 GT i były OK, miałem je na letnich kołach do miastowego, ale że ostatnio mi się nieco park maszynowy zmienił, to teraz jeździ na nich mój tato.
Z tych super wytrzymałych Schwalbe najmilej chyba wspominam Marathony XR. Jeden komplet na dwóch rowerach ujeżdżałem i chyba żadnej gumy przez te dobre kilka lat nie złapałem. XR w środowisku wyprawowców rowerowych są mocno kultowe. Teraz Schwalbe nie ma nawet ich odpowiednika.
Mam nadzieję, że nie stwardnieją, na szczęścia zapłaciłem za nie 50% regularnej ceny, więc w razie co będę płakać godzinę krócej [emoji846]
Właśnie przeczytałem, że dzień po tym jak zrobiłem opisaną trasę. W tej ulewie, puścili mastersów na Ślężańskiego Mnicha i jeden kolarz wypadł z trasy i niestety zginął. I to na odcinku między Sulistrowicami i Oleszną, czyli najprawdopodobniej na tej trasie, którą dzień wcześniej ja jechałem. Dobra nawierzchnia, żadnych zakrętów, tylko łagodne łuki. Za to spory spadek, bez super-tucka i bez dokręcania, na oponach 40 mm ja się tam rozpędzałem do 60 km/h. Warunki były jednak mocno niekorzystne. Kilka lat wcześniej w podobnej ulewie odwołali etap TdP. Szkoda.
O, zjechałbym sobie. Chociaż nie wiem, czy nie za wcześnie trochę.
Szkoda chłopa.
https://gazetawroclawska.pl/znamy-szczegoly-smiertelnego-wypadku-kolarza-kolo-sobotki/ar/c2-15593849
Jeśli było mokro to złapać poślizg na 25mm nie jest trudno. Jeśli do tego były jeszcze takie podmuchy jak wczoraj, to wszystko jasne. :-(
Ja wczoraj lekko przepaliłem nogę, ale momentami wiatr rzucał mną jak szatan. Jak dmuchnęło z boku to trzeba było się mocno maszyny trzymać, żeby nie odlecieć...
Najgorzej jak się ma stożki, takie 50mm potrafią przy bocznych podmuchach lekkiego "jeźdźca" mocno przesunąć, albo i gorzej.
Ostatnio zjeżdżałem niecałe 7 dych przy dużej pochyłości ale na suchym, frajda jest ale strach też.
W ubiegły piątek też walczyłem pod wiatr, w ogóle mam wrażenie że ten rok okropnie wietrzny, czego nie lubię na kole.
A co do wypadku...szkoda chłopa. Nawet czasem doświadczenie nie pomoże.
siemalysy
06-05-2021, 20:49
Przykra sprawa na tym wyścigu. Jak zawsze w takich przypadkach szkoda człowieka. Specjalistą od jazdy szosą nie jestem. Wydaję mi się, że pogoda miała największy wpływ na to co się stało. Doszła jeszcze prędkość, rywalizacja i przykry finał stał się faktem.
60 km/h to dla szosowców na zjazdach chyba niezbyt szybko. Zjazd zjazdowi nie równy, więc możliwe, że tam ta prędkość nie była szaleństwem. Wiem, że tą prędkość odbieram w odniesieniu do własnych doświadczeń. Jak na MTB powyżej 60 km/ już zwalniam bo jest mi za szybko. Ciężko mi to przełożyć na cienką oponę bo na takich nie jeździłem.
60 km/h to dla szosowców na zjazdach chyba niezbyt szybko. Zjazd zjazdowi nie równy, więc możliwe, że tam ta prędkość nie była szaleństwem. Wiem, że tą prędkość odbieram w odniesieniu do własnych doświadczeń. Jak na MTB powyżej 60 km/ już zwalniam bo jest mi za szybko. Ciężko mi to przełożyć na cienką oponę bo na takich nie jeździłem.
No nie jest. Min. 60kph to mam przy każdym swoim wyjeździe w okolicy, bez specjalnego wysiłku.
Ale na zjeździe, tak? Czy na płaskim ciśniecie takiego Vmaxa?
W MTB dochodzi jeszcze teren i rower. Na FS jest łatwiej i bezpieczniej się rozbujać do wysokiej prędkości. Zdarzały mi się już zjazdy w terenie powyżej 60 km/h i nie czułem, że to za szybko. Choć zwykle szybko doganiałem jakiś łuk, który zmuszał mnie do hamowania, bo nie widziałem co jest dalej.
Najfajniejszy zjazd jaki do tej pory zrobiłem był w Bośni. Kilkanaście km z prędkościami 50-55 km/h po idealnym asfalcie ze znikomym ruchem samochodowym.
siemalysy
06-05-2021, 22:02
Ja miałem na myśli Vmax na zjeździe.
Na płaskim trochę wolniej :)
Przy zjazdach oczywiście. Choć bywa i więcej, ale o to już trzeba się postarać. 60 wchodzi w mojej okolicy bez problemu podczas niemal każdej trasy "dookoła komina".
Szczęśliwi Ci co nie mieszkają w Płaskopolsce. :) Wrocław plaskaty, choć mam jeden zjazd z wiaduktu, gdzie przy wietrze w plecy i lekkim dokręcaniu wykręcam 50+. Niemiej jednak 30-50 km od miasta mam już na tyle zmarszczek terenu, że jest gdzie robić Vmaxy. Choć, żeby się jednak upajać prędkością to w góry trzeba. Lokalne zjazdy krótkie są.
Ja na tym zjeździe mam Vmax 75km/h więc coś tam można pocisnąć ;)
Z dokręcaniem czy tylko poskładany na ramie? Ja Vmaxa życiowego mam w okolicach 74 km/h.
Do 70 bez problemu można się rozpędzić na zjeździe do Trzebnicy przy wjeździe od S5, tam gdzie są te dwa ronda. Tylko tam na dole jest market i wyjazdowa z osiedla i często coś wyjeżdża z kierowcą nieświadomym, że rowerzysta leci ze spora prędkością.
Ten zjazd z Sulistrowic do Oleszna jest faktycznie najlepszy/najbezpieczniejszy w bliskiej odległości od Wro.
Na początku się rozkręciłem a później siadłem na ramę
Ja na razie najwięcej 57 km/h.
Nie spiesz się. W sensie, dobrze opanuj rower, naucz się jak się zachowuje i jak reaguje na sterowanie i hamowanie.
Jak w zeszłym roku pierwszy raz w życiu jechałem na baranku i to bardzo szerokim bo 46 cm, to na początku bałem się puścić kierownicę, żeby zasygnalizować skręt. Zgrałem się rowerem jakoś tak po pierwszym tysiącu kilometrów. Teraz mam kierownicę 42 cm i jak przesiadam się na crossa z prostą kierownica 56 cm, to mam wrażenie, że jest mega szeroko, a w MTB mam 75 cm.
Rozpędzić jest się łatwo, ale wyhamować już niekoniecznie.
I jeżeli jedzie się specjalnie robić Vmaxa to dobrze jest wybrać znany zjazd. Ja poprzedni Vmax (71 km/h) zrobiłem na zjeździe z Przełęczy Sokolej do Walimia. Na MTB HT z kołami 26", jeszcze przed remontem nawierzchni. Byłoby więcej, ale na jednej asfaltowej muldzie tak mnie wyrzuciło, że stwierdziłem, że jednak odpuszczam. Teraz tam jest świetna nawierzchnia.
Obecny Vmax zrobiłem w Bośni na jakimś mega asfaltowym zjeździe na crossie z terenowymi oponami 1,75". Więcej już nie dało się, bo opory wszelakie nie pozwalały.
rainbowwarrior
08-05-2021, 16:02
U mnie licznik pokazał max 88km/h, na MTB z kołami 26". Gdzieś w okolicach Świeradowa czy Szklarskiej spad drogi był taki, że wystarczyło puścić hamulce i grawitacja załatwiała sprawę, bez żadnego dokręcania.
Na pewno w zakrętach jest tak sobie. Jak raz się mocniej nachyliłem, to się lekko koło obsunęło. :P Trzeba będzie kiedyś opony wymienić może na jakieś lepiej klejące się.
W tym roku na szosie zrobione już jakieś 700 km, a ogólnie pewnie będzie z 900-1000 km, ale jakoś nie widzę żadnej poprawy w kondycji/szybkości. :/ Chyba trzeba jakąś morfologię zrobić. Może jakiś upośledzony jestem pod tym względem.
siemalysy
09-05-2021, 10:49
Witajcie w piękną niedzielę :)
My rozważamy nasze maksymalne prędkości na zjazdach. W przypadku kolegi powyżej i moim Vmax na zjeździe to ~60 km/h. A wczoraj widziałem takie info, że podczas czasówki na Giro zwycięzca wykręcił Vavg nieco ponad 58 km/h. Toż to są konie ;)
Tomek ( zdyboo ) pamiętam, że w rowerze MTB masz opony Vittoria Barzo. Jaką masz wersję tych opon? Grphene 2.0 TNT? Jak oceniasz te opony?
Zastanawiam się nad tymi oponami do siebie. W Authorze mam Vittorie Barzo, ale najprostszą wersję zwijaną. Teraz w sklepach rowerowych są tylko wersje G2.0. W Decathlonie są też te opony, są tańsze, ale to chyba nie najnowsza wersja. Cenowo za komplet wychodzi ok. 80 PLN taniej.
Michał, mam Vittoria Barzo Graphene 2.0 w rozmiarze 29x2,25. Na przód Barzo jest bardzo. Świetnie radzi sobie na piachu. Rowerem co prawda nieco rzuca, ale da się jechać i w pełni go kontrolować. W każdym razie jest znacznie lepiej niż w przypadku poprzednich Bontrager XR4 2,4" czy jakoś tak. Obecne opony mam na obręczach z szerokością montażową 25 mm, Bontragery miałem na obręczach niby 30 mm, ale faktycznie było 27 mm.
W błocie radzą sobie za to tak średnio. Podczas ostatniego wyjazdu w zeszłym roku w dość zabłocone podwrocławskie lasy, to ślizgały się bardzo. Nawet kilka razy położyłem się z tego powodu. W prawdziwych górach nie miałem okazji ich jeszcze przetestować.
siemalysy
09-05-2021, 12:31
Dziękuję za odpowiedź :) Obecnie mam Bontrager XR2. Początkowo wydawało mi się, że te opony są całkiem ok. Jednak z biegiem czasu zacząłem zmieniać zdanie. Przede wszystkim po kilku glebach spowodowanych poślizgiem na stosunkowo łatwej i suchej trasie. W tym roku kilka razy wziąłem na błoto Authora i w tych warunkach też Vittoria lepiej sobie poradziła. Ślizga się mniej niż Bontrager. Takie miałem odczucia.
Też mam XR2 i uważam że strasznie słabe są te opony.
Po przejechaniu 1500km, z tyłu już mniej niż połowa bieżnika.
Z cyklu historii warsztatowych, część... nie pamiętam która ;)
Chciałem zmienić tarcze, te oryginalnie zamontowane w Dżajancie, gdyż znikają w oczach. Jako, że mam pozostałości po poprzednich rowerzach, postanowiłem sprawdzić patent z adapterem, gdyż obecnie mam CL, a tarcze z innych bicykli są na 6 śrub. Jakoś mi się przywidziało, że mam klucz do nowych pierścieni mocujących tarcze (że jest taki sam, jak do demontażu tarcz korby). Oczywiście okazało się to błędne i musiałem biegiem zakupić klucz na nasadkę w sklepie rowerzowym. Miałem ze sobą na wzór nakrętkę, by sprawdzić pasowanie do klucza, ale ten był tak przyczepiony do etykiety, że się nie dało. No nic, kupiłem i przystępuję do wymiany.
Zdziwko było niemałe, jak klucz nachodził na nakrętkę z tak dużym luzem, że się nie dało go użyć. Czym prędzej z powrotem do sklepu i jeszcze przed zamknięciem zdążyłem wymienić na inny rodzaj klucza, też z f-my Prox, ale z rączką. Ten okazał się być już pasowny, ale... no nie mogło być już z górki przecież ;) Podczas dokręcania bardzo wąskiego pierścienia mocującego z adaptera (Shimano), klucz powyższy Prox, ześlizgnął się z nakrętki i obrobił ją trochę. Zdziwiłem się, bo zwykle przykładam się do takich czynności. Po obejrzeniu dokładnym klucza, wyszło, że wykonany jest on z dużym (nie wiem jak to fachowo nazwać) offsetem ? Chodzi o to, że zanim klucz osiądzie na nakrętce, to najpierw jest rant, później zaszlifowanie pod kątem i dopiero właściwe gniazdo. Efekt jest taki, że klucz ledwo chwytał nakrętkę, którą Shimano też pokpiło, bo zrobili ją bardzo wąską.
Dobra, jakoś dokręciłem tarczę przez adapter do koła i montuje je na swoje miejsce. To jeszcze nie koniec atrakcji.
Próbuje założyć zacisk hamulcowy, ale się nie da, gdyż tarcza zawadza, ..kurna co za... !@#
Rozkręcam wszystko i okazuje się, że adapter nie dochodzi do całej powierzchni tarczy, tylko niejako zawiesza się na rantach wytoczenia jakiś 1mm. Kurde mać, przecież wszystko "koszerne", żadne podróbki, tylko oryginały : tarcza i adapter.
Teraz zaczyna się rzeźba, szlifierka stołowa i jazda szlifuję adapter brakujące części mm po całym obwodzie. Po zabiegu wszystko pasuje, jak ulał. Tarcza kręci się na okrągło i hamuje, jak należy.
Pozostała jeszcze rzeźba z kluczem Prox. Musiałem zeszlifować go po całym obwodzie na kątówce, jakiś mm, może dwa. Po zabiegu, klucz staje się w pełni użyteczny.
Musi chińska podróbka chińskiego Proxa.
rotor Dziwne jest to co piszesz. Mam dwa klucze do suportu. Płaski, oryginalny Shimano TL-FC32 i jakiś nasadowy. Oba pasują do dużych misek suportu Shimano i Sram oraz do tych większych nakrętek mocujących tarcze CL.
Do mniejszych misek suportu z wyższych grup Shimano potrzebne są plastikowe adaptery, które są w zestawie z suportem. Tym nasadowym nie mogę tylko zamocować tarczy na tylnym kole, ale to przez to, że nasadka jest za płytka i oś przeszkadza. Dokręcam płaskim.
Trza by się skonsultować z przedstawicielem Proxa, co by wyjaśnił tę sytuację. W sklepie zrobili "wielkie oczy" na to luźne pasowanie pierwszego klucza nasadowego, a o drugim problemie ( z tym offsetem) nawet nie wiedzą, bo im nie zgłaszałem, po prostu szlif, papier ścierny i już wszystko działa :)
Tak przy okazji, to z adapterami mocowania tarcz jest dziwna sprawa. Adapter Shimano do mocowania tarcz na 6 śrub na piastach CL nie pasuje do tarcz z alu pająkiem. I faktycznie na pasuje. Do tarczy da się zamocować, choć z problemami, ale tarcza jest wtedy poza zakresem regulacji zacisku. Natomiast DT Swiss twierdzi, że ich adaptery pasują do wszystkich tarcz. Chociaż twierdzili też, że zaciski będą w komplecie z kołami, ale nie były. Adapterów DT Swiss jeszcze nie testowałem, jak będzie mi się chciało, to sprawdzę przy wymianie tarcz w crossie.
Tak przy okazji, to z adapterami mocowania tarcz jest dziwna sprawa. Adapter Shimano do mocowania tarcz na 6 śrub na piastach CL nie pasuje do tarcz z alu pająkiem. I faktycznie na pasuje. Do tarczy da się zamocować, choć z problemami, ale tarcza jest wtedy poza zakresem regulacji zacisku. .
No to właśnie mnie spotkało. Montowałem tarcze Shimano 203mm IceTech i to okrągłe wyfrezowanie do którego zagłębienia się montuje adapter, jest po prostu zbyt małej średnicy (albo adapter jest wadliwie zaprojektowany). Wystarczyło zeszlifować delikatnie rant adaptera po całym obwodzie i adapter wchodzi i przylega do tarczy. Wtey zacisk hamulcowy pasuje.
Inna sprawa jest jeszcze taka, że te śrubki z adaptera Shimano do mocowania do tarczy są na Torxa 15, trzeba bardzo uważać przy dokręcaniu, by nie obrobić gniazda, lub nie urwać klucza.
Inna sprawa jest jeszcze taka, że te śrubki z adaptera Shimano do mocowania do tarczy są na Torxa 15, trzeba bardzo uważać przy dokręcaniu, by nie obrobić gniazda, lub nie urwać klucza.
Ja do wciśnięcia adaptera do tarczy użyłem młotka plasticzanego :), adapter się poddał, bo był alu, a tarcza z nierdzewki.
Nie klucza, a łba śruby. Ja urwałem łeb jednej śruby, a dokręcałem dynmometrykiem i to nie z maksymalnym dozwolonym momentem.
Adapter DT Swiss ma piny, na które nakłada się otwory w tarczy i wszystko wszystko trzyma jedna nakrętka CL. Widziałem też tego typu adaptery na RPA.
U mnie poddał się Torx z kompletu Yato, a inny klucz trochę zdeformował. Dokręcałem najpierw na oko, z praktyki już wiedząc, a później spróbowałem kluczem dynamo. i się okazało, że jeszcze trochę brakuje do ok. 6 Nm . Widziałem też te inne adaptery, o których piszesz, ale to po fakcie już i teraz wiem, że być może one są lepiej przemyślane od tych szitmanowskich.
Zdziś ;)
1.
51398
2.
51399
3.
51400
4.
51401
Miała być burza, a wyszedł fajny trip
siemalysy
14-05-2021, 21:23
Wczoraj był czas po pracy, pogoda też była zachęcająca, więc pojeździłem :) Wiosna u nas już się rozgościła. Robi się ładnie.
51444
Dziś wymieniłem wkład suportu. W weekend zamierzam zrobić serwis amortyzatora i wymienić komplet linek i pancerzy.
rotor powtarzam się :) Ładnie tam u Ciebie. Wrzucaj częściej fotki z tripów ;)
Wczoraj był czas po pracy, pogoda też była zachęcająca, więc pojeździłem :) Wiosna u nas już się rozgościła. Robi się ładnie.
@rotor (https://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=2473) powtarzam się :) Ładnie tam u Ciebie. Wrzucaj częściej fotki z tripów ;)
Wiosna bardzo spóźniona tego roku, w ogóle pogoda nie rozpieszcza, co chwile zimno, deszcz,..
Ja też się powtórzę :) , że bardzo mi odpowiadają tereny w których mieszkam, można po pracy na trzy-cztery godzinki wyskoczyć na świetny trip, a jak jeszcze pogoda ciekawa, to widoki zwykle już powiedzmy "nudne", nabieraja innego sznitu.
Nie zamieszczam często fotek, bo to zwykle te same, powtarzające się widoczki z tripów "wokół komina"
Pany, znacie jakiś uchwyt na fona na kierownice o średnicy 35mm ? Patrzałem tu i tam i jakoś nie widzę, wszystko na 31,8 i mniejsze z adapterami. Mam taki jeden sprzed kilku lat, po usprawnieniu połową tubki Poxipolu i wymianie śrubki nawet działa :) tylko nie wiem, jak długo to druciarstwo wytrzyma.
Wracajac z roboty, wjechałem typowi w Aygo, jak wyjeżdżał zza węgła z Aldi na Kościuszki. :/ Ale lipa. Ciekawe ile będzie trzeba zapłacić za lusterko, wgniecione nadkole, przymocowanie porządnie zderzaka na przodzie. W sumie ciekawe czy to może być potraktowane jako wypadek w pracy. Wina była po mojej stronie, bo jechałem chodnikiem.
Skonsultuj to z dobrym prawnikiem, takim który potrafi obrócić kota ogonem.
Nie no, moja wina, więc trzeba zapłacić. Zastanawiam się tylko, czy może to być wypadek w pracy i pokrycie kosztów przez pracodawcę, jeśli wina była po mojej stronie. Z tego co widzę w necie, to wypadek przy pracy obejmuje chyba tylko uszczerbek na zdrowiu.
Chyba pozostaje ci, dogadanie się z gościem. By po kosztach to zrobić. W tym przypadku to nie wiem czy OC nawet by ci doope uratowało. Jak będzie uparty by robić to w ASO, to możesz popłynąć.
No może tak być. Jak ja wymieniałem maskę w ASO, to wyszło 2200 zł. :/
51481
51482
Choć nie wygląda to tragicznie, ale różnie może być. Ciekawe czy lusterko elektryczne. Nadkole wydaje mi się, że na przyssawce da się wyciągnąć, a zderzak się tylko lekko wypiął i wystarczy go umiejętnie wcisnąć na miejsce.
Wracajac z roboty, wjechałem typowi w Aygo, jak wyjeżdżał zza węgła z Aldi na Kościuszki. :/ Ale lipa. Ciekawe ile będzie trzeba zapłacić za lusterko, wgniecione nadkole, przymocowanie porządnie zderzaka na przodzie. W sumie ciekawe czy to może być potraktowane jako wypadek w pracy. Wina była po mojej stronie, bo jechałem chodnikiem.
Jak to dokładnie było?
Bo fakt, że jechałeś przez przejście dla pieszych oznacza dla Ciebie mandat. Na to jest taryfikator. Jeśli dobrze zrozumiałem, wynosi to 100zł.
Nie oznacza to jednak, że można Cię na tym przejściu przejechać.
https://cuk.pl/porady/przejsc-czy-przejechac-klopoty-z-zebra-gdy-jedziesz-rowerem
Jak wyżej, istnieją sytuacje, gdy rowerzysta może korzystać z chodnika a nawet przez przejście dla pieszych przejechać. W Twojej sytuacji najpewniej nie było powodu, żeby przejeżdżać, niemniej kierowca powinien spodziewać się na przejściu także rowerzystów.
Pierwszeństwo przejazdu to całkiem inna sprawa. Jeżeli kierowca skręcał w tę drogę i powinien ustalić pierwszeństwa przejazdu pieszym, uprawnionym rowerzystom, to także Tobie. Znaczenie może też mieć prędkość przejazdu. Należy zauważyć, że prawodawca dopuszcza przejazd przez przejście nieletnim do 10 roku życia i ich opiekunom, dlatego, że są traktowani jako piesi - ich prędkośc poruszania się jest niewielka. Jeżeli poruszałeś się niewielka prędkością, to kierowca nie będzie mógł się tłumaczyć, że jechał jak wariat. Jakbyś poruszał się powoli, przy ocenie sytuacji, na Twoim miejscu mogło by być dziecko na rowerze traktowane jako pieszy. Kierowca, który nie dostosuje swojej jazdy do takiej sytuacji nie dostosuje jej też, gdy na przejściu będzie dziecko. A wtedy nikt nie będzie miał ani wątpliwości ani litości dla niego.
"Dlaczego kierowca dostał mandat za potrącenie rowerzysty jadącego przez przejście dla pieszych?"
https://katowice24.info/dlaczego-kierowca-dostal-mandat-za-potracenie-rowerzysty-jadacego-przez-przejscie-dla-pieszych-odpowiadamy/
"Zarówno rowerzysta, jak i kierowca auta zostali ukarani mandatami. Ten pierwszy za przejeżdżanie rowerem przez przejście dla pieszych. Z kolei kierowca za stworzenie zagrożenia w ruchu. Na czym ono polegało? Jak poinformowała nas policja, kierowca nie zatrzymał się przed przejściem, mimo że na sąsiednim pasie stało już inne auto. W takiej sytuacji policjanci nie mieli wątpliwości i nałożyli mandat."
W Twojej sytuacji należałoby ją skonsultować ze specjalistą z drogówki.
Druga sprawa. Jeśli to Ty powinieneś ustąpić pierwszeństwa przejazdu, zapytaj swojego ubezpieczyciela, w sensie osoby u której wykupujesz ubezpieczenia, o posiadane aktualnie polisy. Być może posiadasz takie od odpowiedzialności cywilnej czy nieszczęśliwych wypadków, które takie sytuacje obejmują. Płacisz za to, a nawet nie jesteś świadomy, że może to ten moment, kiedy trzeba z tego skorzystać.
Edycja.
Jeżeli przed przejściem dla pieszych, kierowca widział znak ustąp pierwszeństwa przejazdu lub stop, to sytuacja jest jasna i powinien się do tych znaków dostosować.
Poruszanie się rowerzysty po chodniku nie jest doprecyzowane ale z pewnością deszczowy dzień, wiatr, śnieg na pewno jest dobrym wytłumaczeniem. Śmieci na na poboczu, dziury, być może korek, hałas miejski to czynniki, które także, myślę byłyby do obrony. Wydaje mi się (znów), że ta ocena okoliczności ma charakter subiektywny (a siłą rzeczy ustawodawca tego nie doprecyzował świadomie) i jeśli rowerzysta nie czuje się na drodze bezpieczny to może te kwestie podnosić w obronie jazdy po chodniku. Oczywiście może przekona sędziego a może nie. Ale w mieście zawsze można np. podnieść kwestię niespodziewanych uderzeń powietrza od budynków (zmienność sytuacji) oczywiście jeśli jakiś realny ruch powietrza był (czyli ciemnozielone czy żółte pole na meteo.pl).
Pozdro
Wiesiek
Skonsultuj to z dobrym prawnikiem, takim który potrafi obrócić kota ogonem.
To może kosztować więcej niż naprawa tego Aygo. :)
To nie było przejście. Wąski chodnik, obok droga z ograniczeniem 40 km/h. Przejeżdżałem przez wyjazd z parkingu i gościu wyskoczył zza budynku prosto pod koło roweru. Co prawda pewnie się nigdy w tym miejscu na ulicy nie czułem i do tego nawierzchnia jest mega słaba.
Tutaj: https://www.google.pl/maps/place/51%C2%B005'57.9%22N+17%C2%B002'51.7%22E/@51.0994038,17.0471495,211m/data=!3m2!1e3!4b1!4m6!3m5!1s0x0:0x0!7e2!8m2!3d51.0 994033!4d17.047698
https://www.google.pl/maps/@51.0994805,17.0477298,3a,75y,204.4h,95.32t/data=!3m6!1e1!3m4!1sVar-k4awQ9m1f2Wt6qWNig!2e0!7i16384!8i8192
To może kosztować więcej niż naprawa tego Aygo. :)
Też sobie tak pomyślałem. Jak nie urok, to sraczka. Ech.
Jak to dokładnie było?
Tam nie ma przejścia dla pieszych. Zwykły wyjazd z posesji, który wygląda tak (https://www.google.com/maps/@51.0994805,17.0477298,3a,75y,185.99h,87.91t/data=!3m6!1e1!3m4!1sVar-k4awQ9m1f2Wt6qWNig!2e0!7i16384!8i8192). O ile oczywiście nic się nie zmieniło bo SV jest sprzed trzech lat. Nie moja okolica to nie wiem nawet jak to obecnie może wyglądać. Choć biorąc pod uwagę, że tam są nowe/odnowione budynki po obu stronach to pewnie nic się nie zmieniło. Umbra pewnie jechał "pod prąd" skoro samochód mu wyjechał zza węgła. Z drugiej strony jest lepsza widoczność.
Prędkość też nie była niewielka skoro powstała taka wgniotka i to na przetłoczeniu, które jest sztywniejsze niż prosta blacha. No i urwanie lusterka też wymaga pewnej siły.
Nie rozumiem prób przerzucenia kosztów tego na pracodawcę. Sorry, ale wtopiłeś i trzeba ponieść tego konsekwencje. Dobrze, że tylko takie, bo mogłeś gorzej na tym wyjść niż zapłacenie za naprawę samochodu.
Ja dlatego nie lubię jeździć chodnikiem czy nawet DDR jak są takie wjazdy. Kierowcy mają manierę dojeżdżania do krawędzi jezdni, kompletnie blokując przejazd rowerowy. Nawet jak mnie widzą i widzą, że nie zdążą wyjechać na jezdnię zanim ja dojadę do przejazdu. Może 1 na 50 mnie przepuści lub cofnie się jak ma pusto za plecami. Reszta ma dupie.
Tzn. nie próbuję. Zastanawiałem się nad tym przez moment, ale to nie ma sensu, bo tam chodzi chyba tylko o odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu. Prędkość nie była duża, bo dopiero co przepuścili mnie piesi.
Tak, jeżeli chcesz liczyć na ubezpieczenie państwowe musisz pójść na zwolnienie. Jeżeli przyczyną zwolnienia będzie wypadek w drodze z/do pracy to wypłacają Ci 100% wynagrodzenia, a nie 80% jak w przypadku zwykłego zwolnienia chorobowego. Tylko tyle, żadnej ekstra kasy nie dostaniesz.
Z prywatnego NNW, na wypłatę z reguły (zależy od warunków ubezpieczenia) możesz liczyć dopiero po stwierdzeniu trwałego uszczerbku na zdrowiu, choć ubezpieczalnia będzie każdy dokument trzy razy sprawdzała, żeby znaleźć powód do odmowy wypłaty.
Płaciłem przez kilka lat OC w życiu prywatnym mimo świadomości, że spektrum przypadków gdy będę mógł z niego skorzystać jest bardzo wąskie. Do głowy mi przychodziło tylko zasłabnięcie i spowodowanie tym jakiejś szkody lub wjechanie w jakąś nieoznakowaną przeszkodę na drodze i spowodowanie tym jakiejś szkody. Jak agentka ubezpieczeniowa przestała do mnie dzwonić, przestałem płacić.
Teraz zależy czy gość jest uczciwy i gdzie to będzie chciał naprawiać.
Cześć, Umbra szkoda sytuacji, miejmy nadzieję, że się uda to naprawić w znośnych pieniądzach.
zdyboo, czy ja dobrze rozumiem Twój post, że OC rowerowe nie pokryłoby takiej szkody? Jeśli nie, to jest jakakolwiek opcja zabezpieczenia się przed finansową odpowiedzialnością za takie szkody wykonane na rowerze?
Tam nie ma przejścia dla pieszych. Zwykły wyjazd z posesji, który wygląda tak (https://www.google.com/maps/@51.0994805,17.0477298,3a,75y,185.99h,87.91t/data=!3m6!1e1!3m4!1sVar-k4awQ9m1f2Wt6qWNig!2e0!7i16384!8i8192).
Jeśli to wyjazd z posesji lub parkingu, to kierowca włącza się do ruchu[emoji845]
W związku z tym musi ustąpić pierwszeństwa wszystkim, którzy w tym ruchu już się znajdują. To nie ulega wątpliwości. Kwestia dyskusyjną jest brak przejścia dla pieszych. Każdy może wskazać wiele takich miejsc. Jest chodnik, kończy się w magiczny sposób przed jezdnią, i ponownie rozpoczyna za nią. A co mają zrobić piesi? Teleportować się? Ewidentne niechlujstwo miejskich urzędników.
Moim zdaniem sprawa jest grząska i niejednoznaczna. Niewielka prędkość poruszania przemawia na twoją korzyść. Ograniczenie prędkości na ulicy do 40km/godz. na niekorzyść. Bez wątpienia jechał bym ulicą w takiej sytuacji.
Wracając do Twojej sytuacji. Na twoją niekorzyść jest brak przejścia dla pieszych. (Nie mówię już o przyjeździe rowerowym.) Dlatego, że przejście dla pieszych obliguje kierowcę do ustąpienia pierwszeństwa pieszym i uprawnionym rowerzystom z niego korzystającym. Ci nieuprawnieni rowerzyści - im grozi mandat za to, że nie zeszli z roweru, jednak wolne tempo poruszania się, moim zdaniem kwalifikuje ich jako uczestników ruchu, którym też tego pierwszeństwa należy ustąpić. Tzn to że rowerzysta nie zszedł, nie zmienia pierwszeństwa przejazdu. Gdybyś zszedł i Cię potrącił na przejściu, też byś miał pierwszeństwo. To, że przejechałeś zamiast przejść tego pierwszeństwa nie zmienia.
Kierowca włączał się do ruchu, przed przejściem powinien się zatrzymać i ustąpić pierwszeństwa. Problem w tym, że przejścia nie było. Jest jednak chodnik, na całej długości, przerwany wyjazdem z posesji. Myślę, że ten fragment wyjazdu jest przewidziany do tego, żeby piesi poruszali się po nim. Kierowca widząc chodnik po obu stronach swojego wyjazdu, powinien spodziewać się tam pieszych. Włączał się do ruchu, powinien ustąpić pierwszeństwa. Jadąc samochodem tak bym zrobił. Włączam się do ruchu i ustępuję wszystkim: na ulicy i korzystającym z tego kawałka wyjazdu do poruszania się w ciągu pieszym.
Gdybym był policjantem drogówki, dostał byś mandat za to, że nie zszedłeś z roweru, kierowca za wymuszenie pierwszeństwa.
Spytaj się jakiegoś obcykanego policjanta z drogówki. Kiedyś ten kierowca może potrącić tam jakiegoś pieszego i skutki mogą być gorsze. Już nie chodzi nawet o Twoją sytuację, ale prewencję wobec tego kierowcy, żeby nie wyjeżdżał na hama w takiej sytuacji.
Oczywiście takiej sytuacji drogowej nie zazdroszczę nikomu. Ani Tobie, ani pieszym, ani kierowcom. Brak miejsca, żeby zatrzymać się przed ulicą, słaba widoczność. Brak pasów.
Edycja. Przepraszam. zdyboo zobaczyłem teraz link do street view tej sytuacji. Przecież tam jest chodnik[emoji845]Przecież zmienia się nawierzchnia [emoji845] przecież są krawężniki wyznaczające ten fragment. Przepraszam miejskich urzędników[emoji845] Najlepiej zrobione przejścia dla pieszych tak są wyznaczane - podwyższenie fragmentu ulicy. Zmusza to kierowców do zmniejszenia prędkości. Tam zastosowano takie rozwiązanie. Nie ma malowanych pasów, pewnie ze względu na konserwatora zabytków. Stąd jest kostka brukowa. Umbra spytaj kogoś z drogówki. Ja jestem spokojny. W życiu bym w tej sytuacji nie wziął winy na siebie. Pokazał bym facetowi kostkę, krawężniki, parking. Wytłumaczył że włącza się do ruchu i przecina strukturę wyznaczona do poruszania się dla pieszych. Niskie krawężniki są dlatego, żeby nie rozwalić kół, ale jednocześnie dlatego, żeby zmusić kierowców do zmniejszenia prędkości.
Jeszcze raz przepraszam miejski urzędników. Nie można było tego lepiej zrobić. No chyba ,żeby ta kostka była naprawdę jeszcze wyżej.
Na dwoje babka wróżyła. Ja z drugiej strony nie powinienem jechać chodnikiem. Gościu powinien znowu się zatrzymać przed wyjechaniem na część przejścia/chodnika, a nie wparować tam prosto przed koło roweru.
czy ja dobrze rozumiem Twój post, że OC rowerowe nie pokryłoby takiej szkody? Jeśli nie, to jest jakakolwiek opcja zabezpieczenia się przed finansową odpowiedzialnością za takie szkody wykonane na rowerze?
To nie było stricte rowerowe OC, a OC w życiu prywatnym obejmującym też jazdę na rowerze.
Wtedy, te kilkanaście lat temu OC niekomunikacyjne oferowało tylko PZU i Warta. TU w stylu "Krzak i wspólnicy" nie brałem pod uwagę. PZU oferowało tylko na rower, ale była jakaś zależność, której nie spełniałem. Nie pamiętam już o co chodziło. Warta tej zależności nie miała. Kasowali 55 zeta rocznie za OC na kilka tysi. Jak się jednak poczytało warunki to w zasadzie ciężko mi było wymyśleć sytuację w której nie zastanawiałbym się czy ubezpieczenie mi się należy. Tylko jazda po mieście w zasadzie i rekreacyjna. Żadne MTB czy tym bardziej branie udziału w zawodach jakichkolwiek. Nawet chyba piesza turystyka górska była wyłączona. Wracałbym z buta pijany, opadł na płotek i go zniszczył, brak wypłaty, bo stan nietrzeźwości wykluczał wypłatę. Przypadek Umbry, nie ma wypłaty. Wina ubezpieczonego. To nie działało jak OC na blachosmroda, że nawet jak wina ubezpieczonego to traci się zniżki. Ja nie miałem żadnych zniżek, wszak kwota była niewielka.
Gdybym był policjantem drogówki, dostał byś mandat za to, że nie zszedłeś z roweru, kierowca za wymuszenie pierwszeństwa.
Tam raczej Policji nie było. Spisali swoje dane, zrobili zdjęcia i rozjechali się w swoje strony. Ja bym w takiej sytuacji wezwał. Jeżeli rzeczywiście prędkość nie była duża, a kolizja wyniknęła z nieuwagi to poczekałbym dla wyjaśnienia sytuacji. Żeby się potem nie okazało, że jak mechanik rozebrał to uszkodzenia są znacznie większe. Za jazdę po chodniku płaci się 50 zyla. Umbra przedniego koła nie scentrowałeś?
We Wrocławiu przy wjazdach na posesję i do stref 30 nie maluje się przejść dla pieszych. Maluje się przejazdy rowerowe, ale też nie zawsze. Te pasy podobno nawet nielegalne są. Kojarzę przypadek al. Kasprowicza, gdzie zjazdy z niej oznaczają wjazd do strefy 30. Na wszystkich zjazdach namalowali pasy i przejazdy, potem pasy zdrapywali (https://www.google.com/maps/@51.1378799,17.0531345,3a,75y,4.73h,90.45t/data=!3m6!1e1!3m4!1sD7LqREMYYzgnaPCebGe_vw!2e0!7i1 3312!8i6656), bo w strefie 30 nie mają one racji bytu. W takiej strefie pieszy ma zawsze pierwszeństwo i może przechodzić przez jezdnię gdzie mu się podoba.
Nie wróżyła.
Za jazdę chodnikiem dostajesz mandat, do sprawdzenia, ale jak przeczytałem w tamtym artykule, o wartości 100zł. Na twoją korzyść przemawia wolna prędkość poruszania się. Świadkowie pewnie jacyś są. Ale świadczą też o tym zdjęcia - niewielkie skutki.
Co innego, gdybyś zasuwał po tym chodniku, potrącił jakiegoś pieszego, a na koniec wpadł z całym impetem w ten samochód, przelatując przez jego maskę powodując w niej wgniecenia. Wtedy policja mogła by nie mieć litości. Mogli by orzec, że kierowca nie miał szans Cię zauważyć, że zdarzenie nastąpiło z powodu Twojej nadmiernej prędkości.
Druga sprawa - uszkodzenia znajdują się w przedniej części auta. To znaczy, że wjezdzaliscie jednocześnie. Na twoją niekorzyść były by uszkodzenia w tylnej części auta.
Kierowca wyjeżdżając z parkingu włącza się do ruchu. Widząc zmianę asfaltowej nawierzchni, którą się porusza, a następnie przecina nawierzchnię brukową która jest wyznaczona przez niskie krawężniki... No źle to o nim świadczy.
A jak byś prowadził ten rower idąc obok jak należy, też byś wziął winę na siebie? No nie było by wątpliwości, że nie. To jest to co nazywa się określeniem pierwszeństwa. Pierwszeństwa, które to wymusił kierowca. Ty złamałeś przepis, że na chodniku powinieneś rower prowadzić, a nie na nim jechać. Twoje przewinienie nie zmienia pierwszeństwa.
Jak napisał zdyboo. Wezwał bym policję. Przyjął mandat za jazdę po chodniku. Naprawił rower z OC sprawcy.
Świadków nie spisałem niestety. Lekki szok był. Rower jest cały, koło też. Kapsel mi odskoczył tylko z lewej strony kierownicy, bo nią skosiłem upadając lusterko. Trzeba było wziąć pieszych, którzy byli zaraz za mną na świadków, spisać ich dane i telefony i po pały zadzwonić. :/ Aldi może mieć monitoring, który obejmuje to miejsce.
To, co opisałeś także świadczy o niewielkiej prędkości. Kierowca nie może więc powiedzieć, że Cię nie zauważył. Wymusił pierwszeństwo i tyle.
Fakt, że nie prowadziłeś roweru tylko na nim jechałeś, nie czyni Cię winnym wszystkich nieszczęść w okolicy. To jakby mieć pretensje do jednego z kierowców, i chcieć uczynić go winnym zderzenia, tylko dlatego, że nie miał zapiętego pasa.
Ja bym się spytał jeszcze na komisariacie kogoś z drogówki. Ale dla mnie sytuacja jest jasna i klarowna. Mandat za jazdę po chodniku na klatę. Remont roweru z OC sprawcy.
rainbowwarrior
16-05-2021, 19:35
Świadków nie spisałem niestety. Lekki szok był. Rower jest cały, koło też. Kapsel mi odskoczył tylko z lewej strony kierownicy, bo nią skosiłem upadając lusterko. Trzeba było wziąć pieszych, którzy byli zaraz za mną na świadków, spisać ich dane i telefony i po pały zadzwonić. :/ Aldi może mieć monitoring, który obejmuje to miejsce.
Też uważam, że winnym zdarzenia jest jednak kierowca samochodu włączajacy się do ruchu, a ty dostałbyś jedynie mandat za jazdę po chodniku. Nawet jeśli w oświadczeniu spisałeś, że doszło do kolizji z twojej winy, możesz poinformować sprawcę, że doczytałeś przepisy ruchu drogowego i nie uważasz siebie za sprawcę. Może kierowca zrozumie swój błąd, a może zgłosi sprawę na policję.
https://www.google.pl/maps/@51.0994805,17.0477298,3a,75y,204.4h,95.32t/data=!3m6!1e1!3m4!1sVar-k4awQ9m1f2Wt6qWNig!2e0!7i16384!8i8192
Sprawa jest ewidentna, gość włączając się do ruchu, powinien zachować szczególną ostrożność i ustąpić wszystkim, którzy się w nim znajdują.
Też uważam, że winnym zdarzenia jest jednak kierowca samochodu włączajacy się do ruchu, a ty dostałbyś jedynie mandat za jazdę po chodniku. Nawet jeśli w oświadczeniu spisałeś, że doszło do kolizji z twojej winy, możesz poinformować sprawcę, że doczytałeś przepisy ruchu drogowego i nie uważasz siebie za sprawcę. Może kierowca zrozumie swój błąd, a może zgłosi sprawę na policję.
Zobaczymy jak się sprawa potoczy.
Ja tam nawet nie napisałem, że to moja wina, tylko że jadąc chodnikiem na rowerze wjechałem w wyjeżdżający z parkingu samochód, uszkadzając lusterko, lekko wgniatając nadkole i poluzowując zderzak. I zobowiązałem się do pokrycia kosztów likwidacji szkody. Powiem, że w szoku byłem, co jest w sumie zgodne z prawdą. Gość się nic nie odzywał, więc może sam się skapnął. Jakoś się nie kwapił do wzywania policji.
Dowiedz się dokładnie, bo mi też się wydaje, że winny jest kierowca, a Ty dostaniesz mandat za jazdę po chodniku. Kiedyś miałem podobna przygodę, tylko że samochodem i była na miejscu policja. Chwilę z nimi rozmawiałem, bo sprawca nie poczuwał się do winy, ale ostatecznie dał się przekonać. Policja tłumaczyła to właśnie tak samo, włączający się do ruchu musi ustąpić wszystkim, a ktoś kto złamał przepis w danej sytuacji, nie jest automatycznie winnym całego zajścia.
Na razie poszedłem do budynku obok (starostwo) i złożyłem wniosek o zabezpieczenie i udostępnienie zapisu z monitoringu. Gorzej, że nie wziąłem żadnych danych typa. On ma moje, a ja jego nie. Na razie nie dzwonił, więc może sobie przemyślał co i jak i sprawa tak się zakończy.
Z policją to jest tak, że oni próbują każdego przekonać o winie, zamknąć sprawę i do domu. Jak mój ojciec miał kiedyś stłuczkę, to przy nim mówili, że jego wina, a przy motocykliście, że motocyklisty.
Masz chociaż numer rejestracyjny tego Aygo?
Gość się nic nie odzywał, więc może sam się skapnął. Jakoś się nie kwapił do wzywania policji.
Na to wygląda, że poczuwał się do winy za zdarzenie. W tamtym momencie skorzystał z Twojej niepewności i poczuwania się do winy za jazdę po chodniku (1:0 dla niego, teraz czas przejść do kontry ;)
Ja bym się jeszcze tak nie cieszył. Jest dopiero poniedziałek. Ludzie jeszcze są w pracy. Zanim ogarnie warsztat, zanim warsztat ogarnie wycenę. To trochę trwa, zwłaszcza, że uszkodzenie nie jest z takich, które uniemożliwiają korzystanie z auta.
Natomiast jednostronne spisanie danych. Ciężko to skomentować.
Najwyżej w sądzie grodzkim się to rozstrzygnie.
Najwyżej w sądzie grodzkim się to rozstrzygnie.
Oj na pewno nie :)
leighadams
18-05-2021, 18:12
Pochwalę się, że poszukiwania zakończone :grin: Miała być szosa, później gravel, później znowu szosa, a w końcu stanęło na rowerze teoretycznie klasyfikowanym przez producenta jako przełaj:grin:
Ale myślę, że w moim przypadku się sprawdzi, przynajmniej mam taką nadzieję. Rama alu, widelec karbon, osprzęt grx 800, z przodu 1 blat 42t, z tyłu 11-42, kiera i sztyca karbon, jedynie koła ciężkie kowadła alexrims gd24, opony 38c vittoria trail tech, ale na ten sezon muszą wystarczyć, bo budżet i tak tradycyjnie przekroczony :neutral:
Mam nadzieję, że jutro znajdę 1-2h i nastąpi dziewicza jazda :grin: Jeżeli nie to poczekamy do weekendu.
Poniżej szybkie 2 fotki co byśmy wiedzieli o czym mówię8-)
51562
51564
Gratuluję, będziepanzadowolony. :)
Jak rozumiem to nówka, składak na tegorocznym framesecie Trek Crockett? Kolorystyka zupełnie nie z mojej bajki, ale na kolorze ramy się nie jeździ. Trek twierdzi, że maksymalny rozmiar opony to 38c, zatem nie jest źle. Osprzęt nawet lepszy niż to co przewidział Trek. Koła z czasem zmienisz, jak uznasz, że koniecznie musisz.
leighadams
18-05-2021, 21:33
Dzięki! Letko używany, przebieg ~600km ;-) Poprzedni właściciel miał go od stycznia do maja i zapragnął karbonowego bianchi arcadex w jedynym słusznym kolorze celeste :grin: Więc gnałem po tego 400km w jedną stronę. Jeszcze z taką przygodą, że na AOW gościowi bodajże z merca vito, obładowanego 4 rowerami na dachu i 3 z tyłu, spadł jeden na drogę, 2 auta przede mną. Oj pachniało solidnym dzwonem... Dokładnie tak jak mówisz, tegoroczna rama crockett 5 disc, reszta osprzętu składana, faktycznie lepsza niż w ori specyfikacji. Koła całkiem funkiel nówki, ściągnięte właśnie z bianchi. Co do kolorystyki, to miał być rag+ lub ruut w czarnym macie, a jest pstrokato, ale w sumie podoba mnie się i coś w sobie ma :grin: Zobaczymy jakie będą pierwsze wrażenia po jeździe z barankiem:grin:
Szkoda, że nie nówka, bo Trek daje dożywotnią gwarancję na ramę dla pierwszego właściciela, a wymienia pęknięte ramy bez problemu.
No chyba, że masz kwity od gościa.
Mat, taki prawdziwy mat, nie półmat, a jeszcze czarny mat to nie jest najlepszy kolor na ramę roweru. Każdą tłustą plamę widać z daleka. Mam teraz w crossie matową, czarną sztycę i się cieszę, że to tylko sztyca. Ramę w tym rowerze mam taką półmatową, ale głównie jasnoszarą i jest OK.
Jak zamawiałem ramę do gruza to zamówiłem z błyszczącym lakierem.
leighadams
18-05-2021, 22:12
Szkoda, że nie nówka, bo Trek daje dożywotnią gwarancję na ramę dla pierwszego właściciela, a wymienia pęknięte ramy bez problemu.
No chyba, że masz kwity od gościa.
Muszę właśnie rozeznać temat, bo dowód zakupu (paragon) mam. Data 30.12.2020, dobrerowerypl. Poprzedni właściciel nigdzie tego nie rejestrował, więc chyba nie powinno być problemu.
Z tym, że nie wiem czy jest jakiś czas na rejestrację od momentu zakupu czy nie? Bo w giancie chyba jest bodajże 1 miesiąc. A co do gwarancji treka, to faktycznie działa, bo właśnie kumplowi uznali gwarancję na jakieś małe pęknięcie na jakimś 4letnim domane i już jedzie do niego nowa rama.
W Treku nie musisz nic rejestrować.
Tu masz warunki (https://www.trekbikes.com/pl/pl_PL/warranty_policy/) gwarancji. Nie mam pojęcia jak rozpoznają kolejnych właścicieli, ale posiadając dowód zakupu chyba możesz udawać tego pierwszego.
Jak kupowałem swojego MTB, to mi w sklepie pokazywali ramę jakiegoś Marina jeszcze pod koła 26", której Trek uznał gwarancję w taki sposób, że koleś za 1000 zeta dostał całkiem nowy rower Marina w dosyć bogatej konfiguracji.
Pochwalę się, że poszukiwania zakończone :grin: Miała być szosa, później gravel, później znowu szosa, a w końcu stanęło na rowerze teoretycznie klasyfikowanym przez producenta jako przełaj:grin:
Fajowy, gratulacje. Jeździłbym :)
Z gwarancją się nie przejmuj. Pierwszy właściciel nikomu zapewne nie powie ;)
Chyba, że płacił kartą, a komuś akurat zechciałoby się sprawdzić. Chociaż nie, to mało prawdopodobne.:-)
leighadams, Gratulacje. Ładny rower kupiłeś. Na tkim tez mozna pośmigać. Przynajmniej już nie rozstrząsasz problemu co dalej kupić , szosa czy gravel. Zakup zrealizowany to teraz tylko jeżdzić ;-)
leighadams
20-05-2021, 16:36
Dzięki, dzięki. Wczoraj odbyła się pierwsza jazda. Co prawda wyskoczyłem z chałupy tylko na godzinkę, ale musiałem[emoji3] 5min po wyjściu z domu, 20minutowa ulewa, wszystko przemoknięte do gaci włącznie[emoji3] ale i tak było miodnie;). Na razie po przesiadce z hardtaila, jest delikatnie mówiąc dziwnie;) Muszę się przyzwyczaić do baranka, bo nagle kierownica z bodajże 78cm zrobiła się 42cm, więc na pewno jest bardziej nerwowo. Ale ogólnie sporo chwytów, także spokojnie można znaleźć wygodną pozycję. Przed następną jazdą na pewno muszę sprawdzić też ciśnienie w oponach, bo teraz wskoczyłem tak jak było napompowane, a mam wrażenie, że jest sporo barów i przez to czuć wszystkie nierówności terenu. Na pewno tu jest jakieś pole do testowania. Jazda spokojniutka, średnia 26km/h i to bez żadnego wysiłku także już mi się podoba. Ogólnie pierwsze wrażenia jak najbardziej na plus. W sobotę plany na jakieś 3h deptania, także będą następne przemyślenia:)
Ja nie masz dętki to polecam eksperymentować, bo można zejść dosyć nisko z ciśnieniem. Jak masz dętkę, to polecam się jej pozbyć. :)
leighadams
20-05-2021, 19:56
Jest nowa zabawka, jest chcica:-) Szybka rundka wkoło komina, co by nie czekać do soboty:-)
Ale faktycznie prędzej czy później trzeba będzie zaprzyjaźnić się z mleczkiem:-)
51619
Ja do dziś na "baranku" przy wyższych prędkościach niepewnie się czuję, w sumie po roku się przyzwyczaiłem, ale w dolnym chwycie mało jeżdżę, jak już to na "łapach" lub standardowo w zwykłym chwycie jak mam za sobą dłuższą jazdę i czuję zmęczenie.
Cześć chłopaki.
Pytanie - czy z obecnie dostępnych bagażników dachowych jest coś godnego polecenia poza thule? mam 4 rowery z czego jeden "dziwak" więc wożenie za ośkę raczej odpada a dla dziwaka pewnie najwygodniej mocowanie za koło. Te Thule to nawet fajnie wyglądają ale ceny są lekko przerażające :/
Cześć chłopaki.
Pytanie - czy z obecnie dostępnych bagażników dachowych jest coś godnego polecenia poza thule? mam 4 rowery z czego jeden "dziwak" więc wożenie za ośkę raczej odpada a dla dziwaka pewnie najwygodniej mocowanie za koło. Te Thule to nawet fajnie wyglądają ale ceny są lekko przerażające :/
Mam thule "wyjeżdżający" na bok auta (60 cm). Całkiem wygodny patent. https://youtu.be/XEKfYRh6v28?t=93 Trzeba jednak policzyć nośność bo te 70 kg to wszystko razem (relingi, uchwyty i rowery). No i też decyzja czy na sztywną oś (jak jest). Można też wyciągnąć sidełka. Tak czy tak jak jest tam elektryk to trzeba sprawdzić.
nie no - belki mam taurusa i rowerów 4... mój najcięższy koło 15, dwa po 11, jeden poniżej 10 czyli razem mieścimy się w tych 70kg
problemem są rynienki - bo jak policzę 4x600 to robi się kurna grubo!
https://www.thule.com/pl-pl/bike-rack/roof-bike-racks/thule-upride-_-599001
https://www.thule.com/pl-pl/bike-rack/roof-bike-racks/thule-proride-_-598001
podoba mi się jeszcze ten koncept:
https://www.centrumrowerowe.pl/bagaznik-yakima-frontloader-pd23919/?v_Id=147163&gclid=CjwKCAjwtJ2FBhAuEiwAIKu19j8hyiIls0dBv8u_T2Xh S40fjTppG-DCAWpVxIRhCqhS3k7tT5ah0RoCmrEQAvD_BwE
nie no - belki mam taurusa i rowerów 4... mój najcięższy koło 15, dwa po 11, jeden poniżej 10 czyli razem mieścimy się w tych 70kg
problemem są rynienki - bo jak policzę 4x600 to robi się kurna grubo!
https://www.thule.com/pl-pl/bike-rack/roof-bike-racks/thule-proride-_-598001
]
Jeśli na gwałt nie potrzebne, to proride 598 można czasem upolować za ~400 PLN. Nawet w tym roku tak kupiłem z Amazona.
No właśnie? Ceny dość chyba podobne.
Cześć chłopaki.
Pytanie - czy z obecnie dostępnych bagażników dachowych jest coś godnego polecenia ...
Z momentem wprowadzenia bagażników na hak, bagażniki dachowe straciły sens i rację bytu.
1. Większe spalanie samochodu.
2. Większe opory powietrza podczas jazdy.
3. Gorsze przyspieszenie samochodu (wyprzedzanie).
4. Niższa prędkość maksymalna.
5. Gdy ktoś się zapomni, to przy wjeździe w niektóre miejsca może stracić / uszkodzić rowery z własnej winy. Choćby wjeżdżając do garażu.
6. Trudniej ciężej się je montuje - trzeba podnosić rower do góry.
Jeśli chodzi o hak - przy wielu wyjazdach rowerowych bardzo szybko się zwróci - mniejsze spalanie.
Są też takie, z możliwością regulacji - odginania, że dostęp do bagażnika jest możliwy bez zdejmowania rowerów.
Wczoraj pierwszy raz od października 2019 roku wsiadłem do zbiorkomu, konkretnie do pociągu i pojechałem do Bolesławca. Bilety podrożały, ale i prędkość wzrosła. Nie pamiętam ile czasu jechał pociąg do Bolesławca w 2018 roku, ale do Legnicy jechał 1:10, a wczoraj 0:45, po godzinie i kwadransie wysiadłem w Bolesławcu.
Przywitał mnie deszcz i jakby wypizg. Kurtka, ocieplacze kolan, lampki, Garmin memory five i w drogę. Padało, niespecjalnie mocno, ale było koło 10 stopni. Szybko wydostałem się z centrum, potem z asfaltu i ogólnie z miasta. Niestety po kilku km trafiłem na drogę tak rozjechaną, że przestwór kałuży wypełniał całą szerokość i musiałem brzegiem pola pocisnąć, za co zostałem nagrodzony warstwą błota, która już została ze mną do końca. Na szczęście nisko na ramie, zatem przesunęła środek ciężkości ku dołowi, dodatkowo stabilizując rower. Po około 10 km trasy Słońce wychynęło zza chmur i już zostało ze mną do końca. Rozpiąłem kurtkę, ale jeszcze jej nie ściągałem, żeby uniknąć jej rozpakowywania jakby znowu zaczęło padać. Tak sobie łopocąc kurtką niczym Zoltar peleryną, jechałem przez pola, pagórki i asfalty w kierunku Złotoryi. Pierwsze piwo, ale małe, bo na rynku mieli tylko Tyskie i nie chciałem ryzykować. Miałem już schować kurtkę, ale znowu zaczęło się chmurzyć.
Po krótkiej przerwie ruszyłem w Park Krajobrazowy Chełmy. Na asfaltach jeszcze było widać strzałki po zeszłotygodniowym Bike Maratonie. Skoro maraton to i zaczęły się podjazdy, terenowe i asfaltowe. Jakoś szło, ale jak mi na końcówce jednej agrafki Garmin pokazał 16% i HR 220 to musiałem się na górze zatrzymać i lekko uspokoić serce przed zjazdem, bo bałem się, że mogę popełnić jakiś błąd. Przy okazji wychodzi jak mało precyzyjne jest ridewithgps. Pokazało mi, że największe nachylenie nie powinno przekroczyć 8% z groszami. W trasie dwucyfrowy wynik potrafił się utrzymywać przez dłuższy czas. Krainę wygasłych wulkanów opuściłem w Myśliborzu i na początku/końcu DDR do Jawora, zrobiłem krótki popas na rozebranie się, puszkę Pepsi i batona. Czekała mnie ta już mniej emocjonująca część trasy, znaczy plaskato się zrobiło.
W Jaworze wpadła zupa dyniowa i Sowie Miodowe, polecam jedno i drugie. Te 4 km do miasta ujawniły też, że duje, ale duje w plecy, zatem średnia zaczęła rosnąć. Wspomagany wiatrem drugą połowę trasy pokonałem szybko i bez przeszkód. Średnią prędkość z 20 km/h udało się podwyższyć na ponad 24 km/h. Przy okazji jestem pełen podziwu dla oliwki do łańcucha co ją Jarek już polecał. Posmarowałem dzień przed wyjazdem ProLink Chain Lube i mimo tego początkowego błota i wody łańcuch nie zaczął śpiewać aż do końca, choć już niedużo mu do tego zostało.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5340102538
Kilka fotosów:
51699
51700
51701
51702
51703
51704
51705
51706
Uwaga chwałę się ;)
Puchar Polski II Seria eliminacji do ogólnopolskiej olimpiady młodzieży, jazda parami na czas, syn z kolegą zajmuje 3 miejsce open i wygrywają makroregion w kategorii młodzików (województwa dolnośląskie i lubuskie)
Przejechali 9,4km, 110m w pionie ze średnią 38,5km/h, nieźle jak na 14 latków
51726
zdyboo
Jak ja Tobie zazdroszczę. Mógłbyś powiedzieć coś więcej o tej torbie pod ramę? Jaki to model? Czy jest wodoodporne? W ulewie się sprawdza?
jarek76 Nie siebie, tylko syna [emoji106] Tempo zacne. No takie trzeba kręcić na 10km. 3 miejsce w kategorii open, to wliczając w to elitę?
No fakt, syna :)
Open oznaczało zawodników z całej Polski i nie tylko w kategorii młodzik.
Jakie kategorie wiekowe jeszcze pod to podchodziły?
Kategorie są co dwa lata:
Młodzik 13-14lat
Junior młodszy 15-16
Junior 17-18
Każdy ściga się w swojej kategorii wiekowej.
jarek76
Jaro, przekaż moje gratulacje Pioterowi. Jest moc! Jak pocisnął większość starszych od siebie. Zresztą pamiętam jak w zeszłym roku lekko wbijał na Tąpadła. Nie denerwuje Cię jak nie możesz się na kole utrzymać? ;-P
FelTom
Torba to Ortlieb Frame Pack Toptube (https://www.ortlieb.com/en_us/frame-pack-toptube+F9942).
Producent podaje IP67 i raczej bez ściemy, bo jak się dobrze zasunie zamek, to nawet powietrza nie wypuszcza. W każdym razie wczorajsze błoto, deszcz i na koniec myjkę ciśnieniową wytrzymała bez zarzutu.
jarek76
Jaro, przekaż moje gratulacje Pioterowi. Jest moc! Jak pocisnął większość starszych od siebie. Zresztą pamiętam jak w zeszłym roku lekko wbijał na Tąpadła. Nie denerwuje Cię jak nie możesz się na kole utrzymać? ;-P
FelTom
Torba to Ortlieb Frame Pack Toptube (https://www.ortlieb.com/en_us/frame-pack-toptube+F9942).
Producent podaje IP67 i raczej bez ściemy, bo jak się dobrze zasunie zamek, to nawet powietrza nie wypuszcza. W każdym razie wczorajsze błoto, deszcz i na koniec myjkę ciśnieniową wytrzymała bez zarzutu.Dzięki, strasznie mnie wkurza jak on jedzie pod górę i gada z kolegą z pary a ja robię bokami :) i wiedzę mroczki :)
Hahaha :mrgreen:
Jeszcze chwila i będziesz mógł go puszczać samego. Wtedy zmienisz swoją kategorię wiekową na taką bardziej pasującą do Twojego peselu. :)
zdyboo
Dziękuję. Czegoś takiego szukam. jarek76
Nie byłem tylko pewien, czy Orlicy albo Seniorzy-Elita też się pod to łapią. Bardzo duża moc i potencjał. Młodzik, który dołoży juniorom młodszym, to się spotyka. Ale juniorom, to już talent wybitny.
Kiedyś obecny trener kadry Piotr Wadecki w juniorach młodszych potrafił dokładać seniorom, obecnie to się chyba elita nazywa.
Talent wybitny ma. Miejmy nadzieję, że rozwinie się na talent w skali światowej. Wtedy nie będziesz się wstydził że ledwo trzymasz koła, tylko chwalił, że jechałeś na kole mistrzowi świata [emoji106]
Zostałem źle zrozumiany, syn nie pokonał juniorów, oni mieli odrębną kategorię ;)
Pisząc open miałem na myśli młodzików z Polski, Czech i Niemiec, z innych krajów chyba nie było zawodników.
Przepraszam. Zbyt pochopnie wyciągam wnioski.
Podejrzewam, że w juniorach młodszych też byli by wysoko. Czyli wyścig był z obsadą międzynarodową. Poza granice nie wybierają się słabeusze, ale raczej mocne ekipy.
Kiedyś pojechaliśmy do Niemiec, na ichniejsze kryterium poziomu mistrzostw województwa i górskie szosowe mistrzostwa odpowiednik makroregionu. Okolice Kassel i Paderborn. Starszy kolega z klubu na kryterium był drugi, na górskich trzeci. Wielki talent też. Obsada międzynarodowa. Szczególnie te górskie szosowe.
Fajnie, że takie imprezy są mocno obsadzane. Że jest możliwość skonfrontowania swoich możliwości. Szczególnie, gdy ta konfrontacja wypada korzystnie [emoji106][emoji2]
Młodzików na liście startowej było 110, juniorów młodszych 140, juniorów 130 więc obsada całkiem niezła do tego pewnie z 200 dziewczyn w 3 kategoriach.
A wyścig na kreskę wygrał dziś Czech w kategorii młodzik.
Do juniorów młodszych tym razem nie porównywałem wyników bo nasi jechali w parach a tamci solo;)
Ale patrząc na wyniki z innych wyścigów to do czołówki juniora młodszego dużej straty nie ma :)
Z momentem wprowadzenia bagażników na hak, bagażniki dachowe straciły sens i rację bytu.
1. Większe spalanie samochodu.
2. Większe opory powietrza podczas jazdy.
3. Gorsze przyspieszenie samochodu (wyprzedzanie).
4. Niższa prędkość maksymalna.
5. Gdy ktoś się zapomni, to przy wjeździe w niektóre miejsca może stracić / uszkodzić rowery z własnej winy. Choćby wjeżdżając do garażu.
6. Trudniej ciężej się je montuje - trzeba podnosić rower do góry.
Jeśli chodzi o hak - przy wielu wyjazdach rowerowych bardzo szybko się zwróci - mniejsze spalanie.
Są też takie, z możliwością regulacji - odginania, że dostęp do bagażnika jest możliwy bez zdejmowania rowerów.
Nie każdy ma hak, nie każdy ma bagażnik w którym klapa uchylana jest do góry.
Nie mam takiego roweru, ale nie chciałbym wieźć na plecach roweru za 50k i zastanawiać się czy nikt nie wjedzie mi w tyłek
Przecież montaż haku zwróci się bardzo szybko w różnicy spalania.
Dla większości samochodów nie ma większych problemów z otwieraniem bagażnika.
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo rowerów. W sytuacji gdy ktoś Tobie wjedzie w tył - płaci on. Gdy się zapomnisz i skosisz rower przy wjeździe do garażu - płacisz sam. Rachunek jest prosty. Zresztą, moim zdaniem kierowcy nie lubią jechać za samochodem z rowerami. W podświadomości człowieka pozostaje pytanie, czy tam nie ma czegoś źle zamocowanego, co się odczepi i trafi w jadący za nim samochód.
...
Ale patrząc na wyniki z innych wyścigów to do czołówki juniora młodszego dużej straty nie ma :)
To jednak dobrze wyczułem poziom zawodników [emoji16]
Rowery można naprawić z AC pojazdu.
W jednym i drugim przypadku trzeba sie użerać z ubezpieczycielem.
Nie generalizowałbym, że bagażniki dachowe odeszły do lamusa, bo nie odeszły.
W moim aucie, na gwarancji, montaż haka + wymiana chłodnicy to koszt 6k w ASO, koszt montażu nie zwróci się nigdy ;)
Bagażniki dachowe są tańsze, wygodniejsze w przechowywaniu, łatwiej dostępne, bardziej uniwersalne.
Z momentem wprowadzenia bagażników na hak, bagażniki dachowe straciły sens i rację bytu.
1. Większe spalanie samochodu.
2. Większe opory powietrza podczas jazdy.
3. Gorsze przyspieszenie samochodu (wyprzedzanie).
4. Niższa prędkość maksymalna.
5. Gdy ktoś się zapomni, to przy wjeździe w niektóre miejsca może stracić / uszkodzić rowery z własnej winy. Choćby wjeżdżając do garażu.
6. Trudniej ciężej się je montuje - trzeba podnosić rower do góry.
Jeśli chodzi o hak - przy wielu wyjazdach rowerowych bardzo szybko się zwróci - mniejsze spalanie.
Są też takie, z możliwością regulacji - odginania, że dostęp do bagażnika jest możliwy bez zdejmowania rowerów.
Ja na przykład haka nie mam i nie mogę założyć, na klapę też nie ma bagażników do mojego samochodu.
jarek76, zacnego masz syna i następcę ;-) Pogratulował.
Ale coś czuję, że chyba jest lub będzie szybszy od ojca ;-)
Przecież montaż haku zwróci się bardzo szybko w różnicy spalania.
w normalnym aucie nigdy się nie zwróci! przy normalnej (przepisowej) jeździe różnica w spalaniu nie przekroczy 1l a bagażnik na haku też znacząco podnosi spalanie, bo takie są prawa aerodynamiki... no chyba, że ktoś jeździ jakimś kwadratem, wtedy to może faktycznie mieć sens
wymiana chłodnicy to koszt 6k w ASO, koszt montażu nie zwróci się nigdy ;)
Bagażniki dachowe są tańsze, wygodniejsze w przechowywaniu, łatwiej dostępne, bardziej uniwersalne.
dokładnie tak! - sam hak to 2-3k + bagażnik 3-4k... a belki już mam bo nart na haku nie zamontuję
w normalnym aucie nigdy się nie zwróci! przy normalnej (przepisowej) jeździe różnica w spalaniu nie przekroczy 1l a bagażnik na haku też znacząco podnosi spalanie, bo takie są prawa aerodynamiki...
Prawa aerodynamiki są całkiem inne niż opisałaś.
Na logikę - bagażnik dachowy z rowerami prawie dwukrotnie zwiększa powierzchnię obrysu auta. Tę, która ma znaczenie - stwarza opór powietrza wobec ruchu samochodu. Ponieważ rowery i bagażnik dachowy w całości nie wypełniają tej powierzchni, tylko tak na oko w 30%... Ale do tego dochodzą zawirowania powietrza spowodowane opływem poszczególnych elementów...
Dlatego: https://www.wyborkierowcow.pl/jak-rowery-box-dachowy-i-przyczepa-kempingowa-wplywaja-na-spalanie-auta/
Jak sprawdzili doświadczalnie, spalanie wzrosło o 30-40% [emoji845] Czyli dodatkowa powierzchnia rowerów z bagażnikiem dachowym, plus zawirowania powietrza, to wzrost 40%. Jak szacowałem przed przeczytaniem artykułu. Im wyszło wzrost spalania o 2,5l.
Bagażnik na haku nie zwiększa powierzchni która stanowi opór powietrza. W ogromnej większości nie wystaje poza obrys auta. Powietrze praktycznie niezmiennie przepływa przez auto z rowerami na haku. Wzrost spalania to 0,5-1l. Czyli podobny do boxu dachowego.
Czyli różnica w spalaniu 1,5 - 2l. Czyli 10zł na 100km. Raz pojechać na urlop, z jednego na drugi koniec Polski, albo gdzież za granicę i już się stówka robi lekką ręką. A rozważamy prędkości do 120km/h.
Moim zdaniem daje to od 100 do 200 zł oszczędności rocznie.
Montuje się szybciej i wygodniej. Samochodem dysponuje się większym przyspieszeniem.
Zadziwiacie mnie trochę Waszymi porównaniami. Porównujcie montaż haku w autoryzowanym serwisie... Bo chyba nie ma miejsca, gdzie można by go drożej zamontować...
Jakbym montował hak w ASO, to brał bym najlepszy możliwy bagażnik. Jak szukam bagażnika tańszego, to poszukał bym też i tańszego warsztatu do montażu haka.
Jak już przy tym haku jesteśmy. Nie służy przecież tylko do montażu bagażnika [emoji845] Można przecież skorzystać z przyczepki... Nawet kempingowej. Do tego, kierowcy z tyłu jadą ostrożniej, gdy poprzednik ma hak... Trzymają większą odległość.
Jak mam miec hak i uzywac go do czegos wiecej, a przy tym nie stracic gwarancji na auto to wole to zrobic zgodnie z zaleceniami producenta i w aso, niz u kazia w garazu, a potem ciagac i kempingowke czy lawete z autem.
Do tego, kierowcy z tyłu jadą ostrożniej, gdy poprzednik ma hak... Trzymają większą odległość
Dorabianie teorii na siłę. Ja też dorobię: zamontowałem hak, kupiłem Niewiadówkę N125 i jade z nia na wakacje, jaki bagażnik na hak polecisz?
siona, a jaki sprzet zamierzasz wozic? Rozmiar kol i przekroj ramy?
Do rowerow z kolami 26" i okragla rurą ramy uzywalem polskiego Homara, Treka z prostokatną ramą i kołami 29" używam Thule Proride 598 i 591. I zdecydowanie lepszy jest 598.
Jesli potrzebujesz wiecej niz 1 sztuki to popatrz na oferty zestawow, znalazlem 1 szt za 489, a w tym samym sklepie zestaw 3 sztuk kosztuje okolo 960 złotych.
dziś 1 fulla (ibis riplay af), 1x 29er, 2x 26 MTB, docelowo 2xfull i 2xMTB (prawdopodobnie 29er)
no i te 598 mnie zastanawiają (do fuli) i 2 x thule freeride do pozostałych! z tym, że widzę iż one nie mają zestawów montażowych dołączonych.
daj cynka gdzie można patrzeć!
Cześć,
możecie coś polecić na kolana? W sensie, przedłużenie spodenek do ochrony przed chłodem. Nie zimnem, a chłodem.
Mam takie z lycry, kupione milion lat temu, ale raz, że jest nieco za krótkie, a dwa już straciły swą początkową elastyczność i ciągle trzeba poprawiać.
Nie chodzi o ocieplacze, nie chodzi o nogawki pełnej długości, tylko o krótkie i cienkie osłony kolan, które ze zwykłych spodenek zrobią 3/4, ale też będę je mógł założyć pod luźne, krótkie spodenki jak popylam rano do fabryki i jest 10-15 st. C.
Jeździłem w termicznych kalesonach pod spodenkami, ale jest mi w nich za ciepło.
Niedawno kupiłem fajne rękawki (https://www.brubeck.pl/sklep/product/akcesoria-rekawiczki-rekawki/Terrmoaktywne%20r%C4%99kawki%20rowerowe%20unisex/596) od Brubecka i takie coś bym z chęcią kupił na kolana, ale nie robią.
Mam eroe i są bardzo fajne
https://eroe.cc/nogawki-3-4-logo-instant-slimmer-knit?id=738&gclid=Cj0KCQjwhr2FBhDbARIsACjwLo2HxRvnqgp_ohy7Nw8D y7y-RaU1aQwJ0ltOfyrUatCMp3rjcsSAmoAaAlhuEALw_wcB
Przy pierwszym zakupie masz rabat chyba 20%
Spodenki od nich też dają radę, mamy razem z synem :)
Dzięki Jarku, podoba się, cena też w miarę.
Spodenki pamiętam, co macie po januszowemu jedne i nosicie na zmianę. :-P
Dokładnie to te :)
Dobrze że młody podskoczył ze wzrostem to już mu nie spadywują :)
siemalysy
29-05-2021, 00:32
Siema :)
Z bagażnikami jest też tak, że każdemu pasuje co innego. Ja osobiście używam belek i uchwytów na dach. Spalanie drastycznie nie wzrasta jak jadę z dwoma rowerami na dachu. Rzadko się zdarza, że jadę z rowerami szybciej niż 120 km/h, ale się zdarza. Najczęściej podczas wyprzedzania. Po zmianie auta rozważałem bagażnik na hak. Hak chciałbym mieć chowany, żeby nie używany nie sterczał z tyłu auta. Koszty montażu byłyby spore, więc odpuściłem i zostałem z bagażnikiem dachowym. Nie żałuje, pasuje mi to rozwiązanie co nie oznacza, że w przyszłości nie pójdę w kierunku platformy na hak.
Zmieniam już temat na bardziej rowerowy ;) W ubiegły weekend, od piątku do niedzieli pojeździłem z 3 znajomymi po dolnośląskich szlakach :) Naszą bazą było Schronisko Szwajcarka w Rudawskim Parku Krajobrazowym. Miejsce fajne, ale "kurnik" w którym spaliśmy niekoniecznie. Ten, który wymyślił, ogarniał wyjazd i nocleg ostatecznie musiał zrezygnować z wyjazdu. Uchroniło go to przed trzydniową szyderą :D "Kórnik" wyposażony był w dwa piętrowe łóżka, żarówkę, regał i stolik. Miejsca dla czterech chłopa nie było, śniadanie trzeba było jeść na łonie natury. Mimo wszystkich niedogodności przygoda była fajna.
Pierwszego dnia zrobiliśmy trasę 50 km i ponad 1800 w pionie po Rudawach. Ze schroniska pojechaliśmy pod Sokolik, z którego widać Karkonosze i całą okolicę. Po zjechaniu z powrotem zjechaliśmy do Szwajcarki, zabraliśmy plecaki i ruszyliśmy w dalszą drogę. Odwiedziliśmy Lwią Górę, następnie Zamek Bolczów, zjechaliśmy do Janowic Wielkich i stamtąd wjechaliśmy do Browaru Miedzianka. W Barze popas i odpoczynek z widokiem na góry :) Z Miedzianki udaliśmy się w kierunku Ciechanowic, następnie Wieściszowic. Cały czas trzymając się szlaku rowerowego dotarliśmy do Kolorowych Jeziorek. Bardzo fajna miejscówka, kolory robią robotę. Kolejnym punktem na trasie była Ostra Mała. Po drodze mijaliśmy kopalnię Dolomitu i w okolicy Czarnowa zjeżdżamy na pieszy szlak niebieski. Długi fragment wypychamy rowery na górę po dużych kamieniach. Robi się późno, w głowie pojawiają się myśli czy szlak po drugiej stronie będzie wyglądał tak samo co utrudni albo uniemożliwi zjazd, zmęczenie też daje znać o sobie, ale droga wypychu mija szybko. Docieramy do drogi, po której można już jechać. Robimy kilkuminutową przerwę i w końcu docieramy na Ostrą Małą.
Żółtym szlakiem zjeżdżamy mijając Wilczysko aż do Gruszkowa. Świetny zjazd, momentami szybki i przyjemny singiel w dół o zmiennej nawierzchni. Z Gruszkowa dalej świetnym żółtym zjeżdżamy do Karpnik, z których ciągle pod górę docieramy grubo po 21 do Szwajcarki. Zimne piwo Śnieżne Kotły z Browaru Nysa ze schroniskowymi pierogami wchodzi jak złe :D Pogoda pierwszego dnia była zmienna. W nocy zmarzłem, rano było chyba 3 °C, w dzień się rozpogodziło i było cieplej. Deszcz kilkukrotnie nas bardziej postraszył niż zmoczył.
Drugiego dnia planu nie zrealizowaliśmy. Wyszło 67 km i ok. 1000 m w pionie. Wystartowaliśmy zielonym szlakiem w kierunku Bobrowa, w którym zatrzymaliśmy się przy Zamku Bobrów. Zamek zamknięty na wszystkie spusty, więc zdjęcia robiliśmy przez bramę. Dalej kierowaliśmy się na Jelenią Górę odwiedzając po drodze Pałac Wojanów, Pałac Łomnica, Ruiny Zamku Kozieniec i Pałac W Dziwiszowie. Szlakiem rowerowym Jelenią minęliśmy od północy ciesząc oczy widokami Karkonoszy. Przejechaliśmy przez Jeżów Sudecki, po kilku kilometrach zjechaliśmy z rowerowego szlaku na pieszy i dotarliśmy do Strzyżowca z którego szybko poszło i byliśmy przy moście kolejowym nad Jeziorem Pilchowickim. Stamtąd zaplanowałem objazd Jeziora Pilchowickiego i fragmentu rz. Bóbr szlakiem najbliższym brzegu. Był to błąd bo szlaki piesze w rzeczywistości nie zawsze pokrywały się z tym co na mapie. W pewnym momencie chłopaki chcieli ominąć szczyt Stanek. Pojechaliśmy drogą, która szybko się skończyła. Musieliśmy wrócić i przejść przez szczyt. W pierwszym fragmencie konieczny był wypych roweru. Nad rzeką Kamienica znajduję się betonowy most, długi na ok. 30 metrów, szeroki na 1-1,5 metra bez barierek. Niewiele dalej dostaliśmy się do szlaku rowerowego i przez Siedlęcin, w którym zrobiliśmy przerwę przy Wieży Książęcej. Stwierdziliśmy tam, że nie robimy całej zaplanowanej trasy, jedziemy do Perły Zachodu i stamtąd wracamy przez Jelenią Górę, Łomnicę, Karpniki. W Karpnikach zajeżdżamy na zamek i wracamy na bazę.
Na bazie jesteśmy po 20, ogarniamy kolację w schronisku i robimy zimne piwko :)
Pogoda zapowiadała się gorsza niż w piątek. Rano jednak było cieplej, nie pamiętam tylko czy wiało rano, czy po południu. W okolicach Zapory Pilchowice niebo zrobiło się ciemne i obawiałem się burzy. Skończyło się tylko kilkuminutowym deszczem, później kilkunastominutową mżawką i ochłodzeniem.
Trzeciego dnia, w niedzielę przy śniadaniu decydujemy się odpuścić zaplanowaną trasę. Ostatecznie robimy 20 km i ok. 500 m w pionie. Trasa bez wielkich fajerwerków. Odwiedzamy drugi raz tego weekendu Skalny Most, Miedziankę.
Rano było słońce, ale jak ruszaliśmy na rower przez kilka minut kropiło. Pokazało się na trochę słońce. Większy deszcz poszedł bokiem, więc nie zmokliśmy.
Podsumowując. Wyjazd fajny. Pogoda niezła bo nas nie zlało, upałów też nie było, wiało trochę mocno. Jak na wiosnę tego roku było nieźle. Wszyscy wrócili cali. Nie było strat w ludziach i sprzęcie. W swoim rowerze musiałem pierwszego dnia poprawić ustawienie przerzutki bo łańcuch nie wchodził na największą zębatkę. W innym rowerze był chwilowy kłopot z tylnym hamulcem. A kolega na tym wyjeździe przekonał się, że warto było przejść na "mleko" w kołach. Na coś najechał, uszczelniacz pochlapał go po nogach i po kilku chwilach uszczelnił dziurę.
Kilka zdjęć niżej:
1
Kurnik: Tylko połówka tego co na zdjęciu była do naszej dyspozycji ;)
51948
2
51949
3
Zamek Bolczów
51950
4
51951
5
51952
6
Kolorowe Jeziorka
51953
7
Kolorowe Jeziorka
51954
8
51955
9
Pałac w Wojanowie
51956
10
51957
11
51958
12
Widok na most kolejowy nas Jeziorem Pilchowickim
51959
13
51960
14
Perła Zachodu
51961
15
Zamek w Karpnikach
51962
16
51963
17
51964
18
51965
19
51966
20
Sokolik
51967
Super wyprawa, jak możesz to wrzuć mapę z trackami.
Michał, widzę, że spodobały się Sudety. Nie dziwi mnie to. :)
Było dać znać, że się wybieracie, to bym podrzucił kilka fajnych odcinków w Rudawach Janowickich.
Np. ślad z pierwszego dnia, od szczytu Wilczysko do szczytu Skalica, koło Kopalni Dolomitu Rędziny jest świetna droga w górach, tyle, że na żadnej mapie nie oznakowana jako szlak, pieszy czy rowerowy. Jak drwale nie rozjechali to jest fajna. Tylko lepiej nią jechać od Wilczyska bo jest wyższy, ale nawet podjazd nie jest trudny 40 m na nieco ponad 2 km.
Znam też fajną drogę z Janowic do Jelonki, gdzie prawie się po asfalcie nie jedzie, choć już cokolwiek plaskato jest.
Drugiego dnia jak byliście koło Góry Szybowcowej, to było się na nią wturlać. Podjazd jest ciężki, ale do zrobienia za to widoki spłacają z nawiązką dług zaciągnięty przez podjazdy.
Ostatni raz nocowałem w schronisku dawno temu na Szrenicy, lokalizacja Szwajcarki w pytę i można samochodem do niej podjechać, ale warunki jak widać nieszczególne. Ja się z wiekiem staję coraz bardziej wygodnicki. Nie to, żebym w namiocie nie chciał spać. Ale jak widzę domek wielkości budy dla psa, to chyba bym sobie wolał namiot obok rozbić.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.