Zobacz pełną wersję : Wyprawa w góry - w co się zaopatrzyć
Hej! Zamierzam wybrać się na początku października w góry. Myślałem o Pieninach i sławnej sośnie. Nie wiem czy jest sens ze względu na pogodę.
Czego bym potrzebował? W górach ostatni raz byłem 11 lat temu. Pamiętam, że zmarzłem (a było to lato, a nie jesień) i zmokłem.
Największy problem mam z butami - mam haluksy i typowe trekingi są dla mnie mega twarde i niewygodne. Ma ktoś podobny problem i jakoś to rozwiązał? Podejrzewam, że przyda mi się też dobra wodoodporna kurtka i polar. Ciepłe gacie pod spodnie. Rękawiczki z marketu. Przydałby się też jakiś wodoodporny plecak, w którym zmieściłbym trochę ciuchów, jedzenia, wody i aparat (Sony a6000 z 2-3 obiektywami). Jeżeli macie jakieś propozycje, to chętnie wysłucham.
Gdzie się też zatrzymujecie przy wyprawie na Sokolnicę? Potrzebowałbym dwuosobowego pokoju.
Czy przydadzą się jakieś mapy na androida?
Czy przydadzą się jakieś mapy na androida?
Przydadzą się papierowe, laminowane mapy. Ewentualnie, dodatkowo GPS z mapami, ewentualnie dodatkowo mapy na telefonie. Ja jestem starej daty, więc sugerowałbym jeszcze kompas, nie zaszkodzi :P
Największy problem mam z butami - mam haluksy i typowe trekingi są dla mnie mega twarde i niewygodne.
Dobre buty górskie, z gąbką dopasowującą się do kształtu stopy. Na lato poleciłbym buty skórzane, bez gore, ale można spodziewać się dużych opadów, więc lepszym wyborem tutaj będzie jakaś dobra konstrukcja na gore. Ja polecam Meindla. Ze skórzanych coś pokroju Islandów albo Engadinów.
Buty trzeba poprawnie zmierzyć kupując - z odpowiednimi skarpetami ( tu też polecę doapsowane do butów skarpety meindla ), założyć i też odpowiednio zawiązać. Pochodzić w butach minimum 15-20minut, najlepiej ponad 30. Buty to jedna z najważniejszych rzeczy na długich pieszych wycieczkach, a szczególnie w górach.
Kurtka przeciwdeszczowa ( wodoodporna to może być peleryna :P ), Polar gruby na wierzch, cieńszy pod niego, plus odpowiednia bielizna "oddychająca" czy jak to się nazywa.
Przydałby się też jakiś wodoodporny plecak, w którym zmieściłbym trochę ciuchów, jedzenia, wody i aparat (Sony a6000 z 2-3 obiektywami).
Plecaki nie są sensownie "wodoodporne" z założenia - do tego kupujesz / masz dołączony pokrowiec na plecak. Polecam Berghaus z serii freeflow. Nie wiem ile rzeczy chcesz ze sobą nosić. Polecałbym minimum 35l+8, jeżeli zamierzasz chodzić na dalsze wycieczki.
Myślałem o Sokolicy (Sokolnicy?) i może Morskim Oku (tam kiedyś już byłem). A w przyszłym roku może Rysy i Śnieżka. To chyba wszystko są wyprawy na jeden dzień.
Podpisuję się pod tym co Kurtz napisał, od siebie dodam, ze jeśli nie masz dobrej kurtki (a wsumie nawet jak masz) to polecam pelerynkę - kosztuje grosze a się przydaje, plecak ma pokrowiec, a jeśli nie to to można dokupić.
pod spodnie to w zalezności od temp. poza gaciami to kalesonki polecam jakieś :) tzn. bieliznę termoaktywną :)
Dobrze w taką porę roku mieć jakieś skarpety w zapasie, jakby jednak coś zamokło.
Jeśli chodzi o picie to oprócz wody zdecydowanie polecam termosik z gorąca herbatą. Jesli bedzie zimno to woda w butelce będzie nieprzyjemnie lodowata a ciepła herbatka przyjemnie rozgrzewa.
I czapka :)
- - - - kolejny post - - - - - -
Myślałem o Sokolicy (Sokolnicy?) i może Morskim Oku (tam kiedyś już byłem). A w przyszłym roku może Rysy i Śnieżka. To chyba wszystko są wyprawy na jeden dzień.
Spora rozpiętość w odległości i trudności :)
Moze i ja jestem strachajło ale na Rysy to moim zdaniem trzeba być dobrze przygotowanym a w październiku może i nawet śnieg nas tam zaskoczyć.
przez wileu niedoceniane: zapasowe sznurówki
Dzięki za porady.
O Rysach i Śnieżce pisałem, że może, ale w przyszłym roku, a nie teraz. :) Ja mam jakiś zwykły plecak. On nie ma żadnej peleryny. Jaką kurtkę polecacie?
Ja mam jakiś zwykły plecak. On nie ma żadnej peleryny.
Peleryna to nie pokrowiec na plecak, to rodzaj kurtki przeciwdeszczowej.
Nie oddycha, ale jest nieprzemakalna, lekka i można zabezpieczyć siebie łącznie z niedużym plecakiem.
Pokrowiec na plecak to niedoskonały patent, i tak woda z pleców wcieknie pod plecak i szelki czy pas biodrowy przemokną.
Dostęp do środka też jest utrudniony. Lepiej zabezpieczyć rzeczy w środku w workach nieprzemakalnych, np reklamówkach.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://www.adriacaravan.pl/_var/gfx/ca01fa5d78890b7a6c5591b4e4bcb3bb.jpg)
Kurtka jest dobra dla alpinistów, rowerzystów, narciarzy ...
Peleryna do turystyki plecakowej, będzie lepszym i dużo tańszym rozwiązaniem.
zaopatrz się też w małą damską składaną parasolkę. To jeden z najlepszych patentów przeciwdeszczowych używanych przez wyczynowych alpinistów , choć turyści z pogardą o tym mówią a nawet przekonują że używanie parasolki grozi śmiercią lub kalectwem.
Parasolka nie zawsze się sprawdzi, nie mówię o trudnym terenie, ale chociażby wiatr. Ale lepiej mieć parasolkę niż nie mieć peleryny.
Parasolka w górach jest raczej trochę niebezpieczna.
Podmuch wiatru nagły może spowodować utratę równowagi.
Trzeba o tym po prostu pamiętać
zaopatrz się też w małą damską składaną parasolkę. To jeden z najlepszych patentów przeciwdeszczowych używanych przez wyczynowych alpinistów , choć turyści z pogardą o tym mówią a nawet przekonują że używanie parasolki grozi śmiercią lub kalectwem.
Ty tak na serio? Jeżeli nawet parasolka się przydaje, to bardzo, bardzo sytuacyjnie.
Pokrowiec na plecak to niedoskonały patent, i tak woda z pleców wcieknie pod plecak i szelki czy pas biodrowy przemokną.
Dostęp do środka też jest utrudniony. Lepiej zabezpieczyć rzeczy w środku w workach nieprzemakalnych, np reklamówkach.
Doskonały nie jest, ale bardzo dużo pomaga. Pakowanie wszystkiego w plecaku w torby też idealne nie jest. Plecak, który zacznie nasiąkać wodą zwiększy swoją wagę - pokrowiec chroni większość plecaka.
Peleryny też mają swoje minusy - brak oddychania jest największym. Może nie zmoknie się od zewnątrz, ale spoci i zgrzeje od środka. Na dłuższe wycieczki to rozwiązanie odpada. Rozwiązaniem pośrednim jest owinięcie plecaka peleryną, tak, żeby go ochronić, a samemu chodzenie w dobrej kurtce.
3 warstwy - bielizna termoaktywna; coś ciepłego - polar, bluza na bazie wełny itp; kurtka p. deszczowa (wodoodporność oddychalność 10000 - 15000 styknie). Jak będziesz kupować to zwracaj uwagę na otwory wentylacyjne pod pachami, na boku itp.
Peleryna w placaku jako backup, plecak - np deuter
Rękawiczki + czapka bywają bardzo przydatne. Spodnie, które też wody się nie boją. Co do butów, ja mam salewy i mogę z czystym sumieniem polecić + jakieś dobre skarpety.
Z gadżetów to podobnie jak przedmówcy laminowane mapy, zapasówki w telefonie, może power bank, scyzoryk - nóż z sensowną głownią, termos z czymś ciepłym, może jakaś latarka i powinno być ok :)
Myślałem o Sokolicy (Sokolnicy?) i może Morskim Oku (tam kiedyś już byłem). A w przyszłym roku może Rysy i Śnieżka. To chyba wszystko są wyprawy na jeden dzień.
Rysy, Śnieżka, Sokolica ... to jakby górki z różnych klas. Poza tym odległe od siebie.
Ustaw je w jakiejś kolejności trudności.
Może zacznij od Śnieżki.
Jakbym znał ich trudność. :P Rysy pewnie najtrudniejsze.
Z Wrocławia najbliżej masz na najłatwiejszą górkę - Śnieżkę.
Wiem i tam też się wybiorę, ale tym razem chyba odwiedzę Dolinę Białej Wody.
Stworzymy najlepiej przygotowanego turystę wszech czasów ;)
Jeśli chodzi o wyposażenie, to dużo zależy od tego czy zamierzasz często chodzić po górach, jeśli tak, to wtedy warto zainwestować.
Deuter to moje marzenie,a le zdecydowanie górna półka cenowa, z tańszych a moim zdaniem bardzo dobrych mogę polecić salewę i mckinley - z siatką dystansującą.
Pokrowiec na plecak to dobra rzecz, pewnie że nie idealna, ale dzięki temu plecak nie nasiąka wodą i chronione są pierdoły w kieszeniach bocznych. A jak mocniej lunie to wtedy pelerynka i jest ok.
Ja ze swojego doświadczenia (i faktu posiadania przykrótkich spodni) polecam stuptuty, jesienią spokojnie sprawdzaja się te krótsze. Dzięki temu nogawki nie są ufajdane a podczas mocniejszego deszczu woda nie wlewa się przez cholewki.
Co do wyboru gór to mogę spokojnie polecić Karkonosze, teraz się tu robi pięknie i nawet parasolkę wtedy można wyciągnąć :p A na Rysy moim zdaniem trzeba być dobrze przygotowanym i wyjść bladym świtem. Najlepiej z Morskiego.
@kurtz,
a co niby ma byc nie na serio?
Nie wiem, z mojego punktu widzenia zabrzmiało to dość absurdalnie. Jest co najmniej kilka powodów. Po pierwsze, masz jedną rękę zajętą którą musisz trzymać w nienaturalnej pozycji i którą nie możesz sobie pomóc przy łapaniu równowagi, po drugie, jak już zostało powiedziane, na wietrze, parasolka powoduje utratę równowagi, po trzecie, parasolka przy wietrze ( a na grani, czy w wyższych partiach gór przy deszczu rzadko kiedy nie ma wiatru ) po prostu się rozlatuje. Na mały deszczyk na przejście po dolince... może, ale to w żaden sposób nie zastąpi Ci kurtki, dobrych butów i nieprzemakalnych spodni na wycieczce. Parasolka, może być ok jak musisz w deszczu wrócić z pod ściany, zazwyczaj w dość prostym terenie. Doradzanie turyście górskiemu bez doświadczenia noszenia ze sobą parasolki w góry to pomysł kiepski. Szczególnie na rysy ^^
A propos Rysów - jak ma być prosto, to się je robi od słowackiej strony.
Stworzymy najlepiej przygotowanego turystę wszech czasów
Jak na razie, to mówimy o podstawach :P
Parasolka nie zastapi ani anoraka, ani innej odziezy przeciwdeszczowej. Parasolka jest uzupelnieniem ale bardzo skutecznym. Jeśli musisz sie przemieszczać w trudnym terenie to mozesz liczyc tylko na dobre ciuchy a nawet w najlepszych ciuchach bedziesz mokry. Ale w gorach czesto obfite deszcze trwaja tylko kilka kilkanascie minut i wazniejsze jest niezmoczenie sie niz przemieszczanie.
Po prostu lepiej stracic 20 minut i byc suchym niz zarobic 20 minut i byc mokrym. Suszenie trwa znacznie dluzej. Wbrew pozorom w takich sytuacjach czesto mozna przyjac odpowiednia pozycje (zachowjac bezpieczenstwo) a w latwym i prostym terenie przemieszczac sie. Komplet : kurtka (dla turysty moze byc peleryna), spodnie goretex lub ortalion i parasolka powoduje ze bedziesz praktycznie suchy. Oczywiscie najczesciej kosztem przemieszczania w terenie. Tylko ze warto te cene poniesc.
A pewnie ze w warunkach kiedy uzywanie parasolki jest na tyle niezreczne ze niebezpieczne to mokniemy.
Tylko ze jak na wstepie, w praktyce mozliwosci uzycia parasola sa na tyle duze (czeste) ze warto go miec.
Dlaczego maly damski skladany nie musze chyba tlumaczyc.
Dlaczego maly damski skladany nie musze chyba tlumaczyc.
Bo różowy lepiej widać z odległości? Tylko czemu mały... ;)
Parasolka jest uzupelnieniem ale bardzo skutecznym. Jeśli musisz sie przemieszczać w trudnym terenie to mozesz liczyc tylko na dobre ciuchy a nawet w najlepszych ciuchach bedziesz mokry
Po prostu lepiej stracic 20 minut i byc suchym niz zarobic 20 minut i byc mokrym.
Z punktu widzenia Tatr ( a kolega wspominał Rysy ) - przy wyjściu gdziekolwiek wyżej parasolka odpada. Na grani, przy burzy ważniejsze jest szybkie zejście niż nie zmoknięcie. Dobra odzież przeciwdeszczowa jest całkowicie wystarczająca w tym kontekście. Chodzenie w prostym terenie, gdzie można by iść z parasolką w Tatrach polskich nie jest moim zdaniem tak dużą częścią wycieczki aby nosić ze sobą parasolkę, nawet małą i lekką ( zawsze tak kolejne 0.5kg ).
Obfity deszcz potrafi trwać dłużej niż 30minut, a nawet, jeżeli trwa krócej, to często później nadal pada, tylko mniej agresywnie.
[quote[Komplet : kurtka (dla turysty moze byc peleryna), spodnie goretex lub ortalion i parasolka powoduje ze bedziesz praktycznie suchy. Oczywiscie najczesciej kosztem przemieszczania w terenie. Tylko ze warto te cene poniesc.[/quote]
Kurtka, spodnie na gore, dobre buty i nawet w mocnym deszczu będziesz mokry jedynie w okolicach dłoni, trochę na twarzy. I nie mówię o sytuacji gdzie będziesz stał i czekał aż przestanie padać. Sprzęt na gore, który przemaka tylko do membrany schnie dość szybko, a w Tatrach odległości i tak są niewielkie, więc wysuszenie kurtki, spodni i butów nie powinno być problemem.
W innych górach jak jest - nie wiem, nigdy nie miałem potrzeby posiadania parasolki, starczała mi dobra odzież wierzchnia, a trochę po różnych górach chodziłem i niejedną burzę i ulewę w górach widziałem.
Zabieranie parasolki jak się ma ubranie przeciwdeszczowe jest lekko mówiąc mało uzasadnione. Jedyny powód żeby ją zabrać (jaki zdołałem wymyśleć), to ochrona aparatu przy dłuższej sesji w małym deszczu i bez wiatru.
Do plecaka wrzuć koniecznie apteczkę z folią NRC, bandażem elastycznym itd...
Wiele osób zwożonych przez GOPR/TOPR jest najzwyczajniej w świecie wyziębiona. Lepiej mieć za dużo ubrań niż za mało, warstwa wierzchnia koniecznie blokująca wiatr, bo ten nygus nas najczęściej wyziębia :-).
Warto mieć kijki trekingowe ale pod jednym warunkiem - umiesz z nimi chodzić. Jak nie umiesz to w górach łatwiej się o nie zabić niż sobie nimi pomóc.
Pozdrawiam
A jeszcze do peleryny - przecież cały dół i boki są otwarte, taka peleryna powinna być 10x bardziej oddychająca niż kurtki przeciwdeszczowe, które w deszczu musisz mieć zapięte. Tylko tak naprawdę przed założeniem peleryny trzeba by coś ściągnąć z siebie, np kurtkę, bo peleryna to jednak dodatkowa warstwa ubrania...
A jeszcze do peleryny - przecież cały dół i boki są otwarte, taka peleryna powinna być 10x bardziej oddychająca niż kurtki przeciwdeszczowe, które w deszczu musisz mieć zapięte. Tylko tak na prawdę, przed założeniem peleryny trzeba by coś ściągnąć z siebie, np kurtkę, bo peleryna to jednak dodatkowa warstwa ubrania...
Zdejmowanie kurtki gdy się ma na sobie pelerynę (podczas ulewy zwłaszcza) jest bez sensu, bo zdecydowana większość peleryn, które ja widziałam ma dość krótkie rękawy a gdy np. namokną nam rękawy polara to zbyt szybko nie wyschną. Gdy nie jest zbyt zimno to ja z reguły zdejmuję właśnie polar, kurtka zostaje ze szczelnie zapietymi mankietami, żeby po rękach woda nie płynęla.
Co do nieszczęsnej parasolki :) w Tatrach odradzam, chyba, że do Doliny Chochołowskiej, czy Kościeliskiej. Ale w takich Karkonoszach, idąc prostą, szeroką jak ulica drogą to inna sprawa, osobiście parasolki nie nosze ze sobą , ale raz jeden miałam przypadkiem i się przydała, deszcz mi nie zacinał w twarz :)
Parasolka może się przydać podczas ulewy, gdy trzeba coś wygrzebać z plecaka, przebrać się na szybko, sprawdzic na mapie itp. Chociaz w sumie jak mnie złapie takie oberwanie chmury to jakoś nic nie potrzebuję :D
Polecam za to zapasowe rękawiczki.
A ja jako stary dziad, powiem tak. Podstawowym "sprzętem" jest zdrowy rozsądek przed i w trakcie. I bez tego nawet sprzęt z najwyższej połki wiecej zaszkodzi niż pomoże. Dobry thermos, czekolada, ubrania na zmiane itd. Forma fizyczna, ego pozwalające na podjęcie decyzji - nie idę, wracam itd. To podstawa. Wszystkie wymienione trasy i kilka innych zrobiłem w Pionierkach i Kangurce z PRL .
Ja przyznam się szczerze, że nawet nie staram się wszystkiego napisać, co powinien turysta wiedzieć, co powinien zabrać, etc. Ostatnio wyprawiałem kolegę w Tatry na kilka dni i go przez drugie tyle edukowałem, przygotowywałem sprzęt, etc. starczy mi ^^
A jeszcze do peleryny - przecież cały dół i boki są otwarte, taka peleryna powinna być 10x bardziej oddychająca niż kurtki przeciwdeszczowe
Nie jest. Ciepłe powietrze idzie w górę, a nie opada. Peleryna też dość skutecznie chroni nas przed wiatrem. Najgorszej jest w najtańszych, zwykłych "foliach", które są na tyle miękkie, że na dole "przyklejają" się do nóg. Wentylacja w takiej torebce foliowej jest praktycznie nieistniejąca. Prawdziwe peleryny, z grubszego materiału, zachowują się trochę inaczej, ale też bardziej wpływają na ruchy. Generalnie, dla osób które bardziej się pocą, peleryna to kiepskie rozwiązanie.
Do plecaka wrzuć koniecznie apteczkę z folią NRC, bandażem elastycznym itd...
To bardzo ważna rzecz, a jednocześnie dość lekka. Warto poruszyć w takim razie temat apteczki.
Co ja biorę w apteczce ( z grubsza):
Mocne leki przeciwko biegunce.
Mocne leki przeciwbólowe / przeciwgorączkowe, które nie mają negatywnego wpływu na moją koncentrację, ocenę sytuacji, ogólnie funkcjonowanie.
Bandaże elastyczne.
Chemiczne ogrzewacze do rąk/stóp/ciała ( szczególnie latem, jesienią ).
Plaster w rolce.
Kompresy duże, minimum kilka sztuk.
Trochę różnych plastrów - zawsze się może przydać, a waży mało.
Chusteczki z alkoholem ( takie jak do zastrzyków ) do odkażania.
Rękawiczki winylowe, 2-4 pary.
Trochę zwiniętego ręcznie ducktape.
Folia NRC.
Inne rzeczy w ramach potrzeby i własnego uznania.
Wszystkie leki które bierzecie ze sobą MUSZĄ być przez was przetestowane wcześniej i musicie mieć pewność, że nie mają działań niepożądanych.
A ja jako stary dziad, powiem tak. Podstawowym "sprzętem" jest zdrowy rozsądek przed i w trakcie.
Jest, zawsze.
Wszystkie wymienione trasy i kilka innych zrobiłem w Pionierkach i Kangurce z PRL .
Kiedyś się chodziło w tym co było. Pierwsi wspinacze korzystali z lin konopnych, takich jakie mieli dostępne. Czasy się zmieniają, zmienia się też sprzęt i możliwości - trzeba z tego korzystać, bo to może uratować życie. Dobre buty mogą uratować nas przed skręceniem kostki, upadkiem, dobre ubranie ochroni nas przed zmoknięciem i wychłodzeniem, dobry termos zagwarantuje nam to, że nawet po kilku godzinach wycieczki będziemy mieli gorącą herbatę. Chemiczne ogrzewacze do rąk pomogą nam w trudnej sytuacji utrzymać ciepłotę ciała, a dobra LEDowa latarka, pozwoli nam albo skutecznie wezwać pomoc, albo komfortowo poruszać się w górach po zmroku. Latarka to również osobny temat. Ja polecam czołówki, ze stabilizowanym oświetleniem. Warto też mieć latarkę z czerwoną diodą, szczególnie jeżeli idzie się w grupie podczas gęstej mgły. Ja wszystkim którzy idą w góry niezależnie od latarek, pochodni, lamp naftowych czy czego innego nie wybiorą na oświetlenie podstawowe karzę zabierać Petzl e+LITE i zapasowy komplet baterii do niej. Warto.
Sprzęt nie zastąpi tego co mamy między uszami i to właśnie rozsądek jest najważniejszy, ale nie odrzucajmy przez to sprzętu, który zwiększa nasze szanse na pomyślny powrót.
A propos termosów ( jak kolega wyżej napisał "thermos" z mojej perspektywy też poprawnie :P ) Ja polecam termosy firmy, uwaga, Thermos. Sam posiadam dwa i jestem bardzo zadowolony. Trzeba jednak się nastawić na to, że z tych malowanych, przy normalnym górskich użytkowaniu, będzie odłazić farba ( z kubka i dna najbardziej - od stawiania na skałach ) i będzie się rysować ( też od skał, upadków, etc ). Nie zmienia to wartości użytkowej sprzętu. Posiadam też lżejszy, nie malowany i jestem równie zadowolony z obydwu. Sugeruję brać minimum 0.5l gorącej, słodkiej herbaty na osobę, niezależnie od wycieczki.
Ktoś wspomniał o kijkach. Całkowicie zgadzam się, że kijki pomogą tylko jak potrafimy się nimi posługiwać. Generalnie, szczerze odradzam branie ze sobą kijków na wycieczki po Tatrach. Idąc z kijkami człowiek uczy się, że łapie równowagę korzystając z kijków i bardzo się od nich uzależnia, a przez to, nie uczy się jednej z ważniejszych moim zdaniem rzeczy w górach czyli po prostu chodzenia. Poprawne chodzenie, utrzymywanie równowagi, radzenie sobie w terenie to podstawowa umiejętność, którą trzeba sobie wyrobić. Kijki to zabijają.
Sam korzystam z kijków bardzo okazjonalnie. Praktycznie tylko przy schodzeniu w stosunkowo prostym terenie, ze względu na to, że mam tendencję do schodzenia w bardzo szybkim tempie ( dokładniej zbiegania ) i wykorzystuję ręce do odciążenia kolan i częściowego amortyzowania/ wytracania energii. Takiego wykorzystania nikomu nie polecam. Nie jest to bezpieczne, trzeba bardzo dobrze radzić sobie w terenie i trzeba się liczyć, że prędzej czy później człowiek się wywróci ( co też trzeba potrafić zrobić tak, żeby upaść tam gdzie jest bezpiecznie i nie połamać się ), poobciera, etc.
Czasem widuję ludzi na grani z kijkami, którzy za wszelką cenę próbują korzystać z kijków do "wyratowania" się z upadków. To nie działa. Plus, ważna rzecz, kijki teleskopowe, tak popularne dzisiaj, przy mocniejszym naciśnięciu potrafią się po prostu złożyć, szczególnie w deszczu. Szczerze odradzam - kijek który złoży się wam w momencie kiedy próbujecie złapać równowagę oznacza dość bolesny upadek w najlepszym razie, w najgorszym, w eksponowanym terenie, może skończyć się śmiercią.
Podsumowując - najpierw trzeba nauczyć się dobrze chodzić bez kijków, później można eksperymentować.
Człowiek chce iść na Śnieżkę a wy mu kłody pod nogi.
Chce też iść na Rysy, zapewne od naszej strony.
Jak na Śnieżkę, to i w sandałach wejdziesz :). Jak na Rysy w październiku... to warto bardzo dobrze czasy wejścia i zejścia policzyć. Dzień już nie jest taki długi.
Ech. Pisałem, że na Rysy w przyszłym roku może. Na razie chcę albo w Dolinę Białej Wody, albo na Sokolicę, ale raczej jednak Tatry. :) Jadę na kilka dni także może się jeszcze zajrzy na jakieś proste szlaki tatrzańskie. Kijków żadnych nie chcę. Buty już kupione. Pozostaje kwestia kurtki. :P Latarkę mam rowerową całkiem mocną. W razie czego ma tryb strobo i SOS.
Jak w planie masz Rysy ( w przyszłym roku) to może zacznij od ... Giewontu.
Dobra. Biała Woda odpada, bo to po słowackiej stronie, a ja czekam na nowy dowód. :P
stachmuszel
23-09-2015, 21:36
Właśnie wrocilem z Tatr. Byłem m.in. na Rysach od polskiej strony. Miałem a6000+Samyang 12/2. Nic więcej w góry nie potrzebuję. Ciuchy już koledzy opisali.
Jak będziesz wybierał się na Rysy wstań wcześnie, tak aby być na szczycie przed południem. Jest wtedy szansa, że przyda Ci się aparat.
Ile to trzeba razy pisać, że nie idę na Rysy? :P Ale dzięki za spostrzeżenia. Zabieram identyczny zestaw (+ może jeszcze SEL 50mm, a brat weźmie starego D5000 + 18-55mm). Jedna bateria Ci wystarczyła?
A jak buty dopiero co kupione, to lepiej je rozchodź...
Hej! Zamierzam wybrać się na początku października w góry. Myślałem o Pieninach i sławnej sośnie. Nie wiem czy jest sens ze względu na pogodę.
Czego bym potrzebował? W górach ostatni raz byłem 11 lat temu. Pamiętam, że zmarzłem (a było to lato, a nie jesień) i zmokłem.
Największy problem mam z butami - mam haluksy i typowe trekingi są dla mnie mega twarde i niewygodne. Ma ktoś podobny problem i jakoś to rozwiązał? Podejrzewam, że przyda mi się też dobra wodoodporna kurtka i polar. Ciepłe gacie pod spodnie. Rękawiczki z marketu. Przydałby się też jakiś wodoodporny plecak, w którym zmieściłbym trochę ciuchów, jedzenia, wody i aparat (Sony a6000 z 2-3 obiektywami). Jeżeli macie jakieś propozycje, to chętnie wysłucham.
Gdzie się też zatrzymujecie przy wyprawie na Sokolnicę? Potrzebowałbym dwuosobowego pokoju.
Czy przydadzą się jakieś mapy na androida?
Ej, bez jaj, wietrzę jakąś prowokację.
Pieniny to miejsce na krótkie spacerki, a wszyscy doradzają jakby szedł na tydzień w Fagarasze.
W Pieniny to lekkie sportowe buty do biegania, cienkie spodnie, polarek, ew. softshell.
Po co nosić cokolwiek więcej, zwłaszcza jak się ma pokój w Krościenku :)?
stachmuszel
24-09-2015, 11:07
Ile to trzeba razy pisać, że nie idę na Rysy? :P Ale dzięki za spostrzeżenia. Zabieram identyczny zestaw (+ może jeszcze SEL 50mm, a brat weźmie starego D5000 + 18-55mm). Jedna bateria Ci wystarczyła?
Oryginał jeden, zamienniki dwa.
Ej, bez jaj, wietrzę jakąś prowokację.
Pieniny to miejsce na krótkie spacerki, a wszyscy doradzają jakby szedł na tydzień w Fagarasze.
...
No jakby ruszył z Czerwonego Klasztoru drogą Pienińską przez Wysoką do Wąwozu Homole, to nie taki spacerek. Spokojnym marszem całodniowa wycieczka.
A jakie zamienniki polecasz? Warto zabierać statyw?
Czytam ten wątek i czasami śmiać mi się chce jakie pomysły niektórzy mają.
Przeszedłem w Tatrach polskich i słowackich prawie wszystkie wyznaczone szlaki, w tym Rysy dwukrotnie, Orlą Perć, Czerwoną Ławkę itd.
W czasach gdy nie było internetu ludzie również chodzili po górach i nie zadawali takich pytań, a wypadków wcale nie było więcej.
Zasada jest prosta, dostosuj szlak do swoich możliwości, wybierz korzystną dla siebie pogodę, nie obciążaj plecaka zbędnymi przedmiotami, ciężki plecak nie ułatwia wędrówki.
Człowiek to nie mucha, przetrwa długo pod warunkiem że ma rozum i potrafi z niego korzystać, w przypadku pory roku gdzie pogoda może się drastycznie załamać zawsze warto lepiej się wycofać niż udawać bohatera.
Latem idąc na Rysy nawet w przypadku załamania pogody raczej nie grozi nam oblodzenie szlaków aby nie można było bezpiecznie zejść.
Pytasz o dodatkowe akumulatory do aparatu, powinieneś wiedzieć ile Twój sprzęt robi zdjęć na jednym ładowaniu, nigdy nie brałem zapasowego akumulatora, biorę tylko drugą kartę na wypadek awarii.
Nie polecam takiego bagażu, 70 kg ładunku robi wrażenie, wielki szacunek dla słowacki tragarzy zaopatrujących górskie schroniska.
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2015/09/DSC_2840JPG-2.jpg
źródło (https://lh3.googleusercontent.com/-cGVJOXfsqV4/VgPIGSYj_WI/AAAAAAAAL-Y/HuNho2gU8y8/s850-Ic42/DSC_2840.JPG)
Rafał_Sz
24-09-2015, 12:20
W góry bezwzględnie należy zabrać rozum i pokorę dla natury. Śnieżka i temu podobne szczyty są w porze letniej bardzo łatwe i w miarę bezpieczne. Wyższe partie Tatr potrafią nawet latem spłatać figla. Natomiast zimowa pora w górach to już inna para kaloszy. Pogoda może się zmienić diametralnie w ciągu kilkunastu minut. Bywa także, że każde 100 m do góry to zupełnie inna, gorsza do wędrówki pogoda.
Należy przed wędrówką poinformować bliskich gdzie się idzie i jakim szlakiem, naładowany telefon (nie g. w postaci smartfona) też jest obecnie rzeczą równie łatwo osiągalną, co w sytuacji podbramkowej przydatną.
A gdzie się warto zatrzymać? W samym Zakopanem czy może gdzieś indziej? Jadę samochodem z bratem. Ponoć parkingi pod szlakami są szalenie drogie (wyjdzie drożej niż bilet z Zakopanego dla dwóch osób?). Polecacie coś?
Ponoć parkingi pod szlakami są szalenie drogie
No a w krzakach czają się barbarzyńcy zwani góralami. 20 zł za dzień jest na Łysej Polanie czy szalenie drogo nie wiem ale pewnie taniej niż w Warszawie.
No jakby ruszył z Czerwonego Klasztoru drogą Pienińską przez Wysoką do Wąwozu Homole, to nie taki spacerek. Spokojnym marszem całodniowa wycieczka.
Jeśli jesteś w stanie wymyślić takie pokręcone i bezsensowne trasy to niestraszne Ci będą kilkunastogodzinne forsowne marsze :) - w związku z tym wątek w zasadzie Cię nie dotyczy :).
Zresztą ta trasa jest łatwiutka, w każdym momencie można zejść do jakiejś wioski i sprowadzić taksówkę.
Wyższe partie Tatr potrafią nawet latem spłatać figla.
No zdarza się, że i śniegiem dupnie :)
Natomiast zimowa pora w górach to już inna para kaloszy. Pogoda może się zmienić diametralnie w ciągu kilkunastu minut.
Zima jest w stanie zaskoczyć na terenie wielkości boiska do piłki nożnej tak, że nie wie się gdzie iść.
Należy przed wędrówką poinformować bliskich gdzie się idzie i jakim szlakiem, naładowany telefon (nie g. w postaci smartfona) też jest obecnie rzeczą równie łatwo osiągalną, co w sytuacji podbramkowej przydatną.
Na wiosnę u nas szukali kolesia, który mocno osłabł. I znaleźli go dlatego, że podał im swoją pozycję GPS. Inaczej by został w tym jarze do lata. Grzybiarze by go znaleźli.
No a w krzakach czają się barbarzyńcy zwani góralami. 20 zł za dzień jest na Łysej Polanie czy szalenie drogo nie wiem ale pewnie taniej niż w Warszawie.
Od kiedy tak tanio? Klasa. Dwie dyszki to już cena ok.
Wypad zaliczony. Było całkiem fajnie, aczkolwiek jest pewien niedosyt. Mogłem wejść dużo wyżej, ale brat mi wysiadał. :P Fotograficznie warunki też były takie sobie. Niektóre rzeczy okazały się niewypałem (ponczo z allegro za 12 zł, niby wojskowe, haha). Inne były niepotrzebne, ale ogólnie było spoko.
Ponczo pewnie z delikatnej folii ?
Nie było delikatne, ale jego kształt okazał się całkowicie beznadziejny.
Nie przydała się zapasowa bateria do a6000. Na jednej udało się zrobić prawie cały wypad i zapełnić 16 GB kartę.
Niektóre rzeczy okazały się niewypałem (ponczo z allegro za 12 zł, niby wojskowe, haha). Inne były niepotrzebne, ale ogólnie było spoko.
Sporo rzeczy nosi się z nadzieją, że się nie przydadzą. Ja osobiście nie narzekam, jak nie przyda mi się apteczka, czy kurtka przeciwdeszczowa ;)
UWA to też nie do końca moja bajka. Chyba wolałbym mieć tele albo 50mm (50mm mam, ale nie zabrałem).
Apetyt został rozbudzony. Mam kolejne pytania: z której strony najlepiej dostać się i atakować Orlą Perć? Zaczynamy w Kuźnicach? Czytałem gdzieś, że zajmuje to jakieś 16 godzin. To trochę za długo ze względu na brak samochodu (ostatnie busy odjeżdżały gdzieś o 18 z tego, co pamiętam, więc od 6 do 18 jest tylko 12 godzin).
Apetyt został rozbudzony. Mam kolejne pytania: z której strony najlepiej dostać się i atakować Orlą Perć? Zaczynamy w Kuźnicach? Czytałem gdzieś, że zajmuje to jakieś 16 godzin. To trochę za długo ze względu na brak samochodu (ostatnie busy odjeżdżały gdzieś o 18 z tego, co pamiętam, więc od 6 do 18 jest tylko 12 godzin).
Odcinek Orlej Perci od Zawratu do Koziego Wierchu jest jednokierunkowy więc ten fragment Orlej trzeba zaczynać od Zawratu.
Pozostała część jest dwukierunkowa i można przechodzić w obu kierunkach.
Jakie szlaki polecacie, żeby oswoić się z ekspozycją?
Oswoić? Zależy co to dla Ciebie znaczy. Ja bym polecał Via Ferraty z dobrym przewodnikiem.
Wszystko co prowadzi do góry
Pytanie o taką pelerynę jak na zdjęciu u przedmówcy. Ma zakrywać duży, 80 litrowy plecak, zakrywać jak najwięcej 180cm ludzia, nie kosztować tyle co dobre buty i nie ważyć 2 kg. Ktoś? Coś? :)
Polecacie jakąś kurtkę przeciwdeszczową? Miałem ponczo z demobilu, ale się nie sprawdziło. To był kawał zwykłej folii. Kiepska widoczność i ogólnie wygoda. Wolę chyba kurtkę. Przydałby się też śpiwór i mata, bo następnym razem planuję nocować w górskich schroniskach. Jakieś sprawdzone propozycje?
Ja polecam Marmot Alpinist GTX.
Kurtz dobra oferta nie powiem, ale cena też mocna, Marmot się ceni ;-)
Jakie szlaki polecacie, żeby oswoić się z ekspozycją?
Tatry zachodnie: Grześ-Rakoń-Wołowiec itp.
pozdrawiam
Ceni się, to fakt, ale jednocześnie jest to sprzęt na kilka lat. Jej zaletą jest to, że w porównaniu do innych technicznych kurtek, jest dość długa, przez co moim zdaniem trochę bardziej praktyczna do zwykłego chodzenia, nawet z grubym puchem pod spodem.
A śpiwór i mata?
OD dawna nie korzystałem, więc nie mam nic co mógłbym polecić z czystym sercem.
W kwestiach sprzętu górskiego warto patrzeć na ngt.
Tatry zachodnie: Grześ-Rakoń-Wołowiec itp.
pozdrawiam
Mówisz poważnie czy żartujesz ?
A gdzie tam masz ekspozycję ?
Mówisz poważnie czy żartujesz ?
A gdzie tam masz ekspozycję ?
E tam, może ekspozycji nie ma, ale przy braku rozsądku, z Wołowca jest gdzie polecieć;)
Jakie szlaki polecacie, żeby oswoić się z ekspozycją?
Orla Perć, Przełęcz pod Chłopkiem, Świnica od Zawratu.
Jeśli masz lęk wysokości to nawet nie próbuj.
sprocket
23-01-2016, 05:24
Zgera, pytanie do Ciebie :) , kondycje do pokonywania wzniesien mozna miec nabyta, czy to raczej tylko trening daje ci mozliwosc dlugiego marszu pod gore?
Mówisz poważnie czy żartujesz ?
A gdzie tam masz ekspozycję ?
Nie, nie żartuję. Wydaje mi się, że patrzysz na to przez pryzmat swoich, prawdopodobnie dużych doświadczeń - po prostu chojraczysz. :-) Szlak, o którym pisałem, nie ma urwisk, pionowych ścian itp. Ma za to duże stromości zboczy, dość dużą wysokość, wiaterek też tam potrafi powiać i jest to dobre miejsce do oswajania błędnika i psychiki do ekspozycji.
Moim zdaniem, osoba która pyta o "oswajanie się z ekspozycją", ma z tą ekspozycją jakiś problem, być może nawet duży. Dlatego dawanie takich rad
Orla Perć, Przełęcz pod Chłopkiem, Świnica od Zawratu.
Jeśli masz lęk wysokości to nawet nie próbuj.
jest delikatnie mówiąc - nieodpowiedzialne. Na orlą perć może iść osoba, która NIE MA żadnego problemu z ekspozycją, a nie taka, która chce się oswoić...
Od chojraczenia tylko TOPR ma dużo roboty, a czasami zakłady pogrzebowe również.
Pozdrawiam.
Gniady do chojraczenia mi daleko, Zbyszkowi na pewno też. Równie dobrze mogłeś polecić Sarnie skały albo Gęsia szyję. Jeśli ktoś ma się oswajać z wysokościami i ekspozycją to na pewno nie tam.
Zgera, pytanie do Ciebie :) , kondycje do pokonywania wzniesien mozna miec nabyta, czy to raczej tylko trening daje ci mozliwosc dlugiego marszu pod gore?
Jak każdy człowiek ja również się meczę po kilkunastu godzinach marszu, ja dużo chodzę chociaż na pierwszy wyjazd w góry to nie wystarcza bo po powrocie z gór i tak bolą nogi.
Zarówno wchodzenie pod górę i schodzenie męczy inne mięśnie nóg, bywało tak że po powrocie z gór miałem problem przez kilka dni z chodzeniem po schodach.
Każdy kolejny wyjazd w góry w odstępach 1 tygodniowych już nie meczy moich nóg, mięśnie się oswajają z wysiłkiem i nogi tak nie bolą.
Na pytanie czy kondycję można mieć nabytą czy wytrenowaną to zależy już o predyspozycji danej osoby, jeśli ktoś pracuje za biurkiem to trudno aby miał kondycję, prze wyjazdem powinien troszkę potrenować.
Ja pracuję w terenie i dużo chodzę w czasie pracy i to jest dla mnie pewien rodzaj treningu.
Nie, nie żartuję. Wydaje mi się, że patrzysz na to przez pryzmat swoich, prawdopodobnie dużych doświadczeń - po prostu chojraczysz. :-) Szlak, o którym pisałem, nie ma urwisk, pionowych ścian itp. Ma za to duże stromości zboczy, dość dużą wysokość, wiaterek też tam potrafi powiać i jest to dobre miejsce do oswajania błędnika i psychiki do ekspozycji.
Moim zdaniem, osoba która pyta o "oswajanie się z ekspozycją", ma z tą ekspozycją jakiś problem, być może nawet duży. Dlatego dawanie takich rad
jest delikatnie mówiąc - nieodpowiedzialne. Na orlą perć może iść osoba, która NIE MA żadnego problemu z ekspozycją, a nie taka, która chce się oswoić...
Od chojraczenia tylko TOPR ma dużo roboty, a czasami zakłady pogrzebowe również.
Pozdrawiam.
Dla mnie pojęcie oswojenia się z ekspozycją jest rozumiane w ten sposób, jeśli dana osoba boi się wysokości i przepaści to raczej trudno się z tym oswoić pewnych rodzaji lęku nie da się przezwyciężyć.
Są osoby które nie wejdą na drabinę, mają zawroty głowy na dużych wysokościach i nie zawsze można się tego pozbyć.
Szlaki które wcześniej wymieniłem wymagają dużej kondycji i umiejętności w poruszaniu się i w dobrych warunkach pogodowych nie są tak bardzo trudne jak to niektórzy opisują.
Wchodząc na szlak powinno się znać swoje możliwości a w przypadku jakichkolwiek wątpliwości czy problemów wycofać się, kierować się zdrowym rozsądkiem i nie grać bohatera.
Tak idąc tym tokiem myślenia, to może się okazać, że kogoś "ekspozycja" może przerosnąć w takich miejscach jak: podejście pod siklawę idąc do piątki, bądź wejście nad czarny staw pod Rysami.
Prawda jest taka, że nikt nie wie z nas dokładnie, gdzie jest granica-bariera naszych lęków, jeśli się nie spróbuje.
Nie wiem czy pamiętacie, ale w którymś roku(w każdym razie nie dawno) była taka akcja TOPR na Świstówce, gość idąc od piątki we mgle wdrapał się na pewną wysokość, a gdy mgła ustąpiła- sparaliżowało go. Nawet do śmigłowca nie chciał wejść; ) I to jest dobry przykład gdzie nawet lęk nas może zaskoczyć. Nie trzeba świnicy, zawratu czy orlej. Po prostu lęk przychodzi z Nienacka jak ten, no...wiecie co może przyjść zwłaszcza po żyntycy:)
Dlatego moim skromnym zdaniem, po górach powinno się chodzić stopniowo- obierać mniejsze szczyty w pierwszej kolejności, by zobaczyć wszystkie słabe strony, jakie dany człowiek w sobie nosi:)
A co do Zbyszka i Pawła, chojracy to Oni nie są- no chyba, że o czymś nie wiem:)
Co do treningu, na pewno chodzenie przed, siłownia, bieganie- to jest bardzo dużo na początek, ale i tak w pewnym momencie dopada kryzys, choćby nie wiem, jak człowiek był wysportowany, wtedy też trzeba umieć się zachować;)
Dla mnie pojęcie oswojenia się z ekspozycją jest rozumiane w ten sposób, jeśli dana osoba boi się wysokości i przepaści to raczej trudno się z tym oswoić pewnych rodzaji lęku nie da się przezwyciężyć.
Są osoby które nie wejdą na drabinę, mają zawroty głowy na dużych wysokościach i nie zawsze można się tego pozbyć.
Szlaki które wcześniej wymieniłem wymagają dużej kondycji i umiejętności w poruszaniu się i w dobrych warunkach pogodowych nie są tak bardzo trudne jak to niektórzy opisują.
Wchodząc na szlak powinno się znać swoje możliwości a w przypadku jakichkolwiek wątpliwości czy problemów wycofać się, kierować się zdrowym rozsądkiem i nie grać bohatera.
Myślałem, że zaproponowanie Orlej i Przełęczy pod Chłopkiem było z Twojej strony dość okrutną ironią.
Oswajanie się z ekspozycją, to proces który trzeba zacząć powoli. Jeżeli idziemy w góry z osobą która nigdy wcześniej nie była w eksponowanym terenie, to zaczęcie procesu od Grzesia, Wołowca, etc. nie jest wcale głupie. Najpierw zobaczyć jak taka osoba się zachowuje w terenie może nie eksponowanym sensu stricte, ale na dość dużej wysokości z dość dużą perspektywą "w dół". Jeżeli nie będzie problemów to można na szybko zrobić sarnią skałkę - ten kawałek podejścia po skale potrafi już zweryfikować pierwsze problemy ( znam osobę która w bardzo podobnym terenie się zablokowała i dostała ataku paniki ), albo Mały Kościelec. Trzeba wybierać szlaki w miarę proste technicznie, z których można się łatwo wycofać, ale też w przypadku ataku paniki ewakuować, nawet siłą, taką osobę. Dalej może przejście Suchymi Czubami z Kasprowego do przełęczy, albo nawet czerwonymi do kościeliskiej jak jest kondycja. Później można próbować zrobić Zawrat od Hali Gąsiennicowej, wejść na przełęcz Świnicką i później przejść na Kasprowy. Metoda małych kroków - nie można od razu rzucać ludzi na głęboką wodę. Zarówno oswajasz się z górami, ekspozycją, przestrzenią i przepaściami jak i z chodzeniem w wyższych górach.
Nie zgodzę się z tym co piszesz o trudności - całej Orlej nie zrobiłem, ale te kawałki które znam pokazują, że jest to bardzo trudny szlak. Jak pójdziesz na Orlą oswajać się z ekspozycją i ktoś się zablokuje, stwierdzi, że nie idzie w żadną stronę, to jakiekolwiek sprowadzenie go będzie trudne i niebezpieczne. Rzucanie ludzi na głęboką wodę to nie jest najlepszy pomysł. Dodaj do tego kwestie umiejętności chodzenia w takim terenie, utrzymania równowagi, pracy rękami i masz sytuację która znacznie zwiększa niebezpieczeństwo przy osobie która musi się oswajać z ekspozycją.
Orla perć jest trudna i niebezpieczna i na pewno nie jest szlakiem na którym powinno się z czymkolwiek oswajać. Napisałeś przy dobrej pogodzie, ale przecież sam wiesz jak szybko pogoda w Tatrach potrafi się zmienić z idealnej w mówiąc eufemistycznie, niesprzyjającą. Trochę deszczu, nawet mżawki, mocny wiatr i już Orla jest nieporównywalnie groźniejsza i przerażająca. Na takich szlakach, warunki pogodowe znaczą znacznie więcej niż na takich czerwonych na przykład.
Co do kondycji:
Nie da się mieć nabytej - trzeba się ruszać żeby ją mieć. Co więcej, żeby przygotować się pod góry należy ćwiczyć odpowiednie partie mięśni. Trzeba pamiętać, że wyjście w góry to kilka kg sprzętu na plecach i podejście w górę zazwyczaj pod znacznym kątem. Ja polecam pływanie i rower górski bardziej niż bieganie. Dzisiejsze bieganie to ultralekki sprzęt, leciutkie buty przystosowane do amortyzacji i ustawiania stopy. A później idę w góry z osobą która biega kilka razy w tygodniu, robi długie dystanse i taka osoba wymięka po kilkunastu minutach podejścia, bo górskie buty to nie buty do biegania a 6-8kg na plecach to nie przewiewna koszulka. ;)
Stopień trudności Orlej czy Przełęczy pod Chłopkiem dla każdego z nas będzie inny, więc wypowiedzi w tym temacie będą różne.
Każdy szlak ma początek i koniec, na ogół idziemy od początku w coraz trudniejszy teren, jeśli przychodzi moment zawahania czy lęku można i należy zawrócić.
Przeszedłem Orlą w całości, niektóre fragmenty kilkakrotnie i wiem jakie tam trudności występują, gdybym jednak sugerował się opisami i zdjęciami z internetu chyba bym się nie odważył tam iść.
Stopień trudności Orlej czy Przełęczy pod Chłopkiem dla każdego z nas będzie inny, więc wypowiedzi w tym temacie będą różne.
Ja staram się oceniać trudność w porównaniu do innych szlaków i biorąc pod uwagę jakie trudności techniczne się tam pojawiają. Dla mnie, wszystkie kawałki Orlej które robiłem, były relatywnie proste, ale wiem, że to w dużej części kwestia doświadczenia zarówno górskiego jak i wyniesionego ze wspinaczki. Jeżeli Orla nie jest trudna to co jest ? Trudne zaczyna się dopiero od III w tatrzańskiej ? A może III też jest banalne i dopiero od V można powiedzieć "trudne" ?
jeśli przychodzi moment zawahania czy lęku można i należy zawrócić.
Nie zawsze można i nie zawsze się to czuje. Po pierwsze, od z Zawratu do Koziego obowiązuje ruch jednokierunkowy, co jest mocno uzasadnione. Po drugie, zakładasz, że człowiek sam może wykryć u siebie początki stanów lękowych i zawahania. W praktyce, może dojść do sytuacji, gdzie osoba w perspektywie ekspozycji i trudnego technicznie czy po prostu działającego na psychikę przejeścia np. konieczności zrobienia dużego kroku nad przepaścią, "zablokuje się", dostanie atak paniki i nie będzie w stanie ruszyć się w żadną stronę. Ewakuowanie takiej osoby z terenu Orlej Perci jest bardzo trudne, a uspokojenie jej może zabrać bardzo dużo czasu. Miałem taką sytuację kilkukrotnie w różnym terenie, nie zawsze trudnym technicznie. O ile w przypadku takiej sytuacji przy wchodzeniu kominem mogliśmy po prostu spuścić daną osobę w dół i zagrożenie było niewielkie bo byliśmy ubezpieczeni, to w innym przypadku, bez ubezpieczenia, osoba spanikowana próbowała zejść jak najszybciej z eksponowanego terenu, przez co zaczęła wchodzić w trudny i niebezpieczny teren. Gdyby nie sprowadzenie jej siłą, to mogłoby to się skończyć bardzo nieciekawie.
Problem polega na tym, że ludzie często nie czują zwiększania się trudności terenu, do momentu w którym jest za późno, a wycofanie się bardzo często okazuje się trudniejsze i bardziej przerażające niż wchodzenie.
Orla Perć, Przełęcz pod Chłopkiem, Świnica od Zawratu.
Jeśli masz lęk wysokości to nawet nie próbuj.
Myślę, że lęk wysokości mam na takim samym poziomie, jak każdy normalny człowiek. Każdy się boi wysokości. Natomiast nie jest to raczej na jakimś patologicznym poziomie.
Co do kondycji, to zależy. Kondycję mam taką sobie. Mógłbym mieć lepsze tempo, bo trochę wolno chodzę. Natomiast pod względem siłowym nie mam problemów. Na ostatnim wypadzie zero zakwasów i zero pieczenia mięśni przy podchodzeniu (ale wysoko też nie wszedłem, bo mi brat wymiękał :P).
W górach ważniejsza jest wytrzymałość na jak najdłuższych czasowo odcinkach niż chwilowa siła. Sam napisałeś o kondycji, warto nad nią pracować, to ona decyduje o tym co tam możemy zdziałać.
Nie było tak, żebym musiał się zatrzymywać, ale tempo było słabe.
Hej!
Macie może jakiś sprawdzony model termosu?
Używam takich "nie firmowych" z Pepco (podobne lub te same co w Lidl), całe metalowe, identyczne jak z Quechuy'i tylko bez nadruku. Dają radę w mroźny dzień przez 8h, więc jak dla mnie są ok.
piotrekcoleman
02-01-2017, 10:13
Używam takich "nie firmowych" z Pepco (podobne lub te same co w Lidl), całe metalowe, identyczne jak z Quechuy'i tylko bez nadruku. Dają radę w mroźny dzień przez 8h, więc jak dla mnie są ok.
ja niestety nie polecam tych termosow badziewie straszne. Po dwóch wypadach termos stracił swoje właściwości.
To napisze tak, mam 3 takie. Pierwszy owszem po dwóch latach stracił szczelność, ale kolejne dwa użytkuję również około 2 lat i trzymają te 8h. Cena bodajże 14,99zł. akurat tutaj uważam warto, nawet gdyby co 2 lata je wyrzucać i kupować nowe.
silver surfer
02-01-2017, 23:15
Ja używam termosu Esbit Vacuum i jestem zadowolony w komplecie dwa korki. Co do trzymania to w tamtym roku zalany wrzątkiem o 24 o 5 rano wyjście w góry przy minus 25 do ok godz 15 jeszcze w miarę ciepła herbata była także nie jest źle.
Wysłane z mojego Moto G (4) przy użyciu Tapatalka
W termosach król jest jeden, niestety drogi:
http://www.forum.outdoor.org.pl/kuchnia/(termosy)-thermos-ultimate-flask-0-8l-0-5l/
Ja używam termosu Esbit Vacuum i jestem zadowolony w komplecie dwa korki.
Te automatyczne w Esbitach są zdradliwe, mnie samoistnie odpadł górny element i miałem powódź w torbie.
Kusi mnie SIGG albo Stanley. Stanley fajnie wygląda, ale SISS jest tańszy i ma praktyczny korek. Od tańszych trochę odpycha biosfenol. :P
adolfik9501
04-01-2017, 11:22
Ja mam Tatonkę 1l (ja wiem, z 10 lat) i Fjorda Honer 0.5l (tak ze 2 lata), oba z korkiem odkręcanym, co to się tylko popuszcza by można było nalać do kubka. Ciepło trzymają, korki nie ciekną. Polecam.
Hej!
Macie może jakiś sprawdzony model termosu?
Polecam firmy:
Thermos
Saleva
Esbit
GSI
Thermos Compact - mój pierwszy wybór w góry
Saleva Thermolite - mój drugi wybór w góry
Esbit Vacuum flask - w swojej cenie bardzo ok. Trzeba uważać na korek - automatyczny potrafi być zdradliwy, a zwykły powoduje większe utraty ciepła przy odkręcaniu.
GSI - genialnie trzymają ciepło, ale są przez to dużo cięższe od konkurencji ( więc u mnie odpadły w góry, za to mam kilka na wyjazdy samochodem )
Esbit Vacuum Plus - nigdy nie miałem, ale znajomego trzymał bardzo podobnie do mojego GSI ( sprawdzone organoleptycznie ).
W górach ważniejsza jest wytrzymałość na jak najdłuższych czasowo odcinkach niż chwilowa siła. Sam napisałeś o kondycji, warto nad nią pracować, to ona decyduje o tym co tam możemy zdziałać.
Najczęściej to kwestia psychy. Człowiek może wiele, ale nie zawsze o tym wie.
Oj miałem momenty ze padałem przysłowiowo na pysk i wówczas gdzieś odnajdowałem pokłady takich rezerw o których nie miałem pojęcia ;-)
Szczególnie jak człowiek uświadomi sobie, że to ta chwila kiedy od tego może zależeć jego życie.
Albo jak chcesz kupę, schronisko daleko, a wkoło dużo ludzi. :D
Hehe, Umbra...no różne problemy ludzie mają, nawet te przyziemne, egzystencjonalne ;-)
W ten weekend w Tatrach mieliśmy odczuwalną temp. -43 C, raz przeżyłem znacznie gorsze warunki przy huraganowym wietrze ok 100km/h i stałej temp. -28C.... 2h w tych warunkach i byłem wykończony ;-)
Ja bardzo polecam niemal wszystko z polskiej firmy attiq. Chyba wyposażali ratowników GOPRu. Przede wszystkim ich bielizna termoaktywna z merylem jest super. Używam koszulek niemal codziennie, te z jonami srebra faktycznie antyodorowe;) super odprowadzają wilgoć... Polary też spoko, czapki różne, skarpety ekstraklasa. Z butów to jak pisano Meindla, ja mam Kansasy, nie tak twarde jak Engadiny, ale ja po Tatrach mniej... Miękkie i wygodne są Scarpy Terra. I żadnych membran, które niezależnie od firmy i kosztowności buta pękają wewnątrz i robi się dziurawa cerata. Tylko skóra impregnowana metodą Skibickiego. Kijki się przydadzą, ale w wyższych partiach na skałach, kamieniach lepiej złożyć. Polecam z takim blokowaniem jak np. Leki Khumbu. Na a6000 lowepro dashpoint 30 - zmieści aparat z pezetem a i S12/2 jak się dekielek spiłuje nieco;) Kurteczka Mamrota, ale tylko p-deszczowo, bo piździ przez nią strasznie (za to lekka i mała w bagażu).
kubaczek
20-01-2017, 14:55
Dobra kurtka którą można zwinąć do małych rozmiarów koniecznie
Ja bardzo polecam niemal wszystko z polskiej firmy attiq. Chyba wyposażali ratowników GOPRu. Przede wszystkim ich bielizna termoaktywna z merylem jest super. Używam koszulek niemal codziennie, te z jonami srebra faktycznie antyodorowe;) super odprowadzają wilgoć... Polary też spoko, czapki różne, skarpety ekstraklasa. Z butów to jak pisano Meindla, ja mam Kansasy, nie tak twarde jak Engadiny, ale ja po Tatrach mniej... Miękkie i wygodne są Scarpy Terra. I żadnych membran, które niezależnie od firmy i kosztowności buta pękają wewnątrz i robi się dziurawa cerata. Tylko skóra impregnowana metodą Skibickiego. Kijki się przydadzą, ale w wyższych partiach na skałach, kamieniach lepiej złożyć. Polecam z takim blokowaniem jak np. Leki Khumbu. Na a6000 lowepro dashpoint 30 - zmieści aparat z pezetem a i S12/2 jak się dekielek spiłuje nieco;) Kurteczka Mamrota, ale tylko p-deszczowo, bo piździ przez nią strasznie (za to lekka i mała w bagażu).
zakupiłem z ciekawości tego attiq`a. i nawet to niegłupie - co prawda siedze w robocie więc to nie miejsce na testy wytrzymałościowe ciucha - ale nie śmierdoli po 7 godzinach tak jak alpinus po 3 :) Wrażenia jak na razie miłe - ciekawe jak będzie dalej. Ktoś jakieś spodnie trekinghowe letnie od nich miał ?
Ja bardzo polecam niemal wszystko z polskiej firmy attiq. Chyba wyposażali ratowników GOPRu. Przede wszystkim ich bielizna termoaktywna z merylem jest super. Używam koszulek niemal codziennie, te z jonami srebra faktycznie antyodorowe;) super odprowadzają wilgoć... Polary też spoko, czapki różne, skarpety ekstraklasa. Z butów to jak pisano Meindla, ja mam Kansasy, nie tak twarde jak Engadiny, ale ja po Tatrach mniej... Miękkie i wygodne są Scarpy Terra. I żadnych membran, które niezależnie od firmy i kosztowności buta pękają wewnątrz i robi się dziurawa cerata. Tylko skóra impregnowana metodą Skibickiego. Kijki się przydadzą, ale w wyższych partiach na skałach, kamieniach lepiej złożyć. Polecam z takim blokowaniem jak np. Leki Khumbu. Na a6000 lowepro dashpoint 30 - zmieści aparat z pezetem a i S12/2 jak się dekielek spiłuje nieco;) Kurteczka Mamrota, ale tylko p-deszczowo, bo piździ przez nią strasznie (za to lekka i mała w bagażu).
Aż sobie chyba tam podjadę i koszulkę z tym merylem kupię bo i tania i mocno zachwalana.
Jeśli chodzi o dalsze wyprawy, gdzie jednak liczy się każdy gram, to nic chyba nie pobije skarpet, bielizny, koszulek i bluz z wełny merino. Można w koszulce spokojnie chodzić tydzień i śmierdzieć nie będzie, w przeciwieństwie do sztucznych ustrojstw. Wzorcowy dla mnie jest Icebreaker i Bridgedale (skarpety). Drogie to jak cholera, ale można czasem gdzieś na przecenach wypatrzyć.
Jeśli chodzi o buty to używam niskich gdzie się da. Całkiem inny komfort, a opowiadania jak to o wiele łatwiej kostkę w nich skręcić mnie nie przekonują. Są oczywiście góry i szlaki gdzie bez wysokich ani rusz.
Bardzo lekceważona jest kwestia plecaka. Jak się było młodszym to ważne było żeby plecak był mocny i na lata. Jednak potem człowiek oczekuje większej wygody, no i o plecy trzeba dbać. Tu jednak moim zdaniem rządzi Deuter. Nie warto oszczędzać na plecach.
Ja z Deutera zrezygnowałem na rzecz Lowe Alpine, nawet wygodniejszy niż wszędzie zachwalany Deuter. Tak się już utarło.
Ja z Deutera zrezygnowałem na rzecz Lowe Alpine, nawet wygodniejszy niż wszędzie zachwalany Deuter. Tak się już utarło.
Próbowałem wielu firm, skończyło się na ACT Lite od Deutera :)
Poza tym jedna historia kolegi, który podróżował po Australii. Coś się rozpruło w Deuterze, tam gdzie nie powinno. Kolega napisał do D. po czym dostał w odpowiedzi adres w tym mieście w Australii (jakieś główniejsze, ale nie pamiętam), gdzie na poczekaniu naprawili i przeprosili. zajęło wszystko od maila do skończenia naprawy jakieś drobne kilka godzin. Wystarczy.
Ja mam polskiego Wisport Reindeera.
Wygodne buty przede wszystkim i coś na deszcz
Buty to podstawa, są najważniejsze.
Wracając do termosów. Byłem już nastawiony na SIGG, bo nie ma biosfenolu i dobrze wypada w testach, ale gdzieś w komentarzach na jakimś polskim blogu ktoś wymienił POLSKIE marki: Termite i Fjord Nansen. Termite ma model 1,2 l bez biosfenolu i w testach wypada tak samo dobrze jak SIGG (o ile testy nie są opłacane, ale tego to nigdy nie wiadomo). Nansen też wypada spoko w testach, tylko o biosfenolu nic nie piszą i jest nieco mniejszy, bo 1,0 l. Butelkę wody jestem w stanie wypić przy całodniowym marszu przez góry, więc 1,2 l wydaje się odpowiednią pojemnością. Ciekawe tylko czy nie ciąży zbytnio.
Powinno pasować do tematu :
http://deser.gazeta.pl/deser/1,111858,21372417,na-kolanach-wczepieni-w-ogrodzenie-przytuleni-do-drzew-tak.html#Czolka3Img
Umbra
Butelki SIGG i inne aluminiowe bardzo fajnie wyglądają, całkiem fajnie się ich używa, są wytrzymałe tylko dla mnie mają jedna wadę - wagę. Ja kiedyś rozważałem butelki aluminiowe i zrezygnowałem. Po pierwsze, plastikowe butelki w których sprzedawana jest woda są absolutnie wystarczające - wytrzymałe, w miarę praktyczne, lekkie. Po drugie, wykorzystuję zazwyczaj "camel bag" i wygoda tego rozwiązania jest absolutnie nieporównywalna z jakąkolwiek butelką w plecaku, szczególnie w kiepskich warunkach pogodowych.
Nim pojawią się argumenty, że to tylko kilkadziesiąt gramów - tak, ale dodaj tu kilkadziesiąt, tam kilkaset i nagle się okazuje, że można przyoszczędzić 1-2kg na plecaku i jego zawartości. A to już jest duża różnica.
Pamiętaj też, że te butelki SIGG to nie są termosy ( jeżeli mówimy o tym samych - klasycznych butelkach ).
Wracając do termosów. Byłem już nastawiony na SIGG, bo nie ma biosfenolu i dobrze wypada w testach, ale gdzieś w komentarzach na jakimś polskim blogu ktoś wymienił POLSKIE marki: Termite i Fjord Nansen. Termite ma model 1,2 l bez biosfenolu i w testach wypada tak samo dobrze jak SIGG (o ile testy nie są opłacane, ale tego to nigdy nie wiadomo). Nansen też wypada spoko w testach, tylko o biosfenolu nic nie piszą i jest nieco mniejszy, bo 1,0 l. Butelkę wody jestem w stanie wypić przy całodniowym marszu przez góry, więc 1,2 l wydaje się odpowiednią pojemnością. Ciekawe tylko czy nie ciąży zbytnio. Umbra, Termite Warhead 1,2L to mój główny termos. Mam go może trzy lata i mogę z czystym sercem polecić. Testowany w ciężkich warunkach.
Umbra
Butelki SIGG i inne aluminiowe bardzo fajnie wyglądają, całkiem fajnie się ich używa, są wytrzymałe tylko dla mnie mają jedna wadę - wagę. Ja kiedyś rozważałem butelki aluminiowe i zrezygnowałem. Po pierwsze, plastikowe butelki w których sprzedawana jest woda są absolutnie wystarczające - wytrzymałe, w miarę praktyczne, lekkie. Po drugie, wykorzystuję zazwyczaj "camel bag" i wygoda tego rozwiązania jest absolutnie nieporównywalna z jakąkolwiek butelką w plecaku, szczególnie w kiepskich warunkach pogodowych.
Nim pojawią się argumenty, że to tylko kilkadziesiąt gramów - tak, ale dodaj tu kilkadziesiąt, tam kilkaset i nagle się okazuje, że można przyoszczędzić 1-2kg na plecaku i jego zawartości. A to już jest duża różnica.
Pamiętaj też, że te butelki SIGG to nie są termosy ( jeżeli mówimy o tym samych - klasycznych butelkach ).
Nie, nie. Ja mówię o termosach. W góry jeżdżę raczej w chłodniejsze miesiące (kwiecień, październik, może wrzesień) i ostatnio brakowało mi czegoś ciepłego na żołądek.
Kupilem polski Termite Warhead 1,2l. Duża pojemność, dobra cena i bez BPA. ;) W lutym wystawiłem go na balkon na 16 godzin i woda była jeszcze na tyle gorąca, że nie dało się jej swobodnie pić. Jedynie mogliby ogumować termos, bo obecna powłoka wydaje się dosyć śliska.
Ponieważ nadchodzi wiosna i pora na przedeptanie szlaków mam pytanie i prośbę zarazem o podpowiedź w jaki sposób podczas górskiej wędrówki mieć aparat pod ręką aby był dostępny do zdjęć ale jednak nie przeszkadzał w marszu.
Mam tu namyśli konkretnie lustrzankę (dość ciężką), wiec na szyi odpada. W plecaku jest kłopot bo trzeba stawać, ściągać pklecak itd..
Tak sobie wyobrażam że najlepiej było by aparat przymocować w jakiś sposób z przodu do szelki plecaka, albo do pasa biodrowego.
Proszę o podpowiedź jak wy ten problem rozwiązujecie. Może macie jakieś sposoby.
Tomycki, znam ten problem i dyskomfort. Etapy ewolucji w turystyce górskiej, tej bardziej ambitnej wykorzystującej balansowanie ciałem, wspinaczkę, "ocieranie" się o skały, etc. czyli po części naszą tatrzańską wędrówkę determinuje jedno... nastawienie się na bezpieczeństwo, komfort i koncentrację.
Z początku też miałem taki dylemat i rozwiązałem go (nie tylko ja na tym forum) w jeden znaczący sposób, wyeliminowałem lustro w zabieraniu go na szlak a brałem poręczny kompakt, hybrydę. I to jest właściwe podejście do tematu, zdjęcia zrobisz o zadowalającej jakości a przy tym wymiarowo
dasz radę zapiąć to ustrojstwo na pasku na szyi i przytroczyć klamrami zaciskowymi do szelek plecaka (bocznie) żeby nie dyndał i nie przeszkadzał. W trudniejszych chwilach przy wspinie zalecane jest i tak chowanie go do górnej części plecaka, komina, szybko i bezpiecznie...
Innego sposobu raczej nie znajdziesz ... albo lustro i szklarnia, albo pomykanie po skałach bezpiecznie, szybko i komfortowo z podziwianiem widoków ;-)
Mam troche inne podejście jako że ja najpierw zacząłem chodzić po górach a pózniej robić zdjęcia. Na prostych szlakach bez jakichś technicznych trudności aparat na szyi lub w pokrowcu na pasie plecaka. Używam militarnych plecaków wiec taśmy MOLLE bardzo mi to ułatwiają. W Tatrach w wysokich partiach aparat zawsze w bezpiecznym pokrowcu i wyciągam do zdjęcia. Poślizgnięcia zdarzają się najlepszym i lepiej sprzętem nie ryzykować. Druga rzecz w wysokich partiach gór im mniej wystaje dziwnych rzeczy od plecaka tym lepiej - rada toprowca.
krzysztofz24
09-03-2017, 01:35
Tomycki, znam ten problem i dyskomfort. Etapy ewolucji w turystyce górskiej, tej bardziej ambitnej wykorzystującej balansowanie ciałem, wspinaczkę, "ocieranie" się o skały, etc. czyli po części naszą tatrzańską wędrówkę determinuje jedno... nastawienie się na bezpieczeństwo, komfort i koncentrację.
Z początku też miałem taki dylemat i rozwiązałem go (nie tylko ja na tym forum) w jeden znaczący sposób, wyeliminowałem lustro w zabieraniu go na szlak a brałem poręczny kompakt, hybrydę. I to jest właściwe podejście do tematu, zdjęcia zrobisz o zadowalającej jakości a przy tym wymiarowo
dasz radę zapiąć to ustrojstwo na pasku na szyi i przytroczyć klamrami zaciskowymi do szelek plecaka (bocznie) żeby nie dyndał i nie przeszkadzał. W trudniejszych chwilach przy wspinie zalecane jest i tak chowanie go do górnej części plecaka, komina, szybko i bezpiecznie...
Innego sposobu raczej nie znajdziesz ... albo lustro i szklarnia, albo pomykanie po skałach bezpiecznie, szybko i komfortowo z podziwianiem widoków ;-)
Z calym szacunkiem ale nie zgadzam sie w 150%.
Lustro z zapietym oboiektywem w kaburze typu colt, umieszczone w plecaku w trudniejszym terenie. Zawsze mozna stanac ma 1-2 min odsapnac, popodziwiac widoki i wyjac z plecaka aparat do zdjec.
W latwym terenie po prostu kabura z aparatem na ramieniu i aparat jest bardzo latwo dostepny.
Kompakt.....to po co wogole lustra uzywa i sie meczyc z takim"klocem".
A ze ciezko do gory? No coz najprostszy sposob - schudnac pare kilo i popracowac nad pojemnoscia pluc np chodzac po schodach.
Pale papierosy ( na szlaku nigdy), mam nadwage i daje rade z lustrem w gorach;-).
Takze dla chcacego nic trudnego:-)
Są specjalne plecaki z których aparat wyciąga się bez całkowitego ściągania plecaka z pleców
Z calym szacunkiem ale nie zgadzam sie w 150%.
Lustro z zapietym oboiektywem w kaburze typu colt, umieszczone w plecaku w trudniejszym terenie. Zawsze mozna stanac ma 1-2 min odsapnac, popodziwiac widoki i wyjac z plecaka aparat do zdjec.
W latwym terenie po prostu kabura z aparatem na ramieniu i aparat jest bardzo latwo dostepny.
Kompakt.....to po co wogole lustra uzywa i sie meczyc z takim"klocem".
A ze ciezko do gory? No coz najprostszy sposob - schudnac pare kilo i popracowac nad pojemnoscia pluc np chodzac po schodach.
Pale papierosy ( na szlaku nigdy), mam nadwage i daje rade z lustrem w gorach;-).
Takze dla chcacego nic trudnego:-)
Skoro masz nadwagę a ja nie to założę się że i tak przegoniłbym Cię po tych górach.
Druga sprawa, skoro chcesz się męczyć z lustrem (ja się też męczyłem) to Twoja sprawa, widać za mało szpeju ze sobą targałeś żeby wiedzieć że każdy dodatkowy kg przy tripach ok 30 km daje w kość.
Zimą i latem z kaskami, linami, czekanami chodziłeś ... ? I miałeś jeszcze lustro przy sobie ...... Gratuluję !
Na 200% się z Tobą nie zgadzam ;-)
krzysztofz24
09-03-2017, 11:44
Skoro masz nadwagę a ja nie to założę się że i tak przegoniłbym Cię po tych górach.
Druga sprawa, skoro chcesz się męczyć z lustrem (ja się też męczyłem) to Twoja sprawa, widać za mało szpeju ze sobą targałeś żeby wiedzieć że każdy dodatkowy kg przy tripach ok 30 km daje w kość.
Zimą i latem z kaskami, linami, czekanami chodziłeś ... ? I miałeś jeszcze lustro przy sobie ...... Gratuluję !
Na 200% się z Tobą nie zgadzam ;-)
Nie mam jakoejs wielkiej nadwagi, tak na poczatek;-).
A przeganiaj sobie. Nie po to jezdze w gory zeby sie spieszyc tylko czegos doznac.
I czasami stanac, podziwiac widoki i robic zdjecia. W czasach przejscia szlaku sie mieszcze i mi to starczy, nie traktuje trasy jak wyscigi.
A zima w gorach bywam regularnie i raki i czekan sa;-), lliny nie.
A w lato na Orlej na Granatach to raz nawet mialem 3 lustrzanki; analog plus film czarno bialy, analog plus slajd i cyfra-ale to juz bylo lekkie przegiecie;-).
Fotografuje lustrzanka bo tak lubie, rowniez w gorach.
I lustrzanka plus 1 obiektyw w kaburze typu colt upchnieta gdzies w plecaku jest do ogarniecia dla kazdego przecietnie sprawnego turysty gorskiego.(w trudniejszym terenie w plecaku w latwiejszym na ramieniu)
Ten 1 dodatkowy kilogram (lub kilogram z haczykiem) nikogo nie zabije;-)
Mz lustro w gorach plus 1 obiektyw w niczym nie przeszkadza.
Ok, chciałem poznać Twój punkt widzenia, ani zły ani dobry. Kilku z nas z forum, łącznie z Grzeskiem vel Milk również zrezygnowało z noszenia lustra w góry, to nie moja fanaberia a raczej kolejny etap ewolucji górskiej.
Ja też chodzę dla sprawności, widoków, podnoszenia poprzeczki a foto górskie jest dodatkiem jak tam już jestem. Kiedyś było na odwrót, stad takie moje zdanie.
krzysztofz24
09-03-2017, 12:41
Ok, chciałem poznać Twój punkt widzenia, ani zły ani dobry. Kilku z nas z forum, łącznie z Grzeskiem vel Milk również zrezygnowało z noszenia lustra w góry, to nie moja fanaberia a raczej kolejny etap ewolucji górskiej.
Ja też chodzę dla sprawności, widoków, podnoszenia poprzeczki a foto górskie jest dodatkiem jak tam już jestem. Kiedyś było na odwrót, stad takie moje zdanie.
Punkt widzenia nie jest zly ani dobry, tylko jest danej osoby, to co jej najlepiej pasuje.
Ja mam pol na pol jesli chodzi o gory i foto. A w gory jezdze juz z 8 lat, latem i zima takze raczej zakonczylem proces ewolucji;-)
Kazdy ma troche inne podejscie. No ja sobie nie wyobrazam zebym nie bral aparatu(lustrzanki) bo fotografujac glownie krajobraz to wlasnie wyjazdy w gory sa najbardziej sprzyjajacymi plenerowo warunkami.
Gory sa niesamowite jesli chodzi o mozliwosci tworzenia kadru i ze zwzgledu na zmienna pogode warunki swietlne tez potrafia byc magiczne-ale tu sie pewnie ze mna zgadzasz.
I jesli na co dzien uzywam lustra, to w gorach tez.
Ale idee statywu w gorach juz dawno zarzucilem:-)
Kiedyś dla mnie jakość zdjęć była priorytetem, nawet kosztem wyposażenia i ekwipunku. Nosiłem nawet zimą plecak foto, mało picia, jedzenia etc. Dziś bezpieczeństwo jest dla mnie priorytetem a nie martwienie się o sprzęt i jakość. Dużo fajnych ujęć zrobiłem hybrydą z mega zoomem, małe poręczne i jako dodatek a nie cel sam w sobie.
Wszystko zależy na co się nastawiamy...
krzysztofz24
09-03-2017, 13:12
Nigdy nie nosilem plecaka foto. I rowniez stawiam bezpieczenstwo na pierwszym miejscu. Po prostu laduje lustro+obiektyw w kaburze do plecaka gorskiego.
Zdajesz sobie sprawe, ze hybryda z megazoomem to juz czasami taka "minilustrzanka" i roznica w wadze miedzy np D90+18-105 zaczyna byc na poziomie okolo 500g.
To tak jak bys wzial jedna pollitrowa butelke wody mniej lub wiecej do plecaka, wielkiej roznicy to nie czyni.
Jak juz wspomnialem, ja mam na pol/pol , gory/foto. Albo inaczej; dla mnie to nierozerwalna calosc-gory i fotografia.
Ja mam niewielkiego Panasonica i jego zabieram, kiedyś zabierałem lustro + 2-3 szkła, filtry, etc... ale się z tego wyleczyłem. Wszystkie od dawna górskie zdjęcia przez mnie prezentowane pochodziły z małego aparatu. On jest dużo mniejszy niż np. D3100 z kitowym szkłem.
Do celów dokumentalnych i zdjęć na forum zupełnie wystarcza.
krzysztofz24
09-03-2017, 13:44
A ja biore lustro i jeden obiektyw i cpl. (zapasowa karte i aku mozemy mysle pominac bo praktycznie nic nie waza)
I dla mnie to jest optimum.
Miedzy mozliwosciami foto a waga zestawu.
Kazdy ma troche inne podejscie.
I nie znaczy to, ze jedno jest lepsze lub gorsze od drugiego.
Ale lustro z obiektywem to nie tona gruzu w plecaku;-)
Przewagą zooma jest to że on ma właśnie zakres od wide to tele. Bardzo często tele mi się przydawało w górach, np. akcja Topru lub zwierzyna. Z jednym szkłem z lustra zawsze przynosiłem tylko zdjęcia krajobrazowe.
krzysztofz24
09-03-2017, 16:41
Ja tam oblatuje 90% zdjec N16-85 na DX. I dla mnie to swiat i ludzie pod wzgledem zakresu ogniskowych w gorskiej foto. Choc wlasnie 90% moich zdjec to krajobraz.
Tez mam akcje TOPR i troche zwierzyny:-).
Czasami wrzucam do plecaka jeszcze 70-300 albo tylko jego biore jak sie nastawiam
na zdjecia tele.
Prawda jest taka że wszyscy macie rację ;-)
Wyprawa w góry jest rzeczą indywidualną. Jeden pojedzie po widoki ,drugi po "kozy" na szlaku a trzeci na piwo przy MOku :-D
Ten wątek jest chyba bardziej o sprzęcie użytkowym typu plecak czy buty bo obiektywy każdy zabierze takie jak potrzebuje ;-)
Ja to tak generalnie noszę w Tatry i na łażenie po innych górkach D5500 z "samym" 10mm, do tego kit 18-55 i ewentualnie 70-300, zdarza się że biorę co innego :)
Co do termosów to mamy (łazimy razem moją piękniejszą połową :) ) zwykłe najtańsze "teskowce" plus 1Litrowego termite WARHEAD-a
A7 + 28/2.0
A jakby miało być mega lekko, to a6000 z 16-50 był super mały.
A7 + 28/2.0
A jakby miało być mega lekko, to a6000 z 16-50 był super mały.
Panasonic Lumix DMC-GM5 + 12-32mm był by znacznie lżejszy i poręczniejszy od soniacza... ;) :)
Z innej beczki...
Używacie w górach jakieś aplikacje typu krokomierz czy coś w tym stylu?
Chodzi mi głównie o pomiar przebytej drogi, w sumie nigdy nie wiem ile kilosów się nadreptałem :razz:
Coś polecacie ?
Ja używam mapy topo w aplikacji Locus Pro na andka. Bez tego się nie ruszam, kilka razy nocą w zimowych warunkach uratowała mi 4 litery... Używam w górach, w lesie na grzybach i na rowerze. Zapisuje tracka, pokazuje mapę, orientacje, wszystko ma co mają dawne Etrexy Garmina i nawet dużo więcej...
Aha mam wgrane mapy Compassu ...
O, trzeba potestować.
Próbowałem jakieś "pierwsze z brzegu" ale jakieś g... były.
Rozumiem, że ta Locus Pro potrzebuje sygnału GPS, bez GSM i internetu, bo w terenie różnie z tym zasięgiem.
Potrzebuje GPS ale bez internetu właśnie, to przewaga tej apki, mapy masz w trybie offline. Przed wyjazdem polecam zresetować dane AGPRS a potem pobrać satelity, w terenie fixa łapie natychmiast. Ma świetną nawigację, idziesz i widzisz czy idziesz dokładnie po szlaku, apka rejestruje wszystko, możesz dodawać waypointy, zdjęcia z danego miejsca na szlaku celem orientacji, itp. Jest bardzo rozbudowana ale intuicyjna po bliższym poznaniu jej. Testowałem kilka lat temu parę innych, ale żadna nie była tak dobra jak ta. No masz pomiar wszystkiego, przebyty dystans, wysokość, itp.... pełne statystyki. To naprawdę świetna rzecz, przetestuj najpierw wersję Free ...
przetestuj najpierw wersję Free ...
Właśnie się pobiera, myślę że to jest to o co mi chodzi.
Przetestuję w "miejskiej dżungli" na początek.
Dzięki za sprawdzone namiary.
Napisz jak poszło po testach, ja też testy rozpoczynałem w drodze z pracy do domu ;-) Jakby co pomogę opisowo.
Mnie jakoś te odległości interesują tylko czasowo, godzina, dwie, cztery... marszu, kilometry nie istotne ;) :)
W statystykach wszystko tam macie, czas, przebyty dystans, wysokość, współrzędne, wszystko ......all in one ;-)
Czyli np na Słowacji będzie to działać? Kompletnie nic z neta nie dociąga? :)
Będzie działać nawet w Afryce, co sprawdzałem. Dociągasz w domu z netu interesujący Cię obszar za pomocą tej aplikacji, zaznaczając go (uwaga - ilość kafelek objęta jest transferem), zapisujesz lokalnie w pamięci urządzenia i masz ją jako mapę offline. Ja robię jeszcze inaczej, ale to wyższa jazda, ściągam zadany obszar z google maps, zapisuje kafleki w wysokiej rozdzielczości, wrzucam do programu który kalibruje mi współrzędne kilku punktów na mapie, zapisuję mapę do pliku tar i mam to samo co z wydawnictwa kartograficznego, np. Compass
Największy problem z gpsem w telefonie jest ... rozładowywanie telefonu. Także powerbank jest koniecznością. W gorach lepiej mieć naładowany telefon.
Ja mam z dwoma bateriami 6000mAh (między innymi)a sam gps w tym modelu i aplikacji przez 12h wędrówki przy standardowej baterii 3000mAh bierze 40% jej pojemności czyli prawie nic.
Ponieważ nadchodzi wiosna i pora na przedeptanie szlaków mam pytanie i prośbę zarazem o podpowiedź w jaki sposób podczas górskiej wędrówki mieć aparat pod ręką aby był dostępny do zdjęć ale jednak nie przeszkadzał w marszu.
Mam tu namyśli konkretnie lustrzankę (dość ciężką), wiec na szyi odpada. W plecaku jest kłopot bo trzeba stawać, ściągać pklecak itd..
Tak sobie wyobrażam że najlepiej było by aparat przymocować w jakiś sposób z przodu do szelki plecaka, albo do pasa biodrowego.
Proszę o podpowiedź jak wy ten problem rozwiązujecie. Może macie jakieś sposoby.
Peakdesign - sprawdzone rozwiazanie ;)
Ja używam mapy topo w aplikacji Locus Pro na andka. Bez tego się nie ruszam, kilka razy nocą w zimowych warunkach uratowała mi 4 litery... Używam w górach, w lesie na grzybach i na rowerze. Zapisuje tracka, pokazuje mapę, orientacje, wszystko ma co mają dawne Etrexy Garmina i nawet dużo więcej...
Aha mam wgrane mapy Compassu ...
To ja się powtórzę jak zdarta płyta:
1. Mapa papierowa, laminowana + kompas to podstawa nawigacji w górach.
2. Urządzenia elektroniczne się psują, wyładowują, etc.
3. Smartphone w górach są zbyt delikatne i mają za słabe baterie.
Nigdy nie polegałbym na smartphone w górach w żadnym stopniu. Próbowaliście używać smartphone do nawigacji w gęstej mgle, połączonej z deszczem ? Przejmujące zimno, wszędzie wilgoć, kiepski zasięg. Znam niejeden przypadek, gdzie smartphone zawiódł ( z różnych powodów ).
Ja od zawsze zabieram ze sobą normalny telefon, z dobrą baterią, stosunkowo wodoodporny, wytrzymały. Teraz używam Samsunga solida BT2710.
Sensowne mapy i nawigacja GPS może pomóc w sytuacji zerowej widoczności kiedy nie mamy pewności jak idzie szlak i są wygodniejsze, pewniejsze niż mapa + kompas. Temu nie zaprzeczam i zachęcam do noszenia GPSa. Nie zachęcam natomiast do nawigowania wg GPSa jako podstawowego narzędzia.
Sam korzystam z Garmina GPSmap 64s i bardzo sobie chwalę. Wytrzymały ( sprawdzone ), wystarczająco wodoodporny ( ponad 2h na rowerze w strugach deszczu ), sensowne zużycie baterii, zadowalająca dokładność ( w górach było super ), da się go obsługiwać w grubszych rękawiczkach. Polecam.
Zapisuje ślad z ustaloną częstotliwością - po powrocie można sobie analizować jak się tylko podoba.
Używam Garmin Etrex 30 plus papierowa mapa.
Ja Kurtz również zabieram papierową mapę a smartfon jest dodatkiem na którym obowiązkowo nagrywam ślad i gromadzę staystyki wszystkich wyjść w góry i tylko do tego służy..za telefon u mnie robi Sony Ericsson K750i. Jak widzisz tak samo to traktuję jak Ty a moja ropozycja adła w kontekście tego co kolega poszukiwał do rejestracji śladu. O baterie się nie boję, sprawdzone przy ekstremalnych warunkach...
Nie spotkałem szlaku w górach który by wymagał kompasu ;-) co innego poza szlakiem. Mapa szlaków+gps+telefon+zdrowy rozsądek. Prawda jest taka że jeśli ktoś nie umie nawigować w trudnych warunkach to lepiej nie wychodzić. Wszyscy znamy przypadki zabłądzenia w okolicach Babiej Góry, niektórzy mieli nawet telefon z gps ;-)
Ja Kurtz również zabieram papierową mapę a smartfon jest dodatkiem na którym obowiązkowo nagrywam ślad i gromadzę staystyki wszystkich wyjść w góry i tylko do tego służy..za telefon u mnie robi Sony Ericsson K750i. Jak widzisz tak samo to traktuję jak Ty a moja ropozycja adła w kontekście tego co kolega poszukiwał do rejestracji śladu. O baterie się nie boję, sprawdzone przy ekstremalnych warunkach...
Dokładnie chodziło mi o rejestrację śladu. Widzę, że ten Locus jest naprawdę dobry, tylko trzeba dopilnować map. Ogarnę.
Zawsze córka rzuca pytanie: "Tato, ile kilosów dzisiaj?" A ja wiem, 15-20, czy więcej? Z ciekawości chciałbym wiedzieć. Z mapy się za bardzo nie dowiem.
Jako ciekawostka:
Jakieś dwa lata temu zabłądziłem w drodze na Sławkowski:oops:
Była mgła, widoczność kilka metrów, ludzi zero. Siadłem podjadłem odpocząłem i idę dalej. Ale w którą stronę???
Kręciłem się pewnie z godzine zanim ogarnąłem kierunki. Mapę miałem, ale co po mapie jak zboczyłem może 30-50 m ze szlaku i nie wiedziałem gdzie jestem?
Tak jako ciekawostka, nawet w łatwych miejscach można mieć problemy.
Nie spotkałem szlaku w górach który by wymagał kompasu ;-)
Tatry, niebieski szlak z Przysłopu Miętusiego na Małołączniak. Idąc z góry, w początkowej fazie zejścia idzie się ładny kawałek Czerwonym Grzbietem, a dalej z czerwonego grzbietu trzeba wejść w Kobylarzowy Źleb. Przy kiepskich warunkach widoczności / pogodowych i nie znając terenu można przejść to zejście i pójść dalej grzbietem, a później wpakować się w bardzo trudny teren.
Kompas jest potrzebny głównie w sytuacji ograniczonej widoczności bądź braku widocznego oznakowania szlaku ( np w zimie z bardzo dużą pokrywą śnieżną ). Kompas może być bardzo lekki więc noszenie go nie boli, a może pomóc.
A ja nocą zimą schodziłem z kasprowego i letni szlak zupełnie inaczej prowadził, więc Locus mocno pomógł bo mogłem ocenić którędy i jak daleko od niego jestem. W lesie kiedyś 2x tak pobłądziłem bez niego przy szarówce że też miałem stracha. Od kiedy go mam albo mogę wracać bo śladzie, albo na azymunt na punkt. Mapa mapą ale Locus ma przewagę.
Peakdesign - sprawdzone rozwiazanie ;)
Dzięki wszystkim za praktyczne podpowiedzi.
Szczególnie dla grafo. Wpisałem to w gogle i znalazłem coś takiego: Peak Design mocowanie do aparatów Capture PRO z płytką uniwersalną. Tak to właśnie sobie wyobrażałem i kombinowałem jak by to zrobić metodą chałupniczą.
Widzę że powstała gorąca dyskusja więc podzielę się też moim doświadczeniem.
Na początku aparat nosiłem w plecaku ale ciągłe zdejmowanie plecaka i wyjmowanie aparatu tak mnie wkurzało że zrezygnowałem z lustra na rzecz smartfonu. Teraz będę mógł wrócić do lustra. Jak kupię i podeptam trochę szlaki to podzielę się opinią.
tomycki używam to od chyba ponad 2 lat, w góy, na narty i przy 70-200 z tc nawet do lasu jak najbardziej ok. Na moim avatarze masz zapięte do tego body i 70-200/4 - trzyma się pewnie i stabilnie, nie krępuje ruchów ;)
:mrgreen::mrgreen:
Jak tak, ko każdy miał jakiś przypał z orientacją w terenie:razz:
W ubiegłym roku sp... od niedźwiedzia (albo on ode mnie)
W biały dzień, godz. 7 rano, na wielkim szlaku gdzie traktory jeżdżą, na Zielone Pleso.
Misiek w krzaki, a ja "szybkim truchtem" w górę, po drodze.
I znowu, żywego ducha w okolicy.
Za pół godziny to ludziska zasuwali tłumem.
Takie życie.
Mapa mapą ale Locus ma przewagę.
Ale ma też wady:
- rozładowywanie ( rozładowywanie ) telefonu
- uszkodzenie, zamoczenie, zagubienie telefonu
- mocno utrudnione korzystanie w ciężkich warunkach pogodowych
- zalaminowana mapa raczej się nie psuje, smartphone z andkiem... no cóż.
Używanie aplikacji GPS w telefonie jest łatwe i powoduje nieuzasadnione poczucie bezpieczeństwa. Ludzie przyzwyczajeni są do tego, że telefon mają zawsze przy sobie, zawsze działa i zawsze mogą z niego skorzystać. Ludzie, którzy nie mają doświadczenia i wiedzy w górach mają tendencję do polegania na smartphone w stopniu, w którym nie powinni. Przykro mi, ale smartphone nie jest urządzeniem, któremu powierzę swoje życie. Szczególnie z androidem na pokładzie.
Dlatego właśnie przypominam, że posiadanie elektronicznej pomocy w najmniejszym stopniu nie zwalnia nas z posiadania papierowej mapy, oraz podstawowej umiejętności skorzystania z niej.
Poza tym, ja wolę dobrą mapę topograficzną z naniesionymi szlakami niż GPS w telefonie - dużo łatwiej orientować się na elementy krajobrazu, ułożenie terenu, etc. Na swoim GPSie też mam wgraną mapę z topo i z takiej korzystam - nie jest to tak wygodne jak mapa papierowa w momencie kiedy iść poza wyznaczonymi szlakami.
Nawigowanie w górach gapiąc się cały czas tylko w GPSa to stanowczo kiepski pomysł i dopuszczalny tylko jak nie ma innego wyjścia.
Używanie aplikacji GPS w telefonie jest łatwe i powoduje nieuzasadnione poczucie bezpieczeństwa.
Zgadzam się w 100 procentach.
Tak jak nawigacja w samochodzie, fajnie prowadzi ale na znaki i sytuację na drodze patrzeć trzeba.:razz:
tomycki używam to od chyba ponad 2 lat, w góy, na narty i przy 70-200 z tc nawet do lasu jak najbardziej ok. Na moim avatarze masz zapięte do tego body i 70-200/4 - trzyma się pewnie i stabilnie, nie krępuje ruchów ;)
Ej zajedwabiste to jest! Jakoś mi wcześniejszy post umknął, wada przeglądania for smartfonem :-D
Jako że ja popitalam praktycznie cały czas z plecakiem rozwiązanie chyba prawie idealne ;-)
dzięki
krzysztofz24
11-03-2017, 22:22
Ja polegam n zwyklej laminowanej mapie...bo to moja mapa, ktora ze mna wiele przeszla;-).
Na pewno fajnie miec cyfrowy zapis wedrowki i przesledzic go sobie np w domu przy piwku, ale nie jestem gazdeciazem z zamilowania.
Tak jako ciekawostke napisze ze ja dokladnie studiuje mape przed trasa, licze czasy, mysle gdzie by tu pojsc, czy sie wyrobie przed zachodem slonca, czy bede wracal o zmierzchu czy moze nawet kawalek noca itp.
Ale zasadniczo, to podczas wedrowki mapa sobie lezy w plecaku cichutko....nieuzywana, tak na wszelki wypadek.
Ale w sumie jak bym jej nie mial, to by sie nic nie stalo. Co za problem zapamietac trase typu; rano busikiem do Palenicy Bialczanskiej, asfaltem z buta do MOKa, zoltym na Szpiglas, z przeleczy do D5SP i do asfaltu w okolicach Wodogrzmotow i na busik do Zakopca.
Czy wejsc na Kasprowy z Kuznic, grania na Kope Kondracka i na Giewont i z przeleczy pod Giewontem, w dol do Kondratowej i spowrotem do Kuznic.
Drogowskazow pelno, ludzie po szlaku chodza, farby nie zalowali na oznaczenia....
Ja w sumie z mapy korzystam dzien przed zeby sobie wizualizowac wyprawe/trase nastepnego dnia.
W szkole dawno temu zawsze bylem najlepsiejszy z geografi i ja bardzo lubilem:-P
Na pewno fajnie miec cyfrowy zapis wedrowki i przesledzic go sobie np w domu
Tak jako ciekawostke napisze ze ja dokladnie studiuje mape przed trasa, licze czasy, mysle gdzie by tu pojsc, czy sie wyrobie przed zachodem slonca, itp.
Ale zasadniczo, to podczas wedrowki mapa sobie lezy w plecaku cichutko....nieuzywana, tak na wszelki wypadek
Ja w sumie z mapy korzystam dzien przed zeby sobie wizualizowac wyprawe/trase nastepnego dnia.
Stosuje podobną metodę z tą różnicą że czasem lubię wyciągnąć mapę nie żeby znaleźć drogę ale żeby uświadomić sobie że np "Z PKP do przełęczy xyz" pokonałem 1/4 dystansu i zajęło mi to x czasu. Dzięki temu można wprowadzić ewentualne korekty na pozostałą część zaplanowanej drogi.
W dalekiej przeszłości kiedy nikt nie słyszał o smartfonach i GPS-ach, prowadziłem sobie tzw dzienniczek wycieczki. Czyli np start 8:00 PKP ; dojście do przełęczy 9:30 ; wejście na szczyt 11:00 ; zejście do schroniska 12:15 ; zejście w dół 15:25. Tym sposobem miałem rozpisany każdy szlak na którym wędrowałem.
Pokonane kilometry obliczałem ze skali mapy, oczywiście
w przybliżeniu.
krzysztofz24
11-03-2017, 23:12
Taki dzienniczek wycieczki to super pamiatka po latach. A jeszcze jak w domu przed wyjazdem popatrzec sobie na mape, skonfrontowac czasy z tymi wlasnymi z dziennika.
takie rzeczy jak stara mapa czy wlasnie taki dziennik maj swoja dusze...
Chyba sobie zaczne taki dzienniczek prowadzic i jakies notatki na marginesie:-D
Polecacie jakieś wioski tatrzańskie? Widziałem sporo fajnych widoków po drodze w Tatry - równie interesujących, co w samych górach. Nie mam niestety swojego samochodu, więc spora część niestety odpada. Jest coś bliżej gór z ładną panoramą i dobrym połączeniem w same góry?
krzysztofz24
26-04-2017, 14:10
Bukowina Tatrzanska a najlepiej Schronisko(to duzy budynek i duzo miejsc) na polanie glodowka.
Masz polaczenia, a panorama piekna.
Polecacie może jakieś czołówki?
Polecacie może jakieś czołówki?
Ja kupiłem Petzl za 60 złotych. Do standardowych wędrówek nie widzę potrzeby większych inwestycji. Swoją rolę spełnia, baterii jeszcze nie wymieniałem.
Ja kupiłem Petzl za 60 złotych. Do standardowych wędrówek nie widzę potrzeby większych inwestycji. Swoją rolę spełnia, baterii jeszcze nie wymieniałem.
Potwierdzam. Na wschody chodzę z bodajże najniższym modelem petzl i jest ok - w zupełności wystarcza.
To wszystko zależy od terenu, warunków, potrzeb. Nie ma uniwersalnego rozwiązania. Co innego jako awaryjne światło na powrót z wycieczki, co innego na długie chodzenie w ciemnościach po nieznanych terenach ze słabo oznaczonymi trasami, co innego do jaskini. Etc.
W 100% mogę polecić Petzl Nao ( najnowszą wersję ) - dużo światła, system adaptacyjnego oświetlenia redukuje zużycie baterii i daje światło wtedy kiedy faktycznie jest taka potrzeba. Czołówka ta jest wytrzymała, wygodna, wygląda na dobrze zaprojektowaną. Ma jedną cechę, która jest zarówno plusem jak i minusem - zasilana jest Petzlowym 18650, które ładuje się przez USB. Minusem jest to, że te ogniwa są drogie jak cholera. Plusem jest to, że ładujemy czołówkę z każdej ładowarki USB i nie musimy targać dodatkowej ładowarki na 18650. Można również awaryjnie użyć AAA. Jest możliwość dokupienia przedłużki kabla do umieszczenia baterii na pasie. Moje NAO pracowało do wyładowania baterii w plecaku zakopane w plecaku w ubraniach ( ktoś nie zabezpieczył jej do transportu... ). Rozgrzało się do tego stopnia, że szkiełko przed diodą się trochę zdeformowało, widać wpływ temperatury na inne części plastikowe. Latarka nadal działa poprawnie i funkcjonuje.
Latarki Petzla są dość drogie, dają stosunkowo (słowo klucz) mało światła i nie mają super futurystycznego wyglądu. Ale... są wytrzymałe i jest to sprzęt na parę ładnych lat, dają wystarczająco światła biorąc pod uwagę konkretną klasę i w wyższych modelach mają stabilizację zasilania, są ergonomiczne i zaprojektowane pod konkretną aktywność. (nie tylko sportowe - pracowałem trochę z Pixą i niewyobrażalne jest ile ta latarka przeżyła)
Moim zdaniem to dobrze wydane pieniądze, a mam tych latarek kilka: Petzl Nao, Petzl Nao +, e+lite ( 3 wersje :D ), Myo RXP, Nowe Myo, Pixa 3.
Na większość moich wycieczek górskich zabieram mojego wysłużonego Garmina 62s. Głównie dla zabawy. Rzadko się przydaje. Jeśli już to w nocy czy we mgle.
Telefoniki robią coraz lepsze, powerbanki coraz pojemniejsze, fakt. Ale rzeczywiście, w ciężkich warunkach trudno liczyć na smartfona.
Jeśli chodzi o czołówki to Petzl Nao to dosyć ekstremalne rozwiązanie - bardzo profesjonalne, drogie, niemałe i pewnie ciężkie. I dochodzę do stwierdzenia, że nie tylko Petzl się liczy. Black Diamond robi fajne rzeczy. Nie trzeba Toyoty Land Cruiser HZJ to zwykłych dróg szutrowych :). Kwestia budżetu oczywiście.
W ogólnej dyskusji na temat ogólnych wycieczek w góry trudno wyrokować co będzie lepsze. Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Co innego wycieczka w polskie Tatry, co innego Beskid Niski, a już zupełnie co innego w Karpaty Mołdawskie czy okoliczne pasemka, gdzie nawet Rumuni nie mają map :).
Ja mam petzl xp2 (2 wersje, bo myślałem że pierwszą zgubiłem)
To wszystko zależy od terenu, warunków, potrzeb. Nie ma uniwersalnego rozwiązania. Co innego jako awaryjne światło na powrót z wycieczki, co innego na długie chodzenie w ciemnościach po nieznanych terenach ze słabo oznaczonymi trasami, co innego do jaskini. Etc.
W 100% mogę polecić Petzl Nao ( najnowszą wersję ) - dużo światła, system adaptacyjnego oświetlenia redukuje zużycie baterii i daje światło wtedy kiedy faktycznie jest taka potrzeba. Czołówka ta jest wytrzymała, wygodna, wygląda na dobrze zaprojektowaną. Ma jedną cechę, która jest zarówno plusem jak i minusem - zasilana jest Petzlowym 18650, które ładuje się przez USB. Minusem jest to, że te ogniwa są drogie jak cholera. Plusem jest to, że ładujemy czołówkę z każdej ładowarki USB i nie musimy targać dodatkowej ładowarki na 18650. Można również awaryjnie użyć AAA. Jest możliwość dokupienia przedłużki kabla do umieszczenia baterii na pasie. Moje NAO pracowało do wyładowania baterii w plecaku zakopane w plecaku w ubraniach ( ktoś nie zabezpieczył jej do transportu... ). Rozgrzało się do tego stopnia, że szkiełko przed diodą się trochę zdeformowało, widać wpływ temperatury na inne części plastikowe. Latarka nadal działa poprawnie i funkcjonuje.
Latarki Petzla są dość drogie, dają stosunkowo (słowo klucz) mało światła i nie mają super futurystycznego wyglądu. Ale... są wytrzymałe i jest to sprzęt na parę ładnych lat, dają wystarczająco światła biorąc pod uwagę konkretną klasę i w wyższych modelach mają stabilizację zasilania, są ergonomiczne i zaprojektowane pod konkretną aktywność. (nie tylko sportowe - pracowałem trochę z Pixą i niewyobrażalne jest ile ta latarka przeżyła)
Moim zdaniem to dobrze wydane pieniądze, a mam tych latarek kilka: Petzl Nao, Petzl Nao +, e+lite ( 3 wersje :D ), Myo RXP, Nowe Myo, Pixa 3.
Ogólnie to sens jest nabyć czołówkę na ogniwa 18650. Akurat Nao bym nie polecił z paru powodów; droga, ciężka, fatalna wymiana ogniwa, ten dodatkowy kabelek, który uniemożliwia używania zastępników. Zdecydowanie polecę :
Nitecore HC 30
Army Tek Wizard Pro Magnet
Zebralight H 600
Wszystkie są ultralekkie (waga 40- 60 g !) do tego ogniwo około 50 g więc w wadzę jednego Nao można mieć jeszcze dwa zapasowe ogniwa. Są bardzo podobne z wyglądu ale różnią się ważnymi szczegółami czyli szerokością szpili i mocą. któryś z Armyteków ma nawet ponad 2000 lm co się wydaje kosmosem. Najtańszy jest Nitecore (taką mam). Dla mnie rewelacja i z czystym sumieniem powiem nic bardziej uniwersalnego w góry nie ma. Bo waga i rozmiar dosłownie najmniejsze a moc jak trzeba wystarcza np do szybkiej jazdy na nartach, na tym tle czołówki BD (też mam) to skansen.
Pozdro
Wiesiek
Ogólnie to sens jest nabyć czołówkę na ogniwa 18650.
Ogólnie, warto jest używać latarek na ogniwa 18650 bo te ogniwa są dużo lepszym źródłem zasilania niż AA/AAA.
fatalna wymiana ogniwa, ten dodatkowy kabelek, który uniemożliwia używania zastępników
Wymiana ogniwa w trasie? Bajecznie prosta nawet w pełnych ciemnościach - przećwiczone kilkukrotnie. Jaki dodatkowy kabelek?
Te czołówki, które tutaj podałeś mają mniejszą masę, ale cały ciężar jest z przodu - zdecydowanie niewygodne rozwiązanie przy masie ~100g.
Porównujesz je do NAO, a jest to totalnie inna klasa. Miałem w rękach wiele różnych czołówek, latarek różnych firm i w góry nie zamieniłbym NAO na nic innego. Dwie różne diody na różne dystanse, automatyczne regulowane świecenie - tego w swojej "czołówce" (małej latarce 90stopni z opaską na głowę) nie masz. 1000, 2000 i inne abstrakcyjne liczby lumenów są tylko na papierze w optymalnych warunkach testowych. Jest to też absolutnie niepotrzebne w większości aktywności górskiej - trzeba by taszczyć worki baterii. W NAO dzięki dopasowywania ilości światła do potrzeb można mieć dużo światła na dalekie dystanse kiedy potrzeba i minimum na czytanie mapy bez grzebania przy czołówce rękami w rękawiczkach. Oszczędza to baterie zapewniając największy komfort. Ma to oczywiście swoje minusy, głównie masa (ewentualnie cena, ale to inna kategoria), ale zdecydowanie jest to cena, którą jestem w stanie zapłacić za taką funkcjonalność.
Moim zdaniem nie ma nic bardziej uniwersalnego w góry niż NAO :]
A moim zdaniem tikka xp ;)
Ogólnie, warto jest używać latarek na ogniwa 18650 bo te ogniwa są dużo lepszym źródłem zasilania niż AA/AAA.
Wymiana ogniwa w trasie? Bajecznie prosta nawet w pełnych ciemnościach - przećwiczone kilkukrotnie. Jaki dodatkowy kabelek?
Te czołówki, które tutaj podałeś mają mniejszą masę, ale cały ciężar jest z przodu - zdecydowanie niewygodne rozwiązanie przy masie ~100g.
Porównujesz je do NAO, a jest to totalnie inna klasa. Miałem w rękach wiele różnych czołówek, latarek różnych firm i w góry nie zamieniłbym NAO na nic innego. Dwie różne diody na różne dystanse, automatyczne regulowane świecenie - tego w swojej "czołówce" (małej latarce 90stopni z opaską na głowę) nie masz. 1000, 2000 i inne abstrakcyjne liczby lumenów są tylko na papierze w optymalnych warunkach testowych. Jest to też absolutnie niepotrzebne w większości aktywności górskiej - trzeba by taszczyć worki baterii. W NAO dzięki dopasowywania ilości światła do potrzeb można mieć dużo światła na dalekie dystanse kiedy potrzeba i minimum na czytanie mapy bez grzebania przy czołówce rękami w rękawiczkach. Oszczędza to baterie zapewniając największy komfort. Ma to oczywiście swoje minusy, głównie masa (ewentualnie cena, ale to inna kategoria), ale zdecydowanie jest to cena, którą jestem w stanie zapłacić za taką funkcjonalność.
Moim zdaniem nie ma nic bardziej uniwersalnego w góry niż NAO :]
Jak miałem Nao to do ogniwa wlutowany był kabelek dzięki czemu nie można było zastosować zamienników a dodatkowe ogniwo kosztowało >100 zł. Być może Petzl wycofał się z tego marketingowego myku. Zapomniałem dodać, że to Nao jest olbrzymie zajmując kupę miejsca w plecaku. Oceniając przydatność czegoś w górach sprawdzam relację rozmiar/waga/spełnione funkcje i wychodzę z założenia, że dobre jest coś co zawsze się zmieści. Z tego punktu nie widzę plusów Nao równoważących jej minusy. Ale być może jakbym biegał po górach w lecie to patrzyłbym mniej rygorystycznie na te relacje o których pisałem. Mój plecak z reguły ma multum wyposażenia a potrzebuję swobody więc minimalizm mam wprost we krwi. I wszyscy znani mi wspinacze czy narciarze górscy wybierają Zebropodobne rozwiązania. Z tego punktu widzenia uważam Nao za sprzęt wyspecjalizowany a nie uniwersalny. Ale Ty możesz uznać, że jest odwrotnie i mnie to nie przeszkadza. Aha i jeszcze a'propos bajecznej łatwości wymiany baterii w Nao - jak Ci się trafi wiatr>80 km/h i mróz (a w takich warunkach miałem wymienić ogniwo) to zrozumiesz, że czasem nic nie jest łatwe. Skończyło się, że wyciągnąłem drugą czołówkę. W tych prostych czołówkach wymiana jest prostsza.
Każdy mając wiedzę wybierze najlepiej dla siebie. Nawiasem mówiąc bardzo cenię Petzla i mam kupę ich sprzętu.
Pozdro
Wiesiek
Nitecore HC 30
Army Tek Wizard Pro Magnet
Zebralight H 600
A gdzie to dostać w Polsce? :P
Wstępnie interesująca wydaje się Black Diamond Storm V.
Miałem Storm i byłem zadowolony. Popsuło się coś w środku ,pieron wie co. W każdym razie nie świeciła ale wymienili bez problemu na Black Diamond Spot. No i też jestem zadowolony ;-)
Pierwsze dwie w mhunt, zebrę trudno kupić w Polsce.
Spot BD też mam - fajna czołówka ale nie mam już przekonania do niczego co nie jest na 18650.
warto poczytać recenzje użytkowników np
http://brytan.com.pl/czolowka-zebra-light-h600-mk-ii/ w tej jest też porównanie z Nao
http://sportujesie.pl/czolowka-zebra-light-h600-mk-ii-moj-miotacz-swiatla/
pozdro
Wiesiek
W sumie mam już latarkę na 18650 od Ultrafirem którą kupiłem kiedyś na rower. Trochę krótko mi trzymają te akumulatory. Teraz to już sam nie wiem. :P Na pewno zaletą byłoby to, że miałbym zapasowe akumulatory (z obecną latarką dostałem dwa).
Nie jeżdżę na nartach. Tylko chodzę po górach. Na rower do miasta mogłaby się też przydać ta czołówka, bo dotychczasowa latarka średnio się sprawdziła (mocowanie jest jakieś badziewne, latarka podnosi się/opada od wstrząsów).
Jeśli wierzyć w opisy na stronach sklepów, to:
- BD Storm V, 300 lm - 40 godzin
- ArmyTek Wizard 1160 lm, 360 lm - 3 godziny 50 minut.
Trochę słabo to wypada,a cena o 100 zł wyższa.
Jastrząb
26-05-2017, 23:35
Wujot dobrze gada, kup se latarke na ogniwa 18650 i zapomnisz o innych. Będzie do biegnia, na rower i w góry (jak będziesz miał kibel w zimie to też wytrzyma). Niby taki *******et a przy awarii może uratować życie.
W sumie mam już latarkę na 18650 od Ultrafirem którą kupiłem kiedyś na rower. Trochę krótko mi trzymają te akumulatory. Teraz to już sam nie wiem. :P Na pewno zaletą byłoby to, że miałbym zapasowe akumulatory (z obecną latarką dostałem dwa).
Nie jeżdżę na nartach. Tylko chodzę po górach. Na rower do miasta mogłaby się też przydać ta czołówka, bo dotychczasowa latarka średnio się sprawdziła (mocowanie jest jakieś badziewne, latarka podnosi się/opada od wstrząsów).
Jeśli wierzyć w opisy na stronach sklepów, to:
- BD Storm V, 300 lm - 40 godzin
- ArmyTek Wizard 1160 lm, 360 lm - 3 godziny 50 minut.
Trochę słabo to wypada,a cena o 100 zł wyższa.
O wyższości ogniw 18650 świadczy takie zestawienie:
"Żeby w obrazowy sposób przedstawić Ci przewagę ogniw 18650 nad AA i AAA:
- 1szt. 18650 ma tyle energii, co 4 szt. AA, ale wagę mniejszą niż 2 szt. AA
- 1szt. 18650 ma tyle energii, co 12 szt. AAA, ale wagę równą 4 szt. AAA"
Cytat z forum www.swiatelka.pl
Porównując Storm da Armyteka
W wadze ogniwa 1,3 x większej masz 4x więcej prądu. Do tego sama czołówka jest lżejsza w sumie więc jest 90 g do 110 g. Czyli suma sumarum masz te 4x więcej prądu przy 20% niższej wadze.
Przy ewentualnych zakupach zwróć wielką uwagę na kąty rozsyłu (czyli rodzaj szybki) bo możesz bardzo niemiło się rozczarować. W kwestii mocy to tryby turbo (od 500 lm) pracują przez ograniczony czas (chłodzenie) a w kwestii tego aby Storm dał 360 lm przez 40 godz to jest żart. Do mocowania tych latarek do roweru są uchwyty
http://www.skionline.pl/forum/topic/20750-w-oparach-minimalizmu-skitury-na-lekko/?do=findComment&comment=236806
Powyżej jest też trochę o czołówkach
Pozdro
Wiesiek
To w sumie zostają te dwie:
http://www.mhunt.pl/latarka-czolowa-armytek-wizard-magnet-usb-xp-l-1160lm-tir-warm-ladowalna
http://www.mhunt.pl/latarka-czolowa-nitecore-hc60-xm-l2-1000lm-smo-ladowalna
Lepszy kolor światła - chyba arytek. Za to Nitecore lepszy tryb 210, który powinien być wystarczający, a pociągnie dłużej niż 360 lm w armyteku.
A ja jeszcze raz tikka xp: lekka, odporna, dużo światła dobrze rozłożonego, na 3x aaa iirc więc duża dostępność w sklepach w razie czego, ładowarki dostępne, a świeci zupełnie wystarczająco długo
PiKa
Ale tikka xp nie jest na 18650. Zalety 18650 nad AA/AAA kolega Wujot już wymienił, więc powtarzać nie będę. W tej chwili jest to najlepsze z łatwo dostępnych źródeł zasilania do latarek.
Jak miałem Nao to do ogniwa wlutowany był kabelek dzięki czemu nie można było zastosować zamienników a dodatkowe ogniwo kosztowało >100 zł. Być może Petzl wycofał się z tego marketingowego myku. Zapomniałem dodać, że to Nao jest olbrzymie zajmując kupę miejsca w plecaku. Oceniając przydatność czegoś w górach sprawdzam relację rozmiar/waga/spełnione funkcje i wychodzę z założenia, że dobre jest coś co zawsze się zmieści. Z tego punktu nie widzę plusów Nao równoważących jej minusy. Ale być może jakbym biegał po górach w lecie to patrzyłbym mniej rygorystycznie na te relacje o których pisałem. Mój plecak z reguły ma multum wyposażenia a potrzebuję swobody więc minimalizm mam wprost we krwi. I wszyscy znani mi wspinacze czy narciarze górscy wybierają Zebropodobne rozwiązania. Z tego punktu widzenia uważam Nao za sprzęt wyspecjalizowany a nie uniwersalny. Ale Ty możesz uznać, że jest odwrotnie i mnie to nie przeszkadza. Aha i jeszcze a'propos bajecznej łatwości wymiany baterii w Nao - jak Ci się trafi wiatr>80 km/h i mróz (a w takich warunkach miałem wymienić ogniwo) to zrozumiesz, że czasem nic nie jest łatwe. Skończyło się, że wyciągnąłem drugą czołówkę. W tych prostych czołówkach wymiana jest prostsza.
Tak, ogniwa nadal mają dolutowany kabelek i trzeba kupować ogniwa Petzla. Zdaję sobie sprawę jakie są ceny 18650 Panasonica a jakie systemu Petzla. Da się przygotować własne ogniwa z dolutowanymi odpowiednimi kabelkami - widziałem takie rozwiązanie, ale nie wiem dokładnie jakie był inne modyfikacje czołówki.
Za to zaletą tego, że mamy ogniwa Petzla jest ładowanie z USB - nie musimy nosić ze sobą dodatkowej ładowarki dedykowanej do 18650, możemy użyć jednej ładowarki USB do wszystkiego ( telefon, czołówka ).
Przy mrozie i wietrze >80km/h to wolę mieć baterię/ogniwo schowane w kurtce, aby nie tracić czasu działania latarki. Wymiana ogniwa nie jest wtedy bardzo problematyczna. Wymieniałem baterie w NAO w różnych warunkach - może wiatr nie był tak szybki, ale mróz był jak na Polskę konkretny ( zapewne < -20 ). Wymiana baterii na kablu przedłużającym to kwestia przekręcenia i odpięcia kabelka. Ewentualnie jeszcze odczepienia klipsa na pas, jeżeli się go wykorzystywało - ja wolę kieszenie.
Ja piszę o uniwersalności, a Ty moim zdaniem o dość wyspecjalizowanym zastosowaniu - oczekujesz od latarki minimalnego rozmiaru i minimalnej wagi. To wymusza konkretne konstrukcje.
Uniwersalność to kwestia sprawdzania się w dużej ilości zastosowań. Chodzenie latem po górach, bieganie po lesie/górach, ratownictwo ( mógłbyś się zdziwić ile NAO jest wykorzystywane w ratownictwie ), również wspinaczka, żeglarstwo. Na rower też ją brałem i daje radę ( aczkolwiek przy moim Fenixie BC30 to służy tylko do świecenia po bokach ). Nie dla każdego musi to być dobra czołówka, ale dla ogromnej większości ludzi będzie rozwiązaniem świetnym.
Wiem, że masa sprzętu, który trzeba zatargać do góry ma znaczenie i każdy gram się liczy. Różnica w masie jest ale jednocześnie zużycie baterii może być sporo niższe niż w czołówce ze stałym światłem, co też ma ogromne znaczenie. Plecak na lato w góry też nie jest lekki, szczególnie, jak się planuje iść między schroniskami.
Wiem, że wiele osób cena mocno odpycha od tej latarki, bo żeby mieć pełne wyposażenie to trzeba wydać trochę poniżej 1000 PLN ( latarka, zapasowe baterie, kabelek przenoszący baterię na pas).
Jeżeli chodzi o wspinaczy, to też kilku znam i w tych środowiskach latarki Petzla z regulowanym światłem, włącznie z NAO są bardzo lubiane i wykorzystywane od dawna, także nie wszędzie jest wybierany taki sam sprzęt.
Czołówka z regulowanym światłem z dwoma diodami ma kilka unikalnych zalet wynikających z tego systemu:
1. Bardzo ogólnie: oszczędza energię.
2. Kiedy potrzebujemy spojrzeć na mapę nie dostaniemy po oczach mocnym odbitym światłem, bo latarka automatycznie się dostosuje. Kiedy potrzebujemy się rozejrzeć i zobaczyć jak najdalej dostaniemy tyle światłą ile skonfigurowaliśmy ( max? ). Kiedy idziemy ścieżką i potrzebujemy szerszego ale słabszego światła to czołówka wykorzysta tylko słabszą diodę z odpowiednim reflektorem i dyfuzorem dającą ładne wypełniające światło, a jednocześnie zużywającej mniej prądu niż główna dioda. Jak potrzebujemy się wczołgać, czy wejść pod sporym kątem do góry to sytuacja jest jak z mapą - nie będziemy się oślepiać. Dzięki temu nie trzeba manipulować przy latarce w trasie, co szczególnie w rękawiczkach nie jest wygodne.
3. Dwie diody dedykowane do różnych zakresów oświetlenia lepiej spełniają swoje zadanie niż wykorzystanie jednej diody - "Flood" jest szeroki i miękki, "throw" jest daleki i mocny.
4. Ze względu na to, że wykorzystuje się różne diody do różnych zdań, to chłodzenie jest mniejszym problemem - "throw" jest używany stosunkowo rzadko, a "flood" ma mniejszą moc i wydziela mniej ciepła. Jednocześnie dioda do światłą szerokiego jest słabsza więc pracuje w bardziej optymalnych dla siebie warunkach.
Warto zauważyć, że założeniem podstawowym jest to, że świecenie pełną mocą na daleki dystans nie występuje bardzo często, co moim zdaniem zazwyczaj jest prawdą. Jeżeli ktoś potrzebuje latarki, która będzie służyła do innych zastosowań gdzie jest wymaganie świecenia dużą mocą na daleki dystans cały czas, to faktycznie NAO nie będzie najlepszym rozwiązaniem. Mocna czołówka na XM-L2 T6 czy czymś podobnym z minimalistyczną obudową odprowadzającą ciepło i worek baterii w plecaku/kurtce będzie wtedy faktycznie lepszym rozwiązaniem.
Kurtz wiem na czym jest tikka xp, ja naisałem o zaletach aaa nad 18650. Z mojego punktu widzenia i dla moich potrzeb aaa jest lepsze niż 18650. Więc nie mogę zgodzić się, że 18650 jest "najlepsze" - pewne cechy ma lepsze, pewne gorsze. Zależy czego potrzebujesz.
Z punktu widzenia samego zasilania 18650 jest lepsze. Zaletą AA/AAA jest łatwa dostępność w sklepach.. i w sumie tyle?
18650 to obecnie najlepsze co można dostać patrząc na stosunek waga/rozmiar/wydajność i tu nie ma o czy dyskutować.
A także waga i rozmiary.
Co do "lepszosci z punktu widzenia zasilania" - to jak rozumiem masz na myśli stosunek wagi/objętości do ilości zgromadzonej mocy?
Tak, stosunek wagi i objętości do energii, ale też maksymalny prąd jaki można pociągnąć z takiego ogniwa.
Masa i rozmiary AAA faktycznie są niższe, nawet zakładając, że do czołówki potrzebujesz 2-3 takie baterie. Jeżeli niska masa jest kluczowa i chcesz lekkiej bardzo małej czołówki ( lekkiej na głowie ) a czas świecenia jest nieistotny to faktycznie, może to być zaleta AAA.
Wszystko się zgadza. Wolę lżejszą i mniejszą czołówkę kosztem jasności i czasu pracy. Tylko, że ja nie wykorzystuję nawet tego co oferuje tikka xp - chodzę nie na maksymalnej jakości tylko na średniej i nie zdarzyło mi się jeszcze wyczerpać baterii. Dlaczego mam wybierać większą, cięższą, droższą czołówkę? Jasne, jak ktoś potrzebuje "więcej" to dla niego może być lepsza Nao albo jeszcze jakaś bardziej wypasiona. Ale nie nazwałbym takiej lampki "najlepszą". Zwłaszcza, że nie wiemy nic o potrzebach pytających. Myślę, że jest wiele osób takich jak ja - potrzebujących czołówki na awaryjne dojście/zejście ze szlaku, do użytku w domu, na spacery z psem, może do jazdy rowerem po dobrych drogach...
Myślę, że jest wiele osób takich jak ja - potrzebujących czołówki na awaryjne dojście/zejście ze szlaku, do użytku w domu, na spacery z psem, może do jazdy rowerem po dobrych drogach...
Wiesz, gdyby było inaczej, to nie byłoby aż tyle niższych modeli ;)
Każdy ma inne potrzeby i to jest oczywiste. Nie mówię, że każdy potrzebuje NAO, bo to nie prawda. Tak samo jak jest z aparatami - nie każdy potrzebuje D500/D5.
Niektórzy po prostu boją się ciemności i potrzebują więcej światłą, inni potrzebują mniej :D
Wszystko się zgadza. Wolę lżejszą i mniejszą czołówkę kosztem jasności i czasu pracy. Tylko, że ja nie wykorzystuję nawet tego co oferuje tikka xp - chodzę nie na maksymalnej jakości tylko na średniej i nie zdarzyło mi się jeszcze wyczerpać baterii. Dlaczego mam wybierać większą, cięższą, droższą czołówkę? Jasne, jak ktoś potrzebuje "więcej" to dla niego może być lepsza Nao albo jeszcze jakaś bardziej wypasiona. Ale nie nazwałbym takiej lampki "najlepszą". Zwłaszcza, że nie wiemy nic o potrzebach pytających. Myślę, że jest wiele osób takich jak ja - potrzebujących czołówki na awaryjne dojście/zejście ze szlaku, do użytku w domu, na spacery z psem, może do jazdy rowerem po dobrych drogach...
Tyle tylko, że Tikka XP waży 85 g a te które rekomendowaliśmy 90 g. Z wielkością jest podobnie. Siła światła jest szeroko regulowana a najsłabsza jest taka aby dojść do kibla w nocy w schronisku. Więc ewentualną zaletą jest tylko używanie AAA (co jest też wadą). Kiedyś wydawało mi się to istotne bo można teoretycznie awaryjnie np wyciągnąć baterie z pipsa. Jest też oszczędność znaczna kasy bo pewnie 50%. Ale oczywiście masz rację, że w określonych sytuacjach i potrzebach różne czołówki będą optymalne.
Miałem wrażenie, że rozmawiamy tutaj o górach a "nawet" w takich Karkonoszach bezpieczniej mieć sprzęt lepszy jak gorszy.
Pozdro
Wiesiek
Poczytałem o tej pierwszej z brzegu - nitecore hc 30. Wygląda ciekawie. Czy dla mnie byłaby lepsza niż tikka? Nie wiem, musiałbym zobaczyć rozkład światła i pouzywac jej trochę. Na pewno ma swoje zalety ale też i wady. Nb waży 130g ze wszystkim, tikka 90g, różnica znaczącą imo.
Co do "lepszosci" - petzlowe lampy są sprawdzone/dają pewność że będą działały, ta nitecore jest dostępna od roku/dwóch zdaje się, do tego czytałem opinie o waskosci promienia świetlnego - więc czy jest rzeczywiście lepsza, to nie wiem... Zasilanie i moc to nie wszystko...
Kilka linków do opinii o niej:
https://www.swiatelka.pl/viewtopic.php?t=17280
http://ngt.pl/forum/nie-wiesz-zapytaj!-krotkie-pytania-szybkie-odpowiedzi,3394,403.html
https://www.swiatelka.pl/viewtopic.php?t=18733&postdays=0&postorder=asc&start=0
http://www.torch.pl/forum/index.php?topic=62024.0
http://www.forum.outdoor.org.pl/oswietlenie/(czolowki)/275/
Jastrząb
28-05-2017, 08:36
Mamy dwie Nitecore 30. Ktos mówił o awaryjnym zejściu ze szkalu i że mu starcza i po co mu 30-40 g więcej. 30-40g więcej, co da z baterią wagę do 150 g to jest naprawde luz na głowie.
Robiłem 3 miesiące wycof. 3 zjazdy ze ściany, a samo podejście pod ścianę od samochodu 30 minut. Partnerka złamała nogę. Zejście zajęło nam wieczorem i w nocy przy -15 stopniach 5 godzin.
Też mam to Nitecore HC 30 - ma rzeczywiście dość wąską szpilę. Dla mnie to zaleta bo używam to do jazdy na nartach, wolę widzieć dalej jak szerzej. Army tek i Zebralight oferują też wersję z szerokim oświetleniem. Co do wagi to jest to tylko 40 g (goła ale z opaską - na stronie mhunt) plus ogniwo z reguły około 40 g. Nie mam precyzyjnej wagi pod ręką aby to sprawdzić ale goła czołówka rzeczywiście waży podobnie do baterii.
Pozdro
Wiesiek
HC60 ma niby 100 stopni szerokości strumienia światła. Armytek 120 stopni. Wezmę chyba tego ArmyTeka.
Mamy dwie Nitecore 30. Ktos mówił o awaryjnym zejściu ze szkalu i że mu starcza i po co mu 30-40 g więcej. 30-40g więcej, co da z baterią wagę do 150 g to jest naprawde luz na głowie.
Robiłem 3 miesiące wycof. 3 zjazdy ze ściany, a samo podejście pod ścianę od samochodu 30 minut. Partnerka złamała nogę. Zejście zajęło nam wieczorem i w nocy przy -15 stopniach 5 godzin.
Petzl niestety zaczął kłamać (jak wszyscy) i dla modelu 2017 podaje czas świecenia 60h przy 100 i 200 lumenach. Ale bazując na danych dla modelu z poprzedniego roku:
40 lm - 8h
120 lm - 2h
Dla modelu tegorocznego nie znalazłem danych.
40 lm to moim zdaniem wystarczająco dużo do chodzenia. No i uważam, że warto mieć zapasowe baterie.
Więc to nie jest tak, że tylko 18650 bo aaa nie dają rady.
Przy okazji, macie rzeczywiste dane dla tej nitecore?
Co do wagi to jest to tylko 40 g (goła ale z opaską - na stronie mhunt) plus ogniwo z reguły około 40 g. Nie mam precyzyjnej wagi pod ręką aby to sprawdzić ale goła czołówka rzeczywiście waży podobnie do baterii.
Chyba w drugim linku który podałem są zdjecia tych lampek na wadze - 88g tikka xp, 130g nitecore 30. Obie z paskami i bateriami.
Jastrząb
28-05-2017, 14:14
Miałem rożne precle w tym r+, poprzednią XP, MYO, juz nie mam, jeżdżą w samochodach lub wiszą w garażu. Teraz mam spokój. Wiem, że światła starczy mi na całą noc przy minusowych temperaturach no i moge zaświecic, zebym widzaił gdzie ide, zjeżdżam. Zawsze i tak mam jeden aku w zapasie.
Petzl niestety zaczął kłamać (jak wszyscy) i dla modelu 2017 podaje czas świecenia 60h przy 100 i 200 lumenach. Ale bazując na danych dla modelu z poprzedniego roku:
40 lm - 8h
120 lm - 2h
Dla modelu tegorocznego nie znalazłem danych.
Na stronie Petzla masz przy Tikka jasno napisane "burn time" czyli czas świecenia. Jako, że jest to oświetlenie nieregulowane ( czyli świeci takim prądem jaki dostaje z baterii ) to zależy to tylko i wyłącznie od baterii jak będzie świecić. Dlatego właśnie nie polecam tańszych latarek - siła światłą stopniowo spada.
Dla modeli z regulowanym światłem jest to już zupełnie inaczej podane. Nie wiem czy można to nazwać kłamstwem - po prostu dostosowali się do marketingowych półprawd które prezentuje konkurencja.
40 lm to moim zdaniem wystarczająco dużo do chodzenia. No i uważam, że warto mieć zapasowe baterie.
To zależy. Schodziłem kiedyś z gór jedynie na e+lite i da się iść jednak nie rozejrzysz się dalej w poszukiwaniu szlaku, czy w celu znalezienia alternatywnego przejścia. Dlatego zawsze mam e+lite w plecaku, ale traktuje ją tylko jako awaryjne światło. Z resztą każdemu polecam zakup tego małego światłą awaryjnego - zdecydowanie warto mieć. Można ją w sytuacji awaryjnej zostawić przy rzeczach, rannym czy po prostu oznakować miejsce światłem, można użyć w celu dodania widoczności osoby od tyłu ( np. podczas przemieszczania się wzdłuż drogi ), etc.
Co do "lepszosci" - petzlowe lampy są sprawdzone/dają pewność że będą działały, ta nitecore jest dostępna od roku/dwóch zdaje się, do tego czytałem opinie o waskosci promienia świetlnego - więc czy jest rzeczywiście lepsza, to nie wiem... Zasilanie i moc to nie wszystko...
Czołówki na 18650 z pojedynczymi mocnymi diodami zazwyczaj mają dobry zasięg, ale kiepskie światło wypełniające - kwestia rozłożenia stożka światła. Jak szeroki by on nie był, to jeżeli tylko w środku w stosunkowo wąskim polu jest duża intensywność, a po bokach już nie bardzo, to zaczynają się problemy. Dlatego właśnie doceniam czołówki z podwójnymi diodami, albo zakładanym dyfuzorem ( całkiem nieźle to w MYO działało ).
Miałem rożne precle w tym r+, poprzednią XP, MYO, juz nie mam, jeżdżą w samochodach lub wiszą w garażu. Teraz mam spokój. Wiem, że światła starczy mi na całą noc przy minusowych temperaturach no i moge zaświecic, zebym widzaił gdzie ide, zjeżdżam. Zawsze i tak mam jeden aku w zapasie.
Dobrze, nie chcę nikogo przekonywać, że petzl jest najlepszy do wszystkiego (bo tak nie uważam) - widocznie tobie bardziej pasuje co innego.
Na stronie Petzla masz przy Tikka jasno napisane "burn time" czyli czas świecenia. Jako, że jest to oświetlenie nieregulowane ( czyli świeci takim prądem jaki dostaje z baterii ) to zależy to tylko i wyłącznie od baterii jak będzie świecić. Dlatego właśnie nie polecam tańszych latarek - siła światłą stopniowo spada.
Dla modeli z regulowanym światłem jest to już zupełnie inaczej podane. Nie wiem czy można to nazwać kłamstwem - po prostu dostosowali się do marketingowych półprawd które prezentuje konkurencja.
Ah... poprzednie wersje tikka xp miały constant lightning... a teraz tylko jeśli jest to nowe zasilanie "core"? Czy tikka nawet z core tego nie ma? W sekcji active mają np lampkę Actic - ale też podają 60h dla 100/300 lm. Nigdzie się nie mogę dogrzebac ile na core :(
W każdym razie moim zdaniem jest to brzydkie działanie. Tyle samo czasu świeci przy 300 i 100 lm? Żarty... podaliby wykres po natężenia światła od czasu...
To zależy. Schodziłem kiedyś z gór jedynie na e+lite i da się iść jednak nie rozejrzysz się dalej w poszukiwaniu szlaku, czy w celu znalezienia alternatywnego przejścia. Dlatego zawsze mam e+lite w plecaku, ale traktuje ją tylko jako awaryjne światło. Z resztą każdemu polecam zakup tego małego światłą awaryjnego - zdecydowanie warto mieć. Można ją w sytuacji awaryjnej zostawić przy rzeczach, rannym czy po prostu oznakować miejsce światłem, można użyć w celu dodania widoczności osoby od tyłu ( np. podczas przemieszczania się wzdłuż drogi ), etc.
E-lite ma 50 lm max. W tikka w max masz 180 czy 200 lm zależnie od wersji. Ja włączam tryb max na chwilę gdy potrzebuje się rozejrzeć - mnie to wystarcza.
Co do zapasowej lampki - jestem za. Jak twoja jedyna wysiądzie i nie ma nikogo obok z drugą, to masz duży problem. Chociaż ja jeszcze nie kupiłem zapasu...
namiot dla 3 osobowej rodzinki? śpiwory ? co polecacie? ;-)
Jeszcze o czołówce sprawdziłem wagę Nitecore hc 30 i
- goła czołówka 42 g
- opaska 43 g
- akumulator 47 g
Razem 131 g (tak pokazała waga). Jak widać wszyscy kłamią, przy okazji sprawdziłem swoją ultralekką uprząż i też zamiast 90 g jest jak byk 97
Pozdro
Wiesiek
namiot dla 3 osobowej rodzinki? śpiwory ? co polecacie? ;-)
Namiot:
Noszony czy wożony? Jaki budżet?
Jak wożony i nieco noszony to Marabut, trwałe i odporne bydlę.
Do noszenia poszukać Big Agnes :)
Śpiwory:
Hmmm, jaki budżet i do czego? Do noszenia czy wożenia?
Panowie jakie polecacie góry, ewentualnie szlaki gdzie wejście nie ejst zbyt strome? Rok temu zaliczyłem w Bieszczadach Tarnicę od strony Wołosatego i Caryńska od strony Ustrzyk i dla była tragedia. W tym roku myślę o czymś bardziej łagodniejszym. Myślałem o Beskidzie niskim, stołowych, i górach świętokrzyskich.
I kolejne pytania.
Jakich producentów skarpet polecacie, bo przeglądam i od cholery tego... ktoś używał Black Diamond Spot NE? Niestety budżet skromny, a potrzebuje czołówki, by się wdrapać na jakąś "skałkę" tudzież inny "pagórek" w nocy i poczekać na bajeczny wschód słońca :)
Panowie jakie polecacie góry, ewentualnie szlaki gdzie wejście nie ejst zbyt strome? Rok temu zaliczyłem w Bieszczadach Tarnicę od strony Wołosatego i Caryńska od strony Ustrzyk i dla była tragedia. W tym roku myślę o czymś bardziej łagodniejszym. Myślałem o Beskidzie niskim, stołowych, i górach świętokrzyskich.
I kolejne pytania.
Jakich producentów skarpet polecacie, bo przeglądam i od cholery tego... ktoś używał Black Diamond Spot NE? Niestety budżet skromny, a potrzebuje czołówki, by się wdrapać na jakąś "skałkę" tudzież inny "pagórek" w nocy i poczekać na bajeczny wschód słońca :)
Karkonosze - polskie, czeskie. Jeden problem to duże ilości ludzi w okresie letnim, szczególnie w weekendy, ale... są miejsca gdzie nawet w weekendy nie ma ich wiele. Im dalej od wyciągów i schronisk tym lepiej :P Po stronie czeskiej ludzi jest jakby mniej.
Generalnie Sudety są delikatne i raczej każdy daje radę na wszystkich szlakach. Rudawy Janowickie są przepiękne, Góry Stołowe, Góry Sowie :) Ooo, zapomniałbym - Góry Izerskie - na nocne zdjęcie to coś przepięknego (Park Ciemnego Nieba) - na blogu mam wpis z całonocnej wycieczki Jakuszyce > Chatka Górzystów > Jakuszyce - http://thewanderingpath.com/2016/06/a-night-to-remember/. Muszę się tam znowu wybrać w tym roku!
Możesz rzucić okiem na mój blog - jest tam trochę zdjęć z Karkonoszy (każda pora roku i każda pora dnia i nocy :P) http://thewanderingpath.com/category/travel/poland/karkonosze-national-park/, http://thewanderingpath.com/category/travel/poland/dolny-slask/ :)
Jeśli chodzi o skarpety to na lato używam mieszkanki Coolmax (co najmniej 50%) i wełna merino (20-30%) + lycra/nylon. Czasami jak wiem, że będzie intensywne podejście i bardzo ciepło to używam palczastych skarpetek, krótkich. Czołówkę od lat mam tą samą, prosty model Petzl Tikka - używałem w każdych warunkach pogodowych, w mega ulewnym deszczu, od -30 do + 40 stopni, na jednym zestawie paluszków (3xAAA) wytrzymuje baaardzo długo (naprawdę nie wiem ile, ale od 5-6 lat zmieniłem komplet chyba 2 czy 3 razy).
O Karkonoszach myślałem, ale się przeraziłem jak zobaczyłem ile tam jest ludu w okolicach śnieżki. Raczej chciałbym się jednać z przyrodą z mniejszą ilością ludzi w tle ;) Niestety, ale moja puszka (D3000) niezbyt się nadaje do robienia imponujących zdjęć drogi mlecznej (co najwyżej ruch gwiazd) Anyway jeszcze myślę o szlaku orlich gniazd, wiem, że to raczej nie jest chodzenie po grani, ale zawsze coś do zwiedzania jest ;) Karkonosze raczje odpadają, ale góry sowie wygladają zachęcająco.
O Karkonoszach myślałem, ale się przeraziłem jak zobaczyłem ile tam jest ludu w okolicach śnieżki. Raczej chciałbym się jednać z przyrodą z mniejszą ilością ludzi w tle ;) Niestety, ale moja puszka (D3000) niezbyt się nadaje do robienia imponujących zdjęć drogi mlecznej (co najwyżej ruch gwiazd) Anyway jeszcze myślę o szlaku orlich gniazd, wiem, że to raczej nie jest chodzenie po grani, ale zawsze coś do zwiedzania jest ;) Karkonosze raczje odpadają, ale góry sowie wygladają zachęcająco.
No Śnieżkę to raczej bym sobie odpuścił w lecie w ciągu dnia, ale wejście na wschód słońca raczej nie będzie zatłoczone, a jeśli chcesz mieć fajne zdjęcia to wiadomo - godzina przed wschodem/zachodem i godzina po tychże to zazwyczaj najlepsze światło :D
Tak jak mówiłem, jest wiele ciekawych miejsc gdzie nawet w środku wakacji spotka się niewiele osób. Karkonosze są też fajnie pod tym względem, że mają np. kilka dni wolnego można spędzić każdy dzień w innych górach - Karkonosze, Izery, Sowie, Wałbrzyskie, Stołowe... Weź też pod uwagę czeskie Karkonosze - stanowią one około 70% całych Karkonoszy, a widoki naprawdę przepiękne, w niektórych miejscach wręcz jak w Tatrach czy innych wysokich górach :)
Nie samymi górami człowiek żyje - w okolicy Muchołapka, Zamek Książ, kompleks rise etc, rzut beretem do gór stołowych. Ze względów ekonomicznych, pewnie tylko góry stołowe, ewentualnie muchołapka będzie :).
EDYTA:
Panowie jeszcze jedno pytanie, jaka kurtkę, ewentualnie marke polecacie co by chroniło przed wiatrem i nie zgrzał się jak świniak na rożnie.
Chodzi o HS czy SS?
Pozdro
Wiesiek
SS bardziej. W sumie to tylko w góry potrzebuje na kilkudniowe wypady.
Lekka wiatrówka to ARC'TERYX SQUAMISH HOODY.
Na wiatr to proponuję rzeczywistą wiatrowke, np https://www.himountain.pl/mezczyzna/kategorie-meskie/kurtki-meskie/przeciwwietrzne-meskie/kurtka-himountain-kinetic-2315.html himountain kinetic (pierwsza którą znalazłem )
Bardzo uniwersalne rozwiązanie
myślałem o czymś takim http://8a.pl/softshell-black-diamond-flow-state-jacket-slate.html
Ten Black Diamond jest z Windstopperem a nie chciałeś się pocić. Poza tym wiatrówki bez kaptura to raczej średni pomysł w góry.
A w czymś takim będzie za gorąco w ciepłe dni? Bo w sumie potrzebuje coś co ochroni przed wiatrem, ale nie będzie mi za gorąco po 30 minutach chodzenia. Rok temu mnie to strasznie irytowało.
Panowie jakie polecacie góry, ewentualnie szlaki gdzie wejście nie ejst zbyt strome? Rok temu zaliczyłem w Bieszczadach Tarnicę od strony Wołosatego i Caryńska od strony Ustrzyk i dla była tragedia. W tym roku myślę o czymś bardziej łagodniejszym. Myślałem o Beskidzie niskim, stołowych, i górach świętokrzyskich.
I kolejne pytania.
Jakich producentów skarpet polecacie, bo przeglądam i od cholery tego... ktoś używał Black Diamond Spot NE? Niestety budżet skromny, a potrzebuje czołówki, by się wdrapać na jakąś "skałkę" tudzież inny "pagórek" w nocy i poczekać na bajeczny wschód słońca :)
Ja mam skarpety Helikona i Wisportu - polskie firmy. Jestem zadowolony. Im grubsza, tym lepsza.
A co do latarek, to wybrałem armyteka. Świeci nieco słabiej niż moja latarka rowerowa UltraFire, ale za to bardziej rozprasza światło. Nagram może kiedyś porównanie.
A w czymś takim będzie za gorąco w ciepłe dni? Bo w sumie potrzebuje coś co ochroni przed wiatrem, ale nie będzie mi za gorąco po 30 minutach chodzenia. Rok temu mnie to strasznie irytowało.
Dla mnie dobry SS w góry musi mieć bardzo dobry kaptur i wentylacje pod pachami. Wskazany jest jeszcze elastyczny materiał i fizjologiczny krój.
Takich kurtek prawie nie ma dosłownie parę modeli. Ja mam Dare2B ale to Ci nie pomoże bo już go nie produkują. W górnej półce pewnie są takie rzeczy np. Dynafita czy Mammuta ale ceny będą bardzo wysokie. Pamiętam, że wspinacze polecają jakiś ekonomiczny model (nie pamiętam firmy) z charakterystycznie wszytymi wywietrznikami na przodzie kurtki.
W każdym razie dla mnie wywietrzniki to absolutna podstawa dają więcej niż te wszystkie niby oddychające membrany a w SS też są bardzo przydatne.
Pozdro
Wiesiek
Ja mam softshell tarantula (o ile dobrze pamiętam) firmy pajak. Może coś takiego.
Dla mnie dobry SS w góry musi mieć bardzo dobry kaptur i wentylacje pod pachami. Wskazany jest jeszcze elastyczny materiał i fizjologiczny krój.
Takich kurtek prawie nie ma dosłownie parę modeli. Ja mam Dare2B ale to Ci nie pomoże bo już go nie produkują. W górnej półce pewnie są takie rzeczy np. Dynafita czy Mammuta ale ceny będą bardzo wysokie. Pamiętam, że wspinacze polecają jakiś ekonomiczny model (nie pamiętam firmy) z charakterystycznie wszytymi wywietrznikami na przodzie kurtki.
W każdym razie dla mnie wywietrzniki to absolutna podstawa dają więcej niż te wszystkie niby oddychające membrany a w SS też są bardzo przydatne.
Pozdro
Wiesiek
Ja mam Helikon Trooper. Dobry kaptur, wentylacja też jest, ale... ja nie czaję idei softshelli. Jak jest zimno, to wyciągasz polar, a jak leje, to kurtkę przeciwdeszczową. Po co softshell?
Nie lubię polarów, jak trochę wieje i się spocę to mnie przewiewa
Wszelkie shelle są włąśnie używane przy wietrze. Są czasami trochę bardziej rozciągliwe niż membrany na deszcz. Posiadają też ograniczoną wodoodporność. Jednocześnie bardziej oddychają niż kurtki z membranami typu Gore-Tex.
Ja żadnego "shella" w góry nie biorę, bo nie do końca widzę zastosowanie w zmiennycch warunkach. Przy deszczu softshell za szybko przemaka i trzeba założyć kurtkę, a zakładanie membrany na shella jest bez sensu.
Mnie na tydzień w górach tylko raz deszcz złapał i wystarczyło mi ponczo wojskowe :)
Wysłane z mojego HTC Desire 626 przy użyciu Tapatalka
Jastrząb
07-06-2017, 17:12
Sprawdzajcie pogodę, obserwujcie niebo, uważajcie na burze i wyładowania, a jak już złapie spierd... w dół i daleko do wody, to tak przy okazji.
A takie epickie zdjęcia mogłyby być przy burzy w górach. :P
Za pierwszym wyjazdem miałem ponczo z demobilu i softshell. Od razu postanowiłem, że zainwestuję w kurtkę przeciwdeszczową. Ponczo jest ekstremalnie niewygodne. Na kolejnych dwóch wyjazdach lało. :)
Ponczo vs niewygoda - jakie góry?
Wszelkie shelle są włąśnie używane przy wietrze. Są czasami trochę bardziej rozciągliwe niż membrany na deszcz. Posiadają też ograniczoną wodoodporność. Jednocześnie bardziej oddychają niż kurtki z membranami typu Gore-Tex.
Ja żadnego "shella" w góry nie biorę, bo nie do końca widzę zastosowanie w zmiennycch warunkach. Przy deszczu softshell za szybko przemaka i trzeba założyć kurtkę, a zakładanie membrany na shella jest bez sensu.
W deszczowej zmiennej pogodzie nie ma dobrych rozwiązań bo woda i tak odcina paroprzepuszczalność.
Koncepcję ubierania się każdy wypracowuje indywidualnie. Ale generalnie co do góry to dwie warstwy (bielizna i SS) jako podstawa wśród znanych mi kolegów zdecydowanie przeważa.
Ja się poruszam w górach najwięcej zimą, zresztą lato to jest luz. Moja zimowa koncepcja ubierania jest następująca. Góra: bielizna nienasiąkliwa (tzw termiczna) i lekkie SS i to wystarcza na prawie wszystko. Na grani doubieram się bardzo lekkim paclite (też z wywietrznikami) jest też awaryjne na deszcz. Na przerwach i kibel - sweter puchowy. Wielką uwagę przykładam do dokładnego regulowania komfortu cieplnego przez dogrzewanie głowy i rąk. Na szyi mam kominiarkę, w plecaku buff, trzy pary rękawic (normalne, jedwabne cienkie i łapawice z membrany)
Dół: półkalesony i wysokie skarpety (50% merino) i bardzo lekkie spodnie HS Raaba - mają trzy zamki i można bardzo łatwo dowolnie regulować wentylacje, przechwytując np przy kolanach. Sprawdza się to w zakresie -20 + 5. Wagowo wszystko jest po około 300 g czyli to ekstremalnie lekki set.
W lecie w plecaku mam minimalistyczne paclite HS i te spodnie Raaba. Na sobie różnie, ale w upały chodzę w bawełnie.
Pozdro
Wiesiek
Dół: półkalesony i wysokie skarpety (50% merino) i bardzo lekkie spodnie HS Raaba - mają trzy zamki i można bardzo łatwo dowolnie regulować wentylacje, przechwytując np przy kolanach.
Czyli kolana, miejsce z najmniejsza ilością "mięsa", masz nieogrzewane? ;)
Wujot
Weź pod uwagę, że w zimie opady mają inną charakterystykę, a śnieg zachowuje się inaczej niż woda.
W lecie miałem porównanie swojego Gore i jakiegoś dobrego (podobno) soft shella znajomego - ten sam deszcz, to samo przejście. Ja byłem względnie suchy, kolega przemoknięty i definitywnie wkurzony.
Ubranie się w "Hard Shell" pozwala się rozpiąć, zdjąć lekką kurtkę jak nie pada i zostać w dopasowanym do warunków polarze.
Ale oczywiście zgadzam się w całej rozciągłości - każdy musi wypracować własne metody, które pasują do jego warunków i potrzeb.
U mnie na lato/jesień na dłuższe z chodzeniem przed/po zmroku ale zamykające się w jednej dobie wędrówki wygląda to tak: bielizna "Termoaktywna"/"termiczna"/nienasiąkliwa czy jak ją zwać + lekka bluza polarowa + gruby polar + Gore Pro. Spodnie Dynam (HiMountain) bądź podobne + spodnie przeciwdeszczowe. Skarpety z dużą zawartością wełny Merino, buty w pełni skórzane bez membrany na lato (Engadin) i AirRevolution Meindla na zimę. Rękawice - jedne z gore, jedne na wiatr/chłód. Czasem zamiast Gore Pro biorę Active/paclite żeby zaoszczędzić te kilka g.
W zimie wymieniam gruby polar na kurtkę puchową, czasem bluzę puchową w zależności od warunków, a cienki polar potrafi zostać w domu. Dół oczywiście kalesony, oraz dostosowane do warunków spodnie.
Oczywiście takie akcesoria jak Buff, okulary, czapka w plecaku są.
Panowie jeszcze jedno pytanie. Bo tak, czytam i czytam i mam metalik w głowie. Napalilem się na aku wysokie że skóry, ale wyczytałem, że mogą być podejsciowki. Dało by radę?
Wysłane z mojego HTC Desire 626 przy użyciu Tapatalka
Czyli kolana, miejsce z najmniejsza ilością "mięsa", masz nieogrzewane? ;)
Przeciwnie kalesony mam za kolana a spodnie rozpinam powyżej i poniżej kolan.
W kwestii chodzenia w deszczu - raczej oczywiste jest, że musi to być HS ale nikt nie każe poruszać się w tym gdy nie pada. SS jest zdecydowanie lepsze od polaru bo jednak chroni przed wiatrem. Czyli to po prostu lekki zewnętrzny ciuch na wiatr i ewentualny krótki niewielki opad. Polary wyrzuciłem ze swojego ekwipunku zimowego bo waga, objętość i izolacja wypadają słabiutko w porównaniu z puchówkami. Za to w lecie może być.
Ponieważ są w sprzedaży całkiem niezłe, bardzo lekkie i tanie (ale mało trwałe ) paclite z oddychającego PU to jest to teraz mój wybór - wcześniej miałem Gore XCR a także event czyli najlepsze membrany to mam porównanie. Za 1/4 ceny masz ciuch wytzymujący 2 lata a jak go podrzesz to nie płaczesz.
Pozdro
Wiesiek
Panowie jakie polecacie góry,
Gorce i wszystkie Beskidy jakie tylko mają tę cześć w nazwie.
Panowie jeszcze jedno pytanie. Bo tak, czytam i czytam i mam metalik w głowie. Napalilem się na aku wysokie że skóry, ale wyczytałem, że mogą być podejsciowki. Dało by radę?
Jeżeli mówisz o butach, to w góry do wycieczek zdecydowanie wysokie buty usztywniające kostkę. Podejściówki są bardzo fajne na krótkie ( jak sama nazwa wskazuje ) podejścia pod ścianę, ale nie zabezpieczają kostki i inaczej pracuje w nich noga. Moim zdaniem, trzeba mieć trochę doświadczenia, żeby bezpiecznie chodzić w podejściówkach ze względu własnie na sztywną podeszwę, ciężar buta i brak usztywnienia kostki.
Wszystkie :D
Jeśli nie bywałeś wcześniej i masz blisko to jak kolega pisał Beskidy. Jak wsiąkniesz to już potem będziesz wiedział gdzie jechać. Tatry też da się odwiedzić będąc "zielonym" ;-)
Panowie jeszcze jedno pytanie - i mam nadzieję, że ostatne. Jak to jest z tym szlajaniem się po górach? Niby w regulaminie pisze, że od zmierzchu do świtu. Ścigają po nocach graniami niedzielnych fotografów? Czy olać to i lecieć na wschód słońca?
Wysłane z mojego HTC Desire 626 przy użyciu Tapatalka
Nie słyszałem o takiej sytuacji
Panowie jeszcze jedno pytanie - i mam nadzieję, że ostatne. Jak to jest z tym szlajaniem się po górach? Niby w regulaminie pisze, że od zmierzchu do świtu. Ścigają po nocach graniami niedzielnych fotografów? Czy olać to i lecieć na wschód słońca?
Olać i lecieć. Unikać obszarów objętych ochroną ścisłą - dla dobra zwierząt.
Lecieć na wschód, po stronie słowackiej nawet na graniach biwakują co sam parę razy widziałem.
Jak na wschód i pod słońce, to Krywań. Całe Tatry jak na dłoni, wyżej i dalej się nie da.
Tak se pomyślałem :-D
Próbował może ktoś ?
Olać i lecieć. Unikać obszarów objętych ochroną ścisłą - dla dobra zwierząt.
Nie olewać i wziąć pod rozwagę, że w nocy Tatry są dla zwierząt, a nie dla ludzi. Warto to uszanować i pamiętać o tym za każym razem jak padnie pomysł wyjścia w nocy. Nie mówię, żeby wcale nie chodzić, ale jednocześnie, nie może to być codzienna praktyka, a wyjątek.
Nie olewać i wziąć pod rozwagę, że w nocy Tatry są dla zwierząt, a nie dla ludzi. Warto to uszanować i pamiętać o tym za każym razem jak padnie pomysł wyjścia w nocy. Nie mówię, żeby wcale nie chodzić, ale jednocześnie, nie może to być codzienna praktyka, a wyjątek.
Oczywiście! Napisałem w skrócie i trochę to zabrzmiało nonszalancko. Jestem jak najbardziej za zakazami które mają na celu chronić przyrodę i zwierzęta. Jednak świadoma turystyka, zachowanie ciszy na szlaku i wyjście w 1-2 osoby w góry w nocy wiele złego nie zrobi. Zawsze można też rozważyć nocleg w schronisku i wtedy nie trzeba za wiele po nocach chodzić, żeby gdzieś dojść w fajne miejsce. Z tymi zakazami w polskich parkach narodowych to tak nie do końca się zgadzam, co nie znaczy że całkowicie je olewam (!). W wielu krajach w parkach narodowych można chodzić po nocach, są wydzielone miejsca na darmowy nocleg w namiocie, ale co najważniejsze - ludzie bardziej szanują przyrodę i zakazy/nakazy które i tam obowiązują. U nas niestety na szlakach w większości to "bydło wypuszczone z obory", zaśmiecające las, palące papierosy, pijące alkohol, głośna muzyka z telefonów czy przenośnego głośnika 20cm średnicy :evil: (co ostatnio widziałem w Karkonoszach).
To nie zakazy chronią zwierzynę tylko olej w głowie. Mieszkam w kraju gdzie tych zakazów nie ma i zwierzęta żyją. Mogę poruszać się gdzie chcę i spać praktycznie gdzie chcę, czy to park narodowy czy nie.
Wybieram się w Bieszczady, może tarnica, może carynska, jeszcze się zobaczy.
Wysłane z mojego HTC Desire 626 przy użyciu Tapatalka
Kogo to obchodzi gdzie się wybierasz na pewno nie w tym wątku. A obchodzi pewnie nie jednego że jak przetniesz opakowanie po 2 litrowym soku a dla niejadków po litrowym soku na pół to mamy świetna lekką menażkę. Można ją umyć i wykorzystać ponownie lub wyrzucić po powrocie do kosza. W zaufaniu powiem Wam że nic tak się nie sprawdza do noszenia wody jak opakowanie po mleku konieczne składane z zakrętką. Myje się takie opakowanie i można wykorzystać jako butelka z wodą do gotowania posiłków. Wszystko sprawdzone w Alpach gdzie waga plecaka to był priorytet podczas wchodzenia na szczyty.
Ale czekaj. Nie chciałbym źle zrozumieć. Biorąc pod uwagę wagę sprzętu brałeś "napój w kartonie"??
Minęły dwa lata i coś tam mogę napisać w odpowiedzi na swoje własne pytanie. :P Może się to komuś przyda.
http://walasik.blogspot.com/2017/11/co-zabrac-ze-soba-w-gory.html
Pomijam fotograficzne sprawy, bo to kwestia mocno indywidualna.
Umbra mam pytanie nt tego polara i softa od Helikona. Możesz powiedzieć które to modele?
Osobiście mam Patriota, ale ciężko tą ochronę przed wiatrem potwierdzić...
Minęły dwa lata i coś tam mogę napisać w odpowiedzi na swoje własne pytanie. :P Może się to komuś przyda.
http://walasik.blogspot.com/2017/11/co-zabrac-ze-soba-w-gory.html
Pomijam fotograficzne sprawy, bo to kwestia mocno indywidualna.
Przydatne info. Dwie sprawy - nie dotyczy okresu ze śniegiem i mrozem no i z tym telefonem to trochę lepiej wygląda w rzeczywistości (przynajmniej w Tatrach). W dolinach rzeczywiście słabo ale ciut wyżej z reguły zasięg jest (często LTE nawet), jak nie polskie to słowackie sieci.
Softshell to Trooper, a polar Liberty.
Softshell to Trooper,
No pacz Pan. A w "środowisku" tak Troopera chwalą...
a polar Liberty.
A Liberciak to Patriot, tylko bez kaptura i z tym dodatkowym obszyciem na barkach.
Zresztą, jest opcja że mój już stary jest (6lat) i część właściwości stracił.
No nic, dzięki.
No pacz Pan. A w "środowisku" tak Troopera chwalą...
A Liberciak to Patriot, tylko bez kaptura i z tym dodatkowym obszyciem na barkach.
Zresztą, jest opcja że mój już stary jest (6lat) i część właściwości stracił.
No nic, dzięki.
Wiem, że Troopera chwalą, bo mnie go też ktoś polecił (bodajże Rafał z kanału RR, który wrzuca też swoje foty na forum). :) Oglądałem też pozytywne recenzje na youtubie, ale w moim przypadku zupełnie się ten zakup nie sprawdził. Może mnie po prostu nie przekonuje idea softshella.
A co do polara, to możliwe. Mój też mam wrażenie, że grzeje mniej niż na początku. Jednak jeżeli chodzi o ochronę przed wiatrem, to na pewno jest większa niż w przypadku swetra. ;)
ochronę przed wiatrem, to na pewno jest większa niż w przypadku swetra. ;)
To wiadomo. ;)
Ja dokupiłem Windrunnera i dobrze jest. Chroni przed wiatrem, a jak niepotrzebny, to się fajnie kompresuje.
To może inni dopiszą co zabierają nie tylko w góry typu Tatry ale Beskid, Pieniny i ogólnie pod turystykę i fotografie.
Mój zestaw:
1 Kurtka - The North Face 3 w 1 Hyvent, dziesięć lat i nadaje się do chodzenia,choć już widać zużycie miejscowe.
Berghaus 8 lat kurtka bardziej na zimę, nie widać oznak zużycia.
2 Polary: The North Face(100), Berghaus(100) Mountain Equipment(200) wszystkie po 10 lat stan idealny, nie byłem zadowolony z Fjord Nansen słabe szycie i materiał.Kiedyś używałem lekkiego windstoppera kupionego jeszcze na Stadionie XX-lecia bardzo byłem zadowolony,choć jakość była słaba, czasem zabieram rowerowy windstopper GORE BIKE WEAR.
3 Bielizna termoaktywna - Spaio i Craft
4 Spodnie trekkingowe - Montane ok 8 lat i zero zniszczenia !!!
Lekkie spodnie turystyczne oraz krótkie na lato The North Face ok 10 lat i dalej służą dobrze, chodź widać ślady zużycia miejscowego. Czasem używałem rowerowych GORE BIKE WEAR z Gore Texu.
5 Buty - Skarpa 10 lat i stan idealny, tylko skóra lekko poobcierana, buty bez Gore, skóra. Krótkie Merrell po 6 lat chodzenia, ok 5 par przez 10 lat i żadne się nie rozsypały, sandały ok 7 lat Keen, jedyne oznaki zniszczenia to bardziej wyblakła skora.
6 Skarpety - Smartwool MOUNTAINEERING EXTRA HEAVY CREW,TREKKING HEAVY CREW skarpety nie do zdarcia z wełny merino, rewelacyjne , ok 8 lat chodzenia, oczywiście tylko po górach nie na co dzień :)
7 Rękawicę na zimę GORE BIKE WEAR z Gore Texu.
8 Buff Headwear - polar + materiał
9 Plecak - Deuter, najlepsza jakość do ceny, świetny system nośny, bardzo dobre wykonanie, 3 plecaki w tym jeden 10 lat.
10 Czołówka - Petzl ok 10 lat i bez problemu działa dalej.
11 Termos - Thermos, dobrze trzyma ciepło:)
12 Mapy - papierowe jak najbardziej dokładne i aplikacje na telefon min. Mapy.cz, LocusMap, Maps me . Aplikacje z pogodą Yr, Meteo, Monitor Burz
Wszystkie ciuchy, buty kupiłem w UK, po rozmowie z wieloma osobami kupującymi przez ostatnie 4 lata w Polsce jakość butów Hanwag , Salomon, Kenn, Merrell są na dużo gorszym poziomie. Podobnie z kurtkami np
The North Face.Być może na Polskę trafia nie pierwszy gatunek a trzeci i z stąd problemy. Jakie są wasze spostrzeżenia ?
Z plecakiem się zgadzam, testowałem różne, całkiem ok był Gregory, ale chyba faktycznie Deuter najlepszy jakościowo. Ja w sumie każdy plecak w życiu miałem po około 6-7 lat, więc na pewno warto zainwestować. Ja bym do listy dorzucił jeszcze dobre kije trekkingowe.
Antek123
17-11-2017, 21:46
Przede wszystkim Rozsądek :)
Panowie jak się ubieracie w nasze piękne polskie góry zimą? Bielizna termo, polar, softshell przy aktywnosci a na postoju puchówka?
Tak dla mnie na dół leginsy a jak zimno to spodnie z gore. Jak stoję ubieram puch Cumulusa lekki i ciepły.
Na postój mam Incredilite od Cumulusa. Nic lepszego nie da się znależć jeśli chodzi o stosunek waga/ciepło.
:-) Można by to zamienić na primaloft ale w sumie jak się gania to nie jest zimno.
Z plecakiem się zgadzam, testowałem różne, całkiem ok był Gregory, ale chyba faktycznie Deuter najlepszy jakościowo. Ja w sumie każdy plecak w życiu miałem po około 6-7 lat, więc na pewno warto zainwestować. Ja bym do listy dorzucił jeszcze dobre kije trekkingowe.
Będąc w Anglii przymierzałem się jeszcze do plecaka Osprey który był tam dosyć często widoczny na plecach ludzików w mieście i górach, ja jednak wybrałem Deutera który wydawał mi się lepiej wykonany i system nośny wydawał mi się lepszym rozwiązaniem jak i wygoda. Po kilku latach nie żałuje, dziewczynę namówiłem 4 lata temu i również jest bardzo zadowolona.
Kije trekkingowe tak ,ale czasem jak priorytetem są zdjęcia zabieram statyw i podpieram się nogą od statywu w miejscach o dużym nachyleniu czy jak szlak oblodzony.
Zapomniałem dopisać kurtki puchowej The North Face, chyba 7 sezon, stan bardzo dobry na ekstremalnie niskie temperatury ale to głównie pod zdjęcia, gdy stoimy w miejscu o wschodzie przy niskiej temperaturze i czekamy na odpowiednie warunki.
Do skarpet na lekkie trasy mam jeszcze Icebreaker, ze skarpet jestem bardzo zadowolony natomiast koszulka i cienka bluza Icebreaker zdecydowanie nie dla mnie, czuje jak mnie to gryzie i lezy to w szafie, choć naczytałem się o superlatywach i braku uczucia gryzienia kilka lat temu i do dzisiaj nie jestem za tym.
- - - - kolejny post - - - - - -
Panowie jak się ubieracie w nasze piękne polskie góry zimą? Bielizna termo, polar, softshell przy aktywnosci a na postoju puchówka?
Na zimę tylko wędrówka.
Bielizna termoaktywna , na zimę inna jak na wiosnę czy jesień, polar 100 lub 200 w zależności od temperatury i kto jak marznie, kurtka, ja stosuje z powodzeniem od 10 lat The North Face 3 w 1 Hyvent.Skarpety Smartwool TREKKING HEAVY CREW
Na zimę, zdjęcia
Bielizna termoaktywna zimowa, polar 200, w ekstremalnie niskich temperaturach kurtka puchowa .Czasem dwie pary spodni w zależności od temperatury i od tego jak kto marznie stojąc w miejscu albo niewiele się ruszając. Dwie pary rękawiczek, jedne cienkie , drugie grube ,mogą być nawet narciarskie.Skarpety Smartwool MOUNTAINEERING EXTRA HEAVY CREW, o ciepłej czapce nie wspominając, dodatkowo Buff Headwear polar z materiałem .
- - - - kolejny post - - - - - -
Na postój mam Incredilite od Cumulusa. Nic lepszego nie da się znależć jeśli chodzi o stosunek waga/ciepło.
Moim zdaniem Cumulus ma słabe wykonanie, co do kurtki puchowej to nigdy nie miałem tej firmy wiec się nie wypowiem, ile masz to kurtkę ?
Edycja, sorki myślałem o Columbii :)
Ja mam już starego The North Face i dalej trzyma ciepło czasem piórko tyko gdzieś wyleci :)
To nie zakazy chronią zwierzynę tylko olej w głowie. Mieszkam w kraju gdzie tych zakazów nie ma i zwierzęta żyją. Mogę poruszać się gdzie chcę i spać praktycznie gdzie chcę, czy to park narodowy czy nie.
W kraju wielkości Polski z dziesięciokrotnie mniejszą liczbą ludności to się może udać :). Miło obudzić się nad jeziorkiem w górkach gdy obok jest stadko reniferów czy wołów piżmowych :). Jeśli wziąć pod uwagę że z 5 lat temu pozwolili tak w miarę spokojnie żyć drapieżnikom to nie zdziwiłbym się, jakby za jakiś czas wprowadzili nieco zasad.
3 Bielizna termoaktywna - Spaio i Craft
5 Buty - Skarpa 10 lat i stan idealny, tylko skóra lekko poobcierana, buty bez Gore, skóra. Krótkie Merrell po 6 lat chodzenia, ok 5 par przez 10 lat i żadne się nie rozsypały, sandały ok 7 lat Keen, jedyne oznaki zniszczenia to bardziej wyblakła skora.
9 Plecak - Deuter, najlepsza jakość do ceny, świetny system nośny, bardzo dobre wykonanie, 3 plecaki w tym jeden 10 lat.
Bielizna - tylko merino od Icebreaker
Buty - każdy ma inną stopę, nie ma żadnych zasad, duże sklepy spokojnie uznają reklamacje. Coraz częściej nosze niskie.
Plecak - żona sprezentowała przyjaciółce sprowadzonego na łuk Karpat z USA Deuter Act Lite Zero SL 45+15 (choć wg niej powinna sprezentować wrogowi), ja jestem niezadowolony z Deuterka Act Lite 50+10, który w końcu został. Producent pisze, że waży 1700 g z groszami, na wadze wychodzi że ponad 1900 g. Na OLX ktoś sprzedawał nieuzywanego, kupionego 10 lat temi Treksporta, wyprodukowanego jeszcze na Słowacji. Cudo. Lekkie i wygodne, za 150 zł. Trwałe jak pierun, bo poprzedni (identyczny) Treksport mojej żony był czochrany przez ostatnie 10-12 lat przez min 150 dni w roku (taki styl życia miała). Nie dajcie się łatwo nabrać na kolorowe reklamy :)
Namiot - mamy 4, ale wart uwagi jest jedynka Big Agnes o wadze, uwaga, 900 gram :) i chińska wersja z aliexpresu namiotu MSR Hubba Hubba. Chinole twierdzą, że użyli lepszych materiałów. Samonośna dwójka o rewelacyjnym stelażu, pozwalająca maksymalnie wykorzystać długość namiotu (ściany idą w górę niemal pionowo), o wadze chyba 2,1 kg za niecałe 700 zł z przesyłką? REWELACJA. POLECAM.
Dla tych, co chcą sprzętu trwałego nad wyraz to polecam ciężkie Marabuty. Mi się już nie chce nosić. Wolę dopłacić.
Śpiwór - ostatnio zakupiłem Małachowskiego Ultralight 500 II - rozwala system. Tyle do powiedzenia mam o nim.
Co do plecaka to Mamut trion guide bije wszystko na głowe.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.