Ktos wspomniał o testach ekstremalnych.
Pracuję w kopalni, rok czy dwa lata temu przyjechało dwóch zawodowych fotografów ze sprzętem wartym ponoć dzisiątki tysięcy co by jakieś fotki do czegośtam cyknać. Nie byłem z nimi, nie umiem więc powiedzieć jaki mieli sprzęt, całą historię znam z opowiadań mojego szefa.

Szefo zabrał gości na auto, a że kopalniane samochody mają dach tylko nad kierowcą i pasażerem, a zaczeło kapać na głowy, to mówi do drugiego gościa co do kabiny się nie załapał, że może bezpieczniej dla aparatu dać go koledze. Panowie przynali rację i kolega jadący w kabinie zabrał sprzet siedzącego na pace. Dojechali na miejsce, szefo zachęca do wysiadania, gość z kabiny otwiera drzwi, wysiada z auta ... i 30 tysięcy złotych (ponoć tak w spazmach krzyczał właściciel) ląduje w błocie po kolana.

Podobno odczyścili