Zobacz pełną wersję : Wątek motoryzacyjny, wybór auta, części, pogaduchy o motoryzacji itp.
Dzięki.
Żonka szuka sobie samochodu na dojazdy do pracy i ten akurat jest niedaleko do kupna, stąd małe zainteresowanie ;)
Dzięki.
Żonka szuka sobie samochodu na dojazdy do pracy i ten akurat jest niedaleko do kupna, stąd małe zainteresowanie ;)
Ok...megane użytkowałem z 3 lata z tego rocznika więc nie mówię na podstawie internetu/kumpla/szwagra itp....
Co do reszty też jestem na tym etapie i póki co wybrałem vw polo - choć nienawidzę tej marki, ale wygrywa rozsądek - zresztą to narzeczona będzie tym jeździć.
masz racje, polo to takie rozsądkowe autko, ale z uwagi na to, że kiedyś je miała, najmniej teraz brane jest pod uwagę, po prostu chce coś innego :)
Mam do wydania 20 tys. na auto (POKL :)):
- rocznik 2005 i młodszy,
- 5 drzwi,
- hatchback albo kombi,
- diesel.
Mam na oku trzy autka. Pojadę do Niemiec z zaprzyjaźnionym handlarzem, pomoże wybrać, załatwić formalności, zniżkę na placach, gdzie się zaopatruje, zarejestruje w Polsce i wystawi fakturę. No chyba, że znajdę coś w Polsce.
1. Golf V - jaki silnik? Czy jest coś normalnego w tym roczniku oprócz 1.9 TDI i 1.9 SDI? Słyszałem, że 2.0 w tych latach awaryjny.
2. Polo - jw.
3. Corolla - który D4D - 1.4 czy 2.0?
No i jakieś opinie proszę, najlepiej z praktyki.
Dziękuję.
Ale jaki jest związek diesla z robieniem pow. 35 tys?
A taki, że każdy mniejszy przebieg jest z góry skazany na ekonomiczną porażkę w porównaniu z gazem. Liczyliśmy to kiedyś z kumplem. Przebieg 35 był granicą opłacalności pod warunkiem minimum 50% tras.
Rafał_Sz
03-09-2012, 06:47
1. Golf V - jaki silnik? Czy jest coś normalnego w tym roczniku oprócz 1.9 TDI i 1.9 SDI? Słyszałem, że 2.0 w tych latach awaryjny.
2. Polo - jw.
3. Corolla - który D4D - 1.4 czy 2.0?
No i jakieś opinie proszę, najlepiej z praktyki.
Dziękuję.
1. Golf 1.9 TDi wyjdzie Ci chyba najkorzystniej w kwestii koszt zakupu/eksploatacja bo jest bardzo popularne, chociaż mój sąsiad rwie włosy z głowy, bo w jednej chwili padł mu dwumas i głowica - koszt naprawy 5000 zł - całe oszczędności z małego spalania poszły w p.
2. Polo to tak samo jak golf, ale mniejsze i tańsze w utrzymaniu.
3. Corolla. Hm, tu jest problem, bo 1.4 D4D to świetne auta, ale trzeba zweryfikować stan silnika - część z nich ma problemy z cylindrami (duże zużycie oleju) i jest to auto bardzo popularne we flotach. Jednak jeśli poszukasz modelu do 2008 roku, to nie ma w nim dwumasu (tak, jednak można diesla ze zwykłym sprzęgłem zrobić) i ma CR pierwszej generacji - w razie czego oryginalne nowe wtryskiwacze są bardzo tanie, spokojnie kupisz poniżej 500 zł. Po 2008 montowali już wtryski pizoelektryczne które kosztują majątek i są wrażliwe na paliwo. Rozrząd jest na łańcuchu, sprężarka ma zmienną geometrię. Wszystko jak to w Corolli, jeździsz, jeździsz i jeździsz. Bardzo rzadko coś pada, a jeśli już, to niestety sporo kosztuje.
A taki, że każdy mniejszy przebieg jest z góry skazany na ekonomiczną porażkę w porównaniu z gazem. Liczyliśmy to kiedyś z kumplem. Przebieg 35 był granicą opłacalności pod warunkiem minimum 50% tras.
Jacku weź pod uwagę, że diesle z CR są praktycznie bezobsługowe i zdecydowanie mniej palą w mieście niż benzyniaki. A ceny spadły już na tyle (serwisu i zakupu), że nie ma się co ich bać. Mówię tu o autach używanych, bo dopłata do nowego ropniaka jest z punktu ekonomii bez sensu.
Corolla. Hm, tu jest problem, bo 1.4 D4D to świetne auta, ale trzeba zweryfikować stan silnika - część z nich ma problemy z cylindrami (duże zużycie oleju) i jest to auto bardzo popularne we flotach. Jednak jeśli poszukasz modelu do 2008 roku, to nie ma w nim dwumasu (tak, jednak można diesla ze zwykłym sprzęgłem zrobić) i ma CR pierwszej generacji - w razie czego oryginalne nowe wtryskiwacze są bardzo tanie, spokojnie kupisz poniżej 500 zł. Po 2008 montowali już wtryski pizoelektryczne które kosztują majątek i są wrażliwe na paliwo. Rozrząd jest na łańcuchu, sprężarka ma zmienną geometrię. Wszystko jak to w Corolli, jeździsz, jeździsz i jeździsz. Bardzo rzadko coś pada, a jeśli już, to niestety sporo kosztuje.
To wszystko dotyczy silnika 1.4 czy też 2.0?
No bo Corolla zaczyna mnie przekonywać i chętnie bym pojechał gdzieś na Zachód poszukać takiej ślicznej, zadbanej, w świetnym stanie technicznym, czekającej gdzieś na mnie Tojtojki :)
Rafał_Sz
03-09-2012, 09:49
Bierz 1,4 D4D do 2008 roku (bez pizoelektronicznych wtrysków) - najmniej problemów, największa ekonomia. Do driftu się nie nadaje, ale z TIRami też się nie będziesz musiał wlec. Mam też Toytoya, ale E11. Auto po prostu niezniszczalne. Nie licząc klocków i olejów, w tym się nic nie naprawia. No może raz na 2 lata trzeba wymienić jakąś żarówkę :). Za 5000 euro znajdziesz naprawdę przyzwoity egzemplarz, tylko trzeba szukać. Place i komisy "u Turasa" sobie daruj, szkoda nerwów.
Pamiętaj też, że Niemaszki rzadko roztają się z bezproblemowymi i zadbanymi autami, a już na pewno nie robią tego tanio. Sprawdzenie książki w ASO jaki i sam porządny przegląd wskazane - koszty niewielkie, a oszczędności w późniejszej eksploatacji gigantyczne.
Amadeusz
03-09-2012, 09:54
A taki, że każdy mniejszy przebieg jest z góry skazany na ekonomiczną porażkę w porównaniu z gazem. Liczyliśmy to kiedyś z kumplem. Przebieg 35 był granicą opłacalności pod warunkiem minimum 50% tras.
Też ostatnio sporo liczyłem... nie ma możliwości żeby diesel w jakikolwiek sposób był tańszy od gazu. Pow. 35 tys tym bardziej ponieważ butla już się dawno zwróci. Z każdym rokiem eksploatacji dopłata do diesla się powiększa.
Może niezbyt precyzyjnie się wyraziłem. Do gazu, oczywiście każdy kilometr więcej robi większą różnicę na jego korzyść. Natomiast te 35tys to w stosunku do gołej benzyny.
Rafał_Sz
03-09-2012, 10:19
Panowie, Renault Megane 1.4 z 2003roku, hatchback
Miał ktoś z tym autkiem styczność ? Interesują mnie głównie wady ;);)
Weź sobie Corollę E11 1.4 po lifcie (VVTi). Małżonka będzie zadowolona. ;)
Za długi dla niej ;) Jej to odpowiada coś w rodzaju 206 :)
Rafał_Sz
03-09-2012, 10:55
Za długi dla niej ;) Jej to odpowiada coś w rodzaju 206 :)Trzydrzwiowa jest wielkości 206. Ale jak kto woli. ;)
Mam do wydania 20 tys. na auto (POKL :)):
- rocznik 2005 i młodszy,
- 5 drzwi,
- hatchback albo kombi,
- diesel.
Mam na oku trzy autka. Pojadę do Niemiec z zaprzyjaźnionym handlarzem, pomoże wybrać, załatwić formalności, zniżkę na placach, gdzie się zaopatruje, zarejestruje w Polsce i wystawi fakturę. No chyba, że znajdę coś w Polsce.
3. Corolla - który D4D - 1.4 czy 2.0?
w rodzinie mam tdwa takie tojtoje, oba 1.4 D-4D. Jeden od nowosci, rocznik 2005 (tym przejezdzilem jakies 50-60tys), drugi kupiony jakoś 3 lata temu, rocznik 2006 (tym też sporo jezdze).
powtorze to co napisal juz rsz - porzadne autka, chyba ostatnie prawdziwe japonce... Zadnych powaznych awarii, trzeba pamietac o sprawdzaniu oleju w silniku, czasami potrafi ciut wiecej spalic.
Sam silnik bardzo przyjemny - na lancuchu i bez dwumasy, co znaczaco obnizy koszty eksploatacji. Moze 90KM wydaje sie byc malo, ale w praktyce okazuje sie calkiem sprawny (przy 2 osobach, bo przy pelnym aucie jest ciezko...). Dodatkowo pali tyle co nic... Srednio w trasie da sie zejsc ponizej 4! Oczywiscie mocno starajac sie :), ale z drugiej strony ciezko wyjsc ponad 7 (Warszawa + korki). Standard to 5 do 6 litrow.
Z rzeczy ktore sie psuja - zarowki! Jakas masakra w tym nowszym aucie - srednio co 1,5-2 miesiace jest jakas do wymiany... Problem lubi tez stwarzac zawor EGR, na szczescie tanio da sie go rozwiazac.
Jesli masz czas, poszukaj auta w kraju. Ojciec spedzil dobre pol roku na przegladaniu ogloszen i znalazl swoj ideal - sedan, po lifcie, 1.4 D-4D z malym przebiegiem :)
Warto, bo mozesz w dowolnym serwisie Toyoty sprawdzic historie auta, o ile bylo serwisowane w ASO (nie wiem jak jest z serwisami zagranicznymi).
Niestety trafne, i niestety prawdziwe....
http://www.autopasja.net/idw-685-quo-vadis-hondo-.html
w rodzinie mam tdwa takie tojtoje, oba 1.4 D-4D. Jeden od nowosci, rocznik 2005 (tym przejezdzilem jakies 50-60tys), drugi kupiony jakoś 3 lata temu, rocznik 2006 (tym też sporo jezdze).
powtorze to co napisal juz rsz - porzadne autka, chyba ostatnie prawdziwe japonce... Zadnych powaznych awarii, trzeba pamietac o sprawdzaniu oleju w silniku, czasami potrafi ciut wiecej spalic.
Nastąpiła pewna zmiana, mianowicie moja dziewczyna zobaczyła Corolkę Verso i mimo, że będziemy musieli dołożyć nieco kaski do rocznika 2005 to prawie jesteśmy zdecydowani, bo autko jest idealne (poza płaską przednią szybą i brakiem widoku na maskę). Czy silnik 2.0 D4D w tym autku to taka sama jednostka jak w zwykłych Corolkach i Avensisach?
Oglądaliśmy autko znajomego, rocznik 2005, posiada go od 2008 roku. Jego opinia - ideał. Niestety, nie chce go sprzedać. Serwis zadziwiająco tani.
Ideałem do tej pory był Citroen Xara Picasso 2.0 HDi, niestety częste awarie i trudności ze znalezieniem mechanika do tej furki nas skutecznie pozbawił złudzeń. Zrobiliśmy nim kilka tysięcy kilometrów i gdyby nie ta awaryjność to bym nawet o innym aucie nie pomyślał. Rozwiązania i funkcjonalność tej furki jest niesamowita.
Autko będzie jeździć za granicę, więc trzeba zminimalizować wtopy.
Ktoś posiada takową furkę - Toyotę Corollę Verso by potwierdzić opinie?
Rafał_Sz
06-09-2012, 12:32
Verso czy nie Verso jeden kij. Tyłkiem się różnią i tyle. Toyota nigdy nie rozpieszczała wachlarzem silników, a design wnętrza zawsze był wzorowany na japońskim internecie, a zwłaszcza tapicerka. ;) Sprawdź dobrze trzy razy auto przed zakupem, bo jak źle trafisz, to się załamiesz kosztami. Jak dobrze trafisz, to pokochasz to auto. Aha, skrzynie biegów które są produkowane w Wałbrzychu, są bardzo wrażliwe na stan oleju i jego jakość. Nie ma mowy o wlewaniu półsyntetyku, o mineralnym nawet nie wspominam. Jeśli w czasie jazdy usłyszysz jakieś niepokojące dźwięki, coś jak delikatne ocieranie wiatraka - otwieraj drzwi i uciekaj - skrzynia jest w rozsypce ze względu na zaniedbanie serwisowe (olej).
A tak poza tym - Corolla, jak już wspominałem wcześniej, jeździsz, jeździsz i jeździsz. ;)
Auta z Niemiec są o niebo lepiej wyposażone niż te na rynek wschodni, warto poszukać bliżej francuskiej granicy.
Ja tym razem z zupełnie innej beczki. Problem z układem kierowniczym. Łapię się już wszystkiego, bo ani fora motoryzacyjne, ani mechanicy (również ASO), czy specjaliści od maglownic i pomp, nie są w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Ranek po chłodniejszej nocy. Odpalam auto, chcę skręcić w lewo – silny opór, prawie uniemożliwiający skręt (chwilami dwoma rękoma trzeba się siłować). W prawo – normalnie, lekko. Wyjeżdżam z parkingu, następny skręt w lewo – podobnie, acz nieco lżej. Po 2-3 km opór puszcza całkowicie i kierownica kręci się normalnie. Problem zaczął się pojawiać na jesieni zeszłego roku, kiedy temperatura w nocy spadała do kilku stopni. Od tego czasu się nasila. Przerwa była tylko latem, kiedy temperatury w nocy nie spadały poniżej 15 stopni. Teraz nawet jak jest powyżej 10, to już się zaczyna. Na początku problem mijał w zasadzie zaraz po kilku/nastu sekundach od ruszenia, a teraz – po kilku km. Opór jest tylko przy obrocie w lewą stronę, nigdy w prawo.
Auto to Opel Signum, ze wspomaganiem elektryczno-hydraulicznym. Poziom płynu w zbiorniku pompy – prawidłowy. Maglownica – jedynie się lekko „poci”. Jedni specjaliści sugerują regenerację pompy, a inni – maglownicy. Mój mechanik rozkłada ręce. A ja jestem w kropce, bo regeneracja obydwu elementów, to ponad 2000 (z wymianą), jeśli zacznę od elementu, który nie jest temu winny…
Spotkał się ktoś z dokładnie taką sytuacją? Istotne – z dokładnie taką, bo podobnych historii, to jednak w sieci można znaleźć dość sporo, ale przeważnie różnią się istotnymi szczegółami.
Rafał_Sz
07-09-2012, 07:58
Ja bym tylko wykluczył pompę, jeśli ma przekładnia dział w drugą stronę, a przecież obrotów nie zmienia. Obawiam się, że bez weryfikacji wnętrza maglownicy szukanie przyczyny będzie bardzo trudne.
Czy te problemy występują przy bardzo niskich (-15 i niżej) temperaturach?
Czy te problemy występują przy bardzo niskich (-15 i niżej) temperaturach?Też. :) Jak pisałem, zaczynają się już od około 15 stopni w +… Dzisiaj około północy było u mnie 12-13 stopni. Auto zaparkowałem po 19-tej, a po 5 godzinach problem już się pojawił. Zimą jest tak samo (pamiętam z poprzedniej).
Nie miałem signum, ale objaw to na 99proc. maglownica. W jeepie też tak miałem, że w jedną stronę lekko, w drugą z oporem. Jak pompa ci padnie, to w żadną stronę nie będzie dobrze chodziło.
No to elektrykę chyba można przesunąć na koniec prawdopodobnych problemów. Chyba też zacząłbym od maglownicy.
Rafał_Sz
07-09-2012, 11:01
Też. :) Jak pisałem, zaczynają się już od około 15 stopni w +… Dzisiaj około północy było u mnie 12-13 stopni. Auto zaparkowałem po 19-tej, a po 5 godzinach problem już się pojawił. Zimą jest tak samo (pamiętam z poprzedniej).
W/g mnie, masz wżery na zębatce lub uszkodzone ślizgi/uszczelniacze. Powinno to dać jeszcze objaw w postaci pocenia się przekładni z tej strony, w którą nie chce skręcać. Czyli jak są problemy ze skręcaniem w lewo, to przekładnia jest walnięta od strony kierowcy. Zimno powoduje "zaciskanie" się obudowy na drążku (zębatce), po kilku chwilach płyn od wspomagania staje się cieplejszy i rzadszy, co powoduje rozluźnienie zaciśniętych elementów.
Drugą rzeczą, mniej prawdopodobną ale łatwiejszą do zweryfikowania, jest stan sworznia i końcówki kierowniczej (zatarcie), ew. możesz mieć zżarte łożysko kolumny McPhersona - będzie haczyć.
Nie masz czasami objawów, że auto Ci ściąga na którąś stronę?
Nie – auto nie ściąga, ani gdy jest ciepłe, ani też wtedy, gdy jest problem ze skrętem. No nic. Też obstaję przy maglownicy. W przyszłym tygodniu jakiś dobry elektryk ma podobno zdiagnozować na szybko pracę pompy (hałasuje podczas pracy – znacznie bardziej niż pompy w innych autach). Jeśli będzie ok, to pierwsza do regeneracji idzie maglownica.
Polecam, ciekawy tekst i sam test : Czy opłaca się jechać szybciej ? (http://autokult.pl/2012/09/07/czy-oplaca-sie-jechac-szybciej-testautokult-pl)
http://www.wiatrak.nl/1035/wielka-samochodowa-tajemnica
Jestem ciekaw Waszych opinii :)
Ja z własnego doświadczenia wiem, że auto może i bez oleju jeździć :) Mazda 323F z 90r. mojej mamy śmigała kilkaset km bez oleju. Zalano ponownie i od tego czasu śmigała dalej, śmiga zresztą do dziś, ale już u innego właściciela :)
Jeden z moich mechaników już dawno o tym mówił. Kiedyś wymieniałem co 9-10 tysięcy kilometrów. Ostatni raz po 26 tysiącach od poprzedniej wymiany, nie żaden Longlife.
Polecam, ciekawy tekst i sam test : Czy opłaca się jechać szybciej ? (http://autokult.pl/2012/09/07/czy-oplaca-sie-jechac-szybciej-testautokult-pl)
Durny test. Jeżeli zmieniają się diametralnie warunki testu, to wyniki są do bani.
Żeby było śmieszniej zrobiłem kiedyś test porównawczy na trasie do Częstochowy. Jako, że żonka tam studiowała, to jeździłem na tyle często, że dało się uzyskać kilkakrotnie porównywalne warunki pogodowe (wiatr, opady, temperatura), natężenie ruchu, identyczność trasy. Pomiary robiłem dla Pb w warunkach normalnej jazdy, jazdy przyspieszonej i jazdy na zaspany egzamin ;) A także dla gazu w dwóch pierwszych. Średnie prędkości kolejno 76/97/131km/h. Spalanie 8,8/9,7/10,5. Spalanie na gazie 9,3/9,8/brak przy różnicy średniej prędkości w granicach 2km/h. Silnik R6 150KM 2,0.
Natomiast jedna rzecz w artykule jest prawdziwa. Ważna jest pora jazdy oraz dzień. W ciągu ostaniach 3 wakacji robiłem trasę w okolice Siedlec (650km) i 3 razy powrót. Różnica między dniem i nocą to ok 1,5 godziny. Miedzy nocą z soboty na niedzielę, a nocą z wtorku na środę to godzina. Spalanie od 9,5(noc) do 10,2 (dzień) - wszystkie na wschód. Na zachód od 9,7 do 10,7. Silnik V8 286KM 4,4.
Rafał_Sz
07-09-2012, 16:20
http://www.wiatrak.nl/1035/wielka-samochodowa-tajemnica
Jestem ciekaw Waszych opinii :)
Ja z własnego doświadczenia wiem, że auto może i bez oleju jeździć :) Mazda 323F z 90r. mojej mamy śmigała kilkaset km bez oleju. Zalano ponownie i od tego czasu śmigała dalej, śmiga zresztą do dziś, ale już u innego właściciela :)
Na ul. Krośnieńskiej w Jeleniej Górze, stoi sobie BMW 530d (E60). Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo zdarza się, że BMW stoi (czasami wbrew woli właściciela :)), ale ono tam sobie stoi, bo właściciel położył kij na wymianę oleju. Wiele przebiegu nie przekroczył, raptem o 15 000 km, ale skutki są dosyć nieprzyjemne. Korbowody wyszły bokiem przez blok, a z głowicy zostały odłamki.
Mając na uwadze rady "eksperta" z linku, pewnie ten olej aż za dobry był i stąd ta drobna usterka. :)
Jeden z moich mechaników już dawno o tym mówił. Kiedyś wymieniałem co 9-10 tysięcy kilometrów. Ostatni raz po 26 tysiącach od poprzedniej wymiany, nie żaden Longlife.
Zmień mechanika póki jest jeszcze nie za późno :)
Jeden z moich mechaników już dawno o tym mówił. Kiedyś wymieniałem co 9-10 tysięcy kilometrów. Ostatni raz po 26 tysiącach od poprzedniej wymiany, nie żaden Longlife.
Wiesz dlaczego BMW pisze, że w moim aucie nie wymienia się oleju w skrzyni? Bo skrzynia regenerowana fabrycznie kosztuje 36 000zł i chcą się załapać na wymianę ;) :D
Alf, nie na darmo BMW oznacza Bedziesz Mial Wydatki :D
Jak na razie ta skrzynia przejechała 440 000 kilometrów :) a na wiosnę wymienię w niej olej :D
A nie lepiej przed zima, kiedy potrzebny jest lepszy olej niz przepracowany. Szczegolnie w niskich temperaturach.
A jakie to ma znaczenie po 440 tysiącach kilometrów ;) Zwłaszcza, że zimą zrobię góra tysiąc więcej :) A poza tym kup w dobrych pieniądzach olej do tej skrzyni. Można w USA, ale przesyłka zje różnicę. W Anglii kosztuje niewiele mniej. Jak nie znajdę do wiosny, to wleję zamiennik polecany przez producenta - firmę ZF.
Rafał_Sz
08-09-2012, 19:38
Jak to możliwe, że ludzie z taką psychiką poruszają się po naszych drogach? Masakra. :(
Uwaga! Materiał bez cenzury, +18 (http://www.youtube.com/watch?v=ANKPmyts_J8)
Ajtammm, pani się ciut zdenerwowała ;) A policjant to oaza spokoju :D
Rafał_Sz
08-09-2012, 19:48
Dlatego ja się nie nadaję na policjanta. Moje interwencje trwałyby max pół minuty plus czas na pozbieranie łusek. ;)
I dostałbyś mandat za śmiecenie :D Ja bym użył rewolweru żeby nie śmiecić :D
Rafał_Sz
08-09-2012, 20:40
Tak czy owak, czas policjanta jest cenny i nie ma co go marnować na pierdoły. :)
-Pani się uspokoi, natychmiast!
- ***@*#((@!
Słychać strzał i głuchy odgłos upadającego ciała.
-A nie mówiłem?
;)
Pod warunkiem, że policjant nie jest takim samym świrem ;)
-Pani się uspokoi, natychmiast!
Niektorzy maja atak agresji po taki "grzecznym" rozkazie. Ups, kiedys dostalem "piany na pysku" jak koles przez telefon mi wypali "Pan sobie telewizor wlaczy". Nie nadajesz sie do pracy z ludzmi :D
:D
Jak to możliwe, że ludzie z taką psychiką poruszają się po naszych drogach? Masakra. :(
Uwaga! Materiał bez cenzury, +18 (http://www.youtube.com/watch?v=ANKPmyts_J8)
Rafal to ma z miliard lat... Ty przeklety draniu :twisted:
Ale to prawda, ze tacy ludzie raczej nie powinni poruszac sie samochodami (ani motocyklami, ani traktorami, ani niczym bo raczej ciezko sie prowadzi cokolwiek bedac w kaftanie :twisted:).
Maciek R
10-09-2012, 10:26
Proszę się nie śmiać ze mnie...
Mam 3 (max. 4) tysiące złotych i chcę sobie kupić auto. ;)
Nie takie do codziennego jeżdżenia, ale raczej okazjonalnie, do pokonania trasy Kołobrzeg-Szczecin, czasem gdzieś na mieście. Takie typowe auto studenckie. ;)
Od razu zaznaczam, że nie chcę czegoś małego, jak Seicento na przykład.
Co możecie polecić? Żeby nie paliło jak smok i w razie czego części były łatwo dostępne i w rozsądnych cenach?
Przeglądając allegro jedyne co mi przyszło do głowy: Opel Vectra B, Honda Civic.
P.s. Naprawdę, zdaję sobie sprawę, że to mało pieniędzy i nie mogę oczekiwać cudów, ale więcej nie mam, nie będę miał w najbliższym czasie. :>
Amadeusz
10-09-2012, 10:47
Mam 3 (max. 4) tysiące złotych i chcę sobie kupić auto. ;).
Przeglądając allegro jedyne co mi przyszło do głowy: Opel Vectra B, Honda Civic
Proszę się nie śmiać ze mnie...:>
:mrgreen:
Mam 3 (max. 4) tysiące złotych i chcę sobie kupić auto. ;)
Nie takie do codziennego jeżdżenia, ale raczej okazjonalnie, do pokonania trasy Kołobrzeg-Szczecin, czasem gdzieś na mieście. Takie typowe auto studenckie. ;)
Od razu zaznaczam, że nie chcę czegoś małego, jak Seicento na przykład.
Co możecie polecić? Żeby nie paliło jak smok i w razie czego części były łatwo dostępne i w rozsądnych cenach?
http://moto.allegro.pl/audi-a4-1995r-1-6i-z-niemiec-w-bdb-cenie-okazja-i2609835477.html
http://moto.allegro.pl/mercedes-c-220-diesel-sprowadzony-zobacz-i2620702208.html
http://otomoto.pl/mitsubishi-galant-2-5-v6-sekwen-klima-do-popraw-C25840642.html
http://moto.allegro.pl/seat-cordoba-1-6-okazja-i2611540214.html
http://moto.allegro.pl/bardzo-ladne-polo-1-4-z-niemiec-zobacz-i2612500556.html
Może ciebie zaskoczę, ale zaproponuję BMW E34. Za 4 tysiaki można kupić całkiem niezajechane autko, założyć gaz i cieszyć się jazdą :) Za swoją zapłaciłem co prawda 6tys, ale 7 lat temu. Przez te 7 lat miałem jedną awarię (wymiana pompy wodnej), co jak 22 letnie auto z przebiegiem ponad pół miliona kilometrów to chyba niewiele. :)
http://otomoto.pl/bmw-520-C25735979.html
Może ciebie zaskoczę, ale zaproponuję BMW E34. Za 4 tysiaki można kupić całkiem niezajechane autkoA wszem i wobec funkcjonują opinie, że nawet za 30 tysięcy nie da się kupić niezajechanego BMW. ;)
Jeżeli chodzi o 3, to faktycznie trudno, ale 5 są zdecydowanie mniej zajechane, zwłaszcza te z mniejszymi silnikami benzynowymi. :)
Rafał_Sz
10-09-2012, 15:23
Jeżeli chodzi o 3, to faktycznie trudno, ale 5 są zdecydowanie mniej zajechane, zwłaszcza te z mniejszymi silnikami benzynowymi. :)
W tych pieniądzach to nawet 7er z LPG można wyrwać: :) http://otomoto.pl/bmw-735-lpg-f-vat-23-C25243259.html
Łomatko... Chłopak chce mało palące turladło do miasta, a Wy mu tu z 3,5 litrowymi potworami wyskakujecie... Wy weźcie się leczcie na te BMW... ;-)
Nie do miasta, tylko w trasy, a miasto przy okazji. Więc większe auto wygodniejsze, bezpieczniejsze i szybsze.
Ale 7 są jednak droższe w utrzymaniu :D A 5 niczym nie różni się od takiego VW. No i spalanie 4 litry więcej. Ale buda zacna, sam bym chętnie łyknął :D
Rafał_Sz
10-09-2012, 16:23
Wy weźcie się leczcie na te BMW... ;-)Tego się nie da leczyć. :mrgreen:
Wojteksw
10-09-2012, 16:45
Auto dla studenta, bardzo przestronne, można wszystkich zabierać w drodze na uczelnię http://allegro.pl/ldv-convoy-autobus-17-miejsc-i2607303135.html
Ale zarąbisty! Wesoły autobus! Khehe... Melanżownia na kółkach. :-)
To ja jako "antyVW" polecę takie coś: http://allegro.pl/vw-passat-b4-93r-2000cm-gaz-stan-bdb-i2595960963.html
Znajomy stracił pracę, a jednak potrzebował samochodu, to sprzedał swoje Renault, bo musiał za coś żyć i kupił takie coś. Chwali sobie, ale jednocześnie się z tego śmieje. ;)
A z czego tu się śmiać. Jak jako "antyVW" jeżdżę srebrnym Passztetem i całkiem sobie chwalę... A te B4 to całkiem niezawodne samochody są...
Mój seredeczny przyjaciel zwykla na B5 mawiac Wieswagen bo na ktora wioske sie nie pojedzie tam aż gesto od tego cudu niemieckiej techniki :) :)
Za 4tys kup sobie chlopie Civic'a 1.6 - mialem chyba 98 rocznik i sprawowalo sie bardzo dobrze. Palilo okolo 6-7 srednio a ja spokojnie raczej nie jezdze. No i prawdziwy wysokoobrotowy silnik. Od 4500 obr wciskalo w fotel
Mój seredeczny przyjaciel zwykla na B5 mawiac Wieswagen bo na ktora wioske sie nie pojedzie tam aż gesto od tego cudu niemieckiej techniki :) :)
Za 4tys kup sobie chlopie Civic'a 1.6 - mialem chyba 98 rocznik i sprawowalo sie bardzo dobrze. Palilo okolo 6-7 srednio a ja spokojnie raczej nie jezdze. No i prawdziwy wysokoobrotowy silnik. Od 4500 obr wciskalo w fotel
Daj spokój chłopakowi, auto ma być budżetowe - czyli również tanie w naprawie. Prawie każdy mechanik woli naprawiać Wieswageny niż Civiki. Części do VW są tanie i ogólnodostępne, każdy mechanik umie naprawić, budowa prosta jak konstrukcja cepa. Do Hondy części jest sporo mniej, naprawia się gorzej, zresztą Honda z 98 roku powinna być do połowy zeżarta przez rdzę.
Passat B4 będzie lux.
No tu masz racje. Poza rdza :) moja nie byla
BugsBunny
11-09-2012, 12:55
Przeglądając allegro jedyne co mi przyszło do głowy: Opel Vectra B, Honda Civic.
Golf III - prosty, dość pakowny i wygodny, bajecznie tani w utrzymaniu i naprawach (mnóstwo zamienników wszystkiego ), nawet jak coś się sypnie to nie dramat. Jak się sypnie stare BMW 7r to koniec.
druga opcja w podobnym klimacie - Audi 80 B3
Rafał_Sz
11-09-2012, 13:41
Jak się sypnie stare BMW 7r to koniec.
Dla jasności, ja z siódemką żartowałem. :)
Tia... Pewnie myslales o 850 i 7 Ci sie tylko wymsklo :) :)
Rafał_Sz
11-09-2012, 14:32
Tia... Pewnie myslales o 850 i 7 Ci sie tylko wymsklo :) :)
O 850i myślałem nie raz, ale koszty utrzymania są przynajmniej takie same jak 911. A wolę 911. :)
Bartek_902
11-09-2012, 15:25
Witam.
Panowie otóż mam taki dylemat , prrawdopodobnie będę pracował jako przedstawiciel handlowy jednej z firm , niestety z miejsca nie dają samochodu służbowego więc trzeba początkowo ganiać swoim , jazda po Warszawie , na szczęście nie całej tylko będę miał tam jakiś swój rewir blisko miejsca zamieszkania więc myślę że tych kilmoetrów nie będzie nie wiadomo ile. Oczywiście zwrot za paliwo będę miał.
Myślę nad czym w dieslu , jedna opcja to : mogę kupić od znajomego audi a3 z 2005r 2.0 TDI 140km autko oszczędne i dynamiczne w trasie ale w miejscie spalanie zapewne 7-8l spokojnie
druga opcja to Mazda 3 z dieslem 1.6 109km podobno bardzo oszczędny samochodzik , no i dosyć chwalony.
Co o tym myślicie ? Jakieś propozycje w przedziale do 25 tysięcy PLN ????
Wiem że mógł bym kupić Pande w gazie i jezdzić prawie za darmo ale ten samochód chce też używać prywatnie i mieć jakiś tam komfort więc odpadają propozycje typu cinquecento w holenderskim gazie itd :D
Rafał_Sz
11-09-2012, 15:41
2.0 TDi to ZUO, jeśli już coś z VW/A to 1.9 TDi. Już prędzej ta Mazda. Jednak za 25 tysi poszukałbym Octavii 1.9 TDi.
2.0 TDi to ZUO, jeśli już coś z VW/A to 1.9 TDi. Już prędzej ta Mazda. Jednak za 25 tysi poszukałbym Octavii 1.9 TDi.Najlepiej w wersji 135 konnej. Zacne autko.
Bartek_902
11-09-2012, 19:42
No właśnie o tym 2.o tdi sporo czytałem , że pękają głowice , że sprężarki są z "papieru" chociaż jeśli chodzi o ten egzemplarz a3 mam go z pewnej ręki 174 tysiące przebiegu , sprowadzony z włoch , 1 właścicielka , cała książka prowadzona do 162 tysięcy jakoś , wymiana sprężarki przy 134 tysiącach , lakier zdrowy no i bardzo fajne wyposażenie wszystko w elektryce , kupa czujników , złącze do ipoda , nagłośnienie BOSE , jak na tak małe autko REWELACJA. Nie ukrywam że się napaliłem ... ale mój zapał gasi właśnie ten silnik bo jak będę miał pecha to spore wydatki mogą czekać .
Nie chce octavii , to dobre auta ale ja nie był bym z takiego samochodu zadowolony bo nie jest w moim guście , ewentualnie zawsze można kupić golfa V z 1.9 tdi w tej cenie :)
Art Erie
11-09-2012, 20:18
No właśnie o tym 2.o tdi sporo czytałem , że pękają głowice , że sprężarki są z "papieru" chociaż jeśli chodzi o ten egzemplarz a3 mam go z pewnej ręki 174 tysiące przebiegu , sprowadzony z włoch , 1 właścicielka , cała książka prowadzona do 162 tysięcy jakoś , wymiana sprężarki przy 134 tysiącach , lakier zdrowy no i bardzo fajne wyposażenie wszystko w elektryce , kupa czujników , złącze do ipoda , nagłośnienie BOSE , jak na tak małe autko REWELACJA. Nie ukrywam że się napaliłem ... ale mój zapał gasi właśnie ten silnik bo jak będę miał pecha to spore wydatki mogą czekać .
Nie chce octavii , to dobre auta ale ja nie był bym z takiego samochodu zadowolony bo nie jest w moim guście , ewentualnie zawsze można kupić golfa V z 1.9 tdi w tej cenie :)
Obawiam się kolego, że masz konflikt interesów w tym przypadku. Firma zwróci tylko "kilometrówkę", bez kosztów amortyzacji. Taką jazdę miejską TDi znosi dość ciężko, zamulisz turbinę i cały ukłąd dolotowy, zarżniesz rozrusznik, a od ciągłego wsiadania i wysiadania z tak niskiego auta strzeli Ci kręgosłup :(
Skoro się napaliłeś na A3, to je kup - choć jak koledzy wolałbym 1,9 niż 2,0. Jednak wracając do tematu do tego typu zastosowań kupiłbym drugie auto - coś w typie Skada Fabia 1,9 SDi lub jakąś zagazowaną popierdółkę z wysoko mocowanymi siedzeniami.
Bartek_902
11-09-2012, 20:28
Dokładnie koszta amortyzacji po mojej stronie , tyle że pociesza mnie fakt iż nie latam po całej warszawie np z wilanowa na targówek czy coś takiego tylko mieszkam obecnie w Piastowie , i rejon ktory bedzie dla mnie to no Ursusu i Włochy czyli nablizsze dzielnice więc dziennie nie będę robił 300km.
Do niskih aut jestem przyzwyczajony , peugeot 207 kobiety , i golf 5 GTI którego jakiś czas temu sprzedałem , ja akurat lubie siedzieć tyłkiem nisko :)
Jeśli za jakiś czas dostał bym samochód służbowy to bez sensu kupować jakiegoś drugiego grata tylko do jazdy bo o tym też myślałem.
Art Erie
11-09-2012, 20:36
Dokładnie koszta amortyzacji po mojej stronie
No właśnie, trzeba je sobie odliczyć od pensji...
[...] tyle że pociesza mnie fakt iż nie latam po całej warszawie np z wilanowa na targówek czy coś takiego tylko mieszkam obecnie w Piastowie , i rejon ktory bedzie dla mnie to no Ursusu i Włochy czyli nablizsze dzielnice więc dziennie nie będę robił 300km.
300 km po mieście :-P Przepraszam, po Warszawie... Zrób pewnego dnia tyle, to poczujesz...
Do niskih aut jestem przyzwyczajony , peugeot 207 kobiety , i golf 5 GTI którego jakiś czas temu sprzedałem , ja akurat lubie siedzieć tyłkiem nisko :)
Bo młody jesteś :) ale za 20-lat to odczujesz, dbaj o swój kręgosłup.
Jeśli za jakiś czas dostał bym samochód służbowy to bez sensu kupować jakiegoś drugiego grata tylko do jazdy bo o tym też myślałem.
Wtedy sprzedaż strupa i stracisz 500zł...
Daj spokój chłopakowi, auto ma być budżetowe - czyli również tanie w naprawie. Prawie każdy mechanik woli naprawiać Wieswageny niż Civiki. Części do VW są tanie i ogólnodostępne, każdy mechanik umie naprawić, budowa prosta jak konstrukcja cepa. Do Hondy części jest sporo mniej, naprawia się gorzej, zresztą Honda z 98 roku powinna być do połowy zeżarta przez rdzę.
Bzdury opowiadasz. Do 6 generacji Civica jest bardzo dużo części i ogólnodostępne, jak do każdego innego auta.
Tak się składa, że 6 generacja Civica jest w budowie mega prosta i każdy rozgarnięty mechanik jest w stanie zrobić w niej wszystko. Co niby "naprawia się w niej gorzej" ???? Pomijam fakt, że jak auto było normalnie eksploatowane to auto jest nie do zajechania i wymienia się tylko to co się zużywa.
Jeśli chodzi o rdzę i Twój nieprawdziwy tekst - w 6 gen. Civica korodują TYLKO tylne nadkola (w 5 gen dochodziła jeszcze tylna klapa).
Bzdury opowiadasz. Do 6 generacji Civica jest bardzo dużo części i ogólnodostępne, jak do każdego innego auta.
Tak się składa, że 6 generacja Civica jest w budowie mega prosta i każdy rozgarnięty mechanik jest w stanie zrobić w niej wszystko. Co niby "naprawia się w niej gorzej" ???? Pomijam fakt, że jak auto było normalnie eksploatowane to auto jest nie do zajechania i wymienia się tylko to co się zużywa.
Jeśli chodzi o rdzę i Twój nieprawdziwy tekst - w 6 gen. Civica korodują TYLKO tylne nadkola (w 5 gen dochodziła jeszcze tylna klapa).
Aż dziw bierze, że nie ma na forum wątku na temat Hondy, skoro na temat BMW jest.
Honda to autko mało popularne, nie trafia się codziennie w warsztacie.
Moi mechanicy krzywią się na jakieś wynalazki typu stare Hondy. Normalnie eksploatowany Civic? W Polsce? Chyba trudno. Moi mechanicy polecają VW i kuzynów, ew. Toyotę. Grzebią przy różnych autach, nawet zjeżdżają się czasem CLSy, Touaregi czy prawie nowe A8, więc nie są to leszczyki z blaszaka.
Proponujemy młodemu człowiekowi autko tanie,, więc również mogące się popsuć. A VW to marka, którą każdy zna i części jest dużo pod ręką, nie trzeba czekać do drugiego dnia aż kurier z InterCars przywiezie.
Jak dam radę to zrobię i wstawię zdjęcie takiego Civica, co mu korodują TYLKO tylne nadkola.
Proponujmy coś z głową, a nie unośmy się marką, dumą osobistą itp. Ja jeździłbym chętnie Citroenem Xara Picasso, 2.0HDI, bo go uwielbiam, ale trzeba stać na ziemi,zwłaszcza jak się nie ma miedzi na naprawy.
Nie zgodzę się:)
Jak patrzę na studentów w mojej okolicy - a mieszkam niedaleko miasteczka studenckiego- jednym z najpopularniejszych aut jest właśnie Honda - najwięcej 5 gena, ale i 6 się trafi.
I sam znam kilku z nich - btw często z nimi piję:) - i fakty są takie, że byle osioł to naprawi a do starszych Hond - jest milion części.
5 generacją sam jeździłem wiele lat - proste, łatwe do naprawy auto - mimo prawie 300 tysi przebiegu, gdy ją oddawałem kuzynce - nic na tym aucie wrażenia nie robiło.
Gorzej a właściwie drożej zaczyna być od 7 gen - tej od 2001r. - ale też tragedii nie ma. Ale to jak z KAŻDĄ marką - mz dla Hondy od tej generacji zaczęło się oszczędzanie na materiałach.
Co do rdzy - ja też mogę wstawić zdjęcie auta dowolnej marki gnijącego:). W civicu 5 gen (bo taki chyba jest w zasięgu finansowym pytającego) - zdarzają się nadkola.
Problemem jest co innego - znaleźć w tej kasie, kilkunastoletnie auto, bez ciężkich przeżyć, ze zdrowym silnikiem. Bo po różnych dzwonach, naprawiane przez jakiś Marianów w stodole - pewnie, że gnić może wszędzie.
Ale to będzie dotyczyło każdego auta, bez różnicy na jaką markę się zdecyduje.
Jednostki benzynowe, wolnossące Hondy są jednymi najlepszych - a w sensie wielkości silnika powiedzmy do 2.0 - pewnie najlepszymi na świecie silnikami.
Co ważne, auta z tych dobrze znoszą gaz, a mega przebiegi - to dla nich żaden problem.
Co do ew. wątku na temat Hondy na forum - ja jestem za;)
sokolnik
12-09-2012, 15:11
mógłby ktoś (właściciel) napisać coś o AUDI A3 z 2003r. ? II generacja. najlepiej 3drzwiowe diesel. Jak z awaryjnością, zawieszeniem? itp wczoraj oglądałem z 2003 tdi za 25 tyś zł. nie za dużo? fakt, ładna sztuka. Ale delikatnie bita. jakby się z rozpędzonym rowerem zderzyła a nie samochodem. lewy przód. widziałem zdjęcia. sprzedawca naprawił. niby wymienił części a nie szpachlował. nie wiem.
aukcja:
http://moto.allegro.pl/audi-a3-1-9-tdi-105km-sliczna-oplacona-i2625089955.html
Nie wiem jak z A3 ale 25tys to moim zdaniem dosc duza kwota jak za auto tej klasy i z tego rocznika.
Za te pieniadze zdecydowanie wolalbym Vectre C 1.9 w dieselku. Duzo wieksza, pali podobnie albo i mniej i da sie moze nawet 2005 wyszukac
sokolnik
12-09-2012, 15:25
aaaaa no nie napisałem, auto dla dziewczyny bez dzieci, samochód do pracy i do domu, trasa max 200km do rodziców na święta itp. sedan odpada. i te wykonanie opla w środku to przepaść z a3.
mi się podoba ta a3, wczoraj trochę się przejechałem, mógłbym brać dla siebie :)
ktoś ma a3? jeździ? coś słyszał ?
Za te pieniadze zdecydowanie wolalbym Vectre C 1.9 w dieselku. Duzo wieksza, pali podobnie albo i mniej i da sie moze nawet 2005 wyszukacNie powinno być najmniejszego problemu – moje Signum (czyli VC o nieco lepszym wyposażeniu) z rocznika 2004 kosztuje mniej.
Aaa…, oczywiście jeśli VC 1.9 to rzecz jasna CDTi 150 koni (pali 6-7, a ciągnie tę kabarynę nieporównywalnie lepiej niż 1.9 120 koni – z którym jest zresztą więcej problemów).
Stig - 150KM sie rozumie samo przez sie :)
Sokolnik - kazdy ma swoje priorytety oczywiscie. Ja bym po prostu nie zaplacil 25tys za 10cio letnie auto tej klasy.
Stig - 150KM sie rozumie samo przez sie :)Nie o to chodzi – bo gdyby Viki była lżejsza (IMHO, Ople są wyjątkowo ciężkie jak na swoje rozmiary), to takie 120 koni byłoby zupełnie wystarczające.
sokolnik
12-09-2012, 15:50
a ile ? 22? 23? 24? podejrzewam że jak nie sprzeda szybko to zejdzie z ceny poniżej 25, przed zimą musi sprzedać. aa i nie ma zimówek w zestawie. drogo fakt.
Jeżeli za BMW 5 E39 540iA trzeba zapłacić ok 20tys, a to auto co najmniej dwie półki wyżej niż A3... ;)
Czulem ze ktorys zaraz do biemdablju porowna :) :)
Jeżeli za BMW 5 E39 540iA trzeba zapłacić ok 20tys, a to auto co najmniej dwie półki wyżej niż A3... ;)Piszesz o BMW z roku 2003?
sokolnik
12-09-2012, 16:03
no ok zgodzę się. ale jaki rocznik tej BMW? jak spalanie? ma być ekonomicznie i napęd na przód :) 2003 to w najgorszym wypadku.
Jeżeli za BMW 5 E39 540iA trzeba zapłacić ok 20tys, a to auto co najmniej dwie półki wyżej niż A3... ;)
pewnie jakaś padaka stara :) co pali 20l benzyny :)
W koncu.... Po 15stu miesiacach udalo mi sie sprzedac auto hehe. Jakby ktos slyszal ze ktos chce sprzedac V40stke 2000-2003 to chetnie przygarne takie info :) jak ON to tylko 115KM. Jak Pb to od biedy 1.8 a najchetniej 2.0T (Pb do zagazowania)
Pisałem wyłącznie o porównaniu cenowym i klasie auta. Roczniki niewiele poniżej.
W koncu.... Po 15stu miesiacach udalo mi sie sprzedac auto hehe.A co to było za auto? No i jaki rocznik i ile za nie chciałeś?
Pisalem wczesniej - S40 salonowa 2004 1.8 105.000 przebiegu. W zeszlym roku w czerwcu chcialem 20.000. Ostatecznie sprzedalem za 17.000
velaskez
12-09-2012, 20:15
mógłby ktoś (właściciel) napisać coś o AUDI A3 z 2003r. ? II generacja. najlepiej 3drzwiowe diesel. Jak z awaryjnością, zawieszeniem? itp wczoraj oglądałem z 2003 tdi za 25 tyś zł. nie za dużo? fakt, ładna sztuka. Ale delikatnie bita. jakby się z rozpędzonym rowerem zderzyła a nie samochodem. lewy przód. widziałem zdjęcia. sprzedawca naprawił. niby wymienił części a nie szpachlował. nie wiem.
aukcja:
http://moto.allegro.pl/audi-a3-1-9-tdi-105km-sliczna-oplacona-i2625089955.html
Zajechałem z kumplem dwie takie. Użytkowane bardzo intensywnie, łącznie z modzeniem tego diesla. Jedno nie miało problemów z zawieszeniem, drugie...wahacze wymienialiśmy i amortyzatory z tyłu i przeguby, ale to raczej przez to jak je użytkowano. A tak, innej opinii niż przeczytasz na forach nie dam. Auto dobre, jak nie jeździsz do odcięcia to i spali mało w granicach tych 6l. Osobiście, polecam. 105KM jest mułowate.
Skoro już porównujecie do Vectry C. W Vectrze wkurzał mnie układ kierowniczy, który wspomaganie ma na tym samym poziomie przy 20 jak i przy 200. Zawieszenie dużo mniej sztywne niż w A3.
sokolnik
13-09-2012, 13:47
fajne te A3, ale kurde drogie. 10 lat i 25 tyś zł by wyszło albo więcej (doliczyć koła zimowe nowe a nie jakieś stare, wymiana części olej, filtry, nabić klime, może nowy akumulator kupić) dodatkowo trzeba mieć 2 tyś. a to dalej nie duże auto diesel 100 koni, ze sportem to ma nie wiele wspólnego, napęd przód.
co myślicie? brać czy nie brać :) ? zaraz rok przeskoczy, może kupować na wiosnę ? możne teraz auta tańsze są? a na wiosnę droższe? jakieś sugestie, spostrzeżenia ?
Moja zdanie znasz. Zdecydowanie nie brac :) Wczoraj szukalem auta dla siebie na Alledrogo i na pierwszej stronie byla A3 2003 rok za 17000. Zakladajac ze trup to i tak daje Ci jakies widelki cenowe. Mysle ze takie A3 spokojnie kupisz za 20 a nie za 25. Szczegolnie ze ono sprowadzane wiec moze być takie same padlo jak ta za 17000 :) :)
Na dodatek jak dla mnie kupowanie auta sprowadzanego przedwczoraj i wystawionego na allegro, w idealnym stanie :) :) , to troche tak jakby zgloscic sie na pilota kamikadze :)
sokolnik
13-09-2012, 16:11
to ja nie wiem. nie chce padła za 17 tys. naprawiać i jeździć po warsztatach. chociaż to że dam 25 tyś nie oznacza że nie będę jeździł po mechanikach :D ciężki temat :)
Jak sie nie pali to na spokojnie szukaj krajowej salonowki. Przynajmniej wiarygodnosc wieksza. Nie mowie ze sypac sie nie bedzie :) ale przynajmniej wzrasta szansa ze bedziesz wiedzial co kupujesz.
W tej kwocie powinno sie dac kupic np Megane po lifcie czyli nawet 2007. Sporo poprawione i awaryjnosc nieporownywalnie mniejsza do przedliftowej.
to ja nie wiem. nie chce padła za 17 tys. naprawiać i jeździć po warsztatach. chociaż to że dam 25 tyś nie oznacza że nie będę jeździł po mechanikach :D No właśnie. Wydasz 25, a i tak możesz (i to bardzo prawdopodobne) co chwile z czymś zasuwać do warsztatu. To samo przerabiałem. Podczas zakupu – diagnostyka podwozia i zawieszenia + komputer. Wszystkiego co wykryli: na jakieś ~1000 PLN do doinwestowania (drążki, jakaś tuleja, jakieś coś tam). Zrobiłem. Po jakimś czasie klima przestała chłodzić (płyn wyciekał). Szaleństwo z szukaniem odpowiednich podkładek, auto 2x na kanale. Same głupie podkładki po 25 PLN / szt., do tego nabijanie klimy, później dobijanie… Potem zaskoczył mnie alternator (naprawy w dwóch warsztatach (na przestrzeni pół roku) na sumę prawie 700 PLN (nie licząc zmarnowanego czasu, pożyczania innego auta, paliwa na dojazd do innego miasta, itd.)). Drążka zmiany biegów (ni z tego ni z owego zaczął się paskudnie przycinać i nie było możliwości naprawy) szukałem pół roku (skrzynia 5tka + nietypowo położony wsteczny – w ASO chcieli 1500 PLN). Znalazłem w jakiejś pipidówie 80 km od mojego miasta (koszt zakupu, wymiany, paliwa na dojazd – kolejne 450 PLN). Potem pojawiły się błędy na kompie: najpierw tylko problemy z zaworami klapowymi – olewałem. Potem na odczytach nieśmiało zaczął się pojawiać problem z ciśnieniem paliwa… Nie panikowałem, bo nic się z autem nie działo. Aż w końcu stanął – w środku miasta. ASO nie potrafiło więcej stwierdzić, niż to samo co wcześniej przy odczytach. Dopiero po tygodniu, kiedy zaczął szaleć tak, że nie dało się kilometra przejechać bez gaśnięcia silnika – inne ASO zdiagnozowało: „uszkodzony zawór wysokiego ciśnienia”. 5 dni w serwisie, bo jak zwykle część trzeba było ściągać z Niemiec (kolejna pożyczka innego auta na ten czas) + 700 za wymianę + pomniejsze koszty ściągnięcia człowieka, żeby zawiózł mnie w miejsce, które miałem w planach, a później zabrał do domu (inne miasto). Od prawie roku „walczę” ze wspomaganiem. Pisałem już wcześniej o objawach. Mechaników i elektryków odwiedziłem przynajmniej nastu. Z samych odwiedzin u nich, uzbierało się kolejne kilka stówek, a właściwa robota kroi się na co najmniej 1000 albo i ponad 2000 (jeśli zacznę regenerować elementy na ślepo).
W różnicy w cenie, między autem za powiedzmy 18, 20 a 25 tysięcy – możesz mieć te wszystkie pierdoły ponaprawiane. To tańsze nie koniecznie musi być proporcjonalnie bardziej problematyczne… Jak jeszcze doliczysz standardowe po kupnie procedury; rejestracji, ubezpieczenia, wymiany płynów i filtrów, rozrządu, a do tego nie daj boziu jeszcze dobre opony (ja musiałem w ciągu pół roku kupić 2 komplety), że o tarczach i klockach nie wspomnę, to z tych 25 może Ci się zrobić nawet i 35 (jak nie kupisz chińskich opon i nie skończysz na samym OC z 60% zniżkami). Jeśli szukasz auta jedynie do przemieszczania się (a nie wymarzonego cuda do wielbienia), to naprawdę nie ma co się szarpać na kilka tysięcy droższe. Jeśli myślisz kategoriami „droższe – mniej problematyczne”, to od razu szukaj najwyżej 3-latka, a nie prawie 10.
...no to zostaje tylko BMW E39 540iA :mrgreen:
Spadlem z krzesla :mrgreen:
...no to zostaje tylko BMW E39 540iA :mrgreen:
Raczej nie, bo sama wymiana płynów pociągnie po kieszeni. Olej - 7,5; Hamulcowy 1; Chłodnica - 12,5, do tego gaz do klimy ze dwa razy więcej niż normalnie, filtrów też jest trochę, a niektóre nawet podwójne itd. :D Ale jeżeli chodzi o części to: silnik wycieraczki, visco, komplet hamulców i prawa piasta przez dwa lata jeżdżenia. Jak na 15 letnie auto z przebiegiem 450tys, to i tak nie dużo :)
Ktoś ostatnio szukał tutaj taniego auta http://www.zlomnik.pl/index.php/2012/09/13/no-to-trudno-10-samochodow-ktore-powinienes-kupic/ ;)
Rafał_Sz
13-09-2012, 22:50
...no to zostaje tylko BMW E39 540iA :mrgreen::) tylko znajdź zadbany egz. Te auta już się w zasadzie skończyły. Zadbany, właściwie serwisowany kombiak z v8 to już perełka.
Boryszuk
13-09-2012, 23:01
Opony po raz n-ty...
Barum wydaje mi się być marką w miarę rozsądną. Model Bravuris 2 ktoś użytkował?
Jest oferta, że jedna opona kosztuje ₤140 a dwie ₤150 :D
Jako, że szukam czegoś rozsądnego cenowo/jakościowo do siebie to pytam :D
Tych chcesz to na bumiera zakładać?
Boryszuk
13-09-2012, 23:27
Tak.
Jeszcze nie zdecydowałem co założę, robię rozeznanie rynku i opinii.
Zimówki, czy coś na lato?
Boryszuk
14-09-2012, 06:19
Szukam i tych i tych. Lato porządne, zimówki tanie bo u mnie zima zazwyczaj jest tylko kalendarzowa (lato niestety też).
Rafał_Sz
14-09-2012, 06:35
Szukam i tych i tych. Lato porządne, zimówki tanie bo u mnie zima zazwyczaj jest tylko kalendarzowa (lato niestety też).
Miałem w Golfie te kapcie. Dobrze trzymają na suchym, są dosyć odporne na zużycie, ale głośne i fatalne zachowują się na mokrym - robią się śliskie.
Boryszuk
14-09-2012, 08:14
Miałem w Golfie te kapcie. Dobrze trzymają na suchym, są dosyć odporne na zużycie, ale głośne i fatalne zachowują się na mokrym - robią się śliskie.
No to odpadaja, u mnie przez wiekszosc dni w roku jest mokro.
Opony po raz n-ty...
Barum wydaje mi się być marką w miarę rozsądną. Model Bravuris 2 ktoś użytkował?
Używałem i serdecznie znienawidziłem. Na suchym/mokrym jeździ się jak na trolleyach, a i na białym skutecznością nie grzeszą.
No to odpadaja, u mnie przez wiekszosc dni w roku jest mokro.
Na 520 mam Nokian Z. Rewelacja na mokrym. W górach Sowich jechałem praktycznie nie musząc zwalniać w trakcie oberwania chmury. Ale jak zwykle jest coś za coś. W temperaturach powyżej +25 należy zwiększać ciśnienie o 0,2 bo są dość miękkie. Za to nawet przy temperaturach w okolicy 0 - -7 zachowują miękkość niedostępną innym letniakom, więc nigdy się nie śpieszę z wymianą.
Na 540 mam Vredesteiny Ultra Sensata. Na mokrym świetne. W zakrętach trzymają świetnie. Wada, to trochę podwyższona głośność na nierównej nawierzchni.
Zimowe mam Good Yeary na 520 i Vredesteiny na 540. W obu przypadkach jestem bardzo zadowolony, a u mnie śnieg jest niemały i mrozy sporawe :)
sokolnik
16-09-2012, 00:51
już ta AUDI, którą oglądałem i pokazywałem link (poprzednie strony) 1 tyś mniej na aukcji. 24 900. pewnie za 21 pójdzie :P
Żeś sie uparł na tą. A tu masz krajóweczkę. Młodsza, tańsza, mocniejsza, wsio do sprawdzenia i z nową dwumasą i turbiną http://otomoto.pl/audi-a3-2-0tdi-warszawa-C25928311.html
sokolnik
16-09-2012, 10:15
nooo fajna ale nie srebrna :) czarna by się przydała :) ok wiem, OTOMOTO, ALEDROGO to nie salon samochodowy
czarna by się przydałaIle w zyciu miales czarnych samochodow?
sokolnik
16-09-2012, 10:52
żadnego, teraz mam zielony.
może chodzi Ci o to że strasznie widać na nim kurz, rysy itp, nie przeszkadza mi to, będę o niego dbać :)
poprostu podobają mi się czarne i chce czarny :)
żadnego, teraz mam zielony.Tak myślałem. ;) Oczywiście – chcieć możesz sobie nawet różowy – nic nikomu do tego. Porozmawiaj jednak z właścicielami ciemnych aut… Zapytaj w szczególności o kwestię kosmetyki. Już nawet nie jakieś chuchanie i dmuchanie. Ciemne auto (czarne, granatowe, ciemno-brązowe, etc.), to koszmar jeśli chodzi o utrzymanie go w czystości. „Srebrne” auto nawet przybrudzone – wygląda nieporównywalnie lepiej niż tak samo przybrudzone ciemne. Kurz, każda plamka wody, błota, guana, jakieś inne zacieki – na ciemnym jest widoczna jak na dłoni. Czarne auto po tygodniu nadaje się do kolejnego mycia, a na srebrnego da się patrzeć miesiąc, a nawet dwa. :) Oczywiście to kwestia indywidualnego poziomu estetyki, ale nie raz jeden łapię się na tym, że myje samochód po właśnie 2 miesiącach – bo wcześniej po prostu nie było sensu – cały czas było „czyste”. :)
nie przeszkadza mi to, będę o niego dbaćKażdy tak mówi. ;) No chyba, że masz naprawdę sporo wolnego czasu i możesz poświęcać każde sobotnie przedpołudnie na taniec z lancą i szmatkami.
poprostu podobają mi się czarne i chce czarnyKażdy ma prawo ten raz w życiu popełnić takie małe głupstwo. :)
stig ma rację.
Ja swego czasu miałem srebrne auto, potem gdy zmieniałem je na inne też uparłem się, że kolejne będzie czarne (bo też mi się ten kolor auta bardzo podoba). Niestety gdy zacząłem poszukiwania okazało się, że kolor musi zejść na dalszy plan... Gdy już znalazłem fajną sztuke, okazało się, że ma kolor... taki jak mój poprzedni, czyli srebrny. Ale kupiłem go, bo poza kolorem był (jest) w bardzo dobrym stanie.
Obecnie czasem mam możliwość porównania mojego auta z takim samym modelem, ale czarnym. Tak jak pisze Stig, ten czarny wygląda (przez to, ze nie jest codziennie pucowany) jak auto 15 lat starsze niż moje. Prawdą jest, że czarny kolor jest bardzo trudny w utrzymaniu.
Aaa tam... owszem, brud widać, ryski też (jak się polerki nie włączy raz na rok), ale za to jak wygląda taki Fiat 126p w kolorze czarnym z 4 halogenami z przodu i pięknie zrobionymi chromami (wiem, bo miałem) :D
czarne się bardziej nagrzewają podczas upału
Zgadza się. Mierzyli w jakimś discopolo. Wyszło im o 5st więcej. 52 białe, 57 czarne :D
sokolnik
16-09-2012, 15:52
czarny i koniec :) ma być czarny :) srebrny mają stare dziadki :p emeryci :) słyszałem wiele opini że czarny samochod prezentuje sie o wiele lepiej...niz srebrny. Czemu czarne auta sa drozsze od srebrnych? Bo da lepsze optycznie. Estetyka schodzi na dalszy plan. Motor tez wolicie srebrny? :)
A jak myślisz, w jakim wieku są ci tutaj, co głosują za srebrnym? :)
A jak myślisz, w jakim wieku są ci tutaj, co głosują za srebrnym? :)Oczywiście, że sami 70-latkowie. Przecież kolega napisał, że srebrne są dla emerytów, więc inaczej być nie może… :)
Art Erie
16-09-2012, 16:57
Do czarnego koloru lakieru konieczna jest jakaś choroba, maniakalne natręctwo zmuszające do ciągłego pucowania karoserii ;)
To nieprawda co napisął Stig, że czarne auto trzeba myć co tydzień; ono jest przykurzone po 15 minutach :-P
Boryszuk
16-09-2012, 17:04
Ale granatowych to nie dotyczy, wbrew temu co ktos wczesniej napisal. Wiem bo mam.
Ale granatowych to nie dotyczy, wbrew temu co ktos wczesniej napisal. Wiem bo mam.
Obie moje bumiery są ciemne. Green Oxford i Atlantic Blau. Wcale się nie brudzą tak szybko, choć niewątpliwie szybciej niż srebrne czy kawa z mlekiem.
Boryszuk
16-09-2012, 17:21
A ja sie po prostu byle pylkiem czy zaschnieta kropla deszczu nie przejmuje.
Ma ktoś Alfę 159? W podejrzanie niskich cenach chodzą na allegro jak za takie śliczne autko, dobrze wyposażone. Oczywiście JTD.
jarekf34
16-09-2012, 21:01
A ja się właśnie przymierzam do Audi A4 model B6 TDI 130 KM w kombiaczku, ktoś posiada może to coś w automacie bo niby o te "multitroniki" które montują to trzeba dbać jak o dziecko :)
A może ktoś jest z Niemiec (jestem w okolicach Hagen) i ma sąsiada ;) bądż widział gdzieś ciekawy model z "pewnym" przebiegiem do sprzedania.
Ma ktoś Alfę 159? W podejrzanie niskich cenach chodzą na allegro jak za takie śliczne autko, dobrze wyposażone. Oczywiście JTD.Kumpel mój ma. Wszyscy mu odradzali Alfę, ale się napalił jak szczerbaty na suchary i ma za swoje... Miał ostatnio przygodę. Nie znam szczegółów co prawda, ale wiem, że pojechał sobie do Włoch, żeby trasę Giro d'Italia na bicyklu przejechać i gdzieś na jakimś zadupiu coś mu wybuchło pod maską. Prawdopodobnie uszczelka pod głowicą poszła (jak napisałem nie znam szczegółów, tylko się domyślam) i płyn chłodzący zamieszał się z paliwem. Doholowali go do jakiegoś zakładu, okazało się, że tam nie mogą tego naprawić, musiał przeholowywać gdzieś indziej, stwierdzili, że naprawa zajmie jakieś 2 tygodnie, bo coś... Musiał wrócić do kraju, później po samochód wracać, no jaja generalnie. Mimo, że auto ładne, podoba mi się, to bym chyba nie ryzykował...
Rafał_Sz
17-09-2012, 08:15
Kumpel mój ma. Wszyscy mu odradzali Alfę, ale się napalił jak szczerbaty na suchary i ma za swoje... Miał ostatnio przygodę. Nie znam szczegółów co prawda, ale wiem, że pojechał sobie do Włoch, żeby trasę Giro d'Italia na bicyklu przejechać i gdzieś na jakimś zadupiu coś mu wybuchło pod maską. Prawdopodobnie uszczelka pod głowicą poszła (jak napisałem nie znam szczegółów, tylko się domyślam) i płyn chłodzący zamieszał się z paliwem. Doholowali go do jakiegoś zakładu, okazało się, że tam nie mogą tego naprawić, musiał przeholowywać gdzieś indziej, stwierdzili, że naprawa zajmie jakieś 2 tygodnie, bo coś... Musiał wrócić do kraju, później po samochód wracać, no jaja generalnie. Mimo, że auto ładne, podoba mi się, to bym chyba nie ryzykował...Jedyne co Włosi robią dobre, to wino, żarcie i silniki JTD. Kolega najwidoczniej miał pecha.
Ale granatowych to nie dotyczy, wbrew temu co ktos wczesniej napisal. Wiem bo mam.
Sorry, ale niby kiedy Twoje auto ma się zakurzyć jak ono ciągle jest namaczane? :)
Jedyne co Włosi robią dobre, to wino, żarcie i silniki JTD. Kolega najwidoczniej miał pecha.
Dokładnie - albo pecha, albo bardzo się postarał. W dodatku 159 została mocno podciągnięta jakościowo w stosunku do 156 i nawet w raportach awaryjności ADAC zaczęła wypadać zaskakująco znośnie, wręcz lepiej od folkswageniastej konkurencji.
Z litości pozwolę sobie pominąć ten drobny detal jakim jest stylistyka...
pmsphotography
26-09-2012, 20:49
Koledzy mam taki problem... Otóż jakiś czas temu pożyczyłem koledze samochód. Dostał kluczyki i dokumenty. W międzyczasie się trochę pokłóciliśmy i teraz nie odbiera telefonów, nie odpisuje na wiadomości a ma mój wóz... Samochód jest mi potrzebny i wiem, że robi mi na złość. Mam drugi komplet kluczyków, oczywiście umowę kupna sprzedaży z poprzednim właścicielem, dokument opłacenia skarbówki itp. Czy mogę z taką sprawą iść na policję? Czy jednak jeśli pożyczyłem auto to na moją odpowiedzialność i teraz nie mogą nic zrobić, a 'kolega' może sobie bezkarnie przetrzymywać mój samochód? :-/
Amadeusz
26-09-2012, 21:53
Koledzy mam taki problem... Otóż jakiś czas temu pożyczyłem koledze samochód. Dostał kluczyki i dokumenty. W międzyczasie się trochę pokłóciliśmy i teraz nie odbiera telefonów, nie odpisuje na wiadomości a ma mój wóz... Samochód jest mi potrzebny i wiem, że robi mi na złość. Mam drugi komplet kluczyków, oczywiście umowę kupna sprzedaży z poprzednim właścicielem, dokument opłacenia skarbówki itp. Czy mogę z taką sprawą iść na policję? Czy jednak jeśli pożyczyłem auto to na moją odpowiedzialność i teraz nie mogą nic zrobić, a 'kolega' może sobie bezkarnie przetrzymywać mój samochód? :-/
Zły adres. Takie problemy rozwiązuje Kasia w Bravo Girl.
pmsphotography
26-09-2012, 23:24
Zły adres. Takie problemy rozwiązuje Kasia w Bravo Girl.
Łohoho, ale śmieszne! Przedni dowcip.
Jak jednak nie zrozumiałeś to człowiek serio pyta, bo jest w dość trudnej sytuacji.
Zima...snieg czyli, lod czyli, zimno tyz :)
Felgi...stalowe czy alu ?
Rafał_Sz
27-09-2012, 07:33
Alu, stalowe - jeden kij. :)
Czyli drewniane ? :mrgreen:
Rafał_Sz
27-09-2012, 08:05
Mogą być, tylko pokostem pociągnij. :)
Zima...snieg czyli, lod czyli, zimno tyz :)
Felgi...stalowe czy alu ?
Jak nie bedziesz dbal to zostaw auto w garazu na ceglach ;) A jezeli dbac bedziesz to takie jakie mieszcza sie w Twoim budzecie ;) Dobrze zabezpieczone alufele wytrzymaja wiecej zima niz zle zabezpieczone stalowki ;)
Boryszuk
27-09-2012, 10:42
Bo dobrze wbita śruba jest lepsza niż źle wkręcony gwóźdź ;)
Ja założyłbym stalówkę i jeździł bez żalu i strachu, że co 5 km muszę zdrapywać sól żeby przypadkiem nie wyglądało źle pod remizo.
Bo dobrze wbita śruba jest lepsza niż źle wkręcony gwóźdź ;)
:mrgreen:
Ja założyłbym stalówkę i jeździł bez żalu i strachu, że co 5 km muszę zdrapywać sól żeby przypadkiem nie wyglądało źle pod remizo.
Wystarczy wosk na feli i masz lajt, jedyne czego trzeba przypilnowac to kiedy wosk sie konczy i zaaplikowac nowa porcje ;) ale oczywiscie stalowka jest bardziej idiotoodporna ;) i jak sie przydzwoni w kraweznik ukryty pod sniegiem to tez latwiej naprawic ;)
Alu, stalowe - jeden kij. :)
Nie taki jeden. Na zimę kupiłem fele używane, ale alu. Stalówek nie używam od czasów sierki.
Nie taki jeden. Na zimę kupiłem fele używane, ale alu. Stalówek nie używam od czasów sierki.I to jest argument za alusami? :)
Jakiś jest, poza tym, że są lżejsze, co przy kołach i oponach, których używam ma znaczenie.
Jakiś jest, poza tym, że są lżejsze, co przy kołach i oponach, których używam ma znaczenie.To jakies wyjatkowe kupiles… Trudno znalezc alufelgi, ktore sa lzejsze (oprocz zludnej nazwy) od odpowiadajacych im rozmiarem stalowek.
co przy kołach i oponach, których używam ma znaczenie.
A jakich to kół używasz?.;) W charakterystyce możesz pominąć, że okrągłych.
Oryginalnych :)
Oryginalnych czyli jedynych w swoim rodzaju czy oryginalnych w sensie oridzinal BMW? :mrgreen:
Marek, Tobie to sie w ogole dziwie ze stalowe na zime zakladasz. Przeciez w Jukeju zimy nie ma ze o sniegu i lodzie nie wspomne.... A żeby psuc wizerunek autka dla doslownie kilku czy kilkunastu delikatnie bialych dni.... No jakos nie widze w tym sensu.
Cos czuje ze jak finanse pozwola to kupie alu na zime i tylko przerzuce opony ze stalowych. Ja to jednak kolpaczkow nie lofciam :mrgreen:
To jakies wyjatkowe kupiles… Trudno znalezc alufelgi, ktore sa lzejsze (oprocz zludnej nazwy) od odpowiadajacych im rozmiarem stalowek.
Chyba, że obręcze kute, bo te są sporo lżejsze niż ich stalowe odpowiedniki. Fakt, są drogie.
Poza tym masz racje - to, że alu są zawsze lżejsze niż stalowe to nieprawda. A sporo osób tak myśli...
kakersik
28-09-2012, 09:25
Są lżejsze. Przynajmniej w przypadku kół do aut ciężarowych :)
Oryginalnych czyli jedynych w swoim rodzaju czy oryginalnych w sensie oridzinal BMW? :mrgreen:
Bumierowych. Do E34 i do E39 wg katalogu.
sokolnik
28-09-2012, 11:16
mam pytanko o dokumenty, jakie muszę mieć przy sobie podczas kontroli drogowej ? ok wiem, prawo jazdy, dowód ubezpieczenia i dowód osobisty :) brawo :) chodzi o to że jest to pojazd zakupiony tydzień temu jeszcze nie zarejestrowany przez nowego właściciela. Jest na to 2 tyg. Karta pojazdu potrzebna? umowa kupna sprzedaży? to nie ja jestem właścicielem tego pojazdu ale będę go prowadził (sam) na życzenia właściciela 200 km, więc nie chce kontroli i problemów typu, auto jest kradzione :) OC byłego właściciela ważne jeszcze miesiąc (chyba nie cały)
Poza tym masz racje - to, że alu są zawsze lżejsze niż stalowe to nieprawda. A sporo osób tak myśli...Szczegolnie ci, którzy nigdy w rękach nie trzymali (nie przenosili z garażu/piwnicy do auta). Targanie alusów a stalówek, to niebo a ziemia. :)
Rafał_Sz
28-09-2012, 11:45
mam pytanko o dokumenty, jakie muszę mieć przy sobie podczas kontroli drogowej ? ok wiem, prawo jazdy, dowód ubezpieczenia i dowód osobisty :) brawo :) chodzi o to że jest to pojazd zakupiony tydzień temu jeszcze nie zarejestrowany przez nowego właściciela. Jest na to 2 tyg. Karta pojazdu potrzebna? umowa kupna sprzedaży? to nie ja jestem właścicielem tego pojazdu ale będę go prowadził (sam) na życzenia właściciela 200 km, więc nie chce kontroli i problemów typu, auto jest kradzione :) OC byłego właściciela ważne jeszcze miesiąc (chyba nie cały)Umowę lepiej mieć, może zaoszczędzić czasu ;) ). Do tego dowód, ubezpieczenie i prawko (wszystko ważne ;). Nic poza tym.
sokolnik
28-09-2012, 12:12
Umowę lepiej mieć, może zaoszczędzić czasu ;) ). Do tego dowód, ubezpieczenie i prawko (wszystko ważne ;). Nic poza tym.
wszystko ważne. no tak. OC (byłego właściciela ważne do końca października) ale czy ono obowiązuje nowego właściciela? zresztą w ten poniedziałek będzie rejestracja auta na nowego właściciela oraz wykup nowego OC przez nowego właściciela oraz potem likwidacja (wypowiedzenie) starej umowy OC.
Rafał_Sz
28-09-2012, 12:18
Masz 30 dni na załatwienie formalności. Pamiętaj żeby załatwić sprawę OC w tym samym dniu co przerejestrowanie (można niby w następnym dniu roboczym, ale różnie jest to interpretowane).
sokolnik
28-09-2012, 12:27
ok dzięki za info ;)
Amadeusz
28-09-2012, 20:21
Masz 30 dni na załatwienie formalności. Pamiętaj żeby załatwić sprawę OC w tym samym dniu co przerejestrowanie (można niby w następnym dniu roboczym, ale różnie jest to interpretowane).
Ale OC przechodzi na nowego właściciela zdaje się.
tak OC przechodzi na nowego właściciela, niestety trzeba się udać do firmy która ubezpieczała to auto i przepisać polisę już na nowe nr rej (w dniu rejestracji) i może być sytuacja, że trzeba będzie coś dopłacić i KONIECZNIE się dowiedzieć, jak zrezygnować-wypowiedzieć (jeśli się chce) z ich usług i gdzie indziej ubezpieczyćcauto
Amadeusz
28-09-2012, 21:20
tak OC przechodzi na nowego właściciela, niestety trzeba się udać do firmy która ubezpieczała to auto i przepisać polisę już na nowe nr rej (w dniu rejestracji) i może być sytuacja, że trzeba będzie coś dopłacić i KONIECZNIE się dowiedzieć, jak zrezygnować-wypowiedzieć (jeśli się chce) z ich usług i gdzie indziej ubezpieczyćcauto
Dzięki za wyjaśnienie.
tak OC przechodzi na nowego właściciela, niestety trzeba się udać do firmy która ubezpieczała to auto i przepisać polisę już na nowe nr rej (w dniu rejestracji) i może być sytuacja, że trzeba będzie coś dopłacić i KONIECZNIE się dowiedzieć, jak zrezygnować-wypowiedzieć (jeśli się chce) z ich usług i gdzie indziej ubezpieczyćcauto
Ubezpieczyć można mając umowę i stary DR. Po otrzymaniu nowego DR uzupełnia się tylko dane.
Pawel Pawlak
01-10-2012, 16:41
ja mam w jimny-m alu przez cały rok, ale on ma 205/75r15 opony, do tego w zimie ATki zamieniam na zimówki wzmacniane 4x4 i dzięki temu trudno takiego terenowego alusa w normalnych warunkach zdeformować.
Ale w plaskaczach zdecydowanie preferuję zimą stalowe felgi - taniej i więcej można wyprostować a jak trzeba, to taniej kupić nową felgę. Za dużo niespodzianek kryje się pod pośniegową bryją na naszych drogach. Najlepiej jak zimę można założyć 1 mniejszą felgę i nadrobić to większym "balonem", niestety, nie zawsze da się to pogodzić z wielkością tarcz hamulcowych. Ot taki drogowy pragmatyzm ;)
Rafał_Sz
02-10-2012, 12:35
Rozglądam się za nowym busem. I tak trochę z przekory, trochę z potrzeby negocjuję z dealerami. I udało mi się z ceny katalogowej 132 569,00 zł brutto zejść do (cyt. z maila):
Witam,
Zgodnie z umową przesyłam informację na temat cenny samochodu Citroen Jumper 35 L3H2 130 E5 – kolor biały
Cena brutto : 82 292,66
Cena netto : 66 904,60
Cena zawiera specjalny rabat flotowy oraz ekstra rabat od salonu
To ja się pytam. Ile zarabia importer i dealer, skoro stać ich dokonać takich upustów? Dodam, że cena wyjściowa i po rabatach dotyczy tego samego modelu auta.
Boryszuk
02-10-2012, 12:38
To ja Ci powiem, ze znajomy tutaj niedawno kupil NOWE E91 bezposrednio od dealera BMW po wynegocjowaniu £22.000 upustu tylko dlatego, ze jest nowszy model ;)
Pawel Pawlak
02-10-2012, 12:41
jak wszędzie, najwięcej pewnie zarabia producent i importer. Ostateczna cena z całą pewnością nie koniecznie musi być podyktowana kalkulacją opłacalności produkcji, ale pewnie sytuacją na rynku. A ta sprzyja kupowaniu w okazyjnych cenach - zwłaszcza na rynku motoryzacyjnym i pewnie nieruchomości.
Rafał_Sz
02-10-2012, 12:47
To ja Ci powiem, ze znajomy tutaj niedawno kupil NOWE E91 bezposrednio od dealera BMW po wynegocjowaniu £22.000 upustu tylko dlatego, ze jest nowszy model ;)No tak, ale ten Jumper to najnowszy wypust, z EURO5 itp., rocznik 2012. Do tego dożywotnia gwarancja na silnik i ubezpieczenie AC za 1/3 normalnej ceny.
jak wszędzie, najwięcej pewnie zarabia producent i importer. Ostateczna cena z całą pewnością nie koniecznie musi być podyktowana kalkulacją opłacalności produkcji, ale pewnie sytuacją na rynku. A ta sprzyja kupowaniu w okazyjnych cenach - zwłaszcza na rynku motoryzacyjnym i pewnie nieruchomości.Czyli kolejny dowód na to, że bogaci w dobie kryzysu będą jeszcze bardzie bogaci. :)
Pawel Pawlak
02-10-2012, 12:52
Czyli kolejny dowód na to, że bogaci w dobie kryzysu będą jeszcze bardzie bogaci. :)
a tego trzeba dowodzić ? ;)
Znajomy jak kupowal auto w salonie to dostal niecale 80 tys zl upustu :)
Znajomy jak kupowal auto w salonie to dostal niecale 80 tys zl upustu :)No, jak kupował Panamere Turbo S, to jestem w stanie uwierzyć. ;)
Boryszuk
02-10-2012, 13:34
Nie chciałbym zabrzmieć jak shaolin ale... Inny mój kolega w zeszłym roku przed świętami kupował A6 (brał w leasing) i, o ile mi wiadomo, dostał 17tys funtów upustu (z trochę ponad 40)
Inny mój kolega w zeszłym roku przed świętami kupował A6 (brał w leasing))Ale też pewnie model wychodzący ze sprzedaży, co?
Inny mój kolega w zeszłym roku
To fajnie.
:twisted: :mrgreen: :twisted: :mrgreen: :twisted: :mrgreen:
Rafal Ty sie nie martw ile zarabia importer i dealer, bo to nie Twoja branza (chyba, ze sie chcesz zajac sprowadzaniem aut :D). Zarabiaja tyle, ze moga zrobic jeszcze lepsze upusty niz to co pokazales ;)
Boryszuk
02-10-2012, 13:47
Ale też pewnie model wychodzący ze sprzedaży, co?
Przyznam, że nie jestem w stu procentach pewien. Będę musiał dopytać.
Przyznam, że nie jestem w stu procentach pewien. Będę musiał dopytać.Nooo… Jest nowe A6 2012, więc pewnie tak. ;)
No, jak kupował Panamere Turbo S, to jestem w stanie uwierzyć. ;)
Dokladnie, tylko bez turbo :)
A tak bardziej przyziemnie to siorka rok temu focusa brala, chcieli 83 tys, sprzedali za 72 :)
Boryszuk
02-10-2012, 14:01
Nooo… Jest nowe A6 2012, więc pewnie tak. ;)
No to ok, nie bede dzwonil i mu gitary zawracal. A jakos stracilem rachube w modelach Audi ;)
Nie zmienia to faktu, ze jesli dealer schodzi z 40tys na 23 to musi miec jednak spora przebitke.
No to ok, nie bede dzwonil i mu gitary zawracal. A jakos stracilem rachube w modelach Audi ;)
Nie zmienia to faktu, ze jesli dealer schodzi z 40tys na 23 to musi miec jednak spora przebitke.Najpewniej ~100%. Gdyby takie były ceny końcowe (np. AllRoad za 135 K PLN, czy miejskie gówienko za 15-20 tysięcy) to miałoby to już jakiś sens.
Swojego focusa kupowałem w sierpniu 2 lata temu.
Od ceny katalogowej dostałem niecałe 8 tys rabatu + ubezpieczenie.
Zaskoczeniem była cena identycznego auta podczas akcji wyprzedaży rocznika w styczniu/lutym. Wyjściowa była absurdalnie wysoka i o 10tys większa niż cena sprzed pół roku, a po wielkiej obniżce związanej z akcją był upust 7tys, Zatem cena po rabacie wychodziła o 3tys wyższa niż katalogowa w wakacje. Rewelacyjna promocja.
Najwięcej zarabiają dealerzy.
Rynek samochody to rynek bardzo niskich marż, wiec jak firma ma na czysto 15% to jest to oznaką ich geniuszu produkcyjno-sprzedażowego,
taki wynik ma m.in VW, ale to są wyjątki, i nie będę się wgłębiał (wiedza tajemna) dlaczego VW jest pozytywnym wyjątkiem w kwestii zarobków.
Grupa BMW ma 8% zysku netto i jest to powiedzmy typowa wartość wśród producentów samochodów.
sokolnik
03-10-2012, 19:05
kto doradzi jakiś zestaw do zamontowania oświetlenia LED w bagażniku ? vectra C sedan. może ktoś jest chętny za rozsądne piniądze zamontować taki zestaw w okolicach Olsztyna? :)
Najwięcej zarabiają dealerzy...
Dlatego wcale ich nie żałuje. Ich jęki i żale jak to ciężko, jak to mało aut się sprzedaje wywołują u mnie wyłącznie niesmak.
A ja jeszcze zapytam, dla ludzi co mają ksenony, odnawiał ktoś z was odbłyśniki w jakimś zakładzie co się zajmuje ich regeneracją?
Bo od moich to byle golf IV świeci lepiej mam wrażenie :/
A z tego co czytałem po paru latach warto to zrobić
A ja jeszcze zapytam, dla ludzi co mają ksenony, odnawiał ktoś z was odbłyśniki w jakimś zakładzie co się zajmuje ich regeneracją?
Bo od moich to byle golf IV świeci lepiej mam wrażenie :/
Ale, że co? Golf jadący z przeciwka lepiej daje po oczach ?;-)
Dlatego wcale ich nie żałuje. Ich jęki i żale jak to ciężko, jak to mało aut się sprzedaje wywołują u mnie wyłącznie niesmak.
Albo płaczą, że mało nowych się sprzedaje w kraju i chcą wpłynąć na przepisy tak, aby się mniej opłacało sprzedawać używek. Bandyterka.
Dokladnie, tylko bez turbo :)
A tak bardziej przyziemnie to siorka rok temu focusa brala, chcieli 83 tys, sprzedali za 72 :)
Za kangoo ze wszystkim z listy dodatkowej poza odsuwanym dachem chcieli 77, a sprzedali za 66. Trzeba było zaproponować swoje 55 :D
Teraz będę kupować Fabię lub Clio i muszę zejść do tych 34 tysięcy za wersje z klimą i silnikiem benzynowym. Powinno się udać. :)
Z Fabią będzie problem, Skoda się w naszym kraju rozbestwiła, mają dużą sprzedaż. Renault będzie bardziej skore do dyskusji.
Najwięcej zarabiają dealerzy.Ja jednak (i wielu innych – może nie akurat uczestników tego wątku, ale w ogóle), nie myślałem, że aż tyle! Niech by to było 10 albo i nawet 20%, ale nie, jak to wynika z powyższych przykładów, nawet Q 100%! Wiadomo, że taki pojedynczy salon nie sprzedaje znowu aż tak wielu aut, ale znowu – komu potrzebne jest ich (np. Audi) 36 w całej Polsce? Starczyłoby 5-6, zysk ze sprzedaży większy, a co za tym idzie można byłoby znacznie obniżyć marże. To z kolei znowu podbiłoby sprzedaż, bo kto by chciał kupić 2-3-latka, skoro stać by go było na nowego? Być może jest coś o czym nie wiem (może jakieś ogromne opłaty salonów dla producenta, za sam fakt „dilowania”), ale logicznie myśląc – duża ilość salonów (z mała sprzedażą i wysokimi marżami), to strzał w kolano dla producentów. Nie wydaje mi się, żeby „księgowi” BMW, Audi, Alfy czy innego Peugeota, byli aż tak głupi, żeby nie zbudować swoich kilku salonów w każdym kraju – zamiast rozdawać na prawo i lewo koncesje, które siłą rzeczy niszczą sprzedaż. Może mi ktoś logicznie wytłumaczyć ten absurd?
Nie wydaje mi się, żeby „księgowi” BMW, Audi, Alfy czy innego Peugeota, byli aż tak głupi, żeby nie zbudować swoich kilku salonów w każdym kraju – zamiast rozdawać na prawo i lewo koncesje, które siłą rzeczy niszczą sprzedaż. Może mi ktoś logicznie wytłumaczyć ten absurd?
Tak wygląda system sprzedaży na całym świecie w praktycznie każdej branży.
Po co mam zawracać sobie głowę zakładaniem sklepów, jeśli może zrobić to za mnie ktoś inny. Ja i tak zarobię swoje, zapewniając marketing i reklamę, bez inwestowania w sieć sprzedaży.
Ja jednak (i wielu innych – może nie akurat uczestników tego wątku, ale w ogóle), nie myślałem, że aż tyle! Niech by to było 10 albo i nawet 20%, ale nie, jak to wynika z powyższych przykładów, nawet Q 100%! Wiadomo, że taki pojedynczy salon nie sprzedaje znowu aż tak wielu aut, ale znowu – komu potrzebne jest ich (np. Audi) 36 w całej Polsce? Starczyłoby 5-6, zysk ze sprzedaży większy, a co za tym idzie można byłoby znacznie obniżyć marże. To z kolei znowu podbiłoby sprzedaż, bo kto by chciał kupić 2-3-latka, skoro stać by go było na nowego? Być może jest coś o czym nie wiem (może jakieś ogromne opłaty salonów dla producenta, za sam fakt „dilowania”), ale logicznie myśląc – duża ilość salonów (z mała sprzedażą i wysokimi marżami), to strzał w kolano dla producentów. Nie wydaje mi się, żeby „księgowi” BMW, Audi, Alfy czy innego Peugeota, byli aż tak głupi, żeby nie zbudować swoich kilku salonów w każdym kraju – zamiast rozdawać na prawo i lewo koncesje, które siłą rzeczy niszczą sprzedaż. Może mi ktoś logicznie wytłumaczyć ten absurd?
Powiem ci , slyszalem jakis czas temu , ze marze sa czesciowo narzucane przez producentow . Znaczy dokladniej chodzi o to , ze sugeruja swoim dealerom ponizej jakiej ceny maja nie schodzic przy sprzedazy danego auta , zeby po prostu nie psuc ( wolnego) rynku . Nikt sie przy takiej duzej kasie nie bedzie folgowal , bo klienci tak i tak sa
Mnie zawsze zalamuja ceny uslug w serwisach , tu jest przebitka . Kwoty jednostkowe wiadomo ze mniejsze , ale ilosc klientow nieporownywalnie wieksza
Ja jednak (i wielu innych – może nie akurat uczestników tego wątku, ale w ogóle), nie myślałem, że aż tyle! Niech by to było 10 albo i nawet 20%, ale nie, jak to wynika z powyższych przykładów, nawet Q 100%! Wiadomo, że taki pojedynczy salon nie sprzedaje znowu aż tak wielu aut, ale znowu – komu potrzebne jest ich (np. Audi) 36 w całej Polsce? Starczyłoby 5-6, zysk ze sprzedaży większy, a co za tym idzie można byłoby znacznie obniżyć marże. To z kolei znowu podbiłoby sprzedaż, bo kto by chciał kupić 2-3-latka, skoro stać by go było na nowego? Być może jest coś o czym nie wiem (może jakieś ogromne opłaty salonów dla producenta, za sam fakt „dilowania”), ale logicznie myśląc – duża ilość salonów (z mała sprzedażą i wysokimi marżami), to strzał w kolano dla producentów. Nie wydaje mi się, żeby „księgowi” BMW, Audi, Alfy czy innego Peugeota, byli aż tak głupi, żeby nie zbudować swoich kilku salonów w każdym kraju – zamiast rozdawać na prawo i lewo koncesje, które siłą rzeczy niszczą sprzedaż. Może mi ktoś logicznie wytłumaczyć ten absurd?
Na pewno marże nie są 100%, koszty wybudowania i utrzymania salonu są kolosalne, a producenci narzucają ile autek masz od nich kupić i sprzedać - więc jeśli wszystko idzie dobrze to zyski są spore, a jeśli źle to zaraz jesteś pod wodą.
Najwyraźniej producentom nie opłacałoby się samemu prowadzić sieci sprzedaży - pewnie koszty takiej inwestycji byłyby zbyt duże, by mogły szybko im się zwrócić, a całość byłaby zbyt upierdliwa w zarządzaniu, tak jest ze wszystkim.
Przykładowo - McDonalds też nie buduje w PL swoich restauracji. Potencjalny ajent (bez wspólników i najlepiej by miał już inne restauracje) musi zaproponować dobre miejsce i bańkę w gotówce na budowę (kredyty są wykluczone). ZTCW wszystkie restauracje MCD otwarte w PL są rentowne.
Tak wygląda system sprzedaży na całym świecie w praktycznie każdej branży.
Po co mam zawracać sobie głowę zakładaniem sklepów, jeśli może zrobić to za mnie ktoś inny. Ja i tak zarobię swoje, zapewniając marketing i reklamę, bez inwestowania w sieć sprzedaży.No dobrze, ale chyba nie przeczytałeś tego co napisałem wcześniej. Samochody to nie bułki czy mleko, które trzeba dostarczyć każdemu wręcz pod nos (co wymaga naprawdę poważnych nakładów i rozbudowanej infrastruktury). Tego sprzedaje się po kilka max. kilkanaście sztuk miesięcznie na salon, z tymi bandyckimi marżami. Mniejsza ilość salonów (skoro ktoś jedzie po nowe auto 50 km, to i 120 by przejechał), to większa sprzedaż i wystarczyłaby mniejsza marża, która znowu podniosłaby sprzedaż (ogólnie), a to przecież czysty zysk dla producenta. Myślisz, że w dobie kryzysu, tak im to powiewa? Nie wydaje mi się, że gdyby auto, za które teraz trzeba u dilera zapłacić 130 tysięcy, kosztowało powiedzmy 80 tysięcy, producent by tego nie odczuł w ilości. Uważasz, że gdyby udało mu się sprzedać 1000 nowych aut, zamiast 500 czy 200, to nie miałoby żadnego znaczenia? Tym czasem kasa przelewa się na rynku poza nim – wtórnym. A ten, który sprzedaje 2-3-letnie wcale nie znaczy, że wraca do salonu tej samej marki po nowe…
Nikonozaur
04-10-2012, 10:34
[...] komu potrzebne jest ich (np. Audi) 36 w całej Polsce? Starczyłoby 5-6, zysk ze sprzedaży większy, a co za tym idzie można byłoby znacznie obniżyć marże. To z kolei znowu podbiłoby sprzedaż [...]
Nie starczyłoby, nie widzę zbyt wielu chętnych do cyklicznego dojeżdżania 150-250 km do serwisu. Rozumiem, że bentleye i rolsy można tak sprzedawać (tu zgoda, nawet pięciu sprzedawców to za wiele jak na nasz niezamożny kraj), ale zwykłe auta codziennego użytku? Sprzedaż i zyski producentów i dilerów byłyby raczej w odwrocie przez małą dostępność właśnie, co więcej, kierowcy też dostaliby po tyłku z tytułu owych dojazdów.
Nie starczyłoby, nie widzę zbyt wielu chętnych do cyklicznego dojeżdżania 150-250 km do serwisu.Autoryzowana stacja obsługi to nie salon sprzedaży. :)
No dobrze, ale chyba nie przeczytałeś tego co napisałem wcześniej. Samochody to nie bułki czy mleko, które trzeba docdlaejstarczyć każdemu wręcz pod nos (co wymaga naprawdę poważnych nakładów i rozbudowanej infrastruktury). Tego sprzedaje się po kilka max. kilkanaście sztuk miesięcznie na salon, z tymi bandyckimi marżami. Mniejsza ilość salonów (skoro ktoś jedzie po nowe auto 50 km, to i 120 by przejechał), to większa sprzedaż i wystarczyłaby mniejsza marża, która znowu podniosłaby sprzedaż (ogólnie), a to przecież czysty zysk dla producenta. Myślisz, że w dobie kryzysu, tak im to powiewa? Nie wydaje mi się, że gdyby auto, za które teraz trzeba u dilera zapłacić 130 tysięcy, kosztowało powiedzmy 80 tysięcy, producent by tego nie odczuł w ilości. Uważasz, że gdyby udało mu się sprzedać 1000 nowych aut, zamiast 500 czy 200, to nie miałoby żadnego znaczenia? Tym czasem kasa przelewa się na rynku poza nim – wtórnym. A ten, który sprzedaje 2-3-letnie wcale nie znaczy, że wraca do salonu tej samej marki po nowe…
Jeśli producent założyłby swoją sieć handlową (czytaj: poniósł wszelkie koszty z tym związane), to uważasz, że sprzedawałby auta za 80 Tyś zamiast za 130. Jakim cudem?
Nie myślisz chyba, że z tych 80 tyś.za sprzedane auto zapłacę pensję moim pracownikom, gdy opchną komuś samochód. Doliczę do tej kwoty np 20 tyś. żeby zarobić na ich wynagrodzenia i podatki od ich pensji. W tym momencie cena auta będzie wynosiła już 100 tyś. Liczyć dalej?
Jeszcze dokładniej ową pazerność widać w przypadku autoryzowanych serwisów.
W żony aucie chcieli za zwykły przegląd 760zł. W cenie przeglądu jest wymiana oleju, filtra oleju i filtra powietrza + inne czynności cokolwiek to znaczy.
Drążąc dalej skąd taka cena, uzyskałem informację, że sam olej kosztuje 360zł/5l. Ciekawe, bo identyczny można kupić za 110zł. Drążąc dalej wyszło, że olej mają z beczki, więc na moje pytanie dlaczego mi liczą 5l skoro do silnika wchodzi ledwo 4l już konkretnej odpowiedzi nie uzyskałem.
Przegląd zrobiłem w innym serwisie. Za oryginalne części tj olej, filtr oleju, powietrza, kabinowy i paliwa zapłaciłem 400zł w tym 180 za filtr paliwa . Wszystko kosztowało mnie 550 zł łącznie ze sprawdzeniem geometrii oraz podpięciem pod kompa.
Jak dla mnie niech zdychają w bólach i mękach.
Rafał_Sz
04-10-2012, 11:01
Jeszcze dokładniej ową pazerność widać w przypadku autoryzowanych serwisów.
W żony aucie chcieli za zwykły przegląd 760zł. W cenie przeglądu jest wymiana oleju, filtra oleju i filtra powietrza + inne czynności cokolwiek to znaczy.
Drążąc dalej skąd taka cena, uzyskałem informację, że sam olej kosztuje 360zł/5l. Ciekawe, bo identyczny można kupić za 110zł. Drążąc dalej wyszło, że olej mają z beczki, więc na moje pytanie dlaczego mi liczą 5l skoro do silnika wchodzi ledwo 4l już konkretnej odpowiedzi nie uzyskałem.
Przegląd zrobiłem w innym serwisie. Za oryginalne części tj olej, filtr oleju, powietrza, kabinowy i paliwa zapłaciłem 400zł w tym 180 za filtr paliwa . Wszystko kosztowało mnie 550 zł łącznie ze sprawdzeniem geometrii oraz podpięciem pod kompa.
Jak dla mnie niech zdychają w bólach i mękach.
Są lepsze przykłady wśród samych SA (Sępy Autoryzowane). Ten same części zależnie od marki kosztują bardzo różnie. Różnice bywają kosmiczne.
Jeszcze dokładniej ową pazerność widać w przypadku autoryzowanych serwisów.
W żony aucie chcieli za zwykły przegląd 760zł. W cenie przeglądu jest wymiana oleju, filtra oleju i filtra powietrza + inne czynności cokolwiek to znaczy.
Drążąc dalej skąd taka cena, uzyskałem informację, że sam olej kosztuje 360zł/5l. Ciekawe, bo identyczny można kupić za 110zł. Drążąc dalej wyszło, że olej mają z beczki, więc na moje pytanie dlaczego mi liczą 5l skoro do silnika wchodzi ledwo 4l już konkretnej odpowiedzi nie uzyskałem.
Przegląd zrobiłem w innym serwisie. Za oryginalne części tj olej, filtr oleju, powietrza, kabinowy i paliwa zapłaciłem 400zł w tym 180 za filtr paliwa . Wszystko kosztowało mnie 550 zł łącznie ze sprawdzeniem geometrii oraz podpięciem pod kompa.
Jak dla mnie niech zdychają w bólach i mękach.
wlasnie o to mi chodzi . obled :!:
Jeszcze dokładniej ową pazerność widać w przypadku autoryzowanych serwisów.
W żony aucie chcieli za zwykły przegląd 760zł. W cenie przeglądu jest wymiana oleju, filtra oleju i filtra powietrza + inne czynności cokolwiek to znaczy.
Drążąc dalej skąd taka cena, uzyskałem informację, że sam olej kosztuje 360zł/5l. Ciekawe, bo identyczny można kupić za 110zł. Drążąc dalej wyszło, że olej mają z beczki, więc na moje pytanie dlaczego mi liczą 5l skoro do silnika wchodzi ledwo 4l już konkretnej odpowiedzi nie uzyskałem.
Przegląd zrobiłem w innym serwisie. Za oryginalne części tj olej, filtr oleju, powietrza, kabinowy i paliwa zapłaciłem 400zł w tym 180 za filtr paliwa . Wszystko kosztowało mnie 550 zł łącznie ze sprawdzeniem geometrii oraz podpięciem pod kompa.
Jak dla mnie niech zdychają w bólach i mękach.
Jaka pazerność? Ja też wolę zrobić jedna robotę w miesiącu np. za 10 tyś, niż 20 po 500pln.
Nikonozaur
04-10-2012, 11:21
Autoryzowana stacja obsługi to nie salon sprzedaży. :)
Pech chce, że najczęściej to para. Poza tym kupno samochodu wymaga "pomacania" kilku różnych marek i dopiero po takich oględzinach następuje wybór.
Stolica, Trójmiasto, Poznań, Wrocław, Kraków, Łódź i GOP - który z tych organizmów zamierzasz skreślić z listy bo nie mieści się w 5-6? Czy mam jako mieszkaniec prawie 400-stu tysięcznego miasta zasuwać dobrze ponad 200km do Poznania by pooglądać auta? A co z mieszkańcami Świnoujścia, Leska czy innego Augustowa? Mają urlopy brać na zakup samochodu, który już nie jest "dorobkiem całego życia" lecz jego elementem. Tak samo jak chleb, bułki i mleko.
NA tym właśnie zarabiają salony.
Na częściach używanych, plus trochę na samochodach.
Niestety przebitki są 3-10 razy w stosunku do ceny producenta części po jakiej sprzedaje koncernowi samochodowemu.
Oczywiście trzeba doliczyć koszty transportu do salonu, jego marżę wiec niech wyjdzie razy dwa, ale do razy 10 zbójnictwo w biały dzień.
Dodam że właściciel pewnych salonów francuskiej marki na śląsku :D
wybudował sobie w katowicach willę jak czasem można zauważyć na zdjęciach celebrytów z hollywood,
pod samym lasem na takim terenie że się można głęboko zastanawiać jak i kiedy go kupił.
A dorobil się, jak niesie wieść gminna, na oszukiwaniu na częściach - klientom montował stare / albo nowe tanie,
a drogie oryginały sprzedawał w różnych miejscach.
Zresztą handlarze samochodów co mają kilka salonów są bogai - sam taki nowy duży salon to koszt pewnie z 2-3 mln (grunt projekt wyposażenie itd itp)
Czy ktoś posiada/użytkuje Opla Insignie? Konkretnie z silnikiem diesla :)
kakersik
08-10-2012, 11:22
Czy ktoś posiada/użytkuje Opla Insignie? Konkretnie z silnikiem diesla :)
Przemek, osobiscie nie mam i nie kupilbym. Ładne auto ale co z tego. W firmie mamy dwie sztuki z dieslami, 2010 rok. Jezdżą fajnie, ale obie rdza wpieprza.
Witam,
Na wstępie - bardzo cieszę z tego że mogę tu jeszcze pisać - w piątek miałem zderzenie z łosiem, które na szczęście zakończyło się bez ofiar w ludziach, choć było bardzo drastycznie
Do rzeczy - wrzucam zdjęcie samochodu, słupki straciły geometrię i fachowiec proponuje wymianę dachu. Pchać się w coś takiego czy grozi to utratą jakiegokolwiek bezpieczeństwa w aucie? Proszę o podpowiedź bo waham się czy go klepać czy sprzedawać na części. AC nie mam więc całkowity koszt naprawy mój . Przepraszam jeśli źle wstrzeliłem się z tematem, ale nie wiem gdzie to wrzucić.
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ee50c4948b559634.html
Do rzeczy - wrzucam zdjęcie samochodu, słupki straciły geometrię i fachowiec proponuje wymianę dachu. Pchać się w coś takiego czy grozi to utratą jakiegokolwiek bezpieczeństwa w aucie? Proszę o podpowiedź bo waham się czy go klepać czy sprzedawać na części. AC nie mam więc całkowity koszt naprawy mój .
To da się zrobić przy całkowitej wymianie dachu bezpiecznie. Ale.
Żeby było bezpiecznie trzeba to zrobić w bardzo ogarniętym warsztacie, który nie wyrżnie dachu z innego auta gumówką, tylko kupi nowy dach od producenta z lub zdejmie dach z dawcy, rozwiercając zgrzewy w punktach montażowych, tak samo zdejmie uszkodzony z Twojego i złoży i zgrzeje jak w fabryce.
Wtedy to ma sens, jest praktykowane w aso i jest gwarancja zachowania parametrów konstrukcji.
Oczywiście taka robota kosztuje dużo więcej niż wspawanie ćwiartki dachu wyrżniętej po chamsku od dawcy po czołówce.
Tak jak pisze seler, ale jak nie masz AC i płacisz sam, to 2 razy to policz, bo będzie drogo.
Jak moje kangoo zderzyło się z łosiem, to jakoś niżej upadł na maskę, ale to trochę wyższe auto.
kakersik
10-10-2012, 11:18
Witam,
Na wstępie - bardzo cieszę z tego że mogę tu jeszcze pisać - w piątek miałem zderzenie z łosiem, które na szczęście zakończyło się bez ofiar w ludziach, choć było bardzo drastycznie
Do rzeczy - wrzucam zdjęcie samochodu, słupki straciły geometrię i fachowiec proponuje wymianę dachu. Pchać się w coś takiego czy grozi to utratą jakiegokolwiek bezpieczeństwa w aucie? Proszę o podpowiedź bo waham się czy go klepać czy sprzedawać na części. AC nie mam więc całkowity koszt naprawy mój . Przepraszam jeśli źle wstrzeliłem się z tematem, ale nie wiem gdzie to wrzucić.
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ee50c4948b559634.html
Czy to się stało może na wlocie do Torunia od strony Wawy? Pytam, bo tam też doszło w piatek do zderzenia z łosiem.
Art Erie
10-10-2012, 11:38
Znam dwóch dobrych blacharzy (takich co to z kawałka blachy, młotkiem na pieńku zrobią błotnik); mogę zapytć o opinie i orientacyjną wycenę (oczywiście usługa nie wchodzi w grę ze względu na odległość).
Ten Peugeot to 307SW? Który rok? Jak coś to pisz PW.
PS
Fajnie że że jesteś i nikomu nic się nie stało :)
kakersik - to stało się w moich okolicach także słyszałeś o innym wypadku.
Art Erie - to jest P307 bez SW. Wypytaj jak możesz fachowców jak to wygląda. Z góry dziękuję za pomoc.
Też się cieszę, że jestem:)
Pawel Pawlak
10-10-2012, 12:32
dobrze że nikomu się nic nie stało; szkoda łosia :(
było to na odcinku oznaczonym "Uwaga dzikie zwierzęta" ?
Art Erie
10-10-2012, 12:35
[...]Art Erie - to jest P307 bez SW.[...]
Ale na fotce widzę relingi, więc chyba jednak kombi, a skoro kombi to w P nazywa się to chyba SW ;)
Mam odp. od pierwszego fachowca: kupić dach używany, jeśli poszły słupki ( a poszły), trzeba rozwiercić zgrzewy, całość przypasować i wykonać nowe zgrzewy.
Tutaj jeszcze powiedział mi, że nie wszystko da się zrobić zgrzewarką i niektóre miejsca trzeba spawać.
Nie można spawać "na styk", tylko "na zakładkę" - prawidłowo wymieniony dach nie obniży bezpieczeństwa samochodu.
Co do kosztów, nie potrafi ich określić skoro nie widzi samochodu, w każdym razie sama wymiana dachu to "pikuś" (on poprostu lubi robić takie rzeczy, takie hobby :) ). Najgorszy i najbardziej pracochłonny jest demontaż i ponowny montaż elementów wnętrza ( podsufitka, kokpit, tapicerka).
Wieczorem zadzwonię do Adama i napiszę co on powie na ten temat.
Art Erie
10-10-2012, 14:30
Rozmawiałem właśnie z drugim kolegą i potwierdził właściwie to co powiedział jego poprzednik.
Jeśli naprawa zostanie wykonana prawidłowo, samochód będzie bezpieczny.
Co do kosztów,to bez oględzin się nie obędzie, gdyż nie da się przewidzieć ilości roboczogodzin
To jest kombi a różni się od SW tym, że nie ma szklanego dachu i dodatkowych siedzeń w bagażniku.
Dzięki wielkie za te opinie, w zasadzie pokrywają się ze słowami mojego fachowca. Ruszam zatem szukać dachu:)
A tak na marginesie - jak Ci sie to autko sprawuje ? Bo czytalem żeby go raczej na liscie potencjalnych zakupow nie umieszczac
Do tej pory sprawowało się idealnie tylko jakiś łoś mi go skasował:)
Wiem, że są różne opinie o tym aucie. Ja absolutnie nie mam powodów do narzekania. Zrobiłem ponad 30tys. km i oprócz eksploatacyjnych rzeczy nie dołożyłem ani grosza. Spalanie na trasie bardzo ładne, w mieście też nieźle.
Jakbyś chciał więcej szczegółów wal na PW.
Ile to jest "ładnie" i "nieźle"? I jaki silnik?
Mój protoplasta jeździł do niedawna 307ką. Z niczym – żadnych problemów. Lał i jeździł. A że silniczek 1.6 (90 KM), to i tego lania za dużo nie było. Średnią z trasy poniżej 4 potrafił zrobić.
O jakich rocznikach mowa ?
o jakich rocznikach mowa ?2007
kakersik
11-10-2012, 07:50
Mój protoplasta jeździł do niedawna 307ką. Z niczym – żadnych problemów. Lał i jeździł. A że silniczek 1.6 (90 KM), to i tego lania za dużo nie było. Średnią z trasy poniżej 4 potrafił zrobić.
Poniżej 4 nie udało mi się nigdy zejść teścia 307 kombi. Ale 4.3 nie stanowiło większego wyzwania.
Ile to jest "ładnie" i "nieźle"? I jaki silnik?
silnik 1.6 110km, trasa 4-4,5; miasto 6-7
307 fajny wózek. Moi rodzice śmigają nim od 4 lat. Silnik 2.0 HDI 90KM 2004 rok. Na obecną chwilę ma najechane prawie 200kkm. W sumie większych problemów nie ma. Ostatnio rozrusznik padł. Poza tym notorycznie palące się żarówki. No i jak to we francuzach bywa zawieszenie. Co chwilę coś stuka i puka.
Poza tym notorycznie palące się żarówki. No i jak to we francuzach bywa zawieszenie. Co chwilę coś stuka i puka.
Otóż to, u mnie w rodzinie był Pug od nowości z 2003 1.6 110km benzyna i poza przepalonym tłumkiem 2 razy, to zero problemów. Na pewno byśmy go mieli dalej gdyby nie dość poważny dzwonek.
witam
trochę z innej beczki ale ciągle motoryzacyjne...
czy ktoś z Was był kiedyś w jakiejś szkole doskonalenia jazdy np. SJS? Interesują mnie opinie czy warto, czy przeciętny kierowca płci męskiej nauczy się tam czegoś konkretnego i na dłużej? czy lepiej pomyśleć o jakimś KJSie?
Byłem na SJS ( I stopień) - zdecydowanie polecam. Muszę zrobić II stopień, jak trochę odłożę. W bezpieczny sposób można poznać swój samochód i poprawić swoją technikę. Te kilka godzin jest o wiele więcej warta niż tysiące przejechanych kilometrów na drodze.
Prócz tego jest jeszcze szkoła Tomka Kuchara, Tomka Czopika, Renault, Skody, itd.
KJS jest fajny, ale tylko utrwalisz swoje złe nawyki. I kosztuje to fortunę ;)
Byłem na SJS ( I stopień)
Ile to realnie kosztuje?
450 zł
http://szkolenia.sjs.pl/szkolenia/training/view/166/samochodowe-i-stopien
Byłem na SJS ( I stopień) - zdecydowanie polecam. Muszę zrobić II stopień, jak trochę odłożę. W bezpieczny sposób można poznać swój samochód i poprawić swoją technikę. Te kilka godzin jest o wiele więcej warta niż tysiące przejechanych kilometrów na drodze.
Prócz tego jest jeszcze szkoła Tomka Kuchara, Tomka Czopika, Renault, Skody, itd.
KJS jest fajny, ale tylko utrwalisz swoje złe nawyki. I kosztuje to fortunę ;)
Spodziewałem się takiej odpowiedzi, nie pozostaje nic innego jak sprawdzić to na własnej skórze. Czy cały kurs odbywa się na prywatnym samochodzie?
Może ktoś korzystał z innej szkoły?
Zobacz w linku powyżej - najlepiej szkolić się na własnym, ale za dodatkową opłatą możesz wynająć. Cena 450 zł dotyczy szkolenia na własnym samochodzie.
Cała impreza trwa od 10.00 do ok 17.00. Najpierw teoria, potem w samochodach. Dostajesz radyjko i na tor. Do zaliczenia jest kilka różnych ćwiczeń, przejeżdżane kilka razy z coraz większymi prędkościami, niektóre na sucho i mokro. Jak ja byłem, to mogliśmy jeszcze zrobić kilka okrążeń po kartingu - opony dostały niezłe baty ;)
Zobacz w linku powyżej - najlepiej szkolić się na własnym, ale za dodatkową opłatą możesz wynająć. Cena 450 zł dotyczy szkolenia na własnym samochodzie.
Cała impreza trwa od 10.00 do ok 17.00. Najpierw teoria, potem w samochodach. Dostajesz radyjko i na tor. Do zaliczenia jest kilka różnych ćwiczeń, przejeżdżane kilka razy z coraz większymi prędkościami, niektóre na sucho i mokro. Jak ja byłem, to mogliśmy jeszcze zrobić kilka okrążeń po kartingu - opony dostały niezłe baty ;)
Jeden dzień, to jakiś żart. Ja na autodromie Bemowo spędziłem ponad tydzień. Po dwóch miesiącach jak podszedłem po raz kolejny, to jakbym zaczynał wszystko od początku. Takie jednorazowe zabawy lub brak systematyczności powoduje, że bardzo szybko tracimy nabyte umiejętności i wprawę. Zupełnie tak samo, jak po dłuższej przerwie gry na instrumencie.
To nie jest trackday, ani szkoła Marku Allena. To jest szkoła bezpiecznej jazdy, więc cele są zupełnie inne. Masz poznać siebie, swój samochód, zobaczyć jak zachowuje się w ekstremalnych sytuacjach. Też początkowo byłem bardzo sceptyczny jak zobaczyłem program, ale w praktyce jest naprawdę świetne.
To nie jest trackday, ani szkoła Marku Allena. To jest szkoła bezpiecznej jazdy, więc cele są zupełnie inne. Masz poznać siebie, swój samochód, zobaczyć jak zachowuje się w ekstremalnych sytuacjach. Też początkowo byłem bardzo sceptyczny jak zobaczyłem program, ale w praktyce jest naprawdę świetne.
Tylko taki jednorazowy kurs nic Ci nie da, jeśli nie będziesz ćwiczył dwa, trzy razy w tygodniu i to miesiącami.
Jak napisałeś. Tylko sprawdziłeś osobiście jak zachowuje się auto na mokrej śliskiej nawierzchni itp.
Ale taki kurs nie ma z nikogo zrobic kierowcy rajdowego tylko uswiadomic przecietnemu Kowalskiemu co moze sie dziac z autem w roznych warunkach i czego jako kierowca moze sie spodziewac prowadzac pojazd.
Ale taki kurs nie ma z nikogo zrobic kierowcy rajdowego tylko uswiadomic przecietnemu Kowalskiemu co moze sie dziac z autem w roznych warunkach i czego jako kierowca moze sie spodziewac prowadzac pojazd.
To nie byłoby szkolenie:
Ćwiczenia praktyczne na torze
1. Slalom A – próba oceniająca umiejętności kierowcy; prawidłowa pozycja w praktyce, praca rąk na kierownicy,
2. Hamowanie przed przeszkodą – ocenianie odległości, droga hamowania, czas reakcji kierowcy,
3. Hamowanie na łuku – utrzymanie toru jazdy, zjawisko nad- i podsterowności,
4. Hamowanie awaryjne na śliskiej nawierzchni – zachowanie się samochodu przy różnych prędkościach,
5. Hamowanie awaryjne na śliskiej nawierzchni z jednoczesną próba ominięcia przeszkody,
6. Wyprzedzanie – ćwiczenie zmiany pasa ruchu w niebezpiecznych sytuacjach; zjawisko nadsterowności.
a jednorazowa przejażdżka z instruktorem, który na mokrym zaciągnie niespodziewanie uczestnikowi hamulec ręczny, gdyby miałoby to na celu jedynie uświadomienie.
Po coś te ćwiczenia są w ramach szkolenia. Tylko, że jednorazowy kurs nic kierowcy nie daje. A wielu osobom daje złudne poczucie, że coś tam opanowali.
To jest kurs jazdy defensywnej, czyli unikania zagrożeń, poprzez posiadanie świadomości gdzie są te zagrożenia i kiedy występują. I taką rolę spełnia. Ale ja oczywiście nikogo nie przekonuję, bo mi za to nie płacą. Byłem, zaliczyłem, uważam, że to były bardzo dobrze wydane pieniądze.
Panowie… Fakt, iż ktoś znalazł sobie sposób na zarabianie pieniędzy pod szyldem tej zacnej marki – nie jest niczym nadzwyczajnym w dzisiejszym świecie. „Szkoła Jazdy Subaru” dla kierowców brzmi tak samo jak „Akademia Nikona” czy „Szkoła fotografowania National Geographic” dla amatorów fotografii. :) Nazwy marek, to słowa-klucze do poruszenia wyobraźni. Obojętnie jak bardzo będzie się człowiek zarzekał, że nie kręci go ta nazwa, to jednak zawsze kiedy się ją słyszy, w wyobraźni rysuje się fragment video z zapieprzającą niebieską Imprezą. ;) To naprawdę działa… Zresztą podejrzewam, że „Szkoła Jazdy Skody” czy innego Renault, na pewno nie przyciąga tylu chętnych, co SJS. W połączeniu z programem szkoleń, w którym pojawia się następne słowo-klucz „bezpieczeństwo” – daje kolejne, podświadome usprawiedliwienie ciągotek do zaliczenia takiego kursu („bo przecież tu nie chodzi o zapieprzanie, tylko o naukę bezpiecznych zachowań”). Ludzie się na to łapią, jadą, zostawiają pieniądze. Niestety – tak samo jak otrzaskany z pierdylionami sytuacji zdjęciowych fotograf wie doskonale, że kilka godzin „szkoły fotografowania” z nikogo nie uczyni lepszego fotografa, niż samodzielne, mozolne, długotrwałe ćwiczenia, tak kierowca z setkami tysięcy km za kółkiem, będzie patrzył na SJS. Poznanie możliwości auta, to mit. Kiedy w rzeczywistości przytrafi się podobna sytuacja do tej na kursie – opony będą w innym stanie, wody będzie więcej lub mniej, temperatura będzie inna, podczas uślizgu koło trafi na inną nawierzchnię, dziurę, koleinę albo liście czy błoto. Mało tego – możemy jechać zupełnie innym autem. Jak ma się przełożyć takie szkolenie w jednej, konkretnej sytuacji, na zupełnie inne warunki, które pojawią się za pół roku czy dwa? Przecież to czysty absurd.
To jest kurs jazdy defensywnej, czyli unikania zagrożeń, poprzez posiadanie świadomości gdzie są te zagrożenia i kiedy występują.
Unikanie zagrożeń, to przede wszystkim niedoprowadzanie do nich. Do wyrobienia sobie świadomości gdzie i kiedy występują – nie potrzeba żadnych kursów… Wystarczy rozsądek. Jeśli ktoś jest idiotą i gna jesienią 140 km/h po dziurawej drodze pokrytej liśćmi i kałużami, to taki kurs wyrobi w nim jedynie złudne wrażenie panowania nad autem i szybciej doprowadzi go do kalectwa lub śmierci. Nic nie zastąpi zdrowego rozsądku, chociaż częściowego respektowania PRD, dbania o stan techniczny auta, wyobraźni, wnikliwej obserwacji drogi i sytuacji na niej, odpowiednio wczesnego reagowania, ograniczonego zaufania do innych uczestników ruchu, itp. itd.
witam
trochę z innej beczki ale ciągle motoryzacyjne...
czy ktoś z Was był kiedyś w jakiejś szkole doskonalenia jazdy np. SJS? Interesują mnie opinie czy warto, czy przeciętny kierowca płci męskiej nauczy się tam czegoś konkretnego i na dłużej? czy lepiej pomyśleć o jakimś KJSie?
Ja robiłem kurs w następujących:
w warszawie na lotnisku bemowo (nazwy szkoły nie pamiętam) - było tak sobie, parę ciekawych ćwiczeń ale bez rewelacji
szkoła Dytki - dobrze prowadzone zajęcia minus to brak płyty poślizgowej, bonus przejażdżka na fotelu pilota rótkiego os z Dytką za kierownicą
TOR Rakietowa - poziom I dwa razy, bardzo ciekawe zajęcia, cały czas się jeździ, swoim samochodem, na duży plus płyta poślizgowa z kurtynami wodnymi
TOR Rakaietowa - II stopień, jw. bardziej zaawansowane ćwiczenia
Tej jesieni planuję znów TOR tym razem Szkołę Rajdową
Generalnie, takie doszkalanie gorąco polecam, człowiek nabiera pokory co do własnych umiejętności i wyznawanych "prawd motoryzacyjnych".
Oraz nieodmiennie gorąco polecam książkę Sobiesława Zasady "Prędkość bezpieczna" oraz cykl artykułów: http://www.technikajazdy.info/nauka-jazdy/
Wystarczy rozsądek.
Tak... jestem rozsądny więc nic nie muszę umieć...
Tak... jestem rozsądny więc nic nie muszę umieć...Teoretycznie tak, bo w praktyce kurs z SJS może Ci się przydać tak samo, jak kurs opieki nad dziećmi. ;)
Teoretycznie tak, bo w praktyce kurs z SJS może Ci się przydać tak samo, jak kurs opieki nad dziećmi. ;)
Teoretycznie to można muchę w locie przebzykać :)
Moim zdaniem szkolenia takie powinny być wręcz obowiązkowe np. co dwa lata a umiejętność wyprowadzenia auta z poślizgu i skuteczne hamowanie awaryjne powinno być na egzaminie na prawo jazdy (jak w Finlandii).
To co widzę na drogach mnie przeraża, ludzie leżący za kierownicą, prowadzący jedną ręką albo wręcz palcem, paplający z komórą przy uchu, wykonujące absurdalne manewry w najbardziej absurdalnych momentach...
Dużo jeżdżę i z moich obserwacji wynika że 80% - 90% kierowców w Polsce nie ma najmniejszego pojęcia o bezpiecznym prowadzeniu pojazdów a za jedyny wyznacznik niebezpiecznej jazdy służy prędkość.
No i oczywiście królują dwie postawy: "jestem świetnym kierowcą i niczego nie muszę się uczyć" oraz "jeżdżę wolno (czyt. bezpiecznie) więc niczego nie muszę się uczyć", obie równie fałszywe i równie niebezpieczne.
Dużo jeżdżę i z moich obserwacji wynika że 80% - 90% kierowców w Polsce nie ma najmniejszego pojęcia o bezpiecznym prowadzeniu pojazdów a za jedyny wyznacznik niebezpiecznej jazdy służy prędkość. No i oczywiście królują dwie postawy: "jestem świetnym kierowcą i niczego nie muszę się uczyć" oraz "jeżdżę wolno (czyt. bezpiecznie) więc niczego nie muszę się uczyć", obie równie fałszywe i równie niebezpieczne.Czyli nie przyznasz, że mniejsza prędkość, to większa szansa na skuteczną reakcję na to, co pojawi się na drodze (bezpieczne ominięcie, wyhamowanie)? Co zrobisz jak z dużą prędkością wpadniesz w dziurę przykrytą liśćmi (albo po prostu przez prędkość nie będziesz w stanie wyhamować ani ominąć bo przeciwległy pas będzie zajęty) i uszkodzisz koło (przebita opona, wygięta felga, urwane koło)? Tego żadna szkoła jazdy Cię nie nauczy… Dzięki mniejszej prędkości masz dużo większą szansę na uniknięcie niebezpieczeństwa, z którego bezproblemowego wyjścia żadna szkoła nie zagwarantuje. Każda sytuacja na drodze jest inna.
Jak to w pewnym porzekadle było; „lepiej zapobiegać niż leczyć”. :)
Czyli nie przyznasz, że mniejsza prędkość, to większa szansa na
Widzisz to właśnie to - fetysz prędkości.
A nie prędkość jest "przyczyną" wypadku. Na każdy wypadek składają się trzy nierozerwalne czynniki:
- kierowca (jego umiejętności, koncentracja, podjęte decyzje wynikające z doświadczenia, popełnione błędy)
- droga (jej stan, otoczenie, warunki pogodowe, natężenie ruchu, zachodząca sytuacja)
- samochód (stan techniczny, sprawność i jakość układu hamulce-zawieszenie, moc silnika, masa)
Te czynniki występują zawsze razem i tylko ich kompilacja skutkuje tym czy nastąpi zdarzenie i jakie będą jego skutki.
Nie chce mi się przytaczać banalnych przykładów...
Widzisz to właśnie to - fetysz prędkości.
A nie prędkość jest "przyczyną" wypadku. Na każdy wypadek składają się trzy nierozerwalne czynniki:
- kierowca (jego umiejętności, koncentracja, podjęte decyzje wynikające z doświadczenia, popełnione błędy)
- droga (jej stan, otoczenie, warunki pogodowe, natężenie ruchu, zachodząca sytuacja)
- samochód (stan techniczny, sprawność i jakość układu hamulce-zawieszenie, moc silnika, masa)
No i…? Co to ma za znaczenie? Mając na względzie powyższe, słaby kierowca (świadomy swojego miernego doświadczenia, ale jadący z dostosowaną do niego prędkością) w swoim 10-letnim Punto może wyjść z sytuacji bez szwanku, bo wystarczająco szybko wyhamuje auto niż gnający szybciej o 30-40 km/h, miszcz po kursach. Nie mogę uwierzyć, jak Tobie, który jak piszesz bardzo dużo jeździsz, może przejść przez palce, że prędkość właściwie nie ma znaczenia… Jak auto przy nadmiernej prędkości wyskoczy z koleiny albo „pofrunie” na wyboju czy dziurze, to wszystkie szkolenia możesz sobie wsadzić głęboko, bo w tym momencie kończy Ci się możliwość panowania nad samochodem. Możesz sobie kręcić kierownicą, dodawać czy odejmować gazu i deptać w hamulec – to nic nie daje – autem kieruje fizyka, a nie Ty…
Nie mogę uwierzyć, jak Tobie, który jak piszesz bardzo dużo jeździsz, może przejść przez palce, że prędkość właściwie nie ma znaczenia…
Proponuję zacząć od nauki czytania ze zrozumieniem tekstu...
Proponuję zacząć od nauki czytania ze zrozumieniem tekstu...
Widzisz to właśnie to - fetysz prędkości.Taka ignorancja wystarczy mi za opinie na temat Twojego podejścia do szybkości. We wszystkich wypowiedziach przesuwasz to na plan dalszy, a to jest podstawa!
Moim najlepszym instruktorem jest mój ojciec. Ponad 40 lat zawodowo za kółkiem (ciężarówki, autobusy, busy, karetki bojowe, limuzyny, i setki tysięcy km na różnych prywatnych osobówkach) – żadnego wypadku. Od zawsze wpaja mi jedno – nie spieszyć się, mieć oczy dookoła głowy. Większa prędkość to większa szansa na doprowadzenie do braku panowania nad autem, większe spalanie i zużycie auta – czas dojazdu do celu krótszy o kilka %, przy ryzyku wypadku większym o kilka razy.
Po drugiej stronie mam kumpla – setki tysięcy za kółkiem w kilkunastu swoich osobówkach. Zabieram go czasami na zlecenia w roli asystenta, a podczas dłuższej trasy jest pilotem (obsługuje CB radio, analizuje mapę organizując szybsze objazdy w przypadku zwiększającego się natężenia ruchu i ogólnie robi za kolejną parę oczu). Ileż to razy musiałem słuchać jego gderania na temat mojej jazdy; „Mogłeś go wyprzedzić”, „Co tak wolno?! Depnij w końcu trochę!”. Zawsze wtedy przypomina mi się jego 6 rozbitych aut i kilkanaście innych sytuacji, z których ledwo uszedł z życiem.
Nie odpowiedziałeś mi na pytanie – jak wyjdziesz z sytuacji, w której nie masz w jaki sposób panować nad autem (a to przecież najczęstszy efekt szybkiej jazdy). Tego uczy jakaś szkoła? :) Bo na zwykłą ślizgawkę jest sposób – mniejsza prędkość – nie doprowadzisz do poślizgu, a jeśli już, to niewielka prędkość nie spowoduje tragedii przy uderzeniu lub ułatwi całkowicie bezpieczne wyjście z takiej sytuacji.
Nie odpowiedziałeś mi na pytanie – jak wyjdziesz z sytuacji, w której nie masz w jaki sposób panować nad autem (a to przecież najczęstszy efekt szybkiej jazdy). Tego uczy jakaś szkoła? :)
Nie wyjdzie. Jeszcze nie słyszałem o takiej szkole jazdy w naszym kraju, która dawałaby do nauki bezpiecznej jazdy auta z niedokręconymi kołami, celowo uszkodzonymi elementami zawieszenia, w której wytyczano by tor jazdy z obowiązkiem przejadu przez kolczatkę, ewentualnie dziurawiono tor itp., by w ten sposób sprawdzać i uczyć reakcji kierowców na niespodziewane zdarzenia drogowe. I nie mam tu na myśli służb państwowych.
Dla przeciętnego obywatela formułka wypowiadana przez policjanta do kamaery lub mikrofomu po zdarzeniu, o "niedostosowaniu prędkości pojazdu do warunków panująych na drodze" wystarcza i rzadko dochodzi do niego, że każde zdarzenie to suma kilku przyczyn, które w tym momencie nałożyły się na siebie.
Taka ignorancja wystarczy mi za opinie na temat Twojego podejścia do szybkości. We wszystkich wypowiedziach przesuwasz to na plan dalszy, a to jest podstawa!
Miałem nie czynić banalnych przykładów ale mnie zmuszasz.
Prędkość sama w sobie NIGDY nie jest przyczyną wypadku a tylko i wyłącznie elementem zawierającym się w trzech czynnikach droga-kierowca-samochód które wymieniłem, prędkość jest częścią podejmowanych przez kierowcę decyzji.
Teraz prosty przykład, który sam podałeś.
Las, droga jednopasmowa, jesień, wilgotna jezdnia, dziura średnicy 40cm głęboka na 20cm, liście, ciężarówka z przeciwka.
1)
- kierowca: ostrożny jadący 70km/h, żadnych podstaw bezpiecznej jazdy
- droga: jw
- samochód wiekowe punto, koła 13"/175
Kierowca najeżdża na niewidoczną dziurę, koło wpada do 1/3 głębokości, następuje mocne podbicie przodu (lekkie auto, stare zawieszenie), auto traci na liściach sterowność, ustawia się prawym bokiem do kier jazdy, nerwowe i nieskładne ruchy kierownicą, powodują że samochód zjeżdża na przeciwległy pas ruchu, prosto pod ciężarówkę.
2)
- kierowca: nieostrożny jadący 110km/h, żadnych podstaw bezpiecznej jazdy
- droga: jw
- samochód duża nowoczesna limuzyna, koła 17"/225
Kierowca najeżdża na niewidoczną dziurę, duże i szerokie koło oraz nowoczesne zawieszenie powoduje że auto bez problemu wybiera nierówności i w połączeniu z systemami stabilizacji powoduje że kierowca praktycznie nie zauważył nierówności i jedzie szczęśliwy dalej.
3)
- kierowca: szkolony, znający swój samochód i jego możliwości, potrafiący ocenić stan drogi, otoczenie, warunki pogody, jadący 100km/h
- droga: jw
- samochód: klasa średnia, ogumienie, hamulce i zawieszenie w stanie be zastrzeżeń.
Kierowca widząc warunki jedzie skupiony, ale nie przesadnie wolno, spodziewa się możliwych nagłych niespodzianek. Najeżdża na niewidoczną dziurę, auto lekko podbija i zarzuca, wyprowadzona kontra prostuje auto i nawet jeśli była za mocna i kontra w drugą stronę spowoduje wypadnięcie z pasa to już nie w czoło ciężarówki ale np. w bok albo już za ciężarówką.
Przykładu z kierowcą rajdowym podawać nie będę bo będzie to już urągać inteligencji czytelnika.
Powyższe przykłady (których wariacji może być wiele) pokazują że nie sama prędkość ma wpływ na zdarzenie ale cały szereg czynników i zależności. Po suchym jeziorze można jechać i pińcet i nic się nie wydarzy.
Ze swojego życia mam przykłady że trenowane umiejętności i wpojone zasad uratowały mi życie.
edyta: ort
Nie odpowiedziałeś mi na pytanie – jak wyjdziesz z sytuacji, w której nie masz w jaki sposób panować nad autem (a to przecież najczęstszy efekt szybkiej jazdy). Tego uczy jakaś szkoła?
Tak, uczy.
Miałem następujące zdarzenie:
Jechałem drogą szybkiego ruchu, dwupasmową, bez barier między pasami zbliżałem się do miejscowości i miejsca w którym zwykle stoją panowie z suszarką, w związku z czym zdjąłem nogę z gazu i jechałem ok 120km/h.
Za mną z dużą prędkością pojawiła się alfa 159 i jadąc ukosem z jednego pasa na drugi, bez hamowania uderzyła mnie w lewy tył (jak się okazało kierowca zasnął), moje auto poleciało bokiem i w kierunku przeciwległego pasa jezdni. Dwie kontry uspokoiły auto (mimo złamanego w tył fotela), zjechałem na pobocze i zadzwoniłem po Gardę (rzecz działa się w Irl). Alfa skasowana, ale kierowca przeżył bez większych uszczerbków.
I pytanie, nauczyły mnie czegoś kursy, treningi i lektura czy nie? Czy gdybym jechał jeszcze wolniej, miałbym większe szanse wyjść z tego cało?
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.