Myślę, że się zgadzam, że zauważyłbym.
Aczkolwiek za nową przykładowo wymienioną Reflectę PS7200 (z hardłerowym ICE) dałem ca. 350 euro plus 80 euro za Vuescana, to jest razem ok. 430 euro. Za te pieniądze dostajesz 3250 dpi efektywnej rozdzielczości (w tym skanerze efektywna=90% nominalnej, co jest rzadkością wśród skanerów, odpowiada ok. 14 MP) i możesz być więcej niż zadowolony, gdyż jest co najmniej dobrze. Naświetlenie i kolory to odrębne zagadnienia, trzeba metodą prób i błędów lub z podręcznikiem nauczyć się ustawień programu, żeby było bardzo dobrze.
Po czterech miesiącach użytkowania (średnio raz w tygodniu cały wieczór na 1-2 filmy, równolegle sport w TV lub inne zajęcia domowe) odsetek dupnych skanów mam minimalny z wyraźną tendencją spadkową. Tempo skanowania jest dobre mimo ręcznego przesuwu ramki. Na maksymalnej rozdzielczości schodzi około 3 minuty na klatkę. Zdecydowana większość zdjęć po minimalnej obróbce (niektóre wręcz bez obróbki) daje bardzo dobrą jakość wydruku A4 i A3. Z Silverfastem prawie na pewno byłoby jeszcze lepiej, ale czy jest sens wydawać kupę kasy na chorą filozofię sprzedaży Silverfasta? Mnie korciło, ale na razie sobie odpuściłem.
Plus minus porównywalny jest Plustek 8200i. Są też inne modele w tej klasie. Wyboru należy dokonać stosownie do indywidualnych potrzeb, np. jedne mają możliwość automatycznego przesuwu pasków, inne mogą robić pojedyncze negatywy itd.
Za używanego (ergo o niejasnej przeszłości, należy być ostrożnym przy zakupie) Nikona Coolscana V ED trzeba dać około dwa razy tyle. Za fabrycznie nowego (nieużywanego), który tu i ówdzie się trafia, chcą 10 razy tyle. Czy skany z niego będą 2 razy, względnie aż 10 razy lepsze? Nie jestem z definicji przekonany, musiałbym spróbować. Efektywnie dostałbym ca. 4000 dpi, czyli o 20 % więcej. Większe znaczenie prawdopodobnie miałaby lepsza mechanizacja procesu i szybkość obróbki dzięki Coolscanowi, ale to z kolei byłoby ważne wtedy, gdyby tych filmów do zeskanowania było kilkakrotnie więcej.
Przy Super Coolscanach różnica w cenie jest jeszcze większa, a przecież jakość finalnego obrazka zależy nie tylko od skanera.Na dobry papier i dobrą drukarkę również nie należy żałować pieniędzy i ja nie pożałowałem.
No i jest podstawowa kwestia jakości materiału wyjściowego. Jeżeli zrobiłeś marne zdjęcie lub jeśli film jest źle wywołany, to najlepszy skaner nie pomoże. Z g... bicza nie ukręcisz.
Łańcuch jest tak mocny, jak mocne jest najsłabsze ogniwo. Ogólnie biorąc są dwie grupy przypadków: albo nie masz barier budżetowych i wtedy bierzesz wszystko z najwyższej półki (czy ma sens, to jest odrębna kwestia, można długo dyskutować), albo masz ograniczenia budżetowe (lub inaczej rozkładasz priorytety) i wtedy trzeba szukać możliwie zrównoważonej kombinacji skanera i innych elementów procesu. Dawniej byłem zdecydowanym zwolennikiem pierwszej opcji. Z wiekiem mi przeszło i teraz ogólnie we wszystkich dziedzinach życia podobają mi się teorie zrównoważonego rozwoju.
Podpisuję się oburącz i obunóż. W sensie, że jeśli nie ciemnia, tradycyjny powiększalnik i papier światłoczuły, to zdecydowanie skaner w domu.![]()
Gdy potrzebujesz coś w rodzaju stykówki, to spoko tym łajnem można robić. Przy odrobinie koncentracji (jeśli w tym czasie nie palisz fajek, nie pijesz kawy ani piwa, nie oglądasz meczu etc.) spokojnie obskoczysz w kwadrans film 36-klatkowy.Tak rozumiem archiwizację. Jeśli kadr mi się podoba i chcę wydrukować, to uruchamiam normalny skaner i pieszczę obrazek. Ile takich jest na jednym filmie? Hm, no tak, z M3 prawie wszystkie, to fakt, obojętnie czy założony był Elmar, czy Summicron.
![]()
Szukaj






Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami