Szukaj
mowa byla o prawie w .de: program za ktory zaplaciles jest twoja wlasnoscia. mozesz go sobie uzywac jak zechcesz. dodatkowo na twoja korzysc dziala fakt ze przed zakupem nie masz praktycznie mozliwosci zeby zapoznac sie z tekstem eula, wiec moga tam sobie pisac co chca.
podpis nieczytelny
cytowalem fragmenty licencji ze strony nikonusa.com-software download http://tinyurl.com/2ycds6
Ostatnio edytowane przez danz1ger ; 20-09-2007 o 03:22
NO SMOKING. KOMBINEZON ONLY.
Nie chcę nikokgo urazić, ale...
Nieomal nie spadłem z krzesła - toż to ten Deutschland to raj na ziemi... a prawda chyba jest nieco okrutniejsza.
Nie jestem prawnikiem ze specjalizacją w niemieckim prawie cywilnym, ale rzecz, którą tu czytam, jest tak odległa, niewyobrażalna, że jej nieprawdopodobieństwo dla mnie jest 100%. Jeden krąg kultury prawnej wykształca w miarę spójne zasady - owszem, mogą zdarzać się odstępstwa - np. dla prawa autorskiego to czas ochrony, ale nie burzą one jednolitego systemu. Chyba, że trafimy do Penambuko, gdzie wszystko jest możliwe...
Prawo cywilne z szegółowymi uregulowaniami prawa autorskiego chroni własność (także intelektualną) i daje właścicielowi środki ochrony i dysponowania swoją własnością. Tak, jak domu nie trzeba sprzedawać tylko wynająć, tak producenci programów nie sprzedają swojej pracy tylko pozwalają na korzystanie z niej na określonych warunkach. To "pozwolenie" zwane dla niepoznaki licencją reguluje, jak i co można zrobić. Za "pozwolenie" można zapłacić raz przy zakupie lub w dowolny inny sposób - jak licencjodawcy się spodoba.
Dlatego rozbawiło mnie stwierdzenie, że program jest własnością kupującego - jego są najwyżej płyty, na których ten program wytłoczono.
Całe nieporozumienie wzięło się chyba z pomieszania pojęć i "faktów" prasowych (z naciskiem na ten cudzysłów przy faktach). Część własności intelektualnej nie podlega scisłemu licencjonowaniu - np. muzyka. Rozprowadzana jest na zasadach ogólnych, a te przewidują coś takiego jak "dozwolony użytek". Kupioną w sklepie płytę słuchamy na zasadzie zgdody autora i producenta. Zgoda ta obejmuje wykorzystanie w warunkach domowych, bo już założyć wypożyczalnię takich płyt, urządzić publiczne odsłuch nie możemy. Dodatkowo zasady "dozwolonego użytku" pozwalają nam wykonać dowolną ilość kopii (by mieć pod ręką przy każym grającym w domu sprzęgu), pożyczyć rodzinie, znajomemu i in.
To właśnie zakres "dozwolonego użytku" może w Niemczech być większy niż w Polsce (nie wiem), ale z pewnością poza kawałkiem plastiku nie jesteśmy właścicielami niczego więcej.
Wracając do programów komputerowych... Licencja beee... nie kupować! Jak się już kupiło, to przeczytać przy instalacji, przerwać ją i odnieść do sklepu - "Tak, kupiłem, instalowałem, dopiero wówczas pojawiła się licencja - nie mogłem jej wcześniej przeczytać - warunki są nie do przyjęcia, rezygnuję!". Producent musi przyjąć program i zwrócić pieniądze (pomijam zdziwienie sprzedawcy i metody perswazji, które należy zastosować, by wymóc należne nam prawo)...
alez nie kupujesz praw autorskich. nabywasz prawa wlasnosci co do twojej kopii. i nik nie moze ci powiedziec ze wolno ci uzywac tlko w srdody o 14 albo jedynie na 2 kompach. soft jest twoj, zaplaciles i jesli chcesz to uzywasz kiedy chcesz i na ilu kompach chesz. ale tylko ty. zainstalowanie jednej kopii w pracowni szkolnej na 20 kompach dla 20 osob byloby tak samo nielegalne jak w polsce. ale jesli zainstaluje sobie na laptopie, maku i pececie to jest to calkiem w porzadku. mam tez prawo odsprzedac moja kopie razem z kluczem jesli mam taki kaprys.
podpis nieczytelny
Cały numer polega na tym, że nie jest twój... Do nabywcy należy nośnik i papier, na którym wydrukowano dokumentację. Program i sama dokumentacja (to, co w niej zapisano) jest własnością producenta, który udzielił ci licencji na wykorzystanie jego własności.
Zapłaciłeś za zgodę na używanie czyjejś własności i na warunkach jasno opisanych w licencji. Jeśli załamiesz postanowienia tej umowy, właściciel może się rozgniewać...Jeżeli właściciel oprogramowania zezwolił na to w licencji, to OK. Kiedyś raczej nie dopuszczano instalacji na wielu maszynach. W licencjach często pamiętano też o różnych trikach z systemami serwer-klient i lojalnie uprzedzono o konieczności zapewnienia jednoczesnej pracy jednego użytkownika, bądź całkowicie zakazywano instalacji na takich zasadach (oferując jednocześnie inne licencje sieciowe). Spopularyzowanie laptopów wymogło na producentach wprowadzenie zapisów o możliwej instalacji na dwóch komputerach - najczęściej jest to stacjonarny i laptop, ale równie często nie oznacza to zgody na jednoczesną pracę na obydwu maszynach i nie można z niej domniemywać np. zgody na instalację na dwóch stacjonarnych... Niestety to też zależy od licencji, bo można w niej zapisać co innego.
Przez analogię licencję na użytkowanie programów komputerowych można przyrównać do umowy wypożyczenia samochodu od jakiegoś "rent a car". Samochód pozostaje własnością wypożyczalni, a my za opłatą zyskujemy prawo do poruszania się nim. Oczywiście musimy zaakceptować warunki tego wykorzystania. Jeśli wypożyczoną osobówką wybierzemy się na wyczynowy rajd czy zaczniemy wozić gruz na budowie (bo zabrakło wywrotki) - cały czas samemu siedząc za kierownicą - najprawdopodobniej złamiemy umowę najmu i musimy liczyć się z kłopotami.
Rozumiem, że niemiecką licencję Capture NX Nikon napisał sobie - za przproszeniem - dla jaj?
Chyba w przyszłym tygodniu muszę przejść się na wydział po drugiej stronie placu i znaleźć kogoś kumatego w mowie Goethego, co by tych kilka artykułów tutaj przytoczyć...
Skontaktuj się z nami