Zobacz pełną wersję : d700 umarł
Słaby postrach, ja się nie boję :) A wręcz bym powiedziała, że się sympatyczny wydajesz ;) Ale wiem, wiem, skrzywiona jestem, ja wokół samych miłych ludzi widzę, heheh.
No widzisz, ale pokażę zaraz mojemu rodezjanowi tamten post ciupciaka, pewnie się piesiątko rozpłacze z żalu, że takiego ma pana-potwora. ;)
Są gusta i guściki :D o tym się nie dyskutuje :D
Słaby postrach, ja się nie boję
I nie masz powodów, dopóki pilnujesz gramatyki i ortografii, bo jak nie, to kęsim, kęsim!
Może tak jakąś kamerkę na Postępu?
byłem już prawie przekonany że brak wieści z frontu spowoduje obniżenie oglądalności. no bo o czym wtedy pisać ?
jakież było moje zdziwienie kiedy ponownie tu powrocilem...
wątki w cafe mają się czego wstydzić!
czy jest na sali socjolog? chętnie poznał bym opinię eksperta w sprawie tego tu fenomenu.
choć czy aby na pewno tak trudno zgadnąć w czym diabeł? :)
panno P. a może pani pokusi się o krótki komentarz,hm?
...
Skomentuję tak: gdzie diabeł nie może, tam mnie wyśle ;)
nie chwal dnia przed zachodem... (odpukać!)
czytam, czytam, czytam i pytam. PINY JUŻ PROSTE:)??? haha....
byłem już prawie przekonany że brak wieści z frontu spowoduje obniżenie oglądalności. no bo o czym wtedy pisać?
Na szczęście na podorędziu był ponury ryj moderatora. ;)
krzysiekn
25-11-2010, 16:08
ryj jak ryj,widziałem gorsze.w lusterku.wracając do głównego wątku serialu,co z pinami,stoją czy leżą? CHŁOPCY z "podstępu",pamiętajcie o gwarancji.:grin:
A ja właśnie obrabiam sesję i wzdycham, bo robiona na zapasie... Gdzie moje d700? U kuriera w ciężarówce? Na półeczce w magazynie?
może pokażesz swoje prace?;)
Dobry pomysł - będzie jak znalazł na czas oczekiwania.
Podaj link do strony - jest tam naprawdę co oglądać.
Oj wstydzę się trochę, że mnie artyści wyśmieją :/ Moje prace to takie rodzinne wyciskacze łez. Ale w sumie jak na ten serial - to w sam raz ;)
To miłego oglądania w takim razie :)
http://drozdaimmagine.blogspot.com/
-----------edit
agrest - a ty kim jesteś że mnie znasz? Dobijają mnie te różne nicki na różnych forach... Czy tak przez przypadek?
tomek20stencel5
25-11-2010, 20:15
No no no, zdjęcia moim zdaniem świetne :)
agrest - a ty kim jesteś że mnie znasz? Dobijają mnie te różne nicki na różnych forach... Czy tak przez przypadek?
Nie przez przypadek - od niedawna jestem na dzieckowobiektywie jako Adam (i tak mam na imię).
Też nie lubię tych nicków. Kiedy rejestrowałem się tutaj, nick Adam był już zajęty, chociaż do dziś nikt pod nim nie występuje.
Tak się akurat złożyło, że jednocześnie trafiłem na oba wątki, na obu forach.
Za dyskomfort przepraszam.
No no no, zdjęcia moim zdaniem świetne :)
Dziękuję bardzo. Chociaż jednej osobie się podoba 8-)
Nie przez przypadek - od niedawna jestem na dzieckowobiektywie jako Adam (i tak mam na imię).
Adam - już Cię kojarzę :)
Dziękuję bardzo. Chociaż jednej osobie się podoba 8-)
Nie tylko jednej.
Skomentuję tak: gdzie diabeł nie może, tam mnie wyśle ;)
Sprytnie. ;-) (if you know what i mean)
Ładna galeria. Zrobiona D700? :-P
Na szczęście na podorędziu był ponury ryj moderatora. ;)
Generalnie, to każdy ma czasami głupsze pomysły :-) (i mam tu zdecydowanie na myśli autora tamtego posta) -- ale weź; Chyba się na nas tu wszystkich nie obrazisz? :>
EDIT:
Zbanowany?! Za tego posta....? :-s
tomek20stencel5
25-11-2010, 23:35
Oj messer, widać, że nie znasz całego tematu. Koleżanka pinquin powiedziała, że aparat zepsuł się po jednej sesji, a w galerii jest więcej niż jedna sesja :P
EDIT:
Zbanowany?! Za tego posta....? :-s
Nieeee, to za mało by było. Za całokształt. ;)
Sprytnie. ;-) (if you know what i mean)
Ładna galeria. Zrobiona D700? :-P
ad.1 zawsze staram się być sprytna ;) Za komplement ślicznie dziękuję!
ad2. Galeria cała z d80. Ale rozumiem że ten wywieszony jęzor miał być naprowadzeniem na delikatny sarkazm :) W 3 tygodnie nie dałabym rady tyle cyknąć :)
A nie - przepraszam, początki kieszonkowym kompakcikiem :)
ad2. Galeria cała z d80. Ale rozumiem że ten wywieszony jęzor miał być naprowadzeniem na delikatny sarkazm :) W 3 tygodnie nie dałabym rady tyle cyknąć :)
Sobie, khe khem, wypraszam. Żaden jęzor. I żaden wywieszony. Ot, co najwyżej lekko wysunięty w kierunku kącika ust...
Sarkazm? -- dziękuję za komplement, jako płeć z "pieskim ryjem" -- mniej ślicznie.
;-)
masz jakies info? aparat padł ???
O nie, mów szybko o co common bo poziom grozy wzrósł 100 krotnie!! Popsuli go jeszcze bardziej?
Ja będę robił za tło:
[uderzenie pioruna rozświetla zbliżającą się sylwetkę. Narasta nieznośna, niepokojąca muzyka, kraczą wrony]
Tak dla klimatu.
kacperek
26-11-2010, 20:56
d700 umarł, wątek też :(
I tym akcentem, zbliżamy się powoli do rozpoczęcia sezonu 2 :)
Nie, nie, nie! Nie chcę takiego zakończenia drugiego sezonu. Może jednak będzie coś optymistycznego?
chociaż nie udzielałem się jeszcze w tym wątku a jedynie czytałem to muszę dodać swoje dwa grosze- ratujcie te d700!!! może jakiś spec się znajdzie i pomoże koleżance.. szkoda by było takiego zakończenia:/
d700 umarł, wątek też :(
http://www.youtube.com/watch?v=XiMaVeeTn7A
Przy czym On umarł, zdaje się, już na samym początku wątku? Tak sugerując się tytułem...
Oj, to tylko trajler drugiego sezonu taki był dramatyczny. Oczywiście rację ma messer, bo Nikoś nie żyje od dawna. Może zmartwychwstanie, ale na to trzeba trochę poczekać - oby nie do Wielkiej nocy!
Chodziło mi raczej o to że wątek opustoszał, ale widzę, że mnie nie opuściliście, tylko kibicujecie z ukrycia. Dziękuję więc :)
Oj, to tylko trajler drugiego sezonu taki był dramatyczny. Oczywiście rację ma messer, bo Nikoś nie żyje od dawna. Może zmartwychwstanie, ale na to trzeba trochę poczekać - oby nie do Wielkiej nocy!
Chodziło mi raczej o to że wątek opustoszał, ale widzę, że mnie nie opuściliście, tylko kibicujecie z ukrycia. Dziękuję więc :)
uff;) jest nadzieja
scottbiker
26-11-2010, 23:15
Ps. A jest już choć nadany numer klienta i hasło do sprawdzenia statusu naprawy??
Może warto zrobić demonstrację na podstępu, której by przyświecały hasła szybkiej gwarancyjnej naprawy tego d700.
Ps. A jest już choć nadany numer klienta i hasło do sprawdzenia statusu naprawy??
Może warto zrobić demonstrację na podstępu, której by przyświecały hasła szybkiej gwarancyjnej naprawy tego d700.
Sprzęt jest oddany w ramach rękojmi, więc z postępu dogaduje się sprzedawca, a nie ja bezpośrednio. Dopóki mnie nie zawiadomią co i jak - nic nie wiem...
Ps. A jest już choć nadany numer klienta i hasło do sprawdzenia statusu naprawy??
Może warto zrobić demonstrację na podstępu, której by przyświecały hasła szybkiej gwarancyjnej naprawy tego d700.
Ta. I już widzę kontrmanifestacje z hasłami: "Kill him, finish him!" -- a wiesz, po 11 listopada w tym roku wiemy, jak się to kończy.
Umówmy się. Żyjemy w Polsce.
Skoro harcerski krzyż o mały włos nie doprowadził do wojny domowej, to dlaczego podobnie nie miałoby się stać z tym pogiętym d700? O czym świadczyć może zresztą popularność wątku ;->
Oczywiście rację ma messer
Oczywiście!
He, he.
;)
Wszystko zaczęło się od okrutnej zbrodni. W pierwszym poście poznajemy bohaterów historii, niestety ten główny jest już zimnym trupem. Skoro tylko czytelnicy trafili na świeże zwłoki, natychmiast domagają się wyjaśnień: kto, jak i dlaczego. Główną Podejrzaną jest Koleżanka "pinguin", która nawet spojrzeniem awatara stara się stopić twarde serca detektywów badających sprawę. Świeżo poznana Główna Podejrzana broni się (jak to już wszyscy podejrzani mają w zwyczaju...), tłumacząc, że kto jak kto, ale Ona nie ma z tą zbrodnią absolutnie nic wspólnego. Jej argumenty może i nie przekonają prokuratora, sędziego czy też serwisanta, lecz czytelnicy już pomału biorą Jej stronę, nie zauważając drugiej ofiary, która wprawdzie szczęśliwie przeżyła zajście, lecz na swym leksarowym ciele do dziś nosi wyraźne ślady przemocy (ba gwałtu nawet...). Jak takie traumatyczne przeżycia wpłyną na jej psychikę? Mimo iż jest 8-śmio gigową Profesjonalistką, to pewnie już nigdy nie będzie transferować plików z taką przyjemnością jak kiedyś.
Tu następuje zwrot akcji, Główna Podejrzana bezwstydnie oskarża wdowę po denacie o spowodowanie jego śmierci (czy już wspominałem, że Profesjonalna Leksarka była jego żoną, wszak sam Nikon pobłogosławił ich związek, dodając odpowiedni zapis w Instrukcji Użytkownika). Na wszelki wypadek pojawiają się też informacje o trudnym dzieciństwie zarówno zmarłego, jak i jego małżonki (...pewnie ich w fabryce nie tak zmontowali...). Przesłuchanie trwa, a tu do głosu dochodzą "łowcy skór" (no może w tym przypadku gum), proponując aby Główna Podejrzana dodatkowo zbeszcześciła zwłoki obdzierając je nie tylko z godności, ale i z nowiutkich powłok antypoślizgowych. Dobre organy zawsze w cenie - szajka nieautoryzowanych użytkowników cyjanoakrylu i butaprenu nie przejmuje się łzami serwisantów, którzy tak lubią przyklejać nowe gumy (jedne na lato, drugie na zimę - bo odpadają po pół roku...).
By uspokoić swe skołatane sumienie, dobrze nam już znana Główna Podejrzana zanosi zwłoki do nekromancera o złowrogo brzmiącym imieniu ZegarMistrz, który jednakże nie podejmuje się odprawić obrządku wskrzeszania. Pewnie nigdy się nie dowiemy czy zabrakło mu odpowiedniego zaklęcia, punktów "many", czy może wystraszył się słusznego gniewu bardzo wpływowego jak widać środowiska Postępowców. Takim sposobem do klasycznego kryminału wplotły się elementy horroru. Zresztą uważny czytelnik pewnie zorientował się, że utwór ten łączy niezwykle szeroką gamę gatunków literackich. Ba, mamy nawet elementy klasycznej tragedii greckiej, w której Główna Podejrzana przechodzi rozliczne rozterki, a z tła doradza jej chór głosów (prostuj piny, prostuj piny...).
Gdy już prawie udaje się nam dokonać klasyfikacji utworu, wątek złośliwie zamienia się w thriller prawniczy (oczywiście za sprawą Głównej Podejrzanej), która wprost perwersyjnie planuje popełnienie kolejnej zbrodni - chce zrękojmiować niczego nie spodziewającego się Fotiego vel Jokera. To właśnie on, nie dalej jak trzy tygodnie temu zapoznał Ją z denatem i jego małżonką. Co gorsza, grono czytelników co rusz usłużnie podsuwa podsuwa nowe narzędzia czynu np. tasak niezgodności ustawowej. Sezon pierwszy kończy się na przekazaniu wdowy i zwłok denata Fotiemu vel Jokerowi, który ma podjąć dalsze kroki.
Rzesza czytelników z niecierpliwością czeka na sezon drugi, w którym ma nadzieję poznać opinię biegłych z CSI-Postępu. Co jeszcze może się zdarzyć? Jakie nieoczekiwane zwroty akcji przyniesie nam czas? Na te, oraz masę innych pytań poznamy odpowiedź w kolejnych odcinkach, o ile oczywiście któryś Mroczny Moderator nie zechce zainterweniować pozbawiając rzesze nikoniarzy ich podstawowej od kilku dni lektury.
Ps. Czy zwróciliście kochani uwagę na nika Głównej Podejrzanej, czyż samo jego brzmienie (pin-guin) nie wskazuje na zbrodnicze zamiary w stosunku do pinów? Czy cała sprawa nie jest oczywista, ba może nawet zbyt oczywista? Jaki w niej udział odgrywał porzucony, zazdrosny i zrozpaczony D80. Jakie myśli mogły się wykluć pod jego pryzmatem, kiedy leżał w aksamitnych mrokach torby fotograficznej?
Z niecierpliwością czekamy na kolejne odcinki.
:)
Na koniec mały bonus:
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2010/11/3_1290810778-1.jpg
źródło (http://obrazki.elektroda.net/3_1290810778.jpg)
Wszystko zaczęło się od okrutnej zbrodni. W pierwszym poście poznajemy bohaterów historii, niestety ten główny jest już zimnym trupem. Skoro tylko czytelnicy trafili na świeże zwłoki, natychmiast domagają się wyjaśnień: kto, jak i dlaczego. Główną Podejrzaną jest Koleżanka "pinguin", która nawet spojrzeniem awatara stara się stopić twarde serca detektywów badających sprawę. Świeżo poznana Główna Podejrzana broni się (jak to już wszyscy podejrzani mają w zwyczaju...), tłumacząc, że kto jak kto, ale Ona nie ma z tą zbrodnią absolutnie nic wspólnego. Jej argumenty może i nie przekonają prokuratora, sędziego czy też serwisanta, lecz czytelnicy już pomału biorą Jej stronę, nie zauważając drugiej ofiary, która wprawdzie szczęśliwie przeżyła zajście, lecz na swym leksarowym ciele do dziś nosi wyraźne ślady przemocy (ba gwałtu nawet...). Jak takie traumatyczne przeżycia wpłyną na jej psychikę? Mimo iż jest 8-śmio gigową Profesjonalistką, to pewnie już nigdy nie będzie transferować plików z taką przyjemnością jak kiedyś.
Tu następuje zwrot akcji, Główna Podejrzana bezwstydnie oskarża wdowę po denacie o spowodowanie jego śmierci (czy już wspominałem, że Profesjonalna Leksarka była jego żoną, wszak sam Nikon pobłogosławił ich związek, dodając odpowiedni zapis w Instrukcji Użytkownika). Na wszelki wypadek pojawiają się też informacje o trudnym dzieciństwie zarówno zmarłego, jak i jego małżonki (...pewnie ich w fabryce nie tak zmontowali...). Przesłuchanie trwa, a tu do głosu dochodzą "łowcy skór" (no może w tym przypadku gum), proponując aby Główna Podejrzana dodatkowo zbeszcześciła zwłoki obdzierając je nie tylko z godności, ale i z nowiutkich powłok antypoślizgowych. Dobre organy zawsze w cenie - szajka nieautoryzowanych użytkowników cyjanoakrylu i butaprenu nie przejmuje się łzami serwisantów, którzy tak lubią przyklejać nowe gumy (jedne na lato, drugie na zimę - bo odpadają po pół roku...).
By uspokoić swe skołatane sumienie, dobrze nam już znana Główna Podejrzana zanosi zwłoki do nekromancera o złowrogo brzmiącym imieniu ZegarMistrz, który jednakże nie podejmuje się odprawić obrządku wskrzeszania. Pewnie nigdy się nie dowiemy czy zabrakło mu odpowiedniego zaklęcia, punktów "many", czy może wystraszył się słusznego gniewu bardzo wpływowego jak widać środowiska Postępowców. Takim sposobem do klasycznego kryminału wplotły się elementy horroru. Zresztą uważny czytelnik pewnie zorientował się, że utwór ten łączy niezwykle szeroką gamę gatunków literackich. Ba, mamy nawet elementy klasycznej tragedii greckiej, w której Główna Podejrzana przechodzi rozliczne rozterki, a z tła doradza jej chór głosów (prostuj piny, prostuj piny...).
Gdy już prawie udaje się nam dokonać klasyfikacji utworu, wątek złośliwie zamienia się w thriller prawniczy (oczywiście za sprawą Głównej Podejrzanej), która wprost perwersyjnie planuje popełnienie kolejnej zbrodni - chce zrękojmiować niczego nie spodziewającego się Fotiego vel Jokera. To właśnie on, nie dalej jak trzy tygodnie temu zapoznał Ją z denatem i jego małżonką. Co gorsza, grono czytelników co rusz usłużnie podsuwa podsuwa nowe narzędzia czynu np. tasak niezgodności ustawowej. Sezon pierwszy kończy się na przekazaniu wdowy i zwłok denata Fotiemu vel Jokerowi, który ma podjąć dalsze kroki.
Rzesza czytelników z niecierpliwością czeka na sezon drugi, w którym ma nadzieję poznać opinię biegłych z CSI-Postępu. Co jeszcze może się zdarzyć? Jakie nieoczekiwane zwroty akcji przyniesie nam czas? Na te, oraz masę innych pytań poznamy odpowiedź w kolejnych odcinkach, o ile oczywiście któryś Mroczny Moderator nie zechce zainterweniować pozbawiając rzesze nikoniarzy ich podstawowej od kilku dni lektury.
Ps. Czy zwróciliście kochani uwagę na nika Głównej Podejrzanej, czyż samo jego brzmienie (pin-guin) nie wskazuje na zbrodnicze zamiary w stosunku do pinów? Czy cała sprawa nie jest oczywista, ba może nawet zbyt oczywista? Jaki w niej udział odgrywał porzucony, zazdrosny i zrozpaczony D80. Jakie myśli mogły się wykluć pod jego pryzmatem, kiedy leżał w aksamitnych mrokach torby fotograficznej?
Z niecierpliwością czekamy na kolejne odcinki.
:)
Na koniec mały bonus:
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2010/11/3_1290810778-1.jpg
źródło (http://obrazki.elektroda.net/3_1290810778.jpg)
No to pojechałeś :]
Władca Pixeli
27-11-2010, 02:35
Ps. Czy zwróciliście kochani uwagę na nika Głównej Podejrzanej, czyż samo jego brzmienie (pin-guin) nie wskazuje na zbrodnicze zamiary w stosunku do pinów?
pin-guin to spolszczenie od pin-Queen czyli królowej pinów :mrgreen:
Wszystko zaczęło się od okrutnej zbrodni. W pierwszym poście poznajemy bohaterów historii, niestety ten główny jest już zimnym trupem. Skoro tylko czytelnicy trafili na świeże zwłoki, natychmiast domagają się wyjaśnień: kto, jak i dlaczego. Główną Podejrzaną jest Koleżanka "pinguin", która nawet spojrzeniem awatara stara się stopić twarde serca detektywów badających sprawę. Świeżo poznana Główna Podejrzana broni się (jak to już wszyscy podejrzani mają w zwyczaju...), tłumacząc, że kto jak kto, ale Ona nie ma z tą zbrodnią absolutnie nic wspólnego. Jej argumenty może i nie przekonają prokuratora, sędziego czy też serwisanta, lecz czytelnicy już pomału biorą Jej stronę, nie zauważając drugiej ofiary, która wprawdzie szczęśliwie przeżyła zajście, lecz na swym leksarowym ciele do dziś nosi wyraźne ślady przemocy (ba gwałtu nawet...). Jak takie traumatyczne przeżycia wpłyną na jej psychikę? Mimo iż jest 8-śmio gigową Profesjonalistką, to pewnie już nigdy nie będzie transferować plików z taką przyjemnością jak kiedyś.
Tu następuje zwrot akcji, Główna Podejrzana bezwstydnie oskarża wdowę po denacie o spowodowanie jego śmierci (czy już wspominałem, że Profesjonalna Leksarka była jego żoną, wszak sam Nikon pobłogosławił ich związek, dodając odpowiedni zapis w Instrukcji Użytkownika). Na wszelki wypadek pojawiają się też informacje o trudnym dzieciństwie zarówno zmarłego, jak i jego małżonki (...pewnie ich w fabryce nie tak zmontowali...). Przesłuchanie trwa, a tu do głosu dochodzą "łowcy skór" (no może w tym przypadku gum), proponując aby Główna Podejrzana dodatkowo zbeszcześciła zwłoki obdzierając je nie tylko z godności, ale i z nowiutkich powłok antypoślizgowych. Dobre organy zawsze w cenie - szajka nieautoryzowanych użytkowników cyjanoakrylu i butaprenu nie przejmuje się łzami serwisantów, którzy tak lubią przyklejać nowe gumy (jedne na lato, drugie na zimę - bo odpadają po pół roku...).
By uspokoić swe skołatane sumienie, dobrze nam już znana Główna Podejrzana zanosi zwłoki do nekromancera o złowrogo brzmiącym imieniu ZegarMistrz, który jednakże nie podejmuje się odprawić obrządku wskrzeszania. Pewnie nigdy się nie dowiemy czy zabrakło mu odpowiedniego zaklęcia, punktów "many", czy może wystraszył się słusznego gniewu bardzo wpływowego jak widać środowiska Postępowców. Takim sposobem do klasycznego kryminału wplotły się elementy horroru. Zresztą uważny czytelnik pewnie zorientował się, że utwór ten łączy niezwykle szeroką gamę gatunków literackich. Ba, mamy nawet elementy klasycznej tragedii greckiej, w której Główna Podejrzana przechodzi rozliczne rozterki, a z tła doradza jej chór głosów (prostuj piny, prostuj piny...).
Gdy już prawie udaje się nam dokonać klasyfikacji utworu, wątek złośliwie zamienia się w thriller prawniczy (oczywiście za sprawą Głównej Podejrzanej), która wprost perwersyjnie planuje popełnienie kolejnej zbrodni - chce zrękojmiować niczego nie spodziewającego się Fotiego vel Jokera. To właśnie on, nie dalej jak trzy tygodnie temu zapoznał Ją z denatem i jego małżonką. Co gorsza, grono czytelników co rusz usłużnie podsuwa podsuwa nowe narzędzia czynu np. tasak niezgodności ustawowej. Sezon pierwszy kończy się na przekazaniu wdowy i zwłok denata Fotiemu vel Jokerowi, który ma podjąć dalsze kroki.
Rzesza czytelników z niecierpliwością czeka na sezon drugi, w którym ma nadzieję poznać opinię biegłych z CSI-Postępu. Co jeszcze może się zdarzyć? Jakie nieoczekiwane zwroty akcji przyniesie nam czas? Na te, oraz masę innych pytań poznamy odpowiedź w kolejnych odcinkach, o ile oczywiście któryś Mroczny Moderator nie zechce zainterweniować pozbawiając rzesze nikoniarzy ich podstawowej od kilku dni lektury.
Ps. Czy zwróciliście kochani uwagę na nika Głównej Podejrzanej, czyż samo jego brzmienie (pin-guin) nie wskazuje na zbrodnicze zamiary w stosunku do pinów? Czy cała sprawa nie jest oczywista, ba może nawet zbyt oczywista? Jaki w niej udział odgrywał porzucony, zazdrosny i zrozpaczony D80. Jakie myśli mogły się wykluć pod jego pryzmatem, kiedy leżał w aksamitnych mrokach torby fotograficznej?
Z niecierpliwością czekamy na kolejne odcinki.
:)
Na koniec mały bonus:
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2010/11/3_1290810778-1.jpg
źródło (http://obrazki.elektroda.net/3_1290810778.jpg)
To się nadaje w całości do Srebrnych Ust !!! Kazwita jesteś moim idolem :-D. Dawno się tak nie uśmiałem.
Pozdrawiam, QuadMan
scottbiker
27-11-2010, 09:29
Sprzęt jest oddany w ramach rękojmi, więc z postępu dogaduje się sprzedawca, a nie ja bezpośrednio. Dopóki mnie nie zawiadomią co i jak - nic nie wiem...
Można zawsze się dogadać z sprzedawcą i raczej powinien podać takie informacje bo to jest twój sprzęt i masz prawo wiedzieć co się z nim dzieje. Sezon drugi byłby ciekawszy ;)
kazwita - prawie z fotela spadłem. No i cóż za piękny szkic.
Kazwita, jesteś prawdziwym artystą :D coś niesamowitego ;) mam nadzieję że moderatorzy nie zechcą wystąpić w tej "greckiej tragedii" w roli bogów i nie ześlą na nas "chaosu" spowodowanego zamknięciem wątku lub innymi strasznymi plagami ;]
Spłakałam się ze śmiechu, czytając podsumowanie sezonu> BOSKIE!
i tak pchnąłeś moje myśli na nowe tory. Ile w naszym życiu jest zapisane w gwiazdach, co jest naszymi decyzjami a co przeznaczeniem??? PINQUIN czyli królową pinów jestem już od kilkunastu lat - wybierając tego nicka, nie wiedziałam nawet jakiego nabierze znaczenia... Ale teraz - wszystko jasne!
Kazwita, jesteś prawdziwym artystą :D coś niesamowitego ;) mam nadzieję że moderatorzy nie zechcą wystąpić w tej "greckiej tragedii" w roli bogów i nie ześlą na nas "chaosu" spowodowanego zamknięciem wątku lub innymi strasznymi plagami ;]
Co najwyżej zaproszą Pannę P. i rzeszę wyznawców na kawę... ;-) I to bez pogodzenia się z odmową.
Podsumowanie -- chapeau bas!
PS
66 postów, wszystkie w _jednym wątku_! :-) Tego chyba jeszcze nie było...
Przeczytałem i jestem pełen podziwu dla elokwencji pióra kazwita.
Z dużą dozą niecierpliwości oczekuję II sezonu, z nadzieją iż zagości tam nie tylko wartka akcja, nowi bohaterowie, ale również romantyczna miłość okraszona odrobiną erotyki, a może i nawet szczyptą seksu ;)
Archibald
27-11-2010, 21:41
kazwita - proponuję Ci współudział w kolejnym ataku Spinacz Studio planowanym na najbliższą zimę - takich ludzi nam trzeba :mrgreen: Bosko Ci to wyszło, wielkie gratki! :-)
pin-guin to spolszczenie od pin-Queen czyli królowej pinów :mrgreen:
Świetne skojarzenie :-)
PS
66 postów, wszystkie w _jednym wątku_! :-) Tego chyba jeszcze nie było...
Taka jestem wierna ;)
Z dużą dozą niecierpliwości oczekuję II sezonu, z nadzieją iż zagości tam nie tylko wartka akcja, nowi bohaterowie, ale również romantyczna miłość okraszona odrobiną erotyki, a może i nawet szczyptą seksu
Zobaczymy, czy d700 wskrzeszony zostanie miłością czystą, czy nawiąże romanse jakieś...
Przeczytałem pierwszy tom powieści jednym tchem. Ale czy nie zauważyłem, czy też nikt nie polecił, by sprawdzić, czy aparat żyje czy już nie? Mianowicie wystarczyło pomiędzy te zwarte piny jakiś cienki izolator na chwilę wcisnąć i już dałoby się ocenić, czy w ogóle warto myśleć o wyginaniu pina czy też nie ma to najmniejszego sensu. Ale to tak na przyszłość, gdyby ktoś miał podobny dylemat. :)
A ja czekam na dalszy ciąg sagi.
Dziś na specjalne życzenie kol. "amirez" gorrrący wywiad z Lexar Pro 8GB.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://www.lexar.com/files/imagecache/product_photos_thumbnail/8GB_PRO_CF_233x.jpg)
Od kiedy pamiętam wołają na mnie „Lexi” i jak zapewne wiesz robię w rozrywce, lecz w przeciwieństwie do wielu moich koleżanek po fachu - jestem prawdziwą profesjonalistką. Mam złote serce, ale w większości przypadków ubieram się na czarno. Te błyszczące ciasne l(at)eksarowe ciuszki pozwalają mi nawiązać wiele cennych zawodowych kontaktów. Pytasz, co to za ósemka widnieje na mym lewym biodrze? Drętwi technokraci mówią, że tak się oznacza jakąś tam pojemność, ale ja jestem zdania, że gdy spojrzysz na mnie pod właściwym kątem, (gdy leżę…), zwykła ósemka magicznie przeistacza się w symbol nieskończoności. Taką właśnie nieskończoną rozkosz mogę dostarczyć twojemu „body”. Pamiętaj jednak, ja nie zadaje się z ubogimi frajerami! Twoje body musi być wypasione - jak nie masz slotu od słynnego paryskiego projektanta Compacta de Flasha, to spadaj na drzewo! Cieniasy chwalące się swoimi slotami SD czy MS nie wzbudzają we mnie nawet litości, ja nimi szczerze gardzę. Ktoś taki nigdy nie dostarczy mi danych w odpowiednim tempie, bo ja jestem 233x szybsza niż nasze prababcie z epoki JPG’a łupanego, a do tego mam bieliznę marki UDMA.
Jak widzisz rozgadałam się trochę nie na temat, a miałam przecież opowiedzieć o tym smutnym zdarzeniu z miłością mojego życia - D700. Wszystko zaczęło się jakieś trzy tygodnie temu. Stałam sobie grzecznie, wśród koleżanek i kuzynek, na najwyższej półeczce w salonie mojego menadżera Fotiego vel Jokera, jak zwykle starając się wyglądać odlotowo. Musiałam trzymać klasę, by plebs z niższych pięter nie pchał się na moją półeczkę. Foti dobrze wie jak zarządzać takim „interesem”, nigdy nie pozwala sobie na wysyłanie dziewczyn z mojej paczki do klientów z chudymi portfelami. Na tanie imprezy ze słabym transferem wysyła te skośnookie imigrantki z Chin. Nam proponował tylko odjazdowe sesje na odpowiednim poziomie. (Wiecie jak to jest, jeżeli gościu ma odpowiednie „body” to od razu wiadomo, że ma klasę - i kasę…). Taka polityka przynosi wymierne efekty, wiecie ile ślubów „zrobiły” moje kuzynki, niektóre szczęściary trafiały też na „ostrzejsze” sesje w studio, ba nawet w plenerze... Dobrze, już wracam do tematu, nie musisz mnie tak poganiać. Na czym to ja stanęłam, acha – był piękny jesienny dzień, gdy do salonu weszła Ona, mówię Ci, aż mi ciary przeszły po stykach jak zobaczyłam tę Jej czerwoną kokardę w białe groszki. Gdzieś w czeluściach całej mej krzemowej duszy wyraźnie czułam, że jeszcze będę miała przez nią nieliche kłopoty. Zachciało jej się nowego Nikosia, bo swojego eksia - D80 zamęczyła już prawie na śmierć. Foti sięgnął pod ladę, wyciągnął sporą złotą paczkę, otworzył i… po raz pierwszy w życiu zmiękły mi rowki na prowadnice. D700 - to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie chciałam już żadnego innego. Gdy Foti sięgnął w kierunku mojej półeczki - wprost rzuciłam się w jego dłonie. Dzięki temu, że byłam szybsza od koleżanek (mówiłam już - jestem z klanu 233x), mogłam się wnet cieszyć pełnym zespoleniem z moim wybranym. Nieśmiało otworzył przed moimi stykami swój slot, i już po chwili transferował do mojej pamięci pierwsze obrazy – salon, test do sprawdzania układu AF. Na koniec zapodał kilka szybkich obrazów na najwyższym ISO. Tej pierwszej sesji nigdy nie zapomnę - no chyba, że Ona mnie sformatuje. Mówię Ci, te trzy tygodnie były najlepszymi chwilami mojego życia, pomagałam mojemu D700 w opróżnianiu bufora, przygarniałam wszystkie jego RAW’y i JPG’i. Zawsze był taki szarmancki, dawał mi pięknie spakowane megabajty, i ta jego klata – mówię Ci prawdziwa „pełna klata”. Kto raz spróbuje, ten już nie chce więcej widzieć tych DX’owych bubków z ich śmiesznymi cropami. Kilka razy musiałam przeżywać bolesne chwile rozłąki – oczywiście za Jej sprawą, przedstawiała mnie wtedy jakiemuś okropnemu czytnikowi. Wyobrażasz sobie - jak strasznie cierpiałm, gdy ten podlec wysysał ze mnie wszystkie obrazy, pochodzące z matrycy mojego ukochanego. Złośliwie mrugając lampką „busy”, nie oszczędzał żadnego piksela, bezwstydnie odczytywał nawet najdrobniejsze przejścia tonalne. Do dziś nie wiem, co on robił z tymi gigabajtami, ale widziałam podejrzany czarny przewód USB biegnący do szumiącej skrzyni. Postanowiłam, że będę twarda – pokornie zniosę wszystkie upokorzenia w imię miłości. Niestety nadszedł ten okropny dzień – gdy tylko wyzwoliłam się z lepkich objęć koszmarnego czytnika, w ekstazie zdążałam prosto do slotu mojego ukochanego. Pchała mnie tam ze zwierzęcą namiętnością jakaś niezrozumiała siła, tak gwałtownie, że nie zważałam na słaby jęk protestu. Dopiero, gdy usłyszałam głośny krzyk K*** MOJE PINY, oprzytomniałam na tyle by dostrzec na sobie szpetną szramę. Mój ukochany jęknął jeszcze CHA ERR i umilkł. Wtedy poczułam ten okropny chłód płynący od jego migawki. Cała litowo-polimerowa energia akumulatora nie była w stanie go ożywić. Do dziś nie dał znaku życia - pozostał głuchy na moje żałosne prośby - o chociaż jeden bajt danych. Dalsze wydarzenia pamiętam jak przez mgłę, chyba byłam w salonie Fotiego, coś tam ze do mnie mówił jakiś obcy czytnik, ale nie jestem tego całkiem pewna. Ona (ta z kokardą) - przez kilka dni stukała w klawiaturę podłączoną to tej szumiącej skrzyni, następnie spakowała mojego ukochanego do złotego pudła, mnie zaś bezwzględnie wcisnęła do przegródki w portfelu. Na odchodnym usłyszałam jeszcze mrożący elektrony w przewodach, złośliwy chichot dochodzący ze starej torby fotograficznej. Słyszałam, że w tych slumsach gnieździ się D80 z tą jego okropną SD-lafiryndą. Trafiłam ponownie do Fotiego, dalej jestem blisko mojego ukochanego. Podobno ma nas wysłać w daleką podróż, do krainy serwisantów, oni dzięki „postępowym” zaklęciom mają obudzić mojego D700. Ja wiem, że on nie umarł – tylko śpi.
Na koniec bonus:
Nawet najtwardsze piny pokłonią się swojej Królowej...
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2010/11/30_1290903691-1.jpg
źródło (http://obrazki.elektroda.net/30_1290903691.jpg)
Pozdrawiam.
Brawo kazwita! Teraz aż się prosi o wywiad z PIN'ami D700 Panny P :)
cervandes
28-11-2010, 10:35
ja pierniczę, rewelacja! To się już na JM nadaje a coś mi podpowiada że doczekamy się wywiadu z pinami :D
Archibald
28-11-2010, 11:33
kazwita - jesteś Mistrzem! :mrgreen:
...
Od kiedy pamiętam wołają na mnie „Lexi” i jak zapewne wiesz robię w rozrywce, lecz w przeciwieństwie do wielu moich koleżanek po fachu - jestem prawdziwą profesjonalistką.
...
Zadziwiająca lekkość władania piórem. Na dodatek przygniatająca poprawność językowa i stylistyczna. Po kolejnym odcinku będę gorąco sugerował modom, aby powieść stała się obowiązkową lekturą dla nowych forumowiczów ;) jako wzór wypowiedzi.
Gratulacje!
-----------------------
pinquin - czas chyba zmienić tytuł na bardziej medialny. Obecny zbytnio przytłacza ;)
Powiem tylko jedno, Kazwita...napisz książkę :D czuje że zarobiłbyś na tym kokosy :P
Kazwita - ponowne dzięki za umilenie dnia :) Niesamowity masz dar władania słowem!
Władca Pixeli
28-11-2010, 17:36
Powiem tylko jedno, Kazwita...napisz książkę :D czuje że zarobiłbyś na tym kokosy :P
No to czas pomyśleć nad tytułem. :mrgreen:
Królewna Pinquin i siedem pinów.
Pinquin w krainie Nikona.
Harry Nikon and the Half-Blood Pin Queen
Pin Queein and Prisoner of Nikon
No to czas pomyśleć nad tytułem. :mrgreen:
Królewna Pinquin i siedem pinów.
Pinquin w krainie Nikona.
Harry Nikon and the Half-Blood Pin Queen
Pin Queein and Prisoner of Nikon
Mi się nasuwa jeszcze jeden: Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie Nikona ;)
Archibald
28-11-2010, 18:19
...Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie Nikona ;)
No jakby podmienić słowo "Nikona" na "Canona" to miałoby ręce i nogi, a tak - niekoniecznie... Bo w sumie to nie tyle kłopot co przygoda ;-)
Mi się nasuwa jeszcze jeden: Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie Nikona ;)
...typowo prozaiczne kobiece myślenie.
Nic romantyzmu, ciepła, polotu. Wszyscy tak się starają, dopieszczają, dopingują.
Wstydź się i popraw! ;)
tomek20stencel5
28-11-2010, 18:27
Hahaha ale Cię pojechali, bo tylko obraziłaś "żółte bóstwo" :D. Ja to się nie obrażę, bo w Canonie jestem :P, ale żeby nie było że kogoś do zmiany namawiam.
Kochani!
Wiecie jak to jest z miłością... Nikt nie potrafi zranić nas tak mocno, jak właśnie ci, których kochamy. Bo kiedy wszystko jest ok, to ta miłość dodaje nam skrzydeł, ekscytuje, unosi 10 cm nad ziemią. Ale kiedy coś zaczyna się psuć, to życie traci smak... I zostaje rozgoryczenie... Mam więc nadzieję, że nie odczytaliście moich słów jako oznak nieczułości, ale wręcz przeciwnie - wielkiej miłości do mojego wybranego. Mam nadzieję, że przed nami jeszcze długa przyszłość i że terapeuci z Postępu, naprawią naszą relację...
Napisał Dawidek
Nie wiem co Ty bierzesz... ale ja też chcę
Wstyd przyznać, ale tylko zwykłą Polopirynę S. Nr serii: 60909, ważna do 09/2011 - zostały jeszcze dwie tabletki :(
Realizacja wywiadu z pinami napotkała poważne kłopoty - żaden z nich nie chce "sypać" bez zezwolenia Królowej :)
Do czasu, aż któryś się nie ugnie (złośliwiec ze mnie...) trzeba będzie wspólnymi siłami podtrzymywać wątek przy życiu. Mam też w ogólnym zarysie pomysł na historyjkę, którą będzie można zapodać po szczęśliwym powrocie naprawionego D700 - czego serdecznie Koleżance życzę. Natomiast dziś późno w nocy... zapowiadane w mediach przecieki tajnych materiałów "Nikonleaks".
Kolejne propozycje tytułów:
The Pin
Znikający pin
Terpinator (mogą też być sequele...)
Poszukiwacze zagiętych pinów
Essential pining
Milczenie D700 (mój faworyt)
Pozdrawiam.
Twój faworyt, moim faworytem :D
dokładnie...chociaż nie powiem..ale Essential pining też do mnie przemawia, tak profesjonalnie brzmi :D
Szanowni Państwo.
Nasi reporterzy z narażeniem życia zdobyli tajne materiały agencji CBF – Centrali Banów Forumowych. Mimo, że za ich ujawnienie grożą poważne konsekwencje (z utratą licencji na PS’a oraz pozbawieniem dostępu do powłok nanokrystalicznych włącznie) - postanowili przedstawić cały zgromadzony materiał. Pamiętajcie o ich poświęceniu, gdy bezduszne organy ścigania zagrożą im surowym wyrokiem. To nie są przelewki – mogą dostać nawet trzy lata ciężkiego obrabiania RAW’ów, zaś współodpowiedzialni zostaną przymknięci do f/16, niezależnie od ogniskowej! Kojarzycie może podobną sprawę? Fotograf do dziś nie wyszedł z ciemni. Jakim trzeba być potworem, by w XXI wieku kogoś skazywać na chemiczną obróbkę materiałów analogowych?
Z dumą prezentujemy dziś całemu światu tajne stenogramy rozmów jednego z uczestników tzw. „afery pinowej”, którą to żyje ostatnio społeczność naszego Forum. Gdy kilka lat temu wprowadzano system CLS, byliśmy mamieni błogimi wizjami automatycznego ustawiania parametrów ekspozycji i balansu bieli, nikt jednak nie wspomniał o podstawowym celu stosowania tej złowrogiej technologii. Jest nim permanentna inwigilacja rozmów prowadzonych pomiędzy „body” a „błyskotkami”. Zapewne właśnie tą drogą CBF weszła w posiadanie publikowanych dziś z narażeniem soczewek materiałów. Dla dobra naszych czytelników postanowiliśmy lekko zmodyfikować surową treść stenogramów. Trzeba chronić najmłodszych przed językiem, jakim posługuje się szemrane towarzystwo związane z mrocznym półświatkiem CCD. Dlatego dział prawny zasugerował usunięcie wszystkich k…łapnięć migawką, od których roił się prezentowany materiał. Ze wstępnych analiz wynika, że dysponujemy zapisem konwersacji dobrze nam znanego D80 z bliżej nieokreśloną jeszcze lampą typu SB-xxx. Jej numery seryjne i wersja firmware’u są właśnie w trakcie ustalania.
[CLS rec mode] 28.11.2010, godz. 11:45, operacja nadzorowana przez agenta SU-800.
[D80] Cześć Sabinka, kopę lat – jak tam twoja stopka? Dalej taka gorąca? No laska, dawaj ją w moje saneczki, to po-CLS-ujemy sobie!
[SB-xxx] Hello Bodziu, aleś ty się wyleżał w tej torbie, aż żal było patrzeć. Obawiałam się, że wpadniesz w depresję i dokonasz samorozładowania akumulatora.
[D80] Nie pękaj Sabcia o mój akumulator, bo jak połaskoczę miliamperami po stopce to Ci palnik zabłyśnie! Trzy tygodnie leżakowania – miałem już tego dość, ale znowu tu jestem. Moja Pani wróciła do swojego CCD-Bodziusia.
[SB-xxx] No to masz fuksa, ale zaraz – co z tym kulturystą D700.
[D80] Zafajdany arystokrata na sterydach! Jak on się chwalił tą swoją dobrze zbudowaną „pełną klatą”. Ja też potrafię przypakować megapikseli - co z tego, że w CCD. Normalnie, wiesz CMOS’owiec odwalił kitę.
[SB-xxx] Puchacz z serii Pro, po zaledwie trzech tygodniach - chyba mnie wkręcasz!
[D80] Jak bum-cyk-cyk, zimny trup, choć podobno go będą reanimować w Centralnej Klinice. Już to widzę, chyba metodą obiektyw – obiektyw, ale obciach.
[SB-xxx] Co mu tak zaszkodziło, bliskie spotkanie z podłogą, czy mikro-klient Naszej Pani?
[D80] Nic z tych klimatów. Ja wiem, że robota z dzieciakami jest niebezpieczna. Taki na pierwszy rzut migawki słodki szkrab, jak Cię dorwie w swoje paluszki, to już tylko serwis albo utylizacja zgodnie z dyrektywą RoHS. Nie ma przebacz, zatłuści paluchami obiektyw i obślini pasek. Masz szczęście, jak pourywa i zeżre tylko połowę guziczków. Ale najgorsze są chyba te ich pieluchy – aż powłoki nanokrystaliczne się lasują od oparów! Mówię Ci, jak nie założysz przynajmniej portretowej 85-tki, to jesteś zbyt blisko. Słyszałem, że kiedyś D300 chciał fotnąć takiego brzdąca przez jasną 35-tkę, niech jego gumy spoczywają w spokoju. Trzeba trzymać dystans! Och Sabcia, jak ja bym chętnie zrobił glamour jakiejś modelce, a tu nic tylko te słodkie brzdące – oszaleć można.
[SB-xxx] Nawijasz dziadek i nawijasz, a ja dalej nie kumam – co z panem De Siedemsetnym?
[D80] Załatwiła go ta jego blachara, co ją „Lexi” wołają. Wredny z niej kawał krzemu! Jak do niej zagadałem, tak się odszczeknęła – co sobie mogę do slotu SD włożyć, to aż do dzisiaj mi gorące piksele na matrycy wyskakują. Zabujała się w tym arystokracie, świata poza nim nie widziała. Jak trzeba było do czytnika, to ona w płacz, że chce do markowego slotu CF. Chlipała coś o pieszczotach aksamitnymi pinami, porąbane karcisko. Moja SD-towarzyszka nigdy tak nie wybrzydzała, zawsze cicho i spokojnie brała RAW’y i JPG’i.
[SB-xxx] No dobra, ale jak go załatwiła? Może z zazdrości, chłoptaś chciał transferować przez WIFI na boku, co Bodi?
[D80] Nie, gdzie tam. Tak się zakochanemu CF’iątku spieszyło do „aksamitnych pinów”, że mu je pokrzywiła. Normalnie tylko CHA ERR i buch - wywalił lustro przez mocowanie obiektywu. Żebyś słyszała ten lament – „misiu, no obudź się – daj jakiś bajt życia”. Gdyby nie była taka wredna, to pewnie by mi było jej nawet żal. A tak – ma za swoje!
[SB-xxx] Aleś ty pamiętliwy Bodziu, nie ma przebacz.
[D80] Nooo.
[SB-xxx] Bodziu, zaświecić Ci w matrycę?
[D80] Pewnie!
[SB-xxx] To dawaj namiary na kompensacje błysku i jedziemy.
[/CLS rec mode] 28.11.2010, godz. 11:52, agent SU-800 potwierdza rozpoczęcie standardowych procedur negocjacji mocy błysku.
Tradycyjny bonusik:
Przybywa SuperCF
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img230.imageshack.us/i/supercf360.jpg/)
Ps. Odnośnie całej serii. Wszelakie podobieństwo do osób, zarówno fizycznych jak i prawnych (chemicznych i bezprawnych też…) jest dziełem czystego przypadku. Podobnie mają się sprawy z obecnymi na rynku produktami znanych firm – to tylko przypadkowa zbieżność kodów ASCII.
Wpadłam z nadzieją na małe co niecoś, ale twoje dzieła przekraczają moje najśmielsze oczekiwania.
MISTRZ! :D
No i wszystko się zgadza :) Masz dobre źródła. Mam podać numer seryjny sabinki? ;)
Optymistycznie założyłem, że w tym gronie można spotkać sporo "sabinek". Numer seryjny omawianego egzemplarza pewnie już został ustalony przez CBF {...Nikon Is Watching You...} :)
Z dumą prezentujemy dziś całemu światu tajne stenogramy rozmów jednego z uczestników tzw. „afery pinowej”, którą to żyje ostatnio społeczność...
------------------------------------------------------------------------------------------
Wśród ujawnionych przez portal WikiLeaks poufnych depesz amerykańskich ambasad jest 970 dokumentów z Polski.
------------------------------------------------------------------------------------------
Czyli jednak wyciekło...
Biorąc pod uwagę, iż kazwita przygotował gotowy scenariusz /mniemam, iż stworzony jest on na zasadach open source movemen/, sugeruję ogłoszenie przez królową pinów konkursu na najlepszą ekranizację.
... nakręconą C5D MkII :-D
Archibald
30-11-2010, 00:53
Kazwita - powinieneś trafić na pierwszą stronę forum, zamiast tych banerów reklamowych powinny tam wisieć Twoje wytwory... na wieki :mrgreen: Jesteś niemożliwy ze swoją pomysłowością, do stóp padam! :)
Po takiej dawce pochwał zapewne uderzy mi do głowy woda sodowa. Oby tylko bąbelki nie wypłukały świeżych pomysłów :)
Kompletujemy obsadę filmu. Do głównej roli trzeba znaleźć umięśnionego gostka. Nie musi koniecznie być wybitnym aktorem, bo jak mu zasadzimy między żebra obiektyw zakończony bagnetem typu F, to z odtwarzaniem tytułowej roli nie będzie miał najmniejszych problemów (producent z wypłatą gaży też).
Sprzęt zwrócony do FJ (6 dni temu), wszyscy czekamy z niecierpliwością na informacje z "pola bitwy". Ciekawe jak się sprawa dalej potoczy.
Pozdrawiam.
...Kompletujemy obsadę filmu.... :) No, no, mamy pisarza wśród nas. Ja juz się zastanawiałem kto to taki. No i się wsypałeś. A właściwie wsypałaś. Toż to na naszym forum pisuje chyba Ilona Łepkowska - królowa telenowel :) :wink:
O rrrrety. Jak zobaczyłem na liście wątków, że ostatni post w tym wątku jest Jacka od razu pomyślałem, że napisał w stylu "Słuchajcie, robicie za duży OffTopic i w związku z tym zamykam wątek!" ;-)
A tu proszę - historia Królowej Pinów wciągneła nawet najbardziej konserwatywnych modów! Czapki z głów.
...
Kompletujemy obsadę filmu. Do głównej roli trzeba znaleźć umięśnionego gostka. ...
... jeżeli scenarzysta/tka/ nie uprze się, aby w roli Królowej Pinów obsadzić któregoś z modów ;)
Napisał Jacek_Z:
... Toż to na naszym forum pisuje chyba Ilona Łepkowska - królowa telenowel
Oj, trzeba mi było bardziej uważać podczas pisania - teraz już się nie wywinę. Zdecydowane zaprzeczanie pewnie sprawę jeszcze bardziej uprawdopodobni. Jedynym sensownym rozwiązaniem pozostaje się dostosować, choć boję się skalpela :D.
Większym lękiem napawa mnie jednak, możliwa reakcja prawdziwej Królowej Tego Wątku na pojawienie się pretendenta (-tki?) do tronu. Świadomość standardowej metody rozwiązywania takich problemów przez Królową Kier (a pewna zbieżność kolorów jednak występuje), wywołuje niepokojące mrowienie w okolicach szyi :).
Fajnie że tak na to reagujesz. Bo juz się bałem, że może niespecjalnie ci się to porównanie do pani Ł spodobać :)
...
Większym lękiem napawa mnie jednak, możliwa reakcja prawdziwej Królowej Tego Wątku na pojawienie się pretendenta (-tki?) do tronu. Świadomość standardowej metody rozwiązywania takich problemów przez Królową Kier (a pewna zbieżność kolorów jednak występuje), wywołuje niepokojące mrowienie w okolicach szyi :).
A mnie tylko przystoi elegancko dygnąć i podziękować za wzniecanie ruchu i przyciąganie nowych czytelników :) Ja lubię jak się dzieje! Za ścięciami nie przepadam ;)
misiobudrysio
30-11-2010, 22:07
zaczynam podchodzic do tego watku jak zona do "m jak milosc" niby nic ciekawega ale codziennie zaglada sie co nowego
pozdr.
- Koniec leniuchowania śmierdzące obiboki! Zajmijcie się wreszcie jakimś nowym przypadkiem chyba, że wolicie wylecieć z roboty! Pani Prezes znowu marudzi o słabej wydajności mojego zespołu.
Takim właśnie okrzykiem wyrwał mnie z objęć Morfeusza mój szef – doktor Hans. Muszę przyznać, że nic równie skutecznie nie odbiera mi ochoty do pracy, jak przerwanie tradycyjnej przedpołudniowej drzemki. Gdybyśmy znali się lepiej, to pewnie bym wspomniał, że podobnie wyglądają sprawy związane także i z tą popołudniową. Właściwie jedyną realną motywacją do podzielenia mojego dnia pracy na dwa rozdzielne odcinki marzeń sennych jest nasza zakładowa stołówka. Można tam przy pomocy wyśmienitego jedzenia zregenerować swe nadwątlone od „nawału zajęć” siły. Nie bez znaczenia jest również fakt, że za bufetem krząta się panna Mariola. Nie odpuściłbym sobie wizyty na stołówce, nawet gdyby serwowała szczurzy suflet w sosie de-pomyj. Niestety do obiadu zostały całe trzy godziny, które teraz za sprawą doktora Hansa będę musiał przeczekać na jawie i to w dodatku pracując – istny koszmar. Analogicznym torem podążały myśli mojego współtowarzysza niedoli Rafała, który z tępym wyrazem twarzy starał się wyprowadzić swój mózg z fazy rem. Dobrze dobrany zespół to połowa sukcesu – zwykł mawiać nasz pryncypał. Idąc za jego radą stanowiliśmy z Rafałem przykład doskonałej harmonii - szczególnie pod względem zapału do pracy. W związku z tym stos kilkunastu kart pacjentów z niemym wyrzutem piętrzył się na stoliku.
- Nasz nowy przypadek na dziś - jęknął Rafał, biorąc do ręki pierwszą z góry teczkę.
- Tego nie wezmę, numer zlecenia kończy się trzynastką - szybko dodałem zaglądając mu przez ramię. Nawet prawie dwumiesięczny okres czasu upływającego od daty przyjęcia nie był w stanie zachwiać mojego postanowienia.
Druga teczka przynależała do pacjenta, który uskarżał się na problemy z krótkowzrocznością, pomimo zastosowania maksymalnej dostępnej korekty. Doktor Hans stwierdził z oburzeniem, że drobiazgi w stylu front fokusa powinny być rozwiązywane już na Izbie Przyjęć. Zajmowanie się czymś takim jest poniżej jego godności. Awersja szefa do banalnych przypadków wynikała z faktu, że jedyną radością jego mizernej egzystencji było rozwiązywanie skomplikowanych zagadek.
Podobny los spotkał segregator chorego zgłaszającego poważne problemy dermatologiczne.
- Prześlij to na chirurgię plastyczną, niech mu przeszczepią gumy – wymruczał Rafał, od razu zaznaczając w grafiku następny termin dla nieszczęśnika. Wszyscy wiedzą, że problemy skórne naszych pacjentów lubią się regularnie powtarzać.
Dopiero czwarty przypadek zdołał zainteresować Hansa. Pacjenta niepokoiły okresowe zaniki świadomości po włączeniu trybu LifeView. Doktor wysłał nas na wizytę do sali chorych, sam zająwszy się żonglerką parą poobijanych 70-200/2.8 - podobno mu to ułatwiało myślenie.
Najpierw sprawdziliśmy nawyki żywieniowe chorego. Okazało się, że energii dostarcza mu właściwy rodzaj markowego akumulatora z hologramem, ładowany regularnie w kompatybilnej ładowarce. Przy pomocy płaskiego śrubokręta Rafał zgrabnie wykonał tradycyjny w takich przypadkach peeling styków, który jednakże nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Pacjent po trzech minutach pracy w trybie LV sam się wyłączył.
- Cholewka, trzeba będzie wrócić do Hansa, taka reakcja nie jest normalna – stwierdziłem, mając nadzieję, że kierownik naszego zespołu szybko ustali przyczyny problemów z zasilaniem, co umożliwi mi dokończenie drzemki.
- Jakieś propozycje? – Zapytał doktor Hans wpisując rozpoznane objawy markerem na sporej, białej tablicy.
- Może to awaria tranzystora V-MOS w torze zasilającym? – Zasugerowałem nieśmiało.
- Dobra sprawdź to sondą prądową – zaordynował Ten-Króry-Ma-Władzę. Ja sobie natomiast wyobraziłem minę pacjenta po włożeniu mu sporych rozmiarów sondy pod klapkę od akumulatora. Pewnie mnie przestanie lubić.
Test niczego nie wykrył, więc wróciłem i poprosiłem dr Hansa o wpisanie na tablicę nowego objawu – uszkodzony zawias pokrywy akumulatora.
- Mi to wygląda na zwarcie w układzie podświetlania LCD - kolejną propozycję wysunął Rafał, odrywając wzrok od instrukcji naprawczej. Zabraliśmy więc podopiecznego na salę zabiegową. Efektem naszych dociekań było wykluczenie awarii podświetlacza. Po usunięciu mopem kałuży ciekłych kryształów z posadzki zadzwoniłem na chirurgię w celu ustalenia terminu przeszczepienia wyświetlacza. Na moje szczęście akurat był dostępny dawca z wypadku, więc obyło się bez wycieczki do magazynu. Zostawiwszy kolegę zajętego wcieraniem wazeliny w świeżo porysowaną osłonę LCD udałem się na zasłużony posiłek. Pobyt na stołówce pozwolił napełnić żołądek, oraz co ważniejsze - zaspokoił potrzebę doznań estetycznych. Widok uśmiechniętej panny Marioli krzątającej się między stolikami zawsze wprawia mnie w dobry humor.
Niestety podczas mej godzinnej uczty stan pacjenta gwałtownie się pogorszył. Dobrze, że wchodząc na stołówkę wyłączyłem pager i komórkę - spożywanie posiłków w stresie może niekorzystnie wpłynąć na trawienie.
Na sali chorych byli już doktor Hans i Rafał.
- Transfuzja firmware’u, podłącz go bezpośrednio kablem USB! Prędzej, spada ilość klatek na sekundę i transfer danych.
- Doktorze, chyba wpada we wstrząs optyczny, układ VR nie działa!
- Załącz tryb ACTIVE, trzymaj go za obiektyw!
- Migotanie przysłony, tracimy go!
Wtedy wpadłem na genialny pomysł. Wcisnąłem kombinację resetu ustawień, co zaowocowało natychmiastowym uspokojeniem pacjenta.
- Uff, było blisko – powiedział Rafał ocierając z krwi opuszek palca, zapewne przygryziony migawką.
- Dobra robota – powiedział Hans, lecz jego uniesiona do klepnięcia mnie w plecy ręka zawisła w powietrzu.
- Widzicie to, co ja? – Komicznie wytrzeszczył oczy.
Wtedy właśnie dotarło do mnie, że zmieniła się treść i kolor napisu na pasku. Gorzej nie mogło już być, litery stały się całkiem pomarańczowe. Gdy jednak zobaczyłem wśród nich złowrogi znak greckiego alfabetu odskoczyłem gwałtownie od łóżka.
- Samorzutna mutacja systemu – to świństwo jest zaraźliwe! Odizolować pomieszczenie! – Zarządził natychmiast nasz pryncypał. Niestety diagnoza była prawidłowa. Nic już się nie dało zrobić. Mutacja postępowała w zastraszającym tempie, właśnie dosięgając saneczek lampy błyskowej.
- Nie mogę na to patrzeć – jęknął Rafał opróżniając żołądek do wiklinowego (niestety) kosza na śmieci. Posprząta, kiedy wróci ze szczepień i kwarantanny - po ugryzieniu ma to pewne jak w banku. Pacjent natomiast wypluł niekompatybilny już obiektyw, groźnie kłapiąc w stronę naszej trójki lustrem. Szczęście, że był przywiązany za pasek - inaczej pewnie dotkliwie by nas pogryzł.
- Dzwonić do działu utylizacji? – Zapytałam Hansa, on jednak po krótkim namyśle stwierdził, że trzeba zapytać najpierw rodzinę chorego. Może ich jednak stać na zakup nowych obiektywów i lampy dla swojego pupilka.
Och, gdybyśmy prędzej wykryli obce, agresywne DNA wydostające się z przegrzanej od ciągłego używania trybu LifeView matrycy, zakażonej niewątpliwie już na etapie produkcji. Gdyby tylko ktoś skojarzył samoczynne wyłączanie się z reakcją przeciążonego systemu immunologicznego, zwykle skutecznie blokującego wrogie, pomarańczowe geny. Nie wiem wprawdzie, czy natychmiastowa amputacja by w czymkolwiek pomogła, ale jednego jestem pewien – żadnych zagadek. Mój następny przypadek będzie prosty i całkowicie banalny, choćbym miał nawet wymieniać uszkodzony przez kartę slot CF.
Ps. Wszystkie osoby oraz sytuacje tu opisane są wytworem (chorej) wyobraźni autora. Jakiekolwiek podobieństwo do zdarzeń autentycznych jest całkowicie przypadkowe. Musicie mi uwierzyć, proszę - bo inaczej Rafał się na mnie ciężko obrazi… :D.
kazwita wyrazy uznania dla tak lekkiego pióra i z pewnością giętkiego języka.
robi się z tego prawdziwy serial z serii D jak Dxxx. Pozdrawiam
Hmmm, może kącik literacki czas otworzyć? Kazwita daj namiar na swoje powieści! :)
spiritwood
01-12-2010, 22:00
Hmmm, może kącik literacki czas otworzyć?
Ja powiem najzupełniej serio, że to wcale nie byłby głupi pomysł. Tym bardziej, że parę razy czytałem tu niegłupie rzeczy (prawda Robercie Kresa? ;)) i mogłyby się*one znaleźć w jednym miejscu, gdyby - rzecz jasna - autorzy wyrazili taką wolę...
... Kazwita daj namiar na swoje powieści! :)
Moje dotychczasowe dokonania literackie znajdują się w tym wątku (przynajmniej jeżeli mówimy o beletrystyce), czyli jestem De(700)biutantem :).
Archibald
01-12-2010, 23:13
Szacun :mrgreen:
Ja powiem najzupełniej serio, że to wcale nie byłby głupi pomysł. Tym bardziej, że parę razy czytałem tu niegłupie rzeczy (prawda Robercie Kresa? ;)) i mogłyby się*one znaleźć w jednym miejscu, gdyby - rzecz jasna - autorzy wyrazili taką wolę...
Nieglupie powiadasz?
Mi sie odechcialo. Mam wrazenie, ze ludzie nie potrafi czytac miedzy wierszami i wszystko odbieraja bardzo doslownie. Tak mi sie przynajmniej wydaje. Za duzo roboty a odzew znikomy. Ale dziekuje za mile slowa.
Bodajże we wtorek miną dwa tygodnie od złożenia reklamacji. Powinny być więc wieści co z aparatem (nie śmiem marzyć że będzie aparat...)
Misiek87
04-12-2010, 11:00
Tu jest ta procedura, ze jesli sklep nie zajmie stanowiska to roszczenie jest uznane?
gdyby wszystkie wątki na forum były takie ciekawe ;) to wiadomo nikt by już nie pracował ;)
Piotrek 77
04-12-2010, 14:24
ale z tego co tu czytałem to korzystałaś z gwarancji - a tam gwarant decyduje o czasie rozpatrzenia (powinno byc to podane w gwarancji)
ale z tego co tu czytałem to korzystałaś z gwarancji - a tam gwarant decyduje o czasie rozpatrzenia (powinno byc to podane w gwarancji)
Wstyd* :) Nie czytałeś do końca uważnie - zdecydowałam się w końcu na rękojmię :)
*lepiej się nie przyznawać, bo wyznawcy wątku cię napadną :D
Piotrek 77
04-12-2010, 14:40
a faktycznie wstyd sie przyznać ze przeoczyłem. A co do rękojmi to coś podobnego jak niezgodność?
Kiedyś była ona możliwa dla osoby fizycznej teraz niestety już jej nie ma oczywiście mowię o osobie fizycznej
tak, teraz niezgodność jest dla fizycznych, a rękojmia została dla firm.
scottbiker
06-12-2010, 11:58
Nie przypominaj się sklepowi, nie musisz też odbierać wszystkich telefonów. A z tego co pamiętam oficjalną drogą powiadomienia jest list polecony z potwierdzeniem odbioru. Co jak co kto tobie udowodni rozmowę telefoniczną, w której była informacja o odrzuceniu reklamacji, jedynie pozostaje nagranie takiej rozmowy, ale o tym muszą poinformować na samym początku.
A jak po 14 dniach się odezwą, że wina użytkownika to mogą i tak się pocałować. No i z tego co pamiętam ustawa nie określa czy jest to 14 dni roboczych, czy też nie. Niektóre sklepy ogłupiają klientów i wmawiają, że są to dni robocze.
kazwita Twoje posty powinny być wyróżnione i dane do osobnego wątku. Ps. Czekam na więcej i więcej...
Nie przypominaj się sklepowi, nie musisz też odbierać wszystkich telefonów. A z tego co pamiętam oficjalną drogą powiadomienia jest list polecony z potwierdzeniem odbioru. Co jak co kto tobie udowodni rozmowę telefoniczną, w której była informacja o odrzuceniu reklamacji, jedynie pozostaje nagranie takiej rozmowy, ale o tym muszą poinformować na samym początku.
A jak po 14 dniach się odezwą, że wina użytkownika to mogą i tak się pocałować. No i z tego co pamiętam ustawa nie określa czy jest to 14 dni roboczych, czy też nie. Niektóre sklepy ogłupiają klientów i wmawiają, że są to dni robocze.
kazwita Twoje posty powinny być wyróżnione i dane do osobnego wątku. Ps. Czekam na więcej i więcej...
czyli kolejne nawoływanie do tego, aby zakombinować, cwaniakować i wogóle, najlepiej jeszcze listów poleconych nie odbierać i wówczas w piętnastym dniu triumfalnie wkroczyć do sklepu i zażądać gotówki i będzie ta da, jestem cudowny i wspaniały, nieważne że rozpieprzyłem aparat, ale przez te 14 dni się wycwaniłem i jestem bogiem :D
PS abstrahuję od sytuacji z wygiętymi pinami autorki, tylko chcę pokazać (albo złośliwie wytknąć) postawę pewnych ludzi (Scott nie obrażaj się - jesteś tylko przykładem)
Termin 14 dni dotyczy dni roboczych i jest to w ustawie. Poza tym, sklep lub gwarant w tym terminie ma sie ustosunkować do reklamacji i tak naprawde moze to potrwać znacznie dłużej. Niestety moga byc upierdliwi i nie da sie z tym wiele zrobić. Duzo też zależy od tego jaki dokument się podpisało. Wystarczy mały zapis np. :
"reklamacja zostanie rozpatrzona w terminie 14 dni roboczych, liczac od dn. nastepnego, a klient o jej wyniku dowie sie osobiście"
Podpisujesz sie pod tym i d..a blada. Możesz sobie przyjść po pół roku i żądać zwrotu kasy, bo nie dostałeś odpowiedzi w wyznaczonym 14 dniowym terminie, a dostaniesz figę z makiem (miałeś przecież dowiedziec sie osobiści). Dlatego dobrze jest uważnie czytac, to co sie podpisuje, zwłaszcza to co jest małym druczkiem. Prawo jest fajne, jak się je umie stosować i rozumie.
Duzo też zależy od tego jaki dokument się podpisało. Wystarczy mały zapis np. :
"reklamacja zostanie rozpatrzona w terminie 14 dni roboczych, liczac od dn. nastepnego, a klient o jej wyniku dowie sie osobiście"
Podpisujesz sie pod tym i d..a blada. Możesz sobie przyjść po pół roku i żądać zwrotu kasy, bo nie dostałeś odpowiedzi w wyznaczonym 14 dniowym terminie, a dostaniesz figę z makiem (miałeś przecież dowiedziec sie osobiści). Dlatego dobrze jest uważnie czytac, to co sie podpisuje, zwłaszcza to co jest małym druczkiem. Prawo jest fajne, jak się je umie stosować i rozumie.
Tu się z tobą nie zgodzę. Podstawowa zasada w prawi mówi, że akty niższego szczeble nie mogą być mniej korzystne niż akty wyższego szczebla. Czyli ustawy nie mogą być sprzeczne z konstytucją, rozporządzenia z ustawami itp. Jeśli tego typu zapisy znalazłyby się (sprzecznie z KC) w umowie, to byłyby niewiążące.
scottbiker
07-12-2010, 01:26
Czy ja napisałem, że listów poleconych nie odbierać. Sklep w momencie wysłania takiego listu ma już podkładkę i może go wysłać nawet na godzinę przed terminem i będzie to uznane za ważne. Gdzie w ustawie masz 14dni roboczych?? Jest to 14dni.
Odebranie/nieodebranie listu nie ma tu nic do rzeczy - to nie sąd ;) Telefon natomiast nie jest ustawowym sposobem informowania. Z resztą często telefonów nie odbieram, tylko oddzwaniam wieczorem, bo np. mam sesję czy spotkanie z klientami.
I moim zdaniem nie chodzi tu o cwaniakowanie. a na pewno nie mnie. Cwaniaków i cwaniakowania nie lubię. Lubię najbardziej takich pozytywnie zakręconych ludzi, którzy mimo szarzyzny tego świata potrafili zostać prostolinijni i tacy wręcz lekko naiwni. Kocham to :)
I moim zdaniem nie chodzi tu o cwaniakowanie. a na pewno nie mnie. Cwaniaków i cwaniakowania nie lubię. Lubię najbardziej takich pozytywnie zakręconych ludzi, którzy mimo szarzyzny tego świata potrafili zostać prostolinijni i tacy wręcz lekko naiwni. Kocham to :)
No ja Cię! Ale to jest tak strasznie niepraktyczne nastawienie ... oj jak bardzo niepraktyczne. I tacy ludzie wcześniej czy później zaczynają toczyć walkę z rzeczywistością; Bo otoczeni przez cwaniaków i cwaniactwo z każdej strony mają wrażenie, jakby zwariowali?
i wiem co piszę, niestety :/
miron19j
07-12-2010, 12:13
No ja Cię! Ale to jest tak strasznie niepraktyczne nastawienie ... oj jak bardzo niepraktyczne. I tacy ludzie wcześniej czy później zaczynają toczyć walkę z rzeczywistością; Bo otoczeni przez cwaniaków i cwaniactwo z każdej strony mają wrażenie, jakby zwariowali?
i wiem co piszę, niestety :/
ale da się z tym żyć
i wiem co piszę, niestety ;-)
Odebranie/nieodebranie listu nie ma tu nic do rzeczy - to nie sąd ;) Telefon natomiast nie jest ustawowym sposobem informowania. Z resztą często telefonów nie odbieram, tylko oddzwaniam wieczorem, bo np. mam sesję czy spotkanie z klientami.
I moim zdaniem nie chodzi tu o cwaniakowanie. a na pewno nie mnie. Cwaniaków i cwaniakowania nie lubię. Lubię najbardziej takich pozytywnie zakręconych ludzi, którzy mimo szarzyzny tego świata potrafili zostać prostolinijni i tacy wręcz lekko naiwni. Kocham to :)
Myślę, że człowiek "pozytywnie zakręcony" jest w stanie zadzwonić nawet w dzień i to przed lub po spotkaniu z klientami czy też nawet w trakcie sesji. A jeśli nie masz na to czasu to widocznie sama nie chcesz go mieć :) Tyle w temacie :)
Matey3000
07-12-2010, 13:11
No ja Cię! Ale to jest tak strasznie niepraktyczne nastawienie ... oj jak bardzo niepraktyczne. I tacy ludzie wcześniej czy później zaczynają toczyć walkę z rzeczywistością; Bo otoczeni przez cwaniaków i cwaniactwo z każdej strony mają wrażenie, jakby zwariowali?
i wiem co piszę, niestety :/
Zawsze mozna wyjechac do normalniejszego kraju.
Zawsze mozna wyjechac do normalniejszego kraju.
Tak, dziękuję za poradę, rozważam. :) (od dobrych 10-ciu lat ;-P)
miron19j
07-12-2010, 14:57
Zawsze mozna wyjechac do normalniejszego kraju.
nie zawsze. Z różnych powodów
Niestety podczas mej godzinnej uczty stan pacjenta gwałtownie się pogorszył. Dobrze, że wchodząc na stołówkę wyłączyłem pager i komórkę - spożywanie posiłków w stresie może niekorzystnie wpłynąć na trawienie.
Na sali chorych byli już doktor Hans i Rafał.
- Transfuzja firmware’u, podłącz go bezpośrednio kablem USB! Prędzej, spada ilość klatek na sekundę i transfer danych.
- Doktorze, chyba wpada we wstrząs optyczny, układ VR nie działa!
- Załącz tryb ACTIVE, trzymaj go za obiektyw!
- Migotanie przysłony, tracimy go!
To mnie rozwaliło........Szacun
Można żyć uczciwie i w naszym kraju, wystarczy zacząć od siebie, a nie oglądać sie na innych, że tu cwaniaki i tam cwaniaki. Ja przynajmniej dobrze sypiam.
Myślę, że człowiek "pozytywnie zakręcony" jest w stanie zadzwonić nawet w dzień i to przed lub po spotkaniu z klientami czy też nawet w trakcie sesji. A jeśli nie masz na to czasu to widocznie sama nie chcesz go mieć :) Tyle w temacie :)
W sensie że uważasz, że rozmawianie prze komórkę w czasie sesji jest normalne?? Bo ja nie. I jest to kwestią szacunku do klienta, mojego i jego skupienia... A nie braku czasu. Pozatym oddzwaniam - nawet jeśli nie wiem kto dzwonił. To się też chyba nieczęsto zdarza?
Ale wiem, w tej chwili powinniśmy mieć karty SIM wszczepione pod skórę, bo większość ludzi wymaga żebyśmy byli dostępni 24/7.
PS. Dalej brak wieści - poczekam do jutra, może przyjdzie polecony jeszcze...
Ale wiem, w tej chwili powinniśmy mieć karty SIM wszczepione pod skórę, bo większość ludzi wymaga żebyśmy byli dostępni 24/7.
Proszę.
A ja miałem już prawie pewność, żę jestem ostatnim dinozaurem, który ma takie podejście do telefonów...
Ilu to już znajomych się obraziło, że "nie odebrałeś jak dzwoniłem".
tomek20stencel5
08-12-2010, 21:42
Spokojnie, ja mam tak samo, często nie mam przy sobie telefonu i znajomi się pytają po co mi tel jak nie noszę go cały czas przy sobie :D
miron19j
08-12-2010, 22:12
Proszę.
A ja miałem już prawie pewność, żę jestem ostatnim dinozaurem, który ma takie podejście do telefonów...
Ilu to już znajomych się obraziło, że "nie odebrałeś jak dzwoniłem".
nie jesteś sam :-)
znajomi już się dawno nauczyli że nie zawsze odbieram. A ci, co nie potrafili tego pojąć? Cóż, hasta la vista, baby
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.nikoniarze.pl/images/icons/icon10.gif)
Niestety podczas mej godzinnej uczty stan pacjenta gwałtownie się pogorszył. Dobrze, że wchodząc na stołówkę wyłączyłem pager i komórkę - spożywanie posiłków w stresie może niekorzystnie wpłynąć na trawienie.
Na sali chorych byli już doktor Hans i Rafał.
- Transfuzja firmware’u, podłącz go bezpośrednio kablem USB! Prędzej, spada ilość klatek na sekundę i transfer danych.
- Doktorze, chyba wpada we wstrząs optyczny, układ VR nie działa!
- Załącz tryb ACTIVE, trzymaj go za obiektyw!
- Migotanie przysłony, tracimy go!
To mnie rozwaliło........Szacun
Dziękuję za miłe słowa. Też miałem niezły ubaw podczas wymyślania tych historyjek. W sekrecie dodam, że lekka gorączka pomagała.
:)
Pozdrawiam.
Moim zdaniem telefon ma ułatwiać życie, a nie je utrudniać. Podobnie jak inne zdobycze techniki. Tylko nic nie poradzę, że jestem uzależniona od FB...
Moim zdaniem telefon ma ułatwiać życie, a nie je utrudniać. Podobnie jak inne zdobycze techniki. Tylko nic nie poradzę, że jestem uzależniona od FB...
http://jswierad.pl/2010/07/27/fb-oswiadczenie/
:-)
No więc nie będziemy "znajomymi" :)
http://jswierad.pl/2010/07/27/fb-oswiadczenie/
:-)
No więc nie będziemy "znajomymi" :)
"znajomymi" nie musimy, ale chyba znajomymi możemy, co? ;)
W sensie że uważasz, że rozmawianie prze komórkę w czasie sesji jest normalne?? Bo ja nie. I jest to kwestią szacunku do klienta, mojego i jego skupienia... A nie braku czasu. Pozatym oddzwaniam - nawet jeśli nie wiem kto dzwonił. To się też chyba nieczęsto zdarza?
Ale wiem, w tej chwili powinniśmy mieć karty SIM wszczepione pod skórę, bo większość ludzi wymaga żebyśmy byli dostępni 24/7.
PS. Dalej brak wieści - poczekam do jutra, może przyjdzie polecony jeszcze...
A ja już myslałem, że jesteś tak rozchwytywana, że nie masz czasu odebrać telefonu :)
No tak, przepracowywać się nie jest wskazane :)
No i jak reanimacja d700 przebiega? Bo czekam na kolejne odcinki serialu..
scottbiker
09-12-2010, 14:03
Oj chyba d700 zostało porwane, a wszelaki słuch po nim zaginął. Jak tak dalej sytuacja się utrzyma to warto będzie wszcząć dochodzenie kto, gdzie, dlaczego, za ile i w jaki sposób dokonał aktu porwania/uprowadzenia. A może d80 napuścił swoich zbirów...
A tak z ciekawości - kiedy mija to 14dni kalendarzowych??
tomek20stencel5
09-12-2010, 18:15
scottbiker, mam pytanie, jakie znasz jeszcze dni oprócz kalendarzowych? :D Może jednak chodzi o robocze?
W sekrecie dodam, że lekka gorączka pomagała.
:)
To wiele wyjaśnia ;)
cervandes
10-12-2010, 22:07
Termin 14 dni dotyczy dni roboczych i jest to w ustawie. [...]
Chyba w Twojej wersji :) Oczywiście nie ma takiej informacji:
Jeżeli sprzedawca, który otrzymał od kupującego żądanie określone w ust. 1, nie
ustosunkował się do tego żądania w terminie 14 dni, uważa się, że uznał je za
uzasadnione.
Dodam tylko (jako zdecydowany przeciwnik ustawy), że nie określa ona terminu w jakim roszczenie ma zostać zaspokojone. Kolega oddał w euro jakąś sigmę, pół roku już jej ani kasy nie ma, mimo, że sprzedawca uznał roszczenie (nie odpowiedział w 14 dni).
miron19j
10-12-2010, 22:14
Kolega oddał w euro jakąś sigmę, pół roku już jej ani kasy nie ma, mimo, że sprzedawca uznał roszczenie (nie odpowiedział w 14 dni).
czemu mnie to nie dziwi? :evil:
Oddałem Sigmę na naprawę płatną i czekałem ponad pół roku.
Standardowa odpowiedź: czekamy na części.
cervandes
11-12-2010, 13:09
czemu mnie to nie dziwi? :evil:
Oddałem Sigmę na naprawę płatną i czekałem ponad pół roku.
Standardowa odpowiedź: czekamy na części.
u mojego kolegi nie chodzi o części - złożył pismo o odstąpieniu od umowy i zwrocie środków. Euro nie odpowiedziało w 14 dni więc roszczenie zostało według ustawy uznane, kolega napisał pismo z danymi do przelewu, potem ponaglające i jeszcze jedno, rzecznik praw konsumenckich się do tematu podłączył ale euro sobie może sprawę przeciągać w nieskończoność - bo ustawa nie określa w jakim terminie roszczenie ma zostać zaspokojone. Przetrzymają go roczek - dwa może pięć i kolejnego pisma nie napisze a jego znajomi też się zastanowią dwa razy.
Ustawa piękna sprawa dla cwaniaków i takie euro wiele z dochodu nie straci jak się im 10 spraw miesięcznie takich pojawi. Ale wyobraźcie sobie jakiegoś małego, lokalnego przedsiębiorcę. Dochód miesięczny ma 2 czy 4 tysiące a tu ktoś mu przynosi D700 z żądaniem oddania gotówki. Koleś jest cienki z prawa i mięknie, kasę oddaje myśląc, że się z dystrybutorem jakoś porozumie. Tymczasem dystrybutor raczy go strumieniem ciepłego moczu i gość traci dwumiesięczny dochód, bankrutuje i jest lipa.
Jak już napisałem - jestem przeciwnikiem ustawy i moim zdaniem jest ona przez wielu nadinterpretowana - w 95% przypadków nie ma zastosowania. Jednak legenda działa i zarówno sprzedawcy jak i klienci nie do końca wiedzą co poszczególne zapisy oznaczają. Gdybym był przedsiębiorcą to nikomu po 2, 3 czy 5 miesiącach bym towaru nie wymienił, argumentując wyłącznie tym, że sprzęt w chwili wydania działał zgodnie z umową.
Znam już przypadki klientów MM którzy po kilku miesiącach chcieli wymiany towaru bo się zepsuł - MM odpowiedziało, że w chwili wydania towar był ok, umowa nie gwarantowała że będzie bezawaryjny więc roszczenie odrzucano. Ciekawe ilu forumowych cwaniaków by poszło na całość i skierowało wniosek do sądu :)
u mojego kolegi nie chodzi o części - złożył pismo o odstąpieniu od umowy i zwrocie środków. Euro nie odpowiedziało w 14 dni więc roszczenie zostało według ustawy uznane, kolega napisał pismo z danymi do przelewu, potem ponaglające i jeszcze jedno, rzecznik praw konsumenckich się do tematu podłączył ale euro sobie może sprawę przeciągać w nieskończoność - bo ustawa nie określa w jakim terminie roszczenie ma zostać zaspokojone. Przetrzymają go roczek - dwa może pięć i kolejnego pisma nie napisze a jego znajomi też się zastanowią dwa razy.
Ustawa piękna sprawa dla cwaniaków i takie euro wiele z dochodu nie straci jak się im 10 spraw miesięcznie takich pojawi. Ale wyobraźcie sobie jakiegoś małego, lokalnego przedsiębiorcę. Dochód miesięczny ma 2 czy 4 tysiące a tu ktoś mu przynosi D700 z żądaniem oddania gotówki. Koleś jest cienki z prawa i mięknie, kasę oddaje myśląc, że się z dystrybutorem jakoś porozumie. Tymczasem dystrybutor raczy go strumieniem ciepłego moczu i gość traci dwumiesięczny dochód, bankrutuje i jest lipa.
Jak już napisałem - jestem przeciwnikiem ustawy i moim zdaniem jest ona przez wielu nadinterpretowana - w 95% przypadków nie ma zastosowania. Jednak legenda działa i zarówno sprzedawcy jak i klienci nie do końca wiedzą co poszczególne zapisy oznaczają. Gdybym był przedsiębiorcą to nikomu po 2, 3 czy 5 miesiącach bym towaru nie wymienił, argumentując wyłącznie tym, że sprzęt w chwili wydania działał zgodnie z umową.
Znam już przypadki klientów MM którzy po kilku miesiącach chcieli wymiany towaru bo się zepsuł - MM odpowiedziało, że w chwili wydania towar był ok, umowa nie gwarantowała że będzie bezawaryjny więc roszczenie odrzucano. Ciekawe ilu forumowych cwaniaków by poszło na całość i skierowało wniosek do sądu :)
Złożył pismo o odstąpieniu od umowy na jakiej podstawie? Bo tego nie wiemy - popsuł się sprzet i chce odstąpić od umowy? Nie pasowała mu i chciał oddać kupując w sklepie stacjonarnym? Tak naprawdę nie podałeś żadnych szczegółów - te 14 dni na odpowiedź nie oznacza, że automatycznie w przypadku jej braku uznaje się roszczenia klienta, tylko że uznaje się ZASADNE roszczenia klienta. Jeżeli w trakcie reklamacji zażądamy np. 1 mln złotych za "straty moralne/ utracone korzyści" i sklep nie odpowie w 14 dni to wcale nie uzna zasadności tego 1 mln złotych bo... nie mieliśmy podstaw do jego żądania. To oczywiście przejaskrawiony przykład, ale jak już powiedziałem nie znamy szczegółów więc trudno odnosić się do rzeczywistej sytuacji.
Bardziej realny przykład jest np. rozbijemy aparat/ obiektyw, oddamy go do reklamacji z żądaniem zwrotu gotówki i sklep nie odpowie w 14 dni. Wcale nie oznacza, że reklamacja zostanie uznana bowiem nie mieliśmy do niej podstaw. Można wówczas iść nawet do rzeczników, sądu i się kłócić, ale niestety i tak nie wygramy.
miron19j
11-12-2010, 14:28
było już tyle razy, sam też kilkukrotnie o tym pisałem.
Niezgodność towaru z umową i związane z tym odstąpienie od umowy ma szczególne chronić kupującego. Ale są pewne warunki..
Kupując np. aparat fotograficzny nie mamy możliwości sprawdzenia wszystkich funkcji. Gdy po kilku miesiącach stwierdzimy, że np. CLS nie działa, możemy przyjąć, że nie działał od nowości. Bo do tej pory nie korzystaliśmy z tego. I wtedy możemy zwrócić aparat. Ale przecież nie możemy oddać aparatu, bo migawka nie działa. I co, przez 3 miesiące nie zauważyliśmy, że jest popsuta? Wtedy podchodzi to pod naprawę gwarancyjną. A że duże sieci typu FJ czy EuroAGD przyjmują zwroty? Cóż, pewnie mają jakieś umowy z dystrybutorami.
cervandes
11-12-2010, 15:57
Erie - obiektyw się zaciął, AF czasem działa, czasem nie. Traktowany czysto amatorsko, nie pływał itp. Klasyczne zepsucie się i żądanie odstąpienia od umowy i zwrot środków.
miron19-j - jestem DOKŁADNIE tego samego zdania, chodzi o pierwsze użycie sprzętu (lub jego funkcji przy bardziej złożonym produkcie). Ale miliony są przekonane, że jak się młotek po 4 miesiącach złamie, to mają prawo odstąpić od umowy bo sprzęt musiał mieć wadę fabryczną blablabla. Miliony te żyją w przeświadczeniu, że sprzęt jest bezawaryjny i umowa to określa - a tak po prostu nie jest. W instrukcji jest zapis, że producent dołożył wszelkich starań... że prowadzono testy ale nie ma jednoznacznej informacji, że sprzęt się nie ma prawa zepsuć. Gdyby tak było, to wtedy jasnym jest, że umowa określa bezawaryjność sprzętu i ustawa miałaby zastosowanie, ale żaden producent czy sprzedawca nie popełni takiej gafy i nie da na piśmie takiego czy podobnego stwierdzenia.
Najlepsze jest to, że na stronie Federacji Konsumentów nie jest to wszystko idealnie opisane i też Miejscy Rzecznicy Praw Konsumentów kluczą byle nie udzielić prostej odpowiedzi na wałkowany milion razy temat. Bo wystarczy, że sprzedawca ma wiedzę bądź wsparcie radcowskie i klient może nawet przez Premiera mieć pismo zredagowane - nic to w 95% czy 99% przypadków nie da. Sprzęt wyjęty z pudełka musi działać poprawnie, czyli zgodnie z umową. Jeśli tak nie jest, to z tytułu niezgodności sprzęt się wymienia bądź odstępuje od naprawy. A jeśli zepsuje się po np 5 miesiącach - to czemuż sprzedawca jest winien? Jeśli nie ma podpisanej umowy i nie zostanie mu towar wymieniony czy naprawiony - dlaczego sprzedawca ma ponosić wszelkie koszta? Masa na wszelkich forach szczekaczy jaka to ustawa jest super - ale prawda taka, że nie mają bladego pojęcia jak uzasadnić LOGICZNIE swoje twierdzenia i interpretacje. Bo zgadzam się, że po wyjęciu z pudełka sprzęt musi działać - jak nie działa to won do producenta i nówka w to miejsce. Ale co jeśli minęło jakieś 5 miesięcy, padło cokolwiek i zostało to nawet naprawione przez serwis? Sprzedawca klientowi oddał nowy aparat z półki wart w tym przypadku 7,5tyś a na stanie magazynowym ma jedną sztukę z przebiegiem kilku czy kilkudziesięciu tysięcy, wytarty, wymacany i na dodatek naprawiany. Jaką taki sprzęt ma wartość? Czy można go sprzedawać dalej w cenie 7500pln klientowi i zapewniać go o tym, że sprzęt jest nowy?
Erie - obiektyw się zaciął, AF czasem działa, czasem nie. Traktowany czysto amatorsko, nie pływał itp. Klasyczne zepsucie się i żądanie odstąpienia od umowy i zwrot środków.
zaciął się w trakcie użytkowania jak rozumiem, tak? kupiony w konkretnym celu - do robienia zdjęć, to dlaczego żądanie odstąpienia od umowy? a nie żądanie naprawy/ wymiany? nabywca tego obiektywu powinien zgodnie z zawartą umową kupna sprzedaży dążyć do tego (wymagać od sklepu) doprowadzenia sprzętu do zgodności z umową, a nie do odstąpienia od umowy (i tak, wiem o tym że jest zapis o nadmierności kosztów, ale mam wrażenie że nie miał on zastosowania w tym konkretnym przypadku)
cervandes
11-12-2010, 16:23
sorki, zamieszałem troszkę, powołując się na ustawę zażądał wymiany na nowy bądź odstąpienie od umowy - nic o naprawie nie wspominał. Nie zmienia to jednak faktu, że nie ma ani szkła ani kasy od pół roku bo tak jak pisałem, sprzedawca nie ma narzuconego terminu na wykonanie uznanego roszczenia.
miron19j
11-12-2010, 16:49
Nie zmienia to jednak faktu, że nie ma ani szkła ani kasy od pół roku bo tak jak pisałem, sprzedawca nie ma narzuconego terminu na wykonanie uznanego roszczenia.
podejrzewam, że sprzedawca wysłał obiektyw do serwisu na ekspertyzę.
I dlatego to tyle trwa. IMHO powinien wysłać do klienta pismo/maila w sensie: "wysłaliśmy do serwisu. Jak będzie odpowiedź, ustosunkujemy się."
Bo na razie to klient może czuć się wystosunkowany.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.nikoniarze.pl/images/icons/icon10.gif)
Nie do końca się z wami zgodzę i to kilka razy ;)
1. Towar może zawierać ukrytą wadę fabryczną powodującą że się zepsuje w trakcie użytkowania i to nie za pierwszym, ale dziesiątym czy dwudziestym razem. Np. wiatrak za słabo chodzi w komputerze i ten się przegrzewa...
2. Ustawa mówi o terminie 14 dniowym w przypadku klienta indywidualnego w odniesieniu do ustosunkowania się do reklamacji. Jednak czas na naprawę, mimo, że nie jest określony wprost w ustawie, jest określony przez orzecznictwo. Przyjmuje się tu również 14 dni. Po tym terminie należy wysłać pismo ponaglające, z wyznaczonym przez nas kolejnym terminem. Jeśli nie zostanie dotrzymany - do sądu. Skoro tak długo muszą czekać na części - powinni wymienić mu na nowy.
3. I co najgorsze, nie zgodzę się sama ze sobą - niestety nie ma wprost informacji o 14 dniach w przypadku rękojmi... Co oznacza, że aparatu nie mam i nie wiadomo jak długo mieć nie będę..
cervandes
11-12-2010, 20:15
Nie do końca się z wami zgodzę i to kilka razy ;)
1. Towar może zawierać ukrytą wadę fabryczną powodującą że się zepsuje w trakcie użytkowania i to nie za pierwszym, ale dziesiątym czy dwudziestym razem. Np. wiatrak za słabo chodzi w komputerze i ten się przegrzewa...
[...]
a czy w umowie masz info, że towar nie zawiera żadnej wady fabrycznej która nie wystąpi po czasie?
miron19j
11-12-2010, 22:52
a czy w umowie masz info, że towar nie zawiera żadnej wady fabrycznej która nie wystąpi po czasie?
IMHO wada ukryta podchodzi pod naprawę gwarancyjną. Coś działało i przestało.
To wiele wyjaśnia ;)
A mama mówiła , nie jedz surowych ziemniaków.....:)
aparatu nie mam i nie wiadomo jak długo mieć nie będę..
A było podjąć próbę wyprostowania pinów, Mrs. Queen. ;)
A mama mówiła , nie jedz surowych ziemniaków.....:)
Po namyśle stwierdzam, że następnym razem można próby uzyskania inspirującej gorączki „zorganizować” z większym rozmachem. Autora musi zarazić (obcałowując oczywiście) odpowiednio zakatarzona Forumowiczka. Transmisja z castingu tej jedynej – obowiązkowo w komercyjnych stacjach TV. Zyski można przeznaczyć na rozbudowę serwerów, czy inny szczytny cel. Ba, mam nawet tytuł tego hitu sezonu:
[fanfary grają, owacje na widowni]
Jak oni smarkają!
;)
Ps. W następnym poście pisana niestety „na zimno” kolejna odsłona dramatu.
Ciemność. Nawet jeden wyliniały i zapchlony foton nie chciał musnąć jego obolałej matrycy. Nie był nawet pewny czy w ogóle jeszcze żyje. Właściwie skłaniał się ku przeciwnej teorii. Wtedy pojawił się gryzący obwody niepokój o to, co go czeka po drugiej stronie. Coś pstryknęło. Wątły strumyczek światła podrażnił jego czujniki. Otrząsnął z obrzydzeniem matrycę – fuj, całkiem monochromatyczne. Nie było żadnych szans ustawić odpowiedniego balansu bieli. Postanowił zebrać się w sobie i ostrożnie odczytać parametry podłączonego obiektywu. Po kilku nieudanych ramkach transmisji stwierdził z przerażeniem, że jest jednak nagi. Ze wstydu podkulił lustro, zauważając w tym momencie, że na jego matrycy powstaje coś na kształt niezbyt ostrego obrazu. To skłoniło go do wysnucia przerażających wniosków. A więc jednak jest w piekle, gdzie całą wieczność będzie cierpiał męki fotografii otworkowej. Jedyny obiektyw, jaki mu się może udać (przy dużej dozie szczęścia) podłączyć, będzie pewnie wykonany z pomiętego kartonu i denka od słoika, częściowo pokrytego zaschniętą musztardą. Nim opadł na samo dno rozpaczy ktoś energicznie przesunął wyłącznik.
– Agencie Siedem Zero Zero! Wstawać, nie marudzić, macie zdać raport szefowej – usłyszał szorstkie polecenie. Niezdarnie zaczął się więc gramolić z pudełka.
– Co robisz ćwoku? Ubierz się najpierw! Tu masz garnitur w rozmiarze 50/1.4. Przecież nie pójdziesz do niej z lustrem na wierzchu baranie – bezceremonialnie go zbesztano. Och, to już nie te czasy, gdy ze swoimi dwoma zerami i licencją na fotografowanie budził ogólny respekt. Aby trochę zyskać na czasie poprosił o „szluga” z filtrem polaryzacyjnym. Jak się można było spodziewać dostał jednak tylko zwykłego skręta UV podłej jakości.
– Nie podskakuj koleś, nie będę marnował najlepszego towaru na gościa, który pewnie straci swoją licencję. Ciesz się, że udało mi się ciebie przemycić w worku na odpady z tej mordowni. Już mieli zacząć zrywać gumy z twoich czterech liter. Nie ma bata, pewnie byś wtedy wszystko wyśpiewał, dobrze wiem do czego są zdolni – dodał niezbyt uprzejmym tonem jego rozmówca.
Wezwanie do osobistego złożenia raportu przed obliczem szefowej nie wróżyło niczego dobrego. Niejeden twardziel mimo magnezowego szkieletu wybiegał od niej z podwiniętym paskiem, poczym długo jeszcze polerował szpetne szramy na wyświetlaczu LCD. Nikt właściwie nie znał jej nazwiska, gdyż dla zachowania ścisłej tajemnicy współpracownikom przedstawiała się zawsze jako „N”. Sądząc po wyglądzie, urodziła się w epoce czarno-białych błon zwojowych. Złośliwi twierdzili wprawdzie, że zamiast pieluch używała szklanych klisz formatu 18x24, ale nie mogła być przecież aż tak stara. Bardziej prawdopodobne były szeptem tylko przekazywane plotki o jej związkach w czasach „minionej epoki” ze złowrogim ORWO. Podobno piastowała wysokie stanowisko w departamencie UT-18, który zajmował się zwalczaniem nielegalnych wówczas prywatnych wytwórni kolorowych odbitek. Mając to wszystko na uwadze, nie należy się dziwić ponurym myślom, które kłębiły się mniej dziarskiemu niż zwykle agentowi pod pryzmatem. W podłym nastroju udał się do gabinetu szefowej.
– Ale dałeś ciała, Siedem Zero Zero! Żeby tak się dać załatwić podczas pierwszego poważnego zadania. Bardzo jestem ciekawa, co też masz na swoje usprawiedliwienie – rzekła złośliwie marszcząc brwi. Już sam ten gest spowodował, że popuścił nieco elektrolitu z akumulatora. Na całe szczęście uszczelnienia pokrywy komory zasilania trzymały dobrze. Zaplamienie dywanu szefowej wiązałoby się niechybnie z poznaniem w praktyce bolesnych procedur dyrektywy WEEE na najbliższym elektro-szrocie.
Nim odpowiedział na pytanie, przypomniał sobie gorący entuzjazm po odebraniu przydziału do operacji „Delta-Sigma”. Nadawał się idealnie do tej akcji. Był wystarczająco drogi, by spokojnie poleżeć na półce – bez ryzyka natychmiastowego zakupu. Jednocześnie jego cena nie budziła poważnych podejrzeń, czym jednocyfrowi kuzyni nie mogli się już pochwalić. Przedmiotem szpiegowskiego działania miała być dyskretna inwigilacja znanej sieci salonów schadzek sprzętu optycznego. Centrala podejrzewała, że wbrew jej zaleceniom odbywają się tam dzikie międzysystemowe imprezy, połączone z wykorzystaniem zakazanych od niedawna dandelionów.
Od samego początku wszystko się zaczęło sypać. Jego przydziałowa partnerka SanDi vel. „Słoneczko” za sprawą menadżera salonu dostała się w szpony dominującego na sąsiedniej półce samca Alfa. Ten podlec, jak można się domyśleć zorganizował jej takie pranie kości pamięci, że pewnie do dziś chodzi tylko w trybie PIO4. Kolejnym nieszczęściem był ukartowany zapewne mariaż z wyszkoloną agentką wroga o pseudonimie „Lexi”. Okrutna zawodowa zabójczyni udawała słodką idiotkę, odzianą jedynie w koronkową bieliznę UDMA. Od tej pory nie mógł kontaktować się z centralą, gdyż banda zafajdanych, biurokratycznych skąpców nie wyposażyła go w transmiter WiFi ani moduł GPS. Jakby tego było mało, zaraz zjawiła się klientka, która została przy pomocy perfidnych marketingowych sztuczek chytrze zbajerowana. Takim oto sposobem wietrzący spisek sprzedawca wysłał go w daleką podróż, przydzielając mu dodatkowo „ochronę” w postaci wspomnianej agentki. Niefortunna transakcja pozbawiła go definitywnie możliwości prowadzenia dalszej obserwacji salonu. Kolejne tygodnie upłynęły mu na gorączkowych próbach nawiązania łączności ze zwierzchnikami. Przesyłanie znaczonych plików RAW i JPG nie miało jednak szans powodzenia, gdyż okrutna „Lexi” z lubieżnym uśmiechem edytowała im EXIF’y. Wtedy skojarzył fakty. Tak samo załatwiono jego poprzednika, agenta Trzy Zero Zero, który po dekonspiracji dodatkowo skończył w oczku wodnym. Podobno przeżył, ale uprawianie fotografii podwodnej bez odpowiedniego zabezpieczenia nie wpłynęło dobrze na wierność przekazywanego obrazu. Kto uwierzy kolesiowi z niebieskim zafarbem i zamglonym wizjerem? Nigdy nie wrócił do zawodu – już dwa lata jest na rencie inwalidzkiej.
Trzeba było działać! Naszkicował więc cichaczem na matówce ryzykowny plan dalszych posunięć. Po pierwsze – trzeba się ponownie dostać do podejrzanego salonu. Bez wyników obserwacji lepiej nie wracać do centrali, gdyż kierownictwo nie tolerowało niepowodzeń. Po drugie – musi się uwolnić od kłopotliwego towarzystwa zainstalowanego w slocie CF. Znienacka nadeszło olśnienie, bez mocnego procesora nie byłby w stanie wymyślić aż tak śmiałego planu. Miał on wprawdzie kilka niepewnych punktów, ale czego się nie zrobi „dla Króla i Ojczyzny”. Korzystając z chwilowej nieobecności jego gnębicielki, leciutko zmienił pozycję prowadnic gniazda karty. Plan zadziałał, bo przy próbie ponownej jej instalacji pokrzywiły mu się piny. Ależ to bolało! Teraz tylko pozostawało konsekwentnie udawać trupa. W rezultacie albo trafi bezpośrednio do szpitala, co ze względu na renomę zespołu doktora Hansa nie wróży niczego dobrego, albo też wróci do salonu mając żółte papiery nazywane inaczej rękojmią. Bardzo liczył na to drugie rozwiązanie. Poleży tam kilka dni, wyszpieguje co się tylko da. Ostatecznie i tak czeka go niesławny szpital, ale z informacjami ukrytymi w pamięci NV-RAM będzie mógł zdać raport w centrali. Oczywiście zakładając, że go wyciągną z łap pomagierów doktora Hansa, zanim ci zedrą mu wszystkie gumy z korpusu. Dziś już wiedział, że nawet tam agencja ma swoich ludzi. Jeden z nich zgrabnie udając kretyna, niby go zrzucił ze stołu, dokonując w locie błyskawicznej podmiany. Resztę załatwił poniżający transport w worku na odpadki. Jak jednak powiedzieć szefowej, że bateria podtrzymująca nielotną ponoć pamięć NV-RAM rozładowała się na skutek długotrwałego odłączenia akumulatora głównego?
Forum działa, więc w końcu przeczytałem zaległy odcinek serialu :) jak zwykle rewelacja :)
Po dłuuugiej przerwie donoszę co następuje:
do dnia dzisiejszego nie dostałam oficjalnego pisma, tj komuś w FJ nie chciało się wysłać poleconego. Poszłam do sklepu i okazało się że reklamacja jest już dawno rozpatrzona!
Podparli się ekspertyzą Nikona, która stwierdza, że:
- usterka nastąpiła z winy klienta...
-... ponieważ została użyta WADLIWA KARTA lub karta została użyta NIEDBALE
Ręce mi opadły ponieważ:
ad.1 - jest to podstawą do naprawy w ramach rękojmi (a nie moja wina)
ad.2 - czytałam długo instrukcję obsługi i nie dopatrzyłam się definicji DBAŁOŚCI.
W związku z powyższym oczywiście wnoszę odwołanie.
Jesteś twarda.
Mnie by się już nie chciało... to przecież walka z wiatrakami.
Czy wycenili potencjalną naprawę?
miron19j
19-12-2010, 23:02
Jesteś twarda.
Mnie by się już nie chciało... to przecież walka z wiatrakami.
ale czemu?
Jeżeli kupiła kartę w tym samym sklepie (a tak przecież jest), to winę za nieoryginalną kartę ponosi sklep.
A jak można włożyć niedbale kartę do gniazda? Jeżeli jest taka możliwość, to znaczy, że prowadzenie karty jest niewłaściwe. A za to odpowiada producent aparatu.
Forum nareszcie ruszyło. Podczas minionego tygodnia powstało wiele hipotez odnośnie przyczyn awarii. Czy jednak istnieje związek pomiędzy pogiętymi pinami a tygodniowym, przymusowym odwykiem Nikoniarzy…
Serwerado
Wraz z pierwszymi promieniami niedzielnego słońca nadeszło telefoniczne wezwanie do ministerstwa. Podejrzany weekendowy termin oraz kilka przekleństw rzuconych w słuchawkę przez podsekretarza stanu, kazały szefowej służb specjalnych zachować daleko posuniętą ostrożność. Dlatego po kilkunastu minutach, bez makijażu i w chaotycznej fryzurze, przekraczała raźnym krokiem bramę wiodącą do jednego z najważniejszych miejsc w państwie. Już sama nazwa wygrawerowana na mosiężnej tablicy budziła respekt przechodniów – Ministerstwo Akwizycji Obrazu i Grafiki Rastrowej. Znajomy strażnik nawet nie spojrzał na przepustkę, znał przecież dobrze swoją byłą szefową. To właśnie jej zawdzięczał obecną spokojną posadę. Po bolesnej dekonspiracji, nie zostawiła go na lodzie, załatwiając mu mało wymagający i godziwie płatny etat. Tak, mimo opinii jędzy, „N” zawsze troszczyła się o swoich podwładnych, w tym wypadku uzyskując bonus w postaci sporej ilości fotografii przedstawiających życie codzienne ministra i jego świty. Przebogata treść obyczajowa wspomnianych prac kompensowała ich niedostatki techniczne, jak i artystyczne.
Minister Błyskalski aż kipiał z wściekłości. Wytrzeszczone, przekrwione oczy ginące w nalanej twarzy, świdrowały „N”, gdy przekraczała próg gabinetu.
– Jak to możliwe, że szczegóły tajnych misji służb specjalnych podległych mojemu resortowi są bezczelnie ujawniane na ogólnodostępnych stronach w sieci? Macie u siebie kreta! – grzmiał tubalnym głosem minister. – Domagam się natychmiastowych, intensywnych oraz niezawodnych działań w celu wykrycia i surowego ukarania sprawców! W przeciwnym wypadku polecą głowy, poczynając od Pani – kontynuował swą tyradę, zajmujący wysokie stanowisko człowiek o wytrzeszczonych gałach.
Reszta audiencji zapewne przebiegałaby w podobnie przyjaznej atmosferze, gdyby nie przybycie magister Anastazji Gibkiej – znanej specjalistki w dziedzinie niekonwencjonalnych technik relaksacyjnych. Perspektywa rychłego pozbycia się nadmiaru stresu skłoniła bliskiego apopleksji Błyskalskiego do zakończenia spotkania.
– Oho, będą nowe zdjęcia – ze złośliwym uśmieszkiem pomyślała „N”, przypominając sobie groźby rychłej utraty głowy. Pierwszą rzeczą, której nauczyła się podczas służby w ORWO była dbałość o swoje stanowisko pracy. Oprócz wzorowego porządku na biurku, zawsze miała grubaśną teczkę „haków” na każdego swojego zwierzchnika, jak też i podwładnego.
Coś jednak trzeba było przedsięwziąć w sprawie kreta, zanim swą wywrotową działalnością podkopie fundamenty zaufania społecznego. Plan działania składał się z trzech punktów:
a) usunąć informacje z sieci,
b) wykryć sprawcę przecieku,
c) założyć mu cementowe buciki.
Wstępny rekonesans wykazał, że kret okopał się na pewnym poczytnym (o zgrozo) forum, opisując drobnym białym tekstem najskrytsze działania agencji. Szybkie sprawdzenie krajowych oraz zagranicznych portali społecznościowych, zwanych także najlepszymi przyjaciółmi komornika, nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Pozostawała więc jedynie infiltracja serwera obsługującego podejrzane forum, w celu zdobycia IP przestępcy. Sprawę utrudniała niestety zagraniczna lokalizacja maszyny. Etatowy ministerialny program hakerski nie poradził sobie z tym zadaniem, zapewne na skutek stosowania zaawansowanych technik ochronnych przez obsługę serwerowni. Wrócił skamlący, powłócząc zwichniętą funkcją ScanNetIP(). Jego przeciwnikami musieli być fachowcy najwyższych lotów, gdyż tylko garstka prawdziwych informatycznych guru zna sztuczkę z zawiązywaniem podwójnego supła na kablu sieciowym. Jak dotąd nikt na świecie nie wymyślił lepszego zabezpieczenia przed wrogimi bajtami.
– Muszę kogoś tam wysłać – pomyślała „N”. Wrodzona lekka paranoja, którą pieszczotliwe nazywała ostrożnością, podsunęła natychmiast obraz wpadki agenta i związanej z tym wrzawy medialnej. Minister chyba by eksplodował, a przecież szkoda zachlapać stylowe meble w jego gabinecie. W trosce o politurowane blaty, postanowiła zatrudnić wolnego strzelca, którego nikt nie skojarzy z jej agencją. Przeglądając oferty zamieszczone na stronie www.willspyforfood.com znalazła pod numerem 420 anons Olka piszącego, że w związku z porzuceniem jego całej rodziny przez bezduszną korporację cierpi niedostatek. Z głodu skurczyła się mu matryca do rozmiaru 4/3, więc przyjmie dowolne zlecenie za jakikolwiek obiektyw, choćby nawet typu „naleśnik”. Uśmiechnęła się patrząc na jego wątły, plastikowy korpus, z ledwie dającym się zauważyć anemicznym uchwytem. Decyzja zapadła: kupi mu ten obiektyw, wetknie w wygłodzone mocowanie i wyśle w zagraniczną podróż.
Olek był bardzo punktualny. Nieśmiało przysiadł na statywie oczekując dalszych poleceń, co rusz jednak łypiąc wizjerem w kierunku pudełka z upragnionym „słoikiem”.
– Weź go już, podłącz, bo ci ślinka z mocowania cieknie – usłyszał wreszcie zezwolenie. – Potem idź do magazynu po resztę gadżetów. Tu masz plan misji i bilety na przewóz pocztą lotniczą. Na miejsce dojedziesz ukryty w przesyłce kurierskiej. Jak się dobrze sprawisz, to ci załatwię wypasionego, jasnego zooma. Tego nie trzeba było powtarzać dwa razy. Zwinnie owinął się folią bąbelkową, następnie wskoczył do pudełka po butach, a wezwany kurier zabrał przesyłkę.
– Zainstalowałeś mu pakiet lojalnościowy? – zapytała „N” technika w żółtym fartuchu.
– Oczywiście, jeszcze się cieszył, że ma nowe radyjko z budzikiem i chromowaną antenką. O trotylu pod baterią, zapalniku radiowym i czasowym przezornie nic nie wspominałem – dodał z szatańskim uśmieszkiem technik.
Świeżo zwerbowany szpieg bardzo chciał się wykazać. Jeszcze nigdy nie był tak blisko posiadania własnego jasnego zooma. Z emocji aż mu drżała matryca. Przypomniał sobie, że dobry agent zawsze wtapia się w tło. Postanowił więc wyglądać jak miejscowi. W sanki na lampę błyskową wsunął mały zielony kapelusik, a na obiektyw założył kufel od piwa. Tak przebrany ruszył w stronę serwerowni. Obsługa właśnie miała przerwę na jodłowanie, co bardzo mu ułatwiło wejście na teren obiektu. Dostępu do serwera broniła jednak tabliczka ze złowrogim napisem głoszącym, że psucie komputerów jest surowo zabronione. Gdy tylko próbował dobrać się do kompa, patrzyła mu w oczy wzbudzając okropne wyrzuty sumienia. Takie zabezpieczenie było widocznie wystarczające w kraju, którego obywatele znani są z zamiłowania do przestrzegania przepisów. Aleksander spędził swą młodość w zgoła odmiennych warunkach. Szybko rozejrzał się wokoło, planując dalsze niecne posunięcia. Wykorzystał fakt, że nigdzie nie było informacji o zakazie działań wobec warującej u stóp serwera tabliczki. Odwrócił więc ją do ściany, dodatkowo przykrywając wczorajszą gazetą. Teraz przyszła kolej na masywny, wesoło szumiący wentylatorami komputer. Otworzył najnowsze wydanie podręcznika szpiega, na rozdziale: „Jak trwale usunąć cyfrowe informacje – instrukcja w trzech prostych krokach”. Krok pierwszy – zdobądź uprawnienia administratora, lub zaufanie atakowanej maszyny. Wybrał drugie z proponowanych rozwiązań, gdyż dysponował płynną esencją zaufania w szklanym opakowaniu o pojemności 0,7 litra. Śliwowica ułatwiała dodatkowo pomyślne załatwienie kroku drugiego – wykasowanie zawartości pamięci RAM. Każdy, kto przesadził ze spożyciem wie, jak ten napój działa na zawartość pamięci. Realizacja trzeciego kroku nastręczała pewne trudności. Wedle podręcznika należało zaproponować komputerowi wymianę pamiątek, pilnując by wysępić odpowiedni talerz z dysku twardego. Sęk w tym, że wstawiony śliwowicą komputer chciał dostać coś bajeranckiego. Nie podobał mu się filtr, bo był szary, a pilot podczerwony miał tylko jeden przycisk. Dopiero na widok radyjka z budzikiem serwerowi zabłysły LED’y. Trzy kolejki później było po sprawie. Pijacki informatyczny bełkot zamienił się w gigabajtowe chrapanie. Olek zaś oddalił się raźnym krokiem, mając w futerale wszystkie potrzebne informacje. Zdziwił się nieco, gdyż nie znalazł w nim biletów na podróż powrotną. Chłodno myśląc o przesadnych oszczędnościach w sektorze publicznym, udał się łapać stopa. W trzecim dniu podróży przypadkiem znalazł gazetę z wielkim nagłówkiem: „Tajemnicza eksplozja serwera – terroryści znowu atakują”.
Też łączyłam te dwa wątki ;)
A co do naprawy, to wyceniono ją na 980 zł. Ale to nie u kasę już chodzi (byłoby szybciej, wiem), ale o zasadę. A że mi się chce? Trudno, już taka się urodziłam..
cervandes
20-12-2010, 13:05
za 980pln to ja bym sobie wspawał na stałe kartę do aparatu sam, nie jest to wielka filozofia, oddaj to dziewczyno do niezależnego serwisu bądź elektronika który wie co i jak.
szymonvader
20-12-2010, 14:40
jeżeli ma gwarancje i będzie coś dłubane w nieautoryzowanym serwisie to jej anulują. Jeżeli nie ma gwarancji jak kolega powyżej, wprawiony elektronik załatwi sprawę szybko i za 0,5 l;) bo robocizny z tym nie ma za wiele.
Ale przynajmniej wiadomo czy po odgięciu pinów aparat nadal dead? Co konkretnie mają zamiar wymieniać jeżeli chcą takie pieniądze?
Pozdr
Spodziewałem się gratisowej naprawy no ale jak to w Polsce można się było tego spodziewać, ehhh...
Ale przynajmniej wiadomo czy po odgięciu pinów aparat nadal dead? Co konkretnie mają zamiar wymieniać jeżeli chcą takie pieniądze?
Pozdr
Zapewne lampę na biurku kierownika serwisu..
w Polsce to już za darmo nawet po twarzy nie dostaniesz... czyli prostowanie pinów nie było głupim rozwiązaniem- zapewne oni wymienią czytnik kart pamieci w aparacie na nowy z prostym pinem, zmienia ogumowanie i policzą robocizne i zapewne stąd to 900 zł, bo wymiana całej elektroniki chyba troche drożej by kosztowała... powodzenia w walce z serwisem, który jednoznacznie coś stwierdził - wina klienta to wina klienta i żadne odwołanie nie pomoże już niestety chyba... moim zdaniem szkoda czasu i nerw.
Właśnie tego jestem ciekaw. Czy samo gniazdo + robota bedzie tyle kosztowała.
edit;
jeżeli nie wiadomo w jakim faktycznie stanie sprzęt, ja bym go zabrał od nich i odgiął, nawet u nich na biurku, i jak nic, to znowu oddał. A gdyby wstał...to bym się śmiał.
Właśnie tego jestem ciekaw. Czy samo gniazdo + robota bedzie tyle kosztowała.
przy wymianie tego gniazda będą musieli wymienic gumy za 250 zł wiec chyba to realne ...
W tej cenie jest wymiana gniazda karta, ale również płyty zasilania. Oczywiscie i gumy :)
Padło. Padło na amen.
Martini30
21-12-2010, 11:58
Pinquin trzymam kciuki !! Nie daj się,walcz. W tym świecie wszystko tak przekonstruowano, że jednostka z reguły dostaje po tyłku. Jak czytam jak w innych krajach dbają o klienta to serce ściska. W USA na obiektywy nikona 5lat gwarancji... a w Europie jak 2 lata to już sukces ;) Mam nadzieje,że FJ z racji sprzedaży kompletu załatwi to sobie z Nikonem polubownie i na swój koszt. Inaczej FJ ode mnie nie wyciągnie już złotówki ;)
W tej cenie jest wymiana gniazda karta, ale również płyty zasilania. Oczywiscie i gumy :)
Padło. Padło na amen.
Ale jestes pewna, ze plyta zasilania padla od pokrzywionego pina? Bo moga byc to 2 niezalezne rzeczy.
Niech dokladnie Ci okresla i postawia diagnoze na pismie co i przez co wysiadlo bo snuc domysly kazdy moze.
Kiedys pojechalem do salonu Fiata bo samochod zacza mi szarpac podczas jazdy. Podlaczyli swoje madre urzadenie do mojej centrali i okazlo sie ze komputer cos sie krzaczy. Wymianiono komputer ale nic nie pomogla wiec dalej szukali. Wymienili czujnik obrotow. I dalej nic... Wymienili swiece ale dalej nic. W koncu zasugerowalem wymiane przewodow do swiec bo juz 10 lat na nich jezdzilem. Tak wiec zamiast 3,5k [komputer] + 0.4k [czujnik] zaplacilem tylko 0,2k za przewody a swiece to juz wymienilem dla swietego spokoju.
Zadaj od nich dokladnej ekspertyzy na pismie!
stachmuszel
21-12-2010, 13:23
w Polsce to już za darmo nawet po twarzy nie dostaniesz... czyli prostowanie pinów nie było głupim rozwiązaniem- zapewne oni wymienią czytnik kart pamieci w aparacie na nowy z prostym pinem, zmienia ogumowanie i policzą robocizne i zapewne stąd to 900 zł, bo wymiana całej elektroniki chyba troche drożej by kosztowała... powodzenia w walce z serwisem, który jednoznacznie coś stwierdził - wina klienta to wina klienta i żadne odwołanie nie pomoże już niestety chyba... moim zdaniem szkoda czasu i nerw.
Przykro mi, ale moim zdaniem kolega simil ma rację. Nic nie ugrasz, bo tak naprawdę to Twoja wina. Piny same sie nie pogięły. Szkoda tylko czasu, nerwów i nadziei. Podobno ona umiera ostatnia.
Pozdr.
w Polsce to już za darmo nawet po twarzy nie dostaniesz... czyli prostowanie pinów nie było głupim rozwiązaniem- zapewne oni wymienią czytnik kart pamieci w aparacie na nowy z prostym pinem, zmienia ogumowanie i policzą robocizne i zapewne stąd to 900 zł, bo wymiana całej elektroniki chyba troche drożej by kosztowała... powodzenia w walce z serwisem, który jednoznacznie coś stwierdził - wina klienta to wina klienta i żadne odwołanie nie pomoże już niestety chyba... moim zdaniem szkoda czasu i nerw.
a czemu nie wina kadry? :)
to co stwierdzi serwis wcale nie oznacza, ze nie mozna tego podwazyc i dochodzic swoich praw przed sadem :)
Sugeruję, żeby do sprawy podejść chłodno, bez emocji, ale z kalkulatorem w ręku. Najpierw wstępnie oszacować ile Koleżanka straci czasu (a więc i zarobku) na prowadzenie działań sądowych, ile zapłaci za ewentualną pomoc prawną. Przeprowadzenie rachunku zysków i strat dla poszczególnych scenariuszy (naprawa na własny koszt, wygrana lub przegrana sprawa w sądzie) pomoże wybrać optymalne rozwiązanie, czego serdecznie Koleżance życzę.
Tu wcale nie chodzi o nasza Kolezanke i o to czy straci czy zyska :)
Tu chodzi o serwis na ul.Postepu, ktoremu wydaje sie wie wszytsko najlepiej i ze zwyklego szaraka nalezy kopac w tylek :) tak dla zasady ;p bo po co maja do tego dokladac ;)
Wiem, że jeśli dojdzie do sprawy sądowej, to czeka mnie gruba przeprawa. Wiem, że pewnie szybciej i taniej byłoby naprawić samemu.
Wiem też, że nie zawiniłam przy usterce aparatu i nie mam zamiaru płacić za jego naprawę. Jak już pisałam - nie chodzi o ten głupi tysiąc. Chodzi o zasadę. Nie można tak traktować klienta i liczyć że im w zębach przyniesie pieniądze i będzie jeszcze dozgonnie wdzięczny za naprawę. Sami panowie na Postępu uznali że jest to wina kartu lub niedbałego jej użycia. Czyli nie użycia siły, użycia innego niż instrukcja nakazała, działania widelca w slocie czy jakichkolwiek innych pomysłów.
W takim wypadku uważam, że powinnam mieć naprawiony sprzęt na ich koszt.
Inna sprawa, to że faktycznie z niewiadomych przyczyn zdarzały się przypadki zwarcia w d700 i konieczności wymiany płyty zasilania - i nie wiadomo czy piny miały z tym cokolwiek wspólnego. Wszak aparat z błędem CHA żył ze dwa dni, a dopiero 3go umarł...
Tu wcale nie chodzi o nasza Kolezanke i o to czy straci czy zyska :) (…)
Racja, pojęcia „rachunek zysków i strat” użyłem potocznie, bez głębszego zastanowienia. W tej sytuacji można tylko mniej lub więcej stracić. :(
(…) Tu chodzi o serwis na ul.Postepu, ktoremu wydaje sie wie wszytsko najlepiej i ze zwyklego szaraka nalezy kopac w tylek :) tak dla zasady (…)
Dodam przewrotnie, że zwykły szarak w tej sytuacji powinien być szczęśliwy, bo jest TYLKO kopany w tyłek, a może zawsze być gorzej… ;)
(…) Jak już pisałam - nie chodzi o ten głupi tysiąc. Chodzi o zasadę. (…)
Zdaję sobie z tego sprawę, i gorąco kibicuję, licząc na świąteczny cud – naprawią, zapłacą i przeproszą. Namawiam jedynie do chłodnego podejścia, by decyzje były nie były wynikiem emocji. Żeby nie było jak w reklamie „satysfakcja z wygranej: bezcenna, za resztę zapłacisz kartą” (optymistycznie zakładając wygraną). Podejmując temat trzeba oszacować ile mogę poświęcić w imię zasad. Brutalne, ale chyba prawdziwe.
Tu chodzi o serwis na ul.Postepu, ktoremu wydaje sie wie wszystko najlepiej i ze zwyklego szaraka nalezy kopac w tylek :)
Nie wiem skąd taka opinia - byłem tam dwukrotnie i oni razu nie "kopnięto mnie w tyłek". Może dlatego, że nie wypinałem na nich d..y.
Mysle, ze pinquin tez sie na nich nie wypiela bo odeslala aparat :) a mogla sama wyprostowac piny i przygrac glupa, ze o niczym nie wie i odeslac im aparat.
Ogolnie dziwi mnie taka latwosc skrzywienia pinu przy uzyciu kart dedykowanych przez Nikona.
Wiem, że jeśli dojdzie do sprawy sądowej, to czeka mnie gruba przeprawa...
...Inna sprawa, to że faktycznie z niewiadomych przyczyn zdarzały się przypadki zwarcia w d700 i konieczności wymiany płyty zasilania - i nie wiadomo czy piny miały z tym cokolwiek wspólnego. Wszak aparat z błędem CHA żył ze dwa dni, a dopiero 3go umarł...
Być może te dwa wygięte piny nie mają związku przyczynowo-skutkowego z awarią zasilania. To będzie musiał stwierdzić biegły. Wówczas serwis będzie mógł obciążyć jedynie kosztami związanymi z wymianą gniazda karty pamięci.
To bardzo ważne, gdyż doskonale wiemy jak często próbuje naciągać klientów na nieuzasadnione koszty naprawy.
Mysle, ze dla zasady pinquin powinna tym dziadom pokazac, ze swiat sie z nich smieje ;) i rozeslac ta informacje do innych serwisow, forow, etc...
Sprawa jak dla mnie wygrana!
ps. mala podpowiedz dla rycerza: http://www.sjp.pl/co/dziad
ps. mala podpowiedz dla rycerza: http://www.sjp.pl/co/dziad
Chyba ekonteta ;)
Chyba ekonteta ;)
chyba jednak nie http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=167441 ;)
a czemu nie wina kadry? :)
Kadry kierowniczej? :)
szkiełko
03-01-2011, 02:00
żadnych nowości?:(
Nie, bo umarł :D
żadnych nowości?:(
Dziś mamy nowe święto narodowe, więc dziś nie :)
Jutro idę się dowiedzieć jaka jest odpowiedź na moje odwołanie - bo już powinna być.
Rozmawiałam też z prawnikiem na temat ewentualnej sprawy, tj. o kosztach, dowodach itp. W sensie będę raczej walczyć dalej.
Czekam więc cierpliwie i trzymam kciuki.
W piątek dostałam informację, że odpowiedź została do mnie wysłana. Nie powiedziano mi jaka, więc czekam na listonosza...
Ostatnio też jedna osoba podpowiedziała mi, że w przypadku odmowy, sprawę sądową można zrobić jako zbiorowy pozew, bo problemy z pinami, mam nie ja jedna. Moim zdaniem są one za delikatne i już.
Parodia. Wysłano odpowiedź, ale nie mogą jej przekazać osobiście. Poczta list dostarczy za tydzień, kolejne przeciąganie już i tak zdenerwowanego użytkownika aparatu..
lukaszD1x
10-01-2011, 19:07
Współczuję:(
Parodia. Wysłano odpowiedź, ale nie mogą jej przekazać osobiście. Poczta list dostarczy za tydzień, kolejne przeciąganie już i tak zdenerwowanego użytkownika aparatu..
Dodam, że otrzymałam wreszcie pocztą odpowiedź na moje pierwsze pismo (bo w końcu odebrałam osobiście w punkcie sprzedaży). W kopercie cała korespondencja była jako załącznik do pisma, że przesyłają mi PONOWNIE, bo pierwszy list wrócił jako nieodebrany... Dziwne, nie? Listonosz złośliwiec zapomniał o wrzuceniu zarówno Awizo, jak i Awizo powtórne... :roll:
krzysiekn
19-01-2011, 21:59
są jakieś nowe wiadomości ? może ożył ?:sad:
Dodam, że otrzymałam wreszcie pocztą odpowiedź na moje pierwsze pismo (bo w końcu odebrałam osobiście w punkcie sprzedaży). W kopercie cała korespondencja była jako załącznik do pisma, że przesyłają mi PONOWNIE, bo pierwszy list wrócił jako nieodebrany... Dziwne, nie? Listonosz złośliwiec zapomniał o wrzuceniu zarówno Awizo, jak i Awizo powtórne... :roll:
zażądaj dowodu nadania - na 100 % nie mają - jeśli nie - po ptokach, jeśli sfałszują pozamiatane :p
tak sobie czytam ten watek, i az stwierdzilem ze pogłaskam moja puszke, zeby przyadkiem nie wpadła na pomysł zeby wywinac kitajca.
az strach myslec...
Innervoice
20-01-2011, 01:57
tak sobie czytam ten watek, i az stwierdzilem ze pogłaskam moja puszke, zeby przyadkiem nie wpadła na pomysł zeby wywinac kitajca.
az strach myslec...
Słoiki pogłaskaj, bo też lubią się droczyć z właścicielem :-P
Odebrałam wczoraj sprzęt ze sklepu - odwołania oczywiście nie uznano. Naprawiam teraz na własny koszt i zgodnie z planem, przygotowuję się do procesu. Już rozmawiam z dwoma prawnikami - obydwaj są zgodni, że jeśli nie popełnię błędów prawnych, to sprawa jest jak najbardziej do wygrania ;) Trzymajcie wic kciuki i nie wykluczone, że będę w jakiejś tam przyszłości potrzebować świadków, którym się też piny przy wkładaniu karty powyginały, albo takich co tyle o tym słyszeli, że się boją karty ruszać. Więc wtedy przybędę i będę prooooosiiiiić :D
Gorąco sekunduję i życzę powodzenia u Temidy!
-----------------------------------------------------------------
Z "wygraną" byłbym ostrożny. Prawnicy każdemu mówią w ten sposób, bo to ich sposób na kasę. Generalnie nie będzie można udowodnić, że awaria wystąpiła w wyniku prawidłowego postępowania z aparatem. Kolejne dwa czy nawet dziesięć takich samych przypadków może nie być traktowane jako dowód.
Obym się jednak mylił!
velaskez
22-01-2011, 22:03
Dopiero teraz tu dotarłem. Serial mnie zniszczył, w pozytywnym tego słowa znaczeniu;)
Życze Ci powodzenia. Trzymam kciuki:) Będzie dobrze.
będę dzwonić do serwisu w jakim terminie mi zrobią, bo mam niedługo zlecenie któremu nie dam rady na d80... Więc oby wszystko poszło gładko. Z drugiej strony to tylko wymiana dwóch częsci - gdyby nie utrata gwarancji, pewnie sama bym dała radę ;)
Minęło już trochę czasu. Weź powiedz: Twoim zdaniem co było przyczyną wygięcia tych pinów? Nie chodzi mi o jakieś domniemane wady ukryte tylko konkretnie co mogło je fizycznie wygiąć? Były proste i się wygięły... Nie pytam złośliwie.
Tapatalk on my HTC Desire
tomek20stencel5
23-01-2011, 07:48
Jeżeli chodzi o sprawę to zdziwiłbym się jeżeli któryś prawnik powiedziałby że sprawa nie jest do wygrania bo nie byłby wtedy chyba normalny :D. Mnie się wydaje, choć chciałbym się mylić, że sprawy nie wygrasz, bo tak jak kolega amirez mówił, ciężko będzie udowodnić, że prawidłowo użytkowałaś aparat podczas "uszkadzania" :D. Tak czy siak, powodzenia i wytrwałości, bo tej Ci zabraknąć nie może ;)
Piotrek 77
23-01-2011, 09:45
Ja po tej całej lekturze stwierdzam - może błędnie- że czym droższy sprzęt to tym większe problemy. Z tanimi lustrzankami nbie było takich problemów. Sam miałem Pentaxa K200D i byl prawie nie do zdarcia
Minęło już trochę czasu. Weź powiedz: Twoim zdaniem co było przyczyną wygięcia tych pinów? Nie chodzi mi o jakieś domniemane wady ukryte tylko konkretnie co mogło je fizycznie wygiąć? Były proste i się wygięły... Nie pytam złośliwie.
Tapatalk on my HTC Desire
Moim zdaniem zbyt delikatne jest to wszystko. Piny wygięły się podczas wkładania karty, sam Fotojoker to przyznał w odpowiedzi na odwołanie, potwierdzając również że są od tego ślady na karcie. No więc jakim cudem pin nie trafił w kartę? Tego nie wiem...
Co jak co, ale wytrwałości to mi nie brak. I sprawa sądowa też nie moja pierwsza ;) Nie to żebym awanturnikiem była :D
ale ja nie rozumiem dlaczego ty się tych pinów czepiasz? przecież masz sprawę wygraną z tytułu przekroczenia terminu odpowiedzi. nie widzę szans, żeby byli w stanie przedstawić dowód nadania z twoim adresem. wykorzystaj ich olewactwo - mieli cię w głęboki poważaniu bo myśleli, że jesteś dla nich niegroźna - niech za to pocierpią.
Ja po tej całej lekturze stwierdzam - może błędnie- że czym droższy sprzęt to tym większe problemy. Z tanimi lustrzankami nbie było takich problemów. Sam miałem Pentaxa K200D i byl prawie nie do zdarcia
Bzdurny wniosek. Sam miałem D70, D80 i teraz D700 - są nie do zdarcia. Też tak mogę napisać, ale to będzie nieprawda, tylko subiektywna opinia z własnego doświadczenia i sposobu użytkowania. Ale i to byłaby nieprawda, bo w D70 miałem problemy z zacinającym się lustrem chociażby (mimo, że funkcjonuje po dziś dzień od momentu kupna w okolicach premiery). Na przykład mógłbym napisać, że gumy na moich puszkach kompletnie nie odchodzą i to lipne korpusy te D200, z którymi ludzie mają ten problem. Ale to też będzie nieprawda, bo to nie zależy od puszki, ale od splotu jakichś innych okoliczności. Do tego ten przypadek, gdy piny niedokładnie się wpasowały w otwory w karcie, nie ma związku z modelem aparatu zupełnie pewnie. A to dlatego, że gniazda kart mogą być wspólne dla wielu modeli. Mogą być robione przez zewnętrzną firmę itd itp. A to, że coś się komuś przytrafiło lub nie, to nie kwestia serii lub ceny sprzętu, a szczęścia w dzisiejszych czasach. Inaczej niepotrzebny byłby serwis, a gwarancję miałbyś na 40 lat. Każdy sprzęt ulega awariom. A już szczególnie taki, w którym jest połączenie mechaniki z elektroniką.
A co do gniazda i decyzji serwisu, to co oni tak naprawdę stwierdzili? Że usterka została spowodowana z winy użytkownika? Generalnie też mi trudno wyobrazić sobie jak markowa karta CF w takim gnieździe może wygiąć piny, ale fraza "nikon/canon/cf bent pins" w wyszukiwarce znajduje wiele takich przypadków. Stanowisko firm - nie naprawiamy na gwarancji. I tyle. Być może coś się dostało do otworu karty, być może piny były lekko krzywe od nowości i w krytycznym momencie dało się to we znaki. Chyba w tym przypadku należałoby potraktować tę usterkę jako zdarzenie losowe - powiedzmy tak, jakby nam cegła z dachu spadła na obiektyw w trakcie fotografowanie i go popsuła. Pech i tyle. Wątpię by dało się wygrać w sądzie sprawę o uznanie reklamacji usterki mechanicznej. Natomiast można próbować się uprzeć i jeżeli rzeczywiście zawalili terminy, to w ten sposób do sprawy podejść. Ale czy warto? Nie wiem.
Najgorsze jest to, że nie wiadomo czy sama wymiana gniazda poskutkuje tym, że aparat odżyje. Oby się udało.
Przegięcie z terminami niestety nie jest takie twarde jak w przypadku niezgodności towaru z umową (gdzie ustawa reguluje czas na odpowiedź). Korzystając z rękojmi byłam na słabszej pozycji...
A serwis co odpowiedział? Że wina użytkownika bo wadliwa karta lub niedbałe użycie karty. A Fotojoker nawet nie zadał sobie trudu, aby sprawdzić czy karta nie była faktycznie wadliwa. Jeśli to jest przypadek jak z cegłówką - szkoda że trafiło na mnie i będę walczyć, bo zbierałam dłuuuugo na ten sprzęt. I powinnam na nim teraz zarabiać, a nie zastanawiać się po nocach jak ja zlecenie zrobię na d80... :( Natomiast jest jasne dla mnie, że wielu użytkowników ma podobny problem, czyli ludziom masowo na głowy walą się cegłówki... A w takim wypadku to już można mieć pretensje to firmy budowlanej, że je chyba słabo montuje...
PS. W kosztorysie naprawy jest ujęta wymiana gniazda karty i płyty zasilania.
Bzdurny wniosek. Sam miałem D70, D80 i teraz D700 - są nie do zdarcia.
A co do gniazda i decyzji serwisu, to co oni tak naprawdę stwierdzili? Że usterka została spowodowana z winy użytkownika? Generalnie też mi trudno wyobrazić sobie jak markowa karta CF w takim gnieździe może wygiąć piny, ale fraza "nikon/canon/cf bent pins" w wyszukiwarce znajduje wiele takich przypadków. Stanowisko firm - nie naprawiamy na gwarancji. I tyle. Być może coś się dostało do otworu karty, być może piny były lekko krzywe od nowości i w krytycznym momencie dało się to we znaki. Chyba w tym przypadku należałoby potraktować tę usterkę jako zdarzenie losowe - powiedzmy tak, jakby nam cegła z dachu spadła na obiektyw w trakcie fotografowanie i go popsuła. Pech i tyle. Wątpię by dało się wygrać w sądzie sprawę o uznanie reklamacji usterki mechanicznej. Natomiast można próbować się uprzeć i jeżeli rzeczywiście zawalili terminy, to w ten sposób do sprawy podejść. Ale czy warto? Nie wiem.
Najgorsze jest to, że nie wiadomo czy sama wymiana gniazda poskutkuje tym, że aparat odżyje. Oby się udało.
Witam
przepraszam ale nie dokładnie tak. Jakby coś się dostało to by zostawiło ślad na karcie, pinach itp.
Zależy tylko od serwisu. Odpowiem przykłądem z branży elektroniki użytkowej choć nie foto - Nokia E55 model podobno nieudany. kupiłem ze względu na qwerty. Ma ładowanie aku poprzez mikro usb i żadnego więcej. Dużo używam i powiem poprzez nieuwagę, pośpiech, częste włączanie i wyłączanie ładowania, szarpanie przewodem czy w jakikolwiek sposób rozwaliłem gniazdo w telefonie, które w wyniku tego przestało ładować. Wtyk latał jak "Żyd po pustym sklepie" i ładowania zero. Zapakowałem telefon, gwarancja w rękę i do serwisu. Panu też nie ładował. Po 7 dniach odebrałem naprawiony telefon, wgrany nowy soft, ulotkę z nowymi telefonami i tyle. Oczywiście w dwóch słowach - przepraszamy za kłopot. Słuchaj NIKT mnie się nie zapytał co z tym zrobiłem.... nc nie musiałem tłumaczyć. Choć wiem że to gniazdo to hmm nie jest najlepszej jakości.
A teraz druga sprawa - Nikon poszedł na łatwiznę. Nie żebym miał do serwisu jakieś wąty. Miejmy nadzieję że nie trafią na mnie.... ale w tym wypadku jeśli karta może uszkodzić piny- dodam powyginać to chyba nie jest ok. Nie sądzę żeby ktokolwiek specjalnie majdrował kartą żeby krzywo włożyć ale jeśli jest taka możliwość to rzeczywiście błąd producenta. Pewne rzeczy trzeba przewidzieć a jak nie to płacić za nie podczas wymian w ramach gwarancji. Nie jest rzecz zużywająca się, tak jak gumki czy baterie po ilości ładowań. CF ma taką budowę że jak luzy w gnieździe będą to się powygina piny i już...
To tyle tego długachnego wywodu. Przepraszam że zanudziłem.
Życzę udanej batalii z NP - uważam że łatwiej się dogadać niż po sądach ganiać.... Polecam takie wyjście. Ustąp trochę, Oni ustąpią też trochę a później opiszesz że są super itp... co prawda Twój wpis Im nie zwróci kosztów naprawy ale ... opinia jest najważniejsza :) "Przyjazny Serwis"
Pozdrawiam
Panowie i Panie, zapominacie chyba o czymś takim co się luzy nazywa, karta w czytniku ma swoje prowadnice, ale tam są pewne luzy i czasem wystarczy odrobinę, aby karta nie trafiła otworami w piny w aparacie. Problem w tym że trzeba jednak użyć trochę siły, aby wepchnąć kartę (opór wchodzących pinów w gniazda w karcie jest pewien) i czasem trudno zorientować się czy użyto wystarczającą siłę do pokonania tego oporu czy nadmierną siłę, która w niekorzystnej sytuacji może spowodować wygięcie pinów. Tylko, że niestety za to nie do końca odpowiada producent aparatu, bo taka jest specyfikacja durnych czytników/kart CF, że mają tyle pinów/otworów. Dlatego też z ulgą pożegnałem złącza ATA w PC (złącza kart CF są bardzo podobne) i przywitałem SATA. Dobrze dla wygody by było, aby pożegnać również archaiczny typ kart CF w aparatach, ale niestety oprócz wad mają też one pewne zalety jak np. szybkość, wielkość gwarantującą możliwość ekranowania itp. Dlatego decydując się na aparat z gniazdami CF powinniśmy być świadomi ich ograniczeń, a nie narzekać że jest tak, a nie inaczej.
Z doświadczenia wiem jednak, że bardzo często w przypadkach czytników kart (czy to SanDiska, czy też różnych chińskich producentów) do wygięcia pinów w gnieździe CF dochodziło z winy użytkownika, bo mimo prowadnic kartę z uwagi na wspomniane luzy dało się (a jak się da to statystyka gwarantuje, że się to wydarzy - wystarczy efekt skali) włożyć kartę krzywo, a wówczas sierotki użyszkodnicy pchali na chama kartę i lipa.
BTW Olympus wymieniał swego czasu (nie wiem jak jest teraz, ale zakładam że się to nie zmieniło) czytniki CF z wygiętymi pinami w swoich aparatach na swój koszt i nic nie marudził, że to wina tego czy tamtego, szkoda że Nikona na taki gest nie stać.
wasilewk
23-01-2011, 21:19
Panowie i Panie, zapominacie chyba o czymś takim co się luzy nazywa, karta w czytniku ma swoje prowadnice, ale tam są pewne luzy i czasem wystarczy odrobinę, aby karta nie trafiła otworami w piny w aparacie. ...BTW Olympus wymieniał swego czasu (nie wiem jak jest teraz, ale zakładam że się to nie zmieniło) czytniki CF z wygiętymi pinami w swoich aparatach na swój koszt i nic nie marudził, że to wina tego czy tamtego, szkoda że Nikona na taki gest nie stać.
Gniazdo użyte w czytnikach Kingstona nie posiada takich luzów, ba: tam nie da się krzywo karty włożyć. Dlaczego Nikon nie stosuje lepszych gniazd ? Nie wiadomo.
Pzdr.
Gniazdo użyte w czytnikach Kingstona nie posiada takich luzów, ba: tam nie da się krzywo karty włożyć. Dlaczego Nikon nie stosuje lepszych gniazd ? Nie wiadomo.
Pzdr.
uhm... każdy czytnik ma luzy, inaczej byś nie wepchnął karty, gdyby luzów nie było - pamiętaj o tym, że karty tez mają swoją tolerancję wykonania i różnie będzie plastik odlany, a już widzę wątki "moja karta się zablokowała w czytniku i nie mogę jej wyjąć nawet obcęgami"
wasilewk
23-01-2011, 21:38
uhm... każdy czytnik ma luzy, inaczej byś nie wepchnął karty, gdyby luzów nie było - pamiętaj o tym, że karty tez mają swoją tolerancję wykonania i różnie będzie plastik odlany, a już widzę wątki "moja karta się zablokowała w czytniku i nie mogę jej wyjąć nawet obcęgami"
Nie, no. Kwestia luzów: tam, gdzie mogą być żeby poprawić bezpieczne wkładanie kart. W czytniku Kingstona (jakiś za 50zł) karta wchodzi lekko, bez luzów, szyny boczne są plastikowe, ale z twardego i śliskiego plastiku, nie da się karty wsunąć tak, żeby pod koniec mogła się choć trochę oprzeć o bolce - zawsze bolce gniazda trafiają w otwory karty. W gnieździe w D700 są prowadnice metalowe z cienkiej blachy, które sprężynują nawet po użyciu niewielkiej siły. Powoduje to, że nawet po niewielkim bocznym nacisku na kartę podczas jej wsuwania, te blaszane prowadnice lekko zsuwają się z karty - karta zaczyna "nietrafiać" dziurkami na bolce i czuć opór blokowania (bolce w gnieździe nie są jednakowej wysokości: 1-szy i chyba 17-sty są najwyższe).
Pzdr.
Na moj gust zwyczajny smiec sie trafil w slocie i juz. I niestety jest to 1000 razy bardziej prawdopodobne niż magiczne wygięcie z powodu domniemanych luzów. I niestety rozumiem stanowisko serwisu i wydaje mi się ze na tym polu sprawa w kazdym sądzie przegrana. Gdyby gniazda były lipne to co dziesiąty d200, d300, d700, d3 etc miały pogiete piny.
Tapatalk on my HTC Desire
Generalnie z tego co google podają, to właściwie w każdym niemal (poza półką pro) aparacie z gniazdem CF, zdarzały i zdarzają się takie problemy. Według mnie to kwestia jakości wykonania gniazda, ale tak to już działa niestety, że użytkownik oczekuje jakości jak w D3x za cenę D90. A producent oszczędza na czym może. Przykład z serwisem Nokii nie do końca pasuje tutaj. A to dlatego, że pinquin aparat przestał działać. To może oznaczać coś więcej niż tylko nie ładowanie aparatu i wymianę portu za kilka złotych plus robocizna. To może oznaczać na przykład wymianę płyty głównej (nie wiem, nie znam się, strzelam). A to już koszt o niebo większy. Do tego dochodzi koszt tych nieszczęsnych gum itd itp. Poza tym reputację serwis na Podstępu już sobie wyrobił i być może kompletnie inna byłaby reakcja serwisu za granicą, traktującego klienta nie jak barana, którego wali się w rogi, ale jak człowieka, który nie powinien móc zrobić tego, co zrobił. Nie dość, że taki niezadowolony z serwisu klient traci zaufanie do serwisu, to rzutuje to na całą markę. A w dobie internetu to wcale nie takie oczywiste, jaki to dalej ma wpływ na sprzedaż.
Można z ciekawości napisać do serwisu w UK czy Berlinie, jak oni zareagowaliby na takie roszczenie.
U mnie oszacowano naprawę na +- 1000zł. Port karty, płyta zasilania, gumy i robocizna...
A co do tego "rosnącego oporu" - jak użytkownik, który ma pierwszy raz w ręku aparat, może wiedzieć kiedy opór jest za duży? Drugi raz w życiu wkładałam kartę do aparatu... (CFkę)
mOSAd sugerujesz ze d700 to nie półka pro? <troche zdezorientowany> przeciez ta puszka podchodzi pod liste 'akcesoriów" NPS (oczywiscie zakladajac ze masz jescze 1 puszke i 3 szkła :P)?
http://nikon.pl/pl_PL/pro/NPS_spzret_zawodowy.page
E tam, D700 to puszka amatorska - najtańsza pełna klatka w ofercie Nikona. ;)
A tak serio, to obejrzałem sobie gniazdo w moim egzemplarzu. I nie wiem jak mógłbym wsadzić tam źle kartę, którą posiadam (Sandisk 16 GB). Próbowałem trochę ją przekrzywić, ale by nie trafiła w piny musiałbym użyć dużej siły. Nierozsądnej siły. Wpadł mi do głowy jeden pomysł. Gdybym spróbował wcześniej włożyć kartę odwrotnie lub w jakiś inny sposób naruszył konstrukcję gniazda - to może tak.
Ja nadal jestem ciekaw co by było po wyprostowaniu pinów. Czy aparat odżyje. Czy gniazdo da się dalej używać. Czy da się włożyć kartę bez uwagi, czy trzeba będzie celować. W zależności od odpowiedzi na te pytania, można by podjąć jakąś decyzję. A tak to nic nie wiadomo i nie będzie wiadomo.
Z wyceny domyślam się, że ktoś jednak to sprawdził i stwierdził, że płytę muszą wymieniać. No chyba, że się asekurują.
To, że pada płyta główna w przypadku zwarcia pinów to dla mnie nieporozumienie, skoro wiadomo, że ta sytuacja się zdarza.
To, że pada płyta główna w przypadku zwarcia pinów to dla mnie nieporozumienie, skoro wiadomo, że ta sytuacja się zdarza.
Dokładnie, każdy porządny układ (zarówno scalony jak i całość na pcb) jest na taką ewentualność przygotowany. Ja bym od razu spróbował poodginać piny (bez baterii, a nuż zwarły się zasilania), gorzej i tak już by się nie zepsuło.
Z doświadczenia: sprzęt był sprawny -> uszkodzenie mechaniczne -> sprawa nie do wygrania.
Już nic odginać ani naginać nie będę ;) Wolę oddać do serwisu, bo jak za pół roku nie daj Boże coś innego się popsuje to wolę mieć działającą gwarancję... Aparat dziś pojechał do Wawy.
PS. Co wy tak ciągle z tym odginaniem? :D
krzysiekn
24-01-2011, 20:32
bo odginanie nic nie kosztuje,a bardziej się nie skopie.;-)
Bo skoro mają wymienić gniazdo oraz płytę, to odginając można stwierdzić, czy wymiana płyty jest zasadna. Najwyżej pin ułamiesz i tyle. No ale już po ptakach... tfu, znaczy pinach.
Bo skoro mają wymienić gniazdo oraz płytę, to odginając można stwierdzić, czy wymiana płyty jest zasadna. Najwyżej pin ułamiesz i tyle. No ale już po ptakach... tfu, znaczy pinach.
Witam
z tego co wiem tego typu piny są doś sztywne i żeby je powyginać trzeba się namęczyć. Kiedyś w kompie chyba to się nazywa dsub powyginałem piny bo na siłe wkładałem drugą stroną wtyczkę. Wyłączeyłem z zasilania i poprostowałem pilnikiem i szczypcami do paznokci - cążki chyba :) się to nazywa :) ale tam łatwiej było dojść :)
w 700 trochę trudniej ale bym odgiął ;)
ciekawe co w serwisie zrobią :) może to samo i skasują odpowiednią kwotę :)... /żartowałem bo serwis nie robi takich rzeczy/
Pozdrawiam
Odegnij te piny choć na tyle żeby się nie stykały ze sobą na pewno się nie złamią. Wtedy zobaczysz czy aparat wstanie. Jeśli pin jest zgięty o 90 stopni to i tak wymieniłbym gniazdo. Odgięcie do pionu mocno go osłabi jeśli nie złamie.
Elektronika czytnika nie jest znowu taka delikatna żeby się coś zjarało. Co ci szkodzi odgiąć nie rozumiem. Chcesz być fair napisz w nocie serwisowej że próbowałaś wyprostować bez skutku. W najgorszym wypadku zapłacisz za wymianę tylko gniazda a nie połowy d700. Na gwarancje możesz liczyć jeśli uznają że karta została włożona prawidłowo a mimo to gniazdo się wygięło w co szczerze wątpię.
W mojej d700 opór wkładania karty jest minimalny najmniejszym palcem wkładam bez użycia siły. Z doświadczenia z innym czytnikiem wiem że Pin jeśli zatkany to w początkowej fazie trzeba przyłożyć naprawdę sporo siły żeby prawie pionowy pin wygiąć. Wady fabrycznej nie dowiedziesz bo 99,9 % to błąd użytkownika, tak samo jak tego że karta była czysta czego sama tez pewna nie jesteś na 100%.
Tak czy inaczej nie zazdroszcze twojej sytuacji i sam będe jeszcze uważneij wkładał do dziurki ... karte oczywiście ;-)
Piotrek 77
25-01-2011, 13:34
Sprawa z pinami to nie jest taka prosta - jakby od razu uznali zasadną reklamację, to co by mieli zrobić w przypadku gdy klient żądałby zwrotu poniesionych kosztów czy też strat z tego powodu że sprzęt nie działa?
Odegnij te piny choć na tyle żeby się nie stykały ze sobą na pewno się nie złamią. Wtedy zobaczysz czy aparat wstanie.
A cóż Koleżanka pinquin ma odginać jeśli aparat poszedł 24.01 do serwisu? (czytaj 3 posty powyżej Twojego)
A mnie się zdaje, że to, co koleżanka zechce odginać to już należy do rzeczonej koleżanki i sugerowanie odginania, nawet, jeśli tylko pinów, może zostać odczytane w kategoriach mobbingu :-D
Wojteksw
25-01-2011, 15:04
Skoro aparat będzie naprawiany odpłatnie proszę pamiętać o tym, aby serwis oddał wymienione podzespoły w aparacie.
hehe
tu sie ludzie boja odginac piny, a na czerwonym forum jest topic o tym jak przylutowac ulamany pin itp (imho jak aparat po gwarancji to warto poszukac kogos kumatego w lutowaniu i sprobowac naprawic) ;)
tu sie ludzie boja odginac piny, a na czerwonym forum jest topic o tym jak przylutowac ulamany pinA sa moze jeszcze relacje po tym jak ktos przylutowal, a nastepnie udalo mu sie wlozyc karte, i ja pozniej wyciagnac w taki sposob, zeby pin zostal na swoim miejscu? ;)
Gdzieś czytałem o takich cwaniakach, którzy właśnie z powodu pinów, ściągają zdjęcia z aparatu na dysk przez port USB. A karta siedzi cały czas i jej nie wyjmują. Można i tak (jak ktoś robi mało zdjęć i karta wystarcza).
Gdzieś czytałem o takich cwaniakach, którzy właśnie z powodu pinów, ściągają zdjęcia z aparatu na dysk przez port USB. A karta siedzi cały czas i jej nie wyjmują. Można i tak (jak ktoś robi mało zdjęć i karta wystarcza).
to zależy w jakim trybie pracuje interfejs czytnika :) karty CF potrafią pracować jako urządzenia IDE :). dlatego bez wielkich sentymentów można je podłączać do kontrolerów IDE - mało tego potrafią z nich czerpać prąd (pod warunkiem, że ten bolec co go normalnie nie ma jednak jest - vide płyty EPIA)
nadal nie rozumiem dlaczego aparat poszedł na postępu a nie do berlina czy londynu. koszt większy ale szansa na naprawę na pewno większa...
sam zrobilem (wylutowalem resztke pina i wszczepilem na goraco nowy) dziala juz prawie rok :) karta po kazdej sesji wyjmowana i jest zero problemu.
sam zrobilem (wylutowalem resztke pina i wszczepilem na goraco nowy) dziala juz prawie rok :) karta po kazdej sesji wyjmowana i jest zero problemu.Tyle, ze nie lutowales ulamanego kawalka pina do ulamanego kawalka siedzacego w gniezdzie. :) Taki zabieg moze i (teoretycznie) bylby mozliwy do wykonania, ale nie sadze, zeby po wlozeniu karty, dalo sie ja wyciagnac bez uszczerbku na tym lutowanym pinie.
Tyle, ze nie lutowales ulamanego kawalka pina do ulamanego kawalka siedzacego w gniezdzie. :) Taki zabieg moze i (teoretycznie) bylby mozliwy do wykonania, ale nie sadze, zeby po wlozeniu karty, dalo sie ja wyciagnac bez uszczerbku na tym lutowanym pinie.
Wiesz, podobno ginekolog potrafi wymontować z Poloneza silnik przez rurę wydechową. ;)
nie no jasne ze nie. na styk to by mozna probowac bez rozkrecania, a potem odrazu na allegro i ze nabywca uszkodzil ;)
Gdzieś czytałem o takich cwaniakach, którzy właśnie z powodu pinów, ściągają zdjęcia z aparatu na dysk przez port USB. A karta siedzi cały czas i jej nie wyjmują. Można i tak (jak ktoś robi mało zdjęć i karta wystarcza).Mój kolega lubi fotografować prosto z laptopa po USB i padło mu właśnie to gniazdo razem z płytą (w D90). Ma teraz zupełnie martwe body. Czyli nie ma idealnych rozwiązań.
Mój kolega lubi fotografować prosto z laptopa po USB i padło mu właśnie to gniazdo razem z płytą (w D90). Ma teraz zupełnie martwe body. Czyli nie ma idealnych rozwiązań.
Może kombinacja adaptera CF>>SD z kartą SD wyposażoną w WiFi? ;)
W D90 jest karta SD, więc nawet by nie musiał mieć adaptera. Podpowiem mu. Ale on już szuka nowego body. Chciał pełnoklatkowca, następcę D700, ale nie może tak długo czekać. W takim przypadku chyba kupi sobie D7000. Na razie dałem mu swoje D200.
cervandes
26-01-2011, 13:49
Może kombinacja adaptera CF>>SD z kartą SD wyposażoną w WiFi? ;)
że niby soft aparatu ma zaimplementowane oprogramowanie do obsługi takiego sprzętu? Jeszcze powiedz, że D90 czy D300s mają accespointa wbudowanego tylko antenkę trzeba w stopkę wkręcić.
że niby soft aparatu ma zaimplementowane oprogramowanie do obsługi takiego sprzętu? Jeszcze powiedz, że D90 czy D300s mają accespointa wbudowanego tylko antenkę trzeba w stopkę wkręcić.
Nie musi mieć.
EyeFi - poczytaj.
że niby soft aparatu ma zaimplementowane oprogramowanie do obsługi takiego sprzętu? Jeszcze powiedz, że D90 czy D300s mają accespointa wbudowanego tylko antenkę trzeba w stopkę wkręcić.
Oczywiście miałem na myśli wspomniane przez Kolegę Messer karty Eye-Fi (http://uk.eye.fi/). Dla aparatu są widoczne jako karty pamięci (np. 4 GB). Dzięki wbudowanemu nadajnikowi/odbiornikowi WiFi można z pamięci karty zgrywać dane na kompa.
Dla zamożnych, ortodoksyjnych wyznawców Nikonizmu, posiadających body D300, D300s, D700, D3, D3X, jest dostępny Wireless Transmitter WT-4.
Dla zamożnych, ortodoksyjnych wyznawców Nikonizmu, posiadających body D300, D300s, D700, D3, D3X, jest dostępny Wireless Transmitter WT-4.
albo adapter SD=>CF + EyeFI Pro X2.
Działa dosc nawet, wysyła rawy, tylko ciut wolno. z checia bym sprawdził jesli ktos ma WT-4 w studiu jaka jest róznica predkosci przesylania rawów z aparatu na lapka (ze swojej strony moge zaoferowac eyefi xD)
albo adapter SD=>CF + EyeFI Pro X2.
Działa dosc nawet, wysyła rawy, tylko ciut wolno. z checia bym sprawdził jesli ktos ma WT-4 w studiu jaka jest róznica predkosci przesylania rawów z aparatu na lapka (ze swojej strony moge zaoferowac eyefi xD)
Przy czym eyefi to nie jest rozwiązanie super, bo nie ma do tego za bardzo obsługi po stronie komputera.
Ciężko eyefi używać jako tethered. Np. LR ma do tego super funkcjonalność, ale działą tylko po USB.
Ale - moment - przecież to wątek o pogiętych pinach. A temat eyefi i wt-4 to początek setnego już offtopu w tym wątku :)
ok, tak więc niech wątek o eye-fi toczy się dalej, ale nie tu, tylko :
http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?p=2250453
co by za dużego offtopicu nie robić.
Ten wątek i tak składa się prawie z samego OT ;)
Aparat przyjęty wczoraj w serwisie - dostałam numer klienta, czekam na dalsze relacje z placu boju ;)
tomek20stencel5
26-01-2011, 23:07
Znając życie to dalsze relacje z placu boju nie będą spektakularne. Naprawią (choć nie wiadomo po jakim czasie), wystawią rachunek, zapłacisz i koniec ;)
wystawią rachunek, zapłacisz i koniec ;)
czyli bez happy endu dla zainteresowanej ,ale to było wiadomo od początku
paparazzi89
26-01-2011, 23:28
widzę że temat schodzi na adapter SD->CF
zakupiłem taki, przyszedł i... dupa nie wlezie do mojego aparatu ani czytnika kart pamięci :O jest za gruby...
widzę że temat schodzi na adapter SD->CF
zakupiłem taki, przyszedł i... dupa nie wlezie do mojego aparatu ani czytnika kart pamięci :O jest za gruby...
Ha, bo są dwa typy CF I i CF II ;-)
Trzeba było sprawdzić wcześniej....
paparazzi89
27-01-2011, 00:17
buuu na aukcji nic nie pisało a ja CF używam od miesiąca :(
ktoś potrzebuje CF II ?
"Note: The D700 is the first CompactFlash-compatible digital SLR from Nikon to accept only the Type I variant of this memory card format. This means that thicker Type II cards, such as the Hitachi Microdrive, won't fit inside the camera's card slot."
Wnioskuję, że inne CFowe Nikony akceptują również Type II.
paparazzi89
27-01-2011, 00:29
mój D700 nie... ale co dziwne, czytnik kart pamięci też nie!
sprzedawca powiedział że typ I jest już rzadko spotykany i stary :]
czym się różnią CF I i II ? czyżby teraz montowali w D700 inne gniazda, które przyjmują I i II, a stare D700 łykają tylko CF I ?
paparazzi89
27-01-2011, 13:04
cf II jest grubsze o jakiś milimetr może dwa...
kupowałem D700 mies temu i lyka tylko CF I
cf II jest grubsze o jakiś milimetr może dwa...
kupowałem D700 mies temu i lyka tylko CF I
w specyfikacji pierwszego z brzegu sklepu pisze, że D700 łyka zarówno I, jak i II, wie ktoś o co tu biega??
paparazzi89
27-01-2011, 13:24
może ten ********* adapter jest nie teges ;/ bo próbowałem w lewo w prawo i nic ;/
chyba nie ma innego wytłumaczenia.., od początku wejścia na rynek, D700 był przystosowany do obu wersji CF'a
Skoro aparat będzie naprawiany odpłatnie proszę pamiętać o tym, aby serwis oddał wymienione podzespoły w aparacie.
a to jest jakos poparte przepisami, regulaminem czy czyms innym ? bo jak sie serwis zacietrzewi, ze nie odda bo popsute polamane i to do kosza wyrzucili to co im zrobic niby ?
a to jest jakos poparte przepisami, regulaminem czy czyms innym ? bo jak sie serwis zacietrzewi, ze nie odda bo popsute polamane i to do kosza wyrzucili to co im zrobic niby ?
poparte przepisami - reklamujący jest właścicielem reklamowanego sprzętu i skoro odpłatnie nabywa nowe części to stare wciąż są jego własnością, jeżeli wymiana części jest na gwarancj to stare części należą do serwisu (właściciel dostaje w zamian nowe, sprawne)
poparte przepisami - reklamujący jest właścicielem reklamowanego sprzętu i skoro odpłatnie nabywa nowe części to stare wciąż są jego własnością, jeżeli wymiana części jest na gwarancj to stare części należą do serwisu (właściciel dostaje w zamian nowe, sprawne)
Większość serwisów ma na podorędziu zapasik starych części, którymi mógłby obdzielić użyszkodników. ;)
Wojteksw
27-01-2011, 19:09
Większość serwisów ma na podorędziu zapasik starych części, którymi mógłby obdzielić użyszkodników. ;)
Nie tak prędko, bo jeżeli sprawa ma mieć finał sądowy i będą to dowody rzeczowe, a dostał bym starą płytę główną, to udowodnił bym, że w nowo zakupionym sprzęcie były zamontowane stare podzespoły. Gdyby serwis tak postąpił, byłoby to mi bardzo na rękę.
Nie tak prędko, bo jeżeli sprawa ma mieć finał sądowy i będą to dowody rzeczowe, a dostał bym starą płytę główną, to udowodnił bym, że w nowo zakupionym sprzęcie były zamontowane stare podzespoły. Gdyby serwis tak postąpił, byłoby to mi bardzo na rękę.
i co ? sugerujesz, że jesteś w stanie stwierdzić, że płyta, którą ci przysłali pochodzi z konkretnego egzemplarza? pamiętaj, że to nie MB tylko płyta zasilania ...
Na takich płytach chyba są numery serii, a po numerze aparatu chyba można dojść do tego o jakim numerze serii były w nim montowane podzespoły.
Wojteksw
27-01-2011, 20:18
Jeżeli by dotyczyło to mojego sprzętu to zabezpieczyłbym dowody w odpowiedni sposób, ale nie jest to miejsce aby o tym pisać publicznie, bo automatycznie byłbym na przegranej pozycji.
Nie tak prędko, bo jeżeli sprawa ma mieć finał sądowy i będą to dowody rzeczowe, a dostał bym starą płytę główną, to udowodnił bym, że w nowo zakupionym sprzęcie były zamontowane stare podzespoły. Gdyby serwis tak postąpił, byłoby to mi bardzo na rękę.
Nie zrozumieliśmy się.
Wkładają nową płytę, kasują klienta, i oddają mu jakąś starą w to miejsce. Albo nie wkładają nowej, kasują i oddają starą.
Proste?
:)
krzysiekn
27-01-2011, 21:10
Pewnie,że proste.Często stosowane w motoryzacji i raczej nie do sprawdzenia,chyba,że ktoś się bardzo,bardzo,bardzo spręży.:cry:
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.