Close

Strona 6 z 6 PierwszyPierwszy ... 456
Pokaż wyniki od 51 do 59 z 59

Wątek: Matury

  1. #51

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez kptYossarian Zobacz posta
    Dlaczego technika i szkoły zawodowe tak straciły na popularności ?
    Nie każdy może zostać prawnikiem/lekarzem/inżynierem, a ukończenie dobrego kierunku w technikum/zawodówce i kilka lat w zawodzie wydaje się być lepszym interesem niż LO + pierwszy lepszy kierunek.
    To jakaś moda, w której uczestnictwo pokutuje po latach ?
    Może po prostu wynika to z jednej strony z lenistwa, a z drugiej ze... wstydu? Z lenistwa dlatego, że w zawodzie (np. stolarza, rymarza, dekarza) trzeba po prostu się nauczyć wielu rzeczy, a efektem są fizyczne, materialne ustroje, które można łatwo ocenić (np. rozpadająca się podłoga czy piszczące krzesło jasno pokazują, że fachowiec jest raczej słaby). Osoba, która na studia poszła tylko po to, by mieć papierek i zaszyć się gdzieś w urzędzie, jest dużo bezpieczniejsza - ewentualne braki w wykształceniu nie wyjdą szybko na jaw, a nawet jeśli (pozdrowienia dla pewnej pani z pewnego urzędu), to i tak jest się bezkarnym.

    A ze wstydu dlatego, że - jak ja pamiętam z czasów, gdy kończyłem podstawówkę - do zawodówki było "wstyd iść, bo tam to tylko idą trójkowicze". Osoba "z ambicjami" musi wybrać co najmniej technikum, ale najlepiej liceum... Taka była presja rodziny i otoczenia, a i ja sam tak to widziałem.

  2. #52
    Oszczędny w słowach
    Dołączył
    10 2010
    Miasto
    Kołobrzeg
    Posty
    138

    Domyślnie

    Obecne matury to wynik "reform" obecnej pani minister, chorego systemu oświaty, "ciśnienia" rodziców na wykształcenie i przepaści w szansach oświatowych dzieciaków z różnych rejonów Polski.
    Problem znam od podszewki i na pewno będzie jeszcze gorzej...
    N

  3. #53

    Domyślnie

    Przyczyny tego stanu rzeczy są niestety dużo bardziej złożone, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Podstawowym problemem jest to, żeby po skończeniu takiej zawodówki, czy innego technikum, dało się normalnie zarabiać na życie. Żeby była robota, która da przyzwoite utrzymanie rodzinie.

    Wiele się mówi, że brakuje fachowców. Brakuje stolarzy, dekarzy, ślusarzy, a jak nawet są, to przewaznie niedouczeni partacze. Zastanówcie się jednak, gdzie jest dziś praca dla takich ludzi? Żeby taki fchowiec mógł wyciągnąć na czysto te swoje 2000,00 PLN miesięcznie (a to przecież tylko na przeżycie), to musi zarobić 5000,00 PLN miesięcznie (bo sa różne ZUSy, VATy, inne podatki, opłaty, koszty zakupu narzędzi, koszty dojazdu, itp). Jeśli taki ktoś pracuje 8 godzin, przez 5 dni w tygodniu i raz w roku ma urlop (jak prawie wszyscy), to w ciągu całego roku, miesięcznie wyjdzie mu jakieś 155 godzin roboczych. Za każdy przepracowany dzień (wliczając w to obowiązki biurokratyczne, dojazdy i inne konieczne straty czasu) musi więc brać średnio 250 PLN, o ile będzie miał ciągła robotę. Gdzie taki szewc, czy stolarz znajdzie ciągłą robotę za 250 PLN dziennie, codziennie? Jeden może i znajdzie, ale kilku innych już nie, bo nikt dziś nie naprawia obuwia, czy starych stołków. Butów się nie naprawia, bo one (szczególnie te chińskie) nie nadają się do żadnej naprawy - mozna je tylko wyrzucić i kupić nowe. Kiedyś ludzie zamawiali porządne drogie drewniane meble na lata, dziś kupują wiórowe badziewie w Ikei, albo w czymś podobnym, a jak się cos rozleci, to wywalają i kupują nowe. Takie meble ładnie wyglądają, bo są odpowiednio "podpicowane", ale nie nadają się do żadnej konkretnej naprawy, przeróbki, czy jakiejś modyfikacji. Czyli dla rzemieślnika nie ma tu roboty. Zresztą, jeśli nowe krzesło kosztuje 100 PLN, to kto rozsądny będzie naprawiął stare za 250 PLN (a to tylko 1 dzień pracy fachowca)? Kiedyś naprawiało się telewizory, a dziś się je wyrzuca i kupuje nowe. To samo z komórkami, komputerami, ekspresami do kawy i wszystkim innym.

    Taki gość po zawodówce, czy technikum może oczywiście iść do roboty w fabryce. Tylko co on tam będzie robił? Będzie wykonywał prostą, żeby nie powiedzieć prostacką, robotę, do której zostanie przyuczony w trzy, może cztery godziny. Po co więc uczyć się kilka lat jakiegoś konkretnego zawodu, jeśli typowa praca we współczesnej fabryce wymaga "kretyna" po krótkim kilkugodzinnym przyuczeniu (od biedy może być nawet jakiś manager, albo filolog po studiach). Żadna inwencja nie jest tam potrzebna, bo przecież jest ISO-ileśtam i dokładna specyfikacja, co i jak trzeba robić. Jak ktoś się "wychyli" z drobną innowacją, to najczesciej wyleci z roboty, bo nie przestrzega systemu jakości. Dziś zwyczajnie nie ma roboty dla dobrych fachowców po szkołach zawodowych i technikach. Nawet przecietny inżynier może mieć problem ze znalezieniem pracy zgodnej z kwalifikacjami, jeśli nie odpowiada mu rola karbowego w montowni jakiegoś złomu. Tak się niestety porobiło i raczej nic na to nie poradzimy.
    Ostatnio edytowane przez JK ; 02-07-2011 o 10:49
    Jacek

  4. #54

    Domyślnie

    Zaczerpnięte z tego wątku:

    ... Sam pisałem w tym roku maturę i z pierwszym twoim zdaniem się nie zgodzę, bo w tym roku matura była trudniejsza niż rok temu, nie powiem ze to na prawdę coś trudnego ...


    to tak do ogólnej dyskusji o poziomie nauczania
    Ostatnio edytowane przez drhardware ; 02-07-2011 o 10:44
    pozdrowienia
    drHardware. Moje zdjęcia zdradzają raczej dokumentalny charakter niźli artystyczny...

  5. #55

    Domyślnie

    Ku6i, widzę, że to Ty nadal nie rozumiesz. Miłego dnia.
    Kobieta z Sonnarem też może

  6. #56

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez JK Zobacz posta
    Przyczyny tego stanu rzeczy są niestety dużo bardziej złożone, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Podstawowym problemem jest to, żeby po skończeniu takiej zawodówki, czy innego technikum, dało się normalnie zarabiać na życie. Żeby była robota, która da przyzwoite utrzymanie rodzinie.
    Myślisz, że magistrowie i inżynierowie nie mają z tym problemu? Myślisz że jest godziwa praca po studiach. Obecnie jest więcej ofert pracy dla tokarzy, frezerów, ślusarzy itp. niż dla absolwentów uczelni.

    Cytat Zamieszczone przez JK Zobacz posta
    Wiele się mówi, że brakuje fachowców. Brakuje stolarzy, dekarzy, ślusarzy, a jak nawet są, to przewaznie niedouczeni partacze.
    Tak wśród nich jest wielu partaczy bo reforma edukacji spowodowała likwidację porządnych PRL-owskich zawodówek i dobiły je również reformy ekonomiczne. Która firma obecnie, przyjmie do nauki zawodu młodego człowieka po gimnazjum. Teraz jak się chcesz uczyć zawodu, to praktyki musisz sam sobie załatwić. Dawniej były tzw. warsztaty przyzakładowe, gdzie praktycznych umiejętności uczyli się elektrycy, ślusarze, tokarze, stolarze, malarze, dekarze, itp. itd. Mieli również praktyki w fabrykach, które tak obśmiewasz. Po takiej zawodówce wychodzili dobrze wyszkoleni fachowcy. To oni obecnie są doceniani w całej UE

    Cytat Zamieszczone przez JK Zobacz posta
    Gdzie taki szewc, czy stolarz znajdzie ciągłą robotę za 250 PLN dziennie, codziennie?
    Nietrafiony przykład. W tym przypadku to akurat zmiany w technologii, czy też inaczej mówiąc postęp technologiczny, wytwarzania obuwia i mebli wyparły te zawody z rynku. To tak jakbyś ubolewał nad tym, że obecnie kowal nie może zarobić na podkuwaniu koni, bo transport kołowy czy też kolejowy wyparł konie.

    Cytat Zamieszczone przez JK Zobacz posta
    Butów się nie naprawia, bo one (szczególnie te chińskie) nie nadają się do żadnej naprawy - mozna je tylko wyrzucić i kupić nowe. Kiedyś ludzie zamawiali porządne drogie drewniane meble na lata, dziś kupują wiórowe badziewie w Ikei, albo w czymś podobnym, a jak się cos rozleci, to wywalają i kupują nowe. Takie meble ładnie wyglądają, bo są odpowiednio "podpicowane", ale nie nadają się do żadnej konkretnej naprawy, przeróbki, czy jakiejś modyfikacji. Czyli dla rzemieślnika nie ma tu roboty. Zresztą, jeśli nowe krzesło kosztuje 100 PLN, to kto rozsądny będzie naprawiął stare za 250 PLN (a to tylko 1 dzień pracy fachowca)? Kiedyś naprawiało się telewizory, a dziś się je wyrzuca i kupuje nowe. To samo z komórkami, komputerami, ekspresami do kawy i wszystkim innym.
    Ale też te "dobra" są na tyle, w miarę tanie, że opłaca się kupić nowe. Poza tym ma się nowe inne i nie trzeba "całe życie" posiadać te same meble czy krzesła - większe urozmaicenie.
    Oczywistym jest, że niektóre zawody będą zanikać ale niektóre będą wymagały innych umiejętności. Wspomniany tokarz czy też frezer będzie musiał posiąść umiejętność pracy na obrabiarkach CNC, czego wcześniej nie musiał umieć.


    Cytat Zamieszczone przez JK Zobacz posta
    Taki gość po zawodówce, czy technikum może oczywiście iść do roboty w fabryce. Tylko co on tam będzie robił? Będzie wykonywał prostą, żeby nie powiedzieć prostacką, robotę, do której zostanie przyuczony w trzy, może cztery godziny. Po co więc uczyć się kilka lat jakiegoś konkretnego zawodu, jeśli typowa praca we współczesnej fabryce wymaga "kretyna" po krótkim kilkugodzinnym przyuczeniu (od biedy może być nawet jakiś manager, albo filolog po studiach). Żadna inwencja nie jest tam potrzebna, bo przecież jest ISO-ileśtam i dokładna specyfikacja, co i jak trzeba robić. Jak ktoś się "wychyli" z drobną innowacją, to najczesciej wyleci z roboty, bo nie przestrzega systemu jakości. Dziś zwyczajnie nie ma roboty dla dobrych fachowców po szkołach zawodowych i technikach. Nawet przecietny inżynier może mieć problem ze znalezieniem pracy zgodnej z kwalifikacjami, jeśli nie odpowiada mu rola karbowego w montowni jakiegoś złomu. Tak się niestety porobiło i raczej nic na to nie poradzimy.
    No to, to mnie całkiem rozłożyło. Myślisz że tzw fabryki zatrudniają kretynów? Piszesz bzdury odnośnie innowacyjności. Jeśli znałbyś choć trochę "ISO-ileśtam" to wiedziałbyś że systemy te inicjują i wymuszają zmiany. Poczytaj o tzw "cyklu Deminga", który jest zaimplementowany w SZJ. Oczywiście wszelkie zmiany powinny być wprowadzane proceduralnie ale ze zrozumieniem tego nie ma problemu nawet przeciętny absolwent PRL-owskiej zawodówki.

  7. #57
    Gaduła Awatar ku6i
    Dołączył
    01 2007
    Miasto
    Górny Śląsk/Kraków
    Posty
    1 485

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez M_J Zobacz posta
    Obecne matury to wynik "reform" obecnej pani minister
    A co ma obecna Pani minister do tegorocznej matury? Napisz proszę, bo pomimo usilnych prób nie potrafię tego ze sobą powiązać.

  8. #58

    Domyślnie

    ja już się nie wypowiem. Jestem załamany. Czytanie ze zrozumieniem też leży.

  9. #59

    Domyślnie

    A ja od siebie powiem tyle. Nauczyciele matematyki nie umieją uczyć, matematyka przed 2010 (pierwszy rocznik z obowiązkową matmą) była traktowana po macoszemu. Była grupka osób które zdawały tą maturę i się uczyły, a na resztę nauczyciele mieli zlewkę. Humanista nie humanista, ale co to jest za problem wstawić dane do wzoru? Policzyć miejsce zerowy funkcji liniowej? Pomnożyć ułamki? No bez jaj. Dodatkowo zeszłoroczna matura była banalna i nauczyciele wyszli z założenia że ta będzie równie łatwa. "Bo nie mogą oblać tylu osób", hej! najwyraźniej mogą.
    Pomimo mojej awersji do pisania wypracowań i czytania lektur jakoś poradziłem sobie z maturą z polskiego (miałem wyniki lepszy od niejednego "humanisty"). Zauważyłem także że jak ktoś nie ogarniał matmy to z automatu jest "humanistą". LO nie jest dla każdego i jest to wszystko co mam do powiedzenia.

    Życzę miłego wieczoru.
    Ostatnio edytowane przez mac.serafin ; 02-07-2011 o 22:08

Strona 6 z 6 PierwszyPierwszy ... 456

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •