witam.
osobiście jestem zwolenniczką fotografii analogowej. uczyłam się na zenicie, przeszłam później przez minoltę, contaxa aż w końcu wpadł mi w łapki nikon f90x. w międzyczasie przerobiłam jakąś zwykłą małpkę kodaka, ale to wiadomo, na 100 zdjęć może wyjdą z 2 fajne ujęcia. ktoś już napisał tutaj, że przy fotografii analogowej o wiele intensywniej zastanawiasz się czy aby to ujęcie warto sfotografować. analogówka uczy myślenia nad zdjęciem, wkładasz w to o wiele więcej siebie i swojej wyobraźni. nie masz pojęcia jaka to frajda wywołać samodzielnie swoją pierwszą kliszę. ja mam to za sobą, cieszyłam się jak dziecko gdy udało mi się wydobyć obraz z mojej pierwszej emulsji! biegałam dookoła pokazując domownikom co stworzyłam ze łzami szczęścia w oczach

poza tym niby fotoszop czy inny program to podstawa w obróbce cyfrowej wersji "filmu", ale, mimo wszystko, pod powiększalnikiem możesz dokonać równie imponujących efektów. bez problemu przyciemnisz niebo, rozjaśnisz postać, wykadrujesz, zrobisz sepię, ocieplisz, zmiękczysz, wykontrastujesz. to wszystko da się zrobić. wykąpiesz papier w płynie i jest - twoje pierwsze fotograficzne "dziecko", które SAM spłodziłeś

zupełnie inaczej patrzy się na fotografię pozbawioną pixeli. dotykasz papier, czujesz zapach chemii, wiesz, że włożyłeś w to samego siebie. super uczucie! tak więc mocno się zastanawiaj, cyfrówka rozleniwia

pozdrawiam
Skontaktuj się z nami