Z tego co wiem, to tak (w granicach jakiegoś tam błędu). A poza tym z definicji wolałem szkło, które daje mi możliwość uchwycenia mniejszego detalu przy minimalnej odległości ostrzenia. Ja rozumiem, że zoom nie będzie trzymał idealnie długości ogniskowej, ale przeskok z 200 na 135 mm w VRII uznałem za grubą przesadę.
I jeszcze taki mały szczególik, ale dla mnie bardzo użyteczny: stary VR ma guziki AF-lock, używam i bardzo sobie chwalę. VRII zostal ich pozbawiony.
W ogóle z modelu na model widać, że Nikon jakby oszczędzał na czym się da. Robi coraz ostrzejsze szkła (14-24, 24-70, 70-200), ale coraz gorzej wykonane i okrojone z czego się da. Ale to inny temat. Zestawiając w tabelce wady i zalety wszystkich trzech rozpatrywanych 70-200 ze stabilizacją, stary VR wydał mi się zakupem optymalnym
Obrońcy "oddychania" VRII argumentują, że to taki "ficzer" pozwalający na swobodniejsze kadrowanie. Ale ja już taki "ficzer" mam i on się nazywa 135/2, nie mówiąc o tym, że w starym VR też jest ogniskowa 135 dostępna (i to prawdziwa), więc dziwne to tłumaczenie. Kolejny argument, że można fotografować z nieco mniejszej odległości. Co z tego, skoro przez to "oddychanie" skala odwzorowania i tak jest gorsza. Takie pokrętne usprawieldiwianie oczywistej wady (oczywistej dla mnie, zaznaczam).
Szukaj



Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami