Sorry, ale to są jakieś banialuki. Nie chodzi mi o przygody pana Lisewskiego, ale o podejście, że się nie da, bo się nie tak nie robi.
Jako odpowiedź napiszę tylko: Steve Fossett.
Szukaj
Sorry, ale to są jakieś banialuki. Nie chodzi mi o przygody pana Lisewskiego, ale o podejście, że się nie da, bo się nie tak nie robi.
Jako odpowiedź napiszę tylko: Steve Fossett.
Mi się wydaje, że tu jest tak cienka linia miedzy odwagą a głupotą, że nawet czasami trudno to oceniać. W każdym razie Steve Fossett zginął w czasie jednej ze swoich wypraw. Z drugiej strony jednak jego wyczyny zawsze były dobrze przygotowane.
Wracając do naszego Janka, to ogólnie trudno mi oceniać wykonalność całego zadania, bo nie znam kompletnie tej dyscypliny, ale z informacji jakie docierają po czasie jawi mi się on jako wielki bufon. Coraz więcej faktów świadczy o tym, że odwalił amatorszczyznę, a winnych szuka wszędzie w około. Jak to kiedyś przeczytałem "przesiąkł zajebistością"![]()
d90 | N 35 1.8 | N 18-105 | Metz 50 af-1 + wielkie chęci i mało czasu
Nikon http://greg77.com/
Najłatwiej po zakończeniu wyczynu. Jak się uda, to wszyscy może patrzą jak na szaleńca, ale z podziwem, bo dał radę.
Jak się nie udało, to wszyscy się pukają w czoło, że przecież udać się nie mogło i jak on śmiał porywać się z motyką na słońce.
Większość ludzi, którzy "żyją" z przekraczania kolejnych granic, doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji. Taki Travis Pastrana, który ma na koncie niejeden szalony wyczyn, w końcu stwierdził, że kończy karierę w FMX i przenosi się do spokojniejszych rajdów.
Angole w 1940, tez nie mogli uwierzyć, że Dywizjon 303 ma tyle strąceń, dopiero jak się weryfikator z nimi przeleciał, to zobaczył, że można podlecieć na 100 m i dopiero otworzyć ogień, a nie zaczynać strzelać z 300 metrów. Tak uczono w RAF, bo bliżej się nie da podlecieć.
Nieprawda. KLIK
Ostatnio edytowane przez zdyboo ; 13-03-2012 o 14:42
A ja znam to srodowisko i ten sport, sam nie uprawiam kitesurfingu, ale od dwoch lat jezdze z ekipa na sesje zdjeciowe, robie im zdjecia kilka razy do roku a z koles z ktorym pracuje ma szkole kitesurfingowa. Z rozmow z nimi wiem, ze to co on zrobil bylo chore i nieodpowiedzialne, slowa "tego sie nie robi" to ich slowa......
Po przeplynieciu Baltyku tez gadali to samo, ale nie wiedzialem do konca o kogo chodzi, no i teraz wiem.
Dlugo tez myslalem jak on ma zamiar przeplynac 200km z jednym latawce 12m....co by sie stalo gdyby byly szkwaly i wiatr byl by za silny, ciekaw jestem co by wtedy zrobil.....przy 25m/s 2m latawiec potrafi ostro sponiewierac amatora, wiem bo sam takim czasami sobie latam. Przymierzam sie do latawca, ale ladowego, landboard i boogie.
Zreszta sprawa wiatru dziala w obie strony, jak bedzie za mocno wialo to zle a jak przestanie wiac to tez zle.....wlasnie dlatego sie tego nie robi, warunki pogodowe sie zmieniaja, to bylo 200km a nie 20km.....nie mowil bym nic a wrecz byl bym dumny z Polaka gdyby to bylo zorganizowane na poziomie z lodzia asekuracyjna u boku.
Ostatnio edytowane przez Greg77 ; 13-03-2012 o 15:01
Nikon http://greg77.com/
zdybo a to mnie zaskoczyłeś - jakoś pamiętam informacje w tv, że steve zaginął w czasie kolejne próby bicia jakiegoś rekordu - widocznie mylę fakty, pewnie wtedy go uratowano.
W każdym razie wracając do Lisewskiego, to właśnie to mnie uderza jak bardzo było to nieprofesjonalnie przygotowane - wyłania się obraz jakby koleś pojechał na wakacje i pewnego dnia wsiadł na deskę i postanowił przepłynąć morze... Jeżeli prawdą jest, że nawet nie zapoznał się z obsługą sprzętu, który mógł mu uratować życie po czym wysyłał różne sygnały naciskając losowo guziczki... no to ja nie mam pytań. Zachowanie po akcji ratunkowej... Chyba każdy myślący/kulturalny człowiek wyrobił sobie zdanie po wypowiedziach tego pana.
Kilka razy w życiu spotkałem się z tego typu ludźmi - sam nie wiem co bardziej mnie wkurza - ich postawa, czy to, że zawsze znajdą sobie wpatrzonych w siebie ludzików, którzy łykają wszystko jak młode pelikany.
Ostatnio edytowane przez ekonet ; 13-03-2012 o 22:19 Powód: pis. (Lisieckiego)
d90 | N 35 1.8 | N 18-105 | Metz 50 af-1 + wielkie chęci i mało czasu
Szkoda, że nie dał rady - przygoda życia spotkałaby go w Arabii Saudyjskiej po wylądowaniu na brzegu....
To że człowiek przygotował wyprawę tak a nie inaczej to jedno, natomiast pretensje do całego świata że wyszło jak wyszło....
Syndrom pierwszej wizyty w kasynie - jeśli wygramy to wierzymy że następnym razem też będziemy "do przodu" i tragedia gotowa. Przegrana na początku pozwala się zreflektować.
Celebrycie-kiteowcowi niestety udało się przefrunąć Bałtyk i już okazało się że korona mórz stoi otworem. Proponuję Morze Beringa jako następne - dla ochłody "gorącej głowy".
Nie wiem, nie znam się - nie bierzcie mnie na poważnie.
Skontaktuj się z nami