Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
siemalysy
daj GPXy z tego jak masz!
genialna wyprawa!
po prostu czad!
Wind Mill
29-05-2021, 13:44
...Podsumowując. Wyjazd fajny...
Takoż i relacja! :mrgreen:
siemalysy
29-05-2021, 15:12
Super wyprawa, jak możesz to wrzuć mapę z trackami.
Dziękuję :) Mampy i tracki w plikach gpx poniżej :)
Michał, widzę, że spodobały się Sudety. Nie dziwi mnie to. :)
Było dać znać, że się wybieracie, to bym podrzucił kilka fajnych odcinków w Rudawach Janowickich.
Np. ślad z pierwszego dnia, od szczytu Wilczysko do szczytu Skalica, koło Kopalni Dolomitu Rędziny jest świetna droga w górach, tyle, że na żadnej mapie nie oznakowana jako szlak, pieszy czy rowerowy. Jak drwale nie rozjechali to jest fajna. Tylko lepiej nią jechać od Wilczyska bo jest wyższy, ale nawet podjazd nie jest trudny 40 m na nieco ponad 2 km.
Znam też fajną drogę z Janowic do Jelonki, gdzie prawie się po asfalcie nie jedzie, choć już cokolwiek plaskato jest.
Drugiego dnia jak byliście koło Góry Szybowcowej, to było się na nią wturlać. Podjazd jest ciężki, ale do zrobienia za to widoki spłacają z nawiązką dług zaciągnięty przez podjazdy.
Ostatni raz nocowałem w schronisku dawno temu na Szrenicy, lokalizacja Szwajcarki w pytę i można samochodem do niej podjechać, ale warunki jak widać nieszczególne. Ja się z wiekiem staję coraz bardziej wygodnicki. Nie to, żebym w namiocie nie chciał spać. Ale jak widzę domek wielkości budy dla psa, to chyba bym sobie wolał namiot obok rozbić.
Tomek dzięki. Zawsze zapominam się odezwać. Sudety spodobały mi się. Widoki są, jest dużo fajnych i ciekawych miejsc, fajne szlaki nie tylko rowerowe :) Dojazd nie sprawia żadnych problemów. Z Łodzi do Wrocławia jedzie się szybko. Z Wrocławia dalej w Góry drogi też są dobre.
Jechaliśmy drogą blisko Góry Szybowcowej, mieliśmy ją po swojej prawej. Trochę ludzi chyba wchodziło na tą Górę.
51977
Szwajcarka ogólnie mocno się broni. Nie wiem jak pokoje w głównej części noclegowej bo tam nie byłem. W naszym przypadku było tak, że tylko ten mini domek był wolny. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że tylko pół jest nasze ;) Najważniejsze, że było gdzie się ogarnąć rano i wieczorem. Były toalety, prysznic i ciepła woda. Z ciepłą wodą był problem wieczorem bo mogło jej zabraknąć. W sobotę poszedłem się kąpać późno i niestety prysznic brałem w zimnej wodzie. W schronisku można coś zjeść, menu nie jest wyszukane, ale z głodu się nie zejdzie. Jest możliwość zrobienia ogniska, rozbicia namiotu. Kolega, który ostatecznie nie pojechał miał spać w namiocie.
Rowery pozwolili nam trzymać w części stołówki. Była ona na noc zamykana.
siemalysy
daj GPXy z tego jak masz!
genialna wyprawa!
po prostu czad!
Dziękuję :) Mapy i tracki w plikach gpx poniżej :)
Takoż i relacja! :mrgreen:
Dziękuję :) Było dobrze :-D
Mam jeszcze inne zdjęcia, ale nie będę ich wrzucał ;)
Rudawy vol. 1 (https://drive.google.com/file/d/1XsOn4xLibtGplP7Awx8oYiiGCyrJYHYD/view?usp=sharing)
51978
Rudawy vol. 2 (https://drive.google.com/file/d/1i7WOov4eWzNEPv28MjHFPVZ6YRx8OvSQ/view?usp=sharing)
51979
Rudawy vol. 3 (https://drive.google.com/file/d/1B7jFARgyYNweL5o3ZPjwCHLaBWk5i_0N/view?usp=sharing)
51980
Dziękuję :) Mampy i tracki w plikach gpx poniżej :)
Dzięki wielkie!
Dziękuję :) Mampy i tracki w plikach gpx poniżej :)
Szwajcarka ogólnie mocno się broni. Nie wiem jak pokoje w głównej części noclegowej bo tam nie byłem. W naszym przypadku było tak, że tylko ten mini domek był wolny. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że tylko pół jest nasze ;) Najważniejsze, że było gdzie się ogarnąć rano i wieczorem. Były toalety, prysznic i ciepła woda. Z ciepłą wodą był problem wieczorem bo mogło jej zabraknąć. W sobotę poszedłem się kąpać późno i niestety prysznic brałem w zimnej wodzie. W schronisku można coś zjeść, menu nie jest wyszukane, ale z głodu się nie zejdzie. Jest możliwość zrobienia ogniska, rozbicia namiotu. Kolega, który ostatecznie nie pojechał miał spać w namiocie.
Rowery pozwolili nam trzymać w części stołówki. Była ona na noc zamykana.
Dziękuję :) Mapy i tracki w plikach gpx poniżej :)
Bardzo fajny plan, nie znam tych okolic zbyt dokładnie (bo jednak daleko) i przyuważyłem u Was parę kawałków co warto by sprawdzić. Na moją znajomość wszystko co należało to mniej więcej zrobiliście. Z drobiazgów to z Bolczowa jest zjazd na wschód po szlaku pieszym (dość stromy i kamienisty). Super, że zajrzeliście nad Bóbr na odcinku Trzcińsko-Janowice Wielkie. Mega fajny kawałek. Dalej jest jeszcze lepiej. Sztolnie do zajrzenia. A z Ciechanowic przez Wieściszowice mega zapomnianą i malowniczo zniszczoną drogą do Raszowa, teraz przez Wielką Kopę i Mały Wołek a dalej jak było. Czyli trzeci dzień bym pojechał troszkę obszerniej. Ale może mieliście dość. Ogólnie super.
siemalysy
30-05-2021, 17:37
Dziękuję :) Było fajnie. Odcinek Janowice - Trszcińsko nad Bobrem fajne. Bardzo fajny jest też fragment od Elektrowni Wodnej Wrzeszczyn do Siedlęcina. Szlak przy samej rzece Bóbr. Nigdy nie da się wszystkiego objechać. Coś zostało do objechania, będzie można wrócić :) Trzeciego dnia już byliśmy wypompowani i w związku z tym, a też z chęcią powrotu do Łodzi o normalnej godzinie skróciliśmy, a nawet zmieniliśmy pierwotny plan na ten dzień. I tak jak na pierwszy tak intensywny wypad w tym roku udało się porządnie pojeździć :)
Szykuje się kolejny wyjazd pod koniec czerwca. Bliżej wyjazdu jak ustalimy kierunek to będę się do Was: Wujot i zdyboo uśmiechał i pytał co warto zobaczyć, którędy lepiej jechać, itp. :)
Szykuje się kolejny wyjazd pod koniec czerwca. Bliżej wyjazdu jak ustalimy kierunek to będę się do Was: Wujot i zdyboo uśmiechał i pytał co warto zobaczyć, którędy lepiej jechać, itp. :)
Postaram się pomóc najlepiej jak potrafię.
Zagadka rowerowa na weekend, oby dla wszystkich długi.
Przybyło osiem, ubyło pół. :)
Koniec zagadki.
Rozwiązanie myślę, że jakoś w sobotę podam, bo mam ambitny plan, by jutro i pojutrze zrobić po setce w górach. Chyba, że nie wejdę do pociągu, ale kupiłem bilet weekendowy i zamierzam jeździć. :)
leighadams
03-06-2021, 10:07
Za bardzo nie ma się czym chwalić, ale powiem wam pany, że ten crockett to najlepszy zakup ever:))) Dzisiaj rano pobudka 5:45, stwierdziłem, co będę gnił w wyrze, raz dwa ogarnięcie się, owsianka na szybkie śniadanie, kawa w kubek, rower między giry i wio. Słonko już od rana grzało, na drogach zero ruchu, wioski posprzątane bo Boże Ciało:) Po drodze 15min przerwy na kawkę na pomoście nad jeziorkiem, bloga cisza, to mi pasuje:) Pykło 52km, średnia 26,8km, jest miodnie:) Nic mi więcej nie potrzeba:) Czekam na relację i foty zdyboo z górek, bo On umie:)
52151
52152
Widziałem asfalty, którym wy szosowcy nie dalibyście wiary. Rozpadliny w błocie sunące ku zakrętom. Oglądałem kratery kosmiczne błyszczące w cieniu blisko drogi na Kłodzko. Wszystkie te nawierzchnie znikną w czasie jak łzy na deszczu. Pora remontować.
Wczoraj wszystko poszło źle. Nawet sobie dupę odparzyłem, co mi się zdarzyło pierwszy raz od kilku(nastu) lat. Zaczęło się od tego, że spałem jakieś 1,5 godziny, bo niestety sąsiad dwa piętra niżej widać wypchnął dzieciaki do matki i poszedł w srogi melanż. Jak mnie o wpół do pierwszej obudziły hałasy i muza, to tak do piątej już nie zasnąłem. Pociągiem z osiedla dotarłem na dworzec główny i przesiadłem się w pociąg do Międzylesia. Tłumów nie było, ale rowerów było w sumie 7 z czego aż cztery do Międzylesia właśnie.
Na miejscu było cieplej niż sądziłem, rękawki i ocieplacze kolan poszły do torby, a ja zacząłem zjazd przez miasteczko i zaraz za nim 11 km podjazdu do Jodłowa. Podjazd ten robiłem już na MTB jako ostatni wyjazd przed pandemią, pod koniec października 2019 roku. Na początku trochę dziurawego asfaltu i wiem, że na opona 58 mm kontra 40 mm to inne doznania, ale na pewno pojawiły się nowe. Początek podjazdu rozgrzewkowy, nachylenie do 7%. Konkret zaczyna się w Jodłowie. Wieś się ciągnie wzdłuż drogi i są hopki do 17%. Przełęcz zdobyłem jednak w stylu alpejskim, bez obozów pośrednich. Na przełęczy zaczynają się dwa single: Pętla Jodłów i Pęta Ostoja. Ja jednak zapodałem asfalt do Goworowa. Zjazd jest mega ciekawy, nachylenie pewnie do kilkunastu procent, kręto i po całkiem niezłym asfalcie, ale na drodze szerokość niewiele większej niż osobówka. Do tego jedzie się w tunelu zieleni. Na zamkniętej dla ruchu drodze można poszaleć, ja nie szalałem, bo nie dość, że nowa droga, to jeszcze zacząłem ziewać i zauważyłem, że jestem przymulony. Zacząłem też marznąć tak, że miałem lekkie dreszcze.
Przez Roztoki dotarłem do Długopola Górnego, a tuż przed Długopolem Zdrój odbiłem na drugi najdłuższy podjazd tej trasy przez Ponikwę. Już minąłem kilka znaków "Uwaga cycki", ale na podjeździe to jeszcze tak bardzo nie przeszkadza. Za to na zjeździe do Bystrzycy Kłodzkiej już tak. Pełne skupienie i tylko paszczowe pozdrawianie mijanych rowerzystów, bałem się oderwać rękę od kierownicy.
Droga z Bystrzycy do Kłodzka to niemal same dziury, zatem krótki odcinek w Krosnowicach stanowił niemałą ulgę. Za to pojawiły się świetne widoki, ale nic dziwnego jechałem środkiem Kotliny Kłodzkiej, zatem po prawej miałem Śnieżnicki Park Krajobrazowy, a po lewej Góry Bystrzyckie.
W Kłodzku zjadłem, wypiłem i odpocząłem, co przywróciło mi nieco sił. Spotkałem też kolegę ze Stravy. Mamy co prawda wspólnych znajomych, wymienialiśmy też jakieś komentarze, ale osobiście nigdy nie spotkaliśmy się. Obaj z Wrocka jesteśmy. :)
Droga na Bardo to znowu super widoki i koszmarna nawierzchnia. W Bardzie nie znalazłem w centrum, żadnego miejsca z piwem, a dymać pod górę do hotelu mi się nie chciało. Tuż przy DK8 przy Nysie Kłodzkiej na poboczu drogi na Przyłęk pałętał się nieco wystraszony warchlak. Odjechałem jak najszybciej, aby nie wróciła po niego matka.
Droga przez Kamieniec Ząbkowicki do Ziębic bez rewelacji, widoki zostały za plecami. Warty wzmianki jest tylko odcinek ze Starczowa do Kolonii Biernacice. Droga polna, świeżo naprawiana piaskiem. Było trochę prowadzenia i coraz bardziej dość jazdy. W Ziębicach na rynku siadłem na piwo, ale zanim złożyłem zamówienie okazało się, że mam pociąg za 15 minut, zatem musi wystarczyć mi woda w bidonie. Trochę pod prąd dotarłem rowerem na dworzec i szynobusem do Wrocławia.
Wiedziałem, że w piątek nigdzie nie pojadę. Za to się wyspałem i nawet całkiem nieźle czuję.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5407251644
Fotosy:
52177
52178
Góry Bystrzyckie, mało gościnne dla rowerów nie MTB.
52179
Śnieżnicki Park Krajobrazowy i wspaniałe asfalty Kotliny Kłodzkiej
52180
Mały Rynek w Bystrzycy Kłodzkiej
52181
Choć cycków nie było.
52182
To były krowy.
52183
Znak 40 był zbyteczny. Nawierzchnia i tak nie pozwalała.
52184
Co było zjechane, musi zostać podjechane. Oba znaki są zaraz po sobie.
leighadams
04-06-2021, 11:40
Dobrze się to czyta i ogląda[emoji106], znaczy się zdjęcia bo te asfalty to nie bardzo[emoji23]
Dziękuję.
leighadams
Nowa maszyna to zwykle nowy fun, chyba, że kompletnie nietrafiony zakup.
Ja jednak też po ponad 5 kkm na dwóch gruzach dochodzę do wniosku, że to jest dobry zakup. Taki rower, że i na szosie pociśniesz i polną drogą skrót ogarniesz. Czy nawet na takich asfaltach, jak wczorajsze w dasz radę, gdzie pewnie szosą na 25 mm oponach nabitych na kamień byłoby bardzo ciężko. Zresztą z szosowcami mijałem się w zasadzie tylko na dojeździe do Kłodzka, gdzie kawałek jechałem główniejszą drogą z dobrą nawierzchnią.
Jutro zapowiadają deszcze dopiero popołudniu, a i to niezbyt intensywne. Zatem wybieram się znowu, ale na krótszą trasę, którą jeszcze muszę sobie wymyśleć. :)
Owain Ale wpuścicie nas z rowerami? [emoji16]
siemalysy
04-06-2021, 21:51
Siemanko :)
Pogoda się zrobiła, to inaczej się jeździ :) Wczoraj z żoną pojechałem objechać trasę wokół jez. Czorsztyn. Założyłem sobie, że jak wyjedziemy z Łodzi o godz. 5 to na miejscu będziemy po godz. 10. Rano trochę się przeciągnęło i ruszyliśmy o szóstej. Wiecie jak to jest z kobietami ;) Domyślałem się, że w związku z długim weekendem na drodze będzie tłoczniej niż zwykle, ale sądziłem też, że zdecydowana większość ruszy w czwartek po południu. Droga z Łodzi do pierwszych bramek na A4 przebiegała standardowo, żadnych nieudogodnień. Przy bramkach straciliśmy dobre 10-15 minut. Przy bramkach przy lotnisku w Krakowie ok. 10 minut. Czas chyba przejść na płatność poprzez aplikację, powinno iść szybciej. Od Krakowa droga była już udręką. Sami na tą udrękę się wepchnęliśmy. Na parking w Dębnie dotarliśmy po ok. 7 godzinach podróży, dobre, że było sporo wolnych miejsc na parkingu i mogliśmy zostawić auto :)
Sama trasa Velo Czorsztyn niczego nie urywa. Asfaltowa, równa, ale na ilość rowerzystów w dniu wczorajszym zdecydowanie za wąska. Wystartowaliśmy w Dębnie po północnej stronie jeziora i pętlę robiliśmy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Trasę w dwóch fragmentach celowo zmodyfikowałem, żeby skosztować lepszych widoków. Na wysokości Kluszkowiec trasę można pokonać dwoma wariantami. Pierwszy wariant biegnie "dołem", drugi natomiast zaczyna się podjazdem, niezbyt długim ze znaczącym nachyleniem. Po podjechaniu widoki rekompensują wysiłek. Tu pierwszy raz robi się luźniej na trasie. Co prawda jest trochę ludzi, ale mniej niż wcześniej.
Pierwsza moja modyfikacja miała miejsce przed Czorsztynem. Zamiast jechać dalej po Velo odbijamy w lewo w drogę asfaltową, która po kilkudziesięciu metrach zmieni się w drogę gruntową i kierujemy się na ulicę Wielkie Pole w Kluszkowcach. Widoki z tego miejsca są piękne. Po ok. 2 km podjeździe i 160 m w pionie docieramy do wspomnianej ulicy. Z drogi widoki też są piękne. Robimy sobie tam przerwę na odpoczynek, relaks i kanapki ;) Po przerwie jak tylko ruszyliśmy okazało się, że w przednim kole żony nie ma powietrza. Szybka zmiana dętki i jedziemy do Czorsztyna. Zamek odpuszczamy i jedziemy drogą asfaltową kierunku Niedzicy.
W Sromowcach Wyżnych odbijamy na ulicę Flisaków i po kilku minutach docieramy do Velo Dunajec. To druga modyfikacja trasy. Wzdłuż Dunajca docieramy do Niedzicy. Tam trasą Velo Czorsztyn, Velo Dunajec przejeżdżamy obok zamku i jedziemy południową stroną jeziora. Droga biegnie miło i przyjemnie bo turystów już dużo mniej. Trudności żadnych. Przed Falsztynem jest podjazd, który niewprawionych może zmęczyć. Przed startem jest tablica z informacją: Falsztyn challenge 1700 m z nachyleniem 6%. Wydaję mi się, że informacja mówi o średnim nachyleniu bo początek to spore nachylenie dochodzące nawet do 13%. Jadąc tą stroną jeziora widoki są na Gorce. Bez większych przygód docieramy do auta, pakujemy się i wracamy do Łodzi.
Niżej kilka fotek :)
[1] Widok z fragmentu Velo Czorsztyn (https://pl.mapy.cz/turisticka?x=20.3027351&y=49.4394134&z=16&source=osm&id=1081825439), który można ominąć jadąc wariantem biegnącym dołem trasy.
52209
[2] Widoczek z drogi prowadzącej do ulicy Wielkie Pole w Kluszkowcah.
52203
[3]
52204
[4] Nie najgorsze miejsce na posiłek i odpoczynek ;)
52205
[5] Foto z katalogu ;) Taki mały żart ;)
52206
[6] Można było gorsze miejsce na naprawę trafić.
52207
[7] Falsztyn Challenge.
52208
[8]
52210
Panowie:
Tomek zdyboo
Wiesiek Wujot
Powiedzcie proszę, którędy najlepiej wjeżdżać na Ślęże?
Wind Mill
04-06-2021, 22:00
Ale piknie. jedziesz se velo trasa, a na horyzoncie Tatry. :mrgreen:
Świetnie, piękne widoki :)
Ja Cię podziwiam Michał, że chce Ci się "rypać" w aucie tyle kilometrów za kierownicą.
Ja mam coraz mniej ochoty jeździć, wszędzie korki, duży ruch i wieczny pośpiech aby zdążyć na czas ;-)
Ciekaw jestem ile zajęła Ci ta trasa Łódź - Czorsztyn, tak z ciekawości ?
Ja dziś na A4 Katowice-Moszna, jechałem 2h w 1 stronę, z czego na bramkach stałem ze 20 minut.
Apropo ostatnich tras, w końcu mamy pogodę, wczoraj "procesyjnie" machnąłem w Boże Ciało 90km i zaliczyłem 4 procesje ;-)
A Velo Dunajec bardzo lubię, będę na niej znów w połowie sierpnia.
Ta fotka nr3 jest rozumiem z tego miejsca ?
Pytam, bo ostatnio ominąłem dołem ten punkt widokowy i muszę to nadrobić....
52214
siemalysy
04-06-2021, 22:53
moshica gdybym miał jechać w innym celu niż na rower lub połazić po górach to by mi się nie chciało. Wczoraj była lipa, ale to ze względu na długi weekend. Chociaż z drugiej strony w weekend zakopianka zawsze jest zawalona. Z Łodzi nie jechaliśmy do samego Czorsztyna. Startowaliśmy z parkingu przy kościele w Dębnie (https://www.google.pl/maps/place/Parking/@49.4671043,20.2100524,15.52z/data=!4m5!3m4!1s0x4715f9f2668fe571:0x970f0062f4c95 a0d!8m2!3d49.4683794!4d20.2131496?hl=pl). Trasa z 3 postojami na stacjach paliw zajęła nam 7 godzin. Dwa postoje poniżej 5 minut, jeden ok. 25 minut. Była długa kolejka do damskiej toalety ;) W drodze powrotnej już standardowo, bo było pusto i jechało się przyjemniej.
Zdjęcie nr 3 zrobione z innej lokalizacji niż wskazałeś. Zgodnie z poniższym:
1. Zdjęcie nr 1 - 1 na poniższej mapce
2. Zdjęcie nr 3 - 2 na poniższej mapce
3. Zdjęcie nr 4, 5, 6 - 3 na poniższej mapce. Dokładniej bliskie okolice.
52216
Co do zdjęcia nr 3. Bardzo takie z Tatrami w tle zamku chciałem zrobić jak byłem na ostatnim urlopie. Wiedziałem skąd mniej więcej taki widok będzie bo żona kupiła poradnik Karola Nienartowicza, w którym podaje miejscówki skąd fotografować Tatry. Tylko wtedy robiłem z łąki przy ulicy. Nie udało się. Nie trafiłem w warunki z widocznymi Tatrami. Jak się na trochę odsłoniły to też drzewa na pierwszym planie przeszkadzały. Teraz jak byliśmy na rowerach z okolic drogi o którą urozmaiciłem Velo. Jest ona poniżej drzew, które przesłaniają trochę widok zamku będąc od strony drogi Wilekie Pole.
Dzięki za sugestie miejsc widokowych, tym razem będę miał więcej czasu, to i te punkty fotogeniczne odwiedzę.
Siemanko :)
,
Tomek zdyboo
Wiesiek Wujot
Powiedzcie proszę, którędy najlepiej wjeżdżać na Ślęże?
Na moją znajomość tematu (tutaj raczej słabą) jedyny wjazd jest z przełęczy Tąpadła żółtym pieszym. Czyli beznadziejną drogą z kostki łamanej. W dodatku z sporym ruchem pieszym. Ze zjazdem jest o tyle lepiej, że można czerwonym do Sulistrowic. Przynajmniej tak kiedyś jechałem. Z tego co pamiętam to już solidniejsze mtb. Innych pomysłów nie mam.
Pozdro
Wiesiek
Michał, widzę, że już byłeś. Ja bym dodał tylko by nie wjeżdżać w ogóle, a już na pewno nie w weekend.
Te dwa razy co rowerem na szczycie byłem, to zawsze żółtym pieszym z Przełęczy Tąpadła. Można też od drugiej strony od Wieżycy próbować, ale z tego co pamiętam końcówka to i tak wypych. Choć już zjechać się da, jak za bardzo kręgle nie przeszkadzają.
Sorry, że dopiero teraz, ale w górach byłem.
Zamontowałem te bagażniki! Bardzo fajne. Teraz jeszcze 2 i będzie komplet.52241
52242
Zastanawiam się tylko nad poprzeczkami łączącymi rowery... Jak będą 4.
Nie potrzeba wystarczy że w tych środkowych przekręcisz kierownicę o 90 stopni.
Ja tak od lat wożę rowery, w środek daje zawsze sprzęt dzieciaków.
Taki też koncept. 2 fulle po boku i 2 sztywne w środku tyłem do kierunku jazdy.
A dziś poszło wszystko jak trzeba, no może nie wszystko, ale bilans jest na pewno korzystniejszy.
Z czasów pierwszego MTB sprzed lat 20 pamiętam, że jest przez Góry Bardzkie od Barda do Przełęczy Wilczej jakaś dobra i łatwa droga. Początkowo trzeba oczywiście się wspiąć, ale potem jedzie się szeroką szutrową drogą trawersującą zbocze, nie na żadnych trudności technicznych lub kondycyjnych. Dobra droga na gruza. Kilka lat temu przejechałem ją na crossie z amorem i nie umiem teraz znaleźć śladu z tej aktywności. Nie wiem też czy pamięć mi płata aż takie figle, czy jednak coś się w górach zmieniło. Jak się patrzy na mapę Gór Bardzkich, to sieć dróg i ścieżek jest bardzo gęsta. Nie wszystkie nadają się na rower. Nie wszystkie istnieją w rzeczywistości. Coś tam jednak wybrałem, ale szybko się okazało, że źle wybrałem. Zacząłem jednak jechać niebieskim rowerowym i nawet szło, ale przy pewnym skrzyżowaniu szlak był zniknął, była strzałka, że niby tam i w sumie trzy drogi do wyboru, ale na żadnej nie znalazłem kontynuacji szlaku. Możliwe, że drwale upitolili drzewo ze znaczkiem. Pojechałem ostatecznie najmniej wymagającą nawierzchnią. Wschodnia część Gór Bardzkich jest nieprawdopodobnie zryta przez drwali. Takiego syfu tam nie pamiętam. Może jeszcze na MTB spróbuję, ale jak na razie tę część tych gór sobie odpuszczam, a szkoda, bo lubiłem.
Niebieskim odnalazłem wyrysowany ślad, ale szybko okazało się, że podjazd w błocie płynącego strumyka to jednak nie na gruza (MTB bym pewnie cisnął) i wróciłem na szlak. Dojechałem nim do singli, ale te prowadziły do Barda, zatem pojechałem pieszym niebieskim i dojechałem w końcu do szerokich szutrowych dróg wokół Jedlina i Wilczaka. Idealne na gravela. Ten odcinek pamiętałem już z wypadów MTB dwa lata temu, zatem bez przeszkód, za to uchachany dotarłem do Przełęczy Wilczej. Następny cel Przełęcz Srebrna, ale zamiast dymać górami, jak planowałem, zjechałem asfaltem do Żdanowa i tam wjechałem na Ścieżkę Dydaktyczną Zębata. Nie znałem tej drogi wcześniej, a jest fajna jedzie się pod Wiaduktem Żdanowskim, a na jej końcu znajduje się punkt widokowy ze wspaniałą panoramą Srebrnej Góry. Nawet jednak ta droga była zryta przez drwali. Potem szlakiem konnym i rowerowym dotarłem na Przełęcz Srebrną. Polecam, na pewno to lepsze niż ciśnięcie asfaltem. Na przełęczy budka z piwem była zamknięta, a już było ze 20 minut po godzinie 10. W Czechach bym pewnie już był po dwóch, w tym pewnie jedno kupione w jakieś dziwnej budce w środku gór. Zjechałem asfaltem do Srebrnej Góry, a właściwie najpierw do agrafki przy hotelu i restauracji, która okazała się być otwarta dopiero od 12. Nam kury pasać, nie śmiać się z Czechów. Sam zjazd zapewnia niezapomniane wrażenia. Nachylenie dwucyfrowe, a nawierzchnia taka, że rower więcej leci niż jedzie. Jak na jednej muldzie mnie wyrzuciło to mało brakło, a nie tylko tylna opona zostawiałby ślad. Od hotelu jest szlak rowerowy i tam już jest spoko asfalt, się ciśnie.
Jechałem już po śladzie i wbiłem na krótki odcinek po dawnej trasie kolejowej. Przyjemny szuter, a właściwie singiel, kilkanaście lat temu tam można było w dwa rowery kiera przy kierze jechać, ale zarosło. Po wyjechaniu z krzaków zobaczyłem to na co liczyłem. Płaska kotlina i majestatyczne z tej odległości Góry Bardzkie. Szybko zjechałem z trasy kolejki na asfalt i szlak rowerowy R9 i zacząłem wracać w stronę Barda. Równy fajny asfalt. Za Przyłękiem skręciłem na Dzbanów i Laskówkę. W Laskówce ujrzałem znak, że cycki przez 7,2 km i rozpocząłem mozolny podjazd pod Przełęcz Jaszczową. Na przełęczy spotkałem troję sakwiarzy co od czwartku jechali z Jelcza i dziś zamierzali dojechać do Polanicy Zdrój. Pogadali my chwilę i zacząłem zjazd asfaltem w stronę Kłodzka. Zjazd prima sort, polecam tego Allegrowicza.
W Kłodzku w końcu piwo, ale bez żarła, bo 40 minut czekania, bo dopiero startują. Dziwne, bo w czwartek też byłem o 12 i pizzę dostałem po 20 minutach. Ciapong do Wro, myjka, pętelka po osiedlu dla osuszenia roweru i do domu.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5418430709
Fotosy:
52243
Pierwsze wysokości Gór Bardzkich.
52244
Takich szutrów szukam.
52245
I w końcu znajduję.
52246
Dojazd do Przełęczy Wilczej.
52247
Ścieżka Dydaktyczna Zębata - Wiadukt Żdanowski
52248
Panorama Srebrnej Góry. Na punkcie jest nawet ławeczka, można sobie spocząć jakby za bardzo dech zaparło.
52249
Ławeczki nie ma, jest przy prawej krawędzi, bo to punkt widokowy z poprzedniego fotosa.
52250
Ruiny wentylatora.
52251
Wentylator w ruinie na tle Gór Bardzkich.
52252
Więcej Gór Bardzkich. To mi Alpy przypomina, tam też są takie płaskie kotliny gdzie nie wiadomo czy patrzeć przed siebie, czy podziwiać widoki.
siemalysy
05-06-2021, 22:09
Dzięki za sugestie miejsc widokowych, tym razem będę miał więcej czasu, to i te punkty fotogeniczne odwiedzę.
Nie ma za co :)
Na moją znajomość tematu (tutaj raczej słabą) jedyny wjazd jest z przełęczy Tąpadła żółtym pieszym. Czyli beznadziejną drogą z kostki łamanej. W dodatku z sporym ruchem pieszym. Ze zjazdem jest o tyle lepiej, że można czerwonym do Sulistrowic. Przynajmniej tak kiedyś jechałem. Z tego co pamiętam to już solidniejsze mtb. Innych pomysłów nie mam.
Dz
Pozdro
Wiesiek
Michał, widzę, że już byłeś. Ja bym dodał tylko by nie wjeżdżać w ogóle, a już na pewno nie w weekend.
Te dwa razy co rowerem na szczycie byłem, to zawsze żółtym pieszym z Przełęczy Tąpadła. Można też od drugiej strony od Wieżycy próbować, ale z tego co pamiętam końcówka to i tak wypych. Choć już zjechać się da, jak za bardzo kręgle nie przeszkadzają.
Sorry, że dopiero teraz, ale w górach byłem.
Dziękuję Panowie za odzew :) Wczoraj temat się urodził dość późno. Pojechaliśmy we dwóch, przed dziewiątą rano byliśmy już na parkingu w Sobótce. Asfaltem pojechaliśmy do początku szlaków. Startowaliśmy czarnym szlakiem Wokół Ślęży. Dalej zjechaliśmy na Szlak Archeologiczny, żeby dostać się na Wieżycę. Początek to wypych roweru, później dało się fajnie jechać. Z Wieżycy wróciliśmy do szlaku Wokół Ślęży i nim jechaliśmy do skrzyżowania z czerwonym szlakiem. Tam odbiliśmy na "zakos" w drogę leśną i dojechaliśmy do żółtego szlaku. Od Wieżycy cały czas dało się jechać :) Końcówka żółtym przed Ślężą początkowo do podjechania. Później mocno kamieniście, więc kawałek trzeba było prowadzić rower.
Ze Ślęży zjechaliśmy do Przełęczy Tąpadła żółtym szlakiem. Macie rację, masa ludzi idących do góry. Sam szlak w wielu miejscach wysypany luźnymi kamieniami, które są tragiczne. Kolejnym punktem była Radunia, do której dojechaliśmy szutrową leśną drogą. Z Raduni zjechaliśmy do Sulistrowiczki. Przy zielonym szlaku w okolicy Przełęczy Słupickiej trafiliśmy na singla. Odwiedziliśmy też Zamek Górka i kamieniołom Kantyna.
A dziś poszło wszystko jak trzeba, no może nie wszystko, ale bilans jest na pewno korzystniejszy.
Z czasów pierwszego MTB sprzed lat 20 pamiętam, że jest przez Góry Bardzkie od Barda do Przełęczy Wilczej jakaś dobra i łatwa droga.
...
Tomek, fajna trasa. Dobra relacja i zdjęcia :)
Nie ma za co :)
Dziękuję Panowie za odzew :) Wczoraj temat się urodził dość późno. Pojechaliśmy we dwóch, przed dziewiątą rano byliśmy już na parkingu w Sobótce. Asfaltem pojechaliśmy do początku szlaków. Startowaliśmy czarnym szlakiem Wokół Ślęży. Dalej zjechaliśmy na Szlak Archeologiczny, żeby dostać się na Wieżycę. Początek to wypych roweru, później dało się fajnie jechać. Z Wieżycy wróciliśmy do szlaku Wokół Ślęży i nim jechaliśmy do skrzyżowania z czerwonym szlakiem. Tam odbiliśmy na "zakos" w drogę leśną i dojechaliśmy do żółtego szlaku. Od Wieżycy cały czas dało się jechać :) Końcówka żółtym przed Ślężą początkowo do podjechania. Później mocno kamieniście, więc kawałek trzeba było prowadzić rower.
Ze Ślęży zjechaliśmy do Przełęczy Tąpadła żółtym szlakiem. Macie rację, masa ludzi idących do góry. Sam szlak w wielu miejscach wysypany luźnymi kamieniami, które są tragiczne. Kolejnym punktem była Radunia, do której dojechaliśmy szutrową leśną drogą. Z Raduni zjechaliśmy do Sulistrowiczki. Przy zielonym szlaku w okolicy Przełęczy Słupickiej trafiliśmy na singla. Odwiedziliśmy też Zamek Górka i kamieniołom Kantyna.
Pytałeś o wjazd na Ślężę a nie o możliwości jazdy w masywie!
Te są znakomite, szczególnie na Raduni. Ciągłe kreski to to co Cię interesuje - oficjalne i nieoficjalne a właściwie odwrotnie nieoficjalne i oficjalne (Suliwoods) zjazdy.
Ślęża (jak widać z góry nie ma)
52255
Oraz na Radunii - bogactwo
52256
Czyli będziesz musiał przyjechać jeszcze raz albo i dwa ;)
Pozdro
Wiesiek
Czarny pieszy wokół Śleży jest całkiem spoko także na rower. Całości co prawda na rowerze nie zaliczyłem, ale sporą cześć, a resztę z buta. O nieoficjalnych singlach na Raduni też sporo dobrego słyszałem i Radunia mniej zaludniona.
Dla mnie, niezmotoryzowanego wrocławiaka, obie te góry są jednak bez sensu. Na MTB się tam nie dotoczę, a na gruzie to mi się nie chce, bo tam jednak potrzeba MTB. W dwie godziny z minutami jestem w stanie dotrzeć pociągiem, aż do Międzylesia. Gdzie mam tereny wszelakie, na MTB, na szosę i na gruza. Chyba pod koniec tego roku ma wrócić połączenie kolejowe do Sobótki i wtedy to już może być dobra opcja na wczesną wiosnę, jak w prawdziwych górach jeszcze śnieg i lód lub na późną jesień czy nawet zimę, jak w górach już śnieg.
Na przykład zimą na przełomie 2019/2020 śnieg na Śleży był jakieś 50-100 metrów od szczytu tylko. Reszta była całkiem spoko do jeżdżenia.
siemalysy
06-06-2021, 14:00
Pytałeś o wjazd na Ślężę a nie o możliwości jazdy w masywie!
Te są znakomite, szczególnie na Raduni. Ciągłe kreski to to co Cię interesuje - oficjalne i nieoficjalne a właściwie odwrotnie nieoficjalne i oficjalne (Suliwoods) zjazdy.
... będziesz musiał przyjechać jeszcze raz albo i dwa ;)
Pozdro
Wiesiek
Możliwe, że jeszcze kiedyś odwiedzę masyw Ślęży ;) Pytałem konkretnie o Ślężę bo ona była głównym celem. Mieliśmy z grubsza nakreślony plan i udało się go zrealizować :) Suliwoods jechaliśmy jednego dwa razy. Krótki, ale bardzo fajny. Więcej się na nim działo niż na większości singli Glacensis po których jeździłem. Dopiero jak napisałeś to zerknąłem na Trailforks i rzeczywiście jest tam trochę ścieżek ;)
Czarny pieszy wokół Śleży jest całkiem spoko także na rower. Całości co prawda na rowerze nie zaliczyłem, ale sporą cześć, a resztę z buta. O nieoficjalnych singlach na Raduni też sporo dobrego słyszałem i Radunia mniej zaludniona.
Dla mnie, niezmotoryzowanego wrocławiaka, obie te góry są jednak bez sensu. Na MTB się tam nie dotoczę, a na gruzie to mi się nie chce, bo tam jednak potrzeba MTB. W dwie godziny z minutami jestem w stanie dotrzeć pociągiem, aż do Międzylesia. Gdzie mam tereny wszelakie, na MTB, na szosę i na gruza. Chyba pod koniec tego roku ma wrócić połączenie kolejowe do Sobótki i wtedy to już może być dobra opcja na wczesną wiosnę, jak w prawdziwych górach jeszcze śnieg i lód lub na późną jesień czy nawet zimę, jak w górach już śnieg.
Na przykład zimą na przełomie 2019/2020 śnieg na Śleży był jakieś 50-100 metrów od szczytu tylko. Reszta była całkiem spoko do jeżdżenia.
Rozważaliśmy na wczoraj Jurę, albo właśnie Ślężę. Kolega rzucił hasło, ja sprawdziłem czasy dojazdu autem do Olsztyna i do Sobótki. Wg map Google pod Ślężę było ok. 20 minut dłużej pomimo sporej różnicy w dystansie co spowodowało, że tam właśnie pojechaliśmy. Czarny rzeczywiście fajny. Nachylenie przyjemne do jazdy.
Na początku tylko miałem przygodę z łańcuchem, w którym jedno ogniwo postanowiło puścić. Pod koniec jazdy na leśnej drodze kolega miał przygodę. Rozciął oponę, mleko nie było w stanie zakleić dziury. Zestaw naprawczy z Decathlona stanął na wysokości zadania i pojechaliśmy dalej ;)
Suliwoods jechaliśmy jednego dwa razy. Krótki, ale bardzo fajny. Więcej się na nim działo niż na większości singli Glacensis po których jeździłem.
Wczoraj kręciłem się po Bardzkich i chyba byłem za wcześnie, ale w 2019 nawet tak rano kilka osób wysiadło z rowerami w Bardzie i na single cisnęli. Na Przełęczy Wilczej też nikogo nie było, dopiero koło południa na Przełęczy Łaszczowej stało kilka samochodów, ale bagażniki rowerowe nie rzuciły mi się na oczy. W Srebrnej Górze jakaś laska w integralu sprowadzała rower enduro chyba tylko z tego powodu, że obok szła koleżanka bez roweru.
Możliwe, że główny szał na single minął lub w Bardzkich zostały zniszczone przez drwali. Niestety to jest możliwe.
siemalysy
06-06-2021, 16:02
Wydaję mi się, że masz rację. Ludzie pewnie wracają do pętli, które dla nich są najlepsze, a pozostałe omijają. Mi osobiście te w okolicy Barda się podobały. Chociaż chciałbym do Barda wrócić pojeździć, ale już nie po singlach.
Przy okazji. Może już widzieliście, albo korzystacie od jakiegoś czasu. Ja dopiero się o tym dowiedziałem. Chodzi o planowanie tras za pomocą LocusMap (https://web.locusmap.app/pl/?lat=51.903138&lng=20.814697&z=7) na komputerze. Będę próbował kolejny wypad zaplanować za pomocą tej strony. Może mi podpasuje :)
Możliwe, że główny szał na single minął lub w Bardzkich zostały zniszczone przez drwali. Niestety to jest możliwe.
Są w idealnym stanie, po serwisie. Pętla Wilcza o której wcześniej wspominałeś nie ma za dobrych recenzji (to trasa mtb z elementami singletrackowymi) dlatego tam jest zawsze pusto. Ale z Łaszczową to mnie zaskoczyłeś bo to czołówka. Choć oczywiście Międzylesie, Rudka, Stronie i Jagodna są wyżej oceniane.
- - - - kolejny post - - - - - -
Przy okazji. Może już widzieliście, albo korzystacie od jakiegoś czasu. Ja dopiero się o tym dowiedziałem. Chodzi o planowanie tras za pomocą LocusMap (https://web.locusmap.app/pl/?lat=51.903138&lng=20.814697&z=7) na komputerze. Będę próbował kolejny wypad zaplanować za pomocą tej strony. Może mi podpasuje :)
Od "zawsze" planuje za pomocą LocusPro na komputerze. Ale nie sieciowo. Zainstalowałem tam locusa za pomocą wirtualizacji (i emulatora androida - BlueStacks). To zdecydowanie lepsze rozwiązanie od tego sieciowego bo szybsze i przede wszystkim mam dostęp do wszystkich kartotek a w tle mogę wyświetlić dowolne ślady.
Główny problem jest jeden - różne komputery z różnymi emulatorami różnie współpracują i trochę się namęczyłem zanim u mnie ta para wyszła idealnie. Ale jeśli gromadzisz setki tracków w iluś tam kartotekach to płynne zarządzanie tym mając "wielki ekran telefonu" jest mega wygodne. Lekkim kłopotem jest synchronizacja bo to nie wychodzi automatycznie i trzeba to robić przez chmurę. ale to nie jest duży kłopot.
Są w idealnym stanie, po serwisie. Pętla Wilcza o której wcześniej wspominałeś nie ma za dobrych recenzji (to trasa mtb z elementami singletrackowymi) dlatego tam jest zawsze pusto. Ale z Łaszczową to mnie zaskoczyłeś bo to czołówka. Choć oczywiście Międzylesie, Rudka, Stronie i Jagodna są wyżej oceniane.
Dobrze wiedzieć, ja co prawda za tymi sztucznie budowanymi singlami nie przepadam, ale warto wiedzieć, że są OK i w razie czego mogą służyć jako alternatywa do innych tras. Choć na Pętli Wilcza zacząłem jechać jednym ST i co rzuciło mi się w oczy, że jest nieco węższy bo zarasta. W 2019 roku było szerzej, bo objechałem wszystko w zachodnim paśmie Gór Bardzkich. Wiadomo wiosna, ale też widać, że obciążenie spadło, skoro przyroda zaczyna to odzyskiwać.
W 2019 roku, na dowolnej przełęczy w Bardzkich: Kłodzka, Łaszczowa, Wilcza czy w Bardzie zawsze było sporo rowerzystów na ST. Ludziom się podobało, bo gadaliśmy podczas spotkań. Tyle, że to wtedy była nowość. ST Glacensis były promowane i ludzie faktycznie jeździli sprawdzić co to jest. Spotykałem ludzi nie tylko z Dolnego Śląska. Koło Międzylesia wtedy jeszcze budowali ST, bo mijałem koparki w lesie jak cisnąłem w Orlicke Hory. Też coś budowali w Górach Izerskich, koło Szklarskiej, ale tam chyba robili drogę pożarową ze Szklarskiej Górnej w Izerskie. Jest jeden sensowny podjazd z miasta w góry i w sumie dobrze jak go zrobią. Może przekonam się jesienią. Góry Izerskie w wakacje to nie na moje nerwy. :)
Koło Szklarskiej mogli budować łącznikowy singletrack w Izery. Co do zarastania to jedyna nadzieja, że tak się stanie. Między innymi dlatego tak mi Rudka odpowiada. Miejscami jest na koło i... wystarczy.
siemalysy
06-06-2021, 20:43
Są w idealnym stanie, po serwisie. Pętla Wilcza o której wcześniej wspominałeś nie ma za dobrych recenzji (to trasa mtb z elementami singletrackowymi) dlatego tam jest zawsze pusto. Ale z Łaszczową to mnie zaskoczyłeś bo to czołówka. Choć oczywiście Międzylesie, Rudka, Stronie i Jagodna są wyżej oceniane.
- - - - kolejny post - - - - - -
Od "zawsze" planuje za pomocą LocusPro na komputerze. Ale nie sieciowo. Zainstalowałem tam locusa za pomocą wirtualizacji (i emulatora androida - BlueStacks). To zdecydowanie lepsze rozwiązanie od tego sieciowego bo szybsze i przede wszystkim mam dostęp do wszystkich kartotek a w tle mogę wyświetlić dowolne ślady.
Główny problem jest jeden - różne komputery z różnymi emulatorami różnie współpracują i trochę się namęczyłem zanim u mnie ta para wyszła idealnie. Ale jeśli gromadzisz setki tracków w iluś tam kartotekach to płynne zarządzanie tym mając "wielki ekran telefonu" jest mega wygodne. Lekkim kłopotem jest synchronizacja bo to nie wychodzi automatycznie i trzeba to robić przez chmurę. ale to nie jest duży kłopot.
Spróbuję tego rozwiązania z emulatorem. Dotychczas planuje wszystko za pomocą mapy.cz.
Spróbuję tego rozwiązania z emulatorem. Dotychczas planuje wszystko za pomocą mapy.cz.
Ale w mapy.cz nie ma opcji ręcznego rysowania - prawda? Jeśli tak to są bezużyteczne (dla mnie) bo nie wszystko jest na podkładzie OSM narysowane.
Przede wszystkim jednak Locus to jest potężna maszyna dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Nie wykorzystuję nawet części możliwości mimo, że służy mi we wszystkich moich outdoorowych działalnościach (bardzo mocno skitury, freeride). Trackom można nadawać kolory, kreskowania, przezroczystości - to się świetnie eksportuje między telefonem a komputerem. Bardzo dobrze edytuje się gotowe ślady: cięcie, poprawki, dodawanie. To jest po prostu limuzyna przy której wszystko inne wygląda żałośnie.
siemalysy
06-06-2021, 22:10
Ja rysuje ręcznie na komputerze sieciowo na stronie mapy.cz (https://en.mapy.cz/zakladni?planovani-trasy&x=19.4196000&y=51.7871000&z=11). Aplikacja nie ma opcji rysowania ręcznego. Niedawno dodali w aplikacji możliwość eksportu stworzonego śladu gpx.
Chwale się.
Wymieniłem sobie koła w gruzie. W zestawie doszło 8 szprych, bo z 24 przeszedłem na 28, ale ubyło pół kilo bo karbon w obręczach. Takie jest rozwiązanie zagadki :)
Koła postanowiłem zlecić profesjonalnym kołodziejom. We Wrocławiu nie znam firmy specjalizującej się w tym. Owszem słyszałem, że ten czy tamten mechanik jest niezłym kołodziejem, ale wolałem to zlecić manufakturze, która z tego żyje i nie ma za bardzo możliwości robienia fakapów.
Najpierw chciałem to załatwić po sąsiedzku czyli VYTYV z Jeleniej Góry. Dziwną stronę mają, bo nie po polsku. Wysłałem mejla, po polsku, dostałem tylko odpowiedź od automatu, że odezwą się w ciągu 48 godzin i cisza. Może jednak trzeba było spytać po angielsku, ale napisali, żeby nie pytać ponownie, tylko czekać cierpliwie, zatem czekam.
Napisałem zatem do Dandy Horse z Warszawy, szybko odpowiedzieli, przedyskutowaliśmy sprawę, dogadaliśmy szczegóły, zapłaciłem i zostałem poinformowany, że koła będą gotowe ostatniego maja, a wysyłka 1 czerwca.
W sumie to przekonali mnie do karbonowych obręczy, w góralu bym się nie zdecydował, ze względu na zbyt łatwą możliwość uszkodzenia przez kamienie, ale gruz jest do lżejszej jazdy.
Koła wjechały w środę, zatem szybka przekładka, choć nie bez przygód i w drogę wokół komina, bo rano wyjazd w góry.
Jest zmiana, rower idzie jak zły. Choć mam świadomość, że to może być bardzo subiektywne. Nieco też dźwięk się zmienił wysokość obręczy to "aż" 35 mm, zatem większe pudło rezonansowe. Za to jest cisza na szprychach. Nie wiem z jakiego powodu, ale Mavicom zdarza się dzwonić szprycami. Nie znalazłem luźnych szprych.
Piasty to DT Swiss 350 Straight Pull z tyłu podstawowy ratchet 18T, bo jest ciszej niż wyższe wartości, a w jeździe nie czuć za bardzo różnicy. Mavic mnie trochę drażnił dźwiękiem, zwłaszcza podczas serwisowania, w trakcie jazdy nie. Zresztą zębatki mogę sobie wymienić w przyszłości i mogę to zrobić sam, bez utraty gwarancji.
W ramach produktu na zamówienie zażyczyłem sobie pomarańczowych nypli, aby pasowały pod kolor ramy. Obręcze są niesymetryczne.
Całość wygląda bardzo efektownie i zwyczajnie mi się podoba. Koła przychodzą bezpiecznie zapakowane w jednym kartonie.
52312
52313
52314
Koła Mavic przełożyłem do crossa, żeby zrezygnować z dętek, musiałem tylko kupić zestawy do konwersji z 12x100 na 9x100 i z 12x142 na 10x135. I znowu adaptery kupiłem w sklepie w Niemczech, gdzie najpierw poprosiłem o pomoc co dokładnie kupić. Wrocławska Harfa, dystrybutor Mavica nie raczyła nawet odpowiedzieć. To tak w ramach zagadnienia, dlaczego nie da się kupować w Polsce pewnych rzeczy. Jak jestem traktowany jak petent, a nie klient to wolę moją kasę wydać gdzie indziej.
Gruz z tym samym osiągnął stan ostateczny. Wymiana części eksploatacyjnych. :mrgreen:
Ze zmian w stosunku do lutego, wyleciała sztyca Race Face Turbine, a wjechał Thomson Elite, którą miałem w pudełko ze złomem. RF się chowała w ramie, nie pomagało mocniejsze dokręcanie zacisku. Przez pierwsze dwa miesiące schowała się o półtora cm. Thomson się nie chowa nawet przy 5 Nm. Bałem się, że rama jest coś skopana, ale okazało się, że sztyca. Zmieniłem też zacisk na taki z uszczelką i kapturem zakrywającym rozcięcie w ramie. Nic zatem nie wlatuje pomiędzy sztycę, a ramę, co w RF było nagminne i skutkowało bardzo irytującymi trzaskami.
Wg mojej suwmiarki mechanicznej VIS, średnica sztycy RF jest mniejsza 0,05 mm od nominalnej, a Thomson jest w punkt. Zdaje sobie sprawę, że to pewnie jest w tolerancji wykonania, ale rama też ma jakąś tolerancję i tu się akurat zgrał taki niefortunny przypadek, że błąd się zsumował.
leighadams
07-06-2021, 18:35
O i te kółka, ewentualnie evanlite to będzie mój następny zakup. Ale to pewnie na przyszły rok:) Która to dokładnie wersja, SL czy SPX? Ogólnie rowerek zacny, pogratulować. Jaka orientacyjna waga?
siemalysy
07-06-2021, 18:38
Tomek, próbowałem rozkminić zagadkę, ale w w tym kierunku nawet przez sekundę nie myślałem :) Niech kółka się kręcą i będą bezawaryjne. Fajnego "gruza" sobie złożyłeś. Pomarańczowe nyple dodają pieprzu do całości ;) Może przy okazji wymień jeszcze wentyle na czarne :)
Co do tolerancji wykonania sztycy i rury podsiodłowej, mogło się złożyć tak, że sztyca jest bliżej dołu tolerancji, a rama bliżej góry tolerancji. To tylko rozważania. Najważniejsze, że rozwiązałeś problem wsuwającej się sztycy. Napisz proszę jaki model zacisku z uszczelką i kapturkiem założyłeś.
Dziękuję Panowie.
Evanlite miał być trzecim strzałem, jakby się Dandy Horse nie odezwało. :)
Koła to Grawiton 35 GT. Ja ważę stówę, co wyraźnie zaznaczyłem w mejlu z pytaniami i sami polecili taki model.
Ile waży cały rower? To skomplikowane pytanie. Raz, że mam wagę tylko do bagażu. Lub łazienkową gdzie mogę stanąć trzymając rower, potem bez roweru i dzięki potędze matematyki poznać masę roweru. Używam tej do bagażu. Jak ważyłem go podczas składania, to bez owijki i bez mleka w oponach wyszło 9,2 kg. Czyli katalogowo na pewno poniżej 9,5 wyszłoby. Teraz ważyłem rower ze starymi kołami i było 11 kg, z nowymi jest 10,5 kg, ale ważone było z trzema koszykami na bidon. Torebką na kierownicy, pojemnikiem z narzędziami w jednym z koszyków, pompką i uchwytem nawigacji, za to bez lampek, bo akurat zdemontowałem do ładowania. :)
Wentyl jak wymienię to pewnie też na pomarańczowy, nawet pytałem o to, ale nie mieli.
Przy okazji jakby ktoś chciał składać w Dandy Horse to mam kod zniżkowy 5%. Widać u nich to standardowa procedura, bo dostałem dwa kody: na 10% dla siebie na drugi komplet i 5% dla znajomych, rodziny i przyjaciół na pierwszy komplet.
Tylko bez maniany, że ktoś weźmie kod i nie zleci kół. Dla zdecydowanych. Będę wymagał pochwalenia się kołami. :)
Michał, tak jak pisałem pewnie złożył się niefortunny przypadek dodania się tolerancji i zrobiła się dziura.
Zacisk to 3min19sec (https://www.bike-components.de/en/3min19sec/Seatpost-Clamp-w-Dust-Cover-p64721/). Kupiłem w tym sklepie za te 7 eurasów, oczywiście przy okazji innych zakupów, adapterów do kół Mavic konkretnie, bo koszty transportu (10 erło) do Polski trochę psują zabawę, ale jak się bierze więcej rzeczy to jest łatwiej.
leighadams
07-06-2021, 20:20
A orientujesz się czy mają opcję, żeby napis DANDY HORSE był w jakimś ciemnym (szarym, grafitowym) malowaniu czy tylko biały wchodzi w grę? Bo to mi akurat bardziej pasuje w evanlite:) Taka popierdółka, ale jednak:) No i przydałoby się jakieś 25 zamiast 5%:twisted:
Ładna ta Twoja maszyna zdyboo, przyjemności z jazdy [emoji846]
leighadams
Nie orientowałem się, ale ja akurat mam odwrotnie, mnie się podobają takie białe napisy na obręczach, szczególnie jak rozmywają się w trakcie jazdy. Jak dla mnie mogłyby być nawet większe. :P
crusiek
Dziękuję.
W sobotę jechałem ciapongiem z kolesiem co miał gruza na tytanowej ramie. Chyba najbliżej tytanowej ramy jak w życiu byłem. Choć teraz kojarzę, że kolega w pracy ma starą szosówkę na ramie z tytanu i osprzęcie Shimano 600.
Sam zagadał, pytając o moją ramę. Jego rama też spawana na zamówienie, ale w Chinowie, mówił, że sprawdzona firma. Rower w podobnej konfiguracji jak mój, też na GRX 1x11, choć korba z pomiarem mocy i też miał koła Dandy Horse.
W sobotę jak pogoda pozwoli, uderzam w Orlicke Hory, bo już można do Czech na 24 godziny bez ograniczeń jechać.
W planach mam też powtórzenie trasy ze Zgorzelca do Lubania, ale przez Niemcy i Czechy. No i na gruzie Masyw Śnieżnika od czeskiej strony, choć tu będę musiał chyba wrócić do Polski na kole, a nie ciapongiem z Lichkova, bo przy przekraczaniu granicy zbiorkomem nadal jest wymagany cały ten cyrk z testami, kwarantanną i inne tego typu atrakcje. Trzeba korzystać zanim znowu nie zamkną granic.
siemalysy
08-06-2021, 20:10
Dziękuję Panowie.
Evanlite miał być trzecim strzałem, jakby się Dandy Horse nie odezwało. :)
Koła to Grawiton 35 GT. Ja ważę stówę, co wyraźnie zaznaczyłem w mejlu z pytaniami i sami polecili taki model.
Ile waży cały rower? To skomplikowane pytanie. Raz, że mam wagę tylko do bagażu. Lub łazienkową gdzie mogę stanąć trzymając rower, potem bez roweru i dzięki potędze matematyki poznać masę roweru. Używam tej do bagażu. Jak ważyłem go podczas składania, to bez owijki i bez mleka w oponach wyszło 9,2 kg. Czyli katalogowo na pewno poniżej 9,5 wyszłoby. Teraz ważyłem rower ze starymi kołami i było 11 kg, z nowymi jest 10,5 kg, ale ważone było z trzema koszykami na bidon. Torebką na kierownicy, pojemnikiem z narzędziami w jednym z koszyków, pompką i uchwytem nawigacji, za to bez lampek, bo akurat zdemontowałem do ładowania. :)
Wentyl jak wymienię to pewnie też na pomarańczowy, nawet pytałem o to, ale nie mieli.
Przy okazji jakby ktoś chciał składać w Dandy Horse to mam kod zniżkowy 5%. Widać u nich to standardowa procedura, bo dostałem dwa kody: na 10% dla siebie na drugi komplet i 5% dla znajomych, rodziny i przyjaciół na pierwszy komplet.
Tylko bez maniany, że ktoś weźmie kod i nie zleci kół. Dla zdecydowanych. Będę wymagał pochwalenia się kołami. :)
Michał, tak jak pisałem pewnie złożył się niefortunny przypadek dodania się tolerancji i zrobiła się dziura.
Zacisk to 3min19sec (https://www.bike-components.de/en/3min19sec/Seatpost-Clamp-w-Dust-Cover-p64721/). Kupiłem w tym sklepie za te 7 eurasów, oczywiście przy okazji innych zakupów, adapterów do kół Mavic konkretnie, bo koszty transportu (10 erło) do Polski trochę psują zabawę, ale jak się bierze więcej rzeczy to jest łatwiej.
Dziękuję za namiar na zacisk :)
Fajne kółka :) od razu rower wygląda lepiej :)
Też tak macie, że Wahoo wam coś innego pokazuje niż Strava? Kilka razy już mi się wydawało, że widziałem większą prędkość maksymalną na liczniku, niż to, co później licznik pokazywał jako maksymalną i Strava też pokazuje nieco wyższą.
siemalysy
11-06-2021, 23:54
Umbra może nie Wahoo, ale Garmin ;) W komputerku maksymalna prędkość 51,16 km/h, a po przesłaniu do Stravy 50,8 km/h. Dla mnie nieistotne różnice, ale są. Dotyczy to tylko prędkości. Przewyższenie i dystans jest taki sam.
W czasach gdy nie było Stravy czy innych podobnych portali, były programy analizujące ślad, znaczy plik GPX. W każdym co innego wychodziło, część miała możliwość ustawienia parametrów analizy. Np. żeby zmiana wysokości o mniej niż zadaną długość nie była wliczana do sumy przewyższeń. U mnie dystans, tętno i kadencja w punkt z Garminem. Reszta ma swoje odchyły. Do tego Strava ma swoje mapy wysokości i odległości, i można włączyć korektę.
O nieoficjalnych singlach na Raduni też sporo dobrego słyszałem
możesz rozszerzyć temat?
z laskami mi się marzy w drugiej połowie wakacji pyknąć albo chociaż z olą!
Umbra może nie Wahoo, ale Garmin ;) W komputerku maksymalna prędkość 51,16 km/h, a po przesłaniu do Stravy 50,8 km/h.
a nie masz czasem podpiętego czujnika BT do prędkości? strawa na bank liczy ze śladu GPS
Siona pytaj Wieśka Wujot. Ja nie przepadam za ST, zatem o tych na Raduni tylko słyszałem.
MZ jak chcesz pojeździć po ST to do Barda pojedź. Tam są sensowne pętelki. .
Dzięki!
zapytam w takim razie Wujot w swoim czasie...
nie muszą być ST możemy zacząć od pagórkowatych szutrów - tak, żeby laski dały radę... choć nie ukrywam, że zdecydowanie wolę jazdę w lesie niż "po polach"
siemalysy
12-06-2021, 12:23
siona zajrzyj na Trailforks. Znajdziesz trochę tras w okolicy Raduni.
Dzięki!
zapytam w takim razie Wujot w swoim czasie...
nie muszą być ST możemy zacząć od pagórkowatych szutrów - tak, żeby laski dały radę... choć nie ukrywam, że zdecydowanie wolę jazdę w lesie niż "po polach"
W kwestii Raduni to Ci nie pomogę (na razie) coś tam kiedyś jeździłem ale nawet niezbyt to pamiętam. Po prostu jakoś nie moje rewiry. Może zacznij od Barda. Masz tam i proste familijne singletracki i trochę trudniejsze jak Łaszczowa. Jest też super mtb (piękna żółta i już poważniejsza czerwona). A jeszcze taka mieszanka - pętla Wilcza. Fajna żółta z Kłodzka. No i w stronę Srebrnej G. Wszystko fajne.
W Bardzie jest też czerwony rowerowy. 40 km/1000m. Calkiem spoko, ale zaczynasz podjazdem.
W Bardzie jest też czerwony rowerowy. 40 km/1000m. Calkiem spoko, ale zaczynasz podjazdem.
To o nim wspominałem, podjazd jest jak jedziesz przeciwnie do wskazówek zegara. Też wolę ten kierunek. Ale bardzo fajne są też tereny po drugiej stronie drogi (kiedyś zielona i niebieska mtb) trochę chaosu jest tam z oznakowaniem bo nakłada się na to pętla Wilcza. Bardzo przyjemne szutry (jak ktoś lubi ;) ) są między p. Wilczą a p. Srebrną - LP wybudowało tam nieprzyzwoitą autostradę.
52447
No i absolutnie epicka jest trasa po dawnej linii kolejowej od wiaduktu żdanowskiego przez srebrny do tego mostu kratownicowego. Raczej pod mtb. Choć może i gravelem też da radę.
52449
52450
Obok są takie piękne dróżki
52448
Pod Wiaduktem Żdanowskim ostatnio przejeżdżałem, potem podjeżdżałem Trasą Dydaktyczną Zębata, a na końcu podjazdu jest świetny widok na Srebrną Górę i Przedgórze Sudeckie i można też stamtąd dojechać na Przełęcz Srebrną. Nie znałem tej drogi wcześniej, a jest znacznie fajniejsza niż ciśnięcie asfaltem pod górę. Wychodzi na to, że pomiędzy Przełęczą Wilczą i Srebrną jest kilka ciekawych szlaków. Autostradę będę musiał sprawdzić na gruzie.
Tym szlakiem po kolei to kiedyś jechałem, dawno temu. Po tych zdjęciach to zarosło mocno, w sensie tych drzewek kiedyś nie było. I wtedy to był szlak zdecydowanie na MTB.
na Trailforks
jest jakiś sposób na pobranie gpxów z tego serwisu? jest co prawda aplikacja na garmina ale czysty gpx wygodniejszy...
Autostradę będę musiał sprawdzić na gruzie.
Tym szlakiem po kolei to kiedyś jechałem, dawno temu. Po tych zdjęciach to zarosło mocno, w sensie tych drzewek kiedyś nie było. I wtedy to był szlak zdecydowanie na MTB.
Ta Autostrada kończy się po paru kilometrach i robi się "zwykłą" górską drogą. Można nawet pojechać tu dwa warianty
52456
Na stronie www.rowerem.info masz więcej fot z tego łącznika p. Wilcza - S.G. ocenisz sobie czy to jest na nieamortyzowany rower. Bo jak czasem czytam co ludzie polecają i jeżdżą gravelami (np Góry Bystrzyckie) to wychodzi mi, że nic nie wiem.
Wracając do tego kawałka łącznikowego. Właśnie powstaje projekt singletracka, który będzie przebiegał trochę poniżej opisywanych dróg w zasadzie równolegle. Trochę szkoda bo aż się prosi o zjazd do Żdanowa i podjazd przez teren kolei zębątej. Ale się nie da.
Dziękuję.
Chyba dam radę. :)
Po drugiej stronie Przełęczy Wilczej są też takie gładkie szutry. To oczywiście drogi pożarowe, nie żeby ktoś specjalnie pod rower to zrobił, ale tam na rowerze bez amora się świetnie jeździ. Nie obraziłbym się jakby drogę w takim standardzie z Barda pociągnęli. Na razie chyba z Mikołajowa da się takim pojechać. Chyba, bo nigdy nie jechałem inaczej niż przeskakując ze zwykłych szlaków w środku gór i jadąc na Przełęcz Wilczą.
Niebieski rowerowy do Wilczej ostatnio zgubiłem. Jechałem po znakach, był jeden ze strzałką, że tam i trzy czy cztery drogi do wyboru, z czego jedna wyglądała jak świeżo wycięta przez drwali pod wycinkę. Szukałem z buta znaków, ale nie znalazłem. Może akurat wycięli drzewo ze znaczkiem. Po dwóch latach nie pamiętam już jak dalej jechać. Pojechałem mniej więcej w kierunku, ale to nie był szlak. Znalazłem go dopiero znacznie dalej.
Ja to Gór Bystrzyckich nawet na HT nie polecam. Chyba, że chciałbym być złośliwy. Niemniej jednak na crossie z amorem coś tam jeździłem. Trzeba dobrze znać, bo tam oprócz normalnych dróg jest sporo kamoli jak Droga Stanisława czy Wieczność. Tą ostatnią na FS dwa lata temu przejechałem, ale przy 130 mm skoku to jednak inna bajka. Nigdy nie rozumiałem po co jeździć rowerem nieamortyzowanym w Górach Bystrzyckich jak po drugiej stronie granicy są Orlicke Hory, które powinny być podawane w Serves jak wzorzec gór pod gruza i podobne twory.
Zresztą dziś byłem w Orlickich Horach i jeszcze tak dobrze mi się po górach nie jeździło na gruzie.
siemalysy
12-06-2021, 19:31
jest jakiś sposób na pobranie gpxów z tego serwisu? jest co prawda aplikacja na garmina ale czysty gpx wygodniejszy...
Oczywiście. Wybierasz interesujący ślad i klikasz kolejno:
1. save - z prawej strony ekranu
52467
2. Klikasz Download file
52468
3. Zgadzasz się na to czego oczekuje Trailforks i pobierasz plik.
52469
Dzięki...
Ale tu mi nie działa...
https://www.trailforks.com/ridelog/view/15786102/
siemalysy
12-06-2021, 19:34
Tomek ( zdyboo ), Wiesiek ( Wujot ) napiszcie proszę czy jest szansa ogarnąć jakąś fajną pętelkę z Barda po górach, ale z łagodniejszymi podjazdami. Chciałbym zabrać tam żonę, ale jak ją zabiorę na szlaki, które sam bym pojechał to mógłby być ostatni raz kiedy ze mną pojedzie.
Początkowo myślałem, żeby zabrać ją na single, ale to chyba nie najlepszy pomysł. Będę wdzięczny za każdą wskazówkę :)
...mógłby być ostatni raz kiedy
Hehe.. czyli jak z Olą... 2 razy by ze mną była... Pierwszy i ostatni...
siemalysy
12-06-2021, 19:45
Dzięki...
Ale tu mi nie działa...
https://www.trailforks.com/ridelog/view/15786102/
Skorzystaj z kodu QR i telefonu. Jak nie masz zainstalowanej aplikacji Trailforks to ją zainstaluj. Wtedy za pomocą kodu łatwo odszukasz ten ślad. Wtedy będziesz miał możliwość pobrania gpx-a.
siemalysy prawi... trzeba mieć wersję pro apki, żeby pobierać gpxy
Nie sądziłem, żeby wyjść z domu i pojeździć rowerem po okolicy, niezbędnie konieczne są telefony, apki, gpxy, Trailforksy, ślady, Stravy, Garminy i inne wynalazki.
Ech, człowiek zawsze do tyłu...
siemalysy
12-06-2021, 20:15
Ligo nie zawsze. Jak jedziesz w nieznane są pomocne ;)
nie są!
ale! jak masz wszystko w zasięgu wyjazdu z domu objeżdżone to szukasz czegoś innego...
jak masz dzieciaki, które nie zjadą każdego zjazdu i nie podjadą każdego to chcesz poszukać traski, która dla nich będzie ok...
jak wiesz ile są w stanie zrobić to chcesz zaplanować tak by dały radę zrobić...
życie czasami jest bardziej skomplikowane.
Michał, chyba da się, ale ja bym nie zaczynał z Barda. Bardo jest w kotlinie i stamtąd zawsze będzie pod górę. Nie wyjeżdżając z miasta tam można nabić z 500 metrów.
Może od Przełęczy Wilczej właśnie albo od Kłodzkiej czy Łaszczowej. Tam wszędzie są parkingi i można zostawić auto.
Tyle, że może być problem z pętelką. W jedną stronę da się, choć oczywiście nie uniknie się podjazdów.
Obczaj sobie czerwony rowerowy, MZ to jest dosyć łatwy szlak. Nawet mimo tego początkowego podjazdu z Barda. Tam można trochę skrócić i nie jechać nad Chwalisławem, a przez Chwalisław.
W każdym razie, mam ślad z tego szlaku, bo widzę, że na mapy.cz już zniknęło oznaczenie. Choć jeszcze jest na ridewithgps, bez koloru, ale ta pętla na niebiesko i ER-8 to właśnie czerwony szlak.
Obecnie w Bardzkich tylko są bardzo zniszczone drogi przez drwali. Ja raczej odpuszczę w tym roku Bardzkie. Może kontrolnie wczesną jesienią na MTB tam pojadę.
MZ jak chcesz łagodne podjazdy to jednak Izerskie. Jak zaczniecie z Polany Jakuszyckiej to już żadnego konkretnego wpierdzielu nie będzie, no chyba, że się postarasz. Mam taką pętlę, przez Samolot, Orle, Chatkę Górzystów i powrót na przełęcz. Tylko kilkanaście kilometrów, bo ja to z buta zrobiłem i zamierzam jakoś wpleść to w trasę na rower. Raczej MTB niż gruza. Tylko Izerskie to poza sezonem jednak. W wakacje tam jest ludzi w opór i niestety też na rowerach i to najczęściej elektrycznych z wypożyczalni. Większość tych ludzi nie umie jeździć w górach i każdy odpływ w drodze to jakby metrowego gapa mieli pokonać. Zwalniają mocno, prawie się zatrzymując. Nie mówiąc już o takim problemie jak przejazd przez kałużę. Izerskie mają opinię łatwych gór na rower, co jest prawdą, ale niestety rodzi też problemy. W połowie września już jest luźniej.
- - - - kolejny post - - - - - -
Nie sądziłem, żeby wyjść z domu i pojeździć rowerem po okolicy, niezbędnie konieczne są telefony, apki, gpxy, Trailforksy, ślady, Stravy, Garminy i inne wynalazki.
Koło domu nie są. W promieniu do 80 km od Wrocławia w dowolną stronę jadę zawsze fristajlowo, szyjąc na bieżąco. Jak jadę w góry to wolę mieć ślad w Garminie, żeby nie tracić czasu na nawroty i bezsensowne szukanie trasy.
MZ jeżdżenie w górach bez choćby z grubsza zaplanowanej trasy jest zwyczajnie nieodpowiedzialne. Może Sudety to nie Alpy czy Himalaje, ale góry bądź co bądź. Jak nagła burza łapie na grani, to lepiej mieć wiedzę jak najszybciej zjechać, żeby potem nie trzeba było znowu dymać na tę grań, bo się zjechało nie na tę stronę gór.
Tomek ( zdyboo ), Wiesiek ( Wujot ) napiszcie proszę czy jest szansa ogarnąć jakąś fajną pętelkę z Barda po górach, ale z łagodniejszymi podjazdami. Chciałbym zabrać tam żonę, ale jak ją zabiorę na szlaki, które sam bym pojechał to mógłby być ostatni raz kiedy ze mną pojedzie.
Początkowo myślałem, żeby zabrać ją na single, ale to chyba nie najlepszy pomysł. Będę wdzięczny za każdą wskazówkę :)
Może po Przedgórzu Sudeckim? Okolice Dzierżoniowa - 3 pętle, żółta z Pieszyc, czerwona wokół Ząbkowic lub Ziębic. Od tego bym zaczął.
Jeżeli w górach to może połówka żółtej pętli z Głuszycy (ta z Osówką) bo jest ciekawa też turystycznie. Też okolice Zaworów są dość łatwe, najfajniejsza jest tu żółta Kamienna Góra ze strefy MTB Sudety. Też super jest żółta z Kamiennej Góry (to inna żółta) przechodząca przez Krzeszów (ją możesz zmodyfikować o ddr). Bardzo widokowy teren z ciut trudniejszym kawałkiem w okolicach Lubawki.
Wracając do Przedgórza i Pogórza. Obie trasy w Świeżawie, obie w Bolkowie, pętla wokół Marciszowa, Pętla wokół Świebodzic, super trasa wokół Książańskiego PK.
Absolutnie genialna jest rowerowa obwodnica Jeleniej Góry (jakiś fragment bo ma 103 km), równie super - pętla powiatu Lwówecka. Też można podzielić choć tu jednak są mocniejsze pojazdy (np na Zamek Wleń). Super łatwy jest objazd PN Gór Stołowych (też ponad 100 km) - tylko asfalty.
Wszystko to opisałem i pokazałem na fotach. Są gpx więc nawet jak nie ma profilu i stopniowania to możesz sobie zrobić. Poczytaj coś wybierz a jak ograniczysz pole to może jeszcze coś z kolegami Ci dopowiemy.
Wzgórza Niemczańskie też są fajne (ale nieformalne)
okolice lubawki są faktycznie świetne! zjeździliśmy je z kumplem zanim to było modne!
Jeśli zaś chodzi o single na początek to żonkę możesz zabrać na pętlę Wzgórza Różańcowego i Hrabiowską (dwa małe temaciki). Naprawdę fajna na początek jest za to Ostoja (Jodłów) urozmaicona i bez podjazdów. Naprawdę super.
myślisz o tych trakach?
https://www.trailforks.com/search/?search=ostoja
okolice lubawki są faktycznie świetne! zjeździliśmy je z kumplem zanim to było modne!
Lubawka poza lokalsami jest raczej dalej pusta. Góry Krucze w ostatnich latach mocno przetrzebili - jest tam teraz sporo idealnych autostrad i całkiem dobre widoki. Fajna okolica super do spokojnej jazdy. Byle nie wpakować się na szlak graniczny bo ten jest już wymagający.
52481
- - - - kolejny post - - - - - -
myślisz o tych trakach?
https://www.trailforks.com/search/?search=ostoja
dokładnie
Akurat o tym było na FB
https://www.facebook.com/dolnyslask.rowerem/?ref=page_internal
zrobiliśmy linią pasma trasę z lubawki do okraju z powrotem dołem... 90km - 2 dni umierałem... w roku powodzi tysiąclecia to było. mieszkaliśmy wtedy w strażnicy granicznej w lubawce. cudowne lata...
aaaa
mój wypasiony widelec nazywał się RS quadra i miał 48mm skoku!
Planowanie tras koło Wałbrzycha trzeba koniecznie robić na mapie z poziomicami. Tam się łatwo wrąbać na szlak, pod który się nawet nie wepchnie roweru.
W Głuszyckiej Strefie MTB jest jeden o ile nadal jest, fajny singiel, ale taki "naturalny" nie ze żwirku. Tylko, że już nie pamiętam gdzie :), ale pamiętam, że należało go robić tylko od jeden strony, bo wtedy kończył się ścianką, ale zjeżdżalną/sprowadzalną, natomiast nie chciałbym tam wpychać roweru.
Niestety w tej samej strefie są szlaki rowerowe, które podjechać się chyba da tylko na elektryku, a i to raczej mając łydę.
Michał, zastanów się nad Kotliną Jeleniogórską dla żony. To co częściowo zrobiliście będąc w Rudawach Janowickich. Te wszystkie pałace objechałem z kumplami lata temu na trekingach, prawie w całości asfaltem. Trochę podjazdów było, ale nic strasznego. Z dalszych okolic polecam Czeski Raj, ale to już z noclegiem, co póki co wymaga całego cyrku z testami covid.
Lwówek Śląski też jest fajny jak napisał Wiesiek, jechałem jakiś czas temu fajną DDR z Lwówka.
Generalnie jak Wiesiek napisał, pogórza i przedgórza. W górach zawsze trafisz na jakąś ściankę, dla Ciebie będzie to tylko wyzwanie, ale Twoja żona nie podzieli pewnie Twojego entuzjazmu. ;)
Nie wiem co Twoja żona lubi zwiedzać czy na co patrzeć, ale może pójść w tę stronę i wybrać obiekty, a potem zaplanować trasę je łączącą.
[QUOTE=zdyboo;4180948,
W Głuszyckiej Strefie MTB jest jeden o ile nadal jest, fajny singiel, ale taki "naturalny" nie ze żwirku. Tylko, że już nie pamiętam gdzie :), ale pamiętam, że należało go robić tylko od jeden strony, bo wtedy kończył się ścianką, ale zjeżdżalną/sprowadzalną, natomiast nie chciałbym tam wpychać roweru.
[/QUOTE]
Myślę, że chodzi Ci o ścieżkę wzdłuż Jałowców i Jedlińca. Jest fantastyczna ale... żony to bym tam nie zabierał!
Ligo nie zawsze. Jak jedziesz w nieznane są pomocne ;)
Nie no, ja wiem, że bywa pomocne. Tylko jak to wszystko czytam, to odnoszę wrażenie, że niektórym bez tego ani rusz. Bo teraz weź odjedź na 30 km od domu w teren, którego nie znasz i niech ci w lesie telefon padnie. I co, dzwonić na 997? Trochę obciach...
Chodzi mi tylko o to, że elektronika czasem może się przydać, ale tak naprawdę można się zupełnie bez niej obyć i czerpać przyjemność z obcowania z przyrodą i poznawania okolicy, a nie cały czas analizować, jaką miałem kadencję, jakie tętno, albo czy przypadkiem z czyjegoś śladu nie zboczyłem.
życie czasami jest bardziej skomplikowane.
Życie jest proste. To my je sobie komplikujemy.
Nie no, ja wiem, że bywa pomocne. Tylko jak to wszystko czytam, to odnoszę wrażenie, że niektórym bez tego ani rusz. Bo teraz weź odjedź na 30 km od domu w teren, którego nie znasz i niech ci w lesie telefon padnie. I co, dzwonić na 997? Trochę obciach...
Chodzi mi tylko o to, że elektronika czasem może się przydać, ale tak naprawdę można się zupełnie bez niej obyć i czerpać przyjemność z obcowania z przyrodą i poznawania okolicy, a nie cały czas analizować, jaką miałem kadencję, jakie tętno, albo czy przypadkiem z czyjegoś śladu nie zboczyłem.
Życie jest proste. To my je sobie komplikujemy.
Masz dużo racji - hobby bardzo się "uzawodowiło". Amatorzy czerpią wzorce od zawodowców i podchodzą do tego zbyt, chyba, poważnie. Miejsca na przypadek coraz mniej...
Przed wczorajszym wyjazdem długo zastanawiałem się, sobota czy niedziela. Niby niedziela oferowała lepszą pogodę, ale nie chciało mi się czekać, a w górach prognozy były lepsze niż dla Wrocławia. Zatem sobota.
Ustaloną rutyną, pociąg z osiedla, przesiadka na pociąg w Kotlinę Kłodzką i po nieco ponad dwóch godzinach wysiadłem trochę zmarznięty w Międzylesiu, bo w pociągu za bardzo się przyłożyli do testowania klimatyzacji.
Nie ubierałem się jednak, bo na dzień dobry miałem podjazd Szlakiem Liczyrzepy. Niedawno wyremontowana nawierzchnia nie sprawiała kłopotu, za to zaczęło kropić, ale szybko przestało. Niemniej jednak było widać, że w nocy lub nawet nad ranem padało, bo w zacienionych miejscach było mokro.
Szybko dotarłem do Niemojowa i zmieniłem stronę granicy. Za Bartosovicami v Orlickich horach skręciłem w las na Jiraskovą Cestę i mijając kolejne bunkry zagłębiłem się w Orlicke Hory. Na przełęczy Mezivrsi Czesi zrobili drogę dojazdową z nowiutkim i równym asfaltem, a także płatny parking. W 2019 był tam szuter i nie było parkingu. Ja jednak kontynuowałem jazdę Jiraskovą Cestą, która od tej pory zmieniła się w górski asfalt. Równiejszy niż większość dróg w Kotlinie Kłodzkiej. Tak dotarłem do Peticesti, gdzie wiedziałem, że jest budka z piwem. Chłodny Bernard 11 smakował wybornie.
Opuściłem Jiraskovą Cestę i pojechałem równoległym do niej szlakiem rowerowym. Za przełęczą Pod Homoli wróciłem na szlak i zacząłem podjazd pod najwyższy szczyt Orlickich Hor, Velką Destnę. Większość podjazdu jest dosyć łagodna, ale kończy się ścianką z nachyleniem miejscami do 12%. Zaraz za podjazdem jest jednak kolejna budka z piwem. Była w remoncie, ale na tyle zaawansowanym, że bufet działał. Primator 10, uspokoił rozszalałe serce po podjeździe.
Skoro byłem pod najwyższym szczytem, to teraz zjazd. Przez Malą Destnę nna przełęcz Serlich i krótki podjazd pod Masarykovą Chatę i granicę. W Masarykovej Chacie wypiłem Kofolę i wszamałem batona.
Niebieskim pieszym zjechałem do Zieleńca, ostatnim tego dnia odcinkiem szutrowym, apotem kawałek Autostradą Sudecką i dalej drogą powiatową zacząłem zjazd w kierunku Dusznik. Gdzie nie dojechałem, bo odbiłem na Szczytną i Polanicę - Zdrój, a potem przez Starków i Krosnowice do Kłodzka, gdzie miałem zaplanowany finał ekskursji.
Za Polanicą jest Regionalny Szlak Serduszkowy, który na odcinku do Pokrzywna oferuje podjazd o nachyleniu do 20%. Jednak już znalazłem objazd łagodniejszym nachyleniem. Bo co prawda jest z niego niezły widok na Polanicę, Broumovskie Steny, a nawet Góry Sowie, ale jak ma się już 50 km w nogach po górach to robienie takich ścianek nie jest już fajne. Podjeżdżałem to już trzeci raz i chyba najgorzej mi szło tym razem. Nigdy jednak nie podjechałem tego na raz. Jak ktoś lubi to spoko, ja niekoniecznie. Wczoraj nawet nie podjechałem do końca, bo zobaczyłem w Garminie, że wcześniej odbija droga, trawersujaca zbocze, która potem łączy się i tak z zaplanowaną trasą.
W Krosnowicach zobaczyłem, że nad Kłodzkiem jest siwo i bałem się, że na ostatnich kilometrach zmoknę, ale tylko nieco popadało. Za to końcówkę jechałem już po całkiem mokrym asfalcie.
Udało mi się też z powrotem do domu. Choć rozkład jazdy nie wyszukiwał połączenia, to okazało się, że pociąg, którym jechałem do Wrocławia jedzie dalej do Zgorzelca, zatem zaoszczędziłem sobie jazdy w deszczu po Wrocławiu, a raczej stania i czekania aż przestanie padać. Jak wysiadłem z pociągu na swoim osiedlu, to akurat przestawało padać.
Jak patrzę przez okno, to jednak dobrze zrobiłem, ze pojechałem wczoraj, bo było cieplej i nie wiało. Choć miejscami w lesie jak pokazywało się słońce i zaczynała ta cała wilgoć parować to aż ją było czuć i widać w powietrzu.
Czechów jak zawsze dużo w górach, chyba wczoraj nawet więcej na rowerach niż pieszo, ale nic dziwnego, bo Orlicke Hory to modelowy przykład gór pod rower. Czesi też są bardzo ogarnięci, nadjeżdżający rower słyszą z daleka i szybko robią miejsce, zarówno piesi jak i rowerzyści. Wyższa kultura turystyczna. Za to się nie pozdrawiają, owszem odpowiedzą, ale sami nie zaczną. Wynika to chyba też po części z tego, że ich w górach jest pełno i musieliby się co chwila pozdrawiać. U nas w Karkonoszach na tych ludnych szlakach np. Szrenica - Śnieżne Kotły też się ludzie nie pozdrawiają.
Wczoraj też pierwszy raz było więcej ludzi na MTB niż na trekingach, crossach czy szosówkach. W Orlicke jeżdżę już 20 lat i pamiętam, że pierwsze wyjazdy to my Polacy na MTB, a Czesi na trekingach i crossach. Czasem jakieś MTB się pojawiło. Wczoraj MTB było większość i to raczej lepszy sprzęt niż gorszy.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5458214020
Fotosy:
52502
Równe czeskie asfalty i parująca na słońcu wilgoć.
52503
Górski asfalt i jeszcze więcej parującej wilgoci.
52504
52505
Bunkry czeskiej linii Maginota.
52506
Typowy szlak rowerowy w Orlickich Horach, w lewym dolnym rogu zwraca uwagę szkielet wieloryba z czasów jak Czechy miały dostęp do morza.
52507
To też element infrastruktury rowerowej. Ostrzeżenia o szlabanach. 100 metrów wcześniej jest podobny znak.
52508
Coś budują. Jakiś Czech tłumaczył swoim kolegom co, alem nie zrozumiał.
52509
Ostatnie czeskie widoki.
52510
Kofola. Nie każdemu smakuje, zatem tylko dla koneserów. ;-)
52511
Zjazd w stronę Dusznik.
52512
Wiadukt kolejowy koło Polanicy.
52513
Droga do Kłodzka, po niezłej jak na kotlinę nawierzchni.
52514
W drodze do domu.
Super, część trasy (polską) znam ale po czeskiej nie jeździłem. Jak się odrobię to nadrobię zaległości. Co prawda trochę zbyt równo jak na moje przyzwyczajenia ;)
Z sobotą to miałeś nosa, szczególnie, że dzisiaj nieźle wieje...
Dzięki.
W Orlickich Horach można też mniej równo, wiem bo te 20 lat temu jeździliśmy z mniejszym udziałem asfaltu. Tylko trzeba jeździć po pieszych szlakach lub nieoznakowanymi drogami. O ile piesze są spoko, o tyle nieoznakowane to cholera wie. Zwłaszcza, że u Czechów też wycinka.
Trzeba by pewnie poszukać na czeskich forach lub na Stravie premium gdzie tam Czesi śmigają. Mam wstępnie wyrysowaną trasę pod MTB, ale jakoś chęci nie było na przetestowanie.
a jaki jest poziom tej ścieżki? moja jest całkiem zaprawiona w MTB (no teraz mniej) - traski koło lubawki robiliśmy w części razem) a i czasem do roboty rowerm się wybierze (27km x2)
Wind Mill
13-06-2021, 10:43
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5458214020
Fotosy:
....
Dzięki za relację! :)
...Tak dotarłem do Peticesti, gdzie wiedziałem, że jest budka z piwem. Chłodny Bernard 11 smakował wybornie. ...
...Zaraz za podjazdem jest jednak kolejna budka z piwem...Primator 10, uspokoił rozszalałe serce po podjeździe...
...W Masarykovej Chacie wypiłem Kofolę...
Wszystko jasne, włóczęga sręga, it's all about beer! :mrgreen:
a jaki jest poziom tej ścieżki? moja jest całkiem zaprawiona w MTB (no teraz mniej) - traski koło lubawki robiliśmy w części razem) a i czasem do roboty rowerm się wybierze (27km x2)
MZ dosyć łatwy. Czeszki śmigają aż miło, choć wczoraj widziałem dwie co wpychały rowery. Tam nie ma mozolnych kilkukilometrowych podjazdów z nachyleniem 8-10%. Podjazdy są krótkie, choć potrafią być treściwe. MZ całość jest do objechania dla kogoś, kto po prostu jeździ, może oprócz ścianki pod Velką Destnę, ale te 700 m sobie można wepchnąć rower. Tylko MZ jak celem są głównie Orlicke Hory najlepiej zacząć nie w Międzylesiu, a w Bartosovicach lub nawet na przełęczy Hanicka. Choć zaczynając na przełęczy omija się całkiem ciekawy odcinek, a i rozgrzewka będzie chyba przed najdłuższym podjazdem na tej trasie. Jak już się minie Anansky vrch, to cała trasa jest na wysokości mniej więcej kilometra, aż do Zieleńca. Wrócić po samochód możecie sobie czeską wojewódzką 311, na niej też jest szlak rowerowy zatem da się jechać, a Czesi jednak patrzą na rowerzystów.
Dzięki za relację! :)
Proszę bardzo.
Wszystko jasne, włóczęga sręga, it's all about beer!
Nigdy nie ukrywałem, że jestem browerzystą. Byłem przez niemal cały zeszły rok odcięty od browaru w Czechach. Nadrabiam. :mrgreen:
Kofola to nie piwo, to czeska kola z anyżem.
a jaki jest poziom tej ścieżki? moja jest całkiem zaprawiona w MTB (no teraz mniej) - traski koło lubawki robiliśmy w części razem) a i czasem do roboty rowerm się wybierze (27km x2)
Do mnie pytanie???
Jechałem tam w dość wilgotnych warunkach i w najstromszych miejscach ("kosze") obsuwał się grunt i praktycznie żadnych półeczek nie było. Tak, że czułem się zdeczko mało komfortowo gdzieś w dwóch miejscach. Ale niebezpieczeństwa to tam nie było. Groził jedynie w**** jakbym się obsunął. Poza tym epicko.
52516
52517
52518
52519
A tutaj jest ta ścianka o której mówił zdyboo, na zdjęciu nie wygląda to jakoś specjalnie ale czułem respekt, szczególnie, że zostawili gnój po zrywce.
52520
miut! Panie! Miut!
Jest ta trasa gdzieś dostępna?52521
miut! Panie! Miut!
Jest ta trasa gdzieś dostępna?
To fragment moim zdaniem najlepszej oficjalnej trasy mtb na DŚ czyli Walim-Głuszyca zielona (Strefa mtb Sudety). Dostępna m.in. na www.rowerem.info gdzie opisałem ją w całości. Uwaga ostatnio "leśnicy" zdewastowali dwa fragmenty w pobliżu Głuszycy.
Nie no, ja wiem, że bywa pomocne. Tylko jak to wszystko czytam, to odnoszę wrażenie, że niektórym bez tego ani rusz. Bo teraz weź odjedź na 30 km od domu w teren, którego nie znasz i niech ci w lesie telefon padnie. I co, dzwonić na 997? Trochę obciach...
Chodzi mi tylko o to, że elektronika czasem może się przydać, ale tak naprawdę można się zupełnie bez niej obyć i czerpać przyjemność z obcowania z przyrodą i poznawania okolicy, a nie cały czas analizować, jaką miałem kadencję, jakie tętno, albo czy przypadkiem z czyjegoś śladu nie zboczyłem.
Pozwolę się całkowicie nie zgodzić. Jeżdżę 100% turystycznie trekkingiem w cenie 1 dobrego koła do szosy, więc raczej ciężko powiedzieć żebym był fanatykiem gadżetów. Do nawigacji używam swojego smartfona przypiętego do kierownicy. Po co mi to? Choćby po to, żeby nie wpychać swojego roweru, który razem z sakwą waży ponad 20 kg pod byle górkę, gdy chcę zrobić dłuższą trasę. Albo gdy trasa która miała być szutrówką wygląda tak:
52535
Pewnie z braku laku jechałbym tą drogą, ale rzuciłem okiem na mapę w telefonie i okazało się, że 300 metrów dalej jest przyzwoita asfaltowa droga przez wieś. Niby można próbować jechać na azymut ale jak masz deszczowe chmury na horyzoncie to wolisz być jak najszybciej w domu/jakimś miejscu na spokojny postój zamiast bawić się w harcerza. Mnie wczoraj złapała ulewa 13 km od domu. Dobrze, że rzuciłem okiem na nawigację, bo dzięki temu większość trasy nie jechałem główną drogą, tylko równoległą, bo przynajmniej mogłem jechać bezpiecznie. Kawałek musiałem jechać główną drogą i oczywiście trafiłem na idiotę w zgruzowanym BMW, który wyprzedził mnie z 20 cm odstępu.
Pozwolę sobie podpytać bardziej doświadczonych o parę spraw:
1. Polecicie jakieś lekkie zapięcie rowerowe? Jeżdżę teraz z łańcuchem w sakwie, ale te 1.8 kg trochę daje się we znaki przy dłuższych trasach. Jeżdżę sam, gdy zatrzymam się na stacji benzynowej/w jakiejś knajpie nie zostawiam roweru na dłużej, ale jakieś zabezpieczenie (wiedząc, że poświęcam poziom bezpieczeństwa na rzecz niższej masy). U-Lock odpada, zastanawiam się nad jakąś linką/"sprzężynką".
2. Czy ktoś wie, czy da się wymusić na mapy.cz żeby dla zapisanej trasy przy liczeniu profilu wysokości/sumy przewyższeń używał wysokości z modelu terenu, a nie wysokość z GPS telefonu? Rozjazd jest bardzo duży, przy trasie 70 km suma podjazdów wg trasy zapisanej trackerem w aplikacji mapy.cz to 1800 m, a ta sama trasa narysowana na mapie daje 1000 m mniej. Podejrzewam, że GPS w telefonie wariuje.
3. Marzy mi się gravel, jeżdżę teraz trekkingiem z amortyzowanym widelcem z blokadą (zwykle opony mam dobite do maksymalnego ciśnienia, tj. 5 bar). Wbrew pozorom to nie taka głupia sprawa ta blokada: na asfalcie blokuję widelec żeby bez sensu nie pakować energii w sprężynę, a gdy jadę jakąś polną/dziurawą drogą to odblokowuję. Czasem jak się zapomnę i zjadę na gruntową drogę z zablokowanym widelcem to moje nadgarstki mają dość. Czy na gravelu z racji sztywnego widelca na gorszej jakości drogach nie będzie to uciążliwe? Czy carbonowy widelec cokolwiek poprawia w tym temacie?
1. Zapięcie - mam zawsze ze sobą coś takiego.
52544
Nie jest to realna przeszkoda ale na zakupy w sklepie może wystarczyć. Można też zabezpieczyć rower w pociągu do jakiegoś słupka aby nie upadł. No i w przypadku przestępstwa zmienia kwalifikację z przywłaszczenia na kradzież.
2. Po prostu suma błędów pozycji. U mnie w Locus Pro program na końcu przelicza według mapy (to trzeba włączyć) i błędy są typu 10%. Do przeżycia. Być może mógłbyś gpx wgrać do innego programu (typy GPX Visualizer) i tam dokonać korekty.
3. Nie wiem jak widelec ale rękawiczki Chiba Bioxcell zdecydowanie polepszają amortyzację. Ludzie chwalą też silikonowe gripy (czekają u mnie i jakoś nie mogę się zebrać)
ku6i
Ad. 1. W takim wypadku kup sprężynkę, ja taką ostatnio zapiąłem rower pod urzędem jak nowy DO odbierałem. Tyle, że ja to ja. Dwa tygodnie wcześniej jak byłem w tym samym urzędzie i miałem mojego mini u-locka to się okazało, że ktoś popisał się przy projekcie i stojak rowerowy jest zrobiony z tak grubych profili, że żaden u-lock tego nie obejmie. Spiąłem tylko tylne koło z ramą i poszedłem załatwić sprawy. Rower nadal stał jak wróciłem. Ja też jeżdżę sam i pod knajpami, na stacjach czy pod sklepami na wioskach nie zapinam roweru. Opieram o ścianę i załatwiam co mam załatwić. Jak na razie się sprawdza.
Ad. 2. Jeżeli telefon nie ma altimetru barometrycznego to niestety mierzy za pomocą sygnału GPS. Pomiar jest dosyć precyzyjny, ale łatwo go zakłócić. Las czy nawet gęściejsze drzewa przy drodze w dość znacznym stopniu zakłócają sygnał. mapy.cz chyba nie mają korekty wysokości, ma ją Strava.
Ad.3. Może zatem pompuj mniej. Mam crossa z widelcem i ramą alu, i mam gruza z widelcem karbonowym i alu ramą. Jednak najwięcej daje zmniejszenie ciśnienia w oponach. Ja nie wychodzę powyżej 4 barów, a i to tylko w tylnym i tylko na szosę. Jak planuję teren, to 3,5-3,75 z tyłu i 3-3,5 z przodu.
Nie odczuwam jakiś diametralnych różnic pomiędzy widelcem alu i karbonowym w zakresie tłumienia drgań. Jak w crossie miałem amora, to też pompowałem po 5 i więcej barów, jak zmieniłem widelec na sztywny, kluczem okazało się dobieranie odpowiedniego ciśnienia w oponach. I oczywiście nie jest to poziom amortyzacji jak w MTB, ale polne drogi i asfalty złe czy bruki oblecę. Choć czasem trafi się taka kostka, że tylko pełna amortyzacja da radę.
siemalysy
13-06-2021, 18:34
Michał, chyba da się, ale ja bym nie zaczynał z Barda. Bardo jest w kotlinie i stamtąd zawsze będzie pod górę. Nie wyjeżdżając z miasta tam można nabić z 500 metrów.
Może od Przełęczy Wilczej właśnie albo od Kłodzkiej czy Łaszczowej. Tam wszędzie są parkingi i można zostawić auto.
Tyle, że może być problem z pętelką. W jedną stronę da się, choć oczywiście nie uniknie się podjazdów.
Obczaj sobie czerwony rowerowy, MZ to jest dosyć łatwy szlak. Nawet mimo tego początkowego podjazdu z Barda. Tam można trochę skrócić i nie jechać nad Chwalisławem, a przez Chwalisław.
W każdym razie, mam ślad z tego szlaku, bo widzę, że na mapy.cz już zniknęło oznaczenie. Choć jeszcze jest na ridewithgps, bez koloru, ale ta pętla na niebiesko i ER-8 to właśnie czerwony szlak.
Obecnie w Bardzkich tylko są bardzo zniszczone drogi przez drwali. Ja raczej odpuszczę w tym roku Bardzkie. Może kontrolnie wczesną jesienią na MTB tam pojadę.
MZ jak chcesz łagodne podjazdy to jednak Izerskie. Jak zaczniecie z Polany Jakuszyckiej to już żadnego konkretnego wpierdzielu nie będzie, no chyba, że się postarasz. Mam taką pętlę, przez Samolot, Orle, Chatkę Górzystów i powrót na przełęcz. Tylko kilkanaście kilometrów, bo ja to z buta zrobiłem i zamierzam jakoś wpleść to w trasę na rower. Raczej MTB niż gruza. Tylko Izerskie to poza sezonem jednak. W wakacje tam jest ludzi w opór i niestety też na rowerach i to najczęściej elektrycznych z wypożyczalni. Większość tych ludzi nie umie jeździć w górach i każdy odpływ w drodze to jakby metrowego gapa mieli pokonać. Zwalniają mocno, prawie się zatrzymując. Nie mówiąc już o takim problemie jak przejazd przez kałużę. Izerskie mają opinię łatwych gór na rower, co jest prawdą, ale niestety rodzi też problemy. W połowie września już jest luźniej.
- - - - kolejny post - - - - - -
Koło domu nie są. W promieniu do 80 km od Wrocławia w dowolną stronę jadę zawsze fristajlowo, szyjąc na bieżąco. Jak jadę w góry to wolę mieć ślad w Garminie, żeby nie tracić czasu na nawroty i bezsensowne szukanie trasy.
MZ jeżdżenie w górach bez choćby z grubsza zaplanowanej trasy jest zwyczajnie nieodpowiedzialne. Może Sudety to nie Alpy czy Himalaje, ale góry bądź co bądź. Jak nagła burza łapie na grani, to lepiej mieć wiedzę jak najszybciej zjechać, żeby potem nie trzeba było znowu dymać na tę grań, bo się zjechało nie na tę stronę gór.
Dziękuję za informacje :) W Bardzie byłem w ubiegłym roku. Myślałem o pętli Łaszczowa i Kłodzka. Auto moglibyśmy zostawić na Przełęczy Łaszczowej. Single byłyby dobre, podjazdy są łagodne, nie ma ścianek. Minus taki, że nie pamiętam za wielu fajnych widoków z tych pętli. W pamięci utkwił mi widok na Bardo z punktu widokowego przy Łaszczowej.
Szlaki, które wspominasz sobie obejrzę na mapie. Spróbuję coś zaplanować.
Może po Przedgórzu Sudeckim? Okolice Dzierżoniowa - 3 pętle, żółta z Pieszyc, czerwona wokół Ząbkowic lub Ziębic. Od tego bym zaczął.
Jeżeli w górach to może połówka żółtej pętli z Głuszycy (ta z Osówką) bo jest ciekawa też turystycznie. Też okolice Zaworów są dość łatwe, najfajniejsza jest tu żółta Kamienna Góra ze strefy MTB Sudety. Też super jest żółta z Kamiennej Góry (to inna żółta) przechodząca przez Krzeszów (ją możesz zmodyfikować o ddr). Bardzo widokowy teren z ciut trudniejszym kawałkiem w okolicach Lubawki.
Wracając do Przedgórza i Pogórza. Obie trasy w Świeżawie, obie w Bolkowie, pętla wokół Marciszowa, Pętla wokół Świebodzic, super trasa wokół Książańskiego PK.
Absolutnie genialna jest rowerowa obwodnica Jeleniej Góry (jakiś fragment bo ma 103 km), równie super - pętla powiatu Lwówecka. Też można podzielić choć tu jednak są mocniejsze pojazdy (np na Zamek Wleń). Super łatwy jest objazd PN Gór Stołowych (też ponad 100 km) - tylko asfalty.
Wszystko to opisałem i pokazałem na fotach. Są gpx więc nawet jak nie ma profilu i stopniowania to możesz sobie zrobić. Poczytaj coś wybierz a jak ograniczysz pole to może jeszcze coś z kolegami Ci dopowiemy.
Wzgórza Niemczańskie też są fajne (ale nieformalne)
Jeśli zaś chodzi o single na początek to żonkę możesz zabrać na pętlę Wzgórza Różańcowego i Hrabiowską (dwa małe temaciki). Naprawdę fajna na początek jest za to Ostoja (Jodłów) urozmaicona i bez podjazdów. Naprawdę super.
Dziękuję za odpowiedź i za cenne wskazówki. Każda z nich się przyda :)
Przed wczorajszym wyjazdem długo zastanawiałem się, sobota czy niedziela. Niby niedziela oferowała lepszą pogodę, ale nie chciało mi się czekać, a w górach prognozy były lepsze niż dla Wrocławia. Zatem sobota.
Ustaloną rutyną, pociąg z osiedla, przesiadka na pociąg w Kotlinę Kłodzką i po nieco ponad dwóch godzinach wysiadłem trochę zmarznięty w Międzylesiu, bo w pociągu za bardzo się przyłożyli do testowania klimatyzacji.
Nie ubierałem się jednak, bo na dzień dobry miałem podjazd Szlakiem Liczyrzepy. Niedawno wyremontowana nawierzchnia nie sprawiała kłopotu, za to zaczęło kropić, ale szybko przestało. Niemniej jednak było widać, że w nocy lub nawet nad ranem padało, bo w zacienionych miejscach było mokro...
Tomek relacja i zdjęcia TOP :) Dziękuję Ci za nią bo pokazujesz kolejne ciekawe miejsca (mam na myśli Orlicke Hory), które zapisuje w pamięci z mocną chęcią odwiedzin tego regionu.
Moja przygoda z bezdętką polega na tym, że każdego dnia się uczę czegoś nowego.
Jak pisałem, koła Mavic z gruza zapodałem do crossa, który obecnie pełni rolę roweru miastowego. Po pierwszym zalaniu, za trzy dni miałem totalne flaki, ale to przez brak pojeżdżenia. Pokręciłem co prawda trochę kołami, ale na pewno za mało. Po pierwszym dojeździe do pracy było już spoko. Coś tam schodziło, ale w normie. Dziś pojechałem drugi raz i w najdalszym od cywilizacji miejscu rozszczelniła mi się tylna opona. W pierwszej chwili myślałem, że coś przebiło, powietrze zeszło, ale mleko już zalepiło i wystarczy dopompować i jechać dalej.
Niestety wokół całego brzegu opony mleko się pieniło. I ręczną pompką se mogłem. Zatem dętka.
Była długa i ciężka walka, żeby założyć oponę na obręcz i nie połamać łyżek Schwalbe. Zwycięstwo było pyrrusowe, bo jak się okazało po założeniu dętka nie trzyma ciśnienia.
Wobec tego sięgnąłem po opcję ostateczną, czyli telefon do przyjaciela i kumpel zabrał mnie spod tabliczki Wrocław. W fabryce jeszcze spróbowałem kompresorem, ale szybko schodziło. Odpuściłem temat, bo i tak już prawie godzinę w plecy byliśmy.
W domu zabrałem się za temat.
Dętka z małą dziurką, pewnie przyszczypnąłem w trakcie walki z oponą. Łatka załatwiła temat. Zamontowałem z powrotem wentyl i nabiłem oponę. Resztki mleka pieniły się na całym obwodzie opony, co ciekawe tylko z jednej strony.
Zatem opona z obręczy i sprawdzanie taśmy. Okazuje się, że Mavic na tyle niechlujnie taśmę nakleił, że wychodziła na brzegi obręczy. I choć co prawda koła przejechały tak kilka kkm, na w sumie trzech kompletach opon to chyba jednak dość. Zerwałem taśmę. Stwierdziwszy ze zdziwieniem, że co najmniej dwie warstwy są nawinięte, myślałem, że jedna wystarczy.
Popróbowałem z opaską Effeto Mariposa, ale w żaden sposób nie chciały opony się uszczelnić. Spróbowałem, bardziej z ciekawości z taśmą izolacyjną i nawet udało się uszczelnić, ale szybko puściła pod wentylem. Ostatecznie została opaska EM i zwykła dętka.
Taśmę zamówiłem już, zamówiłem też dedykowany wentyl UST i będę walczył dalej.
Zamówiłem też łyżki Pedros, mam jeden komplet w skrzynce z narzędziami, ale zamówiłem też do wożenia. To są faktycznie niezniszczalne łyżki. Pękałem już Park Toole, pękałem Schwalbe, a Pedrosy mam już kilkanaście lat i dają radę. Zresztą mają dożywotnią gwarancję.
Już od dłuższego czasu czekałem na właściwą pogodę aby zrobić taką trasę. Właściwą czyli:
- aby były chmurki i dużo słońca
- dobra zieleń
- najlepiej zero wiatru
- nie za gorąco
i ten dzień (a dokładnie to dwa, choć drugi nie cały) w poniedziałek się zadział!
W realizacji tak to wyszło. Zacząłem na stacji w Kamieńcu Ząbkowickim. Szybko wjechałem na ER 09, który dowiózł mnie do Głuchołaz. Dalej miało być tak zwanym Szlakiem Czarownic (czarny rowerowy). Nocleg w okolicach Nysy. Następnego dnia kontynuacja do Paczkowa gdzie szlak się kończy i domknięcie pętli wzdłuż Zalewu Paczkowskiego i Topoli.
52640
Jazda u podnóży Góra Opawskich i okolicach to jest miodzio widokowe. Zdecydowana większość drogi to gładkie asfalty.
52642
52643
52644
52645
52646
52647
52648
52649
Jestem u podnóża Gór Opawskich
52650
Nade mną wisi Biskupia Kopa. Gapię się na nią a ona patrzy w dół szyderczo i mówi
- i co mi zrobisz?
No to się wkurzyłem i odpowiadam:
- skopię ci dupsko
Oczywiście na wariant biskupi nie jestem przygotowany. Wyciągam telefon - kurczę stromo jest, i wyznaczam najłagodniejszą linię licząc, że będą to drogi do jazdy.
52651
O dziwo linia jest 100% trafiona. W zasadzie w całości do podjazdu, choć parę razy uznałem, że lepiej pchać jak jakąś ściankę młynkować. Końcówka (ta na niebiesko) już jest trudna do podjazdu. Choć może na fullu bym spróbował powalczyć.
52652
52653
52654
Po piwku (pszeniczny Litovel) i zasięgnięciu czeskiego języka postanawiam zjechać przez Zlote Hory. Ta strona jest łatwiejsza choć to uczciwe mtb.
52655
52656
Miasteczko jest urokliwe ale szkoda mi czasu na jakieś dłuższe pobyty. Po drodze zaglądam jeszcze na zapuszczone Zlate Jeziero. Dlaczego, sami odgadniecie!
52657
52658
52659
Wracam na Polską stronę i na Szlak Czarownic
52660
Patrzę sobie w tył i myślę gravele - srawele. I patrzę z czułością na moją krowę na 2,4" z grubymi klockami. Zawsze mogę skręcić gdzieś w bok i mnie nie zawiedzie.
52661
52662
Patrzę na tablicę i myślę, ale jaja, to się chyba wymawia z francuskiego Szabielę i...
52663
Na koniec jeszcze wizyta w Nysie i kolejne sesje. Ale już Was nie będę męczył. Więc tylko przyuważone po drodze
52664
W stasach dzień wyszedł pod 160 km blisko 2000 m vertical i 557 fot.
Drugi był tylko trochę gorszy.
Pozdro
Wiesiek
PIKNIE PANIE!
jak ja wam zazdroszczę!
Supcio.
Jakoś wyczułem Twój post, bo dziś na popołudniowym dawkowaniu endorfin wymyśliłem, że pojadę w sobotę właśnie w tamte okolice.
Mam taką trasę z Kamieńca Ząbkowickiego do Złotego Stoku, przeskok na czeską stronę i tak, aż do Vidnavy, powrót w Kałkowie do Polski i dalej już Nysa lub Paczków i do Ziębic, a jak kondycja i upał pozwoli to jeszcze pocisnę do Strzelina przez wzgórza.
100% szosa tym razem i chyba nie będzie nawet kilometra w górę, ale dawnom tam nie był, a upał ma być konkret i ta trasa wydaje mi się akurat. Nie ma ścianek, nie ma walki na polach i w górach.
Raz zmodyfikowałem ją aż do Jesenika, ale potem najbliższy ciapong miałem z Prudnika z przesiadką do Wro. Tyle, że koleje w opolskim nie współpracują z żadną inną koleją wojewódzką i bym musiał PKP.
Raz zmodyfikowałem ją aż do Jesenika, ale potem najbliższy ciapong miałem z Prudnika z przesiadką do Wro. Tyle, że koleje w opolskim nie współpracują z żadną inną koleją wojewódzką i bym musiał PKP.
Jest całkiem ładny powrót z Nysy. Dość wcześnie i nawet z przyzwoitym backupem (na małą przygodę)
52677
Wrzuć relację i powodzenia!
Pozdro
Wiesiek
dziś transferowałem sie na wosk...
zobaczymy jak to będzie! na finishlinie w lasach był dramat...
myjka ultradźwiękowa okazała się mocno przydatna!
1. Zapięcie - mam zawsze ze sobą coś takiego.
52544
Nie jest to realna przeszkoda ale na zakupy w sklepie może wystarczyć. Można też zabezpieczyć rower w pociągu do jakiegoś słupka aby nie upadł. No i w przypadku przestępstwa zmienia kwalifikację z przywłaszczenia na kradzież.
Jeśli wychodzisz ze sklepu i roweru nie ma, to nie jest przywłaszczenie, tylko zwykła kradzież. Przywłaszczenie jest wtedy, kiedy lokals mówi "pożycz na pół godziny" i roweru więcej nie oglądasz.
Jeśli brak jest zapiętego roweru, to można już chyba kwalifikować na kradzież z włamaniem, ponieważ kradzież wiązała się z pokonaniem zabezpieczeń.
To tak okiem prawnika-amatora.;-)
Wujot, pozazdraszczam tras do kręcenia, mieszkacie w fajnych okolicach.
siona, ja z finishlinea red jakiś czas temu zrezygnowałem na rzecz Shimano Ptfe Lube, raz że dłuzej trzyma smarowanie a dwa wcale syf mocniej nie przywiera. Na finish red, zrobienie 60km i łańcuch był suchy, na ptfe robie 100 i nadal nie trzeba smarować. Ostatnio po lasach pojezdzilem i po raz kolejny się sprawdził. W szosie po jednej aplikacji 140km mogę zrobić na Ptfe.
Co planujecie w weekend, ja chyba rozpocznę jazdę najwcześniej, bo lampa jak w południe przypali to od wysiłku położy mnie na kierze?
Jeśli wychodzisz ze sklepu i roweru nie ma, to nie jest przywłaszczenie, tylko zwykła kradzież. Przywłaszczenie jest wtedy, kiedy lokals mówi "pożycz na pół godziny" i roweru więcej nie oglądasz.
Jeśli brak jest zapiętego roweru, to można już chyba kwalifikować na kradzież z włamaniem, ponieważ kradzież wiązała się z pokonaniem zabezpieczeń.
To tak okiem prawnika-amatora.;-)
Masz rację
No dobra, już nie będę...
Jeszcze jako ciekawostkę podam, jak to z grubsza wygląda w anglosaskim systemie prawnym. Otóż jeśli zwędzisz komuś rower spod sklepu, to prokurator będzie kwalifikował to, po kolei - jako przygotowanie się do popełnienia przestępstwa, posiadanie narzędzi do jego popełnienia (cęgi), zniszczenie mienia (linka), kradzież roweru, bezprawne użytkowanie skradzionego mienia (bo rowerem odjechałeś), zakłócenie porządku, narażanie policjantów na niepotrzebny stres i co mu tam jeszcze do głowy przyjdzie, sky is the limit.
Sprawy się dodatkowo komplikują, gdy miałeś wspólnika, czyli przestępcze zawiązanie spisku, a to już gruby kaliber. Kary się sumują, więc razem wychodzi na oko 150 lat, ale na szczęście można się starać o warunkowe zwolnienie po 130-tu.:-)
(...) ja z finishlinea red jakiś czas temu zrezygnowałem na rzecz Shimano Ptfe Lube, raz że dłuzej trzyma smarowanie a dwa wcale syf mocniej nie przywiera. Na finish red, zrobienie 60km i łańcuch był suchy, na ptfe robie 100 i nadal nie trzeba smarować. Ostatnio po lasach pojezdzilem i po raz kolejny się sprawdził. W szosie po jednej aplikacji 140km mogę zrobić na Ptfe.
ja z racji specyfiki jazdy raczej nie robię takich dystansów natomiast z tego samego powodu napęd oblepia mi się masakrycznie... jeździmy głównie las i staramy się raczej singielki niż dukty. pogoda jest taka, że ziemia/piasek są dość wilgotne i przywierają niebywale szybko więc po dwóch 20km wypadach napęd wygląda jak konserwowany w syfie. nie jestem może jakimś szajbusem nakładania smaru bo nie mam na to czasu, jednak zawsze po nałożeniu łańcuchy wycieram do sucha i staram się dbać o czystość kasety i kółek... nie pomaga! co symptomatyczne ani rowery dzieciaków ani żony nie syfią się tak szybko mimo, że konserwowane tak samo ale oni po prostu jeżdżą dużo spokojniej... no i dlatego będę testował woskowanie.
52686
Tak wygląda benzyna po 2 myciu łańcucha w myjce ultradźwiękowej. Po pierwszym była smoła.
ja z racji specyfiki jazdy raczej nie robię takich dystansów natomiast z tego samego powodu napęd oblepia mi się masakrycznie... jeździmy głównie las i staramy się raczej singielki niż dukty. pogoda jest taka, że ziemia/piasek są dość wilgotne i przywierają niebywale szybko więc po dwóch 20km wypadach napęd wygląda jak konserwowany w syfie. nie jestem może jakimś szajbusem nakładania smaru bo nie mam na to czasu, jednak zawsze po nałożeniu łańcuchy wycieram do sucha i staram się dbać o czystość kasety i kółek... nie pomaga! co symptomatyczne ani rowery dzieciaków ani żony nie syfią się tak szybko mimo, że konserwowane tak samo ale oni po prostu jeżdżą dużo spokojniej... no i dlatego będę testował woskowanie.
Pomimo tego, zawsze mnie zastanwiało, że w Hameryce, nawet Ci co mają dostęp do broni, nie boją się jej użyć. Mam na myśli jako akty agresji a nie obrony. I pomimo, że w USA prawo się nie patyczkuje, jest wiele napadów, rozbojów, itp.
Czy tam aż tak ciężko o robotę, że takie sprawy mają miejsce ? No i te ucieczki przed policją, wiedzą, że Patrol HighwayMan odda strzały, to oni "próbują"....
Żyjesz tam, to napisz z Twojego punktu widzenia.
Pomimo tego, zawsze mnie zastanwiało, że w Hameryce, nawet Ci co mają dostęp do broni, nie boją się jej użyć. Mam na myśli jako akty agresji a nie obrony. I pomimo, że w USA prawo się nie patyczkuje, jest wiele napadów, rozbojów, itp.
Czy tam aż tak ciężko o robotę, że takie sprawy mają miejsce ? No i te ucieczki przed policją, wiedzą, że Patrol HighwayMan odda strzały, to oni "próbują"....
Żyjesz tam, to napisz z Twojego punktu widzenia.Pomyliłeś wątki, ale i tak nie dyskutujemy o polityce. :!:
Pomyliłeś wątki, ale i tak nie dyskutujemy o polityce. :!:
nasz dział bikerów, jest mocno wyrozumiały, czasem odchodzimy od głównego nurtu...skoro Ligo nawiązał do przestępczości, to w 2 zdaniach pewnie chętnie odpisze ;-)
Wind Mill
17-06-2021, 11:36
52686
Tak wygląda benzyna po 2 myciu łańcucha w myjce ultradźwiękowej. Po pierwszym była smoła.
Jaka jest pojemność wanienki w Twojej myjce?
nasz dział bikerów, jest mocno wyrozumiały, czasem odchodzimy od głównego nurtu...skoro Ligo nawiązał do przestępczości, to w 2 zdaniach pewnie chętnie odpisze ;-)A ja uprzedzam ze od razu zaraportuje.
W temacie przestępczości dowolne inne źródło będzie lepsze od Ligo ;-)
/Eot
Jaka jest pojemność wanienki w Twojej myjce?
nie mierzyłem ale realnie pewnie z 200ml
siona
Nie wiem co Ty z tym napędem robisz. W MTB stosuję zielony FL, czyli ten na mokre warunki i łapie syf, ale szybko i łatwo się go czyści. Robię to zaraz po każdym powrocie. Kilkanaście minut zajmuje mi wyczyszczenie łańcucha, kasety, blatu i kółek w przerzutce i nasmarowanie go. Nie jest to może stan: "można tym jeść", ale napęd jest czysty. Zielony FL jest dosyć wytrzymały, a na MTB zawsze znajdę błoto. Poddał się tylko raz, jak po dwóch burzach wysechł w pociągu i do domu ze stacji jechałem piszcząc łańcuchem. To tylko 3 km i nie chciałem lać smaru na brudny łańcuch.
W gruzie i pozostałych rowerach używam ProLink Chain Lube, który polecił Jarek i na warunki szosowe i bliskie szosowym to jest smar idealny. Wytrzymuje na łańcuchu do 200 km. Łapie bardzo mało syfu i stosunkowo łatwo się go czyści. Wytrzymał nawet 130 km jazdy gdzie pierwsze 20 km to był deszcz i trochę błota.
Jednak jeżeli przejadę się w warunkach wysokiego zapylenia, np. 50 km po szutrze typowym na wałach Wrocławia to zaczyna piszczeć już pod koniec jazdy. Rower wygląda po tym jakbym go zostawił w cementowni albo właśnie wrócił z pustyni.
Długo stosowałem smar na wosku Squirt Lube, ale po początkowej euforii jest jednak słaby. Wymagana jest wcześniejsza aplikacja, bo smar musi zaschnąć. Zatem nie można go nałożyć tuż przed jazdą. Łańcuch musi być idealnie czysty przed pierwszą aplikacją, czyli należy go wyszejkować lub umyć w takiej myjce. Syf łapie bardzo wolno, ale jak łapie to osiada on w postaci skorupy, bo wosk. Do tego jakiekolwiek mokre warunki powodują, że wypłukuje się szybciej niż czerwony FL.
Czyszczenie napędu i smarowanie łańcucha to temat rzeka w sumie i każdy ma jakieś swoje patenty i sposoby.
No u mnie łapie jak szalony...
Do tej pory jeździłem na zielonym FL a przedtem na rohloffie, prolink też kiedyś przerabiałem i nie bardzo się sprawdzał w mtb. W każdym razie ciekaw jestem doświadczenia z woskiem i stąd ta próba. Wcześniejsze nakładanie mnie nie przeraża bo zazwyczaj robię to po jeździe nie przed.
Wind Mill
17-06-2021, 12:21
nie mierzyłem ale realnie pewnie z 200ml
Dzięki. Pytam, bo się właśnie zacząłem zastanawiać czy nie kupić, a cena pewnie współgra z pojemnością.
potrzebowałem do roboty... to taki chińczyk z alleg... co ma robić robi, kosztował chyba poniżej 100
edyta
widzę są teraz za około 120
BK-9050
Wcześniejsze nakładanie mnie nie przeraża bo zazwyczaj robię to po jeździe nie przed.
Ja też tak robię. Z woskiem miałem tak, że jak jak rower za długo postał, np. przez zimę czy przez lato, to musiałem przed jazdą i tak powtórzyć smarowanie. W przeciwnym wypadku po kilkunastu km zaczynał łańcuch piszczeć.
MZ wosk w mokrych warunkach się nie sprawdzi. Może będziesz miał inne doświadczenia, ale u mnie tak było.
No u mnie łapie jak szalony...
Do tej pory jeździłem na zielonym FL a przedtem na rohloffie, prolink też kiedyś przerabiałem i nie bardzo się sprawdzał w mtb. W każdym razie ciekaw jestem doświadczenia z woskiem i stąd ta próba. Wcześniejsze nakładanie mnie nie przeraża bo zazwyczaj robię to po jeździe nie przed.
Jak się sprawdzał Rohloff ? Zawsze miał dobre opinie pod kątem wydajności.
Jak się sprawdzał Rohloff ? Zawsze miał dobre opinie pod kątem wydajności.
Używałem dawno temu Rohloffa, wydajny jest bardzo. Długo trzyma się na łańcuchu. Nawet w błocie daje sobie radę lepiej niż zielony FL, ale niestety syf łapie także lepiej niż zielony FL. Łańcuch szybko robił się czarny od brudu. Ja po zużyciu jednej buteleczki już do niego nie wróciłem.
Choć teraz tak sobie myślę, że to może być dobry smar do zimowego roweru. Tam mam tani napęd 1x9, za to rower wyciągam, jak jest śnieg, lód, sól i inne tego typu atrakcje. I tak po zimie zawsze rozbieram wszystko co się da rozebrać i czyszczę, zatem mogę to robić i po tym smarze.
Rozważałem zakup Rohloffa do szosy, w sumie używająć SH PTFE Lube, po 100km łańcuch prawie czysty.
Może przy Rohloffie po jeżdzie na jezdni byłoby podobnie.
Może na świeżo wymytym torze w hali tak, na jezdni wątpię. Nałapie kurzu i zalepi łańcuch i napęd.
Ok, zatem zostaję przy SH póki co.
FinishLine Red, stosowałem od ok 20 lat w MTB, zanim nie przeszedłem na SH PTFE, ale na szosie też się nie sprawdził, zbyt szybko się wysuszał ten suchotnik ;-)
obadamy - wyjdzie w praniu!
ryzyko kosztowe nie jest jakieś duże.
leighadams
17-06-2021, 16:34
Używam rohloffa i nie narzekam. Po każdej jeździe najpierw wycieram łańcuch suchą szmatką z większego syfu, później pianka fenwicks do czyszczenia całego napędu, wypłukanie, wysuszenie i na to rohloff i jest ok. Ale uczciwie powiem, że porównania z innymi nie mam:) Może jak się skończy obecna butelka to wypróbuję coś innego. Panowie pytanie z innej beczki, w przyszły piątek jadę z młodym na jakiś turniej piłkarski do Wałbrzycha. I tak sobie rozkminiam czy nie zabrać ze sobą crocketta. Kojarzy ktoś co by można tam było ciekawego objeździć? Najlepiej jakaś pętla ~50-75km, tak na 2-3h jazdy.
Kojarzy ktoś co by można tam było ciekawego objeździć? Najlepiej jakaś pętla ~50-75km, tak na 2-3h jazdy.
te są moim zdaniem najciekawsze. Okolice Wałbrzycha to zagłębie super tras mtb
52692
zrzut jest ze strony www.rowerem.info
pozdro
Wiesiek
@leightadams, gdzie młody ma ten turniej na stadionie w Białym Kamieniu? Szosa też może być? Zagórze polecam odwiedzić. Wyrysuje Ci coś jak wrócę i złapię oddech.
leighadams
17-06-2021, 18:29
Wujot dzięki za propozycje, obadam stronkę:-) zdyboo gdzie dokładnie turniej jeszcze nie wiem, ale nie ma problemu, żeby autem gdziekolwiek w okolicach walbrzycha podjechać:-) jak najbardziej myślałem o gravelu, także trasa z przewagą asfaltu miło widziana:) ze spokojem, mam jeszcze tydzień czasu:)
Szkoda, że piątek, a nie sobota. Kulnąłbym się ciapongiem do Wałbrzychowa i byśmy polatali razem.
leighadams
17-06-2021, 19:46
Szkoda, że piątek, a nie sobota. Kulnąłbym się ciapongiem do Wałbrzychowa i byśmy polatali razem.
Za Tobą to chyba na sztywnym holu musiałbym się zabrać;-)))
Nie przesadzaj, ja się przecież co chwilę na piwo zatrzymuję. :mrgreen:
Narysowałem. 60 km / 1000 m. Zatem lajtowo, zwłaszcza jak na okolice Wałbrzycha. Początek i koniec w Białym Kamieniu, omijasz Sobięcin i co ważniejsze Palestynę. Żebyś tam przypadkiem samochodu nie zostawił. Serio, serio.
Jedyny trudny odcinek to kilometr po DW381, blachsmrodziarze tam jeńców nie biorą. Jest odcinek po drodze leśnej, ale żadne tam kamole, choć nie ręczę co z tym zrobili drwale. Niby jest tam szlak rowerowy, ale cholera wie.
Jest malowniczy odcinek nad Jeziorem Bystrzyckim, są sztolnie Gór Sowich. No i podjazd z Walimia do Rzeczki Górnej, żebyś poczuł, że w górach jesteś. Tam będziesz miał konkret, ale krótko, bo tylko półtora kilosa. Może nawet nie poczujesz, bo będziesz rozgrzany po 3 km podjazdu wcześniej, ale ze śmiesznym nachyleniem 3-4%.
https://ridewithgps.com/routes/36457012
Jakby co to służę GPXem rzecz jasna. Bo nie wiem czy dasz radę zassać ze strony.
leighadams
17-06-2021, 22:57
O Panie pięknie dziękuję! O takie coś chodziło:-) Przy okazji stawiam browarka[emoji482]
skoro Ligo nawiązał do przestępczości
I znowu wszystko na mnie... A mowa była o linkach i o tym, że rowery jumają.
W temacie przestępczości dowolne inne źródło będzie lepsze od Ligo ;-)
No bo porządnym obywatelem trza być (tłum: obywatel - ten, który musi się obywać).
Poza tym udzielam ostrzeżenia wzrokowego.:-P
Szanowni widzieli nowe mieszczuchy od Treka?
https://www.trekbikes.com/us/en_US/bikes/hybrid-bikes/fitness-bikes/district/district-4-equipped/p/33418/?colorCode=grey
Jak ktoś chce pooglądać sobie zmagania młodych na torze to zapraszam do kibicowania, ja będę na 100%
https://dzkol.pl/2021/05/miedzywojewodzkie-mistrzostwa-mlodziczek-i-mlodzikow-2-lipca-na-torze-we-wroclawiu/
Na pewno jest tu ktoś używający bidonów Camelbak.
Czy do mycia i suszenia rozbieracie ustnik na części pierwsze? Chodzi mi o demontaż tej plastikowej rurki z membraną, o-ring itd
Czy do mycia i suszenia rozbieracie ustnik na części pierwsze? Chodzi mi o demontaż tej plastikowej rurki z membraną, o-ring itd
Raz w roku tak robię. Trochę czarnego tam się jednak zbiera mimo, że ja w bidonach mam tylko i wyłącznie wodę mineralną. Po każdym użyciu odczepiam tylko ustnik od pokrywki i pokrywkę od bidonu, suszę wszystkie trzy elementy osobno.
- - - - kolejny post - - - - - -
Jak ktoś chce pooglądać sobie zmagania młodych na torze to zapraszam do kibicowania, ja będę na 100%
https://dzkol.pl/2021/05/miedzywojewodzkie-mistrzostwa-mlodziczek-i-mlodzikow-2-lipca-na-torze-we-wroclawiu/
Jarek, Piotrek startuje? Na OK?
Jak zawody będą też po 16 to możliwe, że się zjawię. W sumie nigdy jeszcze nie byłem na wrocławskim welodromie, choć przejeżdżam niedaleko jak do fabryki cisnę.
Jeśli tego nie rozbiorę i wysuszę tak jak Ty to pojawi się pleśń, choć też piję tylko kranówkę.
Sam system pojenia z Camela jest genialny, ale upierdliwość w czyszczeniu dość duża. Mam kilka innych butelek i tam wystarczy tylko wypłukać, wysuszyć i jest git.
Widziałem jakiś poradnik na YT z rozbierania tego i kolo miał tam tak czarno, że ja bym chyba kupił nowy ustnik.
U mnie po roku dosyć intensywnego używania jest kilka malutkich kropek na jednym elemencie tego ustnika. Wystarczy szczoteczka z mydłem i znikają. Zawsze można też zostawić na noc w roztworze Corega Tabs.
Dzięki temu ustnikowi te bidony są genialne. Ja je mam zawsze otwarte, znaczy ustnik w pozycji do picia. Ustnik robi z niego kubek niekapek. Trzeba nacisnąć bidon, żeby pociekło.
Mnie jedyne co denerwuje, że nie da się ich przez ustnik opróżnić do ostatniej kropelki. Zawsze zostaje jeden łyk, który trzeba z gwinta dziabnąć.
Nie przesadzaj, ja się przecież co chwilę na piwo zatrzymuję.
to mogę potwierdzić w 100% ;)
Widziałem jakiś poradnik na YT z rozbierania tego i kolo miał tam tak czarno, że ja bym chyba kupił nowy ustnik.
U mnie po roku dosyć intensywnego używania jest kilka malutkich kropek na jednym elemencie tego ustnika. Wystarczy szczoteczka z mydłem i znikają. Zawsze można też zostawić na noc w roztworze Corega Tabs.
Dzięki temu ustnikowi te bidony są genialne. Ja je mam zawsze otwarte, znaczy ustnik w pozycji do picia. Ustnik robi z niego kubek niekapek. Trzeba nacisnąć bidon, żeby pociekło.
Mnie jedyne co denerwuje, że nie da się ich przez ustnik opróżnić do ostatniej kropelki. Zawsze zostaje jeden łyk, który trzeba z gwinta dziabnąć.
To się rozbiera bardzo łatwo, chodzi tylko o to , że po tak częstym demontażu jest ten ustnik trochę wymęczony.
Jeśli o mnie chodzi to mechanizm blokady mógłby w nim nie istnieć. Nie wiem czy ktoś to faktycznie zamyka, no chyba że do jakiegoś transportu poza rowerem, nie wiem.
To się rozbiera bardzo łatwo, chodzi tylko o to , że po tak częstym demontażu jest ten ustnik trochę wymęczony.
Dlatego ja pełny demontaż robię tylko raz w roku. Przy odczepianiu ustnika od dekla nic się nie wymęcza, bo bidony mam już kilka lat, w każdym pewnie po kilkaset razy odczepiałem ustnik od dekla i nadal nie widać zużycia, nic nie cieknie, nic się nie zdeformowało, pękło czy w jakikolwiek sposób uszkodziło. Dla jasności, suszenie dekla i ustnika wygląda u mnie tak.
52701
z doświadczeń używania camela od czasu jak ludzie nie wiedzieli co to jest ('97 chyba zacząłem) problem z zarastaniem nigdy nie był istotny bo używałem kwasku cytrynowego dość często a ustniki są wymienne i nie kosztują jakoś specjalnie dużo.
Raz w roku tak robię. Trochę czarnego tam się jednak zbiera mimo, że ja w bidonach mam tylko i wyłącznie wodę mineralną. Po każdym użyciu odczepiam tylko ustnik od pokrywki i pokrywkę od bidonu, suszę wszystkie trzy elementy osobno.
- - - - kolejny post - - - - - -
Jarek, Piotrek startuje? Na OK?
Jak zawody będą też po 16 to możliwe, że się zjawię. W sumie nigdy jeszcze nie byłem na wrocławskim welodromie, choć przejeżdżam niedaleko jak do fabryki cisnę.Tak startuje, zgodnie z regulaminem. Mają chyba 4 starty
U mnie inaczej to wygląda, reszta wygląda nierozbieralnie...
52702
Dlatego ja pełny demontaż robię tylko raz w roku. Przy odczepianiu ustnika od dekla nic się nie wymęcza, bo bidony mam już kilka lat, w każdym pewnie po kilkaset razy odczepiałem ustnik od dekla i nadal nie widać zużycia, nic nie cieknie, nic się nie zdeformowało, pękło czy w jakikolwiek sposób uszkodziło. Dla jasności, suszenie dekla i ustnika wygląda u mnie tak.
52701
Zgadza się, tylko w mojej sytuacji pleśń pojawia się właśnie w tej części, której nie rozbierasz;-)
U mnie inaczej to wygląda, reszta wygląda nierozbieralnie...
Mój ustnik też nie wygląda na rozbieralny, ale dosyć łatwo go rozebrać i złożyć. Zresztą wszystko jest rozbieralne, nie wszystko da się tylko potem złożyć. :)
Zgadza się, tylko w mojej sytuacji pleśń pojawia się właśnie w tej części, której nie rozbierasz
Rozbieram ją raz na rok. Jeżeli po roku jest tylko kilka małych kropek to nie widzę sensu robić tego częściej. Jak zacznie pleśnieć bardziej, to kupię nowy ustnik, dekiel lub nawet cały bidon. Bidony CB nie są może najtańsze, ale nie kosztują też kroci.
próbujecie używać roztworów kwasku cytrynowego do utrzymania czystości?
Nie, tylko woda i mydło.
Raz chyba użyłem coli, ale to było w terenie. Za słabo bidony wypłukałem po płynie do mycia naczyń i woda miała mydlany posmak. Przepłukałem colą, zalałem świeżą wodą i było OK. :)
to spróbuj!
robiłem tak z bukłakiem (aktualnie nie używam bo z laskami za krótkie traski) ale nadal robię tak z bidonami dziewczyn. to bardzo skuteczna metoda. kwasek cytrynowy w proszku + ciepła woda. zalać zostawić doszorować w razie konieczności. kwasek jest produktem spożywczym i nie niesie specjalnego ryzyka. również jego zgodność materiałowa jest bardzo dobra. nie przypominam sobie żeby zdarzyło mi się kiedyś uszkodzenie czegoś od kwasku.
Co najwyżej w bukłaku, a w zasadzie w wężyku, o ile z workiem nie mam problemów, tak wężyki wymieniam regularnie, bo pleśnieją.
Z czystością bidonów nie mam problemu.
do wężyków są fajne wyciory (kiedyś były w daca)
Mam ten zestaw z Decathlonu i używam. Niemniej jednak z wężykiem mam problemy. Używam bukłaków Streamer/Deuter i tam da się całkowicie rozebrać ustnik, ale po kilku takich rozebraniach puchnie o-ring i złożenie jest cokolwiek trudne. Zatem zacząłem wyciągać z wężyka cały ustnik.
