Pewien fotograf dostał od swej redakcji zlecenie wykonania zdjęć pożaru
lasu.
Gdy przyjechał na miejsce, okazało się, że zasięg pożaru jest tak ogromny,
że zdjęcia z ziemi nie oddadzą ogromu katastrofy. Zadzwonił więc do
przełożonych i poprosił o załatwienie jakiegoś samolotu. Po kilku minutach
redaktor naczelny oddzwonił i polecił fotografowi, by udał się na okoliczne
lotnisko, gdzie miał na niego czekać już samolot.
Pojechał więc szybko na lotnisko, wybiegł na pas startowy i wskoczył do
niedużej awionetki, krzycząc do pilota: "Ruszamy!".
Gdy znaleźli się już w powietrzu, fotograf instruował dalej pilota:
- Podleci pan do płonącego lasu od strony północnej, po czym obniży pan
pułap lotu o kilkadziesiąt metrów.
- Ale po co? - zapytał zdziwiony pilot;
- Ponieważ zamierzam zrobić zdjęcia płonącego lasu! Jestem fotografem, a
fotograf robi zdjęcia! - krzyknął zdenerwowany pasażer;
Po dłuższej chwili milczenia pilot zapytał nieśmiało:
- To pan nie jest instruktorem latania?
Szukaj



Odpowiedz z cytatem


Skontaktuj się z nami