Szukaj
A ja mam sporo sympatii do Autora. Nie mam oczywiście już ochoty zajmowania się analizą tej twórczości bo jest to zbyt stresujące. I zbyt fundamentalna nauka. Nie mniej jednak ta determinacja jest godna podziwu (oczywiście na swój wypaczony sposób).
Ale chciałbym o czymś innym napisać. O procesie nauki. Zacznę od fotografii. Tu jest identycznie jak z tym Shrekiem. W sumie zdumiewające jest z ilu aspektów składa się świadome budowanie obrazu.
Najśmieszniejsze jest, że dopiero po latach zrozumiałem, że te klasyczne zagadnienia typu:
- kompozycja
- światło
- kolor
Omawiane i używane są częstokroć przez fotografów z zupełnie nieprawidłowej strony. Sam zresztą tę drogę tak samo odbywałem. Fotograf zostaje zamotany w środowiskowym kanonie prawidłowości. To są te złote podziały, szczegóły w cieniach, zrównoważona kompozycja. Tymczasem każde z tych zagadnień jest wtórne wobec celu jakie chcemy osiągnąć. Ta norma środowiskowa o której wspomniałem to proste, standardowe pojęcie piękna. Tymczasem nawet to możemy niuansować to na ujęcie nowoczesne, graficzne, zaszumione, agresywne czy piktorialne. Nie mniej jednak znacznie ciekawiej jest się skupić na aspektach psychologicznych (nowatorskie, tradycyjne, ekspresyjne, buntownicze itd) i tego co chcemy opowiedzieć na przykład o przedmiocie. Aby to była wiarygodna opowiastka to powinna być NASZA.
W tym kontekście zajmowanie się kompozycją czy światłem jest o tyle sensowne o ile są to narzędzia podporządkowane celowi.
Wracając do procesu nauki. Obierałem tę cebulę po kolei. Na przykład o kompozycji poczytałem, wdrożyłem standardy a później uwrażliwiałem się w sferze plastycznej oglądając katalogi prac malarzy i grafików. Po to aby zrozumieć, że nie ma kompozycji (a właściwie są tysiące bardzo innych rozwiązań). W świetle było inaczej, tutaj chciałem mieć kontrolę nad najmniejszym szczegółem i przerobiłem je bardzo ale to bardzo fundamentalnie. W sumie to nawet do końca nie zdawałem sobie sprawy dlaczego to robię. Ale już łatwo mi było przejść do światła porannego, mglistego czy zmysłowego. Efektu charakterystycznego dla kawiarni czy galerii. Najgorzej, najtrudniej było z kolorem. Bo fotografowie uważają, że kolor jest "obiektywną" cechą planu. Na szczęście jest kupę świetnych pozycji napisanych przez psychologów i malarzy. Rezygnacja z postrzegania koloru jak cechy na którą nie mamy wpływu to kolejny etap. Choć z kolorem to się strasznie męczyłem.
Tych aspektów było dużo więcej: szukanie ładu w bezładzie, szukanie narracji, szukanie uwagi widza. I bardzo ważny odcinek to ergonomia planu i ergonomia pracy. Tu pomogło moje inżynierskie wykształcenia - w jakiej kolejności budować plan i koncepcję realizacji aby się nie narobić. Także ruch w "statycznej" fotografii był moim konikiem
Jak widać fotografia jest o tyle cudowna, że daje możliwość rozwoju przez całe lata a może i życie. Początkowa podróż przez te nieistotne zagadnienia co je wymieniłem na początku odbywa się po doskonale obsikanym terenie, później można znaleźć dużo inspiracji w dziedzinach pokrewnych (sztuka, scenografia - bardzo dużo mi dała, architektura, choreografia). Na końcu zaś trzeba samemu kombinować.
To opanowywanie kolejnych kompetencji odbywało się na zasadzie niezbędnego minimum. Wzięło się to z następującej obserwacji. Otóż pisałem wtedy na moich studiach artystycznych pracę o organizacji pracowni fotografii reklamowej w Europie (1991 rok). Dostałem wtedy sporo zawodowych zdjęć czołówki naszego kontynentu. Konkluzja była taka - nigdy nie osiągnę takiego poziomu technicznego i wycyzelowania artystycznego. Wobec tego skoncentruję się na nowatorstwie, pomysłowości, przekazie. W dwa lata później miałem już prace, które spokojnie broniły się w tej konfrontacji. Warsztatowo wystarczająco dobre za to pomysły były świeże bo tu mi nie przyszło do głowy aby kogoś kopiować. Napiszę to jeszcze raz "nie przyszło mi do głowy aby kogoś kopiować". Trochę śmieszne no nie?
Po co to napisałem. Otóż jest bardzo dużo do zrobienia. Do przodu posuwa nas każda nowa praca. Kluczowe jest tutaj "nowa". Kolejna kopia kolejnej kopi już nie posuwa do przodu. Chyba, że jest to kopia INNEGO wzoru.
@Pilej opanował jedną oświetleniową manierę fotograficzną. Akurat tę najłatwiejszą i najmniej przydatną z punktu widzenia designu. W dodatku nie widać też poprawy w kwestiach kultury estetycznej. Czyli jest na etapie samokopiującego się procesu. Taki proces być może ma sens w biegach maratońskich gdzie ilość powtórzeń buduje wytrzymałość. W procesie artystycznym buduje nas tylko to co boli, gdy człowiek zadaje sobie pytanie dlaczego jestem taki cienki? Jak oni to zrobili? Jedno zdjęcie potrafi popchnąć w nieuświadamiane sobie obszary. Wobec tego trzymam kciuki za te kolejne "jedne" zdjęcia. Oby się pojawiły.
Scenografia to bardzo dobra podstawa fotografii zwłaszcza tego typu. Tylko, że opanowanie scenografii to lata nauki. W zasadzie dobrze ustawiona scena to gotowa fotografia.
Wujot, Twoje wpisy powinny być automatycznie wyświetlane pogrubionymi, złotymi literami![]()
Powiem Ci, że gdybym na tę książkę trafił parę lat wcześniej to bardzo by przyspieszyła mój rozwój. Czytałem ją mając już świadomość tych różnych kategorii psychologicznych. Ale oczywiście miałem cały czas rozdziawioną gębę. O świetle jest tam może 20 stron. I to były najlepsze strony o tym jakie kiedykolwiek czytałem.
Super jest też "Historia obrazów" Hockneya bo to jest znany malarz, ale są chyba 3 rozdziały poświęcone fotografii napisane z zupełnie innej strony. Tak, że to jest mega pozycja. Ale o kolorze to tam nie ma rozważań.
Zamóiwłem tutaj :
https://d2d.pl/produkt/rudolf-arnhei...tworczego-oka/
Mam nadzieję że to ta książka i że do mnie dotrze. Bo w innych miejscach (sklepach) nakład wyczerpany a na alledrogo ceny z kosmosu
Skontaktuj się z nami