
Zamieszczone przez
Emhyrion
Jakie? Już Ci piszę...
Układ stabilizacji jest dość delikatny. Nie wystarczy lekko stuknąć aparatem, ale już kilka stuknięć czy jedno poważniejsze uderzenie i nie ma stabilizacji.
Jeszcze do niedawna drugą lustrzanką w domu było Sony A300. Bardzo fajny, lekki aparat, z Sigmą 18-200 w sam raz dla żony czy córki na wycieczki. Aż pewnego dnia aparat schowany w pokrowcu (coś jak kabura, miękkie wyściełane w środku) zsunął się z ramienia i z wysokości ok. pół metra w tymże pokrowcu spadł na podłogę. Efekt? Padnięty układ stabilizacji, koszt naprawy ok. 600 zł (a body na Allegro kosztuje 900-1200).
Pikanterii dodaje fakt, że zdarzyło się to na tydzień przed zaplanowanym wyjazdem żony do Turcji. Kanał - aparatu nie zdążymy naprawić (serwis twierdził, że to potrwa minimum 10 dni), w dodatku naprawa będzie kosztowna. W końcu sprzedałem zwłoki, sprzedałem obiektyw i jeszcze kitowe 18-55 i kupiłem Canona 450 z Tamronem, bo akurat miał niezłą cenę.
Podsumowując - układ stabilizacji jest dość delikatny. Pół biedy jak walnie w obiektywie - zakładasz inne szkło i dalej robisz zdjęcia. Jak walnie w puszce a nie masz drugiej na zmianę to zdjęcia możesz robić co najwyżej aparatem ... telefonicznym.
Jakkolwiek lubię Sony, A300 było moją pierwszą lustrzanką odkąd skradziono mi Zenitha paręnaście lat temu, to jednak wyleczyłem się ze stabilizowanych body.
Skontaktuj się z nami