Witam serdecznie;
Muszę się z wami podzielić wrażeniami z testu na brudzenie a raczej kurzenie się filtra dolnoprzepustowego, jaki zrobiłem z moim znajomym kilka dni temu.
Na wstępie sprzęt:
JA: Nikon D70s + Sigma 18-55 + Nikkor 75-240
ON: Canon EOS 400D + 18-55mm + 55-200mm
Miejsce: Las nad jeziorem, pogoda ładna, bezwietrzna, środek dnia, ciepło (co by kurz się większy w powietrze wzbijał)
Czas: ok 3 godziny
Podsumowanie:
Umówiliśmy się, że będziemy po prostu robić zdjęcia, przy czym co jakieś 20-30 min razem zmienialiśmy obiektywy (w tym samym miejscu i czasie). Podczas testu zmian było chyba z 10, nie liczyłem. Najważniejsze że była ich równa ilość. Po powrocie do domu poszliśmy do łazienki (romantycznie, co?) zrobiliśmy fotki testowe na białych kartkach i przy lampkach halogenowych sprawdziliśmy filtry.
Okazało się Canon nie ma żadnego większego pyłu, znalazłem tam tylko 3 paproszki w prawym, dolnym rogu zdjęcia. Nie było ich nawet widać. Nikon za to zaliczył ok 4 małych i 5 dużych paprochów.
Nie bardzo wiem, czym to sobie tłumaczyć. Już znajomi mówili mi, że nikony bardzo łatwo "łapią kurz". Nadmienię tutaj, że oba komplety obiektywów są czyste, po serwisie.
W związku z powyższym mam pytanie, czy jest możliwość, że w puszcze wyściełanej tym milutkim materiałem, powstaje pole elektrostatyczne przyciągające pyłki? Wiadomo, że to pole występuje praktycznie wszędzie, jednak są materiały, wokół których wytwarza się ono bardzo chętnie. Jeśli ktoś ma informacje na ten temat proszę o wypowiedź.
Pozdrawiam!
Szukaj



Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami