Tym razem udajemy się do St. Louis- Pierwszej stolicy Senegalu, dodatkowo wpisanej do UNESCO. Właściwie miasto pierwszy raz widzieliśmy jadąc z Keur Saloum, ale rano wybraliśmy się do Parku Narodowego z ptaszkami, a po powrocie było małe zwiedzanie byłej stolicy.
Zapraszam...
Już wjeżdżając do samego miasta wiedziałem, że to będzie właśnie ten punkt wyprawy, który zaskoczy mnie w każdy możliwy sposób....
42.
Nasz Hotel usytuowany był w dość specyficznym miejscu, z jednej strony była rzeka Senegal zaś z drugiej ocean Atlantycki. Tak na prawdę przejście z jednej strony na drugą mogło zając nie więcej niż 5 minut. By dostać się do hotelu musieliśmy przejechać przez wioskę rybacką... co tam w tej wiosce się działo... Takiego smrodu nigdy nie czułem, takiego syfu nigdy nie widziałem, po prostu syf, gnój, bród a w tym wszystkim bawiące się dzieci...
Nie, ja nie jestem delikatny, wybredny, ja po prostu nie przypuszczałem że ludzie są w stanie w takich warunkach żyć..
W Hotelu spędziliśmy 2 noce. Hotel bardzo urokliwy, oczywiście zachowany w klimacie poprzednich. Klimatyzowane, czyste schludne- dla mnie idealne na wypoczynek. Oczywiście nie obeszło się bez małych niedociągnięć, ale co jak co, nasz przewodnik dbał by wszyscy byli zadowoleni i mieli tak jak chcą.
Po śniadaniu wyruszamy na zwiedzanie ptaków, które wcześniej opisywałem, zaś z powrotem zatrzymujemy się w mieście by poznać jago historię, kulturę i poczuć się jak to jest być w mieście Jazz-u(odbywa się tak co roku festiwal Jazz-owy.).
Po przyjeździe na miejsce, krótka rozmowa i mamy czas wolny dla siebie. Chwilę spacerujemy, jednak z każdym krokiem, z każdą minutą nasz spacer przeradza się w coraz większy stres- ludzie zaczynają początkowo zwracać na nas uwagę, dzieciaki krzyczą za nami "TUBAB, TUBAB", faceci zaczepiają Gosię, nawet i starsi nie odpuszczają, podchodzą i zaczynają zagadywać- niby nic, ale nie rozumieją słowa NIE, DAJ SPOKÓJ, na silę próbują za nami iść, coś mówić, robić. Jeden próbuje nas zaprowadzić do swojego domu, bo rzekomo trzyma w nim Pelikana. Dało się wyczuć lekką agresję od Pana, gdy nie zgodziliśmy się na odwiedzenie jego mieszkania.
43.(konstruktorem mostu był Gustave Eiffel, a most nazywa się Faidherbe Bridge na rzece Senegal)
Zawijamy się i wracamy do miejsca w którym wszyscy mamy się spotkać.
Po jakiejś godzinie wszyscy wracają i czekamy na atrakcje, jaką ma być przejażdżka końmi po starówce St. Louis. Dla mnie to żadna atrakcja widząc w jakim stanie są konie, Gosia moja jeszcze bardziej wkurzona, nie chce wsiąść no ale nie mieliśmy wyjścia i zrezygnować nie mogliśmy.
Wkurzeni ale jedziemy...
44.
Czasem można było spotkać czystą ulicę
45.
46.
Ale oczywiście Francuski akcent musi być
47.
Ja rozumiem, jest to zabudowa kolonialna, ktoś na to przeznacza kasę, ale właśnie to jest obraz, jak pieniądze są nie szanowane i trwonione.
Dojeżdżamy do miejsca, z którego widać Mauretanię, nawracamy i jedziemy w stronę wioski rybackiej.
Zatrzymujemy się by oglądać jak wypływają łodzie na połów, kilka metrów od nas spotykamy grupkę dzieciaków, które urządziły sobie zabawę "mordujemy psa" i to dosłownie. Uzbrojeni w kije, kamienie- zagonili biednego psiaka w róg, na szczęście schował się im pod ciężkie, metalowe rury, ale i tak kijami go dosięgali. Pilot i przewodnik dość mocno interweniowali, rozgonili dziecinadę, czy to na długo wystarczyło? Na pewno na czas, w którym my tam byliśmy. Przykry widok, który jeszcze bardziej zraził mnie do ludzi zamieszkujących tą wioskę.
48.
49.
50.
51.
52.
53.
Jeden z dzieciaków, po jego agresywności do świata można było go ocenić, jako głównego prowodyra całego zajścia z pieskiem
54.
Wracamy do hotelu by przygotować się na kolację. Z racji, że czasu jest jeszcze dość sporo, wybieramy się na spacer wzdłuż oceanu, gdzie znów dotyka nas po raz kolejny to, co w centrum miasta St. Louis. Gdyby nie to, że był odpływ, tak na prawdę nie bylibyśmy wstanie normalnie iść po plaży. Ilość śmieci i strach przed wbiciem sobie czegoś do nogi brał górę- co chwilę rozbite butelki, plastiki, stare sieci, haczyki od wędki, ale najlepszy był obraz rozkładającej się kozy- jest to przykład, że nawet mając tak piękne plaże nie umieją tego wykorzystać, dlatego skąd ta bieda bierze? Bo przecież im więcej jeździmy po tej Afryce, tym nasz punkt widzenia się zmienia...
Na zakończenie dnia, możemy podziwiać piękny zachód słońca....
Oczekiwania
55.
Rzeczywistość
56.
Wybaczcie, że tak dużo jest napisane. Mam nadzieję, że wiele tych błędów nie ma, a jak są to z góry przepraszam, jednak chciałem Wam to zobrazować jak najlepiej umiałem.
Najbardziej boli mnie, że nie mam zdjęcia w momencie powrotu łodzi do brzegu po połowie, bo tam jest wtedy istny meksyk....
Skontaktuj się z nami