Szukaj
Książki książkami, a rzeczywistość rzeczywistością. Większość takich publikacji została napisana z myślą o kapitalizmie w zachodnim wydaniu, a nie o tym, jakiego mamy okazję doświadczać w Polsce -- zwłaszcza poza stolicą. I może bez zbędnych złośliwości powiem, że kto nie był poza Warszawą, nie próbował tam swoich sił i porad z mądrych książek -- ten nie wie z jakim murem przyjdzie mu się zderzyć.
Jakiś przykład, z osobistych przygód… dwie ostatnie (sprzed kilku dni):
Pierwszy. Znana włoska firma (nazwy nie podam, nie ma sensu), maszyna CNC -- zaproponowano mi 10 zł brutto/h w systemie 4 brygadowym (to daje zawrotne 1120zł/mies, na rękę) -- przeżyjesz za tyle? A! Zapomniałem -- dodatek 200 zł brutto, za wspomniany system czterobrygadowy (szał!).
Drugi przykład (wspominam to jak sen z gatunku czeski film…). Stanowisko zastępcy kierownika produkcji (dodatkowo, jak się w rozmowie okazało, przynajmniej 4 inne etaty w praktyce, w tym sekretarki i częściowo księgowej). Do tego codzienne zostawanie po godzinach za które nikt (to jasne) by mi nie zapłacił, oraz telefony od szefa po pracy i praca zabierana do domu -- o tym powiedziano mi wprost na rozmowie (że to u nich normalne). Na początku (wiadomo, poznanie firmy, ludzi, itd. itp.) -- praca przez 3 miesiące ZA DARMO -- oczywiście bez gwarancji późniejszego zatrudnienia, nawet jakbym wypadł doskonale. A po tym próbnym okresie nie otrzymałbym za to wszystko nawet 1500zł/mies na rękę.
Wierz mi -- chciałbym iść do pracy gdzie otrzymuje się pieniądze za które można normalnie żyć, niestety realia są takie, że ciężko dziś o prace z której można by choćby przeżyć… Twoje wyobrażenie i pewność osądów które głosisz, jako osoby żyjącej i pracującej w takim mieście, są nie w porządku wobec osób żyjących w innym miejscu -- „na prowincji”.
Skończmy ten OT, nie o tym traktuje wątek.
Ostatnio edytowane przez swider ; 01-04-2011 o 21:13
A co chcesz: mieszkać w Wągrowcu i dojeżdżać? dorobić? zarabiać? studia i praca w Poznaniu?
Mój młody /teraz też uczy się do matury/ w wakacje i po - później zrezygnował, bo nie dał rady łączyć nauki i roboty - zahaczył się w ochronie. Był w Pestce, MM i jakiś sklepach odzieżowych - jako detektyw sklepowy. Było to bardziej dorobić do tego co rodzice dadząAle przy dłuższej pracy stawki są wyższe. Był też poza Poznaniem, bo firma obstawiała nowo otwierane markety, aby przeszkolić tamtejszą ochronę. Praca na sklepie i przed monitorem na zapleczu. A że krótko po 18 i na jeża strzyżony robili ustawki /kontrole ochrony - czy uważają/. Łaził w kapturze po sklepie i próbował coś zwędzić.
Pracę znalazł, bo poszedł i pytał się. Premie mają jak złapią na kradzieży /kiedyś dziewczyna ze strachu kolczyki połknęłai premii nie dostali.
ps. drugi, starszy po studiach wysłał 150 CV, odpowiedzieli na 3.
Ostatnio edytowane przez amirez ; 01-04-2011 o 21:16
Tutaj jest... podpis
o, ochrona to niezła robota, jak ktoś ma odpowiednią psychikę i charakterfakt, stresująca i kursy sporo kosztują (ale niektórzy pracodawcy pokrywają koszty - przynajmniej w części) ale na dłuższą metę można nieźle wyżyć. takie chodzenie po markecie, o którym mówi amirez to dobry start, poznaje się ludzi, środowisko, nabiera się pojęcia jak i gdzie się zakręcić...
D90 + N18-105 i kilka gratów
Doświadczenie do bycia kim z zawodu? Kasjerem? Sprzątaczem? Kucharzem? czy może Menadżerem?
Oświeć mnie.
@[email protected]
A kolega to gdzie się chce uczyć? W sensie studiować. Z mojego punktu widzenia trzeba strzelać w pracę gdzieś gdzie się chce rozwijać. Potem co? Wpiszę sobie do CV, że byłem managerem w McDonaldzie, albo że byłem kierownikiem do spraw logistyki (magazynier). Jeśli potrzebna kasa na szybko, to jasne żadną pracą nie pogardzę. Ale z początku to niestety, ale zdaję sobie sprawę, że stawka bez doświadczenia jest głodowa.
Jako student można ostro się uczyć na uczelni i mieć stypendium naukowe. Nie mówię tu, o tym za najniższą średnią, tylko o tym co możesz dostać za maksa. (do 400zł/mc) Choć i to nie jest wiele, ale zawsze więcej niż nic. I w sumie za nic, bo to Twój interes umieć więcej.
Na swoim przykładzie co do prac i zdobywania doświadczenia: pomagam w warsztacie samochodowym 2-3 razy w tygodniu, za stawkę, która nawet nie jest najniższą krajową. I ok, fajnie. Czegoś się nauczę. We wrześniu jadę do Niemiec, na praktykę do biura projektowego. I wyobraźcie sobie, że nie dość, że nikt mi za to nie zapłaci, to jeszcze ja do tego dopłacę. Ale doświadczenie się zdobywa. Te jedne praktyki, do których się zmusza studentów to jest nic. Ale większość tego nie rozumie. A potem nikt jakoś nie chce dać tych wymarzonych 5k na rękę.
I żeby nie było, że tylko jakieś poważne rzeczyto jeszcze totalnie dorywczo opiekuję się takim jednym pierwszoklasistą i uczę angielskiego.
Jak dla mnie wszystko zależy od tego czego aktualnie potrzebujesz. No i oczywiście jak wysoko celujesz. Czy chcesz zdobywać kasę, czy doświadczenie. Bo niestety, ale na początku drogi oba naraz zdobywać jest ciężko.
Generalnie jest co robić![]()
Ostatnio edytowane przez velaskez ; 02-04-2011 o 01:59
"Am Anfang schaute ich mich um, konnte aber den Wagen, von dem ich träumte, nicht finden. Also beschloss ich, ihn mir selber zu bauen." F.Porsche
DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE. Jak będziesz kiedykolwiek przyjmować człowieka do pracy, prowadząc rozmowę kwalifikacyjną, to dowiesz się po co to jest. Powiem tyle, że żeby zostać "menadżerem" (bezsensowne spolszczenie prawdę mówiąc) to warto najpierw być tym sprzątaczem, kasjerem lub kucharzem...
Nie zrozumiałeś. Daje Ci doświadczenie zawodowe, zgodzę się. Ale w jakim fachu?
Wybacz, ale praca w McD, KFC, Burger Kingu czy innym tego typu miejscu przez 5 lat, według mnie, pokazuje tylko że nie masz pomysłu na swoje życie, lubisz jak ktoś Tobą pomiata i nie masz ambicji, żeby iść dalej.
Aż z ciekawości zapytałem jednego człowieka, który pracuje w dużej firmie, z branży inżynierskiej, na co patrzą zatrudniając nowe osoby? Te zaraz po studiach. Powiedział tak:
- oceny
- doświadczenie (głównie praktyki, prace jakoś związane z branżą)
- wymiany (Erasmus)
- dodatkowe organizacje (np. AIESEC, ROTARACT, działalność charytatywna etc.)
- języki (sam angielski to teraz niestety za mało)
- czy uprawiał sport (najlepiej zespołowy, bo to pokazuje możliwości pracy w grupie)
- jakie ma zainteresowania
Przy pytaniu czy praca w McD coś zmienia, gdy zostaje dodana to CV to dostałem taką odpowiedź.
Jeśli pracował, bo musiał dorobić w wakacje, to niech tego nie wpisuje do CV. Jeśli pracował w czasie edukacji i miał dobre stopnie, to szacunek się należy. Jeśli pracował, a edukacyjnie padł, to że tak powiem lipa.
Jeśli miał super oceny i w niczym nie brał dodatkowo udziału to jest samolubem. Takich też nie biorą.
I jeszcze co jeśli był managerem (niech będzie bez spolszczania) w McD, lub innej tego typu placówce? Czy to mu jakoś pomaga. Dostałem odpowiedź, że nie, bo bycie managerem w takim miejscu polega głównie na trzymaniu za pysk, i pilnowaniu żeby ludzie robili swoje, a nie na budowaniu zespołu i zarządzaniu nim. Rotacja ludzi jest za duża, żeby budować więzi w zespole. Klawiszy im nie potrzeba.
Oczywiście są miejsca, gdzie umiejętności nabyte w McD i innych będą przydatne, tego nie neguję.
Po maturze i w czasie studiów można robić różne rzeczy. Te związane i te nie związane z wymarzonym zawodem. Zdaje sobie sprawę, że sytuacje są różne, że często jest tak, że się dorabia bo potrzeba mieć na życie na tych studiach. Jednakże, wg mnie priorytetem powinna być mimo wszystko nauka. Trzeba przeć do przodu i tyle.
"Am Anfang schaute ich mich um, konnte aber den Wagen, von dem ich träumte, nicht finden. Also beschloss ich, ihn mir selber zu bauen." F.Porsche
Zrozumiałem, w każdym. Każda twoja pozycja z CV jest tylko punktem zaczepnym do którego powinieneś mieć świetną argumentację, oczywiście zmienną w zależności od stanowiska o które się starasz. W niektórych może zaszkodzić (szczególnie w przykładzie podanym przez ciebie gdzie liczy się tylko i wyłącznie wiedza) a w niektórych może tylko pomagać, szczególnie tam gdzie umiejętności i chęć do pracy jest bardzo ważna np. cały sektor usług. Naprawdę praca w McD przez 5 lat, odpowiednio uargumentowana, może załatwiać sprawę ponieważ przy szukaniu roboty trzeba po prostu siebie dobrze sprzedać.
Każda umiejętność - doświadczanie zawodowe będzie przydatne, o ile tylko będziesz potrafił korzystać z tej wiedzy. Wiem, że brzmi trochę banalnie ale niestety jest prawdziwe.
Bycie kasjerem, sprzątaczem, kucharzem (w miejscach typu McD, KFC itp), to zajęcia możliwie proste, pozwalające młodym ludziom mieć jakąś pracę, nabyć podstawowe doświadczenie chociażby jak to jest mieć szefa, mieć obowiązki, dostać opierdziel, współpracować w grupie i tak dalej, radzić sobie z bieżącymi problemami itp. Wbrew pozorom wg mnie to dużo - i wg mnie takie choćby 3 miesiące latem dla kogoś kto ma naście lat, to super sprawa, bo zobaczy co to znaczy "pracować".
Nie wiem też dlaczego tak lekceważąco mówisz o managerach z takich miejsc. Jak się domyślam nie pracowałeś nigdy na takim stanowisku.
Wg mnie to od człowieka zależy czy chce być tylko tym co sprawdza listę obecności, i wychodzi jak szybko się tylko da, czy kimś kto zainwestuje w nich swój czas, będzie szkolił, motywował itd, by w efekcie stworzyć zgraną ekipę zadowolonych ludzi lubiących swoją pracę - co przełoży się na to że ów mgr będzie miał "samograja".
Umiejętności zarządzania grupą ludzi, zarządzania placówką, wg mnie wykorzystać można na każdym stanowisku kierowniczym. I praktyka to potwierdza, wiele firm, przynajmniej na pomorzu, chętnie zatrudnia ludzi na stanowiska kierownicze (mówimy o szczeblu średnim-niższym, czyli kierownik placówki, kierownik regionalny, asystent dyrektora itp) - bo jak ktoś pracował 5 lat w McD, to na pewno wie co to ciężka i czasem niewdzięczna praca, i widocznie umie sobie z tym radzić. A to czy po tych wspomnianych 5 latach ktoś będzie dalej "sprzątaczem/kasjerem/kucharzem" czy np asystentem kierownika, to już tylko od tej osoby zależy.
Oczywiście, nie twierdzę że praca idealna itd, jak wszystko ma sporo minusów, jak również nie każdy się do tego nadaje, czy nie każdemu się to przyda. Zmierzam tylko do tego, że i z takich zajęć można wynieść sporo dobrego, i nie jest to na pewno strata czasu, szczególnie jeśli jest to przemyślane i traktujemy to np jako start kariery zawodowej. Podejrzewam, że nawet wspomniany rekruter z firmy z branży inżynierskiej, jako pozytyw by odebrał czytając CV, że np w trakcie studiów dziennych w rok ktoś awansował ze "sprzątacza" na managera, i łączył to z nauką, a pracował tam bo niewiele firm godziło się dostosowywać grafik pracy tak by nie kolidował z zajęciami na uczelni.
A nawiązując do meritum wątku - cóż, posad żadnych nie oferuję, ale wg mnie dobrą taktyką jest chwycenie się najlepszego co w danej chwili jest, ze świadomością że nie chcemy się tam "zasiedzieć", i ciągłe dalsze poszukiwania firmy/branży/stanowiska które nas konkretnie interesuje. Wiem że to nie łatwe, że ma to swoje złe strony, że czasu na szukanie jest wtedy zdecydowanie mniej i w ogóle - ale cóż, nikt nie mówił że będzie łatwo
Niemniej, powodzenia!
Ostatnio edytowane przez Azazel85 ; 02-04-2011 o 19:00
Wychowany na Fuji...
Obecnie - "jedną nogą" w Nikonie... =]
Skontaktuj się z nami