Ja mam jedna zasade, albo mnie zdjecie rusza albo nie, reszta mnie nie interesuje

I czytajac ten watek dochodze do wniosku ze cale szczescie ze nie znam sie na fotografi i tych wszystkich "zasadach" potrzebnych do tworzenia "dobrych" zdjec - nie moge sie oprzec wrazeniu ze bardziej one przeszkadzaja niz pomagaja
Nie wiem czy moja droga jest lepsza ale napewno jest prostrza - partrze na zdjecie i albo budzi uczucia jakowes we mnie albo nie. Jesli budzi to czerpie z tego przyjemnosc, jesli nie, ide dalej - nie zastanawiam sie czemu tak sie dzieje. No ale jam amator, wiec moge sie mylic co do trafnosci metody mej - ja ja lubie, wiec pomyslalem ze podziele sie z owymi co za duzo mysla a za malo czuja
Jak ktos kiedys madry (lub nie za bardzo, nie wiem) rzekl: "technika liczy sie w seksie, w fotografi wazne sa uczucia"

Skontaktuj się z nami