Close

Strona 540 z 1948 PierwszyPierwszy ... 4044049053053853954054154255059064010401540 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 5 391 do 5 400 z 19477

Wątek: Humor

  1. #5391

    Domyślnie

    to możne coś jeszcze z demotywatorów
    http://demotywatory.pl/page/6 xP

  2. #5392

    Domyślnie

    a ja wrzuce tekst dedykowany wszystkim 'Kociarzom'. Uwaga, dlugi. Uwaga, wulgaryzmy.

    Posiadam.

    Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska,
    rasy małe kocie.

    Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to
    bez przerwy za mną i trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla
    samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć
    jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się
    zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż,
    reszta to nie mój problem.

    Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w
    celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie
    wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze
    lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki- nie
    nastręcza mi to wiele problemów.

    Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania łazienki,
    gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot
    robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć.

    Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą,
    więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i "myśleć". Ja
    jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam
    dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na
    swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma
    małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że
    trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie
    zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł
    wejść- taka technologia po prostu.

    Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na
    niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w
    szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał- a wtedy wiadomo-
    wąż.

    Dobrze więc- uporządkuję- żona- delegacja, ja praca- wracam, wchodzę do
    domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to
    zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem- ja toaletka,
    okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni- więc spokojnie
    wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek
    wskakuje na kaloryfer na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie.
    Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały
    s******l jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla.
    Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja
    *******ę. Nie ni ****a to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest
    ***** za duży- żeby przejść tym syfonem.

    Ale słyszę tylko pizdut- oż ***** no to nie mogło mi się zdawać- coś
    ciężkiego poszło w pion. ***** wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali
    mi się przed oczami. Kot ***** popłynął wprost w odmęty prawego dopływu
    królowej polskich rzek. Lecę ***** na dół do piwnicy- choć może powinienem
    od razu do schroniska- zanim wróci moja żona- nie ma wafla, znajdę jakiegoś
    małego czarnego s******la z białą krawatką, nie było jej kilka dni może się
    nie połapie.

    Ale **** - najpierw do piwnicy- zbiegam po schodach, słucham coś drapie w
    rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest *****, żyje i nie poleciał
    do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie- to **** przynajmniej będę miał
    jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko
    nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ****a trefla, że kot sam
    wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie
    można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici kici. Ni ****a, nie przyjdzie,
    wołam, wołam, a ten ***** głąb zamiast przyjść do mnie to ***** chce iść tam
    skąd przyszedł czyli do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I
    udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół.

    No *****ało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny.
    Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- i ni ****a- uparł
    się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć
    rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda- fight fire with fire- ogień
    zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami którymi używam
    na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na
    górę do kibla- geberit i woda w dół- bombs gone. I bieg do piwnicy.

    Po drodze słyszę jak się przewala po rurach- podziałało.

    Wbiegam do piwnicy i ***** koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no może z
    jedna, cała prowizoryczna tama poszła w **** i kota też nie słychać już.

    Ja *******ę. ***** gdzie ta rura teraz idzie- coś mi świtnęło, że
    kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów- może nie wszystko stracone i
    gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka-
    mam nadzieję, że to od mojego domu.

    Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót
    do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery-
    najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na ulicy- mam pas
    do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny- poszło aż
    zakurzyło.

    Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie.

    Smród jak cholera ale złażę tam- ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że
    idzie od mojego domu. Latarka. ***** mam w aucie, ****owa ale może starczy.

    Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije- przywykłem po chwili.
    Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici,
    kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja
    *******ę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi a na
    dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic.
    Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

    Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej.
    Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł do głównej
    nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę tylko miauczenie
    i nic nie widzę. Poszedł gdzieś wpizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się
    w tą otwartą studzienkę nie w*******ił bo na ulicy ciemno.

    Sąsiad *****- ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak
    próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz ****
    złamany stoi i się dopytuje.

    Co mam mu ***** powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację?

    Idźżesz w **** pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i
    pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria i
    wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach- a ten baran się
    przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za
    swoje.

    Wracając do kota- bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe-
    więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę.
    Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie
    dobrowolnie.

    ***** drugi sąsiad przyszedł- po pięciu minutach następny odmyka wieko,
    teoria samospełniającej się przepowiedni działa- ***** ludzie to są barany.

    Idę do domu, obie wanny pełne, ognia- spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa
    spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ****a to go musi wygonić albo utopić.

    Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego s******la dalej nie
    wylało z kąpielą.

    ***** mać- urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej
    wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki- w ****- jak się to gdzieś przytka to
    będę miał przejebane.

    Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten *********y dekiel.

    Wchodzę- a ten s******l kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja *******ę!
    Jak on ***** wyszedł- którędy? Ano ***** wziernikiem w piwnicy- zostawiłem
    otwarty. Ja ***** stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli.
    Zajebie. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. ***** mać.
    Przynajmniej kuleje.

    Straty- zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana
    piwnica- bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na
    piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy- poszedł w
    ****, latarka- w ****, pogrzebacz w ****.

    Afera na ulicy jak ****.
    Pursue happiness with diligence

  3. #5393

    Domyślnie

    Posiadam.

    Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej
    To mnie zabiło...

  4. #5394

    Domyślnie

    Hehe, aż mi się przypomniał stary tekst:

    Jak zaaplikować kotu tabletkę
    1. Weź kota na ręce i otocz go lewym ramieniem tak, jak się trzyma niemowlę. Umieść palec wskazujący i kciuk
    prawej ręki po obu stronach pyska i naciśnij lekko trzymając tabletkę w pozostałych palcach prawej ręki. Gdy kot
    otworzy pysk wpuść tabletkę, pozwól kotu zamknąć pysk i przełknąć.
    2. Podnieś tabletkę z podłogi i wyciągnij kota spod tapczanu. Ponownie otocz kota lewym ramieniem i powtórz
    cały proces jeszcze raz.
    3. Wyciągnij kota z sypialni i wyrzuć rozmamłaną już tabletkę.
    4. Wyjmij nową tabletkę z opakowania, otocz kota lewym ramieniem jednocześnie trzymając lewą ręką wierzgające
    tylne nogi. Rozewrzyj pysk kota i palcem wskazującym prawej ręki wepchnij tabletkę tak głęboko jak się da.
    Przytrzymaj kotu zamknięty pysk i policz do dziesięciu.
    5. Wyciągnij tabletkę z akwarium a kota z garderoby. Zawołaj żonę do pomocy.
    6. Przyduś kota do podłogi klinując go między kolanami jednocześnie trzymając wierzgające przednie i tylnie łapy.
    Nie zwracaj uwagi na niskie warczące odgłosy wydawane w tym czasie przez kota. Niech żona przytrzyma głowę
    kota jednocześnie wpychając mu drewniana linijkę miedzy zęby. Następnie wsuń tabletkę wzdłuż linijki miedzy
    rozwarte zęby i intensywnie pogłaszcz kota po gardle, co skłoni go do przełknięcia.
    7. Wyciągnij kota siedzącego na karniszach i rozpakuj nowa tabletkę. Zanotuj sobie, żeby wymienić firanki.
    Pozbieraj kawałki porcelany z potłuczonej wazy, możesz je posklejać później.
    8. Owiń kota w ręcznik kąpielowy, a następnie niech żona położy się na kocie tak, żeby tylko jego głowa wystawała
    spod jej pachy. Umieść tabletkę w środku plastikowej rurki do napojów. Przy pomocy ołówka otwórz kotu pysk i
    wcisnąwszy rurkę miedzy rozwarte zęby mocno wdmuchnij tabletkę do środka.
    9. Sprawdź na opakowaniu, czy tabletki nie są szkodliwe dla ludzi, a następnie wypij jedna butelkę piwa żeby
    pozbyć się nieprzyjemnego smaku w ustach. Zabandażuj żonie rozdrapane ramię, a następnie przy pomocy ciepłej
    wody z mydłem usuń plamy krwi z dywanu.
    10. Przynieś kota z altanki sąsiada. Rozpakuj następną tabletkę. Przygotuj następną butelkę piwa. Umieść kota w
    drzwiczkach od kredensu tak, żeby przez szczelinę wystawała tylko jego głowa. Rozewrzyj mu pysk łyżeczką od
    herbaty i przy pomocy gumki ,,recepturki'' strzel tabletką miedzy rozwarte zęby.
    11. Przynieś śrubokręt i przykręć wyrwane zawiasy z drzwiczek na swoje miejsce. Wypij piwo. Weź butelkę wódki.
    Nalej do kieliszka i wypij. Przyłóż zimny kompres do policzka i sprawdź, kiedy ostatnio byłeś szczepiony na tężec.
    Przemyj policzek wódką w celu zdezynfekowania rany i wypij kolejny kieliszek, aby ukoić ból. Podartą koszule możesz
    już wyrzucić.
    12. Zadzwoń po straż pożarna, żeby ściągnęli tego cholernego kota z drzewa. Przeproś sąsiada, który wjechał
    samochodem w płot próbując ominąć kota przebiegającego przez ulicę. Wyjmij kolejnę tabletkę z opakowania.
    13. Skrępuj tego drania przy pomocy sznurka od bielizny związując razem przednie i tylnie łapy, a następnie
    przywiąż go do nogi od stołu. Weź grube skórzane rękawice ogrodnicze. Wciśnij tabletkę kotu do gardła popychając
    dużym kawałkiem polędwicy wieprzowej. Już nie musisz być delikatny. Przytrzymaj głowę kota pionowo i wlej mu
    dwie szklanki wody wprost do gardła żeby spłukać tabletkę.
    14. Wypij pozostałą wódkę z butelki. Pozwól żonie zawieźć się na pogotowie. Siedź spokojnie, żeby doktor mógł
    zaszyć ci ramię i wyjąć resztki tabletki z oka. Po drodze do domu wstąp do sklepu meblowego i kup nowy stół.
    15. Zadzwoń do schroniska dla zwierząt, żeby zabrali tego mutanta z piekła rodem i sprawdź, czy w pobliskim
    sklepie zoologicznym nie mają chomików.

    Jak zaaplikować psu tabletkę:
    Zawiń tabletkę w plaster szynki i zawołaj psa.

    ---
    Nawiązując dalej do kotów - prosta gierka: http://www.ferryhalim.com/orisinal/g3/drift.htm
    A jeśli już linkuję strony - uwaga wciąga: http://whatthemovie.com/ (zgadujemy tytuły filmów po screenach)
    Ostatnio edytowane przez everyman ; 26-11-2009 o 23:58

  5. #5395

    Domyślnie

    Spójrzcie na tą perełkę


  6. #5396

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Boryszuk Zobacz posta
    s******l jak nie śmignie
    *******ę. Nie ni ****a to niemożliwe jest....
    ***** za duży
    Ale ****...
    Wbiegam do piwnicy i ***** koniec świata.
    Ja *******ę. *****...
    Poszedł gdzieś wpizdu...
    Sąsiad *****...
    Co mam mu ***** powiedzieć?
    Idźżesz w **** pacanie...
    wszystkie ścieki się wracają...
    Papierosik i czekam pod studzienką ...
    ***** ...
    ***** mać.. ... przejebane.
    ... ***** ...****, latarka- w ****, pogrzebacz w ****.
    Afera na ulicy jak ****.
    Bez obrazy, ale żałosne.
    Niestety już nie fotografuję, gdyż każdy jest lepszy ode mnie, ale miło mi pozostać w sympatycznym gronie

  7. #5397

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Bonthyc Zobacz posta
    Spójrzcie na tą perełkę

    A to jest z kolei genialne
    Niestety już nie fotografuję, gdyż każdy jest lepszy ode mnie, ale miło mi pozostać w sympatycznym gronie

  8. #5398

    Domyślnie

    A nawiasu nie musi byc ? O tak 2+(2*2)=6
    D700,D200, F100, F, F2, F3, EL, FE2, Nikkormat FT2, Nicca Tower, Canon A1, F1, FTb, Olympus E1, OM1, OM10, Kodak 35, Pentax SP2, ME, Ricoh KR, 500G, Fuji i ZenitE

  9. #5399

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez sprocket Zobacz posta
    A nawiasu nie musi byc ? O tak 2+(2*2)=6
    nie musi. Istnieje kolejność działań

  10. #5400

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez sprocket Zobacz posta
    A nawiasu nie musi byc ? O tak 2+(2*2)=6
    litosci

Strona 540 z 1948 PierwszyPierwszy ... 4044049053053853954054154255059064010401540 ... OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •