Muszę się przyznać że historia, którą opisałem w wątku:

http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=176796

tak na prawdę miała mniej chwalebny dla mnie finał. Od razu przepraszam za ilość zdjęć którą złamałem regulamin forum i proszę moderatorów o wyrozumiałość, ale musiałem opowiedzieć to zdarzenie. Jakość też może nie najlepsza, ale zdjęcia robiłem drżącymi z przerażenia rękoma. Potraktujcie je jako reportaż i przymknijcie oko na nie najwyższą jakość części zdjęć.

Otóż robiąc ostatnie zdjęcie z poprzedniego wątku, kątem oka dostrzegłem zaczajoną w zaroślach, zamaskowaną postać:

1.

"Eeee, to tylko jeszcze jedna żaba" pomyślałem. Podszedłem i stwierdziwszy że to ropucha paskówka zrobiłem jej zdjęcie i miałem sobie pójść.

2.

Wtedy zorientowałem się jestem otoczony pierścieniem skradających się do mnie komandosów:
3.

4.

Część spokojnie czekała:

5.

ale reszta powoli zaciskała pierścień otoczenia:

6.

Gdy znalazłem się oko w oko z pierwszym z atakujących żołnierzy, po prostu uciekłem:

7.

I tak to w tym roku przywitałem wiosnę.