Masz rację. Nikon swego czasu w materiałach reklamowych podkreślał, że stopy użyte do produkcji mocowań w aparatach i obiektywach są specjalnie dobrane pod kątem odporności na wzajemne ścieranie się, "śliskość" (co zapobiega zakleszczeniom), temperaturowo, itd. Nie pamiętam dokładnie i nie chce mi się szukać, ale chyba była to nierdzewna stal w aparacie i mosiądz w obiektywie. Tymczasem w obiektywach i akcesoriach innych firm stosowano różne materiały, także np. "amelinium". Wiadomo, że w takim przypadku twarda stal aparatu może łatwo piłować miękkie amelinium obiektywu.
Pamiętam, jaki był powszechny krzyk, gdy w 1990 roku Canon wypuścił EOSa 1000 (Rebel w USA), który miał plastikowy bagnet w aparacie i w obiektywie. Wszyscy krzyczeli, że to do bani. A potem podobne rozwiązania zaczęła stosować i Minolta, i Nikon, i Pentax, i jakoś te aparaty nie rozpadały się w rękach. Tamron w pewnym momencie zaczął w niektórych obiektywach stosować bagnet hybrydowy, będący połączeniem metalu i tworzywa. I nie nie słyszałem, żeby się to jakoś rozpadało nadmiernie.
Faktem jest, że ułamania plastikowych bagnetów w obiektywach zdarzają się dość często. Innych marek nie śledzę, ale na Allegro jest sporo tańszych podstawowych Nikkorów z ułamanymi bagnetami, ale można też niedrogo kupić plastikowe bagnety wymienne, i przy odrobinie zręczności wymienić to samemu. Podobno uzasadnienie producenta jest takie, że to właśnie bagnet ma przejąć całą energię upadku czy uderzenia, łamiąc się - pełni rolę takiej "strefy zgniotu", oszczędzając w ten sposób aparat i resztę obiektywu.
Ciekawe jednak, że dla odmiany taki Samsung w pierwszych dwóch odmianach swojego standardu 18-55 do NXów stosował bagnet plastikowy, a potem zmienił go na metalowy... Przy czym zbiegło się to mniej więcej w czasie z przejściem w aparatach z bagnetu całkowicie metalowego na mieszany. Ciekawe...
Szukaj





Skontaktuj się z nami