paranoja - kiedyś twórca dostawał dutki za swoje dzieło (obraz, utwór odśpiewany przed monarchą, koncert zagrany przed publicznością etc), dzieło było jednorazowe i jednorazowa zapłata - każdy kolejny obraz trzeba było na nowo namalować, koncert zagrać, piosenkę zaśpiewać itd... potem dało się zwielokrotnić dzieło - zapisać utwór na walcu, płycie, kasecie itd, zrobić wiele odbitek zdjęcia, wymyślono zatem licencje
potem doszli pośrednicy sprzedający kopie/ licencje tego dzieła, a na koniec jest sytuacja obecna - autor za utwór nie ma prawie nic, za to pośrednik (posiadacz praw majątkowych) od cholery
ale i to mało było, więc... zaczęto ochronę licencyjną i patentową rozciągać coraz dalej i dalej - i teraz chronione są idee typu "zakup pojedynczym kliknięciem", "obrazkowy interfejs do przeglądania zdjęć", "fragment genomu związany z leczeniem nowotworu", "czerwony autobus na tle innych zabytków Londynu" - ot takie tam- idiotyzm do potęgi n-tej
ale cieszmy się, jesteśmy "chronieni" jako twórcy, niestety coraz bardziej przed własną pracą i rozwojem - nagle okazuje się, że takie zdjęcie już ktoś zrobił i dup... dostaniemy pozew, że ktoś wczesniej napisał kawałek kodu realizujący dany algorytm i ciach tracimy swoją firmę, że ktoś opatentował naszą pracę badawczą i nagle mimo że to my jesteśmy autorem nie możemy z niej korzystać (sic!)
świat jest cudowny, cieszmy się póki nie opatentowano oddychania (koło dla przykładu już jest opatentowane)
![]()
Szukaj





Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami