Jak Cię przeraża skaowaie lustrzanką, to takie leciutkie i niezobowiązujące wideło może Ci obniży poziom lęku:
https://www.youtube.com/watch?v=AgOTk4ApEYs
Szukaj
Jak Cię przeraża skaowaie lustrzanką, to takie leciutkie i niezobowiązujące wideło może Ci obniży poziom lęku:
https://www.youtube.com/watch?v=AgOTk4ApEYs
Dobry skaner jest drogi i jeśli ma to być jednorazowa akcja, to lepiej oddać to do dobrego labu - zaoszczędzi się czas na szukanie takowego skanera, następnie skanowanie (100 filmów, to potrwa..) oraz późniejszy problem ze sprzedażą skanera (zakładamy jednorazowość akcji). Z tymże nie wiem, skąd cena 50 groszy za skan... Lab ze skanerem bębnowym albo Coolscanem 9000 za zeskanowanie rolki filmu przy 4000dpi bierze w przedziale 80 - 100 PLN, co daje ok. 2,5 zł za skan. Przy takiej ilości może dałoby się dogadać, ale myślę, że poniżej 5'000 PLN by to nie wyszło.
Nie jestem pewien, ale chyba Agfa zaprzestała supportu dla skanerów. W tej chwili Epson lub Canon, ew. Minolta do małego obrazka.
R6008, Y124G, Ye35, ZI; Blog
No bo kolega to nie zakład tylko fotograf i rozdzielczość to nie 4000dpi tylko coś koło 2900. Robiłem z tego powiększenia 30x45cm i wyszły po prostu genialnie. Skany średnioformatowe tym bardziej śliczne.
Generalnie nawet przy tych 50gr za klatkę robi się niezła sumka, ale weźmy pod uwagę, że normalnie trzeba by na tyle filmów poświęcić parę tygodni w warunkach domowych. Wszystko to kwestia kasy i posiadania pracy. Ja jestem bzrobotny, więc wolałbym kupić jakiegoś Microteka za 1700zł i na spokojnie sobie skanować przez miesiąc, bo i tak nie mam co robić. Jednak jak ktoś ma etat i mało czasu to ma do wyboru zapłacić i odebrać za tydzień albo kupić skaner i męczyć się pół roku. Druga sprawa to oprogramowanie. Ja wolę skanować do RAWa i mieć plik rzędu kilkunastu MB, ale ja posiadam Lightrooma, więc sobie mogę odwracać do pozytywu i grzebać w ustawieniach. Ktoś, kto nie ma LR musi pewnie poprosić o TIFFa, który będzie już miał kilkadziesiąt MB i będzie odwrócony.
@Zdyboo, ja korzystałem z wielu skanerów. Minolta QuickScan 35, Nikon Coolscan (nie pamiętam numeru), Epson 4490 i ostatnio Epson V750 (przez parę lat). Wszystko to wolny syf. Jeśli skaner skanuje klatkę o wielkości, np.12mpx w ciągu 90 sekund, a aparat zapisuje taką samą klatkę w ciągu sekundy, to znaczy, że producenci najwyraźniej dają dupska na całej linii. Jeśli pasek CCD jest za wolny to niech go przyspieszą. Skoro matryca CMOS może odczytać tyle linii w sekundę to jedna zasmarkana linijka pikseli mowinna przesuwać się pod zdjęciem w ciąg max 3 sekund a nie prawie dwóch minut. Jeśli są problemy związane z ruchomymi elementami to może lepiej wstawić matrycę i układ optyczny? Króko mówiąc skanery zaczęły umierać zanim się w ogóle rynek rozkręcił i ta technologia na zawsze będzie niedorozwinięta. Idealny skaner to światło błyskowe, obiektyw z zoomem pozwalający na skanowanie różnych formatów czy fragmentów i porządna matryca np. 24mpx. Owszem, takie urządzenie by miało wielkość drukarki, ale za to byłoby na miarę XXI wieku. Póki co mamy suwające się paseczki a nad nimi zakurzona szyba.
elmo, muszę przyznać, dałeś czadu. Wyszydzane przez nas tanie skanery mają z grubsza właśnie taką konstrukcję, jak byś chciał. Życzę smacznego. Autofocus czasem się zdarzy nawet. Skutek jest taki, że nie jest dobrze. Skanery takie stosuje się też np. w reprodukcji wydawnictw zwartych na przemysłową skalę. Kiedy chcesz podnieść jakość, to nawet cyfrakiem możesz machnąć wiele zdjęć i później wyciągnąc z tego możliwie dużo, ale to skomplikowany zabieg i czasochłonny, a przecież podstawową zaletą miała być szybkość pracy. Nikon robi skanery, sprzedaje je za kupę forsy, działają w ten sposób i zdarzają się skargi na utratę ostrości na brzegach obrazu. Wielkość matrycy liczona w Mpix nic tu nie ma do rzeczy, bo to optyka jest problematyczna, nie pozwala na zeskanowanie klatki negatywu z jakością w 150-200 liniach na mm w całości kadru, nie jednym zdjęciem. A tyle z grubsza trzeba, żeby ziarno wyszło wyraźne (to jest z grubsza 20 Mpix danych). Płaszczak ma o wiele lepsze parametry (bo zeskanuje każdy w podobnej rozdzielczości), jest przy tym znacznie mniejszy, a nie każdy ma biurko wielkości hangaru i zapłaci za transport kontenera z Tajwanu. Więc, naprawdę, ma to sens. Podobnie ma sens jeszcze bardziej absurdalnie skonstruowany skaner bębnowy. Natomiast nie widzę go w przypadku skanerów fotografujących cały obraz naraz - te w takich zastosowaniach, jak nam potrzeba, średnio się sprawdzają. Czy raczej: trzeba zapłacić krocie, żeby było dobrze.
MZ nie ma sensu odpalanie dwóch kafli za miłą, przyjemną, pełną wspomnień i autorefleksji robotę, którą, ze względu na trwałość nośników analogowych, można swobodnie robić np. wyłącznie w dni rozpoczęcia igrzysk, przez jeden dzień co cztery lata. Pali się komuś? Było, że ma być szybko? Nie było.
Dla 99% użytkowników to jest jedno wielkie zawracanie głowy.
Do szybkiej archiwizacji wystarcza taki pseudoskaner za parę groszy, od którego się zaczął ten wątek. Jakość marna, za to błyskawicznie zrobiona robota. Do pojedynczych filmów małoobrazkowych też nie trzeba cudować. Płaskie skanery dają radę, a kto ma ambicję na trochę więcej, to są dostępne na rynku fotoskanery w klasie cenowej 300-400 euro, dające realną rozdzielczość ca. 3200 dpi, np. Reflecta Proscan 7200, którego używam od kilku miesięcy. Skanują szybko i dobrze. Z kilkumegabajtowych jotpegów wychodzą mi takie wydruki A4 i A3 dla siebie i na prezenty dla krewnych i znajomych, że mucha nie siada, bez żadnej dodatkowej obróbki albo z minimalną obróbką. Ważne, żeby opanować podstawy sztuki skanowania, a wcale nie jest to takie to proste, jak się może wydawać. Ważne też, żeby na końcu procesu był dobry papier i dobra drukarka, aczkolwiek idę o zakład, że na pierwszy rzut oka nikt tutaj nie odróżniłby, co wydrukowałem w formacie A4 nowiutkim Epsonem R3000, a co 12-letnim HP Deskjetem, który niestety dożywa swoich dni. Jeżeli raz w życiu będę potrzebował formatu większego niż A3, to oddam do zakładu, żeby mi zrobili taniej i lepiej, niż gdybym miał robić sam.
Trochę poważniejszy temat jest ze średnim formatem. Jeśli komuś nie wystarcza płaski skaner z ramką, to na przyzwoity fotoskaner do średniego trzeba wydać ok. 1500 euro. Ma sens, gdy ktoś robi dużo w średnim formacie. Przy małym przerobie - jak u mnie, dopiero stawiam pierwsze kroki - można sobie płaszczakiem zeskanować odbitki kontaktowe. Jak się zeskanuje odbitki nieco większe (np. 20x20 cm), to gwarantuję, że wszystkie okoliczne panny będą wniebowzięte z zachwytu.
Wesołych świąt życzy partia i rząd.![]()
Myślę, że zauważyłbyś różnicę w skanie nawet małego obrazka skanerem za 1'200 PLN i takim za 12'000 PLN. Miałem na myśli to, że w mojej ocenie wciąż najlepszym sposobem na drukowanie analogowych zdjęć jest dobry skaner, kupa wolnego czasu i odpowiedni zasób piwa. Jeśli mówimy oczywiście o wysokiej jakości tego wszystkiego. Do archiwizacji można przecież czymkolwiek. Inne pytanie - na co komu taka do dupy archiwizacja, na którą potem patrzeć się nie da? Ja - choć to trwa oczywiście długo - wszystko co warte archiwizacji skanuję w pełnej rozdzielczości, pełnej głębi koloru itd. Po co sobie dwa razy robić robotę?
Do takich wniosków również doszedłem i dlatego po prostu dołożę troszkę kaski i kupię coś, co pozwoli mi zeskanować mały obrazek w 2400-3200 dpi w rozsądnej jakości.
A jak mnie najdzie ochota i natchnieniena którąś z klatek, to po prostu zapłacę za skan i tyle.
Nie będzie takich wiele![]()
Przeciez było, ze ma byc szybko: 'potrzebuje w mozliwie krotkim czasie zeskanowac (...)'
Skontaktuj się z nami