330
Przy tej okazji pozwolę sobie wkleić wpis Pawła Kosickiego
"Notatki z drogi 3/25
Pułapki street photo
Wątek dotyczący fotografii ulicznej chciałem poruszyć już od dawna. Odkładałem to bo kwestia miejsca street photo w szeroko pojmowanej Fotografii wydaje się delikatna, a jej ocena zawsze budzi spór. Lata temu, kiedy mocno utożsamiałem się z tym nurtem sam toczyłem boje na śmierć i życie w jej obronie. Dziś moje zdanie w tej kwestii ewoluowało i chyba nadszedł czas bym się nim z Wami podzielił.
_______________________________
Jest wiosna 2016 roku. Jestem w Berlinie, sam nie wiem, który to już raz. Przeczesuję miasto od rana do nocy w poszukiwania historii, a raczej anegdot wizualnych, które można zamknąć w jednym kadrze. Zajmuje się tym od lat, choć już nie raz słyszałem, że nie ma to sensu, że banał, że „o niczym”.
Lubię te „polowania” jak określił takie wędrówki Henri Cartier Bresson. Lubię towarzyszący im ból nóg, pot na karku i smak wursta jedzonego w pospiechu by przypadkiem nic mi nie umknęło. Ból pleców wtedy jeszcze nie przeszkadzał mi, ale podświadomie wybierałem już aparaty niewielkie i lżejsze.
Tamtej wiosny fotografowałem używając legendy X-Pro2, najlepszego aparatu serii X jaki wyprodukowała do tej pory firma Fujifilm. Piszę „najlepszego” bo miałem go najdłużej i rzeczywiście był zdecydowanie moim ulubionym.
Jako klasyczny streetowiec towarzyszyła mi 35-tka czyli w wypadku Fujifilm stałka 23 mm - i to ta najlepsza. Tu słowo najlepsza nie biorę już w cudzysłów. Mowa bowiem o obiektywie 23 mm f/1.4 w jego pierwszej wersji, z mechanicznym pierścieniem ustawiania ostrości, z oznaczoną na obiektywie podziałką odległości. To był zestaw marzeń, z którym w szranki mogła pójść jedynie Leica.
_______________________________
Pisząc o street photo nie sposób uniknąć definicji. W jej wypadku jest ich niemal tyle ilu fotografujących. Ja oczywiście mam swoją i ona będzie dla mnie punktem odniesienia dla rozmowy o tym fotograficznym nurcie.
W moim odczuciu street photo nie tyle związane jest z miejscem gdzie fotografujemy, ze stylistyką zdjęć, bo można za jej pomocą budować historie, ale i tonąć w banałach, lecz przede wszystkim, street photo to w moim odczuciu sposób spędzania czasu.
_______________________________
Jest wiosna 2016 roku. Jestem w Berlinie, sam nie wiem, który to już raz. Szwendanie się całymi dniami po mieście w poszukiwaniu obrazów to jedna z najprzyjemniejszych aktywności jakie znam. Wschodni Berlin jest mi stylistycznie bliższy, zwłaszcza Mitte. To moje miasto, taki trochę nadmuchany Poznań. Na Kudamie, choć to berlińska 5 Aleja, nie czuję się dobrze. Kadr szybciej znajdę w okolicy Dworca Zoo, zwłaszcza kiedy w głowie pojawiają się obrazy z kultowej książki „Dzieci z Dworca Zoo”, którą moje pokolenie czytało z wypiekami.
_______________________________
Klasyczne street photo nie szuka tematów, jedynie obrazów. Tak fotografowałem w tamtym czasie. Podświadomie starałem się by obrazy opowiadały, lecz dopiero post factum łączyłem je w historie. Na tym właśnie polega street photo.
W innym wypadku, kiedy kieruje nami zaplanowany temat, wizualny cel, wtedy jesteśmy reporterami, dokumentalistami, a nawet w skrajnych wypadkach artystami ������
Oczywiście tworząc reportaże czy innego rodzaju opowieści możemy korzystać ze „stylistyki” street photo, ale wtedy jest to już działanie świadome, a nie wolne od trosk szwendanie się po mieście.
Czy jest to krytyka fotografii ulicznej? Bynajmniej. Nie ma bowiem nic złego w tym, że spacerujemy z aparatem w poszukiwaniu zachwytów i uniesień. Podobnie jak spacer z psem taki rodzaj aktywności może nieść ze sobą nawet korzyści zdrowotne.
Niestety Street Photo zastawiło na fotografujących pułapkę na czym chciałbym się przez chwilę skupić.
Obserwując „streetowe konkursy”, ale i swoje dawne fotografie, zauważam powtarzalność. Wciąż to samo, za mało treści, która jednak wymaga świadomości, za dużo cieni i anegdot, za dużo kompozycyjnej ekwilibrystyki bez śladu historii. Taka trochę zupa NIC. I nawet jeśli bardzo chciałby ktoś dopisać do tych zdęć słowo komentarza by nadać im znaczeń to nie sposób.
I tak wielu fotografujących początkowo ogarniętych streetowym szaleństwem szybko dochodzi do ściany. Znudzeni wciąż tym samym, odchodzą, zamieniając aparat na telefon, aż w końcu w ogóle porzucają fotografowanie.
Czy jest antidotum na tą streetową pułapkę?
Język ukryty w obrazach, choć różny w formie od pisanego słowa, pełni tą samą rolę. Warto więc szukać tematów, budować opowieści, niekoniecznie zawiłe i wymagające intelektualnego Olimpu, ale jednak opowieści pisane przy użyciu całych zdań, a nie tylko pojedynczych słów, które są „treścią” większości zdjęć ulicznych.
Warto drukować albumy, ziny - wszystko to pozwala lepiej poznać „język” i chroni przed wizualną nudą.
A jeśli już publikujemy pojedyncze kadry na „facebookowym wallu”, dopiszmy komentarz, który nada znaczeń, objaśni kontekst, zmusi widza do zatrzymania. Prawda jest taka, że świat w ogóle nie potrzebuje już naszych zdjęć, a szczególnie tych które są o niczym. Dbajmy więc o niego, niech mniej znów znaczy więcej.
#notatkizdrogi
#fujifilm"
https://www.facebook.com/share/1DNXTqnDju/
Skontaktuj się z nami