pale bo lubie - nigdy nie rzuce jedyne co to ogranicze lub zwieksze - nie mogl bym sobie odmowic przyjemnosci
powodzenia i wytrwania zycze![]()
Szukaj
pale bo lubie - nigdy nie rzuce jedyne co to ogranicze lub zwieksze - nie mogl bym sobie odmowic przyjemnosci
powodzenia i wytrwania zycze![]()
Też tak mówiłem, też tak myślałem i też tak podchodziłem do palenia. Na szczęście mi przeszło, bo bez zmiany podejścia w życiu by się nie udało.
Stock, powodzeniaJa za pierwszym razem (po tym jak nie paliłem ponad rok) też zacząłem "ot tak do piwka tylko". Teraz, bogatszy o to doświadczenie, mam nadzieję nie wdepnąć ponownie w nałóg.
And I am not frightened of dying. Any time will do, I don't mind.
Mija piąty rok jak nie palę. Nie mogę się sobie nadziwić że kiedyś paliłem. Dziś wszystko inaczej pachnie, inaczej smakuje. Będąc nad morzem trafiłem na plaży na budkę jakiejś organizacji pomagającej zerwać z nałogiem - robili pomiary zawartości czegoś tam w wydychanym powietrzu. Mam oddech człowieka który nigdy nie palił - wszystko w normie - i to jest moja największa nagroda. Polecam wszystkim.
ps: Pod koniec paliłem 2 paki dziennie.
psII: Uwędzony pocałunek śmierdzi. Teraz pocałunki smakują jak najlepsze lody malinowe.
Ja po 10 latach ciężkiego palenia 25-40 dziennie lub na imprezach do 60 w 2002 1 maja przestałem na plastry. To znaczy na jeden bo rano dnia następnego stwierdziłem że jak moge z plastrem to mogę i bez. I już tak 6 lat nie palę. Smak węch to coś czego palacze nie mają. Początkowo tak mi się węch wyostrzył, że siedząc na balkonie wiedziałem kiedy kot w łazience stawia klocka do kuwety.
Wiem, że jestem nałogowcem i kiedy zapalę choć jednego to po mnie. Polecam to nie boli a zysk jest wielki.
Jedyna wada to waga ciała.
Usunięto komercyjną stopkę - regulamin forum!
A ja wolałem uniknąć pytań w stylu "tata, a co to jest?", "tata, a ja mogiem?". Moja córa na szczęście jeszcze tyle nie gada
![]()
![]()
No właśnie słyszałem te rewelacje o podwajaniu swej objętości, ale odpukać i poprzednio, i teraz waga leci na ryj zamiast rosnąć.
And I am not frightened of dying. Any time will do, I don't mind.
Też paliłem po dwie paki pod koniec kariery palacza. Teraz od kilku już lat (nie liczę, ale tak ze sześć - osiem, to już będzie) ani jednej faji. Poradzę tyle każdemu: nie napinaj się na rzucenie dożywotnie, ostatecze i absolutne.
Nie pal dzień. Nazajutrz pomyśl sobie, że szkoda już tego jednego dnia abstynencji, i jak się da, to nie pal drugi dzień, Nie na siłę, ściskając pośladki do bólu... Powiedz sobie - dało się jeden dzień, może da się i drugi.
Jak wytrzymasz, powiedz sobie za 3 dni tak: szkoda tych 3 dni męki; może nie sikając z wysiłku p[o nogach dałoby się jeszcze ze 3 dni wytrzymać. W razie czego nawet te 3 dni to zysk, a może da sięz tydzień.
Po 2 tygodniach powiedz sobie mniej więcej to samo. Nie zauważysz pewnie, kiedy miną kolejne 4 miesiące, a szkoda przecież tego, co juz się przeszło, tym bardziej że im dalej w las z czasem to będzie bardziej z górki.
I tak, w miarę spokojnie i nie sprężając się na siłę rzuciłem całkowicie, co dawniej wydawało mi się nadludzkim i tytanicznym wysiłkiem.
Właśnie tak rzucałem palenie 4,5 roku temu. Wytrzymałem pierwszy dzień, to miałem motywację żeby wytrzymać kolejny i kolejny i tak przez jakiś czas. Potem już przestałem liczyć. Czasami nachodzi mnie ochota na dymka, ale szkoda mi tych kilku lat dla chwili..... no właśnie czy po tylu latach pierwszy fajek byłby przyjemnością?? chyba nie koniecznie i nie palę dalej
Ja nie stosowałem żadnych wspomagaczy, po prostu któregoś dnia powiedziałem sobie, że nie będę się zmuszał w pracy na czekanie na windę, nie będę stał poza wiatą przystanku autobusowego gdy pada deszcz a mnie najdzie ochota na papierosa (co prawda jeżdżę nałogowo samochodem, ale argument był), że w końcu zaoszczędzę na kilka rolek filmu miesięcznie. O zdrowiu, kondycji, kaszlu nie wspomnę.
Najgorszych, a zarazem najfajniejszych było kilka pierwszych dni. Najgorszych bo: głód fizyczny, głód psychiczny (w pracy jak miałem problem to szedłem na fajka a jak wracałem, rozwiązanie problemu miałem już w głowie). Najfajniejsze było jednak to, że przez kilka pierwszych dni raczyłem się pierwszymi ciepłymi i słonecznymi dniami roku (to był kwiecień) i natlenienie spowodowało że czułem się jak naćpany![]()
Skontaktuj się z nami