Pisałem nawet w tej sprawie do Deutera, przestrzelili mnie do polskiego dystrybutora z Jeleniej Góry, który po krótkiej wymianie mejli przysłał mi dwa wężyki. Obecnie bukłaka rzadko jednak używam, bo i na MTB rzadko jeżdżę.
ja mam worek do plecaka hydropak 2l i z wężem problemów absolutnie żadnych. latam z tym ponad rok i jest czysto. Z tym, że nie wykorzystuję go jakoś mega często - podejrzewam, że około 20 razy go miałem. raz nawet na pieszej wycieczce go zalałem browcami, ale to było czyste frajerstwo bo ja te 2 litry nosiłem a do węża dossała się moja osobista ukochana "pijawka" :)
Wujot, pozazdraszczam tras do kręcenia, mieszkacie w fajnych okolicach.
siona, ja z finishlinea red jakiś czas temu zrezygnowałem na rzecz Shimano Ptfe Lube, raz że dłuzej trzyma smarowanie a dwa wcale syf mocniej nie przywiera. Na finish red, zrobienie 60km i łańcuch był suchy, na ptfe robie 100 i nadal nie trzeba smarować. Ostatnio po lasach pojezdzilem i po raz kolejny się sprawdził. W szosie po jednej aplikacji 140km mogę zrobić na Ptfe.
Shimano PTFE strasznie syfi. Masakra.
Wybierze się cepr, raz na ruski rok w górki i tak kończy karierę.52734
Wind Mill
19-06-2021, 18:14
O Matulu. Czy to coś w połowie widelca to tylna przerzutka? Była?
Cepr cały? ;)
A jak, na bogato. Cepr cały. Spszynt klynkł na prostym zjeździe na bazę. I to jest jedyny pozytyw, tego obrazu nedzy i rozpaczy.
Czy to tylko urwany hak, czy coś poważniejszego?
Hak mam w zapasie. Niestety kółko powiedziało pa pa i pojechało własnym singlem.
To bardzo nieładnie z jego strony. W tym wszystkim szkoda marnacji wyjazdu najbardziej.
A to co? Trójkąt nie strzelił?
52742
Rama cała. 6km zjazdu jeszcze popylalem.
Dobry den.
Jak Czech zrobi asfalt, to nie ma wuja we wsi.
Kwadrans po siódmej w Kamieńcu Ząbkowickim było jeszcze bardzo przyjemnie. Słońce świeciło, ale 20 stopni to jeszcze nie upał. Ruszyłem w kierunku Złotego Stoku. Zjechałem z DW390 na lokalne drogi. Nie wiem czy był to najlepszy pomysł, bo było dziurawo, a o tej porze ruch samochodów nie był jeszcze specjalnie nasilony. Za Mąkolnem zjechałem na odcinek szutrowy, aby ominąć DK46. Złoty Stok powoli budził się do życia. Ja jeszcze kawałek przejechałem drogą w remoncie i znalazłem się w rynku. Okrążyłem go i bez zatrzymywania ruszyłem w stronę granicy. Mapa pokazywała, że jest tam DDR, której nie pamiętałem z wcześniejszych wypadów, ale może coś nowego. DDR okazała się być chodnikiem, ale i tak pojechałem. Podjazd drogą krajową nie jest tym co lubię najbardziej. Na chodniku i tak nikogo nie było. Przekroczyłem granicę i ruszyłem do Bilej Vody. Początkowo nawierzchnia nie odbiegała od tej na Dolnym Śląsku, ale za tabliczką oznaczającą początek miejscowości zrobiło się gładko i tak już pozostało w zasadzie do Nysy z małym wyjątkiem na centrum Vidnavy, gdzie jest asfalt zły i kocie łby niczym na Paris-Roubaix.
Ta droga w Bilej Vodzie to nawet chyba świeżo po remoncie jakoś, bo miejscami jeszcze było widać czarny asfalt, a nie szary już pojeżdżony.
Jechałem drogą graniczną. Droga była w Czechach, a pola po mojej lewej w Polsce. Od czasu do czasu nawet było widać dawne kamienne słupki graniczne i tablice: "Pozor! Statni hranice". Od naszej strony zostały tylko słupki po oderwanych tabliczkach, obecnie przypominające krzyże. Dopiero przed Javornikiem odkleiłem się od granicy. Zanim przejechałem do Bernartic, odbiłem do Uhelny podziwiając panoramę Rychlebskich Hor dojechałem do Vidnavy. Mogłem bez problemu podziwiać widoki, a nie skupiać się na omijaniu dziur w jedni. Zrobiło się ciepło, ale jeszcze znośnie. Przed godziną dziesiątą jednak knajpa na vidnavskim rynku dopiero szykowała się do przyjęcia klientów.
Z Vidnavy zwykle jechałem na Kałków i dalej do Otmuchowa, ale tym razem postanowiłem się jeszcze przejechać po Czechach i pagórkami ruszyłem w stronę Sławniowic. Podjazdy nie były długie, ale potrafiły być konkretne. Szczęśliwie większość w cieniu. Dotarłem do skrzyżowania, na którym wróciłem do Polski, tym razem do województwa opolskiego. Moje obawy co do powrotu na polskie dziurawe drogi nie sprawdziły się. Postarali się i droga do Nysy jest gładka jak ta w Czechach. Jedyny błąd jaki popełniłem to w Kopernikach należało ominąć wieś i jechać dalej po gładkim. Odcinka Koperniki - Siestrzechowice nie polecam. Oba szlaki Euro Velo 9 są spoko.
Przed Nysą wjechałem na wał i ciesząc oczy widokiem Jeziora Nyskiego dojechałem do miasta. Nysa mnie nie zachwyciła, do tego poczułem, że zaczyna być naprawdę gorąco, a była dopiero 11. Przejechałem przez bramkę z mgiełką wodną, zjadłem niesmaczne i drogie lody oraz wypiłem pierwsze tego dnia piwo. Ruszyłem w stronę Ziębic. Do Lipnik było cały czas pod górę, nie stromo, ale ciągle w górę. Nawierzchnia już nie była taka fajna, ale jeszcze nie było dramatu. Dramatem okazała się temperatura. termometr w Garminie pokazywał mi 35 stopni. Jazda była jeszcze spoko, ale przy każdym zatrzymaniu w słońcu czuć było jak skóra jest praktycznie parzona. Zdałem sobie sprawę, że w tych warunkach nie dojadę do Strzelina, gdzie miałbym jeszcze jeden i to znacznie konkretniejszy podjazd do zrobienia.
Zjazd do Ziębic wypadł nieszczęśliwie za samochodem co wiózł asfalt do naprawy dróg i gubił ładunek. Do opona przykleiło się pełno kamyków i lepiku.
W Ziębicach, pizza, piwo i pociąg. Mimo, że przyspieszony to jednak opóźniony o kwadrans, ale z opcją zmiany i że przepraszają. Podjechał zmodernizowany kibel w barwach Kolei Dolnośląskich. Na szczęście modernizacja objęła klimatyzację. Potem jeszcze krótki powrót przez rozgrzany jak patelnia Wrocław, myjka i dom.
Odcinek od Bilej Vody do Nysy to jest szosowy sztos. Przyjemnie pofałdowany, przyjemnie gładki i przyjemnie widokowy. Czesi mają dobre drogi i wynika to chyba z dwóch rzeczy, porządnie je robią oraz naprawiają to co u nas nie jest postrzegane nawet jako uszkodzenie nawierzchni. Na pewno będę tam wracał. Tylko może późniejszym pociągiem, żeby czeskie piwo było już dostępne. No i na pewno przy niższej temperaturze.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5495999471
Fotosy:
52755
Droga graniczna. Droga w Czechach, dom w Polsce. Ciekawe jak się tam żyło jak jeszcze granica była pilnie strzeżona.
52756
Czeska krajówka do Javornika, widok na Rychlebskie Hory i Hruby Jesenik
52758
Zamek w Javorniku.
52759
Horni Fort. Dzwonnica z figurą Św. Jana Nepomucena.
52760
Zamek w Javorniku na tle Rychlebskich Hor.
52761
Droga graniczna, ale tym razem dom i droga po stronie czeskiej.
52762
Droga do Nysy, ale rzut oka za plecy na Hruby Jesenik.
52763
Boczne drogi kuszą, ale trzymam się planu.
52764
Chyba za bardzo na wschód pojechałem.
52765
Pod jakim innym wezwaniem mógłby być kościół w Kopernikach.
52766
Jezioro Nyskie
52767
Nysa
52768
Nysa
52769
Eee, Podlasie?
52770
Wentylatory tego dnie nie produkowały wiatru.
52771
Smutne, ale prawdziwe.
52772
Zabijanie nudy w oczekiwaniu na ciapong.
Dzięki, podziwiam determinację (upał)
Maviki chyba zrobiłem, a przynajmniej tylne. Wczoraj w obu kołach wymieniłem taśmę, wentyle i zalałem świeżym mlekiem. Przejechałem się 10 kilosów mimo tego upału, co rozprowadziło mleko i uszczelniło koła. Nawet jak dziś rano brałem gruza, to macnąłem opony crossa i były twarde. Teraz sprawdzałem i z przedniej jednak trochę schodzi. Kiedyś się przyłożę bardziej do wyczyszczenia brzegu opony z zaschniętego mleka. Na razie jeździć, obserwować.
Ci co czytali relację z soboty, zapewne widzieli, że na zjeździe do Ziębic jechałem za samochodem co gubił lepik i miałem całe opony oblepione. Dziś bujnąłem się przed zdalną i przez całą jazdę tylko słyszałem cyk - cyk. Od tych kamyczków w lepiku.
Po zdalnej zabrałem się za czyszczenie opony. Oczyściłem jedno miejsce, obracam koło i co ujrzałem? Centralnie wbitą pinezkę. Przejechałem 50 km z pinezką w oponie. Pinezkę wbiłem prawdopodobnie w bramie, gdzie odpadła z tablicy ogłoszeń lub tuż przed bramą. Po wyjęciu tylko trochę powietrza uciekło i zaraz uszczelniacz zalepił. Oczywiście łeb pinezki był odpowiedzialny za to poranne cykanie.
Mimo wszystkich minusów, to jednak fajna technologia ten cały tjubles. Jedyne co to trzeba się przyłożyć do oczyszczenia opony lub zakładać nowe opony albo takie po dętkach. I z mojego doświadczenia wychodzi, ze koniecznie trzeba się przejechać zaraz po zalaniu, żeby dobrze mleko rozprowadzić wewnątrz koła.
mam tublesy już jakiś czas - delikatne schodzenie to jednak u mnie norma jest. nie są to jakieś duże wartości ale troszku ubywa.
Ja już teraz mam trzy rowery na bezdętkach.
W MTB pierwsze koła i opony robili mi w serwisie sklepowym, gdzie kupowałem rower. Jak tylko zadzwonili, że ma być, to powiedziałem, że ma być od razu mleko. Było tak sobie, bo przed każdym weekendowym wyjazdem musiałem dopompować.
Obecne koła z nowymi oponami uszczelniał mi mój mechanik i te trzymają długo ciśnienie. Myślę, że jakbym częściej na MTB jeździł to tak raz na trzy tygodnie bym musiał pompować. Choć i tak pewnie bym to robił przed każdym wyjazdem, bo lubię mieć w tym rowerze ciśnienie w punkt.
Koła w gruzie i crossie uszczelniałem sam. O ile gruz spoko, tak cross z przygodami. Nabieram jednak wprawy i wyciągam wnioski. :)
siemalysy
21-06-2021, 20:23
Tomek fajna relacja :) Że w taki gorąc chciało się tyle Tobie jechać... Szacun :)
Z tubelless wielu miało swoje przygody :) Kolega niecały tydzień przed wyjazdem w góry zdecydował się przejść na system bezdętkowy. Skończyło się na tym, że w niedzielę po 20 dzwonił i pytał jak ja pompowałem bo on nie może pompką opony uszczelnić na rantach. Pożyczyłem mu swój wynalazek i dopiero mu poszło, ale też nie bez przygód. Powietrze uchodziło mu z łączenia obręczy. Dopiero jak zalał mlekiem i trochę pojeździł koło się uszczelniło.
W ubiegłym tygodniu zaobserwowałem, że schodzi mi powietrze z tylnego koła. Przekonany byłem, że doleję mleka i będzie po temacie. Tak też zrobiłem piątkowego popołudnia. Dolałem mleczka, potrząchałem kółkiem, poleżało ono po kilka minut na każdym boku. W sobotę z rana mieliśmy z żoną iść na rower, a w moim tylnym kole z ciśnienia rzędu 2 bary zostało 0,9 bara. Napompowałem koło i mieliśmy iść, ale planując wyjście z kobietą na 10 kończy się tym, że o 10 nie jest jeszcze gotowa. Dzięki temu miałem czas, żeby nalać wody do brodzika i zobaczyć skąd schodzi powietrze. Schodziło na ok. 20 mm rozwarstwieniu opony przy jej rancie. Opona do kosza. Można było ratować się dętką, ale to moim zdaniem mijało się z celem.
Wyjście na rower zmieniło się w wyjście do rowerowego. Nigdzie na miejscu nie były dostępne opony, które chcę kupić, a też nie chciałem kupować Bontragera, którego miałem, a chciałem też mieć rower do jazdy na kolejny dzień, więc doraźnie na próbę kupiłem Hutchinson Taipan. Opona cholernie ciężko wchodzi na obręcz, ale jak już się tą operację przezwycięży to uszczelnia się wzorowo. Wystarczyło za pomocą pędzelka posmarować ranty wodą z płynem do naczyń. Do ułożenia i uszczelnienia opony wystarczająca była pompka podłogowa.
W najbliższy weekend jadę kolejny raz w dolnośląskie :) Tym razem trasy na 3 dni opracował kolega. Bazę będziemy mieć w Świerzawie. Plan jest następujący:
- Pierwszego dnia odwiedzamy Złotoryje i objeżdżamy trasę Mega Bike Maratonu po czym wracamy do Świerzawy.
- Drugiego dnia kierujemy się na południe. Objeżdżamy Kaczawskiego Singla Dłużek. Dalej szlakiem rowerowym jedziemy na Radomierz - Trzcińsko - Janowice Wielkie. Z Janowic w kierunku ruin schroniska Różanka, dalej na wschód na Płoninę i przez Młysłów i Dobków wracamy do Świerzawy.
- Trzeciego dnia rozjazd na lekko i bez plecaków jedziemy objechać single, które zrobiliśmy w ubiegłym roku: Dwa Wąwozy, Pod Grzybkami, Gozdno 1 i Gozdno 2.
Taki jest plan, ale rzeczywistość i pogoda zweryfikuje co się uda zrobić ;)
Dzięki Michał. Gorąco było tylko tak naprawdę na ostatnich 30-35 km. Nawet trochę żałowałem, że się w Nysie zatrzymałem, ale z drugiej strony potrzebowałem przerwy, bo wchodziła bomba i lepiej było odpocząć w Nysie niż gdzieś w lesie.
Jak na trasie z Nysy do Ziębic zatrzymywałem się na te kilka zdjęć, to czułem jak słońce zaczyna parzyć skórę. To był główny powód, że nie kontynuowałem do Strzelina.
Na przykład dziś rano od 5-6 jechało się super. 17-18 stopni, lekki wiatr, przyjemny poranek. Od 6-7 już słońce było wyżej, już czułem ciepło na rękach, ale nadal nie było dramatu, bo nadal było tylko 20-22 stopnie.
Koło 16 dziś za to przeszła burza, grad wielkości czereśni, zalane ulice, brak prądu w niektórych miejscach. Tyle, że dziwne bo stacja benzynowa wygaszona, a przylegający do niej paczkomat działa normalnie. Lidl 50 metrów od stacji też z prądem.
Teraz na zewnątrz są 24 stopnie i nawet powoli się schładza wewnątrz. Weekend zapowiadają niestety deszczowy, ale w miarę jego upływanie ma być lepiej.
W Kaczawskich uważajcie. Świetne góry, ale nie należy ich lekceważyć. Jesienią 2019 wybrałem się w Kaczawskie i mimo całego niemal sezonu za mną to 1200 m / 40 km poczułem mocno. No i było trochę wypychu.
Z kaczawskich singli przejechałem tylko pełną pętlę Okole. Całkiem spoko jak na moje umiejętności i ogólnie single, za którymi przecież nie przepadam. Znaczy widoków z nich nie ma żadnych, ale pętla bardzo płynny przejazd oferuje.
Jak z Płoniny do Bokowa planujecie jechać rowerowym to możliwe, że będziecie pchali, tam jest fragment ze średnim nachyleniem 10% (75m / 0,75 km). Powodzenia i bawcie się dobrze.
u mnie schodzi delikatnie - w ciągu tygodnia 0,1-0,15 bara. z tym, że jak wiesz ja nie jeżdżę w tygodniu bo nie mam jak. zauważyłem, że jeżdżone rowery mają mniejsze spadki. no i moje opony są na niskim ciśnieniu więc też naturalnym jest, że siły dociskające do rantu są mniejsze.
Z kaczawskich singli przejechałem tylko pełną pętlę Okole. Całkiem spoko jak na moje umiejętności i ogólnie single, za którymi przecież nie przepadam. Znaczy widoków z nich nie ma żadnych, ale pętla bardzo płynny przejazd oferuje.
Jak z Płoniny do Bokowa planujecie jechać rowerowym to możliwe, że będziecie pchali, tam jest fragment ze średnim nachyleniem 10% (75m / 0,75 km). Powodzenia i bawcie się dobrze.
Obok singla na Okolu jest bardzo ładna platforma widokowa (do wjazdu). koniecznie do zaliczenia.
Z Płoniny do Bolkowa można jechać bądź przez Pastewnik (super widoki na Karkonosze i Rudawy Janowickie) lub Stare Rochowice (a dalej albo polami przez Wierzchosławiczki albo 383 która od czasów obwodnicy jest spokojniejsza)
Wydaje mi się, że w tym kierunku pchania nie będzie bo wymagającyb podjazd jest pod/za Pastewnik od Bolkowa...
Mam nadzieję, że będziecie przejeżdżać obok wyrobisk (i wapienników) w Mysłowie. Warto tam pobuszować.
leighadams
22-06-2021, 19:54
Jak już wałkujemy temat opon i mleka, to macie jakiś swoich faworytów do gruza w rozmiarze 38c-40c?? Chciałbym też spróbować mleczka, w związku z tym zakup nowych opon jak najbardziej wskazany. Używane powiedzmy w stosunku 75% asfalt 25% szutry. Z tego co poczytałem to polecają Panaracere Gravelkingi, Schwalbe g-one, ale może ktoś jeszcze ma coś sprawdzonego to chętnie posłucham:)
siemalysy
22-06-2021, 20:18
Obok singla na Okolu jest bardzo ładna platforma widokowa (do wjazdu). koniecznie do zaliczenia.
Z Płoniny do Bolkowa można jechać bądź przez Pastewnik (super widoki na Karkonosze i Rudawy Janowickie) lub Stare Rochowice (a dalej albo polami przez Wierzchosławiczki albo 383 która od czasów obwodnicy jest spokojniejsza)
Wydaje mi się, że w tym kierunku pchania nie będzie bo wymagającyb podjazd jest pod/za Pastewnik od Bolkowa...
Mam nadzieję, że będziecie przejeżdżać obok wyrobisk (i wapienników) w Mysłowie. Warto tam pobuszować.
Dzięki Michał. Gorąco było tylko tak naprawdę na ostatnich 30-35 km. Nawet trochę żałowałem, że się w Nysie zatrzymałem, ale z drugiej strony potrzebowałem przerwy, bo wchodziła bomba i lepiej było odpocząć w Nysie niż gdzieś w lesie.
Jak na trasie z Nysy do Ziębic zatrzymywałem się na te kilka zdjęć, to czułem jak słońce zaczyna parzyć skórę. To był główny powód, że nie kontynuowałem do Strzelina.
Na przykład dziś rano od 5-6 jechało się super. 17-18 stopni, lekki wiatr, przyjemny poranek. Od 6-7 już słońce było wyżej, już czułem ciepło na rękach, ale nadal nie było dramatu, bo nadal było tylko 20-22 stopnie.
Koło 16 dziś za to przeszła burza, grad wielkości czereśni, zalane ulice, brak prądu w niektórych miejscach. Tyle, że dziwne bo stacja benzynowa wygaszona, a przylegający do niej paczkomat działa normalnie. Lidl 50 metrów od stacji też z prądem.
Teraz na zewnątrz są 24 stopnie i nawet powoli się schładza wewnątrz. Weekend zapowiadają niestety deszczowy, ale w miarę jego upływanie ma być lepiej.
W Kaczawskich uważajcie. Świetne góry, ale nie należy ich lekceważyć. Jesienią 2019 wybrałem się w Kaczawskie i mimo całego niemal sezonu za mną to 1200 m / 40 km poczułem mocno. No i było trochę wypychu.
Z kaczawskich singli przejechałem tylko pełną pętlę Okole. Całkiem spoko jak na moje umiejętności i ogólnie single, za którymi przecież nie przepadam. Znaczy widoków z nich nie ma żadnych, ale pętla bardzo płynny przejazd oferuje.
Jak z Płoniny do Bokowa planujecie jechać rowerowym to możliwe, że będziecie pchali, tam jest fragment ze średnim nachyleniem 10% (75m / 0,75 km). Powodzenia i bawcie się dobrze.
Dziękuję chłopaki za odzew i wskazówki :)
Plan jest taki, żeby z Płoniny pojechać żółtym szlakiem w kierunku Księżej Góry i DK3. Za DK dalej żółtym przez Mysłów do Radzimowic. Stamtąd już niebieskim szlakiem i rowerowym Szlakiem Zamków do czarnego. Kawałek czarnym i odbicie na zielony i nim aż do Dobkowa.
Wiadomym jest, że nie obędzie się bez krojenia i szycia na nowo planu. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)
Jak już wałkujemy temat opon i mleka, to macie jakiś swoich faworytów do gruza w rozmiarze 38c-40c?? Chciałbym też spróbować mleczka, w związku z tym zakup nowych opon jak najbardziej wskazany. Używane powiedzmy w stosunku 75% asfalt 25% szutry. Z tego co poczytałem to polecają Panaracere Gravelkingi, Schwalbe g-one, ale może ktoś jeszcze ma coś sprawdzonego to chętnie posłucham:)
TUFO Gravel Speedero.
Gravelking SK Plus mam w crossie w rozmiarze 35 mm i są bardzo spoko. Idą jak złe po szutrze i asfalcie. Choć na gładkim asfalcie potrafią być nieco głośne przez te klocki. Mocno sypią na około drobnym szutrem, który włazi między klocki bieżnika i siła odśrodkowa go wyrzuca w losowych momentach. Na szczęście w crossie mam pełne błotniki i nie jest to upierdliwe, ale w rowerze bez błotników szybka jazda po drobnym szutrze, jakim np. wysypują wrocławskie wały przeciwpowodziowe, to piasek w zębach.
Schwalbe C-One All Around 40 mm miałem w crossie przed Gravelkingami i na dętkach były OK, ale bieżnik tylnej schodził w oczach. Miałem też przez jakiś czas na tylnym kole w gruzie z mlekiem. Strasznie pociła mi się mlekiem. Na bocznych ściankach można było zauważyć białe krople. Beżowy bok opony był cały czas brudny od syfu przylegającego do wypoconego mleka. Może nie lubi się z mlekiem Stans, ale przy zmianie kół z ulgą się jej pozbyłem. Szybko też traciła ciśnienie, ale to mogło być zasługą mojego niespecjalnie udanego uszczelniania. Podobno też sypią piachem i szutrem. Mnie to na crossie, jeszcze wtedy bez błotników, nie przeszkadzało, bo mam tam bardzo szeroką dolną rurę ramy. Jednakże raz na dojeździe do fabryki, pewien jegomość mi się skarżył, że nie może mi na kole siedzieć, bo za bardzo piachem i żwirem dostaje. :mrgreen: W sumie to kij mu w szprychy, chcesz siedzieć na kole to najpierw zagadaj.
Vittoria Terrano Dry 38C, były w zestawie z gruzem zeszłorocznym. Całkiem spoko. Dawały serio radę na szosie i w terenie. 3,2 kkm pod stukilową dupą wystarczyło do tego, żeby bieżnik tylnej się wyzerował w centrum. Pewnie bym jeszcze na nich pojeździł, ale połamałem ramę.
Tufo Speedero 40 mm, przednia od nowości w tegorocznym gruzie od Hultaja. Tylna też była na początku, ale podczas pierwszej jazdy pod koniec lutego, jakiś syf na jeszcze pozimowej jezdni tak ją przebił, że mleko z niej wyciekało, a na bekon lub zatyczkę było jeszcze za mało. Zdjąłem po ok. 200 km zalepiłem zwykłą łatką do dętek od środka i poszła do pudełka bo na tył wstawiłem G-One. Założyłem znowu jak przyszły koła od Dandy Horse, czyli 2 czerwca, obecnie ma już najechane na tych kołach ponad 1 kkm i dobrze mi leży. Daje radę na szosie i suchym terenie. Na błocie się ślizga, ale jak każda z powyżej opisanych. Gruz to mimo wszystko nie jest rower na błoto. To na niej właśnie przejechałem wczoraj 50 km z wbitą pinezką. :)
Więcej nie miałem okazji przetestować.
Poleciłbym Ci Tufo w wersji Speedero lub Thundero, ale przy tych proporcjach szosa/teren to jednak Speedero lub Gravelkingi SS Plus czyli te z prawie gładkim środkiem i bieżnikiem po bokach. Generalnie gruz to także wielki powrót opon semislick, które 20 lat temu były domyślną opcją w niemal każdym rekreacyjnym MTB, a potem prawie wymarły, bo brakowało roweru pod taką oponę.
Zwróć uwagę na maksymalne ciśnienia na mleku. Na przykład Panaracer dla Gravelkingów 35 mm podaje maks. 4 bary na mleku i 4,5 dla dętki. Opona 35-40 mm nabita do 4 barów jest już dość konkretnie twarda. Ja tak pompuje tylko na +/-100% szosę, na mieszane warunki 3,5-3,75 bara zapodaję na tył. Przód 3,5 bara na szosę i 3 bary na mieszane. Przypominam, ze ja ważę 100 kg. Nie bój się też eksperymentować z niskim ciśnieniem, choć prawdziwa zabawa z niskim ciśnieniem to dopiero powyżej 2". W MTB zmiana ciśnienie o 0,1 bara może odczuwalnie wpłynąć na sposób prowadzenie się roweru.
leighadams
22-06-2021, 21:18
matomi zdyboo dzięki bardzo! zdyboo po raz kolejny wyczerpał temat:))) niedługo będę chyba musiał podjechać do wrocka z jakimś 4packiem:-) Obecnie jeżdżę na vittoria trail tech i w sumie pasuje, ale chcę wypróbować mleczko, a to dobry moment na nowe gumy. Także wlecą albo tufo albo gravelkingi. Pomyślimy.
zdyboo czy ja dobrze czytam, że od 2 do 22 czerwca zrobiłeś 1k km?! Zazdroszczę i podziwiam.
Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
@zbydoo twarda bestia jest!
czy ja dobrze czytam, że od 2 do 22 czerwca zrobiłeś 1k km?!
Tak, w końcu. Tauzen w miesiącu miał być już w maju, ale jakaś dziwna kontuzja prawego kolana wycięła mi półtora tygodnia jazdy, a i potem raczej nie przeginałem i trochę brakło. :)
Dziękuję chłopaki za odzew i wskazówki :)
Plan jest taki, żeby z Płoniny pojechać żółtym szlakiem w kierunku Księżej Góry i DK3. Za DK dalej żółtym przez Mysłów do Radzimowic. Stamtąd już niebieskim szlakiem i rowerowym Szlakiem Zamków do czarnego. Kawałek czarnym i odbicie na zielony i nim aż do Dobkowa.
Wiadomym jest, że nie obędzie się bez krojenia i szycia na nowo planu. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)
Chciałem się przyjrzeć temu planowi ale za dużo niewiadomych. Wyszło mi np. coś takiego (bez odwiedzania singletracków)
52862
Czy nocujecie w Villa Greta? A wcześniej w Płoninie?
siemalysy
23-06-2021, 21:33
Nocujemy w Świerzawie. Nie pamiętam dokładnie gdzie. Ale nie jest to na pewno żadna wypasiona miejscówka.
Trasa wg planu na drugi dzień ma wyglądać jak poniżej. Gdybyś chciał zerknąć dokładniej, to tu masz gpxa (https://drive.google.com/file/d/1rpq_jVbipvUCHPT9bFwScEKvc_R4ECbK/view?usp=sharing):)
52865
Michał, ja nie pomogę. Byłem bardziej na zachód od tego co planujecie.
siemalysy
23-06-2021, 21:56
Tomek luzik :) Jak objedziemy, to po powrocie postaram się wrzucić kilka słów i zdjęć :)
Zawsze chętnie czytam. Chciałem zaproponować wizytę w Browarze Miedzianka, skoro już w Janowicach Wielkich będziecie, ale bez sensu dymać taki podjazd, żeby tylko napić się piwa.
Nocujemy w Świerzawie. Nie pamiętam dokładnie gdzie. Ale nie jest to na pewno żadna wypasiona miejscówka.
Trasa wg planu na drugi dzień ma wyglądać jak poniżej. Gdybyś chciał zerknąć dokładniej, to tu masz gpxa (https://drive.google.com/file/d/1rpq_jVbipvUCHPT9bFwScEKvc_R4ECbK/view?usp=sharing):)
A już wiem skąd nieporozumienie - są dwie Księże Góry. Fajna trasa mniej więcej połowę znam. Są też Góry Ołowiane, które mam w planach od paru lat. Dłużka też jeszcze nie zaliczyłem - reszta Was nie zawiedzie. To jest wymagająca trasa. Zresztą Góry Kaczawskie (w przeciwieństwie do Pogórza) są często naprawdę trudne.
Pozdro
Wiesiek
Tak, w końcu. Tauzen w miesiącu miał być już w maju, ale jakaś dziwna kontuzja prawego kolana wycięła mi półtora tygodnia jazdy, a i potem raczej nie przeginałem i trochę brakło. :)To te nowe koła tak niosą :-)
siemalysy
23-06-2021, 22:31
A już wiem skąd nieporozumienie - są dwie Księże Góry. Fajna trasa mniej więcej połowę znam. Są też Góry Ołowiane, które mam w planach od paru lat. Dłużka też jeszcze nie zaliczyłem - reszta Was nie zawiedzie. To jest wymagająca trasa. Zresztą Góry Kaczawskie (w przeciwieństwie do Pogórza) są często naprawdę trudne.
Pozdro
Wiesiek
W ubiegłym roku byliśmy w Kaczawach. Jechaliśmy szlakiem wygasłych wulkanów, może nie w 100%. Startowaliśmy z Myśliborza. Bazę mieliśmy w Proboszczowie. Następnego dnia wracaliśmy do Myśliborza. Liczę na dobry wyjazd. Pogoda nie będzie idealna, ale ostatnio u nas to norma. Bez deszczu się nie liczy ;)
Zawsze chętnie czytam. Chciałem zaproponować wizytę w Browarze Miedzianka, skoro już w Janowicach Wielkich będziecie, ale bez sensu dymać taki podjazd, żeby tylko napić się piwa.
Tomek miło mi :)
W Miedziance byliśmy w Maju. W Browarze Miedzianka byliśmy w maju. Pierwszy raz tylko na popasie, a w drodze powrotnej smakosze zajechaliśmy autem, żeby smakosze piwa mogli zrobić zapasy :)
To te nowe koła tak niosą :-)
Też, ale chyba koncepcja gruza siadła u mnie jak rzadko. W zeszłym roku miałem tydzień urlopu gdzie nakręciłem gruzem ponad 500 km.
Kolejny tydzień urlopu się zbliża. ;)
- - - - kolejny post - - - - - -
W ubiegłym roku byliśmy w Kaczawach. Jechaliśmy szlakiem wygasłych wulkanów, może nie w 100%. Startowaliśmy z Myśliborza. Bazę mieliśmy w Proboszczowie. Następnego dnia wracaliśmy do Myśliborza. Liczę na dobry wyjazd. Pogoda nie będzie idealna, ale ostatnio u nas to norma. Bez deszczu się nie liczy ;)
Michał, w kwestii technicznej to mylisz Pogórze Kaczawskie z Górami Kaczawskimi. Szlak wygasłych wulkanów i ogólnie Park Krajobrazowy Chełmy to Pogórze Kaczawskie. W Góry Kaczawskie zamierzacie pojechać dopiero teraz. :)
siemalysy
23-06-2021, 22:43
...
Michał, w kwestii technicznej to mylisz Pogórze Kaczawskie z Górami Kaczawskimi. Szlak wygasłych wulkanów i ogólnie Park Krajobrazowy Chełmy to Pogórze Kaczawskie. W Góry Kaczawskie zamierzacie pojechać dopiero teraz. :)
No ładnie. Nie byłem tego świadomy. Dziękuję za wyjaśnienie :)
Też, ale chyba koncepcja gruza siadła u mnie jak rzadko. W zeszłym roku miałem tydzień urlopu gdzie nakręciłem gruzem ponad 500 km.
Kolejny tydzień urlopu się zbliża. ;)
No i fajnie. Niech się kręci. U mnie w zeszłym tygodniu też prawie 500 wskoczyło. Ale to tylko z braku czasu :D
Mi w 4 miesiące wskoczyło 850km, rok temu miałem 500 więcej. Praktycznie do czerwca wiało i było zimno.
Tomka to podziwiam szczerze! on zimą robi więcej niż ja latem...
Maciek, teraz już nie jeżdżę tyle zimą. Od marca 2020 jestem na zdalnej i zimą tylko okazyjnie dymam do fabryki, raz w tygodniu tak mniej więcej.
W sumie to wychodzi mi, że latem lepiej na zdalnej, bo o 16 wyłączam kompa i 2-3 godziny mam na jazdę. Oczy od kompa odpoczywają. W zimie mi się nie chce, bo na zimno to się jeszcze umiem ubrać, ale noktowizora w oczach nie mam. Zatem lepiej było dymać do roboty rowerem, bo nie ma, że ciemno, ślisko czy pada.
spoko spoko - najbliższej zimy i tak mnie podliczysz w miesiąc... jak cię znam :D
A u mnie standardowo 5000 w pół roku, pewnie kolejny rok pyknę 10kk:)
W maju miałem ponad tysiaka, w czerwcu idę na 1200 :)
Ja w tym roku na razie mam o tysiąc mniej niż zwykle miałem o tej porze. Chyba głównie przez pogodę. Choć kontuzje i inne takie, jak na przykład dzisiejsza wizyta u dentysty, też swoje odebrały.
Jutro do fabryki, jak nie będzie padało, to pojadę dłuższą trasą, może tym razem mnie nie będzie musiał kumpel zgarniać samochodem z końca świata.
W sierpniu planuję dwa tyg. urlopu i chcę pyknąć trasę 200 km, ale jeszcze zobaczymy co z tego wyjdzie. Raczej w tym roku nie ujadę dychy, ale już kilka razy ujechałem i zaczyna mi się to nudzić. ;)
W każdym razie na zdalnej, w sezonie dobrej pogody mi tygodniowy kilometraż podskoczył do 300+, w stosunku do 200-250 przy codziennej jeździe do fabryki.
Jarek, w czerwcu 1200 to luźną gumką najadę. W zasadzie w niedzielę już powinienem mieć nawet więcej. W sobotę deszcze niespokojne zapowiadają, zatem lepiej będzie pojechać w niedzielę. Muszę przejrzeć swoje portfolio tras, co by tu pyknąć. :)
Jakby nie ten upał w zeszło sobotę to pewnie jutro by mi strzeliło 1,2 kkm. Zostało mi poniżej stówy, jeden wypad na piwo do Mietkowa czy Urazu i po zawodach. :mrgreen:
leighadams
24-06-2021, 21:26
Szczerze podziwiam te Wasze przebiegi. Mi jak uda się wygospodarować czas na 2 wypady w tygodniu po 2-3h to już jest huk i jestem cały happy[emoji3] Nie wiem, może trzeba zacząć pić więcej piwa to i przebiegi wzrosną [emoji6] Dzisiaj udało się wyskoczyć na 1,5h do pobliskiego lasu na pętelkę MTB. Ale dziwnie, jakoś tak miękko w porównaniu do gruza, reba wszystko wybierała jak nigdy[emoji6]
Jak wskakuję na swoje XC to też mam miękko a jeżdżę tymi samymi trasami co szosą ;-)
Tyle że tam gdzie na jezdni dziurska, itp. to na XC przemykam 30km/h a na szosowym bym musiał zwalniać do 10.
No i wybieranie jak w Twojej Rebie, zawsze miękko i do przodu.
Szosa pokazuje zęby jak dobra nawierzchnia i wówczas na XC mam wrażenie, że się wlekę całą wieczność.
Szczerze podziwiam te Wasze przebiegi. Mi jak uda się wygospodarować czas na 2 wypady w tygodniu po 2-3h to już jest huk i jestem cały happy[emoji3]
u mnie to samo! 50 km w tygodniu to jest już mega fajnie!
u mnie to samo! 50 km w tygodniu to jest już mega fajnie!Jakiś czas temu zrobiłem ponad 60km na raz, mój rekord i raczej nigdy więcej już nie powtórzę, nic w tym przyjemnego. Mnie męczy oprócz wysiłku [emoji14] sama monotonia.
Teraz lato, to roweru używam do dojazdów, np na siłkę i w takich momentach uwielbiam mój rower.
Całodniowe wypady? A idź Pan.. ile to czasu straconego na szereg innych czynności :-)
nie no!
20-25 to robimy z laskami na lajcie w lekkim/umiarkowanym terenie z przystankami, popasem itp
jak się uda w sobotę i niedzielę + możej jeszcze w tygodniu po pracy (ale tylko czerwiec i lipiec bo potem to już za ciemno) dorzucimy 10-15 ma mały przelocik to sumarycznie wyjdzie z 60-70 i wtedy jesteśmy radośni.
leighadams
25-06-2021, 10:14
A mi akurat się marzy wyjść z rana na rowerek i tak bez żadnej spinki podeptać spokojnie ~6-8h :-) Ogladam foty i czytam relacje ludzi z maratonów gravelowych typu ultrasudety gravel race itp. i mnie nosi, ale wiem, że w tym roku bez żadnego przygotowania to nie ma szans. Ale w przyszłym roku taki wypad czemu nie. Np taki sabat gravel, ale na dystansie 250km why not[emoji3] W tym roku to chciałbym tylko zaliczyć jakiś jednorazowy wypad > 100km tak na zachętę:) Dzisiaj miała być pętla w walbrzychu, ta co zdyboo wyrysował i dooopa, auto rano nie odpaliło, aku całkiem zdechło. Także młody pojechał z kolegami, a ja dom i praca.
3x15 km to ja dziennie do pracy jadę :-) tylko z tego mam 600-800km na m-c
50 km w terenie to 3-4h razem z żoną z przerwą na focenie :-)
Wg mnie największym wrogiem dłuższych dystansów jest nudny krajobraz, ja staram się tak dobierać trasy, żeby po drodze było kilka ciekawych miejsc.
my nie lubimy asfaltować za bardzo dlatego dobieram zawsze coś po lesie. w miarę możliwości staram się korzystać z leśnych singielków a i jak się popas nad jakimś zbiornikiem trafi to już jest mega. wtedy te 25 w 3-3,5h robi się przyjemnie i bez nudy.
W górach na MTB to inna historia, ja 95% kilometrów robię na szosie, do tego często jeżdżę z synem i jego klubem, wtedy takie 55-60km w 2h to norma.
Pytanie z czego czerpiemy przyjemność, z dojazdów sporadycznie, z jazdy rekreacyjnej czy własnych treningów ustalanych wg. swoich czy klubowaych harmonogramów.
Jak treningi to i odległości znacznie większe, lub włożony większy wysiłek przy mniejszym kilometrażu.
Tu tyle opinni, że oddają sposób zaawansowania w podejściu do roweru.
Jak wracam po niecałych 100km, to czuję się że wykonałem swój plan, jak jadę na krótki dystans 25km na XC to staram się ziintensyfikować do maximum ten wysiłek.
Chce się mieć wyniki, trzeba poznać smak bólu i zmęczenia, jest ból jest i przyjemność no i satysfakcja z włożonego wysiłku.
Całodniowe wypady? A idź Pan.. ile to czasu straconego na szereg innych czynności
Ja też lubię sobie siedzieć przed kompem z browarkiem. Najbardziej czuje się spełniony jak uda się tak cały dzień posiedzieć. ;)
20-25 to robimy z laskami na lajcie w lekkim/umiarkowanym terenie z przystankami, popasem itp
Ja dlatego nie skarżę się na to, że jeżdżę sam. Jazda w grupie jest pod pewnymi względami (np. bezpieczeństwo) OK, ale pod wieloma względami też nie jest, zwłaszcza jak grupa to więcej niż 2-3 osoby, które się za dobrze znają, a mają całkiem inne podejście. Kilka lat jeżdżenia ze znajomymi sprawiło, że już chyba nic mnie w grupowych wyjazdach nie zaskoczy.
A mi akurat się marzy wyjść z rana na rowerek i tak bez żadnej spinki podeptać spokojnie ~6-8h. Ogladam foty i czytam relacje ludzi z maratonów gravelowych typu ultrasudety gravel race itp.
W zeszłym roku zrobiłem sobie takie dwie całodniowe pętelki po 150 km. Z Wrocławia w okolice Wałbrzycha, tam nieco po niepłaskim i powrót. Tyle, że ja to ja. Tu piwo, tam zdjęcie, jakiś obiad po drodze. Nigdzie się nie spieszyłem. Żadne średnie 30 km/h. Pyk, pyk pyk w góry.
W 2019 wczesną wiosną jakoś zajechałem do pałacu w Krzyżowej. To jest ten pałac, gdzie w 1989 Tadeusz Mazowiecki i Helmut Kohl symbolicznie pojednali się na mszy. Zajechałem oczywiście na piwo. Piwo było, smaczne, ale że były dwie panie z obsługi restauracji, pan ochroniarz i ja. To mogłem wejść do pałacu na indywidualne zwiedzanie. Pan z ochrony nawet jakieś ciekawostki mi opowiadał.
Przy tym do ultrasów mnie nie ciągnie, jak zresztą do jakiejkolwiek rywalizacji na rowerach. 20 lat temu popróbowałem maratonów XC i wyszło, że nie. Nie rozumiem po co się ograniczać do ścigania jak można tylko jechać.
3x15 km to ja dziennie do pracy jadę :-) tylko z tego mam 600-800km na m-c
50 km w terenie to 3-4h razem z żoną z przerwą na focenie :-)
Wg mnie największym wrogiem dłuższych dystansów jest nudny krajobraz, ja staram się tak dobierać trasy, żeby po drodze było kilka ciekawych miejsc.
Ja do fabryki mam od 11 do 28 km w jedną stronę. Zależy jak pojadę. Teraz rzadko jeżdżę, to jeżdżę te dłuższe dystanse.
Jak jeździłem regularnie to raczej dystanse 11-19 km, zwykle 14. Te 28 to już taka trochę wydumka w temacie drogi do fabryki, jest bardzo naokoło, ale pomiędzy 4, a 27 km zero smrodu spalin.
jak się popas nad jakimś zbiornikiem trafi to już jest mega.
Kiedyś zrobiłem sobie popas nad Jeziorkiem Daisy koło Książa, komary też. Im na pewno było mega. Ja do tej pory nie zająłem oficjalnego stanowiska. :mrgreen:
W górach na MTB to inna historia, ja 95% kilometrów robię na szosie, do tego często jeżdżę z synem i jego klubem, wtedy takie 55-60km w 2h to norma.
Ja na swoim MTB nie jestem w stanie przejechać 100 km. Optymalny dystans to jakieś 80 km. Nawet przewyższenie nie gra tu jakiejś istotnej roli. Robiłem trasy po prawie 2 km w góry, jak i takie co ledwie 0,5 km miały przewyższeń. Po 80 km zaczyna mi się wyraźnie gorzej jechać, po 90 zaczynam umierać. Nie wiem czy to masa roweru, czy geo, czy może jednak świadomość, że np. na gruzie na takiej trasie bym się może dopiero średnio zmęczył. Choć jak nie miałem gruza, to z MTB było podobnie.
Pytanie z czego czerpiemy przyjemność
Ja chyba z samej jazdy. Już dawno stwierdziłem, że rower przestał być hobby, a stał się moim stylem życia.
Czerpię taką samą radość z jazdy po mieście jak i poza nim. Choć w mieście muszę mieć cel, do pracy, do znajomych, na zakupy. Szkoda mi życia na jazdę po mieście dla samej jazdy. Znacznie przyjemniej jest to robić poza miastem. Gdzie mam swoje stałe trasy ze znanymi miejscami, a kolejne przejazdy powodują, że zaczynam dostrzegać to czego wcześniej nie zauważyłem. Np. przedwczoraj, pojechałem na piwo do Urazu. W Radeczy skręcam w las, gdzie jest świetny odcinek w lesie, po gładkim asfalcie z niewielkim ruchem samochodowym. Wtedy już naprawdę znikomym, bo w TV grali kolejny mecz o wszystko. Już wcześniej doceniałem walory tego odcinka, ale w środę wyjątkowo siadło. Jechałem się w zielonym tunelu wijącym się przez las. Bardzo żałowałem, że muszę go opuścić, ale każdy metr sprawiał mi autentyczną radość.
Zdjęcie w żaden sposób tego nie oddaje.
52912
A to MZ jedno z lepszych zdjęć, świetne!
Ja też lubię sobie siedzieć przed kompem z browarkiem. Najbardziej czuje się spełniony jak uda się tak cały dzień posiedzieć. ;)
Przykłądowo, mój plan na sobotę:
9.00 jadę (rowerem) na siłkę, wróce po 12. Ogarnę się, wezmę aparat i ruszę komunikacją na miasto, spacer plus galeria sztuki, wrócę, netflix z żoną, a póżnym wieczorem battlefield z nikoniarzami, lub playstation. I już na koniec, w łożku, pół godzinki Żulczyka, bo mi się kindle zaczyna zapychać zaległościami.
To miałem na myśli :-) A piwko odradzam, zwłaszcza uczestnikom ruchu drogowego :-P
Rower stylem życia a nie hobby, o! To właśnie rozumiem, choć nie podzielam, z powodu jak wyżej.
Luz, ja nie gram na przykład. Próbowałem jak kupiłem dwa lata temu nowego kompa, który pociągnie w miarę współczesne gry, ale lipa, nie ciągnie mnie to w ogóle. Ostatnią grę jaką przeszedłem w całości to był HL2. No OK, w zeszłym roku pograłem w Black Mesa, ale nie skończyłem. Tak z sentymentu do HL.
Netflix też tak sobie, paczam, ale rzadko więcej niż 1 film w tygodniu obejrzę, seriali prawie w ogóle. Serial musi być dobry, tzn. musi mi go polecić co najmniej kilka osób, których gust filmowy znam. Musi być też krótki. Wiosną 2020 przy pierwszym lockdownie zacząłem kończyć Breaking Bad. Jakoś do lata zmęczyłem całość, świetne, wybitne, ale w życiu już nie dam się wkręcić w serial z taką ilością odcinków.
Zdjęć już w zasadzie nie robię, tyle co na rowerze i podczas wyjazdów, z tymi ostatnimi obecnie krucho.
Książkę czytam codziennie.
Siłownia i ogólnie treningi to nie dla mnie. Zostaje rower, który daje mi wolność, bo nic nie muszę. Stąd mogę i cały dzień na nim spędzić nie nudząc się.
PS. W sobotę o 9 to ja już zwykle w połowie zaplanowanego dystansu jestem. :)
Zostaje rower, który daje mi wolność, bo nic nie muszę. Stąd mogę i cały dzień na nim spędzić nie nudząc się.
Dokładnie, parę fotek z wczoraj - złapałem ładnych parę godzin świetnej pogody... Zacząłem po deszczu, strasznie wilgotno było, parowały mi okulary. Później zmiennie, nawet chwila upału, w wielu miejscach mocno mokro.
52915
52916
52917
52918
52919
52920
52921
52922
52923
52924
52925
52926
52927
52928
52929
52936
52930
52931
52932
52933
Trasę skleciłem z czerwonego mtb z Barda, trzech singletracków i zielonego mtb do Przełęczy Lądeckiej. Ten ostatni był zdecydowanie najtrudniejszy. Po drodze lekka przygoda była bo złamałem sztycę (ale jakimś cudem poszła na rynku jak robiłem rundkę wokół ratusza). Do serwisu miałem całe 200 m :) Końcówkę trasy musiałem oszukać i ostatnie 7 km objechałem po asfalcie, bo bym nie zdążył na pociąg a kolejne 1,5 godz nie chciało mi się czekać. Deszcz wisiał w powietrzu.
52934
52935
52938
ale żeś dał do pieca!
pikne panie! pikne!
my dziś pierwszy delikatny przejazd nowego bika żony
Ja tu się cieszę, że już 900 nabiłem, a wy Pany to potraficie w chwilę pyknąć, jak żyć? [emoji6]
Muszę sobie pampersa kupić, do tej pory nigdy nie używałem, ale jak jestem blisko 50km, to dyskomfort jest już duży...
Dzieci na miesiąc wysyłam do dziadków, może w końcu będzie można zrobić trochę większe trasy [emoji6]
Ja tu się cieszę, że już 900 nabiłem, a wy Pany to potraficie w chwilę pyknąć, jak żyć? [emoji6]
Muszę sobie pampersa kupić, do tej pory nigdy nie używałem, ale jak jestem blisko 50km, to dyskomfort jest już duży...
Dzieci na miesiąc wysyłam do dziadków, może w końcu będzie można zrobić trochę większe trasy [emoji6]
Długo nie używałem (po prostu zwykłe ciuchy mtb). Ale kiedyś trafiłem na wyprzedaży spodenki scotta do triathlonu. Tam jest bardzo minimalistyczna podpaska. I nie przeszkadza. I te spodenki są super - ciągle je reperuję a jak już się skończą to kupie takie same. Później dokupiłem ciuchy z deca (jedne dłuższe i ocieplane, drugie z szelkami, obie z grubymi pampersami. I średnio mi leżą. Chyba nie warto oszczędzać. Bo te wkładki są grube i się przesuwają trochę i raz mnie obtarło po 2 x 100 km wertepów. Tak, że je trochę zużyję na krótszych wyjazdach ale na dłużej im nie zaufam.
Szczerze podziwiam te Wasze przebiegi. Mi jak uda się wygospodarować czas na 2 wypady w tygodniu po 2-3h to już jest huk i jestem cały happy[emoji3] Nie wiem, może trzeba zacząć pić więcej piwa to i przebiegi wzrosną [emoji6] Dzisiaj udało się wyskoczyć na 1,5h do pobliskiego lasu na pętelkę MTB. Ale dziwnie, jakoś tak miękko w porównaniu do gruza, reba wszystko wybierała jak nigdy[emoji6]
No ja też dzisiaj krótko. Upał zelżał, fajnie było :)
52947
Spora średnia i wygląda, że zahaczyłeś o pstrąga w Złotym.;-)
leighadams
27-06-2021, 20:10
Średnia masakryczna[emoji33] mi dzisiaj pykło 65,5km ze średnią 26,9 i wróciłem do domu na oparach[emoji2369]
Na jakich rowerach kręcicie takie średnie? MTB?
Ja dziś pojechałem do Czech, zatrzymałem się na piwo, pogadałem z Czechami w temacie możliwych tras i... się ocknąłem 4 godziny później na jakimś czeskim komisariacie. Bez kasy i dokumentów za to rower był.
Czekaliśmy na tłumacza, bo po polsku, czesku i angielsku to sobie mogłem pogadać z Policją poza protokołem, ale złożyć zeznania musiałem przez tłumacza. W międzyczasie starałem się przekonać policjantów, żeby mnie puścili, to się oddalę do Polsko i tyle mnie widzieli.
W końcu jednak zadzwonił budzik i się okazało, że to tylko pojechany na maksa sen. Bardzo realistyczny. Dawno też nie było, abym zapamiętał sen dłużej niż 2 minuty po przebudzeniu.
Nieco zaspany wbiłem w ciapong, mało ludzi, mało rowerów. Za to dosiadł się koleś, którego poznałem w zeszłym tygodniu jak wracałem z Ziębic, mój imiennik jak się okazało, zatem podróż upłynęła miło. Ja wysiadłem w spowitym mgłą Bardzie, kolega pojechał do Międzylesia.
Troszku nawet pizgało, 13 stopni zobowiązuje. Tradycyjnie dziurawym asfaltem dotarłem do Opolnicy i potem zjechałem w las na drogę, która kiedyś, dawno, dawno temu też była asfaltowa. Skrótem przez las dotarłem do właściwego pojazdu na Przełęcz Wilczą. Dobra nawierzchnia, podjazd niedługi, zatem szybko dotarłem na przełęcz i bez zatrzymywania się ruszyłem szutrową autostradą na Przełęcz Srebrną. Autostrada w połowie przechodzi w drogę leśną jak pisał Wiesiek. Droga zarośnięta, trochę błotnista, ale do zrobienia na gruzie. Szutrowo terenową część wycieczki zakończył most na przełęczy. Dobrze, że był, bo inaczej ja bym był troszku w dupie, możne nawet więcej niż troszku.
Zaczął się zjazd z Przełęczy Srebrnej i tym samym zaczęły się Góry Sowie. Z Jugowa specjalnie skręciłem do Ludwikowic, aby przejechać pod wiaduktem kolejowym trasy z Kłodzka do Wałbrzycha. W samych Ludwikowicach starałem się ominąć DW381 i trochę się najeździłem pod górę i w dół. W Sokolcu skręciłem na piwo do gospody, ludzie nocujący tam trochę dziwnie się patrzyli, ale mogli nie czekać ze śniadaniem do prawie dziesiątej. Prognoza pogody zapowiadała możliwość opadów, a nawet burz od jedenastej i faktycznie nad szczytami pokazały się ciemniejsze chmury, a bardzo nie chciałem następnego etapu robić w deszczu czy nawet na mokrej nawierzchni. Wzmocniony iztonikiem zabrałem się za największy podjazd na dzisiejszej trasie na Przełęcz Sokolą czyli z Sokolca do Rzeczki. Jakoś bardziej stromo go zapamiętałem. Dziś wbiłem na przełęcz jak dzik w sosnę. Mogłem zatem spróbować podjazdu bardziej hardkorowym skrótem, który zrobiłem raz, 20 lat temu i to z dwoma przystankami. Potem jeszcze raz próbowałem, ale odpuściłem już na początku.
Za przełęczą, jak to za przełęczą, zaczął się zjazd do Walimia. To chyba najfajniejszy zjazd szosowy w Sudetach. Szeroko, niezbyt kręto i po doskonałej nawierzchni. Można się bezpiecznie rozbujać.
W Walimiu minąłem V2 i wejście do sztolni, a potem odbiłem z DW na Tonowice, gdzie świetny widokowo podjazd, a potem zjazd doprowadził mnie do Jeziora Bystrzyckiego. Chwile spędziłem na tamie i ruszyłem zjazdem wzdłuż rzeki Bystrzycy do Świdnicy. Tam chwila popasu na rynku i dalej do domu.
Odcinek od Świdnicy do Mietkowa to trochę pagórków, ale nic ciekawego w porównaniu do gór. Z Mietkowa pojechałem trochę inaczej niż zwykle, ale niepotrzebnie, bo dalej, a i nawierzchnia gorsza.
Ogólnie udana wycieczka przy dobrej pogodzie. Deszcz mnie nie złapał.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5538219100
Fotosy:
53005
Zaspane Bardo, otulone całunem mgły znad Nysy Kłodzkiej.
53006
Szutrowa Autostrada Rowerowa w okolicach Przełęczy Wilczej.
53007
Most pieszy na Przełęcz Srebrną.
53008
Widoki dają radę.
53009
Nawierzchnia nie.
53010
Góry Sowie.
53011
Wiadukt kolejowy w Ludwikowicach. Na trasie z Wałbrzycha do Kłodzka, powinien kursować przeszklony skład. Widoki na tej trasie są świetne, polecam się kiedyś przejechać.
53012
Sokolec.
53013
Ten znak za daleko postawili. Garmin pokazał, że 10% to przed tym znakiem było. Za nim to już jakieś lajtowe 7-8%.
53014
Panorama, prawie, że z Przełęczy Sokolej.
53016
Walim, wejście do sztolni.
53017
53018
Widoki z podjazdów do Tonowic.
53019
Jezioro Bystrzyckie.
53021
Rzeka Bystrzyca z zapory na jeziorze.
53022
Ślęża i Radunia.
53023
Droga do Pożarzyska.
My tradycyjnie z leszczami... Więc kręciły się okolice 20km.53032
53033
Ale i tak było fajnie
A ja wczoraj 95km i zawsze mi braknie 5km do 100, bo wszędzie potem drogi krajowe, więc nie mam jak trasy wydłużyć.
Będę musiał kombinować, co by na krajową się nie wpieprzyć...
53035
Na jakich rowerach kręcicie takie średnie? MTB?Szoska.
Spora średnia i wygląda, że zahaczyłeś o pstrąga w Złotym.;-)Ja tylko espresso :)
zdyboo jak zawsze relacja i zdjęcia wysoka półka. Jechałbym :)
zdyboo, już kiedyś chyba podbną reckę od Ciebie widziałem, chyba z tym mostem. Tę trasę chyba robiłeś iluś krotnie ?
- - - - kolejny post - - - - - -
matomi, musimy się kiedyś spotkac w połowie naszej drogi ;-) Ty od północy ja od południa...
Którym mostem? Tym w Ludwikowicach czy na Przełęczy Srebrnej?
Tym na przełęczy jechałem, a właściwie szedłem, ostatni raz kilkanaście lat temu. Dlatego zastanawiałem się czy nadal istnieje. Jednak widać jak po moście nie mogą jeździć blachosmrody, nawet w wyjątkowych sytuacjach, to most wytrzymuje długo.
Pod wiaduktem kolejowym w Ludwikowicach nie wiem czy w ogóle kiedykolwiek jechałem. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych wysiadałem na stacji Ludwikowice Kłodzkie, która jest zaraz obok wiaduktu.
Trasę jechałem już któryś raz, ale w tej konfiguracji pierwszy raz. Niektóre odcinki np. podjazd na Przełęcz Sokolą czy zjazd do Walimia muszą się powtarzać, bo zwyczajnie nie ma innej drogi asfaltowej. Ostatnio po górach w terenie na rowerze nie MTB nie wszędzie da się jechać, bo wycinka bardzo niszczy też drogi.
Jak ktoś by chciał pojechać ten podjazd i zjazd na Przełęcz Sokolą, to sugeruję podjeżdżać od Sokolca, a zjeżdżać do Walimia. Dziurawy asfalt na podjeździe tak bardzo nie przeszkadza.
Miałem na myśli w Ludwikowicach, być może go gdzieś na innym foto przyuważyłem i myślałem, że Ty go wczesniej wystawiałeś ;-)
Na Twoim materiale widzę, że na szosę też nei wszędzie asfalt się nadaje, ot cały urok naszych dróg...
Most kolejowy w Ludwikowicach jest bardzo znany. Możliwe, że już widziałeś jego zdjęcia.
Niestety stan nawierzchni dróg w Kotlinie Kłodzkiej i dawnym województwie wałbrzyskim potrafi być koszmarny. Ten wyjazd nie był w sumie taki zły pod tym względem. Zaraz za tym wiaduktem w Ludwikowicach dojeżdżając do skrzyżowania z drogą wojewódzką trafiłem na taką muldę, jakby asfalt spłynął po zboczu i zastygł. Zauważyłem ją, ale jedyne co dałem radę zrobić to dać po heblach. Bym się wtedy nie popatrzył pod koła i pewnie bym glebnął ostro.
Niestety czasem nie możesz nic innego robić jak tylko patrzeć na drogę i omijać co większe rozpadliny. Sporo dróg jest jednak wyremontowanych. Najlepiej jak widać jeszcze tablice o finansowaniu inwestycji, to znaczy, że nie upłynęło jeszcze 5 lat od remontu i jest szansa, że jeszcze jest gładko.
Z wymianą nawierzchni pewnych odcinków w górach jest też problem, oprócz finansowego, że zamknięcie takiego odcinka może spowodować konieczność nawet kilkudziesięciokilometrowych objazdów. Samochodem to może być mniejszy problem, ale jak trafiasz na taki remont rowerem i okazuje się, że sugerowany objazd to np. 30 kilometrów i do tego prowadzi ruchliwymi DW to masz problem.
U nas znów na Śląsku, gdzie kręcę średnio te 90km na szosie jest ten problem ze sa odcinki, że możesz jechać ile nogi poniosą a potem nagle zaczyna się droga jak po II WŚ.
I to jest tak, że jedna gmina zrobiła nową nawierzchcnie, potem pomiędzy gminami jest nawierzchnia "niczyja' czytaj jak po wojnie i potem zaczyna się w kolejnej gminie w gorszym stanie.
I co mi z tego jak mógłbym mieć średnią np 35km/h na całej trasię, jak sa odcinki jak ledwo popędze 15km/h ?
I to bardzo wkurza, bo nie ma funu cały czas ;-)
Wczoraj jadę przed lotniskiem w Pyrzowicach, gość na szosie z przeciwka krzyczy "zwinęli asfalt, zawracaj", ja sobie myślę, tak zrobili nową nawierzchnię bo tam jechałem ostatnio, ale dojeżdżam, ta nowa nawierzchnia na nowo zdarta i ta tarka pzostawiona ;-) No i znów 10km/h przez 3 km telepania....ot cały urok polskich dróg.
W Polsce nie ma drogi niczyjej. Każda droga należy do jakiejś gminy. W takim przypadku jak napisałeś, to zwykle jakaś miejscowość remontuje to co należy do niej i nawet metra dalej. Druga to samo, a że obie nie potrafią się dogadać, to zostaje odcinek pomiędzy bez remontu.
Wrocław niby na bogato, ale lokalne wylotówki potrafi mieć dziurawe. Na przykład wylot na Smolec, do tabliczki Wrocław, dziura na dziurze. Za nią równy asfalt i nawet wydzielona DDR z równie równego asfaltu.
Wylot na Lutynię. Do Leśnicy wypasiona DDR wzdłuż obwodnicy Leśnicy, a potem przez osiedle Żar i za nim dziury i płatany asfalt. Za tabliczką powiat średzki, równo i gładko.
Choć czasem i pod Wrocławiem się nie dogadają. Skałka - masakra na odcinku koło dwóch mostów, potem Romnów. Do wioski nowy asfalt, we wiosce kratery jak z Marsa i za wioską znowu równo. Tę drogę jednak remontowała kopalnia piasku i podejrzewam, że Romnów nie chciał się dorzucić to im zostawili co mieli. Kawałek dalej w Stoszycach to samo. Wszystko to w powiecie wrocławskim, który ciągnie się daleko na południe od Wrocławia, bo aż za Mietków czy Sobótkę.
Ja jak jade na szosie, to unikam DDRów, choć czesto słyszę inwektywy kierowców jak jade asfaltem obok DDRu.
W kodeksie ponoć stoi, że mozna mandat dostać, tylko pytanie czy jesli DDR jest cały w piachu, drobnych kamieniach a TY masz cienkie opony i trenujesz, to czy masz zas...y obowiązek jechać DDRem ?
Gdzieś kiedyś doczytałem, że nie do końca...przysługuje Ci jazda jezdnią...... nie wiem co by było gdyby...;-)
matomi, musimy się kiedyś spotkac w połowie naszej drogi ;-) Ty od północy ja od południa...
To tak na szybko jak patrzę to byłyby rejony Mirowa i Bobolic. Super okolica na szoskę. Bywam tam nierzadko.
Ja jak jade na szosie, to unikam DDRów, choć czesto słyszę inwektywy kierowców jak jade asfaltem obok DDRu.
W kodeksie ponoć stoi, że mozna mandat dostać, tylko pytanie czy jesli DDR jest cały w piachu, drobnych kamieniach a TY masz cienkie opony i trenujesz, to czy masz zas...y obowiązek jechać DDRem ?
Gdzieś kiedyś doczytałem, że nie do końca...przysługuje Ci jazda jezdnią...... nie wiem co by było gdyby...;-)Daj spokój. Już lepiej zapłacić te 5 dych mandatu niż kupować nowe opony. Nie wspominając o problemie na trasie.
Daj spokój. Już lepiej zapłacić te 5 dych mandatu niż kupować nowe opony. Nie wspominając o problemie na trasie.
Dlatego mam ich w nosie i jadę jezdnią.
Kierowcy dziela się na tych co rozumieją rowerzystów, bo sami jeżdżą i na drugim biegunie sa zupełni ignoranci, albo jada na czołówkę z przeciwka bo akurat wyprzedzają albo prawie ocierają się o ciebie, mając cały lewy pas wolny do wyprzedzania.
Jeszcze sporo czasu musi minąć dla równouprawnienia na drodze.
moshica
Nie ma przepisu, który zwalniałby rowerzystę z obowiązku jazdy po DDR. Jedyny wyjątek to złe warunki atmosferyczne, ale tylko w kontekście jazdy po chodniku. Znaczy jak pada nie musisz jechać jezdnią, możesz po chodniku.
Na upartego możesz dostać mandat za jazdę po ulicy nawet jak równoległa DDR jest skuta lodem. To czy akurat trenujesz, czy jedziesz po bułki w ogóle nie jest ujęte w przepisach.
A jeszcze jest wyjątek, że nie musisz korzystać z DDR jak zamierzasz zaraz i tak zaraz opuścić jezdnię. Np. jedziesz ulicą do siebie do domu, nagle zaczyna się DDR, ale Ty i tak zjeżdżasz za 50 m w osiedlową, wtedy nie musisz desperacko dostawać się na DDR.
MZ większym zagrożeniem od mandatu są w takim przypadku szeryfowie w blachosmrodach, którzy nawet mając dość miejsca do wyprzedzenia będą, trąbić, bluzgać, pouczać i spychać. Raz tak miałem jak nie zauważyłem zjazdu na DDR pomiędzy wioskami i dalej pocinałem lokalną drogą. Zjazd zamiast zrobić wyraźnie oznakowany i zaczynający się na pasie drogowym to zaczynał się jak zwykle z dupy, a znak pionowy zasłaniały gałęzie.
Ja jak jade na szosie, to unikam DDRów, choć czesto słyszę inwektywy kierowców jak jade asfaltem obok DDRu.
W kodeksie ponoć stoi, że mozna mandat dostać, tylko pytanie czy jesli DDR jest cały w piachu, drobnych kamieniach a TY masz cienkie opony i trenujesz, to czy masz zas...y obowiązek jechać DDRem ?
Gdzieś kiedyś doczytałem, że nie do końca...przysługuje Ci jazda jezdnią...... nie wiem co by było gdyby...;-)
Raczej tak. Dostałem kiedyś mandat, bo jechałem pustą, dwu- lub trzypasmową drogą o 9 rano po pierwszą a7, a nie znałem terenu i nie wiedziałem, że gdzieś za żywopłotem jest DDR. Wg policjanta za utrudnianie ruchu... :)
Dzisiaj chciałem do Mietkowa pojechać i po 30 km kapeć w Milinie... Niezły spacer wyszedł. Swoją bardzo duży ruch i takie sobie drogi. Nie wiem czy coś nie jest nie tak z oponą, bo to już trzeci kapeć z tyłu. Tym razem pierwsza jazda po zmianie gumki. :/ Nie widzę żadnych kamieni, szkiełek w oponie.
siemalysy
28-06-2021, 23:11
W weekend znów odwiedziłem dolnośląskie :)
Wybraliśmy się ze znajomymi pod Świerzawę, żeby pojeździć 3 dni po górach. Pięciu z nas bazę miało 100 metrów od mostu w Świerzawie, pod którym w marcu ubiegłego roku podczas remontu drogowcy natknęli się na ładunki wybuchowe z czasów II Wojny Światowej. Trzech kolejnych w Młynie Wielisławskim.
W piątek wystartowaliśmy ok. 9 i ruszyliśmy w kierunku Organów Wielisławskich, przy których umówieni byliśmy z chłopakami "z młyna". Po drodze odwiedziliśmy Pomnik Żołnierzy poległych podczas I Wojny Światowej (https://forum.odkrywca.pl/imageresize.php?plik=picsforum27/pomnik_onierzy_1_wojna_zmniejszona_fota.jpg&x=800). Pełną już ekipą spod organów wbijamy się w trasę BM Złotoryja w wersji MEGA. Robimy 20 km fragment trasy po czym docieramy do miejscowości Wilków. W drodze do Złotoryi podjeżdżamy w okolice Wilkołaka. Teren jest ogrodzony, ale udaję się wejść pod ogrodzeniem, żeby zobaczyć kawałek góry. W drodze do Złotoryi chcieliśmy znaleźć wiszące i podmyte przez rzekę tory w Jerzmanowicach Zdrój, ale na chęciach się skończyło.
W Złotoryi robimy dłuższą przerwę i popas w restauracji Pod Zielonym Grzybkiem. Jest przed 16 i dopiero się zaczęło przejaśniać i dzięki temu trochę przeschliśmy. Najedzeni, napojeni i pełni sił ruszyliśmy w dalszą drogę uprzednio odwiedzając Informację Turystyczną. Kto chciał i potrzebował ogarnął sobie mapę i materiały o regionie. Sympatyczna pani jak nas zobaczyła w całej okazałości, brudnych, w błocie, była żywo zainteresowana skąd jedziemy i jakie mamy plany. Na koniec zapytała czy może zrobić zdjęcie i zamieścić posta na FB informacji. Tak też się stało (https://www.facebook.com/photo?fbid=184039777063295&set=a.124864679647472). Tego popołudnia staliśmy się "silnymi mężczyznami z okolic Łodzi" :-D
Co miłe i przyjemne szybko się kończy. Wróciliśmy więc na pozostałą, dłuższą część BM Złotoryja ;) Trasa była mocno błotnista, ale nie tak jak podczas tegorocznego wyścigu. Była też, czego się spodziewaliśmy wymagająca kondycyjnie i w kilku miejscach technicznie. Na dwóch zjazdach musiałem się podeprzeć, żeby nie przytulić się do kamieni. Dwa podjazdy ominęliśmy, w tym jeden celowo. Pomimo śladu wgranego w garmina niektórych ścieżek nie było dobrze widać bo zdążyły zarosnąć. Końcówkę BM robiliśmy już po 21, więc w lesie było na tyle ciemno, że bez lampek było jeszcze trudniej.
Z chłopakami żegnamy się przy młynie, zakładamy lampki i asfaltem wracamy do Starej Kraśnicy. Przejechaliśmy ~77 km i ~2100 m up. Możliwe, że przewyższenie w związku z długo padającym deszczem i zmianą pogody trochę przekłamane na plus. Chłopakom ze Stravy wyszło ciut mniej. Podsumowując ten dzień muszę napisać, że pomimo pogody i wymagającej trasy było fajnie.
W sobotę miało być łatwiej, a i pogoda od rana była lepsza. Prognozy jednak nie były optymistyczne. Tym razem "chłopaki z młyna" dojeżdżają do nas z prawie godzinnym poślizgiem. Uważam, że duże grupy na takie wyjazdy są niewskazane. O 10:30 startujemy do Wojcieszowa i jedziemy do startu singla Dłużek. Dojazd asfaltowy, końcówka szutrowa. Sam singiel bez szału, dupy nie urywa. Jeden podjazd na górę, później w dół z delikatnym podjazdem, żeby kończyć na dole zarośniętą ścieżką. Moim zdaniem najgorszy singiel jakim jeździłem. Nawet nie przez to, że był nieprzygotowany, ale samo poprowadzenie go, luźne kamienie na bandach, pieńki pozostałe na środku ścieżki po ściętym drzewie. Wcześniej były pewnie przykryte, ale woda je wypłukała.
Po skończeniu singla pojechaliśmy zobaczyć Kamieniołom w Wojcieszowie. Długi i asfaltowy podjazd, który w pewnym momencie staje się bardziej wymagający poprzez nachylenie 18%. Nic nie zobaczyliśmy, a że już podjechaliśmy to postanowiliśmy zmienić trasę. Pojechaliśmy leśnymi drogami pod szczyt Straconki, dalej przy szczycie Dudziarz droga się skończyła. Zjechaliśmy niżej i pojechaliśmy inną drogą. Tam droga zmieniła się w pastwisko i pastuchy pod prądem. Były na tyle nisko, że dało się nad nimi przejść, przenieść rower i zjechać do Radomierza. Stamtąd trzymamy się niebieskiego szlaku i dojeżdżamy do Trzcińska. Po drodze łapie nas solidny deszcz, pierwszy tego dnia. Postanawiamy go przeczekać na stacji PKP Trzcińsko. Deszcz zmienił się w mżawkę, więc ruszyliśmy w drogę i po kilku chwilach zmieniamy szlak na rowerowy ER-6 i nim docieramy do Janowic Wielkich. W Janowicach robimy przerwę na obiad w Karczmie Mamarosa. Piwo Rohozec bez prądu wchodzi do obiadu jak należy ;)
Po obiedzie zielonym szlakiem kierujemy się w stronę góry Ołowianej. Pogoda się psuje, zaczyna padać. Pada tylko kilkanaście minut. Postanawiamy ominąć szczyt i pojechać drogą równoległą do szlaku. Na wysokości szczytu Ołowiana zaczęło grzmieć. Wydawało się, że blisko. Zrobiło się groźnie. Wspólnie decydujemy, że trzeba zjeżdżać na dół i nie ma sensu ryzykować. Polną drogą, która zmienia się w asfaltową docieramy do Kaczorowa.
Odpuszczamy kontynuację zaplanowanej trasy i z Kaczorowa jedziemy już asfaltem do Wojcieszowa i Świerzawy. Dwa kilometry za Kaczorowem dopada nas porządny deszcz i jest z nami, aż do bazy. Zlało nas z góry i z dołu. Dawno tak nie zmokłem.
Tego dnia zrobiliśmy 69 km i 1330 m up. Fajny dzień zakończony prysznicem. Dużo więcej widoków niż w piątek. Szkoda jedynie pogody, że nie sprzyjała robieniu zdjęć.
W niedzielę już na lekko, bez plecaków pojechaliśmy na Kaczawskie Single tracki. Objechaliśmy: Pod Grzybkami, Dwa Wąwozy, Gozdno 1 i Gozdno 2. Na Gozdno 1 jest wieża widokowa na górze Zawodna. Gozdno 1 i Gozdno 2 to jedne z lepszych tras, które zostały zbudowane. W kilku miejscach trzeba zachować czujność bo można zrobić sobie krzywdę.
Zrobiliśmy 33 km i 669 m up. Dzień zaplanowany na lekkie jeżdżenie bez dodatkowego obciążenia. Wyjazd zakończyliśmy wspólnym grillem i trzeba było wracać do domu.
W sobotę, w okolicach połowy trasy zacząłem odczuwać ból w lewym kolanie. W związku z tym musiałem trochę oszczędniej jechać i nie szarpać się bez powodu. Cieszę się, że udało mi się pojeździć weekend do końca i nie musiałem odpuszczać niedzieli.
Jak wspominałem wyżej pogoda nie była łaskawa. Zmoczyło nas zarówno w piątek jak i sobotę. Przyczyniło się też do małej ilości zdjęć przywiezionych z wyjazdu, a te co udało się zrobić nie powalają. Kilka z nich poniżej.
1
53052
2
53053
3
53054
4 Z Ostrzycą za plecami
53055
5
53056
6
53057
7
53058
8 Z Wilkołakiem w tle
53059
9 Wieża widokowa na górze Zawodna
53060
10 Pałac w Wojcieszowie
53061
11 Na singlu Dłużek
53062
12
53063
13
53064
14
53065
15 Ruiny Szubienicy - nikogo na niej nie stracono
53066
16
53067
17
53068
18
53069
19 Ciągle pada...
53070
20
53071
21
53072
22
53073
23
53074
24
53075
25
53076
No bardzo ładnie, gratuluję zaparcia. Z Singletracków Kaczawskich najlepsze recenzje ma Okole. Do rezerwatu na Wilkołaku prowadzi zielony (chyba) szlak pieszy. Mam nadzieję, że zobaczyliście różę bazaltową (powód ustanowienie rezerwatu). Dodam do Twojej relacji.
53079
53080
do kopalni też łatwo zajrzeć (przynajmniej kiedyś)
53081
Wilkołak z daleka
53082
-------------------------------------------------------------
U mnie było zupełnie nudno bo jechałem na niedzielę i poniedziałek gdy warun był ideolo. Co do jazdy w grupie to masz rację. Graniczne jest 4 osoby o podobnych możliwościach. Z drugiej strony samemu (a tak głównie jeżdżę) też nie jest idealne bo masz ciągle tego samego nudnego i przewidywalnego towarzysza.
Pozdro
Wiesiek
Dzisiaj chciałem do Mietkowa pojechać i po 30 km kapeć w Milinie... Niezły spacer wyszedł. Swoją bardzo duży ruch i takie sobie drogi. Nie wiem czy coś nie jest nie tak z oponą, bo to już trzeci kapeć z tyłu.
Do Mietkowa z Wro są dwie słuszne drogi. Trzeba się dostać do Kątów Wrocławskich, a potem przez Nową Wieś Kącką i Stróżę albo przez Kilianów i Milin. Pierwsza droga jest spokojniejsza pod względem ruchu, ale ma gorszą nawierzchnię, na drugiej jest super równo, ale i ruch większy, bo to chyba nawet droga wojewódzka jest. Ja często jedną jadę do Mietkowa, a drugą wracam. Na tej przez Kilianów i Milin w opór szosowców lata.
Co do laczków to może być opona. Ja jedyną oponę szosową jaką znam to Continental Gator Skin Hardshell. Przelatałem kilka tysi na wersji 32 mm i trochę po mieście na 28 mm. Nie łapałem zbyt często gum. Nie są najlżejsze, ale cuś za cuś.
W weekend znów odwiedziłem dolnośląskie
Silni mężczyźni z okolic Łodzi odwiedzają dolnośląskie na rowerach.
Dzięki Michał za relację. Jak zawsze na propsie.
Ostatnie zdjęcie pokazuje co drwale robią z normalnymi drogami i ścieżkami w lesie.
Kiedyś, przed remontem stacji Trzcińsko stałą tam tylko wiata z blachy falistej albo nawet z azbestu, oczywiście z szyldem Trzcińsko, przed którymś ktoś sprayem dopisał San Fran. Długo to tak stało i San FranTrzcińsko było znane, głównie wśród wspinaczy, bo z tej stacji najbliżej było w Sokoliki.
A ja wczoraj obleciałem szosą góry Sowie, była przełącz Jungowska, Walimska i Sokola, fajne te 12,5km podjazdu na Jugowaką, niezbyt ciężkie bo trzyma w miarę równo i nie ma ścianek:)
53102
Zmieniłem kapcia ze stockowego Michelina Lithion 2.0 na Continentale GP 5000. Zobaczymy, czy będzie lepiej.
Ruch był własnie mega duży. Jechałem Mokronoską do Kątków i potem do Milina w poniedziałek gdzieś między 12.00 a 14.00, więc wydawałoby się, że nie są to godziny szczytu.
W tamtych miejscach duży ruch to czasem wina tego, że się coś zesrało na A4 i wszyscy jadą innymi drogami. Może akurat tak trafiłeś.
Jarku, w którym to miejscu taką autostradę dla rowerów zrobili?
I jak długa ona jest?
Jarku, w którym to miejscu taką autostradę dla rowerów zrobili?
I jak długa ona jest?Między Dzierżoniowem a Pieszycami, będzie tego ze 2-3km
A tu jeszcze profil pętli wokół gór Sowich53120
Zmieniłem kapcia ze stockowego Michelina Lithion 2.0 na Continentale GP 5000. Zobaczymy, czy będzie lepiej.
Ruch był własnie mega duży. Jechałem Mokronoską do Kątków i potem do Milina w poniedziałek gdzieś między 12.00 a 14.00, więc wydawałoby się, że nie są to godziny szczytu.
Ja właśnie tydzień temu zmieniłem z CST Cito na Michelin Lithion, ale wersja 3.0.
Wydają mi się solidne, kupiłem aby sobie poprawić humor kolorem nowych opon ;-)
No, ten czerwony pasek by mi pasował do roweru. :D Patrzyłem na Vittorię Corsa Speed, ale cenowo trochę zabijały.
no i zastanawiałem się dlaczego nie te nazwy nic mi nie mówią... z ciekawości aż sprawdziłem - no i już wie dlaczego... :grin:
Bo tu mowa o oponach, co są wysokości bieżnika Twoich opon. :mrgreen:
Dziś na przejażdżce po zdalnej dogoniłem jakieś retro szoszowca. Stalowy rower, grupa Sram Rival z heblami obręczowymi. I tak jechaliśmy na zmiany, już zapomniałem jak lekko się na czyimś kole jedzie. Poza przywitaniem, zapytał się tylko o pojemnik na narzędzia pod ramą. Czy to jakiś zasobnik mocy. ;)
Układ idealny, bo akurat dziś nie miałem ochoty na gadkę szmatkę. Było kręcenie, były zmiany. Rozjechaliśmy się po jakichś 15 km.
No, ten czerwony pasek by mi pasował do roweru. :D Patrzyłem na Vittorię Corsa Speed, ale cenowo trochę zabijały.
Dałem 99zł za sztukę, co czyni zakup dość tanim ;-)
No i czerwony pasek dosyć szeroki jak na bok opony dodał mi mocy, bo średnia mi o 2km/h podskoczyła ;-)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.