Ponieważ do najbliższego wyjazdu jeszcze 4 dni, to postanowiłem przypomnieć wyprawę w Dolomity z 2012 roku. Z opowiadań kolegi Jendrusz'a, który śmigał tam z żoną i dzieckiem, wywnioskowałem, że to coś w rodzaju Karkonoszy, tylko dalej. Opowiadał coś o linkach, których można się przytrzymać na trasie, zupełnie jak na Śnieżce.Namówiłem go więc na wyprawę latem, w celu porobienia fajnych zdjęć. Uzgodniliśmy wrześniowy termin jeszcze w połowie wakacji i byłem cały szczęśliwy. Na tydzień przed wyjazdem pyta się mnie, czy mam uprząż. To my tam będziemy jeździć konno? Okazało się, że to dziecko miało 18 lat, a uprząż jest potrzebna, żeby się przypinać do tych linek. Udało mi się pożyczyć, a na głowę zabrałem stare kaski rowerowe. Jędrek obiecał, że to tylko takie zabezpieczenie, żeby nie odpaść od stromego zbocza i obiecał, że będziemy się tego tylko przytrzymywać. O ja naiwny.
1. Zaczęło się obiecująco. Jak na emerytów przystało, kolejką.
2. Po drodze podziwialiśmy takie widoki
3. W końcu stanęliśmy twardo na ziemi
4. Podobno gdzieś na tą górę mamy się wdrapać.
5. Początkowo droga była całkiem przyjemna i po płaskim
6. Jednak szybka zaczęły się schody
7. W zasadzie, to wchodziliśmy na czworaka
8. W końcu wdrapaliśmy się na 2565 m n.p.m.
9. Tutaj już atakowały nas chmury
10. A przed nami dalsza droga w chmury.
11. Najwyższa pora, żeby ubrać uprząż
12. I w drogę przez mgły
13. A chmury przelewały się między szczytami
14. Czasami trzeba było przepuścić schodzących
15. Ale im wyżej, tym ładniejsze widoki
c.d.n.
Szukaj




Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami