Close

Strona 1 z 3 123 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 27
  1. #1

    Domyślnie Wyprawa do Kenii

    Witam!

    Relacja z fotograficznej (i nie tylko) wyprawy do Kenii:
    http://kenya.3n.com.pl


    Pozdrawiam
    Stefan

  2. #2
    Rycerz
    Gość

    Domyślnie

    wklej kilka zdjec tutaj, tak jak to robią inni
    dlaczego?
    nie kazemu się chce, ma czas, itp. szukać zdjeć w linkach
    poza tym łatwiej będzie się odnieść do zdjęć wybranych przez ciebie
    zobacz prawie 30 odsłon a nikt słowem nie napisał
    ale to twój wybór...

  3. #3

    Domyślnie

    oglądałem
    dużo bardzo ciekawych zdjęć, ale też dużo "pstryków"
    Nie chodzi o to, na co się patrzy, ale co się widzi - H.D. Thoreau

  4. #4

    Domyślnie Wyprawa do Kenii

    Cytat Zamieszczone przez rycerz Zobacz posta
    wklej kilka zdjec tutaj, tak jak to robią inni
    dlaczego?
    nie kazemu się chce, ma czas, itp. szukać zdjeć w linkach
    poza tym łatwiej będzie się odnieść do zdjęć wybranych przez ciebie
    Hm. Wklejanie zdjęć (tych samych) w kilku miejscach w internecie - to moim zdaniem jest niepotrzebne dublowanie informacji.
    Podałem jeden link (nie kilka, czy kilkanaście), więc jest to tylko jedno kliknięcie i przenosimy się na gotową stronę. Kopiowanie tutaj całości - to jest dużo pracy i nie bardzo widzę sens takiej pracy, natomiast wklejenie kilku zdjęć nie odda klimatu całej wyprawy.

    Cytat Zamieszczone przez rycerz Zobacz posta
    zobacz prawie 30 odsłon a nikt słowem nie napisał
    ale to twój wybór...
    Nie ma obowiązku odpowiadania . Kto nie ma czasu na kliknięcie i zapoznanie się z wyprawą - to jego wybór...


    Cytat Zamieszczone przez DonArturo Zobacz posta
    oglądałem
    dużo bardzo ciekawych zdjęć, ale też dużo "pstryków"
    Strona powstawała na bieżąco, jako relacja z wyprawy. Stąd część zdjęć ma charakter dokumentacyjny. Ale dziękuję za opinię.



    Stefan

  5. #5

    Domyślnie

    sporo pstryków, jakość kiepska. Szkoda w sumie - bo mogłoby wygladac lepiej gdybys wstawił na forum relację z kilkunastu starannie wyselekcjonowanych zdjęc.

  6. #6

    Domyślnie

    Szkoda że poszedłeś na łatwiznę - jest rzeczywiście kilka ciekawych kadrów.
    D 90; D750; D850; N 35; N 14-24, N 70-200


  7. #7
    wojteh
    Gość

    Domyślnie

    chce w następnym roku jechać do Kenii - opowiedz coś o kosztach i jak tam jest ...

    sorry już poczytałem Twoją stronę

    a może ktoś wybiera się do Afryki środkowej ???
    Ostatnio edytowane przez wojteh ; 18-10-2010 o 10:29

  8. #8

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez stock Zobacz posta
    sporo pstryków, jakość kiepska. Szkoda w sumie - bo mogłoby wygladac lepiej gdybys wstawił na forum relację z kilkunastu starannie wyselekcjonowanych zdjęc.
    Wtedy (moim zdaniem), to nie byłaby relacja z wyprawy, tylko wystawa wybranych prac .
    To nie jest tak, że w Afryce zawsze świeci słońce, jest pogoda i idealne warunki do fotografowania. Na dodatek w promieniu 20 km nie było innych białych. A Ty wyjmujesz statyw i rozstawiasz się do zdjęcia . Sytuacja nie jest komfortowa .
    W Polsce w podobnych warunkach nie wyjąłbym aparatu. Ale zależało mi na udokumentowaniu, więc robiłem zdjęcia z ukrycia, "strzały z biodra", itp. licząc się oczywiście z tym, że czasy mogą być za długie (więc profilaktycznie podkręcam czułość), parametry nie dobrane idealnie, ale czasu na poprawkę zazwyczaj nie było .
    Oczywiście - nie zawsze tak było, czasem warunki były bardzo dobre. Stąd i niektóre zdjęcia są lepsze, inne gorsze.


    Cytat Zamieszczone przez wojteh Zobacz posta
    chce w następnym roku jechać do Kenii - opowiedz coś o kosztach i jak tam jest ...
    Wróciłem cały i zdrowy . Nie spotkały nas żadne niemiłe incydenty. Tym niemniej - jak pisałem wyżej - człowiek czuje się nieswojo. Zależy gdzie i w jakiej formie pojedziesz. W dużych miastach, z wycieczką będziesz miał pewnie pełną ochronę.
    W Nairobi - zależy w której części miasta jesteś. W części zachodniej ("bogatej"), można czasem spotkać białych. Na ulicach jest strasznie nerwowa atmosfera. Ogromy tłok na wąskich chodnikach. Tłum ludzi "spada" z chodników na ulice. Trzeba uważać, bo ruch jest lewostronny, a my mamy przyzwyczajenia do patrzenia w inną stronę (przy ruchu prawostronnym). Całkiem niedawno wprowadzono w Nairobi światła na skrzyżowaniach. Nikt ich nie przestrzega. Dopiero uczą się jak to działa .
    W części wschodniej całe życie toczy się chodnikach i ulicy. Drobne warsztaty, stragany, grupki bezrobotnych. Tu wszyscy mają czas i "hakuna matata". Jesteśmy "zaczepiani" - skąd jesteście, czy wam się tu podoba, itp.

    My pojechaliśmy na prawdziwą "wieś" - miejscowość Kisasi położona ok. 200 km od Nairobi. Tam mieszka mój znajomy. Poza nami w tej miejscowości (i w promieniu kiludziesięciu km) nie było innych białych - razem ze znajomym było nas czterech. Znajomy przedstawił nas ważniejszym ludziom w tej miejscowości. Zaproponowaliśmy przeprowadzenie spotkań i prezentacji multimedialnych o Polsce, o tym co robimy i czym się zajmujemy. Po przeprowadzeniu tych spotkań byliśmy już znani w okolicy i mogliśmy spokojnie wędrować, ale wtedy - to był już koniec naszego pobytu .
    Tym niemniej zdążyliśmy być zaproszeni do kilku domów na posiłek. Jeden z nauczycieli wręcz poprosił nas, żebyśmy go odwiedzili, bo jego dzieci nie widziały jeszcze białych . Mam trochę zdjęć z takich spotkań, ale nie będę ich publikował.

    Najgorszą sprawą jest komunikacja. To co niedawno zdarzyło się u nas (bus z osiemnastoma osobami), tam jest sytuacją standardową. To są tzw. matatu. Tam się tak po prostu jeździ i w zasadzie nie ma innej opcji. Trzeba naprawdę uważać na sprzęt, żeby go nie zgnieść, nie zgubić i jeszcze czasem w drodze wykorzystać . Ale komunikacja jest tania. Za jednego dolara dostajemy 80 szylingów kenijskich. Przejazd z obrzeża Nairobi do centrum kosztuje 40 szylingów. Z Nairobi do Kisasi - około 400. Większe bagaże jadą na dachu. Trzeba rozdzielić sprzęt od innych rzeczy i sprzęt mieć zawsze przy sobie.

    Wyżywienie jest tanie. Znowu zależy gdzie jesteś. W Nairobi i większych miastach możesz jeść dania zbliżone do europejskich (np. kurczaka) - obiad około 200 szylingów (2,5 dolara).
    W Kisasi - tylko dania miejscowe. Brak chleba, masła, wędlin, mięsa. Jaja są, ale jest ryzyko salmonelli. Dania miejscowe to fasola, ryż. Osoby nieprzyzwyczajone mają po fasoli wzdęcia. Zostaje ryż. I do tego "pieczywo" na bazie mąki kukurydzianej. Ja praktycznie tylko tym się żywiłem. To są takie "bułki" podobne do naszych pączków, czy "trójkątów", podawane na ciepło. Nie za słodkie - w sumie dobre w smaku. To się nazywa andazi (lub mandazi) i jest wszędzie do kupiena. Taki jeden andazi kosztuje 7-10 szylingów. Na raz można zjeść 3-4 sztuki, czyli za pół dolara można się najeść do syta .
    Między Nairobi, a Kisasi jest większa miejscowość - Kitui. I tam są sklepy typu "supermarket", gdzie można kupić np. konserwy, masło, pieczywo. Ale pieczywo jest tylko foliowane (nie spotkałem świeżego chleba), a powszechny brak lodówek uniemożliwia zakupy "na zapas".
    Napoje są tanie. Litrowa coca-cola - 50 szylingów. Litr wody czystej 40 szylingów. Napoje są do kupienia wszędzie (nawet w szczerym polu potrafi stać budka z colą i zdrapkami do telefonów).

    Warunki sanitarne - w Nairobi jest ok. W Kisasi - tylko w niektórych domach jest kanalizacja, toaleta i bieżąca woda.
    Prąd jest w Nairobi i większych miejscowościach. W małych - tylko w niektórych gospodarstwach. Radzą sobie tak, że mają generatory. Są punkty ładowania komórek, więc myślę, że można byłoby w takim punkcie naładować akumulatory do aparatu. My akurat mieliśmy w Kisasi prąd, więc nie było problemu.

    Zwiedzanie Masai Mara. Do Masai Mara trzeba się dostać poprzez tzw. gate (czyli bramę wejściową). Jest kilka bram, a obok nich leżą obozy dla turystów. W zależności od położenia bramy - z Nairobi to będzie 200-250 km. Trzeba wynająć firmę, która nas zawiezie i tam na miejscu obsłuży. Koszt od 90 do 120 dolarów za dzień. Trzeba jechać na minimum trzy dni. Firm, które się tym zajmują jest w Nairobi kilka i wystarczy chwilę postać w centrum i ktoś z pewnością podejdzie i da nam wizytówkę z namiarami. Firma, z którą my jechaliśmy jest już w miarę sprawdzona (bo znajomy był już z nimi kilka razy), więc mogę ewentualnie podać dane na maila.
    W obozie warunki są komfortowe. Jest toaleta, woda, prysznic. Jedzenie europejskie. W ramach opłaty mamy zapewnione wszystko co trzeba (transport, noclegi, wyżywienie i wejście do rezerwatu). W rezerwacie jeździ się samochodami z otwartym dachem. Do zwierząt podjeżdża się na odległość od kilku do 100 metrów. Statyw na niewiele się przydaje, bo samochód ma cały czas włączony silnik, więc są dość duże drgania.

    Wjazd i wyjazd z Kenii - jeśli do Kenii dostajemy się samolotem z kraju Unii Europejskiej, to szczepienia nie są obowiązkowe. Zalecane jest branie leków przeciwmalarycznych, ale tam gdzie my byliśmy praktycznie nie było komarów (nie wiem jak jest w innych rejonach). Śpi się pod moskitierami.
    Przy wjeździe trzeba wypełnić deklarację wizową i zapłacić 25 dol. za wizę. Przy wyjeździe wypełniamy ponownie deklarację.
    UWAGA! - w kantorach wymiany walut przyjmowane są dolary z datą wydania po 2004 roku. Banknoty z wcześniejsza datą nie są przyjmowane wcale lub też z dużo niższym kursem (np. 60 szylingów zamiast 80). W sklepach (na bazarach, itp.) płacimy wyłącznie szylingami. Nie ma zwyczaju płacenia dolarami (za wyjątkiem biura organizującego wyjazd do Masai Mara, gdzie zapłaciliśmy dolarami).

    Sprzęt - wszechobecny kurz powoduje, że wymiana obiektywu jest problematyczna. Ja miałem dwie puszki i nie zmieniałem obiektywów. Miałem obiektywy 18-200 i 70-300. Do owadów miałem soczewki (nie pierścienie, żeby nie otwierać puszki). Byłem zadowolony z takiego rozwiązania. Gdybym jechał drugi raz - zrobiłbym tak samo.

    Pogoda - kiedy u nas są wakacje - tam jest zima. Temperatury są na poziomie 25 stopni. Ale jest dość duże zachmurzenie (przynajmniej kiedy my tam byliśmy). Słońce wstaje o 6.30, zachodzi o 18.30. Jak się zachmurzy - to brakuje światła, jest ponuro i ciemno, jak słońce wyjdzie zza chmur - są bardzo duże kontrasty. Warunki do fotografowania dość trudne. Po zmierzchu zapada czarna noc. Wtedy lepiej być już w domu .
    Jeśli chcemy chodzić po "dzikich" miejscach, to trzeba mieć długi spodnie i kryte buty. Jest niebezpieczeństwo pokłucia się (podrapania) - można też trafić na węża czy skorpiona (my spotkaliśmy mambę pospolitą).



    Stefan

  9. #9
    Rycerz
    Gość

    Domyślnie

    no i ciekawie to opisałeś

  10. #10
    wojteh
    Gość

    Domyślnie

    właśnie o taki tekst mi chodziło .... dzięki ....

Strona 1 z 3 123 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •