Witam
Zeszłej niedzieli zabrałem moją pociechę wraz z jej koleżanką na małą sesję.
Niedaleko znaleźliśmy niezwykle urokliwe pole makowo-chabrowe.
Po kilkunastu minutach zdjęć zjawili się znikąd dwaj panowie policjanci i poprosili mnie grzecznie o dokumenty.
Na moje pytanie po co? Myślałem że, może , źle zaparkowałem furę niedaleko, ale nie o to chodziło. Zaczęli mnie wypytywać jak pole odkryłem, po co tu jestem i skąd, a w końcu czy byłem notowany i za co?
Wcięło mnie i dopiero po chwili zajarzyłem że to o te maki im chodzi.
Po kilkunastu minutach pożegnali mnie grzecznie, choć kazali z pola się zwijać, mimo że to dzikie tereny, nie żadna prywatna łąka.
Ciekawe czy ktoś ma pojęcie czy nie wolno się zbliżać do maków, zrywać ich i tym podobne?
Czy tylko panowie byli nadgorliwi. Pytam bo dzieciaki się przestraszyły służbowego tonu policjantów (kazali im wyrzucić zerwane bukiety kwiatów) i nie mam zamiaru maluchów stresować na przyszłość jeśli to faktycznie w naszym kraju zabronione.
Sam zapomniałem się władzy zapytać, a teraz mnie to ciekaw.

A same fotki wyszły mniej więcej tak: