Czytam i z przyjemnością oglądam. Czekam oczywiście na ciąg dalszy![]()
Szukaj
Czytam i z przyjemnością oglądam. Czekam oczywiście na ciąg dalszy![]()
Fuji
Uuuto trzeba 1000 miesięcznie odkładać :d albo mieć 3 dzieci i dostawac raz do roku taka podróż dla rodziców za darmo od państwa :d
Tak jak Paweł pisał, jest to na osobę. Byłem dokładnie od 18tego do 26tego listopada. Nie chcę teraz się rozpisywać, bo na końcu, przy podsumowaniu chciałbym wszystko dokładnie rozpisać
Miło mi to słyszeć, postaram się by druga część była jeszcze lepsza i ciekawsza![]()
Spoko Paweł, jesteś mądrzejszy by już Ci to pisałem na PWale przynajmniej możesz czasem za mnie odpowiedzieć, bo nie zawsze niestety ja mogę
wcale to nie jest takie trudne i nie trzeba być milionerem, żeby na fajne wczasy pojechać. Jak przeliczyłem ile jestem w stanie wydać na pierdoły, na rzeczy które nie do końca są mi potrzebne, to może i nawet na dwie wycieczki by się uzbierało
Dobrze Prawisz, po prostu ludzie są przyzwyczajeni do nie żałowania sobie i czasem takie kwoty są dla nich kosmiczne, a tak na prawdę wiele osób pewnie by to odłożyło w pół roku, oczywiście zakładając że nie jest się jedynym żywicielem rodziny![]()
Co do robactwa, szczerze i bez bicia się przyznaję, jakoś nawet się tym nie zainteresowałem, nie mam niczego do macro, jedynie to można fajne ptaszki czasem strzelić bądź jaszczurki, nawet jedną mam z przypadku![]()
Się zgadzam po całości, bo ludzie naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, że nawet nie zbijając kokosów da się uzbierać na kilka wyjazdów rocznie. Piszę to bez zająknięcia, bo przerabiam to corocznie na sobie. Nie zmienia to jednak faktu, że podana kwota brzmi jak jakieś mega gwiezdnowojenne myto dla rainbowa czy innej itaki. Cholera, to tylko tydzień jest przecie. Wiem, dżentelmeni o kasie (szczepieniach, ubezpieczeniach i drinkach po północy) nie rozmawiają.
Po przyjechaniu do "hotelu", zakwaterowaniu - była możliwa dodatkowa wycieczka na obserwację ptaków, które zlatują się do spania i przy tym wyspa baobabów. My akurat nie skorzystaliśmy, czego w sumie później mocno żałowałem, z dwóch powodów odpuściliśmy: następnego dnia jechaliśmy do rezerwatu właśnie z ptakami, zaś baobaby widzieliśmy codziennie przy drodze.
No ale dobrze, skoro zostajemy, to coś trzeba robić- idziemy pozwiedzać, oczywiście kierujemy się w stronę molo, gdzie mogliśmy zobaczyć pierwsze namorzyny
16.
17.
18.
Z racji, że jest spokojnie i pięknie, nie ma ludzi, postanawiamy troszkę pobiwakować, nacieszyć się piękną słoneczną pogodą i widokami.
Co chwilę przepływa jakaś łódka,
19.
gdzieś przelatuje ptaszek, jaszczurka- dla mnie, Europejczyka który mało co podróżuje, który od kilku miesięcy spędza więcej czasu w samochodzie, to jest coś mega, coś, co pozwala mi zapomnieć o wszystkim i to dosłownie, po prostu czas tam zupełnie inaczej płynie.
20.
21.
Po jakiejś godzinie idziemy popływać troszkę w basenie, woda idealna, warunki super, do tego małpki
skaczące po dachu - no cud, miód i orzeszki
Słoneczko lekko zachodzi, więc idziemy jeszcze raz na molo - oczywiście, wcześniej tego nie opisałem, ale to molo było w takim stanie, że ja (ważę ok. 90 kg) szedłem środkiem, bo bałem się, że pod ciężarem deseczki mogą się złamaćNo ale, to przecież Afryka jest...
22.
Po kilkunastu minutach wracamy na taras, na którym są hamaki, Gosia moja odpoczywa leżąc, a ja próbuję coś pstryknąć.
23.
Spędzamy dobrą godzinę, ci, co byli zobaczyć ptaszki, wracają i wszyscy szykujemy się do kolacji.
Co ciekawe, podczas posiłku towarzyszą mili goście, zobaczcie sami...
24.
25.
Dzięki nim nie mamy problemu że przy tej duchocie dokuczają nam komary, muchy, muszki i inne robactwa. I tak niestety ten piękny dzień się skończył. Wszyscy zjedli, wypiliśmy piwko no i do naszych "Uli", w których klimatyzacja się mocno przydaje, zwłaszcza że szczeliny w drzwiach sięgają nawet kilku dobrych cm, no ale jak to Gambijczycy i Senegalczycy mówią: "No problem, no stress", który po kilku dniach może już doprowadzić do szału.
Rano pobudka i zbieramy się na śniadanie. Przy jedzonku znów mamy gościa, który nic z naszej obecności sobie nie robi
26.
Po śniadaniu wyruszamy w stronę St. Louis. Dość długa droga, która zajmuje nam prawie cały dzień, po drodze zatrzymujemy się, by zobaczyć, jak wygląda drzewko hibiskusa i jak pracują "rolnicy" przy zbiórce orzeszków ziemnych. Jednak nie będę się tutaj rozpisywał, bo zdjęcia mnie nie puszczą, więc zostawię to do następnej fotorelacji .
Mam prośbę, wszelkie pytanie zostawcie na koniec, bo tak to nam się wątek strasznie mocno rozciągnie, oczywiście pozostałe komentarze są mile widziane
Ostatnio edytowane przez ekonet ; 12-12-2016 o 09:44
Skontaktuj się z nami