Nikt mnie nie pobije, jesli chodzi o znalezienie czegoś.
Wyobraźcie sobie plener foto. 5 rano, wschód słońca. Ogromna przestrzeń. Pięknie. Łąki jak okiem sięgnąć. Samotne drzewo. Kilka koni. Unosząca się nad ziemią mgiełka. Mokro. Trawa po kolana, jesteśmy w kaloszach. Piękne pajęczyny z rosą. Wyszlismy w teren (jakies 8 osób) pół godziny za wcześnie. Słońce wstało, focimy jeszcze 1,5 - 2 godziny. Rozeszliśmy się po obszarze 1x2 kilometry. Wracamy i jedna fotografka mówi, ze nie ma telefonu
Telefon wyciszyła. Nie wiadomo kiedy jej wypadł. Prosiła byśmy pomogli go szukać. Beznadziejna sprawa. No ale prosila. Chodzilismy po tych polach godzinę. Ludzie juz byli żli. Niewyspani. Sprawa beznadziejna. I co? Znalazłem. Po prostu go zobaczyłem. W wysokiej trawie! Obszar 2 km kwadratowe!Igła w stogu siana to nic przy tym. Ma sie to oko
![]()
Szukaj



Odpowiedz z cytatem

a ile się naratowałem w rzekach to moje

Skontaktuj się z nami