Widzę, że sytuacja się rozwija, to dodam parę groszy od siebie.
Niestety chyba spora przepaść dzieli Nikona i ich agencję PR.
- jestem członkiem NPSu i to działa
- ilekroć dawałem aparat do czyszczenia to zawsze było bezproblemowo
- ilekroć dostawałem sprzęt do testów to nie było problemów. Raz mogłem dłużej go przetrzymać, bo akurat były święta. Zero problemów
- nie miałem problemów z kontaktem z ludźmi Nikona (głównie dział NPS)
- parę razy nawet do mnie zadzwoniono/napisano z propozycją przetestowania sprzętu, co mi się bardzo podoba
Ogólnie więc nie miałem nigdy osobiście problemów z Nikon Polska i jestem zadowolony.
A teraz z drugiej strony:
- miałem kiedyś pewien pomysł na wspólną promocję ale agencja nie była zainteresowana. Gdzieś podświadomie uważam, że pomysł był dobry, tylko agencja nie chciała ruszyć mózgiem.
- moja żona wygrała aparat w którymś tam ich konkursie i czekała na przesyłkę ponad miesiąc. W regulaminie była prośba o wysłanie informacji na mail X, ale napisała i tak jakaś osoba z maila Y i na niego prosiła wysłać potwierdzenie, czyli lekki bałagan. Potem faktycznie zero kontaktu.
- po ponownym mailu, gdzie wyraziła zaniepokojenie (czy aparat nie zaginął) faktycznie się ktoś skontaktował, więc jest to drobny plus.
Niestety działania agencji PR są zupełnie amatorskie i niskobudżetowe. Albo agencja jest tak samo tania jak kiepska, albo w Nikon Polska po prostu nie widzą problemu i płacą im kupę kasy. Podejrzewam, że przypadkowa grupa 10 użytkowników tego forum stworzyłaby taki plan marketingowy, że agencja by się zapadła pod ziemię. Amatorszczyzna i tyle.
No i obecna sytuacja pogorszyła tylko cały ten wizerunek. Ile prawdy jest w wypowiedziach blogerki nigdy się nie dowiemy, ale gdyby hipotetycznie wszystko działo się tak, jak wynika z jej opisu, to Nikon czy ich agencja powinna była jakoś się wykazać. Abstrahuję od tego, że aparat się jej nie należy, no bo z jakiej racji, ale jednak taka sytuacja to doskonała okazja do marketingu. Wystarczyłoby przygotować 6 kompletów Nikona 3200 z jakimś ciemnym słoikiem i pod jej facebookowym wpisem napisać (na przykład): kolejne 5 osób, które wpiszą się w komentarzach dostanie aparaty a szósty kit dla blogerki. Nieważne, że to dziecinne, nieważne, że się jej nie należał aparat, ale ważne, że gówniarzeria by sikała po nogach z podniecenia i w stronę Nikona poszedłby 'szacun'. Ewentualnie można by stworzyć jakiś formularz czynny przez godzinę czy dzień na stronie Nikona i losowanie spośród osób, które się zdążą zarejestrować. Koszt paru aparatów praktycznie zerowy, a szum medialny ogromny i właśnie tenże 'respect' wśród facebookowych pokemonów. Nawet gdyby blogerka zjechała Nikona za coś tam, to i tak nikt by nie pamiętał albo nie uwierzył.
To tylko przykład akcji wymyślonej na poczekaniu, ale możliwości jest bardzo wiele. Agencja niestety daje ciała. Gdybym był Nikonem to bym zerwał umowę z agencją i jeszcze zażądał odszkodowania, bo nawet bez tego ostatniego incydentu marketing nie szedł dobrze.
Niestety rozdawanie produktów nie jest w Polsce popularne, no bo po prostu po co konsumenta przyzwyczajać do tego. Okazuje się jednak, że jest to najlepszy i NAJTAŃSZY sposób reklamy właśnie w dobie social media. Wyobraźmy sobie co by się działo, gdybym ja, albo ktoś z nas, dostał w prezencie D800 i trochę kasy na przygotowanie relacji z podróży. Spakowałbym manatki i Nikon miałby taką promocję, że by im kapcie pospadały, no bo Nikoniarz by się cieszył z tego, że dostał aparat i w dodatku pisze o miejscach, które zwiedził i zamieszcza zdjęcia. No kosztuje to ich wtedy dwie dychy, ale reklama jakich mało.
Podobne rzeczy robił i robi Fuji, ale idzie im to kiepsko. Robią konkurs z głosowaniem i wiadomo, że sobie dzieciaki głosują. Wszystko dzieje się na ich portalu, więc szefostwo się cieszy, że robią konkurencję facebookowi, a my wszyscy wiemy, że nikt oprócz samych 'konkursowiczów' tam nie wchodzi i nie ogląda gniotów. Konkurs wygrywa jakiś amator i wiadomo jakie zdjęcia z tego wychodzą. Czyli prawie dobry pomysł.
Niestety nie ma nic skuteczniejszego niż zaoferowanie aparatów profesjonalistom i puszczenie tego do głównych mediów społecznych. Wtedy zdjęcia zapierają dech w piersiach amatorów (bo to oni a nie my jesteśmy targetem) i sprzedaż rośnie. W innych krajach fotografowie dostają prototypy na wiele tygodni przed premierą i dzięki temu na dzień premiery danego aparatu już jest całe mnóstwo filmów pochwalnych i materiałów promocyjnych. U nas jedynie pójdzie fama, że Nikon tak cienko przędzie, że poślizg o 1300 czy 2500zł spowoduje ich bankructwo.
Ja teżdlatego mam od dwóch lat telefon na kartę. Byłem 'abonamentowcem' Orange od ponad 15 lat i kiedyś dostawałem ofertę, którą mogłem negocjować. Czułem, że warto mieć ten staż i być 'wiernym'. Niestety od paru lat dzwonili do mnie konsultanci i pod przykrywką super indywidualnej oferty oferowali mi to co i tak wszyscy dostają i co jest widoczne na ich stronie internetowej. Więc 'szczeliłem focha' i przeniosłem się na kartę. Po prostu Orange by padł, gdyby musiał mi zaoferować telefon za 200zł zamiast za 600. Taki wydatek jest nie do udźwignięcia przez firmę.
Szukaj



Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami