Też paliłem po dwie paki pod koniec kariery palacza. Teraz od kilku już lat (nie liczę, ale tak ze sześć - osiem, to już będzie) ani jednej faji. Poradzę tyle każdemu: nie napinaj się na rzucenie dożywotnie, ostatecze i absolutne.
Nie pal dzień. Nazajutrz pomyśl sobie, że szkoda już tego jednego dnia abstynencji, i jak się da, to nie pal drugi dzień, Nie na siłę, ściskając pośladki do bólu... Powiedz sobie - dało się jeden dzień, może da się i drugi.
Jak wytrzymasz, powiedz sobie za 3 dni tak: szkoda tych 3 dni męki; może nie sikając z wysiłku p[o nogach dałoby się jeszcze ze 3 dni wytrzymać. W razie czego nawet te 3 dni to zysk, a może da sięz tydzień.
Po 2 tygodniach powiedz sobie mniej więcej to samo. Nie zauważysz pewnie, kiedy miną kolejne 4 miesiące, a szkoda przecież tego, co juz się przeszło, tym bardziej że im dalej w las z czasem to będzie bardziej z górki.
I tak, w miarę spokojnie i nie sprężając się na siłę rzuciłem całkowicie, co dawniej wydawało mi się nadludzkim i tytanicznym wysiłkiem.
Szukaj





Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami