Zobacz pełną wersję : cykliczny wątek o bajkach (rowerach... w sensie ;) )
Klima potrafi dać czadu, a ja nie jestem zmarzluchem. W biurze siedziałem pod klimatyzatorem i jeszcze wentylator miałem na siebie skierowany, ale po dwóch godzinach w pociągu potrafię zmarznąć i ja.
Podobno obecnie jest problem z czeskimi, prywatnymi przewoźnikami kolejowymi. KD ma czasem z nimi umowy. Kolega mój od chodzenia po górach, często z nich korzysta już wewnątrz Czech i potrafią zwyczajnie nie przyjechać. Czeska kolej CD jest OK, ale prywatni to jest dramat trochę. Ostatnio wybiera tak trasy, żeby jednak nie musieć korzystać z prywatnych.
Zresztą pamiętam jak odpalili połączenie w Wrocławia do Pragi, gdzie KD współpracowała z LEO - czeskim prywatnym przewoźnikiem i jakie były cyrki na samym początku.
Shimano właśnie pokazało piastę pięciobiegową z automatyczną zmianą biegu.
Dedykowana do rowerów elektrycznych.
https://www.youtube.com/watch?v=I71IGXngAcc
Już dawno tak nie zostałem oszukany przez mapę.
Stwierdziłem, że chcę nieco odpocząć od gór, a do tego powtórzyć i dokończyć trasę z Kamieńca Ząbkowickiego do Strzelina, przez Czechy i Nysę. Żeby nie jechać drugi raz tego samego, pozmieniałem sobie poszczególne odcinki, w zasadzie gdzie tylko się dało, ale tak, aby nie wydłużać nadmiernie dystnasu.
Z Kamieńca Ząbkowickiego wyruszyłem krótko po siódmej. Tym razem pociąg się nie spóźnił. Było bardzo dużo ludzi z rowerami, ale jakoś wytargałem gruza i w drogę. Tym razem do Złotego Stoku pojechałem nie szlakiem rowerowym, wiodącym po częściowo dziurawym asfalcie, a częściowo po polnych drogach, ale DW380. Jak przypuszczałem po poprzednim razie, nawierzchnia była lepsza, co nie znaczy dobra, a ruch samochodowy o tej porze jeszcze niewielki. Zresztą 1/3 trasy można objechać alternatywną drogą przez Sosnową i Płonicę. Przeszkadzał tylko nieco wiatr, ale takie były prognozy, miało wiać z południa, większość trasy wiodła na północ, ale nie jej początek.
W Złotym Stoku, krótki podjazd, za to pod najwyższy punkt trasy i skierowałem się na granicę i dalej do Bilej Vody. Dalej znaną już mi dobrze drogą na Javornik i Bernartice. Dopiero w Horni Hermanicach nie zdecydowałem się na powrót do drogi wzdłuż granicy tylko odbiłem na Velką Kras. Cyklotrasa tam wiedzie środkiem przez wioskę, ale lepiej jechać główną drogą brzegiem wsi, bo ta przez wieś jest obecnie rozkopana. Na garvelu da się, ale szosówką już niekoniecznie. Tym sposobem dotrałem do Vidnavy omijając kawałek dziurawego asflatu, ale nie omijając bruku. Na rynku w Vidnavie zrobiłem sobie krótki popas na batona i pepsi, a następnie pojechałem na Starą Cerveną Vodę, czyli też inaczej, bo poprzednio jechałem wzdłuż granicy. Przez pagórki dotarłem do przejścia granicznego przed Sławniowicami i dobrze mi znaną drogą przez Kijów i Koperniki skierowałem się do Nysy. Tym razem W Kopernikach trzymałem się głównej drogi i dobrą nawierzchnią dotarłem do Białej Nyskiej, a potem drogą na koronie wałów nad samo Jezioro Nyskie. Zjazd do miasta odpuściłem.
Wałami dojechałem do Skorochowa, wsi turystycznej, gdzie próbowałem przejechać do DW489. Tyle, że na przeszkodzie stanęła mi kasa biletowa. Droga prowadzi przez ośrodek plażowy, a wstęp jest płatny. Postanowiłem jednak nie płacić za sam przejazd i wróciłem na główną drogę przez wieś, i potem skręciłem na DW489. Już sprzed kilku lat wiedziałem, że będzie słabo i było. Duży ruch samochodowy, wyprzedzanie na gazetę, na trzeciego. Polscy blachosmrodziarze w pigułce. Jeden, jedyny samochód jaki mnie wyprzedził normalnie to była furgonetka na czeskich blachach. Na szczęście odcinek nie był długi i przy rondzie kierującym na DK46, gdzie był znak jak autostradzie, trópolowy zakaz wjazdu rowerów, ciągników i zaprzęgów, zjechałem na lokalną drogę. Sporym łukiem, aby ominąć krajówkę skierowałem się do Otmuchowa. W Goświnowicach, koło przejazdu kolejowego zdarzył się pierwszy fakap mapowy. Droga, utwardzona na mapie, okazała się gruntówką, ale objazd był i to nawet nie nadkładający za bardzo drogi.
W Otmuchowie planowałem zjeść, ale było jeszcze za wcześnie na to. Nie czułem też za bardzo ssania, zdecydowałem się tylko na piwo i pojechałem wzdłuż Jeziora Otmuchowskiego już w stronę Ziębic. Tym razem upał tak nie doskwierał, wiało już w plecy raczej, miło się jechało. W Ziębicach zjadłem, sprawdziłem pociąg powrotny i ze sporym zapasem czasu, 2 godziny na ok. 30 km ruszyłem do Strzelina. Tym razem Wzgórza Strzelińskie zdecydowałem się ominąć od zachodu. Zwykle robiłem to od wschodu, zatem chciałem spróbować innej trasy.
Tu zostałem oszukany przez mapy. Odcinek od Lipy do Henrykowa, który miał wieść drogą asfaltową, okazał się gruntówką. Specjalnie tym razem starałem się omijać takie drogi, bo wiedziałem, że po deszczach w tygodniu mogą być kałuże i błoto. Były, ale znośnie, choć ten przez ten kilkukilometrowy odcinek złapałem więcej błota niż przez cały zeszły tydzień. Na przyszłość wiem już, że asfalt to łagodny luk przez Krzelków, a nie ER-8.
Do Strzelina wjechałem DK39, koło kopalni granitu, ale nie było tragedii z samochodami. Za to szybko dostałem się na dworzec, gdzie zastałem stojący pociąg, ale myślałem, że do kotliny, bo do Wrocławia o tej porze nic nie powinno jechać. Trochę się zdziwiłem, jak zobaczyłem, że pojechał jednak na Wrocław, ale może gdzieś odbija. Kupiłem przez telefon bilet i jeszcze sprawdziłem z którego peronu jedzie w apce Rozkłady PKP, która przy okazji pokazuje też opóźnienia pociągów. Tam się srodze zdziwiłem, bo mój pociąg był opóźniony o 60 minut, a ten który widziałem wjeżdżając na peron, to faktycznie był do Wrocławia, ten wcześniejszy, tylko opóźniony o minut 80. Jakiś niewąski fakap się musiał trafić.
Pojechałem jeszcze do lodziarni, co ją mijałem w drodze na dworzec i wróciłem na peron. Rozkład pokazywał opóźnienie ponad dwugodzinne, ale zapowiedź twierdziła o trzech kwadransach. Pociąg ostatecznie miał 50 minut opóźnienia. Z tego co popytałem ludzi w pociągu, to coś się stało w Domaszkowie. Część pociągów zawrócono, na części trasy podstawiono autobusy zastępcze, ale opóźnienia były jednak spore.
Nawet przez moment zastanawiałem się, czy na kole nie wracać do domu, ale już swoje w nogach miałem, a i niestety boczne drogi między Wrocławiem, a Strzelinem, to jedna wielka dziura.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5754545074
Fotosy:
54659
Rano cienie jeszcze długie. Widok z DW380 na wschodnią część Gór Bardzkich
54660
Javornik
54661
Zamek w Javorniku.
54662
Tę wieżę ciśnień koło Bernartic pamiętam jeszcze jako nową/odnowioną, jak blachą błyszczała w słońcu.
54663
Pozor vlak!
54664
Pola, wentylatory, a w tle Rychlebske hory.
54665
Opuszczone tereny industrialne w Vidnavie.
54666
Centrum Vidnavy, też wygląda na opuszczone, ale jednak mieszkali tam ludzie.
54667
Jezioro Nyskie.
54668
Już po żniwach.
54669
Otmuchów.
54670
Jezioro Otmuchowskie
54671
Już w drodze z Ziębic do Henrykowa.
54672
Miał być asfalt.
54673
Ślęża i Radunia.
Pamiętacie jak się podpytywałem czy znacie jakiś rozsądny zegarek sportowy z gps, który nawigowałby po zadanej trasie (z gpx). Wyszło, że niby nie ma. Ale chyba jednak jest.
54678
54679
Upewniam się czy to pracuje autonomicznie (czyli bez internetu i smartfona). Bardzo nieźle wygląda cena - to tylko 525 zł. Czyli dosłownie 1/3 innych (oczywiście możliwości są dużo mniejsze)
Pozdro
Wiesiek
siemalysy
09-08-2021, 18:29
Już dawno tak nie zostałem oszukany przez mapę.
Stwierdziłem, że chcę nieco odpocząć od gór, a do tego powtórzyć i dokończyć trasę z Kamieńca Ząbkowickiego do Strzelina, przez Czechy i Nysę. Żeby nie jechać drugi raz tego samego, pozmieniałem sobie poszczególne odcinki, w zasadzie gdzie tylko się dało, ale tak, aby nie wydłużać nadmiernie dystnasu.
...
Zdjęcie drogi z Javornika z drogą i zamkiem bardzo przyjemne :)
Relacja jak zwylke TOP :)
Pamiętacie jak się podpytywałem czy znacie jakiś rozsądny zegarek sportowy z gps, który nawigowałby po zadanej trasie (z gpx). Wyszło, że niby nie ma. Ale chyba jednak jest.
...
Upewniam się czy to pracuje autonomicznie (czyli bez internetu i smartfona). Bardzo nieźle wygląda cena - to tylko 525 zł. Czyli dosłownie 1/3 innych (oczywiście możliwości są dużo mniejsze)
Pozdro
Wiesiek
Ciekawa propozycja. Kosztuje niewiele. Tylko pytanie ile rzeczywiście wytrzymuje bateria podczas prowadzenia po śladzie i w normalnym użytkowaniu.
Dziękuję Michał. Zapodaj swoje przygody, boście porządzili w górach.
https://www.sigmasport.com/pl/produkte/wearables/id-series/id-series/id-free
Tutaj więcej informacji.
Tylko nigdzie nie piszą ile bateria wytrzymuje. :-(
Dziwnie duży rozrzut ceny.
cz4rnuch
10-08-2021, 08:14
...Ciekawa propozycja. Kosztuje niewiele. Tylko pytanie ile rzeczywiście wytrzymuje bateria podczas prowadzenia po śladzie i w normalnym użytkowaniu.Producent podaje około 8h w trybie gps (normal). Na jakiejś stronce przeczytałem, że to przetestowali i faktycznie dobili prawie do 8 godzin. Sam zegarek ma chyba podobną funkcjonalność i wygląd co tomtom adventurer (oprócz dżoja, do którego trzeba się przyzwyczaić), a który czasami trafia się na wyprzedażach po ok 5-6 stówek. Mnie akurat to prowadzenie po śladzie nie przekonuje. Tam gdzie jest dużo ścieżek i rozwidleń łatwo można przegapić skręt.
chciałbym zapytać speców od sudecko - karkonoskich singli!
czy ktoś porównałby single Świeradowskie do Kaczawskich (Świerzawa). Zrobiliśmy z żoną te zające w Świeradowie i to był w sumie dla niej dość wymagający już teren (było po deszczu, dużo błota, duże partie wymytego między korzeniami). Chcielibyśmy w weekend znowu coś poprawić i zastanawiam się nad powrotem do Świeradowa na drugą stronę ale po reserczu znalazłem wyglądające na jeszcze nieco łatwiejsze (przygotowana nawierzchnia) singielki w okolicy Świerzawy.
Ma ktoś doświadczenia?
Producent podaje około 8h w trybie gps (normal). Na jakiejś stronce przeczytałem, że to przetestowali i faktycznie dobili prawie do 8 godzin. Sam zegarek ma chyba podobną funkcjonalność i wygląd co tomtom adventurer (oprócz dżoja, do którego trzeba się przyzwyczaić), a który czasami trafia się na wyprzedażach po ok 5-6 stówek. Mnie akurat to prowadzenie po śladzie nie przekonuje. Tam gdzie jest dużo ścieżek i rozwidleń łatwo można przegapić skręt.
Zgadza się ale oznacza to tylko chwilkę poszukiwań, czasem wyciągnięcie tel. Identyczny problem jest przy prowadzeniu głosowym gdy mówi "skręć lekko w lewo" a są dwie drogi lekko w lewo. Więc wybiera się na czuja i przeważnie trafia (z logiki przebiegu trasy). A jak nie, to po alarmie odejścia od trasy, nawrotka (nawet nie trzeba sprawdzać) i druga opcja.
Nie są to idealne rozwiązania ale mają też zaletę, że wytrzymują wiele godzin. A w moim przypadku też to, że smartfon jest mi niezbędny jako często wyciągany aparat, więc wolę mieć go pod ręką na szelkach plecaka. Nie bez znaczenia jest też, że staram się jeździć w słońcu a wtedy ekran jest słabo widoczny.
Myślałem o opcję backupowej typu drugi smartfon na stałe ale zegarek wydaje mi się ciekawszy. Te zegarki Tomtom brałem pod uwagę ale jest wiele zniechęcających opinii.
osobiście mam garmina - wiem, że jest poza budżetem - jednak działa to zadziwiająco dobrze! jako, że mam fenixa to mam w nim mapy topo i mimo, że ekranik jest malutki bardzo rzadko zdarza mi się sięgać po telefon w trakcie wyjazdu. sterowanie po śledzie też działa świetnie (jeżdżę z zegarkiem na ręce więc czuję wibracje). generalnie uważam, że nie jest to zły koncept.
chciałbym zapytać speców od sudecko - karkonoskich singli!
czy ktoś porównałby single Świeradowskie do Kaczawskich (Świerzawa). Zrobiliśmy z żoną te zające w Świeradowie i to był w sumie dla niej dość wymagający już teren (było po deszczu, dużo błota, duże partie wymytego między korzeniami). Chcielibyśmy w weekend znowu coś poprawić i zastanawiam się nad powrotem do Świeradowa na drugą stronę ale po reserczu znalazłem wyglądające na jeszcze nieco łatwiejsze (przygotowana nawierzchnia) singielki w okolicy Świerzawy.
Ma ktoś doświadczenia?
Z Kaczawskich przejechałem tylko najtrudniejsze Okole. Jeśli Zajęcznik był w sam raz to musicie celować w te najłatwiejsze (w opinii ludu) typu Dłużek.
- - - - kolejny post - - - - - -
osobiście mam garmina - wiem, że jest poza budżetem - jednak działa to zadziwiająco dobrze! jako, że mam fenixa to mam w nim mapy topo i mimo, że ekranik jest malutki bardzo rzadko zdarza mi się sięgać po telefon w trakcie wyjazdu. sterowanie po śledzie też działa świetnie (jeżdżę z zegarkiem na ręce więc czuję wibracje). generalnie uważam, że nie jest to zły koncept.
A którego Garmina masz?
Jak mam wydać bez sensu pieniądze na coś tańszego ale nie spełniającego oczekiwań to może lepiej pójść na całość...
Faktem jest, że Sigma jest mała i zgrabna co mi też odpowiada.
pomysł napadł mnie na Dwa Wąwozy i Gozdno - z fotek i profili wyglądają bardzo ok!
https://www.trailforks.com/trails/map/?nearby=1&activitytype=1&z=12.2&lat=51.02659&lon=15.89791
Dłużek też wygląda fajnie!
Pierwotnie myśleliśmy o takiej opcji:
https://www.trailforks.com/ridelog/planner/view/241503?activitytype=1&z=13.8&lat=50.91272&lon=15.29418
Podobnie jak siona polecę fenixa. Podobne odczucia niby mały ekranik a dobrze widać mapę. Bateria dobrze trzyma. Fajną opcją też jest możliwość płatności.
Nie byłem więc nie będę powtarzał opinii o ST Kaczawskich. Poza oczywiście Okolem, które jest bardzo fajne.
Pierwotnie myśleliśmy o takiej opcji:
https://www.trailforks.com/ridelog/planner/view/241503?activitytype=1&z=13.8&lat=50.91272&lon=15.29418
Jeśli zaś chodzi o Czarniawską Kopę to jest dużo trudniejsza (i dużo fajniejsza) od Zajęcznika, szczególnie, że po tych deszczach mocno dostała w d... Odcinki czarne są bardziej wymagające choć jakiegoś hardcore to tam nie ma.
Kaczawskie ST przejechał Damian superkomornik na gruzie i Michał siemalysy na MTB HT.
Ja przejechałem tylko Okole i nie uważam, aby było tam coś trudnego. Dwie lub trzy hopy, ale bez gapów, zatem można górą przejechać i w jednym lub dwóch miejscach jest wąsko i trzeba uważać, żeby przerzutką nie zahaczyć o pień czy kamień, bo można sobie niechcący single speeda zrobić.
Poza tym ścieżka w lesie z nawrotami jak w Górach Bardzkich.
W Kaczawskich główna trudność jest taka, że jak zaplanujecie sobie przejazdy między pętlami na rowerach, to należy sprawdzić profile trasy. Ja tam na 40 km nastukałem chyba 1,2 km w górę, zatem potrafi być stromo.
Kaczawskie ST przejechał Damian superkomornik na gruzie i Michał siemalysy na MTB HT.
Ja przejechałem tylko Okole i nie uważam, aby było tam coś trudnego. Dwie lub trzy hopy, ale bez gapów, zatem można górą przejechać i w jednym lub dwóch miejscach jest wąsko i trzeba uważać, żeby przerzutką nie zahaczyć o pień czy kamień, bo można sobie niechcący single speeda zrobić.
Poza tym ścieżka w lesie z nawrotami jak w Górach Bardzkich.
W Kaczawskich główna trudność jest taka, że jak zaplanujecie sobie przejazdy między pętlami na rowerach, to należy sprawdzić profile trasy. Ja tam na 40 km nastukałem chyba 1,2 km w górę, zatem potrafi być stromo.
Dodałbym, że na Okolu jest całkiem interesujący technicznie podjazd który powoduje, że nie jest nudno. I fajny widok z platformy kawałek obok.
I rzeczywiście w Górach Kaczawskich potrafi być bardzo stromo -np podjazd na Komarno.
Dzięki chłopaki!
A jak wyglądają traski w Świeradowie ale po czeskiej stronie? bo jest to też jedna z opcji. Zaleta taka, że najprawdopodobniej możemy uderzyć już w sobotę po robocie - więc będziemy mieli troszkę więcej czasu (nawet jeśli będziemy startować w niedzielę z Wrocka)
Dzięki chłopaki!
A jak wyglądają traski w Świeradowie ale po czeskiej stronie? bo jest to też jedna z opcji. Zaleta taka, że najprawdopodobniej możemy uderzyć już w sobotę po robocie - więc będziemy mieli troszkę więcej czasu (nawet jeśli będziemy startować w niedzielę z Wrocka)Czeska strona ma kilka łatwych tras, jeździłem na sztywniakach z 9, 12 latkiem i żona, każdy znalazł coś dla siebie.
Dzięki chłopaki!
A jak wyglądają traski w Świeradowie ale po czeskiej stronie? bo jest to też jedna z opcji. Zaleta taka, że najprawdopodobniej możemy uderzyć już w sobotę po robocie - więc będziemy mieli troszkę więcej czasu (nawet jeśli będziemy startować w niedzielę z Wrocka)
Niewiele widziałem i niewiele pamiętam. Ale ogólna opinia jest, że na polską stronę szkoda czasu.
jarek76
jak dobrze twoja ślubna pomyka w mtb?
Dodałbym, że na Okolu jest całkiem interesujący technicznie podjazd który powoduje, że nie jest nudno.
Nie przypominam sobie, ale byłem tam jesienią 2019 r., zatem mogę nie pamiętać albo nie było tak bardzo technicznie dla mnie.
To nie żaden przytyk, bo zdarza mi się jeździć na sztywnym rowerze i na FS po tych samych trasach i tam gdzie na MTB nie zauważam trudności, na gruzie już je zauważam.
jarek76
jak dobrze twoja ślubna pomyka w mtb?Zero techniki, zero skila ale jedzie :)
ale ja chciałem żebyś powiedział o swojej a nie o mojej :P
no dobra - czyli ten sam model :D
to mówisz, że dawała radę bez problemu...
git
siemalysy
10-08-2021, 17:38
Kaczawskie ST przejechał Damian superkomornik na gruzie i Michał siemalysy na MTB HT.
Ja przejechałem tylko Okole i nie uważam, aby było tam coś trudnego. Dwie lub trzy hopy, ale bez gapów, zatem można górą przejechać i w jednym lub dwóch miejscach jest wąsko i trzeba uważać, żeby przerzutką nie zahaczyć o pień czy kamień, bo można sobie niechcący single speeda zrobić.
Poza tym ścieżka w lesie z nawrotami jak w Górach Bardzkich.
W Kaczawskich główna trudność jest taka, że jak zaplanujecie sobie przejazdy między pętlami na rowerach, to należy sprawdzić profile trasy. Ja tam na 40 km nastukałem chyba 1,2 km w górę, zatem potrafi być stromo.
chciałbym zapytać speców od sudecko - karkonoskich singli!
czy ktoś porównałby single Świeradowskie do Kaczawskich (Świerzawa). Zrobiliśmy z żoną te zające w Świeradowie i to był w sumie dla niej dość wymagający już teren (było po deszczu, dużo błota, duże partie wymytego między korzeniami). Chcielibyśmy w weekend znowu coś poprawić i zastanawiam się nad powrotem do Świeradowa na drugą stronę ale po reserczu znalazłem wyglądające na jeszcze nieco łatwiejsze (przygotowana nawierzchnia) singielki w okolicy Świerzawy.
Ma ktoś doświadczenia?
Siema :)
Zdarzyło mi się pojeździć po kaczawskich singlach. Nie objechałem tylko pętli Okole. Nie potrafię porównać z tymi ze Świeradowa bo tam nie byłem. W czerwcu o Kaczawskich Singlach wspomniałem w poście (https://forum.nikoniarze.pl/threads/140181-cykliczny-w%C4%85tek-o-bajkach-(rowerach-w-sensie-)-)/page2699?p=4182932&viewfull=1#post4182932). Co widać też poniżej ;)
W niedzielę już na lekko, bez plecaków pojechaliśmy na Kaczawskie Single tracki. Objechaliśmy: Pod Grzybkami, Dwa Wąwozy, Gozdno 1 i Gozdno 2. Na Gozdno 1 jest wieża widokowa na górze Zawodna. Gozdno 1 i Gozdno 2 to jedne z lepszych tras, które zostały zbudowane. W kilku miejscach trzeba zachować czujność bo można zrobić sobie krzywdę.
Zrobiliśmy 33 km i 669 m up. Dzień zaplanowany na lekkie jeżdżenie bez dodatkowego obciążenia.
siemalysy
10-08-2021, 21:58
Dziękuję Michał. Zapodaj swoje przygody, boście porządzili w górach.
Oj trochę się styraliśmy w górach podczas ostatniego weekendu :)
Wyjazd zaplanowany był na poprzedni weekend dużo wcześniej. Tym razem nie maczałem palców przy tworzeniu tras. Jednak domyślałem się co nas czeka, bo chodziłem po Beskidzie Żywieckim z buta. Cały tydzień przed wyjazdem zaczęło się nerwowe sprawdzanie pogody, która według prognoz nie zapowiadała się optymistycznie. Z dnia na dzień wszystko się zmieniało. W środę i czwartek sytuacja pogodowa zmieniała się co kilka godzin. Ostatecznie doszło do wyjazdu. W czwartek po 18 wyruszyliśmy z Łodzi do Korbielowa. Cała droga w deszczu nie wróżyła niczego dobrego. Na kwaterę, razem z kolegą docieramy jako trzecia grupa ok. 22:30. Ciągle padał deszcz, było przynajmniej o czym pogadać przy wieczornym piwie ;) Miało nas być dziewięciu. W siedmiu dotarliśmy w czwartek wieczorem, dwóch kolejnych miało dotrzeć w piątek wieczór. I tak też się stało :)
Umówiliśmy się, że startujemy o 9:00. Ze względu na pogodę przekładamy start o godzinę. Prognozowana była poprawa pogody, a przede wszystkim koniec opadów. Ostatecznie startujemy kilka minut po dziesiątej. Ruszamy w pięciu, bo dwóch kolegów rezygnuje ze względu na pogodę. Nie oceniam, szanuję ich decyzję. Spod kwatery kierujemy się 50 metrów w dół do żółtego szlaku, którym mieliśmy jechać, a on okazuje się rwącym strumieniem. Mieszkaniec posesji przy szlaku powiedział nam, że ze 30 metrów dalej woda już nie płynie szlakiem. My jednak nie decydujemy się i zmieniamy drogę. Jedziemy w kierunku granicy i przed Zajazdem Smrek skręcamy w prawo w niebieski szlak. Pierwsze kilometry to asfaltowy podjazd, który zmienił się w drogę gruntową, a ostatecznie w kamienisty stromy podjazd, a w kilku fragmentach podejście. Niebieskim szlakiem docieramy do skrzyżowania ze szlakiem czarnym. Skręcamy w prawo i błotnym zjazdem docieramy do przełęczy Przysłopy, z której odbijamy w lewo na szlak żółty i nim zjeżdżamy do Sopotni Wielkiej. 1,5 km zjazdu, który w końcowej fazie staje się wymagający technicznie, na którym tracimy ok. 240 m wysokości. Asfaltem pojechaliśmy dalej i po ok. 1,5 km odbiliśmy na drogę gruntową. Okazało się wtedy, że tylne koło w moim rowerze bije. Urwałem szprychę. Najprawdopodobniej pomogły w tym kamienie na zjeździe. Zabezpieczam szprychę i jedziemy dalej. Droga wznosi się do góry, nachylenie jest przyjemne do podjazdu, ale do czasu. Wspomniana droga prowadzi przy potoku Pierlaków i od miejsca, w którym ten potok się z nią przecina zrobiło się stromo i drogą płynęła woda. Nie dało się tego ominąć, nie chcieliśmy zawracać, więc szliśmy w tej wodzie. Podejścia mieliśmy na około kilometr i 200 m w pionie. Po podejściu zaczęła się przyjemna droga, którą dało się jechać pomimo dużej ilości błota. Deszcz przestał padać, a jak wyjechaliśmy z lasu na niebie pokazywał się błękit :)
Widząc błękit na niebie potwierdziły się zapowiedzi pogody, że ma być poprawa. Górską drogą, chyba techniczną ruszyliśmy dalej w kierunku Głównego Szlaku Beskidzkiego. Góry zaczęły się pokazywać, morda zaczęła się cieszyć. Można było wyjąć telefon i zrobić kilka zdjęć. W takim klimacie docieramy do Suchego Gronia. Tam robimy dłuższą przerwę na popas i też tam spotykamy pierwszych ludzi tego dnia w Górach. Dalej GSB jedziemy w kierunku Węgierskiej Górki. Po błotnym fragmencie pomiędzy schroniskiem Słowianka, a Abramowem koledze przestaje działać manetka. Kilka kilometrów wcześniej najechał na ostry kamień i zrobił dziurę, ale mleko uszczelniło. Z manetką nic się w terenie nie da zrobić i jedziemy dalej. Na niebie widać ciemne chmury, jasne obłoki i błękit. W połączeniu z górskim krajobrazem widoki zachwycają.
Docieramy w końcu nad Węgierską Górkę. Ze szlaku widzimy już jeden z celów, które zamierzamy odwiedzić, Schron Wyrwidąb (https://drive.google.com/file/d/15kiSR6Lj7NFKSz5OG1jyatPO1AshJMWM/view?usp=sharing). Zjeżdżamy do asfaltu polną drogą i wjeżdżamy na wzniesienie Bukowina i robimy sobie kolejną przerwę przy schronie. Jest przed siedemnastą. Kolejnym schronem, który odwiedzamy jest Schron Wąwóz (https://drive.google.com/file/d/1n-32Ih353Dq6Pi3eL5AQ3lHrkEFAg2C8/view?usp=sharing). Jadąc do kolejnego celu przy drodze jest też Schron Wędrowiec (https://drive.google.com/file/d/119LACwI4evzcazL0Vawk0FA7PAe5jBBn/view?usp=sharing). W Węgierskiej Górce odwiedzamy jeszcze jeden schron, do którego podjeżdżamy Głównym Szlakiem Beskidzkim, który prowadzi na Baranią Górę. Jest to Schron Waligóra (https://drive.google.com/file/d/1UIRz8c55LtgbJSNubPXDcIp6yDB3SF6v/view?usp=sharing). Wracamy następnie do Węgierskiej Górki i w Żabce przy drodze robimy popas. Nie chcieliśmy tracić czasu na obiad, więc 2 hot-dogi weszły jak złe ;)
Z Węgierskiej Górki wyjeżdżamy jadąc kawałek prze Sole. Dalej trzymamy się szlaku rowerowego w kierunku miejscowości Brzuśnik. Dalej przez Juszczynę szlakiem rowerowym dojeżdżamy do Sopotni Malej. Kolega męczy się, bo przez niedziałającą manetkę jedzie na przełożeniu 30x36. Na prostych i lekkich zjazdach ciągniemy go, albo pchamy. Na podjazdach jest zdany na siebie. Z Sopotni Malej kierujemy się do Krzyżowej, a stamtąd już do Korbielowa. Wcześniej odwiedzamy schron/ fort Szyling i Kustroń. Przed dojazdem na bazę zahaczamy o Żabkę. Na kwaterę docieramy po 21.
W czasie jednego z pierwszych popasów zadzwoniłem do kolegi, który dojechać miał w piątek wieczorem i poprosiłem czy kupi mi szprychy i nyple. Zadzwonił do sklepu, okazało się, że szprychy są na miejscu, więc poczynił zakupy. Szprychę chciałem wymienić wieczorem jak dotrze dwójka pozostałych chłopaków, ale przyjechali dopiero przed 23, więc było za późno i zabawę zostawiłem sobie na sobotni poranek. Budzik ustawiony był na 7:00, ale budzę się przed szóstą. Kręcę się w łóżku, zasnąć nie mogę. Chłopaki jeszcze śpią, więc postanawiam wykorzystać ten czas i schodzę po rower, żeby zabrać się za wymianę szprychy. Zdejmuję tylne koło i zabieram je na kąpiel pod brodzik. Na dużej jadalni, którą mieliśmy do dyspozycji zaczynam operację wymiany. Chciałem to zrobić jak najmniejszym nakładem roboty. Nie uśmiechało mi się zlewanie mleka i całkowite zdejmowanie opony. Plan przemyślałem i miałem w głowie, więc zacząłem go realizować. Odkręciłem kasetę, spuściłem powietrze i obróciłem koło, żeby mleko zlało się na tą stronę opony, z którą nie zamierzałem nic robić. Zdjąłem opnę w miejscu gdzie musiałem włożyć nowy nypel. Siedziała mocno i się z nią musiałem namęczyć, ale udało. Ostatecznie musiałem zdjąć na całym obwodzie z jednej strony. Podważyłem taśmę, żeby włożyć nypel. W nypel wkręciłem jedną ze szprych od przeciwnej strony. Pozwoliło mi to na dłuższym ramieniu przy lekko odchylonej taśmie wcelować nypel w otwór. Następnie przełożyłem szprychę i zacząłem dokręcać. W pewnym momencie brakowało mi jednej ręki, więc szprychę, która służyła do wcelowania nypla poświęciłem i tak ją zawinąłem, że zablokowała nypla, żeby się nie wysuwał. Jak załapałem szprychę wnyplu, odkręciłem tą szprychę, dociągnąłem szprychę z czuciem i zacząłem zakładać oponę. Wszystko szło zgodnie z moim planem. O dziwo opona weszła na obręcz bez kłopotu, założyłem ją palcami. Biorę pompkę i lipa. Powietrze szło bokiem, opony nie szło napompować. Nie miałem ze sobą swojego boosta do wbijania opon na obręcz. Trochę się podłamałem, ale przypomniałem sobie, że mam nabój w plecaku. CO2 zrobiło robotę. Włożyłem koło, troche jeszcze naciągnąłem szprychę, ustawiłem odpowiednie ciśnienie w oponie i koło było gotowe do dalszej przygody :-D
Kolega po śniadaniu zdjął manetkę z kierownicy. Zdjął dekielek, a pod nim okazało się, że sprężynka spadła. Poprawił ją wkładając odpowiednio na swoje miejsce i zaczęła pracować normalnie.
W sobotę startujemy dwie minuty po dziesiątej. To jest ten dzień, główny gwóźdź programu ;) Tym razem w pełnym składzie, w dziewięciu chłopa. Pogoda zapowiada się piękna. Jest cieplej niż w piątek, nie pada i przede wszystkim są widoki :) Startujemy identycznie jak w piątek. Dopiero w Sopotni Wielkiej jedziemy asfaltem do Sopotni Małej, z której kierujemy się na niebieski szlak. Początek niebieskiego zaczyna się krótkim zjazdem, a za mostkiem wysoką trawą, która utrudnia jazdę, a przez kawałek nawet uniemożliwia. Z trawy skręcając w prawo trafiamy na szutrową drogę, ale co dobre bardzo szybko się kończy, bo po ok. 200m. Szlak skręca 90° i zaczyna się najgorszy wypych w moim życiu. Nie ma żadnych szans na jazdę. Wypych ciągnie się przez 2300 m i ok. 435 m w pionie. Można było to zaplanować zupełnie inaczej, ale było jak było. A tak, ahoj przygodo :) Końcowy fragment niebieskiego dało już się jechać, a dojechaliśmy nim do skrzyżowania z drogą niebędącą szlakiem, tą samą co jechaliśmy w piątek. Po około 3 kilometrach zjeżdżamy na inną drogę, którą zjeżdżamy w dół. Ja pojechałem jako drugi, zjazd był wymagający. Stromy, po luźnych kamieniach, z koleinami. Na tym zjeździe chłopaki zaliczają dwie gleby. Nie widziałem ich, ale z tego co mówili chłopaki jedna była poważna. Jeden z chłopaków zaliczył lot na twarz. Rozciął wargę od środka i obił piszczele.
Znów docieramy do niebieskiego szlaku, ale tylko go przecinamy i jakąś górską drogą trochę zarośniętą docieramy do Głównego Szlaku Beskidzkiego. Skręcamy na niego w lewo. Początkowo da się jechać, później trafiają się fragmenty, że trzeba zejść z roweru. Docieramy do łańcuchów, przenosimy rowery i kierujemy się GSB do Schroniska PTTK na Rysiance. Kawałek za łańcuchami szlak czerwony łączy się ze szlakiem żółtym i nim docieramy do Hali Pawlusiej. Piękne miejsce z ładnym krajobrazem. Stamtąd już tylko kawałek dzieli nas od popasu w schronisku. Postoju na zdjęcia nie mogło zabraknąć. Miejsce jest warte by sięgnąć po aparat :)
Do schroniska docieramy przed siedemnastą. Turystów na Rysiance było sporo. W kolejce do okienka byłem 26. W schronisku nic nie było dla mnie do jedzenia więc uzupełniłem płyny, i standardowo kupiłem szarlotkę :) Tu postój jest najdłuższy tego dnia. Podziwiając widoki, popijając piwo naprzemiennie z Cocca-Colą i zagryzając szarlotką chciałoby się tam zostać. Droga jednak jeszcze daleka do głównego celu. Na Rysiance ekipa się pomniejsza. Dwóch kolegów odpuszcza i zjeżdża niebieskim szlakiem do Sopotni Wielkiej, a docelowo na bazę.
Siedmiu "wspaniałych" jedzie dalej. Ruszamy GSB w kierunku Hali Miziowej. Jestem już zmęczony, ale coś tam sił zostało. Widzę po kolegach, że też są zmęczeni, ale twardo realizujemy plan. Najświeżsi są Ci, którzy w piątek nic nie jeździli. Przez Trzy Kopce i Palenice docieramy przed Halę Miziową. Odbijamy przed nią na niebieski szlak i wpychamy, wnosimy rowery w kierunku Góry Pięciu Kopców. Ten fragment niebieskiego jest nie do podjechania. Docieramy do punktu widokowego nad Halą Miziową i stamtąd dalej wpychamy rowery. Kawałek za ostatnim fragmentem wyciągu można jechać. Dojeżdżamy więc do granicy. Przed samą granicą trzeba zejść z rowerów. Towarzyszy nam zachodzące słońce. Z Góry Pięciu Kopców już został rzut beretem na Pilsko. Na Pilsko wjeżdżamy na rowerach. Jest godzina dwudziesta. W głowie kończy się zmęczenie, widoki robią swoje. Robimy kilka zdjęć, zdjęcie grupowe. I zjeżdżamy na dół. Od wyciągu sprowadzamy rowery z fragmentu o największym nachyleniu, a dalej zjeżdżamy już na Halę Miziową. Tam montujemy lampki na rower i zjeżdżamy zielonym szlakiem. Po 2100 m i stracie 200 m wysokości odbijamy w prawo na szlak czarny, którym zjeżdżamy do szlaku niebieskiego, który robiliśmy pod górę rano. Po 2600 m i 300 m w pionie w dół jesteśmy na niebieskim szlaku. Nim docieramy już do Korbielowa. Zjazd po ciemku bardzo fajny. Wybraliśmy zjazd zielonym i czarnym bo ja i kolega znaliśmy go z pieszych wędrówek, więc pamiętaliśmy, że nie jest trudny. W Korbielowie zajeżdżamy do Żabki i wracamy na bazę. Kończymy przed 22.
Trzeciego dnia na śniadaniu okazuje się, że z dziewięciu zostaje nas czterech. Chłopaki odpuszczają ze względu na pogodę, bo rano padał deszcz, ale też ze względu na zmęczenie. Oni się pakują do domu, my szykujemy się na rower. Trasa miała być łatwa i przyjemna. Okazała się, że była na dorżnięcie :) Wpływ miało na to przede wszystkim zmęczenie. Pogoda się wyklarowała i było ładnie.
Z Korbielowa pojechaliśmy szlakiem rowerowym do Krzyżówek. Dalej drogą szutrową w kierunku Jaworzyny. Na Jaworzynę wjeżdżamy Głównym Szlakiem Beskidzkim. Z niej zjeżdżamy GSB na Przełęcz Półgórską. Z przełęczy wypychamy duży fragment na Beskid Krzyżowski, a zBeskidu zjeżdżamy do Przełęczy, gdzie skręcamy w prawo na żółty szlak, który okazuje się fajnym naturalnym singlem (może poza końcowym fragmentem) do Korbielowa. Odpuszczamy drugą małą pętlę i wracamy na bazę.
Szybka kąpiel, pakowanie i ładowanie auta i trzeba było wracać do domu. W Jeleśni zajechaliśmy jeszcze na Pizzę i po niej kierunek Łódź.
Wyjazd intensywny i wymagający. Ale wart każdej kropli potu i krwi, każdego wulgaryzmu, który poleciał jak trzeba było wypychać jak nie dało się jechać. Trip z pierwszego dnia będę pamiętać i tak samo często jak długo wspominać. Poniżej krótkie podsumowanie jak to wyglądało liczbowo :)
- dzień pierwszy 59,5 km 1589 m up (https://pl.mapy.cz/s/beneluzupa)
- dzień drugi 45,7 km 1966 m up (https://pl.mapy.cz/s/pomelerudu)
- dzień trzeci 16,3 km 633 m up (https://pl.mapy.cz/s/necepasovo)
Trochę fotek poniżej:
Dzień 1
54769
Potok na żółtym szlaku w Korbielowie
54770
Niebieski Szlak. Dwa razy do góry, raz w dół
54771
Droga na zboczach Romanki
54772
Przejaśniało się
54773
Schron Wyrwidąb w Węgierskiej Górce
Dzień 2
54774
W sobotę widoki zdecydowanie lepsze
54775
Zdjęcie klasowe - prawie jak w szkole ;)
54776
Ostatni fragment zjazdu, na którym były gleby
54778
Tu zjechaliśmy we dwóch i czekaliśmy na pozostałych, więc poprosiłem kolegę o zrobienie fotki
54779
54780
Bywało też tak. Wypych.
54781
Łańcuchy na GSB
54782
Hala Wieperska
54783
Hala Pawlusia
54784
Martoszka i Romanka w tle
54785
Zjazd z Hali Rysianki w kierunku Hali Mizowej
54786
Punkt widokowy nad Halą Miziową
54787
Nad Schroniskiem na Hali Miziowej
54788
Babia Góra w tle z Góry Pięciu Kopców
54789
Zachód słońca na Górze Pięciu Kopców
54790
Pilsko zdobyte w blasku zachodzącego słońca
54791
Widoki w kierunku Małej Fatry (tak mi się wydaje)
54792
Podczas zjazdu do Korbielowa
Dzień 3
54793
Z widokiem na Pilsko
54794
Szlak rowerowy
Jak się chwalicie to i ja się pochwalę. ;-)
Rozpoczął się urlop to i jest kręcenie. Dziś zrobiłem fajną pętelkę Jurgów - Bukowina - Brzegi i potem wjazd do Łapszanki.
Niestety ominałem ścianę Harnaś, ale to zrobię i tak, trzeba się sprawdzić ;-)
Podjazd do Łapszanki od Jurgowa, przez Rzepiska...no nie powiem było ciężko w popołudniowym słońcu.
Niby średnie nachylenie podjazdu 5,6%, długość 4,4km ale max 15,5%.
http://www.altimetr.pl/podjazd-pawliki.html
Dodam, ze stary napęd 3x9 nadal się idealnie sprawdza, na przełożeniach "miekkich" 1x1 bez problemu da się wjechać, nawet jest zapas mocy.
Natomiast zjazdy 3x9, no to jest poezja, XC idzie nadal jak przecinak do 65km w oka mgnieniu.
W czwartek będzie 4 Etap TdP właśnie na trasie Łapszanka-Rzepiska-Bukowina. Trzeba będzie powitać ekipę naszych "braci" ;-)
A dzisiejsza nagroda za trud była taka, jakość z phone'a.
54798
Świetna relacja, co prawda dla mnie za dużo pchania, ale chyba taka specyfika tamtych gór.
siemalysy - git - dzięki! te kąśliwe miejsca mocno ukryte czy spoko widoczne i oznakowane?
mam już w sumie 3 alternatywy - więc będzie git... taką mam przynajmniej nadzieję!
siemalysy
11-08-2021, 17:57
Cudeńko!
Dziękuję :)
Jak się chwalicie to i ja się pochwalę. ;-)
..
Brawo :)
W ubiegłym roku chciałem tam dojechać, tzn. do Łapszanki. Ale pogoda była beznadziejna, więc trasę skończyłem przy zamku w Niedzicy.
Świetna relacja, co prawda dla mnie za dużo pchania, ale chyba taka specyfika tamtych gór.
Dziękuję :)
Myślę, że lokalsi znają alternatywne drogi, które minimalizują wypych. Jednak całkowite uniknięcie go jest raczej niemożliwe.
siemalysy - git - dzięki! te kąśliwe miejsca mocno ukryte czy spoko widoczne i oznakowane?
mam już w sumie 3 alternatywy - więc będzie git... taką mam przynajmniej nadzieję!
Luzik, nie ma za co dziękować. Jak byś chciał tracka, żeby objechać: Gozdno 1, Gozdno 2, Pod Grzybkami i Dwa Wąwozy, to daj znać :)
Nie pamiętam, nie zwróciłem uwagi. Wygląda to tak, że ciśniesz w dół i nagle jest zakręt w lewo, ok 90° bez pandy, po kamieniach i skraju zbocza, które może nie jest strome, ale nie chciałbym tam polecieć w dół. Jadąc pierwszy raz i tak będziesz jeździł rozważnie, więc na pewno zorientujesz się kiedy to będzie ;)
siemalysy poszaleliście sobie nieźle, recka klasa [emoji846]
siemalysy
11-08-2021, 20:11
crusiek, dziękuję :)
LeonardZelig
12-08-2021, 07:54
Myślę, że lokalsi znają alternatywne drogi, które minimalizują wypych. Jednak całkowite uniknięcie go jest raczej niemożliwe.
Fajna wyprawa. Co do powyższego zdania, to sprawdza się to częściowo w mojej okolicy. W niedzielę postanowiłem wyjechać na Błatnią i najlepszą opcją było wybranie szerokiej i wygodnej drogi poza szlakiem. Na samych szlakach niestety kamieni kupa i trudno czasem przejechać.
Fajna wyprawa. Co do powyższego zdania, to sprawdza się to częściowo w mojej okolicy. W niedzielę postanowiłem wyjechać na Błatnią i najlepszą opcją było wybranie szerokiej i wygodnej drogi poza szlakiem. Na samych szlakach niestety kamieni kupa i trudno czasem przejechać.
Zasadniczo to dobre trasy mtb tym się charakteryzują, że mają ludzkie podjazdy i ostre zjazdy. I bardzo często jest tak, że pętla robiona w jednym kierunku bardzo różni się od odwrotnej. Czasem są to krańcowo różne trasy - w moich opisach pętli górskich zawsze podaję rekomendowany kierunek.
Przy samodzielnym projektowaniu jest to jeszcze ważniejsze bo można sobie pozwolić na trudne, zakamienione, "nieturystyczne" zjazdy a na podjazdach skorzystać bezstresowo z asfaltów.
Używał ktoś z was mapy OSM robione pod garmina - do pobrania z tąd: https://garmin.osmapa.pl/ ?
ciekawi mnie na ile są dobre?
Używał ktoś z was mapy OSM robione pod garmina - do pobrania z tąd: https://garmin.osmapa.pl/ ?
ciekawi mnie na ile są dobre?
Ja używam, ale z tej strony: http://garmin.openstreetmap.nl/.
Mają cały świat. Na rowerze używam tej wersji light. Ma większe nazwy miast, co bardzo się przydaje na drgającym ekraniku, nawet tej wielkości co w Edge 1000.
Do tego na osobnej warstwie mam warstwice, to się przydaje, żeby zobaczyć kiedy podjazd się skończy. Nowsze Garminy podają to już po wgraniu śladu, możliwe, że mój też, ale nie chce mi się tego szukać. :)
Tam gdzie istnieje duża i ogarnięta społeczność mapy są dosyć dokładne. W Polsce, Czechach czy Niemczech jest większość dróg, w tym leśnych. Nawet sporo ST na Dolnym Śląsku i w Czechach jest już na mapach. Czasem trafia się w lesie jakaś droga, której nie mam na mapie. Czasem trafia się droga na mapie, której nie ma w rzeczywistości. Piszę to w kontekście lasu i tzw. terenu. Na twardym nie zauważyłem błędów, choć czasem faktyczna droga rozmija się z podkładem mapowym i Garmin burczy o zejściu ze śladu, a to tylko błąd mapy.
Ja jeżdżę głownie po śladzie, ale wyrysowanym też na tym podkładzie, bo ridewithgps też korzysta z OSM. Niemniej jednak nawigowałem też zwyczajnie patrząc na mapę i było OK. Kawał Rumunii w ten sposób przejechałem. Jedyny problem był Bośni i Hercegowinie. Tamten teren ma słabe mapy i często wjeżdżało się na białe plamy.
o widzisz! o lightach nie pomyślałem. co się traci w porównaniu z pełnymi i ewentualnie na ile szybciej się renderują na urządzeniu?
Moim zdaniem nic się nie traci. Twórcy twierdzą, że dane są takie same na obu mapach, ale wersja Lite ma routing tras zoptymalizowany pod rower. Nie zaproponuje Ci trasy po autostradzie czy nawet krajówce. W teorii przynajmniej. Tu się nie wypowiem, bo w zasadzie nie korzystam z routingu w Garminie. Na lite na pewno nie ma obrysów budynków, tereny zamieszkałe są przedstawione jako jeden, pomarańczowy obszar.
Nie mam pojęcia o ile szybciej, bo zarzuciłem korzystanie ze zwykłej wersji jeszcze przed tym jak kupiłem Edge 1000. Na 64s chyba było faktycznie szybciej, ale też raczej tylko w mieście. W terenie, gdzie mapa ma siłą rzeczy mniej detali nie było widać za bardzo różnicy. To był ostatni odbiornik na którym korzystałem z pełnej wersji, a potem z wersji Lite. Na tej stronie z Holandii co zapodałem, wersja Lite jest opisana jako rowerowa, to korzystam z niej na rowerze.
Jeszcze w czasach używania 60 CSx miałem taką mapę Pragi, że przy jej wyświetlaniu zawieszał się odbiornik i trzeba było czekać, aż doczyta się cała. Była zbyt szczegółowa. Ale to nie była mapa OSM.
Odkąd korzystam z OSM nie mam takich problemów. To jest też jeden z głównych powodów, że nie patrzę nawet na Wahoo czy innych producentów.
Dla pokolorowania wątku, spotkany na Jarmarku Dominikańskim
54901
Wind Mill
14-08-2021, 17:54
Ten to chyba z ekipy Transformersów? Bumble-bee chyba łaził po Długiej? ;)
Łaził, łaził , foty sobie ludki z nim robili...
No to zrobiliśmy sobie wypad. W sobotę po pracy pojechaliśmy do Świerzawy. Udało się dojechać w 2h 20 bez specjalnej szarpaniny bo drogi były puste. I tak przed 17 byliśmy już przebrani i gotowi do boju. Padło na 2 Wąwozy. Jako, że za pierwszym razem pomyliłem trasę to zrobiliśmy w sumie 1,5 kółka. Bardzo przyjemna trasa, z dużymi fragmentami idącymi trawersem, co potrafi działać na wyobraźnię...54974
54975
W niedzielę wystartowaliśmy do Świeradowa. Na drogach pusto więc bez specjalnej napinki w godzinkę z postojem na zakupy w wiejskim sklepie udało się dojechać. Plan był prosty zrobić niebieską do granicy. Trasa sporo trudniejsza fragmentami niż ta z dnia poprzedniego ale poza pierwszym kilometrem zupełnie przyjemna dla każdego. Na pierwszym kilometrze kilka miejsc, które trzeba zrobić floowo bo jadąc powoli i rozpoznając trasę skończyło się na sprowadzeniu. Podjazdów sporo ale raczej brak miejsc, w których nie dało by się podjechać. Uczciwie trzeba przyznać, że zrezygnowaliśmy z ostatniego fragmentu pętli (czarny kawałek z dziwnym mostkiem) i wróciliśmy na parking szutrem i asfaltem. Wyszło na to, że Ola jest ujechana ale z chęcią na dalszy ciąg. Padło więc na zająca. To jest najciekawsze spostrzeżenie z wyjazdu. Okazuje się, że ten sam track w zależności od pogody może się cholernie różnić. Za pierwszym razem było błota po kostki a trasa była mocno wymagająca (korzenie, ślisko) za to wczoraj zrobiliśmy ją z zupełnym luzem.
54976
54977
Do domu wróciliśmy ujechani ale zadowoleni a i o dziwo w drodze powrotnej było całkiem luźno na drodze.
54978
54979
54980
54981
Rozkręcacie się, choć sezon powoli, ale nieubłaganie, niestety dobiega końca.
W górach to raczej oczywista sprawa, że warunki pogodowe decydują o wszystkim i potrafią całkowicie zmienić zasady gry. Choćby to co Michał opisywał w Beskidzie Żywieckim czy moje przygody terenowymi łącznikami po nawałnicy w okolicach Bolesławca.
Ja dziś wybrałem się MTB do serwisu, żeby Foxy na przegląd zawieźć. Kawałek od domu jakieś dziwne trzaski zaczęło być słychać. W końcu jak ruszałem spod jednych ze świateł na dość twardym przełożeniu, na stojąco z siodłem na dole to przyglebiłem. Prędkość nie była duża, ale ścignęło mi jedną rękawicę i jeszcze tak się zaplątałem w rower, że kierownica zaczepiła o kieszeń w spodniach i przez chwilę się motałem na środku przejazdu rowerowego. W końcu rozplątałem ten precel i patrzę WTF? Okazało się, że zerwałem łańcuch.
Pękła jedna z zewnętrznych blaszek ogniwa no i dalej już poszło. To były te trzaski.
Łańcuch spiąłem zapasową spinką, ale w serwisie powiedziałem, żeby też wymienili.
Rower upadł na bok, a potem przez chwilę był do góry kołami i oparł się na Garminie.
54992
54993
Wyrwało też wypusty mocujące z uchwytu.
54994
Na szczęście po ściągnięciu szkła ochronnego okazało się, że tylko delikatnie podziobało ramkę ekranu.
54995
Zatem jakby się ktoś zastanawiał czy warto inwestować w szkło ochronne czy kondoma ochronnego to MZ warto.
Ja na sobie nie miałem kondoma czy szkła i prawy łokieć oraz prawe kolano mam przeszlifowane. Już jednak dokupiłem kompresy, żeby nie straszyć ludzi bo jutro zamierzam przejechać zmodyfikowaną trasą przez trzy kraje. Tym razem ze Zgorzelca do Szklarskiej Poręby. W końcu jakiś konkretniejszy podjazd.
Lepiej późno niż później!
Jest plan na jeszcze jeden wyjazd... choć jak wiadomo - we wrześniu to pogoda może być już różna. Zostały 2 niegroźnie wyglądające singielki w Kaczawskich i Świeradów po czeskiej stronie. Dużo zależy od pogody. W sumie jestem zadowolony z żony - bo całkiem dała radę. Na razie najbardziej boi się wejść we flow i to nas nadal trochę spowalnia ale pracujemy nad tematem.
siemalysy
16-08-2021, 19:12
siona brawo :)
Tomek, zdyboo współczuję. Śmiechem, żartem za mocną masz nogę, że łańcuchy rwiesz ;) Najważniejsze, że nic poważnego się Tobie nie stało. Udanej wyprawy jutro :)
W sobotę rano, kilka minut po szóstej razem z żoną wyjechaliśmy z Łodzi do Spalonej. W planie był singiel Jagodna. Później autem mieliśmy pojechać w okolice Międzygórza, żeby przejechać single: Pod Śnieżnikiem i Ostoja. I jakby czasu starczyło mieliśmy jeszcze przejechać singiel Międzylesie.
W okolicach schroniska PTTK Jagodna byliśmy przed 11. Zdjęliśmy rowery z auta, przebraliśmy się i kilka minut po jedenastej ruszyliśmy na Singletrack Glacensis Jagodna. Singiel zaczął się delikatnie pod górę, trochę kamieni, kilka kładek, całkiem przyjemnie. Lekkei podjazdy przeplatały lekkie zjazdy urozmaicone niewielkim hopkami. Nic wielkiego.
Niestety nasza jazda zakończyła się po przejechaniu ok. 6,5 km. Żona chyba niefortunnie, ze złą pozycją najechała na jedną z hopek i ją wybiło. Nie była w stanie opanować roweru. Jej pozycja była idealna pod OTB. I tak się prawdopodobnie skończyło. Dokładnanie widziałem tylko fragment samego początku. Reszty nie pamiętam, albo nie widziałem. W każdym razie zaliczyła glebę, która na pierwszy rzut oka nie wyglądała źle. Zapytałem czy jest cała. Odpowiedziała, że nie wie. Chciałem jej pomóc wstać, ale chciała chwilę posiedzieć i się otrząsnąć. Zapytałem czy coś ją boli, bolało biodro i ramię.
Kiedy pomagałem jej wstać było już jasne, że dalsza jazda nie będzie możliwa. Po tym jak zrobienie kilku kroków, żeby przejść do cienia sprawiało jej mega trudność okazało się, że z zejściem do auta będzie też ciężko. Opatrzyłem jej rękę bo ma konkretnego szlifa. Z barkiem było źle, bo strasznie ją bolało. Użyłem chusty z apteczki i zrobiłem coś w rodzaju temblaka, żeby mogła ułożyć tak rękę, aby bolało najmniej.
Było jasne, że sami sobie nie poradzimy z dotarciem do auta. Zadzwoniłem do GOPR. Rozmowa była rzeczowa, zadali odpowiednie pytania, szybko odpowiedziałem. Na zakończenie rozmowy zapytali czy mam aplikację Ratunek. Odpowiedziałem twierdząco, więc poprosili o zgłoszenie, żeby mogli znać naszą lokalizację. Po kilku minutach zadzwonili do mnie z informacją, że ratownicy są już w drodze. Następnie po kolejnych minutach kontaktowali się ze mną już ratownicy z informacją, że będą za ok. 1h. Za każdym razem podczas rozmowy były pytania o stan zdrowia mojej żony. Kolejny telefon był po ok. 40 minutach, że są blisko. Jak dojechali blisko nas zadzwonili, żeby ustalić gdzie dokładnie jesteśmy. Włączyli na chwilę sygnał dźwiękowy i porozumieliśmy się, że wyjdę im naprzeciw, żeby mogli trafić do żony.
Po dotarciu usztywnili bark, zapakowali ją na wózek do przewożenia poszkodowanych turystów i zwieźli do drogi, na której mieli auto. Ja z dwoma rowerami zszedłem z nimi. Zapakowali się na auto, zabrali też plecak i rower mojej żony i pojechali. W lesie jechałem za nimi. Zjechaliśmy do asfaltu, do drogi, która na mapie nazwana jest Autostradą Sudecką i skierowaliśmy się w lewo w kierunku przełęczy. Dopóki było lekko w dół i płasko byłem w stanie jechać za nimi mając kontakt wzrokowy z autem. Zgubili mnie dopiero jak zaczął się podjazd. Swoją drogą dziurawa straszliwie ta "autostrada".
Żonę odwieźli do naszego auta i zostawili ze wskazówkami co mamy robić dalej. Zajechałem kilka minut później, zapakowałem rowery na dach, przebrałem się w suche ubrania i ruszyliśmy do Polanicy Zdroju. Tam żonę przyjęli na SOR. Wspólnie odwiedziliśmy pierwszego lekarza, który skierował ją na prześwietlenie. Zrobiliśmy zdjęcia. Po pewnym czasie jak nastała nasza kolej zabrali już żonę samą do gabinetu.
Skończyło się na złamanym obojczyku i solidnym zbiciu biodra. Gips ma na 6 tygodni. Tak się skończyła sobotnia przygoda. Nie jest dobrze, ale trzeba się cieszyć, że tylko tak się skończyło. Upadek, który nie wyglądał groźnie skończył się kontuzją.
Miałem trochę czasu na przemyślenia. Żonę zabrałem na single bo chciała jechać w góry na rower, chciała spróbować i w żadnym stopniu jej nie namawiałem. Hopka, która ją wybiła nie była duża. Jeździła niejednokrotnie w cięższym terenie. Być może za szybko poczuła się za pewnie i została za to ukarana, o ile można tak powiedzieć. Powiedziałem jej czego może się spodziewać na trasie. Umówiliśmy się, że do szczytu jedzie pierwsza, a później w dół ja miałem jechać wolno, żebym mógł jej krzyknąć kiedy ma uważać, itp. Może powinna cały czas jechać z tyłu, ale uznałem, że lepiej będzie jak początek ona będzie jechała pierwsza, bo ja mógłbym jej odjeżdżać i mogłaby próbować mnie gonić, albo się zniechęcić.
W tym miejscu to się wydarzyło (https://youtu.be/c0UKnhMK3DQ?t=1487), w minucie 25:05
Pomoc od GOPR i pomoc na SOR w Polanicy Zdrój mogę ocenić tylko bardzo dobrze. Co prawda na SOR spędziliśmy 3 godziny, ale było sporo ludzi i nam to nie przeszkadzało.
Mam nadzieję, że się nie zniechęci do roweru. Teraz szuka sobie w sieci nowego kasku bo obecny nadaje się do kosza, więc są szanse, że tam za jakiś czas wrócimy.
55006
Kask po glebie.
55007
Klamka prawa
55008
Klamka lewa
Michał, życzę Wam, aby Twoja żona szybko się wykaraskała i od wiosny znowu zaczęła jeździć. Ten rok już raczej ma z głowy.
Bez kasku jeszcze pewnie doszedłby uraz głowy i w sumie jak jeżdżę teraz dłuższe trasy to nie pamiętam kiedy ostatnio spotkałem w trasie kogoś bez kasku. Nie piszę tu o lokalsach co z jednej wioski do drugiej jeżdżą, ale o ludkach, którzy podobnie jak ja robią sobie wycieczkę. To jest na pewno pozytywna zmiana w ciągu tych kilkunastu lat. Gdzie wtedy zdarzali się wcale nierzadko ludzie bez kasków na MTB w górach.
Klamki przeszlifowane, nadają charakteru rowerowi. Rower nie może wyglądać cały czas jak z salonu. Na nim też się zapisuje historia. Ja w gruzie już obie klamki mam przerysowane. Owijkę mam uwaloną od żywicy, bo nieopatrznie oparłem rower o ścięte drewno. Póki to są tylko blizny i szlify to nie ma się czym przejmować. Choć jak szlify są nie do przejścia to da się chyba kupić te pokrywy luzem. Nie wiem czy obecnie, nie wiem czy w Polsce, ale swego czasu w jednym z niemieckich sklepów widziałem pokrywy zbiorników wyrównawczych do Deore, zatem może do innych grup też są.
Sprawdź tylko tę kierownicę, nie wiem na ile te rysy są głębokie, ale jak są, to może lepiej wymienić. No i sprawdzić czy się nie wygła była.
Z tym łańcuchem to jakaś dziwna sprawa, rower ma przejechane 2,6 kkm. Większość po górach. W tym roku raz na nim poważniej jeździłem, ale też w lasach koło Wrocławia. Napęd czyszczony i łańcuch smarowany po każdej jeździe. Wszystko homogenicznie z grupy Eagle GX. Siakaś wada materiałowa się ujawniła była.
Teraz szuka sobie w sieci nowego kasku bo obecny nadaje się do kosza, więc są szanse, że tam za jakiś czas wrócimy.
a
Jak widać trwałego urazu chyba nie ma!
Dużo zdrówka dla żonki...
Są ochraniacze na barki, łokcie, uda może takie jej sprawić?
Do takich przygód fullfejs jak znalazł.
siona brawo :)
dzięki!
Skończyło się na złamanym obojczyku i solidnym zbiciu biodra. Gips ma na 6 tygodni. Tak się skończyła sobotnia przygoda. Nie jest dobrze, ale trzeba się cieszyć, że tylko tak się skończyło.
Strasznie przykro to słyszeć :/
Miałem trochę czasu na przemyślenia. Żonę zabrałem na single bo chciała jechać w góry na rower, chciała spróbować i w żadnym stopniu jej nie namawiałem. Hopka, która ją wybiła nie była duża. Jeździła niejednokrotnie w cięższym terenie. Być może za szybko poczuła się za pewnie i została za to ukarana, o ile można tak powiedzieć. Powiedziałem jej czego może się spodziewać na trasie. Umówiliśmy się, że do szczytu jedzie pierwsza, a później w dół ja miałem jechać wolno, żebym mógł jej krzyknąć kiedy ma uważać, itp. Może powinna cały czas jechać z tyłu, ale uznałem, że lepiej będzie jak początek ona będzie jechała pierwsza, bo ja mógłbym jej odjeżdżać i mogłaby próbować mnie gonić, albo się zniechęcić.
My na razie w zasadzie cały czas tak jedziemy - tzn ja prowadzę i staram się to robić na tyle wolno by Ola nadążała a jeśli jest bardzo prosty kawałek to się puszczam i czekam za chwilkę, z tym, że jeśli pojawia się jakakolwiek techniczna trudność i wiem, że Ola nie usłyszy krzyku to zatrzymuję się bezpośrednio za i ostrzegam oraz mówię jaką linię ma wybrać. Na razie nam to działa, choć trzeba uczciwie przyznać, że nie jest to najszybszy sposób pokonania trasy.
W tym miejscu to się wydarzyło (https://youtu.be/c0UKnhMK3DQ?t=1487), w minucie 25:05
Kąśliwa menda - nie zauważyłem jej przed!
Mam nadzieję, że się nie zniechęci do roweru. Teraz szuka sobie w sieci nowego kasku bo obecny nadaje się do kosza, więc są szanse, że tam za jakiś czas wrócimy.
Tego wam z całego serca życzę!
Od siebie dodam, że po tych kilku km z żoną poczyniłem pewne obserwacje. Największym problemem jest ogólnie brak techniki ale szczególnie w zakresie pozycji na rowerze. Tzn. odczucie mam takie jakby każdy "zbędny" ruch był redukowany. W związku z tym często jest zbyt "do przodu" czy "zbyt wysoko". Widzę za to postęp w używaniu myk-myka, choć i to na razie jeszcze dość opornie i w trudnych miejscach krzyczę do niej co ma zrobić. No i bodaj największy problem - notoryczna chęć siedzenia. Staramy się z tym walczyć i widać efekty ale jeszcze dużo pracy przed nami.
Przekaż proszę Szanownej Małżonce życzenia szybkiego powrotu do zdrowia! Mam nadzieję zobaczyć się kiedyś na trasie.
- - - - kolejny post - - - - - -
homogenicznie z grupy Eagle GX
strasznie ciekawe! nie dalej jak kilka dni temu czytałem jakieś porównanie łańcuchów KMC, SRAM, Shimano i kolesie zwracali uwagę na różnicę w ciasności pasowania. Jestem ciekaw jak to realnie wpływa na trwałość tych napędów?
siemalysy szybkiego powrotu do zdrowia dla żony.
hopka faktycznie nie wygląda jakoś strasznie, ale czasami człowiek się na prostej potrafi wywalić.
Najważniejsze, że tylko tak się skończyło i żona nie ma urazu psychicznego, tzn. pewnie jakiś ma i będzie to zawsze z tyłu głowy siedzieć,
i planuje ponownie wsiąść na rower.
Ja w sobotę wybieram się dokładnie w to miejsce na 10 dni, żona też początkująca w górach, ale pozytywnie nastawiona po objeżdżeniu
naszych gdańskich górek. Nic jej o tym nie powiem, bo jeszcze się rozmyśli :-)
siemalysy Ja również przesyłam życzenia pełnego powrotu do zdrowia. Oby obojczyk znów funkcjonował bez przeszkód.
[MENTION=27646] Upadek, który nie wyglądał groźnie skończył się kontuzją.
To chyba często się tak dzieje. U mnie było niby tylko lekkie podparcie się ręką przy upadku a skutek był w postaci pękniętej kości przedramienia.
Moje ukochane szorty umarły w niedzielę... Cóż - miały prawo - z 10 lat je katowałem! Jako, że oczywiście były to szorty absolutnie nierowerowe (bo przecież wiadomo, że nic tak człowiekowi nie pasuje jak coś nieprzystosowane do danego zastosowania...) to poza olbrzymią liczbą kieszeni (8! z czego 4 na zamek) miały jeszcze jeden absolutnie szałowy ficzer! Głównym zastosowaniem było pływanie na łódce (spodenki do yachtingu) więc miały gumowany tyłek. Była to absolutnie genialna funkcjonalność. Można było usiąść wszędzie i nie martwić się kompletnie. Od jakiegoś czasu przeglądam oferty różnych firm (tych żeglarskich również - spodenki były marki Musto) ale niestety nic fajnego mi się w oczy nie rzuciło. Pytanie jest więc: czy nie widział ktoś z was spodenek freeridowych (bądź innych pasujących), które będą miały podobną funkcjonalność? W ofercie firm żeglarskich pojawiają się takie ale niestety te dzisiejsze są strasznie delikatne... no cienizna taka.
obecne miały +/- tak zagumowany zadek
55031
siemalysy
17-08-2021, 18:55
Michał, życzę Wam, aby Twoja żona szybko się wykaraskała i od wiosny znowu zaczęła jeździć. Ten rok już raczej ma z głowy.
Bez kasku jeszcze pewnie doszedłby uraz głowy i w sumie jak jeżdżę teraz dłuższe trasy to nie pamiętam kiedy ostatnio spotkałem w trasie kogoś bez kasku. Nie piszę tu o lokalsach co z jednej wioski do drugiej jeżdżą, ale o ludkach, którzy podobnie jak ja robią sobie wycieczkę. To jest na pewno pozytywna zmiana w ciągu tych kilkunastu lat. Gdzie wtedy zdarzali się wcale nierzadko ludzie bez kasków na MTB w górach.
Klamki przeszlifowane, nadają charakteru rowerowi. Rower nie może wyglądać cały czas jak z salonu. Na nim też się zapisuje historia. Ja w gruzie już obie klamki mam przerysowane. Owijkę mam uwaloną od żywicy, bo nieopatrznie oparłem rower o ścięte drewno. Póki to są tylko blizny i szlify to nie ma się czym przejmować. Choć jak szlify są nie do przejścia to da się chyba kupić te pokrywy luzem. Nie wiem czy obecnie, nie wiem czy w Polsce, ale swego czasu w jednym z niemieckich sklepów widziałem pokrywy zbiorników wyrównawczych do Deore, zatem może do innych grup też są.
Sprawdź tylko tę kierownicę, nie wiem na ile te rysy są głębokie, ale jak są, to może lepiej wymienić. No i sprawdzić czy się nie wygła była.
Z tym łańcuchem to jakaś dziwna sprawa, rower ma przejechane 2,6 kkm. Większość po górach. W tym roku raz na nim poważniej jeździłem, ale też w lasach koło Wrocławia. Napęd czyszczony i łańcuch smarowany po każdej jeździe. Wszystko homogenicznie z grupy Eagle GX. Siakaś wada materiałowa się ujawniła była.
Jak widać trwałego urazu chyba nie ma!
Dużo zdrówka dla żonki...
Są ochraniacze na barki, łokcie, uda może takie jej sprawić?
dzięki!
Strasznie przykro to słyszeć :/
My na razie w zasadzie cały czas tak jedziemy - tzn ja prowadzę i staram się to robić na tyle wolno by Ola nadążała a jeśli jest bardzo prosty kawałek to się puszczam i czekam za chwilkę, z tym, że jeśli pojawia się jakakolwiek techniczna trudność i wiem, że Ola nie usłyszy krzyku to zatrzymuję się bezpośrednio za i ostrzegam oraz mówię jaką linię ma wybrać. Na razie nam to działa, choć trzeba uczciwie przyznać, że nie jest to najszybszy sposób pokonania trasy.
Kąśliwa menda - nie zauważyłem jej przed!
Tego wam z całego serca życzę!
Od siebie dodam, że po tych kilku km z żoną poczyniłem pewne obserwacje. Największym problemem jest ogólnie brak techniki ale szczególnie w zakresie pozycji na rowerze. Tzn. odczucie mam takie jakby każdy "zbędny" ruch był redukowany. W związku z tym często jest zbyt "do przodu" czy "zbyt wysoko". Widzę za to postęp w używaniu myk-myka, choć i to na razie jeszcze dość opornie i w trudnych miejscach krzyczę do niej co ma zrobić. No i bodaj największy problem - notoryczna chęć siedzenia. Staramy się z tym walczyć i widać efekty ale jeszcze dużo pracy przed nami.
Przekaż proszę Szanownej Małżonce życzenia szybkiego powrotu do zdrowia! Mam nadzieję zobaczyć się kiedyś na trasie.
- - - - kolejny post - - - - - -
strasznie ciekawe! nie dalej jak kilka dni temu czytałem jakieś porównanie łańcuchów KMC, SRAM, Shimano i kolesie zwracali uwagę na różnicę w ciasności pasowania. Jestem ciekaw jak to realnie wpływa na trwałość tych napędów?
siemalysy szybkiego powrotu do zdrowia dla żony.
hopka faktycznie nie wygląda jakoś strasznie, ale czasami człowiek się na prostej potrafi wywalić.
Najważniejsze, że tylko tak się skończyło i żona nie ma urazu psychicznego, tzn. pewnie jakiś ma i będzie to zawsze z tyłu głowy siedzieć,
i planuje ponownie wsiąść na rower.
Ja w sobotę wybieram się dokładnie w to miejsce na 10 dni, żona też początkująca w górach, ale pozytywnie nastawiona po objeżdżeniu
naszych gdańskich górek. Nic jej o tym nie powiem, bo jeszcze się rozmyśli :-)
siemalysy Ja również przesyłam życzenia pełnego powrotu do zdrowia. Oby obojczyk znów funkcjonował bez przeszkód.
To chyba często się tak dzieje. U mnie było niby tylko lekkie podparcie się ręką przy upadku a skutek był w postaci pękniętej kości przedramienia.
Panowie dziękuję za dobre słowo :) Przekazałem żonie. Przesyła Wam pozdrowienia :)
siemalysy szybkiego powrotu do zdrowia dla żony.
hopka faktycznie nie wygląda jakoś strasznie, ale czasami człowiek się na prostej potrafi wywalić.
No i trzeba było długo czekać :-) dziś wyciąłem glebę jak wszedłem w mokrych butach spd do biurowca,
buty mają 2 dni, mam nadzieję, że się trochę dostosują, stare nie były takie śliskie na podłodze PCV
oooo - dlatego do roboty mam inne spdy :D
w tych na trasę to bym się zabił chyba
o takie mam:
https://www.decathlon.pl/p/buty-na-rower-mtb-st-500/_/R-p-301219?mc=8529817&c=Czerwony
No i trzeba było długo czekać :-) dziś wyciąłem glebę jak wszedłem w mokrych butach spd do biurowca,
buty mają 2 dni, mam nadzieję, że się trochę dostosują, stare nie były takie śliskie na podłodze PCVBa.
Człowiek potrafi załatwić się na amen nawet na prostej drodze jadąc wolno.
Tak się załatwił mąż kuzynki.
Przyjechali na wakacje z Miami, wyszli na wycieczkę po parku na rowerkach trekingowych, z dziećmi.
Na jakimś małym korzeniu, czy kamieniu chłop się wywrócił i paraliż od szyi w dół.
Akcja w uck, przelot do Stanów, rehabilitacja....
Mija drugi rok i nadal jest kiepsko, ale coś tam się lekko poprawia...
To to słabo, mam nadzieję, że chłop dojdzie do siebie. Znajomy znajomego spadł z drugiego stopnia drabiny i to samo, leży bez czucia w ciele.
Ja na początku lipca skręciłem śródstopie schodząc z czereśni, może z 60 -70 cm było do ziemi. Dopiero skończyłem rehabilitację i od poniedziałku
wsiadłem na rower. Aż mi się gorąco zrobiło, ale na szczęście tylko d... sobie trochę potłukłem :-) A w sobotę jadę na rowery do Kłodzka :-)
Pierwsza jesienna jazda już za mną.
Źle spałem, do tego stopnia źle, że jak wstałem bez budzika o piątej to się zastanawiałem czy w ogóle jechać. Przewyższenie się jednak samo nie wbije.
Naszykowane miałem rękawki, ale jak zobaczyłem na termometrze 14 stopni, to zamieniłem na koszulkę termiczną pod koszulkę rowerową. Pociąg przyjechał spóźniony kilka minut na moją stację, ale w Zgorzelcu był zgodnie z rozkładem. Ruszyłem, początkowo pod wiatr do tego pizgało. Zastanawiałem się czy nie założyć wiatrówki, zwłaszcza, że wyglądało jakby zaraz miało zacząć padać, co nawet przewidywała prognoza pogody, która zmieniła się w trakcie podróży pociągiem. Nie założyłem jednak, tylko kontynuowałem jazdę. Tym razem przejechałem koło jeziora Berzdorfer See najkrótszą możliwą trasą, niedawno byłem, wiatr i niska temperatura nie zachęcały do zwiedzania. Ruszyłem w stronę Zittau, ale inną trasą, z założenia mniej ruchliwą niż ta co nią już dwa razy jechałem. Trasa była mniej ruchliwa, bardziej urokliwa, tylko, że odniosłem wrażenie, jakoby w tygodniu był ogólnie mniejszy ruch niż w weekend. Na obrzeżach Oberseiferdorf zmieniłem nieco trasę i zamiast jechać trzeci raz tak samo, wybrałem widoczny na nawigacji szlak rowerowy i do Zittau wjechałem od północy, a nie od zachodu.
Przedostałem się do Polski i znowu ominąwszy, tym razem trójstyk granic Polski, Czech i Niemiec pojechałem kawałek szlakiem ER-2 przez Polskę. W Kopaczowie przedostałem się do Czech czymś co wg mapy Google jest pieszym przejściem granicznym, ale bardziej wygląda jak nielegalne przekroczenie granicy. Wbiłem na Cyklotrasę 3039, która po kilkuset metrach asfaltu przeszła w polną drogę. Ten odcinek od granicy do Horni Vitkova to jest sztos na gruza. Bardzo przyjemnie się jechało, zwłaszcza, że w końcu z wiatrem. W Vaclavicach zrobiłem krótki popas na batona i pepsi, baton był twardy od niskiej temperatury. Zacząłem też mieć obawy czy nie jestem w dupie czasowej. Zaczynałem dobijać do 3 godzin jazdy, a nie przejechałem nawet 60 km. Średnia prędkość też to potwierdzała. W okolicach Horni Vitkova wbiłem jednak na asfalt, zaczęły się zjazdy i zacząłem nadrabiać.
Do Frydlantu dotarłem koło południa. Zatrzymałem się koło Pivovaru Frydlant na jedną 10, chciałem też jakieś frytki, ale nie mieli, a na pizzę nie miałem ochoty czekać i na całą też nie miałem ochoty, a na kawałki nie mieli.
Za Frydlantem zacząłem wjeżdżać w Góry Izerskie, przy drodze pojawiły się znaki informujące o granicy Krajobrazowego Parku Gór Izerskich. Jeden z batonów jeszcze pod browarem przełożyłem do kieszonki koszulki, żeby nieco odtajał. Wiedziałem, że przyda się za chwilę, bo zbliżałem się do największej atrakcji tego wyjazdu czyli podjazdu pod masyw Jizery. Podjazd ma w sumie około 17 km i zaczyna się w miejscowości Raspenava, tylko początkowo nachylenie jest symboliczne, a i zdarzają się jakieś zjazdy. Najbardziej wymagający odcinek to 10 km z nachyleniem 6-7%. Po pierwszym kilometrze zatrzymałem się na batona z kieszonki, który już zaczynał się rozpuszczać oraz pepsi i po krótkim odpoczynku ruszyłem w górę. Podjazd jest długi, ale jechało mi się zdumiewająco dobrze. Znakomita nawierzchnia, niewiele samochodów i równe tempo. Na przełęczy wjechałem za szlaban. Byłem w turystycznej części Gór Izerskich. Wszyscy poubierani w kurtki i długie spodnie, nierzadko w czapkach. Garmin pokazywał jednak 12 stopni, czyli w zasadzie tak samo jak na dole. Cały wyjazd to temperatura 13-14 stopni. Najwyższą jaką zarejestrował licznik było 16, a najniższą 10 stopni. Jesień w połowie sierpnia. Zakładałem, że i ja na górze założę kurtkę, ale nie było mi zimno, więc zacząłem jechać w stronę Polski. Most graniczny na Izerze jest w remoncie, czyli obecnie nie ma go wcale, ale jest zastępcza kładka. Fajny jest odcinek przed tym mostem i mimo znaku informującego, aby prowadzić rower, zdecydowałem się na jazdę. Szlak i tak był pusty. Sprowadzałem rower tylko na stromych zjazdach wyłożonych nierównymi kamieniami. Może i dał bym radę to zjechać, ale napotkałem dwie przeszkody. Pierwsza była na drodze. Dosyć szerokie odpływy, które co prawda po lewej stronie drogi były zasłonięte i dało się bezpiecznie przejechać, ale nie wiem czy na kamieniach bym wysterował rower, żeby trafić w osłonę o szerokości 30 cm. To co na MTB nie jest problemem, na sztywnym gruzie już nim się staje. Druga była w mojej głowie. Nie chciałem rozwalić świeżo zastrupionych szlifów na prawym łokciu i kolanie lub dołożyć kompletu na lewej stronie.
Z granicy szybko dojechałem do stacji turystycznej Orle, gdzie wypiłem gorącą czekoladę i zjadłem naleśnika z jabłkami. Asfaltem przez Rozdroże pod Działem Izerskim dotarłem do Polany Jakuszyckiej. Nawet zastanawiałem się przez chwilę czy nie pojechać Samolotem, ale odpuściłem. Zostało już niewiele do końca i nie zamierzałem się uszkodzić. Z przełęczy zjechałem do Szklarskiej Poręby szlakiem ER-2 czy jak kto woli Drogą Krajową nr 3. Doskonała nawierzchnia i zdumiewająco mało samochodów zachęcały do cieszenia się zjazdem. Obiad w Karczmie Stary Winkiel o dziwo bardzo pełnej, jeszcze krótka wspinaczka na dworzec i kolejne 3 godziny w pociągu do domu.
Ta trasa raczej wejdzie do mojego stałego programu tras rowerowych, bo jest fajna i bardziej mi się podoba niż jej wariant kończący się w Lubaniu. Problemem jest tylko powrót pociągiem. W godzinach w jakich się zjawiam w Szklarskiej Porębie, jest akurat dziura w rozkładzie. Wszystko to sprawia, że poza domem spędziłem 14 godzin. 5 w pociągach, 6 godzin jazdy i 3 godziny odpoczynków w trakcie i czekania na pociąg po.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5808964416
Fotosy:
55065
Kolejowy most graniczny na Nysie Łużyckiej pomiędzy Zgorzelcem, a Gorlitz.
55066
Zachodni wiatr spienione goni fale.
55067
Enerdowskie puzzle drogowe.
55068
Enerdowska Toskania.
55069
Nowe i stare. Wentylator i Turów.
55070
Rynek w Zittau, bez jarmarku.
55071
Czeska farma wiatrowa.
55072
Cyklotrasa 3039.
55073
Cyklotrasa 3039.
55074
Też cyklotrasa 3039.
55075
Nie wszyscy wytrzymują trudy podjazdu.
55076
Jizerskie hory.
55077
Jizerka.
55078
Tymczasowa kładka graniczna nad Izerą.
55079
Orle.
Chłopaki, fajnie się czyta i ogląda Wasze fotorelacje ;-)
Spróbuję i ja, tym bardziej, że Michał chyba znasz i lubisz te okolice, to może się przyda trasa na przyszłość.
Współczuję Wam zdarzeń - Michał z żoną i Tomek z Garminem.
Ja też miałem nie ciekawą sytuację, ale o tym trochę będzie dalej...
Mając bazę wypadową w Jurgowie (bliskość przejścia ze Słowacją w ich Tatry i okolice Spisza), postanowiłem, że ten rok również tam poroweruję ;-)
W programie były tez obowiązkowo dwa wejścia w Tatrach Słowackich w rejon pod Łomnica i osobno na Koprowy Szczyt, doliną Mieguszowiecką.
Plan był pół na pół,. wyszła przewaga tym razem 70% rower i 30% trekking.
55085
W ambicjach miałem ścianę Haranaś i potem dalej...coś się wymyśli ;-)
Jako, że poprzedniego dnia 25km zrobiłem ciężkiej Tatrzańskiej wyrypy szybkim tempem, no to podjazd następnego dnia pod ścianę Harnaś obnażył niestety słabość.
Dojechałem do ponad połowy u dałem za wygraną, pomimo, że wjazd równoległą ulicą nie stwarzał takich problemów.
Co by nie powiedzieć, to to mordęga jednak, podziwiam kolarzy, którzy tam dostają w kość, mnie się też dostało.
55088
Jak już wjechałem na przełęcz w Łapszance, to plan był taki:
Przejazd do Osturnej, potem przez Velką Frankową do Kacwina i dalej do Niedzicy.
Zjazd do Ostrunej z przełęczy Łapszanka to była jazda, na chwilę puszczałem hamulce i już było 50km/h, co chwila zakręt i tak przez 2,5km zjazdu.
Starałem się co chwilę hamować, bo na takich zjazdach miałem wrażenie, że przepalę tarcze albo klocki, więc max do 35 się rozpędzałem, bo był strach w oczach.
Niestety nie mam zdjęć z Osturnej, ale ciekawa tam Spiska architektura, polecam jak ktoś będzie.
Nie zawsze mi się chce zsiadać z roweru i robić zdjęcia, co akurat z tego miejsca trochę żałuję.
Potem przez kolejną mieścinę wjechałem do Kacwina i potem cały czas lekko z górki do Niedzicy.
55086
No ale jak już się było w Niedzicy to trzeba było objechać jezioro na Velo Dunajec. A potem to statkiem postanowiłem z Czorsztyna popłynąć do Niedzicy i potem wg. zaczytanego śladu w Google Maps, zaimportowanego do Locusa wracać na Łapszankę.
55087
Cały głupi pomysł, się wziął z checi przejazdu pomiędzy Łapsze Niżne- Łapsze Wyżne- Łapszanka.
Początkowo trasa wiodła asfaltem, który przerodził się szutr aby potem im wyżej w kamulce i na koniec w koryto rzeczne ;-)
Zawierzywszy mapom z Google, przeklinałem swój los, tym bardziej, że nie miałem ze sobą ani silnej latarki rowerowej ani odzieży żeby przenocować jak coś pójdzie nie tak.
Były oczywiście fajne miejsca na tej terenowej trasie jak to.
55089
Jak już przejechałem większość terenowej trasy, to na mapce zaznaczyłem czerwonym krzyżykiem mój 1 incydent.
Otóż wg. "pieprzonej Googlowej trasy" ta trasa się nagle skończyła i była tylko droga gruntowa ostro w górę wyjeżdżona przez traktor, pełna błota, wody itp.
Jako że już w lesie się ciemno robiło, pomyslałem co za kuriozalna sytuacja, przejechałem ok 12km przez szutr i kamulce i co teraz wracać.
No więc, troszkę spanikowałem, zacząłem się cofać, bo myślałem że pominąłem gdzieś wcześniejszy zjazd. Dotarłem do tego miejsca i dalej nic, mapa pokazuje
jakieś totalne "gó...". No to zjeżdżam po tych kamulcach, a wcześniej bałem się o hamulce na asfalcie i nagle...ciemność, jasność leżę.
Przeleciałem przez kierę, i leżę...ułamki sekund, świat stanął w miejscu. Podnoszę się i pierwsza myśl czy rower cały.
Uchwyt nawigacji zleciał, bagażnik przekrzywiony, ale rower cały. nie mogłem uwierzyć, to jakich cud myślę. NA kamieniach rzecznych i takie coś;-)
Dopiero po chwili widzę, kość goleniowa, krew się leje, nad kolanem rozcięcię nadajace się do szycia, prawe ramie niewesoło, zaczyna sinieć.
No u suma sumarum, jak zwykle radość że rower cały, no bo przeca najważniejszy ;-)
Zanim doszedłem do siebie, pierwsza myśl robi się ciemno, jestem w "czarnej du..." jak się z tąd wydostać ?
A że akurat "siadał" aku w telefonie z nawigacją, szybka wymiana na kolejne aku i myśl, że akurat teraz i w tym cholernym miejscu !
Szybka analiza sytuacji, patrzenie na mapę i orientacja w zaczytanej mapie terenowej a nie pieprzonym śladzie Googlowym i dochodzę do wniosku, że muszę się pod górę przez
las przedzierać z rowerem ala takim mały korytem rzecznym. Orientowałem wg. wskazań kompasu w Locusie i chwała mu za to, po raz kolejny wyciągnął mnie końcowo z tej beznadzieji.
Staram się wspinać z rowerem ważącym ok 18kg plus plecak, bo na barałem trochę szpeju i narzędzi.
Co ja się umęczyłem, to pierwsza i końcowa myśl była tak, "ku.."a nigdy nie byłem w tak "popierd.." sytuacji.
Im wyżej właziłem tym więcej korzeni, kłód, roślinność to ostrężyny które mnie pocięły dodatkowo i taki gąszcz jak w dżungli amazońskiej.
Dosłownie tak jak w dżungli. Przeszedłem jakieś 400m i padłem ze zmęczenia, ten rower mnie dobił ;-(
Picie mi się kończyło i ta niepewność, czy ten aby żółty szlak tam na pewno jest, bo na powrót i zjazd nie ma już o 19 szans, tym bardziej że musiałbym potem asfaltem"bić kolejne" ok 50km.
Po chwilowym odpoczynku i dalszej męczarni, mając przed oczami konkwistadorów w podbijaniu Azteków a ja walką z "dżunglą", w końcu docieram do żółtego szlaku.
Szczęśliwy jak dziecko, chwalący Pana i Locusa po paru minutach to wchodzę na rower to schodzę.
Zmęczenie tak wielkie mnie dopadło, że tym szlakiem prowadziłem prawie do przełęczy Łapszanka swój rower.
Jak już odzyskałem asfalt pod nogami, to naczelna myśl, wyżłopać wody ile się da.
Dotarłem do sklepu i od razu litr poproszę.
Wypiłem ile się dało, patrze obtargany jestem, brudny i krwawiący. Pani w sklepi dziwnie się patrzy, mówię przygoda terenowo-rowerowa, odpowiada : "aha". Żegnam się i zostaje zjazad z Łapszanki przez
ścianę Harnaś do Jurgowa.
Po drodze wykonałem jeszcze 2 fotki na koniec dnia, co by zapamiętać ten dzień.
55090
55091
Reasumując całą przygodę, wszystko szło dobrze do czasu. Super dzień przeistoczył się o leśną walkę z wdrapywaniem się przez gęsty las pod górę, niczym szlakiem górskim.
Gdybym grzecznie "ciął" asfaltem jak kolarze na trasie Łapsze Niżne - Wyżne, byłbym 2h wcześniej bez incydentu i paniki w lesie.
Dziękować mogę Locusowi i jego mapom terenowym, bez niego było by nocowanie w lesie i zjazd rano ta samą trasą.
Jaki bilans końcowy ? Wgniecenie na lewym rogu kiery i nic więcej. Choć do dziś kolano i prawie ramie ma 7 kolorów tęczy to cała przygodę wspominam jako po cześci nauczkę.
Jeździj tam gdzie czujesz się pewnie, jak widać dla mnie asfalt to naturalne środowisko do jazdy rowerem... W tym dnu zrobiłem 78km najpierw w zadowoleniu potem stresie...
No ale ja tam jeszcze na pewno wrócę... bo rejon Spiszu ma to do siebie, że jak się ogląda TdP to aż człowieka nosi żeby pozmagać się jak prawdziwi kolarze ;-)
nathaniel
19-08-2021, 06:24
moshica, widoczki z trasy warte każdego poświęcenia :)
Jak już przejechałem większość terenowej trasy, to na mapce zaznaczyłem czerwonym krzyżykiem mój 1 incydent.
Otóż wg. "pieprzonej Googlowej trasy" ta trasa się nagle skończyła i była tylko droga gruntowa ostro w górę wyjeżdżona przez traktor, pełna błota, wody itp.
Jako że już w lesie się ciemno robiło, pomyslałem co za kuriozalna sytuacja, przejechałem ok 12km przez szutr i kamulce i co teraz wracać.
No więc, troszkę spanikowałem, zacząłem się cofać, bo myślałem że pominąłem gdzieś wcześniejszy zjazd. Dotarłem do tego miejsca i dalej nic, mapa pokazuje
jakieś totalne "gó...". No to zjeżdżam po tych kamulcach, a wcześniej bałem się o hamulce na asfalcie i nagle...ciemność, jasność leżę.
Przeleciałem przez kierę, i leżę...ułamki sekund, świat stanął w miejscu. Podnoszę się i pierwsza myśl czy rower cały.
Uchwyt nawigacji zleciał, bagażnik przekrzywiony, ale rower cały. nie mogłem uwierzyć, to jakich cud myślę. NA kamieniach rzecznych i takie coś;-)
Dopiero po chwili widzę, kość goleniowa, krew się leje, nad kolanem rozcięcię nadajace się do szycia, prawe ramie niewesoło, zaczyna sinieć.
No u suma sumarum, jak zwykle radość że rower cały, no bo przeca najważniejszy ;-)
Zanim doszedłem do siebie, pierwsza myśl robi się ciemno, jestem w "czarnej du..." jak się z tąd wydostać ?
A że akurat "siadał" aku w telefonie z nawigacją, szybka wymiana na kolejne aku i myśl, że akurat teraz i w tym cholernym miejscu !
Szybka analiza sytuacji, patrzenie na mapę i orientacja w zaczytanej mapie terenowej a nie pieprzonym śladzie Googlowym i dochodzę do wniosku, że muszę się pod górę przez
las przedzierać z rowerem ala takim mały korytem rzecznym. Orientowałem wg. wskazań kompasu w Locusie i chwała mu za to, po raz kolejny wyciągnął mnie końcowo z tej beznadzieji.
Staram się wspinać z rowerem ważącym ok 18kg plus plecak, bo na barałem trochę szpeju i narzędzi.
Co ja się umęczyłem, to pierwsza i końcowa myśl była tak, "ku.."a nigdy nie byłem w tak "popierd.." sytuacji.
Im wyżej właziłem tym więcej korzeni, kłód, roślinność to ostrężyny które mnie pocięły dodatkowo i taki gąszcz jak w dżungli amazońskiej.
Dosłownie tak jak w dżungli. Przeszedłem jakieś 400m i padłem ze zmęczenia, ten rower mnie dobił ;-(
Picie mi się kończyło i ta niepewność, czy ten aby żółty szlak tam na pewno jest, bo na powrót i zjazd nie ma już o 19 szans, tym bardziej że musiałbym potem asfaltem"bić kolejne" ok 50km.
Po chwilowym odpoczynku i dalszej męczarni, mając przed oczami konkwistadorów w podbijaniu Azteków a ja walką z "dżunglą", w końcu docieram do żółtego szlaku.
Szczęśliwy jak dziecko, chwalący Pana i Locusa po paru minutach to wchodzę na rower to schodzę.
Zmęczenie tak wielkie mnie dopadło, że tym szlakiem prowadziłem prawie do przełęczy Łapszanka swój rower.
Jak już odzyskałem asfalt pod nogami, to naczelna myśl, wyżłopać wody ile się da.
Dotarłem do sklepu i od razu litr poproszę.
Wypiłem ile się dało, patrze obtargany jestem, brudny i krwawiący. Pani w sklepi dziwnie się patrzy, mówię przygoda terenowo-rowerowa, odpowiada : "aha". Żegnam się i zostaje zjazad z Łapszanki przez
ścianę Harnaś do Jurgowa.
Po drodze wykonałem jeszcze 2 fotki na koniec dnia, co by zapamiętać ten dzień.
)
Jak ja Ci zazdroszczę ;)
Jazda w terenie jest nieustającym źródłem radości i nowych doświadczeń. Uczy czekistowskiej czujności i nieufności. Człowiek dowiaduje się, że czasem 400 m to bardzo dużo, że jeżyny to najgorsza sfołocz, i że nie umie jeździć. Czasem mówi sobie - no tym razem naprawdę przegiąłeś...
Ale nie oddałbym tego za żadne skarby.
Witaj w klubie!
jak ja ci Tomek zazdroszczę!
Dzięki chopaki za dobre słowa ;-)
Jakoś dziwnym trafem mam słabość do Podhala, lecz jakość dróg, mały ruch samochodowy, stwarza lepsze warunki właśnie na Spiszu, czyli rejon w stronę Niedzicy...
Na Słowacji to już w ogóle, pojedyncze samochody, drogi mamy dla siebie...
siemalysy
19-08-2021, 22:06
Pierwsza jesienna jazda już za mną.
Źle spałem, do tego stopnia źle, że jak wstałem bez budzika o piątej to się zastanawiałem czy w ogóle jechać. Przewyższenie się jednak samo nie wbije.
Naszykowane miałem rękawki, ale jak zobaczyłem na termometrze 14 stopni, to zamieniłem na koszulkę termiczną pod koszulkę rowerową. Pociąg przyjechał spóźniony kilka minut na moją stację, ale w Zgorzelcu był zgodnie z rozkładem. Ruszyłem, początkowo pod wiatr do tego pizgało. Zastanawiałem się czy nie założyć wiatrówki, zwłaszcza, że wyglądało jakby zaraz miało zacząć padać, co nawet przewidywała prognoza pogody, która zmieniła się w trakcie podróży pociągiem. Nie założyłem jednak, tylko kontynuowałem jazdę...
Relacja trzyma najwyższe standardy :) Dobrze się czyta :) Trasa fajna. Wykorzystujesz chyba na maksa potencjał roweru i zdolność do planowania ciekawych tras. Przejechać na rowerze przez 3 kraje jednego dnia, to musi być fantastyczna sprawa i przygoda :)
Obawiam się, że już czas na chłodne poranki i chłodne wieczory. Lato powoli dobija do mety, a jesień już czuć od kilku poranków.
Chłopaki, fajnie się czyta i ogląda Wasze fotorelacje ;-)
Spróbuję i ja, tym bardziej, że Michał chyba znasz i lubisz te okolice, to może się przyda trasa na przyszłość.
Współczuję Wam zdarzeń - Michał z żoną i Tomek z Garminem.
Ja też miałem nie ciekawą sytuację, ale o tym trochę będzie dalej...
...
Reasumując całą przygodę, wszystko szło dobrze do czasu. Super dzień przeistoczył się o leśną walkę z wdrapywaniem się przez gęsty las pod górę, niczym szlakiem górskim.
Gdybym grzecznie "ciął" asfaltem jak kolarze na trasie Łapsze Niżne - Wyżne, byłbym 2h wcześniej bez incydentu i paniki w lesie.
Dziękować mogę Locusowi i jego mapom terenowym, bez niego było by nocowanie w lesie i zjazd rano ta samą trasą...
Trzymaj się ciepło. Szybko wracaj do sił. Przykro czytać o takich sytuacjach i zdarzeniach. Jakaś ta końcówka sierpnia jest pechowa. Oby karta się odwróciła :) Rany się zagoją, a wspomnienia z wypadu zostaną na długo. Takie wyjazdy rowerowe pamięta się najbardziej.
Trasa świetna. Bardzo lubię Tatry. Lubię tam być, lubię też na nie patrzeć z innych miejsc. A jak do tego dołoży się rower, to jest już wspaniale :) Relacja ciekawa, trzyma w napięciu :)
Ja Łapszankę i Spisz mam gdzieś w głowie. Chciałbym tam pojechać i pojeździć. Łapszanki nie udało mi się zrobić w ub. roku, ale kiedyś tam pojadę rowerem. W tym roku widziałem Tatry z pozycji roweru dwa razy. Raz z trasy Velo Czorsztyn i jej okolic. Drugi raz z Pilska i Hali Miziowej.
Jak ja Ci zazdroszczę ;)
Jazda w terenie jest nieustającym źródłem radości i nowych doświadczeń. Uczy czekistowskiej czujności i nieufności. Człowiek dowiaduje się, że czasem 400 m to bardzo dużo, że jeżyny to najgorsza sfołocz, i że nie umie jeździć. Czasem mówi sobie - no tym razem naprawdę przegiąłeś...
Ale nie oddałbym tego za żadne skarby.
Witaj w klubie!
Podpisuję się pod powyższym.
Za ścianą Harnaś jest mega zjazd przez Łapszankę do Łapsz Wyżnych, a w zasadzie do samej Niedzicy w dół. Polecam poczuć tę prędkość :D
55109
Spisz też piękny, potwierdzam. Warto pojeździć.
55110
Michał, masz rację, kilku z nas przytrafiły się pechowe kontuzje.
Ale sam wyjazd uważam za bardzo udany. Wśród 3 dni jazd na luzaka w zasadzie, zrobiłem 170km około, ale w świetnej scenerii.
Nie dopisałem Wam, że też od Niedzicy zrobiłem fajną trasę przez Czerwony Klasztor i przełomem Dunajca do Szczawnicy i z powrotem, to jakieś 58km.
W przyszłym roku muszę obadać trasy Slowackiego Spiszu, bo może być ciekawie.
matomi, tą trasę zjazdową Lapszanka-Łapsze Wyżne, nie zrobiłem tylko z powodu chęci wykrecenia tej trasy terenowej. No a jak się to skończylo to wiecie. Dopiszę, że nawet na tych kamieniach tak szybko nabrałem prędkosci, że nagłe przyhamowanie mnie przerzuciło zanim , zrozumiałem co się dzieje.
Wujot, sprostowanie, te 400m jak padłem ze wspinaczką rowerową, to potem dochodziłem do siebie z wyczerpania. Bo do żółtego szlaku przez to koryto rzeczne pełne 'buszu' łącznie miałem ok 900m. I to mi tak dało w kość, że nie powiem, 1 krok z rowerem w górę i 2m osuwania się w dół.
Nadawało by się to idealnie do programu z Bearem Gryllsem?
Masz szosę. Następnym razem ją tam zabierz. Pokażesz jej Gliczarów, Trybsz, Zdiar i Osturnę. Będzie Ci wdzięczna, asfalty są tam przyzwoite :)
Tak, tylko w XC mam tarcze a i tak na zjazdach przy ponad 60km/h miałem cykora, w szosie mam szczękowe z klockami Swiss Top, które chyba nie mają ta kiej sprawności. Jak pisałem, na zjazdach szybkość w kilka sekund łeb urywa? Ale jak do domu wróciłem to myślę o szosie na Spiszu.
Oj już bez przesady. Ja tam jeździłem jeszcze na szosie bez tarcz. Objechałem też Tatry dookoła na szosie bez tarcz i przeżyłem ;) Jak tylko nie pada to rim brake daje radę.
W przyszłym roku będę musiał spróbować, choć XC zawsze daje większe pole manewru przy zjechaniu z trasy?
Relacja trzyma najwyższe standardy :) Dobrze się czyta :) Trasa fajna. Wykorzystujesz chyba na maksa potencjał roweru i zdolność do planowania ciekawych tras. Przejechać na rowerze przez 3 kraje jednego dnia, to musi być fantastyczna sprawa i przygoda :)
Obawiam się, że już czas na chłodne poranki i chłodne wieczory. Lato powoli dobija do mety, a jesień już czuć od kilku poranków.
Dzięki Michał.
Tak, koncepcja gravela trafiła chyba idealnie w moje gusta. Z perspektywy czasu, sądzę, że chyba niepotrzebnie MTB kupowałem. Nie miałem pojęcia o kilku rzeczach przed zakupem, ale sprzedawał nie będę. Może stać, jak kiedyś zajdzie potrzeba, to już będzie. Rok 2019 był super, cały sezon do końca października śmigałem w górach. Potem wiadomo, covidove szambo wybiło. Choć bez niego nie kupiłbym gruza. Kiedyś koncepcja tego roweru była dla mnie niezrozumiała, ale wystarczyło się przejechać. Teraz MTB stoi, a gruzem przejechałem dwa razy więcej w czterokrotnie krótszym czasie. To przy okazji dobrze obrazuje, że można mieć kilkanaście lat doświadczeń z jazdy rowerami, a pewnych rzeczy trzeba i tak osobiście spróbować.
Dzięki Michał.
Tak, koncepcja gravela trafiła chyba idealnie w moje gusta. Z perspektywy czasu, sądzę, że chyba niepotrzebnie MTB kupowałem. Nie miałem pojęcia o kilku rzeczach przed zakupem, ale sprzedawał nie będę. Może stać, jak kiedyś zajdzie potrzeba, to już będzie. Rok 2019 był super, cały sezon do końca października śmigałem w górach. Potem wiadomo, covidove szambo wybiło. Choć bez niego nie kupiłbym gruza. Kiedyś koncepcja tego roweru była dla mnie niezrozumiała, ale wystarczyło się przejechać. Teraz MTB stoi, a gruzem przejechałem dwa razy więcej w czterokrotnie krótszym czasie. To przy okazji dobrze obrazuje, że można mieć kilkanaście lat doświadczeń z jazdy rowerami, a pewnych rzeczy trzeba i tak osobiście spróbować.Już dawno Ci mówiłem że gravel to jest rower dla Ciebie i będziesz zadowolony :)
PS. Właśnie się zbieram żeby podjechać Przechybę, młody mnie wyciągnął, oj będzie bolało :)
http://www.altimetr.pl/podjazd-przehyba.html
Już dawno Ci mówiłem że gravel to jest rower dla Ciebie i będziesz zadowolony
Mówiłeś, ale w sumie cieszę się, że poczekałem na GRX. Choć to co oferuje Sram też nie jest złe, ale jednak hamulce mi bardziej pasują od Shimano.
Właśnie się zbieram żeby podjechać Przechybę, młody mnie wyciągnął, oj będzie bolało
Na papierze nie wygląda tak źle. :)
Kiedyś koncepcja tego roweru była dla mnie niezrozumiała, ale wystarczyło się przejechać.
To jest rower dla takich połykaczy km jak ty! Nic lepszego nie mogło się trafić!
- - - - kolejny post - - - - - -
PS. Właśnie się zbieram żeby podjechać Przechybę, młody mnie wyciągnął, oj będzie bolało :)
kiedyś tam wjechaliśmy a potem zjechaliśmy częściowo drogą przez strumień i hale... czekałem na chłopaków na dole 40 minut :D
Mówiłeś, ale w sumie cieszę się, że poczekałem na GRX. Choć to co oferuje Sram też nie jest złe, ale jednak hamulce mi bardziej pasują od Shimano.
Na papierze nie wygląda tak źle. :)Na żywo też nie było tak źle, chociaż te 3km ze średnim nachyleniem ponad 10% były mocno odczuwalne, szczególnie na przełożeniu szosowym ;)
Na żywo też nie było tak źle, chociaż te 3km ze średnim nachyleniem ponad 10% były mocno odczuwalne, szczególnie na przełożeniu szosowym ;)
Dla mnie podjazd to w równym stopniu głowa jak i łyda. Lubię wiedzieć ile jeszcze, pomaga mi to rozplanować siły. Pamiętam moje pierwsze wyjazdy w góry. Podjazdy mnie niszczyły psychicznie, bo myślałem, że za tym zakrętem już koniec, a to tylko zakręt był. Z drugiej strony bez siły w nogach, to możesz mieć rozpykany podjazd w głowie co do centymetra, ale dupa, bo nie dasz rady.
Dla mnie podjazd to w równym stopniu głowa jak i łyda. Lubię wiedzieć ile jeszcze, pomaga mi to rozplanować siły. Pamiętam moje pierwsze wyjazdy w góry. Podjazdy mnie niszczyły psychicznie, bo myślałem, że za tym zakrętem już koniec, a to tylko zakręt był. Z drugiej strony bez siły w nogach, to możesz mieć rozpykany podjazd w głowie co do centymetra, ale dupa, bo nie dasz rady.Narysowałem tracka i wgrałem młodemu na garmina i sobie do wahoo, u niego na climb pro było trochę lepiej widać wszystkie dane z podjazdu. U mnie było podobnie dopiero jak wjechałem w segment strava i wahoo odpalił ekran segmentu.
Kolejne wyzwanie na liście to Pradziad :)
Kolejne wyzwanie na liście to Pradziad :)
To już mam za sobą. Jest się gdzie zmęczyć. Od Jesenik to ponad 30 km i ponad 1 km w górę. Choć po drodze są dwa poważniejsze zjazdy i pod samym szczytem Pradziada też jest wypłaszczenie.
Jakbyś był po Pradziadzie nie dojechany, to polecam jeszcze podjazd pod Cervenohorske sedlo. Tylko od strony Kouty nad Destną. Choć od strony Jesenik jest podobnie z wysokością/długością. Od Kouty są za to czadowe serpentyny.
O, Pradziad jest świetny, chętnie bym powtórzył. Koniecznie przejedź przez Karlovą Studankę, bo tam urokliwie :)
Polecam jeszcze Lysą Horę - trochę bardziej wymagający podjazd niż Pradziad, nie daje chwili wytchnienia :)
Niedawno było o pompkach, więc się pochwalę ... Zakupiłem Lezyne Sport Drive HV S 90psi 170mm, bo zależało mi na wymiarach, wadze, wężyku i w miarę szybkim pompowaniu kół w fullu i do tego jeszcze by cena nie zabiła.
Dzisiaj przyszła i od razu test na oponie 29" x 2,6". Zero powietrza w kole i muszę powiedzieć, że się nieco zdziwiłem, bo napełnianie koła było chyba szybsze od samego przygotowania do pompowania :) Wprawdzie ja daję tylko 1,2 bara, ale za to opona 2,6" szeroka. Wymiary pompki okazały się nieco większe od deklarowanych, gdyż długość jej to 185mm licząc z wystającymi zaślepkami i końcówką wężyka
siemalysy - zdrówka dla żonki po wypadku !
Wprawdzie ja daję tylko 1,2 bara,
ile ważysz?
siemalysy Właśnie! Jak ślubna? Serdeczne życzenia!
85 kg goły i wesoły, ze szpejem i wdziankiem pewnie koło 90
ja na surowo 111... i jeżdżę 1,55-1,6 i myślałem czy nie za mało... wkładkę masz?
Nie mam wkładki, ale z przodu Maxxisa DD (podwójna ścianka), a z tyłu 2,6" więc trochę większy balon chroni obręcz. Te wartości ciśnienia to już przez lata mam sprawdzone na swoich lokalnych traskach i to jest taki kompromis. Ale mam świadomość, ze jak się wybiorę chociażby na Kamieniołom ET w Bielsku, to trochę dorzucę luftu, bo tam są czasami ostre głazy i spore kompresje.
ja jeżdżę na schwalbe nobby nic i hans - obie 2,6... spróbuję jeszcze deczko zejść
siemalysy
24-08-2021, 20:32
...
siemalysy - zdrówka dla żonki po wypadku !
Dziękuję :) Przyda się na pewno :)
...
siemalysy Właśnie! Jak ślubna? Serdeczne życzenia!
Dziękuję. Powoli zaczyna dochodzić do siebie. Boli ją jeszcze, ale w porównaniu do pierwszych kilku dni jest duża poprawa. Pod koniec tygodnia będzie miała kontrolę, czy się kości dobrze zrastają i dalej odpoczynek w domu.
Wracając do spraw rowerowych, to w sobotę zrobiłem sobie fajną jazdę po znanych mi terenach, blisko domu. Połączyłem w jedną całość wiele fajnych fragmentów, w tym podjazdów. Zmęczyłem się, bo taki był cel ;)
55316
Wreszcie kupiłem nowe hamulce :) Do weekendu pewnie dojdą :)
55316
Fajne te korzenie! mmmm - lubię takie :D
Wreszcie kupiłem nowe hamulce :) Do weekendu pewnie dojdą :)
W tych trudnych czasach co udało Ci się dorwać sensownego ?
siemalysy
25-08-2021, 12:42
Fajne te korzenie! mmmm - lubię takie :DJeden z najtrudniejszych, o ile nie najtrudniejszy podjazd w Łagiewnikach, tzn. Lesie Łagiewnickim. W końcowej fazie jest już grubo ponad 20%.
W tych trudnych czasach co udało Ci się dorwać sensownego ?Shimano Deore XT BR-M8100.
Jeden z najtrudniejszych, o ile nie najtrudniejszy podjazd w Łagiewnikach, tzn. Lesie Łagiewnickim. W końcowej fazie jest już grubo ponad 20%.
Da się to podjechać w ogóle?
Shimano Deore XT BR-M8100.
W dobrej chociaż cenie?
Niedawno pokazały się kasety XT 11 rzędowe. W listopadzie 11-42T kosztowała 280 zeta. Obecnie 450.
Jesień nadeszła miesiąc przed końcem lata.
Ponieważ mam urlop i nie chce mi się wstawać o piątej rano na pociąg, to dziś wstałem o szóstej trzydzieści na rower. Może nie tak od razu na ten rower, bo bułki w osiedlowym, śniadanie, prysznic, zębów szczotkowanie i takie tam. Ruszyłem równo o ósmej.
Plan był jak w zeszłym roku, dojechać rowerem w góry i wrócić na kole, nie na kolei.
Początek oklepany, koniec w sumie też, ale oprócz nudy, takie odcinki dają pewność sytuacji. Wiem gdzie jestem i jak daleko do domu, wiem gdzie mogę skrócić, a gdzie wydłużyć. Plan zasadniczo ograniczał się do trzymania asfaltu, bo po ostatnich opadach deszczów niespokojnych, nawet kilkaset metrów polną drogą mogło rower oblepić błotną breją.
Zresztą już mi przeszło, że jak gruz, to musi być po gruzie ile się da. Szosa też nie boli, nawet na gruzie.
Rano jeszcze chłodno. 12 stopni, zatem szybko włączył się glut do pasa. Zakładałem, że już koło godziny dziesiątej będzie cieplej, ale jakoś nie było. Zrobiło się cieplej koło 11. Akurat jak po pierwszym piwie w Świdnicy ruszyłem dalej i w górę. Wielka rehabilitacja za te wszystkie miejsca gdzie byłem za wcześnie na brower. Podjazd z Bystrzycy Dolnej przez Bystrzycę Górną do Jeziora Bystrzyckiego to była rozgrzewka przed odcinkiem od jeziora do Rozdroża pod Modlęcinem. Tam już było się gdzie zmęczyć. Znaki informowały o 11% podjeździe, Garmin o ponad 20%, myślę, że ten ostatni jednak lekko histeryzował, ale na pewno było więcej niż 11. To na znakach to chyba średnie nachylenie.
Zjazd do Pieszyc miałem zaplanowany DW383. Obawiałem się dużego ruchu i złej nawierzchni, ale obawy okazały się płonne. Nawierzchnia nie była picco bello, ale baranka z rąk nie wyrywało. Z Pieszyc do Dzierżoniowa jest wielce przyjemna DDR, może ze studzienkami i jak zwykle z dupy rozwiązaniami na skrzyżowaniach, ale o znacznie lepszej nawierzchni niż biegnąca obok droga wojewódzka.
W Dzierżoniowie weszła pizza i kolejne piwo, akurat poczułem ssanie w żołądku. Najedzony pojechałem bocznymi drogami pomiędzy Masywem Ślęży, a Wzgórzami Niemczańskimi. W Olesznej znowu wjechałem na dobrze mi znane drogi, z małym tylko wyjątkiem, ominąłem tym razem terenowy odcinek między Tomicami i Nasławicami i pojechałem szosą na Jordanów Śląski. Trochę wmordewindu było ceną za czysty rower. Już kiedyś tym odcinkiem jechałem krótko po deszczu i przy użyciu niewielkiej ilości gimnastyki udało się przejechać suchą oponą, ale teraz padało bardziej, a i prace polowe w pełni.
Potem już było po staremu, plus duże korki na wlocie do Wrocławia, które ostatecznie ominąłem chodnikiem. Starałem się zostać na jezdni, ale kierowniki chyba interesują się głównie swoimi komórkami, a nie upłynnieniem jazdy.
Reasumując tę nietypową relację. Jesień nadeszła, może jeszcze liście się nie złocą, ale zieleń już nie tak zielona. Ranki już tak chłodne, że stawiają suty jak u małolat/ów na widok celebrytów.
Po ok. 140 km jakiś nerwoból dupę mi zaatakował. Nie wiem czy Brooks nie tak wygodny jak sądziłem, o zgrozo, czy stare spodenki z ubitym pampersem już nie dały rady, czy może jednak 140 km to mój obecny limit, czy może jakaś chwilowa niedyspozycja się trafiła. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Jak rzyć? Ważne, że nie rwa kulszowa co mnie kilka lat temu tak poskładała, jak jeszcze nic przedtem i w sumie nic potem. Starość jest podła.
Zaskakująco dobrą nawierzchnię dziś trafiłem. Tylko kilka, krótkich odcinków, a o części nawet wiedziałem gdzie był slalom specjalnej troski.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5851485291
Fotosy:
55336
Tradycyjny widok na Ślężę - świętą górę zlotową z obwodnicy Kątów Wrocławskich
55337
Z Jeziora Mietkowskiego ukradkiem i bez zbędnego szumu spuszczają wodę.
55338
Tradycyjny widok na Ślężę - świętą górę zlotową z drogi na Stróżę.
55339
Że też patodeveloprzey pozwalają na takie marnowanie przestrzeni.
55340
Świdnicki rynek.
55341
Jezioro Bystrzyckie z zapory.
55342
Z którego też ukradkiem spuszczają wodę.
55343
To takie z antenką i wieżą to Wielka Sowa, a to po prawej, co to niby wyższe jest to Mała Sowa.
55344
Kombajny tak z@pierdalają, że im nawet zboże niepotrzebne.
55345
Kaplica cmentarna w Olesznej. Wygląda jakby ktoś prezbiterium z jakiejś gotyckiej katedry zajumał i obudował cmentarzem.
siemalysy
25-08-2021, 22:46
Da się to podjechać w ogóle?
W dobrej chociaż cenie?
Niedawno pokazały się kasety XT 11 rzędowe. W listopadzie 11-42T kosztowała 280 zeta. Obecnie 450.
Da się podjechać, ale trzeba na końcu dociążać przednie koło bo podrywa. Nie każdy daje radę podjechać i to nie ze względu na słabą nogę. Sam kilka lat temu wjeżdżałem tak pół na pół, raz wjechałem, raz nie.
Komplet kosztował mnie bez kilku groszy 910 PLN. Cenowo drożej niż w ubiegłym roku jak jeszcze nie brakowało części. Ale jak na ten czas to uważam, że nieprzesadnie drogo.
Tomek, ładny dystans dziś wykręciłeś :)
Komplet kosztował mnie bez kilku groszy 910 PLN. Cenowo drożej niż w ubiegłym roku jak jeszcze nie brakowało części. Ale jak na ten czas to uważam, że nieprzesadnie drogo.
Faktycznie nie taka zła ta cena.
Ja za komplet XT M8k zaraz po premierze dałem tauzena, ale to była cena razem z montażem w USR.
Jakby co to polecam też wymianę klocków na metaliczne. Jakoś do tej pory się nie lubiłem, ale na próbę w gruzie zapodałem metaliczne tylko na przód. Dzięki temu hamowanie jest bardzo podobne jak w przypadku klamek na prostą kierę. Może nie takie samo, ale bardzo zbliżone.
Tomek, ładny dystans dziś wykręciłeś
Wykorzystałem pogodę. Patrząc na prognozę może ostatni raz w najbliższym czasie.
siemalysy
26-08-2021, 10:59
Dziś hamulce powinny być już w paczkomacie. Może uda mi się je zamontować.
Tomek, jakie metaliki polecasz?
Teraz jeżdżę na EBC półmetalicznych.
Shimano Deore XT BR-M8100.
ale, że z dwoma tłoczkami? dla dzieci?
- - - - kolejny post - - - - - -
EBC półmetalicznych.
jakie wrażenia w stosunku do żywicy?
córce założyłem EBC metale na tył i muszę powiedzieć, że to co testowałem było przyjemne.
siemalysy
26-08-2021, 11:26
Dlaczego dla dzieci? W rowerze XC w zupełności dwa tłoczki wystarczą.
Półmetaliczne EBC w porównaniu do żywicznych Shimano hamują dużo skuteczniej. Jak zmieniłem tarcze i poszedłem w te klocki hamowanie zrobiło się wydajniejsze.
Tomek, jakie metaliki polecasz?
Ja mam Shimano L04C, chciałem takie z radiatorem więc padło na oryginalne. Z tyłu zostawiłem żywicę.
W sumie to wymieniłem, bo przednie czymś zasyfiłem i zaczynały piszczeć czy mocniejszym zaciskaniu, no i hamowanie nie było już takie fajne.
Przy metalicznych mam wrażenie, że łatwiej wyczuć moment gdzie hamulec zaczyna konkretnie spowalniać. Trudniej za to jechać na zaciśniętych częściowo klamkach, jak się nie chce lecieć na rympał, tylko zjechać z pełną kontrolą roweru. Problem jest taki, że pomimo Servo Wave w klamkach GRX nadal ona nie hamuje jak XT, które mam w dwóch innych rowerach. Choć z metalikami już jest blisko. Tyle, że na gruzie jest mało okazji do ostrzejszego hamowania. Zwykle tylko jak nie zauważę jakiejś przeszkody.
ale, że z dwoma tłoczkami? dla dzieci?
Dużo zależy od stylu jazdy. Ja przeszedłem drogę od Deore M6k do XT M8k, ale z przodu mam czterotłoczkowy zacisk M8020 OIDP. Po drodze jeszcze zmieniłem tarcze, z tanich RT66 na 6 śrub, na takie lepsze z pająkiem alu. Tyle, że lepsze tarcze miałem już na Deorkach. Jakoś wielkiej różnicy między Deore, a XT nie ma. Na razie wszędzie używam żywicznych klocków, ale jak dostępność będzie w normie, być może na przód kupię metaliczne.
Możliwe, że jakbym jeździł ostrzej, to odczuwałbym większa różnicę, ale do mojego stylu jazdy jest OK. XT ma przewagę w dłuższym działaniu, bo ma ceramiczne tłoczki, które trudniej zapiec jak już heble polatają te kilka tysi kaemów.
Dlaczego dla dzieci?
podśmie****ki sobie robię :P
przy moich 110kg+ 2 tłoczkowe z tarczą 180 nie bardzo działały. teraz mam 4 tłoczkowe deore z tarczą 203 i jest bardzo git! jedyną wadą jest brak regulacji położenia klamki bez narzędzi (w SLX już jest).
jedyną wadą jest brak regulacji położenia klamki bez narzędzi
Ale to robisz na początku i nie ruszasz potem. Zresztą ja sobie nie przypominam, żebym kiedykolwiek potrzebował regulacji odległości klamki od kiery. Domyślne ustawienie Shimano mi zawsze pasuje.
to ja nie jestem taki stały w uczuciach i czasami lekką korektę robię ale faktycznie nie jest to jakaś szczególna upierdliwość.
siemalysy,
Myślę, że spokojnie wystarczą Ci dwutłoki, a jak będzie brakować siły, to zawsze można pożonglować rozmiarem tarczy, albo innym klockami.
Ja w swoich SLX -7120 używam z przodu metalików Shimano (z radiatorem lub bez) i EBC metal. , obie firmy robią robotę. Na tyle mam żywiczne, generalnie też Shimano, ale ostatnio się chciałem przekonać co tam Szaj. oferuje i zakupiłem u niego żywiczne. Nie spotkałem się do tej pory, by klocki wymagały tak solidnego przytarcia, by zadziałały (miałem niezłe zdziwko, na pierwszym zjeździe). Jak tak obserwuję, to chyba te klocki od Szaja mało trwałe są, jak sprawdzę to napiszę jaki przebieg zrobiły
Zaciekawiło mnie...
zgodnie z manualami:
https://bike.shimano.com/pl-PL/product/component/slx-m7100/BR-M7120.html
https://bike.shimano.com/pl-PL/product/component/deore-m6100/BR-M6120.html
do obu pasują DS02S i DS03S ale do deore nie pasują N04C i N03A
ma ktoś realne doświadczenie czy faktycznie się nie mieszczą?
co ciekawe - w doere jest jeszcze adnotacja o braku kompatybilności z metalikami... a poniżej metaliczny klocek jako opcja :D
dobra! doszukałem się - powinny być kompatybilne.
Maciek, niekoniecznie, radiator może nie pasować do zacisku i klocków nie wsuniesz. Te bez radiatorów będą pasować.
Zamówiłem - obadamy - jak nie to Ola dostanie :D
Coś tam kiedyś czytałem o szlifowaniu zacisku, by radiacyjny klocek wejszedł, ale nie pamiętam jakiego setu to dotyczyło ..
Obadałem te klocki od Szaj. i do śmieci poszły. Wprawdzie miały jeszcze żywotności ok. 25%, ale dotychczasowy przebieg to ... 180 km :confused: (a śmiałem się z kumpla co Proxy używa i wymienia co 300 km :mrgreen:
W czasach V-brake kolega zużył całe klocki podczas jednego wyjazdu na Wzgórza Strzelińskie. Błoto.
miałem wtedy magury! z czerwonymi klockami były niemal wieczne!
Te hydrauliczne? HS33?
Miałem je kiedyś w miastowym. Z czerwonymi klockami też.
Uważam je za co najwyżej średnie heble.
te właśnie!
Miałem je w erze pre V. W komplecie z dobrymi obręczami były świetne. Miały genialną modulację i były bardzo odporne na pracę w błocie.
Dla mnie te Magury bardziej łączyły wady hydraulicznych hamulców ze szczękowymi.
Klocki nie miały jakiejś magicznej żywotności, choć hamowały całkiem spoko, ale raczej tylko przy suchej obręczy. To jest system bez zbiornika wyrównawczego, zatem nie ma samoczynnego pozycjonowania się klocków w miarę ich zużywania. Jest za to regulacja śrubką czy pokrętłem, ale o zbyt małym zakresie, dzięki czemu klocki musiałem zmieniać grubo przed linią zużycia. Wymieniałem dwa razy w roku, przy codziennej, fabrycznej jeździe. Drogie nie były, bo oryginalny komplet Magury na oba koła kosztował nieco ponad 30 zeta.
W sumie z ulgą zmieniłem na hydrauliczne tarczowe, które są dla mnie optymalne. Te Magury nawet potem sprzedałem.
siemalysy
26-08-2021, 18:36
Ja mam Shimano L04C, chciałem takie z radiatorem więc padło na oryginalne. Z tyłu zostawiłem żywicę.
W sumie to wymieniłem, bo przednie czymś zasyfiłem i zaczynały piszczeć czy mocniejszym zaciskaniu, no i hamowanie nie było już takie fajne.
Przy metalicznych mam wrażenie, że łatwiej wyczuć moment gdzie hamulec zaczyna konkretnie spowalniać. Trudniej za to jechać na zaciśniętych częściowo klamkach, jak się nie chce lecieć na rympał, tylko zjechać z pełną kontrolą roweru. Problem jest taki, że pomimo Servo Wave w klamkach GRX nadal ona nie hamuje jak XT, które mam w dwóch innych rowerach. Choć z metalikami już jest blisko. Tyle, że na gruzie jest mało okazji do ostrzejszego hamowania. Zwykle tylko jak nie zauważę jakiejś przeszkody.
Dużo zależy od stylu jazdy. Ja przeszedłem drogę od Deore M6k do XT M8k, ale z przodu mam czterotłoczkowy zacisk M8020 OIDP. Po drodze jeszcze zmieniłem tarcze, z tanich RT66 na 6 śrub, na takie lepsze z pająkiem alu. Tyle, że lepsze tarcze miałem już na Deorkach. Jakoś wielkiej różnicy między Deore, a XT nie ma. Na razie wszędzie używam żywicznych klocków, ale jak dostępność będzie w normie, być może na przód kupię metaliczne.
Możliwe, że jakbym jeździł ostrzej, to odczuwałbym większa różnicę, ale do mojego stylu jazdy jest OK. XT ma przewagę w dłuższym działaniu, bo ma ceramiczne tłoczki, które trudniej zapiec jak już heble polatają te kilka tysi kaemów.
Dziękuję :) Spróbuję rozwiązania z radiatorem. Najpierw zjadę te, które są w komplecie. W Authorze mam Deore M615 i jeszcze czasami zdarza mi się nim jeździć. XT chodził za mną już od dawna. Dlatego cieszę się, że wreszcie je kupiłem.
podśmie****ki sobie robię :P
...
Rozumiem :) Tak myślałem, ale wolałem się upewnić ;)
Ale to robisz na początku i nie ruszasz potem. Zresztą ja sobie nie przypominam, żebym kiedykolwiek potrzebował regulacji odległości klamki od kiery. Domyślne ustawienie Shimano mi zawsze pasuje.
W lewej klamce MT-400 zaczęła mi się samoczynnie odkręcać śrubka regulacyjna odległość klamki od kierownicy. Stało się to irytujące do tego stopnia, że zacząłem zabierać ze sobą normalnego imbusa, żeby podczas jazdy dokręcać ją. Miałem wziąć z pracy klej do gwintów i ją wkręcić na stałe, ale nie zdążyłem. Nie będzie mnie już irytować.
siemalysy,
Myślę, że spokojnie wystarczą Ci dwutłoki, a jak będzie brakować siły, to zawsze można pożonglować rozmiarem tarczy, albo innym klockami.
Ja w swoich SLX -7120 używam z przodu metalików Shimano (z radiatorem lub bez) i EBC metal. , obie firmy robią robotę. Na tyle mam żywiczne, generalnie też Shimano, ale ostatnio się chciałem przekonać co tam Szaj. oferuje i zakupiłem u niego żywiczne. Nie spotkałem się do tej pory, by klocki wymagały tak solidnego przytarcia, by zadziałały (miałem niezłe zdziwko, na pierwszym zjeździe). Jak tak obserwuję, to chyba te klocki od Szaja mało trwałe są, jak sprawdzę to napiszę jaki przebieg zrobiły
Też uważam, że wystarczą. Inaczej bym kupił 8120. A jak w przyszłości okaże się, że brakuje, to zmienię zacisk :)
Standardowo w rowerze miałem słabe tarcze, więc zmieniłem je na RT86. Przy zmianie tarcz przeszedłem też na klocki półmetaliczne P+T.
jak duża była różnica w po przesiadce na te RT86?
jak duża była różnica w po przesiadce na te RT86?
To zależy co masz teraz. Shimano tańsze tarcze odkuwa z blachy i szlifuje tylko jednostronnie lub nie szlifuje ich wcale. Taka tarcza ma krawędzie wszystkich otworów i zewnętrzne lekko zaokrąglone z jednej strony. Te lepsze tarcze mają ostro zakończone krawędzie w obu stron, ewidentnie są przeszlifowane z obu stron. MZ kultura pracy jest większa na tych lepszych. Wymieniałem tarcze z jednych na drugie, nie zmieniając przy okazji niczego innego i było zauważalnie lepsze hamowanie. Taka tarcza wrzyna się w klocki z dwóch stron, a nie tylko jedną stroną, gdzie druga bardziej się ślizga niż wrzyna. Minusem jest szybsze, ale też i bardziej równomierne zużycie klocków. Innym minusem jest też większe zapylenie okolic zacisku.
Tarcze z dużym pająkiem alu są też sztywniejsze. Mniej, a w zasadzie w ogóle mi nie dzwonią.
LeonardZelig
26-08-2021, 18:58
W czasach V-brake
Poczułem się jak dinozaur. Właśnie zmieniłem w swoim Authorze Basicu 2005 stare Tektro na nieco młodsze Deore XT 770. Niestety po przejażdżce Marinem Four Corners mojego kumpla mam lekkie objawy gorączki gravelowej (na szczęście przechodzi po spojrzeniu w portfel).
Ja już nie pamiętam, ale chyba przed tymi Magurami miałem właśnie V-ki XTR 950 z równoległym prowadzeniem klocków. Potem jak koła się rozlatywały to składałem takie na piastach CL i obręczach pod hamulec obręczowy i ostatecznie się na tarczowe heble przesiadłem.
siemalysy
26-08-2021, 20:40
Na pewno dało się zauważyć brak dzwonienia po dłuższym hamowaniu. Skuteczność hamowania też wzrosła, ale tutaj nie jestem w stanie określić ile dały nowe tarcze, a ile klocki.
I co też ważne. Zdecydowanie ładniej te tercze prezentują się na rowerze [emoji4]
leighadams
26-08-2021, 22:29
Ja mam Shimano L04C, chciałem takie z radiatorem więc padło na oryginalne. Z tyłu zostawiłem żywicę.
Panie gdzie kupiłeś te klocki, bo gdzie nie patrzę to niedostępne:/ A muszę wymienić, akurat z tyłu, bo też usyfione i hałas taki, że całą wioskę potrafią obudzić.
Panie gdzie kupiłeś te klocki, bo gdzie nie patrzę to niedostępne:/ A muszę wymienić, akurat z tyłu, bo też usyfione i hałas taki, że całą wioskę potrafią obudzić.
W centrumrowerowe.pl, ale już czas temu jakiś, trzeba polować.
Są w rzeszy. Np. tu (https://www.bike-components.de/en/Shimano/L04C-Brake-Pads-for-Flat-Mount-p47547/) i tu (https://www.bike24.com/p2142767.html).
siemalysy
27-08-2021, 09:14
Panie gdzie kupiłeś te klocki, bo gdzie nie patrzę to niedostępne:/ A muszę wymienić, akurat z tyłu, bo też usyfione i hałas taki, że całą wioskę potrafią obudzić.
Zajrzyj na aledrogo.pl ;) Widziałem, że są dostępne te klocki.
Zajrzyj na aledrogo.pl ;) Widziałem, że są dostępne te klocki.
A widziałeś też cenę? :wink:
No i kraj wysyłki Chiny.
Serio, jak ktoś koniecznie potrzebuje, to w takim wypadku lepiej kupić w sklepie w Niemczech. W obu sklepach robiłem zakupy w tym pierwszym wielokrotnie i żadnych fakapów pod drodze nie było.
Zabawę psuje tylko wysoki kurs euro i stosunkowo wysokie koszty przesyłki (10 euro), ale jak w naszym kraju rowerowego trzeciego świata nie ma towaru. to trzeba sobie jakoś radzić.
siemalysy
27-08-2021, 11:06
Patrzyłem na jedną z aukcji i była informacja o dostawie 31.08 w cenie niecalych 90 PLN.
Ale L04C? Ja znalazłem tylko J04C, a to klocki do górskich zacisków poprzedniej generacji: M9k, M8k, M7k i podobnych. Do szosowych zacisków i GRX nie pasują.
W każdym razie cena 90 zeta nie jest taka zła jak za metaliczne klocki z radiatorem, zwłaszcza w obecnej sytuacji.
Ja za L04C w centrumrowerowe.pl płaciłem 140 zeta w czerwcu. Aż sprawdziłem kiedy i za ile kupowałem. Zatem nawet cena 22 eurosy nie jest taka zła.
https://shimanobikes-nz.prontoavenue.biz/ts1570079501/attachments/Page/20/Disc%20Brake%20Pad%20Compatibility%20Chart.pdf
tu ciekawe - choć bez tegorocznego wypustu
siemalysy
27-08-2021, 12:20
Tomek. Rzeczywiście wprowadziłem w błąd. Pisałem o J04C.
leighadams
28-08-2021, 11:35
Na klocki chwilę poczekam, a tymczasem mały upgrade bo przyszło jajko od banlessa do crocketta.:) Zamontujemy, pojeździmy i się okaże czy to tylko efekt placebo czy faktycznie będzie jakaś różnica. Ale tak czy siak, podoba mi się wizualnie więc jak już założę to zostanie:)55402
Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Używam jaja od kilku lat. Im trudniej pod górę, tym lepiej się jajo sprawdza
Oczywiście mówię o górze takiej w terenie, nie po asfalcie ..
siemalysy
29-08-2021, 21:22
Witajcie,
W sobotę przed godziną siódmą rano ruszamy z kolegą autem do Pińczowa. Na miejsce docieramy bez niespodzianek. Szybkie przygotowanie do startu, zmiana odzieży, zdjęcie rowerów z auta i możemy ruszać ku przygodzie i nowym nieznanym miejscom :) Pogoda na starcie zapowiada się ładnie. Jest ciepło choć wieje, ale delikatnie. Na niebie dużo błękitu i trochę chmur.
Z parkingu ruszamy minutę przed dziesiątą i kierujemy się w kierunku ruin zamku w Pińczowie. Nie było tego w planie, ale kolega przeglądając planowaną trasę wypatrzył tą atrakcję. Do ruin docieramy drogą ze świeżo skoszoną trawą. Jest mokro i rześko, ale podjazd pozwala się rozgrzać. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że ruin poza kilkoma fragmentami muru nie widać, bo są kompletnie zarośnięte. Wygląda zupełnie inaczej niż na zdjęciach jakie prezentuje mi rozczarowany kolega. Po tym falstarcie odpuszczamy Kaplicę Św. Anny, którą też kolega wynalazł i wracamy na właściwą ścieżkę.
Po drodze, jeszcze w mieście natrafiamy na ciekawy mural o ile można to dzieło nim nazwać. Co prawda nie jest pierwszej świeżości, ale przykuł naszą uwagę. Z miasta wydostajemy się drogą biegnącą wzdłuż Nidy i jedziemy wzdłuż rzeki ok. 10 km, żeby odbić w kierunku miejscowości Skrzypiów. Tam skręcamy na szlak rowerowy, który prowadzi po asfaltowej mało uczęszczanej przez zmotoryzowanych drodze. Pozwala to nam szybko dotrzeć do miejscowości Młodzawy Duże, a po kolejnych dwóch kilometrach do Młodzaw Małych. Skręcamy w lewo i krótkim podjazdem docieramy do dużego kościoła z oddzielnym budynkiem dzwonnicy. Robi wrażenie i dziwi, że tak duży budynek w tak niedużej wsi. Mijamy kościół i przyjemną drogą polną kierujemy się w dalszą drogę pomiędzy polami uprawnymi. Widoki się zmieniają bo zaczęło się chmurzyć, pojawiła się ciemna chmura, musiała też pojawić się dyskusja rozważająca o tym czy zmokniemy, czy nie ;) Drogą tą docieramy do Mozgawy, do której wjeżdżamy pokaźnym wąwozem. Dalej kierujemy się przez Wojsławice do Chroberza, w którym odwiedzamy Pałac Wielopolskich. Tu zaczyna się pierwszy, dłuższy podjazd. Jadąc w kierunku Woli Chroberskiej w pierwszym możliwym miejscu i po przejechaniu ok. 30 km zatrzymujemy się na pierwszy popas.
Popas zrobiliśmy sobie niemal na skraju Kozubowskiego Parku Krajobrazowego. Po przerwie ruszyliśmy wąską asfaltową drogą, żeby po niecałych dwóch kilometrach odbić w prawo w szlak rowerowy biegnący lasem po nieutwardzonych drogach :) Droga biegnie do góry, a nachylenie nie sprawia trudności. Przejechaliśmy w pięknych okolicznościach przyrody ponad pięć kilometrów i odbiliśmy na południe do Dębian. Trzymamy się cały czas szlaku rowerowego, żeby po kilku kolejnych kilometrach skręcić znów w lewo i skierować się w stronę Stradowa. Po drodze pomiędzy tymi miejscowościami widzimy prawdziwe góry. Najbardziej wyraźna jest Mogielica. Oczywiście, żeby nie było to aż takim specem nie jestem. Żeby sprawdzić co dokładnie widzimy użyłem aplikacji do identyfikacji szczytów górskich, ale i tak nie pozwoliło to nam wczoraj pewnie określić co widzimy. Wiedzieliśmy, że to co widzimy to prawdopodobnie część Beskidu Wyspowego. Szkoda, że było zachmurzone tak niebo, bo stamtąd byłaby szansa zobaczyć Tatry z Łomnicą na czele.
Kończąc górskie rozkmimy ruszyliśmy do pierwszego, a zarazem głównego celu naszej rowerowej podróży.
Grodzisko Stradów, do którego dojechaliśmy po 41 km od startu chciałem odwiedzić już dawno. Nigdy wcześniej nie było okazji, żeby się wybrać dlatego wczoraj po dotarciu na miejsce miska mi się ucieszyła. Gdyby nie uszy, to uśmiech miałbym pewnie wokół głowy :) Na samo Grodzisko wjeżdżamy kawałek, dalej na górę trzeba rower wprowadzić bo nie da się jechać. Na grodzisku jest kilka osób, ale w niczym to nikomu nie przeszkadza. Robimy zdjęcia, a następnie objeżdżamy grodzisko i wracamy na dół do drogi. Kierujemy się na zachód. Przejeżdżamy przez Mękarzowice, Kostrzeszyn, Odrzywół, w którym skręcamy w prawo i kierujemy się do miejscowości Złota. Przemierzając sielskie i trochę zapomniane miejscowości przejeżdżamy mostem nad Nidą, żeby dotrzeć do kolejnego szlaku rowerowego. W Starej Zagości odbijamy w prawa i rowerowym szlakiem jedziemy do Skotnik Dolnych, żeby w nich skręcić w lewo w kierunku Skrocic. Tam mamy zaplanowane Jaskinie. Udaje nam się dotrzeć do pierwszej. Szału nie ma. Sporo śmieci i zarośnięte. Wspólnie uznajemy, że dalsza eksploracja nie ma sensu i szkoda na nią czasu.
Z Jaskiń jedziemy do Łatanicy gdzie przecinamy drogę wojewódzką łączącą Busko-Zdrój z Wiślicą i kawałek dalej wskakujemy na szlak rowerowy, którym docieramy w pobliże stawów, przy których planowałem kolejny popas. Do wody jednak nie docieramy. Widząc, że trzeba rower wprowadzić po schodach na wał decydujemy o tym, żeby jechać drogą, która zdawałoby się, omija zbiornik. Po niecałym kilometrze okazało się, że droga się skończyła w szczerym polu. Nie chciało nam się wracać, więc jechaliśmy polem, po trawie, w wodzie do najbliższej drogi. Udało nam się wyjechać do miejscowości i po 75 km na przystanku autobusowym zrobiliśmy sobie przerwę na odpoczynek i popas.
Drugi punkt do odwiedzenie tego dnia był coraz bliżej. Kilkaset metrów od miejsca przerwy odbijamy na czerwony szlak. Mijamy Ostrą Górę, następnie zmieniamy szlak na niebieski, żeby po kilku chwilach wrócić na czerwony i nim wjechać na Górę Kapturową. Leży ona w Szanieckim parku Krajobrazowym. Okolica góry pozwalała sądzić, że widoki na okolicę będą ciekawe. Tak się nie stało, więc ten punkt imprezy był nietrafiony. Z góry szybko się ewakuujemy bo komary mają z nas niezłe pożywienie. Rezygnujemy z szukania jaskiń. Plan mój zakładał, że do Kapturowa zjedziemy czerwonym szlakiem. Na szczycie góry drogi się skończyły, śladów szlaku też nie było widać. Do najbliższej drogi zjeżdżam po rżysku i ona pozwala na powrót na czerwony szlak, który jest zapomniany. Przedzieramy się przez krzaki i chaszcze.
Przejeżdżamy przez miejscowość Szczaworyż, mijamy kościół widoczny z Góry Kapturowej i odbijamy na zielony szlak, żeby dalej pojechać do Widuchowej gdzie zajeżdżamy do dworu obronnego z 1620 r. Stamtąd kierujemy się na zachód w stronę zielonego szlaku, żeby po niespełna dwóch kilometrach skręcić w lewo na czarny szlak. Nim docieramy do kolejnego zaplanowanego miejsca.
Na platformę widokową docieramy o 19 pokonując 95 km. Po wejściu na nią okazało się, że żeby coś zobaczyć to musiałaby być ze trzy razy wyższa. Jakoś musimy z tym żyć, a brak spektakularnych widoków nie pozostawia nam wyboru jak tylko wsiąść na rowery i jechać dalej. Słońce zaczyna powoli zachodzić i robi się chłodniej. Busko-Zdrój przejeżdżamy skrajem miasta od północy. Po kilku kilometrach ubieramy się cieplej i kierujemy się do sosny na szczudłach. Z Buska wyjeżdżamy szeroką drogą rowerową, która ciągnie się aż do Lasu Winiarskiego. Dróg tych jest sporo. Do sosny dojeżdżamy niebieskim szlakiem. Robimy zdjęcia, montujemy lampki i ruszamy do Pińczowa.
Na parking docieramy ok. 21. Dystans z Garmina to 117 km i 1382 m w górę. Fajnie spędzona sobota na rowerze :)
Zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy na rynek, żeby coś zjeść. Mieliśmy ochotę na pizzę, ale z uwagi na to, że było przed 22, to już nie chcieli jej nam zrobić. Skończyło się na burgerach i frytkach. Droga do Łodzi obyła się bez niespodzianek. Za Sulejowem w rowie przy drodze stał wielki jeleń, który wyglądał jakby się szykował do przejścia na drugą stronę jezdni.
Poniżej kilka zdjęć z tego wyjazdu.
55449
Trasa
55450
Budynek w Pińczowie
55451
Nad Nidą
55452
Droga wzdłuż Nidy. Okolice Pińczowa
55453
Jeden ze Świątków. Tak takie kapliczki tu nazywają. Chyba w każdej miejscowości stoją kapliczki tego typu.
55454
Pola za kościołem w Młodzawach Małych
55455
Kościół w Młodzawach Małych w tle
55456
Zapomniane miejsca
55457
Pałac Wielopolskich
55458
Z Mogielicą w tle
55459
Drogi tu są w dobrym stanie
55460
Widok z drogi na Grodzisko Stradów
55461
Grodzisko Stradów
55462
Widok z Grodziska
55463
Na Grodzisku
55465
Droga prowadząca na Górę Kapturową
55464
Góra Kapturowa
55466
Widok na kościół w miejscowości Szczaworyż
55467
Widok na pola z okolic Góry Kapturowej
55468
Widok z Góry Kapturowej
55469
Czerwony Szlak. Dobry chaszczing
55470
Droga do platformy widokowej
55471
Widok z platformy. Jedyny widok jaki można pokazać.
55472
Dwóch Michałów przy sośnie na szczudłach
Dobry trip, dobra relacja.
Widok z Grodziska zjawiskowy.
55472
Dwóch Michałów przy sośnie na szczudłach
Dwa solidne Leśne Dziady w akcji!
LUBIĘ TO :D
a mi dziś kurier przyniósł...55512
Maciek, z tych tarcz będziepanzadowolony. Hamowałem takimi jak jeszcze miałem koła z mocowaniem na 6 śrub. Tylko u mnie 180 mm.
Ja MTB odebrałem z przeglądu Foxów. Jest picco bello, niestety nowy łańcuch nie dogadał się ze starą kasetą, Zatem powiedziałem, żeby założyli stary, to przynajmniej do domu na kole dojadę. Kasetę udało mi się zamówić, powinna być w tym tygodniu. Zobaczymy jak łańcuch KMC X12 będzie hulał z kasetą Eagle GX (chyba 1275).
Muszę Olce zamówić też taką ładną tarczę - żeby nie czuła się gorsza :D
Tylko ona na 180 i centri.
Tomek - ciekaw jestem tych KMC bo opinie o nich słyszę różne.
Jakichś szybkich wniosków się nie spodziewaj. No chyba, że coś wyjdzie podczas pierwszej jazdy. Pewnie po założeniu kasety i łańcucha karnę się wokół komina, żeby się przekonać czy wszystko hula jak powinno, ale tyle.
Natomiast w sobotę wyczyściłem też dokładnie napęd w gruzie. Demontaż łańcucha, kasety i kółek przerzutki, a potem domycie wszystkiego do czysta. Korby tylko nie demontowałem. Przy jednym blacie można go doczyścić bez demontażu.
Przejechałem na tym napędzie 6 kkm. Poprzednie takie czyszczenie było jakoś w okolicach 3 kkm. Wtedy nie było widać oznak zużycia. Teraz zębatka 15T ma już "wgnioty" na zębach. Znaczy kres jest bliski, ale na szczęście wszystkie luźne zębatki do kasety XT M8k nadal można zamówić bez problemu i nawet w normalnej cenie. Zamówiłem, nowy łańcuch też, ale na razie chcę się przejechać na tym co mam. Już miałem tak kilka razy, że póki napęd był zasyfiony, było spoko. Po wyczyszczeniu okazywało się, że łańcuch zaczynał przeskakiwać na najbardziej wyrobionych koronkach, przy deptaniu.
Miałem sprawdzić dziś, ale straszą deszczem, zresztą nawet coś pokropiło jak wracałem MTB z serwisu. Może jutro, ale prognozy mniej optymistyczne niż na resztę dnia dzisiejszego.
od środy ma być ogień!
na sobotę i niedzielę planuję wasze rewiry!
Od środy to na pewno będzie u mnie ogień z dupy, jutro ostatni dzień urlopu. ;-)
siemalysy
30-08-2021, 16:55
Dobry trip, dobra relacja.
Widok z Grodziska zjawiskowy.Dziękuję [emoji4]
Dwa solidne Leśne Dziady w akcji!
LUBIĘ TO :D
a mi dziś kurier przyniósł...
Toć ba [emoji4]
Z tarcz będzie Pan zadowolony. Jak dobrze widzę, to mam takie obecnie u siebie. Tylko inny rozmiar.
Muszę Olce zamówić też taką ładną tarczę - żeby nie czuła się gorsza :D
Tylko ona na 180 i centri.
Tomek - ciekaw jestem tych KMC bo opinie o nich słyszę różne.Miałem też wersję na center lock. Jak dobrze pamiętam, to one są oznaczone jako SM-RT81.
Po zmianie koł musiałem kupić na 6 śrub. Tarcze opyliłem temu dziadowi z ostatniego zdjęcia w relacji. Jeździ, hamuje i jest zadowolony.
po wymianie!
no więc klocki nie wchodzą do zacisków deore i pójdą do Olowych SLX. u mnie zostały zwykłe metale.
leighadams
31-08-2021, 16:44
Melduję, że klocki L04c przyszły. Udało się kupić na Amazonie za 103,84zł. Jak na obecne realia cena bardzo dobra. Teoretycznie dostawa miała być w okolicach 20 września, a przyszły dzisiaj. Także jak na I zakup na Amazonie jestem pozytywnie zaskoczony:) Trzeba szybko kupić tarczę i tu pytanko. Ktoś ma może porównanie sm-rt800 a sm-rt900? Warto dopłacić? Wizualnie bardziej mi podchodzą 90o bo czarne:)
Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Podobnież, ale tylko z internetów te szosowe tarcze są bardziej wiotkie od górskich i łatwiej je wygiąć. Ja chciałem kupić RT800, ale nie było, kupiłem górskie MT800 i jest OK. Mam je już w sumie w trzech rowerach.
Czy warto dopłacać do XTRów, wg mnie nie, ale jeżeli wygląd się liczy to dopłać. Lepiej się jeździ na sprzęcie, który się podoba. Najlepiej nie tylko nam. ;)
Na tych czarnych radiatorach na pewno mniej będzie widać brud.
leighadams
Akurat po sieci się rozlała prezentacja nowych grup Dura Ace i Ultegra. Tarcze hamulcowe w nowych grupach szosowych to te z grup górskich. Zatem może lepiej szukaj XTR lub XT.
leighadams
31-08-2021, 20:47
leighadams
Akurat po sieci się rozlała prezentacja nowych grup Dura Ace i Ultegra. Tarcze hamulcowe w nowych grupach szosowych to te z grup górskich. Zatem może lepiej szukaj XTR lub XT.
Dzięki za wszystkie porady:-) W sumie jakoś wcześniej nie patrzyłem w stronę xt/xtr tylko ultegrę/dura ace bo jakoś tak z automatu traktuję mojego crocketta jako zamiennik szosy;-) Ale faktycznie spojrzę na te tarcze z MTB i zaraz coś wybiorę sensownego.
leighadams
31-08-2021, 21:38
Pardon, że post pod postem. Melduję, że MT800 zamówione. Gdyby ktoś szukał rozmiaru 160, to na bikestacji są za 174zł. Całkiem znośnie:-)
Obyś szybko dostał. Kiedyś bikestacja słynęła z niezłych cen i czasu oczekiwania na towar liczonego raczej w tygodniach. Może teraz jest inaczej, ostatnie zamówienie złożyłem tam dobre kilka lat temu.
leighadams
31-08-2021, 23:33
Mam nadzieję, że się nie przejadę na terminie. W sumie to liczę, że jutro wysyłka, w piątek kurier i montaż nowych tarcz i klocków, a w sobotę zaplanowana pierwsza jazda z dystansem powyżej 100[emoji3]
leighadams
02-09-2021, 21:02
Bikestacja dała radę, tarcza w domu:) Muszę przyznać, że ładne to[emoji3]55678
Dobrze, że się poprawiło. Powodzenia w sobotę. :)
No i po urlopie :-) Kotlina Kłodzka daje radę, choć nie pojeździłem tyle ile bym chciał, ale jakiś kompromis musi być :-)
Zaliczyłem trzy single i zjazd z Czarnej Góry Milky Way-em, który zakończył się tak :-)
https://youtu.be/-_cSpkShHFM
czyli nastała pora kupić fulla all mountain ;)
Raczej nie, ten zjazd to taki jednorazowy wyskok :-) HT jest ok jak dla mnie.
No i po urlopie :-) Kotlina Kłodzka daje radę, choć nie pojeździłem tyle ile bym chciał, ale jakiś kompromis musi być :-)
Zaliczyłem trzy single i zjazd z Czarnej Góry Milky Way-em, który zakończył się tak :-)
które single wybrałeś?
1. Pod Śnieżnikiem - wybrała żona, bo najkrótsza i łatwa :-) Nie polecam, dużo trzeba jechać drogami, nuda. Jak już to zaczynać z dołu, ja jechałem od góry, tak jak prowadzi aplikacja i tak jak jest bramka. Dojazd tragedia.
2. Ostoja - ta dużo lepsza, ale dość łatwa.
3. Kłodzka - tu już wybrałem sam, bo sam jechałem :-) Dla mnie bezkonkurencyjna, kilka krótkich łączników duktami leśnymi, reszta przyjemne tracki. dobrze oznaczony start z dwóch stron, dostęp bezpośrednio z parkingu. Ja jechałem najpierw w górę.
Na żadnej trasie nikogo nie spotkałem, na kłodzkiej widziałem 2 świeże ślady opon, więc chyba tego dnia jechały przede mną dwie osoby.
HT jest ok jak dla mnie.
ja też zawsze byłe twardo dupny ale po przesiadce zakochałem się! najbardziej szokujące jest jak to podjeżdża! bo tego co potrafi na zjazdach to w sumie się spodziewałem.
ja też zawsze byłe twardo dupny ale po przesiadce zakochałem się! najbardziej szokujące jest jak to podjeżdża! bo tego co potrafi na zjazdach to w sumie się spodziewałem.
Przesiadka na full-a to spore koszty, a do jazdy miejsko-przełajowej trochę szkoda mi kasy :-)
Myślę teraz o czymś do miasta, może jakaś stara szosa. Jak już będzie, to może wtedy, choć musiałbym najpierw pojeździć na full-u, a nie mam za bardzo jak.
nieprawda! masz jak! w okolicy singielków znajdziesz bez łaski wypożyczalnie ze sporym wyborem (fakt rezerwować zazwyczaj trzeba wcześniej) gdzie za 100-150pln weźmiesz klamota na cały dzień. a wybór mają zazwyczaj całkiem spory.
Tylko, że ja mieszkam w Gdańsku :-)
a ja w stolicy krainy podziemnej pomarańczy!
Co do podjazdów to mam odmienne zdanie. Mój Trek Fuel w ogóle nie podjeżdża. Przynajmniej w porównaniu z innymi rowerami, które mam. Nawet po płaskim jest tak sobie, pod wiatr to już w ogóle tragedia. Zjazdy na wypasie, ale nie podejrzewałem, że będzie tak ciężko pod górę.
Ja mam doświadczenie tylko z kiepskim full-em, takim trochę lepszym merketowcem i po gładkim jeździło się tragicznie. Dlatego mam jakiś taki dystans :-)
Mój Trek Fuel w ogóle nie podjeżdża.
ale fuel to jednak już bardziej enduro niż all mountain i jest w związku z tym dużo bardziej płaski i ma inną charakterystykę zawisu. mam ripley'a AF i tak jak on podjeżdża nie podjeżdżał żaden mój rower. im teren trudniejszy tym ta różnica większa. na asfalcie jest słabo - to bez 2 zdań. po prostu opony 2,5+ i 14kg robią swoje... to nie jest rower do jazdy po asfalcie i tyle!
BTW
ola ma canyon neuron - on jest jeszcze "mniej endurowy" i wjeżdża nim tam gdzie przedtem wjechać nie potrafiła.
Fuel jest określany jak trail i do enduro to mu tak ze 30 mm brakuje. Główka ramy jest o 2 stopnie bardziej stroma niż np. w Slashu, typowej endurówce Treka.
nie no slash to już heavy enduro - taki do jazdy po piłkach i telewizorach ze skały.
jak to nazwiemy tak nazwiemy - moje odczucia są takie jak opisałem. na dziś nie widzę się na sztywniaku.
Aż sprawdziłem, w swoim Ripleyu masz kąt 65,5 stopnia ja w Fuelu mam 66 lub 66,5, jak sobie minolink przestawię w pozycję Low. Mam w High, bo nie chce go jeszcze bardziej kłaść.
Zatem można przyjąć, że geo jest bardzo zbliżona. Zatem może chodzić o jakieś osobiste preferencje.
O Neuronie też myślałem przy zakupie, ale ostatecznie skończyło się na Treku.
Ja bym do HT też nie wrócił, nawet sobie kiedyś obiecałem, że jak wrócę do MTB to tylko na fullu. Wróciłem, na fullu i pomimo świetnej zabawy przez cały 2019 rok, to w tym roku na tym rowerze jeździłem trzy razy, z czego dwa razy to był dojazd do serwisu i powrót z niego.
W zeszłym roku też tylko kilka razy i to też najwięcej jak połamałem gruza.
ty po prostu bardzo lubisz turystykę i jesteś jednym z niewielu dla których gravel został stworzony! jesteś archetypem gravelowego bikera!
ripley naprawdę podjeżdża świetnie - może to zasługa DW linka? nie wiem! w zasadzie jedyną wadą na podjeździe jest jego długość (ponad 2m). jak robi się kręto (zwłaszcza na agrafkach) to jest słabo.
Tak, też mam długiego... rowera. :p
W windzie muszę skręcać koło, bo inaczej czujniki nie pozwalają zamknąć drzwi. W zagrodzie w pociągu się nie mieści. Za to ta długość to stabilność na zjazdach. Już leciałem ponad 6 dyszek w terenie i nie miałem uczucia, że nie kontroluję roweru. Na gruzie to takie coś tylko na szosie mi wychodzi.
Ja wybierałem między 19 i 21,5 i wyszło, że jednak ten większy. Zgodnie zresztą z najnowszym trendem, że MTB kupuje się tak duże jak tylko da się ogarnąć, żeby właśnie baza kół była duża, bo to zapewnia stabilność roweru. Kilkanaście lat temu, kupowało się najmniejsze ramy, bo zwinniejsze i łatwiej je kontrolować było. Teraz trendy się odwróciły, bo i wszystko się w MTB zmieniło.
Kiedyś może nam wyjdzie się spotkać na MTB, to się zamienimy na jakąś chwilę rowerami i zobaczę jak ten Twój podjeżdża. O ile sięgnę do pedałów. :)
Kilkanaście lat temu, kupowało się najmniejsze ramy, bo zwinniejsze i łatwiej je kontrolować było.
głównie dlatego, że ramy musiały mieć swoje proporcje i jak były dłuższe to byłby bardzie wyższe niż dłuższe... no i powstawał problem przekroku
Kiedyś może nam wyjdzie się spotkać na MTB, to się zamienimy na jakąś chwilę rowerami i zobaczę jak ten Twój podjeżdża. O ile sięgnę do pedałów. :)
dasz radę - w końcu nie jesteś konusem :P
LeonardZelig
05-09-2021, 10:12
Zastanawiam się nad torbą biodrową na aparat, żeby z tym dało się rowerem pomykać. Czy ktoś z Was używał w tym celu Crumplera Jimmy Boo 400, lub jego nikonowskiego klona? Ma to pomieścić Z50 z małym obiektywem, lub Sigmę DP2M. Plecak mam, ale jest spory, a taka większa biodrówka kusi.
ja też zawsze byłe twardo dupny ale po przesiadce zakochałem się! najbardziej szokujące jest jak to podjeżdża! bo tego co potrafi na zjazdach to w sumie się spodziewałem.
Ja akurat zawsze miękko dupny byłem. Na asfaltowych drogach (bo czasem chwilę trzeba na nich pojeździć) jest ok, o ile nie jadę w towarzystwie z czymś szybkim. Samemu to nie ma znaczenia, ważne, że miękko. Mój ma 160 mm skoku, więc podjazdy cięższe. No ale zjazdy to jakaś nowa, wspaniała forma życia :). Z uwagi na teren, w którym mieszkam (dosyć strome góry) nachodzą mnie myśli na montaż silnika żeby móc jechać cały czas, ale to może na wiosnę.
elanek
co masz za wynalazek, że 160?
Jakbym patrzył tylko przez pryzmat tego co można spotkać w górach to powiedziałbym, że tradycyjne rowery MTB maści wszelakiej są na wymarciu.
Jak już widzę rower bez silnika, to zwykle na jakieś wycieniowane XC z równie wycieniowanym właścicielem. Większość trialówek i enduro to jednak rowery z napędem elektrycznym. Nawet w Czechach jest łatwo zauważalny taki trend.
Z drugiej strony ostatnio dowiedziałem się, że rower elektryczny to także znacznie szybsze zużycie napędu, podobno nawet i trzy razy częściej trzeba wymieniać kasetę, łańcuch i blat niż w przypadku tradycyjnego roweru. Czy właściciele elektryków zaobserwowali taką potrzebę?
Mam na myśli rowery gdzie napęd jest w okolicach suportu. Tam gdzie napęd jest w tylnym lub przednim kole to raczej nie powinno mieć miejsca.
no te silniki mają niby tylko 250W ale jednak moment mają srogi. tak więc na łańcuch idzie pewnie 3-4x tyle co jak jedziesz nóżkami.
też zauważyłem ten trend i mam mocno ambiwalentne odczucia :/
z jednej strony - owszem można zrobić więcej w tym samym czasie, mieć z tego równie dużo funu i żyć ze wszystkimi w zgodzie
z drugiej - takiego wysypu januszerki na szlakach nigdy nie było! do tego erozja podjazdów postępuje bardzo szybko i są miejsca, w których podjeżdżałem bez problemu miesiąc temu a dziś jest to niemożliwe. do tego oni po prostu są za szybcy! nie to, że mi to przeszkadza bo mnie wyprzedzają! mi to przeszkadza bo jak sobie znajdę swój kawałek tracku i chcę nim pojechać to po 2 min sapie mi na plecach jakiś dzban co wypożyczył elektrowóz i ze wspomaganiem na maxa postanawia udowodnić wszystkim jaki to jest gość.
globalnie jestem zdania, że powinny być wydzielone szlaki, na których e biki są dozwolone a rycie wąskich singli na dłuższą metę uważam za bezsensowne.
55780
85 niuta!
cinquecento 700 chyba tyle nie miało! - ok - sprawdziłem CC700 miało 52Nm; CC900 miało 65...
Ta januszerka, to zwykle ludzie na rowerach z wypożyczalni. Dlatego ja na przykład w Góry Izerskie, które bardzo lubię, nie jeżdżę w sezonie. Niestety w okolicach samej Polany Jakuszyckiej jest kilka wypożyczalni, w Świeradowie Zdroju też i to sprawia, że w słoneczny wakacyjny weekend są tam tłumy. Z czego większość na rowerach z wypożyczalni nie umie jeździć w górach. Każdy zjazd to wyzwanie, chyba nawet większy niż podjazd.
Na Rychlebskich Stezkach są znaki, że elektryk dopiero jak masz więcej niż 55 lat. Co prawda to typowo czeski humor, ale coś w tym jest, bo ja jedyny rower elektryczny jaki rozważam to właśnie MTB i właśnie gdzieś za 10-15 lat. Może do tego czasu coś się w zasilaniu zmieni. Choć może być tak, że jak będę miał jednego elektryka to zaraz będę chciał następne z napędem.
To rycie singli to raczej debile na motocrossach. Sam widziałem ślady opon motocyklowych na singlach. Ostatnio też napotkałem panów na motocyklach wyjeżdżających z lasu. Oczywiście MX bez blach, zjechali też nie drogą, bo szlaban, ale na rympał. Znaczy pewnie lokalsi.
Choć same single też niestety będą wymagały nieustannej konserwacji. To są dosyć wąskie drogi, gdzie masz bardzo ograniczone możliwości przejazdu. To nie jest szeroka droga pożarowa, gdzie jeden pojedzie po lewej, drugi po prawej, a trzeci środkiem. Na ST wszyscy cisną mniej więcej tak samo. Zatem nawet nie potrzeba MX czy elektryków, wystarczą zwykłe rowery, żeby rozjechać te ścieżki. Do tego pożarowe są dostosowane do ruchu zmotoryzowanego, zatem są zwyczajnie bardziej trwałe. Jakby zostawić ST bez konserwacji to maksymalnie trzy lata i te mniej uczęszczane tylko na mapach by zostały. Przyroda szybko odzyska co jej.
częściowo masz rację. utrzymanie singli jest niezbędne dla ich istnienia jednak erozja to w dużej mierze właśnie elektryki. 85niuta to jest masakryczna moc! mielenie trasek następuje w specyficznych miejscach - tam gdzie kończy się trakcja a silnik będzie kręcił w nieskończoność. muszę powiedzieć, że za dużo śladów po MX nie widziałem w miejscach gdzie jeździłem.
Zastanawiam się nad torbą biodrową na aparat, żeby z tym dało się rowerem pomykać. Czy ktoś z Was używał w tym celu Crumplera Jimmy Boo 400, lub jego nikonowskiego klona? Ma to pomieścić Z50 z małym obiektywem, lub Sigmę DP2M. Plecak mam, ale jest spory, a taka większa biodrówka kusi.
Tej nie używałem, ale mam dużo mniejszą i noszę ją przesuniętą na plecy. Ta twoja jest dość spora i w dodatku trzeba ją nosić z boku, co raczej wyklucza komfortową jazdę na rowerze, będzie ci się ruszać razem z nogą. A przy pochylonej sylwetce spadnie Ci na przód, co w ogóle uniemożliwi jazdę.
Zatem może ktoś odpowiedzialny za budowę ST nie zauważył popularności rowerów elektrycznych lub nie zauważył, że bardziej niszczą nawierzchnię. Tak czy inaczej uważam, że budowanie osobnej sieci szlaków dla różnych typów rowerów jest nierealne. Skoro osobne dla zwykłych MTB i eMTB to czemu nie jeszcze jedne dla szosowców z gładkim asfaltem i kawiarnią co 20 km? Czemu nie takie z gładkim, szerokim szutrem i budką z piwem co 20 km dla gruzów? :mrgreen:
Wystarczy to co jest odpowiednio przebudować, wzmacniając podkład i regularnie konserwować nawierzchnię. Możliwe, że większość obecnych ST będzie wymagała przebudowy za jakiś czas. Choć jak patrzę na drogi wszelakie w Polsce, to jak skończy się kasa z UE to skończy się budowanie i konserwowanie i będzie tradycyjna polska, czarna dupa.
W tym wszystkim też wypadałoby, aby sami rowerzyści zaczęli szanować to co zostało wybudowane m.in. z ich kasy. Nie hamować blokując tylne koło, nie jeździć po deszczu, nie jeździć na wiosnę, zanim wszystko dobrze przyschnie po roztopach.
Pytanie tylko co z tego wszystkiego jest najbardziej realne?
masz bezsprzecznie rację
ja postuluję tylko zakazy na trasach gdzie to rycie jest bardzo ostre. w stanach to normalna praktyka. tam często nawet 50% tras jest z zakazem eMTB.
kto używa tylnego hampla jako głównego? są tacy ludzie? ;)
To nie wiesz, że hamowanie przednim to śmierć, bo przelecisz przez kierę i się zabijesz?
Może nie tyle hamowanie na prostym, a blokowanie koła na bandach, żeby wytracić prędkość lub żeby się popisać, lub jedno i drugie. Mam kolegę z fabryki, który tak robi, jak mówię mu żeby przestał, bo zwyczajnie niszczy nawierzchnię to twierdzi, że co to za radość z jazdy MTB jak nie może sobie blokować tylnego koła. Tylną oponę wymienia trzy razy w roku.
hamowanie przednim to śmierć, bo przelecisz przez kierę i się zabijesz?
o ja głupia cipa nimfomanka... nikt mi nie powiedział :/
Mam kolegę z fabryki, który tak robi, jak mówię mu żeby przestał, bo zwyczajnie niszczy nawierzchnię to twierdzi, że co to za radość z jazdy MTB jak nie może sobie blokować tylnego koła. Tylną oponę wymienia trzy razy w roku.
no tak
ja jednak jestem szkoła enzo ferrari - samochód (rower) nie służy do hamowania tylko jeżdżenia...
swoją drogą widać to po ludziach u mechanika samochodowego - klocki co 30kkm
ZiB
potrzebuję klucz do supportu i kasety
https://allegro.pl/oferta/klucz-suportu-bike-hand-hollowtech-ii-yc-29bb-10439138392
https://allegro.pl/oferta/klucz-wkladu-suportu-hollowtech-ii-10447118987
i klucz do microspline
jakieś sugestie? myślałem o topeaku ale klucz do hollowtecha mają w cenie shimanowskiego (130pln) lekka przeginka
Ten z pierwszego linku, przy okazji dzięki. Szukałem czegoś takiego. Tego nie kupię, bo jest tylko jedna sztuka, zatem poszukam gdzie indziej.
Przyda się także do nakrętek tarczy CL, tych większych. Ten z drugiego linku jest zbyt płytki i przy sztywnej osi nie sięga nakrętki mocującej tarczę.
Mam klucz do kasety z rękojeścią i bacik z Bike Hand i nic im nie mogę zarzucić. Może w warsztacie jakbym przez 8h nic innego nie robił tylko kręcił suporty to by się nie nadał, do domu nic lepszego nie potrzeba.
Zatem może ktoś odpowiedzialny za budowę ST nie zauważył popularności rowerów elektrycznych lub nie zauważył, że bardziej niszczą nawierzchnię. Tak czy inaczej uważam, że budowanie osobnej sieci szlaków dla różnych typów rowerów jest nierealne. Skoro osobne dla zwykłych MTB i eMTB to czemu nie jeszcze jedne dla szosowców z gładkim asfaltem i kawiarnią co 20 km? Czemu nie takie z gładkim, szerokim szutrem i budką z piwem co 20 km dla gruzów? :mrgreen:
Wystarczy to co jest odpowiednio przebudować, wzmacniając podkład i regularnie konserwować nawierzchnię. Możliwe, że większość obecnych ST będzie wymagała przebudowy za jakiś czas. Choć jak patrzę na drogi wszelakie w Polsce, to jak skończy się kasa z UE to skończy się budowanie i konserwowanie i będzie tradycyjna polska, czarna dupa.
W tym wszystkim też wypadałoby, aby sami rowerzyści zaczęli szanować to co zostało wybudowane m.in. z ich kasy. Nie hamować blokując tylne koło, nie jeździć po deszczu, nie jeździć na wiosnę, zanim wszystko dobrze przyschnie po roztopach.
Pytanie tylko co z tego wszystkiego jest najbardziej realne?
Myślę, że słabo znasz zagadnienie:
Serwis
Po pierwsze ludzie prowadzący singletracki (przynajmniej dwa główne systemy) mają znakomitą wprost orientację, wiedzę i umiejętności. A ponieważ od stanu tras zależą ich liczne już biznesy a także biznesy wielu firm sąsiadów to nie ma tu popeliny. Pełna profeska. Serwis jest na bardzo dobrym poziomie, po pierwsze szybki (system zgłaszania) po drugie nie tylko przywrócenie stanu rzeczy ile ciągłe ulepszanie. Niedawno objechałem pętle Singletrack Glacensis co do których dwa lata temu sformułowałem zarzuty co do ich słabej trwałości i okazało się, że nie tylko usunięto wszystkie wady ale przy okazji dodano atrakcje - stoliki i rollery. I to jest stała polityka. Niektóre miejsca rozwijają się bardzo ładnie: w Srebrnej Górze np przebudowano trasę D (Red line) i zbudowano kontynuację w postaci F-line (super flow) i w połączeniu z powrotną E-line (jak ktoś lubi dymać) powstała nowa wybitna pętla enduro. Dla mnie gigantyczne WOW pod w miarę normalnego rowerzystę. Warto zajrzeć na młodsze produkty ST typu Trojak, Jagodna, Everest aby zobaczyć jak poziom poszybował w górę. Albo na Family Bike Park, który otworzył się w czerwcu i jest wprost przeładowany atrakcjami.
Elektryki
Na razie ciągle dość mało zauważalne (może poza Świeradowem), ale rosną dość szybko. Ich wpływ na stan tras jest niewielki, poza elektrycznymi motocyklami (pseudo roweremi). Te ostatnie są wypraszane jeśli zostaną przyuważone. Rozmawiałem na ten temat z operatorami systemu. Nikt nie widzi tu problemów. I ja jeżdżąc też nie widzę problemu.
Poziom
Co do umiejętności i kultury jazdy zgadzam się, jest raczej słabo. Widzę tu pole do edukacji. Działa parę szkół jazdy głównie PM - Bike i POMBY i są zarobione tak, że nadzieja jest. To mimo wszystko dość młoda działalność.
Przyszłość
To nie upadek a dynamiczny rozwój. Tylko w tym roku powstał Family Bike Park (3 trasy oddane, czwarta w budowie), 3 Singletracki w Dusznikach (akurat nie polecam, najsłabsze w całym systemie), 4 w Brzozowiu (absolutnie polecam), w budowie jest kontynuacja Trojaka na szczyt. W projektowaniu i uzgodnieniach łącznik Wilcza Przełęcz - Srebrna Przełęcz. W planach i rozeznaniu pętle między Jagodną a Międzylesiem (Góry Bystrzyckie) a także Jagodna - Zieleniec. Ponieważ cały system spowodował bardzo duży przyrost obrotów w noclegowniach i restauracjach to wiadomo już, że jest to świetny interes. Bo singletracki są do 10 x tańsze od asfaltozy. Całe Singletrack Glacensis kosztowało tylko 14 mln zł.
LeonardZelig
06-09-2021, 11:39
Tej nie używałem, ale mam dużo mniejszą i noszę ją przesuniętą na plecy. Ta twoja jest dość spora i w dodatku trzeba ją nosić z boku, co raczej wyklucza komfortową jazdę na rowerze, będzie ci się ruszać razem z nogą. A przy pochylonej sylwetce spadnie Ci na przód, co w ogóle uniemożliwi jazdę.
Jakiej torby używasz?
Elektryki
Na razie ciągle dość mało zauważalne (może poza Świeradowem), ale rosną dość szybko. Ich wpływ na stan tras jest niewielki,
tylko o kaczawskich i świeradowie mogę coś powiedzieć - przynajmniej 50% całości to dziś e-biki
Myślę, że słabo znasz zagadnienie:
Tu masz rację. Po ST nie lubię jeździć i mało się interesuję. Zauważam tylko co mi się w oczy rzuci.
Np. Bardo nadal jest martwym miastem, mimo tego, że od dwóch lat są dostępne pętle zarówno we wschodniej jak i zachodniej części Gór Bardzkich. Nadal jedynym miejscem gdzie można zjeść, jest restauracja hotelowa przy Pętli Harbiowskiej. Restauracja, która powstała grubo przed ST. Kilkanaście lat temu były trzy knajpy w Bardzie. Zatem w tym wypadku nie widać jakiegoś przyrostu ruchu, a nawet jego spadek.
Jeżeli ST są na bieżąco konserwowane to spoko, nawet bardzo spoko. Dla mnie to lepiej, bo mniej ludzi na zwykłych drogach. Choć jak byłem późną wiosną w Górach Bardzkich to jednak częściowo już zaczynały zarastać niektóre odcinki ST.
Zobaczymy jak ta konserwacja będzie wyglądała jak gmina przestanie to finansować lub zmniejszy budżet. Prywatni przedsiębiorcy w ogólnej masie nie są chętni na łożenie kasy na coś co jest wspólne i publiczne. Nawet jak potrafią połączyć kropki, to rzadko kiedy potrafią się dogadać ze sobą.
Jeżeli za kilkanaście lat będzie to nadal tak prężnie działało to bardzo dobrze.
Edukacja. Te kilka szkół nic nie zdziała, a w najlepszym wypadku zdziała bardzo mało. Ludzie uważają, że umieją jeździć, bo w parku im wychodzi. Jadą całą rodziną na weekend w góry, biorą rowery elektryczne z wypożyczalni i jadą w góry. A tam nawet w tak łatwych górach jak Izerskie okazuje się, że jest inaczej niż w parku. Kiedyś progiem wejścia była kondycja, bo należało najpierw wjechać gdzieś, żeby móc zjechać. Ten próg został znacząco obniżony przez rowery elektryczne, bo nie trzeba mieć nogi, aby wjechać. Okazuje się, że zjazdy też nie są takie łatwe jak z górek w parkach i robi się sajgon.
Nie wiem jak z kosztami, ale Czesi na potęgę asfaltują i to także w górach. W tym roku jechałem po kilku asfaltowych drogach, które dwa lata temu jeszcze były szutrowymi/ polnymi/ leśnymi.
Tu masz rację. Po ST nie lubię jeździć i mało się interesuję. Zauważam tylko co mi się w oczy rzuci.
Np. Bardo nadal jest martwym miastem, mimo tego, że od dwóch lat są dostępne pętle zarówno we wschodniej jak i zachodniej części Gór Bardzkich. Nadal jedynym miejscem gdzie można zjeść, jest restauracja hotelowa przy Pętli Harbiowskiej. Restauracja, która powstała grubo przed ST. Kilkanaście lat temu były trzy knajpy w Bardzie. Zatem w tym wypadku nie widać jakiegoś przyrostu ruchu, a nawet jego spadek.
Jeżeli ST są na bieżąco konserwowane to spoko, nawet bardzo spoko. Dla mnie to lepiej, bo mniej ludzi na zwykłych drogach. Choć jak byłem późną wiosną w Górach Bardzkich to jednak częściowo już zaczynały zarastać niektóre odcinki ST.
Zobaczymy jak ta konserwacja będzie wyglądała jak gmina przestanie to finansować lub zmniejszy budżet. Prywatni przedsiębiorcy w ogólnej masie nie są chętni na łożenie kasy na coś co jest wspólne i publiczne. Nawet jak potrafią połączyć kropki, to rzadko kiedy potrafią się dogadać ze sobą.
Jeżeli za kilkanaście lat będzie to nadal tak prężnie działało to bardzo dobrze.
Edukacja. Te kilka szkół nic nie zdziała, a w najlepszym wypadku zdziała bardzo mało. Ludzie uważają, że umieją jeździć, bo w parku im wychodzi. Jadą całą rodziną na weekend w góry, biorą rowery elektryczne z wypożyczalni i jadą w góry. A tam nawet w tak łatwych górach jak Izerskie okazuje się, że jest inaczej niż w parku. Kiedyś progiem wejścia była kondycja, bo należało najpierw wjechać gdzieś, żeby móc zjechać. Ten próg został znacząco obniżony przez rowery elektryczne, bo nie trzeba mieć nogi, aby wjechać. Okazuje się, że zjazdy też nie są takie łatwe jak z górek w parkach i robi się sajgon.
Nie wiem jak z kosztami, ale Czesi na potęgę asfaltują i to także w górach. W tym roku jechałem po kilku asfaltowych drogach, które dwa lata temu jeszcze były szutrowymi/ polnymi/ leśnymi.
Byłem w kotlinie 21-30 sierpnia i musze powiedzieć, że dla mnie cała wygląda jak wymarła, może oprócz kilku "zdroi" gdzie kręciło się trochę ludzi, ale też nie zbyt wiele.
Może to już koniec wakacji, ale puste rynki w wekend raczej rzadko się zdarzają. Dla mnie to akurat fajnie, bo tłumów nie lubię :-) Na trzech ST, na których byłem nie spotkałem nikogo, stało kilka samochodów na parkingu,
ale na trasie nic. Na Czarnej Górze na parkingu stało może z 20 samochodów.
Jak to w Bardzie nie ma gdzie jeść? :-) a bar mleczny Pyza ?
- - - - kolejny post - - - - - -
Jakiej torby używasz?
Żadnej konkretnej, mam taki zestaw własnej konstrukcji na bazie zwykłej kabury:-)
https://forum.nikoniarze.pl/threads/288530-Torba-FOTO-na-rower-Co-polecacie/page4?p=4173867&viewfull=1#post4173867
Jak to w Bardzie nie ma gdzie jeść? :-) a bar mleczny Pyza ?
Faktycznie, teraz sobie przypomina, że jest coś przy głównej ulicy między mostem i kościołem. Choć dla mnie brak możliwości zamówienia piwa do obiadu stanowi poważną wadę.:-P
Żadnej konkretnej, mam taki zestaw własnej konstrukcji na bazie zwykłej kabury
Że też Wam się chce dźwigać te ciężkie aparaty z wymienną optyką na rowerze. Podziwiam, ale i współczuję.
Faktycznie, teraz sobie przypomina, że jest coś przy głównej ulicy między mostem i kościołem. Choć dla mnie brak możliwości zamówienia piwa do obiadu stanowi poważną wadę.:-P
Dokładnie tam, można powiedzieć, że to sieciówka, bo drugi jest w Kłodzku :-)
Że też Wam się chce dźwigać te ciężkie aparaty z wymienną optyką na rowerze. Podziwiam, ale i współczuję.
No nie powiem, żeby mnie to jakoś wyjątkowo kręciło :-) ale mój nie jest taki duży (aparat znaczy :-) ) , poza tym nie mam nic innego rozsądnego,
a już nie raz żałowałem, że nie mam ze sobą aparatu.
Dokładnie tam, można powiedzieć, że to sieciówka, bo drugi jest w Kłodzku
W Kłodzku to mam już obcykaną włoską knajpę z czeskim piwem. Zresztą często trasy MTB ustawiam tak, że jak nawet zaczynam w Bardzie to kończę w Kłodzku. Jest fajny zjazd z Przełęczy Łaszczowej do Kłodzka.
No nie powiem, żeby mnie to jakoś wyjątkowo kręciło :-) ale mój nie jest taki duży (aparat znaczy :-) ) , poza tym nie mam nic innego rozsądnego, a już nie raz żałowałem, że nie mam ze sobą aparatu.
Ja też przeszedłem drogę od lustrzanki i trzech szkieł nawet z Nikkorem 17-55 wożonej w plecaku, bo się zniszczy, w sakwie, bo jednak za ciężko. Potem były bezlustra z naleśnikami, bo to upierdliwe tak w sakwie, a obecnie jest kompakt z 1" matrycą i to się już nie zmieni. Telefonem nie umiem robić zdjęć, ale aparat wożę w kieszonce koszulki lub w małym pokrowcu na pasie biodrowym jak jadę z plecakiem.
W Kłodzku to mam już obcykaną włoską knajpę z czeskim piwem. Zresztą często trasy MTB ustawiam tak, że jak nawet zaczynam w Bardzie to kończę w Kłodzku. Jest fajny zjazd z Przełęczy Łaszczowej do Kłodzka.
Tę naprzeciwko ratusza ?
Ja też przeszedłem drogę od lustrzanki i trzech szkieł nawet z Nikkorem 17-55 wożonej w plecaku, bo się zniszczy, w sakwie, bo jednak za ciężko. Potem były bezlustra z naleśnikami, bo to upierdliwe tak w sakwie, a obecnie jest kompakt z 1" matrycą i to się już nie zmieni. Telefonem nie umiem robić zdjęć, ale aparat wożę w kieszonce koszulki lub w małym pokrowcu na pasie biodrowym jak jadę z plecakiem.
Na razie jestem na etapie pasa, zobaczymy co będzie dalej :-)
Tę naprzeciwko ratusza ?
Nie, na Daszyńskiego, niedaleko mostu, a naprzeciwko kościoła. Z tą knajpą to nawet jest związana zabawna historia.
Swego czasu była taka niewielka pizzeria u mnie na osiedlu we Wrocławiu. Świetną pizzę mieli, ale dziwnym nie jest, bo kucharzem był Włoch i robili na jakiejś specjalnej włoskiej mące. Niektóre inne składniki też sprowadzali z Włoch. Kucharz się jednak pewnego dnia zawinął i poszedł na swoje, plota była, że do Kłodzka właśnie. Pizzeria na osiedlu była nadal, pizzę mieli nadal dobrą, choć już nie tak dobrą jak na początku, a potem się zwinęli.
Kiedyś skończyłem wyjazd w Kłodzku, do pociągu jeszcze trochę było, to na Google Maps sobie znalazłem pizzerię i wyznaczyłem trasę do niej. Przejeżdżałem jednak koło tej na Daszyńskiego i zapytałem czy mają też pizzę. Mieli, to zostałem. Dopiero przy którejś wizycie podsłuchałem jak ktoś siedzący przy stoliku obok opowiadał znajomym, że szefem jest koleś co był kucharzem w tej mojej osiedlowej pizzerii we Wrocławiu. Zatem znalazłem i polubiłem, choć przez kawał czasu nie wiedziałem, że to ten lokal.
Przechodziłem tamtędy, ale chyba nie byłem wtedy głodny :-)
Za to na rynku pomylili zamówienie i dostałem drugą pizza gratis :-) nie ma tego złego, bo też dobrą mają.
elanek
co masz za wynalazek, że 160?
Haibike enduro, jakiś Q.EN czy coś. Od chyba 3 lat. Na osprzecie SRAM - wtedy był popularny.
siemalysy
06-09-2021, 19:18
Siema :)
Zdarzyło mi się kilka ST przejechać. Zarówno w ubiegłym jak i w tym roku. Rok temu elektryka widziałem na pętli Orłowiec gdzie jechała para dwoma elektrykami. I raz chyba na pętli Stronie Śląskie. Do rowerów z wspomaganiem nic nie mam. Wszystko dla ludzi, ale niech korzystają z tego zgodnie z przeznaczeniem. Jak byliśmy w Beskidzie Żywieckim to chyba dwóch gości widziałem na elektrykach.
Największy wysyp elektryków jaki spotkałem to Velo Czorsztyn. Zdarzyło mi się jechać tamtędy dwa razy kiedy był weekend i ładna pogoda. Większość tych wspomaganych rowerów jest z wypożyczalni. Wszystkich nie można wrzucić do jednego wora, ale zdarzają się takie sytuacje, że "rowerzyści" na tego typu rowerach wyprzedzają na trzeciego i stwarzają różnego rodzaju zagrożenia. Najświeższy przykład to na ok 2 km podjeździe holowanie dzieci, wyprzedzanie na trzeciego i chwilę po tym zatrzymywanie się na końcu podjazdu, żeby dzieci odpiąć od holu. Nic mi do tego, ale jak ktoś wyprzedza ludzi, którzy podprowadzają rowery i tych co jadą pod górę, a także wymusza zatrzymanie tych z naprzeciwka stwarzając zagrożenie, to jest już słabe. Bezmyślnego zachowania cała masa.
LeonardZelig
06-09-2021, 20:08
Dziś miałem na tapecie taką trójkę na elektrykach - zjazdy bez hamulców (pomimo ruchu rowerzystów i pieszych na szlaku), za to zwalniali mocno na podjazdach jadąc ławą całą szerokością, więc trudno było ich wyprzedzić. Cała trójka bez kasków (mieli je przytroczone do plecaków). Nie kumam, za stary jestem. A tak się cieszyłem z poniedziałkowych pustek na szlakach!
leighadams
06-09-2021, 21:14
Ja też przeszedłem drogę od lustrzanki i trzech szkieł nawet z Nikkorem 17-55 wożonej w plecaku, bo się zniszczy, w sakwie, bo jednak za ciężko. Potem były bezlustra z naleśnikami, bo to upierdliwe tak w sakwie, a obecnie jest kompakt z 1" matrycą i to się już nie zmieni. Telefonem nie umiem robić zdjęć, ale aparat wożę w kieszonce koszulki lub w małym pokrowcu na pasie biodrowym jak jadę z plecakiem.
Gdybym umiał robić takie zdjęcia jak Ty to woziłbym ze sobą fujika x70 w kieszeni, bo to idealny kompan na takie wycieczki. Ale, że nie umiem to się zastanawiam czy jest sens go trzymać, czy nie puścić go w świat, szczególnie, że popyt jest, a ze sobą wozić tylko srajfona...dylematy:-P
Przy okazji się pochwalę, że w sobotę zaliczyłem swoją pierwszą setkę:smile: Pyknęło 115km, przewyższeń ~500-550mb, co jak na płaską wielkopolskę nie jest złe. Tempo spacerowe 26km/h, myślę, że ok 1-2km/h mogłoby być lepiej, ale jechaliśmy w czwórkę, więc trzeba było się dostosować do najsłabszego ogniwa:-P Ogólnie stwierdziłem, że nie ma różnicy czy 50km czy 120km, najbardziej w kość dają podjazdy i tyle. Jeżeli te same podjazdy zrobiłbym na dystansie 50km to dostałbym praktycznie tak samo w kość jak na 120km. W sobotę jeszcze siły były, także już są plany na następny weekend na wypad ~150-160km:grin: Ogólnie okolica pozwiedzana na rowerkach, 1 pit stop na małe z pianką pod wiejskim sklepem, piękna sprawa. Zakup crocketta to był idealny wybór. Teraz jedyne o czym myślę, to upgrade kółek na jakieś karobonowe evanlite/dandy horse czy bontrager aeolus i będzie cud, miód i orzeszki
:grin:
55800
Gratuluję pierwszej setki. Teraz już tylko będzie dalej i dalej.
Co do zdjęć na rowerze, to ja nie robię ich dużo. Chyba, że trafi się jakiś magiczny teren, ale na rowerze prawie zawsze się jest nie o tej porze co trzeba, aby było ciekawe światło. Nie ma też czasu na cudowanie, szukanie kadru itd. W końcu jestem na rowerze, a nie na plenerze. Zatem takie pstrykadełko jak moje Sony RX100 w zupełności wystarcza.
leighadams
07-09-2021, 05:37
Gratuluję pierwszej setki. Teraz już tylko będzie dalej i dalej.
Dzięki[emoji3] oby tak było.
siemalysy
07-09-2021, 11:34
leighadams super sprawa. Gratulacje [emoji4]
Ja kiedyś też woziłem lustrzankę. Teraz na wyjazdy zabieram bezlustro. Jest dużo lżej i wygodniej niż lustrzanka. W okolicy mam najczęściej telefon, ale zdarza się też zabrać aparat.
Siema :)
Największy wysyp elektryków jaki spotkałem to Velo Czorsztyn. Zdarzyło mi się jechać tamtędy dwa razy kiedy był weekend i ładna pogoda. Większość tych wspomaganych rowerów jest z wypożyczalni. Wszystkich nie można wrzucić do jednego wora, ale zdarzają się takie sytuacje, że "rowerzyści" na tego typu rowerach wyprzedzają na trzeciego i stwarzają różnego rodzaju zagrożenia. Najświeższy przykład to na ok 2 km podjeździe holowanie dzieci, wyprzedzanie na trzeciego i chwilę po tym zatrzymywanie się na końcu podjazdu, żeby dzieci odpiąć od holu. Nic mi do tego, ale jak ktoś wyprzedza ludzi, którzy podprowadzają rowery i tych co jadą pod górę, a także wymusza zatrzymanie tych z naprzeciwka stwarzając zagrożenie, to jest już słabe. Bezmyślnego zachowania cała masa.
Faktycznie, w zeszłym roku tam byłem i potwierdzam, holowanie dzieci pod ten spory podjazd też był :-)
Co do ST, to na Kłodzkim trafili mi się też piesi, szczęście że na dość prostym odcinku i zauważyłem ich wystarczająco szybko, bo jakby stali gdzieś za zakrętem, to różnie mogłoby być.
Co do ST, to na Kłodzkim trafili mi się też piesi, szczęście że na dość prostym odcinku i zauważyłem ich wystarczająco szybko, bo jakby stali gdzieś za zakrętem, to różnie mogłoby być.
W myśl regulaminu - mogą być. W praktyce rowerzystów słychać i zawsze piesi schodzą z drogi. Ale uważać trzeba. Nawiasem mówiąc zawsze za zakrętem może leżeć rowerzysta po dzwonie. A wielu jeździ tak jakby takie niebezpieczeństwo nie istniało.
Nie zeszli, byli zaskoczeni, że ktoś jedzie, usłyszeli mnie dopiero, jak ich mijałem. Myślę, że nawet nie byli świadomi, że są są singlu.
Zawsze jeżdżę ostrożnie, zwłaszcza, że na niektórych fragmentach ST był trochę zarośnięty i trafiały się leżące konary i duże kamienie.
Obecnie ST stanowią dla grzybiarzy pewnie niezłe ścieżki na dotarcie w głąb lasu.
Z tym słyszeniem to bym nie zakładał, mnie się zdarza nie usłyszeć samochodu jadącego za mną. Wystarczy, że jadę pod wiatr i pęd powietrza szumi mi w uszach, a samochód z tych nowszych z cichymi silnikami. Zatem wystarczy, że ktoś będzie szedł i rozmawiał głośno, może nie usłyszeć chrzęstu opon na żwirze ST. U nas nawet jak zadzwonisz to reakcja jest najczęściej niesamowicie wolna, muszą się obejrzeć, jakby się nie wiem, tramwaju spodziewali, a i tak zamiast wszyscy zejść na jedną stronę to rozbiegają się na dwie. Część ma w ogóle wywalone i nie zejdzie nawet o centymetr. Nawet czeskie dzieci są bardziej ogarnięte, bo nasze to niestety ameby bez instynktu samozachowawczego. O co w sumie do dzieci nie mam pretensji, ale do rodziców już tak. Polacy mają bardzo niską kulturę turystyczną. Całe szczęście wyłączając najbliższe okolice najbardziej popularnych obiektów, najczęściej schroniska i wieże widokowe mało jest ludzi w górach.
Obecnie ST stanowią dla grzybiarzy pewnie niezłe ścieżki na dotarcie w głąb lasu.
Z tym słyszeniem to bym nie zakładał,
Jasne, może przecież głuchy iść. Ale zasadniczo to rower dość głośny jest, szczególnie full z "terkoczącą" piastą (a chyba wszystkie takie są). Ja nie mam tam dzwonka - wystarczy, że przestanę pedałować i wszyscy słyszą. Dla mnie większy problem jest na ścieżkach pieszych ale tam obowiązuje ta reguła o której wspomniałeś - jak jest znany obiekt gdzie z parkingu idzie tłum to trzeba być niezmiernie ostrożnym. Natomiast wyżej w górach ludzie są życzliwi i ustępują pierwszeństwa mimo, że nie muszą. Zawsze dziękuję i pozdrawiam.
fakt, że dzisiejsze piasty MTB drą japę srogo!
Mnie tam zazwyczaj ludzie nie słyszą, za cicho chyba jeżdżę :-) muszę sobie jakiś metalowy błotnik przykręcić :-)
Fakt, że moja piasta nie jest jakaś szczególnie głośna, jak będę zmieniał to zwrócę na to uwagę, tylko pewnie wtedy mnie będzie to denerwować :-)
Ja też dziękuję za ustąpienie drogi, nawet w mieście jak mnie puszczają na przejazdach czy nawet chodniku jak mi się już zdarzy.
Co do ostrożności to wolę unikanie. Już kiedyś pisałem przejazd po miejskich ścieżkach w słoneczne, ciepłe, weekendowe popołudnie, to jest próba nerwów najwyższej próby. Po przejechaniu w ten sposób Wrocławia zostaje się oazą spokoju lub kompletnym szaleńcem. :)
Z tą głośnością piast to jest różnie DT Swiss 350 z ratchetem 18T jak są przesmarowane to są dosyć ciche. Terkotać zaczynają jak smaru ubywa. Gęstszy ratchet jest głośniejszy nawet ze smarem. Koła Bontragera, które miałem i Mavica, które mam są bardzo głośne mimo tego, że tam są zwykłe pieski. Shimano kiedyś nawet zwykłe piasty robiło stosunkowo ciche, a przez jakiś czas mieli nawet przecież wersje Cicha Klacz, których prawie w ogóle nie było słychać. Nie wiem jak jest obecnie, ostatni raz kupowałem coś od Shimano dobre kilka lat temu.
Trochę mi brakuje takich cichych piast. W jeździe mi to nie przeszkadza, ale w konserwacji już tak. Akustyka korytarza w moim bloku jest taka, że chyba niedługo do zwykłego smarowania łańcucha będę stopery do uszu wkładał.
Co do ostrożności to wolę unikanie. Już kiedyś pisałem przejazd po miejskich ścieżkach w słoneczne, ciepłe, weekendowe popołudnie, to jest próba nerwów najwyższej próby. Po przejechaniu w ten sposób Wrocławia zostaje się oazą spokoju lub kompletnym szaleńcem. :)
Polecam promenadę nadmorską Gdańsk - Sopot w sezonie :-), kiedyś żona mnie namówiła na taka przejażdżkę, wracaliśmy już miastem, bo sama nie dała rady :-)
Jnawet przecież wersje Cicha Klacz,.
piękne to było! zazębiało "instantly"
było zrobione na wałkach klinujących!
Polecam promenadę nadmorską Gdańsk - Sopot w sezonie
To ta DDR słynna w całej Polsce, gdzie są znaki ograniczenia prędkości i progi zwalniające dla rowerów?
Dziękuję, postoję. :)
W wielu takich miejscach na południu Europy DDR są częścią jezdni, a nie chodnika. Ma to wiele plusów. We Wrocławiu też są DDRy, które są pasami rowerowymi na jezdni i rowerzyści na nich jeżdżą bardziej przewidywalnie. Gdzieś w tyłu głowy mają, że są jednak na jezdni, otoczeni przez samochody.
Prawie nie widuje się w takich miejscach ludzi jadących pod prąd, co na DDR chodnikowych jest nagminne. Świetny przykład jest wzdłuż ulicy Mikołaja we Wrocławiu. Piesi też wchodząc na taką DDR mają z tyłu głowy, że jednak wchodzą na jezdnię.
To ta DDR słynna w całej Polsce, gdzie są znaki ograniczenia prędkości i progi zwalniające dla rowerów?
Dziękuję, postoję. :)
W wielu takich miejscach na południu Europy DDR są częścią jezdni, a nie chodnika. Ma to wiele plusów. We Wrocławiu też są DDRy, które są pasami rowerowymi na jezdni i rowerzyści na nich jeżdżą bardziej przewidywalnie. Gdzieś w tyłu głowy mają, że są jednak na jezdni, otoczeni przez samochody.
Prawie nie widuje się w takich miejscach ludzi jadących pod prąd, co na DDR chodnikowych jest nagminne. Świetny przykład jest wzdłuż ulicy Mikołaja we Wrocławiu. Piesi też wchodząc na taką DDR mają z tyłu głowy, że jednak wchodzą na jezdnię.
Dokładnie ta, był tam nawet śmiertelny wypadek rowerzysty i dziewczyną na rolkach.
Na początku DDR była wydzielona innym kolorem kostki z chodnika, później dodali nową obok. Generalnie jest trochę lepiej, ale jest tam taki tłok, że nie da się jechać.
Też jestem zwolennikiem DDR w ulicy, wg mnie są bezpieczniejsze, choć wiele osób jeżdżących rowerem od święta boi się ich. Jest w 3mieście kilka takich i często widzę
rowerzystów jadących obok po chodniku.
siemalysy
08-09-2021, 20:40
Witajcie :)
Ostatni weekend spędziłem w górach. Pogoda dopisała dzięki czemu udało się pojeździć. W czwartek po pracy ruszamy z Łodzi na południe. Kwaterę mieliśmy w Lubomierzu leżącym pomiędzy Beskidem Wyspowym na północy i Gorcami na południu. Na miejsce docieramy bez niespodzianek kilkanaście minut po godz. 22.
W piątek kilka minut po dziewiątej ruszamy w góry. Naszym głównym celem jest Turbacz. Asfaltową drogą z kwatery ruszamy pod górę do Rzek, w których skręcamy w prawo i zjeżdżamy do czerwonego szlaku rowerowego na Turbacz. Asfaltem docieramy do mostu, którym przekraczamy Kamienicę. Wraz z granicą Gorczańskiego Parku Narodowego zaczyna się szlak rowerowy. Po ok. 5 km kończy się asfalt i zaczyna przyjemny szuter. Zmieniamy szlak na Rzeki - Jastrzębie. Droga ciągnie się cały czas pod górę. Nachylenie jest znośne do podjazdu, podjeżdża się dobrze. Jedziemy w pięciu na początku równo. Jednak po kilku kolejnych kilometrach jeden z kolegów zaczyna zostawać. Na podjazdach o nachyleniu <10% zdarza mu się wprowadzać rower. Okazuje się, że szybko opadł z sił. Robimy przerwę, żeby mógł odpocząć i uzupełnić energię. Przy okazji też odpoczęliśmy. Kolega postanawia się nie poddawać i jedziemy dalej. Szlak prowadzi w lesie, w wielu fragmentach wzdłuż rzeki Kamienica. Szum wody jest przyjemny, a rześki poranek i brak upału sprawia się, że idealny czas na rower :)
Po ok 10 km docieramy do Przełęczy Borek. Przecina się tam żółty szlak na Turbacz. Kolega się ożywił bo na znaku była informacja, że na szczyt pieszo zostało niewiele ponad godzinę. To rowerem ogarniemy szybciej ;) Szybko zostaje wyprowadzony z błędu i uśmiech znika mu z twarzy. Z przełęczy ruszamy dalej szlakiem rowerowym. Trafia nam się jeden ładny widok na góry, a poza tym zero widoków. Szlakiem rowerowym docieramy w okolice Koninek i Huciska. Na Polanie Oberówka znajduję się pole biwakowe z wiatą i ławkami przy ognisku. Idealne miejsce na dłuższą przerwę i zjedzenie posiłku.
Po przerwie ruszamy dalej w drogę. Mijamy Tobołczyk, Tobołów i Suhorę, za którą odbijamy w prawo w kierunku Polany Pudziska. Tam pierwszy raz tego dnia widzimy Tatry. Widok może nie powala, ale wysokie góry widać :) Z polany zjeżdżamy w kierunku szczytu Groniki i dalej do Schroniska PTTK na Starych Wierchach. Robimy przerwę na obiad, piwo i odpoczynek. W schronisku turystów sporo, ale bez kolejek i bez problemów ze znalezieniem wolnego stolika na zewnątrz.
Do Turbacza coraz bliżej, ale my jedziemy w innym kierunku. Ze schroniska zjeżdżamy zielonym szlakiem do Obidowej. Tam odbijamy na Narciarską Trasę "Śladami Olimpijczyków". Droga jest przyjemna, a niektóre podjazdy są bardziej strome niż na szlaku rowerowym. Dotychczas wszystko do wjechania w siodle. Może nie na jeden raz mając już w nogach ok 40 kilometrów po górach, ale z przerwami jak najbardziej. Trasą to jedziemy przez Gorzec, Średni Wierch, Solnisko. Na Solnisko musieliśmy rowery wprowadzić. Nawierzchnia i nachylenie nie pozwalały na podjechanie. Z Solniska jedziemy w stronę Rozdziele. Tam skręcamy w prawo na czerwony Główny Szlak Beskidzki, który prowadzi nas do naszego głównego celu. Na Turbacz wprowadzamy rowery po schodach. Można było jechać do schroniska i tam wjechać na luzie na szczyt. My zdecydowaliśmy, że atakujemy od tej strony. Na szczycie Turbacza meldujemy się w pełnym pięcioosobowym składzie o najlepszej możliwej porze. Słońce zachodzi. Widoki są piękne. Tatry są słabo widoczne, ale w niczym nam to nie przeszkadza. Robimy sobie zdjęcia, ale chłód daje znać o sobie. Temperatura spada poniżej 11°C.
Zjeżdżamy do schroniska. Pod schroniskiem stoi kilkanaście rowerów. Jakaś duża grupa była w schronisku. Robimy krótki odpoczynek, montujemy lampki i zjeżdżamy czerwonym szlakiem GSB od schroniska w kierunku Kiczory. W pewnym momencie szlak odbija mocno w prawo. My skręcamy wtedy lekko w lewo w zielony szlak na Trzy Kopce i Jaworzynę Kamienicką. Zielonym szlakiem mijamy wspomniane dwa szczyty i docieramy do ładnego miejsca, w którym stoi Kapliczka Bulandy. Chciałem tam pójść zimą jak byliśmy z żoną na Turbaczu, ale zabrakło czasu. Tym bardziej cieszyłem się, że tamtędy będziemy jechać. Przy kapliczce jest już ciemno, ale mimo tego robimy zdjęcia. Zielony szlak skręca w prawo, a my odbijamy w lewo na czerwony szlak rowerowy na Turbacz. Szlak ten prowadzi nas cały czas w dół. Dojeżdżamy do asfaltu i jesteśmy już w miejscu, przez które jechaliśmy rano. Mijamy po lewej Papieżówkę i po kilku minutach docieramy do wioski. Ostatni podjazd, ostatni zjazd i jesteśmy na bazie.
W sobotę dwadzieścia minut po dziewiątej startujemy tak samo jak dzień wcześniej. Jedziemy we czterech. W Rzekach nie skręcamy w prawo ale jedziemy w kierunku Lanckorony. W okolicach tego szczytu zaczyna się niebieski szlak na Gorc. Nim kierujemy się na Nową Polaną, z której odbijamy na szlak czarny. Nim zjeżdżamy za daleko niż powinniśmy. Skutkuje to tym, że musimy kilkaset metrów wrócić pod górę. Początkowo nie możemy znaleźć drogi, którą mieliśmy jechać. Drogę znaleźliśmy po drugiej stronie potoku. Przechodzimy przez potok i możemy jechać dalej. Dojeżdżamy do drogi asfaltowej, która stromo wznosi się ku górze. Podjeżdżamy do Przełęczy Wierch Młynne. Tam robimy pierwszą przerwę, bo podjazd dał nam trochę popalić ;) Z przełęczy mamy prawie 7km w dół. Docieramy do Ochotnicy Dolnej i tam robimy zapasy wody. To ostatnie miejsce, w którym tego dnia można uzupełnić zapasy.
Z Ochotnicy ruszamy szlakiem rowerowym niemal równoległym do niebieskiego szlaku na Lubań. Szlak ten zdecydowanie trudniejszy od tego z dnia poprzedniego. Więcej stromych podjazdów, a także miejsca gdzie trzeba było wprowadzić rower. Po ponad dwóch kilometrach szlak rowerowy łączy się ze szlakiem niebieskim. Dużo wprowadzani roweru, ale to nie był najgorszy fragment tego dnia. Niebieskim szlakiem, po kolejnych 2-3 km docieramy do skrzyżowania, w którym łączą się szlaki: żółty, zielony, czerwony i nasz niebieski. Na Lubań wchodzimy połączonym szlakiem czerwonym, niebieskim i zielonym. Podejście niszczące. Różnej wielkości luźne kamienie i strome podejście trochę nas zniszczyły. W końcu udaję nam się wepchać na szczyt. Wchodzimy na wieżę, ale widoki nie zachwycają. Drugi raz byłem na Lubaniu i drugi raz spotkały mnie takie same widoki. Tatr nie widać, niebo słabe do zdjęć. Ale to tylko mała niedoskonałość tego dnia :)
Spod wieży zjeżdżamy na bazę namiotową pomiędzy szczytami Lubania. Robimy tam przerwę na popas, po której ruszamy żółtym szlakiem, który doprowadza nas do czerwonego GSB. Czerwonego Głównego Szlaku Beskidzkiego trzymamy się przez kolejne kilometry. Mijamy Jaworzynę i Kudowski Wierch. Przejeżdżamy przez Runek i mijamy Kotelnicę. Dalej przejeżdżamy przez miejscowość Studzionki, mijamy Cyrlę i docieramy do Przełęczy Knurowskiej. Tam kończy się ta przyjemniejsza część czerwonego szlaku, którym jedziemy.
Od przełęczy szlak wiedzie do góry. Mijamy Czerteż, Bukowinę, Stus i docieramy w końcu do Kiczory. Robi się mgliście, widoki się kończą, robi się też chłodniej. W okolicach Kiczory ubieramy się i montujemy lampki bo dzień się powoli kończył. Od Kiczory odbijamy na zielony szlak na Trzy Kopce i Jaworzynę Kamieniecką. Od Kapliczki Bulandy zjeżdżamy taką samą drogą jak poprzedniego dnia.
W sobotni wieczór przy piwku ustaliliśmy, że na niedzielę odpuszczamy Gorc bo będzie za grubo i z kilu rzuconych propozycji wybraliśmy objazd Jeziora Czorsztyńskiego jako lekki rozjazd po dwóch intensywnych dniach w górach. W niedzielę rano po dziewiątej pakujemy się na auta i jedziemy do Dębna. Tam ruszamy na Velo Czorsztyn i Velo Dunajec. Jechałem już tamtędy, więc poprowadziłem chłopaków moją modyfikacją trasy w okolicach Czorsztyna. O tym szlaku nie będę się rozpisywał, bo opisywałem go w czerwcu jak byliśmy tam z żoną :)
Tak po krótce. Ludzi było sporo, ale jak na niedzielę tłumów nie było. Widoki piękne, pogoda idealna na rower :) Z modyfikacji trasy i z widoków jakie stamtąd są moi współtowarzysze byli bardzo zadowoleni :)
W ubiegłym roku chciałem przejechać szlakiem GSB z Turbacza na Lubań. Przez pogodę się nie udało. Dlatego cieszę się, że teraz udało nam się to zrobić. W przeciwnym kierunku, ale nie szkodzi ;)
Przez trzy dni udało się pojeździć:
Dzień 1 - Turbacz: 65,3 km; 1856 m
Dzień 2 - Lubań: 56,6 km; 2108 m
Dzień 3 - Wokół jeziora: 46,1 km; 674 m
Kilka fotek z tego wyjazdu:
55881
Brama wjazdowa do GPN
55882
Pierwszy piątkowy widok
55883
Okolice szczytu Tobołów
55884
Podjazd pod Rozdziele
55885
Podejście pod Turbacz
55886
Ostatnie kroki przed szczytem
55887
"Nasza klasa" na Turbaczu
55888
Widok spod Schroniska PTTK na Turbaczu
55889
Przy Kapliczce Bulandy
55890
Widoki z drogi na Przełęcz Wierch Młynne
55891
Z Lubaniem za plecami
55892
Ze szlaku rowerowego za Ochotnicą Dolną
55893
Tuż przed szczytem
55894
Widok na Gorc
55895
Strome i ostatnie podejście po luźnych kamieniach na Lubań
55896
Główny Szlak Beskidzki
55897
Mgliście przy Kapliczce Bulandy
55898
Zamek w Czorsztynie i Zamek w Niedzicy, a także nawigator z dnia ostatniego ;)
55899
Okolice Czorsztyna i Kluszkowiec
55900
Babia Góra i Pilsko w tle
55901
Relaks z widokiem
55902
Tatry z okolic Sromowiec
55903
Zamek w Niedzicy
55904
Zamek Czorsztyn, a za nim widok na Gorce
55905
Ładny zakątek z widokiem na Zamek W Niedzicy
Sztos Michał.
Grubo ciśniecie, trochę wypychacie, ale opłaca się. Ważne żeby zjazdy spłacały dług zaciągnięty przez podjazdy. :p
W Alpy bym sobie znowu pojechał. :)
Na razie jednak, mam nadzieję, że pogoda pozwoli na sobotnie Izerskie i Karkonosze.
Przez trzy dni udało się pojeździć:
Dzień 1 - Turbacz: 65,3 km; 1856 m
Dzień 2 - Lubań: 56,6 km; 2108 m
Dzień 3 - Wokół jeziora: 46,1 km; 674 m
Ho, moje tereny do jazdy na co dzień :)
Polecam jeszcze wyjazd ze Szczawy (Bukówka) na Mogielicę drogami leśnymi i zjazd do Szczawy (Bulandówka - ta od kapliczki). Wyjazd sensowny, droga pięknie się kręci, zjazd symapatyczny do Zalesia (parking) a potem już w dolinę potoku roni się epicki :)
Na razie jednak, mam nadzieję, że pogoda pozwoli na sobotnie Izerskie i Karkonosze.
no właśnie jestem zły jak cholera!
jeszcze wczoraj prognoza mówiła, że pozwoli poszaleć... dziś to mówi, że pozwoli łaskawie posiedzieć w domu :/
no właśnie jestem zły jak cholera!
jeszcze wczoraj prognoza mówiła, że pozwoli poszaleć... dziś to mówi, że pozwoli łaskawie posiedzieć w domu :/
Sprawdzaj te bardziej optymistyczne. :)
newmeteo.pl pokazuje, że po czeskiej stronie Karkonoszy i Izerskich jak coś popada to najwyżej pod wieczór, a po polskiej stronie niby od południa już może przelotnie padać. Jeszcze będę paczał jutro.
W takim wypadku wybiorę się w Kotlinę Kłodzką czy jakieś okolice tejże, bo tam ma być spoko. I tak nadal mam problem ze znalezieniem trasy pod gruza ze Szklarskiej do Jeleniej, oczywiście oprócz DK3. Na MTB mam fajny zjazd do Pieszyc, ale gruzem tam będę się męczył.
siemalysy
09-09-2021, 17:46
Sztos Michał.
Grubo ciśniecie, trochę wypychacie, ale opłaca się. Ważne żeby zjazdy spłacały dług zaciągnięty przez podjazdy. :p
W Alpy bym sobie znowu pojechał. :)
Na razie jednak, mam nadzieję, że pogoda pozwoli na sobotnie Izerskie i Karkonosze.
Tomek dziękuję :)
Wypychanie opłaca się jak na razie. Pierwszego dnia na Turbacz wypych był tylko na sam szczyt Turbacza. Reszta w siodle. Dużo podchodził kolega, który nie czuł się tego dnia dobrze i brakowało mu mocy. Dlatego też drugiego dnia sam sobie organizował trasę i nie pojechał z nami. Drugiego dnia było więcej wypychu, ale zjeżdżało się przyjemnie :)
Ho, moje tereny do jazdy na co dzień :)
Polecam jeszcze wyjazd ze Szczawy (Bukówka) na Mogielicę drogami leśnymi i zjazd do Szczawy (Bulandówka - ta od kapliczki). Wyjazd sensowny, droga pięknie się kręci, zjazd symapatyczny do Zalesia (parking) a potem już w dolinę potoku roni się epicki :)
Super! Zazdroszczę pozytywnie. Pewnie jest też sporo minusów mieszkania w górach, ale mimo wszystko chyba bym je przebolał.
Dziękuję za informację o trasie ze Szczawy. Może kiedyś pojadę tam :)
Zapomniałem wczoraj napisać, że drugiego dnia trafiło nam się ciekawe spotkanie na zjeździe od Kapliczki Bulandy. Spotkaliśmy salamandrę. Było ciemno, dlatego zdjęcia robione przy oświetleniu lampek rowerowych.
55944
Te salamandry to po/przy każdym deszczu wychodzą. Kiedyś musiałem się mocno natrudzić, żeby żadnej nie rozjechać.
16 lat temu w Alpach spotkaliśmy takie całe czarne. Też musieliśmy uważać, aby ich nie rozjechać.
siemalysy
09-09-2021, 21:03
To było moje pierwsze spotkanie z tym płazem :)
LeonardZelig
09-09-2021, 22:42
Żadnej konkretnej, mam taki zestaw własnej konstrukcji na bazie zwykłej kabury:-)
https://forum.nikoniarze.pl/threads/288530-Torba-FOTO-na-rower-Co-polecacie/page4?p=4173867&viewfull=1#post4173867
Już miałem kupować jakiś szerszy pas i kombinować z tym co mam, gdy kolega podsunął mi pomysł pt.: Lowepro m-Trekker 120. Dziś przyszła i wydaje się być idealna dla bezlustra z małym obiektywem (mój Z50 z 16-50 wchodzi w nią na luzie i jeszcze trochę miejsca zostaje, z opinii w Internecie wynika, że i Z6 albo Sony A7 też się zmieszczą). W sobotę ją przetestuję na rowerze.
Wygląda, że powinna się sprawdzić. Jaka jest realna głębokość w sensie jakiej długości obiektyw/korpus z obiektywem do niej wejdzie?
siona
Maciek, prognoza pogody dla Izerskich poprawiła się, deszcze i burze dopiero po 17 mają być. Ja jadę, zwłaszcza, że w Kotlinie Kłodzkiej, między Kłodzkiem i Międzylesiem kursują autobusy zamiast pociągów, a do autobusu z rowerem nie wsiądę.
śledzę...
jedziesz na MTB?
świta mi w głowie jeszcze bikepark w Zielińcu... i wtedy z laskami.
Muszę to jakoś poukładać bo od poniedziałku mam remont a i Tomek się zapowiedział na ten albo następny weekend i bardzo chętnie bym się zobaczył.
Super! Zazdroszczę pozytywnie. Pewnie jest też sporo minusów mieszkania w górach, ale mimo wszystko chyba bym je przebolał.
Pewnie już to czytałeś :-)
https://www.wykop.pl/wpis/20874097/12-sierpnia-przeprowadzilismy-sie-do-naszego-noweg/
Nie, gruzem. Wyrysowałem sobie trasę od Szklarskiej z pętelkami po Izeskich i Karkonoszach, a potem przez Kotlinę Jeleniogórską do Świebodzic.
Trasa przez kotlinę w sumie po ER-6, ale bezpieczna, bo w razie czego blisko do stacji pomiędzy Jelenią Górą, a Wałbrzychem.
Ja już raz w tamtym rejonie zmokłem, przy okazji na amen załatwiając Garmina. :)
W okolicach Zieleńca bym był jakby jechał do Kotliny Kłodzkiej, ale to dopiero po 22 września jak pogoda pozwoli.
https://www.1enduro.pl/miejsca-family-bike-park-zieleniec/?fbclid=IwAR2E2vFg_R_KP06QSN-Z8LMP8GK9JkV3n4JOfxeV1iCy5szupp18E2S3xus
myślałem o tym miejscu (kumpel podsunął)
na oswojenie dla lasek.
Nie znam, ale jak jadę przez Orlicke hory to zwykle koło Masarykowej chaty przekraczam granicę i na dole wyjeżdżam koło Zieleniec Ski Resort, ale podjechać te kilkaset metrów to żaden problem.
Raz tam góralem jechałem, jak do Polanicy próbowałem terenem dojechać, a nie asfaltem, ale pogubiłem się i skończyło się na sprowadzaniu roweru przez krzaki.
Tyle, że to nie jutro, bo mnie kolej wystawiła do wiatru.
https://www.1enduro.pl/miejsca-family-bike-park-zieleniec/?fbclid=IwAR2E2vFg_R_KP06QSN-Z8LMP8GK9JkV3n4JOfxeV1iCy5szupp18E2S3xus
myślałem o tym miejscu (kumpel podsunął)
na oswojenie dla lasek.
To jest jednak inna liga jak Glacensis Singletrack. Ale zaletą jest powtarzanie więc powinny się stopniowo oswoić. Ogólnie to jest aż za gęsto od rollerów, stoliczków. Ciągle się coś dzieje. Bandy też solidnie wysokie (na Patataj i Zig zag). Zacznij od Sztos.
- - - - kolejny post - - - - - -
Nie znam, .
Otwarte w czerwcu (2 trasy) i miesiąc temu trzecia. :)
LeonardZelig
10-09-2021, 12:52
Wygląda, że powinna się sprawdzić. Jaka jest realna głębokość w sensie jakiej długości obiektyw/korpus z obiektywem do niej wejdzie?
Sprawdziłem dziś i wygląda to tak:
Nikon Z50+FTZ+24-120/4
https://live.staticflickr.com/65535/51441540752_ba495bee54_b.jpg
Nikon Z50+16-50+50/1,8 (można podpiąć bez problemu FTZ)
https://live.staticflickr.com/65535/51443038584_ae412243be_b.jpg
Oczywiście zestaw drugi jest wygodniejszy w noszeniu, ale jedynka mnie zaskoczyła, zwłaszcza, że weszła z zapasem.
Chodziło mi bardziej o to, czy wejdzie taki zestaw obiektywem w kierunku dół/góra i obok drugi obiektyw.
LeonardZelig
10-09-2021, 14:19
Chodziło mi bardziej o to, czy wejdzie taki zestaw obiektywem w kierunku dół/góra i obok drugi obiektyw.
Tak, bez problemu.
Daj znać jak będzie się sprawować, może będę miał pomysł na prezent na jakieś urodziny/imieniny/święta :-)
siona
Maciek, pojechałeś na Dolny Śląsk? Ja się wybrałem, jak wysiadłem z ciapongu w Szklarskiej o 9.20 to kropiło, ale po kilku minutach przestało. Tyle deszczu na mnie spadło w trakcie 130 km trasy.
2021 to rok zaklinania pogody u mnie.
Rok zaklinania deszczu.
Jak wstałem i sprawdziłem prognozę pogody to miałem ochotę pojechać gdzie indziej. Wg prognozy w Szklarskiej Porębie już padało i to z burzami. Sprawdziłem jednak też kamery i jednak wyszło, że prognoza pogody bredzi. No to jednak jadę zgodnie z planem.
Na dworzec przejechałem się tym razem odcinkiem DDR przy TAT - Trasie Autobusowo Tramwajowej, który już jest gotowy. Nie wiem czy to kwestia bardzo porannej pory, czy mojego zaspania czy ktoś w końcu zaczął myśleć i zrobił w Wrocławiu DDR, który nie jest z dupy. Trochę martwi brak chodnika obok, bo jak znam życie mogą po niej łazić piesi, ale o 6 rano na dworzec dojechałem sprawnie.
Niby mogłem wsiadać na następnej stancji, do której mam znacznie bliżej, ale na głównym jest raczej gwarancja, że nie tylko wsiądę, ale i usiądę. Zresztą byłem chyba jedyną osobą z rowerem w pociągu. Dopiero gdzieś za Jelenią Górą dosiadło się dwóch kolesi z rowerami enduro.
Na dworcu w Szklarskiej Porębie Górnej kropił deszcz, ale szybko przestał, a błękitne niebo z białymi chmurami nad Górami Izerskimi zachęcało do jazdy. Zatem nie było na co czekać, zwłaszcza, że było już po 9, jak na moje standardy bardzo późno.
Początkowy odcinek podjazdu pod Kopalnię Kwarcu Stanisław jest nadal dla mnie nie do zrobienia na raz. Nie dziwi mnie to jednak, po 3 godzinach siedzenia w ciapongu i 2 km rozjazdu niespecjalnie jestem rozgrzany, kilkunastoprocentowe nachylenie też nie pomaga. Po dwóch odpoczynkach na to, żeby tętno spadło poniżej 150, jednak zacząłem jechać już sprawnie i szybko dojechałem do kopalni skąd już asfaltem górskim na Polanę Jakuszycką, krótki podjazd pod Przełęcz Szklarską i zjazd głównym asfaltem do Harrachova, gdzie tuż po minięciu tabliczki z nazwą miejscowości skręciłem w las i rozpocząłem pętelkę po Karkonoszach. Większość podjazdu prowadzi wzdłuż Mumlavy i prócz ostatnich fragmentów ma bardzo fajne nachylenie ok. 5%. Po drodze jest Mulavski vodopad, a nad nim budka z piwem, a tym razem odpuściłem, za mało km na budziku, a i byłem rozgrzany i nie chciałem stygnąć. W Karkonoszach było mokro, znaczy niedawno padało.
Sporo turystów pieszych, ale po minięciu wodospadu było ich trochę mniej. Dotarłem do miejsca gdzie droga gruntowa prowadzi na Szrenicę, a ja zostałem na asfalcie i zacząłem wracać na Polanę Jakuszycką. Trasa na tym odcinku wiedzie cały czas na wysokości między 1000, a 1100 m n.p.m. Mocniejszy zjazd pojawia się dopiero koło granicy.
Z DK3 skręciłem na wysokości Gościńca Leśniczówka i drugi raz tego dnia zacząłem jechać przez Góry Izerskie. Tym razem jednak głównie w dół. Zacząłem wracać do Szklarskiej Poręby. Tam pojawiły się dwa odcinki do poprawy, jeden koło Rolkostrady, ten wiem jak należy objechać. Choć wczoraj bardziej go obszedłem bo trafiłem na schody. Drugi to już zjazd ze Szklarskiej do Piechowic. Niby po szlaku rowerowym, ale zdecydowanie na rower górski. Tu objazd będzie konieczny po DK3, bo innej drogi na mapie nie znajduję. W samych Piechowicach remont drogi spowodował, że też musiałem zmienić nieco trasę i ominąć jednak Pałac Pakoszów. Zaraz za Piechowicami wjechałem do Jeleniej Góry. Wydawało mi się, że jak wybiorę trasę opłotkami, będę sobie spokojnie jechał. Niestety kierowcy z JG na blachach jeżdżą wg zasady: jeżdżę z dupy, ale za to niebezpiecznie.
W Cieplicach na deptaku zjadłem pizzę, bo już głodny byłem i jechałem dalej przez opuszczoną i zapuszczoną część Jeleniej Góry. Do tego mokrą. Już od Sobieszowa zobaczyłem, że tu też niedawno padało, choć jeszcze w Piechowicach było sucho.
Źle mi się jechało i już miałem dosyć tego miasta, zatem jak zobaczyłem tabliczkę Dąbrowica to widziałem, że tereny miejskie mam za sobą i zaczyna się Dolina Pałaców w Kotlinie Jeleniogórskiej. Szlak ER-6 wiódł to po jednej, to po drugiej stornie Bobru.
Od Bobrowa zacząłem jechać skrajem Rudaw Janowickich. W które jednak wjechałem dopiero za Janowicami Wielkimi, gdzie podjazdem dostałem się do Browaru Miedzianka. Gdzie miałem zaplanowane drugie piwo. Kilka razy tą trasą zjeżdżałem, ale pierwszy raz robiłem ją pod górę, nie było jednak tak źle, co nie znaczy, że się nie zmachałem trochę.
Jak zwykle w browarze było sporo ludzi, ale do stolika zaprosiłem gościa co rozglądał się za wolnym miejscem. Okazało się, że jest z Gdańska i przyjechał kilka dni połazić po Karkonoszach i okolicy. Pogadaliśmy z pół godziny i ruszyłem dalej. Zaczęło mi się też znacznie lepiej jechać. W Sędzisławiu zakupiłem wodę i mijając stację wydawało mi się, że widziałem kolegę, zajechałem na stację i miałem rację, wydawało mi się. Zapowiedzieli jednak opóźniony IC do Wrocławia i zastanawiałem się nawet czy nie zakończyć już jazdy, ale zostało jeszcze ok. 20 km, chęci były, moc też, zatem zostałem na kole. IC chwilę później puściłem na przejeździe, jechał kompletnie pusty.
Ja tymczasem zacząłem jechać skrajem Masywu Trójgarbu w stronę Książańskiego Parku Krajobrazowego. Jak moim oczom ukazał się Zamek Książ to wiedziałem, że już prawie jestem u celu. Szybki zjazd do Świebodzic. Miałem godzinę do pociągi, tym razem Regio. Kupiłem w telefonie bilet i wróciłem się do knajpki niedaleko dworca na ostatnie tego dnia piwo.
Bez opóźnień dotarłem do domu, a burza się przetoczyła nad Wrocławiem jak już od godziny byłem w domu.
Trasa:
https://www.strava.com/activities/5944304216
Fotosy:
56010
Wjazd do pozostałości po Kopalni Kwarcu "Stanisław".
56011
Asfalty w czeskich Karkonoszach.
56012
Karkonoski Park Narodowy.
56013
Nadal Karkonosze.
56014
Ruiny zakładu przetwarzania kamienia w Górach Izerskich.
56015
Pałac w Wojanowie.
56016
Pałac w Bobrowie.
56017
Miedzianka, widok z browarnego tarasu na Sokoliki.
56018
ER-6. Tym razem na niemal całej trasie nawierzchnia była co najmniej dobrej jakości.
56019
Rzut oka ostatni na Karkonosze.
56020
Masyw Trójgarbu.
56021
Polskie Stonehenge, znaczy budowa S3 między Bolkowem i Kamienną Górą.
siemalysy
12-09-2021, 11:53
Tomek przyjemna relacja :) Dałeś do pieca z dystansem i przewyższeniem :) Między deszczem i burzą przemieszczałeś się jak Ninja ;)
Kilka miejsc z Twojej trasy udało mi się odwiedzić w tym roku.
Dzięki Michał.
W tym roku mam faktycznie szczęście do pogody. Już tyle razy jechałem w pewny deszcz, a jedyny raz jak zmokłem to było kilka kilometrów od domu, jak prognoza twierdziła, że już tego dnia nie będzie więcej padało.
To chyba najbardziej przekrojowa trasa jaką zrobiłem na Dolnym Śląsku i okolicach. Trochę wysokich jak na te okolice gór, trochę niskich, kotlina z widokami, dobre piwo po drodze, atrakcje architektoniczne. Polecam tego allegrowicza. ;)
zdyboo
Odpuściłem
Jak byśmy jechali sami to pewnie bym zaryzykował ale że miało być z laskami to dałem spokój. Do tego z Tomkiem wysuszyliśmy 2 flaszki porto i zibbibo wieczorem…
Pojechaliśmy. Na dziewiczą górę. Fajnie było. 27km cirka i koło 250m. Łaski trochę mniej bo na samą dziewiczą nie wjechały. Za to Ola dała dobrze. Było miło… jakby jeszcze miśka tak nie marudziła ;D
Takie pytanie techniczne.
Przerzutka GRX 812 ze sprzęgłem. Jak wrzucam na większą zębatkę kasety, to coś chrobocze. Tak mniej więcej w zakresie 11-19T. Chrobotanie tego typu jak się za mały odstęp górnego kółka od największej zębatki ustawi (śrubą B). Tyle, że tym wypadku kółka wózka nie mają kontaktu z niczym poza łańcuchem. Kręcenie baryłką nic nie daje, poza rozregulowaną przerzutką. Te same tryby, ale jadę od największej do najmniejszej cisza jak makiem zasiał. Zmieniam z 11T na 13T, chrobocze, wrzucam na 15T, chrobocze, zrzucam na 13T, cisza.
Sprzęgło dam na OFF, cisza w dwie strony. Sprzęgło profilaktycznie przesmarowałem nic się nie zmieniło. Podejrzewam, że może kółka coś nie teges, chyba wymienię, bo tak będzie najtaniej. Choć mają dopiero 6,5 kkm. Wyglądają zdrowo. Przerzutka pracuje precyzyjnie i zmienia biegi tak szybko jak zmieniała. Łańcuch na kasecie nie przeskakuje. Tylko ten chrobot, od którego wibracje czuć nawet na korbie.
Ktoś? Coś?
kiedyś była sobie śruba regulacyjna dająca wstępny naciąg korpusu przerzutki względem ramy ale teraz zdaje się zaprzestali ich stosowania. może po prostu sprężyna się odkształciła?
O jakiej śrubce piszesz, o B?
Ja sobie nie przypominam innej konstrukcji niż z trzema śrubami. Dwie od zakresu oznaczone H i L oraz śrubka B odsuwająca korpus przerzutki od trybów. Pozwalająca ustawić właściwą odległość przerzutki od największego trybu kasety.
Shimano przez jakiś czas zaprzestało dawania baryłki przy przerzutce, ale już chyba na dobre wrócili do tego.
Tak
Ta śruba nie odpowiadała za odległość korpusu a za naciąg sprężyny umieszczonej w korpusie tak naprawdę.
siemalysy
13-09-2021, 19:00
Tomek, a może ta śrubka regulująca opór sprzęgła się poluzowała i powoduje hałas. Powinna ona być pod obudową sprzęgła. Wydaję mi się, że jakby to były kółka, to słyszałbyś taki sam hałas niezależnie czy sprzęgło byłoby włączone czy nie.
Tak
Ta śruba nie odpowiadała za odległość korpusu a za naciąg sprężyny umieszczonej w korpusie tak naprawdę.
No tak za naciąg, ale mierzy się go w praktyce ustawiając dystans pomiędzy górnym kółkiem wózka przerzutki, a największą zębatką. Sram nawet daje takie transparentne szablony do ustawiania właściwej odległości.
W każdym razie kręcenie tą śrubą też nic u mnie nie zmieniło, bo przed chwilą się pobawiłem.
- - - - kolejny post - - - - - -
Tomek, a może ta śrubka regulująca opór sprzęgła się poluzowała i powoduje hałas. Powinna ona być pod obudową sprzęgła. Wydaję mi się, że jakby to były kółka, to słyszałbyś taki sam hałas niezależnie czy sprzęgło byłoby włączone czy nie.
Śrubą od naciągu sprzęgła też kręciłem. Przy wyłączonym sprzęgle nie chrobocze lub chrobocze ciszej.
Kółka to trochę strzał w ciemno, może nie tak do końca bo dźwięk jest zbliżony do nietrybiących kółek plastikowych. Kiedyś jeszcze w napędzie 3x9 miałem tak, że problematyczna była zmiana biegu w zakresie 2-4 zębatki licząc od najmniejszej. Żadne regulacja, wymiana linek, pancerzy, mycie czy smarowanie nie pomagało. Pomogła dopiero wymiana kółek przerzutki, a te które miałem też wyglądały na zdrowe.
Jeszcze muszę sprawdzić, bo teraz przyszło mi to do głowy czy przypadkiem przy ostatnim gruntownym czyszczeniu napędu nie zamieniłem czasem kółek miejscami, bo nie są takie same.
siemalysy
13-09-2021, 19:26
Trop z kółkami w takim razie wydaję się być obiecujący. Bo jak dobrze widziałem w manualu to one nie dość, że mają swoje miejsce, to jeszcze muszą być odpowiednio założone i kręcić się zgodnie z kierunkiem na nich oznaczonym.
Kierunek się zgadza i kółko prowadzące jest na górze, a napinające na dole. Wszystko jest złożone jak być powinno. Sprawdziłem przed chwilą.
Ciekawą rzecz przy okazji znalazłem, przerzutki 810 i 812 mają ten sam zestaw kółek, ale wygląda na to, że odwrotnie zamontowany. Przerzutka 810 do napędów 2x11 ma większe kółko napinające niż prowadzące, a 812 do napędów 1x11 ma na odwrót. Choć manual twierdzi, że w obu powinno być jak w 810. W każdym razie u mnie to wygląda dokładnie jak na zdjęciu na stronie Shimano, choć 812 ma możliwość obejrzenia jej w animacji 360, tyle, że na animacji jest 810. Namieszane jest zdrowo. :)
siemalysy
13-09-2021, 20:31
Rzeczywiście ciekawe. Kombinują jak koń pod górę. Części nie ma, więc strach coś ruszać, żeby nie popsuć i nie mieć na czym jeździć ;)
Napisz koniecznie jak rozwikłasz swój problem.
- - - - kolejny post - - - - - -
Tak jeszcze mi wpadło do głowy. Może masz łańcuch lub spinkę z oznaczonym kierunkiem i przez przypadek założyłeś odwrotnie.
Łańcuch jest założony dobrze, napisami na zewnątrz, a spinki nie da się założyć odwrotnie.
siemalysy
13-09-2021, 20:49
W takim razie nie jestem w stanie nic więcej pomóc :(
Dzięki i za to, zamówiłem kółka, jeżeli przyjdą to wymienię i zobaczę czy to cokolwiek zmieni.
A próbowałeś zamienić kołka, górę z dołem? W kółku oprócz zębów wyrabia się tez tulejka i dostają za dużego luzu, choć to górne powinno mieć lekki luz nominalnie.
Tyle że przy zbyt dużym luzie górnego kółka zmiana przełożeń robi się taka mniej precyzyjna, a piszesz, że tego nie ma.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.