Witam
Kilka luźniejszych dni pozwoliło mi nadrobić zaległości i usiąść do kolejnej relacji z alpejskiego letniego wypadu do Włoch.
Ukłony dla Modów za zbyt dużą ilość zdjęć, zwyczajowo do reportażu pasowało.
Zapraszam:
Dwa dni po Breithornie (opis tutaj: http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=234661) i przekroczeniu bariery 4 tys metrów przymierzamy się do spróbowania pierwszej, łatwej Via Ferraty (z włoskiego "żelazna droga") - to nic innego jak ubezpieczony szlak turystyczny, wyposażony dla celów autoasekuracji w linę stalową, stopnie, drabinki itp.
Wieczór wcześniej ślęcząc nad mapą, z pomocą naszego Przyjaciela Stefano, wybieramy wycieczkę do Refugio Franco Monzino położonego na wysokości 2.578m npm. Rejon najwyższych alpejskich szczytów gwarantować będzie niezapomniane widoki. Przymiarka do trasy poprzedzona była małym szkoleniem z podstawowych zasad posługiwania się lonżą i asekuracji na Via Ferracie.
Z Turynu wyjeżdżamy jeszcze po ciemku i kierujemy się na autostradę A5 - kierunek Aosta.
Do Courmayeur przyjeżdżamy w słonku a błękit nieba wyraźnie kontrastuje z bielą śniegu i lodu na okolicznych szczytach. Zatrzymujemy się na chwilkę i podziwiamy z tej ulicznej perspektywy potężny masyw Monte Bianco – naprawdę robi wrażenie.
1.
2.
Zostawiając wylot tunelu pod masywem kierujemy się na drogę doliną Val Veny i po 20 min parkujemy naszego wypożyczonego fiata na leśnym parkingu.
Przebieramy butki ruszamy wg drogowskazów na drugą stronę rwącego górskiego potoku.
3.
Początek drogi typowo leśny i raczej nie ciekawy pokonujemy szybkim tempem docierając do dużego odkrytego pola kamieni i skał... ścieżka wije się wśród głazów. Oznaczenie szlaku marne ot co jakiś czas żółta kropka na kamieniu malowana jakby od niechcenia. Słonko zaczyna grzać a my, sądząc z natężenia dźwięku, zbliżamy się do górskiego rwącego strumienia. Pamiętamy z wczorajszych opowiadań Kasi, że to dość problematyczny odcinek szlaku. Trzeba szukać wąskiego brodu by przejść na drugą stronę a przy wysokiej często wodzie jest to czasem nie możliwe. Po kilku minutach nasze obawy rozwiewa widok wąskiego mostku przerzuconego między brzegami. Fakt woda jest nie mała a prąd wartki, poślizgnięcie się przy przejściu na drugą stronę miało by fatalne skutki.
4 .
W mocnym słonku i wyższej temperaturze podchodzimy wijącą się ścieżką i powoli zdobywamy wysokość.
5.
Dochodzimy do znaku wyznaczającego początek drogi wspinaczkowej. Troszkę się spieszymy aby wyminąć dość liczną grupę młodzieży.
6.
Zakładamy kaski ale po lustracji drogi jeszcze nie decydujemy się na uprzęże wraz z lonżami. Rzeźba skały jest wystarczająco łatwa a cała ścianka lekko się kładzie... u nas pewnie nie byłoby żadnych zabezpieczeń a tu stalowe stopnie wkute w skałę i to jeszcze zbyt gęsto co naszym zdaniem wcale nie ułatwia wspinaczki ... czasem pewne chwyty w skale są zdecydowanie lepsze.
7.
8.
9.
Po przejściu pierwszego progu ścieżka znów się kładzie i zakosami podprowadza nas pod pionową ścianę zapowiadającą prawdziwą wspinaczkę. Zakładamy uprzęże i zaczynamy.
10.
11.
Pierwsze wpięcia w stalową linę, przepinka przy przelocie i tak co kilka metrów... sam system asekuracyjny raczej intuicyjny i łatwy do opanowania a ruchy raczej intuicyjne nie nastarczały większych trudności.
12.
Fotografując otoczenie i siebie wchodzimy na próg doliny, ponownie ścieżka się wypłaszcza i nie konieczna jest asekuracja... wraz z wysokością robi się chłodniej ... wyszły drobne chmurki zasłaniając słońce.
13.
14.
15.
16.
Murowany bok schroniska wraz z powiewającą flagą na maszcie widoczny jest z daleka... jeszcze kilka minut i po schodach wchodzimy na taras widokowy.
17.
18.
Delektujemy się widokiem głównie na strzelistą i gładką ścianę Aiguille Noire de Peuterey.
19.
20.
Kombinacją angieslko-włoską Witamy się z Barmanką a w odpowiedzi słyszymy pytanie: Italiano? No Polacoi po chwili wraca z trzema leżakami ... siadamy jak goście!
21.
Również w łamanym angielskim informuje nas abyśmy niczego nie kładli na murku okalającym ... powód: wkrótce przyleci Heli i będzie wiało – mamy więc dodatkową atrakcję.
22.
Fotografujemy czekając na poprawę pogody gdyż górne partie szczytów są w lekkich chmurach i mgle. Zasiadamy do piwa – podanego w eleganckich kuflach ... zaczyna nam się tutaj bardzo podobać
23.
Maciek wcina paste a my z Jackiem pozostajemy przy kanapkach. Schronisko ma typowo wysokogórski klimat i ciepłe przytulne wnętrze. Na jednej ze ścian duża fotografia JPII spacerującego po śniegu powyżej schroniska – widać i On bywał tutaj częstym gościem.
Ponownie wychodzimy na taras wypatrywać śmigła...w schronisku poruszenie, wychodzi również kucharz o lekko azjatyckich rysach... głośny warkot oznajmia nadlatująca maszynę kierującą się na lądowisko powyżej schronu. Szefowa miała rację, mocno dmuchnęło przy nawrotce.
24.
Śmigłowiec gładko przyziemił, wyskoczyła dwójka ratowników i maszyna poderwała się do lotu... obrała kierunek na przysłonięty masyw Mont Blanc.
Odprowadziliśmy go wzrokiem, po długości lotu w kierunku bezpośrednim na ścianę dociera do nas jaki to ogrom przestrzeni... obserwuję mały punkcik przez tele 300mm... zwis w powietrzu przez dłuższą chwilę oznacza desant ratownika w ścianę-rekonesans jako podstawowa procedura.
Po kilkunastu minutach śmigło wraca i ponownie mamy powtórkę lądowania, tym razem z wyłączeniem silników. Cztero-osobowa załoga schodzi do schroniska, wita się serdecznie z obsługą i zasiadają na kawę. Wnioskujemy oczekiwanie na poprawę pogody w górze oraz wyniki rekonesansu.
25.
Więcej zdjęć z tej akcji również w tym miejscu-zapraszam: http://forum.nikoniarze.pl/showthrea...94#post3285594
Znów z łamanej angielszczyzny z włoskim dowiadujemy się, że akcja trwa... z dwójki alpinistów jednemu się zasłabło więc wszystko pod kontrolą i powinno być ok.
26.Czoło lodowca Broulliard
Powoli na głównym masywem pokazuje się błękit nieba a po mgłach i chmurkach ani śladu.
27.
28.
29.
Wychodzimy na zdjęcia powyżej lądowiska ... jest pięknie... przedłużamy jak możemy moment decyzji o powrocie... to takie miejsce, z którego na wyciągnięcie ręki mamy dach Europy więc klimat jest odpowiedni... delektujemy się widokami na Mont Blanc oraz spływający w naszą stronę olbrzymi lodowiec Broulliard.
Akcja ratownicza trwa ... po poprawie pogody śmigło ponownie się poderwało i w ciągu kilkunastu minut zrobiło aż trzy kursy w kierunku kopuły szczytowej i wierzchołka Monte Bianco di Curmayeur... jest po 16 więc powoli ruszamy w dół... poniżej schroniska obserwujemy jeszcze szybowce korzystające z dobrej termiki w tym rejonie.
30.
31.
Zbiorowa fotka pożegnalna przy kopczyku i zbiegamy w kierunku urwiska... ponownie wpinamy się w ferratę i w zachodzącym słońcu pokonujemy trudniejszy fragment szlaku.
32.
33.
34.
35.
36.
Foteczki pamiątkowe i ponownie jesteśmy na wygodnej ścieżce. Przed nami ostatni łatwy odcinek i ponownie wchodzimy w złomowisko skalne... słońce schowane za lewą stroną masywu oświetla jeszcze wierzchołek Białej Góry pokazując nam na koniec piękne widowisko.
37.
Szybkim krokiem przebiegamy przez mostek ( uff... dobrze, że jest i nie trzeba szukać brodu do przejścia bo nogi zmęczone i ryzykowne kroki niemile widziane)
38.
Koło 18 docieramy do samochodu. Nasz fiacik (dobrze, że nie zdecydowaliśmy się na Pandę) bezpiecznie prowadzony przez Maćka w 2h zawozi nas do Turynu.
Tym dzisiejszym dniem kończymy nasz pobyt na włoskiej ziemi. Dzisiejsza łatwa i widowiskowa droga pozwala ostrzyć sobie apetyty na podobne wypady w kolejne ciekawe alpejskie miejsca – plany są, a czas pokarze co uda się zrealizować.
Jeśli kogoś z Was kiedykolwiek drogi zaprowadzą właśnie w te okolice to śmiało, dzisiejszą wycieczkę polecam wszystkim. Widoki i klimat miejsca są wystarczającą nagrodą – pozwalają znakomicie „naładować” akumulatory, a zdjęcia pozostają niezapomnianą pamiątką.
Pozdrawiam z Krakowa
GMilk
Szukaj




Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami