Witam i zapraszam cierpliwych w czytaniu i oglądaniu ...
Do wypadu na krokusy przemierzaliśmy się w zeszłym roku ale pogoda skutecznie nam to uniemożliwiła… później kwiatuszki zwiędły i nie było po co jechać…
Pierwszy termin w tym roku też odpuściliśmy po dokładnych analizach pogodowych … w końcu padło na piątek. Wyjeżdżamy z Krakowa 6.15 wiezieni przez Tomka (dzięki) a pozostały skład to Rysiek, Kuba i ja - czyli mocno okrojona Małopolska Grupa fotograficzna. Samochodowym pilotem wycieki jest Rysio, który nie wiedzieć czemu każe nam rano zwiedzać Jabłonkę
a tam nawet Maca nie ma
Na parking przy Siwej Polanie docieramy na 8 by po chwili już dreptać asfaltową drogą prowadzącą w głąb Doliny. Humory dopisują głównie z powodu idealnej pogody, szafirowego nieba i słoneczka.
Mamy przed sobą ponad 7,5km odcinek drogi prowadzący na Polanę Chochołowską. Wędrówce lodowo śnieżną drogą towarzyszy prawie cały czas płynący nieopodal Potok Chochołowski.
Luźno rozmawiając w niecałe 2 h docieramy do początku polany gdzie otworzył się przed nami widok na Długi Upłaz od Grzesia po Rakoń, a z tyłu na Kominiarski Wierch. Chyba już nie pamiętam, która to moja wizyta tutaj…
Polana Chochołowska należy do największych w Tatrach. Mijamy pierwsze zabytkowe szałasy i zatrzymujemy się przy ścieżce wiodącej do kaplicy Św. Jana Chrzciciela.
Rozpakowujemy plecaki w poszukiwaniu kanapek i aparatówa po krótkim postoju rzucamy się w wir fotograficznej pasji z fioletowym krokusem w roli głównej.
1.
2.
3.
Na stojąco, kucająco, klęcząco, leżąco wszystkie chwyty dozwolone byle złapać to właściwe jedyne ujęcie …
4.
5.
6.
Nasz grupowy etnograf zajęty był leżeniem w poprzek ścieżki i wąchaniem kwiatuszków a ja zdążyłem ptaszka upolować…
7.
Mijając nielicznych o tej porze turystów podchodzimy powoli pod Kapliczkę gdzie tradycyjnie wykonujemy pierwsze ze zdjęć grupowych z widokiem na Kominiarski w tle.
8.
Ścieżką wiodącą górną częścią polany, powoli obchodzimy ją dookoła robiąc przystanki na zdjęcia. Podchodzimy pod Schronisko.
9.
Jest piękny słoneczny dzień, na niebieskie niebo powoli wychodzą pojedyncze niegroźne białe chmurki…
Po krótkim wywiadzie decydujemy się wyjść wyżej z zamiarem osiągnięcia wierzchołka Grzesia.
Wychodzimy od schroniska w lewo gdzie po kilkudziesięciu metrach ścieżka wprowadza nas do lasu. Przy żółtej tabliczce szlakowej z podanym czasem letnim 1.30h pakujemy aparaty do plecaków i rozpoczynamy naszą powolną wędrówkę. W lesie jest dość duża pokrywa śnieżna… ścieżka jest lodowo śnieżna i trzeba uważać aby stawiać nogi w wytyczone zagłębienia…
Dzielimy się kijkami tak aby każdy miał jakieś zabezpieczenie i podparcie.
Szlak prowadzi teraz stromo pod górę . Robimy częste odpoczynki wszak praktycznie wszyscy wstaliśmy od biurek… to pierwszy wypad w tym sezonie.
Po niespełna półgodzinnym, męczącym marszu robimy kolejny postój na regenerację i kalorie w postaci Milk-owej czekolady i płynów. Słonko skutecznie podnosi temperaturę przyczyniając się do wielu kropelek naszego potu. Szlak skręca w lewo i staje się trochę łagodniejszy. Na prowadzeniu Tomek, który po postoju, odnalazł jakieś nowe pokłady energii…
10.
Leśny odcinek pominę hasłem Kuby … „ Celem jest droga” … które powtarzaliśmy później tego dnia wielokrotnie … Ja z samego tyłu dodawałem sił … „byle do grani” bo dalej poniosą widoki
Ktoś wspominał o McDonaldzie… marzyła się kawa, herbatka z cytrynką …
11.
Po chwili szlak ponownie zmienia kierunek odbijając ostro w prawo i w kilka minut doprowadza nas do grzbietu, z którego otwiera się uroczy widok na otoczenie Doliny Chochołowskiej. W prawo biegnie ścieżka na Bobrowicką Przełęcz a my skręcamy w lewo w kierunku dzisiejszego celu.
12. Kominiarski Wierch, w środku Czerwone Wierchy a z prawej Ornak
Jak wcześniej wspominałem ta perspektywa i przestrzeń oraz otaczające nas pasma górskie, błękit nieba i słońce dodały wszystkim odpowiednią ilość energii na dalszą drogę …
13. Pięknie prezentujący się już bez śniegu Bobrowiec
Ścieżka w śniegu zaczyna być miększa i co ciężsi zapadają się dość głęboko, trzeba uważać … śniegu jest więcej niż w lesie.
14. Dzisiejszy cel...
W lecie droga prowadzi wśród kosówki, która teraz schowana jest pod metrową warstwą śniegu, powoli dochodzimy na małe siodełko między wierzchołkami Grzesia. A następnie w prawo na główny wierzchołek (1653 m). Jesteśmy na moim imienniku
15.
Jest pięknie… każdy na swój sposób podziwia piękno otaczającej nas tatrzańskiej zimowej przyrody … może ktoś się zastanawia co ja tutaj robię…
16.
Tradycyjnie rozkładam swój kramik … zaczynam gotowaćgorąca kawka, kanapeczki, bananik …
Później zdjęcia na wszystkie strony oraz grupowe na pamiątkę.
17.
18.
19.
Z wierzchołka jest rozległy widok na Rakoń i Wołowiec oraz resztę grani… za nimi wyłaniają się kawałki Rohaczy a w drugą stronę na Zachodnie Tatry Słowackie z górującymi na środku Trzema Kopami.
20.
21.
22.
23.
Na szczycie spędzamy ponad godzinę po czym rozpoczynamy zejście… podchodzimy w kopnym śniegu na sąsiedni wierzchołek na krótką sesję na słupku.
24.
Droga powrotna to niecała godzinka … mimo, że w dół to też kosztuje trochę energii, główny powód to oczywiście śnieg oraz kolana i stawy, które już czują te kilka kilometrów dzisiejszej drogi…
Mijamy lewą część polany i docieramy do schroniska gdzie zasiadamy na kanpeczkę i zwyczajowy skromny toaścik połączony z pamiątkowym wpisem na mapie.
25.
Ok. 15.30 ruszamy w drogę powrotną tym razem dolną drogą. Zatrzymujemy się na kilka krokusowych kadrów, tym razem ze słońcem z innej strony i innymi warunkami. W drugiej części polany słońce chowa się za chmury i całkiem zmienia się otoczenie…
26.
27.
28.
Mijamy ostatnie chaty, gdzieś w górze nad lasem dostrzegamy jeden z wierzchołków Grzesie…
29.
Widok Mnichów Chochołowskich żegna nas przy wyjściu z Polany…
30.
Mokrą drogą szybciej lub wolniej maszerujemy w kierunku Polany Huciska a później już asfaltem pokonujemy ostatnią prostą … znów pokazuje się słońce … na parkingu kończymy dzisiejszą trasę. Niby „lajtowa” ale wszyscy czujemy minione 18 km i prawie 9h na nogach.
Bezpiecznie wiezieni przez Tomka na 19.20 docieramy do Krakowa.
Mam nadzieję, że każdy z nas powie „warto było”bo o tym, że … „celem jest droga” to już wiemy
Dziękuję wszystkim za wspólny wypad i przednie towarzystwo!
GMilk
Szukaj




Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami