Ależ ja to doskonale rozumiem. Kwestia jeśli coś jest, ale nie ma dowodów działania, śladów, możliwości wykrycia, to jest to tożsame z tym jakby nie było. Sytuacja zmieni się jeśli owo "coś" da dowód swego istnienia. Np zniknie mi kasa z konta. A tymczasem nic złego się nie działo ani w przeszłości ani nie dzieje się teraz. Ani u mnie, ani żadnego użytkownika Maca od którego mógłbym mieć informacje. Kiedyś, kilka lat temu, mieliśmy prawdopodobnie profesjonalnie włamanie i z konta żony zniknęło trochę gotówki. Została zlecona płatność kilkuset USD kartą na konto kwiaciarni w USA. Antywirus ani antyszpieg niczego nie wykazywał. Policja, dochodzenie, reklamacja w Banku, drobiazgowe prześwietlenie komputera itd standardowe działania. Kasę odzyskaliśmy ale źródła wykradzenia danych karty nie znaleźliśmy. Przy czym płatności tą kartą były robione tylko elektronicznie i tylko na kompie żony, co zawęziło krąg podejrzanych tylko do komputera i włamania. Kradzież miała miejsce ok pół roku od pierwszej płatności elektronicznej, czyli dość szybko. Komputer żony jakiś czas później zmieniliśmy na Maca, płacimy znacznie więcej elektronicznie, w zasadzie codziennie i do tej pory tamta sytuacja się nie powtórzyła.
Z drugiej strony patrząc, jeśli problem wirusów na Windows jest wielokrotnie poważniejszy, a to jest bezdyskusyjne, to niebezpieczeństwo złapania "niewykrywalnego" też jest większe. Jeśli zestawimy nawet proporcje występowania zwykłych wirusów i profesjonalnych rootkitów na Win i Mac, to i tak wychodzi że Mac jest wielokrotnie bezpieczniejszy. Jest luka w tym rozumowaniu?
Sypnąć przykładami? Tzw "teoria spiskowa" to bardzo popularna ostatnimi czasy rzecz. Tylko maskowana w mediach a czasami wręcz reklamowana tak, że zwykli ludzie myślą że to dla ich dobra.
Nie da rady. Poniedziałek, do piątku daleko.![]()
Szukaj





Skontaktuj się z nami