Szukaj
W "Top Model" WYMIENIAJĄ JURY!
http://www.pudelek.pl/artykul/28190/...mieniaja_jury/
![]()
Bliźniacy hetero - rozumiem, że różnopłciowi? Zbiór dwóch osób różnej płci określa się właśnie takim mianem (obydwoje). Obydwaj mogą być panowie.
Edit: A, sorry. Przejrzałem wcześniejszą stronę (od poprzedniej) i już wiem, o co chodzi. :P
Jeśli, jak sam rzekłeś, "bliźniacy", to obaj są płci męskiej. Płci różnej to byłyby "bliźnięta". A płci żeńskiej - "bliźniaczki".
Zaś tutaj mowa konkretnie, o ile mnie pamięć i słabawy wzrok nie mylą, o dwóch delikwentach nazywanych imionami Bartek i Mateusz.
(i po co ja się produkuję?)
Krzysztof Paszkiewicz
Po pierwsze bo chcę, bo takie moje prawo.
Po drugie nie rozumiem co to znaczy to ostatnie słowo. Nie znam tego slangu. Z brzmienia nie brzmi pochlebnie, ale nie odpowiem w podobnym stylu bo po wielu latach na forum mam do Ciebie zbyt dużo szacunku. W roli jak powyżej widzę Ciebie po raz pierwszy, co jest czymś nowym dla mnie. Ale wciąż masz dużo u mnie kredytu i wiele razy byś musiał używać powyższych słów aby ten kredyt stracić.
Co do języka polskiego, to musicie kochani zrozumieć, że dla wielu emigrantów sprawy polskie nie są najważniejsze w ich życiu. Niektórzy rzeczywiście siedzą w polskim getcie przez całe życie i mówią tam wyłącznie po polsku, a asymiliacja w lokalnym społeczeństwie ich zupełnie nie obchodzi.
Jest jednak bardzo dużo ludzi którzy mają większe ambicje. Kończą uczelnie, robią kariery. Dla nich wbijanie na siłę ich dzieciom w głowy różnych Dziadów i Rejtanów ma bardzo niski priorytet. Oni wolą aby ich dzieci odniosły prawdziwy sukces w społeczeństwie w jakim żyją. A za to niestety jest cena oderwania się od polskich korzeni. Albo jedno, albo drugie, moi kochani. Niestety nie da się i jednego i drugiego. Żyję za granicą ponad dwiadzieścia lat i jeszcze takiego przypadku nie spotkałem. Albo żyjesz w getcie, albo się asymilujesz.
A do Joanny mam najwyższy szacunek że całkowicie asymilując się w społeczeństwie amerykańskim, że mając niezależną karierę w amerykańskim show-biznesie, poczuwa się Polką i z własnej woli otwiera się na polską kulturę. I chce w niej działać i być jej częścią. Chylę przed nią głowę. I mam nadzieję że polskie społeczeństwo powita ją z gościną.
Moje dzieci też się całkowicie zasymilowały w lokalnym społeczeństwie, skończyły lokalne uniwerstytety, ale ceną za to była utrata dużej części polskiego języka. Pociechą jest że po latach jak człowiek dojrzewa, to czuje w sobie własną niezależną wolę pobratania się z ojczyzną rodziców. I u moich dzieci też to następuję. Ale niestety po polsku nie mówią nawet w części tak dobrze jak Joanna.
I boję się że jak pewnego dnia pojadą do ojczyzny rodziców z otwartym sercem, to powitają je drwiny z ich akcentu jakie tutaj się serwuje Joannie. I wtedy już się tak zrażą, poczują się tak zranione, że zerwą z Polską na zawsze. Ale to już nie będzie ich wina, ale w stu procentach wasza.
A ja uważam, że to nieprawda. Można łączyć życie codzienne z byciem polakiem. Mogę to udowodnić na przykładzie mojego brata. Wyjechał z kraju 13lat temu...Mieszka na drugim końcu świata. Polskiego nie zapomniał, przyjeżdża tu, czyta polskie książki. Jest po prostu polakiem. A dziecko zamierza uczyć 3 języków. Dwóch lokalnych, i polskiego. Bo znajomość języków jest przydatna zawsze. Na dodatek jest częścią tamtejszego społeczeństwa. Nie trzeba wybierać między jednym a drugim. Nauka języka ojczystego to bardzo ważna rzecz.Pomijając chęć powrotu dzieci do rodzinnego kraju, polski to dość trudny język, i jego dobra znajomość może być bardzo przydatna, ot, choćby w roli tłumacza.. A za to niestety jest cena oderwania się od polskich korzeni. Albo jedno, albo drugie, moi kochani.
Także pomimo tego, że jesteś za granicą już długo, wychowałeś dzieci, nie zgadzam się z twoją opinią.
Znam tych naukowców. I to sporo. I ich dzieci mówią po polsku z ciężkim akcentem. Lepiej lub gorzej, ale z ciężkim akcentem. Zwłaszcza te które się wychowały w całości za granicą.
Nie mówię o nauce języka polskiego. To oczywiste. W domu językiem jest język polski. Przynajmniej do czasu - najdłużej jak się da. Ja mówię o akcencie.Zamieszczone przez offthe
Ale nawet jeśli chodzi o język polski w domu, to jest bardzo ciężko. Jest to z czasem walka z wiatrakami. Do wieku 5 lat rzeczywiście język polski jest dominujący. Ale potem dziecko idzie do szkoły i musi znaleźć własną adaptację z rówieśnikami. I rodzice mają wybór - albo język polski za wszelką cenę, nawet kosztem wyobcowania dziecka wśród lokalnych rówieśników, albo postawienie na dobro dziecka i jego pozycję w lokalnym społeczeństwie.
Ale nawet samo dziecko podejmuje decyzję i nawet jeśli rodzice mówią do niego po polsku, ono odpowiada lokalnym. Z czasem staje się to normą. I nie ma siły aby to przezwyciężyć. I język polski wtedy dla dziecka staje się językiem biernym - ono go rozumie, potrafi się porozumieć, ale samo mówi z dużym akcentem i z wtrącaniem lokalnych słów.
Duże też ma znaczenie gdzie się mieszka. Jak ktoś mieszka w Chicago albo Nowym Yorku, to jest łatwiej na prowadzenie dwóch równoległych żyć. Jedno nastawione na adaptację od poniedziałku do piątku, drugie polskie w weekendy - polska szkółka niedzielna, polskie zespoły, parafia. Ale nawet wtedy w miarę dorastania dzieci zaczynają już wyraźnie odchodzić od polskości. W wieku dorosłym wracają, ale najgorszy jest okres nastoletni.
Najgorzej jest jednak jak się mieszka w miejscu gdzie lokalna Polonia jest znikoma - wtedy pozostaje jedynie dom. I nawet przy dużej konsekwencji rodziców pewne procesy są po prostu nieuniknione.
Skontaktuj się z nami