wiesz... ja mowie o rzeczach tak jak mam osobiste doswiadczenie. opinia internetow mi w wlasnej ocenie nie przeszkadza i dysonans poznawczy miedzy tym jak sam cos odbieram a co wszyscy inni mowia nie zmienia mi mojej wlasnej percepcji. wg Internetow taki 50/1.4 USM optycznie jest kiepski, mnie natomiast bardzo odpowiada. i odwrotnie: wszyscy pieja z zachwytu nad EFS 10-18, ja uwazam, ze egzemplarz ktory mialem byl mizerny.
w przypadku LPE17 w M5 mowie o wlasnych wrazeniach. aparat noszony na wycieczkach w lapie kiedy foce i pakowany do plecaka kiedy koncze (np. dlatego ze pada, bo Morze Polnocne wiec "taki klimat"). moja srednia to 200 fot na baterii.
a mialem z nim i taka przypadlosc, ze zabralem go na calodniowa wycieczke familijna z trzema akumulatorami (jeden prawie pelny w body, 2 pelne w plecaku). wieczorem tegoz wiosennego zabraklo mi pradu. nie narobilem nie wiadomo ile zdjec, bo niecale 300 przez caly dzien. sporo zzarl telewizor, bo nie zawsze wylaczylem aparat na sztywno pakujac go do plecaka, tak zeby M5 byl gotowy do strzalu od razu po wyciagnieciu (wlaczanie trwa w M5 zauwazalnie dluzej niz wybudzanie). wiec pewie w korpusie mniej spie*nym funkcjonalnie (szybsze wlaczanie i/lub umiejetnosc nie budzenia sie "samoczynnie" w torbie) taka dniowka nie zzarla by nawet 2 baterii. ale przy moim uzytkowaniu nie widze tu wynikow idacych w setki. taka intensywna turystyczna dniowka (szlak gorski/lazenie po miescie) gdzie ja lacznie z 5-6 godzin trzymam aparat w lapie a z 1,5 godziny czystego czasu w tym to jest oko przy celowniku (lub LV wlaczone), to dla mnie w DSLR bedzie niecaly LPE6N (z czego GPS czesc zjada) a w M5 to bylo 2 akumulatory. nie chce byc inaczej.
czy problem jest wydumany czy nie... w moim osobistym przypadku to sie sprowadza do wyboru miedzy ladowaniem jednego ogniwa po pelnej dniowce, czy 2-3 ogniw. w dwytygodniowej podrozy nawet w bardziej cywilizowanych regionach swiata trzeba sie liczyc z potrzeba odespania i/lub dostepnoscia gniazdek, wiec ladowanie 2 akumulatorow przez noc robi sie wartoscia brzegowa. lepiej mniej, a kategorycznie nie wiecej.
nie dziala na mnie taka argumentacja. brzmi jak "ludzie jedzcie gowno, miliony much nie moga sie mylic". mam dwa korpusy, ktorych uzywam dosc regularnie. 6D bez mala codziennie (srednio 2h godzinki) a 70D jako maluch do torebki (2-3 h tygodniowo). w przypadku tego drugiego na pewno tez moglbym powiedziec, ze rzadko zmieniam akumulator. ale w przypadku tego pierwszego jest to ladowanie nie rzadziej niz co tydzien. a na wyjazdach prawie codziennie.
w zeszlym tygodniu skorzystalem z nowej wolnosci i smignalem zagramanice. weekend focenia (od 4:30 do 7:00 poranny plener, potem kima, sniadanie i od 10:00 do 22:00 na szlaku) a w dni robocze "tylko" poranny plener i po 17:00 znowu plecak na grzbiet i na szlak. gdzie szlak u mnie oznacza wiecej focenia niz lazenia, ale nadal koncze dzien na 200~400 zdjeciach, wiec ten goly licznik tutaj pelnej prawdy nie mowi.
w kazdym razie - z mojej perspektywy akumulatory aparatu maja pozwalac na takie 7-12h foto-dniowki przez tydzien z rzedu. moge wozic podwojna ladowarke (chociaz do 6D sie w to nawet nie bawie, ale nie bede w nocy wstawal zeby przekladac ogniwa. w DSLR nie ma z tym zadnego problemu, natomiast z M5 bylo absolutnie niewykonalne. oczywiscie, ze w nowszych (sensowniejszych) bezlusterkowcach to wyglada lepiej, ale nie wierze w dramatycznie lepsze wyniki.
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami