Witajcie!
Byłem dzisiaj (a właściwie wczoraj) po raz kolejny odwiedzić opuszczony cmentarz żydowski w Gorzowie. Planowałem dobić trochę klatek, zanim poskładam całość, bo z poprzednich wypadów czegoś mi jeszcze brakowało.
No i już miałem wracać do domu, ale zatrzymałem się raz jeszcze przed bramą i strzeliłem parę dodatkowych ujęć. Pojawił się kot. Zwykły, osiedlowy. Popatrzył na mnie, a potem mnie ominął. Scena normalna w środku osiedla, dachowców tam sporo i są dość oswojone. Obok na boisku za ogrodzeniem młodzi kopali piłę. A kot przeszedł przez otwartą bramę i spokojnie podreptał na cmentarz. A ja oczywiście za nim w bezpiecznej odległości, a nuż uda się ciekawe zdjęcie zrobić.
No i uwielbiam koty.
I jak się okazało, wlazł na ruiny i inne zniszczone fragmenty i czegoś tam szukał, węszył. Ale ogólnie był spokojny na tyle, że dało się podejść na jakieś 3 metry. Wystarczyło mi
Narobiłem trochę zdjęć, idiotę z siebie też robiłem, bo jakoś musiałem go zachęcić do spojrzenia w obiektyw
Zdjęcia z kotem zupełnie nie były planowane, ale skoro już się napatoczył, to i jest. Nieco się pewnie zlewa z otoczeniem, ale ogólnie ze zdjęć jestem zadowolony
Wrzucam tutaj, bo ani to przyroda, ani krajobraz, ani też architektura.
1.
2.
3.
Szukaj






Odpowiedz z cytatem




Skontaktuj się z nami